Dodaj do ulubionych

W poniedziałek...

16.04.10, 17:49
...mój syn zdaje egzamin - a wlasciwie ma rozmowę kwalifikacyjną -
do liceum. Ciekawe, jak mu pójdzie.
--
Mops i kot

img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
Edytor zaawansowany
  • joa66 16.04.10, 18:23
    A długo na wynik rozmowy/egzaminu czekacie?


    Jeżeli mogę zapytać- na którym miejscu w rekrutacji stawiacie tę
    szkołę jeżeli się do niej dostanie?
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 16.04.10, 18:24
    Bede trzymac kciuki!
  • verdana 16.04.10, 19:18
    Dzięki!
    Wyniki podobno we wtorek.
    Jesli chodzi o miejsce w rekrutacji, to syn się waha - jeśli
    dostanie się do szkoły pierwszego wyboru, to oszczędzi mi kupę kasy,
    a to sie liczy. Z drugiej strony, ta szkoła jest kameralna,
    nastawiona na humanistów (filozofia, historia sztuki, przedstawienia
    teatralne) i od razu zapowiedziano, ze przyjmuje nie tylko bardzo
    dobrych uczniów, ale także takich z dysleksją czy drobnymi klopotami
    (za wyjątkiem osób bardzo niezdolnych, poniżej pewnego poziomu
    inteligencji -to dano do zrozumienia, nikt tego wprost nie
    powiedział- bo nie maja specjalnej kadry do pracy z taka mlodzieżą).
    W grę wchodzi jeszcze szkoła druga w kolejnosci - ta z kolei ma tę
    zaletę, ze idą tam przyjaciele syna.
    Wiec na razie trudno powiedzieć, szczególnie, ze jeszcze nie zdał do
    tej szkoły...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 16.04.10, 20:43
    Czy dobrze zrozumiałam, że praktycznie nie macie szkoły publicznej
    nr 3?

    Pytam z ciekawości, bo na razie u nas sytuacja wygląda podobnie i
    chociaż mamy duzo czasu nie spodziewam się większych rewolucji.
  • verdana 16.04.10, 22:12
    Syn wybrał nr 3, ale jest to wybór raczej nierealny.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 17.04.10, 07:50
    Nierealny? Bardziej nierealny niż nr 2?

    Ja do niedawna byłam zwolenniczką metody, o której pisała kiedyś
    agatka - na pierwszym miejscu liceum marzenie, na drugim takie, na
    które sa realne szanse, a na trzecim takie, gdzie można iśc kiedy
    egzamin kiepsko pójdzie.

    Teraz, po wizytach w szkołach, wszystko wygląda u nas nielogicznie.
  • verdana 17.04.10, 09:44
    Jedno z trzech liceów jest nierealne. Kolejność ich ustawienia
    zalezy od wyniku egzaminu do prywatnego - czy warto ryzykować, czy
    nie.
    Mam wapliwosci, co do liceum-marzenia jako pierwszego, chyba że sa
    duże szanse (Agatka jak rozumiem sadzi, ze w jej wypadku nie
    ma "niedostępnych" liceów). Przy minimalnej szansie dostanie się
    obniża się sznase na kolejną szkołę.
    Poza tym dochodza absolutnie nieprzewidywalne oceny na zakończenie
    roku. Moze są szkoły, gdzie da się je przewidzieć, ale w gimnazjum
    już dyskretnie zapowiedzieli, ze niskie oceny z poprzednich
    trymestrow, gdzie oceniano bardzo surowo, by zachecić do
    nauki, "będzie można poprawiać" - a co to oznacza, wszyscy wiemy.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 17.04.10, 18:26
    Ja rozumiem liceum marzenie jako takie gdzie trzeba się postarać
    plus mieć szczęście, żeby się dostać.

    Liceum 2 wyboru to wg mnie liceum, które jest bardzo realne jesli
    wszystko idzie zgodnie z przewidywaniami ( w tym, ale nie tylko
    dotychczasowymi wynikami w nauce) i żaden pech się nie wkrada.

    "Poza tym dochodza absolutnie nieprzewidywalne oceny na zakończenie
    > roku. "

    Ale wyniki egzaminu są znane chyba w połowie czerwca - wtedy już
    chyba wiadomo jakie są oceny końcowe w szkole?

    Najlepiej strategicznie byłoby miec opracowany wybór 4 liceów i w
    razie wpadki przesunąć trzy licea " w dół"
  • verdana 17.04.10, 19:05
    Trzeba tylko brac pod uwagę, zę do liceów 'srednich" czasem jest
    wiecej osób na jedno miejsce niż do tych lepszych. I wystawianie
    wątpliwego, jako pierwszego obniza szanse na drugie.
    Można tak ryzykowac w wypadku bardzo dobrych uczniow. Średnich - już
    nie bardzo.
    W polowie czerca można wprowadzać zmiany. Ale pierwszy wybor jest
    wczesniej.
    Strategocznie "dół" już w wypadku mojego syna jest nie do przyjęcia.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 17.04.10, 23:42
    "Trzeba tylko brac pod uwagę, zę do liceów 'srednich" czasem jest
    wiecej osób na jedno miejsce niż do tych lepszych."

    Moim zdaniem liczba kandydatów na jedno miejsce w liceum to bardzo
    myląca informacja. Progi punktowe, zwłaszcza na przestrzeni lat , są
    bardziej wiarygodne.

    Gdyby liczba kandydatów się liczyła, łatwiej byłoby się dostac do
    Czackiego niż np. Konopnickiej.


    Ja natomiast (ani mój syn) nie bardzo widzimy liceum nr.3. Syn "ma"
    2, ja teoretycznie 3 licea, ale dwa z nich niewiele się różnią
    progami, więc strategicznie to decyzja bez sensu.


    Mam gdzieś z tyłu głowy "bazę" ewentualnych niepublicznych, ale nie
    ukrywam, że wolałabym z niej nie korzystać.
  • verdana 18.04.10, 09:37
    I tak bywa. Czasem latwiej dostać się do lepszej, niż do gorszej
    szkoły - pomijając osoby z takimi ocenami, ze przyęte zostaną
    wszędzie w pierwszej kolejnosci.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: filga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.10, 11:55
    Chyba, Verdano kolejny raz nie przemyślałaśtego, co piszesz. Łatwiej
    dostać się do dobrej szkoły? Bo mniej kandydatów? I co z tego, że
    mniej, jęśli ostatni przyjęty ma duuużo więcej punktów niż pierwszy
    w innej szkole. Wiem, że nie lubisz szkół "rankingowych", ale
    zachowaj zdrowy rozsądek.
  • verdana 18.04.10, 13:03
    Nie do dobrej!!! Do gorszej sredniej bywa więcej kandydatów (np. do
    jednej wybranej przez syna jest zazwyczaj 7 osób na miejsce) niz do
    lepszej średniej - gdzie było 3 kandydatów.
    Nie mówiłam - i podkreslalam to parę razy - o żadnej z naprawdę
    dobrych szkół. Czytaj uwaznie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 18.04.10, 13:27
    Ale kluczową informacją są jednak progi punktowe. Liczba kandydatów
    na jedno miejsce to raczej przedmiot zainteresowania tych, którzy
    badają zachowania młodzieży.

    A wracając do strategii- zastanawiam się lepiej wybierać (w dalszej
    kolejności) klasy o zbliżonym profilu, a nie o tym wybranym (np.
    humanistyczna, zamiast humanistyczno-społeczna) w wybranej szkole,
    która budzi zaufanie czy decydowanie się na gorsze z naszego punktu
    widzenia liceum, ale wybrany profil.

    Dotyczy to sytuacji kiedy do klasy zblizonej profilem w wybranym
    liceum potrzeba tyle samo punktów, co do klasy o wybranym profilu w
    liceum, które zdecydowanie mniej się podoba.
  • joa66 18.04.10, 13:30
    p.s. do verdany - życzę powodzenia synowi . Fajnie wiedzieć, że
    cokolwiek się stanie, to liceum będzie szkołą, w której da się nie
    tylko uczyć, ale także żyć.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.04.10, 14:35
    "A wracając do strategii- zastanawiam się lepiej wybierać (w dalszej
    kolejności) klasy o zbliżonym profilu, a nie o tym wybranym (np.
    humanistyczna, zamiast humanistyczno-społeczna) w wybranej szkole,
    która budzi zaufanie czy decydowanie się na gorsze z naszego punktu
    widzenia liceum, ale wybrany profil."

    To zalezy co sie na ten humanistyczny profil sklada, no i zainteresowania
    dziecka humanistyka.
    Podejrzewam, ze moj syn (raczej historia, geografia, wos) oszalalby, gdyby
    musial sie uczyc polskiego na tak bardzo rozszerzonym poziomie jak moja corka.
    Pamietam, kiedy w liceum rozmawialam z jego polonistka, powiedziala mi - wiem,
    ze on jest kulturalnym czlowiekiem, ale potwornie irytuje mnie, kiedy on udaje,
    ze nie ziewa na lekcji...
    Dla czesci "spolkow" nie do zniesienia moze byc tez filozofia, lacina czy wiedza
    o kulturze - przez 3 lata. Albo towarzystwo "pokreconych artystow"...W klasach
    humanistycznych jest tez wiecej dziewczynek; nie wszyscy chlopcy dobrze sie
    czuja w roli "rodzynkow" :)
  • joa66 18.04.10, 15:23
    Mój syn lubi w szkole zajęcia z filozofii czy wiedzy o kulturze,
    literaturę też. To, co go różni od typowych humanistów, to fakt, że
    średnio lubi pisać, a wysiłek samodzielny, pozaszkolny to jednak
    historia/wos/polityka.


    Zobaczymy.


    p.s. z pewnego punktu widzenia, dobrze byc rodzynkiem i mieć dużo
    koleżanek;)
  • verdana 18.04.10, 15:47
    Mój lubi za to filozofię9chodzi na dodatkowe zajecia), wiedze o
    kulturze, polski - i bardzo lubi wypracowania, za to historii nie
    znosi.
    Ale woli kolezanki od kolegów.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.04.10, 16:49
    verdana napisała:

    > Mój lubi za to filozofię9chodzi na dodatkowe zajecia), wiedze o
    > kulturze, polski - i bardzo lubi wypracowania, za to historii nie
    > znosi.
    > Ale woli kolezanki od kolegów."

    Wlasnie dlatego,moim zdaniem, najlepsze sa takie rozwiazania, kiedy dzieci same
    moga wybierac sobie rozszerzone przedmioty. Nauka w 'zamknietych oddzialach"
    czasami jest mordega. Historykowi czesciej jest blizej do matematyki niz
    polskiego a pasjonatom humanistyki do biologii niz historii. Nie kazdy matematyk
    kocha tez fizyke.

    Tym bardziej, ze na wiele kierunkow uniwersyteckich mozna obecnie wybierac
    przerozne przedmioty maturalne.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.04.10, 16:12
    joa66 napisała:

    > Mój syn lubi w szkole zajęcia z filozofii czy wiedzy o kulturze,
    > literaturę też. To, co go różni od typowych humanistów, to fakt, że
    > średnio lubi pisać, a wysiłek samodzielny, pozaszkolny to jednak
    > historia/wos/polityka."

    Na pewno znasz lepiej swoje dziecko, ja tylko mowie o "niespodziankach"
    zwiazanych z wyborem klasy humanistycznej.
    Moje dzieci patrzac z zewnatrz tez sa wlasciwie humanistami, ale ja widze
    ogromna miedzy nimi roznice. Moj syn tez lubil filozofie, lacine czy wiedze o
    kulturze, natomiast, jak to mowila jego cytowana przeze mnie polonistka "to nie
    jest humanista, to jest prawnik". Dlatego w polowie II klasy zrezygnowal z grupy
    o rozszerzonym poziomie polskiego.
  • joa66 18.04.10, 18:20
    Ale, jak myslisz, czy Twój syn wolałby jednak uczyc się polskiego na
    rozszerzonym poziomie w swojej szkole, czy być w klasie społecznej
    np. w Kołłątaju?

    To skrajny przykład, ale w tym tkwi istota mojego pytania.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.04.10, 19:05
    Nie, no to jest manipulacja:)

    Oczywiscie, ze wartoscia dla dziecka moze byc samo to, ze uczy sie w danej
    szkole, nawet jesli cos tam zgrzyta albo nie do konca pasuja rozszerzone
    przedmioty.
    Niemniej, znam dzieci ktore zwyczajnie mecza sie w klasach, do ktorych trafily
    wlasnie dlatego, ze zaznaczyly kazda klase w danej szkole - a zalezalo im na tej
    konkretnej (bo "prestiz", bo blisko, bo koledzy).
  • joa66 18.04.10, 19:49
    No nie, to nie manipulacja, chciałam dać jaskrawy przykład.:)_

    Ja oczywiście mam na myśli klasy o zbliżonych profilach, a nie
    jakichkolwiek. Nawet gdyby mojemu dziecku przynieśli na czerwonej
    poduszce "dostanie się" za darmo do klasy matematyczno-
    informatycznej w najfajnieszym liceum na świecie - odradzałabym:)
  • verdana 18.04.10, 19:54
    Moja córka chodziła do szkoły, gdzie było idealne rozwiazanie -
    wszystkie klasy ogólne, kazdy wybierał dwa dowolne rozszerzone
    fakultety. W ten sposób przypadkowo znalazla sie w klasie niemal w
    całosci biologiczno-chemicznej,, choć ona chodziła na fakultety z
    polskiego i historii. Bardzo to sobie chwaliła, nie tylko ze względu
    na wybór, ale także na to, ze mogła rozmawiać z ludźmi o zupełnie
    innych zainteresowaniach i to bylo bardzo fajne. Niestety, szkoła z
    tego zrezygnowała i teraz ma zwykle klasy.
    W szkole, do którrej zda albo nie zda mój syn, klasa jest ogólna,
    mozna wybierac poziom nauki poszczególnych przedmiotów, a oprócz
    tego seminaria na wybrane tematy (z tego, co widziałam - bardzo
    różne - od dodatkowych języków , do kina w PRL). Pisze się też prace
    rocznie na wybrany temat.
    Dla mnie to jest rozwiązanie.
    Ja sama odmowilam do pójscia w liceum do klasy matematycznej, mimo,
    ze byłam laureatką olimpiady matematycznej - ale nienawidzilam
    fizyki i ledwo z niej zdawałam.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.04.10, 21:54
    "W szkole, do którrej zda albo nie zda mój syn, klasa jest ogólna,
    mozna wybierac poziom nauki poszczególnych przedmiotów, a oprócz
    tego seminaria na wybrane tematy (z tego, co widziałam - bardzo
    różne - od dodatkowych języków , do kina w PRL). Pisze się też prace
    rocznie na wybrany temat. "

    Tak mial tez moj syn; w "tradycyjnej szkole" -jesli by sie do niej dostal -
    pewnie bylbym jakims dwojarzem o zrujnowanej samoocenie.
    A w takim systemie mogl zajmowac sie tym, w czym naprawde byl dobry.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.04.10, 21:22
    > Ja oczywiście mam na myśli klasy o zbliżonych profilach, a nie
    > jakichkolwiek. Nawet gdyby mojemu dziecku przynieśli na czerwonej
    > poduszce "dostanie się" za darmo do klasy matematyczno-
    > informatycznej w najfajnieszym liceum na świecie - odradzałabym:)"

    Przy "braku przeciwskazan" ze straony dziecka, klasa humanistyczna nie musi byc
    wielkim nieporozumieniem,nawet jesli wolaloby chodzic do klasy spolecznej. Poza
    tym, czasami istnieje mozliwosc przeniesienia sie do tej "wymarzonej"; w szkole
    mojej corki sporo bylo takich roszad na poczatku roku.

  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.04.10, 14:05
    Verdana, filga ma racje.
    "Tlok" w srednioprogrowych klasach/szkolach robia ci, dla ktorych jest to klasa
    pierwszego wyboru, jak i ci - ktorzy wybieraja ja na miejscu 2 albo i 3.
  • verdana 18.04.10, 14:39
    Teoretycznie tak jest. Jednak sporo z tych, co mają szkołę na 2,3
    miejscu w koncu do niej trafia.
    A w szkole, którą wybrał mój syn są preferencje, przy tej samej
    ilosci punktow dla rodzeństw. Akurat syn w tej szkole należy do tej
    grupy, ale w drugiej, o zbliżonym progu punktowym - już nie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 18.04.10, 15:08
    Praktycznie tak jest. To czy uczeń dostanie się do szkoły zależy od
    progu punktowego i jego własnych wyników.

    Kiedy patrzę się na minimalne progi w danej szkole, to nie ma
    znaczenia w planowaniu, czy dla uczniów, którzy są w tej klasie ,
    była to klasa 1, 2 czy 3 wyboru.

    Chyba, że czegoś nie rozumiem, to mi wytłumacz jak krowie na
    miedzy , na przykładzie.
  • kkokos 18.04.10, 22:46
    > Kiedy patrzę się na minimalne progi w danej szkole, to nie ma
    > znaczenia w planowaniu, czy dla uczniów, którzy są w tej klasie ,
    > była to klasa 1, 2 czy 3 wyboru.
    >


    to może ja poproszę jak sołtys krowie na rowie, bo się zgubiłam

    czy ci, dla których jest to klasa drugiego wyboru, ale mają dużo punktów
    "wypychają" tych, dla których to klasa pierwszego wyboru, ale mają mniej punktów
    niż tamci?
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.04.10, 23:12
    > to może ja poproszę jak sołtys krowie na rowie, bo się zgubiłam
    >
    > czy ci, dla których jest to klasa drugiego wyboru, ale mają dużo punktów
    > "wypychają" tych, dla których to klasa pierwszego wyboru, ale mają mniej punktó
    > w
    > niż tamci?"

    Tak to wlasnie wyglada. I wtedy te wypchniete dzieci wypychaja z klasy swojego
    drugiego wyboru inne dzieci, dla ktorych byla to klasa pierwszego wyboru i tak
    dalej...
  • kkokos 18.04.10, 23:22
    o, to tą metodą może się tak ułożyć, że szczęśliwych jest dosłownie setka z
    kilku klas z najwyższą punktacją, a parę tysięcy reszty jest zepchniętych w dół
    w to, co uważali za rezerwę - choćby nawet obstawiali na miarę swoich
    możliwości, ocen i punktów oraz orientacyjnych punktów z ubiegłych lat :(

    niezbyt to sprawiedliwie brzmi

    myślałam, że pierwszy wybór jest obowiązujący, a drugi wybór jest dobierany w
    miarę wolnych miejsc :(

    dzięki
  • Gość: learning-to-fly IP: 95.108.50.* 19.04.10, 00:10
    Szczerze mówiąc w obecnym systemie nie widzę jakiejś niesprawiedliwości, jest
    wyjątkowo przejrzysty. Ale nawet jeśli uznać, że taki nie jest, to proponowane
    przez Ciebie rozwiązanie byłoby o wiele bardziej niesprawiedliwe, przy okazji
    krzywdziłoby dzieci ambitne. Dobierając na wolne miejsca mogłoby się zdarzyć, że
    ktoś kto miał 150 punktów poszedłby do szkoły z progiem 80, tylko dlatego, że w
    tej wymarzonej klasie akurat w tym roku próg wyniósł 151:/. Więc nie opłacałoby
    się ryzykować i wiele dzieci z szansami na naprawdę dobre szkoły na wszelki
    wypadek szłoby do tych przeciętnych.
    Zresztą progi z poprzednich lat uwzględniają wszystkich, którzy się dostali,
    tych z drugich czy trzecich wyborów też, więc w sumie to nic nie zmienia.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.04.10, 10:12
    "Szczerze mówiąc w obecnym systemie nie widzę jakiejś niesprawiedliwości, jest
    wyjątkowo przejrzysty. Ale nawet jeśli uznać, że taki nie jest, to proponowane
    przez Ciebie rozwiązanie byłoby o wiele bardziej niesprawiedliwe"

    Tez tak uwazam. Z moich obserwacji wynika natomiast, ze zasad obecnej rekrutacji
    nie rozumie wiele dzieci, wielu rodzicow, a nawet nauczycieli gimnazjow. Nie
    wiem czy to wina systemu, raczej zlej polityki informacyjnej na ten temat.
    Gorzej poinformowani na pewno maja gorzej, ale tak jest w ogole w zyciu.

    Ale niesprawiedliwy nie jest.
    Na pewno mozna by dac dzieciom wieksza liczbe szkol do wyboru i ostateczna
    mozliwosc podejmowania decyzji; byla juz na ten temat dyskusja na forum, ale
    wyszlo na to, ze to jakies science fiction.
  • verdana 19.04.10, 10:30
    W roku, gdy zdawała moja córka było do wyboru tyle szkół, ile się
    chciało. Dramat. W klasie mojej córki, bardzo dobrej zreszta (ona ze
    średnią 5,0 nie była wcale uznana za czołówke klasy), w pierwszym
    podejściu dostały sie dwie osoby. Córka - do szkoły ostatniego
    wyboru i koleżanka, ze średną 5,8 do szesciu czy siedmiu szkół. Może
    ktos jeszcze, ale chyba nie. najlepsi uczniowie zajęcli większość
    miejsc w dobrych szkolach.
    Tylko wtedy nie bylo zapisów przez Internet, teraz chyba byłoby
    lepiej.
    Widzę jednak w tym systemie powazną , a niedostrzegana wadę. Rosnie
    pokolenie mlodzieży, ponioszacej edukacyjne klęski. Poza grupa
    najzdolniejszych i najlepszych uczniów niemal kazdy w miarę ambitny
    mlody człowiek w wieku 16 lat już ma za sobą doświadczenie nie
    zdania do elitarnego gimnazjum (rzadziej) i nie dostania się do tej
    szkoły, do ktorej naprawdę chciał iść. Często idzie do liceum, do
    ktorego nie ma do końca przekonania, z ktorym nie czuje się
    związany i w dodatku z poczuciem, ze jest słaby, bo sie juz gdzieś
    nie dostał. Zamiast się cieszyć, uznaje się za przegranego i czesto
    tak to też widzi rodzina. Znam dziewczyne, ktora ma takie poczucie
    po ukończeniu jednego z najlepszych liceów - bo nie dostała się do
    tego, które sobie wybrała.
    Nikt tego nie bada, a moim zdaniem to bardzo niekorzystne zjawisko.
    Nie mam jednak pojecia, co mozna by z tym zrobic.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.04.10, 10:55
    Tak, to bylo straszne, pozniej zostal wprowadzony system komputerowy, opisywal
    te historie dyr. Mirowski.

    Natomiast nie widze nic zlego w istocie rekrutacji opartej na osiagnieciach
    uczniow przeliczanych na punkty. To o wiele bardziej sprawiedliwe kryterium niz
    kolejnosc zgloszen,miejsce zamieszkania albo mozliwosc oplacenia czesnego.
    A ze jest z tym zwiazana potencjalna porazka, ze ktos nie dostanie sie do
    elitarnego liceum? No ba! Takie zycie.
    To nie jest wina systemu, to jest przede wszystkim wina rodzicow, ktorzy
    wychowuja dzieci w kulcie osiagniec szkolnych. Zdziwilabys sie, ale do
    elitarnych liceow rowniez trafiaja zdolowane dzieci. A wiesz dlaczego? Bo na
    przyklad byly tylko 15 albo 30 na liscie przyjetych do klasy...Pierwsze pytanie
    nowych kolegow to ile mialas punktow? 165 ? A ja 175! A tamten ...200. Znam
    dziewczynke totalnie zdolowana psychicznie bo miala 90 punktow z testu. Bo mama
    jej powiedziala, ze corka kolezanki miala 95.
    Ale to nie jest wina systemu.On jest milion razy bardziej sprawiedliwy niz za
    moich czasow,kiedy o przyjeciu do szkoly decydowal rejon zamieszkania,
    ewentualnie stopnie na swiadectwie, a czesto "znajomosci".





  • verdana 19.04.10, 11:23
    Nie, ja też nic złego w tym systemie nie widzę, jest niewątpliwie
    sprawiedliwy (nie do konca ze wzgledu na stopnie w gimnazjum, ale to
    inna sprawa).
    Mnie nie chodzi o porazke, ze ktos się nie dostanie do elitarnego
    liceum! Chodzi o to, ze ogromna część młodzieży - nikt nie liczy
    ile - nie dostaje się do jakiegos liceum, które sobie wybrala. Nie
    musi być elitarne. Jakiekolwiek. A to dla osoby w tym wieku porażka -
    widze to, mlodzież o tym sporo mowi, w liceum z kolejnego wyboru
    narzeka, chce sie przenosić, czuje się "zdegradowana". I nie jest to
    tylko wina rodzicow, nastolatki chca mieć osiągniecia, nawet jak
    rodzice machaja na to ręką.
    Pewnie, ze rodzice napedzają histerię i że dla niektorych bycie nie
    w pierwszej trójce to już klęska. Ale nie wydaje mi sie dobre, aby
    poczucie przegranej miał aż taki duzy procent mlodziezy - a ma.
    Kiedyś zdawało sie do wybranego liceum egzamin. System też nie
    najlepszy, ale może nie powodujący aż takich frustracji. Oczywiście,
    wtedy problem był z oblanymi. za to liceum, choć czesto potem
    znienawidzone, było pierwszym wyborem.
    Nie ma dobrego systemu, nie mowię , ze obecny jest zły. Tylko trzeba
    by cos zrobic z rosszerzającym się poczuciem "przegranej" wśród
    młodych ludzi.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 19.04.10, 11:32
    Masz rację, ale ja nie widzę rozwiązania.

    Kiedyś ci, którzy oblali egzamin do wybranego liceum też odnosili
    porażki.

    Jedyne co rodzice mogą robić to próbować uczyć dzieci przyjmować
    porażki jak rzecz naturalną . Ale wielu rodziców też ma z tym
    problem.

  • verdana 19.04.10, 12:17
    Ale bylo ich jednak sporo mniej. Z dobrych uczniów z mojej klasy do
    liceum nie dostał się jeden chłopak. Teraz takich jest o wiele
    więcej.
    I wydaje mi się, ze pewnym zludzeniem jest nauczenie przyjmowania
    porazek w tym wieku za rzecz naturalna. Pewnie, ze rodzice powinni
    robić, co mogą - ale 16-latek nie da się zazwyczaj przekonać,
    ze "nic waznego się nie stało".
    A w dodatku czesto słowa sobie, a czyny sobie. Już to, ze szkołę
    wybiera się wcześnie, ze choćby jak widac na tym forum, czasem od
    pierwszej klasy rodzice chodza na zebrania, analizują tabelki -
    niezaleznie od ich deklaracji, czyni porazkę klęską.
    Ale rozwiazania tez nie widzę, niestety...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 19.04.10, 12:43
    Jeżeli rodzic zacznie mówić po fakcie "ależ nic się nie stało" a
    przed rekrutacją napędza dziecko - to niewiele to pomoże.

    Ja swojemu synowi powiedziałam kilka miesięcy temu " pewnie
    usłyszysz wiele razy, że to najważniejszy egzamin w życiu - chcę Ci
    powiedzieć, że to bzdura. Owszem jest ważny, ale nie najważniejszy"


    Moim zdaniem właśnie dlatego trzeba wcześniej o tym myśleć, żeby
    mieć mniej więcej przygotowane rozwiązanie dla każdej sytuacji,
    rozwiązanie godne i dobre. Ja właśnie dzięki wczesnym analizom tego
    co się dzieje zaczęłam na wszelki wypadek odkładać pieniądze na
    szkołę niepubliczną, bo wolę mieć odłożone na to całą kwotę a nie
    płacić z pieniędzy bieżących
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.04.10, 13:20
    >" Ja swojemu synowi powiedziałam kilka miesięcy temu " pewnie
    > usłyszysz wiele razy, że to najważniejszy egzamin w życiu - chcę Ci
    > powiedzieć, że to bzdura. Owszem jest ważny, ale nie najważniejszy"

    Mowilam tak swojemu synowi kiedy zdawal mature.
    Powiedzialam mu takze, ze za moich czasow, koledzy, ktorzy nie dostali sie
    studia,otrzymywali natychmiastowe powolanie do wojska.
    Bez przesady,nasze dzieci maja o wiele bardziej komfortowe zycie niz my w ich
    wieku.
  • verdana 19.04.10, 20:23
    Ja powiedziałam słowo w slowo to samo.
    Mimo to syn był dziś maksymalnie zdenerwowany.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.04.10, 12:58
    verdana napisała:

    > Ale bylo ich jednak sporo mniej. Z dobrych uczniów z mojej klasy do
    > liceum nie dostał się jeden chłopak. Teraz takich jest o wiele
    > więcej. "

    Sorry Verdana, ale czy Ty na pewno znasz zasady obecnie obowiazujacej rekrutacji
    do liceow? Moim zdaniem, dobry uczen naprawde ma duze szanse, aby dostac sie do
    dobrego liceum. Procedury - to fakt, sa skomplikowane - ale to nie jest wina
    procedur tylko zlej polityki informacyjnej. Nie dziwie sie matkom, ktore chca je
    zglebic. Osobiscie zajelam sie tym tematem, kiedy moje dziecko bylo w 3 klasie
    gimnazjum, na szczescie szybko przyswajam nowe informacje i dlatego w tej chwili
    wykonuje prace spoleczna na rzecz innych:)
  • agatka_s 19.04.10, 13:07
    To wszystko zależy jak zdefiniujemy tę porażkę. Czy porażką jest to
    ze ktoś chciałby dostać się do konkretnej szkoły gdzie próg jest np
    170, a ma tylko 140, więc jako realista nie zaznacza (zaznacza
    szkoły "około" 140 pkt), ale jest wsciekły , bo na koncu dostaje się
    nie do tej szkoły o jakiej marzył tylko takiej na jaką realnie było
    go stać. Czy porażką nazwiemy to że ktoś mimo że ma zdecydowanie za
    mało punktów jednak te szkoły zaznacza i w końcu rzeczywiście
    zostaje na lodzie, tzn fizycznie naprawde nigdzie się nie dostaje.

    Pierwszy przypadek to przykrość, ale sytuacja obiektywna i bardzo
    sprawiedliwa, która najwyżej może być nauczką na przyszłość aby się
    bardziej przyłożyć w liceum, druga sytuacja to zwyczajna głupota i
    tyle.
  • verdana 19.04.10, 20:25
    Tak, oczywiscie, ma nie tyle szanse, co niemal pewność.
    Ale nie zawsze jest to liceum pierwszego wyboru, gdzie czasem
    zabraknie jednego-dwóch punktów. I tylko o to chodzi.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kkokos 19.04.10, 20:00
    Gość portalu: learning-to-fly napisał(a):

    > Szczerze mówiąc w obecnym systemie nie widzę jakiejś niesprawiedliwości, jest
    > wyjątkowo przejrzysty.

    no, nie byłabym taka pewna - podejrzewam, że dużo i rodziców, i uczniów nie
    zdaje sobie sprawy, że konkurencją nie są tylko ci z pierwszego wyboru, ale
    także ci, dla których to wybór drugi i trzeci. dyskutowaliśmy już tu o liczbach
    podawanych przez szkoły jako "liczba osób na miejsce" i wyszło nam (np. w
    postach agatki, że ta liczba uwzględnia tylko pierwszy wybór.

    proponowane
    > przez Ciebie rozwiązanie byłoby o wiele bardziej niesprawiedliwe


    oczywiście masz rację, ze byłoby to niesprawiedliwe, tylko ja niczego nie
    proponuję, po prostu tak rozumiałam ten system i tyle


    ale nadal - choć rzeczywiście nie bardzo widzę dobre rozwiązanie - obowiązujący
    system wydaje mi się niesprawiedliwy o tyle, że wystarczy lekkie spiętrzenie
    gdzieś na górze, w tych najlepszych klasach/szkołach, by cała konstrukcja w dół
    załamała się lawinowo. po prostu niżej ludzie spychają się nawzajem w dół jak
    kostki domina i może się zdarzyć, że w sumie jakaś miminalna liczba osób
    dostanie się tam, gdzie naprawdę chciała.
  • joa66 19.04.10, 20:09
    Tylko, z praktycznego punktu widzenia , to nie ma znaczenia.

    Jeżeli mojemu dziecku zabraknie punktu, żeby się gdzieś dostać, to
    co za różnica czy "zabrał" mu miejsce, ktoś dla kogo to było szkoła
    pierwszego czy trzeciego wyboru.

    Ten system funkcjonuje już kilka lat i jeżeli wiem, że w danej
    klasie progiem zwykle jest około 140 punktów, to tym się kieruję.


  • Gość: learning-to-fly IP: 95.108.50.* 19.04.10, 20:33
    > no, nie byłabym taka pewna - podejrzewam, że dużo i rodziców, i uczniów nie
    zdaje sobie sprawy, że konkurencją nie są tylko ci z pierwszego wyboru, ale
    także ci, dla których to wybór drugi i trzeci.

    Informacje są w necie, a jeśli się ma jakieś wątpliwości, to zawsze można
    zapytać na wywiadówce/godz.wych, (w zależności od tego kto pyta), w wypadkach
    rozpaczliwej niekompetencji gimnazjum zostaje jeszcze kuratorium. Jak się chce,
    to można :) Zresztą, tak jak mówiłam progi podawane są i tak te ostateczne,
    uwzględniające uczniów ze wszystkich "wyborów", więc dalej nie wiem co za
    różnica czy na miejsce było 2 czy 22 kandydatów.

    >wystarczy lekkie spiętrzenie gdzieś na górze, w tych najlepszych
    >klasach/szkołach, by cała konstrukcja w dół załamała się lawinowo. >po prostu
    niżej ludzie spychają się nawzajem w dół jak kostki >domina

    Przesada, do tych najwyżej punktowanych szkół nie ma aż tylu chętnych, nie każdy
    nawet w wariancie maksymalnie optymistycznym liczy na >160pkt. A w każdym innym
    systemie dzieciaki ok. 150 i tak by zajęły te miejsca, które mogą ewentualnie
    zająć jako swój drugi wybór, bo wolałyby zapewnić sobie szkołę dobrą, niż starać
    się o bardzo dobrą i ryzykować wylądowanie w takiej, gdzie zostały wolne miejsca
    i szkołę drugą zaznaczyłyby jako pierwszą (przynajmniej większość). Dla tych z
    mniejszą ilością punktów skutek jest dokładnie ten sam.
    Zresztą szkół "normalnych" jest o wiele więcej niż tych z bardzo wysokimi
    progami, a poza tym nieprzyjęci rozkładają się na nie bardziej równomiernie, 2-3
    sztuki w szkole raczej lawinowych osunięć nie powodują.
    poczekaj, aż dziecko będzie składać papiery na studia, tam dopiero z rekrutacją
    jest jazda bez trzymanki:)
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.04.10, 22:12
    kkokos napisała:

    "podejrzewam, że dużo i rodziców, i uczniów nie
    > zdaje sobie sprawy, że konkurencją nie są tylko ci z pierwszego wyboru, ale
    > także ci, dla których to wybór drugi i trzeci."

    Moj maz, poproszony o wymiane zdjec corki (w pierwszej wersji miala
    "paszportowe", ktorych nie chciala miec na legitymacji) w liceum, do ktorego
    sie dostala, wrocil wstrzasniety, bo spotkal ojca dziewczynki, ktory wlasnie
    odbieral papiery corki, ktora nie dostala sie NIGDZIE. A miala moze ze dwa
    punkty mniej niz nasza corka.

    Wczesniej wysmiewal sie z mojej ekscytacji procedurami rekrutacyjnymi...Po tym
    doswiadczeniu spedzil kilka godzin w internecie i oczwiscie znalazl "genialne"
    rozwiazanie dla tej nieznanej mu dziewczynki, do dzis ma nadzieje, ze jej tata
    wpadl na ten sam pomysl...

  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.04.10, 22:42
    sorry za liczbe "ktorych" we wszelkich odmianach, ale sie spieszylam.
  • Gość: kasia IP: 85.222.87.* 20.04.10, 11:21
    "spedzil kilka godzin w internecie i oczwiscie znalazl "genialne"
    rozwiazanie dla tej nieznanej mu dziewczynki, do dzis ma nadzieje, ze jej tata
    wpadl na ten sam pomysl..."



    ciekawa jestem tego "genialnego" rozwiązania....podzielisz się, jesli to nie
    tajemnica
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 20.04.10, 12:10
    "ciekawa jestem tego "genialnego" rozwiązania....podzielisz się, jesli to nie
    tajemnica "

    Zadnego geniuszu w tym nie ma:) Po prostu - moj maz byl kompletnie zielony w
    sprawie procedur rekrutacyjnych, nawet kiedy juz wiadomo bylo ze corka sie
    dostala zapytal, czy jest pewna, ze akurat do tej klasy chce chodzic, bo myslal,
    ze moze sobie wybrac inna etc.:)

    A "genialny pomysl" polegal na odkryciu rutynowej procedury - rekrutacji
    uzupelniajacej w lipcu; z tym ze moj maz bardzo zaglebil sie w ten problem,
    sprawdzal nawet gdzie sa wolne miejsca:)i odkryl, ze dziewczynka ma wiecej
    punktow niz przyjeciu do wielu bardzo dobrych szkol, wiec na pewno zostanie
    przyjeta.

    Poza tym - strategia obstawiania szkol o podobnych progach wcale nie jest taka
    glupia, pod warunkiem, ze jest to strategia swiadoma; oczywiscie to troche
    "jazda bez trzymanki", ale czasem bardziej oplaca sie poczekac i skorzystac z
    wolnych miejsc w dobrej szkole niz wyladowac w szkole ostatniego wyboru z
    poczuciem porazki.
  • adwarp 20.04.10, 12:32
    :)dziękuję za wyjaśnienie.....
    nie wiem jak jest z innymi "dziećmi", ale obserwując mojego syna, odnoszę wrażenie,że dla niego najważniejsze jest,żeby się dostać, bo porażką byłoby nie dostać się nigdzie, chociaż ja mam opinię podobną do twojej, ale,żeby się nie pomylić w tych kalkulacjach:(
  • joa66 20.04.10, 13:26
    Ja zaczynam się zastanawiać czy w roku "rekrutacyjnym" w ogóle da
    się zaplanować wakacje:)

    wyniki pierwszej rekrutacji - początek lipca
    dodatkowa rekrutacja - lipiec, sierpień
    ewentualne rozmowy, egzaminy do szkół niepublicznych

    ufff...
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.04.10, 15:28

    verdana napisała:

    > Teoretycznie tak jest. Jednak sporo z tych, co mają szkołę na 2,3
    > miejscu w koncu do niej trafia.
    > A w szkole, którą wybrał mój syn są preferencje, przy tej samej
    > ilosci punktow dla rodzeństw. Akurat syn w tej szkole należy do tej
    > grupy, ale w drugiej, o zbliżonym progu punktowym - już nie. "

    Nadal wszystko zależy, na ile punktów może liczyć Twoj syn i jakie sa srednie
    progi w danych szkolach.
    W przypadku gdy progi sa zblizone - moim zdaniem - pierwsza szkola powinna byc
    ta, ktora bardziej mu sie podoba.

  • verdana 18.04.10, 15:47
    Też tak uwazam.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • agatka_s 19.04.10, 13:11
    verdana napisała:

    > > Mam wapliwosci, co do liceum-marzenia jako pierwszego, chyba że
    sa
    > duże szanse (Agatka jak rozumiem sadzi, ze w jej wypadku nie
    > ma "niedostępnych" liceów).

    Byłabym zobowiązana verdano abyś nie pisała co ja sądze-bądź
    uprzejma zostawić to mnie (już nie mówiąc o tym że akurat w tym
    przypadku ja tak kompletnie nie sądze i moje liczne wypowiedzi o tym
    świadczą i piszesz bzdury).
  • verdana 19.04.10, 20:23
    Cóż, Agatko, moze tak troche grzeczniej? Myslałam,że to komplerment,
    no, ale jeśli sadzisz, że syn nie ma szans na kazde dobre liceum, to
    przepraszam. Z Twoich postów wynikało, ze jest niezwykle zdolny, ale
    jeśli się pomylilam w jego ocenie, to przepraszam jeszcze raz.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 21.04.10, 12:34
    verdana napisała:

    > ...mój syn zdaje egzamin - a wlasciwie ma rozmowę kwalifikacyjną -
    > do liceum. Ciekawe, jak mu pójdzie.

    Jak poszlo?:)
  • myszmusia 21.04.10, 14:30
    i po takiej rozmowie jesli wynik pomyslny nie interesuje szkoły wynik egzaminu? świadectwo? dokumenty składa sie bo sie składa a o tym,ze przyjety wie juz teraz?
    --
    -----------------------------------
    Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
    - Eddy Grant
    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • joa66 21.04.10, 14:40
    Nie wiem jak jest w szkole verdany, ale w większości tych, którymi
    ja się interesowałam tak to działa. Liczy się tylko egzamin
    wewnętrzny.
  • verdana 21.04.10, 14:47
    Tylko egzamin wewnetrzny - z tym, ze pytano syna np., czy
    czytał "Nowy, wspanialy świat" Huxleya.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • myszmusia 22.04.10, 05:17
    no to w takim razie dziwne w sumie troche. Tam gdzie ma zamiar startowac córka liczy sie i to i to i wewnetrzne i egzamin plus świadectwo. Czyli po prostu jest róznie
    --
    -----------------------------------
    Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
    - Eddy Grant
    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • verdana 22.04.10, 08:28
    Bo w lepszych szkolach, o duzej liczbie kandydatów, liczy się
    zazwyczaj egzamin i świadcectwo także. To jeszcze ostrzejsza
    selekcja niż do państwowych liceów, a nam chodziło raczej
    o "lagodne".
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 22.04.10, 08:46
    verdana napisała:

    > Bo w lepszych szkolach, o duzej liczbie kandydatów, liczy się
    > zazwyczaj egzamin i świadcectwo także. To jeszcze ostrzejsza
    > selekcja niż do państwowych liceów, a nam chodziło raczej
    > o "lagodne".

    Eeee, a w Dwojce albo w liceum przy SGH i na Bednarskiej (jesli nadal uwazac ja
    za "lepsza szkole") liczy sie tylko egzamin wewnetrzny.
  • verdana 22.04.10, 09:19
    Słusznie. Moim zdaniem prywatna czy spoleczna szkola powinna
    przyjmować te osoby, ktore sama uzna za "odpowiednie", a nie
    kierować się egzaminami czy tym bardziej - ocenami na koniec roku.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • myszmusia 22.04.10, 09:29
    tez bym tak chciała, chyba trzeba sie porozgladac za "lzejsza" szkoła wprawdzie nie lubie asekuracji ale jakies wyjscie awaryjne;-)
    --
    -----------------------------------
    Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
    - Eddy Grant
    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • joa66 22.04.10, 09:30
    Są jeszcze licea niepubliczne (np. "japońskie"), które biorą pod
    uwagę wyniki tylko jednej części egzaminu gimnazjalnego, w
    zależności od profilu klasy.
  • verdana 21.04.10, 14:50
    ???
    Z jednej strony stwierdzonio podobno, ze jest niezwykle oczytany, do
    tego stopnia, ze komisja nie czytała części książek, które wymienił
    jako te, ktore pozwoliły mu inaczej patrzeć na świat... Z drugiej
    wykazał się nieumiejętnością najprostszego mnozenia i natychmiast
    zapytano, czy ma stwierdzona dysleksją. Ma.
    Ale szkoła nieco mi się naraziła, bo wyniki miały być dziś, a będą w
    piątek.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka