Dodaj do ulubionych

Modne języki - rosyjski?...

21.05.10, 10:03
Wiadomo, angielski i niemiecki to w większości szkół podstawa.
A co z innymi językiami. Pomijam tu łacinę w klasach
humanistycznych. Ale czy dostrzegacie u swoich dzieci
zainteresowania innymi językami? Moje dziecko niepocieszone, bo w
szkole pierwszego wyboru nie ma rosyjskiego.
A dla niego rosyjski teraz najciekawszy.

Fakt, ze internetowe znajomości z kolegami z innych krajów, w tym i
z sąsiadami zza wschodniej granicy, na pewno zrobiły swoje.
Syn jednak mówi, że sporo jego kolegów wybiera jako drugi - właśnie
rosyjski.

I tak sie zastanawiam, czy to moda? Czy dostrzegacie w swoim rejonie
podobne zainteresowanie rosyjskim?
--
Kryminały i sensacje
Edytor zaawansowany
  • joa66 21.05.10, 10:20
    Moja młodzież nie ma emocjonalnego stosunku do języków, tylko czysto
    użytkowy i rozsądkowy. Angielski był naturalny, jako drugi wybrał
    hiszpański w myśl zasady, że z większością Niemców i tak po
    angielsku się dogada.

    Chciałby kontynuować hiszpański w liceum, bo woli, cytuję "nauczyć
    się dwóch porządnie, a nie trzech trochę" ( a sama nauka języków
    jako taka go nie fascynuje, niestety!).

    Kiedy okazało się, że nie tak łatwo o hiszpażski w wybranych
    szkołach, wybór padł m.in na rosyjski.

    Dlaczego?

    1. Bo ma dającą się ogarnąć ilość znaków/liter w alfabecie (w
    przeciwieństwie do np. chińskiego, na który namawiał go kolega)

    2. Bo nie będzie mu się mylić ani z hiszpańskim ani z angielskim

    Argument o ewentualnej przydatności też jest czasem poruszany, ale
    nie jest kluczowy.
  • nchyb 21.05.10, 10:41
    u nas z hiszpańskim, włoskim i francuskim nie ma problemu. Problem
    jest z rosyjskim. Na 3 wybrane przez syna szkoły, jest tylko w
    jednej, którą syn rozpatrywał do tej pory jako drugą. Syn twierdzi,
    ze prędzej zmieni szkołę niż język :-)
    --
    Kryminały i sensacje
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 21.05.10, 11:09
    Moje dziecko tez przebakiwalo o rosyjskim, ale w liceum ma jako drugi francuski.
    Rosyjski moglaby miec dodatkowo (podobno swietnie prowadzony), ale bez
    przesady,bo zaczela sie tez uczyc hiszpanskiego "na miescie" i z czegos musiala
    zrezygnowac.

    Teraz oczywiscie francuski i hiszpanski myla jej sie strasznie, ale uczy sie
    wytrwale, bo lubi.
    Do rosyjskiego chce jednak wrocic. Z tym ze nie jest to chyba obecnie modny w
    sensie popularny jezyk wsrod mlodziezy ; raczej modny w sensie "offowy":)
  • kasia_piet 01.02.11, 12:40
    Rosyjski - prawie nigdzie go nie ma:( (w gim)
    Szukamy teraz gimnazjum z językiem rosyjskim, w Warszawie tylko nieliczne gimnazja go uczą. A córka się uparla:) Znalazlam więc w sąsiednich dzielnicach (bo na Woli nie ma): Domeyko klasa rejonowa, gim 73 na Conrada, gdzie rosyjski jest w zaniku, ale jeszcze! jest i gim 50 na Bema (ale słabe bardzo wyniki).
    Musimy wybrać z tych trzech:( - inaczej - jak mi corka zapowiedziała - nici z jakiejkolwiek nauki i bede musiała z nia chodzić do psychologa:)
    A poważnie - rosyjskiego posmakowała nieco w domu i kilka miesięcy w szkole, okazało się, że chłonie go jak gąbka i jest przecudowny.
    W liceach rosyjskiego jest znacznie więcej, mam nadzieję na kontynuację, znalazlam tez klasę dwujęzyczną z rosyjskim z klasą zerową.
    A na razie czekamy na ofertę gim 73 (i zastanawiamy sie nad probą dostania się do klasy rejonowej w Domeyce) - w ub. roku rosyjski nauczany był z niemieckim pół na pół. Wprowadzili hiszpański, i rosyjski to tylko 1/8:( - dzieci wybierały chętniej hiszp i niem.
  • selerr 01.02.11, 13:00
    Moje młodsze dziecię wybrało pierwotnie w gimnazjum rosyjski jako drugi język, nawet na wakacjach nauczyło się alfabetu, ale po długich wahaniach zrezygnowało na początku roku na rzecz niemieckiego. Rosyjski jest w tej szkole w grupach międzyoodziałowych, bo liczba chętnych była jednak zbyt mała, niemniej, jak na miasto, całkiem spora - z pięciu klas I udało się stworzyć całą grupę rosyjskiego, czego w ubiegłym roku i dwa lata temu na przykład nie było. U nas wybór szkół pod kątem języków obcych jest, prawdę mówiąc, żaden. Jednak rosyjski to domena mniejszych miejscowości, co zresztą widać po wynikach konkursów językowych - prawie wszyscy finaliści konkursu języka rosyjskiego (bo i taki jest) u nas to uczniowie mniejszych miast i wsi, z tych szkół, w których rosyjski już był najczęściej jako język obcy w szkole podstawowej.
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 01.02.11, 14:59
    Jako headhunter powiem tak:

    Przez 15lat pracy w Polsce, prawie 100% pozycji to te z angielskim (nawet jak stanowisko nie wymaga, i tak zazwyczaj jest wymóg). Bardzo często wymagana była kombinacja angielski+perfect niemiecki (najczęsciej w bankach, np w Poznaniu, Wrocławiu). Czasem dla firm francuskich są wymagania angielski+choć jomunikacyjny francuski (choć to ściema bo Francuzi mimo że deklarują angielski jako główny de facto tolerują tylko osobo francusko jeż. ba nawet frankofonów zakochanych w tym kraju). Nigdy nie szukałam kogoś z językiem hiszpańskim, ani nigdy z językiem rozsyjskim.

    Pomijam prace w centrach BPO (business process outsourcing) gdzie szuka się ludzi z nawet z egzotycznymi językami jak holenderski, czy portugalski, albo szwedzki.


    Myślę że inne języki poza ang, niem i francuskim to czyste hobby. Choć oczywiście moze się komuś zdarzyć praca z hiszpańskim, ale szanse są zdecyzdowanie mniejsze i strasznie ograniczony wybór (tak jak z lrceami zresztą).
  • joa66 01.02.11, 15:51
    Ja uważam, że w znalezieniu pracy pomagają przede wszystkim te języki, które się... dobrze zna ;)

    A większe są szanse nauczenia się języka, którego ktoś chce się nauczyć. Dlatego rosyjskiego nie przekreślałabym.

    Oczywiście są osoby, które języki traktują czysto użytkowo, bez większych emocji związanych z daną kulturą, brzmieniem języka itp. (jak np. moje dziecko). Ale jeżeli ktoś pokochał np. język węgierski, to niech się go uczy. Większa szansa na sukces.



    p.s. pomijam oczywiście angielski, bo to oczywiste.

    p.s. 2. Rosyjski jest chyba też w gimnazjum Kisielewskiego, ale o samej szkole nic nie wiem.
  • agatka_s 01.02.11, 16:02
    rosyjski bywa, ale zazwyczaj to są pojedyńcze klasy, te o nastawieniu społecznym (mat-geo-wos)

    Ja tam wole przebierać w ofertach, niż być skazana na "wszystkie trzy" firmy w których pracuje się po węgiersku....

    Poza tym moim zdaniem pomysł ze ktoś dobrze nauczy się nowego języka przez 3 lata w liceum, to iluzja. Pomijam jakieś absolutne talenty językowe. Mój syn uczy się niemieckiego dosyć porządnie już 6 lat, talentem nie jest, ale jakieś tam zdolności językowe ma (co potwierdził np egzamin predyspozycji) i ten niemiecki jakiś tam jest, ale daleko mu do swobody.

    Ja mam konserwatywne spojrzenie: angielski i niemiecki (lub francuski) na blache w szkole bo to ma sens, reszta już jako hobby tylko dla przyjemności.
  • kasia_piet 01.02.11, 17:06
    w liceach jest duzo biol-chemów z rosyjskim, sprawdzilam, na prośbę corki:) tylko w gim jak na lekarstwo

    Nie trzeba być skazanym na trzy firmy - po prostu nie każdy będzie pracownikiem korporacyjnym:)
    Bo i nie kazdy sie nadaje - przekonalam sie boleśnie na własnej skórze, i widzę to już u swoich dzieci... corka idzie w nauki przyrodnicze, od lat twierdzi ze weterynaria, moze jej sie zmieni lekko:) ale w tym zakresie nauki:)

    Rosyjski będzie pogłębiać na wyjazdach - zamierzamy za rok/dwa pojechać do Petersburga, tak zwyczajnie, do znajomych rosyjskojęzycznych, nie na wycieczkę, więc nie będzie zmiłuj, tylko po rosyjsku:)

    Jak pojawi się po latach konieczność nauki kolejnego języka - trzeba będzie się nauczyć:)

    Nie wiemy, jak potoczy się ocieplanie stosunków, współpraca między Polską a Rosją i resztą - za kilkanaście lat ang plus ros moze być pożądanym połączeniem.
  • joa66 01.02.11, 17:22
    Ja wierzę w motywację ucznia ..co z tego, ze wybierze wbrew sobie język bardziej popularny wśród pracodawców, skoro i tak się go nie nauczy, bo ograniczy się do odrabiania lekcji ,a to o wiele za mało. A tak często (choc nie zawsze) to się kończy.

    I o ile widzę jakis sens w radzeniu dziecku w wyborze języka, jezeli nie jest ono zdecydowane, to w sytuacji kiedy dziecko wie czego chce - należy je tylko wspierać wszelkimi możliwymi środkami.

    p.s. Dawno, dawno temu, w latach osiemdziesiątych mój kolega studiował na wydziale lingwistyki stosowanej UW. Wg niego 90% studentów grupy ang-ros wybrała ten kierunek i języki ze względu na ..możliwości zawodowe na tzw. zachodzie ;)


  • agatka_s 01.02.11, 17:43
    Wszystko fajnie. Tylko te nasze dzieci za 3 lata, moze niektore za 6-7 lat, beda musialy zaczac zarabiac na siebie. To sa fajne teorie, wspierac, pozwalac na pasje i takie tam bla bla bla, niech dziecko uczy sie chinskiego bo lubi. Tylko potem przychodzi szara rzeczywistosc i mieszka taki delikwent z rodzicami do 40stki, albo klepie biede do konca swoich dni, znajac ten chinski i wegierski.

    Nasze dzieci to nie sa juz malenstwa ktore maja probowac baletu, sztuk walki i gry na bebenku, a jak im sie znudzi to nie szkodzi, niech poprobuja czegos innego . Moj syn za 2 lata bedzie mial 18 lat. To juz czas na podejmowanie decyzji odpowiedzialnych, a nie tylko sprawiajacych przyjemnosc i inne tam takie bzdury fajne dla 7 latka. Ja swojego syna nie zamierzam utrzymywac w nieskonczonosc, a on potrzeby ma konkretne (np kupic samochod i to od razu dobry), i sorry ale to on musi na te potrzeby zarobic, nie ja. Musi juz dzis kombinowac jak to zrobic, a nie tracic czas na "wegierski".

    Wczoraj we Wproscie czytalam o najbogatszym chlopaku w Polsce, prawie 18 letnim spadkobiercy po Lukasiewiczu tworcy banku Lukas. Bardzo fajnie zostal wychowany. Tak mi sie skojarzylo....
  • joa66 01.02.11, 17:49
    Jeszcze przypomnę, ze nie piszę o angielskim, który jest oczywisty, tylko o drugim języku.

    Mnie bardziej interesuje skutecznośc, efekt , a nie dyskusja, który wybór jest bardziej sensowny(chociaż akurat chinski może sie okazac trafnym wyborem;) )

    Wierzę, że większą szansę na znalezienie pracy ma ktoś z wegierskim na poziomie C2 niz z niemieckim na A2.

    A jest duże ryzyko, że nauka wbrew sobie nie doprowadzi nas do C2.
  • agatka_s 01.02.11, 18:01
    No i tu sie nie zgodze.

    Nie znam firmy dla ktorej wegierski bylby atutem, nie znam branzy ktora bylaby wegro-jezyczna, znam za to wiele firm ktore bardzo cenia kombinacje angielski-niemiecki (bo to caly rynek skandynawski np), nawet jesli ten drugi jezyk jest tylko taki sobie. cala bankowosc poza bankami francuskimi opiera sie na kombinacji ang-niem, bardzo taka kombinacje poszukuje. caly rynek inzynierski (tu niemiecki bywa rownie powszechny co angielski). To w ogole nie ma co porownywac z wegierskim nawet perfekcyjnym. Co nie oznacza ze jakies jednostki nie maja fantastycznej pracy z wegierskim, czy chinskim. A w ogole kariera naukowa to jeszcze co innego, sa ludzie stworzeni do filologii i to jest jeszcze inna para kaloszy, Ja mowie o szansach przecietnego absolwenta np SGH, Politechniki, Prawa, bitechnologii, informatyki itp a te na ciezkim rynku pracy dopoki nie jest sie fachowcem (bo jak sie jest prawdziwym fachowcem, to od biedy mozna nawet zadnego jezyka nie znac, choc to troche wstyd) naprawde sa wieksze jak sie ma kombinacje ang-niem albo ang-fr.

  • joa66 01.02.11, 18:04
    Tyle, że ty mówisz o kombinacji:

    b.dobry angielski-b.dobry niemiecki,

    a nie

    b. dobry angielski - trzy zdania na krzyż po niemiecku?


    tak?
  • agatka_s 01.02.11, 18:15
    no ale czemu maja byc 3 zdania na krzyz ?

    po 3 latach nauki (albo po 6 jesli to jest kontynuacja po gimnazjum, albo nawet po 9 jak pewnie bedzie u mojego syna), to nie sa 3 zdania na krzyz nawet po szkole publicznej w Mszanie Dolnej.

    Ja rozumiem Twoj dylemat. Bo jak syn uczyl sie hiszpanskiego, to teraz znalezc szkole dalej z hiszpanskim jest trudno, no i niejako zmuszeni jestescie na 3 jezyk. Ale to jest dokladnie ten sam dylemat ktory bedzie potem w szukaniu pracy. Tych propozycji z hiszpanskim bedzie tyle co liceow z hiszpanskim, albo jeszcze mniej, a te co beda beda prawdopodobnie gorsze niz te z niemieckim (no bo niestety firmy poludniowo europejskie sa to zazwyczaj gorsze firmy niz te z rynku anglosaskiego, germanskiego, i gorzej zorganizowane i gorzej placace, raczej dobrzy fachowcy unikaja ich jak ognia).

    Ja na twoim miejscu przekonywalabym syna do niemieckiego, nawet po 3 latach liceum cos bedzie umial. A cos lepsze niz nic.
  • joa66 01.02.11, 18:25
    Mój syn mysli o francuskim i to nie z powodu braku hiszpańskiego. Pomysł pojawił się po szkole językowej (j.ang) gdzie Francuzi byli jedyna nacją mało zainteresowaną zakupami ( w przeciwieństwie do młodzieży włoskiej i hiszpańskiej, które przyjechały na zakupy) Poza tym mysli też o ewentualnej przyszłej pracy (konkretnej). Ale kusi go tez hiszpański, żeby go pociagnąć dalej. Zobaczymy. Cokolwiek zdecyduje - mam milion pomysłow, żeby go bezbolesnie wspierać;)

    Moje komentarze wynikają raczej z sytuacji mojej siostry. Juz pod koniec podstawówki zakochała sie we francuskim, zamykała sie w pokoju, powtarzała dialogi z płyt, itd. Rodzice zabronili jej iśc do klasy z francuskim, bo angielski bardziej przydatny. Efekt - nie zna ani angielskiego ani francuskiego. Żadnego nie zna.
  • agatka_s 01.02.11, 18:34
    no dziewczynka moze tez :
    a. nie miec kompletnie predyspozycji (sa i takie okazy)
    b. miec postawe "na zlosc rodzicom nie naucze sie"

    przecietne dziecko nie traktujace rodzicow wrogo, potrafi jednak jakiegos jezyka sie nauczyc. Jest jeszcze jedna ewentualnosc, mnie sie tez dlugo wydawalo ze moj syn nic nie umie z ang, apotem sie okazalo ze umie, on poprostu do pewnego momentu nie widzial sensu w uzywaniu, a jak zobaczyl to sie odblokowal (z niemieckim jest nadal zablokowany, ale ja wierze ze kiedys go jeszcze uslusze mowiacego a nie tylko odmieniajacego slowka gramatycznie...)

    A co do Francuzow. Nasze Francuzki siedzialy non stop w Galerii Mokotow, podobnie jak Wlosi i Rumuni....
  • joa66 01.02.11, 18:46
    Siostra ma przeciętne zdolności językowe,nie robiła rodzicom na złośc :) problemem było to, że dla niej angielski to nie był język tylko przedmiot w szkole. Z przedmiotem nigdy kopotów nie miała - piątka ze słowek, które po klasówce zapominała, trójczyna z gramatyki, troche dukania kiedy nauczyciel zapyta i z głowy. Jak to sie przekłada na na faktyczną znajomośc jezyka- wiadomo. Francuskiego nie musiała, a uczyła się (ba i próbowała uczyć mnie z samouczka :D) , ale ile można bez nauczyciela, zwłaszcza francuskiego (telewizji kablowej itp)?

    Motywacja b. dobrze służy skuteczności

    p.s. co Francuzów- wiadomo-przypadek. To nie jest głowny powód, a nawet żaden powód, tylko przyczyna bardziej pozytywnego nastawienienia do języka.
  • Gość: gonka9 IP: *.jmdi.pl 19.12.11, 17:55
    Nie wiem czy rosyjski jest rzeczywiście takim modnym językiem.Mnie ciągle wydaje sie ze takim modnym i zdecydowanie na czasie jest język angielski.A wiadomo ze mozna uczyć sie go na wszelkie możliwe sposoby.Chociaz i tak mysle ze kursy jednak sa najbardziej popularne.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 02.02.11, 09:02
    agatka_s napisała:

    > Wszystko fajnie. Tylko te nasze dzieci za 3 lata, moze niektore za 6-7 lat, be
    > da musialy zaczac zarabiac na siebie. To sa fajne teorie, wspierac, pozwalac n
    > a pasje i takie tam bla bla bla, niech dziecko uczy sie chinskiego bo lubi. Ty
    > lko potem przychodzi szara rzeczywistosc i mieszka taki delikwent z rodzicami d
    > o 40stki, albo klepie biede do konca swoich dni, znajac ten chinski i wegiersk
    > i. "

    Agatko, wszytko, co piszesz jest tak do bolu racjonalne, ze az irracjonalne. Tymczasem historia, losami ludzkimi, takze karierami zawodowymi rzadza prawa, ktorych nie da sie przewidziec, zaplanowac, ulozyc tak, by byly zgodne z naszymi oczekiwaniami.

    Najzamozniejsze osoby - jesli juz o dobrobycie mowimy - ktore ja znam, to ludzie, ktorym rodzice nie opracowali sciezki kariery zawodowej. Pokonczyli dziwne, "niepraktyczne" studia jak filozofia, psychologia, fizyka albo historia, jezykow obcych nauczyli sie sami, dlugo klepali biede - az w koncu "usmiechnelo sie do nich szczescie" i wtedy okazalo sie, ze cale ich dotychczasowe doswiadczenie zyciowe zaprocentowalo, takze np. aikido, na ktore zdaniem rodzicow niepotrzebnie tracili duzo czasu w dziecinstwie.

    Ja tez staram sie zapewnic swoim dzieciom mozliwie najlepsza edukacje, ale juz na przykladzie swojego doroslego syna i innych znajomych 25. latkow moge powiedziec, ze perspektywa 6-7 lat w przypadku bardzo mlodych ludzi to czas, ktorego nie da sie ani przewidziec, ani tym bardziej rozsadnie zaplanowac, zwlaszcza rodzicom!
    Co do jezykow - moj syn, ktory przez 6 lat ( 6 godz. tygodniowo) uczyl sie francuskiego, nagle pod koniec studiow zaczal sie intensywnie uczyc niderlandzkiego, nastepnie niemieckiego - i obydwa te jezyki zna juz duzo lepiej niz szkolny francuski (angielski zna najlepiej).

  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 02.02.11, 10:08
    Ale mówimy o czymś innym. Ja wiem że ludzkie losy plotą się różnie (sama jestem takim przykładem). I wiem, że ktoś kto skńczy najbardziej absurdalny (z pkt widzenia racjonalności) kierunek, albo nauczy się najbardziej absurdalnego języka, może odnieść sukces. Wiem też że są talenty z wykształceniem podstawowym i nie umiejące żadnych języków którzy odnoszą sukcesy (niektórzy sportowcy, artyści ?).

    Ja mówie o szansach, o tym co z punktu widzenia szans na rynku pracy, takim najbardziej szerokim dla absolwentów wyższych uczelni (no bo inne stanowiska pomijam, bo na nich to zazwyczaj język się nie przydaje tak zazwyczaj), i to na tak fatalnym dla absolwentów rynku pracy (bo potem jak już młodzi ludzie coś znajdą, w czymś zaczną się specjalizować, to języki w ogóle są troche wtórne, poza angielskim) daje największe szanse na załapanie się gdzieś w fajnym miejscu.

    I powiem raz jeszcze, wiek 16 lat to już moment myślenia praktycznego, a nie tylko na zasadzie co jest miłe i przyjemne. 16 lat to już rodzicem można zostać (czego oczywiście nikomu nie życze). Już decyduje się o sobie, np to już 16latek podpisuje zgode na operacje itp. To już ten wiek gdy zaczyna się odpowiadać za swoje decyzje, przede wszystkim przed sobą. Rodzic może doradzać, ale napewno nie zdecyduje za 16-latka.

    Gdyby mój syn miał wybierać 2gi język dopiero w liceum, to poradziłabym mu niemiecki. U nas naszczęście wybór zrobił się sam kilka lat temu, bez specjalnego zastanawiania się i napewno nie planowania, poprostu podstawówka taki język miała jako drugi i tyle.


  • joa66 02.02.11, 10:31
    trzymając się argumentów racjonalnych, to ... absolwentów z ang i niem jest jak psów ( w porównaniu do innych kombinacji językowych), a to też nie ułatwia znalezienia piewrszej pracy ;)
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 02.02.11, 10:59
    Nieprawda.

    Osób które mają angielski i niemiecki nie jest tak dużo. Najwięcej wsród osób władającym jakimś językiem obcym jest tych z samym angielskim. Jakoś dopiero od niedawna jest nacisk na 2 języki i to nie wszędzie. W tej chwili gros populacji absolwentów to osoby w zasadzie kompletnie bez języka (bo znajomość angielskiego nadającego się do pracy, wcale nie jest taka powszechna). Ja od czasu do czasu szukam studentów do prac zleconych, gdzie kryterium jest angielski perfect. Niestety piszą w cv fluent, a potem nawet o pogodzie nie umieją zdania sklecić.


    Osoby z dwoma językami to wciaz duża rzadkość. Tylko że te z ang i niem, mają sporo ofert, a te z ang i jakimś tam już dużo mniej. W każdym razie nadal 2 języki to bardzo duża przewaga konkurencyjna. To tylko z perspektywy Warszawy i de facto tych najlepszych szkół można odnieść wrażenie ze wszyscy tak władają tymi językami. Nie jest tak od strony pracodawcy.

    Poza tym spójrz na wyniki egzaminu gim z pierwszego języka-TRAFEDIA, a co dopiero mówić o drugim....

  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 02.02.11, 11:15
    Agatko, nie wiem, z jakim Ty swiatem absolwentow szkol wyzszych obcujesz. Dwa jezyki to rzadkosc? W licealnej klasie mojej corki prawie kazdy moglby zdawac mature rozszerzona z trzech jezykow,
  • agatka_s 02.02.11, 11:30
    Ja obcuję ze światem absolwentów (albo studentów pod koniec studiów) którzy szukają pracy. Absolwenci to nie są tylko uczniowie Czackiego, to są też uczniowie średnich szkół z małych miejscowości, a nawet ze średnich liceów warszawskich-a to już kompletnie inna bajka.

    Ja robie takie poszukiwania średnio 2 razy na rok od jakiś 10 lat (bo niestety studenci to nie jest bardzo lojalna grupa pracowników :-), niestety nie widzę żadnych pozytywnych zmian. 99,9% (na oko) absolwentów aplikujacych nie jest w stanie dostać pracy gdzie jest wymagany płynny angielski.

    Na pocieszenie dodam, że świat osób na wysokich stanowiskach (a to de facto jest moja rzeczywista praca) to zupełnie co innego, tu znajomość języka ang jest raczej oczywista i nie miewam kłopotów. Ale ang i niem to nadal rzadkość i jak jest takie wymaganie klienta to nie jest to takie proste taką osobę wyszukać.
  • joa66 02.02.11, 11:33
    Nie mówię o absolwentach, którzy znają tylko angielski albo nie znają żadnego języka.

    Pomijam teń kwestią fluency, bo to osobna historia

    Mam na myśli absolwentów, którzy znają przyzwoicie dwa języki - wśród nich przeważa kombinacja ang-niem. I co z tego, że jest dla nich sto ofert a dla innych kombinacji językowych 10, skoro konkrencyjność (=więcej kandydatów na jedno stanowsiko) jest większa w kombinacji ang-niem.


    menodo - myślę, że wielu fachowców to ludzie z pokolenia kiedy jeden język obcy to był wyczyn :)


    I taka obserwacja na małą skalę (ok 300 życiorysów absowlentów, studentów ostatniego roku). Panie wyprzedzają panów w kwesti znajomości języków.
  • agatka_s 02.02.11, 12:03
    joa, ale mówie raz jeszcze, jakie są moje doświadczenia (co nie znaczy że ktoś ma mnie słuchać, ale to są fakty i tyle):

    Nigdy nikt (znaczy moja firma nie miala takiego klienta) nie szukał kogoś z ros, hiszp czy innymi językami (raz pracowałam dla Jeronimo Martins, i tam portugalski byłby zaletą, ale to było bardziej wspomniane żartem). To nie jest to ,że tych ofert jest mniej, tych ofert de facto na tynku NIE MA. Często za to miałam kombinacje ang-niem, ang-fr, kilka razy to żeby ktoś był i niemiecko i anglojez było nawet ważniejsze niż inne kompetencje (np Dyrektor Odziału dużego banku w Poznaniu)

    Rosyjski jest fajny dla kogoś kto zakłada że tam wyjedzie. Np robisz kariere w strukturach miedzynarodowych i wysylaja cie do Rosji, "za zasługi" wtedy rosyjski się przydaje, bo w Rosji z językami jest jeszcze gorzej. Ale to ci się przydaje, a nie że to jest kryterium (przynajmniej oficjalnie).

    Hiszpański ? Nie znam naprawde fajnej firmy hiszpańskiej w Polsce która premiowałaby znajomość angielskiego. Zara ? tam jest wszystko po ang. Santander, to samo.

    Wystarczy spojrzec na duże topowe kancelarie prawnicze typu Cameron McKenna, BakerMcKenzie itp tam czasem są tzw "desks" według kraju. Po pierwsze wszystko jest anglosaskie (czyli ang jest MUST), są czasem niemieckie"tzw German desk", czasem francuskie "French desk" i koniec. To pokazuje jakie firmy są w Polsce i jakie jest de facto zapotrzebowanie ze strony dobrych firm mogących sobie pozwolić na usługi prawniczych firm top (a to są też dobrzy pracodawcy).

    Porównaj ile jest inwestycji rosyjskich, hiszpańskich, włoskich czy portugalskich, a ile amerykańskich, niemieckich, brytyjskich, holenderskich (tylko ang),francuskich. To poprostu są nieporównywalne sprawy. To samo z włoskim (choć ja włoskiego się uczę, ale to dla samej przyjemnosci i z powodów częstych tam wyjazdów prywatnych, ale nigdy włoski nie był mi przydatny w pracy).

    Oczywiście można planować prace poza Polską, np w Hiszpanii itp. OK to jest jakiś pomysł, ale ja mówie raczej o pracy w Polsce. No i są te centra outsourcingowe które szukają rzadkich kompetencji językowych, ale to jest robota OK na kilka miesięcy, bo to nie jest rozwijajace i jest raczej pracą kretyńską i na dodatek kiepsko płatną(sorry jeśli tak ktoś pracuje).

    Ja poprostu sprzedaje tu wiedze o rynku pracy, a kto co z tą wiedzą zrobi to już inna sprawa. Można wierzyć że ofert z hiszpańskim, włoskim, rosyjskim, węgierskim, portugalskim itp jest dużo, tylko potem następuje weryfikacja, niestety smutna.

  • joa66 02.02.11, 12:16
    Chyba niejasno się wyraziłam...

    Ofert dla języków inne niż niemiecki jest mniej, ale i ludzi chętnych na dane stanowisko też jest mniej...:)
  • joa66 02.02.11, 12:28
    A propos hiszpańskiego ... specjalnie się nie interesowałam rynkiem pracy pod tym kątem.

    Nie słyszałam też niczego 8ani dobrego ani złego) przypadkiem, przy okazji itp.

    Natomiast widzę, że jest zapotrzebowanie na ten nieszczęsny rosyjski (poza ang. oczywiście) . Już pomijam, że sama podpisana nie dostała bardzo dawno temu bardzo ciekawej i bardzo dobrze płatnej pracy z powodu niewystarczającej znajomości tego języka. Ale dosyć często słyszę o poszukiwaniach pracowników właśnie z tymi językami.

    A moje doświadczenie jest takie, że niewiele osób zna BARDZO DOBRZE język obcy (jakikolwiek) i to jest często problemem.

  • agatka_s 02.02.11, 12:31
    Jest jeszcze jeden aspekt, w firmach francuskich i niemieckich, mimo że oficjalnie są anglojezyczne "lubi się" jak ktoś mówi po niem czy fr. Np decydując się na firmę francuską nie znająć francuskiego można z 99% prawdopodobieństwa założyć że to nie będzie dobry wybór. To samo z firmami niemieckimi, choć w mniejszym stopniu, są niemieckie koncerny jednak "cywilizowane" autentycznie anglojęz (no i w firmach niemieckich jest dużo mniej tzw expatów niż we francuskich). Myślę , że jest tu gdzieś jakaś podskórna niechęć do ang u Niemców i Francuzów i oczekiwanie że to inni się do nas dostosują (szczególnie u Francuzów). Firmy inne nie mają takich oczekiwań, tak samo jak firmy polskie zagranicą raczej nie oczekują że znajdą pracowników z polskim, "znamy swoje miejsce w szeregu" i wiemy że nasz język nie jest zbyt popularnym językiem w Europie ;-).

    To też jest obserwacja empiryczna.

    Ja tak moge godzianmi, bo to mój konik...ale już musze spadać.
  • joa66 02.02.11, 13:21
    Jest jeszcze jeden aspekt, w firmach francuskich i niemieckich, mimo że oficjalnie są anglojezyczne "lubi się" jak ktoś mówi po niem czy fr.

    To "lubi się" dotyczy chyba wszystkich firm.

    O nauce języków, nie tylko w kontekście przyszłej pracy, też mogłabym godzinami :)

    Każdy język, który się bardzo dobrze zna to, używając języka gier komputerowych, drugie (i kolejne) życie. I naprawdę warto w to inwestować i czas i wysiłek i pieniądze.

    Jaki to język - to kwestia wtórna (chociaż też ważna, ale na pewno nie tylko z powodów ewentualnej popularności wśród pracodawców)

    Pozwolę sobie zacytować rosyjskiego ;) specjalisty Dr Andrieja Potiomkina:

    Współczesny Europejczyk powinien władać co najmniej trzema językami: ojczystym, regionalnym i jednym z języków światowych, dlatego proces nauki języków obcych powinien być w najwyższym stopniu intensywny.

    To kolejne spojrzenie na naukę języków ;)
  • astrum-on-line 03.02.11, 10:12
    agatka_s napisała:

    > Wszystko fajnie. Tylko te nasze dzieci za 3 lata, moze niektore za 6-7 lat, be
    > da musialy zaczac zarabiac na siebie. To sa fajne teorie, wspierac, pozwalac n
    > a pasje i takie tam bla bla bla, niech dziecko uczy sie chinskiego bo lubi. Ty
    > lko potem przychodzi szara rzeczywistosc i mieszka taki delikwent z rodzicami d
    > o 40stki, albo klepie biede do konca swoich dni, znajac ten chinski i wegiersk
    > i.

    O węgierskim się nie wypowiadam, chociaż ostatnio byłam pytana, czy nie znam kogoś, kto go zna, bo był potrzebny. Natomiast znam kilka osób, które zaczęły się uczyć chińskiego z miłości do języka i nie narzekają na brak pracy i pieniędzy, do tego stopnia, że wyuczony zawód poszedł w odstawkę a żyją z miłości do chińskiego.


    --
    matematycznie.blox.pl
    Blog, w którym różne zagadnienia matematyczne podawane są w prosty, przystępny i łatwy do zrozumienia sposób.
  • agatka_s 01.02.11, 17:28
    Nie trzeba być skazanym na trzy firmy - po prostu nie każdy będzie pracownikiem
    > korporacyjnym:)


    Biorac pod uwage sytuacje na rynku pracy, szczegolnie dla absolwentow, to ja bym radzila zastanowic sie nad takim "wybrednym" podejsciem. Kilka miesiecy temu, byl bardzo dobry artykul o "pracy w korporacji", jak to sie zmienilo przez 20 lat (albo w polityce, albo wprost). Okazuje sie ze to pojecie kompletnie sie zdewaluowalo, bo teraz to juz wszedzie pracuje sie "jak w korporacji" i de facto im mniejsza i podlejsza firma tym bardziej korporacyjne zasady pracy, ze wszystkimi wadami czyli gnebieniem od gry do dolu (efekt fali), wykorzystywaniem pracownikow, fatalnymi warunkami pracy itp.

    Moja kuzynka, a jake absolwentka studiow, tez miala taka postawe "ja do korporacji ? nigdy !!!!", no a potem szukala pracy chyba z 5 lat, no i teraz zahaczyla sie w czyms korporacyjno podobnym, i uwaza ze zlapala pana Boga za nogi, czemu po 5 latach sie nie dziwie. Tak wiec nie przekreslalabym tak tych korporacji hurtem, bo los potrafi by zlosliwy....

    moze kiedys odszukam ten artykul, bo on jest ciekawy. Nie ma juz takich klasycznych korporacji, nawet przychodnia weterynaryjna potrafi byc korporacja, jesli chodzi o styl pracy, stosunki miedzyludzkie itp

    Sorry za brak polskich literek, ale pisze z mojego korporacyjnego laptopa.
  • nika_j 01.02.11, 17:42
    agatka_s napisała:


    > Ja tam wole przebierać w ofertach, niż być skazana na "wszystkie trzy" firmy w
    > których pracuje się po węgiersku....
    >
    Moja dorosła siostrzenica swego czasu studiowała dwa kierunki, jeden ekonomiczny, drugi - sinologię. Musze powiedzieć, że to plus perfekcyjny angielski dało jej większe możliwości niż jej kolegom ze standardowymi umiejętnościami, którzy mogli przebierać w ofertach, ale w kraju. Spędziła dwa lata w Szanghaju, dwa kolejne w USA, teraz siedzi w Hongkongu.
    Czasem naprawdę pewne niszowe umiejętności bywają świetnym rozwiązaniem, zwłaszcza jesli ktos jest zdeterminowany i potrafi je wykorzystać.
    Innym problemem u nas jest to, że nawet jesli dziecko uczy się jakiegoś języka w gimnazjum, to nie zawsze ma mozliwość kontynuowania go w liceum, zwłaszcza na interesującym go profilu. Często nawet jesli dany język jest, to jest nauczany od podstaw. Może w Warszawie jest większa możliwość wyboru, ale gdzie indziej często pozostaje albo porzucenie języka i zaczęcie innego, bądź ciągnięcie go prywatnie (a uczenie się trzech języków obcych to jednak duże obciążenie)
  • joa66 01.02.11, 17:57
    Innym problemem u nas jest to, że nawet jesli dziecko uczy się jakiegoś języka w gimnazjum, to nie zawsze ma mozliwość kontynuowania go w liceum

    Zgadzam się. W Wa-wie nie ma mozliwości kontynuacji hiszpanskiego.

    a uczenie się trzech języków obcych to jednak duże obciążenie)

    No właśnie. Syn na razie ma inne sprawy na glowie, ale ja juz obmyslam językowe "programy pomocowe " ;) dla jego każdego możliwego wyboru.
  • astrum-on-line 03.02.11, 10:04

    > Pomijam prace w centrach BPO (business process outsourcing) gdzie szuka się lud
    > zi z nawet z egzotycznymi językami jak holenderski, czy portugalski, albo szwed
    > zki.

    A ja naiwnie myślałam, że egzotyczny to jest afrikaans, mongolski, narzecza hinduskie.... A tymczasem proszę, egzotyczny jest szwedzki:)

    --
    matematycznie.blox.pl
    Blog, w którym różne zagadnienia matematyczne podawane są w prosty, przystępny i łatwy do zrozumienia sposób.
  • kasia_piet 03.02.11, 11:13
    Świetna dyskusja:) Dała impuls do kolejnych rozmów ze znajomymi:)

    Ostatecznie doszliśmy do wniosku, ze paranoją jest planowanie dziecku zycia, jak ono samo ma 12,5 roku (nasz przypadek, bo corka idzie do gimnazjum).
    Niech uczy się języka, jakiego sama chce - czyli rosyjskiego. Nie będziemy zmuszać do nauki innego, bo byłyby to zmarnowane trzy lata. Gimnazja odpowiednie znaleźliśmy, do jednego dostanie się na pewno, do drugiego niekoniecznie (bo to Domeyko).
    Czas pokaże, co dalej:)
  • Gość: Agatko, IP: 195.150.84.* 10.02.11, 15:28
    czy mogłabyś bazując na swoim doświadczeniu - odchodząc od tematu głównego - podać najbardziej modne branże? Ciekawi mnie, jakie specjalności ze sfery inżynierskiej cieszą się dużym popytem korporacyjnym.

    W kwestii języków zauważam podobne tendencje jak Ty. Niemniej, gdy zejdziemy ciut niżej w hierarchii (np. branża turystyczna, handel), wtedy zapotrzebowanie na włoski i hiszpański nie ustępuje wiele niemieckiemu i francuskiemu. Aby wykorzystywać rosyjski trzeba wyjątkowo trafić.
  • Gość: gość IP: 195.150.84.* 10.02.11, 15:30
    he, he - pola mi się pomyliły w poprzednim poście
  • joa66 10.02.11, 15:40
    :)

    Z drugiej strony...nasze dzieci rozpoczną życie zawodowe pełną parę za jakieś 7-8 lat..a potem będą pracować kolejne 40 ;)

    Może się okazać, że warto było się uczyć chińskiego lub portugalskiego? ;)
  • agatka_s 10.02.11, 15:44
    może Twój syn za 7-8, mój za 3 lata (jak nie za 1 miesiąc gdy skonczy 16 lat i już może pracować). Ja nie mam zamiaru mu fundować spełnienia jego marzeń (mam swoje), a one są bardzo konkretne i musi na nie sam zapracować.
  • joa66 10.02.11, 16:13
    Tak..moje dziecko zacznie życie zawodowe pełną parą po studiach.

    Zakładam, że w czasie studiów, a może i wcześniej też będzie gdzieś pracował, ale chyba nie na pełny etat..;)
  • joa66 10.02.11, 16:20
    pl.wikipedia.org/wiki/BRIC
    "....ogłoszonej przez Goldman Sachs prognozie, z której wynikało, że do połowy XXI wieku kraje te będą potęgami światowymi...."

    świat (w tym rynek pracy) może wyglądać trochę inaczej niż teraz czy za 5 lat ;)

  • agatka_s 10.02.11, 15:55
    Nie bardzo rozumiem pytania ? Nie ma modnych branż. Trzeba patrzeć jakie branże mają przyszłość, w Polsce np nadal wszystko związane z infrastrukturą, i to taką rozumianą bardzo szeroko, od IT po lotniska, przez budownictwo wszystkiego. I tu każdy inżynier znajdzie prace.

    Są też branże które tradycyjnie dobrze płacą np banki, telekomy itp, ale tu już rynek jest raczej constans (choć zawsze ludzie tu będą potrzebni).

    No i usługi, to temat rzeka, usługi wszelkie będą się rozwijać. Np wszystko zwiazane ze starzeniem się społeczeństwa, zdrowiem itp-tu póki co jest terra incognita, a wkrótce popyt tu bardzo wzrośnie.

    Z tymi językami to mylimy zupełnie pojęcia. Bo ja nie mowie o przypadkach gdy ktoś pracuje jezykiem (np tłimacz, nauczyciel języka, pilot wycieczek). Ja mowie o ludziach mających "konkretny" zawód np Dyrektor finansowy, Salesman, lekarz, spec od IT, i język jest tylko dodatkową kwalifikacją. I wtedy kombinacja ang+niem jest najbardziej użyteczna.
  • Gość: gość IP: 195.150.84.* 10.02.11, 16:43
    > Nie bardzo rozumiem pytania ?
    Podzieliłaś się swoimi doświadczeniami w kwestii języków obcych. Poprosiłam więc o pokazanie analogicznego zapotrzebowania dot. branż technicznych. Mam na myśli poszukiwanych przez Ciebie fachowców "tu i teraz" (np w ostatnim roku), a nie prognozy na przyszłość (bo któż z nas jest prawdziwą wróżką;)
    Czyli tak obrazowo: zamieńmy "język obcy" na "inżyniera". Wtedy angielskiemu będzie odpowiadał (przykładowo): bardzo dobry programista, niemieckiemu- ( konstruktor maszyn, specjalista od dróg i mostów, ...(?), francuskiemu -(?), hiszpańskiemu -(?). Ot, taka trochę zabawa, bo absolutnie nie wymagam dokładnych statystyk:-)

    >język jest tylko dodatkową kwalifikacją
    >Ja mow
    > ie o ludziach mających "konkretny"

    ale taki "salesman", handlowiec, czy specjalista od turystyki też uważają, że mają "konkretne" zawody :)

    Natomiast co do dyrektorów, informatyków czy lekarzy i generalnie inżynierów to chyba nie ma wątpliwości, że ang+niem ma największą przyszłość.


  • agatka_s 10.02.11, 17:03
    Ja nie szukam inżynierów. Moje poszukiwania (executive search) dotyczą raczej wysokich stanowisk od Dyrektora jakiegoś pionu (np CFO) w góre, aż do szefów na całe regiony, wielke krajów itp, więc raczej nie pomogę.

    Ale ogólnie (z wiedzy branżowej w ogóle) najbardziej poszukiwani są ludzie od IT (często z jakimiś bardzo konkretnymi umiejętnościami, bo wtedy bywają na sztuki, więc jeśli dodatkowo znaja np i ang i niem, to bywają gwiazdami na miarę prezesów firm), finansów (np bardzo dobra księgowa+angielski i niemiecki+znajmość konkretnego systemu np SAP, z doświadczeniem w dużej korporacji, to nadal skarb, czasem trudniejszy do znalezienia niż CFO, mimo że od naszej transformacji już trochę minęło).

    Ale generalnie każdy inżynier prace znajdzie, czy tu czy w każdym innym kraju (jak zna ang_np niemiecki itp). Politechniczne wykształcenie to bardzo dobra podstawa, a reszta to już potem zależy od delikwenta, np od tego czy prace zacznie po studiach czy już postara się praktykować wcześniej, aby być trochę bardziej oblatanym w tym na czym praca zawodowa polega...Bo jak się komuś nie chce to nawet najlepsze wykształcenie, ani milion języków nic nie da. Grunt to motywacja i pozytywne nastawienie-to ceni się przede wszystkim (teraz mówie o młodzieży, zaczynającej).
  • Gość: gość IP: 195.150.84.* 10.02.11, 17:40
    Ok, dzięki:)

  • Gość: d.wludyka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.02.11, 08:41
    Ciekawy wątek.
    Moja córa jest obecnie na etapie wyboru gimnazjum. Z różnych względów wybierze prawdopodobnie dwujęzyczne - do wyboru mamy z angielskim, niemieckim, francuskim lub hiszpańskim. Najchętniej wybrałaby to z angielskim, ale tam bardzo trudno się dostać, zastanawiamy się więc nad alternatywą.
    Gdybym ja decydowała wybrałabym to z hiszpańskim, córa woli z francuskim.
    Pomijając inne względy (odległość, atmosfera itd.), byłam również pewna, że to hiszpański jest praktyczniejszy. Wychodzi, że jednak nie miałam racji.
  • menodo 14.02.11, 09:20
    To zalezy, co dla kogo jest "praktyczne" :)

    Poza tym, na razie - przynajmniej w Warszawie - bardzo trudno znalezc liceum, w ktorym mozna kontynuowac hiszpanski, ale moze za kilka lat to sie zmieni.
  • joa66 14.02.11, 09:57
    Moim zdaniem najpraktyczniej znać język obcy BIEGLE ;)

    Motywacja do nauki języka obcego bardzo pomaga w osiągnięciu biegłości.

    Pomijając oczywisty angielski, łatwiej znajdzie się pracę znając doskonale np. rosyjski a nie pięć zdań na krzyż po niemiecku czy francusku.


    p.s. i nie zapominajmy, że po liceum zwykle jest około 5 lat studiów - wtedy też można nauczyć się kolejnego języka... ;)
  • d.wludyka 14.02.11, 11:42
    Mieszkamy we Wrocławiu, problemu z kontynuacją języka hiszpańskiego w LO nie ma gimnazjum jest właśnie do takowego LO "doklejone", w dodatku szkoła współpracuje/jest pod patronatem konsula Hiszpanii. Podobnie jest z francuskim i niemieckim.
    Pisząc "praktyczne" miałam na myśli to, że więcej ludzi na świecie mówi po hiszpańsku niż po francusku, więc zarówno w czasie wakacji jak i przy szukaniu pracy bardziej przyda się hiszpański, a francuski to taki raczej dla przyjemności. No i tu wypowiedź Agatki mnie zaskoczyła. Oczywiście jeżeli chodzi o pracę, bo turystycznie to dalej myśle, że hiszpański wygrywa.
    Poza tym wybór i tak należy do córki, a ja się staram wspierać, i pilnować żeby nie zrobiła jakiejś strasznej głupoty. No, ale też bez przesady, nie uważam, że przez całe życie musi być tylko do bólu praktyczna.
  • joa66 14.02.11, 12:13
    Poza tym wybór i tak należy do córki, a ja się staram wspierać, i pilnować żeby nie zrobiła jakiejś strasznej głupoty. No, ale też bez przesady, nie uważam, że przez całe życie musi być tylko do bólu praktyczna.


    Wg mnie ważne jest dopilnowanie, żeby lata nauki języka w szkole nie były zmarnowane. A często są, jeżeli ktoś się ogranicza tylko do odrabiania lekcji itp. Ważne, żeby dziecko wspomóc w nauce wszelkimi możliwymi (finansowo, organizacyjnie i akceptowanymi przez dziecko) sposobami: dodatkowe lekcje/konwersacje, obowiązkowo TV w danym języku, lektury prasy i książek, filmy (początkowo z polskimi napisami, potem już bez), ewentulane wyjazdy do miejsc, gdzie tym językiem się mówi, itp
  • d.wludyka 14.02.11, 13:54
    > Wg mnie ważne jest dopilnowanie, żeby lata nauki języka w szkole nie były zmarn
    > owane. A często są, jeżeli ktoś się ogranicza tylko do odrabiania lekcji itp. W
    > ażne, żeby dziecko wspomóc w nauce wszelkimi możliwymi (finansowo, organizacyjn
    > ie i akceptowanymi przez dziecko) sposobami: dodatkowe lekcje/konwersacje, obow
    > iązkowo TV w danym języku, lektury prasy i książek, filmy (początkowo z polskim
    > i napisami, potem już bez), ewentulane wyjazdy do miejsc, gdzie tym językiem si
    > ę mówi, itp

    Zgadzam się całkowicie. Największe możliwości mamy w tym zakresie z językiem niemieckim (kuzynka w podobnym wieku mieszkająca w Niemczech). Na razie jednak, z różnych względów, bliżej nam do gimnazjum z francuskim.
    Ale to na razie i tak jeszcze tylko luźne rozmowy, do ostatecznej decyzji jeszcze daleko,
    dlatego zbieram wszelkie dostępne informacje, żeby podjąć w miarę dobrą decyzję.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 14.02.11, 12:36
    Pisząc "praktyczne" miałam na myśli to, że więcej ludzi na świecie mówi po his
    > zpańsku niż po francusku, więc zarówno w czasie wakacji jak i przy szukaniu pra
    > cy bardziej przyda się hiszpański, a francuski to taki raczej dla przyjemnośc
    > i. No i tu wypowiedź Agatki mnie zaskoczyła. Oczywiście jeżeli chodzi o pracę,
    > bo turystycznie to dalej myśle, że hiszpański wygrywa."

    Planowanie dziecku kariery na etapie gimnazjum i to pod katem przydatnosci drugiego jezyka na OBECNYM rynku pracy to jakas kompletna abstrakcja dla mnie.

    Osobiscie uczylam sie 6 lat niemieckiego, bo moi rodzice pochodza z Wielkopolski a moja babcia nawet kolysanki po niemiecku mi spiewala, bo byla pol-Niemka:). W liceum startowalam, nawet z powodzeniem, w olimpiadzie z rosyjskiego. I co - i nic.

    W relacjach z Niemcami i Rosjanami, takze zawodowymi, uzywam angielskiego - ktorego zaczelam sie uczyc stosunkowo pozno, ale za to z duzo wieksza motywacja i korzysciami dla siebie.
    Fakt, ze kiedy czasem "zagadam" w ich ojczystym jezyku, wspomne o tych kolysankach albo zacytuje Okudzawe robi sie sympatycznie - ale tyle z tego pozytku:)
  • d.wludyka 14.02.11, 13:16

    > Planowanie dziecku kariery na etapie gimnazjum i to pod katem przydatności drug
    > iego jezyka na OBECNYM rynku pracy to jakas kompletna abstrakcja dla mnie.

    Ależ ja dziecku niczego nie planuję!
    Córka nie marzy ani o hiszpańskim ani o francuskim, najchętniej wybrałaby gimnazjum z językiem angielski, ale istnieje taka możliwość, że się nie dostanie.
    Musi, więc mieć przygotowaną jakąś alternatywę, rozmawiamy, więc sobie o różnych szkołach i wymyślamy argumenty za i przeciw. Owszem, pojawiło się gdzieś tam pytanie, który język jest bardziej praktyczny, ale to tylko, jako jeden z bardzo bardzo wielu argumentów i jak widać nie był to argument kluczowy, bo córka i tak wybrała język, który wydawał mi się mniej praktyczny.

    W marcu będą dni otwarte w szkołach, o których myślimy, później testy predyspozycji i egzamin 6-klasisty. Dopiero w zależności od tego, jakie będziemy miały wrażenia po wizytach w szkołach, ile punktów córa uzbiera, podejmiemy, a właściwie córa podejmie ostateczną decyzję o wyborze szkoły.
    Dopuszczam też możliwość, że córka po ukończeniu gimnazjum nie będzie chciała dłużej
    uczyć się danego języka i też jej wtedy głowy nie urwę.

    Na razie staramy się zebrać jak najwięcej informacji o szkołach, żeby podjąć najbardziej optymalną decyzję, a opinia Agatki zwyczajnie mnie zaskoczyła, nie oznacza to jednak absolutnie, że będzie miała wpływ na ostateczną decyzję córki.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 14.02.11, 13:39
    "Na razie staramy się zebrać jak najwięcej informacji o szkołach, żeby podjąć najbardziej optymalną decyzję, a opinia Agatki zwyczajnie mnie zaskoczyła, nie oznacza to jednak absolutnie, że będzie miała wpływ na ostateczną decyzję córki. "

    Ale dlaczego Cie zaskoczyla? Sporo jest francuskich korporacji w Polsce, a jak wiadomo - tylko niektorzy Francuzi znaja jakikolwiek jezyk obcy poza wlasnym:), a wiekszosc pogardza angielskim.
    Z kolei o kapitale hiszpanskojezycznym w Polsce jakos slabo slychac:) aczkolwiek wiadomo, ze hiszpanskim wlada trzecia pod wzgledem wielkosci populacja na Ziemi.
  • d.wludyka 14.02.11, 14:16
    O kurczę, zaczynam czuć się jak na przesłuchaniu.
    Pewnie dlatego, że bardziej lubię Hiszpanię - bywamy tam min. raz w roku, z Wrocławia mogę dolecieć bezpośrednio do kilku miast hiszpańskich.
    Zawodowo też o dziwo miałam więcej kontaktów z firmami hiszpańskimi, więc miałam takie subiektywne odczucie.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 14.02.11, 14:46
    d.wludyka napisała:

    > O kurczę, zaczynam czuć się jak na przesłuchaniu."

    Ale ja Cie nie przesluchuje, po prostu jestem ciekawa, zwlaszcza ze na tym forum nie bylo nigdy nikogo, kto by sie przyznal, ze jest z Wroclawia - a mnie to miasto bardzo ciekawi:)

    Moja corka chodzi do II klasy w dobrym warszawskim ogolniaku, w szkole uczy sie angielskiego(poziom zaawansowany) i francuskiego (od podstaw), ale dodatkowo uczy sie hiszpanskiego. Francuski jakos zalicza, natomiast hiszpanskiego uczy sie z entuzjazmem; uwielbia hiszpanska kulture, interesuje sie historia i swietnie sie czuje w Hiszpanii (mamy tam rodzine).
    Mysle, ze wyrzadzilabym jej duza krzywde, gdybym zdecydowala, ze ma sie uczyc niemieckiego, bo kapitalu niemieckiego jest w Polsce tyle, ze perfect niemiecki gwarantuje jej robote w jakiejs niemieckiej korporacji:)

    Moj syn, juz po studiach, z ogromna liczba godzin francuskiego na etapie gimnazjum/liceum, nagle zaczal sie uczyc intensywnie niderlandzkiego i niemieckiego - bo na tym etapie jego rozwoju te jezyki sa mu (poza angielskim) najbardziej przydatne.
  • d.wludyka 14.02.11, 15:36
    Francuski jakos zalicza, natomiast hiszpanskiego uczy
    > sie z entuzjazmem; uwielbia hiszpanska kulture, interesuje sie historia i swie
    > tnie sie czuje w Hiszpanii (mamy tam rodzine).
    > Mysle, ze wyrzadzilabym jej duza krzywde, gdybym zdecydowala, ze ma sie uczyc
    > niemieckiego, bo kapitalu niemieckiego jest w Polsce tyle, ze perfect niemiecki
    > gwarantuje jej robote w jakiejs niemieckiej korporacji:)


    Dokładnie, pod tym co napisałaś mogłabym się podpisać.
    Tylko u nas to ja uwielbiam Hiszpanię, a dziewczę uparło się na francuski (i niech sobie ma).
    Ciekawe, co zrobimy jak będzie miała wystarczająco dużo punktów żeby dostać się do gimnazjum dwujęzycznego z kontynuacją angielskiego, tam, jako drugi do wyboru jest tylko niemiecki i hiszpański.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 14.02.11, 16:17
    > Ciekawe, co zrobimy jak będzie miała wystarczająco dużo punktów żeby dostać się
    > do gimnazjum dwujęzycznego z kontynuacją angielskiego, tam, jako drugi do wybo
    > ru jest tylko niemiecki i hiszpański.

    No, na przyklad mozesz wykupic corce dodatkowe lekcje francuskiego:)
  • Gość: kanak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.11, 10:11
    Nie wiem, gdzie mieszkacie i czy chodzi o Warszawę, ale np. na Pradze Południe masz do wyboru aż cztery gimnazja prowadzące klasy dwujęzyczne z jęz. angielskim: gim. 25, 19 [przy LO Prusa], 18 i 27. Gim. 25 jest chyba jedyne w Warszawie, gdzie na egzaminie wstępnym jest sprawdzana znajomość również drugiego języka obcego [niemieckiego, a wcześniej również francuskiego], gdyż nauka tego języka w gimnazjum ma być kontynuacją po przynajmniej 3 latach nauki w podstawówce, a nie zaczynaniem znowu od zera. W ostatniej ofercie tej szkoły był także hiszpański [chyba 15 miejsc na 60 w klasach dwujęzycznych] dla uczniów chcących rozpocząć naukę tego języka [tu oczywiście nie ma kontynuacji]. Jedynym ograniczeniem jest to, że do klas dwujęzycznych z jęz. angielskim egzamin jest chyba dalej tego samego dnia o tej samej godzinie, więc można "obstawić" tylko jedną szkołę. W tym gimnazjum poziom nauczania jest rzeczywiście może ciut niższy od Batorego, ale nie odbiegający daleko od Reytana [patrząc na średnie wyniki egzaminu gimnazjalnego]. W nauczaniu dwujęzycznym jest biologia i WOS.
  • d.wludyka 14.02.11, 11:54
    >Jedynym ograniczeniem jest to, że do klas dwujęzycznych z jęz. angielskim egzamin jest chyba dalej tego samego dnia o tej samej godzinie, więc można "obstawić" tylko jedną szkołę

    To nie tak, egzaminy predyspozycji są tego samego dnia, bo są takie same dla wszystkich szkół dwujęzycznych i ich wynik są uznawane przez wszystkie szkoły. Niektóre szkoły - we Wrocławiu tylko 1 - międzynarodowa z angielskim, przeprowadza jeszcze dodatkowo egzamin ustny z angielskiego. Można zdawać w tej szkole testy predyspozycji, ale ostatecznie wybrać inną. Ilość zdobytych punktów podaje się później razem z innymi wynikami (średnia, zachowanie, test 6-klasisty i dodatkowe osiągnięcia), w systemie elektronicznym i dokonuje ostatecznego wyboru.

  • Gość: toja IP: 195.150.82.* 14.02.11, 15:08
    Jestem zaskoczona ilością istniejących gimnazjów2-języcznych w innych miastach. Po prostu szok!
    Wydawało mi się, że Kraków to niezłe centrum edukacyjne, a tu posucha jakich mało. Nie słyszałam, aby istniało publiczne jakiekolwiek gimnazjum z j. angielskim (w ogóle to jest chyba tylko z jedno z francuskim); jakieś tam namiastki rozszerzeń to niby oczywiście są.
  • d.wludyka 14.02.11, 15:47
    > Jestem zaskoczona ilością istniejących gimnazjów2-języcznych w innych miastach.
    > Po prostu szok!
    > Wydawało mi się, że Kraków to niezłe centrum edukacyjne, a tu posucha jakich ma
    > ło. Nie słyszałam, aby istniało publiczne jakiekolwiek gimnazjum z j. angielski
    > m (w ogóle to jest chyba tylko z jedno z francuskim); jakieś tam namiastki rozs
    > zerzeń to niby oczywiście są.

    Może nie wiesz, bo się nie interesowałaś. To nie są gimnazja rejonowe, żeby się dostać trzeba zdać testy predyspozycji językowych, matematycznych i z j.polskiego. Takie gimnazja są "doklejone" do liceów.
    Ja też dowiedziałam się przez przypadek, a jak się zaczęłam interesować, to okazało się że
    we Wrocławiu są:
    - 1 dwujęzyczne z angielskim i 1 międzynarodowe z angielskim
    - 2 z francuskim,
    - 2 z włoskim
    - 1 z niemieckim
    - 1 z hiszpańskim

  • Gość: toja IP: 195.150.84.* 15.02.11, 09:01
    > Może nie wiesz, bo się nie interesowałaś.
    Interesowałam się.
    Na poziomie gimnazjum:
    - z j. angielskim - brak
    - 1- z j. francuskim
    (może gdzieś mi umknął niemiecki, bo nie byłam zainteresowana, ale b.wątpię)
    Na poziomie liceum nie jest wiele lepiej:(
  • joa66 14.02.11, 15:47
    jakieś tam namiastki rozszerzeń to niby oczywiście są.

    W Warszawie to jest chyba 5 h języka obcego plus elementy niektórych przedmiotów wykładane w jęz obcym.


    Szaleństwo to nie jest ale zawsze coś. Podobno jest też prywatne gimnazjum, gdzie jest 11 godzin angielskiego , ale szczegółów nie znam (oczywiście pomijam szkoły brytyjskie czy amerykańskie)
  • Gość: toja IP: 195.150.84.* 15.02.11, 09:09
    > W Warszawie to jest chyba 5 h języka obcego plus elementy niektórych przedmiotó
    > w wykładane w jęz obcym.

    Klasy z poszerzeniem na ogół zamykają się w 4 godzi/tyg. W pojedynczych przypadkach jest 5 godz. w tym elementy kultury i historii. Mowa cały czas o państwowych, bezpłatnych szkołach.

    Jak czytam o innych miejscowościach, to aż oczy wychodzą mi z orbit. Skąd ta dyskryminacja? Może na jakiś program wyrównywania szans dzieciaki z Krakowa powinny się załapać;););)

    A tak przy okazji powiem Wam inną ciekawostkę: klasa z poszerzonym hiszpańskim, zajęcia w ponad 30-osobowej grupie!!! (tak, tak, niezgodnie z przepisami, wiem). Takie rzeczy to tylko w Krakowie...
  • joa66 15.02.11, 09:44
    W pojedynczych przypadkach jest 5 godz. w tym elementy kultury i historii.

    Czyli są takie szkoły/klasy w Krakowie? :)


  • Gość: toja IP: 195.150.84.* 15.02.11, 10:03
    [i]W pojedynczych przypadkach jest 5 godz. w tym elementy kultury i historii.[/
    > i] Czyli są takie szkoły/klasy w Krakowie? :)

    2-3 sztuki pewnie by się znalazły (nie mówimy teraz o dwujęzycznych); jednak generalnie poziom angielskiego nie jest tam specjalnie wysoki, zależy od rocznika
  • joa66 15.02.11, 10:36
    2-3 sztuki pewnie by się znalazły (nie mówimy teraz o dwujęzycznych); jednak generalnie poziom angielskiego nie jest tam specjalnie wysoki, zależy od rocznika

    Nawet jeślie nie nazywają się dwujęzyczne to niewiele się od nich różnią. A jeżeli chodzi o poziom, to o nim decyduje czy są to klasy rejonowe czy trzeba zdać do nich egzamin i wykazać się innymi sukcesami, np wynikami w nauce w poprzedniej szkole. Taka procedura jednak gwarantuje w miarę przyzwoity poziom ( a to czy będzie on doskonały to faktycznie zależy od uczniów w danym roczniku)

    Nie sądzę, żeby mój ukochany Kraków różnił się bardzo na niekorzyść w porównaniu do innych miast :)

  • Gość: toja IP: 195.150.84.* 15.02.11, 10:52
    >A jeżeli chodzi o poziom, to o nim decyduje czy są to klasy rejonowe czy trzeba zdać
    > do nich egzamin i wykazać się innymi sukcesami,

    są to najzwyklejsze rejonówki, które sobie np w jakimś roku zwiększą ilość godzin (poszerzą program); raz tylko słyszałam, że był jakiś egzamin i min 4 na świadectwie z angielskiego ;

    natomiast wiem, że nieźle rozwija się gim+lo (jako jedyne dwujęzyczne) z francuskim

    > Nie sądzę, żeby mój ukochany Kraków różnił się bardzo na niekorzyść w porównani
    > u do innych miast :)

    Mój też ukochany:) Tym bardziej nie mogę pojąc dlaczego nie ma tutaj dwujęzycznej angielskiej na poziomie gim, skoro w innych miastach są (licealna jest jedna).
    A poziom angielskiego w zwykłych klasach podst.i gim. to loteria (często jedna wielka kpina i strata czasu)

  • Gość: toja IP: 195.150.84.* 15.02.11, 11:05
    Nie uważam, że akurat dwujęzyczne gimnazjum to priorytet w edukacji (ta wykładówka w tym wieku to trochę chyba iluzja), ale dziwi mnie, że chociaż reforma reformę pogania, to nauka języka obcego na odpowiednim poziomie (zgodnie z tym, co prezentuje uczeń) to fikcja; cierpią i ci zdolni, i ci słabi. Dopiero w niektórych liceach problem jako tako jest rozwiązany. No i te wyczytane dysproporcje w porównaniu z innymi miastami zainspirowały mnie do poruszenia tematu.

    Nie wiem, w czym problem, żeby w każdej dzielnicy zorganizować klasy językowe i przyjmować do nich tylko te dzieci, które zdadzą odpowiednie egzaminy. Wtedy i te 4 godziny/tyg, bez wykładówki dawałyby jakiś efekt.
  • joa66 15.02.11, 12:20
    Nauczanie języka obcego w polskich szkołach jest problemem - m.in. dlatego w rekrutacji do liceum nie bierze się pod uwagę wyników z egzaminu gimnazjalnego z języka obcego. Dysproporcje są zbyt duże.

    Dlaczego nie ma więcej klas dwujęzycznych? Dobre pytanie. Jeżeli oczekujemy tylko większej ilości godzin z danego języka (5-6 h) plus wiedza o danym obszarze kulturowym , z nauczycielami nie powinno być kłopotu (wystarczy filolog). Gorzej jeśli oczekujemy nauczania innych przedmiotów w języku obcym (nawet częściowo, za to poprawnym językiem) - obawiam się, że takich nauczycieli przedmiotu jest wciąż niewielu.
  • Gość: toja IP: 195.150.84.* 15.02.11, 12:41
    >Gorzej jeśli oczekujemy nauczania innych przedmiotów w języku obcym (nawet częściow
    > o, za to poprawnym językiem) - obawiam się, że takich nauczycieli przedmiotu je
    > st wciąż niewielu.

    Chyba nie chcesz zasugerować,że w Krakowie brakuje wykwalifikowanych anglistów mogących nauczać 12-16 latków na przyzwoitym poziomie:-)

    Jak wspomniałam, nie oczekuję na poziomie gimnazjum nauki innych przedmiotów w języku obcym (co najwyżej zaprezentowania niewielkiego zakresu słownictwa specjalistycznego).
    Marzy mi się tylko odpowiedni poziom, tzn, z jednej strony, aby moje dziecko CZEGOKOLWIEK nauczyło się z jęz. angielskiego w SZKOLE, a z drugiej, aby jak najmniej było przypadków, kiedy to rodzice skarżą się, że dzieci nie są w stanie opanować podstaw języka bez korepetycji, korzystając tylko z lekcji w szkole. (Oczywiście zawsze pozostanie grupa uczniów, którym się nie chce, czy też mają blisko zerowe predyspozycje językowe i tego żaden system nie przeskoczy)

    I z tego co obserwuję, w dużych miastach nawet nie jest to kwestia kosztów, ani barier natury technicznej, ale zwykle - zła organizacja, brak pomyślunku, wygoda, itp, itd.
    Ponadto jak widać:w niektórych miastach da się więcej.
  • joa66 15.02.11, 13:05
    Chyba nie chcesz zasugerować,że w Krakowie brakuje wykwalifikowanych anglistów mogących nauczać 12-16 latków na przyzwoitym poziomie:-)

    Ale anglista nie nauczy biologii czy chemii...:) A poziom angielskiego u biologa może być różny..:) A tzw dwujęzyczność szkoły zakłada nie tylko rozszerzoną ilość godzin,
    ale też nauczanie innych przedmiotów w języku obcym (częściowo).

    Też nie podoba mi się to co się dzieje w szkołach w kwestii języków obcych, ale niestety rozumiem, z doświadczenia, mechanizm.

    Dawno , dawno temu pracowałam jako lektorka języka angielskiego. Było to w czasach kiedy szkół językowych i kursów było jak na lekarstwo, było więcej chętnych niż miejsc, w grupach było po 30 osób (tak, tak - były takie czasy). Szkoła językowa była teoretycznie renomowana , ale na poszczególne poziomy zapisywała jak leci, bez testów sprawdzających poziom itp. Nikomu się nie chciało, nawet mi nie pozwolono zrobić tego (za darmo, nie chciałam dodatkowych pieniędzy). Efekt - klasa 30 osobowa, wiek kursantów: najmłodszy 15 lat, nastarszy 71 lat. Poziom: jedna osoba pisze "boj" (chłopiec ;) ) i taki jest jej poziom, inna dopytuje się o użycie trzeciego okresu warunkowego. Wiecie co robiłam? Przerabiałam podręcznik przypisany do poziomu lekcja po lekcji i przestałam analizować efektywność mojego nauczania. Po zajęciach odpowidałam na pytania indywidualne jeżeli ktoś miał. A potem rzuciłam to w diabły.


    Obawiam się, że podobnie funkcjonuja szkoła.


    Dlatego ja jestem zwolenniczką testów dla chętnych do klas dwujęzycznych, z rozszerzonym językiem itd.

  • Gość: toja IP: 195.150.84.* 15.02.11, 13:54
    > Ale anglista nie nauczy biologii czy chemii...:) A poziom angielskiego u biolog
    > a może być różny..:)

    Powiem szczerze, że mnie zawsze rozbrajają takie teksty:)
    No w końcu filolog maturę też ma i kilka słów od czasu do czasu na temat innego przedmiotu powinien umieć sklecić. Rozumiem rozszerzenia na poziomie liceów ale w gimnazjum??? W ogóle nauczanie TYLKO w języku obcym np. matematyki czy biologii w gimnazjum to chyba nie jest najlepszy pomysł.
    Zresztą nie ma o co kruszyć kopii, przynajmniej jeśli o mnie chodzi:) . Niechże te zwykłe przedmioty będą całkiem po polsku, jedynie same lekcje angielskiego - na przyzwoitym poziomie. A z podstawową listę słówek to filolog z przedmiotowcem chyba będą potrafili sklecić, czyż nie?

    >Przerabiałam podręcznik przypisany do poziomu lekcja po lekcji i przestałam analizować efektyw
    > ność mojego nauczania. Po zajęciach odpowidałam na pytania indywidualne jeżeli
    > ktoś miał.
    Współczuję.
    jednak często problem polega na tym, że nauczycielom się NIE chce, bo i po co (niby logiczny wniosek).
    Przykład: klasa podzielona na 2 grupy wg... alfabetu, teoretycznie kontynuacja, a praktycznie w I gim uczą się kolorów, liczenia, itp. Nauczycielka sugeruje: podział wg poziomów, eee, przcież słabsi podciągną się szybciej przy silniejszych, jak będą pomieszani; z 2 podręczników mam niby 1 klasę uczyć? przecież i tak ten sam test będą na koniec zdawać, to po co? Drugi przykład: to nie prywatna szkoła, żeby zdolnemu uczniowi dodatkowo czas poświęcać ...

    >A potem rzuciłam to w diabły.
    Większość nie rzuca, bo z czegoś żyć trzeba.
    Oczywiście pasjonaci też się zdarzają.


  • joa66 15.02.11, 14:47
    Obawiam się, że niezależnie od tego czy filolog jest w stanie uczyć matematyki czy biologii na poziomie gimnazjum, nie wolno mu tego robić. Może nauczyć słówek z różnych dziedzin na swoich lekcjach. Ale to nie jest nauka przedmiotu częściowo w jęz. obcym, a chyba takie są założenia dwujęzyczności . Jeżeli nie - proszę mnie poprawić.

    Mnie też nigdy nie zależało na tak rozumianej dwujęzyczności - zadowalam się 5 h angielskiego , w tym jedną z native speakerem, ale to nie jest klasa dwujęzyczna.
    Piszę "zadowalam się" w pierwszej osobie ;) , bo na początku (1 klasa podstawówki) to mi bardziej zależało, synowi naprawdę zależy dopiero od początku gimnazjum.


    Nie wiem z czego wynika bałagan z poziomowaniem grup na lekcjach języków. Z doświadczenia wiem, że ŁATWIEJ jest uczyć grupę mniej więcej jednorodną, więc nie posądzałabym nauczycieli o lenistwo. Chyba, że o lenistwo w walce z dyrekcją, innymi nauczycielami.



    Zresztą mniejsze znaczenie mają przyczyny (przynajmniej tu i teraz, dla naszych dzieci) ważniejsze jest jak sobie z tym radzić. I niestety trzeba tego pilnować samemu i nie liczyć na system.
  • Gość: toja IP: 195.150.84.* 15.02.11, 15:32
    >zadowalam się 5 h angielskiego , w tym jedną z native speakerem,
    Ale to chyba nie za friko? Też bym się zadowoliła:)

    > Nie wiem z czego wynika bałagan z poziomowaniem grup na lekcjach języków. Z doś
    > wiadczenia wiem, że ŁATWIEJ jest uczyć grupę mniej więcej jednorodną,
    Tak pod warunkiem, że chce się nauczać. Tymczasem większość lekcji przebiegała na zasadzie: przeczytajcie sobie z podręcznika (więc łatwiej było jak jedni uczniowie tłumaczyli drugim, a nie zawracali głowę nauczycielce).
    Przy obecnej ilości szkół językowych rozwiązaniem byłyby talony edukacyjne, w ramach których każdy uczeń zaliczałby bezpłatnie język tam, gdzie by mu pasowało. A co? pomarzyć można...
  • joa66 15.02.11, 15:44
    >zadowalam się 5 h angielskiego , w tym jedną z native speakerem,
    Ale to chyba nie za friko? Też bym się zadowoliła:)


    Nie za friko niestety- szkoła społeczna.

    Tymczasem większość lekcji przebiegała na zasadzie: przeczytajcie sobie z podręcznika (więc łatwiej było jak jedni uczniowie tłumaczyli drugim, a nie zawracali głowę nauczycielce).

    Być może to wyraz bezradności nauczyciela, bo z góry wie,że w warunkach jakie ma i tak nie nauczy porządnie a wlaczyś mu już się nie chce. Albo faktycznie już nic mu się nie chce, bo kazać czytać z podręcznika na lekcji to można wyjątkowo, raz na rok albo rzadziej, w sytuacjach wyjątkowych.


    Przy obecnej ilości szkół językowych rozwiązaniem byłyby talony edukacyjne, w ramach których każdy uczeń zaliczałby bezpłatnie język tam, gdzie by mu pasowało. A co? pomarzyć można...

    No właśnie ..pomarzyć. Szkoda, że to niemożliwe - podejrzewam, że szkoły językowe byłyby w stanie przygotować ofertę nie droższą niż nauczanie języka w szkole.
  • joa66 15.02.11, 15:44
    walczyć a nie "a wlaczyś "....!
  • Gość: toja IP: 195.150.84.* 15.02.11, 15:53
    >szkoły językowe byłyby w stanie przygotować ofertę nie droższą niż nauczanie języka w szkole
    Zwłaszcza gdy 1 nauczyciel uczy 4 uczniów (poziom rozszerzony, nie ma z kim połączyć uczniów, szkoda rozwiązać grupę w liceum, no i nauczycielowi też przecież trudno etat wymówić;)
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 15.02.11, 15:18
    Powiem szczerze, że mnie zawsze rozbrajają takie teksty:)
    No w końcu filolog maturę też ma i kilka słów od czasu do czasu na temat innego przedmiotu powinien umieć sklecić. Rozumiem rozszerzenia na poziomie liceów ale w gimnazjum??? W ogóle nauczanie TYLKO w języku obcym np. matematyki czy biologii w gimnazjum to chyba nie jest najlepszy pomysł. "

    a mnie rozbraja pomysl, aby filolog uczyl matematyki czy biologii:) - nawet w podstawowce!
    Z dwojga zlego wolalabym, aby moje dziecko nie uczylo zadnego jezyka obcego w gimnazjum niz gdyby pani od angielskiego - bez wyksztalcenia na poziomie wyzszym z konkretnego przedmiotu - uczyla moje dziecko jakiegokolwiek przedmiotu poza angielskim.

    W szkolach dwujezycznych nauczyciele maja skonczone kierunkowe studia plus filologie; czasem zaocznie - jako drugi kierunek np. kolegiach jezykow obcych dla nauczycieli.
  • d.wludyka 15.02.11, 12:54
    To nie tak, że nauka w gimnazjum dwujęzycznym była od zawsze naszym priorytetem.
    To są po prostu dobre szkoły i mamy w miarę równe sznanse żeby się do nich dostać (bez kombinowania z meldunkiem).
    W dodatku córka lubi uczyć się języków bardziej niż matematyki czy biologii i nie ma jeszcze konkretnych planów na życie więc niech się chociaż języków na razie dobrze nauczy.
    Wg mojej wiedzy w publicznych gimnazjach dwujęzycznych jest standardowo 6 godz. języka + czasem 2 wygospodarowane przez szkołę + elementy innych przedmiotów w języku obcym + czasem obozy językowe + czasem wymiana zagraniczna + możliwość kontynuowania nauki w klasie dwujęzycznej LO.
    Myślę, że taki cykl daje szanse na to, żeby języka nauczyć się naprawdę dobrze, a to się zawsze przyda.
  • Gość: toja IP: 195.150.84.* 15.02.11, 13:57
    > To nie tak, że nauka w gimnazjum dwujęzycznym była od zawsze naszym priorytetem
    > To są po prostu dobre szkoły

    Ja podobnie do tego podchodzę

    > Myślę, że taki cykl daje szanse na to, żeby języka nauczyć się naprawdę dobrze,
    > a to się zawsze przyda.

    Dokładnie :)
  • nika_j 15.02.11, 13:01
    Tworzenie gimnazjów dwujęzycznych w duzych miastach, na ogół przy LO to nie tyle kwestia zainteresowania językami, co próba obejścia rejonizacji i chęć stworzenia klas/szkół o wyższym poziomie przez fakt przyjęcia tam osób po bardzo rygorystycznej selekcji. W przypadku zwykłych gimnazjów szkoły do takiej selekcji nie maja prawa, tu staja się szkołami bez obwodu i jako takie moga sobie przebierac w dobrych uczniach. Nie tylko Kraków ma mało szkół tego typu. W moim województwie (kuj-pom) tez takich szkół nie ma zbyt wiele, ale to m.in. dlatego, że np. w Bydgoszczy ten problem został rozwiązany przez stworzenie autorskich (i bezobwodowych) gimnazjów przy liceach, które ściągaja zdolnych z rejonu miasta i okolic, w Toruniu istnieje Gimnazjum i Liceum Akademickie, które tez selekcjonuje uczniów. W Bydgoszczy, która jest przeciez sporym miastem, istnieje jedno czy dwa gimnazja dwujęzyczne, w Toruniu w ubiegłym roku dopiero powstało takie z francuskim i jest od lat jedna klasa dwujęzyczna angielska w gimnazjum przy XLO. Warszawa i inne duże miasta jak Poznań, Wrocław biją tu reszte Polski na głowę jesli chodzi o szkoły dwujęzyczne.
  • Gość: toja IP: 195.150.84.* 15.02.11, 14:12
    Nika, cenne spostrzeżenia. I szkoda że w Krakowie nie chcą się bawić w tworzenie nierejonowych gimnazjów ( klas w wybranych gimnazjach)
  • Gość: iwona IP: *.31.109.241.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 15.08.12, 14:07
    Myśle ze jest to bardzo dobry kierunek, zwłaszcza jesli chodzi o dziewczynę. Teraz wizaż, charakteryzacja i stylizacja są bardzo modnymi kierunkami.
  • wika74 26.11.13, 07:22
    Też uważam, że język rosyjski jest coraz bardziej "modny" i potrzebny. zachęcam do odwiedzenia tej strony eduexplorer.pl/wroclaw/j-rosyjski można umówić się na lekcję z języka rosyjskiego. pozdrawiam
  • abba_89 01.12.14, 15:22
    warto znać rosyjski. Szybciej niż np. niemeickim czy francuskim dogadasz się w krajach arabskich, w byłej WNP no i oczywiście na Rosji. Możesz uczyć się też z : lekcjerosyjskeigo,eu tam jest odesłanie do sporej ilośći rosyjskiego www

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.