Dodaj do ulubionych

Do mam licealistów

15.10.10, 10:12
Minął miesiąc (ponad) nauki w liceum. Jakie wrażenia? Czy szkoła spełnia oczekiwania Waszych dzieci?
Edytor zaawansowany
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 15.10.10, 14:37
    Moje dziecko juz w II klasie i bardzo zadowolone.
    Natomiast w zeszlym roku sekundowalam dwojgu dzieciom - i niestety trafily roznie.

    Jedno - swietnie; fakt, ze mialo w czym wybierac, bo laureat olimpiady etc.

    Drugie dziecko - syf totalny; az mi sie plakac chce na mysl, ze moje wlasne dziecko mogloby trafic do takiej szkoly, zwlaszcza ze chodzilo do syfiastego gimnazjum...Fakt, ze dzieciak naprawde zdolny, uczen dwujezycznego gimnazjum, ktore zakonczyl z niezlym wynikiem (test gimnazjalny) , w sumie na wlasne zyczenie mial okolo 100 punktow...

    Wiecej na privie moge powiedziec, takze o szkole corki.
  • dagbe 19.10.10, 17:44
    Mój syn dostał się do klasy pierwszego wyboru. Potrafi się sprężyć w ważnych momentach, więc "nastukał" wystarczająco punktów. Wybór padł na klasę hiszpańską, która ma cykl czteroletni. Obecnie mam więc dziecko w "zerówce" ;)
    Przez pierwsze dwa tygodnie był po prostu ogłuszony, teraz już się chyba przyzwyczaił. Młody chodzi do szkoły z wyraźną przyjemnością. Trafił na fajnych nauczycieli. Twierdzi, że jest zadowolony.
    Jednak to mimo wszystko za wcześnie, żeby ocenić trafność wyboru.

    Pozdrawiam,
    Dagmara
  • dido_dido 19.10.10, 18:16
    Dagmara,
    Bardzo mnie interesuje to co napisałaś. Mój syn wybiera się do takiej klasy. Wiem, że w tym roku będą trzy licea z zerowymi klasami hiszpańskimi. Do którego chodzi Twój syn? Ile trzeba było mieć punktów aby się dostać? Jak wrażenia po egzaminie predyspozycji językowych?
    Z góry dziękuję za wszystkie uwagi!
    --
    Iwona
    Antoś, nasz czwarty synek
  • malgosiach.2 20.10.10, 10:54
    No moja córki, jak dobrze pójdzie, to też za rok będzie w "zerówce", tyle że z niemieckim. Ale czeka nas ten sam test predyspozycji językowych.
  • dagbe 20.10.10, 12:12
    Młody chodzi do III LO w Gdańsku. Do testu predyspozycji językowych przygotowywał się ze zbioru testów (mam dwa egzemplarze - starsze i nowsze wydanie - mogę odstąpić).
    bimart.com.pl/index.php?sub=categories&oid=2548&p=
    Jednak nie przesadzał z systematycznością a ja nie naciskałam. Wyszłam z założenia, że jeśli się nadaje do tej klasy to test zda. A jeśli nie zda, to się do klasy nie nadaje ;) Zanim złożył papiery, zrobiłam mu próbny sprawdzian zupełnie bez przygotowania. Nie byłoby sensu myśleć o tej klasie, jeśli nie ma predyspozycji.
    Test zdał bardzo przyzwoicie. Punkty z testu nie wliczały się do tych decydujących o przyjęciu.
    W ubiegłym roku limit wynosił chyba 138 punktów, w tym wystarczyło 100. 100 punktów to jest dolny limit przy przyjęciu do tej klasy.
    Klasa liczy tylko 26 osób. Na większości zajęć są podzieleni na dwie grupy. Mają zajęcia z pięcioma różnymi lektorami - trzema Hiszpanami i dwoma Polkami. W sumie 18 godzin w tygodniu.
    Wczoraj rozmawiałam z synem - bardzo chciałby kontynuować naukę w I klasie hiszpańskiej. Jednak musi zdać egzamin z języka w czerwcu. Plan B zakłada klasę mat-fiz w innym liceum. Zobaczymy, jak to będzie.

    Jeśli masz jeszcze jakieś pytania - pisz na priv dagbe(@)wp.pl

    Pozdrawiam,
    Dagmara

    PS.
    Mamy również pozostałe zbiory testów wydawnictwa BIMART. Część wypełniona ołówkiem - można zgumkować. Nie są już potrzebne, więc mogę odstąpić.
  • dagbe 20.10.10, 12:15
    I jeszcze jedno - idąc do tej klasy syn nie znał wcale hiszpańskiego. Ma jednak dużą motywację z racji swojego hobby.

    Pozdrawiam,
    Dagmara
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 21.10.10, 09:20
    Wi
    > em, że w tym roku będą trzy licea z zerowymi klasami hiszpańskimi. Do którego
    > chodzi Twój syn? Ile trzeba było mieć punktów aby się dostać? Jak wrażenia po e
    > gzaminie predyspozycji językowych?
    > Z góry dziękuję za wszystkie uwagi!"

    Masz na mysli Warszawe? Moja corka zdawala 2 lata temu do warszawskiego Cervantesa. Test predyspozycji byl dla niej trudny, ale zdala go nawet niezle.
    Z tym ze ona nie cwiczyla przed egzaminem; mnie sie wydawalo, i tak zreszta uslyszalam w innej szkole - ze do tego egzaminu nie mozna sie przygotowac, bo jego celem jest zbadanie wrodzonego potencjalu dziecka.
    Wyglada jednak na to, ze moje dziecko nalezalo do nielicznych, ktore poszlo na ten test "tak jak ja Bog stworzyl" - bo juz po okazalo sie, ze na rynku sa testy, a nawet kursy przygotowujace do testow predyspozycji jezykowych. Mysle ze warto sie z nimi zapoznac, bo talent talentem, ale metody rozwiazywania pewnego typu zadan naprawde mozna sie wyuczyc, zwlaszcza tych z "martwym jezykiem". Moja corka stracila sporo punktow, bo zwyczajnie nie wyrobila sie w czasie, rozkminiajac polecenia, ktore bylyby dla niej oczywiste po wczesniejszym doswiadczeniu z takimi testami.

    W sumie dostalaby sie do tej klasy z nadmiarem punktow, ale byla to dla niej klasa chyba 3 wyboru, a zalapala sie do pierwszej na liscie.
    Co do progow - nie sugeruj sie ubieglorocznymi, bo one, w porownaniu z wczesniejszymi latami, byly nizsze we wszystkich chyba szkolach o ok. 10 pkt. (trudniejszy test?)
    Podejrzewam jednak (nie sprawdzalam), ze w przypadku zerowki w Cervantesie trend sie utzrymal - do tej klasy za same osiagniecia szkolnych trzeba miec tyle punktow, ile do innego bardzo dobrego liceum. Jesli tych punktow jest mniej, mozna je nadrobic swietnym wynikiem z testu.
    Moim zdaniem warto sie jednak starac, bo to swietny pomysl na edukacje, jeden z najlepszych w Warszawie.
  • learning-to-fly 12.11.10, 17:38
    Ja stosunkowo niedawno skończyłam kl hiszp. w Cervantesie, w razie czxego mogę coś tam powiedzieć. Tylko trzy rzeczy: trochę sie nauczyciele pozmieniali ostatnio, mało kiedy jestem na forum (raczej kontakt przez pocztę) i ja nie za bardzo lubiłam tę szkołę, jakaś niedopasowana jestem, więc mogę nie być obiektywna ;)
  • Gość: kanak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.10, 13:46
    Jak się zorientowałam to pytasz o Warszawę. Biorąc pod uwagę wypowiedzi moich synów - już licealistów - oraz znajomych rodziców to wiem, że najwiecej zadowolonych jest ze Staszica [ale tam poszli wybitni matematycy], Kopernika, Poniatowskiego, Lelewela, Czackiego, Cervantesa, Kochanowskiego, Słowackiego i Żmichowskiej. Moi chłopcy chwalą swój wybór tj. Powstańców Warszawy. Co ciekawe zarówno w roczniku starszego, jak i młodszego syna powtarza się pewne liceum w Warszawie, z którego koledzy starali się uciec już po miesiącu [jednemu udało się nawet przenieść]. Ale nie mam tu sprawdzonych informacji od rodziców, więc nie podam, o które chodzi.
  • joa66 20.10.10, 17:17
    Nie tyle pytałam się o konkretne licea, ale różnice między tym czego uczeń się spodziewał (bo czytał, pytał , słyszał itd) a tym co faktycznie zastał.

    p.s. rozumiem, że nie chcesz powtarzac plotek, gdybyś jednak mogła podac czy to liceum, z którego chcieli uciekać uczniowei to Reytan lub Kołłątaj (których nie ma na liście "pozytywnej") byłabym wdzięczna. Jeżeli nie możesz - rozumiem:)
  • nchyb 20.10.10, 19:13
    moje dziecię na razie zadowolone, ogólniak zdecydowanie bardziej przypadł mu do gustu niż wcześniej gimnazjum. Utwierdził się na razie w przekonaniu, że dobry profil wybrał, coraz częściej jest pewien wyboru studiów.
    Ale to dopiero półtora miesiąca, jeszcze wiele się może zmienić...
  • Gość: kanak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.10, 09:01
    Nie, nie jest to Reytan ani Kołłątaj. Jezeli chodzi o Kołłątaja, to przypomniałam sobie, iż wybrała to liceum jedna z koleżanek starszego syna ze względu na możliwość kontynuacji francuskiego na poziomie zaawansowanym. Ale nie wiemy, czy jest zadowolona czy też nie.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 21.10.10, 10:24
    :Nie, nie jest to Reytan ani Kołłątaj."

    A moze chodzi o liceum im. Z...Bo ja takie historie o nim slyszalam. No i o jeszcze jednym, ale chyba wiadomo jakim:)
    Co do Kollataja, to ja sama do niego chodzilam, wiec nie jestem obiektywna w swoim negatywnym nastawieniu. Natomiast przyjaciolka mojej corki tam chodzi i calkiem rozsadne rzeczy o tej szkole mowi.
    Po pierwsze - zawsze chodzila do panstwowych szkol i nie ma oczekiwania, ze w szkole ma byc fajnie; wystarczy ze jest kilku rozsadnych nauczycieli - to juz bylby cud.
    Cud sie nie zdarzyl, ale da sie przezyc.
    A da sie przezyc jesli sie ma w szkole i klasie ma sie duzo znajomych.
    Ona akurat ma, bo jest dziewczyna z Ochoty, to jej mala ojczyzna; szkola jak szkola; najwazniejsze ze jest blisko, klasa jest zgrana, na przerwach i po szkole jest sie z kim posmiac z nauczycieli.
    Bardzo rozsadne podejscie. Dziewczynka jest bardzo inteligentna, ale w gimnazjum niespecjalnie chcialo jej sie wysilac, aby dostac sie do tzw. lepszego liceum.
    Mnie ciarki przechodza kiedy slucham jej szkolnych opowiesci, ale ona sie z tego smieje.


  • Gość: kanak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.10, 11:08
    No tak, właśnie to im. Z. Czyli nie tylko wśród kolegów moich synów są niezadowoleni. Z tego co do mnie dotarło, z ich skapych zresztą opinii, to żadna inna szkoła tak nie gnębi jedynkami i wymaganiami ponad materiał przekazany na lekcji i do nauczenia się z podręcznika [a może tak trzeba i stąd te wspaniałe wyniki matury ?]. Podobno zdarza się tam, że uczeń nie rokujący na osiągnięcie dobrego wyniku z matury jest do niej nie dopuszczany [chociaż w zasadzie nie wiem, jak szkoła może to zrobić ?].
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 21.10.10, 11:36
    Podobno zdarza się tam, że uczeń nie rokujący na osiągnięcie dobreg
    > o wyniku z matury jest do niej nie dopuszczany [chociaż w zasadzie nie wiem, ja
    > k szkoła może to zrobić ?]."

    No, to proste raczej. Uczen otrzymuje propozycje "nie do odrzucenia" juz po drugiej klasie - czyli ma sie wynosic ze szkoly, w zamian za to otrzymuje ocene na tyle pozytywna, aby moc sie przeniesc do "nienajgorszej" szkoly.
    Dla mnie to syf; moja corka chodzi do bardzo wysokoprogowej szkoly, ale szkola nie pozbywa sie slabszych uczniow, wrecz umozliwia im poprawianie sie na wyzsza ocene; jest wiele mozliwosci tzw. zajec wyrownawczych. A teoretycznie tez moglaby wyzbywac sie zle rokujacych uczniow , aby jeszcze wyzej plasowac sie w rankingu.
    Moja corka z klasy humanistycznej zastanawia sie nad matura rozszerzona z matematyki; dla szkoly moglaby to byc strata, ale nie sadze, by ktos przeciwstawial sie tak ryzyknownemu przedsiewzieciu.
  • Gość: mama IP: 194.221.40.* 21.10.10, 11:14
    Napiszcie proszę co sądzicie o Kołłątaju? Nie jest to liceum godne polecenia?
  • joa66 21.10.10, 11:48
    Ja mam tylko wrażenia ze spotkania informcyjnego - tak ogólnie to podróż w czasie - najgorsze cechy PRL.

    Poza tym:

    - dyrekcja koncentrowała tylko się na pozycji w rankingu
    -w szkole, w szkolnych gablotach reklamy kursów przygotowujących do matury (płatnych i chyba na terenie szkoły)


    Miałam wrażenie , że w tej szkole nie istnieje uczeń=człowiek.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 21.10.10, 12:06

    "Miałam wrażenie , że w tej szkole nie istnieje uczeń=człowiek. "

    Tak, to prawda.
    Mnie to zreszta przeraza, bo jako uczennica tej szkoly w stanie wojennym jestem w stanie zrozumiec, ze takie byly czasy, a ja do tych czasow sie nie nadawalam.

    Ale teraz? Dlaczego rodzice skazuja dzieci na takie szkoly, dlaczego nie probuja ich zmieniac, przeciez nie grozi im juz za to wiezienie...Nie mam pojecia.
  • joa66 21.10.10, 12:25
    Podobno w zeszłym roku zmieniła się dyrektorka. Może będą jakieś zmiany.

    "? Dlaczego rodzice skazuja dzieci na takie szkoly, dlaczego nie probuj
    > a ich zmieniac, przeciez nie grozi im juz za to wiezienie"


    Bo są..zadowoleni? Wyniki są, a młodzieży nie wolno rozpuszczać? Kłopot z głowy? Bo sami chodzili do takich szkół ("i żyją"!) i nie wiedzą, że może być inaczej?
  • Gość: mama IP: 194.221.40.* 21.10.10, 12:44
    Dziękuję.
    celem będzie więc Słowacki
  • joa66 21.10.10, 12:56
    A wiesz coś o Słowackim?

    Przyznam się, że zbytnio nie analizowałam, bo w kategorii "szkoła najbliższa" ;) wygrywa Kołłątaj, ale ciekawa jestem jaka tam jest atmosfera.

  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 21.10.10, 13:31
    joa66 napisała:

    > Podobno w zeszłym roku zmieniła się dyrektorka. Może będą jakieś zmiany.
    >
    hehe, ciekawe jakie. A co z byla pania dyrektor ? Nadal bedzie uczyla chemii? Pamietam cudowne z nia lekcje, ktore wiele moich kolezanek wspomina jako horror. Ja sama nie mialam z chemia wiekszych problemow, ale bylam uczennica "niegrzeczna", takze na chemii. Pamietam zazenowanie mojej matki, ktora sama byla nauczycielka, ale po jednokrotnym kontakcie ze wspomniana pania wyrazila zdumienie,jak to mozliwe, ze jest przedstawicielka tego samego zawodu.

    Nikt z moich szkolnych kolegow nie posyla tam swoich dzieci, nikt nie uczestniczy w jakichs okolicznosciowych spotkaniach organizowanych przez te szkole, nie slyszalam, aby ktos byl dumy z tego, ze te szkole ukonczyl, za to wielu rodzicow, ktorzy w mlodosci nie zalapali sie na Kollataja uwaza, ze ich dziecko osiagnelo sukces, dostajac sie do tej szkoly.
  • joa66 21.10.10, 14:26
    na stronie szkoły nauczycielki chemii to:


    Dorota Wojtasiewicz
    Joanna Skrzeczewska

    Nie pamiętam jak się nazywała poprzednia dyrektor:)

    Często zmiana dyrektora pociąga za sobą zmiany, ale nie z dnia na dzień.

    Ja raczej nie mam złudzeń co do tej szkoły, ale siłą rzeczy (bliskość) gdzieś się ona plącze po głowie, tak na wszelki wypadek. Egzamin zawsze może pójść źle, za to dobry kolega może tam iść. Zobaczymy.

  • Gość: medodo IP: *.adsl.inetia.pl 21.10.10, 14:47
    No, to wyglada na to, ze pani Ania odeszla wreszcie na zasluzona emeryture, chyba ze skorzystala z Karty Nauczyciela i nadal zatruwa zycie dzieciom, tyle ze w innej szkole.
  • joa66 21.10.10, 14:57
    Nie miałam przyjemności poznać :), ale w opiniach o szkole na egzaminy.edu.pl zadziwiająco sporo jest negatywnych opinii uczniów na temat dyrekcji ( w przypadku innych szkół młodzież na ogół mówi o nauczycielach, nie o dyrekcji). To też o czymś świadczy.
  • verdana 22.10.10, 22:02
    Mój syn bardzo zadowolony, ja zadowolona, córka po wywiadowce - w szoku, pozytywnym, choć sama tę szkołę kończyła.
    Wygląda na to, ze szkola traktuje uczniów jak ludzi i to w dodatku sympatycznych. Rzadkość.
    Wymagania z polskiego (klasa humanistyczna) spore, dużo lektur. Ale myslę, ze to nie jest liceum dla Twojego syna.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 23.10.10, 09:32
    Z ciekawości - dlaczego? ;)

  • verdana 29.10.10, 20:03
    Bo to nie jest liceum dla dobrych uczniów. To rqaczej liceum dal "przeciętnych", choć nauczyciele bywają naprawdę dobrzy i starają się nauczyć na przyzwoitym poziomie. na przykład wszyscy mają konsultacje - syn oberwał dwie jedynki z chemii, bo nie bardzo rozumiał, poszedł - i bez problemu, nauczycielka wszystko mu indywidualnie wytłumaczyła.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 03.11.10, 12:17
    " na przykład wszyscy mają konsultacje - syn oberwał dwie jedynki z chemii, bo nie bardzo rozumiał, poszedł - i bez problemu, nauczycielka wszystko mu indywidualnie wytłumaczyła."

    tak podobno jest w Reytanie, można też iść na konsultacje do "nieswojego" nauczyciela.



    Co do "dobrych uczniów" - sama wiesz, że ile ludzi tyle definicji tego pojęcia ...:)

    Wg mnie warto wybierać liceum, w którym średnia (nie minimum) punktów odpowidada mniej więcej punktom otrzymanym przez ucznia. To oczywiście przy zachowaniu innych ważnych dla nas warunków (odległość, słynna "atmosfera", itd)

  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 03.11.10, 13:17
    Wg mnie warto wybierać liceum, w którym średnia (nie minimum) punktów odpowidada mniej więcej punktom otrzymanym przez ucznia. To oczywiście przy zachowaniu innych ważnych dla nas warunków (odległość, słynna "atmosfera", itd) "

    Ale co masz na mysli?
    A. Szanse na dostanie sie do tej szkoly?
    B. Dalsza kariere ucznia w tej szkole - za wysoki/niski poziom wymagan?

    Poza tym wiesz chyba, co sie stalo z progami w ostatniej rekrutacji:) ?
  • joa66 03.11.10, 13:31
    Oczywiście mam na myśli średnią dla danej szkoły z kilku lat i oczywiście mniej więcej. Minimum jest mylące, ponieważ nie wiadomo z jakiego etapu rekrutacji te dane pochodzą.

    A napisałam, że mniej więcej, ponieważ żadna szkoła nie składa się tylko z puntków rekrutacyjnych i wyników matur. Czasami warto obniżyć troszkę poprzeczkę z powodu np. korzystnego dojazdu i atmosfery motywującej do nauki, czasami warto trochę zawyżyć , z tych samych powodów.

  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 03.11.10, 14:53
    To sensowna strategia.

    Wazne jest takze uczciwe oszacowanie wlasnych mocnych stron w przypadku wyboru konktretnego profilu klasy, zwlaszcza w szkolach wysokoprogowych.
    Czasami uczniowie (a i rodzice) wymuszaja na nauczycielach wyzsze oceny koncowe z punktowanych przedmiotow - zeby zalapac sie do "lepszej" szkoly. I to sie niestety pozniej msci.
    Osoba bardzo ambitna, ktora ma naciagniete piatki i szostki przezywa potem koszmarne rozczarowanie. Obserwuje troje dzieci, ktore naprawde mecza sie w szkolach i klasach - w ktorych w ogole nie powinny sie znalezc. Zle dobrany profil, zbyt wysokie wymagania; nawet jesli nauczyciele sa przyjazni i wspierajacy - sama swiadomosc,ze sie odstaje, nie nadaza jest dolujaca.

    Ale zdarzaja sie tez przypadki odwrotne. Ktos sie ledwo zalapal do danej klasy, ale jest mocny w kierunkowych przedmiotach - i swietnie sie odnajduje w warunkach bardzo wysokich wymagan.
  • Gość: mama-nauczycielka IP: 188.33.145.* 26.10.10, 13:16
    Mam 2 córki, które już ukończyły liceum. Starsza dobrze trafiła z liceum, ale u młodszej było gorzej. Moje córki nie są przebojowe, z racji tego, że ja jestem nauczycielką, to dzieci słuchają nauczycielki. Poza tym jak moja młodsza córka była pod koniec 3 klasy gimnazjum, to umarł mój mąż i ciężko jej było. Młodsza córka miała najlepsze wyniki egzaminu gimnazjalnego z całego gimnazjum itp. Z jej wynikami można byłoby dostać się do każdego liceum we Wrocławiu (sama uczę w liceum, więc wiem jak to mniej więcej wygląda). Córka chciała iść do liceum, które w rankingach ma 1 miejsce we Wrocławiu, szkoła typowo matematyczna, niedaleko domu. Z opowieści wiem, że nauczyciele z gimnazjum przekonywali córkę, żeby tam nie szła, bo gimnazjum było blisko tego liceum i niektórzy nauczyciele z gimnazjum kiedyś uczyli w tym liceum mówili, że wiedzą co mówią. Nauczyciele przekonali córkę, żeby poszła do innego liceum, typowo humanistycznego, które jest na końcu miasta. Mówili, że to tam jest rodzinna atmosfera, a w córce drzemie humanistyczna dusza itp. Nie dość, że codziennie musiała wstawać o godzinie 4:40, żeby dojechać do szkoły na 8:00, to jeszcze wracała koło godziny 19-20, a trzeba było chociaż odrobić lekcje na następny dzień, więc szła spać dobrze po północy i w środku tygodnia córka była nieprzytomna, a w piątki to nawet nie widziała na oczy, głowa ją bolała z niedospania, że łykała garściami leki przeciwbólowe. Jeszcze dzięki tamtemu liceum córka nabawiła się nerwicy, bo część nauczycieli mówili, że jest durna, jak były jakieś odpytywania na lekcji i córka wszystko umiała, to nie dostała pozytywnej oceny, a jak jedną rzecz przekręciła, a reszta była ok-jedynka. A mam koleżankę-pedagoga szkolnego, która pracuje w tym liceum, więc sprawdziła to i mówiła, że jest tak jak córka mówi. A słyszałam, że jak niektórzy uczniowie, którzy byli ,,ulubieńcami wychowawczyni", jak kompletnie nic nie umieli, to nie dostali nawet minusa. A jak córka miała operację w trakcie liceum i nie mogła nosić ciężkich rzeczy (a plecaki ważyły 8-10kg). Nie było tej całej ,,rodzinnej atmosfery", raczej wyścig szczurów. Niektórzy uczniowie wylądowali na leczeniu u psychiatry i psychologa, tak to liceum załatwiło im psychikę. To wychowawczyni otwarcie mi powiedziała, że nie potrzebuje kaleki w szkole, a poza tym załatwianie nauczania indywidualnego w domu to za dużo roboty i może sobie iść do zawodówki. A córka nie mogła iść do zawodówki chociażby z powodów zdrowotnych. A przeniesienie do innego liceum byłoby niemożliwe, ponieważ w innej szkole musiałaby znaleźć klasę z rozszerzoną historią, WoS-em oraz niemieckim i francuskim. Ale jak się szukało w innych szkołach, to można było znaleźć szkoły z historią i WoS-em, ale z angielskim i rosyjskim (a pytałam w tamtym liceum, to klasa jest z rozszerzonym angielskim, uczniowie uczą się angielskiego od podstawówki, a uczniowie już na początku 1 klasy byli na poziomie B2, a w czasie co córka miałaby się przenosić do tamtego liceum, to uczniowie byli na poziomie C1, a córka nigdy nie uczyła się angielskiego, a jeszcze nadrabianie rosyjskiego). Albo można było znaleźć klasy biol.-chem. z niemieckim i rosyjskim, więc nie pasowały przedmioty rozszerzone i jeden język. Po prostu nie byłoby liceum, gdzie byłyby takie same języki i przedmioty rozszerzone, a bez tego nie da się zmienić szkoły. A liceum profilowane tym bardziej odpadało, bo tam są tzw. przedmioty zawodowe. Nawet oglądałam prywatne szkoły, ale nigdzie się nie zgadzały te języki. Skończyło się na tym, że córka skończyła liceum z kiepską średnią (3,7) i ledwo zdaną maturą (polski podstawowy-57%, niemiecki podstawowy-68%, WoS rozszerzony-48%, a historia rozszerzona-22%). Dobrze, że córka dała historię jako przedmiot dodatkowy, bo gdy zdawała maturę była zasada, że jak się zaliczy 3 obowiązkowe przedmioty, a dodatkowy się obleje, to i tak matura jest zdana i dostaje się świadectwo. Praktycznie mogła zapomnieć o dziennych studiach i teraz pluje sobie w brodę, bo jak kończyła liceum, to była świetna z matematyki, miała masę wygranych konkursów, olimpiad matematycznych, nauczyciele uważali, że jest lepsza od licealistów. Mówi, że może jakby poszła do tego pierwszego, wymarzonego liceum, to na pewno poszłaby na politechnikę na dzienną Inżynierię Chemiczną. A jak gadałam z nauczycielami, którzy tak ją namawiali na zmianę wyboru szkoły, to usłyszałam, że to problem córki, ze jest taka głupia i nie musiała się pchać do tak dobrego liceum itp., a to że jak pisała egzaminy gimnazjalne w tym samym czasie co był załatwiany pogrzeb jej ojca, gdy były rzeczy do załatwiania ze zmianą wyboru szkoły (gdy nauczyciele dosłownie ją pchali, żeby zrezygnowała z tego liceum matematycznego i poszła na humana, z tego co się dowiedziałam po czasie, to jedna nauczycielka nawet podprowadziła córkę pod liceum, żeby złożyła rezygnację i zapisała się na to drugie LO), to było krótko po pogrzebie męża i nie funkcjonowała normalnie i byłą jak marionetka-co ktoś jej powiedział, to tak robiła, ale to jest nieważne
  • joa66 26.10.10, 17:08
    Rozumiem, że nie pytasz o rade bo to wszystko już sie stało.

    Bardzo smutna historia. Nie bardzo rozumiem jaka była rola nauczycieli z gimnazjum, którzy tak usilnie namawiali córkę na liceum na drugim końcu miasta, nawet bez rozmowy z matką na ten temat.

    Straszne jest to, że szkoła nie potrafi pomóc uczniowi, który ma kłopoty, przeżywa tragedię. Nie tylko nie pomaga, ale nawet przeszkadza. I z głupich powodów (układ języków) nie sposób uciec ze złej szkoły.

    Mam nadzieję, że córka w końcu znalazła swoje miejsce. Nie wiem kiedy to wszystko się działo, ale teoretycznie jest zawsze możliwośc poświęcenia roku czy nawet dwóch na nadrobienie programu przedmiotów ścisłych i jeszcze raz podejść do matury. Ale szkody emocjonalnej tak łatwo nie da się naprawić.
  • Gość: dg77 IP: 194.156.48.* 27.10.10, 08:28
    Mój syn dostał się do szkoły pierwszego wyboru - Lelewel w Warszawie - martwił się, ze po Gimnazjum może mieć kłopoty z dobrymi ocenami - ale jak narazie jest ok - 5 i 4. W szkole przyjemna atmosfera - wzajemny szacunek, Dyrektorka (od 13 lat) bardzo zaangażowana w sprawy uczniów i szkoły. Bałam się trochę, bo syn chodził do gimnazjum społecznego, gdzie było bardzo kameralnie i każdy miał dla niego czas - ale odnalazł się bez problemu - chociaż w pierwszych dniach duzym problemem było szukanie klas (szkoła jest wielka) - w Gimnazjum wszystkie lekcje były w tej samej klasie:)))
    Jest dużo lepiej, niż myślałam, że będzie....

    Pozdrawiam serdecznie
  • joa66 27.10.10, 11:53
    Miło czytać, że komuś się podoba. Też mam troszeczką obaw związanych z przejściem ze szkoły społecznej do państwowej, ale zobaczymy. Sale to pół biedy, ale akademie ku czci mogą być szokiem...)
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 27.10.10, 12:29
    W szkole spolecznej (STO) mojego syna odbywaly sie akademie np z okazji nadania imienia szkole, uroczystosci dla rodzicow na poczatek i koniec itp . W szkole publicznej skolei jest brak takowych (tzn odbywaja sie inne rzeczy, np teraz sesja naukowa poswiecona prof Gugulskiemu z bardzo waznymi osobistosciami, gdzie moj syn "robi" za hostesse wraz z innymi kolegami i kolezankami). Jest swieto szkoly (imieniny patrona), ale tez polega na czym innym Nie sadze aby to status wlascicielski decydowal czy sa akademie czy ich nie ma, poza tym bez przesady to nie jest nic traumatycznego i osoba 16letnia raczej powinna "wziac to na klate"....
  • joa66 27.10.10, 13:18
    Nie miałam na myśli szoku- traumy, tylko szok - zdziwienie :)

    Oczywiście, że do przeżycia :)
  • Gość: dg77 IP: 194.156.48.* 27.10.10, 14:22
    Póki co to zdziwieniem było rozpoczęcie roku bardzo uroczyste - w społecznej STO od razu lekcje. Dzień nauczyciela był na luzie, przyjęcie pierwszoklasistów w poczet uczniów - impreza w godzinach popołudniowych. Jak na razie w tym temacie jest ok. - zmusiłam Młodego do marynarki na rozpoczęcie(bunt straszny) i potem mi dziękował i żałował, że garnituru nie założył:))
    Zdziwiony był też profesorowaniem - ale o tym mu mówiłam:)))
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 27.10.10, 16:54
    W szkolach o dlugoletnich tradycjach takie "akademie" moga byc naprawde fajne, bo przychodza absolwenci np.rocznik 39; tacy przedwojenni inteligenci, ktorzy wspominaja, jak to kiedys na takiej samej akademii gosciem byl powstaniec styczniowy:)

    A jak wsrod mlodziezy trafia sie talenty, to te koncerty 'ku czci" wcale nie musza byc nuda, gdzie kasia z marysia mowia ten sam wierszyk, co zawsze, a jasio brzdakajac na gitarze falszuje - o moj rozmarynie...
  • myszmusia 27.10.10, 20:52
    szok to moze byc z ilosci alkoholu i papierosów dookoła. I twierdzenia szkoły, ze u nich uzywki nie wystepuja;-)

    na szczescie moja wyladowała w tej co chciała (i mogła odpuscic panstowego reytana - pierwszy wybór plan B;-) dostała sie zreszta bez problemu)- i tez jest bardzo zadowolona. Skoro uczniom nie chce sie ze szkoły wychodzic - to chyab niezle.
    Szkoła kameralna - wszyscy wszystkich w zasadzie znaja, zero dystansu młodsze - starsze klasy a nauczycielom naprawde sie chce z tego co (przynajmniej na razie ) widze.Generalnie moge dołaczyc do spisu "zadowolonych pierwszoklasistów licealistów" swoja córke
    --
    -----------------------------------
    Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
    - Eddy Grant
    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • milla007 17.11.10, 11:01
    Myszmusia, jesli zajrzysz jeszcze do tego wątku, czy mogłabyś napisać do jakiego LO dostała się Twoja córka? Zrozumiałam z twojej wypowiedzi, że chodzi do szkoy nie państwowej. Ja też myslę o nie państwowym LO dla mojego syna, jest w I kl gimnazjum, ale juz się interesuję, żeby potem nie było za późno jak w przypadku starszego syna, który bardzo źle trafil i zmieniał szkołę po I kl liceum.
    pozdrawiam,
    Mila
  • menodo 17.11.10, 13:54
    Z tego co pamietam, bo na pewno Myszmusia o tym pisala na forum - jej corka chodzi do liceum "niekoedukacyjnego" :).
  • myszmusia 17.11.10, 14:28
    żle pamietasz;-) niekoedukacyjne to było gimnazjum
    LIceum jest koedukacyjne ale dosc "niszowe";-) ja go rozpowszechniac raczej nie bede;-)mam zasade nie pisac z konkretami o szkołach córki tak długo jak długo tam chodzi - ot takie postanowienie.Zreszta to szkoły,które nie wymagaja reklamowania (moim zdaniem)
    O gimnazjum tez napisałam konkretnie po skończeniu;-)
    --
    -----------------------------------
    Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
    - Eddy Grant
    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • milla007 17.11.10, 18:17
    Sorry, Myszmusia, że spytałam, ale nie chodzi mi o rozpowszechnianie, tylko o uchylenie rąbka tajemnicy, skoro piszesz tak dobrze o szkole córki. Mój syn jest bardzo wrażliwy (taka cecha osobnicza) i mąż postanowił już, że pójdzie do szkoły nie państwowej,
    a ja chciałabym mu podpowiedzieć gdzie ma składać dokumenty, a wiem, że np na Nowowiejską
    nie dostanie się. Uczy sie jak do tej pory dobrze, ale jest bardziej pracowity niż zdolny, nie wiem tez jak bedzie z egzaminem gimnazjalnym. Właśnie mamy złe doswiadczenia z najstarszym synem, któremu dwa razy zmienialismy LO. Z państwowego na prywatne i z powrotem na panstwowe, jednak o niskim poziomie w Łomiankach, skonczyło się to słabo zdana maturą i studiami na prywatnej słabej uczelni.
    pozdrawiam, Mila
  • myszmusia 17.11.10, 18:50
    no faktycznie jak masz na mysli to łomiankowskie przy basenie to tylko wspołczuc.
    W jakich dziedzinach syn jest dobryi i co go interesuje? moze po tym łatwiej dopasowac szkołe .
    Jak chcesz od strony łomianek to popytaj o ta na wójciciego. Osobiscie nie znam - a opinie sa rózne.Jest sporo dobrych.Dalej w stron centrum - grotowski - tu na forum raczej nizbyt chwalony - a ja mam o tej szkole dobre zdanie.Dla kazdego co innego moze byc dobre:-)
    --
    -----------------------------------
    Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
    - Eddy Grant
    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • myszmusia 17.11.10, 18:56
    powiem ci jeszcze jak my zrobiłysmy wybierajac (tzn plan "B";-) bo "A" to było własnie obecne) wypisane wszystkie licea i droga eliminacji - a/lokalizacja b/ kierunki dostepne c/ jezyki - zostało dosłownie kilka szkoł które z naszego punktu widzenia spełniały te kryteria.Zreszt identycznie zrobiłam razem z synem znajomej, który nie ogarniał za bardzo rekrutacji;-) i nie dawal sobie rady z wyborem - dostał sie tam gdzie wybralismy i tez jest bardzo zadowolony.
    Naprawde najpierw wytypuj szkoły pod kątem własnego dziecka a potem szukaj opinii o tych wybranych .
    --
    -----------------------------------
    Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
    - Eddy Grant
    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • myszmusia 17.11.10, 19:01
    nie doczytałam,ze masz syna w I gimnazjum - do konca gimnazjum to ci sie nie tylko profile , jezyki ale i sposób rekrutacji do liceum moze pozmieniac;-)A w przypadku niepubliczych to w niektórych nawet lokalizacja;-)
    --
    -----------------------------------
    Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
    - Eddy Grant
    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • milla007 17.11.10, 23:05
    Kurczę! napisałam taki długi post i mi wcięło, szkoda. Nie wiem czy tego diabli nie wezmą, więc tylko napiszę.. dzięki za rady!

    pozdrawiam,
    Mila
  • Gość: mama-nauczycielka IP: 188.33.137.* 28.10.10, 00:19
    Dodam jeszcze, że moja młodsza córka zmarnowała się w tym liceum, bo miała talent do matematyki, biologii i chemii (miała z tych przedmiotów 6, a chodziła do jednego z najlepszych gimnazjów we Wrocławiu-szkoła w rankingach zawsze się mieściła ,,na podium"-w pierwszej trójce). A w liceum nauczyciele nie przykładali się do tych przedmiotów, tylko zajmowali się tymi bardziej humanistycznymi przedmiotami. Moja córka jeszcze na początku 1 klasy LO wahała się między Inżynierią Chemiczną a Weterynarią. W sumie ja nie miałam nic do tego, w końcu jest tak, że ktoś może chodzić do klasy matematycznej, a zda dobrze rozszerzoną historię czy chodzi do klasy humanistycznej, a zda dobrze rozszerzoną chemię. Ale już w 2 klasie zrozumiała, że po tym liceum nie zdałaby nawet podstawowej biologii, bo poziom z tego przedmiotu był niższy niż w liceum profilowanym (a w liceum profilowanym jest bardzo okrojony materiał). A na weterynarię trzeba mieć maturę rozszerzoną z biologii i chemii-wyniki przynajmniej po 80%. Z tego co słyszałam, to nawet bardzo zdolne, dobre osoby, które wcześniej były świetne z matematyki i fizyki, które chciały startować np. na budownictwo czy elektronikę, to sobie darowały, bo bały się nawet podstawowej matematyki na maturze. Z tego co z koleżanką rozmawiałam, to rok wcześniej była tam jedna dziewczyna, która wzięła podstawową matematykę i próbowała nadrabiać materiał korepetycjami itp., ale okazało się, że matury nie zdała, chociaż w gimnazjum była świetna z przedmiotów ścisłych, podobno do liceum przyszła ze średnią 5,45, z egzaminów gimnazjalnych miała 42 punkty na 50 możliwych z części humanistycznej i 48 punktów na 50 możliwych z części matematyczno-przyrodniczej, miała dodatkowe punkty za konkursy z matematyki, fizyki, wzorowe zachowanie itp. A moim zdaniem liceum ogólnokształcące jak sama nazwa wskazuje powinna kształcić w różnych przedmiotach, aby uczeń nawet po klasie humanistycznej był przygotowany przynajmniej do matury z matematyki na poziomie podstawowym (liceum nazywało się ,,humanistyczne", ale niby 1 i 2 klasy były ogólne, a w 3 klasie brało się fakultety przygotowujące do matury, ale ludzie brali wersje historia+WoS czy historia+j. polski). Szczerze mówiąc nawet na zebraniach się słyszało, że taka biologia czy fizyka dosłownie leży i kwiczy
  • Gość: majika IP: *.adsl.inetia.pl 26.11.10, 11:54
    Jakoś nie wyobrażam sobie, ze ktoś z szóstką z matematyki w gimnazjum nie zdał by podstawowej matury!!
    Pani od matematyki tak dla żartu zrobiła podstawowa maturę z matematyki w klasie syna (tą która była) zdali ją wszyscy piątkowicze i część czwórkowiczów. syn zdał na 38%
    Zainspirowana przetestowałam go z biologii 55% i chemii (nie zdał 18%)

    Po prostu część gimnazjów daje szostki za niewiadomo co:). a egzamin gimnazjalny to raczej pewne zdolnosci do testów i szczęście. wiedzy takiej szkolno lekcyjnej to tam niewiele.
  • agatka_s 26.11.10, 12:45
    Moim zdaniem, a mam syna w 3 klasie gimnazjum, zdanie matury z matematyki na poziomie nawet podstawowym przez "normalnego" gimnazjaliste nie jest możliwe. Są tam rzeczy których poprostu w gimnazjum się nie robi (np elementy badania funkcji, ciągi geometryczne, logartytmy, rachunek prawdopodobieństwa (tzn coś tam mieli, ale nie żeby robić zadania z wzorami) itp).

    Inne przedmioty np polski, WOS, języki, nawet chemia i biologia mój syn mówi że spokojnie są to rzeczy znane mniej lub bardziej (np WOS mój syn robi w ramach przygotowań do konkursu na 80-90%, a angielski na 100%), ale matematyka-nie. Wczoraj była matura próbna z matmy wydrukowana w GW i akurat razem przeglądalismy i mój syn mówił że większość rzeczy oni nie przerabiali, a chodzi do naprawde dobrej szkoły, z bardzo wysokim poziomem matematyki. Zresztą podobnie było z egzaminami gimnazjalnymi, gdy robił w 1 klasie-te z innych przedmiotów spoko, a z matmy sporo było rzeczy których nauczyli się dopiero w 2 i 3 klasie.
  • Gość: Majika IP: *.adsl.inetia.pl 26.11.10, 15:36
    Przecież nie napisałam, że zdał na 100%. Nie przerabiali rachunku prawdopodobienstwa, czy funkcji trygonometrycznych, wielomianów itp Pisałam o maturze 2010. Nie operonu, nie próbnej.
    a pytania były np takie:
    Zadanie 2. (1 pkt)
    Spodnie po obniżce ceny o 30% kosztują 126 zł. Ile kosztowały spodnie przed obniżką?
    A. 163,80 zł B. 180 zł C. 294 zł D. 420 zł
    Albo jakiś ułamek do potęgi 0 i obliczyć ile wynosi
    a z trudnychaż za 5 punktów
    Zadanie 34. (5 pkt)
    W dwóch hotelach wybudowano prostokątne baseny. Basen w pierwszym hotelu
    ma powierzchnię 240 m2. Basen w drugim hotelu ma powierzchnię 350 m2 oraz jest o 5 m
    dłuższy i 2 m szerszy niż w pierwszym hotelu. Oblicz,jakie wymiary mogą mieć baseny
    w obu hotelach.

    I sporo zwykłej geometrii-obliczanie objetości, powierzchni itp. A najprostszy logarytm pokazała pani na chemii na kółku.

    i spokojnie wystarczyło ...
  • agatka_s 26.11.10, 15:56
    Na tej zasadzie to ja pewnie bym zdała mature z niemieckiego, uczyłam się go 20 lat temu przez jeden rok, ale kilka rzeczy np z egzaminu gimnazjalnego nawet rozumialam i dobrze odpowiedziałam (troche bo taka inteligentna z urodzenia jestem ;-), a troche bo z angielskim kojarzyłam), może i mature bym zdała, 30% to i zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa nawet losowo trafić się da....
  • Gość: amjka IP: *.adsl.inetia.pl 26.11.10, 11:42
    Jak czytam te wszystkie wypowiedzi o zmarnowaniu sie w liceum....
    Od czego u licha sa rodzice??!!
    Jasne,najlepiej trafić do dobrej szkoły i jeszcze żeby nauczyciele byli dobrzy... ale to mało realne. Moj syn (obecnie 3 klasa). trafił do jednego z najlepszych gimnazjów w Krakowie. Zawsze sporo laureatów konkursów, wysokie wyniki egzaminu gim. itp itd.
    W ginazjum ogromny ścisk, sale malutkie, uczniów w klasach po 34-36. koszmar.
    Poziom nauczania z matematyki, chemii biologi poniżej krytyki. Jedynie polski i historia są ok.
    Więc uczy się sam, wręcz wbrew niektórym nauczycielom, żadnej pomocy w przygotowaniu do konkursów, niektórzy wręcz utrudniają i są złosliwi lub lekceważący.

    A rola rodziców jest taka
    Wytłumaczyc dziecku po co są oceny i dlaczgo sa ważne (np rekrutacja do liceum,w liceum juz nieistotne)
    jak uczyć sie do egzaminów gim., maturalnego,
    czym mozna poprawić szanse (udział w konkursach)
    Już w podstawówce widać czy dziecko jest humanistą czy ma umysł scisły.
    Widomoże i polski i matematyka i język bedzie mu potrzebny chociaż w minimalnym stopniu(poziom podstawowy matury) Resztą powinni zająć się rodzice, jakaś mtywacja ukierunkowanie w ostatecznosci korepetycje. A nie w trzeciej klasie LO obudzic się z ręką w nocniku.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka