Dodaj do ulubionych

No i po jaką cholere wszyscy do tych liceów się

23.05.11, 17:24
pchają ?

Tak sobie ogladam te statystyki. No i jestem pod wrazeniem. Zawodówki mimo ze zazwyczaj mają po 1, 2 klasy, i to częstp po 20 miejsc, mają trudności ze skompletowanie liczby chetnych, no niektóre czasem ciut przekroczą. Za to w liceach bywa po 30 i 40 osób na miejsce (niektórych).

Dziwne to, tym bardziej że trabi się cały czas że ludzie z zawodami, z konkretnym fachem w ręku są potrzebni (i tu i w Europie), a tu jakby głusi wszyscy, i pchają się do tych liceów...

Inna rzecz że te zawodówki jakieś takie jak z tamtej epoki, np kompletnie brak usług pielegnacyjnych, pilegniarskich (nie, że pioelegniarska szkoła, ale np do pracy w domach opieki szpitalach itp), zero jakis prefesji zwiazanych z informatyką (nie zeby to było na poziomie studiów, ale jest dużo takich zawodów) zamiast np fototechnika. Po kiego grzyba jest taka poligrafia ?


najlepiej stoją gastronomiczne !!! barów mlecznych i stołowek nam nie zabraknie !!!!
No ale już warsztaty samochodowe ??? tu chyba nowego narybku nie będzie....
Edytor zaawansowany
  • morekac 23.05.11, 17:54
    Mechanikiem samochodowym można być po technikum, tak samo informatykiem. Sporo jest szkół z takimi klasami - to i ludzie idą tam, a nie do zawodówek.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • joa66 23.05.11, 18:13
    Czy to pytanie z serii po co nam licea z progami 50 pkt?

    Jezeli tak - to rozmawiałaysmy tutaj o tym nie raz .

    Jeżeli nie - myslę, że się pchaja z tych samych powodów co nasze dzieci ;)
  • agatka_s 23.05.11, 18:23
    joa66 napisała:

    > Czy to pytanie z serii po co nam licea z progami 50 pkt?
    >
    > Jezeli tak - to rozmawiałaysmy tutaj o tym nie raz .
    >
    > Jeżeli nie - myslę, że się pchaja z tych samych powodów co nasze dzieci ;)


    To pytanie nie ma żadnego specjalnego podtekstu. Poprostu jestem zdumiona dysproporcjami. Bo tak na moje oko (oczywiście oko niedoskonałe) to jest 99% chętnych do liceów (technika (niektóre) mają nienajgorszą obsade, ale ile ich jest ? i ile tam miejsc jest w porównaniu do liceów). Poprostu jestem ździwiona. Za moich czasów proporcje były inne, na 35 osób może do 10 osób szło do liceum, ze 2-3 do technikum, reszta zawodówki.

    Natomiast moje ździwienie wynika też z tego co napisałam, że trąbi się o tym ze solidne wykształcenie zawodowe jest lepsze niż byle jakie studia, czy tylko matura. To mnie ciut zdumiewa.

    Ciekawe ile gimnazjalistów nie aplikuje nigdzie ? (bo to mozliwe, prawda ?)
  • joa66 23.05.11, 18:53
    Za moich czasów proporcje były inne

    Proporcje były i są proporcjonalne do oferty.


    Ciekawe ile gimnazjalistów nie aplikuje nigdzie ? (bo to mozliwe, prawda ?)

    Pewnie niewielu. Za to jest sporo spoza Warszawy.

    p.s. Ja odpusciałam sobie analizowanie Kseonu .
  • agatka_s 23.05.11, 19:09
    ja nie analizuje, poprostu z ciekawosci weszłam do jakiejs zawodowki i zobczyłam 5 kandydatów, gdy szkola oferuje 60 miejsc, wiec mnie to zafrapowało.No i okazało sie ze w zasadzie wszystkie zawodówki tak mają, po jednej klasie, która nawet nie ma obłozenia.


    no to sprawdziłam na drugim końcu i sa za to licea które mają np koło 800 kandydatów, na np 200 miejsc np Kochanowski (mówie o sztukach ludzi i nie wiem czy to rekordzista).
    moim zdaniem to dysproporcje nie wynikające z oferty....

    zaskakujace....
  • joa66 23.05.11, 19:26
    Ale 800 kandydatów wybrało tę szkołę jako piewrszego, drugiego lub trzeciego wyboru.

    My "zajmowałysmy" jedną szkołę :)

  • agatka_s 23.05.11, 19:48
    ale mi nie o to chodzi, mi chodzi o te róznice miedzy 5 osobami do zawodówek, a 800 do liceum....

    Mysle, że do takiego Kochanowskiego jest więcej chetnych niz do wszystkich zawodówek razem wziętych, i to mnie ciut szokuje. A pewnie chętni do Kochanowskiego i jeszcze jakiegos drugiego podobnie popularnego liceum razem wzięci, to i zawodówki i technika wzięte razem....
    Myśle że świat nam się aż tak bardzo nie zmienił zebysmy potrzebowali samych ludzi z conajmniej średnim wykształceniem, ktoś kto będzie robił mniej intelektualnie wymagające czynnosci jeszcze wciąż jest potrzebny, cały czas jeszcze nas maszyny nie zastapiły i czasem "recami" ktoś też musi pracowac, a tu nie widac chętnych....
  • selerr 23.05.11, 20:32
    Problem, moim zdaniem jest taki, że po co iść do zawodówki, skoro niewiele większym kosztem (mówię o wysiłku intelektualnym) można skończyć jakieś studia i być panem magistrem/inżynierem od czegoś tam. A zawód to można zdobyć równie dobrze na kursach. Do kładzenia kafelków czy pracy na budowie nie trzeba nawet zawodówki kończyć.
  • kkokos 23.05.11, 20:01
    joa66 napisała:

    > Ale 800 kandydatów wybrało tę szkołę jako piewrszego, drugiego lub trzeciego wy
    > boru.

    a to się jeszcze chyba sumuje w klasach - czyli jak ktoś zaznacza cztery klasy w jednej szkole, to jest liczony osobno jako kandydat do każdej z tych klas?
  • joa66 23.05.11, 20:10
    Wiesz, dla mnie Kseon to kosmos, nie chce mi się tego analizować.

    Próbowałam w zeszłym roku , część informacji jest dla mnie zupełnie niejasna , liczba kandydatów na miejsce ma się nijak do progów minimalnych, przynajmniej w szkołach, na które zwracałam uwagę.

    p.s. Czy w tym roku krążą jakies opinie o egzaminie - czy był trudny czy łatwy?
  • selerr 23.05.11, 20:38
    > p.s. Czy w tym roku krążą jakies opinie o egzaminie - czy był trudny czy łatwy?

    Z tego, co do mnie dochodzi, to na pewno egzamin mat-przyr poszedł lepiej niż w zeszłym roku.
  • agatka_s 23.05.11, 20:48
    W najnowszej Polityce jest porażający artykuł "Mniej niż zero"(tytuł oddaje wszystko !!!)-to są refleksje egzaminatorów którzy sprawdzili tegoroczny egzamin gim, humanistyczny, o tym co tam przeczytali. Wnioski są porażające, 9 na 10 uczniów prezentuje jakąś spojną wiedze. Ale nie to jest najgorsze, najgorsze jest to ze według klucza, nawet totalnie debilne odpowiedzi, muszą jakoś pozytywnie byc ocenione. Gdyby nauczyciele mogli oceniac jak im w dduszy naprawde gra, a nie kluczem, to te 9 na 10 musiałoby oblac pytania otwarte.

    Niestety nie ma jeszcze linku, bo to najnowsza Polityka, ale polecam to przeczytac. To taki przyczynek do naszej dyskusji o testach.

    O trudności nic nie słyszałam, napewno nie był tak udziwniony jak zeszłoroczny (mat-przyr)
  • agatka_s 23.05.11, 21:05
    miało byc oczywiscie że JEDEN na 10 prezentuje jakąś spójną wiedze...sorry
  • joa66 23.05.11, 21:12
    Artykuł czytałam. Brak słów.
  • verdana 24.05.11, 09:48
    Dokladnie - niemal słowo w slowo - takie same artykuły czytywałam w prasie z lat 20 i 30 XX wieku. Byly nawet zbierane "kwiatki" z egzaminow wstepnych na wyższe uczelnie - kwiatki ludzi z "przedwojenną maturą".
    Zgadzam się, ze uczenie sie do testów kasuje myslenie. Ale zawsze doroslym ludziom wydaje się, ze wiedza mlodych powinna być równa ich wiedzy - a nie jest i nigdy nie będzie. Nie jest też możliwe, aby cały rocznik gimnazjalistów był inteligentny i miał wiedzę, odpowadajacą nauczycielom.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • agatka_s 24.05.11, 10:09
    verdana napisała:

    > Dokladnie - niemal słowo w slowo - takie same artykuły czytywałam w prasie z la
    > t 20 i 30 XX wieku. Byly nawet zbierane "kwiatki" z egzaminow wstepnych na wyżs
    > ze uczelnie - kwiatki ludzi z "przedwojenną maturą".
    > Zgadzam się, ze uczenie sie do testów kasuje myslenie. Ale zawsze doroslym ludz
    > iom wydaje się, ze wiedza mlodych powinna być równa ich wiedzy - a nie jest i n
    > igdy nie będzie. Nie jest też możliwe, aby cały rocznik gimnazjalistów był inte
    > ligentny i miał wiedzę, odpowadajacą nauczycielom.

    Zgadzam się, tylko róznica polegała na tym , że nauczyciel miał mozliwośc takie kwiatki ocenic odpowiednio, teraz przez ten sławetny klucz, argument o Tusku musi zaliczyc (dla niewtajemniczonych w Polsce to nie Tusk podwyzsza ceny cukru ;-) )

    Poza tym np jak pisałam u mnie w klasie podstawówkowej (wiem, wiem prahistoria, no ale w tym kontekscie verdano, to adekwatne) wsród 35 osób pewnie ponad połowa była na poziomie Kosciuszki-króla Polski (albo i gorzej, bo ja uczyłam się na warszawskim Słuzewcu, gdzie większoś była to ludnośc napływowa z likwidowanych wiosek), tyle żo oni szli po podstawówce do zawodówek i już ten Kosciuszko nigdy im nie był potrzebny. Jakaś 10 szła do liceum, i to była kompletnie inna liga. Ja idąc do liceum moze nie miałam takiej wiedzy jak mój syn-szczególnie z przedmiotów scisłych (no ale szkoła syna jest specyficzna), no ale jednak poziom wiedzy reprezentowałam podejrzewam dużo, dużo wyższy niz to co jest opisane. Mój egzamin do liceum był naprawde trudny i trzeba się było do niego solidnie przygotowac, mysle że był trudniejszy niz dzisiejsza matura podstawowa.

    Teraz sytuacja jest taka , że mamy 90% gimnazjalistów na poziomie Kościuszki-tak piszą egzaminatorzy (co może nawet tak bardzo się nie zmieniło wobec prehistoriii)- tyle, że nie da rady im wlepic pały (co dawało się kiedyś), i co najgorsze właśnie to 90% "pcha" się do liceów i potem na studia. Można powiedziec że co tam Kosciuszko, no ale ja tak jakoś intuicyjnie bym nie chciała aby leczyli mnie lekarze, budowali mosty i zapisywali pigułki tacy co tego Kosciuszke uważają za króla ostatniego....

    Coś mi tu nie gra....moim zdaniem stworzyliśmy jakiegoś potworka, który się kiedyś zemści- z jednej strony rozbudzone na maksa aspiracje, z drugiej wiedza skrzeczy i poprostu jest "mniej niż zero", a system liberalnego klucza tę sytuacje konserwuje i prowokuje
  • kkokos 24.05.11, 14:50
    Można powiedziec że
    > co tam Kosciuszko, no ale ja tak jakoś intuicyjnie bym nie chciała aby leczyli
    > mnie lekarze, budowali mosty i zapisywali pigułki tacy co tego Kosciuszke uważa
    > ją za króla ostatniego....
    >
    > Coś mi tu nie gra....moim zdaniem stworzyliśmy jakiegoś potworka, który się kie
    > dyś zemści- z jednej strony rozbudzone na maksa aspiracje, z drugiej wiedza skr
    > zeczy i poprostu jest "mniej niż zero", a system liberalnego klucza tę sytuacje
    > konserwuje i prowokuje


    od razu mówię, że nie wiem, nie mam zdania, więc to nie jest polemika tylko głośno myślę :)

    ale:
    przez lata byliśmy tacy dumni z polskiego szkolnictwa, że ono świetne takie i ogólną wiedzę świetną daje, że jak porównasz naszego licealistę przeciętnego z licealistą przeciętnym z np. usa, to tamten przy naszym durny jełop nic o świecie nie wie i dalej, będąc już na studiach, dalej jełopem pozostaje. tyle że zdobywa wiedzę specjalistyczną lepszą od naszej - i jakoś te usa (i pewnie nie tylko one) nieźle sobie radzą, mimo iż społeczeństwo ogólnie uważane jest za durne, poland mylą z holand, afryka to dla nich kraj, a kurczak to ryba. więc może tak naprawdę to nie jest istotne, czy ten ogół społeczeństwa wie, iż kościuszko nie był ostatni królem, a tylko my się kurczowo trzymamy czegoś, co dla nas jest wartością, bo tak zostaliśmy wychowani, a tak naprawdę świat wygląda dziś inaczej i wiedza ogólna nie jest wartością obiektywną? może rzeczywiście świetny diagnosta lub konstruktor wizjonerskich mostów może mieć tego kościuszkę w nosie? moja matka pół mojego życia ubolewała, że ja nie mam solidnego wykształcenia, bo mimo klasy humanistycznej (czyli dużo historii) z łaciną i podstawami greki nie przerabiałam gruntownie, tak jak ona, wszelkich zmian na mapie świata starożytnego na przestrzeni wieluset lat, a tylko uczyłam się granic imperium aleksandra, podbojów rzymskich i tych kilka-kilkanaście najważniejszych miejsc bitew umiałam pokazać (no dobra, było tego trochę więcej, ale duuuużo mniej niż ona miała). nie zakuwałam na pamięć dłuuuugich fragmentów przemówień i wierszy (zaledwie galia est omnis divisa in partes tres). z mojego punktu widzenia - na grzyba mi wiedzieć więcej. być może zachowujemy się dziś w kwestii tego kościuszki jak moja matka w kwestii starożytności?


    aczkolwiek gdy parę tygodni temu moja przyjaciółka rwała włosy z głowy, że jej 22-letni podwykonawca, student wyższej szkoły sztuk pięknych (fakt, prywatnej) poproszony o znalezienie reprodukcji canaletta nie wiedział, jaki canaletto, jakie znowu widoki warszawy, ale o_co_cho, to podzielałam jej zbulwersowanie w pełni :) chłopcu wiedza o canaletcie niepotrzebna, bo on graffiti i grafiką komputerową się zajmuje :)
  • jakw 24.05.11, 20:52
    agatka_s napisała:
    > no ale ja tak jakoś intuicyjnie bym nie chciała aby leczyli
    > mnie lekarze, budowali mosty i zapisywali pigułki tacy co tego Kosciuszke uważa
    > ją za króla ostatniego....
    Ale tego typu kierunki są na porządnych uczelniach państwowych na które nie tak łatwo się dostać. Prywatne uczelnie takich kierunków raczej nie prowadzą - bo takie kierunki są za mało opłacalne. Więc może będzie cię leczył ktoś, kto ma słabe pojęcie na temat Kośiuszki, ale maturę rozszerzoną z biologii i chemii zdał całkiem nieźle, a na UM został nieźle przemaglowany.


    > Coś mi tu nie gra....moim zdaniem stworzyliśmy jakiegoś potworka, który się kie
    > dyś zemści- z jednej strony rozbudzone na maksa aspiracje, z drugiej wiedza skr
    > zeczy i poprostu jest "mniej niż zero", a system liberalnego klucza tę sytuacje
    > konserwuje i prowokuje


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 24.05.11, 21:29
    Coś mi tu nie gra....moim zdaniem stworzyliśmy jakiegoś potworka, który sę kiedyś zemści

    A czy taki system nie obowiązuje w wielu krajach zachodnich? Czyli ten sam typ szkoły od podstawówki po egzaminy końcowe ("maturalne") dla wszystkich, tylko szkoły róznia się między sobą poziomem, a co za tym idzie mozliwością studiowania na dobrym uniwersytecie.
  • hawa.etc 23.05.11, 22:56
    Natomiast moje ździwienie wynika też z tego co napisałam, że trąbi się o tym ze solidne wykształcenie zawodowe jest lepsze niż byle jakie studia, czy tylko matura. To mnie ciut zdumiewa.


    Wcale nie jestem pewna, czy zasadnicze szkoły zawodowe są w stanie zapewnić uczniom solidne wykształcenie zawodowe. Wiesz jaki motłoch idzie do takich szkół? Może kogoś obrażam, moze generalizuję, może, może. Ale naprawdę nie da się prowadzić lekcji o satysfakcjonującym poziomie, kiedy ma się bandę zaniedbanych wychowawczo dzieciaków, często z rodzin dysfunkcyjnych, z dość ograniczonymi możliwościami intelektualnymi, których słownik ogranicza się do: k.rwa, masakra, jełop, pedał,w...laj i sorry. Jedna z moich koleżanek poszła do takiej szkoły - nie dostała się do technikum ze względu na niską ocenę ze sprawowania. Dość normalna, choć może niezbyt lotna dziewczyna trafiła w środowisko zjaranych na mahoń dziewczyn w typie 'osiedlowa wenus", które w pierwszym dniu szkoły groziły jej "łomotem" (tak to zapiszę), za nie taki wyraz twarzy. To naprawdę nie są miejsca, w których większość rodziców widziałoby swoje dzieci, towarzystwo jest często z marginesu, nawykłe do zachowań, które w innych środowiskach uchodzą za niedopuszczalne. Nie jestem matką, ale przypuszczam, że mając średnio uzdolnione dziecko bałabym się je wysłać do zsz, bo a) mogłoby zidiocieć do reszty, co nawet kopaczowi rowów w karierze nie pomoże, b) mogłaby mu się stać jakaś konkretna krzywda.

    Brakuje też nauczycieli przedmiotów zawodowych, niewielu fachowców ma ochotę się użerać z uczniami. Ci, co są, często mają przedawnione informacje, przez miesiąc uczą robienia czegoś, co dzisiaj w dwie minuty robi komputer, etc.

    Inną sprawą jest fakt, że w dużej liczbie ogłoszeń o pracę jest napisane: wykształcenie przynajmniej średnie, nawet, jeśli stanowisko wymaga tak z naprawdę jedynie niebycia opóźnionym. Dlatego zsz zwyczajnie się nie opłaca - i tak trzeba robić potem technikum/liceum uzupełniające, żeby mieć tę maturę. Według mnie dawne zawodówki już się nie podniosą - po co decydować się na szkołę, która nie daje możliwości zdania matury, skoro matura jest obecnie dostępna dla każdego, bez wysiłku? Myślę, że jedyną drogą ratunku dla szkolnictwa zawodowego jest inwestowanie w technika i promowanie ich wśród uczniów.

    Dobre technikum to często świetny wstęp na studia, zwłaszcza osoby po technikum architektoniczno - budowlanym chwalą sobie kreślarskie przeszkolenie, kiedy na politechnice zawala ich góra projektów do zrobienia.
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 23.05.11, 23:11
    Pewnie masz racje. Kiedyś zawodówki dawały fach, teraz pewnie juz nie, stąd to nikłe zainteresowanie.


    A tak to w ogóle nie wiem jak te szkoły mogą funkcjonować z ekonomicznego punktu widzenia. Jedna klasa (i to w niektórych przypadkach lekko pusta), i utrzymuje się taką szkołe ? Myśle że to jakaś pozostałość i chyba te szkoły same umrą śmiercią naturalną, za rok za dwa nie będzie żadnych kandydatów. Przecież nauczycielom trzeba płacić, szkołe ogrzać itp, przy takiej liczbie uczniów ?

    Technika są popularne i to jedyny pozytyw wynikajacy z tych statystyk. Niemniej trochę ich mało (w porównaniu z liceami) no i tu chyba oferta mija się z zapotrzebowaniem.



    Natomiast nadal zdumiewa mnie
  • kkokos 24.05.11, 00:12
    jak te szkoły mogą funkcjonować z ekonomicznego punkt
    > u widzenia. Jedna klasa (i to w niektórych przypadkach lekko pusta), i utrzymu
    > je się taką szkołe ? Myśle że to jakaś pozostałość i chyba te szkoły same umrą
    > śmiercią naturalną, za rok za dwa nie będzie żadnych kandydatów. Przecież nau
    > czycielom trzeba płacić, szkołe ogrzać itp, przy takiej liczbie uczniów ?

    bardzo możliwe, że wymrą - tak jak piszesz. ale to dotyczy też niektórych liceów - trafiłam w kseonie na dwa czy trzy, które planują dwie pierwsze klasy, a nawet jedną (!) pierwszą klasę. w tym drugim przypadku to chyba zdrowy objaw? nie wiem.

    Niemnie
    > j trochę ich mało (w porównaniu z liceami) no i tu chyba oferta mija się z zapo
    > trzebowaniem.

    w raporcie z rekrutacji ponadgimnazjalnej 2010 jest oczywiście tabelka z realizacją planów. wynika z niej, że z powodu śladowej (od 0 do 8) liczby chętnych nie powstały klasy:

    technikum:
    technik transportu kolejowego
    t. dróg i mostów kolejowych
    t. automatyki sterowania ruchem kolejowym

    zawodówka:
    ślusarz
    hydraulik
    elektryk
    monter elektronik
    monter sieci i urządzeń telekomunikacyjnych
    elektromechanik pojazdów samochodowych

    natomiast przyjęto więcej niż planowano:

    technika:
    t. organizacji usług gastronomicznych
    t. ortopeda
    t. usług fryzjerskich
    fototechnik

    zawodówka:
    rzemiosło artystyczne i użytkowe w metalu
    fotograf
    cukiernik

    jest też tabelka z zawodami, które były pierwszym wyborem ("klasa marzeń", tak to opisano) - oto zawody, dla których przygotowano mniej miejsc niż było chętnych z pierwszego wyboru:

    fototechnik
    kelner
    kucharz
    technik architektury krajobrazu
    t. cyfrowych procesów graficznych
    t. geodeta
    t. hotelarstwa
    t. księgarstwa
    t. informatyk
    t. mechatronik
    t. organizacji usług gastronomicznych
    t. pojazdów samochodowych
    t. technologii odzieży
    t. usług fryzjerskich (rekord - przygotowane miejsca zaspokajały zapotrzebowanie kandydatów w 37 proc. )



  • jakw 24.05.11, 01:19
    kkokos napisała:

    >wynika z niej, że z powodu śladowej (od 0 do 8) liczby chętnych ni
    > e powstały klasy:
    >
    > technikum:
    > technik transportu kolejowego
    > t. dróg i mostów kolejowych
    > t. automatyki sterowania ruchem kolejowym
    No cóż, biorąc pod uwagę stan PKP to młodzież wykazuje się daleko idącym realizmem ;-)


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • kkokos 24.05.11, 14:12
    > No cóż, biorąc pod uwagę stan PKP to młodzież wykazuje się daleko idącym realiz
    > mem ;-)

    w dodatku, zauważ, nie cwaniactwem - wszak wciąż kolejarze mają spore przywileje, które trochę starsze od gimnazjalistów osoby zdarza się, że kuszą :)
  • joa66 24.05.11, 06:57
    A czy przypadkiem wiekszośc zawodówek nie działa w tzw zespołach szkoł, więc wymarcie im może nie grozi? Zapewne we wszystkich szkolach zespołu pracują ci sami nauczyciele, nie wspominając juz o ogrzewaniu czy oświetleniu.
  • morekac 24.05.11, 10:05
    Cóż, moje dziecko rozważa ewentualnie zostanie informatykiem, być może z tytułem technika,a nie wyżej. gdyby ją siły intelektualne zawiodły. Niemniej może to zrobić w ramach szkoły policealnej. Nie musi o tym decydować teraz czy za rok, może podjąć decyzję za 2-3 lata.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • hawa.etc 24.05.11, 12:51
    Ciekawe ile gimnazjalistów nie aplikuje nigdzie ? (bo to mozliwe, prawda ?)

    No, właśnie chyba niemożliwe. Jest obowiązek nauki do 18 r. ż., nam w gimnazjum powtarzali, że JAKAŚ szkoła zawsze nas musi przyjąć, nie będzie tak, że zostaniemy na lodzie z wykształceniem gimnazjalnym i żebyśmy się nie martwili. Szesnastolatek może chyba iść do szkoły niestacjonarnej, nie musi koniecznie uczyć się dziennie, ale do jakiejś szkoły iść musi.
  • joa66 24.05.11, 18:46
    Można wybrać liceum niepubliczne (prywatne, społeczne, wyznaniowe) i wtedy nie terzeba sie rejestrować w Kseonie
  • Gość: gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.11, 23:54
    Nie wiem jak u Was, ale u mnie jest tak, że nawet jak ktoś chce ostatecznie iść do prywatnego liceum (np. prowadzonego przez zakonnice-a to jedna z lepszych szkół), to i tak musi się zarejestrować i wybrać sobie jakąś szkołę państwową, złożyć w niej papiery, a później zabrać papiery z państwowej szkoły do prywatnej szkoły, inaczej się nie da, po prostu każdy musi się gdzieś zapisać (do państwowej szkoły).
  • Gość: oldrena1 IP: *.ip.netia.com.pl 25.05.11, 17:33
    Obowiązek nauki niekoniecznie wiąże się z nauką w szkole. Po gimnazjum można np. uczyć się zawodu u rzemieślnika.
    Tu więcej:
    www.kuratorium.gda.pl/index.php?c=345
    --
    Old z kagankiem oświaty
  • Gość: kkokos IP: *.dynamic.chello.pl 23.05.11, 19:52
    > No ale już warsztaty samochodowe ??? tu chyba nowego narybku nie będzie....

    3 szkoły zawodowe oferują po 56 miejsc każda plus jedna oferuje 28. nie chce mi się tego sumować, ale to chyba nie jest mało.

    > najlepiej stoją gastronomiczne !!! barów mlecznych i stołowek nam nie zabraknie
    > !!!!

    ale do dobrej knajpki to z przyjemnością pójdziesz, prawda? nie rozumiem cię - to chyba dobrze, że jest dużo klas gastronomicznych, skoro ludzie coraz częściej jedzą na mieście?

    >>>Po kiego grzyba jest taka poligrafia ?

    no po tego grzyba, by miał kto wydrukować wizytówki dla pani prezes, a jak się maszyna do drukowania wizytówek zepsuje, by miał ją kto zreperować. nie udawaj, że nie masz pojęcia, ile druków - ulotek, plakatów, folderów, informatorów, broszur, biuletynów firmowych, periodyków dla klientów aż po startujące w konkursach piękności grube cegły, czyli sprawozdania roczne spółek giełdowych - zleca przeciętna firma. chyba że naprawdę nie wiesz, czyli - że też znów mi dajesz okazję do napisania tego :) :) nie mogę się powstrzymać :) :) - naprawdę żyjesz w wieży z kości słoniowej.
    no i akurat większość miejsc w technikum poligraficznym jest na specjalności "technik cyfrowych procesów graficznych" - to jest to, o co się dopominałaś: "profesje związane z informatyką", choć nie z programowaniem. inna "związana z informatyką profesja", czyli mechatronika: 2 technika po 28 miejsc, jedno z 56 miejscami.


    kompletnie brak
    > usług pielegnacyjnych, pilegniarskich (nie, że pioelegniarska szkoła, ale np do
    > pracy w domach opieki szpitalach itp),

    był jakiś powód, dla którego zrezygnowano ze średnich szkół pielęgniarskich - bo nowoczesna pielęgniarka to coś więcej niż dawna piguła i musi mieć większe (bardziej skomplikowane?) umiejętności, których nabywa na studiach pielęgniarskich? bo dziewczyny szły zbyt niedojrzałe i zbyt często zawód okazywał się pomyłką? no to jeśli tak, to wyobraź sobie, jakie tłumy panienek (by chyba nie chłopców?) szesnastoletnich o kiepskich wynikach w gimnazjum, niezainteresowanych nauką, a zainteresowanych własną urodą i chłopcami (wiem, jadę stereotypem :)) waliłyby drzwiami i oknami do szkoły, która uczyłaby, jak wysadzać 90-letnią staruszkę z demencją. oraz jakie pokłady empatii byłyby w słuchaczkach takich szkół.

    Za to w liceac
    > h bywa po 30 i 40 osób na miejsce (niektórych).

    gdzie, bo nie mogę znaleźć? udało mi się tylko 375 osób na 30 miejsc w jednej z klas u fredry i 209 osób na 15 miejsc w jednej z klas w baczyńskim. ale to wciąż nie 40 osób na miejsce.



  • agatka_s 23.05.11, 20:38
    Ty masz jakąś obsesje na moim punkcie. Zejdź ze mnie prosze.

    Po pierwsze obecna "poligrafia" wymaga chyba technikum, a moze i więcej,bo nikt dzisiaj tego nie robi na piechote, tylko to wszystko jest komputer myśle że zawodówki uczą czegoś jak za króla cwieczka, a to jest niepotrzebne. Co innego technikum-technikum o podobnej specjalnosci widze ze jest mocno oblegane, ale tam są konkretne zawody "technik cyfrowych procesów graficznych".Moze się myle ale poligraficzna szkoła zawodowa to chyba jednak coś archaicznego (kojarzy mi się z Kłamczuchą musierowicz....). Ale zakładam ze się moge mylic

    Po drugie ja nie mowie o pilegniarkach. Ja mowie o osobach ktorych np nie moge znalezc dla moich bardzo chorych rodzicow, ktorzy zawodowo mogliby sie opiekowac osobami ktore nie sa w stanie same sie soba opiekowac, funkcjonowac. W domach opieki takich osob tez brakuje, akurat znam ten temat bardzo dobrze, nie osob z wyższym wyksztalceniem pilegniarskim, ale takich ktore nakarmia, zmienia pampersy, poloża do łózka, z jakąś etyką zawodową, wiedza praktyczną jak np postępowac z chorym na Alzheimera.

    Po trzecie zawodowe szkoły gastronomiczne rzadko kiedy wypuszczają szefów knajp, raczej tam uczy się nadal jak żywi sięi zbiorowo, ale może się mylę, może to rzeczywiscie w tych szkołach ksztalci się Mistrzów kuchni. Dobrze zjeśc lubie bardzo i szkoły gastronomiczne kazdego szczebla bardzo mnie cieszą. I OK, o to mi własnie chodzi.

    Myśle ze takich własnie typowo uzytkowych zawodówek przydałoby się więcej

    Po czwarte są poszczególne klasy licealne, które mają takie (30) obłożenie, zobacz np Rej, tam jest po 20 kilka osób na miejsce, w zeszłym roku były klasy po 30 i 40 (chyba w ogóle niż jest już, bo ogólnie jest mniej niz w zeszłym roku jak tak porównuje te klasy co ja mam).

    Po piate w Kochanowskim jest 757 osób (na 210 miejsc) które wybrały 2221 miejsca w klasach, czyli jedna osoba w Kochanowskim wybrała tu średnio 2,93 klasy.

  • kkokos 23.05.11, 21:07
    > Po czwarte są poszczególne klasy licealne, które mają takie (30) obłożenie, zob
    > acz np Rej, tam jest po 20 kilka osób na miejsce,

    chwilowo największe obłożenie ma ta klasa:
    [1F-H] mat-geogr (ang-hiszp) 14 276 (43) - czyli 276 na 14 miejsc, to jest 19 z hakiem, a nie "20 parę osób na miejsce". ale ok, rzeczywiście bardzo dużo. czyli 719 osób walczy o 210 miejsc, a w sumie te osoby dokonały 2325 wyborów. tylko co z tego wynika? bo kompletnie nie rozumiem, co przez to chcesz udowodnić. akurat reja nie wybierają najsłabsi, więc domyślam się, że tych kandydatów nie wysyłasz do łopaty? a jeśli nie, to właściwie o co ci chodzi?

    > Po trzecie zawodowe szkoły gastronomiczne rzadko kiedy wypuszczają szefów knajp
    > , raczej tam uczy się nadal jak żywi sięi zbiorowo, ale może się mylę, może to
    > rzeczywiscie w tych szkołach ksztalci się Mistrzów kuchni.

    cieszy mnie twoja wiara, że szefowie knajp nie potrzebują sztabu podwykonawców w postaci przeszkolonych w zawodówkach kucharzy/kuchcików, ale obawiam się, że oni, ci mistrzowie kuchni, mogliby mieć inne zdanie.


    Ja mowie o osobach ktorych np nie moge
    > znalezc dla moich bardzo chorych rodzicow, ktorzy zawodowo mogliby sie opiekow
    > ac osobami ktore nie sa w stanie same sie soba opiekowac, funkcjonowac. W doma
    > ch opieki takich osob tez brakuje, akurat znam ten temat bardzo dobrze, nie oso
    > b z wyższym wyksztalceniem pilegniarskim, ale takich ktore nakarmia, zmienia pa
    > mpersy, poloża do łózka, z jakąś etyką zawodową, wiedza praktyczną jak np postę
    > powac z chorym na Alzheimera.

    a ja ci właśnie napisałam, że nabór do szkół kształcących takie osoby, przeprowadzany wśród durnych 16-latek, byłby pomyłką. zejdź ze swojej wysokości i obejrzyj sobie kandydatki na licealistki w naszym ulubionym milewiczu, to sama zobaczysz, czy chciałabyś im powierzyć swoich bardzo chorych rodziców. opieki nad chorymi, zniedołężniałymi, często z utrudnionym kontaktem i ograniczoną kontrolą nad fizjologią jest sens uczyć osoby emocjonalnie dojrzałe i odpowiedzialne. w większości przypadków trudno od dyskotekowych panienek wymagać etyki zawodowej w tym zawodzie (choć oczywiście na pewno są odpowiedzialne, empatyczne osoby w tym wieku, niekoniecznie prące do wykształcenia akademickiego - ale równie na pewno są to wyjątki). dlatego zapewne mają sens takie szkoły policealne, ale w zawodówki i technika nie wierzę.


    > Po pierwsze obecna "poligrafia" wymaga chyba technikum, a moze i więcej,bo nikt
    > dzisiaj tego nie robi na piechote, tylko to wszystko jest komputer myśle że za
    > wodówki uczą czegoś jak za króla cwieczka, a to jest niepotrzebne. Co innego t
    > echnikum-technikum o podobnej specjalnosci widze ze jest mocno oblegane, ale ta
    > m są konkretne zawody "technik cyfrowych procesów graficznych".

    no przecież ja pisałam o technikach??? nie rozumiem, o co ci chodzi.

    Moze się myle al
    > e poligraficzna szkoła zawodowa to chyba jednak coś archaicznego (kojarzy mi si
    > ę z Kłamczuchą musierowicz....). Ale zakładam ze się moge mylic

    mylisz się, oczywiście:
    www.zspoligraf.pl/dane/dokument.php?sekcja=o_poligrafii
    zajrzyj i zobaczysz, że naprawdę nie zabraknie pracy dla osób, które po prostu muszą umieć obsługiwać maszyny drukujące to wszystko.

    w zawodówce jest 28 miejsc dla drukarza - co trzy lata taka grupa, przy galopującym postępie technologii to chyba nie jest jakaś dramatyczna nadprodukcja niepotrzebnych fachowców (chyba że uczą technik jak za króla ćwieczka, ale wierzę, że nie)


  • agatka_s 23.05.11, 21:21


    Nie chce mi się już polemizowac z kims kto cały czas mnie atakuje.

    jedno tylko sprostowanie, aby miec liczbę kandydatów to się sumuje to co przed nawiasem (ci których podania juz zweryfikowano) z tym co w nawiasie (ci którzy jeszcze pytan nie doniesli, albo ich podania wciąż gdzieś leżą) na kupce. Od jutra te dwie liczby zamienia sie w jedną gdy już wszystkie podania zweryfikują.

    Tak czy siak nawet w tej drukarskiej-niezbędnej według Ciebie zawodówce nie daje się póki co skompletowac jednej klasy (no chyba że jutro nagle dobija kandydaci), i to mnie martwi, i o tym mówie.
  • joa66 23.05.11, 22:01
    A może wiesz co oznacza:

    Wszystkie powyższe szkoły
    Razem



    Szkoły?

    I czego ta liczba wynika?

    Na przykładzie Kochanowskiego: co oznacza liczba 2221 i skąd sie wzieła?



  • agatka_s 23.05.11, 22:11
    wiem, ale nie powiem !!!!

    Zartuje.....

    Te "szkoły" (IDIOTYZM !!!)to oznacza wybrane miejsca w klasach w danej szkole

    już to raz tłumaczyłam: są "człowieki" np jest ich 4 (mój syn, twój i jeszcze jakiś dwie dziewczynk), i jeden aplikuje do 2 klas, drugi do 5, trzecia do wszystkich 6, a czwarta tylko do jednej. to ta pierwsza liczba będzie 4 92 synów+2 dziwczynki), a ta druga bedzie 2+5+6+1=14. KPW ?

    W Kochanowskim te 700 ileś człowieków wybrało 2221 miejsc w klasach, czyli srednio jeden kandydat w Kochanowskim wybierał te dwie z kawałkiem klasy...

    Normalnie mogłabym wykładac na jakims uniwersytecie....
  • agatka_s 23.05.11, 22:15
    to miało byc (2 synów+2 dziewczynki), a nie 92 synów !!!!!
  • joa66 23.05.11, 22:34
    Dzięki. Te szkoły mnie zmyliły.

    Ale i tak nie mam żadnego zdania na temat związku stopnia popularności szkoły z trudnością dostania sie do niej.


  • kkokos 23.05.11, 23:39
    > Nie chce mi się już polemizowac z kims kto cały czas mnie atakuje.

    jasne :)

    > jedno tylko sprostowanie, aby miec liczbę kandydatów to się sumuje to co przed
    > nawiasem (ci których podania juz zweryfikowano) z tym co w nawiasie (ci którzy
    > jeszcze pytan nie doniesli, albo ich podania wciąż gdzieś leżą) na kupce. Od j
    > utra te dwie liczby zamienia sie w jedną gdy już wszystkie podania zweryfikują.

    słusznie, mój błąd. tylko dalej nie wiem (a ty nie potrafisz mi powiedzieć), co właściwie z tego wynika? co wynika z tego, że stado kandydatów liczonych jest poczwórnie lub podziewiętnie (licząc wybory jednej osoby w danej szkole plus wybory w szkołach II i III wyboru) - poza tym, że statystyka w kseonie nie mówi tak naprawdę nic? zwłaszcza że nie posługujesz się dla celów udowodnienia swojej tezy (dalipan, nie wiem, jakiej) LO dla najsłabszych (gdzie, jak mniemam, składają papiery także ci, którzy 20 lat temu trafiliby od razu do klasy wielozawodowej), tylko kochanowskim i rejem, a więc wysoką półką. czyli liczysz ludzi, dla których ogólniak jest najnaturalniejszym - i jedynym sensownym - wyborem.

    > Tak czy siak nawet w tej drukarskiej-niezbędnej według Ciebie zawodówce nie daj
    > e się póki co skompletowac jednej klasy (no chyba że jutro nagle dobija kandyda
    > ci), i to mnie martwi, i o tym mówie.

    o tak, zwłaszcza to zdanie:
    >>>>>Po kiego grzyba jest taka poligrafia ?
    znaczy dokładnie tyle co "martwię się, iż w zawodówce drukarskiej nie można zebrać klasy".
    ale zapewne to ja nie umiem czytać ze zrozumieniem.

    agatko, nie trzeba szczególnie tęgiego umysłu, by odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego ludzie nie chcą iść do zawodówek. bo skoro do technikum potrzeba niewiele więcej punktów, to wybierają technika. a dlaczego mało idzie do techników? bo skoro można znaleźć mnóstwo ogólniaków, do których potrzebna jest porównywalna liczba punktów, to wybierają LO. to naprawdę cię zaskakuje w jakikolwiek sposób? psychologicznie? społecznie? historycznie? w jakiś inny sposób?
    ty dla swojego syna w oczywisty sposób masz prawo wybrać i dostać najlepszą dostępną dla niego szkołę - dlaczego więc uważasz, że taka np. kucharka po zawodówce, której dziecko w obecnym systemie szkolnym ma szansę na pierwszą w rodzinie maturę, nie zagryzie dla tego szczytnego celu zębów i nie będzie ponosić kosztów edukacji swojego dziecka o rok dłużej, niż gdyby poszło ono do zawodówki? gotowa jest żyć biedniej, ale ma z awansu swojego dziecka zrezygnować, bo ty twierdzisz protekcjonalnie, że miejsce tego dziecka jest w zawodówce? ludzie mają szansę spełniać swe marzenia i ambicje - często jest to gonienie za iluzją, ale takie właśnie marzenia i ambicje w nich rozbudzono. i dziwowanie się, że nie chcą iść do zawodówek jest albo hipokryzją, albo niedostrzeganiem niczego poza czubkiem własnego nosa lub własnej grupy społecznej.

    jak napisała joa, na temat zasadności istnienia liceów o progu 50 rozmawiałyśmy tu nie raz. system jest do dupy. ale jest. i nie ma się co dziwić, że ludzie z niego korzystają.

    a co do twojej wiedzy o zawodach, w jakich kształcą - duża ona nie jest, jak widać. ta wiedza. moja też duża nie jest, pechowo podałaś łatwe do obalenia przykłady :)

  • jakw 24.05.11, 00:02
    > , dlaczego ludzie nie chcą iść do zawodówek. bo skoro do technikum potrzeba nie
    > wiele więcej punktów, to wybierają technika. a dlaczego mało idzie do techników
    > ? bo skoro można znaleźć mnóstwo ogólniaków, do których potrzebna jest porównyw
    > alna liczba punktów, to wybierają LO.
    Do najlepszych techników to są wyższe progi punktowe niż do takich sobie liceów...
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • kkokos 24.05.11, 00:44
    > Do najlepszych techników to są wyższe progi punktowe niż do takich sobie liceów

    zdecydowanie to tylko na przyrynek i na wiśniową - jeśli bierzemy pod uwagę średnią od-do w upiornej tabelce z kseonu (110-120, 111-130 w ubiegłym roku). nie patrzę na wynik minimalny, bo on mógł być wynikiem jednej osoby przyjętej we wrześniu, prawda?

    były jeszcze trzy szkoły ze średnią od-do 101-110 (gładka, spokojna i klasa "technik analityk" na saskiej).

    więc to jednak wyjątki :)
  • jakw 24.05.11, 01:53
    Kkokos, ale ja pisałam o najlepszych technikach i "takich sobie" liceach. Jak zjedziesz w tej tabelce ze średnią jeszcze trochę to jest tam całkiem sporo i techników, i liceów także.
    I myślę, że technika są niedoceniane - może też dlatego, że kilka lat temu MEN miał chyba przymiarki do likwidacji także i techników. Z tym, że imho technika są dobre dla kogoś, kto w wieku 16 lat może powiedzieć: "Ok, nie wiem czy pójdę na studia (bo aż tak strasznie uczyć mi się nie chce, ale pasjonuje mnie 'grzebanie' w samochodach, więc pójdę do technikum samochodowego"
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • kkokos 24.05.11, 14:18
    Z tym, że imho technika
    > są dobre dla kogoś, kto w wieku 16 lat może powiedzieć: "Ok, nie wiem czy pójdę
    > na studia (bo aż tak strasznie uczyć mi się nie chce, ale pasjonuje mnie 'grz
    > ebanie' w samochodach, więc pójdę do technikum samochodowego"

    i być może dlatego jak grzyby po deszczu wyrosły - choć chyba akurat w ubiegłym roku nie było aż takiego oblężenia, zapomniałam się przyjrzeć w tej tabelce - technika organizacji turystyki. szkoła generalnie ogólnorozwojowa, bo przedmioty zawodowe są też dość ogólnorozwojowe: dużo o świecie plus przedsiębiorczość. zapewne po technikum odzieżowym czy fryzjerskim z rzeczy przydatnych na studiach wie się mniej.
    albo znowu widzę to naiwnie i jest zupełnie inaczej :)
  • Gość: takaja IP: *.play-internet.pl 24.05.11, 23:41
    Z tego co widzę w mojej miejscowości, to do technikum są niższe progi niż nieraz do zawodówek. Do wielu techników w mojej miejscowości wystarczy ok. 17-20 punktów rekrutacyjnych, żeby się dostać, a do niektórych zawodówek trzeba mieć z 50 punktów, a widziałam nawet zawodówki, gdzie przyjmowano od 76 punktów rekrutacyjnych. Dobrze wiem, że technika w moim mieście leżą i kwiczą. Teoretycznie nauka w technikum=4 lata, a ogólniak+szkoła policealna=5 lat, ale osoby, którym zależy na wiedzy wybierają wersję 5letnią, bo w technikum jest niski poziom. W technikach w moim mieście poziom uczniów jest porażkowy-np. jak uczniowi nie spodoba się ocena, to lata za nauczycielem z nożem (prawdziwa historia-inni nauczyciele z różnych szkół później robili zrzutki pieniędzy na leczenie tego nauczyciela), a ilu regularnych alkoholików i narkomanów jest w technikach, to głowa mała. Nawet uczniowie z zawodówki mają więcej kultury
  • jakw 23.05.11, 23:57
    agatka_s napisała:

    > Po piate w Kochanowskim jest 757 osób (na 210 miejsc) które wybrały 2221 miejsc
    > a w klasach, czyli jedna osoba w Kochanowskim wybrała tu średnio 2,93 klasy.
    W przypadku Kochanowskiego jakoś mnie to nie dziwi - tam są 3 klasy typu "mat-fiz-inf" , 4 klasy z rozszerzoną matematyką , 2 klasy z rozszerzoną geografią i 2 klasy z rozszerzoną historią. Jeśli moja córka będzie startować do Kochanowskiego to pewnie zaznaczy co najmniej 3 klasy .

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jakw 24.05.11, 02:00
    Agatko, ale dlaczego uważasz, że osoby aspirujące ze swoją domniemaną ilością punktów do Reja czy Kochanowskiego składałyby równocześnie papiery w szkole zawodowej?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 24.05.11, 08:44
    Agatko, ale dlaczego uważasz, że osoby aspirujące ze swoją domniemaną ilością p
    > unktów do Reja czy Kochanowskiego składałyby równocześnie papiery w szkole zawo
    > dowej?

    NIE UWAŻAM !!! i nigdzie tak nie napisałam

    ja mówie tylko o dysproporcjach, porażajacych dysproporcjach. Najlepiej byłoby policzyc liczbe chetnych wybierajacych ZSZ, technika, LO i mielibyśmy wiarygodne liczby w procentach. Narazie nie mamy takich danych (bo kokos ma racje że mozliwość wyboru 3 szkół troche zaciemnia, przy czym te dzieci z zawodówek teoretycznie moga też po kilka zawodowek wybrać czyli niby ten efekt powinien sie znosić) dlatego podaje skrajne przyklady. Chodzi mi o chetnych, bo potem sytuacja moze być inna, niektore osoby np które nie dostana sie do technikum, beda musiały pójść do zawodówek, więc pewnie na końcu to się jakos spłaszczy. Ale teraz widać co młodzież CHCE wybierać. dobrze byłoby tez wiedziec jaki odsetek nie wybiera żadnej szkoly. To byłby wtedy pelen obraz.

    Do jakiejs zawodowki (a zawodówek jest kilkanascie, i mają po 1 klasie) jest pieciu chetnych, a do liceum Kochanowskiego 700, to bije po oczach. Nawet jeśli przyjąć że Kochanowski to extremum, to jednak licea to zazwyczaj minimum 200-300 kandydatow i jest ich (LO) multum. Zawodówki to 5-30 kandydatów i jest ich kilkakrotnie mniej. W technikach jest chetnych sporo, tylko tych techników i miejsc w nich niewiele.


    Ja rozumiem ze swiat idzie do przodu, że edukacja coraz ważniejsza, ale moim zdaniem taki układ preferencji "zawodowych" jest a-rynkowy, i w przypadku niektorych nierozsadny. Mi nie chodzi o to aby ktoś kto ma aspiracje, zdolnosci checi nie szedł do LO, ale nie wierze w to że rzeczywiscie 99,9% (na oko licze) populacji gimnazjalistów powinno tam iść i "pchać" sie potem na studia(często te beznadziejne, prywatne), lub kończyć edukacje na maturze która NIC NIE DAJE. To jest też nielogiczne z punktu widzenia rynku pracy, bo potrzebni bedą pracxownicy fizyczni, a nie magistrzy z takich gimnazjalistów ,którzy teraz na egzaminie gim piszą że Piłsudski jest czynnym obecnie politykiem, a Kosciuszko był ostatnim królem Polski, a Tusk nie jest patriota bo podniósł ceny cukru. Tym bardziej ,że naprawde są zawody w których mozna zarobić bardzo przyzwoite pieniadze, np w omawianych tu usługach pielegnacyjnych (oczywiscie to specyficzne zajecie, wymagajace empatii, owszem, ale teraz wykonują je osoby i tak kompletnie przypadkowe i też nie zawsze empatyczne, lepiej aby były to osobe PRZYNAJMNIEJ wykształcone w tym zawodzie), albo w zawodach ktore są poszukiwane za nasza granicą (juz lepiej niz na studia się pchać jak komus nauka tak sobie idzie, lepiej zainwestować w nauczenie sie takiego zawodu i niemieckiego do kompletu-z pewnoscia certyfikat językowy lepszy niz goła matura).

    ale przekonało mnie to co napisała hawa, zawodówki są poprostu niebezpieczne i chyba dlatego mimo wolnych miejsc, niskich progów są omijane szerokim łukiem. No i chyba wymrą niedługo zupelnie. Poczatkowo myslałam że te zawodówki są nie takich zawodów jakich potrzeba (stad np wspopmniałam o poligrafii, bo uważam że era recznego druku i fizycznej pracy w tym zawodzie się skończyła, bo zastapiona została komputerową obróbka, maszynami- której uczą technika), ale rzeczywiscie to chyba poważniejsza kwestia , że zawodówki sa takim sciekiem na końcu tej rzeki, który rzeczywiście oprócz ryzyka demoralizacji nie daje szansy na lepsze życie.


    No ale problem pozostaje....obudzimy się z reka w nocniku, wkolo beda sami inteligenci, po studiach, a smieci nam nie bedzie miał kto wywozić (to skrot myślowy oczywiscie, żeby znowu mnie kokos nie posadziła o niewiadomo co....)
  • jakw 24.05.11, 20:45
    Agatko, ale widzisz tylko alternatywę LO+studia-ZSZ. A są jeszcze technika i różne szkoły policealne. Sama matura , owszem, nic nie daje. Ale znam kilka osób, które zdawszy maturę poszły do szkoł policealnych (lub od razu skończyły technikum), zdobyły doświadczenie zawodowe, a teraz studiują "dla papierka" - po to, żeby paniusie po psychologii w hr-ach nie wywalały im CV do kosza z powodu niespełniania wymogów formalnych. Matura daje możliwość podjęcia studiów wyższych - choćby płatnych,zaocznych czy wieczorowych.
    A jeśli ktoś dojdzie do wniosku, że chyba jednak woli układać kafelki - to matura czy wykształcenie średnie w układaniu kafelków aż tak strasznie nie przeszkadza.
    PS
    Co do tej zawodówki poligraficznej - tam jest chyba oferya dla przyszłych introligatorów. Może i słusznie. W końcu ktoś musi te prace dyplomowe oprawiać ;-)
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • verdana 24.05.11, 22:18
    Pchają się dlatego, ze chcą zdobyć wykształcenie, nie tylko zawód. Zawód spokojnie można zdobyć potem - zawodówki ani nie rozszerzają horyzontów, ani zawodu nie uczą. Większość, poza najlepszymi, to tylko przechowalnia dla osób, ktore nie są zdolne, a mają obowiązek szkolny wykonać.
    Z tecchnikami i liceami profilowanymi jest powazny problem - moj syn konczył liceum zawodowe i wszystko bylo OK, bo licea zawodowe miały maturę dostosowana do programu. Teraz posłanie dziecka, nawet zdolnego, do takiej szkoły, to duże prawdopodobieństwo, że nie zda matury - bo matura oparta jest na programie LO. czyli musi uczyć się sam, innego programu niż w szkole. I konia z rzedem temu, kto mi powie, dlaczego nie ma np. matury z ekonomii?

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: Hawa IP: *.play-internet.pl 25.05.11, 00:40
    I konia z rzedem temu, kto mi powie, dlaczego nie ma np. matury z ekonomii?

    A jest kadra, która by do tej matury przygotowała? Ci nauczyciele, którzy uczą przedmiotów zawodowych w "ekonomikach"? Bo jakoś nie wyobrażam sobie, że ktoś po SGH przyjmie posadę w szkole.

    Jest przedmiot podstawy przedsiębiorczości, którego program w dużej mierze pokrywa się z programem WOS. Uczniowie do womitu powtarzają piramidę Maslowa, trenują postawę otwartą i robią testy z cyklu: "Czy jesteś sangwinikiem?". Na tych lekcjach prawie nie porusza się ważnych tematów, nie ma niczego, co pozwoliłoby trochę zorientować się w zagadnieniach gospodarczych.
    Mnie uczyła pani po podyplomówce, złota kobieta, ale pojęcia o ekonomii to ona za bardzo nie miała. Podejrzewam, że wielu jest takich nauczycieli z przypadku. Przypuszczam też, że solidnej ekonomii, z zadaniami, podstawowymi teoriami i przyzwoitą liczbą godzin nie da się wprowadzić. Ale warto byłoby według mnie przeforsować blok zajęć konsumencko-rynkowych w stylu: dlaczego nie pożycza się w Providencie?, o jakie zapisy w umowach warto walczyć?, o co chodzi z tym cukrem? etc. Może wystarczyłoby w tym celu jedynie zmodyfikować program tej głupawej przedsiębiorczości.
  • kkokos 25.05.11, 21:44
    > Jest przedmiot podstawy przedsiębiorczości, którego program w dużej mierze pokr
    > ywa się z programem WOS. Uczniowie do womitu powtarzają piramidę Maslowa, tren
    > ują postawę otwartą i robią testy z cyklu: "Czy jesteś sangwinikiem?". Na tych
    > lekcjach prawie nie porusza się ważnych tematów, nie ma niczego, co pozwoliłoby
    > trochę zorientować się w zagadnieniach gospodarczych.

    hm, a ja myślałam, że tam to się uczy, jak założyć własną firmę i czym się różni vat, srat i ryczałt...
  • verdana 28.05.11, 18:54
    Sądzę, ze kadra by się znalazła. Nie łódźmy się - najlepsi fizycy, anglisci i matematycy też do szkoły nie idą.
    A sporo nieszczesnych doktorantów i adiunktów SGH szuka dodatkowej posady.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • jakw 23.05.11, 23:49
    Gość portalu: kkokos napisał(a):
    >
    > był jakiś powód, dla którego zrezygnowano ze średnich szkół pielęgniarskich
    Ja obstawiam wymagania unijne...

    > nowoczesna pielęgniarka to coś więcej niż dawna piguła i musi mieć większe (b
    > ardziej skomplikowane?) umiejętności, których nabywa na studiach pielęgniarskic
    > h? bo dziewczyny szły zbyt niedojrzałe i zbyt często zawód okazywał się pomyłką
    > ?
    Zawód nader często okazuje się pomyłką w przypadku osób także starszych.

    no to jeśli tak, to wyobraź sobie, jakie tłumy panienek (by chyba nie chłopcó
    > w?) szesnastoletnich o kiepskich wynikach w gimnazjum, niezainteresowanych nauk
    > ą, a zainteresowanych własną urodą i chłopcami (wiem, jadę stereotypem :)) wali
    > łyby drzwiami i oknami do szkoły, która uczyłaby, jak wysadzać 90-letnią starus
    > zkę z demencją. oraz jakie pokłady empatii byłyby w słuchaczkach takich szkół.
    A ja ciekawa jestem w jaki sposób empatia zależy od wyników w gimnazjum... ;-)



    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • kkokos 24.05.11, 00:21
    > Ja obstawiam wymagania unijne...

    ...które być może wynikały z czegoś innego niż "bo tak się u nas utarło"? nie będę się mądrzyć, bo nie wiem, ale pamiętam, jakie dziewczynki z moich podstawówek szły do szkół pielęgniarskich.

    > Zawód nader często okazuje się pomyłką w przypadku osób także starszych.

    ależ oczywiście. jednak prawdopodobieństwo jest większe przy wczesnym wyborze - a w przypadku zawodu wymagające szczególnych predyspozycji i szczególnej odpowiedzialności, jakim jest opieka nad osobami chorymi i zniedołężniałymi, pomyłka może być bardzo bolesna nie tylko dla tego, kto ten zawód wybrał, prawda?

    > A ja ciekawa jestem w jaki sposób empatia zależy od wyników w gimnazjum... ;-)

    oj przecież napisałam, że jadę stereotypem :)


  • jakw 24.05.11, 01:03
    kkokos napisała:

    > > Ja obstawiam wymagania unijne...
    >
    > ...które być może wynikały z czegoś innego niż "bo tak się u nas utarło"? nie b
    > ędę się mądrzyć, bo nie wiem, ale pamiętam, jakie dziewczynki z moich podstawów
    > ek szły do szkół pielęgniarskich.
    Ale były też policealne szkoły pielęgniarskie - ich też już nie ma. Są za to odpowiednie studia na AM. Więc nie była to kwestia wieku osób wybierających ten zawód.

    > ależ oczywiście. jednak prawdopodobieństwo jest większe przy wczesnym wyborze -
    > a w przypadku zawodu wymagające szczególnych predyspozycji i szczególnej odpow
    > iedzialności,
    Ale mechanik samochodowy też jest zawodem odpowiedzialnym - jego pomyłki czy niedbalstwa mogą bardziej niż boleć...

    > oj przecież napisałam, że jadę stereotypem :)
    Oj, jedziesz...



    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • Gość: gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.11, 00:58
    Co do liceów i studiów pielęgniarskich, to może jest takie coś, że już nie ma liceów pielęgniarskich, tylko obecni gimnazjaliści muszą iść najpierw do liceum, a później na studia pielęgniarskie, ale pielęgniarki, które kiedyś skończyły liceum pielęgniarskie mogą do emerytury wykonywać zawód. Sama w rodzinie mam pielęgniarkę, która skończyła liceum pielęgniarskie, a później dorobiła studia, bo weszły zasady, że pielęgniarki oddziałowe muszą mieć wyższe wykształcenie. Dlatego wiem z dobrego źródła, że porównując wiedzę osób po liceum pielęgniarskim a studiach pielęgniarskich jest różna na korzyść osób po studiach. Pielęgniarki po liceum pielęgniarskim mają problemy z różnymi rzeczami. Przykładowo pielęgniarki po liceum nawet mają problem ze zmianą opatrunku, a tym bardziej nie ściągnie szwów pacjentowi po operacji, tylko odsyłają do lekarza (sama miałam tak, że byłam po operacjach, a pielęgniarki po liceum nie chciały nawet zmienić opatrunku, bo po prostu się bały, tylko odsyłały do lekarza), a pielęgniarki po studiach oprócz zakładania wenflonu, pobierania krwi, robienia zastrzyków itp., zmieniają opatrunki czy ściągają szwy, dzięki temu odciążą lekarza i lekarz ma czas na przyjęcie pacjentów w poradni przyszpitalnej. Raz jak zapchał mi się wenflon i nie schodziły kroplówki itp., to pielęgniarka po liceum pielęgniarskim nie zmieniła tego wenflonu, bo nie radziła sobie z tym, tylko trzeba było czekać do nocnej zmiany, aż przyjdzie pielęgniarka po studiach i niech tamta zmieni wenflon. Naprawdę pielęgniarki po liceum pielęgniarskim nie potrafiłyby zrobić wielu rzeczy. Dodam też coś z pokrewnej dziedziny. Kiedyś była roczna szkoła policealna z rehabilitacji i studia 5letnie z fizjoterapii, w sanatoriach, szpitalach na oddziałach rehabilitacyjnych itp. zatrudniano ludzi po szkole policealnej z rehabilitacji i po studiach z fizjoterapii. Na rehabilitacji przykładowo niektórzy mieli zlecone masaże i wiem od rodziców, że jak kiedyś byli w sanatoriach (ze względu na kręgosłup), to pracownicy po szkole policealnej wielu pacjentom zaszkodzili, niektórym tak rozmasowali plecy, że ludzie trafili na wózki inwalidzkie. A jak ja jeżdżę po sanatoriach, to są tam osoby po studiach z fizjoterapii i bardzo dobrze masują chorych, nie szkodzą ludziom
  • Gość: gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.11, 23:41
    A niektórzy pchają się do liceum (tak jak ja), bo jestem kaleką, mam teraz przyznaną 1 grupę inwalidzką (czyli tą najwyższą), gimnazjum kończy się w wieku 16 lat i trzeba gdzieś dalej pójść, bo jest coś takiego jak obowiązek szkolny-do 18 roku życia trzeba się uczyć, a do zawodówki i technikum trzeba mieć zaświadczenie od lekarza medycyny pracy, że nie ma się przeciwwskazań do nauki w danym zawodzie. A w trakcie nauki ma się praktyki, a ja po prostu fizycznie nie dałabym rady stać np. 8 godzin dziennie, być pochyloną nad czyjąś głową cały czas i pracować jako fryzjerka. A poza tym, jak chodzę o 2 kulach, to jakoś nie wyobrażam sobie, żebym mogła skończyć np. zawodówkę fryzjerską czy handlową. Dodam też, że jestem m. in. bardzo powykręcana, mam problemy z sercem, żołądkiem, niedowład nogi, problemy z płucami, jelitami, nietrzymanie moczu i kału i parę innych kłopotów, więc żaden lekarz nie podpisałby mi papierów do zawodówki, technikum i pracy fizycznej, bo jakby mi się coś stało, to lekarz poniósłby odpowiedzialność. Może za dużo ludzi idzie do liceum i lepiej jakby więcej ludzi miało jakiś fach, bo magistrzy mają problemy ze znalezieniem roboty itp. Ale są na świecie kaleki, które nie mogą uczyć się w zawodówce czy technikum. A takie przypadki to nie są jednostki (ja nie chodziłam do liceum integracyjnego, tylko do zwykłego i w mojej klasie było kilka osób ciężko chorych, a jakby policzyć wszystkich uczniów-a u mnie było po 8 klas na rocznik, czyli razem 24 klas, więc proszę sobie policzyć ilu jest chorych w mojej szkole, a co dopiero w szkołach integracyjnych czy społecznych).

    A co do szkół, które się krytykuje. Poligrafia jest potrzebna, poligrafowie m. in. zajmują się introligatorstwem (np. robią okładki do prac magisterskich) czy robią ulotki itp., a tego jest masa i jest coraz większy popyt na to. Tak samo taki fototechnik jest niezłym zawodem, w końcu jest masa zakładów fotograficznych i jedni odchodzą na emeryturę, rentę, a inni wskakują na ich miejsce. Część ludzi robi sesje do czasopism, a do takiego czegoś jest potrzebna szkoła, teraz praktycznie większość ludzi zatrudnia profesjonalnych fotografów do robienia fotek podczas różnych uroczystości np. chrzciny, ślub, I komunia itp., a bez szkoły nie da się tego robić. Kiedyś były pielęgniarskie licea, a sama wielokrotnie byłam pod opieką pielęgniarek jak leżałam w szpitalach, a taka pielęgniarka po liceum pielęgniarskim, niby babka z praktyką itp., a nie umiała mi pobrać krwi-8 razy wbijała igłę i nie udało się. Inna pielęgniarka po liceum pielęgniarskim 6 razy próbowała mi założyć wenflon i pękły mi 2 żyły, była masa krwi, która siknęła, masa siniaków, krwiaków itp. Później posłyszałam, że te pielęgniarki nie radzą sobie z takimi rzeczami. A kiedyś poszłam do prywatnego laboratorium i tam pracowały same osoby po studiach i pielęgniarka z magistrem pobrała mi krew za pierwszym razem, nic nie bolało, bardzo szybko pobrała krew, nie miałam siniaków itp. Podam jeszcze jeden przykład-bliskiej osobie z mojej rodziny parę lat temu robiono badania, laborantka była jeszcze ,,starszego pokolenia", bo wyczytało się, że była po 2letniej medycznej szkole policealnej na laborantkę. Tak zrobiła badanie, że z badań wynikało, że babcia ma białaczkę, cukrzycę i kilka innych rzeczy. Na szczęście lekarz odesłał moją babcię na jeszcze jedno badanie, ale tamto wykonała osoba po studiach i co? Okazało się, że babcia jest zupełnie zdrowa i tamta babka po szkole policealnej źle zrobiła badanie. A lekarz jeszcze wypytał moją babcię o kilka rzeczy i powiedział, że jakby naprawdę była tak chora jakby to wynikało z pierwszego badania, to miałaby dużo objawów, a takich nie było. Więc takie zawodówki/technika medyczne nie byłyby dobre. A co do szkół samochodowych, to nieprawda, że tam jest mało uczniów. Właśnie tam idzie wielu chłopaków, a znam nawet dziewczyny, które uczą się w szkołach samochodowych. Może ciężko jest ze szkołą np. na szewca, bo w moim województwie od 50 lat nie było nawet 1 ucznia w szkole na szewca, a wiele osób ogłaszających się, że naprawiają obuwie nie ma szkoły i mogą narobić więcej szkoły niż pożytku.

    Może jak komuś nauka nie idzie, to lepiej żeby poszedł do zawodówki niż do liceum, ale to też wina zrobienia liceów profilowanych (szkoły mają jakiś profil np. ekonomiczno-administracyjny, ale nie ma się zawodu, ma się tylko wykształcenie średnie bez zawodu i trzeba robić szkołę policealną, żeby mieć jakiś zawód) i tam zawsze idą słabe osoby. Po prostu utarło się, że takie szkoły są słabe, więc tam idą tylko najsłabsze osoby, nauczyciele nie cisną za bardzo, tylko dostosowują się do poziomu uczniów. Jakby za bardzo ich cisnęli, to dużo osób odpadłoby, a nauczyciele potraciliby robotę. A w moim mieście pozamykali technika, zostawili ogólniaki i zawodówki oraz otworzyli licea profilowane. Jak jeszcze były technika, to większość kończyło technikum, a później pracowali w wyuczonym zawodzie. A teraz młodzież wstydzi się mieć tylko zawodówkę i wolą zrobić liceum (nawet najgorsze), zrobić szkołę policealną np. na mechanika samochodowego czy na fryzjerkę i mają średnie wykształcenie+tytuł technika. Może jakby zostawiono technika, to byłoby inaczej. Moim zdaniem można by pozamykać licea profilowane, zostawić ogólniaki (taką samą ilość szkół jak przed zamknięciem liceów profilowanych), zawodówki i technika, to wtedy licea kończyłoby mniej ludzi, a więcej miałoby jakiś wyuczony zawód. A teraz do zawodówek idą największe tumany, które nigdzie się nie dostały, a moim zdaniem do pracy w zawodzie cukiernika, fryzjerki, mechanika czy kogoś innego trzeba być dobrze wyuczonym itp.
  • Gość: gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.11, 23:56
    PS Co do osób takich jak ja-czyli niepełnosprawnych. Niecałe 5% chorych ma wyższe wykształcenie, 70% skończyło tylko podstawówkę (zwłaszcza osoby starsze, gdzie tylko była obowiązkowa podstawówka, dodam też że wielu niepełnosprawnych wiele czasu spędza w szpitalach, przez co mało czasu spędza w szkołach, nie każdy da radę samemu wszystkiego się nauczyć, więc ma się braki, więc kiedyś słabszych nie przyjmowano do liceów, a lekarze nie chcieli podpisać papierów do zawodówki, a wielu nawet nie mogłoby ciężko pracować, więc mają podstawówkę), a gdzieś z 25% osób niepełnosprawnych ma średnie wykształcenie (liceum, liceum+szkoła policealna), a pracuje gdzieś z 10% osób niepełnosprawnych, może trochę więcej czy mniej, ale coś w tej okolicy, a większość siedzi na rencie. Czasem ktoś da radę pracować jako technik optyk czy technik farmaceuta, ale ciężka fizyczna robota odpada. Ludzie po studiach też wybierają lekkie zawody (chociaż istnieją ludzie po studiach, które są przykute do łóżka). A jakby wielu skończyło szkoły, to mogliby pracować zamiast siedzieć w pracy. Jest takie błędne koło, ponieważ jak jakiś niepełnosprawny ma tylko wykształcenie podstawowe, to może tylko pracować fizycznie, a żaden lekarz nie podpisze papierów kalece do takiej roboty, więc dana osoba siedzi na rencie. A wielu zdrowych ludzi pisze na forach internetowych, że kaleki siedzące całe życie na rencie ciągną kasę z podatków społeczeństwa, dlatego mówię, że osoby chore powinny kończyć szkoły. Po prostu wiele osób chorych po skończeniu szkoły mogłoby pracować i dlatego chorzy powinni kończyć szkołę. Dodam, że ja już skończyłam licencjat z księgowości i robię teraz studia II stopnia i dorabiam sobie biorąc pracę do domu i w wolnym czasie wszystko robię, a później odnoszę, więc mogę sobie dorobić i nie muszę prosić o pomoc
  • jakw 24.05.11, 00:38
    A co takiego mógłby w Wwie robić np. monter elektroniki? Chyba elektronikę sprzedawać, bo żadnej elektroniki się już chyba tutaj nie produkuje...Chyba że w tej szkole nauczą jeszcze takiego człowieka elektronikę naprawiać - z tym, że jeśli człowiek aż tak zdolny do tej elektroniki - dlaczego miałby iść do technikum?
    Albo nazwa "ZSZ FSO" brzmi dumnie - zważywaszy, że FSO od dłuższego czasu też chyba nic nie produkuje? (w każdym razie raczej nie samochody).
    A jak obejrzysz sobie statystyki pozawarszawskie - tam do zawodówek może nadmiaru chętnych też nie ma, ale do LO na pewno nie ma 40 / 1 miejsce, za to całkiem sporo miejsc (i chętnych) jest w technikach. Może te proporcje LP/T/LP/ZSZ to taka warszawaska specyfika?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • kkokos 24.05.11, 00:55
    jakw napisała:

    > A co takiego mógłby w Wwie robić np. monter elektroniki? Chyba elektronikę spr
    > zedawać, bo żadnej elektroniki się już chyba tutaj nie produkuje...

    a to w ogóle trzeba się trzy lata uczyć, by tę elektronikę składać? to nie przy taśmie się robi i nie przy taśmie następuje przyuczenie? wszak każdy model jest inny? być może widzę to naiwnie, bo jest to ustandaryzowane, nie wiem.

    Chyba że w t
    > ej szkole nauczą jeszcze takiego człowieka elektronikę naprawiać - z tym, że je
    > śli człowiek aż tak zdolny do tej elektroniki - dlaczego miałby iść do techniku
    > m?

    dziś to chyba taniej kupić niż naprawić - taka zdaje się jest idea produkcji tej elektroniki :)

    > A jak obejrzysz sobie statystyki pozawarszawskie - tam do zawodówek może nadmia
    > ru chętnych też nie ma, ale do LO na pewno nie ma 40 / 1 miejsce, za to całkiem
    > sporo miejsc (i chętnych) jest w technikach. Może te proporcje LP/T/LP/ZSZ to
    > taka warszawaska specyfika?

    a to jest oczywiście bardzo możliwe, nie wgryzałam się.
    ale w dalszym ciągu się upieram, że liczba 40 na miejsce to argument na rzecz niczego - skoro 1. jest sumą 3 wyborów; 2. dotyczy kochanowskiego, który wszak dobrą szkołą jest i nie jest oblężony przez słabych uczniów. może po prostu w ubiegłym roku było tu stosunkowo mało kandydatów, a że to działa jak sinusoida, jakaś inna superoblężona w ubiegłym roku szkoła nie ma w tym roku wielu chętnych, bo wszyscy się przestraszyli i porzucili ją na rzecz kochanowskiego? zgaduję tylko.

    zresztą zapewne z tych 40 na miejsce trochę odpadnie po obejrzeniu wyników testu :) - więc tym bardziej ta liczba niewiele mówi.
  • jakw 24.05.11, 01:17
    > a to w ogóle trzeba się trzy lata uczyć, by tę elektronikę składać?
    >dziś to chyba taniej kupić niż naprawić - taka zdaje się jest idea produkcji tej elektroniki :)
    Co tylko dowodzi, że monter elektronik jest w Wwie zawodem niekoniecznie najbardziej potrzebnym...

    > ale w dalszym ciągu się upieram, że liczba 40 na miejsce to argument na rzecz n
    > iczego
    A to owszem.
    W dodatku ktoś, kto bierze pod uwagę np. Kochanowskiego to raczej ZSZ czy nawet technikum sobie zaznaczać nie będzie - co najwyżej zaznaczy trochę słabsze liceum i tyle.
    Więc biadolenie, że ludzie chcą do Rejtana/Kochanowskiego zamiast do zawodówki jest z lekka bez sensu.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • selerr 28.05.11, 19:33
    A propos tej dyskusji:
    www.zyciewarszawy.pl/artykul/14,602130_Mlodzi-ludzie-chca-szybko-zdobyc-fach.html
  • morekac 28.05.11, 22:16
    "Fototechnik to najbardziej popularny zawód wybierany przez tegorocznych gimnazjalistów."
    ;-)
    cóż, raptem o bycie fototechnikiem stara się 235 osób na 18,7 tys kandydatów. Po prostu są tylko 3 klasy...
    kandydatów na informatyków jest więcej ;-)
    Piszący ten artykuł nie przyłożył się do tematu...
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • jakw 28.05.11, 22:50
    morekac napisała:
    > kandydatów na informatyków jest więcej ;-)
    Kandydatów na techników od samochodów też jest przynajmniej ze 2 razy więcej niż tych od fototechniki.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka