wyborcza.pl/1,75515,9881349,Wybic_maturze_kly.html
Kolejny absurdalny postulat Pacewicza. Szczególnie rozczulił mnie ten fragment:
Kiedyś matura była warunkiem - zero-jedynkowym - by przystąpić do egzaminu. Ale teraz uczelnia przyjmuje tych, którzy mają więcej punktów. Po co tu progi? Dlaczego świetna polonistka ma tracić rok, bo się zdenerwowała na maturze z matmy, która była za trudna?
Dlaczego automatycznie zakłada się, że matura była za trudna? Dlaczego nikt nie założy, że uczniowie byli nieprzygotowani, czy po prostu za mało zdolni, by aspirować do wykształcenia średniego?
Co to wszystko oznacza dla matury 2011? Jak ukoić ból, zwłaszcza tych, którzy nie mają prawa do poprawki?
Na to dramatyczne pytanie to nawet szkoda mi wymyślać złośliwości.
A może w tym jest jakiś sens, którego po prostu nie potrafię dostrzec - co o tym myślicie?