Powiem uczciwie, że jeszcze parę miesięcy temu nazwa tego forum wydawała mi się, hmm, niezbyt mądra, bo zawiera założenie, że gimnazjalista to stworzenie najprawdopodobniej tępe, krnąbrne, które z definicji uczyć się nie chce, nic go nie interesuje poza komputerem używanym do najgłupszych aktywności i w związku z tym trzeba stosowac jakieś specjalne techniki, żeby gimnazjalistę
zmotywować.
Moje dziecko było inne (ale nie było jeszcze w gimnazjum).
Ambitne, zdolne, o sprecyzowanych zainteresowaniach i pasjach, serio traktujące szkolne obowiązki.
Traktowałam córkę jako stworzenie już samosterowne, którego nie trzeba pilnować, bo wie, co jest istotne.
Dostała się do wymarzonego gimnazjum, jest zachwycona (ja też).
Ale uczy się tylko tego, czego chce, nawet trudno powiedzieć, że się uczy - jest w tym po prostu dobra. Pozostałych przedmiotów nie zauważa.
Pasje przerodziły się w obsesje.
Z reguły nie wie, co jest zadane (poza tym, co ją interesuje), nie wie, czy i kiedy będą klasówki.
Jeśli jest nieobecna w szkole, nie pamięta o uzupełnieniu zeszytów.
Ma jakies niezaliczone prace domowe, które podobno odrobila - przez miesiąc nie znalazła sposobności, żeby to wyjaśnić.
Traktowałam to na względnym luzie - to znaczy czasem pytałam, czy spodziewa się jakichś klasówek albo czy uzupelnila zeszyt, ale nie sprawdzałam tego, czasem wyslałam do niej do szkoły przypominającego sms-a, bo wydawało mi się, że myśli o niebieskich migdałach.
Wczoraj dostałam szału.
Od dwóch tygodni wiemy, że nie odrabia prac domowych z niemieckiego, bo kupiła wersję podręcznika bez zadań domowych. I od dwóch tygodni mówimy, żeby pożyczyła książkę od kogoś z grupy na jeden dzień i skseruję jej te strony. A w szkole mogłaby odbić awaryjnie to, co jest zadane. I jest to zadanie niemożliwe do wykonania.
Niemożliwe jest też spakowanie niezbędnych książek i zeszytow. Za to pamięta zawsze, żeby zabrać ze sobą podręcznik dotyczący jej obsesji.
Bardzo mi się jej pasja podoba, ale, kurczę, trzeba najpierw skończyć szkołę.
No więc dostalam szału i stwierdziłam, że muszę ją znowu zacząć traktować jak dziecko, sprawdzać prace domowe, zawartość plecaka i pilnować terminów klasówek.
Być może ten okres cielęcego rozumu sam kiedyś przejdzie, ale podejrzewam, że narobi sobie takich zaległości, że wygrzebanie się będzie możliwe tylko przy pomocy bardzo ciężkiego wysiłku.
Powiedzcie, jak
ja mam to przetrwać?
--
Taki prezent dostałam