Dodaj do ulubionych

Wybór liceum

21.03.12, 07:42
Córa jest niemal zdecydowana na jedno liceum publiczne, dosyć blisko - problemem jest profil, który nie do końca pasuje. Ale jest rezerwa finansowa na ewentualne korki.
Pasujący profil jest na drugim końcu miasta (min,1h15 w jedną stronę od nas).
Alternatywą jest liceum niepubliczne, gdzie może sobie robić pasujące jej rozszerzenia, najbliżej domu.
Jeśli chodzi o wyniki matur - licea publiczne są w sumie na bardzo zbliżonym poziomie, niepubliczne ma lepsze wyniki z matur rozszerzonych. Do niepublicznego się już dostała, do obu publicznych progi były dosyć zbliżone i jest szansa, że dostałaby się do któregoś bez problemów.
No i nie wiem, do czego ją przekonywać.
Co byście doradzili?
--
-------------------------------------------------------------
Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
Edytor zaawansowany
  • joa66 21.03.12, 09:37
    Wiele zależy od tego jakie jest to liceum niepubliczne. I nie mam na myśli tylko wyników, ale towarzystwo. Podobno w niektórych niepublicznych liceach atmosfera jest bardzo rozrywkowa, a młodzież bardziej zainteresowana markowymi zakupami niż czymkolwiek innym.

    Jeżeli po tym wzglądem szkoła jest ok, może to najlepszy wybór?

    Osobiście mam mieszane uczucia związane z dojeżdżaniem. Mój syn też dojeżdża 50-60 minut w jedną stronę i jest zmęczony bardziej niż w gimnazjum, mimo, że w domu jest (albo może być) wcześniej. On nie żałuje, bo to była jego wymarzona szkoła (nie ze względu na profil) ale zmęczony dojazdami trochę jest. Jeżeli szkoła, o której wspominasz oferuje coś więcej niż tylko właściwy profil, może też warto się zastanowić.

    A..i jeszcze jedna uwaga - godzina godzinie nie jest równa - godzina w jednym środku lokomocji -ok, z przesiadkami -znacznie gorzej.
  • joa66 21.03.12, 09:42
    1) Patrzyłyście się na plan lekcji w tej dalekiej szkole? O której zwykle kończą się lekcje?

    2) I co Twoja córka na to wszystko?
  • morekac 21.03.12, 10:02
    Młoda też ma zagwostkę. Na razie jesteśmy na etapie oglądania tych dalszych szkół i sprawdzania dojazdów (na razie niemożliwe w praktyce, metro zamknęli :-( ) - jeśli się nie spodobają zupełnie to spadną nam z listy.
    Niepubliczna jest dla niej do przyjęcia, ale na razie jest traktowana jako rozwiązanie awaryjne. Chociaż jej niewątpliwą zaletą jest bliski dojazd i możliwość dowolnego wyboru rozszerzeń.
    Punkt 1 sprawdzimy - dzięki za podpowiedź, nie przyszłoby mi do głowy to sprawdzać.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.12, 19:26
    Ja dojeżdżając do ogólniaka musiałam wyjść z domu o godzinie 5:50, żeby dojechać na godzinę 8 rano, więc jak ktoś wychodzi z domu o godzinie 6:50-7 rano, to nie jest jakaś masakra. A popołudniami jak wracałam do domu, to niejednokrotnie stojąc w korkach wracałam do domu przez 3 godziny, czasem dłużej, rzadko jechałam krócej jak 3 godziny (wiadomo jak są rozkopane ulice i remonty, to człowiek nie dojedzie łatwo do szkoły, zwłaszcza jak się jedzie 4 środkami komunikacji miejskiej w jedną stronę). Jakoś przeżyłam okres LO, chociaż blisko domu miałam tzw. renomowane liceum, bo wolałam ogólniak, który miał 3 miejsce na cały Wrocław. Dojazdy trwające 50-70 minut, to naprawdę nie kłopot, a do mnie do liceum często się przenosiły osoby z prywatnych liceów i naprawdę chodzili do takich lepszych szkół, ale im nie podchodziło towarzystwo, które ciągle piło, paliło i sie bawiło, bo takie towarzystwo chodziło do takich szkół, poza tym nie oszukujmy się-do prywatnych liceów chodzą dzieci z bogatych rodzin, zwłaszcza, że często czesne w szkołach wynosi 600-800zł miesięcznie i płaci się tak przez 10 miesięcy, a 2 miesiące wakacji płaci się połowę kwoty, a trzeba za coś żyć, więc wiadomo, że rodzice zarabiający 1000zł miesięcznie nie pozwolą sobie na posłanie dziecka do takiej szkoły. Jeśli Twojego dziecka nie stać np. na to, żeby w grupie z kumplami wyjechać na 2 miesiące do Turcji, chodzić co tydzień na imprezy, dziecko nie ma kasy na perfumy Chanel, ciuchy Prady itp., to wiadomo, że dzieciak się nie wpasuje w takie towarzystwo. A myślisz, że jak dziecko będzie wytykane palcami, że nie ma kasy na ciuchy z metkami czy drogą komórkę, to będzie chciało chodzić do takiej szkoły? A czasem może być kłopot ze zmianą szkoły w trakcie roku szkolnego. Lepiej przemyśl sprawę, bo nauka to nie wszystko, uczniowie mogą sprawić, że Twoje dziecko będzie jedynie zwiewać ze szkoły, a później będzie kończyć zaoczne liceum dla dorosłych, bo nie skończy zwykłej szkoły
  • morekac 11.05.12, 10:58
    Dojazdy trwające 50-70 minut, to naprawdę nie kłopot

    No nie wiem - w ścisku to męczące, i to bardzo. Nawet nic się nie poczyta.
    50 minut będzie miała do tego bliższego. Do najbliższego - czyli prywatnego dostanie się już w 25 minut. Do tych dalszych - miałaby 1,5h. Czyli codziennie zmarnowana na przejazdy 1-2h (dodatkowo). W skali tygodnia to 5-10 h. W skali miesiąca: 22-44 h. To mnóstwo czasu.

    , to wiadomo, że dziecia
    > k się nie wpasuje w takie towarzystwo.
    I tak chodzi własnymi scieżkami, jak kot.

    -do prywatnych liceów chodzą dzieci z bogatych rodzin,
    Nie wiem, mam wrażenie, że akurat w Warszawie chodzą również dzieci rodziców średnio zarabiających. Aczkolwiek z pewnością są szkoły z różną kulturą organizacyjną.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • agatka_s 11.05.12, 11:42
    Nie wiem jak jest we Wrocławiu, ale w Warszawie "bogate" (czyli takie których rodziców potencjalnie stac byłoby na czesne ponad 1000 zł*12, bo to jest raczej warszawskie minimum) dzieciaki to chodzą raczej do publicznych, "rankingowych" LO.

    Są modne wsród licealistów marki (np tramki Converse, okulary Ray Ban, czy kaloszki Hunter), dzieciaki lubią sie stylizowac np hipstersko-bo to fajna zabawa, ale na pewno nie ma czegoś takiego jak sekowanie z powodu nie posiadania czegos tam. To jakieś bajki. Licealisci są jednak ciut mądrzejsi (no w każdym razie Ci w niezłych szkołach).
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 11.05.12, 19:14
    To jakieś bajki. Licealisci są jednak ciut mądrzejsi (no w każdym razie
    > Ci w niezłych szkołach)."

    Do publicznego ogólniaka mojej córki chodzą dzieci milionerów i takie, którym szkoła dofinansowuje szkolne wycieczki albo studniówkę. Córka ma przyjaciół z różnych środowisk, ale dla niej kryterium doboru przyjaciół na pewno nie jest marka kaloszy. Chociaż sama - tak, ma conversy, ray bany, huntery i inne takie:)
  • Gość: gość IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.05.12, 15:59
    > Nie wiem jak jest we Wrocławiu, ale w Warszawie "bogate" (czyli takie których r
    > odziców potencjalnie stac byłoby na czesne ponad 1000 zł*12, bo to jest raczej
    > warszawskie minimum) dzieciaki to chodzą raczej do publicznych, "rankingowych"
    > LO.

    Zdolne "bogate" dzieci we Wrocławiu też.
    Prywatne szkoły mają u nas raczej złą opinię. Niestety często właśnie taką, jak ktoś opisał.
    Szkoda, bo to zawsze dodatkowa opcja.
  • morekac 14.05.12, 17:52
    Niepublicznie i tak traktujemy głównie jako awaryjne - na wypadek, gdyby się jednak nie dostała do któregoś z tych dwóch, co to sobie w końcu wybrała po dłuuugim namyśle. ;-) Jako realistka zauważam bowiem pewne braki w zakresie punktów u młodej, nie zamierzam też marnować wakacji na gorączkowe poszukiwanie szkoły, która przyjmie ją na mniej więcej pasujący profil i będzie miała w miarę sensowny dojazd.
    Każda z tych trzech szkół ma swoje zalety, ma też swoje wady. Co z tego wyjdzie - okaże się za czas jakiś.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • joa66 11.05.12, 15:16
    Twojego dziecka nie stać np. na to, żeby w grupie z kumplami wyjechać na 2 miesiące do Turcji, chodzić co tydzień na imprezy, dziecko nie ma kasy na perfumy Chanel, ciuchy Prady itp., to wiadomo, że dzieciak się nie wpasuje w takie towarzystwo. A myślisz, że jak dziecko będzie wytykane palcami, że nie ma kasy na ciuchy z metkami czy drogą komórkę, to będzie chciało chodzić do takiej szkoły

    Ciekawa czy to znowu miejska legenda czy Wrocław (po raz kolejny! ) tak bardzo różni się od reszty kraju ( a przynajmniej Warszawy) :)
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 21.03.12, 10:25
    Ja bym chyba wybrała liceum niepubliczne, zwłaszcza że jak piszesz - ma zalety tego usytuowanego daleko od domu, a jest bliżej, no i ma lepsze wyniki z matur rozszerzonych.
    Moim zdaniem nie ma sensu dojeżdżać do szkoły na drugi koniec miasta, skoro bliżej domu jest szkoła lepsza albo na poobnym poziomie. A że płatna - jeśli byłoby mnie stać, zapłaciłabym.

    Sprawdź tylko, czy ta niepubliczna nie jest jakimś przytuliskiem dla trudnej młodzieży, wyrzucanej z innych szkół (także niepublicznych) za złe zachowanie i tragiczne oceny.
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 21.03.12, 11:02
    To chyba strasznie egzotyczny profil ? jesli w Warszawie ma go TYLKO jedno LO.

    Serio, jesli piszesz o szkołach do których jest dojazd metrem to jest ich naprawde dużo (większosc dobrych jest ulokowana w Sródmiesciu) i jest w czym wybierac. Może warto popatrzec jeszcze na inne szkoły ?

    Ja (celowo pisze ja, bo na tym etapie to własnie ja szukałam) wybrałam około 20 szkół do których dojazd był w miare OK, czyli tylko ciut dłuzej niż w gimnazjum (a było to 20 minut metrem)bo my mieszkamy obok stacji metra), to było moje pierwsze kryterium. Ale szczerze to te dojazdy to i tak licza się tylko w jedna strone czyli "do", bo mój syn i tak zawsze po szkole cos ma, a to jakies zajęcia (akurat w centrum), a to gdzieś idzie z kolegami, a to wraca "na około" bo kogos tam odprowadza. Dojazdy w praktyce stały się sprawą drugorzędną (gorzej dla mnie jak mam pojechac na zebranie i znalezc miejsce do parkowania !!!!).

    Ja bym raczej starannie szkołe wybrała, nawet jak dojazd ma byc ciut dłuzszy.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 21.03.12, 11:20
    > Serio, jesli piszesz o szkołach do których jest dojazd metrem to jest ich napra
    > wde dużo (większosc dobrych jest ulokowana w Sródmiesciu) i jest w czym wybiera
    > c."

    Ale z tego, co pamiętam, jeśli dobrze pamiętam, morekac chodzi o szkołę niewysokopunktową.
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 21.03.12, 11:32
    Ogólnie mi bardziej chodzi o to aby poszukac wśród wielu szkół, a nie ograniczac się tylko do 2 publicznych. W Śródmiesciu w ogóle jest dużo LO.

    Do LO niepublicznych (poza Dwójką) jakoś nie mam zaufania....(ale moze niesłusznie, nie upieram się)

    A co do progów, to mam przeczucie że ze względu na niż demograficzny który po raz pierwszy wszedł do LO w zeszłym roku, progi będą spadac. Już w zeszłym roku było to widac. Dlatego gdybym ja w tym roku miała dziecko startujace to bym ciut odważniej typowała, bo szanse są moim zdaniem wieksze.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 21.03.12, 11:48
    No ale mnie się wydaje, że morekac już szukała i teraz mówimy o shortliście.

    A jeśli chodzi o licea niepubliczne, to zależy w jakiej rzeczywistości punktowej się poruszamy. Pewnie że Dwójka jest fantastyczna, ale gdyby moje dziecko miało 130 to bym z pocałowaniem ręki posłała je na na Bednarską, a gdyby miało 100 pkt. i nie wynikałoby to z lenistwa, głupoty i latania za chłopakami, ale jakichś specyficznych trudności- szukałabym przyjaznej niepublicznej szkoły, bo niskoprogowe publiczne z przyjaznego stosunku do ucznia raczej nie słyną, aczkolwiek są wyjątki - z tym że one mogą się mieścić np. na drugim końcu miasta.
  • joa66 21.03.12, 11:48
    Zakładam, że morekac szukała wśród wielu szkół i znalazła dwie publiczne spełniające kryteria.

    Zgadzam się natomiast z agatką w kwestii odważniejszego typowania - przynajmniej z liceum pierwszego wyboru można zaszaleć. A problemu z nauką w liceum wyżej progowym nie powinno być dużo biorąc pod uwagę fakt, że niechciane przedmioty będą ograniczone od drugiej klasy ;)
  • joa66 21.03.12, 11:59
    Moim zdaniem jedną z najważniejszych jest czas wolny , który zostaje dziecku po uczciwym zdobywaniu wiedzy ( w szkole, nauce własnej itd).

    Na ten wolny czas wpływ mają:

    -dojazd do szkoły
    -czas obowiązkowo spędzany w szkole
    -czas poświęcany na naukę w domu (a ten może zależeć od wymagań nauczycieli, zbyt małych lub zbyt wysokich)
    -czas na zajęcia pozaszkolne jeżeli takowe są planowane

    Dopiero analiza kombinacji powyższych punktów pokaże ile czasu wolnego zostanie dziecku.
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 21.03.12, 12:18
    oooooooj tam

    GUZIK A NIE COŚ PRZEWIDZISZ

    Mój syn spodziewał się, bazujac na róznych opiniach i "zasłyszanych wieściach gminnych", że w Batorym to już w ogóle czasu miał nie będzie, ze będzie ciężko i w ogóle hardcore Że czeka go coś co tu jest opisywane " nie uczą a wymagają", a noce zarwane non stop.... .Spodziewał się nie wiadomo czego, nawet w pierwszym semestrze nie miał jednych zajęc dodatkowych, bo obawiał się że nie da rady,

    A tu na odwróti WIELKIE POZYTYWNE ździwienie. Jest bardzo lekko.Szkoła okazała się niezwykle mądrze wybiórcza. Nauczyciele wymagają TYLKO z przedmiotów kierunkowych.Reszta na dst albo db, co jest żadnym problemem. Nie ma czegoś takiego jak "poprawy" (co np było zmorą w gimnazjum), nie ma zaliczania nienapisanych kartkówek czy klasówek. Jest olbrzymia ilosc różnych aktywnosci nie związanych z nauką jako taką (np teraz turniej piłki nożnej na który oficjalnie są zwalniani z lekcji jako reprezentanci klasy) i nauczyciele to popierają. Poza tym syn przestał chodzic na religie, to już mu 2 godziny w tygodniu odpadły ;-)

    Rezultat jest taki że syn sam zdecydował że od drugiego semestru chodzi na dodatkowy język, nie mówiąc o tym że nareszcie ma bardzo dużo czasu na swoje sprawy. W weekendy w zasadzie prawie się nie uczy (w gimnazjum nie do pomyślenia).


    Natomiast wierze że można się "ździwic" i w druga strone, że dla wielu LO moze się okazac sporym skokiem i moze byc tak ze ktoś akurat trafi na jakis sadystów, którzy np w klasie mat-fiz będą wymagac nauki historii na poziomie UW, tak wiec ja tam bym to planowanie z dokładnościa do pół godziny zajetego czasu sobie darowała bo i tak się tego NIE PRZEWIDZI.....
  • joa66 21.03.12, 12:54
    planowanie z dokładnościa do pół godziny zajetego czasu

    Miałam na myśli sekundy ;)

  • morekac 21.03.12, 17:15
    Cóż, z pewnością jedno można przewidzieć - dłuższe dojazdy to mniej czasu wolnego. ;-)
    W każdym razie dziękuję za cenne uwagi w dyskusji, będziemy myśleć, jest jeszcze trochę czasu.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • Gość: agatka_s IP: *.aster.pl 21.03.12, 18:44
    O wcale tak byc nie musi !!!!

    W czasach gimnzazjum gros życia towarzyskiego mojego syna toczyło się w metrze i na stacjach metra. Była taka nawet nieformalna grupa "metrowa" której reszta klasy ciut zazdrościła bo przez to metro byli wyjątkowo zintegrowani ;-)

    W gimnzajum były oprócz tego dzieci dojeżdzającez Sulejówka, Legionowa i Komorowa, i to jest dopiero hardcore bo to oznaczało dojazd okolo 2 godzin (najgorzej jak były zbiórki na wycieczki np o 7 rano...), ale z tego co wiem to i dzieci i rodzice woleli dojeżdzac do dobrej szkoły, niż chodzic do lokalnej. To trzeba sobie przeważyc co ważniejsze, każdy ma inne preferencje. Teraz syn zresztą też ma dzieci dojeżdzające z miejscowosci podwarszawskich gdzie poprostu LO nie ma, coś za coś, albo mieszkanie "w willi" pod miastem, albo łatwy dojazd.



  • joa66 21.03.12, 21:13
    Czasami nie ma wyboru i wtedy dojeżdżać trzeba. Ale kiedy wybór jest to...po co?

    I nie o to chodzi, żeby nastolatek był w domu pół godziny po zakończeniu lekcji, tylko o to, żeby mógł jeśli zechce.


    p.s. mnie menodo kiedyś wykrakała odprowadzanie dziewczyn i teraz wraca do domu przez Stargard Szczeciński :).
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 21.03.12, 21:33
    p.s. mnie menodo kiedyś wykrakała odprowadzanie dziewczyn i teraz wraca do domu
    > przez Stargard Szczeciński :). "

    Hihi, u nas trwało to odprowadzanie 7 lat i skończyło się na tym, że od kilku miesięcy oboje państwo są dumnymi ze swego statusu singlami :D
  • Gość: kajka IP: *.adsl.inetia.pl 21.03.12, 21:47
    Moj syn (jest w I klasie) wybierał wg kryteruim jak najbliżej. Miał do wyboru średnie(4 minuty) dobre (10minut) i najlepsze (15 minut)- wybrał najlepsze i wraca do domu ok 18 bo jakieś kółko. odprowadza koleżankę itp alekcje kończy 15.45
    Ale jestem bardzo pozytywnie rozczarowana klasą-uczniow- klasa zgrana świtna i nawet mój sanotnik kocha klasę :) nauczyciele rózni , choć kilku naprawdę dobrych jest :)
    V lo kraków
  • jakw 22.03.12, 06:46
    Gość portalu: kajka napisał(a):

    > Miał do wyboru
    > średnie(4 minuty) dobre (10minut) i najlepsze (15 minut)- wybrał najlepsze
    Ale w sumie wybór między 4-ma a 15-ma minutami to daje różnicę 22 minut dziennie na dojazdach. Wybór między 0,5 h a 1,15 h w jedną stroną daje różnicę 1,5 godziny dziennie na dojazdach. Te 1,5 godziny naprawdę można już wykorzystać nie tylko na zrobienie i zjedzenie kanapki.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 27.03.12, 15:11
    Jest nawet polski-biologia:) tlyko dojazd :)

    www.lo50.edu.pl/1d.php
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 28.03.12, 00:50
    Ja bym zabroniła dzieciakowi pójścia do takiej klasy. No po prostu nie.
    Co to za połączenie polski i wos - bez historii? I do tego biologia - bez chemii czy nawet tej wyśmiewanej przyrody???
    Ja nie mogę, to jest klasa "edukacji społecznej"; ładna mi edukacja :D
  • jakw 28.03.12, 15:43
    Menodo, ale to jest właśnie istota tej reformy. Jak jest ta biologia to już przyrody nie ma. Na tej samej zasadzie idąc do standartowego mat-fizu moje starsze dziecko straci z automatu kontakt z chemią - choć w jej przypadku (i w przypadku wielu przyszłych studentów politechnik czy ścisłych wydziałów uniwersytetów) niekoniecznie jest to wskazane, nawet jeśli na studia dostanie się bez matury z chemii. Bo skoro będą mieli rozszerzoną fizykę to przyroda im już nie będzie przysługiwała.
    Samo rozszerzenie polskiego z wosem jest rzeczywiście takie sobie - ale zauważ, że jest tu też biologia. Polski z biologią nie jest wcale takim beznadziejnym zestawem - w przypadku gdy ktoś ma bardzo sprecyzowane plany co do zostania logopedą bądź psychologiem jest na pewno znacznie lepszym zestawem przedmiotów rozszerzonych niż polski z historią.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 29.03.12, 00:57
    jakw napisała:

    > Menodo, ale to jest właśnie istota tej reformy. Jak jest ta biologia to już prz
    > yrody nie ma. Na tej samej zasadzie idąc do standartowego mat-fizu moje starsz
    > e dziecko straci z automatu kontakt z chemią - choć w jej przypadku (i w przypa
    > dku wielu przyszłych studentów politechnik czy ścisłych wydziałów uniwersytetó
    > w) niekoniecznie jest to wskazane, nawet jeśli na studia dostanie się bez matu
    > ry z chemi"

    Nie, to nie jest istota tej reformy. Wiadomo, że oferty szkół będą lepsze lub gorsze - ta akurat jest beznadziejna. Podejrzewam, że do tej klasy o nazwie "edukacja społeczna" (?) trrafią osoby, które nie załapały się ani do humana, ani do biolchemu.

    Na tej samej zasadzie idąc do standartowego mat-fizu moje starsz
    > e dziecko straci z automatu kontakt z chemią - choć w jej przypadku (i w przypa
    > dku wielu przyszłych studentów politechnik czy ścisłych wydziałów uniwersytetó
    > w) niekoniecznie jest to wskazane.

    Standardowy matfiz będzie wdzięczny men-owi, że nie musi się już uczyć chemii. Na zaproponowanie 3 rozszerzeń typu mat-fiz-chem mogą sobie pozwolić wyłącznie szkoły przyciągające ambitną młodzież.

    Samo rozszerzenie polskiego z wosem jest rzeczywiście takie sobie - ale zauważ,
    > że jest tu też biologia. Polski z biologią nie jest wcale takim beznadziejnym
    > zestawem - "

    Ja w tej ofercie nie widzę pomysłu na wykształcenie człowieka. Bo jak można uczyć polskiego na rozszerzonym poziomie - bez historii choćby na podstawowym poziomie? Albo rozszerzonego wosu - bazując na wiedzy historycznej z gimnazjum i?
    A biologia - jeśli mówimy o poziomie rozszerzonym - dość sporo ma w sobie z chemii, której ten nieszczęsny woso-biolog też nie będzie miał.
    Więc ten plan kształcenia jest od czapy.


    w przypadku gdy ktoś ma bardzo sprecyzowane plany co do zostania l
    > ogopedą bądź psychologiem jest na pewno znacznie lepszym zestawem przedmiotów r
    > ozszerzonych niż polski z historią."

    Nie znam się na logopedii, ale na psychologie trafiają ludzie po różnych zestawach i na pewno to nie wiadomo który jest najlepszy.



  • jakw 29.03.12, 02:44
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > Standardowy matfiz będzie wdzięczny men-owi, że nie musi się już uczyć chemii.
    W wielu przypadkach ta wdzięczność będzie trwała do momentu zobaczenia rozkładu zajęć na I roku...

    > Na zaproponowanie 3 rozszerzeń typu mat-fiz-chem mogą sobie pozwolić wyłącznie
    > szkoły przyciągające ambitną młodzież
    Wychodzi na to, że niektóre kierunki politechniczne to są dla absolutnych geniuszy ;-)

    > Ja w tej ofercie nie widzę pomysłu na wykształcenie człowieka.
    Bo liceum ma teraz nie kształcić, a przygotować do matury z przedmiotu x i y na poziomie rozszerzonym

    > Bo jak można ucz
    > yć polskiego na rozszerzonym poziomie - bez historii choćby na podstawowym po
    > ziomie? Albo rozszerzonego wosu - bazując na wiedzy historycznej z gimnazjum ?
    Skoro będzie można uczyć równocześnie chemii, fizyki i matematyki wyższej na studiach ludzi, którzy 2 z tych 3 przedmiotów mieli na poziomie rozszerzonym, a 3-ci zakończyli na etapie gimnazjum, to tym bardziej na wiedzy gimnazjalnej można bazować ucząc przedmiotów rozszerzonych w liceum.

    > A biologia - jeśli mówimy o poziomie rozszerzonym - dość sporo ma w sobie z che
    > mii, której ten nieszczęsny woso-biolog też nie będzie miał.
    Skoro chemia z gimnazjum może wystarczyć na studiach to i na rozszerzonej biologii w liceum też wystarczy.

    > Więc ten plan kształcenia jest od czapy.
    Zależy co kto lubi. Jeśli na wydział x można dostarczyć maturę z przedmiotów dowolnych to dobre do rozszerzania są każde przedmioty, z których jest szansa uzyskania najlepszych wyników. Nie liczy się kształcenie, a % z matury.


    > Nie znam się na logopedii, ale na psychologie trafiają ludzie po różnych zest
    > awach i na pewno to nie wiadomo który jest najlepszy.
    Biorąc pod uwagę możliwość zostania studentem na UW - ten z rozszerzonym polskim i językiem obcym (oba są z wagą po 25%) oraz rozszerzonym dowolnym przedmiotem (waga 40%). Biorąc pod uwagę statystykę na I roku - najlepsza byłaby do tego rozszerzona matematyka ;-). Biorąc pod uwagę średnie wyniki matur - to chyba hiszpański ;-), ale i biologia nie wypada w tym zestawieniu wyników matur najgorzej - w każdym razie lepiej niż historia czy wos.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 29.03.12, 07:19
    Standardowy matfiz będzie wdzięczny men-owi, że nie musi się już uczyć chemii.
    W wielu przypadkach ta wdzięczność będzie trwała do momentu zobaczenia rozkładu zajęć na I roku...


    jakw - jesteś bardzo niekonsekwentna :) Z jednej strony dopominasz się o chemię dla mat fizów, żeby sobie dali radę na studiach, z drugiej tłumaczysz wybór matematyki i geografii dla zdających na politechnikę, bo teraz tak można.
  • jakw 29.03.12, 11:30
    Ale ja nigdy nie twierdziłam, że ktoś kto dostanie się z geografią na dowolny wydział jakiejś politechniki to da sobie radę. Nawet na geodezji i kartografii , na którą na PW ta geografia ma przy rekrutacji wagę równą fizyce czeka na niego dość duża dawka tej fizyki. Dla kogoś kto wybiera się na taki wydział idealny jest pewnie profil mat-fiz-geo (nawet jeśli potem na maturze nie zdaje ich wszystkich) - tyle, że wtedy musi mieć to zaplanowane już w wieku lat 15-16 i jeszcze znaleźć sobie do tego profil (a taki profil to wpadł mi w oczy tylko w Reytanie). I imho to nieporozumienie, że ktoś, idąc na profil mat-geo ma słabe szanse na naukę tej fizyki choćby na poziomie podstawowym; że jest zbyt dużo klas mat-fiz, gdzie nie ma możliwości dobrania sobie choćby podstawowej chemii ; lekkim nieporozumieniem są dla mnie klasy mat-chem czy mat-biol (chyba że ktoś wybiera się wyłącznie na chemię czy biologię, już na sggw to może to być przymało), a bezsensem jest reklamowanie klas mat-inf bez fizyki jako przygotowujących do studiów politechnicznych - owszem , informatyka ma całkiem niezłe współczynniki przy rekrutacji na PW, ale jeśli chodzi o same studia to przygotowuje głównie do studiowania informatyki. Ogólnie za nieporozumienie uważam pomysł, że uczeń, skoro wybrał 1 przedmiot z zestawu biol-chem-fiz-geo to o wszystkich pozostałych może zapomnieć. Myślę, że powinno być coś takiego jak "przyroda dla klas niehumanistycznych". Skoro może być "fizyka dla przyrodników" to chyba może być i chemia czy geografia dla mat-fizów albo fizyka dla mat-geo? I byłby z tego pewnie większy pożytek niż z tej "historii i społeczeństwa". Ale , niestety, myślenie dużej części urzędników oświatowych jest na poziomie "Dowiedz się, jakie przedmioty bierze pod uwagę uczelnia, przyjmując studentów" - więc ja bym nie oczekiwała jakiegoś dużego pomyślunku gimnazjalistów w tym względzie. W niektórych liceach mają na szczęście jakieś przebłyski - w Staszicu w siatce godzin na następne lata w mateksie trochę chemii jest i w II, i w III klasie, dodatkowo geografia i biologia w II, w pozostałych klasach jest przynajmniej jeszcze w II klasie geografia (z wyjątkiem "wszysteksu") , biologia i chemia; w Kołłątaju w mat-fizie ma być trochę chemii czy ten mat-fiz-geo w Reytanie itd - ale w stosunku do ogólnej liczby liceów to jest takich przebłysków mało.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • cyggnus 29.03.12, 13:08
    "a bezsensem jest reklamowanie klas mat-inf bez fizyki jako przygotowujących do studiów politechnicznych"
    Tyle że teraz taki profil nie ma prawa istnieć. Jeden z przedmiotów rozszerzonych musi być z grupy: historia, biologia, chemia, geografia, fizyka. Tak samo jak nie może istnieć np pofil z rozszerzeniami tylko j.polski, j.angielski czy inne w tym stylu.
  • morekac 29.03.12, 13:29
    Ale może być rozszerzenie typu historia/geografia. Tylko że to nadal nie przygotowuje do studiów na polibudzie.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • cyggnus 29.03.12, 20:18
    > Ale może być rozszerzenie typu historia/geografia. Tylko że to nadal nie przyg
    > otowuje do studiów na polibudzie.

    A ma przygotowywać? Geografia to bardzo popularny wśród licealistów przedmiot, bo relatywnie łatwo go zdać oraz jest akceptowany przez całkiem sporo kierunków bardzo różnych (nie mówię tu o wiodących uczelniach czy kierunkach, ale przecież nie wszyscy studiują najbardziej oblegane kierunki na najlepszych uczelniach w kraju. Jest to więc kombinacja bardzo asekuracyjna dla wszystkich tych, którzy chca studiować cokolwiek i nie mają zbyt wielkich ambicji.
  • morekac 29.03.12, 23:13
    Ale jeśli jest rozszerzenie mat/inf/geo i szkoła pisze 'klasa politechniczna, dla chcących studiować na politechnice' - to jest to wprowadzanie w błąd.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • cyggnus 29.03.12, 23:44
    A dlaczego nie? Na politechnikach jest mnóstwo kierunków. Nie jest powiedziane, na jakiej politechnice ani na jaki kierunek. Na przykład na wydział zarządzania i ekonomii politechniki gdańskiej liczy się geografia, historia albo wos. Na taka gospodarkę przestrzenną też geografia się liczy. Na PW też są kierunki, gdzie geografia się liczy na równi lub wyżej niż fizyka.
  • morekac 30.03.12, 00:00
    Ale na jeszcze więcej kierunków z tym zestawem nie przyjmą. Albo zakończy się to ciężkim stresem na I roku.
    Przy czym wcale nie uważam, że ten zestaw przedmiotów jest zły - ale tak od razu twierdzić, że to zestaw politechniczny? ;-)
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • morekac 30.03.12, 00:03
    W każdym bądź razie - gdyby mi dziecko 16-letnie twierdziło, że chce iść na politechnikę,by grzebać w silnikach etc, - to raczej sugerowałabym fizykę, a nie geografię.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • jakw 30.03.12, 11:39
    Na PW jest dokładnie 1 kierunek na którym geografia ma lepszy mnożnik niż fizyka - są to studia licencjackie na administracji. Ale wos i historia mają tam taką samą wagę jak geografia - idąc tym tropem można twierdzić, że klasa mat-wos przygotowuje do studiowania na politechnice ;-)
    Na PW informatyka ma tylko na informatykę wagę równą fizyce - to już więcej jest kierunków, gdzie równie jak fizyka preferowana jest chemia. Typowe studia politechniczne - czy to będzie PW, AGH czy coś innego wymagają zwykle dobrego opanowania fizyki , często i chemii; na niektórych kierunkach - bdb opanowania chemii i przyzwoitego fizyki. Dotychczas klasy mat-inf miały fizykę przynajmniej na poziomie podstawowym - więc można było twierdzić, że klasa przygotowuje do politechniki. Teraz moim zdaniem takie twierdzenie jest po prostu naciągane. Gdyby było napisane: "klasa przygotowuje m.in do studiowania na informatyce/na niektórych wydziałach politechnicznych" - byłoby ok. Nie twierdzę, że po takiej klasie nigdzie nie da się iść - da się. Ale trzeba sobie zdawać sprawę, że pójście na niektóre wydziały politechniki z fizyką czy chemią na poziomie gimnazjum może być samobójstem - chyba że ktoś woli oblać rok (1 z 3 przysługujących darmowych) z powodu niezaliczonych laborek.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jakw 30.03.12, 11:15
    W tegorocznej ofercie widziałam rozszerzenie mat-inf-ang - właśnie reklamowane jako przygotowujące do studiów politechnicznych. Jeśli nie ma prawa istnieć to chyba i dyrektorzy szkół jeszcze nie opanowali reformy ;-).
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 30.03.12, 11:30
    Wszystkie klasy mają prawo istnieć :) Tylko nie trzeba przejmować się ich marketingiem. Przepraszam , czy ktoś wierzy, że klasa "dyplomatyczna" przygotowuje do pracy w dyplomacji? Chyba tylko jako "ambasador szamponu". Zapewne zestaw przedmiotów w takiej klasie może być interesujący i korzystny dla niektórych, ale nie powinni wierzyć, że to droga do kariery w dyplomacji.

    I to dotyczy każdego zestawu przedmiotów.
  • jakw 30.03.12, 11:58
    To cygnus twierdzi, że rozszerzenia tego typu wg nowych przepisów nie mają prawa istnieć (ale może z tym angielskim już może da się?).
    Nie twierdzę, że te rozszerzenia są beznadziejne - jak dla mnie są w miarę ok i jeśli komuś pasuje to niech idzie. Czepiam się tylko tego marketingu. Przy czym, o ile zgodzę się, że określenie "klasa dyplomatyczna" to czysty marketing, na który nie da złapać się nawet i gimnazjalista to z określenie "klasa przygotowująca do studiowania na politechnice" to niekoniecznie musi być czysty marketing - a gimnazjalista (a i jego rodzice także) może mieć jeszcze za mało wiedzy, żeby stwierdzić czy nauka przedmiotów x i y rzeczywiście da mu podstawy to niepożegnania się ze studiami po I semestrze.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 30.03.12, 12:13
    Dla większości studia politechniczne=studia techniczne, a nie studia oferowane na politechnice. I jeżeli ktoś nie wie, że na politechnice można teraz studiować filozofię czy administrację to może się mocno zdziwić .

    I tutaj dotknę innego, często poruszanego na tym forum tematu - zaangażownaia rodziców. Wybacz, ale gdyby moje dziecko chciało studiować przedmioty techniczne i wybrało klasę mat-geo, która "przygotowuje do studiów na politechnice" to bym się mocno zaniepokoiła.
  • jakw 30.03.12, 13:36
    Co do zaangażowania rodziców to już pisałam na sąsiednim wątku. Co do wyboru klasy mat-geo jako przygotowania do studiów technicznych - też bym się zaniepokoiła. Ale ja to jestem akurat techniczna i dziecku już z rok temu oznajmiłam, że do klasy mat-inf bez fizyki to i tak jej nie puszczę - bo boję się, że w przypadku odmienienia się tej informatyki ona zostanie z ręką w nocniku, a ja z ręką w bankomacie płacąc za korki.
    I owszem, jeśli ktoś chce studiować bardzo konkretny kierunek i na pewno mu się nie odmieni - to np. profil mat-inf jest całkiem dobry dla przyszłych informatyków, a profil mat-chem dla przyszłych chemików. Natomiast jeśli ktoś ma zainteresowania dość ścisłe, ale niesprecyzowane co do konkretnego wydziału - lepiej szukać jakiegoś profilu dającego w miarę duży wybór: mat-fiz-inf, mat-fiz-chem (ew mat-fiz z dodatkiem chemii lub mat-chem z dodatkiem fizyki), mat-fiz-geo (btw taka klasa jest całkiem niezła dla tych, którzy wiedzą tylko tyle, że ani coś humanistycznego, ani medycyna nie wchodzą w rachubę ;-)) czy nawet mat-geo-inf. Jeśli ktoś ma zainteresowania w kierunku medycyny/sggw to biol-chem (ew z dodatkiem fizyki) będzie najlepszy, ale jeśli ktoś interesuje się po prostu tymi naukami i niekoniecznie chce od razu studiować medycynę czy na sggw to całkiem rozsądnym dodatkiem wydaje się do tego matematyka - daje po prostu większe możliwości przy wyborze studiów za 3 lata. Chyba otworzę poradnię doradztwa zawodowego ;-).
    Natomiast słuchając zachwytów różnych ekspertów od edukacji głoszących że wprowadzenie obowiązkowej matury podstawowej z matematyki spowodowało wzrost zainteresowania studiami na politechnikach to mam naprawdę spore wątpliwości co do świadomości dorosłych i chyba nieźle wykształconych ludzi dotyczących tego co trzeba by umieć przed podjęciem konkretnych studiów wyższych. I po wysłuchaniu tych ekspertów jakoś mnie nie dziwi, że można uwierzyć, że klasa mat-geo czy mat-inf to klasa politechniczna. Fakt, że chyba żaden z tych ekspertów nigdy nie studiował na żadnej politechnice ;-)
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 30.03.12, 14:05
    Natomiast słuchając zachwytów różnych ekspertów od edukacji głoszących że wprowadzenie obowiązkowej matury podstawowej z matematyki spowodowało wzrost zainteresowania studiami na politechnikach to mam naprawdę spore wątpliwości co do świadomości dorosłych i chyba nieźle wykształconych ludzi dotyczących tego co trzeba by umieć przed podjęciem konkretnych studiów wyższych. I po wysłuchaniu tych ekspertów jakoś mnie nie dziwi, że można uwierzyć, że klasa mat-geo czy mat-inf to klasa politechniczna. Fakt, że chyba żaden z tych ekspertów nigdy nie studiował na żadnej politechnice ;-) --


    Teraz politechniki oferują kursy z matematyki dla osób, które się dostały na studia.
    Plus wypasione stypendia na kierunkach zamawianych. Nic dziwnego, że chąetni są.
  • Gość: bez nicka IP: *.dynamic.chello.pl 30.03.12, 16:19
    Bez przesady z tymi "wypasionymi"- jest to 700 zł/10 albo 9 miesięcy w roku.
  • jakw 30.03.12, 16:28
    Spróbuj zarobić te 700 złotych choćby udzielając korepetycji.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • Gość: bez nicka IP: *.dynamic.chello.pl 30.03.12, 18:40
    700:50=14- a to oznacza, że student musiałby mieć 14 h korepetycji miesięcznie. Pytanie czy to dużo czy mało. Przeciętnie 1 godzina co 2 dni . Moim zdaniem nie jest to niewykonalne.
  • jakw 31.03.12, 12:51
    Do korepetycji należy się przygotować - choćby zajrzeć do tego, co uczeń ostatnio przerabia, przygotować zadanka itp. Jeśli student dojeżdża na te korepetycje do domu ucznia - może to zajmować całkiem sporo czasu (nawet w obrębie 1 dzielnicy). No i kwestia czy student I roku, świeżak na rynku korepetycji może kasować 50 złotych. Więc z tych 14 godzin może zrobić się 20,30 czy nawet więcej.
    Nie jest to wszystko niewykonalne, ale przy dużym obłożeniu zajęciami na I roku nie jest to wcale takie proste.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • morekac 31.03.12, 14:13
    Myślisz, że ktoś studenciakowi powierzy swoje przygotowanie do matury? Poza tym - nawet jeśli masz na myśli zwykłe korki, studentom tyle się nie płaci. Lepiej policz max. 20-30 zł.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • jakw 30.03.12, 16:27
    joa66 napisała:
    >
    > Teraz politechniki oferują kursy z matematyki [u]dla osób, które się dostały [/
    > u]na studia.
    Ech, zaraz zaczną oferować kursy dodatkowe jeszcze z fizyki i chemii. Bo z 90% studentów z wiedzą z fizyki lub/i chemii będzie na poziomie gimnazjum. Tak się właściwie zastanawiam - czy nie możnaby iść na studia zaraz po gimnazjum?

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • cyggnus 30.03.12, 21:16
    > To cygnus twierdzi, że rozszerzenia tego typu wg nowych przepisów nie mają pra
    > wa istnieć (ale może z tym angielskim już może da się?).

    Nie cyggnus tak twierdzi, ty7lko tak jest w rozporządzeniu MEN:

    "W liceum ogólnokształcącym uczeń będzie miał obowiązek wyboru od 2 do 4 przedmiotów, a słuchacz liceum ogólnokształcącego - 2 przedmiotów, spośród proponowanych przez szkołę przedmiotów ujętych w podstawie programowej w zakresie rozszerzonym, przy czym co najmniej jednym z tych przedmiotów musi być: historia, biologia, geografia, fizyka lub chemia."
  • cyggnus 30.03.12, 21:38
    Klasa może sobie na razie istnieć, ale w II klasie najpóźniej uczniowie będą musieli wybrac jeszcze jedno rozszerzenie z grupy tych wymienionych. O ile pociągną 4 rozszerzenia.
  • jakw 31.03.12, 13:01
    Czyli wychodzi na to, że dyrekcja chyba nie do końca przyswoiła przepisy bo nt wyboru kolejnego rozszerzenia nic na stronce nie było. Albo coś pokręcili na stronce bo w skrócie jest o rozszerzeniach z matematyki, informatyki i angielskiego oraz o przedmiocie dodatkowym krajoznawstwo a w bardziej szczegółowym opisie o rozszerzonej geografii.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • Gość: bez nicka IP: *.dynamic.chello.pl 30.03.12, 12:52
    Wiele rzeczy okaże się w praniu i od następnego roku będą korekty.
    Jakie są najczęściej wybierane kierunku studiów? Kolejność przypadkowa.
    Politechnika- tu rozszerzenia matematyka, fizyka, informatyka ( angielski- tak! właśnie angielski- wszędzie.)
    Szkoły ekonomiczne- geografia, matematyka i język obcy. Fizyka zupełnie niepotrzebna.
    Uniwersytety - kierunki humanistyczne- polski, historia, i do wyboru historia sztuki, wos, wok,
    Uniwersytety kierunki przyrodnicze- tu problem bo na "przyrodniczą" geografię czy geologię biologia jest mało przydatna , a na biologię- odwrotnie po co komu geografia, na chemii przydaje się chemia i fizyka a po co geografia itd. Jakie rozszerzenia ma wziąć ktoś kto wybiera się na psychologię? - na zdrowy rozum przydałaby się biologia, polski i matematyka, ale czegoś takiego nie ma. Co ma wybrać przyszły chemik? Potrzebna chemia i fizyka, ale ki czorta biologia? itd.
    Kierunki na SGGW czy w szkołach o profilu rolniczym- biologia, chemia, fizyka, czasem geografia ( ale znów po co geografia weterynarzom?), ale architektom krajobrazu przydałby się rysunek.......
    Kierunki na AWF - biologia, fizyka, geografia - ok, ale znów problem bo co z chemią. Przydałaby się jakaś większa ilość zajęć sportowych, bo jest egzamin sprawnościowy a tu.....kicha.
    Uniwersytety Medyczne- najprościej - biologia, fizyka i chemia. czasem łacina. Przyda się wszędzie od farmacji po lekarski przez pielęgniarstwo i dietetykę.
    Problem z uczelniami artystycznymi- praktycznie nie ma kto( bo na jakim etapie) wyłowić talenty.
    To samo z architekturą na politechnice- kto ma uczyć rysunku? Kto ma ( prócz rodziców) zauważyć talent? Sama matematyka nie starcza.
    Tu jest sporo niedopracowanych pomysłów. Może jakimś rozwiązaniem byłoby indywidualne dobieranie przedmiotów? Tylko jak to ogarnąć organizacyjnie?
    Bo jeśli idę np. na psychologię to uczę się z humanistami polskiego a z "medykami" biologii...
    A na rozszerzonej chemii spotykają się przyszli chemicy, lekarze- pierwszym potrzebna rozszerzona matematyka a drugim biologia.
    Nie da się stworzyć wszystkich możliwych kompilacji przedmiotów, ale można pokombinować .
  • Gość: ala IP: 195.164.255.* 30.03.12, 16:46
    Mozna to zrobic prosto - zapomniec o klasach (2a, 2b iitd) po piewrszej klasie Lo. Od drugiej - kazdy uczen zapisuje sie na przedmioty ktore go interesuja. Iosc obowiazkowych - ustalona przez Men + reszta tyle ile uczen i juz :)
  • Gość: bez nicka IP: *.dynamic.chello.pl 30.03.12, 18:37
    Jest to jakieś rozwiązanie.
  • delici 02.04.12, 18:17
    Jeśli stać Was na liceum niepubliczne, to czemu nie. Ważne, żeby uczyła się na tym profilu, który będzie jej najbardziej odpowiadał.
  • hankam 17.05.12, 09:56
    Czytam ten wątek i chociaż jeszcze dwa lata przed moją córką, to juz sie boję...
    --
    Hiding Tonight

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka