IP: *.cdma.centertel.pl 11.12.12, 16:33
rekrutacja.uw.edu.pl/files/pdf/Progi_punktowe_2012-13.pdf
Edytor zaawansowany
  • Gość: learning-to-fly IP: *.uni.lodz.pl 11.12.12, 18:43
    Ustanowiono na przyszły rok limit, poniżej którego nie można zejść.
    Limit wynosi...30 pkt.-śmiać się czy płakać?
  • joa66 11.12.12, 18:50
    Boże...jaka punktacja ..... filologia klasyczna na przykład.

    I druga sprawa, skandaliczna. Daleka jestem od pogladów, że uczelnia powinna mieć tylko takie kierunki, na które jest zapotrzebowanie na rynku pracy, ale...

    czym u licha jets europeistyka o specjalności procesy integracyjne? Na tym etapie integracji sa potrzebni specjaliści z różnych , często wąskich dziedzin. Chyba, że chcemy kształcić specjalistów od przyjęcia (lub nie) Turcji do Unii.

    p.s. do autora - dzięki :)
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 11.12.12, 19:36
    Boże...jaka punktacja ..... filologia klasyczna na przykład."

    No niestety, takie progi robią wizerunkową krzywdę niektórym wydziałom.
    Akurat na filologii klasycznej czy na filozofii studiuje sporo pasjonatów, którzy z racji wygranych olimpiad (niekoniecznie jednej) mogliby studiować dużo bardziej "prestiżowe" kierunki i często studiują dwa.
    Od nich zresztą wiem, że zdarzają im się dziwni koledzy, którzy rezygnują już po kilku pierwszych zajęciach.
    No, ale zniżki na komunikację miejską przez pół roku mają:)
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 11.12.12, 19:06
    To przerażające, że na bezpłatne kierunki w czołowej polskiej uczelni dostają się osoby, które na zdrowy rozum nie powinny dostać się do ogólniaka. Rekordzista to chyba 12 pkt./100 - informacja naukowa; na jak niskim poziomie trzeba zdać maturę, aby uzbierać tyle punktów?
    Czy taki UW - w trosce o w miarę wyrównany poziom nauczania nie mógłby wprowadzić dolnego progu punktowego na poziomie np. 65 proc.?
    Nie rozumiem.

  • joa66 11.12.12, 19:11
    Ja rozumiem. Płaca im od łebka.
  • Gość: hawa.etc IP: *.play-internet.pl 11.12.12, 20:06
    Nie zapędzajcie się tak. Często niski wynik oznacza, że kandydat po prostu nie zdawał matury z wymaganych przedmiotów (bo np. jak zaczynał studiować, to na innym kierunku i potem mu się już nie chciało bawić w maturki). Może akurat nie w przypadku dwunastu punktów.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 11.12.12, 20:28
    Często niski wynik oznacza, że kandydat po prostu nie
    > zdawał matury z wymaganych przedmiotów (bo np. jak zaczynał studiować, to na in
    > nym kierunku i potem mu się już nie chciało bawić w maturki"

    Czyli co - zaczynał na historii, ale nie zdał starożytnej, więc postanowił spróbować swoich sił na zastosowaniu fizyki w medycynie, z tym że nie chciało mu się bawić w maturki i dlatego uzbierał tylko 30 punktów? I ja mam się nie zapędzać, bo to jest Ok? :D
  • Gość: hawa.etc IP: *.play-internet.pl 11.12.12, 20:37
    No, mógł się dostać na historię, postudiował sobie trzy lata i uznał, że mu mało.

    Co by tu wybrać, co by tu wybrać? No dopsz, iranistyka. Polskiego rozszerzonego nie zdawał, angielski na 50%, no trudno. 80 zł nie majątek, zwłaszcza jak mama płaci. Ooooooo, sukces, przyjęty!
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 11.12.12, 23:36
    Polskiego rozszerzoneg
    > o nie zdawał, angielski na 50%, no trudno. 80 zł nie majątek, zwłaszcza jak mam
    > a płaci. Ooooooo, sukces, przyjęty!"

    No to tym bardziej nie powinien być przyjęty.
    Osoby, które kierunkowe przedmioty zdały poniżej średniej krajowej nie powinny mieć finansowanej przez państwo nauki na poziomie wyższym. Zwłaszcza na UW.
  • Gość: hawa.etc IP: *.play-internet.pl 11.12.12, 23:54
    Angielski mógł już podszkolić, a na iranistykę pójść ze sprecyzowanymi zainteresowaniami badawczymi, zdefiniowanymi na historii. Ja bym się tak nie przywiązywała do tej matury.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 12.12.12, 01:06
    Równie dobrze mógł ten angielski zapomnieć, a zainteresowań może nie mieć żadnych:)

    Nie mam wielkiego szacunku do matury, ale też nie mam zaufania do osób, które wybierają się na trudną filologię, a łatwą maturę z angielskiego zdały poniżej średniej krajowej.
    Podobnie jak do potencjalnych chemików i specjalistów od nanostruktur , którzy musieli mieć strasznego pecha na maturze albo ewakuowali się tam z kulturoznawstwa, ale co - może tak naprawdę są geniuszami?
    A co powiesz o osobie, która uzbierała 44 pkt/ 200 na kulturoznawstwie? Jeśli dobrze rozumiem - część z tego, to punkty za rozmowę kwalifikacyjną, jak na mishu?





  • Gość: hawa.etc IP: *.play-internet.pl 12.12.12, 17:55
    No, słabo. Bo i kierunek przyciąga niewielu ambitnych.
    Ale wiesz, ja się po prostu przestałam ekscytować. Że nie powinni się dostawać "zwłaszcza na UW"? UW to nie jest żadne zwłaszcza. Ma takich studentów, na jakich zasługuje.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 12.12.12, 18:20
    Nie powinni się dostawać. A to dlatego, że każdy kraj powinien miejsce, w którym kształcą się elity. Dobrze, że masy się kształcą, ale powinny być też miejsca, do których dostęp jest limitowany.
    I to jest dobre wszystkich. To się wszystkim opłaca.
  • Gość: hawa.etc IP: *.play-internet.pl 12.12.12, 18:56
    Powinno tak być. Ale mam poważne wątpliwości, czy UW nadaje się na takie miejsce. W tej chwili uczelnia jest dostosowana do tego, żeby kształcił się w niej każdy, kto zapłaci 80 zł opłaty rekrutacyjnej. Oczywiście jest parę bardziej elitarnych wydziałów.

    Prawdę mówiąc prędzej pokładałabym nadzieję np. w SWPS. Oczywiście nie w ciągu najbliższych 20 lat, ale myślę że ta szkoła mogłaby się stać profesjonalnym ośrodkiem kształcenia humanistów, w którym kryterium finansowe nie byłoby, jak teraz, najważniejsze. Prędzej SWPS dojdzie do takiego stanu, niż UW do niego powróci.

    W każdym razie to nie jest tak, że barbarzyńcy się wdarli na szlachetny UW. Uniwerek musiał najpierw w tym celu spsieć.
  • Gość: hawa.etc IP: *.play-internet.pl 12.12.12, 20:26
    Teraz to czytam i widzę, jak bardzo pesymistycznie brzmię :-) W każdym razie pewne kroki już poczyniono - dwukierunkowcy będą musieli płacić. Jeżeli jeszcze zmieni się system finansowania, to już w ogóle będzie sukces. Według mnie uczelnia mogłaby nadal dostawać pieniądze "na studenta", ale dopiero wtedy, gdy zaliczy on pomyślnie semestr. Wtedy przyjmowanie całej masy orłów z piętnastoma punktami, którzy odpadną przy pierwszej sesji nie będzie miało sensu. Chyba, że uczelnie przyjmą taktykę przepuszczania wszystkich.
  • Gość: learning-to-fly IP: *.uni.lodz.pl 12.12.12, 22:32
    Wyglądałoby to tak, że pierwszy semestr zdawałby kazdy. Jeśli byłaby taka potrzeba to i na 10-tym semestrze przepchnęliby wszystkich, jeśli za to by płacono.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 13.12.12, 18:31
    > W każdym razie to nie jest tak, że barbarzyńcy się wdarli na szlachetny UW. Uni
    > werek musiał najpierw w tym celu spsieć. "

    Masz rację. Gdyby nie spsiał ( nie ubliżając psom) - czego konsekwencją stało się umasowienie studiów - barbarzyńcy nie wdarliby się na UW.

    Co do SWPS - ja tej szkole życzę jak najgorzej. To czysto komercyjny syf - już nie będę się rozpisywać, jak ta szkoła powstała, bo to mało kogo obchodzi - ale nie, wielki mój hejt jest dla tej szkoły - bo to ona m.in. doprowadziła do spsiania UW.
  • jakw 15.12.12, 23:38
    Gość portalu: hawa.etc napisał(a):

    > Nie zapędzajcie się tak. Często niski wynik oznacza, że kandydat po prostu nie
    > zdawał matury z wymaganych przedmiotów (bo np. jak zaczynał studiować, to na in
    > nym kierunku i potem mu się już nie chciało bawić w maturki). Może akurat nie w
    > przypadku dwunastu punktów.
    W przypadku 12 punktów to na pewno zdana matura obowiązkowa z polskiego, matematyki i angielskiego - tylko i wyłącznie. I to raczej nie na jakimś super poziomie. Bo na bibliotekoznawstwo to jako dodatkowe przedmioty nieobowiązkowe to chyba można liczyć właściwie wszystko.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • agatka_s 11.12.12, 20:35
    Wyglada że jesteście zorientowane, ja kompletnie nie.

    Czy te punkty daje się porownac miedzy sobą tzn czy 100 pkt na astronomie to te same 100 pkt (znaczy nie ze z tych samych przedmiotów, ale czy zasady takie same)na inny kierunek np europeistyke ? Czy 100 pkt to jest maximum ? Czy na wszystkich kierunkach 100 pkt to maximum ? Bo może są kierunki gdzie np 50 pkt to maximum i wtedy np 30 pkt to nie taki dramat ?

    Nie wiem, pytam się
  • joa66 11.12.12, 20:39
    Na samym dole jest informacja na jakich kierunkach maksimum to 200, a na których to 30.

    Reszta to na ogół 100 pkt.

    Jedyną nietypową sytuacją sa filologie, bo punktacje podwyższają stosunkowo wysokie wyniki wszystkich matur z języków obcych.
  • Gość: hawa.etc IP: *.play-internet.pl 11.12.12, 20:43
    Nie, to nie jest to samo. Tzn. prawie wszędzie (jeśli nie ma dodatkowego egzaminu) jest maksymalnie 100 punktów do zdobycia. Na wszystkich kierunkach biorą pod uwagę trzy przedmioty podstawowe (polski, język, matematyka). Biorą pod uwagę podstawę x0.8, lub rozszerzenie, mnożone według różnych przeliczników dla różnych kierunków.

    Do tego dochodzą przedmioty dodatkowe. Np. na filologie orientalne to rozszerzone polski i angielski - tu łatwo się zbliżyć do setki, zwłaszcza na japonistyce, czy sinologii. Ale tam gdzie na rozszerzeniach wymaga się innych przedmiotów (historii, wosu, fizyki itd.), wyniki są niższe, choć to w ogóle nie oznacza, że na informatykę dostać się łatwiej, niż na jakiś kierunek filologiczny (strzelam tutaj, nie analizowałam tej tabelki dokładnie).
  • joa66 11.12.12, 20:45
    podstawa jest już x 0,6
  • Gość: hawa.etc IP: *.play-internet.pl 11.12.12, 20:49
    O, to bardzo świeża zmiana w takim razie. Będą mieli jeszcze niższe progi, bo odpadną dwukierunkowcy.
  • joa66 11.12.12, 20:52
    Jeżeli niższe progi będą wypływac tylko z ostrzejszego przeliczania podstawy to żadna strata.

    Jak dla mnie to próg mógłby być nawet 15 pkt. :)

    Pod warunkiem, że trzeba by było sporo umieć, żeby te 15 pkt uzyskać
  • Gość: hawa.etc IP: *.play-internet.pl 11.12.12, 20:55
    No jasne, ale po co to robią? Bo ja mam taką teorię, że eksponują te niskie progi, żeby zachęcić wszystkie odpady atomowe, żeby się nie bały i zarekrutowały. Studiować nie muszą ;)
  • agatka_s 11.12.12, 21:02
    trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35636,12951936,Wykladowcy_o_studentach__Nie_maja_wiedzy__brak_im.html#Cuk
    Ale to jest jakaś schizofrenia. Wpierw ustala się takie zasady że przyjmują wszystkich nawet półidiotów, a potem się lamentuje.

    Chyba naprawde głęboka reforma i przywrócenie jakiegoś prestiżu studiów jest konieczne.

    Im bardziej to czytam, tym bardziej chce aby mój syn tu nie studiował... żeby jeszcze i on tak chciał....
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 11.12.12, 21:36
    Czy te punkty daje się porownac miedzy sobą tzn czy 100 pkt na astronomie to te
    > same 100 pkt (znaczy nie ze z tych samych przedmiotów, ale czy zasady takie sa
    > me)na inny kierunek np europeistyke ?"

    Tak wprost to nie da się porównać, bo jest różny algorytm przeliczania puntów, punkty za poszczególne przedmioty mają różną wagę na różnych kierunkach, no i liczba tych przedmiotów jest różna na różne kierunki. Acha - poziom trudności matur bywa różny, więc tam, gdzie dużą wagę mają języki( filologie, psychologia) progi w sposób "niesprawidliwy" szybują w górę.

    To trochę jak w rekrutacji do liceum - do różnych klas w różnych szkołach można mieć różną liczbę punktów, ale w sumie max jest 200 ( wiadomo, że są wyjątki, różne IB i mateksy).

    Podam Ci taki przykład. Moja córka dostała się na prawo, ale nie dostała się na psychologię.
    Z kolei jej przyjaciółka dostała się na psychologię, gdzie był wyższy próg, ale nie dostała się na prawo.
    A to dlatego, że na psychologię wysoko punktowany był rozszerzony polski, który nie poszedł córce jakoś super, i angielski oraz matematyka, natomiast na prawo trzeba było mieć zdany jeszcze dodatkowy przedmiot.
    I moja córka akurat dobrze zdała filozofię, a koleżanka schrzaniła wos.

    Ale niezależnie od przeliczników - próg poniżej 65 punktów/100 to jest moim zdaniem niski próg, a poniżej 50 to już jest dno.

  • hankam 12.12.12, 10:45
    A co to znaczy "II tura"?
    Czasami różnice w punktacji są ogromne - np.:
    Filologia klasyczna i studia śródziemnomorskie - 28,48
    Filologia klasyczna i studia śródziemnomorskie II - 78,28.
    A przedmiot jest 100 punktowy.

    Na taki uważany za trudny do załapania się MISMaP potrzeba 64,11/100, to nie wydaje mi się jakieś bardzo przerażające (chociaż córka jest na półmetku gimnazjum).
    Biologia - 54,09/100, a taka podobno przyszłościowa biotechnologia 41,92/100.
    To nie są jakieś szczyty nie do osiągnięcia.

    A znacie takie zestawienia z UJotu i uniwersytetu Gdańskiego (na Gdańskim jest neurobiologia).
    --
    Szary Niedźwiedź
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 12.12.12, 12:46
    hankam napisała:

    > A co to znaczy "II tura"?
    > Czasami różnice w punktacji są ogromne - np.:
    > Filologia klasyczna i studia śródziemnomorskie - 28,48
    > Filologia klasyczna i studia śródziemnomorskie II - 78,28.
    > A przedmiot jest 100 punktowy."

    Może chodzi o II rekrutację, nie tę lipcową, ale dodatkową - we wrześniu chyba, otwieraną na kierunkach, gdzie zostały wolne miejsca.
    I mogło być na przykład tak, że w I rekrutacji przyjęto wszystkich, zostały wolne miejsca, a we wrześniu zgłosili się ci, którzy nie załapali się na różne romanistyki, mishy itp.


    Na taki uważany za trudny do załapania się MISMaP potrzeba 64,11/100, to nie wy
    > daje mi się jakieś bardzo przerażające (chociaż córka jest na półmetku gimnazju
    > m). > Biologia - 54,09/100, a taka podobno przyszłościowa biotechnologia 41,92/100.
    > To nie są jakieś szczyty nie do osiągnięcia."


    Jeżeli chodzi o mismap, to tam jest jeszcze coś w rodzaju wewnętrznej rekrutacji na kombinację
    kierunków i limity miejsc - i na jedne łatwiej, a na inne trudniej się dostać. W każdym razie tak mi to tłumaczył chłopiec, który bardzo dobrze zdał maturę i na ten próg 64 swobodnie by się załapał, ale zależało mu na bardziej obleganej i wypasionej progowo kombinacji kierunków.

    Natomiast przeciwko wyborowi biotechnologii protestowali rodzice znajomego chłopca, który bardzo chciał ten kierunek studiować z zamiarem pracy naukowej. Ich argument był tak, że nie jest to kierunek przyszłościowy, przynajmniej nie w Polsce (nie ma i długo nie będzie tu ośrodków badawczych) - a są to ludzie z branży medyczno-farmaceutycznej, więc wydaje mi się, że wiedzą, co mówią.
    Ostatecznie wybrał biologię na UW i podobno jest zadowolony.
    Nie warto zrażać niskimi progami - one nie zawsze świadczą o tym, że na danym kierunku poziom nauki/wymagań dostosowany jest do studenta z najniższa punktacją:)
    Nie znam zestawień z UJ czy UG, widziałam z SGGW - tam przyjmują wszystkich (może poza weterynarią).
  • Gość: hawa.etc IP: *.play-internet.pl 12.12.12, 18:16
    Biotechnologia przyszłościowa? Nie powiedziałabym. Albo może inaczej - jest tak przyszłościowa, że miejsca pracy są jeszcze w fazie planów.

    Gdańsk:

    www.ug.edu.pl/pl/info_dla_kand/pliki1213/progi_stacjonarne_1112.pdf
    Niestety nie te najświeższe.
  • joa66 12.12.12, 18:54
    A mogę się zapytać skąd taka opinia?

  • Gość: hawa.etc IP: *.play-internet.pl 12.12.12, 19:02
    Oczywiście nie robiłam badań. Po prostu znam sporo osób, które szły na różne biotechnologie w czasie, kiedy Wyborcza robiła kampanie w stylu "mgr inż. - klucz do rynku pracy!". Studia trudne, interdyscyplinarne, wymagające systematycznej pracy i predyspozycji. A potem kiepsko. W Polsce jak na razie nie ma rozwiniętego przemysłu, który by wchłonął biotechnologów. Można oczywiście emigrować, ale nie wszyscy chcą. Część została na uczelni, część się zupełnie przebranżowiła (ubezpieczenia, nieruchomości), ktoś fartem wkręcił się do jakiegoś laboratorium, czy do firmy farmaceutycznej. Pewnie lepsza biotechnologia, niż kulturoznawstwo... Ale nigdy nie było na takich profesjonalistów takiego szału, jak w pewnym momencie na inżynierów budownictwa. I pewnie prędko nie będzie.

    Tak czy inaczej nie znam nikogo, kto by polecał. Podobnie jak nie znam nikogo, kto polecałby dziennikarstwo,
  • joa66 12.12.12, 19:13
    Wiesz hawa ...o 99% studiów tak się mówi :)


    I powiem szczerze, że czasami myślę, że zwymiotuję jeśli kolejny raz przeczytam "kierunek bez przyszłości" "fabryka bezrobotnych" "nie warto studiować" "oszukano nas", "nie opłaca się studiować"

    Podaj mi kierunek studiów poza medycyną, który nie spotyka się z komentarzami "nie opłaca się"
    , "bez przyszłości"?


    Będę ostra, ale zwracam się nie tyle do Ciebie co do całego Twojego pokolenia: kochani - macie pecha. JEST kryzys, recesja. Niektórzy pracodawcy to wykorzystują. Ale przestańcie w końcu non stop narzekać i krytykować. To czy będziecie "straconym" pokoleniem zależy TEŻ od Was.


    p.s. a w tle naprzemienne nagonki na studentów i na wykładowców.
  • hankam 12.12.12, 19:47
    Jakoś nie uważam hawy za straconą, w jakimkolwiek sensie.
    --
    Szary Niedźwiedź
  • joa66 12.12.12, 19:55
    Ja tez nie:) Bo ją "znam".

    Ale nie o to chodzi.

    Za pośrednictwem hawy proszę jej rówieśników, żeby w końcu przestali babrać się w braku przyszłości jakichkolwiek studiów. Bo mam wrażenie, że to już nawykowe ;)

  • Gość: hawa.etc IP: *.play-internet.pl 12.12.12, 20:15
    Nie chodzi o brak przyszłości jakichkolwiek studiów, tylko o to, że biotechnologia to dość konkretne studia inżynierskie. Wyprofilowane pod kątem konkretnego rodzaju firm, których w Polsce jest jak na razie mało. Przewidywano parę lat temu, że powstanie ich więcej, ale nie powstaje. Biotechnologia dostaje etykietki "kierunku zamawianego", bo uczelnie wyćwiczyły się w pisaniu wniosków - w rzeczywistości specjalistów jest już dość. Czy naprawdę wystarczy być najlepszym, żeby dostać w Warszawie pracę przy strzyżeniu owiec? Skoro nie hoduje się tu owiec? Aha, nie mam zamiaru tu dalej się wymądrzac na temat branży, bo jej nie znam - powtarzam tylko to, co mówią ci, którzy się po biotechnologii zetknęli z rynkiem pracy. Twierdzą, że lepiej już skończyć farmację, czy nawet chemię bo ogólniejsze studia dają po prostu więcej możliwości wyboru drogi. Należałoby się po prostu zastanowić, czy wybieranie z a w o d o w y c h poniekąd studiów z nastawieniem na przekwalifikowanie się jest zasadne.
  • joa66 12.12.12, 20:28
    - powtarzam tylko to, co mówią ci, którzy się po biotechnologii zetknęli z ry
    > nkiem pracy.


    Właśnie w tym problem. Nie wiem co studiujesz, ale mogę się założyć, ze pewnie tez raz słyszałaś, że Twój kierunek nie ma sensu.

    A biotechnologia w pewnym sensie może byc podobna do filozofii :) I z tego samego powodu można ją studiować.
  • Gość: hawa.etc IP: *.play-internet.pl 12.12.12, 20:43
    Słyszałam, ale od ludzi, którzy nie mają wyobrażenia, co można po moim kierunku robić. A nie od tych, którzy rzeczywiście walczą :)

    A nie, przepraszam. Znam niezadowolonych, ale oni są z frakcji "no a teraz etacik proszę. nie ma? jak to nie ma? nononono ale miał być! foch, studia są bez sensu. mogłam iść do zawodówki". Tacy się nie liczą.

    Zresztą ja w ogóle nie piszę, że biotechnologia jest bez sensu, tylko że branża nie rozwija się tak dynamicznie, jak przypuszczano, więc warto trochę przyhamować w rzucaniu się na kierunek. Konkretnie napisałam, że nie jest przyszłościowy w takim hurraoptymistycznym sensie, w jakim jest często przedstawiany.

    > A biotechnologia w pewnym sensie może byc podobna do filozofii :) I z tego same
    > go powodu można ją studiować.

    Właśnie uważam, że nie, bo filozofia z definicji nie daje konkrentych umiejętności, tylko narzędzia do ich zdobycia. Biotechnologia jest nastawiona na pewien rodzaj pracy po studiach.


    Jeżeli tak porównywać, to widziałabym raczej na miejscu biotechnologii biologię/chemię.
  • joa66 12.12.12, 21:13
    Jestem przekonana, że biotechnologa daje TEŻ narzędzia :)

    p.s. oczywiście nie dla tych, którzy trafili tam przypadkowo.
  • Gość: hawa.etc IP: *.play-internet.pl 12.12.12, 21:24
    No pewnie, narzędzia, że tak to ujmę, leżą na każdym kampusie :) Tylko zbierać.
    Chodzi po prostu o tę mityczną przyszłościowość - nie ma przyszłości! :D Jest ciemność, emigracja i umowy śmieciowe :)
  • joa66 12.12.12, 23:22
    Jest przyszłość. Dla każdego taka sama ;)


    Bez względu na kierunek.



  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 12.12.12, 23:52
    Joa, ale bezrobocie po biotechnologii nie ma nic wspólnego z kryzysem. Przed kryzysem też nie było dla nich pracy.
    Po prostu - w Polsce nie ma ośrodków badawczych, które mogą wchłonąć absolwentów tych kierunków, a jest ich sporo. W samej Warszawie - na UW, na PW, na SGGW, chyba jeszcze gdzieś, ale nie pamiętam.
    Więc ci absolwenci startują np. do firm farmaceutycznych, ale nie na badaczy, bo w Polsce nie tworzy się leków tylko się nimi handluje - na przedstawicieli medycznych. I tu mają ogromną konkurencję ze strony absolwentów farmacji, biologii, a przede wszystkim AWF :)

    Jeśli gospodarka się rozkręci i znów będzie fajnie - to znów będzie dużo pracy w finansach, w mediach, w usługach okołobiznesowych - gdzie humaniści będą sobie błyszczeć, ale dla ambitnych biotechnologów długo jeszcze nie będzie w Polsce pracy na miarę ich aspiracji.

  • joa66 13.12.12, 00:19
    co najmniej 50% absolwentów większośc kierunków nie pracuje w zawodzie. Albo w bardzo szeroko rozumianym zawodzie :) Biotechnologia to raczej nie michałki - ci ludzie naprawdę czegos się uczą. W tym myślenia. Poza tym - ilu informatyków pracuje tak naprawdę w sprzedaży?

    I na koniec - to nie chodzi o biotechnologię, bo mam ją w nosie. Chodzi mi o to, że nie spotkałam się nigdy z sytuacją, żeby wymienic jakikolwiek kierunek studiów, żeby ktoś nie powiedział "bez przyszlości" . Już o neurologu siedzącym na kasie w Biedronce czytałam :D

    Jak się dobrze zastanowić to wszystkie studia są bez sensu, pracy nie ma i nie będzie :)

    UE podobno wdraża jakiś program przeciwko bezrobociu młodych ludzi. Program jak program, pewnie ktoś przy tej okazji trochę zarobi, ale udało im się poruszyć ważną kwestię - jak samopoczucie młodych TERAZ może się przełożyc na ich życie PÓŹNIEJ.

    I nie chodzi o to, żeby im wmawiać , ze jest cudownie. No kurde, nie jest.

    I co w związku z tym?

    hawa swoim wpisem na temat biotechnologii niechcący zahaczyła o trend panujący na forum studia. Proponuję - wpiszcie tam dowolny kierunek (może poza medycyną, czasami informatyką) i za chwilę będziecie mieli odpowiedzi , że jest do d....... Że lepiej studiować na kierunku X. A po godzinie zobaczycie wpisy, że to właśnie kierunek X jest do bani. I tak dalej.

    Proponowałabym przestawienie toku myślenia - z tego "czego nie mogę" na "co mogę". I takiemu np biotechnologowi powiedzieć : w zależności od szczęscia i umiejętności, możesz pracować naukowo, możesz być dziennikarzem piszącym na tematy naukowe, możesz pracowac w firmie farmaceutycznej, spozywczej. Nawet zaczynając od pracy sekretarki w firmie wystarczająco dużej, żeby była szansa na awans. Możesz założyć swoją własną firmę zajmująca się X . Nie mam pomysłow, bo się na tym nie znam, ale na pewno jest sporo rzeczy, które biotechnolog może robić.


    A nie automatycznie reagować " eee, bez przyszlości"
  • jakw 15.12.12, 21:38
    Joa, ale jeśli ktoś ma zamiar robić karierę zaczynając od sekretariatu to studia typu biotechnologia są takim sobie wyborem. Podejrzewam, że nie jest to łatwy kierunek, więc imho mordowanie się na nim kilka lat z założeniem początkowym, że się zostanie na dobry początek sekretarką jest bez sensu.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 16.12.12, 13:40
    Zdaje sobie sprawe , ze lepiej zaczynac kariere od Nobla ;)
  • Gość: learning-to-fly IP: *.uni.lodz.pl 16.12.12, 14:34
    Czy ja wiem, zaczynanie kariery od największego osiągnięcia może być w przyszłości frustrujące. Można na zawsze zostać "wschodzącą gwiazdą"....tyle że sprzed 20 lat :P
    Co nie zmienia faktu, że zaczynanie kariery naukowej od sekretarki też optimum nie jest. Zwłaszcza, że można na tej sekretarce utknąć, bo najpierw jest się młodym i ma czas, a potem jest się za starym i są młodsi.
  • jakw 16.12.12, 19:48
    Mi chodzi po prostu o racjonalność wyboru. Pójście na kierunek biotechnologia z myślą "zostanę sekretarką" jest działaniem całkowicie nieracjonalnym. Prawdę mówiąc - nie wiem czy bym chciała zatrudniać tak nieracjonalną osobę jako sekretarkę ;-)
    Pojście na tą samą biotechnologię z założeniem : "no dobra, w razie czego przekwalifikuję się i pójdę pracować w Sanepidzie" ma chyba jednak trochę więcej sensu.
    I jeszcze pół biedy, gdy za takie studia dana osoba z pomysłem "zostanę sekretarką" płaci sobie sama - jej pieniądze, jej sprawa. Ale jeśli za takiego studenta czy studentkę płacimy my wszyscy w podatkach, i to podwójnie, bo gdzieniegdzie ta biotechnologia to kierunek zamawiany, to jest trochę gorzej. Zwłaszcza, że pewnie nie są to jakieś bardzo tanie studia - zwłaszcza w porównaniu z tą wyklinaną chyba właśnie przez ciebie europeistyką ze specjalnością przyjmowania Turcji do UE ;-).
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 17.12.12, 12:34
    Nie zrozumialas. Nie chodzi o to, zeby celem studiow na biotechnologii bylo zostanie sekretarka. Tylko o to zeby zaczac od jakiejkolwiek pracy w firmie majaca cos wspolnego z biotechnologia. Podobnie jak zaczynala moja kolezanka po prawie - na ...portierni w kancelarii prawniczej. Teraz jest partnerem w innej kancelarii. Oczywiscie nie przeskoczyla z jednego stanowiska na drugie, po drodze duzo sie dzialo.
  • jakw 18.12.12, 14:28
    joa66 napisała:
    > Tylko o to zeby zaczac od jakiejkolwiek pracy w firmie majaca
    > cos wspolnego z biotechnologia
    Sęk w tym, że tych firm związanych z biotechnologią to chyba jednak za dużo w Polsce nie jest - w przeciwieństwie do prawniczych.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 18.12.12, 14:36
    A ile masz w Polsce "firm filozoficznych" ;)?

    Twierdzę, że absolwent biotechnologii może znaleźć się na rynku pracy nie gorzej niż absolwent filozofii. I wielu innych kierunków. Powiedzmy szczerze: zdecydowanej większości kierunków.
  • jakw 18.12.12, 15:10
    A to jak najbardziej wiem. Ale wmawianie ludziom, że biotechnologia (i jeszcze parę innych kierunków) to są takie przyszłościowe kierunki i będzie po tym praca to jest jednak nadużycie - przynajmniej w Polsce.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 18.12.12, 15:56
    No to wymień mi 10 kierunków "przyszłościowych" ;)
  • Gość: gosc IP: *.dynamic.chello.pl 26.01.13, 17:33
    nie jestem przekonana mlody czlowieku czy znasz realia rynku pracy:) ja po ciezkich studiach farmacetycznych na AM, rowniez zaczynalam od asystentki i nie widzialam w tym absolutnie nic nadzwyczajnego bo to raczej normalne ze nikt Cie od razu na kierownika czy nawet na specjaliste nie zatrudni:) ale po niecalym roku bylam juz na innym stanowisku, po kolejnym roku na innym itd, itp az do obecnego stanoiwska z zarobkami 15 na reke/msc. Z perspektywy osoby, ktora wtej chwili ocenia juz takich mlodych gniewnych w czasie rekrutacji do zespolu, powiem Ci nawet ze smieszy mnie postawa wiekszosci ludzi po studiach, ktory chcielibym Bog wie czego bez zadnego doswiadczenia. Tacy sie po prostu w pracy nie sprawdza z mojego punktu widzenia. w pracy asystentki/sekretarki nie ma nic zdroznego (jesli oczywiscie ma sie jakis plan na siebie)
  • joa66 13.12.12, 00:26
    p.s. Jeżeli człowiek skoncentruje się na tym co może, to łatwiej mu też (zdecydowanie łatwiej!) określić jakie dodatkowe umiejętności i kwalifikacje mogą mu sie przydać. (najlepiej zacząc od tych, które "pokryją" jak najwięcej ewentualnych miejsc i typów pracy)


    Jeżeli koncentruje się na tym, ze wszystko bez sensu to zadaje pytanie na forum: co bardziej się opłaca studiowac " muzykologię czy bezpieczenstwo narodowe, bo nie wiem co wybrać. I mnoży fakultety, podyplomówki, kursy - a wszystko bez ładu i składu.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 13.12.12, 00:33
    joa66 napisała:
    A biotechnologia w pewnym sensie może byc podobna do filozofii :) I z tego same
    > go powodu można ją studiować."

    Tylko że motywacje studentów są chyba różne.
    Ci, co idą na filozofię naprawdę wiedzą, że nie ma fabryki, która zatrudnia filozofów.
    Natomiast kandydatom na biotechnologię wydaje się, że są rozsądni, bo wybrali "przyszłościowy kierunek" ( tylko nie wymiotuj:)) , po którym będą mieli pewną i dobrze opłacaną pracę.
  • Gość: hawa.etc IP: *.play-internet.pl 13.12.12, 18:18
    > Tylko że motywacje studentów są chyba różne.
    > Ci, co idą na filozofię naprawdę wiedzą, że nie ma fabryki, która zatrudnia fi
    > lozofów.
    > Natomiast kandydatom na biotechnologię wydaje się, że są rozsądni, bo wybrali
    > "przyszłościowy kierunek" ( tylko nie wymiotuj:)) , po którym będą mieli pewną
    > i dobrze opłacaną pracę.

    Dzięki. Właśnie to staram się cały czas wyrazić.
  • Gość: hawa.etc IP: *.play-internet.pl 12.12.12, 20:06
    > Wiesz hawa ...o 99% studiów tak się mówi :)
    >
    A nie, nieprawda. Ja tam polecam swój kierunek (choć może nie uczelnię). I znam mnóstwo ludzi, którzy polecają swoje - również humanistyczne.

    Będę ostra, ale zwracam się nie tyle do Ciebie co do całego Twojego pokolenia:
    > kochani - macie pecha. JEST kryzys, recesja. Niektórzy pracodawcy to wykorzystu
    > ją. Ale przestańcie w końcu non stop narzekać i krytykować. To czy będziecie "
    > straconym" pokoleniem zależy TEŻ od Was.

    Ostra? Nie bardzo. Czasem zależy od "nas", a czasem nie. Jeżeli w Polsce jakaś branża się nie rozwija, to nie potrzebuje pracowników. Niezależnie od kryzysu. Po prostu uważam, że podejmowanie wyspecjalizowanych studiów w zakresie, w którym nie zanosi się na inwestycje, jest ryzykowne. Do rynku pracy akurat nigdy pretensji nie miałam. Jedyne co krytykuję, to moją uczelnię i uważam, że mam do tego święte prawo, bo sama jestem w porządku.
  • Gość: MG IP: *.dynamic.chello.pl 12.12.12, 20:39
    Na szczęście wynik w rekrutacji na informatykę na UW nadal ambitny 84,04/100.

    Wymagane przedmioty:
    polski ( co umysłom ścisłym nie zawsze łatwo przychodzi)
    język nowożytny
    matematyka
    i 2 przedmioty na poziomie rozszerzonym ( najczęściej jest to: matematyka, fizyka, informatyka)
  • Gość: hawa.etc IP: *.play-internet.pl 12.12.12, 20:44

    > polski ( co umysłom ścisłym nie zawsze łatwo przychodzi)

    Na szczęście punktowany bardzo nisko, nikomu nie powinno to zaszkodzić.
  • jakw 15.12.12, 20:16
    Gość portalu: MG napisał(a):

    > Na szczęście wynik w rekrutacji na informatykę na UW nadal ambitny 84,04/100.
    >
    > Wymagane przedmioty:
    > polski ( co umysłom ścisłym nie zawsze łatwo przychodzi)
    > język nowożytny
    > matematyka
    > i 2 przedmioty na poziomie rozszerzonym ( najczęściej jest to: matematyka, fizy
    > ka, informatyka)
    Matematykę albo informatykę na poziomie rozszerzonym należy zdać bardzo porządnie - za to jest 50% punktów...; a ten 2-gi przedmiot to chyba można policzyć po raz kolejny tą samą matematykę czy informatykę z wagą 20%. Ogólnie za matematykę rozszerzoną można mieć 80% punktów (bo można policzyć jeszcze 10% za matematykę rozszerzoną w części obowiązkowej) . Więc nie wygląda na to, że trzeba zdać nie wiadomo ile przedmiotów rozszerzonych - ale na pewno trzeba mieć bardzo porządny wynik z matematyki lub informatyki.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • Gość: mama16.06 IP: *.dynamic.chello.pl 17.12.12, 11:05
    Jestem nauczycielem akademickim. Na moim wydziale ( kierunek zamawiany) jest bardzo niski próg przyjęć. Na I rok dostaje się praktycznie każdy, kto złoży dokumenty i odpowiada wymogom formalnym.
    Problem zaczyna się po pierwszym kolokwium z matematyki ( nie mój przedmiot, na szczęście nie mam w ogóle zajęć z I rokiem). Połowa studentów pisze je skandalicznie. Braki są kompromitujące-koledzy-matematycy dziwią się, że ktoś robiący takie błędy zdał maturę.
    Z fizyką nie jest lepiej. Też nie mój przedmiot, Oblewa ją mniej więcej 1/3 studentów.
    Po pierwszej sesji mamy spory odsiew. Rezygnuje nieco mniej niż połowa, sporo studentów ma "warunki". A wymagania nie są specjalnie wyśrubowane.
    Na II roku zostaje mniej niż połowa tych, którzy zaczynali studia. Nie analizowałam ich punktacji z matury- choć pewnie takie badanie byłoby ciekawe. Z niecałej setki studentów II roku jest mniej więcej połowa, która kończy studia potykając się, mając warunki, poprawki, którym naciąga się trójczynę prawie na siłę. Drugą połowę ( jakieś 45-50 osób)podzieliłabym na trzy grupy: "niższa średnia"- poprawki zdarzają się, okno może być szeroko otwarte- nie wyfruną ( to ok 15-20 osób), średniacy- mniej więcej tyle samo, studenci, którzy większość zaliczają na 3, 3+ czasem 4 w pierwszym terminie, no i tacy, dla których warto pracować- 10 czasem 15-17 osób na roku ( to zależy od rocznika). Ci ostatni działają w kołach naukowych, mają publikacje, są twórczy, przygotowani do zajęć, ciekawi- naprawdę fajni. Wiele można się od nich nauczyć. Szkoda tylko, że jest to niecałe 8% z tych, którzy w październiku odbierają indeksy.
    Nie czuję się ani powołana ani kompetentna do oceniania dlaczego tak się dzieje. Ubolewam, że na nasz kierunek przyjmuje się praktycznie każdego. Żal mi młodych, którzy nie dają rady i odpadają tracąc rok a może także nadzieje, niektórzy z nich ponoszą porażkę, czują się upokorzeni.
    Nie wiem czy należy winić szkołę ( jako matka mam rozmaite doświadczenia szkolne, ale to zupełnie inny temat). Jestem pewna, że edukacja w Polsce od tej przedszkolnej do studiów III stopnia ( doktoranckich) wymaga reform, ale przemyślanych, sensownych, spójnych, i bez polityki w tle.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 17.12.12, 11:51
    "Ubolewam, że na nasz kierunek przyjmuje się praktycznie każdego. Żal mi młody
    > ch, którzy nie dają rady i odpadają tracąc rok a może także nadzieje, niektórzy
    > z nich ponoszą porażkę, czują się upokorzeni.
    > Nie wiem czy należy winić szkołę ( jako matka mam rozmaite doświadczenia szkoln
    > e, ale to zupełnie inny temat)."


    Ale za co tu winić szkołę?
    Obwiniaj za to swoją uczelnie, szefów swojego zamawianego kierunku, który przyjmuje wszystkich - jak leci, byle mieć studenta i to - jak rozumiem - podwójnie opłacanego.
    Nie sądzisz, że problem z matołami na Twoim kierunku można by rozwiązać stosunkowo prosto - zmniejszając limit przyjęć np. o połowę. Albo - ustalając dolny próg punktowy na satysfakcjonującym radę wydziału poziomie?
    Założę się, że koledzy z Mismapu nie wylatuje połowa przyjętych po pierwszym semestrze; jak myślisz - dlaczego?



  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 17.12.12, 11:55
    "Założę się, że koledzy z Mismapu nie wylatuje połowa przyjętych po pierwszym se
    > mestrze; jak myślisz - dlaczego?"

    Sorry, ale za szybko wysłałam.
    ...Że koledzy z Mismapu nie mają tego problemu, co Ty.
  • Gość: mama16.06 IP: *.dynamic.chello.pl 17.12.12, 12:14
    To nie jest tak. Na moim wydziale jest sporo studentów z MISMaP-u, bo idea MISMaP-u jest taka, że studiują na kilku wydziałach ( to jest jedna z literek M w nazwie). Opisałam to w bardzo dużym uproszczeniu.
    MISMaP też nie jest idealny, choć dla nas bardzo wygodny.
  • Gość: mama16.06 IP: *.dynamic.chello.pl 17.12.12, 12:11
    Dość ściśle współpracujemy z MISMaP-em ( spora część studentów ma na moim wydziale zajęcia). I wbrew powszechnej opinii i tam zdarzają się bardzo słabi studenci. Oczywiście są i bardzo zdolni. MISMaP rządzi się trochę innymi prawami. Nie jest to kierunek zamawiany i jeśli rozszyfruje się skrót M(iędzywydziałowe) I(ndywidualne) S(tudia) Ma(tematyczno) P(rzyrodnicze) też odpowiemy na pytania dlaczego tak jest. Zresztą dzisiejszy MISMaP jest gorszy niż jeszcze kilka lat temu. Przyczyn jest wiele.
    Jestem daleka od twierdzenia, że mój - czy jakikolwiek inny wydział za wszelką cenę chce zdobyć studenta. Nie czas tu i miejsce, żeby prowadzić dyskusję dlaczego przyjmuje się wszystkich. Zapewniam, że marnie przygotowani do studiów młodzi ludzie są bardzo uciążliwi dla wszystkich- szczególnie kolegów prowadzących zajęcia na I ( odsiewowym) roku.
    Jeżli studentowi trzeba tłumaczyć jak rozwiązać równanie kwadratowe to nawet nie matematykowi opadają ręce.
    Tak jak napisałam w poprzedniej wypowiedzi- edukacja od przedszkolnej do studiów doktoranckich włącznie wymaga bardzo przemyślanych reform. I nie na poziomie szkoły w Budach Małych czy rady wydziału jakiejkolwiek uczelni. Tu reformy muszą być sensowne, długofalowe, obejmować program, profile kształcenia, system promowania od najmłodszych klas, system egzaminów zewnętrznych i ich oceniania oraz rekrutację na studia ( i licencjackie i magisterskie i doktoranckie). Powinien uwzględniać przygotowanie zawodowe nauczycieli wszystkich szczebli, ich pensum, wynagrodzenie i odpłatność za edukację.
    Wiem, że to nie jest ani jednoznaczne ani proste. W tej chwili sytuacja jest zabagniona i nie ma dobrych rozwiązań ani dla szkół ani dla uczelni ani dla dobrych ani słabych studentów.
  • Gość: hawa.etc IP: *.dynamic.chello.pl 17.12.12, 12:13
    > Ale za co tu winić szkołę?

    W momencie, gdy system wymusza na uczelniach respektowanie egzaminu maturalnego jako egzaminu na studia, to owszem, można winić szkołę. Nie ma ciągłości pomiędzy programem rozszerzonej matematyki w liceach i tym, czego wymaga się na studiach. Z programu wylatują po kolei rzeczy, które dawniej były podstawą do nauczania matematyki na poziomie inżynieryjnym. Trzeba więc studentów nauczyć więcej, a czasu jest mniej (3,5 roku, a nie 5). Może w jakichś mateksach i prowincjonalnych liceach ze zgrzybiałymi nauczycielkami, których świadomość omijają reformy te wszystkie rzeczy są wciąż nauczane. Ale nie ma takiego obowiązku.

  • Gość: mama16.06 IP: *.dynamic.chello.pl 17.12.12, 12:21
    Bez gruntownych reform programów, rekrutacji, nauczania, promowania, wynagradzania, zatrudniania i szeregu innych będziemy dreptać w miejscu. Na wydział X przyjmie się nie 225 a 160 albo 250 studentów, odpadną po roku albo semestrze, wyjdą bardziej lub mniej niedouczeni, my dostaniemy "prikaz" aby pytać do skutku, nauczyciele też jakiś od swoich zwierzchników, ten pokrzyczy, tamten coś zmieni, jeden szyld zastapi drugi .
  • agatka_s 17.12.12, 12:26
    Gość portalu: mama16.06 napisał(a):

    > Bez gruntownych reform programów, rekrutacji, nauczania, promowania, wynagradza
    > nia, zatrudniania i szeregu innych będziemy dreptać w miejscu. Na wydział X prz
    > yjmie się nie 225 a 160 albo 250 studentów, odpadną po roku albo semestrze, wyj
    > dą bardziej lub mniej niedouczeni, my dostaniemy "prikaz" aby pytać do skutku,
    > nauczyciele też jakiś od swoich zwierzchników, ten pokrzyczy, tamten coś zmieni
    > , jeden szyld zastapi drugi .


    A na końcu zostanie ogłoszony wielki skok cywilizacyjny bo mamy najwięcej absolwentów studiów na rynku pracy...(tzn ten sukces już został ogłoszony, teraz może dążymy do największej ilości studentów na metr kwadratowy)
  • jakw 18.12.12, 14:47
    agatka_s napisała:

    > tzn ten sukces już został ogłoszony, teraz moż
    > e dążymy do największej ilości studentów na metr kwadratowy)
    Chyba na metr kwadratowy zmywaka...

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • agatka_s 18.12.12, 15:11
    jakw napisała:

    > agatka_s napisała:
    >
    > > tzn ten sukces już został ogłoszony, teraz moż
    > > e dążymy do największej ilości studentów na metr kwadratowy)
    > Chyba na metr kwadratowy zmywaka...
    >
    A to co napisałąś to mnie wkurza.

    Ja też pracowałam na zmywaku. Fakt był to angielski zmywak !!! ale w podrzędnej knajpie prowadzonej przez gościa z Puerto Rico chyba, albo innej Siri Lanki. Nie że jestem rasistką tylko jedną z motywacji mojej mamy wtedy był wyjazd w celu szlifowania angielskiego, u tego gościa jedynym językiem obowiązującym były gesty i "fucki". W każdym razie pracowałam tak i nie uważam aby to nie było cenne doświadczenie. Może wtedy nie bardzo to doceniałam i nawet byłam wściekła (wyrzucałam gościowi sztuce do śmietnika, nucąc pod nosem "jeszcze Polska nie zginęła") ale dziś z perspektywy wiem że to była niezła szkoła życia, nie mówiąc o wspomnieniach jakie mi zostały.

    Wczoraj w TV był reportaż o tym jak stacje narciarskie poszukują ratowników narciarskich (nowe prawo weszło i nagle ich potrzeba). Nie ma chętnych, a płacą 30 zł za godzine. Kurde gdybym ja była studentką i umiała na nartach jeździc to już bym taki kurs na ratownika robiła, co zresztą poleciłam synowi. To zawsze może zaprocentoowac, zawsze lepiej tak popracowac niż siedziec w domu i płakac.

    Nie obrażajmy się (i ich, tych co to robią !!!) na zmywaki, na posady sekretarek, asystentek i opiekunek do dzieci, bo to nie są szczyty kariery ale dla młodych to nienajgorsza szkoła życia i powinno się promowac nawet prace na zmywakach, czy kelnerowanie. Poza tym fajnie pójsc do knajpy, ale przecież tam ktoś dla nas zmywa, dla nas podaje, gotuje, trzeba to uszanowac.
  • jakw 18.12.12, 15:35
    Agatko, ale ja szanuję tych, którzy pracują na zmywaku, odśnieżają ulice (zwłaszcza dzisiaj ;-)) i robią mnóstwo takich potrzebnych rzeczy. Sama zresztą czytałam jakiś czas temu, że studenci zdominowali rynek usług gastronomiczno-zmywakowych więc statystycznie mamy dużo studentów / m2 zmywaka czy knajpy. I na tym polski sukces edukacyjny się kończy. Bo to, że mamy dużo studentów nie przekłada się chyba absolutnie na nic jeśli chodzi o gospodarkę czy poziom życia.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jakw 18.12.12, 15:39
    Acha, co do ratowników narciarskich - kursy i praca są zasadniczo w górach i jednak dość sezonowe, na dokładkę sezon pracy może nakładać się na zimowe sesje studenta. Ratownictwo wodne chyba mniej koliduje ze studiami , zwłaszcza gdy studiuje się w Warszawie.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • agatka_s 18.12.12, 15:50
    jakw napisała:

    > Acha, co do ratowników narciarskich - kursy i praca są zasadniczo w górach i je
    > dnak dość sezonowe, na dokładkę sezon pracy może nakładać się na zimowe sesje s
    > tudenta. Ratownictwo wodne chyba mniej koliduje ze studiami , zwłaszcza gdy stu
    > diuje się w Warszawie.

    Akurat z moich doświadczeń (a byłam kiedyś zawodniczką narciarską) to jazda na nartach zazwyczaj idzie w parze z pływaniem i żaglami, a ostatnio jeszcze tenisem-zazwyczaj ci co zimą jeżdzą na nartach w lecie robią te inne rzeczy. W każdej z tych dziedzin można miec uprawnienia i pracowac wtedy cały rok, jeśli nie ma się akurat nic innego atrakcyjniejszego do roboty. Grunt to tylko troche się postarac i te papiery wyrobic, nawet studiując biotechnologie ;-).

    Ale to jest tylko taki przykład. Myśle że są miliony takich niszowych uprawnień, które mogą się w razie czego przydac i w dobie kryzysu to naprawde nie jest nic nadzwyczajnego że ktoś po biotechnologii przez jakiś czas popracuje jako pilot wycieczek, albo kucharz (jak mu dadzą). Dzieciom trzeba tak mówic od urodzenia, aby nie wzrastały w przekonaniu że zmywak, albo praca na kasie to totalna porażka i coś negatywnego. Nie, czasem i praca na kasie może byc wartoscią.
  • joa66 17.12.12, 12:36
    System tego nie wymusza. Uczelnie moga przeprowadzac egzaminy wstepne (chyba od roku).

    I tego nie robia.
  • Gość: mama16.06 IP: *.dynamic.chello.pl 17.12.12, 12:44
    Za chwilę, bo wbrew temu co się wydaje, nie jest tak, że dziekan/rektor czy Rada Wydziału wpada na pomysł, że od dziś będą egzaminy i są, prawdopodobnie życie i sytuacja ekonomiczna wymuszą zmiany systemu przyjmowania na uczelnię ( egzaminy). Osobiście jestem jak najbardziej za tym, bo dostaniemy do "obróbki" trochę inny "materiał". Sytuacja będzie zdrowsza...ale nie idealna. Kiedyś te egzaminy muszą się odbyć. Dziś można składać dokumenty nawet na 100 różnych kierunków na różne uczelnie a co będzie jak egzaminy będą w tym samym terminie? Znów odezwą się niezadowolone środowiska.
  • Gość: hawa.etc IP: *.dynamic.chello.pl 17.12.12, 13:50
    O, tego nie wiedziałam. Ale normalne egzaminy, np. z matematyki, fizyki? Czy "sprawdziany predyspozycji dop odjęcia studiów jakichśtam"?
  • joa66 17.12.12, 16:30
    "Normalne" egzaminy w pewnym sensie. O ile dobrze rozumiem, egzamin nie moze byc z przedmiotu maturalnego, i.e. nie mozna egzaminowac z "historii" ale mozna z parlamanetaryzmu na swiecie, nie mozna z "polskiego" ale mozna z historii teatru. Itd. Kwestia inwencji tworczej wydzialu :)
  • Gość: hawa.etc IP: *.dynamic.chello.pl 17.12.12, 16:49
    A no właśnie. Czyli poziomu matematyki nie mogą sprawdzić. Muszą zdać się na maturę, więc mogą mieć pretensje, że ma za niski poziom.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 17.12.12, 17:44
    hawa.etc napisał(a):

    > A no właśnie. Czyli poziomu matematyki nie mogą sprawdzić. Muszą zdać się na ma
    > turę, więc mogą mieć pretensje, że ma za niski poziom."

    No tak. Mogą mieć pretensje np. na informatyce, na Melu czy innych wysokoprogowym politechnicznym kierunku. Ale o studentach tych kierunków to ja słyszałam same superlatywy.
    Ogólnie - na studentów narzekają najbardziej pracownicy wszelkich zakładów pracy chronionej, jakimi stały się niektóre szkoły wyższe i poszczególne kierunki.

    A poza tym jak najbardziej można zrobić test umiejętności matematycznych, tylko po co?
  • Gość: hawa.etc IP: *.dynamic.chello.pl 17.12.12, 18:00
    > A poza tym jak najbardziej można zrobić test umiejętności matematycznych, tylko
    > po co?

    No właśnie nie można, bo nie można powielać egzaminów, które odbywają się już w ramach matury. Po to, żeby zmusić studentów do nauczenia się tego, co jest im potrzebne na studiach. Ale nikt tego nie zrobi, bo trzeba by przyjąć 50 osób, a nie 250, a kasa z ministerstwa przepłynie bokiem. Ja się w zasadzie zgadzam - chcą pieniędzy, to niech bez łaski użerają się z "matołkami".
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 17.12.12, 18:40
    Chyba się już pogubiłam w tych wywodach.

    W przypadku kierunków, na które nie ma chętnych nie widzę potrzeby organizowania egzaminów, natomiast widzę potrzebę ograniczenia liczby miejsc czy wręcz zamknięcia tych kierunków.



  • jakw 18.12.12, 15:04
    Hawa, skoro założenie jest takie, że przyjmuje się 250 osób to żaden egzamin na to nie pomoże. Wymuszenie nauczenia się rozwiązywania równań kwadratowych można osiągnąć za pomocą warunku typu "matura podstawowa z matematyki zdana na 75%" - nie trzeba w tym celu robić żadnego egzaminu. Ale być może trzeba wtedy zrezygnować z założenia: "przyjmujemy 250 osób"
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jakw 18.12.12, 14:59
    Gość portalu: menodo napisał(a):
    > No tak. Mogą mieć pretensje np. na informatyce, na Melu czy innych wysokoprogow
    > ym politechnicznym kierunku. Ale o studentach tych kierunków to ja słyszałam sa
    > me superlatywy.
    Właśnie - pretensje do szkoły to mogą być wtedy, gdy student, wstępując w takie progi z maturą z matematyki/fizyki na poziomie np. 90% nie radzi sobie z nauką na I roku z powodu braków w wiedzy/umiejętnościach wyniesionych ze szkoły. W przypadku gdy przyjmuje się kogoś kto ma zdaną maturę podstawową z matematyki na 30% czy nawet 40-50% pretensje do programu w szkole są słabo uzasadnione .

    > A poza tym jak najbardziej można zrobić test umiejętności matematycznych, tylko
    > po co?
    W opisywanym przypadku z równaniem kwadratowym należałoby może po prostu w warunkach rekrutacji napisać, że np. przyjmowani są tylko kandydaci z wynikiem z matury podstawowej z matematyki przekraczającym 75%. Wtedy szansa, że student I roku doznaje szoku intelektualnego na widok równania kwadratowego byłaby jednak zdecydowanie mniejsze.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 17.12.12, 12:43
    Nie, no tu problemem jest podobno rozwiązanie równania kwadratowego a nie brak mateksowych kwalifikacji.
    Uczeń dwójkowy, który ledwo zdał podstawę z matematyki plus jakieś rozszerzenie na 10 proc. ( nie zawsze jest wymaganie) może już w październiku zapomnieć, co było na maturze:D
    I jeżeli taki uczeń zachęcony licznymi reklamami w telewizji ( przyjdź na politechnikę!) dostał się na jakiś kierunek - to to jest wina liceum?
    Jeżeli moja córka rzuci swoje studia i pójdzie na nanostruktury czy coś w tym rodzaju, gdzie chyba 3 xP jest wymagane (dobra, może jeszcze zdać jakieś ścisłe rozszerzenie z marszu) i okaże się, że ma poważne braki, to to będzie wina jej pani od matematyki z liceum?

    Ja bym raczej tak bezrefleksyjnie nie kopała tych nauczycieli licealnych, bo czołówka polskich ogólniaków to jest nasze dobro narodowe. W każdym razie tak mówią absolwenci tych ogólniaków, którzy trafiają później na "prestiżowe kierunki".
  • Gość: mama16.06 IP: *.dynamic.chello.pl 17.12.12, 12:49
    A ja uparcie twierdzę, że system edukacji wymaga zmian. Edukacji, rekrutacji, sposobów egzaminowania na wszystkich szczeblach, wynagradzania. To cała skomplikowana maszyna, w której każdy trybik musi być dopracowany, bo jak jeden będzie pracował źle wszystko wysiądzie. I tu nie chodzi o wydział X na uczelni Y, szkołę Z w miejscu takim czy innym albo panią Basię od matematyki.
  • jakw 18.12.12, 14:37
    Gość portalu: hawa.etc napisał(a):
    > Nie ma ciągłości pomię
    > dzy programem rozszerzonej matematyki w liceach i tym, czego wymaga się na stud
    > iach.
    Opisywane 1-2 posty wyżej równania kwadratowe nie są na matematyce rozszerzonej - są na poziomie podstawowym. Problem w tym, że wcale nie trzeba umieć ich rozwiązywać, żeby zdać maturę i żeby dostać się na opisywane studia to pewnie wcale nie trzeba wykazywać się jakimś sensownym wynikiem z tej matematyki, nawet jeśli w tej punktacji jest liczona (a pewnie jest, bo chyba mowa o UW).

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • Gość: mama16.06 IP: *.dynamic.chello.pl 17.12.12, 12:59
    Jeszcze przykład od sąsiadów zza miedzy - medycyna......... Dostają się ci, którzy najlepiej zdali maturę rozszerzoną z biologii i chemii i na poziomie podstawowym z fizyki. Wolałabym, żeby mój lekarz rodzinny miał więcej empatii i nie do końca był mistrzem w rozwiązywaniu zadań na prawo zachowania pędu. Egzaminy są potrzebne, ale jakie? Z pewnością sprawiedliwe, obiektywne, eliminujące ludzi, którzy nie nadają się na studia wyzsze lub te konkretne studia.
  • Gość: learning-to-fly IP: *.uni.lodz.pl 17.12.12, 14:25
    Dwa "ale" , właściwie trzy
    Po pierwsze, egzamin nic nie zmieni, jeśli nadal na podstawie egzaminu będzie przyjmowanych tyle samo osób.
    Dwa egzamin/matura sprawdza sie na kierunkach ścisłych być może (głowy nie dam). Predyspozycji do nauk humanistycznych/społecznych już się tak łatwo sprawdzić nie da. Znam osoby ze "skandaliczną" maturą, które miały stypendia naukowe. I tu jest pies pogrzebany.
    Trzy, ów odsiew mnie nie bulwersuje wcale, ale to wcale. Mało tego, uważam to za zjawisko korzystne.
    Na moim kierunku (czasem określamym jako śmieszny) ze 150 osób 50 poleciało na pierwszym roku. Żadnego "halo" nie było. Norma mojego wydziału. Po prostu wydział trzymał poziom, dzięki czemu tylko nieliczne "pustaki" się prześliznęły przez sito egzaminów.
  • Gość: hawa.etc IP: *.dynamic.chello.pl 17.12.12, 14:34
    > Po pierwsze, egzamin nic nie zmieni, jeśli nadal na podstawie egzaminu będzie p
    > rzyjmowanych tyle samo osób.

    No tak, ale egzamin można skonstruować tak, że część go nie zda. Matury nie da się nie zdać tak naprawdę.

    Znam osoby ze "skandaliczną" maturą, które miały stypendia naukowe. I
    > tu jest pies pogrzebany.

    Wiesz, bo nowa matura jest specyficzna. Sensowna, przekrojowa rozprawka egzaminacyjna dałaby szansę wykazania się ludziom, którzy nie wyczuli klucza.
  • agatka_s 17.12.12, 14:34
    kiedyś tych sit było kilka
    a. do LO szło jakieś 10-15% osób z klasy, reszta szła albo do szkół zawodowych albo podobnych, LO naprawde było dla najlepszych
    b. matury nie zdawali ci którzy jakoś do LO się jednak prześlizgneli, bo była naprawde trudna, sporo osób kończyło LO, ale jednak bez matury, teraz nie zdac matury to naprawde sztuka !!!
    c. egzaminy na studia na większosc wydziałów były trudne i często wymagały wiedzy ponad to czego uczyło LO (np ja zdawałam na japonistyke, to zakres z 2 języków obcych i gramatyki polskiej był dużo poważniejszy niż przeciętny wymagany na maturze)

    Teraz do LO idą wszyscy, mature zdają wszyscy i na dodatek ta matura jest naprawde banalna, a na studia przyjmują też wszystkich. No i co najważniejsze WSZYSTKIM wmówiono że mają prawo studiowac. Wmówiono też że te studia dają przepustke do dobrej, satysfakcjonujacej pracy (co ja mam byc sekretarką ? nie po to się idzie na biotechnologie....)

    Dopóki nie przywróci się etosu i oczywistej elitarnosci studiów(przy stworzeniu sensownych alternatyw), to żadne gmeranie w takim czy innym systemie nic nie pomoże.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 17.12.12, 15:12
    . Predyspozycji do nauk humanistycznych/społecznych już się tak łatwo sprawdzić
    > nie da. Znam osoby ze "skandaliczną" maturą, które miały stypendia naukowe. I
    > tu jest pies pogrzebany."

    Moim zdaniem można te predyspozycje sprawdzić.
    Mój syn zresztą miał takie testy predyspozycji na socjologię, na prawo; na historię miał rozmowę o zaproponowanych lekturach. Chyba psychologia też organizowała jakieś interview. Tak było w pierwszej rekrutacji kandydatów z nową maturą na UW.

    Moja córka miała rozmowę na mish.

    Oczywiście - można dyskutować także o tym, czy komisja jest kompetentna, sprawiedliwa, obiektywna itd. Ten się potrafi prezentować, ale jest głupi, tamten miał zły dzień i ogólnie źle mu idą egzaminy ustne.
    Ale dobrze przygotowana i przeprowadzona rozmowa rekrutacyjna ma bardzo wysoką moc diagnostyczną.

    A dlaczego na większości wydziałów zrezygnowano z tych egzaminów? Od dwóch profesorów z dwóch różnych wydziałów słyszałam, że ...istnieje wysoka korelacja między wynikami matury a wynikami na studiach. I po prostu nie ma sensu sprawdzać, czy ten ostatni na liście np. na prawo, socjologię czy historię jest wystarczająco rozgarnięty, bo najwyżej się go wyrzuci.
    Są oczywiście wyjątki, ale na te wyjątki szkoda pieniędzy.
  • Gość: mama16.06 IP: *.dynamic.chello.pl 17.12.12, 16:37
    Nie znam się na naukach humanistycznych, ale myślę, że można jakoś sprawdzić predyspozycje do takich studiów. Choćby to o czym piszesz.
    W przypadku kierunków ścisłych najłatwiej przeprowadzić klasyczny egzamin sprawdzający wiedzę z matematyki, fizyki i/lub chemii i może jeszcze coś co mówiłoby więcej o kandydacie niż tylko to w jakim stopniu opanował wymagany materiał.
    Z pewnością na medycynie niezbędna jest rozmowa z psychologiem i testy.
    Zgadzam się, że istnieje dość wysoka korelacja między wynikami matury a ocenami uzyskiwanymi przez studenta w toku studiów, ale częściej zdarza się, że studenci z wysoką punktacją na maturze gorzej radzą sobie niż to, że ktoś kto maturę zdał miernie błyszczy na uczelni.
    Nie ma idealnego sposobu rekrutacji. Zawsze kogoś się skrzywdzi, ktoś się prześlizgnie.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 17.12.12, 17:33
    W przypadku kierunków ścisłych najłatwiej przeprowadzić klasyczny egzamin spraw
    > dzający wiedzę z matematyki, fizyki i/lub chemii i może jeszcze coś co mówiłoby
    > więcej o kandydacie niż tylko to w jakim stopniu opanował wymagany materiał."

    Ale po co to sprawdzać skoro wiadomo, że ta korelacja jest wysoka i to dodatnia, a na kierunki ścisłe - z małymi wyjątkami - i tak nie ma żadnej selekcji.

    Śmieszne są troszkę w swoim nadęciu te Twoje postulaty w kontekście tego, że reprezentujesz dość lichy jak sama piszesz wydział, na który przyjmowani są wszyscy chętni.


  • nika_j 28.01.13, 22:09
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > Śmieszne są troszkę w swoim nadęciu te Twoje postulaty w kontekście tego, że re
    > prezentujesz dość lichy jak sama piszesz wydział, na który przyjmowani są wszys
    > cy chętni.
    >
    >
    Licha jakość kandydatów nie oznacza koniecznie lichego wydziału. Na uniwersytecką fizykę/chemię na ogół jest mało bardzo dobrych kandydatów, nawet na dobrych uniwersytetach, a wydziały te są w sensie naukowym najczęściej bardzo dobre na tle pozostałych (dorobek naukowy itp).
  • Gość: Jaś NIe Pan IP: *.cent.edu.pl 29.01.13, 09:54
    Nie menodo nie masz niestety racji pisząc
    > Licha jakość kandydatów nie oznacza koniecznie lichego wydziału. Na uniwersytec
    > ką fizykę/chemię na ogół jest mało bardzo dobrych kandydatów, nawet na dobrych
    > uniwersytetach, a wydziały te są w sensie naukowym najczęściej bardzo dobre na
    > tle pozostałych (dorobek naukowy itp).
    Niewydolni intelektualnie studenci to in spe niewydolni intelektualnie doktoranci asystencji adiunkci profesorowie. To tylko kwestia czasu.
  • nika_j 29.01.13, 12:12
    To nie menodo pisała, tylko ja. I podtrzymuję to, co pisałam. Skąd pomysł, że ci mniej wydolni studenci zostają adiunktami i profesorami? Po prostu (być może nie dotyczy to akurat UW, nie upieram się) w kazdym roku bardzo dobrych kandydatów na nauki scisłe jest, powiedzmy, 20. Takich, którzy rokują dobrze nie tylko na przyszłość w nauce, ale i w w swoim zawodzie w ogóle. To jest liczba stała od wielu lat. Tyle że nikt nie zrobi naboru na 20 osób, bo jest to nieopłacalne z powodu kosztów laboratoriów itp, więc siłą rzeczy nabór jest znacznie szerszy. Zatem ten nadmiar jest o wiele słabszy. Nie znaczy to, podkreslam, ze wydział jest lichy. Ta dziesiatka-dwudziestka wybitnych wystarczy, żeby zapewnic ciągłość naukową wydziału. Reszta, cóż, zapewne będzie miała problemy już w czasie studiów a i pewnie po. Co to ma jednak wspólnego z jakością wydziału, jeśli on produkuje więcej patentów i grantów niż wydział prawa, który przyjmuje świetnych maturzystów, ale ma się to nijak do jego wartości naukowej?
  • menodo 29.01.13, 13:53
    Co to ma jednak wspólnego z jakością wydziału, jeśli on
    > produkuje więcej patentów i grantów niż wydział prawa, który przyjmuje świetnyc
    > h maturzystów, ale ma się to nijak do jego wartości naukowej?"

    Jakich Ty patentów od prawników oczekujesz?
    A grantów dla pożalsieboże pseudonaukowców w dziedzinie nauk przyrodniczych i ścisłych jest - fakt - pod dostatkiem.
    Gdzieś czytałam - chyba na poznańskiej gazecie.pl - że na kierunkach zamawianych na UAM jest tak niski poziom poziom, że każdy student otrzymuje stypendium naukowe, nawet jeśli ma średnią 3.0.
  • nika_j 29.01.13, 19:57
    Widzę, że dla Ciebie uczelnia to takie trochę wyższe liceum, a już w ogóle nie masz pojęcia o kierunkach zamawianych, więc się w tej kwestii nie dogadamy.
  • menodo 29.01.13, 20:58
    No, na pewno wyższą uczelnią nie jest dla mnie miejsce, gdzie się kręci lody za pieniądze podatników pod hasłem "kierunki zamawiane".
  • menodo 29.01.13, 22:14
    Żeby nie być gołosłowną:)

    wyborcza.pl/1,126565,13020518,Student_dostaje_tysiac_zlotych_stypendium_za_srednia.html
  • nika_j 29.01.13, 22:50
    Czytasz, ale nie rozumiesz, o co tam chodzi.
    1) Stypendia w ramach kierunków zamawianych nie są de facto stypendiami naukowymi. Są stypendiami motywacyjnymi, których celem jest zmotywowanie studentów do pozostania na danym kierunku, nawet jeśli nie sa wybitnymi studentami. Dlatego na większości kierunków zamawianych obejmowana jest nimi znaczna pula studentów (najczęściej połowa rocznika, ale, jak wspominają władze uczelni, mogą zostać rozszerzone w zależności od sytuacji. Jest tak po to, aby student nie musiał podejmować np. pracy i zawalać tym samym i tak trudnych studiów, bo praca uniemożliwiałaby mu poświęcenie odpowiedniej ilości czasu na przygotowanie. Dzięki temu student ma czas na to, żeby np. uczestniczyć w zajęciach wyrównawczych, które stanowią integralną część tego programu. Dzięki temu student nawet nie wybitny ma szansę poświęcić na studia tyle czasu, żeby je skończyć całkiem przyzwoicie zamiast je rzucać, bo sobie nie radzi.
    2) Studia ścisłe nie są studiami łatwymi i uzyskanie na nich wysokiej średniej jest z reguły trudniejsze niż na studiach humanistycznych, o czym powie Ci każdy, kto miał do czynienia z podobnymi studiami. Właśnie niska średnia ocen studentów przy dużej liczbie studentów na roku (a jest duża, bo są to kierunki w tym celu zamawiane) świadczy o tym, że poziom na wydziale jest odpowiedni, tzn. że studentom nie daje się piątek za darmo jak na prywatnych szkółkach byle czego. Jak mówię, stypendium na kierunkach zamawianych ma zupełnie inny cel niż nagradzanie wybitnych studentów.
    3) To nie jest liceum i średni poziom kandydatów nie jest bezpośrednio skorelowany z jakością wydziału jako ośrodka naukowego. Fakt, że na taką chemię na UW bardzo łatwo się dostać, nie przeszkadza w tym, że jest to jeden z wiodących i najbardziej liczących się w rankingach naukowych wydziałów na UW.
  • nika_j 28.01.13, 22:01
    Pomijasz też kwestię finansową - za przeprowadzenie egzaminów trzeba pracownikom zapłacić, i to nie pracownikom administracyjnym czy technicznym, a profesorom/adiunktom, których godzina kosztuje "trochę" więcej niż pracownika przyjmującego dokumenty i wprowadzającego dane do kompa.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka