Dodaj do ulubionych

"Czy można studiować za granicą za darmo"?

16.02.13, 00:07
taki podcast można wysłuchać na stronie tokfm. (dzisiaj na tej stronie: www.tokfm.pl/Tokfm/0,130515.html?str=6_13287181)

Jedna z rozmówczyń działa w bas.org.pl, które jak widzę oferuje stypendia do angielskich szkół średnich.

Zresztą podobnie jak uwc.org.pl

Tylko nie rozumiem tego uwielbienia dla rankingów.
Edytor zaawansowany
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 16.02.13, 11:11
    Znajomy chłopiec otrzymał stypendium od jakiejś organizacji polonijnej, zobowiązując się, że po studiach wróci do Polski. I to mi się wydaje OK.
    Natomiast, takie mruganie okiem - bierzcie te kredyty od Anglików, a potem będziecie kombinować, jak ich nie spłacić, a Polak potrafi - jakoś mi zgrzyta, ale może ja mam fioła na punkcie wszelkich przejawów cwaniactwa.

    Co do uwielbienia rankingów - nie rozumiem. To chyba oczywiste, że przed podjęciem decyzji o studiach na konkretnej uczelni sprawdza się jej pozycje w rankingu.
    Co innego kilkumiesięczny Erasmus - tu rozumiem, że można kierować się warunkami klimatycznymi panującymi w danym miejscu, ewentualnie urodą tubylców, cenami alkoholu itp. Na tej zasadzie kolega mojego syna wyjechał do Monpellier i co prawda naukowo nie zyskał nic (poziom liceum), ale nie żałuje, bo bawił się świetnie.
  • joa66 17.02.13, 15:29
    Myślę, że dla rodziców z dużych ośrodków akademickich w Polsce, studiowanie za granicą nigdy nie będzie "za darmo", bo porównują to do studiowania "w domu" :)

    Nawet najbardziej rozbudowane stypendia często nie pokrywają kosztów utrzymania na poziomie do których wiele młodych ludzi jest przyzwyczajonych. I nie, nie mam na myśli osobistego lokaja i kierowcy, ale zwykłe wyjścia na kawę, pizzę, do kina , teatru czy koncert.


    Oczywiście nie dyskwalifikuje to studiowania za granicą, bo dla naprawdę dobrych studiów warto się poświęcić i jeść chleb z wodą i/lub dorabiać pracą "gdzieś". Ale studiowania "za darmo" to moim zdanie mit. I może w sumie dobrze, że ludzie w niego wierzą, bo jak zaczną to już nie chcą się wycofywac.
  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 17.02.13, 18:57
    ale chodzenie na kawe, pizze, teatru i kina to nie jest koszt studiowania. Nawet (sic !!!) robi się to czasem (wiem, że bardzo czasem....) nie studiując WCALE.

    Studia za darmo, to studia gdzie nie płaci się czesnego. Bardziej łopatologicznie studia w PL na uczelni publicznej są za darmo, a na uczelni niepublicznej-nie są. Choc w obu przypadkach delikwent musi zjesc, gdzies mieszkac, czasem pojsc na kawe itp itd.

    A tak swoją drogą to bym chętnie posłuchała, ale nijak nie moge tego pdcastu znalezc. Jakiś lepszy link ?
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 17.02.13, 19:50
    Bo z tego linku tiny nie da się wejść do tej audycji.
    Spróbuj tak:

    www.tokfm.pl/Tokfm/0,130515.html?str=7_13287181
    i "wejdź" w trzeci podcast od dołu.
    Tytuł audycji: czy można studiować za granicą za darmo.
    Ja wcześniej odnosiłam do tego, co ta dziewczyna z audycji mówiła spłacaniu kredytu.




    ;
  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 17.02.13, 20:16
    Menodo, bardzo dziękuje.

    A co do Twojej obawy o namawianie do naciągania przez Polaków, to jednak chyba nie tak. W Polsce kredyty studenckie też są na bardzo preferencyjnych warunkach, długa karencja, lepsze oprocentowanie. W Szwecji o ile pamiętam te kredyty (a kredyt obejmuje też czesciowo utrzymanie, np czynsz itp) są umarzane jeśli student podejmuje pierwszą prace. Wiele krajów ma poprostu studia za friko. USA ma system stypendialny. Nie wiem dokładnie jakie są warunki spłaty kredytów studenckich w UK, ale mam wrażenie że pani mówiła poprostu o preferencyjnych warunkach na jakich takie kredyty (w odróznieniu od zwykłych komercyjnych) w których w skrajnych przypadkach jest możliwe nawet kompletne umorzenie takiego kredytu (ale to nie jest naciąganie, wszystko w ramach prawa). Ja gdybym była młoda to bym korzystała ile wlezie !!!! Bez żadnych wyrzutów sumienia.

    Co do rankingów to się zgadzam. Nie ma sensu podejmowac wysiłku (bo to zawsze wysiłek) na szkołe która w rankingach jest nisko. Oczywiscie jest tylko pytanie który ranking brac pod uwage. Bo powiedzmy taki Oxford jest marką samą w sobie, ale czy jest to jednak np najlepsza uczelnia finansowa ? Nie do końca...Trzeba więc rankingi czytac mądrze i pod kątem tego co nas interesuje.
  • tinywee 17.02.13, 21:32
    No właśnie. Czy na pewno odbiorę lepsze wykształcenie (licencjackie) np. na uni of east anglia niż uw, i to na dzień dobry za 27 tys. funtów?

    A całkiem "za darmo" to może być na harvardzie (a przynajmniej było w dwóch zasłyszanych przypadkach, nawet z ceną biletu lotniczego na wakacje) - jeśli nas chcą i roczny dochód rodziny nie przekracza określonej kwoty (chyba 60 tys. usd).

    Bo paradoks jest taki, że studia w usa są droższe, ale ze względu na rozbudowane programy finaid mogą być tańsze niz w gb.

    Dzisiaj w bbc world mówili o młodym czlowieku (z gb), ktory podal oxford uni do sadu o dyskryminacje na tle finansowym, gdyż oprócz tuition na postgraduate studies, na ktore go przyjeto, uczelnia zazadala zaswiadczenia o posiadaniu 13 tys. funtow na zycie.
    www.bbc.co.uk/news/uk-england-21465879
  • joa66 17.02.13, 22:28
    Ha.. ciekawa jestem jaka będzie ostateczna decyzja sądowa (po wyczerpaniu całej dostępnej drogi)

    p.s. myślałam, że ten wymóg dotyczył tylko studentów spoza EU
  • tinywee 18.02.13, 07:25
    Zwłaszcza ze ta sama uczelnia koszty zycia dla undergrads szacuje na 7600.

    Byc moze moze ksztaltowac swoja polityke naborowo-finansowa bardziej swobodnie na wyzszych poziomach niz 1szy i korzysta...
  • joa66 18.02.13, 10:24
    Szczerze mówiąc to górna granica wygląda bardziej realnie. Nie wyobrażam sobie utrzymania w UK za 630-650 funtow miesięcznie czyli 7600 rocznie (pokój, jedzenie, kosmetyki i chemia, czasami jakies ubranie, komunikacja, telefon itd).

    Dziwi mnie jednak obowiązkowośc dokumentowania tego uczelni.
  • tinywee 20.02.13, 13:06
    Coz, niby mozna jezdzic do domu, skoro rok akademicki trwa 25 tygodni...
    To zdanie mi sie podobalo: 'Vacations have to include holiday time, and everyone recognises that for many students they also have to include money-earning time.'
    www2.physics.ox.ac.uk/study-here/undergraduates/faqs/faq-physics-courses
    I rzeczywiscie kandydaci z UE moga zostac poproszeni o przedstawienie dowodow na utrzymanie: 'EU students must ensure therefore that they have enough funding for their living costs at Oxford from other sources, and may be asked to provide evidence of this before they take up their place.'
    www.ox.ac.uk/admissions/undergraduate_courses/student_funding/eu_students/index.html
    Tez mnie to dziwi - myslalam, ze dostep do studiow licencjackich jest dla wszystkich szeroko otwarty.
  • joa66 20.02.13, 14:14
    Z drugiej strony nie wiemy czy uczelnia faktycznie ma problem ze studentami, którzy studia przerywają , nie wywiązują się z obowiązków, właśnie z powodu pracy, która pozwala im się utrzymać.

    Brakuje mi oficjalnego uzasadnienia ze strony uczelni.


  • tinywee 20.02.13, 16:47
    "Oxford has one of the lowest drop-out rates in the UK: figures published in March 2012 by the Higher Education Statistics Agency (HESA) show that only 1.6% of Oxford students dropped out, compared with the national average of 8.6%."
    www.ox.ac.uk/about_the_university/facts_and_figures/index.html
    Chyba uczelnia nie musi sie tlumaczyc - w koncu studenci z uk (84% studentow) moga wziac pozyczke. A poza tym, kto wie, jak to naprawde wyglada.

    W 2012 z Polski aplikowalo, jak widze, 170 osob, najwiecej po Niemczech.
    www.ox.ac.uk/about_the_university/facts_and_figures/undergraduate_admissions_statistics/nationality_domicile.html
  • tinywee 13.03.13, 09:46
    To też jest chyba trochę apropo:

    www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,394450,uniwersytet-harvarda-osiagalny-dla-polakow.html
  • joa66 13.03.13, 10:33
    Czytałam. I zadumałam się nad tym zdaniem:

    To nie jest szkoła dla wszystkich - przyznają. „Uczę się po kilkanaście godzin dziennie, chodzę spać koło 3 w nocy ” – mówi 22-letni Adam Ziemba.

    Czy jest to standard, ald amerykanskich studentów też?
  • tinywee 14.03.13, 10:46
    Chyba nie zakładasz, że jak ktoś z PL dostał się na Harvard, to musi dodatkową pracę (wobec miejscowych) włożyć w angielski :), albo na niższym poziomie wejściowym jest? Dlaczego amerykańscy studenci mieliby pracować mniej?

    Ponoć są szkoły, gdzie workload 60 h tygodniowo (zajęcia + to co trzeba zrobić) jest całkiem normalny. Ale też, jak masz świadomość, że Twoi (amerykańscy) rodzice bulą ileś tysięcy rocznie, to możesz chcieć wycisnąć, ile się da. Poza tym, biblioteka czynna całą dobę, nauczyciele dostępni dla studentów, czemu nie korzystać? Mając świadomość, że po czterech latach możesz znaleźć wystarczająco dobrą pracę (bez konieczności żadnych magisterskich w sensie).

    Ten młody człowiek mówi też tak: 'Kandydaci na Harvard College i inne amerykańskie uczelnie rozpoczynają przygotowania aplikacji co najmniej trzy-cztery lata przed terminem jej złożenia.' www.bankier.pl/wiadomosc/Tam-mieszkam-Cambridge-Harvard-i-MIT-2434525.html
    Rozumiem z tego, że on jest wdrożony do harówki; umie i lubi się uczyć i wie, po co tam jest. Pisze też o sobie: 'Throughout my first years at college, I have been actively involved in Harvard Model United Nations, Harvard Model Congress Asia and naturally Harvard Model Congress Boston. Personally, I am a staunch fan of various sports such as skiing, snowboarding, volleyball, basketball, tennis, swimming and more. [...] Please feel free to speak to me in Arabic, English, French, and, naturally, Polish'. harvardmodelcongress.org/boston/committees/senate/judiciary
    To wszystko przekłada się na godziny pracy.
    Zważywszy, że on studiuje 'Government with a secondary degree in the Near Eastern Languages and Civilizations', tym bardziej podziwiam, że jest gdzie jest; wydaje mi się, że trudniej wykazać się (przy przyjęciach) z przedmiotów humanistycznych niż ścisłych. Ciekawe, ile miał z SATa...
  • joa66 14.03.13, 11:17
    Chyba nie zakładasz, że jak ktoś z PL dostał się na Harvard, to musi dodatkową pracę (wobec miejscowych) włożyć w angielski :), albo na niższym poziomie wejściowym jest? Dlaczego amerykańscy studenci mieliby pracować mniej?

    Nie, nie język miałam na myśli :)

    Nie wiem czy zagraniczni studenci nie muszą "nadrabiać" tego co w sensie wiedzy i kultury młodzież amerykanska wynosi ze swoich szkół średnich i z uczestniczenia w tamtejszej kulturze. Na poziomie studiów wyższych akademicy muszą już poslugiwac się pewnymi skrótami pojęciowymi, kulturowymi i zastanawiam się czy one sa automatycznie czytelne dla cudzoziemców. Czy własnie nie muszą tego "nadrabiać".



    'Kandydaci na Harvard College i inne amerykańskie uczelnie rozpoczynają przygotowania
    aplikacji co najmniej trzy-cztery lata przed terminem jej złożenia


    Rozmawiałam niedawno z młodym kolegą, który kończył szkołę średnią (bardzo dobrą) w USA. W jego klasie była dziewczyna, która właśnie już w wieku nastoletnim zaczęła sie przygotowywać na Harvard (BTW nie została przyjęta, ale przyjęto ja w Berkeley). Podobno już wtedy pracowała w systemie 12 h dziennie , w weekendy też i nie miała żadnego zycia poza tym co moglo procentować w przyszłości.


    Hmmm...mam mieszne uczucia, a może to po prostu moje uprzedzenia do USA ;) Przecież na Cambridge czy Oxford tez bąków nie zbijają, a jakoś inaczej tam to wygląda (=sprawia wrażenie)
  • joa66 15.03.13, 06:29
    Może się komuś to przyda:

    Rozmawiałam wczoraj z rodzicem, którego syn celuje w najlepsze uczelnie UK. I refleksja: trochę inną strategię trzeba przybrac kiedy staramy się o przyjęcie na uczelnię tam i tutaj.

    Starając się o przyjęcie na polską uczelnię możemy zdawać max 6 przedmiotów (wiem, że rzadko kto tak robi) i do rekrutacji wybrać te, z których mamy najlepsze wyniki. Do rekrutacji w UK bierze się pod uwagę wszystkie oceny na świadectwie maturalnym. Taktyka "będę zdawać polski podstawowy i rozszerzony i do rekrutacji wybiorę lepszy wynik" sprawdza się doskonale tutaj , jednak może (ale nie musi) zaszkodzić w rekrutacji na uczelnię w UK.
  • tinywee 15.03.13, 12:50
    A to ciekawe, co mówią ci rodzice, bo generalnie UCAS mówi coś zupełnie innego. www.ucas.com/students/offers/offertypes

    Podstawowa różnica jest taka, że tam ofertę dostaje się PRZED maturą, i generalnie jeśli jest ona warunkowa to kandydat musi spełnić określone warunki egzaminacyjne. Czyli matura, a nie świadectwo.

    No chyba że się czegoś nie doczytałam.

  • joa66 16.03.13, 16:44
    Moze zle sie wyrazilam - tez mam na mysli wyniki maturalne na dokumencie (swiadectwie) OKE, nie na swiadectwie szkolnym. Czyli, krotko mowiac, wyniki matury.

    Jeden z tych rodziców sam konczyl studia pierwszego i drugiego stopnia w UK (oxbridge), zakladam, ze sa na biezaco. Poza tym same uczelnie czesto okreslaja swoje oczekiwania i moim zdaniem kandydat nawet warunkowo przyjety nie moze powiedziec "prosze zignorowac moj wynik 36 procent z rozszerzonej matematyki i wziac pod uwage tylko 90 proc. z podstawy oraz po 80 proc z rozszerzonej historii i geografi". A to jest mozliwe na uczelniach w Polsce , pod warunkiem oczywiscie, ze nie jet wymagana matematyka (czy inny przedmiot) na poziomie rozszerzonym.

    p.s. sorry za brak polskich znakow
  • joa66 04.04.13, 10:34
    tiny-to wszystko bardzo skomplikowane. Przypuszczam, że gdyby wyniki maturalne niewiele by się różniły od oczekiwanych 85%-90% ze wszystkich ezgaminów, to przy innych walorach kandydata mogliby na to przymknąć oczy (zwłaszcza, ze syn jakies osiągnięcia ma, typu skromne publikacje , itd) Ale teoretycznie zakladając optymistyczną wersję, że zbliżone wyniki uda się osiągnąć, pozostają pytania (1)finansowe, (2) merytoryczne.

    (1) oczywiście jestem świadoma całego systemy stypendiów, natomiast pamiętam słynny przypadek kiedy dziewczyna dostała się na studia chyba w Oxfordzie (może się mylę, ale chodziło o najwyższą ligę) coś związanego z psychologią zwierząt. Żadnego stypendium nie dostała i z pomocą gazety szukała sponsorów. Studia na poziomie bachelor to zwykle 4 lata - to koszt ewentualnego czesnego plus utrzymania z zakwaterowaniem włącznie. Myślę, ze gdyby syn dostał się na dobre studia na pewno pokrylibyśmy jakos koszty, ale po piewrsze sam musiałby tego chcieć, po drugie wkraczamy w problemy merytoryczne:)

    (2) Jeden z kierunków, ktorym syn jest zainteresowany , jest jednym z najbardziej wymagających (na poziomie rekrutacji i studiów) jednoczesnie sens jego studiowania jest duzy jeżeli ktos planuje emigrację. Drugi kierunek, tak się złożyło, oferuje więcej opcji ciekawych dla syna na poziomie masters.

    Myślę, że rekrutacja na studia magisterskie jest równie trudna jak na te na poziomie bachelor, ale myślę też , że "pozycja" mojego syna może być tez lepsza. Poza tym slyszałam, że UE wprowadzi wyjątkowo niskooprocentowane kredyty na studia na poziomie masters co zmniejszyłoby presję na domowy budzet.

    I najważniejsze - wszystko zalezy od wyboru i decyzji syna, chyba każdą w tej sprawie będziemy wspierać. Z wyjątkiem jednej ;) - rezygnacji ze studiów zagranicznych w ogóle. Uzyję wszelkich dostępnych srodków propagandowych, żeby przekonac go do studiowania na zagranicznej dobrej uczelni przynajmniej przez rok (studia masters, visiting student, erasmus o ile jeszcze będzie istniał, etc) :) . Ale wierzę, że on to tez chce zrobić.
  • tinywee 04.04.13, 17:41
    Kwestie 1. i 2. wydają się zasadnicze.

    Ad 1. Słyszałam o przypadku że kandydat dostał się do któregoś ox. i do któregoś ivy. Kiedy poinformował UK, że wybiera US, natychmiast dostał bardzo sowitą ofertę finansową (stypendialną), gdyby jednak zmienił zdanie. Co do utrzymania, są jakieś bursaries i inne, jak słyszałam, dostępne dla studentów z UE. I aż 4 lata, a nie 3, w UK? I, zdaje się, nie ma kłopotów – o ile ktoś chce/musi się zadłużyć – z pożyczkami na undergrad, w przeciwieństwie do postgrad (tylko że to cały czas jest dług).

    Ad 2. Nie rozumiem pierwszego zdania – czy trudność kierunku nie jest ewentualnym argumentem za zagranicą?

    Natomiast wyobrażam sobie, że np. chyba nie jest łatwo myśleć o np. karierze naukowej w PL, jeżeli całe kształcenie wyższe się odbyło za granicą? [Zresztą w ogóle nauka poza krajem oznaczać może zerwanie/brak możliwości nawiązania kontaktów, co się dzieje naturalnie w przypadku nauki na miejscu].

    Co do Erasmusów, to zdaje się uczelnie partnerskie niekoniecznie są powalające… chociaż pewnie są wyjątki. I pewnie dużo łatwiej jest w dyscyplinach z labem – wtedy chyba sporo można próbować na własną rękę.

    ‘Myślę, że rekrutacja na studia magisterskie jest równie trudna jak na te na poziomie bachelor, ale myślę też , że "pozycja" mojego syna może być tez lepsza.’
    Tylko samo bycie po UW może być minusem w stercie aplikacji.

    A w ogóle, to szkoda, że w takiej Anglii zrobiło się tak drogo (najbardziej pewnie samym Anglikom).

    A dzieciom - życzmy podejmowania mądrych wyborów :)
    (a rodzicom - rozumu :)
  • tinywee 04.04.13, 18:34
    PS - przez rozumu mam na myśli przede wszystkim: wiedzieć, kiedy przestać :) i piję do siebie, raczej.
  • joa66 04.04.13, 18:48
    Ad 2. Nie rozumiem pierwszego zdania – czy trudność kierunku nie jest ewentualnym argumentem za zagranicą?

    Chyba nie da się wytłumaczyć bez dodatkowych informacji. Tym kierunkiem jest prawo. Konkurencja na prawo na dobrych uczelniach UK jest niewyobrażalna, a wielu z kandydatów ma już opanowany specyficzny język (no, może jego podstawy) "po rodzicach". Praktykowanie w zawodzie (przy dalszej edukacji, itd) to kolejne pytanie - tu czy tam?

    Jeżeli chodzi o studia magisterskie - fakt ukończenia UW może nie jest oszałamiający, ale tylko wtedy jeżeli stanowi to jedyny punkt życiorysu. Ale w czasie studiów można robic wiele rzeczy, np zakwalifikowac się na jedną z summer schools wybranej uczelni tam zdobyc referencje? To tylko przykład. Ale zdaję sobie sprawę, że jest w tym i element ruletki. Znam Francuzkę, która starała się o przyjęcie na Oxbridge (masters) i odpadła, A jest to jedna z najinteligentniejszych osób jakie znam , z bardzo dobrym wykształceniem i doskonałymi referencjami. Znam też (niezbyt dobrze) studenta, który owszem jest inteligentny, ale jakis taki nijaki i bez pasji.

    Co do Erasmusa (o ile przetrwa) - tak, zdaję sobie sprawę, że większośc uczelni jest taka sobie (zwłaszcza w UK), ale dobre też się zdarzają. Uwielbiana przeze mnie ENS (nie mylić z planami mojego dziecka) ma jakieś umowy bilateralne podpisane z niektórym polskimi uczelniami, więc jeżeli się zgłębic w temat , to ta opcja nie jest taka najgorsza.

    Ale tak jak pisałam - to już nie moje wybory i decyzje- nawet gdybym chciała decydowac to i tak nie mam takiej możliwości. I dobrze:)

    Ja to czasami jestem po prostu niecierpliwa, bo chciałbym wiedzieć JUŻ TERAZ gdzie mój syn zacznie studia. :D Moją niecierpliwość da się usprawiedliwić tylko faktem , że chciałąbym wiedziec jak gospodarować budżetem.
  • tinywee 05.04.13, 17:38
    No tak, prawo to trochę inna dziedzina niż inżynier czy aktuariusz, bardziej ograniczona miejscem działania, pewnie więc warto decyzje podejmować rozważnie, zwłaszcza o takim wymiarze finansowym.

    Chociaż do UK i na medycynę się ludzie dostają, więc na prawo pewnie też można. W zasłyszanej puli jedna osoba trafiła na magisterskie do 1szej piątki (law) w uk, po studiach prawniczych gdzie indziej w ue, jednak nie dostawszy się wcześniej na undergrad do uk.

    Chodziło mi o to, że przy undergrad zdaje się liczą się głównie wyniki – matur, LNATu i suchlike, a przy grad także czynniki, na które niekoniecznie masz wpływ, np. postrzeganie twojej uczelni. No ale i do Harvard Law School można się dostać po UW – jak można przeczytać na stronie drogi na harvard.

    [A tak na marginesie, czy na magisterskie na UW trzeba pisać jakieś ‘statements of purpose’ i przedstawiać referencje?]

    Ruletka jest chyba wszędzie, gdzie nie ma tak przejrzystego systemu jak nasz, oparty wyłącznie na wynikach matur. Więc jeśli tylko ewentualne plusy przeważają nad minusami, chyba warto spróbować.

    Dobrze rozumiem zniecierpliwienie, w końcu to jest etap, kiedy rodzic może powiedzieć: uff. done. Natomiast nie bardzo wyobrażam sobie, żeby inicjatywa studiów poza pl (tak jak i każdych innych) wychodziła od rodziców – po prostu nie wierzę, że to działa.
  • joa66 06.04.13, 17:35
    żeby inicjatywa studiów poza pl (tak jak i każdych innych) wychodziła od rodziców – po prostu nie wierzę, że to działa.

    Na pewno. Są jednak sytuacje kiedy warto "dziecku" wspomnieć, że GDYBY zdecydowało się na studia, w jaki zakresie finansowym możemy mu pomóc. Zwłaszcza jeżeli nie mieścimy się w standardowych ekstremalnych kryteriach typu Kulczyk lub MOPS.
  • tinywee 06.04.13, 18:45
    Jeśli dziecko marzy o studiach x w miejscu y, to zapewne najpierw samo zbada warunki finansowe, a potem zapyta rodziców, czy ewentualnie może liczyć na jakąś pomoc finansową?
  • joa66 06.04.13, 19:01
    A to zależy od dziecka:) Nam się trafił osobnik oszczędny i starający się nie naciągać chyba, że uzna to za absolutnie niezbędne.Nie wiem czy studia zagraniczne uznałby za niezbędne czy za zachciankę. Obserwowałam go w tylu sytuacjach "finansowych" , więc miałam obawy. Nie wiem skąd mu sie to wzięło, ale swego czasu musiałam go przekonywać, że np warto kupić dobre buty nawet jak są drogie. (a potem sam zażartował "sami mnie wychowaliście w socjalistyczno-protestanckim duchu a potem się dziwicie :D)
  • tinywee 07.04.13, 11:24
    Myślę, że dobrze Cię rozumiem :)

    Wyobrażam sobie, że dziecko, które ma poczucie, że rodzice je wspierają w kształceniu i rozwoju, może mieć nadzieję, że w miarę swoich możliwości pomogą finansowo.

    Kwestia, czy ma marzenie - bo od tego, wyobrażam sobie, wszystko się zaczyna.

  • joa66 11.04.13, 08:22
    Kwestia, czy ma marzenie - bo od tego, wyobrażam sobie, wszystko się zaczyna.


    Zaczyna, ale... wczoraj młody ewidentnie miał ochotę na "ROZMOWĘ O...". Olałam inne rzeczy i słuchałam. I tak, myślał o studiowaniu w UK. Otworzył stronę uniwersytetu , zobaczył 90% na maturze ze wszystkich przedmiotów i.....zamknął stronę. To mu wystarczyło.

    Nie upieram się, że mam rację, ale może rola rodziców też jest ważna, nawet na tym etapie? Nawet zdania typu "Jeżeli faktycznie chcesz, to co ci szkodzi spróbować, najwyżej się nie uda?"

  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 11.04.13, 12:07
    Ja uważam że rola rodzica się skończyła. Koniec-finito, to już dorośli ludzie i zaczynają życ tylko na własny rachunek.

    I powiem zupełnie szczerze gdyby moi rodzice (20 kilka lat temu) mi się wtrącali, nawet nie wiem jak z pozoru życzliwie to bym pogoniła na palme, na szczęście tego nie robili. Ale ja to jeszcze pamiętam jak kończyłam liceum, jak bardzo sobie nie życzyłam żadnych życzliwości w stylu "spróbuj, najwyżej ci nie wyjdzie", chciałam decydować sama i decydować czy chce probowac ( a takie pitu pitu "nic się nie stanie jak ci nie wyjdzie" to po prostu jest FAŁSZ, bo każdy rodzic chce i to BARDZO BARDZO CHCE, aby wyszło i po 18 latach życia pod jednym dachem dzieciaki to doskonale wiedzą, już chyba nie ma sensu "sprzedawac" takich głodnych kawałków na które nabierałi się jeszcze kilka lat temu).
  • joa66 11.04.13, 12:24
    Naprawdę to nie takie proste :D

    Bo nam naprawdę nie zależy na konkretnych studiach. Odkąd wiem, że syn dostał się na jeden z dwóch rozważanych kierunków, nawet się nie przejmuję specjalnie maturą . I widzę wady i zalety KAŻDEJ opcji.

    Natomiast ta rozmowa dotyczyła bardziej całokształtu , np syn mówi, że wielu jego kolegów z różnych szkół nie wie co robić , jaką decyzję podjąć. Młody z "tylko" dwoma rozpatrywanymi kierunkami jest na tle innych wyjątkowo zdecydowany. I widzę, że czasami (z częstotliwością dwa razy w roku ;) ma ochotę na ten temat i poboczne pogadać. A także skonfrontować to co słyszy od kolegów i znajomych z naszą wiedzą (np wynikającą z rekrutacji stażystów). Nie są to częste rozmowy , za to często sprowadzają się do oczywistej rzeczy, ze wszystkiego nie da się zaplanować ani przewidzieć. I widzę, że mu w jakiś sposób pomaga , że takie stwierdzenie pada z ust osoby, która ogólnie jest zadowolona z życia, zawodowego też, a nie od marudera w stylu "nic nie warto, jest strasznie i niczego nie da się zaplanować".

    Widzę też, nie tylko po niektórych znajomych syna, że wielu młodym ludziom brakuje po prostu podstawowego optymizmu.
  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 11.04.13, 12:33
    I ty mu ten optymizm zapewnisz ? Działalnością artystyczną typu "synku próbuj dasz rade, nie liczy się wynik tylko fakt że bierzesz udział" (ja tak mówiłam synowi jak miał 6 lat i startował w pierwszych zawodach sportowych, potem przestałam bo on dosyć szybko się zorientował że to bzdura, bo naprawdę chodzi o miejsce na pudle, i to najlepiej to pierwsze....).

    Chyba czas naprawdę pogodzić się z tym że nasze dzieci to już odrębne jednostki, które będą realizować swoje plany, swoje wyobrażenie o sukcesie, a nie nasze. No i z tym że oni nas znają na WYLOT i doskonale wiedzą co my o tym czy o tamtym myslimy (tyle lat im to mówiliśmy).

    Sorry, ja mam twardy pogląd na ten temat. Było 18 lat na sączenie "smrodku dydaktycznego", gadanie różnych okrągłych kawałków. Teraz można tylko pozwolić aby delikwent zaczął życ. Oczywiście to nie oznacza że jak np. poprosi o pomoc to się nie pomoze, to jasne. No tak normalnie jak w dorosłym życiu.

    Ja wiem że to trudne, ale to już nie nasze sprawy, czas sobie znaleźć inne hobby....
  • joa66 11.04.13, 12:40
    Mam nieodparte wrażenie, że komentujesz inny post:) ;)

    Działalnością artystyczną typu "synku próbuj d
    > asz rade, nie liczy się wynik tylko fakt że bierzesz udział


    ???? :)

    Chyba czas naprawdę pogodzić się z tym że nasze dzieci to już odrębne jednostki
    > , które będą realizować swoje plany, swoje wyobrażenie o sukcesie, a nie nasze
    .

    ???!!! :)


    Oczywiście to nie oznacza że jak np. poprosi o pomoc to
    > się nie pomoze, to jasne. No tak normalnie jak w dorosłym życiu


    A o czym ja piszę ? :)


  • joa66 11.04.13, 12:41
    p.s. Ty z synem nie rozmawiasz o szkole, studiach?
  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 11.04.13, 13:21
    O szkole nie rozmawiamy, bo mój syn nie ma takiej potrzeby, ani ja zresztą (ja mu też o swojej pracy raczej nie opowiadam). Po zebraniach jak się czegoś dowiaduje ze spraw ogólnoklasowych, to zazwyczaj konfrontuje jakie jest jego zdanie na daną kwesie (np. jak była "afera" z panią od matematyki), zazwyczaj inne niż prezentowane przez rodziców, co przyjmuje do wiadomosci. O stopniach nie ma sensu gadac, a na pewno nie ma sensu truc ze są kiepskie (tzn czasem są, a czasem nie, ale to naprawdę nie moja sprawa), a w ogóle to raczej oboje czekamy aby szkoła się wreszcie skończyła, bo tam już mało co jest interesującego i fajnego (poza życiem towarzyskim, sportem aktywnym). Dużo bardziej interesujące dla syna są inne rzeczy, o których bardzo dużo rozmawiamy bo mamy wspólne zainteresowania (giełda, polityka zagraniczna, ekonomia światowa), ale to jest lata świetlne od tego czego uczą w szkole, o czym można tam pogadać, bo polska szkoła nadal wymaga np. wykucia na blache 200 nazw geograficznych w jeden weekend.... Szkoła teraz to taka pańszczyzna która trzeba odrobić i tyle, o czym tu gadac ? czym się podniecać ?

    O studiach, nie rozmawiamy, bo po co ? Już dawno wszystko zostało powiedziane, zasugerowane, wyrażone "co ja na ten temat mysle". Mój syn ma w miare sprecyzowany pomysł, który pewnie będzie się konkretyzował jak będzie coraz bliżej. Myśle, że dużo bardziej inspirujące od rozmów ze mną są jego rozmowy ze starszymi kolegami np. z klas IB, czy np. koordynatorką programu IB, która pomaga tym co wybierają studia zagraniczne. Ja mam mu obliczac te wszystkie punkty itp. ? Szukac w internecie ? Przecież to obciach. To są mądre dzieciaki i sami wiedzą wszystko i nie sądze aby komukolwiek brakowało optymizmu i wiary w siebie, raczej odwrotnie nawet.

    Mój syn już dawno oświadczył że UK, go nie interesuje bo nie podoba mu się jako kraj, celuje w inny kraj który ma rekrutacje na dosyć podobnych zasadach jak w Polsce, tzn już po maturze, czyli jest jeszcze bardzo dużo czasu. Ale to jest jakaś tam opcja, nie marzenie, nie łapanie Pana Boga za nogi. Taki sam wybór jak studia w kraju (no i co z tego że ja uważam inaczej ??? on nie ma takiego przekonania, i ja już tu nic nie zrobie). Najprawdopodobniejszą opcją są studia tu na miejscu, na które raczej nie spodziewa się kłopotów z dostaniem. Naprawde nie widze najmniejszego powodu abym ja się tym wszystkim miała interesowac. Może jak będzie bliżej to coś tam się włącze, ale tylko na wyraźne życzenie. Teraz to tylko podsyłam jak coś gdzies ciekawego wyczytam, ale nie tylko o studiach tylko w ogóle. No jak z osobą dorosłą.

    Ale jak przyjdzie i mnie zapyta to oczywiście jestem do dyspozycji (choć raczej tego nie przewiduje).


  • joa66 11.04.13, 14:26
    I znowu brak konsekwencji. O studiach nie rozmawiasz, ale syn ci powiedział niedawno, ze nie intersują go studia w UK:)

    Z którego fragmentu mojej wypowiedzi wywnioskowałaś , że my nie robimy nic innego tylko o szkole i studiach rozmawiamy? :) Tym bardziej o stopniach ??? BTW U nas w domu generalnie nie bylo zwyczaju opowiadania o stopniach od 1 klasy podstawówki, syn nigdy nie spowiadał się ze stopni, wiedziałm tyle czego się dowiedziałam na zebraniu i nawet specjalnie nie wnikalam (nie dlatego, że były same szóstki;) )

    Ale to jest
    > jakaś tam opcja, nie marzenie, nie łapanie Pana Boga za nogi
    .

    I znowu - dla kogo to jest łapanie Pana Boga za nogi??? :) Też to przeczytałaś wtym wątku?


    . Taki sam wybór j
    > ak studia w kraju (no i co z tego że ja uważam inaczej ??? on nie ma takiego pr
    > zekonania, i ja już tu nic nie zrobie
    ).

    A czy ktoś twierdzi inaczej???


    Przypuszczam, ze wyobraźnia Ci pracuje ;)


    ale to jest lata świe
    > tlne od tego czego uczą w szkole, o czym można tam pogadać, bo polska szkoła na
    > dal wymaga np. wykucia na blache 200 nazw geograficznych w jeden weekend


    Tak? Nie wiem, nie interesuję się programem ani geografii ani innych przedmiotów. Przecież to mnie w ogóle nie dotyczy.

    p.s. Mój budżet nie jest z gumy i dla mnie jest ważna wiedza jak syn sobie wyobraża dalsze kształcenie bo dotyczy to np gospodarowania tzw wolnymi pieniędzmi. I wielu rzeczu o planach dowiaduję sie właśnie z rozmów a nie teleptaycznie ;)
  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 11.04.13, 15:12
    Ja w ogóle nie odnosiłam się do twojej wypowiedzi, tylko do pytania "czy ty rozmawiasz o szkole, o studiach" które do mnie skierowałas. Odpowiedziałam jak jest, a nie w kontrze do tego jak jest u Ciebie (ja nie wiem jak jest u Ciebie). Ja w ogóle nie mam zamiaru się z Tobą konfrontować. Jedyne do czego się odniosłam krytycznie w Twoim konkretnym wykonaniu, to to motywowanie i dodawanie wiary w siebie facetowi który ma 18 lat...no tu się będę upierać, że to "słabe". No i uzasadniłam czemu uważam to za słabe.



    Naprawdę chyba łapiesz mnie za słówka i coś chcesz udowodnić, chyba trochę na siłe ? Nie bardzo wiem co ? Że jestem hipokrytką ?

    Jak już tak bardzo chcesz wiedzieć skad się wzięło, to gadanie o UK, to na ostatnim zebraniu okazało się że pani nasza wychowawczyni jest w ciąży (3cia nauczycielka w ciązy i 4ty nauczyciel który się zmieni w 2 lata, w tym dwoje z przedmiotów rozszerzonych...) i w 3 klasie jej nie będzie, i powiedziała że jeśli ktoś potrzebuje rekomendacji i prognozy ocen (o co chodzi z tą prognozą ? chętnie się dowiem i to też bo mnie to zaintrygowało, a nie bo mój syn ma jakieś plany ;-) na październik, jeśli się wybiera na studia w UK (czy referencji ? nie wiem jak dokładnie to się nazywa) to ona może to napisac jeszcze przed końcem roku (nowy wychowawca to najprawdopodobniej będzie pani od WF...). No to ja to synowi przekazałam, po pierwsze powiedział że wie, bo pani im o tym mówiła, a po drugie UK go nie interesuje bo tam pada. Aha przy okazji dowiedziałam się, że pani koordynator IB, pomaga w dostawaniu się na studia zagraniczne, co uznałam za cenne. No i tyle wielkiego tematu. Myśle jednak że za jakiś czas temat wróci, no bo jednak żyjemy pod jednym dachem i czasem się do siebie odzywamy ;-)

    Szczerze to naprawde nie wiem po co Ci to pisze....

  • joa66 11.04.13, 15:22
    Znowu dyskutujesz z wymyślonym światem, agatko, ale nie mam na to wpływu.

  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 11.04.13, 12:49
    agatka_s napisał(a):

    > Ja uważam że rola rodzica się skończyła. Koniec-finito, to już dorośli ludzie
    > i zaczynają życ tylko na własny rachunek."

    Aż tak?
    Moim zdaniem w przypadku maturzystów/studentów już dawno powinna się skończyć kontrola rodzicielska, zarządzanie czasem i priorytetami dzieci, ale jeśli te dorosłe już dzieci nadal potrzebują wsparcia, wiedzy, zainteresowania inspiracji czy porady rodziców - to dlaczego nie?



  • joa66 11.04.13, 12:54
    Powiem inaczej. Myślę, że to osoba autora drażni agatkę;). Zwłaszcza porównując obecny wpis np z założonym przez nią wątkiem i widocznym brakiem konsekwencji:

    forum.gazeta.pl/forum/w,1129,140802726,140802726,Zasady_maturalne.html




  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 11.04.13, 13:39
    Dlaczego brak konsekwencji ?

    Nie pamiętam dokładnie, ale po prostu na zebraniu było coś o wybieraniu przedmiotów na mature (aby więcej tym przedmiotom się poswiecac, a olewac inne, no taką mamy panią która sama mówi że chodzenie do szkoły to strata czasu ;-) i o tym aby brac udział w olimpiadach, bo nawet dojście gdzieś tam daje 100% z matury, a nóż widelec się uda, i mnie to zaintrygowało, czy można zdawać więcej przedmiotów rozszerzonych (w przypadku mojego dziecka i WOS i geografia jako rozszerzone). Tym bardziej, że pamiętam jak dziś jak kilka lat temu podczas zajec na SGH dla rodziców, miała wykład pani Dyrektorka z LO przy SGH, która mówiła o zmianach które zabraniają i jak to fatalnie dla zdolnych.

    Szczerze to z tego wątku niczego tak na 100% się nie dowiedziałam i nadal nie wiem jakie przedmioty mógłby zdawać mój syn (np. kompletnie nie wiem jak to jest z tą dwujezycznoscią ?), ale naprawdę nie mam wątpliwości że skoro tysiące jakoś wybierają to i on sobie jakoś z tym poradzi.

    A do autorki naprawdę nic nie mam. Powiem więcej, to jest mój osobisty pogląd i ja tak postępuje, ale każdy może inaczej. Myśle, że to też kwestia tego z jakim osobnikiem mamy do czynienia, mój sobie nie życzy żadnych gadek szmatek, co ja rozumiem bo byłam taka sama. Udało mi się z tym pogodzić że ja tu już nie mam nic do zrobienia i jestem z tego dumna (znaczy że się pogodziłam z tym, z godnością ;-), bo jeszcze na etapie wybierania liceum, to nie było takie oczywiste, miałam poczucie że jak jednak gdzieś tam nie będę trzymać reki na pulsie to na pewno nie uda się, i w ogóle strzeżonego pan Bóg strzeże. Teraz już takiego niepokoju nie mam.
  • joa66 11.04.13, 14:11
    Dlatego brak konsekwencji ponieważ mamy dzieci w tym samym wieku (kalnedarzowo to chyba Ty nawet starszego syna masz) jesteśmy aktywne na tym samym forum. Wykazujesz zainteresowanie na tyle daleko idące, że zakladasz wątek na forum o tym co i jak można zdawac na maturze. I wybacz, ale ja nie komentuję Twoich wpisów "pora znaleźć inne hobby, masz dorosłe dziecko, sam się dowie co i kiedy będzie zdawał i pewnie Ci powie" :)



  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 11.04.13, 14:42
    joa chyba zbyt emocjonalnie i osobiście do tego podchodzisz.

    Zadałam pytanie (zresztą napisałam, że mogłabym poszukać w internecie, ale mi się nie chce), bo mnie to zaintrygowało. Naprawde nie musze się z tego tłumaczyć. Chciałam to zadałam. Zresztą odpowiedzi nie dostałam, i nadal nie wiem, ale to szczegół.

    Forum podczytuje (kiedyś było dla mnie źródłem wielu informacji, miejscem praktycznie pomocnym, teraz raczej ,czasem rozrywką, "stymulacją intelektualną"), bo lubie i pewnie nadal będę nawet jak już mój syn będzie poza systemem jakiejkolwiek edukcji. I też z tego tłumaczyć się nie musze.

    Uważam, że motywowanie dorosłego faceta tekstami "spróbuj, najwyżej się nie uda" za co najmniej niedostosowane do wieku i niepotrzebne. I o tym napisałam. Nie tylko tak uważam, ale sama też tak "mam"(co opisałam, odpowiadając na twoje pytanie). Uważam co więcej że w ogóle życie życiem dorosłego dziecka (mój już jest dorosły, wczoraj odebrał dowód;-) nie ma sensu, jest wręcz szkodliwe i czas sobie z tego zdac sprawę, im wcześniej tym lepiej dla wszystkich (i naprawdę dobrze sobie znaleźć coś na "puste gniazdo", to mówie zupełnie serio, znam wiele kobiet z tym syndromem, które to bardzo przeżywają i naprawdę mają problem). "Puste gniazdo" mnie dopiero czeka, ale staram się już na to przygotować mentalnie, praktycznie. I moja uwaga o hobby była jak najbardziej życzliwa, bo sama "znam ten ból". Taki mam pogląd. Nie musisz się z nim zgadzać, ale pozwól mi go wyrazić, bez uciekania się do osobistrych wycieczek, i wyznaczania mi co mi wolno a czego nie, jakie wątki są dla mnie a jakie nie, na tym forum.

  • joa66 11.04.13, 14:56
    Agatko, powtórzę - ja nie MOTYWUJĘ nikogo do podjęcia studiów w UK, bo mi na tym nie zależy. Dlaczego miałoby mi zależeć? I nic takiego z mojego postu nie wynikało. Natomiast jeżeli facet siada i mówi, że myślał o studiowaniu w UK (konkretne uczelnie) ale odpuścił, bo zobaczył próg 90% to ja nie widzę w tym nic dziwnego , że mówię "spróbuj, co ci zależy..." jeżeli tylko to spowodowało zniechęcenie. Co więcej, ja nawet nie wiem czy on będzie próbował czy nie i nie zamierzam specjalnie się dowiadywać.

    Fantazja też Ciebie poniosła kiedy pisałaś o przeliczaniu punktów (????). Interesowałam się ta sprawą w gimnazjum, żeby sprawdzić czy tylko klasy IB dają mozliwośc studiów
    zagranicznych, żeby syn wziął to ewentualnie pod uwagę przy wyborze liceum.

    To jest forum o takiej a nie innej tematyce i wybacz ale nie będę pisała o swoich "hobby" :D a wysnuwanie wniosków o "pustym gnieździe" (???) jest bardzo daleko idące, ale tego wątku osobistego nie będę rozwijała ;)

    I zrozum, to nie chodzi o to czy ja się zgadzam z Twoim poglądem (który jest dla mnie mocno niejasny w kombinacji czyny/słowa, ale nie moja sprawa) tylko o to, że Ty wymyslasz jakieś historie i z nimi dyskutujesz :)
  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 11.04.13, 15:35
    Ja niczego nie wymyślam !!!! I naprawdę nie mam obsesji na Twoim punkcie, tzn nie odnoszę wszystkiego do Ciebie.

    Piszac o punktach w ogóle (SŁOWO HARCERZA !!!!) nie miałam Ciebie na myśli, pisałam ogólnie (bo ja np. w liceum liczyłam punkty, i wiem że na studia też się liczy, są różne kombinacje, przeliczniki itp. itd). Po prostu takie teoretyczne przeliczanie punktów, łażenie po stronach przez rodzica studenta in-spe potraktowałam jako przykład zbyt dużego na tym etapie interesowania się i angażowania. Obciach i tyle. Tak ogólnie, co wcale nie oznacza że ja twierdze, czy nawet mysle, że Ty tak robisz.

    Powtórze raz jeszcze, jedyne co konkretnie w Twoim wykonaniu mi się nie spodobało to motywowanie delikwenta w sposób odpowiedni raczej dla 6latka. I absolutnie będę to podtrzymywać, 18 letni facet jest już na tyle dojrzały aby po pierwsze zdawać sobie sprawę czy chce probowac czy nie, poza tym zna swoich rodziców na wylot i chyba w takie teksty po prostu nie uwierzy....

    Nie zarzucam Ci też że nie masz hobby. To był tylko taki środek stylistyczny, ze czas już powoli godzic się z myślą że nasze dzieci zaczynają życ własnym życiem i nasza rola się skończyła, ale to też taka uwaga ogólna niekoniecznie skierowana do Ciebie, po prostu taka kolej rzeczy (aż się wnuki pojawią !!! jest nadzieja !!! o matko żebys znowu tego nie zrozumiała że Ci zarzucam że namawiasz syna na wnuki....).

    I zupełnie osobista refleksja: ta dorosłość dziecka to nie jest taka prosta sprawa, ja mam z tym problem, nie wstydzę się tego, ale się staram. Bardzo mi pomogło pracowanie w wolontariacie, na zasadzie równości z osobami w wieku mojego syna, tylko ciut starszymi. Nie mogłam nimi rządzić, choć miałam na to straszną ochote, musiałam uznac że w danym miejscu i czasie jesteśmy "równi" i tacy gó...arze mają takie samo prawo decydować itp. jak ja. To bardzo mi pomogło spojrzeć inaczej na swojego syna, choć oczywiście instynkt macierzyński nigdy nie zanika. No i fajnie też zobaczyć innych młodych ludzi w akcji, bo człowiek się przekonuje że "oni" wcale nie są tacy "głupi" jak nam starym się wydaje....
  • joa66 11.04.13, 15:44
    Powtórze raz jeszcze, jedyne co konkretnie w Twoim wykonaniu mi się nie spodobało to motywowanie delikwenta w sposób odpowiedni raczej dla 6latka.

    No bywa, ale w ten odpowiedni dla 6 latka sposob udalo mi się pomóc osobom mocno dorosłym. Zresztą całkiem niedawno , prawie identycznych słow użyłam w stosunku do kolegi po czterdziestce starającego się o awans. Zrobił to i jest zadowolony chociaz decyzji jeszcze nie ma. Też się wahał, a ktoś z zewnątrz, kto zna kontekst, pomógł mu uporządkować informacje , straty i zyski.
  • joa66 11.04.13, 15:55
    zupełnie osobista refleksja: ta dorosłość dziecka to nie jest taka prosta sprawa, ja mam z tym problem, nie wstydzę się tego, ale się staram. Bardzo mi pomogło pracowanie w wolontariacie, na zasadzie równości z osobami w wieku mojego syna, tylko ciut starszymi. Nie mogłam nimi rządzić, choć miałam na to straszną ochote, musiałam uznac że w danym miejscu i czasie jesteśmy "równi" i tacy gó...arze mają takie samo prawo decydować itp. jak ja. To bardzo mi pomogło spojrzeć inaczej na swojego syna, choć oczywiście instynkt macierzyński nigdy nie zanika. No i fajnie też zobaczyć innych młodych ludzi w akcji, bo człowiek się przekonuje że "oni" wcale nie są tacy "głupi" jak nam starym się wydaje....

    Oczywiście, że nie jest prosta, ale ja większych problemów z tym nie mam, poza jednym w zasadzie czyli, najkrócej mówiąc, destynacjami i sposobem podrózowania. Wiem, że nie będę miała wiekszego wpływu na decyzje z tym związane i pewnie nie raz będę umierała ze strachu (zwłaszcza, że wyobraźnię w tych sprawach mam ogromną;) ). Z resztą dorosłosci, w którą niedlugo wkroczy, nie mam większego problemu. I w duzym stopniu będę go traktowała jak innych bliskich doroslych ( w tym przyjaciół) - nie zawsze będę czekała az przyjdzie i poprosi , tylko pewnie sama będę zauważała pewne sygnały. Tak jak to zdarza mi się w przypadku innych bliskich. I będę wtedy występowac z inicjatywą, która może ale nie musi być przyjęta.
  • menodo 11.04.13, 15:18
    > Uważam, że motywowanie dorosłego faceta tekstami "spróbuj, najwyżej się nie uda
    > " za co najmniej niedostosowane do wieku i niepotrzebne."

    Ale dlaczego? Ja często tak mówię do swoich od dawna dorosłych dzieci i naprawdę nie mam problemu z syndromem pustego gniazda; wręcz rozpiera mnie apetyt na życie po 50. :D


  • joa66 11.04.13, 15:38
    Ale dlaczego? Ja często tak mówię do swoich od dawna dorosłych dzieci i naprawdę nie mam problemu z syndromem pustego gniazda; wręcz rozpiera mnie apetyt na życie po 50.

    Ale trudno dyskutowac jezli ktos ma wizje innego rodzica czekajcego przy drzwiach , żeby z dziecięciem o studiach porozmawiac . A koniecznie na te "studia zagraniczne wysłać, bo to tak tak jaby się Pana Boga za nogi złapało". No i czeka na te dziecię przy drzwiach i stęka " no spróbuj, co Ci zależy, najwyżej się nie uda, ale próbuj" . I tak dzien w dzień. Innych tematów nie podejmują, no chyba, że o stopniach.

    Na marginesie - widzę konflikt logiczny w wypychaniu "dziecka" na studia w UK a lękiem przed pustym gniazdem, ale to drobiazg;)

  • menodo 11.04.13, 16:02
    > Na marginesie - widzę konflikt logiczny w wypychaniu "dziecka" na studia w UK a
    > lękiem przed pustym gniazdem, ale to drobiazg;)"

    No tak, zwłaszcza w przypadku studiów prawniczych...
  • joa66 11.04.13, 16:37
    W sumie ja sie podłożyłam wczesniej ;) , bo napisałam, że mi zależy, żeby "dziecko" przynajmniej rok/semestr na studiach zagranicznych spędziło. I tak przyznaję się, na tym mi zależy - raczej nie muszę w tym kierunku działac na tym etapie bo syn ma podobne chęci od dawna, ale nie wiem co bym robiła, gdyby nie chciał. Pewnie niewiele mogłabym zrobić :), tak też bywa. Ale innych "zależy mi" w dalszej edukacji syna nie mam. Poza tym, że najzwyczajniej w swiecie chciałabym, żeby był zadowolony ze studiów, jakie wybierze czy potem pracy. No i ciekawa jestem strasznie jakie to będą studia-pomijam już planowanie finansów, tylko taka zwykła ciekawość.


    A temat studiów zagranicznych wydaje mi się ciekawy sam w sobie - obserwuję sobie jak zmieniają się CV absolwentów, trudno wyłapać takie bez co najmniej epizodu na uczelniach zagranicznych. I ciekawe mają doświadczenia.
  • tinywee 12.04.13, 00:31
    Syn zapytał, czy kiedy skończy 18 lat (czyli niedługo) będzie musiał mi mówić o której wróci do domu, no bo przecież będzie dorosły. Zbaraniałam nieco, można powiedzieć, skonfrontowałam się z rzeczywistością, którą tuż za rogiem. Czas rozstawać się z niektórymi przyzwyczajeniami... Chociaż jakoś wydawało mi się, że cezurą będzie matura, a niekoniecznie po prostu data. Cóż.

    Agatko, z tego co piszesz wygląda, że Twój syn jest już mocno ukierunkowany i możesz uznać, że twoja rola wskazywacza/inspiratora itepe może spokojnie się zwinąć. Ale przecież - teoretycznie - nie musiałoby tak być. Osobnik w tym wieku może mieć przecież wciąż dużo niepewności co do przyszłych planów. I gdyby tak było, też byś tak zdecydowanie obstawała, że 'ma 18 lat' niech się buja sam, w końcu 18 lat dydaktycznego smrodku wystarczy'? Pytam, bo z tego co piszesz, widzę, że już trochę kwestię własnego odpępiania przepracowałaś i w tym sensie masz bardziej zaawansowaną perspektywę.

    Piszesz też zdecydowanie o podejściu "Jeżeli faktycznie chcesz, to co ci szkodzi spróbować, najwyżej się nie uda"
    Gdybyś teraz wyobraziła sobie, że Twój syn przychodzi do Ciebie i mówi: 'mamo, marzą mi się studia na ivy league', ciekawa jestem, jaka byłaby Twoja odpowiedź?
  • tinywee 12.04.13, 00:39
    PS
    joa, piszesz że Twój syn zobaczył 90% i zamknął stronę. Tutaj bym powiedziała lepiej mają uczniowie szkół z IB, gdyż mają łatwiejszy dostęp i do informacji i do puli przeszłych doświadczeń - w sensie np. czy te 90% to wymóg sztywny.
  • joa66 12.04.13, 08:08
    Syn zapytał, czy kiedy skończy 18 lat (czyli niedługo) będzie musiał mi mówić o której wróci do domu, no bo przecież będzie dorosły. Zbaraniałam nieco, można powiedzieć, skonfrontowałam się z rzeczywistością, którą tuż za rogiem. Czas rozstawać się z niektórymi przyzwyczajeniami... Chociaż jakoś wydawało mi się, że cezurą będzie matura, a niekoniecznie po prostu data. Cóż.


    Ja między 16 a 17 urodzinami syna zdałam sobie sprawę, że osiemnastka już za 5 minut. I stwierdziłam, że nie będzie żadnej cezury, bo po 18 będzie dramat. Jakie argumenty będę miała? Praktycznie wtedy zaczęłam traktować syna jak dorosłego na wielu polach. W kwestiach edukacji wszelkie wątpliwości zostały rozwiane przy okazji rekrutacji do liceum - zaimponował mi wtedy bardzo i wiedziałam, że te sprawy mogę całkowicie złożyć w jego ręce z prostego powodu - jest mądrzejszy niż ja.

    Oczywiście nie znaczy to, że mnie temat nie interesuje, bo interesuje i to bardzo, tylko to bardziej przypomina kibicowanie małżonkowi czy innej bliskiej osobie. I licealista, tak jak każdy człowiek dorosły ma różne wątpliwości , przechodzi okresy wahania, wycofuje się asekurancko lub wręcz przeciwnie - porywa z motyką na słońce. Muszę dodać, że wiem, że wielu młodych ludzi boi się przyszłości, bo jest systematycznie straszona, (chociaż najczęściej trzyma fason). I nie , to nie tylko to co mówi mój syn - ja to wiem też od naszych stażystów i ich młodszego rodzeństwa.

    A co do klas IB - syn od dawna wie jak wygląda rekrutacja na uczelnie w 3 krajach EU. Oczywiście bez przesady, nie zna każdego szczegółu. Odwiedził też 3 zachodnie uczelnie, w tym na jednej nawet się "uczył" ;) Rozmawiał sporo o rekrutacji ze swoim nativem (który , swoją drogą, zaangażował się w wybór kierunku :D - zadzwonił kiedyś do mnie, że syn nie powinien studiować X tylko Y, bo xxxxx). I mimo wszystko te 90% go odrzuciło. I oczywiście wie , ze jest wiele uczelni w UK gdzie by się dostał z palcem w nosie, ale studiowanie w UK nie jest jego "marzeniem", on tylko rozważa różne możliwości (w ramach 2 kierunków). I pytan, wcale nie takich prostych jest wiele. Na przykładzie: czy jest sens studiowania prawa na średnim uniwersytecie w UK, który co prawda jest średni w UK, ale w rankingach światowych jest znacznie wyżej niż UW czy UJ? Oczywiście w kontekście przyszłej pracy a nie osobistego rozwoju? Akurat na to pytanie syn sobie odpowiedział samodzielnie i wcześniej, ale to nie są pytania, na które koordynator IB odpowie z automatu.
  • tinywee 12.04.13, 09:39
    Czyli syn nie mówi o której wróci z imprezy?

    btw, może jedną rzecz sklaryfikuję, dodając, że to jest absolutnie wyłącznie my very own humble honest and what not opinion, o marzeniu pisałam raczej w kontekście ivy league niż średniego szczebla w uk lub gdziebądź.

    agatko piszesz jeszcze:
    "bo polska szkoła nadal wymaga np. wykucia na blache 200 nazw geograficznych w jeden weekend...."
    Dla mnie to trochę brzmi jak trening rzeczy trudnych i niepotrzebnych, który może się przydać na studiach i w pracy i jako taki jest całkiem na miejscu, byle w odpowiednich proporcjach.
  • joa66 12.04.13, 11:04
    Czyli syn nie mówi o której wróci z imprezy?

    Mówi. Jego matka też. I ojciec też. Chociaż 18 lat skończyli już dawno. Kiedy był etap dykusji na ten temat nigdy nie używałam argumentu o pełnoletności, bo wiedziałam, że to ma krókie nogi. Podobnie jak my mówi gdzie mniej więcej jest jezeli ma wrócić później.

  • joa66 12.04.13, 11:20
    Natomiast w kwesti edukacji - tak jak pisałam- pełne zaufanie, nawet specjalnie nie komentowałam jego pomysłu o fakultetów w piewrszej klasie, bo ufalam, że wie co robi (chociaż moim zdnaniem pomysł był przedziwny:D)

    Teraz nie wiem (ale pewnie przy jakiejś okazji się dowiem) jak będą wygladały jego plany maturalne, tzn co będzie zdawał , czy bedzie zmieniał fakultety czy zdecyduje się na indywidualny tok nauczania - sukces w olimpiadzie trochę ponamieszał organizacyjnie (dając więcej możliwości organizacji pracy, itp). Też jego decyzja i jego wybór i nawet gdybym chciała jakies opcje promować czy wspierac to jest to niemozliwe , bo w każdej widzę tyle samo wad co i zalet :). To samo z kierunkami studió i uczelniami :D

    Ale podzielę się historią, którą wczoraj usłyszłam od przypadkowo spotkanej mamy z okresu piaskownicowego. Jej dziecko jest teraz w 3 klasie, pełnoletnie, nie wymienię nazwy liceum. Któegos pięknego dnia wezwano do dyrektora kilku uczniów (pełnoletnich) i wymuszono na nich rezygnację ze zdawania matury rozszerzonej z przedmiotu X pod groźbą niedopuszczenia do matury w ogóle. Pełnoletnia brać podpisała.

  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 12.04.13, 12:55
    Któegos pięknego dnia wezwano do dyrektora kilku uczniów (pełnoletnich) i wymuszono na nich rezygnację ze zdawania matury rozszerzonej z przedmiotu X pod groźbą niedopuszczenia do matury w ogóle. Pełnoletnia brać podpisała. "

    Też słyszałam o takich praktykach. I naprawdę dziwię, że w dzisiejszych czasach, w Warszawie, dorośli ludzie się na nie godzą. To chyba ci sami, którzy potem pozwalają sobą pomiatać na uczelni i dalej - w pracy.
    Wiesz co, nie żal mi ich.

    Z drugiej strony - miałam taką refleksję po ogłoszeniu wyników matur w zeszłym roku - że pozostawienie uczniom całkowitej swobody w wyborze przedmiotów maturalnych, czasami też się dla nich źle kończy. Tak było u córki w klasie, kiedy większość uczniów przestraszyła się historii i wybrała wos - bo "podobno" łatwiejszy.
    Nauczyciele nie ingerowali w te wybory - i moim zdaniem to był błąd. Bo wos nie był nauczany w tej klasie na poziomie rozszerzonym, więc w 3 klasie - mimo że były fakultety - ci uczniowie nie mieli szans na przygotowanie się na dobrym poziomie, zwłaszcza że nie interesowali się wosem "od zawsze". Skończyło się to dramatycznie - wyniki na poziomie 30 proc. wcale nie były rzadkością, a średnia szkoły to 50 proc. - no dno.
    A wystarczyło moim zdaniem pogadać z co poniektórymi pannami i wytłumaczyć im, że wos to nie jest dla nich dobre rozwiązanie - tylko że nikt się na to nie odważył, bo jeszcze by ktoś pomyśłał, że się na nim presje wywiera...
    Moja córka też się bała historii i rozważała wos - a ona w końcu była finalistą w wosowym konkursie w gimnazjum - ale ten pomysł wybił jej z głowy starszy brat - to też przykład sensownego wykorzystywania rodzinnego know-how :D
  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 12.04.13, 13:07
    A gdyby przez przypadek wyszło akurat na odwrót tzn wszyscy z WOS mieli by bardzo dobre wyniki, a z historii bardzo kiepskie, bo akurat układającym matury tak wyszło ?

    Nie miałaby córka pretensji do brata ? On nie miałby wyrzutów sumienia, że jej źle poradził i wybił z głowy jej dobry pomysł , i w wyniku nie dostała się gdzie chciała ? (hipotetycznie mówie, bo rozumiem że akurat Twoja córka nie miała problemów aby się dostać gdziekolwiek).

    Ja tam zostane przy swoim i radzic nie będę....
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 12.04.13, 13:47
    A gdyby przez przypadek wyszło akurat na odwrót tzn wszyscy z WOS mieli by bard
    > zo dobre wyniki, a z historii bardzo kiepskie, bo akurat układającym matury tak
    > wyszło ? "

    Mocne osoby z wosu napisały tę maturę na ok. 70 proc - właśnie dlatego że test był trudny.
    Ale ja piszę o wosowych tumanach - te osoby błędnie oszacowały swoje szanse, bo nigdy nie uczyły się wosu na poziomie rozszerzonym, więc nawet nie były świadome poziomu swojej niewiedzy...Wydawałoby im się, że wosu można się po prostu wykuć...Podejrzewam, że gdyby ktoś im to uświadomił - powiedział - zastanów się, podał racjonalne argumenty - zmieniłyby decyzję. Zresztą - część z nich poprawia maturę i w tym roku wybiera historię i/lub geografię.

    A jeżeli chodzi o moją córkę, to ona oczywiście wzięła pod uwagę opinię brata, ale samodzielnie podjęła decyzję o zdawaniu filozofii i świetnie na tym wyszła.
  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 12.04.13, 13:57
    menodo, ale to jest chyba rola wychowawcy ? Chyba przed wyborem przedmiotów maturalnych rozmawia się o tym w szkole ? Chyba ktoś pomaga podjąc decyzje, ktoś kto wie jak to się robi.

    Ja w każdym razie mam taką nadzieje, że np. mojemu synowi ktoś wytłumaczy czy może zdawać te rzeczone WOS i geografie rozszerzone razem. No i mam nadzieje, że gdyby np. nagle chciał zdawać fizyke lub chemie, to ktoś zapyta się go po co ??? Nawet jeśli nowym wychowawcą będzie pani od WF, na co się zanosi....Naiwna jestem ?
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 12.04.13, 14:51
    Gość portalu: agatka_s napisał(a):

    > menodo, ale to jest chyba rola wychowawcy ? Chyba przed wyborem przedmiotów ma
    > turalnych rozmawia się o tym w szkole ?"

    No tak, rozmawia się, ale akurat u mojej córki był/jest zwyczaj szanowania decyzji bądź co bądź dorosłych uczniów, a nie wybijania im z głowy pomysłów, które mogą szkodzić pozycji szkoły w rankingu. W tym konktretnym przypadku, o którym pisałam - może przydałaby się tu większa stanowczość, przemówienie do rozsądku kilku pannom. Ale to takie moje gdybanie i po namyśle uważam, że winy szkoły w tym nie ma:D

    Nie wiem, jak jest w innych szkołach. Jeżeli syn wpadnie na pomysł zdawania chemii w 3 klasie to podejrzewam, że wychowawca zapyta go, a po co? Ale nie liczyłabym na to, że jeśli syn się uprze, to wychowawca będzie go od tego pomysłu odwodził, bo on nie prawa wywierać na uczniach presji.








  • joa66 12.04.13, 15:10
    Nie wiem, jak jest w innych szkołach

    U nas na zebraniu "maturalnym" prosili, m.in. , o interwencję jezeli dziecko wybiera za dużo przedmiotów " bo może się przyda", a podobno są takie przypadki.

    Ale szkoła nie zabrania, nawet jezeli ktoś chce zdawac 6 przedmiotów rozszerzonych (to chyba jest maks), tylko prosi, żeby rodzice przemówili do rozsądku.

    Prosili także o "o odwoływanie się do rozsądku" tych uczniów, którzy mają słabe oceny z przedmiotów, z których matura jest brana pod uwagę na "ich studiach". Ale znowu - bez zakazu zdawania.
  • joa66 12.04.13, 13:15
    Tylko w opisywanej historii to był bezpośredni szantaż.

    Oczywiscie słyszałam o wyborach przedmiotów od czapy i nauczyciel powinien zareagować, ale ta reakcja i ingerencja ma granice.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 12.04.13, 15:14
    joa66 napisała:

    > Tylko w opisywanej historii to był bezpośredni szantaż."

    Wyjątkowo obrzydliwy.
  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 12.04.13, 12:57
    Wiesz co na logike ta historia trochę kupy się nie trzyma. Bo wybór przedmiotów jest jakoś na początku 3 klasy, chyba nie daje się potem tak łatwo zrezygnować. No chyba, że nie mam racji i decyzje o wyborze można zmieniac ot tak.

    Poza tym taki cyrograf (nawet nie wiem co by tam miało być napisane ?) nie ma żadnej mocy, co Dyrektor może zrobić z takim papierem pójdzie z nim do Sądu jak delikwent jednak będzie chciał zdawać ? Pozwie go ? Nie sądze aby jakikolwiek dyrektor był tak głupi aby kazał podpisywać takie zobowiązanie.


    Myśle że gdybym to ja hipotetycznie była rodzicem takiego dziecka to zgłosiłabym to do prokuratury, bo to szantaż. No i żądałabym unieważnienia takiej rezygnacji, jako złożonej pod przymusem. Oświadczenie woli pod przymusem jest z mocy prawa nieważne.

    Wierze, że można prowadzic rozmowy z delikwentami, jego rodzicami, dawac tzw "propozycje " jak się pokojowo rozstac, ale nie sądze aby ktoś był takim idiotą aby stosować taki ordynarny szantaż. Wystarczy aby jakiś dziennikarz to opisał i po Dyrektorze...czy ktoś by tak ryzykował, dla jakiegoś promila w statystykach ?
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 12.04.13, 13:11
    Wiesz co na logike ta historia trochę kupy się nie trzyma. Bo wybór przedmiotó
    > w jest jakoś na początku 3 klasy, chyba nie daje się potem tak łatwo zrezygnowa
    > ć"

    W lutym jest czas na zmianę deklaracji maturalnych.
    Mogło być tak - Niuniu, podpisz nową deklarację, bez rozszerzonej matematyki, bo jak nie, to nie zostaniesz dopuszczona do matury.
    Na mój nos, łatwo można by z tego wybrnąć przed ewentualnym prokuratorem.
  • joa66 12.04.13, 13:20
    Gdybym była 100% pewna tej historii to może nawet nazwałabym to liceum.

    Kobietę znam jako tako, za szczerością jej wypowiedzi przemawialo to, że podała szczegóły typu 6 uczniów zostało poproszonych w czasie lekcji o zejście do gabinetu dyrektora , w obecnosci całej klasy, czego się wstydzili.

    Nie wiem kiedy to zdarzenie miało miejsce, ale ostateczne potwierdzenie deklaracji naszych licealistów to np 7 lutego 2014 (wiem z zebrania ;) ). Wstępna deklaracja to chyba 30 wrzesnia.
  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 12.04.13, 09:48
    Aż się boje Ci odpisac, bo jak napisze jak jest, albo jak nie jest u nas, to będzie że sugeruje że tak nie jest, lub jest u joa. Tak więc na początek disclaimer:nie odnoszę się do tego co pisze lub napisała kiedyś joa, tylko do własnych doświadczeń. Niczego nie sugeruje, ani nie odnoszę się do wymyślonych światów.

    Po pierwsze 18stka (była w marcu) nie stanowi żadnej cezury. W praktyce mieszkamy razem i takie rzeczy jak "kiedy wrócisz", "wyślij SMS jak dojedziesz", albo "proszę zrob porządek w swoim pokoju", nadal obowiązują. Nigdy nie było konfliktów na tym polu i nadal nie ma.

    Co do studiów...Ja w rekrutacje do LO byłam bardzo aktywnie zaangażowana. Na 2 lata przed chodziłam na spotkania, zbierałam info o liceach, sledziłam progi, zmiany przepisów, trendy (nawet znałam dane demograficzne), słowem miałam wiedze DOSKONAŁĄ, na ten temat oraz bardzo jasne poglądy na temat określonych szkół (swoją drogą życie pokazało, że to co się widzi przed i myśli, potem NIJAK się ma do rzeczywistości). Syn w pewnym sensie skorzystał z mojego "gotowca", czyli zgodził się z wyborem 5 szkół, z których sam wybrał 3 i ustawił klasy w KSEON jak chciał. Decyzja wyboru, ostatecznie była decyzją syna, ale ja na nią miałam bardzo duży wpływ i byłam w cały ten proces w zasadzie tak samo zanużona jak on. To samo dotyczyło samych wyników (punktów) dziecka. Gimnazjum do którego chodził syn, robiło regularnie egzaminy próbne o których dostawaliśmy info zwrotne, były dodatkowe fakultety też ze "zwrotkami". Mój syn startował w konkursach, o których ja wszystko wiedziałam, jakie są regulaminy, daty itp. itd. Cwiczył w domu testy z angielskiego, które ja mu podsuwałam.

    Teraz jest zupełnie inaczej i jest to ABSOLUTNIE świadoma moja decyzja-taki mam pogląd na role rodzica, dorosłego dziecka. Po pierwsze najzwyczajniej MI SIĘ JUŻ NIE CHCE, a po drugie uważam że to jest dysfunkcyjne, gdybym się w wybór studiów w jakikolwiek sposób angażowała. Świadomie nie mam pojęcia o zasadach rekrutacji. Nie interesuje się uczelniami, nie zbieram o nich informacji, plotek. Nie wypytuje znajomych finansistów, co by radzili. Nie wiem jak wygląda proces rekrutacji w UK, a jak gdzie indziej. Nie mam też pojęcia jak wygląda przygotowanie syna do matury. O tym że syn dotarł do jakiegoś tam etapu Olimpiady dowiedziałam się kilka miesięcy po fakcie, bo mi nic nie powiedział nawet , że startuje. Licze że Batory, jest dobrą szkołą i zrobi wystarczająco dużo, aby syn miał przyzwoity wynik maturalny, a on też potraktuje to poważnie, nie odczuwam (na razie, bo oczywiście za rok to się może zmienić) potrzeby świadomości jak sobie poradziłby dziś z maturą z matematyki czy WOS.

    Natomiast to nie znaczy że gdyby mój syn miał jakiś pomysł, albo jakies pytania, potrzebowałby skorzystać z moich doświadczeń (choć powiem szczerze że ja trochę głupia już jestem, bo naprawdę sama nie wiem co jest dobrym wyborem, tzn gdyby to mnie dotyczyło jak ja miałam 18 lat, to wyjazd na studia zagraniczne byłby absolutnym złapaniem Pana Boga za nogi, i ja zrobiłabym wszystko aby wyjechać, ale widze że dla mojego syna, jego kolegów to nie jest wcale taka wartość sama w sobie) to ja z nim nie porozmawiam. Czasem jak mi coś wpadnie w oko, tzn jakiś ranking uczelni, albo jakiś artykuł o pokoleniu Y, czy np. info o fundacji ktra pomaga w rekrutacji zagranicznej, to podsyłam link dziecku, żeby ewentualnie sobie przeczytał (ale ciekawe artykuły o KRLD też wysyłam). O SGH mój syn mowi od gimnazjum, i tu póki co nic nie zmienia się. Ja z kolei od gimnazjum mówie że moim zdaniem lepiej byłoby aby studiował za granicą, i nadal tak uważam...no i tak sobie od czasu do czasu przypominamy co każde z nas myśli. Ale to jego życie i on podejmie działania, decyzje-NIE JA.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 12.04.13, 11:58
    Teraz jest zupełnie inaczej i jest to ABSOLUTNIE świadoma moja decyzja-taki mam
    > pogląd na role rodzica, dorosłego dziecka. Po pierwsze najzwyczajniej MI SIĘ
    > JUŻ NIE CHCE, a po drugie uważam że to jest dysfunkcyjne, gdybym się w wybór st
    > udiów w jakikolwiek sposób angażowała."

    No dobra Agatko, ale z tego, co piszesz wynika, że Twój syn już dawno podjął decyzję co do kierunku i miejsca studiów, ewentualnie zdaje się jeszcze na opinie bardziej doświadczonych kolegów.
    Więc rzeczywiście nie ma po co i o czym z Tobą gadać i mnożyć bytów ponad potrzebę - czy ivy league, czy LSE czy Oxbridge, czy może jakaś sympatyczna darmowa szkoła w Danii, a jeszcze mamy fajne szkoły w Holandii i Belgia też jest całkiem niezła...Po co? Lepiej pogadać o giełdzie albo o lidze mistrzów, albo o niczym -co kto lubi.
    Ale nie wszyscy tak mają - i ja to też widzę po swoich dzieciach - i niektórych znajomych dzieciach. I to wcale nie oznacza, że ci młodzi ludzie są niedojrzali emocjonalnie i/lub mają chore relacje z nadopiekuńczymi rodzicami. Wręcz przeciwnie - bo decyzja o studiach za granicą to jest właśnie decyzja o opuszczeniu gniazda.
  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 12.04.13, 12:36
    Nie pisałam o chorych relacjach rodzic-dziecko, nie pisałam o niedojrzałych emocjonalnie dzieciach. Gdzie to wyczytałas ?

    Napisałam, że:
    1.(ja) uważam role rodzica w procesie wyboru studiów przez dorosłe dziecko za żadną (no ewentualnie, może wyrazić swoją opinie, może pomóc jak zostanie o to poproszony). Ten etap gdy mieliśmy się obowiązek włączać w wybory małoletnich jest zakończony. Teraz takie wtrącanie i angażowanie się uważam za szkodliwe.
    2. Uważam sposób motywowania w stylu "spróbuj, najwyżej ci się nie uda" za niedostosowane a. do wieku (czemu, już to pisałam), b. też i do wagi decyzji, bo myśle że taka decyzja nie powinna być oportunistyczna. Ja tak wybierałam swoje studia, tzn pod kątem gdzie jestem w stanie zdac egzaminy wstępne, i skończyło się to źle (tz na koniec dnia nie, ale rok miałam w plecy).


    Taki jeszcze przykład na to , że dodawanie optymizmu (w dobrej wierze !!!) przez rodzica może być dysfunkcyjne: kiedyś uważałam, że może politechnika to dobry wybór dla mojego syna(i nadal tak obiektywnie twierdze, bo to konkretny fach w ręku potrzebny zawsze i wszędzie), mogłabym syna tak motywować "spróbuj, a nuż widelec ci się uda", i jestem przekonana że nawet by się mu udało, może by i nawet skończył te studia i został inżynierem...ale suma summarum to nie wiem czy by mnie za to nie znienawidził do końca życia. Coś tak czuje, choć nie mam pewności, ale na wszelki wypadek do żadnej politechniki nie będę go motywować. Jeśli ją wybierze, to będzie miał pretensje tylko do siebie. To samo moim zdaniem dotyczy innych opcji. Ja uważam że studia zagraniczne są swietne pod każdym względem i ja bym dusze oddała aby z tego grajdoła się wyrwac, ale to ja. A jak on tam nie wytrzyma ? jak będzie np. bardzo tęsknił , albo nie spodoba mu się ? Może mieć potem do mnie pretensje, może stracic czas bo np. nie będzie chciał zrezygnować aby nie dac plamy, tylko dlatego że ja kiedyś powiedziałam "próbuj , co ci szkodzi". Wszystko fajnie pod warunkiem że te inne opcje to są pomysły młodej osoby i to ona jest przekonana że to jest jej wybór. Dlatego absolutnie świadomie i celowo stoje z boku i do niczego nie będę zachęcać, do niczego zniechęcać, niczego nie będę sugerować, radzic (no chyba że na wyraźne życzenie delikwenta, ale też z zastrzeżeniem że to moja opinia, a nie rada "zrób tak i tak"). Ogołne rozmowy (co można robic, do czego ma predyspozycje, co ma przyszlósc) toczymy od zawsze, teraz niech mój syn sam z tego wszystkiego wyciąga wnioski i decyduje o sobie.

    To co pisze to nie jest krytyka kogokolwiek, tylko moje autentyczne przemyślenia na ten temat. Tak samo mysle o układaniu sobie życia prywatnego (za jakiś czas) przez mojego syna, przyrzekłam sobie że choćby nie wiem co się będzie działo nigdy nie będę się wtrącać, nawet gdyby mnie bardzo świerzbiło. Nigdy nie będę "mamą-dobra rada".
  • joa66 12.04.13, 13:12
    agatko, ty znowu o czym innym - to nie jest przypadek Twojego syna, który nie chciał iść na politechnikę a Ty łaskawie mu darowałaś " spróbuj, co ci szkodzi" mimo, że Tobie politechnika się podoba.

    To jest przypadek licealisty, który SAM rozważał studiowanie na konkretnej uczelni i się zniechęcił progiem.

    BTW
    Moim zdaniem (o czym pisałam wczesniej) studia na poziomie BA lepiej zrobić w Polsce, ale nie mó wybór.




  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 12.04.13, 13:29
    i ja bym go z tym zniechęceniem zostawiła. Nie zachecałabym "spróbuj co ci szkodzi". Dokładnie o tym pisze. Takie zachęcanie przez Ciebie, mi się nie podoba. To jego zniechęcenie i jego wybór. Skoro nie czuje się na siłach, to OK. Może za jakiś czas jednak zmieni zdanie, a może nie. Nie ingerowałabym.

    Swoją drogą ja bym też się zniechęciła, szczególnie jak piszesz że Twój syn ma już indeks w kieszeni. Następny wyścig ? Po co ? Tym bardziej rozumiem jego zniechęcenie (ale to się może zmienić, jest jeszcze czas nawet do UK, chyba z tego co mówiła nasz pani do październik ajest czas).

    Nie zapominajmy, że nasze dzieci są już po kilkunastu latach niezłego zapieprzu, też mają prawo aby im się po prostu nie chciało (nie pisze że Twojemu synowi się nie chce !!!! ot taka tylko ogólna refleksja, że trudno oczekiwać od młodego człowieka nastawienia jak u himalaisty, ciągłego głodu nowych szczytów po tylu latach funkcjonowania jak w kieracie). Może po prostu niech sami idą swoim rytmem, nawet jeśli po drodze "pogubią" jakieś szanse. Zresztą to pokolenie jest po prostu inne niż nasze. Ja też czasem nie mogę pojac czemu mój syn nie korzysta z jakiś okazji, a on po prostu patrzy na to kompletnie inaczej niż ja, tzn wcale nie postrzega jako czegos bardzo pożądanego, kalkuluje czy wysiłek jest warty, podejmuje tylko te wysiłki gdzie szansa na sukces jest bliska 100%. Ja tak nie miałam, dla mnie jak cos było ważne to robiłam wszystko co tylko mogłam, bez kalkulacji, no bo tych szans aż tak wiele nie było. Myśłe że to jest olbrzymia różnica pokoleń, nasze dzieci mają wszystko od zawsze na wyciągnięcie ręki, my musieliśmy o wszystko walczyc.
  • joa66 12.04.13, 14:43
    Agatko - nie wiem o czym Ty dokladnie piszesz, bo przyklad z politechniką jest zupełnie nie na temat w takim razie. Równie dobrze mogłabyś komentowac wybór szkoły podstawowej.

    A czy zostawić ze zniechęceniem? O to jest pytanie. Fakt, że w ogóle powiedział o tym i mimo, ze nie bylo to pytanie, to w oczach znak zapytania był. Znam swojego syna i wiem kiedy chce rozmawiać i nawet specjalnie się układa w fotelu na dłuższą rozmowę. Ponieważ jest to rzadkie zjawisko, olałam wszystkie inne rzeczy (np pilny odbiór przesyłki, a potem musiałam negocjować z kurierem, żeby jeszcze nie odsyłali do nadawcy) i słuchałam. I rozmawiałam. Kiedy jego tata wrócił z pracy, poszedł od razu do sypialni (przy drzwiach wejściowych), zeby nie zburzyc nastroju i nie przerwać naszej rozmowy. Bo takie rozmowy nie zdarzają się często. I nie, syn nie prosił o rady, zacząl mówić - o studiach, pracy, kolegach (bez nazwisk oczywiście) , o ich watpliwościach, nawet o tym, że szkoda, ze nie będzie mógł być stażysta u mnie w pracy, bo jego zdaniem byłaby to niezdrowa relacja (moim też) . A chciałby miec podobne doświadczenia zawodowe. I padła też informacja o tej uczelni. Na dodatek jedyna osobą (Polakiem) z tej uczelni, z którą syn rozmawiał przez facebooka miał na maturze milion pięćset trzy dziewięćset procent. Powiedziałm, że (moim zdaniem) jeżeli naprawdę chce gdzieś studiować, to niech próbuje, co mu szkodzi, najwyżej się nie dostanie. I widziałam, po oczach, że to mu było potrzebne. I nawet nie wiem czy akurat w kontekście tej 90% uczelni czy jako ogólny komentarz do wyborów. Kilka godzin tak gadaliśmy , z milionem dygresji. I z doświadczenia wiem, że mam długą kwarantannę na poruszanie jakichkolwiek tematów związanych ze studiami, nawet typu czy pamiętasz w jakich godzinach pracuje BUW :D, bo odczułby to jako wykorzystanie jego chwili "słabości".:)

    Krótko mówiąc: Uważam, że cała rozmowa była bardzo ważna dla mojego syna. (dodam, że te kwestie syn, jeżeli w ogóle, to raczej porusza ze mną a nie ojcem, z powodu istoty kierunków - ja wiem więcej.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 12.04.13, 16:22
    agatka_s napisał(a):

    > i ja bym go z tym zniechęceniem zostawiła. Nie zachecałabym "spróbuj co ci szk
    > odzi". Dokładnie o tym pisze. Takie zachęcanie przez Ciebie, mi się nie podoba.
    > To jego zniechęcenie i jego wybór."

    A ja bym właśnie powiedziała - spróbuj, może się uda...Zawsze tak mówię dzieciom, kiedy widzę, że mają na coś ochotę, ale początkowo zrażają się zbyt wysoko ich zdaniem postawioną poprzeczką...I wydaje mi się, że im zawsze bardzo pomagała taka moja postawa - zresztą same po czasie to mówiły.

    Nic się złego synowi joa nie stanie jeśli się do tej szkoły nie dostanie, a zyskuje ciekawe doświadczenie.
    Poza tym matura na poziomie 90 proc. to nie jest bułka z masłem, ale jprzy odrobinie szczęścia czemu nie... A jeśli syn ma już z jednego przedmiotu stówkę, z angielskiego też pewnie z 90 dostanie, to w sytuacji gdy z innego jeszcze przedmiotu będzie miał "tylko" 80 proc. - raczej nie zostanie zdyskwalifikowany. Nie jest to na pewno powód do trwałego zniechęcenia!

    To normalne, że młodzi ludzie mają wiele obaw przed podejmowaniem trudnych wyzwań, ale po to mają rodziców, aby pomagali im podejmować decyzje - zwłaszcza gdy są to rodzice dobrze zorientowani w dziedzinach, których te wyzwania dotyczą.


  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 12.04.13, 10:03
    Aha i jeszcze nie jestem pewna, czy przypadkiem pytanie o Ivy League, nie było konkretne.

    Jeśli tak, to ja jestem przeciwna studiom w USA, głównie że za daleko i ciut nieadekwatne do tego co mamy tutaj w UE. Na szczęście tu mój syn myśli tak samo, i nic poza Europą dla niego nie wchodzi w gre, a nawet Europa to tak niekoniecznie....(no może mu się zmieni, jak np. "wszyscy" będą wyjezdzac, a on zostanie jak palec, już raz tak było przy wyborze gimnazjum ;-)
  • tinywee 12.04.13, 16:44
    Jasne. Chociaż mogę sobie wyobrazić, że kierunek applied mathematics and economics pasuje do każdej szerokości geograficznej.

    Było konkretne. Bo co można odpowiedzieć, jeżeli dana uczelnia/e przyjmuje powiedzmy 3% kandydatów?

    joa - no właśnie, bo jeszcze jest kwestia oceny własnych szans w danym procesie, a tu można przeszacować równie dobrze jak niedoszacować. I rozmowy mogą, wydaje mi się, bardzo pomóc sobie różne rzeczy wyklarować. Nie mówiąc o tym, że dobra rozmowa z dzieckiem jest zawsze dobra :)

    btw, nie rozumiem tego zafiksowania na maturach? Przecież matura to jest koniec procesu, a jak się nie dostanie oferty, to i tak nie ma znaczenia. Nie mówiąc o tym, że trzeba pamiętać, żeby jakiś CPE zdać po drodze. Najpierw - chyba - trzeba mieć co do PS włożyć i zgrabnie to umieć napisać. No i o predicted grades zadbać. Więc po co się maturą kłopotać? (ale ze mnie znafca teoretyk xD). To znaczy - może szkoda byłoby, gdyby syn teraz się skupiał na wynikach matur, a nie na tym, czy naprawdę chce/czy warto. Zawsze, jak pisze menodo, najwyżej zostanie cenne doświadczenie (jeśli by sam chciał spróbować).

    A w ogóle to fajnie Was poczytać. Przygoda o nazwie wychowanie to na tyle ciągłe rozpoznawanie bojem, że poznanie doświadczeń innych jest bardzo pomocne.
  • joa66 12.04.13, 19:09
    btw, nie rozumiem tego zafiksowania na maturach? Przecież matura to jest koniec procesu, a jak się nie dostanie oferty, to i tak nie ma znaczenia.

    Może dlatego, że reszta przy tym wydaje się pikusiem? Ma sporo do wpisania do PS, to akurat byłby najmniejszy problem (to są rzeczy robione bez związku z jakimikolwiek planami uczelniano-rekrutacyjnymi, tylko robione z pasji), referencje z urzędu ma napisac szkoła. Faktycznie powinien zdać CPE lub inny uznawany (teraz ma ale nie uznawany-z wakacyjnej szkoły językowej)

    To zn
    > aczy - może szkoda byłoby, gdyby syn teraz się skupiał na wynikach matur, a nie
    > na tym, czy naprawdę chce/czy warto


    "Problem" z moim synem, że on zawsze skupiał się na tym na czym chciał :D To m.in istota jego wyborów - żeby móc to kontynuować;) A tu w ramach 2 kierunków tyle możliwych kombinacji.

    A skoro mówimy też o dorosłości, nie tylko studiach - pewnie znowu sie podłożę , ale wiem, że nie ułatwię mu wyprowadzki z domu na 1 roku studiów ( a mógłby, bo wolne mieszkanie jest). Nie jestem przekonana, że łączenie tych 2 spraw (początek studiów i początek zarządzania domem ) to najlepszy pomysł. Na 2 roku - why not, wczesniej - jak chce to niech sam się stara.



  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 12.04.13, 20:09
    > Może dlatego, że reszta przy tym wydaje się pikusiem? Ma sporo do wpisania do P
    > S, to akurat byłby najmniejszy problem (to są rzeczy robione bez związku z jaki
    > mikolwiek planami uczelniano-rekrutacyjnymi, tylko robione z pasji), referencje
    > z urzędu ma napisac szkoła. Faktycznie powinien zdać CPE lub inny uznawany (
    > teraz ma ale nie uznawany-z wakacyjnej szkoły językowej)"

    No właśnie.
    Dla wielu mądrych dzieciaków pikusiem jest wykazanie się swoimi zainteresowaniami/pasjami/osiągnięciami - w porównaniu z tym, czym muszą wykazać, aby jakaś pani egzaminatorka maturę z rozszerzonego polskiego zaliczyła na > 80 proc.




  • tinywee 12.04.13, 23:53
    Chodzi mi o a) kolejność zdarzeń i w związku z tym kwestię pilności - bo jeżeli to byłby oxbr, to do połowy października wcale nie jest dużo czasu; b) nie wiem, ale podejrzewam, że jakiekolwiek warunki na stronie uczelni są raczej wskazówką niż sztywnym wymogiem.

    Cóż, nasz system jest może młody i niedoskonały, ale za to transparentny i obiektywny - w sensie kryteriów.
  • joa66 13.04.13, 08:21
    Nie, nie oxbr miał na myśli. Nie chciałabym pisac wszystkiego na forum, ale nawet teoretycznie zakładając, że bedzie miał z każdego przedmiotu powyżej 90% to ...postawi to przed nim nowe pytania i wybory :D

    Wiesz co jest jednym z najtrudniejszych elementów tych rozważań? :) I leży on po stronie polskiej? Kadra akademicka, pewnie jej większość. To są wybory typu czy zaciskam zęby i w dużym stopniu jestem samoukiem, czy wybieram jakośc kadry akademickiej, ale zdecydowanie odrzucam jeden z kierunków (jeżeli nie chcę emigrować). A może da się to połączyć.

    Ja wychodzę z założenia, że każdy wybór da się rozwinąć, zmodyfikować itd (no, może poza karierą w służbach wywiadowczych ;) ) i nie wolno za bardzo się tym przejmować. Zmiany i porażki są częścią naszego życia.
  • tinywee 14.04.13, 00:39
    No tak, jeśli nie, to więcej (ewentualnie) czasu.
    Co do tych wymogów %, to zguglowałam sobie wczoraj kilka uni w uk, i jeden z nich miał 90% z 3 rozszerzonych i jednocześnie 35-38 z IB, co wydaje mi się kompletnie nieprzystające; tzn. relatywnie niski wynik z IB nie odpowiada podanemu wynikowi z matury. To się po prostu nie sumuje. Stąd moje podejrzenie, że te 90% to trochę zmyłka-odstraszacz.

    Cóż, życzę naszym synom intuicji w wyborach i wytrwałości w dążeniu, a nam, mamom, - cierpliwości i ufności :).

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka