Dodaj do ulubionych

No to już nie jest "zmanipulowany" program

IP: *.dynamic.chello.pl 17.05.13, 10:38
satyryczny....

wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13920707,_Po_co_mi_ulamki__Chce_byc_tancerka____Hitler__Obilo.html#MT
Zaśmiałam się kilka razy, ale tak na serio to trochę przykre to. Najlepsi wyjadą albo na studia, albo nawet jak heroicznie tu postudiują to do pracy w świat, i zostaną ci nieudacznicy, prawnicy i humaniści z bożej łaski...

Jak życ ????
Edytor zaawansowany
  • joa66 17.05.13, 13:13
    Eee..nuda

    Myślę, że jest i będzie odwrotnie - to oni wyjeżdżają. A potem w mediach lament "mam siedemnaście fakultetów i znam trzysta języków, a POLSKA nie ma mi nic do zaoferowania"
  • joa66 17.05.13, 13:13
    Pytanie tylko ilu takich jest w stanie wchłonąć UE :D
  • joa66 17.05.13, 13:17
    Jeszcze swieża informacja o mojej ulubionej uczelni ;):

    www.uczelniawarszawska.pl/Oferta-ksztalcenia,,718.html
    Uwaga - uczelnie prywatne biorą się za kierunki techniczne :D
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 17.05.13, 15:07
    Najs:)
    Choć co prawda mój syn, który na Erasmusie poznał Polaka - studenta budownictwa z jakiejś politechniki radomskiej czy częstochowskiej - jakoś tak - już od dawna niepokoi się, czy ten człowiek naprawdę będzie coś budował, czy może jednak ktoś mu na to nie pozwoli...Bo to był - w całej kamienicy studenckiej , gdzie mieszkał mój syn - obiekt dowcipów ewentualnie zdumienia: czy wszyscy polscy studenci są takimi idiotami :(
    A to jednak był student jakoś wyróżniający się w swojej uczelnianej populacji - bo stypendium dostał.
    W każdym razie - kiedy tylko dochodzą nas jakieś kolejne wieści z budowy drugiej linii metra w Warszawie - mój syn wzdycha: no biedny ten "Adaś"...

    Tak czy siak - te humanistyczne debile to pikuś - niska szkodliwość społeczna - w porównaniu z tym, co za parę lat wybuchnie w związku z masowym kształceniem debili "ścisłych" czy "przyrodniczych".

  • joa66 17.05.13, 15:43
    Tak czy siak - te humanistyczne debile to pikuś - niska szkodliwość społeczna - w porównaniu z tym, co za parę lat wybuchnie w związku z masowym kształceniem debili "ścisłych" czy "przyrodniczych".

    Czy ja wiem? I tak pewnie absolwent budownictwa dziwnych uczelni będzie się zajmował działalnoscią handlową typu "kup Pan cegłę". Już teraz tak się dzieje. A drugą linię metra buduje pewnie nasze świetnie wykształcone pokolenie :D


    Ja już jestem niewrażliwa na takie artykuły. Gdybym była, pewnie bym się załamała faktem, że następnym celem umasowienia jest...doktorat :D

    Pozostaje tylko zanucić za Młynarskim "Róbmy swoje...."..


    p.s.i offtop: Teraz akurat mam dłuuugą przerwę na kawę w trakcie małego projektu, przy którym współpracuję z absolwentką Oxfordu. Nie mam czasu ani możliwości ocenienia jakości jej wykształcenia, natomiast w sytuacji zawodowej (nie naukowej), częściowo nowej dla siebie, nie radzi sobie jakoś wybitnie. Na pewno jest odpowiedzialna, pracowita i inteligentna, wyłazi natomiast to, na co narzekają polscy pracodwacy. Dla mnie rzecz oczywista , dla niektórych pracodawców niekoniecznie: Najlepszy nawet absolwent potrzebuje czasu na poznanie kontekstu swojej pracy, warunków, procedur, zwyczajów itd.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 17.05.13, 16:16
    No, ja mam nadzieję, że absolwent wydziału budownictwa takiej "UW" :D to tylko cegły będzie mógł nosić, ale już liczyć to niekoniecznie :D

    Mój syn, który już 2,5 roku dzielnie sobie radzi na rynku jako humanista po UW właśnie otrzymał dyplom z wyróżnieniem od SGH.Teraz mówi, że może w wolnej chwili zrobi sobie jeszcze jakąś "inżynierię sanitarną" ew. kurs na hydraulika, aby nikt już nie pluł mu w twarz - głównie z mediów - za to, że humanistą:)

    A serio - to ja mam taką refleksję, że to głównie poczucie niskiej wartości własnej popycha ludzi do czytania/oglądania wszelkich publikacji na temat tego, jacy inni są głupi/niekompetetni/nie nadają się do niczego :D

  • menodo 17.05.13, 17:29

    Gdybym była, pewnie bym się załamała faktem, że następnym celem umasowienia jest...doktorat :D "

    No, niestety -jest umasowienie doktoratów. Oni są niewolnikami - prowadzą zajęcia ze studentami za grosze (jeśli w ogóle)- potrzebnymi doktorom hab. do promocji na profesurę. Większość z nich nie ma stypendiów doktoranckich ani szansy na karierę akademicką.
    Przez kolegów, którzy załapali się na pracę za godne pieniądze - uważani są za nieudaczników.
  • jakw 17.05.13, 20:01
    Gość portalu: menodo napisał(a):
    > W każdym razie - kiedy tylko dochodzą nas jakieś kolejne wieści z budowy drugie
    > j linii metra w Warszawie - mój syn wzdycha: no biedny ten "Adaś"...
    Podejrzwam, że drugą linię metra budują zdolni do wszystkiego absolewnci politechnik ze starą maturą ;-/

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jakw 17.05.13, 19:57
    joa66 napisała:

    > Pytanie tylko ilu takich jest w stanie wchłonąć UE :D
    Sądząc po ustaleniach, że marchewka jest owocem, a ślimak rybą śródlądową - dużo ;-))

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jakw 17.05.13, 20:05
    Ale próba wydaje mi się mocno niereprezentatywna. Tyle że za "moich czasów" nikt nie przepytywał korepetytorów jakimi idiotami są ich uczniowie i nie pisał o tym artykułów w gazecie.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 17.05.13, 20:46
    Nie no proszę Cię...jak ja chodziłam do liceum, to osoby z takimi deficytami, nie uczyły się w LO, a jeśli nawet to nikt by ich do matury nie dopuścił, obowiązywały jednak jakieś standardy, gdyby ktoś wybierał się na Uniwerek to jednak nauczyciel by sprawdził czy ma choć cień szansy zdac egzamin wstępny nie mówiąc o takich oczywistościach jak Hitler (za naszych czasów to nawet dzieci w przedszkolu go znały, co tam przedszkolu ? w żłobku !!!).


    Jeśli osoba zdająca mature nie wie kim był Hitler, nie umie ułamków (i twierdzi ze jej nie potrzebne) i nie wie co to znaczy wiek XX, to po co ta osoba chodziła do szkoły przez 12 lat ? Pisac i czytac uczą przez rok, to może po prostu ograniczyć szkołe do jednego roku ?

    Poza tym taka niewiedza pokazuje absolutny brak zainteresowania światem. Nie wyobrażam sobie aby ktoś choć odrobinę refleksyjny z choćby minimalnym zainteresowaniem tym gdzie żyje, był w stanie przezyc 18 lat i nie dowiedzieć się o Hitlerze, 2giej wojnie...Jeśli tak to znaczy że nie przeczytał żadnej książki, nie obejrzał żadnego filmu, nie przeczytał żadnego artykułu na ten temat. Nie był w żadnym muzeum Ba nie obejrzał ani jednego wydania Faktów czy wiadomości w telewizji, nie przeczytał ani jednej gazety codziennej . Czy taka osoba powinna aspirować na studia wyższe ?

    Naprawde uważasz że wszystko w porządku, że mature zdają osoby bez krzty wiedzy i kompletnie niezainteresowane światem i potem idą studiować ? Na pewno to (taki skrajny debilizm, sorry ale inaczej tego nie sposób okreslic i wiem że nie jestem poprawna politycznie) nie jest zjawisko masowe (ja w realu nie znam ani jednego tak głupiego dzieciaka np. koledzy mojego syna nawet nie uczęszczający do renomowanych LO, tylko przeciętnych reprezentują jednak ciut większe rozgarnięcie). Ale nawet kilka (kilkaset ?) osób które z takimi deficytami przechodzą przez mature (a tak wynika z tego co mówią tutaj korepetytorzy, ale też i masowo wykładowcy na studiach) to kompletna porażka.

    To że są ludzie głupi, niedouczeni to było zawsze. Tylko kiedyś tacy ludzie nie zdawali matury, nie kończyli studiów. O to mi tylko chodzi i to mnie tylko martwi.

    A co do metra, to drugą linie chyba nam Włosi z Turkami budują...

    budowametra.pl/kategorie/wykonawca/
  • jakw 17.05.13, 21:34
    Gość portalu: agatka_s napisał(a):

    > jak ja chodziłam do liceum, to osoby z takimi deficytami, n
    > ie uczyły się w LO, a jeśli nawet to nikt by ich do matury nie dopuścił,
    Za naszych czasów były inne czasy , nie było hasła "zawodówki produkują bezrobotnych, a praca jest tylko po studiach". Oraz nie było wysypu szkół wyższych robienia powideł, a pracodawcy nie dawali ogłoszeń "zatrudnię konserwatora powierzchni płaskich ; wymagania: wykształcenie wyższe"

    >obowią
    > zywały jednak jakieś standardy, gdyby ktoś wybierał się na Uniwerek to jednak n
    > auczyciel by sprawdził czy ma choć cień szansy zdac egzamin wstępny
    No i ciekawa jestem dlaczego na moim egzaminie wstępnym z matematyki na tymże Uniwerku w roku 1989 połowa ludzi tego egzaminu po prostu nie zdała....


    nie mówiąc
    > o takich oczywistościach jak Hitler (za naszych czasów to nawet dzieci w przeds
    > zkolu go znały, co tam przedszkolu ? w żłobku !!!).
    Bo za naszych czasów martyrologia wojenna była jakby mniej odległa: kombatanci byli jeszcze bardziej na chodzie i chadzali do szkół z opowieściami jak to strzelali pod Lenino, a Niemcy wogóle byli wredni, a teraz to są sojusznikami...

    > Jeśli osoba zdająca mature nie wie kim był Hitler, nie umie ułamków (i twierdzi
    > ze jej nie potrzebne)
    Bo w sumie nie są aż tak strasznie potrzebne, może z wyjątkiem ułamków dziesiętnych. Ile razy w ostatnich 20 latach wykonywałaś działania typu: 2/7+4/13 ?


    > i nie wie co to znaczy wiek XX, to po co ta osoba chodzi
    > ła do szkoły przez 12 lat ?
    Prawdopodobnie dlatego, że jest obowiązek szkolny...


    > Poza tym taka niewiedza pokazuje absolutny brak zainteresowania światem.
    Raczej absolutny brak zainteresowania przedmiotem, z którego ma korki. I może dlatego musi mieć korki.


    > Nie w
    > yobrażam sobie aby ktoś choć odrobinę refleksyjny z choćby minimalnym zainteres
    > owaniem tym gdzie żyje, był w stanie przezyc 18 lat i nie dowiedzieć się o Hitl
    > erze, 2giej wojnie...
    Za naszych czasów było to rzeczywiście niemożliwe. Bo były 2 kanały telewizyjne na których nader często latały jakieś filmy wojenne, a w wakacje ciągle puszczali "Czterech pancernych". Teraz masz kanałów znacznie więcej, dzieciaki w wakacje nie są skazane na 1 program i 1 film z Szarikiem, na dokładkę są kompy, fejsbuk itd, a w telewizji może puszczą film wojenny akurat 1 września gdy młódź opłakuje zakończone wakacje. Na dokładkę reforma wprowadzająca historię najnowszą do I klasy szkoły ponadgimnazjalnej dopiero weszła, więc delikwent mógł być w klasie, która nigdy do II wojny nie dotarła. Naprawdę można się uchować.


    >Jeśli tak to znaczy że nie przeczytał żadnej książki, nie obejrzał żadnego filmu, nie >przeczytał żadnego artykułu na ten temat.
    A czy koniecznie trzeba czytać książki nt 2 wojny światowej i latać do każdego możliwego muzeum z tym związanego? Bo ja osobiście aż tak bardzo za tym okresem historii nie przepadam. Btw nie wiem nawet czy nazwisko Hitlera jest wspomniane w Muzeum Powstania Warszawskiego...

    > Ba nie obejrzał ani jednego wydania Faktów czy wiadomości w tele
    > wizji, nie przeczytał ani jednej gazety codziennej .
    Taa, bo w Faktach czy wiadomościach tudzież gazetach codziennych są regularne informacje kto to był Hitler...


    > Na pewno to nie jest zjawisko masowe (ja w realu nie znam ani
    > jednego tak głupiego dzieciaka np. koledzy mojego syna nawet nie uczęszczający
    > do renomowanych LO, tylko przeciętnych reprezentują jednak ciut większe rozgar
    > nięcie). Ale nawet kilka (kilkaset ?) osób które z takimi deficytami przechodz
    > ą przez mature (a tak wynika z tego co mówią tutaj korepetytorzy, ale też i mas
    > owo wykładowcy na studiach) to kompletna porażka.
    Nawet za naszych czasów można było z jakąś niezbyt wygórowaną wiedzą zdać maturę. Zwłaszcza jeśli te drastyczne braki w wiedzy nie dotyczyły przedmiotu maturalnego.


    > To że są ludzie głupi, niedouczeni to było zawsze. Tylko kiedyś tacy ludzie ni
    > e zdawali matury, nie kończyli studiów.
    I kiedyś po ZSZ można było ukończyć liceum czy technikum , a potem zdać maturę. Znałam kiedyś taką osobę. Trudniej było skończyć studia - to fakt. Ale głównie dlatego, że nie było szkół wyższych tego i owego powstałych głównie dla pieniędzy.








    >
    > A co do metra, to drugą linie chyba nam Włosi z Turkami budują...
    >
    > budowametra.pl/kategorie/wykonawca/


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jakw 17.05.13, 21:36
    PS
    Ci "Włosi z Turkami" od budowy metra to bardzo sprawnie rzucają słowami na "k" po polsku...
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • menodo 17.05.13, 22:14
    Ci "Włosi z Turkami" od budowy metra to bardzo sprawnie rzucają słowami na "k"
    > po polsku...

    A przepraszam, czy ci "Włosi z Turkami" są również odpowiedzialni za cud myśli inżynieryjnej w Alei Krakowskiej na odcinku Janki- Warszawa, gdzie codziennie rano od dwóch lat rzucam błotem w kierunku abstrakcyjnych "umysłów ścisłych" ? :D
  • agatka_s 17.05.13, 22:05
    Ja doskonale rozumiem że nasze czasy i obecne to nie to samo (żyłam i żyje aktywnie i w jednych i drugich). Ale mam w domu takiego osobnika "obecnych czasów" który 24 h siedzi z ipadem i na fb, ale jednak i czyta gazety i czasopisma (fakt na ipadzie) i nawet do muzeum np Powstania W. (rzadko bo rzadko, ale jednak) chodzi, czasem jakis "poważniejszy" film zaliczy (np Pianiste, albo Liste Shindlera, albo już od biedy jakis serial w stylu "Czas honoru"), a w internecie i TV czasem zaliczy coś oprócz czatów i sportu . Sorry ale nigdy nie zgodze się że nawet w XXI w maturzysta który nie słyszal o II w światowej, to jest wszystko w porządku, ot poprostu historii nie lubi biedaczek, no przecież dlatego bierze korki. Nigdy nie zaakceptuje (mentalnie), że to OK i nic takiego, bo zawsze tak było. Nie było, wsród moich kolegów tak nie było. A to, że tak jest teraz to wstyd i tyle, bo to my do tego dopuscilismy. Są pewne granice demokratyzacji wyższego wykształcenia na które nie powinnismy się zgadzac, moim zdaniem już tę granicę przekroczyliśmy.

    Jeśli nigdy nie słyszec o Hitlerze to twoim zdaniem OK, nie znac ułamków to nic, to co powiniem Twoim zdanie umiec maturzysta aspirujacy na Wyższą Uczelnie ? Co konkretnie ?

    Co do ułamków, to mnie akurat bardzo się przydają bo ja mam bardzo dużo doczynienia z finansami więc takich działń dokonuje sporo, ale ułamki to naprawde poziom podstawówki o czym my w ogóle mówimy ? Rozumiem że całki, albo matryce, albo granice ciągu, logarytmy to pojecia które komuś niematematycznemu mogą się wydawac zbędne, ale tak podstawowe rzeczy jak 4 działania, ułamki, procenty, liczby ujemne, rownania z jedną i 2 niewiadomymi, potęgi, pierwiastki, prosta geometria to naprawde taki alfabet matematyczny bez którego naprawde trudno kogos nazwac wykształconym. To tak samo jak nie znac zasad ortografii, czy pisania z użyciem akapitów, odpowiednich srodków stylistycznych itp. To to samo co akceptowac "włanczanie" i inne takie. To samo dotyczy każdej dziedziny, nawet znienawidzonej przeze mnie fizyki (z której naprawde byłam bardzo kiepska, ledwo dostałam 3 na koniec 4 klasy), poprostu nie miesci mi się w głowie że jakiś maturzysta nie wie co to grawitacja, Prawo Archimedesa, czy naczyń połaczonych. No naprawde jest pewien kanon podstaw który każdy znac powinien i tyle i to niezależnie czy jakis przedmiot lubi czy nie. Liceum jest liceum ogólnokształcacym i daje wykształcenie średnie, to do czegoś powinno zobowiązywac (nie mówiac o wyższym).
  • jakw 17.05.13, 22:26
    Sorry ale nigdy nie zgodze się że nawet w XXI w maturzysta który nie słyszal o II w światowej, to jest wszystko w porządku, ot poprostu historii nie lubi biedaczek, no przecież dlatego bierze korki
    Ale tak naprawdę to nie wiesz czy ta maturzystka nie słyszała o II wojnie światowej czy o Hitlerze. I wyciągasz wnioski, które niekoniecznie muszą być prawdziwe. A z mediów przekaz nt II wojny to ostatnio jest mniej więcej taki: "Najpierw napadli faszyści , a potem bombardowali oraz gwałcili cywilną ludność niemiecką"
    Co do ułamków, to mnie akurat bardzo się przydają bo ja mam bardzo dużo doczynienia z finansami więc takich działń dokonuje sporo
    No widzisz, a ja pracuję w IT i ułamki są mi właściwie zbędne. Tak samo jak równania z dowolną liczbą niewiadomych , geometria i prawo Archimedesa ;-)


    > Liceum jest liceum ogólnokształcacym
    Masz braki w najnowszym nazwenictwie MENu ;-)
    To już pani minister (tylko nie pamiętam, czy to była Hall czy Szumilas) tłumaczyła , że liceum ogólnokształcące jest dlatego, że jedne klasy uczą się wosu i geografii, inne polskiego i historii , a inne matematyki z fizyką, a nie dlatego, że ten mat-fiz ma uczyć się tego wosu.




    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • Gość: Agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 17.05.13, 23:04
    Jakw, no prosze cie, teraz ty sie nie kompromituj, jak mozna slyszec o 2 wojnie swiatowej i nie wiedziec kim byl hitler ? To te wojne to kosmici zaczeli ? Spadla na swiat z deszczem ? jesli ktos nie slyszal o hitlerze to w zasadzie nie wie co dzialo sie z jego ojczyzna przez ostatnie 100 lat, i ma to w d...

    Czlowiek wyksztalcony wie i umie rzeczy ktorych niekoniecznie uzywa na codzien, czy w pracy. Mmysle ze ktos kto zajmuje sie np IT jesli aspiruje do bycia wyksztalconym powinien wiedziec np ze Chopin byl kompozytorem, a Galileleusz splonal na stosie a teorie ewolucji zawdzieczmy Darwinowi i kilka takich innych rzeczy ktore z IT nie maja nic wspolnego i teoretycznie sa nam na blaszke. No ale jednak nie wiedziec takich rzeczy to straszny obciach.
  • jakw 18.05.13, 00:54
    Gość portalu: Agatka_s napisał(a):

    > Jakw, no prosze cie, teraz ty sie nie kompromituj, jak mozna slyszec o 2 wojnie
    > swiatowej i nie wiedziec kim byl hitler ?
    Stanowczo masz za słabą wyobraźnię.
    > To te wojne to kosmici zaczeli ?
    Wg najnowszej mody medialnej - to i owszem : faszyści występują niczym kosmici ... nie wiadomo skąd się wzięli, porozrabiali i ich wcięło.


    >Mmysle ze ktos kto zajmuje sie np IT jesli aspiruje do bycia wyksztalconym powinien >wiedziec np ze Chopin byl kompozytorem, a Galileleusz splonal na stosie a teorie ewolucji >zawdzieczmy Darwinowi i kilka takich innych rzeczy ktore z IT nie maja nic wspolnego i >teoretycznie sa nam na blaszke. No ale jednak nie wiedziec takich rzeczy to straszny >obciach.
    Ale podczas pracy w IT to ten obciach może w żaden sposób nie nastąpić. Albowiem pracownicy IT, także ci wykształceni w "starych dobrych czasach" niekoniecznie mają nawyki ględzenia o Chopinie czy Galileuszu. Prędzej można się skompromitować niewiedzą nt dronów, latających czołgów czy najnowszych modeli samochodów. I nie mówię o osobach, które maturę uzyskały rok czy 2 lata temu - raczej 20 lat temu.
    No i tak z ręką na sercu - kiedy byłaś na jakimś przyjęciu, na którym rozmawiano o Galileuszu?
    Odnośnie obciachu: oto matura w wykonaniu posłów:
    www.joemonster.org/filmy/52764/Poslowie_odpowiadaja_na_pytania_maturalne

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 18.05.13, 08:39
    Na przyjęciach podejrzewam (nie wiem, bo nie chodze) nie rozmawia się ani o Galileuszu, ani nie analizuje poezji Szymborskiej. Niemniej jak słyszysz "sonda Galileo" to raczej wypada wiedzieć skąd ten Galileo, i że to nie nazwa psiaka twórcy tej sondy, ani imie celebryty...

    Ostatnio na skutek tych dyskusji jaka to młodzież niedouczona i bez erudycji, na swoje własne potrzeby sprawdzam co wie mój syn. Słysze np. wczoraj w telewizorze na temat sytuacji Tuska "Hanibal u bram" to pytam go o co chodzi. Słuchaliśmy w samochodzie (bo zrobiliśmy prawie 2000 km samochodem w obcym kraju i czegoś należało słuchac) książek audio np. 2 książki Jerzego Stuhra, artykułów audio z Polityki i Newsweeka gdzie pelno różnych nawiązań do kodów kulturowych, historii ale i nauki-np. fizyki, chemii itp.-sprawdzam, dopytuje (żeby było jasne nie chodzi o egzaminowanie, ot normalna rozmowa). Czytamy jakiś artykuł, wystąpi coś "mądrzejszego"-sprawdzam.

    Przez to ze zwróciłam na to uwagę nagle sama zdałam sobie sprawę jak dużo jest różnych pojęc, sytuacji gdzie trzeba użyc swojego kapitału kulturowego, edukacyjnego, ile jest takich rzeczy oczywistych dla mnie, wręcz niezauważalnych, które dała mi szkoła, a które nie jestem pewna są takie oczywiste dla pokolenia mojego syna.

    Oczywiście można się pewnie bez tego wszystkiego obejść, ale jednak jeśli ktoś jest jakoś ogarnięty intelektualnie (a tacy powinni być maturzyści, nie mówiąc o studentach uczelni wyższych)ogląda filmy, czyta książki, interesuje się polityką, nauką, lubi programy publicystyczne-no to nie ma siły, trzeba mieć jakąs edukacje, jakieś podstawy, aby te rzeczy zrozumieć.
  • jakw 18.05.13, 13:31
    Agatko, ale np. nie wiesz jakich zdolnych inaczej system przepuszczał np 30 lat temu - bo nikt o tym artykułów w "Trybunie Ludu" nie pisał. Zauważ też , że artykuł dotyczył nie tylko maturzystów/studentów, ale i gimnazjalistów niekoniecznie wysokiego lotu. Przekładanie tych kilku przypadków na całe pokolenie - to jest ewidentna manipulacja. Co do tych studentów - to nie wiadomo czy studia skończyli. Wiadomo tylko że zaczęli. Co do tej nieszczęsnej studentki pedagogiki wierzącej w rusałki - możliwe, że nastąpiło nieporozumienie , a dziewczynie chodziło o to, czy "Świtezianka" oparta jest na wierzeniach ludowych (tyle że nie umiała się wyrazić, co też jej dobrego świadectwa nie wystawia). No i jest jeszcze to, że ten swój kapitał kulturowy zdobywasz nie tylko do matury. Nie wmówisz we mnie, że ostatnią książkę spoza swojego kierunku studiów / pracy przeczytałaś w okolicach matury ;-)
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • agatka_s 18.05.13, 14:12
    O przepraszam !!! Ja Trybuny Ludu NIGDY nie czytałam !!!! najwyżej Express Wieczorny, po który stałam w kolejce szczególnie w sobote bo tam Program TV był ;-)



    Absolutnie nie generalizuje na całe pokolenie. Przecież napisałam kilka razy, że nie znam osobiście ani jednego takiego "aparata", a mój osobisty aparat+jego otoczenie to kompletne zaprzeczenie tych doniesień. Natomiast o niedouczeniu licealistów/studentów en masse (o kolejne trudne słowo !!!!) mówi się bardzo głośno i dużo, i to na pewno nie jest tylko wymysł dziennikarzy. Mówia to nauczyciele, mówią wykładowcy. Ten artykuł, "Matura to bzdura", czy filmiki z gimnazjalistami nie wiedzącymi ile dni ma rok, to tylko takie przykłady "czarno na białym".

    Ja natomiast uważam, że po prostu sito do liceów, a potem na studia powinno być bardziej gęste i takich skrajnych, ale też i łagodniejszych przypadków ogólnej niewiedzy i zwyczajnej głupoty nie powinno przepuszczać. Progi minimalne są tu jakimś rozwiązaniem administracyjnym, ale też spora rola nauczycieli gimnazjalnych którzy po prostu niektórych uczniów nie powinni przepuszczać i mówic wprost "ty się do liceum nie nadajesz" (wiem utopia, bo statystyczny nauczyciel gimnazjum, to tylko marzy aby danego delikwenta się pozbyć, nawet jeśli reprezentuje poziom podstawówki, aby tylko nie mieć już dłużej problemów i niech się liceum dalej męczy...).

  • joa66 18.05.13, 14:48
    Młodzież jest taka jaka była. Niestety "ktoś" posadził ich na miejscach, na których nie powinni się znaleźć. I nie dano im wyboru.

    Tylko z drugiej strony matura nie jest uniwersalną wartością pozbawioną kontekstu. Zmiany w społeczeństwie nastąpiły tak szybko, że automatycznie przekładamy wszystko na nasze doświadczenie i kontekst. A może po prostu trzeba się pogodzić z myślą, że matura już nie jest i nie będzie tym czym była. Kto z nas nie słyszał, że nasze studia sa tym samym czym matura przed wojną?
  • jakw 18.05.13, 20:52
    No widzisz, a dzisiejsza młodzież zamiast stać w kolejkach po gazetę z programem dla 2 kanałów po prostu sprawdza w necie program telewizyjny dla 100 kanałów...
    Co do narzekania - o tym jak to kiepskie jest kolejne pokolenie licealistów słyszałam w roku ... 1989. I tak na dobrą sprawę osoba nie mająca zielonego pojęcia kto to był Hitler spokojnie mogłaby przejść moją ścieżkę edukacyjną i żaden nauczyciel by nie odkrył, że ona tego nie wie. Bo w podstawówce z nauką historii dobrnęliśmy jakoś do I wojny światowej, a nauka w liceum chyba nawet nie doszła do I wojny. To był mat-fiz, do liceum nikt historii nie zdawał, na maturze czy na studia historię zdawała 1 osoba (ale ona akurat wiedziała).
    Obecni maturzyści to jest 100% efekt reformy Handkego, kiedy to wprowadzono gimnazja a dotychczasowy program liceum usiłowano upchnąć w 3 latach, a techmikum w 4. Podejrzewam, że nawet to nasze pokolenie, gdzie do liceów/techników szła chyba mniejszość rocznika, miałoby problem z tak drastycznym obcięciem czasu na realizację programu. Równocześnie wmawiano kilkunastolatkom że po zawodówkach to ich czeka tylko bezrobocie, a praca będzie tylko po studiach. I rozwalono szkolnictwo zawodowe , zapewne realizując ideę jakiegoś pre-Hartmana o zaoraniu szkół.
    Wykładowcy oczywiście zauważają to, że średnio rzecz biorąc poziom studentów się obniżył - ale gdyby w naszych czasach przyjmowano na studia wszystkich, którzy zdali maturę , to pewnie wiele lepiej by nie było.
    Progi minimalne to dobry pomysł. Niby te 30% na UW to wydaje się nic, ale biorąc pod uwagę to, że maturę podstawową mnoży się razy 0,6 - to jest to jednak duży krok do przodu.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 18.05.13, 21:55
    A ja pamiętam, jak pod koniec lat 70. czytałam w Polityce artykuł o tym - jacy głupi ludzie przychodzą na egzaminy wstępne i jakie głupoty tam opowiadają i strasznie mnie to "dowartościowało" - że może ja jednak się dostanę.... :) I później już - pamiętam, jak nam polonistka w IV klasie mówiła, aby się nie przerażać liczbą kandydatów na jedno miejsce, bo większość tych kandydatów nie powinna zdać matury...I jeśli ktoś ma u niej 5 to śmiało niech wali, gdzie tam chce.
    I rzeczywiście, na moim kierunku chyba 75 proc. kandydatów oblało pisemny polski.

    I nie wiem, jak inni, ale ja miałam w swojej klasie osoby, które uważałam za bezdennie głupie. Nigdy nie zapomnę, jak dokształcałam kilka panien z matematyki; one mi się wydawały upośledzone, serio. A niedawno spotkałam kobietkę, która już zawsze będzie mi się kojarzyć z tym, że w 3 klasie na geografii nie potrafiła wymienić wszystkich kontynentów. I nie, nie zestresowała się; po prostu nigdy wcześniej nie słyszała o istnieniu Ameryki Południowej i przyznała się do tego :D
    A ja nie chodziłam do słabego ogólniaka (Kołłątaj).
  • olena.s 19.05.13, 00:23
    A niedawno spotkałam kobietkę, która
    > już zawsze będzie mi się kojarzyć z tym, że w 3 klasie na geografii nie potra
    > fiła wymienić wszystkich kontynentów. I nie, nie zestresowała się; po prostu ni
    > gdy wcześniej nie słyszała o istnieniu Ameryki Południowej i przyznała się do t
    > ego :D

    Niedawno odkryta przeze mnie ciekawostka: w zależności od miejsca pobierania nauk znamy różną liczbę kontynentów.
    www.milanos.pl/vid-49920-Wlasciwie-to-ile-mamy-kontynentow.html
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • jakw 19.05.13, 09:22
    olena.s napisała:
    >
    > Niedawno odkryta przeze mnie ciekawostka: w zależności od miejsca pobierania na
    > uk znamy różną liczbę kontynentów.
    >
    Tak odnośnie uczenia się na pamięć atlasów, w szczególności map politycznych :
    Od czasu gdy miałam ostatnią lekcję geografii to dość drastycznie zmieniła się mapa Europy: parę państw zniknęło, a powstało kilka nowych; niektóre państwa jakby trochę zmieniły granice, a co najmniej jedno zmieniło stolicę. W Afryce/Azji tez trochę się mieszało. Na dokładkę Morze Aralskie jest na etapie zaniku, a Pluton przestał być planetą w Układzie Słonecznym.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 19.05.13, 10:52
    A jak ja sobie pomyślę, czego musiałam uczyć się na studiach i jak dalece jest to nieaktualne w świetle obecnego stanu wiedzy z "mojej" dziedziny - to aż się wstydzę.

    A ile ja czasu spędziłam na opanowaniu nieistniejących już programów komputerowych?

    No, ale czy to oznacza, że nie warto się uczyć, bo za chwilę ta wiedza/umiejętności będą miały wartość sentymentalną?
  • jakw 20.05.13, 23:35
    Programy komupterowe jest to dobry przykład na to, że najlepiej umieć korzystać z helpa , dokumentacji i wszelkich supportów a nie uczyć się na pamięć gdzie co trzeba kliknąć żeby coś zrobić (jakkolwiek ta strategia może być całkiem skuteczna w przypadku osób komputeroopornych)
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • menodo 17.05.13, 22:34
    Oj tam, oj tam Agatko - ja bym się martwiła, gdybyś napisała, że takie osoby ja te w zalinkowanym artykule to wypisz - wymaluj koledzy Twojego syna z gimnazjum/liceum :)

    Co prawda gdzieś tam pojawia się informacja, że chodzi o ucznia liceum "z drugiej połowy rankingu" - ale ciekawe, jaki ranking i którą połowę autor miał na myśli? :D
  • Gość: Agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 17.05.13, 23:14
    Nie, ja osobiscie nie znam mlodziezy o takich deficytach. Raz tylko w czasie wolontariatu Euro, mialam krepujaca sytuacje, gdy dziewczyna studiujaca na kilku fakultetach, jezdzaca po roznych uczelniach(dzialaczka AISEC) taka wydawaloby sie tip-top madrala, podczas zabawy w quiz na kompie dla zabicia czasu miala klopoty z odpowiedzia z jakiego panstwa pochodzil Aleksander Wielki, na serio pytala mnie "Z Rosji, tak ?" Troche mi bylo glupio ja wyprowadzac z bledu. No ale to moze sie czepiam....
  • menodo 17.05.13, 23:45
    (dzialaczka AISEC) taka wydawaloby
    > sie tip-top madrala, podczas zabawy w quiz na kompie dla zabicia czasu miala kl
    > opoty z odpowiedzia z jakiego panstwa pochodzil Aleksander Wielki, na serio pyt
    > ala mnie "Z Rosji, tak ?" Troche mi bylo glupio ja wyprowadzac z bledu. No al
    > e to moze sie czepiam...."

    Czepiasz się:) Chodziło o Aleksandra Macedońskiego?
    Może dziewczyna na SGH zdawała geografię albo wos, a nie historię. Poza tym dobrze kombinowała, bo w Rosji też było trochę tych "wielkich" Aleksandrów.

    Tak czy siak, to jednak to jednak nie jest poziom niewiedzy na poziomie - kto to był Hitler.
  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 18.05.13, 08:17
    Nie napisałam że to ten sam poziom niewiedzy. Ot takie subiektywne zażenowanie, po prostu mi się zrobiło głupio że ona nie wie, że musze jej mówic że Macedoński itp. itd. Czasem tak mam też jak rozmawiam ze swoją panią od manicure (w moim wieku), coś jej tam ostatnio opowiadam, np. ostatnio o moich wrażeniach z pobytu w Norwegii, porównuje Oslo do Sztokholmu, a pani po tych moich wywodach "A ten Sztokholm to Finlandia ?" i wtedy mi jest głupio, jak mam komuś takie oczywistości mówic, no autentycznie czuje się z tym źle. Ale może to moja wina, może z panią od manicure powinnam tylko o kształcie paznokci rozmawiać.
  • jakw 18.05.13, 13:12
    No to już zupełnie się czepiasz. Pani od manicure w końcu prawdopodobnie nie ma wyższego wykształcenia (no, chyba że jakiejś kosmetologii ;-)), a na dokładkę kojarzy przynajmniej że Finlandia, Sztokholm i Norwegia są gdzieś niedaleko siebie - przynajmniej z punktu widzenia Warszawy ;-)
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jakw 18.05.13, 00:34
    Gość portalu: Agatka_s napisał(a):

    > podczas zabawy w quiz na kompie dla zabicia czasu miala kl
    > opoty z odpowiedzia z jakiego panstwa pochodzil Aleksander Wielki, na serio pyt
    > ala mnie "Z Rosji, tak ?" Troche mi bylo glupio ja wyprowadzac z bledu. No al
    > e to moze sie czepiam....
    Czepiasz się. Dziewczyna dobrze kombinowała zgodnie z zasadami testomanii stosowanej: kojarzyła, że imię Aleksander wystąpiło parę razy u carów, że jak car to Rosja, to może i który Aleksander był wielki ;-)

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jakw 18.05.13, 00:31
    menodo napisała:

    > Oj tam, oj tam Agatko - ja bym się martwiła, gdybyś napisała, że takie osoby ja
    > te w zalinkowanym artykule to wypisz - wymaluj koledzy Twojego syna z gimnazju
    > m/liceum :)
    Dokładnie ;-)

    > Co prawda gdzieś tam pojawia się informacja, że chodzi o ucznia liceum "z drugi
    > ej połowy rankingu" - ale ciekawe, jaki ranking i którą połowę autor miał na m
    > yśli? :D
    Jeśli mamy w rankingu np 1000 szkół to 2-ga połowa rankingu to jak najbardziej może być miejsce 999 ;-))


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • tinywee 18.05.13, 02:25
    agatko_s piszesz:
    'Najlepsi wyjadą albo na studia, albo nawet jak heroicznie tu postudiują to do pracy w świat, i zostaną ci nieudacznicy, prawnicy i humaniści z bożej łaski... '

    To trochę nie a propos, ale wątek 205-wpisowy jest dla mnie niezarządzalny, a chciałam Was zapytać : czy (i na jakie) na praktyki ma szanse dostać się ktoś, kto owszem skończył studia ścisłe na czołowej światowej uczelni (top 10), ale poza tym ma doświadczenie wyłącznie w laboratorium? Czy w ogóle ma czego szukać poza labem?

    PS do agatki: i uczył Cię Gugul?
  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 18.05.13, 08:44
    Tiny bardzo chciałabym Ci odpowiedzieć na pytanie o praktyki ale nie mam o tym zielonego pojęcia. Sorry

    W Reytanie jak ja się uczyłam Gugulskiego już nie było. Mnie polskiego uczyła pani G. wicedyrektor, partyjna, sciągnięta specjalnie do R. aby te szkole ujarzmić i wprowadzić porządek. Komunistką była wredną-to fakt, ale polonistką według mnie była też bardzo porządną, przynajmniej dla klas mat-fiz, bo może dla klas human, za mało wyrafinowaną, ale dla nas umysłów scisłych bardzo OK. W 4 klasie wzięła nas inna legenda R. pani Modrzejewska, dla mnie osobiście zbyt "humanistyczna", nie było nam po drodze....

    A co masz jakies związki z Reytanem ?
  • paszczakowna1 18.05.13, 22:25
    > W 4 k
    > lasie wzięła nas inna legenda R. pani Modrzejewska, dla mnie osobiście zbyt "hu
    > manistyczna", nie było nam po drodze....

    Ja miałam polski z Modrzejewską, od pierwszej klasy, wspominam bardzo dobrze (i na maturze szóstkę miałam, pochwalę się). Naprawdę te jej lekcje były rozwijające. Nadmiar romantyzmu, osobliwie Słowackiego, po latach wybaczam, choć zmuszanie mat-fiz do czytania zarówno "Fantazego" jak i "Snu srebrnego Salomei" podpada pod maltretowanie.
  • tinywee 20.05.13, 10:58
    Dzięki, Agatko.

    Nie, nie chodziłam do Reytana, natomiast miałam szczęście, że uczył mnie Gugul. Z kolei od moich koleżanek, które chodziły do Kołłątaja, słyszałam wielkie słowa o Krecińskiej – bo pewnie ona Cię, menodo, uczyła?

    Jedna z nich, której córka właśnie zdaje małą angielską maturę, ostatnio pisała mi tak: „Tylko ze system brytyjski nie umywa sie do polskiego - pomimo komuny edukacja byla u nas z najwyzszej polki, jezyki, historia, geografia, literatura, matematyka, fizyka, etc. Sama wiesz - moze troche z komunistycznym nalotem, ale co za nalot byl, pozal sie Boze, u mnie w liceum Kollataja uczyli porzadnie i tak ze do tej pory pamiętam”. Nie wiem, co by powiedziała na obecną reformę, która chyba jakoś nas zbliża do systemu brytyjskiego, gdzie jak rozumiem przez ostatnie dwa lata szkoły średniej bierze się 4 przedmioty egzaminacyjne.

  • joa66 20.05.13, 11:13
    gdzie jak rozumiem przez ostatnie dwa lata szkoły średniej bierze się 4 przedmioty egzaminacyjne.

    Nie, są też przedmioty uzupełniające, ale w malym zakresie. Poza tym każda szkoła sobie trochę adaptuje program pod swoje potrzeby i jest wiele niuansów.

    Ja jestem zwolennikiem reformy pod jednym warunkiem - pierwsze 10 lat z 12 letniej edukacji, nie może byc zmarnowane.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 20.05.13, 14:16
    Tak, uczyła mnie Krecińska. Ponieważ z tego co wiem, jeszcze żyje - mogę napisać o niej to, co myślę :D
    Nie znosiłam tej kobiety - jej fochów, niezrównoważenia, niesprawiedliwego traktowania uczniów, faworyzowania wianuszka adorujących ją wielbicielek itp.
    Nie należałam do jej ulubienic, ale nie gnoiła mnie, chociaż próbowała na początku - bo ja dołączyłam do Kołłątaja w 2 klasie po przeprowadzce z prowincji - ale okazało się, że nie nadaję się na ofiarę mobbingu. I niechętnie, ale jednak stawiała mi piątki :D

    Natomiast polonistką była świetną; miała też wielki dar zarażania innych swoją pasją - ale tylko tych zdolnych; przeciętniaków wpędzała w depresję. Jak sobie przypomnę te dygocące ze strachu przed nią panny to jeszcze dziś mi ich żal. I te jej miny, łapanie się za głowę, ojezu - jakim ty zerem jesteś - niewerbalnie, ale każdy to "słyszał". N

    Wydaje mi się, że ona się w tej szkole marnowała - może stąd ta jej nienawiść do 9o proc. uczniów i nauczycieli tej szkoły?

    Zresztą, trochę ją rozumiem, bo kumpli na swoim poziomie to ona w robocie wielu nie miała (skończyłam Lo jeszcze przed Gugulem i Radziwiłł). Gdyby uczyła w lepszej szkole, może by się tak nie frustrowała, ale kto jej kazał zmarnować sobie życie w Kołątaju?
    Btw - z rok temu spotkałam koleżankę, której Krecińska podobno się żaliła - że jest coraz gorzej i teraz to już wyłącznie głupków musi uczyć, bo do tej szkoły tylko wieśniaki z okolic Janek trafiają:D (Hehe - moje dzieci są takimi właśnie wieśniakami!)

    O reszcie uczących mnie nauczycieli w tej szkole szczerze wypowiedzieć się nie mogę, bo większość nie żyje, a staram się trzymać zasady, że o zmarłych tylko dobrze albo wcale.
    Mogę tylko dodać, że po latach przyszło mi do głowy, że byli to ludzie z ogromnymi urazami psychicznym spowodowanymi traumą wojenną i - ale czy musieli pracować z młodzieżą?
    Aha, całkiem spoko w stanie wojennym okazała się partyjna dyrektorka Baćmaga; podobno później wyrzucili ją z partii - musiała to bardzo przeżyć, bo ona była autentycznie wierząca w PZPR i gen.Jaruzelskiego :(

    No i nie zgadzam się z Twoją znajomą - tylko polskiego się w tej szkole nauczyłam i to tak na całe życie :) Czasem córka ze mnie się śmieje - że taka stara jestem, a jeszcze tyle pamiętam:)

    Ale matematyki nauczyłam się sama, bo w podstawówce zaliczyłam olimpiadę, a w liceum - pominę, angielskiego - u Metodystów, historii wcale - a pani kultowa była podobno; przed egzaminami wstępnymi kupiłam sobie 400 pytań na UW i wszyściutkich odpowiedzi wykułam się na pamięć; piąteczki z gratulacjami były! Geografia, fizyka, chemia, biologia - korci mnie, ale jednak przemilczę.

    Zresztą, szczerze powiedziawszy, to ja często zrywałam się z tej szkoły; wagarowałam, podrabiałam podpisy matki w dzienniczku; często przychodziłam tylko na polski, a potem jechałam sobie do kina Wiedza, do Iluzjonu albo do empiku w Alejach i tam sobie czytałam albo się uczyłam.

    Z mojej klasy na studia przy pierwszym podejściu dostało się może z 10 osób, więc jak na wmawianie nam - do jakiej to wspaniałej szkoły mamy zaszczyt chodzić - maławo.

    Aha, no i po latach dowiedziałam się, że tam, gdzie były dyskoteki - w czasie wojny palono zwłoki wymordowanych na bazarku ludzi; nikt nam nie wspomniał o tym, dlaczego?
  • tinywee 23.05.13, 19:59
    Zapodałam drugiej koleżance Twój post i pozwolisz, że załączę (za jej zgodą) to, co napisała.
    Takie spacery down the memory lane zadziwić mnie potrafią: niby idzie się razem, ale jednak każdy trochę w inną stronę, każdy pamięta co innego i nic tak samo.

    "Co to Kreci, to dużo jest racji w tym, co ta forumowiczka pisze. Właściwie to sama racja jest. Krecia kochała uczniów inteligentnych, niespokojne duchy, ludzi z pasją. Dla nich właściwie pracowała. Organizowała wypady do kina, teatru, w tym weekendowe wypady do Krakowa. Byliśmy stałymi bywalcami krakowskiego Teatru Starego i Słowackiego, spotykaliśmy się z Wajdą, Zachwatowicz, Radziwiłłowiczem, Trelą. Do Piwnicy pod Baranami zaprosił nas osobiście Piotr Skrzynecki. Była (jest, bo przecież żyje!) nauczycielem inspirującym, zarażającym swoją pasją do teatru i literatury. Organicznie nie znosiła przeciętniaków, a tych o mało lotnych umysłach tępiła bezlitośnie. Faktycznie mogło to wyglądać, jakby pastwiła się z lubością nad trzęsącymi się ze strachu ofiarami...

    Nie wiem skąd wziął się jej natomiast pomysł, że większość nauczycieli była "z traumą wojenną". Ja byłam co najmniej dwa-trzy roczniki przed tą forumowiczką, bo w stanie wojennym byłam już na II roku studiów, a ona była jeszcze wtedy w Kołłątaju. Nie przypominam sobie jednak jakiejś dominującej większości nauczycieli "przedwojennych". No, może Gucio (geograf) i Zaliwska (fizyczka). Ale Gucia ona nie może pamiętać, bo on odszedł na emeryturę gdy ja byłam w II klasie. Zaliwska chyba też odeszła na emeryturę zanim ja skończyłam szkołę. Poza nimi dwojgiem reszta chyba była w wieku najwyżej ok. 50-tki, więc wojenne traumy, if any, mieli mniej więcej takie jak całe pokolenie naszych rodziców.

    Z mojej klasy (matura 1980) na studia dostali się WSZYSCY, którzy zdawali. Zdaje się, że 22 osoby, o ile dobrze pamiętam. Może faktycznie w klasie tej forumowiczki jakimś nieszczęśliwym trafem mało lotni uczniowie się trafili?

    Nie jest prawdą, że nikt nie wiedział co było w czasie wojny w podziemiach, do których schodziło się po schodkach się za sceną na sali gimnastycznej. Wszyscy o tym wiedzieliśmy i opowiadaliśmy sobie o tym ze zgrozą. A gdy zdarzało się, że mieliśmy lekcje WF na "małej sali gimnastycznej", czyli właśnie w piwnicy, to jakoś tak odruchowo mówiliśmy półgłosem. Może gdyby ta forumowiczka mniej czasu spędzała na wagarach, to też by wiedziała o obozie na bazarku i krematorium. Aha, i nie jest prawdą, że to tam, gdzie się odbywały dyskoteki. Dyskoteki odbywały się w sali gimnastycznej, a nie w podziemiach! Przynajmniej za moich czasów, czyli w latach 1976-1980."

    I jeszcze:

    ""Gdyby uczyła w lepszej szkole, może by się tak nie frustrowała, ale kto jej kazał zmarnować sobie życie w Kołątaju? "

    Nie uważam, że Krecia zmarnowała sobie życie w Kołłątaju.
    Po pierwsze, Kołłątaj należał wówczas (i chyba teraz też, pomimo istnienia szkół prywatnych, których wtedy nie było) do stołecznej czołówki, więc Krecia uczyła w LEPSZEJ szkole.
    Po drugie, jeżeli spod jej ręki wyszło tylu uczniów, którzy świetnie sobie potem radzili (i to nie tylko na studiach humanistycznych!), a następnie wyrośli na światłych ludzi, z solidnym wykształceniem, o otwartych umysłach, w kilku przypadkach z tytułami profesorskimi, zaangażowanych w to, co działo się i dzieje w naszym kraju, to nie przypuszczam, żeby Krecia myślała o swojej drodze zawodowej w kategoriach zmarnowanego życia!"
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 24.05.13, 11:40
    Tiny, widzę, że koleżanka gotowa bronić honoru Kołłątaja jak niepodległości. Widać do czegoś potrzebna jej świadomość, że chodziła do liceum, które było i w dodatku - jej zdaniem- nadal jest stołeczną czołówką - ale może warto czasem choć na chwilę zdjąć różówe okulary?
    Pamiętam te wciski o elitarności i renomie Kołłątaja, kontrastujące z walącym po oczach przeciętniactwem wokół, choć rozumiem, że koleżanka należała do kółka adoracji Kreci - gdzie rzeczywiście można się było poczuć kimś niezwykłym :D
    Każdy ma prawo do własnych wspomnień, ale warto, by emocje nie przesłaniały faktów, chyba że ktoś lubi żyć w świecie fikcji - tak czy siak 27. miejsce w Warszawie ( a bywało gorzej) to dla mnie czołówka nie jest'.

    Nigdzie nie napisałam, że uczyli mnie nauczyciele "przedwojenni", natomiast trauma wojenna to moja hipoteza; osoby wówczas 50-letnie i starsze - a tacy mnie uczyli - miały prawo jej doświadczyć. Zaliwską pamiętam, normalna to ona nie była; uczyły mnie także co najmniej 3 inne osoby w wieku przedeemerytalnym.

    Co do samej Kreci - tak jak pisałam wcześniej; uważam, że była dobrą polonistką, natomiast nie podobał mi się jej sposób traktowania uczniów - dzielenia ich na namaszczoną przez siebie elitę i plebs. Rozumiem, że koleżanka z elity nie może mieć innego zdania, ja jednak pozwolę się nie zgodzić, że kryterium przynależności do kręgu Kreci były jakieś nadzwyczajne cechy i umysłu i osobowości danego ucznia. Nie, z mojej plebejskiej perspektywy - ta pani otaczała się raczej zakochanymi w niej lizuskami; osobami bez szczególnych właściwości, które jeszcze po wielu latach od ukończenia szkoły myślą, mówią, nawet chodzą jak Krecia - tak bardzo się na nią zamodelowały :D
    I chyba nie muszę tłumaczyć, jak bardzo niefajne to było z punktu widzenia integracji i relacji wewnątrzklasowych; bardzo niezdrowe były podziały na lepszych i gorszych uczniów, niemające często uzasadnienia merytorycznego. Te podziały przetrwały do dziś - i nadal śmieszy mnie, jak jedna z koleżanek parodiuje "dziewczyny z elity", tym bardziej, że późniejsze losy naszej klasy pokazały, że Krecia często się myliła.
    Tyle o tej pani - w sumie sporo jej zawdzięczam i uważam, że była najlepszym, a właściwie jedynym dobrym uczącym mnie nauczycielem w tej szkole. Niemniej, cieszę się, że nie uczyła moich dzieci - miały równie dobre, może nawet lepsze polonistki w swoich o niebo lepszych, a zarazem niezwykle przyjaznych szkołach.

    Co do krematorium - wbrew temu, co twierdzi koleżanka: właśnie w sali gimnastycznej - za moich czasów też ktoś coś mówił, że "podobno straszne rzeczy działy się tam w czasie wojny", ale żaden z nauczycieli nigdy z nami o tym nie rozmawiał.
    Na forum naszej-klasy(a może na gronie) czytałam kiedyś ciekawą dyskusję na ten temat - wypowiadały się osoby z różnych roczników; stąd wiem, że przez wiele lat był to w szkole temat tabu.
    PS. A Ciebie gdzie Gugul uczył?


  • agatka_s 24.05.13, 12:20
    Ja tam na Kołłątaju się nie znam, ale moja mama go kończyła (oczywiscie wiele lat przed wami). I zawsze była mowa że to kiepska szkoła, no znaczy taka przeciętna była. To że mama poszła do Kołłątaja to było cos w rodzaju porażki. Siostra mamy (która była uważana za bardzo zdolną) kończyła Zmichowską i to była w opowieściach rodzinnych super szkoła. Brat Słowackiego i też jakby lepiej niż Kołłątaj.

    Ale z drugiej strony jak mama pojechała na zjazd Kołłątaja, to się okazało że wielu z jej kolegów było profesorami, bardzo wielu osiągnęło międzynarodowe sukcesy itp itd. Moja mama po tej przeciętnej szkole (w której zresztą za pierwszym razem matury nie zdała, bo miała bardziej ciekawe rzeczy do robienia), została lekarzem, ordynatorem jeszcze przed 40stką. Siostra po super LO i po swietnych ocenach raptem tylko "zwykłym" inżynierem na prowincji a brat w ogóle studiów nie skończył ...(nie żeby to było jakoś ważne, ot poprostu na potrzeby tej dyskusji o tym mowie).

    Tak więc w ogóle to jest jakoś tam względne ten prestiż i "dobroc" szkoły ;-)
  • agatka_s 24.05.13, 12:25
    I jeszcze do pełniejszego obrazu. Mój tata skończył Poniatówke, która w jego czasach (była wtedy jeszcze na Żoliborzu) była okropnym Liceum. Nijak nie mógł pojac ze mój syn brał tę szkołe pod uwage, kręcił głową cały czas....
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 24.05.13, 15:33
    Agatko, myślę, że różnice w pozycjach zawodowych Twojej mamy i jej rodzeństwa są średnią miarą " dobroci" ogólniaków, jakie kończyli:)
    Podejrzewam, że każda szkoła średnia, która ma z 50 lat może się pochwalić jakimiś profesorami, zwłaszcza że kiedyś obowiązywała rejonizacja i uczniowie dość losowo trafiali do liceów, aczkolwiek do tych "podobno lepszych" - za moich czasów - można się było dostać dzięki dobrym ocenom lub protekcji.
    Kołłataj był właśnie taką " podobno lepszą" szkołą na Ochocie - ja się tam dostałam dzięki protekcji, chociaż średnią wysoką i tak miałam, po przeprowadzce z prowincji; znajomi moich rodziców przestrzegali ich przed liceum na Gładkiej, który był moim rejonem.
    Jednak, kiedy już się do tej szkoły dostałam, zdziwiłam się, że poza polskim - ta szkoła nie ma nic do zaoferowania, a poziom nauczania z prawie wszystkich przedmiotów jest niższy niż w moim prowincjonalnym liceum,za to zadęcie - jakby to jakieś Eton było :)
    No i to chamstwo, to "pastwienie się nad trzęsącymi się ze strachu ofiarami" - jak to pięknie ujęła koleżanka tiny...

    Tak czy siak - cieszę się, że jest teraz tak duży wybór szkół średnich, tak duży dostęp do informacji o nich i tak duża kontrola społeczna nad tym, co się w nich dzieje.
  • agatka_s 24.05.13, 15:51
    Gość portalu: menodo napisał(a):

    > Agatko, myślę, że różnice w pozycjach zawodowych Twojej mamy i jej rodzeństwa s
    > ą średnią miarą " dobroci" ogólniaków, jakie kończyli:)


    Nie, no chybaś mnie nie zrozumiała, ja właśnie pisałam że z tą dobrocią to nie należy szalec. Bo po nawet uważanym za gorsze LO (tak uważano Kołłątaja kiedy poszła tam mama) można nienajgorzej skończyc i vice versa. Poza tym opinie o szkołach się zmieniają (no może poza Batorym, bo czytam teraz felietony Andrzeja Łapickiego który chodził do Batorego jeszcze przed wojną, wtedy też była to szkoła uważaną za bardzo dobrą, ba najlepszą), o czym swiadczy np awans Poniatówki, a np spadek Reytana od moich czasów (za moich czasów Reytan i Batory były na równi, przy czym Reytan był bardziej ścisły i konkurował z Gotwaldem (vel Staszicem) i Św Augustynem, a Batory był humanistyczny). Gdzie tam było sąsiedniemu Kochanowskiemu do Reytana.... Dziś Staszic i Batory to inna liga, Reytan i Kochanowski idą praktycznie łeb w łeb, a Sw Augustyna (LO meskie) nie ma. Panta Rei
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 24.05.13, 16:39
    Z Batorym to różnie bywało; za moich licealnych czasów uważano tę szkołę za "czerwoną" i wyjątkowo opresyjną; usuwano z niej opozycyjne nauczycielki, a na ich miejsce zatrudniano córki partyjnych dygnitarzy.
    Obecnie - tak mi się wydaje - wizerunek tej szkoły jest o niebo cieplejszy. Fakt, że mimo złych opinii o atmosferze w Batorym - nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek kwestionowano poziom nauczania w tej szkole - cokolwiek to znaczy.

    W przypadku innych szkół - bywało różnie.
    Ale te zmiany opinii nie biorą się znikąd - po prostu te szkoły się zmieniają; jedne na plus, inne na minus.
    Poza Poniatówką, bardzo urósł w ciągu ostatnich 30. lat Czacki.
    Pamiętam, jak powiedziałam swojej koleżance, że moja córka chodzi do tej szkoły. Ona - sama absolwentka Czackiego - zrobiła minę w stylu - ale co się stało, przecież od zawsze ta dziewczynka tak dobrze się zapowiadała....Po roku sama wysłała do Czackiego swojego syna - laureata:)
  • Gość: paszczakowna1 IP: *.dynamic.chello.pl 25.05.13, 11:02
    > i, a np spadek Reytana od moich czasów (za moich czasów Reytan i Batory były na
    > równi, przy czym Reytan był bardziej ścisły i konkurował z Gotwaldem (vel Stas
    > zicem) i Św Augustynem, a Batory był humanistyczny).

    Jak ja chodziłam do Reytana, atmosfera była odwrotna do tej, o której pisze menodo. Wszyscy jojczeli, jak to szkoła zeszła na psy, a na moje oko to ciągle było bardzo dobre liceum. W każdym razie nauczycieli kluczowych przedmiotów miałam naprawdę dobrych (matematyczka była jędzowata, ale uczyć umiała - no dobra, fizyczka pozostawiała sporo do życzenia) i z mojej klasy wszyscy dostali się tam, gdzie chcieli (poza dziewczyną, która zaparła się na ASP). W końcu czego jeszcze można wymagać.

    A w Kołłątaju miałam praktyki dydaktyczne w połowie lat 90-tych. Nie miał wtedy opinii szczególnie dobrej szkoły, choć praktyki wspominam nieźle (pierwsze klasy zwłaszcza były bardzo fajne). Koleżanka co prawda po lekcji z trzecią klasą płakała, ale ona była szczególnie wrażliwa.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 25.05.13, 23:33
    A w Kołłątaju miałam praktyki dydaktyczne w połowie lat 90-tych. Nie miał wtedy opinii szczególnie dobrej szkoły, choć praktyki wspominam nieźle (pierwsze klasy zwłaszcza były bardzo fajne)."

    To pewnie poznałaś moją panią od chemii, która - nie jestem pewna, czy już wtedy - była dyrektorką Kołłątaja. Zły nauczyciel, zły człowiek.

    PS. A absolwentów Reytana to ja poznałam w 82. roku. I to było dla mnie zdumiewające - bo oni na ten nasz wysokoprogowy wydział trafili jako kilkuosobowa grupa, a miejsc było 60:)
  • paszczakowna1 26.05.13, 22:39
    > To pewnie poznałaś moją panią od chemii, która - nie jestem pewna, czy już wted
    > y - była dyrektorką Kołłątaja. Zły nauczyciel, zły człowiek.

    Niezależnie od jakości nauczycieli, Kołłątaj był (i jest) bardzo popularnym miejscem na praktyki chemików (i biologów, i matematyków), z przyczyn czysto geograficznych. Tej nauczycielki ni czorta nie pamiętam ani nazwiska, ani wyglądu. Biała plama. Ale może masz rację, mam wrażenie, że uczniowie za nią nie przepadali. Ostro też objechała koleżankę za lekcję o związkach kompleksowych (ale akurat słusznie, lekcja była do chrzanu).
  • Gość: zuzia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.13, 16:49
    Droga menodo, a może to właśnie przez takie napuszone złośliwe mądrale - wówczas pannice, a teraz już paniusie, Kołłątaj w latach 80. stracił swój wcześniejszy prestiż i stał się szkołą dla przeciętniaków, leni, wiecznych malkontentów i krytykantów, którzy przyczyn swoich niedoróbek edukacyjnych szukali zawsze w nauczycielach, ich niskim poziomie wiedzy, rzekomej traumie wojennej, zamiast np. w swoim upodobaniu do wagarowania?

    Nie trzeba było być uczniem Kołłątaja, żeby wiedzieć o obozie i krematorium na bazarku. Ta wiedza była powszechna, nawet wśród straganiarzy. No, ale Ty na wagary na bazarek przecież nie chodziłaś... A nauczyciele - wiadomo, wszyscy byli od Ciebie głupsi albo nienormalni, prawda?

    P.S. Krecińska nie znosiła jeszcze jednego typu uczniów - zarozumiałych dupków ;)
  • jakw 24.05.13, 17:24
    W latach 80-tych Kołłątaja kończył mój mąż. Liceum wspomina źle, odżył dopiero na polibudzie. Btw muszę ustalić czy przypadkiem rzeczona Krecia nie uczyła go polskiego - w kazdym razie polonistkę wspominał baardzo źle (ale może to dlatego, że pisał wypracowania w stylu "Bo lady Makbet to zła kobieta była" ;-) i potem miał przerąbane), a matematyka wcale nie lepiej. Przy czym przeciętności czy jakiegoś strasznego lenistwa mojemu mężowi zarzucić raczej nie można (przynajmniej w tamtych czasach ;-)) , bo w tymże Kołłątaju był finalistą olimpiady z fizyki (mając ledwo 3 z matmy ...), a na studiach miał stypendium za wyniki w nauce i ITS.
    Ale mogę też potwierdzić, że wiedzę o obozie na "Zieleniaku" czy krematorium to niekoniecznie trzeba czerpać z szacownego liceum - bo ja o tym wiem od dawna, chociaż do liceum chodziłam na dzisiejszych Bielanach. Tyle, że teraz mieszkam w okolicach i trochę się ową okolicą zainteresowałam.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 24.05.13, 18:17
    Ale mogę też potwierdzić, że wiedzę o obozie na "Zieleniaku" czy krematorium to niekoniecznie trzeba czerpać z szacownego liceum - bo ja o tym wiem od dawna, chociaż do liceum chodziłam na dzisiejszych Bielanach.

    No, ale od jak dawna?
    Bo ja "trochę" to wiem od 80. roku, mimo że była to wiedza zakazana w moim liceum.

    Dawaj, czy Krecia uczyła Twojego męża. Ona przynajmniej była inteligentna, podobnie jak pani Pawłowska, ale np. mojego kolegę z humana piętro niżej uczyła kompletna kretynka; nazwiska nie pamiętam.
  • jakw 25.05.13, 09:54
    Gość portalu: menodo napisał(a):
    >
    > No, ale od jak dawna?
    Żebym to ja pamiętała. W każdym razie na Ochocie mieszkam od połowy lat 90-tych.
    >
    > Dawaj, czy Krecia uczyła Twojego męża.
    Mąż przesłuchany: to była Krecia...

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 25.05.13, 11:44
    Eeee, no ale ja mówię o wczesnych latach 80. Wtedy samodzielne zdobywanie wiedzy historycznej, zwłaszcza tej z XX wieku, nie było tak proste:)

    W szkole oficjalnie o tym nie było mowy. Chodziły słuchy - to znaczy ktoś coś mówił, że w podziemiach, że "podobno", że w ogóle w tym budynku "podobno" straszy; no takie tam ogólnie rzecz biorąc "podobno".
    W dodatku każdy normalny człowiek wiedział, że była wojna, że było powstanie, więc - tak sobie to tłumaczyłam - pewnie trochę faktów w tych sensacyjnych opowieściach jest, ale gdyby to była prawda, to ktoś by nam o tym powiedział, prawda?

    PS. Mam nadzieję, że małżonek nie był ofiarą Kreci:)
  • jakw 25.05.13, 16:35
    Gość portalu: menodo napisał(a):
    >
    > PS. Mam nadzieję, że małżonek nie był ofiarą Kreci:)
    Chyba do tej pory czuje się ofiarą Kreci, zwłaszcza odnośnie wypracowania o Lady Makbet ;-). Chociaż przyznaje, że oprócz siania terroru pani owa miała swoje dobre strony. Przy czym diagnoza mojego męża nt rzeczonej Kreci brzmiała mniej więcej tak: "ona to chyba jakaś feministka była".

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 25.05.13, 22:06
    Oj, to współczuję :(
    Zalety Krecia oczywiście miała - sama o nich pisałam.
    Ale diagnoza męża bardzo trafna i zdroworozsądkowa; widać, że to umysł ścisły:D
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 24.05.13, 17:54
    > P.S. Krecińska nie znosiła jeszcze jednego typu uczniów - zarozumiałych dupków
    > ;)

    Wow!!!
    Krecińska dysponowała wieloma narzędziami, aby rozmawiać ze swoimi uczniami na temat tego, co zdarzyło się na sali gimnastycznej w czasie Powstania Warszawskiego. Z jakichś powodów jednak tego nie robiła - podejrzewam, że z konformizmu - po prostu dyrekcja zabroniła jej, więc siedziała cicho. Jak większość skorumpowanych w tym czasie nauczycieli.
    Zawsze mi się wydawało, że już Baćmaga ma więcej klasy i odwagi cywilnej; przynajmniej za coś usunięto ją z PZPR:)

    Poza tym - prestiż Kołłątaja to śmiech na sali; kobieto, stuknij się w głowę!!!

    "Zarozumiałe dupki" w otoczeniu Kreci to były osoby mające odwagę przeciwstawić się jej sadystycznym zapędom; fakt, nie należałam do kółka jej adoratorek - ale mnie szanowała; parę razy interweniowałam u niej w sprawie osób, które chciały się poprawić/ wyciągnąć - wobec mnie zawsze była fair i ulegała mi, kiedy prosiłam o pomoc w sprawie jakiejś zdołowanej osoby; myślę, że w gruncie rzeczy mnie lubiła - takie wrażenie odniosłam, kiedy - już po maturze - spotkałyśmy się przypadkowo na ulicy.
    Miałam u niej dwie piątki na maturze - z pisemnej i ustnej - co niezwykle sobie cenię, wyżej niż obecność na seansach spirytystycznych,które podobno organizowała u siebie w domu dla uzależnionych od siebie adoratorek :D
  • Gość: zuzia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.13, 18:48
    @ menoda
    Pleciesz trzy po trzy i w dodatku masz problemy z zapamiętaniem tego, co napisałaś parę postów wyżej. Pomogę Ci:
    18 maja napisałaś: "A ja nie chodziłam do słabego ogólniaka (Kołłątaj). "
    a dziś (24 maja) już w innymn tonie: "Pamiętam te wciski o elitarności i renomie Kołłątaja, kontrastujące z walącym po oczach przeciętniactwem wokół"

    I jeszcze poniższe Twoje słowa z 20 maja. Uważam, że stanowią najlepszy dowód kompletnej niewiarygodności Twoich ocen, zarówno nauczycieli jak i poziomu nauczania w Kołlątaju, jako osoby rzadko bywającej na lekcjach:
    "Zresztą, szczerze powiedziawszy, to ja często zrywałam się z tej szkoły; wagarowałam, podrabiałam podpisy matki w dzienniczku; często przychodziłam tylko na polski, a potem jechałam sobie do kina".

    Tak, w latach 80. faktycznie Kołłątaj stracił na swej elitarności, po tym gdy zapisały się do niego (choć rzadko uczęszczały!) różne prowincjonalne Gąski Balbinki ;)
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 24.05.13, 20:26
    Droga Zuziu,
    bardzo mi miło, że tak szczegółowo analizujesz moje posty.
    Niemniej, muszę przyznać, że jak na osobę z kręgu Kreci - rozumu to Ty wiele nie masz; u kogo uczyłaś się logiki?
    To, co piszesz potwierdza moją opinię o Kołlątaju - to szkoła dla przeciętniaków, którym wydaje się, że są elitą :D

  • tinywee 25.05.13, 16:42
    PS. A Ciebie gdzie Gugul uczył?

    W Koperniku.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 25.05.13, 23:21
    No, to Ci się poszczęściło, bo Gugul krótko tam uczył:)
  • tinywee 03.06.13, 21:31
    Tak, Gugul był cudowną wartością dodaną. Nauczycielem, który wnika pod skórę i karmi. Takim nie do opowiedzenia, chociaż są tacy, co wciąż próbują, jak np. w audycji radiowej z ubiegłego roku – czyli ponad 20 lat po tym, jak odszedł.

    Ale też i Gugul miał szczęście, bo w ciągu tych czterech lat trafił w Koperniku na wybitnego ucznia, który pisze tak: www.jerzysosnowski.pl/?p=686#comments

    Zadumałam się nad stwierdzeniem:
    Który z całą bezwzględnością realizował zasadę, że pracuje się z (jego zdaniem) najzdolniejszymi, a reszta ma sobie poradzić – czyli odwrotnie, niż głosi dzisiejszy dogmat szkolny.

    Tak było…

    Cóż, zważywszy, że głąb raczej pozostanie głąbem, czy to wskutek gnuśności umysłu, innych zainteresowań czy zwykłego lenistwa, a czas jest dobrem skończonym, to należy dawać go tym, którzy chcą i mogą się uczyć. Czyż nie?
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 03.06.13, 23:51
    Cóż, zważywszy, że głąb raczej pozostanie głąbem, czy to wskutek gnuśności umys
    > łu, innych zainteresowań czy zwykłego lenistwa, a czas jest dobrem skończonym,
    > to należy dawać go tym, którzy chcą i mogą się uczyć. Czyż nie?"

    Nie.
    Zresztą, głąb to pojęcie względne.

    Kompletnie nie kupuję takiej misji pracy nauczyciela i myślę, że gdyby mnie uczył Gugul to byśmy się nie polubili. Zwłaszcza że - jak czytam - to typ "charyzmatycznego" alkoholika! Czym się tu fascynować? Mówię to co prawda z perspektywy osoby 50-letniej, ale kiedy miałam lat 15 myślałam tak samo.

    Ale może dlatego tak myślę, że pochodzę z nauczycielskiej rodziny. Moja matka, ciotka i wujek pracowali w różnego typu (szczebla) szkołach, większość znajomych moich rodziców to też byli nauczyciele. I w moim domu takie elitarystyczne podejście do uczniów było zawsze "potępiane" a charyzmatyczni przywódcy 15-latków często bywali przedmiotem dowcipów :)
  • jakw 04.06.13, 00:40
    tinywee napisała:
    > Który z całą bezwzględnością realizował zasadę, że pracuje się z (jego zdani
    > em) najzdolniejszymi, a reszta ma sobie poradzić – czyli odwrotnie, niż g
    > łosi dzisiejszy dogmat szkolny.

    Przy dzisiejszej testologii stosowanej pewnie jednak pochyliłby się nad "głąbem" : najzdolniejsi raczej i tak uzyskają dobre wyniki, przyrost średnich wyników można uzyskać właśnie pracą wśród średniaków i tych, jak to nazywasz , "głąbów"


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • tinywee 07.06.13, 21:32
    menodo - Może jednak nie warto sądzić pochopnie?

    Ależ oczywiście, żeby nie było – sama byłam i bywam głąbem, nie tylko z fizyki :). Natomiast wydaje mi się, że w takiej szkole jak liceum ogólnokształcące, gdzie ludzie trafiają z własnej woli i wyboru, nauczyciel niekoniecznie musi oglądać się na średniaków i podciągać tyły, za to może skoncentrować się na najlepszych – tych, co chcą i mogą. W ten sposób może nastąpić prawdziwy transfer wiedzy. Jasne, po latach może okazać się, że to średniak czy ten, co kompletnie nie ‘zdanżał”, prześcignie wszystkich, łącznie z mistrzem (nauczycielem). Ale kto wie, może tak się stanie właśnie dlatego, że w szkole nauczyciel uczciwie pracował z najlepszymi, a nie tylko trochę – z pozostałymi.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 08.06.13, 10:08
    Natomiast wydaje mi się, że w takiej szkole jak liceum ogólnokształcą
    > ce, gdzie ludzie trafiają z własnej woli i wyboru, nauczyciel niekoniecznie mus
    > i oglądać się na średniaków i podciągać tyły, za to może skoncentrować się na n
    > ajlepszych – tych, co chcą i mogą. "

    Nie - ma uczyć wszystkich i za to - że tak powiem po chamsku - mu płacą. Ze zdolnymi może pracować na zajęciach dodatkowych za dodatkowe pieniądze.
    Ale przecież praca w oświacie nie jest obowiązkowa. Są przecież lepiej płatne, bardziej prestiżowe zawody - z mniejszym ryzykiem spotkania głąba w swoim otoczeniu :D
  • jakw 08.06.13, 18:59
    Do liceów trafia się na podstawie chęci i wyników punktowych rekrutacji. Do lepszych liceów w Wwie rozpiętość punktów zdobytych w rekrutacji nie jest jakoś straszliwie wielka: np do mat-fizu w Poniatowskim rozpiętość punktów w zeszłym roku była między 165 a 200; a np. Królówki ( bodaj 5-ta dziesiątka w rankingach) pomiędzy 126 a 150 . To nie są aż tak wielkie różnice, żeby zakładać, że w klasie jest trochę geniuszy,sporo średniaków i reszta głąbów. I pracować tylko z geniuszami. Myślę, że dobry nauczyciel powinien umieć pracować z całą klasą (z tymi, co chcą pracować), a nie tylko z 10% najlepszych a resztę olać.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jakw 20.05.13, 23:43
    tinywee napisała:

    > "u mnie w liceum Kollataja uczyli porzadnie i tak ze do tej pory pamiętam”.
    Mój mąż do tej pory wspomina (z lekką grozą) swój mat-fiz z tegoż liceum: twierdzi, że była to klasa o profilu mat-fiz-pol-hist-biol-chem-geo ;-).

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 18.05.13, 02:59
    Agatko, tak z ciekawości- skąd pewność, że artykuł nie został nawet nie zmanipulowany, ale wymyślony od początku do końca?

    Nie zaprzeczam, że jest mnóstwo nierozgarnietych edukacyjnie młodych ludzi, ale większość współczesnych "dziennikarzy" rekrutuje się z nich właśnie.

  • Gość: agatka_s IP: *.dynamic.chello.pl 18.05.13, 08:52
    Nie no ja nie zakładam, że ktoś zmyśla artykuły. Jestem ze starej szkoły i może naiwnie zakładam ze jak napisane w gazecie to jednak prawda, może taka ciut uwypuklona żeby było bardziej chwytliwe, ale jednak prawda. Przy czym ja mówie o poważnych periodykach oczywiście, a nie o jakiś tam Faktach, Pudelkach i takich tam.

    I powtórze mnie nie chodzi aby się znęcac się nad jedna czy drugą kretynką która nie wie tego czy tamtego. Nie uważam też ze to co opisane to norma (sama nie znam takich idiotów). Chodzi mi tylko o to że nasz system obecny jest do bani skoro przepuszcza przez swoje sito osoby z tak podstawowymi deficytami i pozwala aby uzyskały one wykształcenie wyższe. Po prostu kolejny dowód na to jak demokratyzacja edukacji de facto jej szkodzi.
  • joa66 18.05.13, 09:16
    A ja obserwuję prasę i widzę co się dzieje. I nie mówię o Fakcie, tylko np o Gazecie, która powoli staje się tabloidem. Ten akurat artykuł nie wnosi niczego nowego, tylko kolejne historyjki z drugiej ręki. Nie twierdzę broń Boże , że wszyscy maturzyści są genialni, ale tysięczny "artykuł" na ten sam temat, bez żadnej refleksji jest śmieszny. Kiedy jakiś niedorobiony dziennikarz nie ma o czym pisać, bo na niczym się nie zna, to rzuca się na "łatwe" tematy, a jak jeszcze może zaszokować, to ho, ho...

    A do poczytania jak to jest na świecie:

    www.stopgradeinflation.ie/links_uk.html
  • joa66 18.05.13, 09:19
    An article describing the upward trend of GCSE grades in the UK accompanied by a sharp slide in command of basic written English




  • morekac 18.05.13, 17:44
    Jeśli dziewczę zostanie dobrą tancerką - da się żyć. Do tego rzeczywiście nie jest potrzebna wiedza ani o Hitlerze, ani o ułamkach.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • Gość: jhgfd IP: *.ssp.dialog.net.pl 14.06.13, 23:00
    www.youtube.com/watch?v=u-i5sVSg5XQ pop pop boat tak żyć. Bawić się i nie myśleć o problemach :P

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.