Dodaj do ulubionych

Znowu Bednarska:)

24.08.09, 12:13
Zadaję pytanie tutaj, bo wiem, że bywają tutaj rodzice uczniów
Bednarskiej.

Często pojawia się opinia o tej szkole, że trzeba być zmotywowanym i
dobrze zorganizowanym, żeby nauczyć się czegoś w tej szkole,
ponieważ jak komuś się nie chce to nikt nie robi problemu.

I tego dotyczy moje pytanie. Czy Ci, którym nic się nie chce mają
dwóje i na tym się kończy zaangażowanie szkoły, czy stawia się im
czwórki i piątki za piękne oczy?

Edytor zaawansowany
  • verdana 24.08.09, 16:08
    Nie wiem jak stopnie - moja corka byla na lekcjach w Bednarskiej
    (jako ze jest na specjalizacji pedagogicznej).
    Wyszla, rwac wlosy z glowy. Byli to wyselekcjonowani uczniowie,
    przygotowujacy się do matury z tego przedmiotu, polowa robila w
    czasie lekcji co innego (łącznie ze sluchaniem mp3), a nikt nie
    potrafil odpowiedziec na pytania problemowe.
    W ramach eksperymentu te same pytania zadala bratu, lat 13, ktory z
    historii ma tróeczke i jej nie lubi.
    Z 5 pytan odpowiedział na cztery...

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • verdana 24.08.09, 16:10
    Żeby bylo jasne, bo metnie napisalam - corka nie prowadzila lekcji ,
    wtedy brak zainteresowania ucznió bylby zrozumialy - ona i jej
    koledzy obserwowali lekcje prowadzaona przez nauczyciela tej szkoły.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 24.08.09, 17:05
    Dzięki:)

    Nasuwają mi się kolejne pytania.

    Czy ta połowa, która chciała uczestniczyć w lekcji, mogła to
    spokojnie robić (czyli to co robili inni jej nie przeszkadzało)

    Czy nauczyciel w ogóle reagował na MP3 itp uczniów (wszystko jedno
    z sukcesem czy nie)

    Ciekawa jestem jak wygląda to nicnierobienie na Bednarskiej. Może
    nauczyciele wychodza z założenia - jesteś prawie dorosły, dajemy Ci
    szansę zdobywania wiedzy, ale jeśli nie chcesz , to twoja sprawa, ty
    będziesz ponosił konsekwencje (dwóje, kiepska matura, itp) a nie my.

    A może i tak wszyscy uczniowie dostają przyzwoite stopnie i pochwały
    dla świetego spokoju.

    Dziwi mnie ta niemoznośc odpowiedzenia na proste pytania, skoro
    szkoła jednak dobrze wypada na maturze.

    A może po prostu jest tak jak w każdej szkole - są rózni uczniowie.

    Slyszałam wiele dobrego o nauczycielach z tej szkoły.

    p.s. pytam troche teoretycznie, bo z tego co wiem to w liceum prawie
    nigdy nie ma wolnych miejsc, bo są zajęte przez absolwentów
    miejscowych gimnazjów.
  • verdana 24.08.09, 18:34
    Moge tylko powiedziec to, co referowała córka.
    Nauczyciel nie zwracał uwagi na uczniów, ktorzy nie byli
    zainteresowani lekcją. Nie zwrócił nikomu uwagi 9ale trzeba
    pamiętac, ze to byla lekcja z obserwatorami, moze miał nadzieje, ze
    tego nie zauważą i nie chciał awantury w obecnosci obcych).
    Niezaleznie od tego, co robią nauczyciele mlodzież z Bednarskiej
    maturę zdaje i to dobrze. Natomiast gorzej bywa na studiach - jak
    pisalam polowa klasy dziecka mojej znajomej przerwała studia o
    pierwszym semestrze - część z powodów jak najbardziej do przyjęcia -
    np. wyjazd za granicę, większość - ponieważ uznała, ze nie warto
    uczyć się nudnych rzeczy (które zawsze sa na pierwszym roku).
    Mnie niemoznośc odpowiedzi na pytania problemowe i korelacja tego
    zjawiska z dobrze zdana matura z przedmiotu humanistycznego
    niestety, absolutnie nie dziwi. Niestety...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 24.08.09, 20:18
    "Mnie niemoznośc odpowiedzi na pytania problemowe i korelacja tego
    zjawiska z dobrze zdana matura z przedmiotu humanistycznego
    niestety, absolutnie nie dziwi. Niestety..."

    Tylko ja się spodziewałam po Bednarskiej sytuacji odwrotnej -
    zdolność do odpowiadania na pytania problemowe, kosztem najwyższych
    wyników z matury...Przynajmniej wydawało mi się, że Bednarska z tego
    słynie.. zresztą sam fakt, że nauczyciel zadawał takie pytania
    świadczy chyba dobrze o nauczaniu w szkole.






    --
  • menodo 24.08.09, 21:12
    Jak znam dzieci z Bednarskiej, to te akurat, ktore znaly odpowiedzi na te
    "problemowe" tematy z historii mialy akurat mp3 na uszach, inni grali szachy na
    korytarzu a ci co odpowiadali to nie wiem - swps albo kozminskiego mieli w zanadrzu?
  • verdana 24.08.09, 21:20
    No, nikt nie odpowiadał.
    Rzeczywiscie, sporo z Bednarskiej ląduje w Koźminskim albo na SWPS -
    tyle, ze sa to coraz częściej szkoly z wyboru, nie z koniecznosci.
    Psychologia SWPS jest czesto wyżej w rankingach niz ta z UW.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • menodo 25.08.09, 09:47
    Bednarska to nie jest szkolka, gdzie na pytanie nauczyciela dzieci grzecznie
    podnosza raczki. Z roznych powodow moga nie chciec odpowiadac, na przyklad z
    takiego, ze wlasnie zgrali sobie fajna muze i chca jej w danym momencie
    posluchac a na lekcji nie dzieje sie nic ciekawego. A juz obecnosc
    jakichkolwiek praktykantow nie jest dla nich zadnym wyzwaniem; wrecz przeciwnie:
    niech ida na miasto i opowiadaja jakimi to jestesmy zblazowanymi pajacami
    ponizej poziomu trojkowego gimnazjalisty.
    Verdano, im wiecej slysze takich opowiesci, tym bardziej lubie te szkole:)
  • verdana 24.08.09, 21:18
    A ja Cie zawsze uważałam za osobę niezwykle inteligentną:-)
    Kochana, żadna szkoła nie może sobie pozwolić na to, aby zaryzykować
    dobre wyniki matur. Jaki rodzic zalaci wysokie czesne za to, żeby
    jego dziecko "nauczyło się mysleć", a nie za to, by dostało się na
    studia. No, może klku się znajdzie; Ale to nawet na jedna klasę nie
    starczy.
    Mąż był - rok po wprowadzeniu nowej matury - na dniu otwartym na
    Nowowiejskiej. I tam własnie nauczyciele biadali, ze szkoła już nie
    będzie mogla być taka dobra, bo nie mozna rozwijać myślenia i uczyc
    odpowiedzi "pod klucz".
    A nauczyciel zadawał pytania, na ktore może odpowiedzieć
    nieprzygotowany (acz myslacy) uczeń II gimnazjalnej... To nie jest
    wyśrubowany poziom.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 24.08.09, 21:25
    He, he...

    A ja wierzyłam, że Bednarska się oparła temu trendowi i dlatego jest
    w rankingach koło 20 miejsca, a mogłaby w pierwszej piątce.

    menodo..a wiesz coś na ten temat, i.e. opinia, że jezeli uczen nie
    chce sie uczyc to szkoła nie reaguje?
  • menodo 25.08.09, 09:22
    joa66 napisała:
    menodo..a wiesz coś na ten temat, i.e. opinia, że jezeli uczen nie
    > chce sie uczyc to szkoła nie reaguje?"

    ...A co to znaczy dla Ciebie "szkola nie reaguje"?
    Na Bednarskiej nie ma stopni (moze w ciagu kilku lat to sie zmienilo)- ale
    uczen/ rodzic dostaje od nauczycieli pisemne informacje zwrotne po kazdym
    trymestrze chyba...Od poczatku jasne sa zasady gry - co uczen ma zrobic, aby
    zaliczyc dany przedmiot.
    Stopnie pojawiaja sie dopiero na swiadectwie; szczerze powiem, ze nie wiem na
    jakiej podstawie sa wystawiane; nigdy mnie to nie interesowalo a moj syn nigdy
    nie kwestionowal swoich ocen.

    Uzdolnione dzieci, pasjonaci czegokolwiek, otrzymuja na Bednarskiej niesamowite
    wsparcie. Te, ktore maja z czyms problem moga liczyc na pomoc szkoly. Moj syn w
    I klasie gimnazjum mial zaleglosci z matematyki i wtedy szkola zorganizowala
    dla niego "korepetycje" - uczyl go starszy kolega w ramach wolontariatu, zreszta
    z niesamowitymi efektami.
    Natomiast nie wiem co z tymi, ktorym nic sie nie chce. Na pewno musza zaliczyc
    jakies minimum; moj syn z wiekszosci przedmiotow mial na swiadectwie oceny
    dopuszczajace, ale z kilku kierunkowych - celujace, wiec nie bylo powodu niepokojow.



  • menodo 25.08.09, 10:18
    joa66 napisała:
    "Może
    > nauczyciele wychodza z założenia - jesteś prawie dorosły, dajemy Ci
    > szansę zdobywania wiedzy, ale jeśli nie chcesz , to twoja sprawa, ty
    > będziesz ponosił konsekwencje (dwóje, kiepska matura, itp) a nie my."

    TAK, i czesto jest to podkreslane.

    "> A może i tak wszyscy uczniowie dostają przyzwoite stopnie i pochwały
    > dla świetego spokoju."

    NIE, jesli ktos jest z czegos slaby to jest o tym informowany, ale tez nie ma
    zadnego ponizania, zastraszania czy innych tego typu "mokotowskich" metod
    motywowania uczniow.

    > "Dziwi mnie ta niemoznośc odpowiedzenia na proste pytania, skoro
    > szkoła jednak dobrze wypada na maturze.
    >
    > A może po prostu jest tak jak w każdej szkole - są rózni uczniowie."

    Uwierz mi, przyklad podany przez verdane swiadczyc moze wylacznie o
    specyficznej, "bednarskiej" reakcji uczniow na obecnosc "nieproszonych gosci" na
    lekcji...Co do wynikow na maturze - srednia nie jest imponujaca, ale to wlasnie
    dlatego, ze w tej szkole sa rozni uczniowie. Akurat rozszerzona historia wypada
    chyba najlepiej i to w skali calej Polski. W kregach mojego syna byly to wyniki
    na poziomie 90 proc. i powyzej. ...Oczywiscie dla verdany to tylko swiadczy o
    umiejetnosci uczenia sie pod klucz, ale losy znanych mi dzieci z Bednarskiej
    pokazuja, ze z taka wiedza smialo mozna osiagac sukcesy w najlepszych uczelniach
    polskich i na swiecie.
  • menodo 25.08.09, 10:45
    joa66 napisała:
    > p.s. pytam troche teoretycznie, bo z tego co wiem to w liceum prawie
    > nigdy nie ma wolnych miejsc, bo są zajęte przez absolwentów
    > miejscowych gimnazjów."

    W tym roku chyba po raz pierwszy od czasu utworzenia siostrzanych gimnazjow
    chyba polowa (nie jestem pewna) miejsc na Bednarska przeznaczona byla dla
    dzieci z zewnatrz. Pamietam, ze juz pare lat temu nauczyciele z liceum buntowali
    sie przeciwko niekoniecznie pozadanemu spadkowi po Raszynskiej - i wyglada na
    to, ze udalo im sie wywalczyc jakas niezaleznosc w naborze uczniow. Z tego co
    wiem byl egzamin i - chyba decydujaca- rozmowa kwalifikacyjna.
  • verdana 25.08.09, 14:05
    No cóż, jeśli taka jest reakcja mlodziezy z Bednarskiej na studentow
    z UW, ktorzy przychodza do tej szkoly i nikt nie reaguje - bo
    uznaje, ze jest to reakcja własciwa - to znaczy, ze jest to szkola
    chamstwa.
    Tego jednak nie przypuszczałabym w najgorszych wyobrazeniach. Jesli
    takie zachowania uznawane sa przez nauczycieli i rodzicow za
    wlasciwe - to znaczy, ze cos bardzo zlego dzieje sie z mlodzieżą tej
    szkoly. Mamy byc zdolni, kreatywni, uprzejmi i działać spolecznie,
    ale wobec obcych mamy prawo zachowywać się arogancko, bo jestesmy od
    nich o tyle lepsi, ze nie musimy byc uprzejmi dla motlochu.
    mam nadzieję jednak, ze klasa byla po prostu znudzona, albo
    nieprzygotowana, bo az nie chce mi się wierzyć, by byla świadomie
    źle wychowywana.

    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ratyzbona 25.08.09, 14:53
    To może ja się odezwę bo jako córka Verdany osobiście na Bednarskiej
    byłam. Student mający szalony pomysł zostać nauczycielem musi sobie
    po szkołach trochę pochodzić i lekcji pooglądać - istotnie w
    większości z nich jest intruzem elementem wypaczającym całkowicie
    przebieg lekcji - problem polega na tym że zazwyczaj studenci
    wypaczają lekcje na plus - uczniowie w większości szkół robią
    wszystko żeby wypaść na madrych i fajnych przed studentami - nawet
    jeśli połowa klasy popada w marazm ( co jest normą na każdej lekcji
    historii) to kilku pasjonatów wyrywa się do przodu podając informacje
    na takim poziomie że robi mi się głupio bo o połowie rzczy nie
    slyszałam. Tymczasem na Bednarskiej w klasie gdzie byli wyłącznei
    uczniowie w jakiś sposób historią zainteresowani ( sami wybrali te
    zajęcia i ten poziom) klasa wydawala się całkowicie nie
    zainteresowana rozmową z nauczycielem mimo że ten nie tyle egzekwował
    wiedzę ( wierzę że nie każdy chce się uczyć o Jagiellonach) ale
    myślenie - co więcej nie potrafił wyciągnąć uczniów nawet tej wiedzy
    ktorą powinni posiadać po odrobieniu pracy domowej ( nieprzygotowanie
    zglosiło ponad połowa klasy). Co do zajmowania się innymi rzeczami
    niż tematem lekcji to nie mam złudzeń - w większości szkół uczniowie
    może nie sluchają mp3 i nie korzystają ze swojego laptopa ale rysują
    na kartce albo myślą o czymkolwiek innym - ale na tym polega subtelna
    różnica - uczeń powinien wiedzeć że olewanie nauczyciela na lekcji
    nie nalezy do dobrego tonu i się z tym ukrywać. Co zaś się tyczy
    dalszych losów uczniów z Bednarskiej - wszystkie moje doświadczenia z
    uczniami wybitnych szkół ( prywatnych i państwowych) w ktorych dawano
    mnóstwo wolności są takie same - po przejściu na studia gdzie tyle
    wolności już nie było zaczynalo się jedno wielkie rozczarowanie tym
    że do profesora trzeba powiedzieć profesorze, że istnieje hierarchia
    i zasady ktorych nie da się zmienić i nagiąć, że czasem trzeba
    zaliczyć wszystko po kolei a nie na wyrywki itd. Wiem że może nie
    świadczy to najlepiej o polskim systemie studiów wyższych ale tak już
    jest i trzeba się tego nauczyć gdzieś w czasie swojej szkolnej
    kairery.
    --
    Moje forum dla wszystkich z dysfunkcjami. ZAPRASZAM!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=42552
  • menodo 25.08.09, 17:44
    Ale ja juz pisalam, ze Bednarska to nie jest szkolka, gdzie na pytanie
    nauczyciela dzieci grzecznie podnosza raczki, zwlaszcza kiedy przychodza goscie
    i trzeba sie pokazac od jak najlepszej strony, zeby sobie zle o nas nie
    pomysleli.W gimnazjum mojej corki za takie wystepy dostawalo sie szostki; w tym
    uroczystym dniu wypadalo tez przyjsc w granatowym sweterku, ewentualnie zaplesc
    warkocze itd.

    Osobiscie uwazam,ze takie sprawy jak sluchanie muzyki z mp3 (raczej wypasionych
    i-podow :)) na lekcjach czy w ogole sprawa dyscypliny to sprawa miedzy
    nauczycielem a klasa i osobom z zewnatrz nic do tego. Ludzie roznia sie
    wielkoscia ego i zakresem tego, co odbieraja bardzo osobiscie. Cos co dla Ciebie
    verdano jest szczytem chamstwa (takie zachowanie przy gosciach???) wcale nie
    musi byc tak odebrane przez osobe, ktora na co dzien pracuje z ta mlodzieza i ma
    z nia inne relacje.

    Mnie sie nie podoba brak kindersztuby u mlodych ludzi, nie podobalo mi sie
    zreszta wiele rzeczy na Bednarskiej.
    Ale jeszcze bardziej nie podoba mi sie,kiedy ktos na podstawie bardzo
    powierzchownych obserwacji wyciaga wnioski, ktore nijak sie maja do
    rzeczywistosci tej szkoly, do obrazu jej uczniow a czesto takze ich rodzin. Pol
    biedy, kiedy jest to tylko nieprawdziwe czy glupie, ale czasami jest to
    krzywdzace w stylu -zepsute gnojki zerujace na kasie swoich bogatych rodzicow.


    Nie wiem tez skad na wielu forach tyle troski o losy absolwentow Bednarskiej
    sprowadzajace sie do konstatacji , ze nie radza sobie z paniami w dziekanacie...
    No jedni sobie radza, inni nie. W ogole - jedni sobie w zyciu radza swietnie,
    inni tak sobie, a jeszcze inni w ogole sobie nie radza. Bo ludzie sa rozni, ci z
    Bednarskiej takze.


  • verdana 25.08.09, 19:01
    Cóż, dla mnie jdnak sluchanie mp3 w momencie, gdy ktos do mnie mowi,
    jest wyrazem wyjątkowego lekzewazenia. Nie tylko przy gosciach.
    Zawsze. A już w momencie, gdy w klasie jest dydaktyk (ktory zreszta
    ocenia lekcje - tę ocenił bardzo źle) i inni ludzie - świadczy o
    tym, ze uczniom nie zalezy, jak ich nauczyciel zostanie oceniony.
    przeciez nie ma tu mowy o "podnoszeniu rączek" tylko o swobodnej
    dyskusji na lekcji. Czy sa goscie czy nie ma - zresztą goscie nie
    przyszli niespodziewanie, jest umowa między UW a szkołą, czyli sa to
    goscie mile widziani - brak jakiejkolwiek dyskusji w żaden sposób
    nie wydaje mi się pozytywny.
    Znam sporo osob z Bednarskiej. W tym roku skonczyla te szkołę córka
    mojej przyjaciółki. Obie szkołę sobie chwala, owszem, ale bez
    przesady. Widza sporo wad, między innymi wlasnie zbytni luz na
    lekcjach.
    O gnojkach zerujących na kasie chyba nic nie było??? Przeciwnie,
    widze jak Bednarska wielu osobom wpoila wręcz kult pracy spolecznej,
    co uwazam za bardzo pozytywne. Dlatego też uznalam zachowanie
    mlodziezy na tej lekcji raczej jako skutek źle prowadzonych zajęć i
    złej pracy nauczyciela, niż zlego wychowania. Ty jednak - ku mojemu
    zdumieniu - uznalas zachowanie mlodziezy za całkowicie dopuszczalne.
    I prawde mowiac, to mnie najbardziej przeraziło - bo moze to nie byl
    zly nauczyciel, tylko szkolna norma, akceptowana przez rodzicow (na
    pewno nie tych, ktorych znam osobiscie).

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • menodo 25.08.09, 20:32
    Verdana napisala:
    "Dlatego też uznalam zachowanie
    mlodziezy na tej lekcji raczej jako skutek źle prowadzonych zajęć i
    złej pracy nauczyciela, niż zlego wychowania. Ty jednak - ku mojemu
    zdumieniu - uznalas zachowanie mlodziezy za całkowicie dopuszczalne.
    I prawde mowiac, to mnie najbardziej przeraziło - bo moze to nie byl
    zly nauczyciel, tylko szkolna norma, akceptowana przez rodzicow (na
    pewno nie tych, ktorych znam osobiscie)."

    Nie-nie-nie verdano.Zaczelo sie od Twojej konstatacji, ze wiedza uczniow z
    Bednarskiej, i to tych z grupy z rozszerzona historia jest ponizej poziomu
    trojkowego gimnalisty. Mnie zdziwily przeslanki na ktorych opierasz swoje
    wnioski, dlatego zaproponowalam inna interpretacje tej sytuacji...Ze byc moze
    uczniowie znali odpowiedz, ale z jakichs powodow nie chcialo im sie odpowiadac,
    odmowili wspolpracy...

    Czy to ladnie ze sluchaja na lekcji muzyki ? Dla mnie nieladnie, ja bym im tego
    zabronila.
    Ale jesli temu nauczycielowi to nie przeszkadza, to juz nic mi do tego.
    Widocznie taka ma relacje z uczniami, podejrzewam, ze jakos wynegocjowali z nim
    zgode na te mp3, bo na Bednarskiej wiele rzeczy sie negocjuje...

    Rozumiem, ze gosciom byloby milo, gdyby mlodziez sie postarala, wykazala,
    blysnela erudycja - tak jak w innych szkolach.
    Ale w tej szkole jest troche inaczej. W tej szkole mis lapki tak latwo nie
    podaje, a to szkoda.
    Bo niby dlaczego jakas umowa szkoly z UW mialaby zmuszac licealiste do
    aktywnosci na lekcji? Bo TAK?
    Od razu mowie, ze nie jest to moj punkt widzenia tylko jeden z mozliwych, jakie
    jestem w stanie - w oparciu o doswiadczenia z ta szkola- wygenerowac.

    Robienie z tego jakiegos wielkiego halo, ze to szkola chamstwa, ze brak zasad i
    jeszcze chamstwo rodzicow, ktorzy to popieraja -wydaje mi sie przesadna
    egzaltacja...
    Efekt jest taki, ze im bardziej Cie to oburza, verdano, im glosniejsze dzwony
    bijace na alarm slysze z Twojego kierunku, tym bardziej mnie to smieszy.





  • verdana 25.08.09, 21:41
    Nie - ani slowa nie bylo o wiedzy...
    Napialam, ze pytania byly na poziomie gimnazjalisty, a nikt w klasie
    na nie nie odpowiedział. Co źle świadczy także o nauczycielu, nie
    tylko uczniach - zresztą o to wlasnie pytano. Gdyby uczniowie
    odpowiadali źle - to inna sprawa. Jesli milczeli, to albo ich wiedza
    bya żenująco niska, czego wykluczyc nie sposób, albo pytania byly
    żle zadawane. Jednak żeby zapytany uczen milczał dla zasady? Dla
    mnie to dziwne.
    Przepraszam Cie bardzo, ale tu nie chodzilo o wyrecytowanie
    wierszycka przed natretna ciocią, tylko o aktywność na zwyklej
    lekcji. Nie o "blyszczenie erudycją", ale o odpowiedzi na pytania
    nauczyciela. I nie umowa z UW mialaby do tego zmuszac uczniów, ale
    to, ze znajdują się w szkole, na lekcji, a nauczyciel ich o cos
    pyta. Ale moze wynegocjowali,ze odpowiadac napytania nie trzeba,
    niech nauczyciel gada sobie a muzom.
    Opisalam jedną lekcję. Tak, jak wyglądala naprawdę. Napisałam nawet,
    ze niezaleznie od tego wyniki matury sa w tej szkole bardzo dobre.
    Rozumiem jednak, ze tej szkoly krytykowac nie wolno. To przykre, ale
    i niepokojace.
    Dodam jeszcze, ze prowadzaca zajęcia, dydaktyk, która opinie
    przesyła do szkoly, omawiając te lekcję ze studentami, oceniła ją
    jako fatalną.
    Zretą dobrze, ze ta dyskusja trwa. Bo cały czas wahalam się co do
    Bednarskiej - mam na temat tej szkoly bardzo mieszane opinie, stać
    mnie na nią "na styk". Po Twoich wypowiedziach i opiniach (że zaleta
    Bednarskiej jest to, ze uczeń nie mis, ktory podaje łapke, tylko
    najwyraźniej osoby, ktore bez wahania podłożą świnię nauczycielowi)
    wiem, ze nie ma się nad czym zastanawiać.
    Nie wierzę, ze uczniowie Bednarskiej swiadomie kompromitują
    nauczyciela - raczej sądze, ze po prostu nie byli przygotowani,
    bywa. Boje się natomiast rodziców, ktorzy akceptują tego typu
    zachowania i ciesza się, ze mlodzież jest tak niezależna, ze będzie
    lekcewazyc wszystkich spoza swojego środowiska.
    Ale teraz już rozumiem, dlaczego córka kolezanki po Bednarskiej
    wychodzila z ćwiczeń w 8-osobowej grupie w trakcie zajęć, nie
    usprawiedliwiajac sie i nie mowiac "przepraszam". A ja myslalam,z e
    jest po prostu źle wychowana..., a ona po prostu nie wie chyba, ze
    tak się nie robi.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ratyzbona 25.08.09, 22:46
    Menodo chyba nie wiesz na czym polega wizyta studentów z UW w
    szkole. Zanim studenci przyjdą błaga się nauczyciel by
    przeprowadzili lekcję jak najbardziej normalną albo nie informowali
    uczniów o tym że przyjdzie wizytacja. Studenci wcale nie chcą
    widzieć pokazówki tylko zwykły dzień w szkole. Moja wizytacja była
    więc niezapowiedziana ( przynajmniej tak zastrzegał się nauczyciel i
    raczej nie mam podstaw mu nie wierzyć) więc uczniowie raczej
    zachowywali się tak jakby zachowywali się na co dzień. Jak już
    pisałam nie dziwi mnie brak odrobionej pracy domowej - to zdarza się
    w każdej szkole, nie dziwi mnie brak zainteresowania tematem ale
    dziwi mnie brak woli do wykazania się czy zwykłego udziału w lekcji.
    Nauczyciel poprosił na tej lekcji uczniów o zinterpretowanie XIX
    tekstu wierszyka patriotycznego w kontekście swojej wiedzy o
    Jagiellonach - jako przyszła nauczycielka uważam że jest to pomysł
    świetny i prawdopodobnie nie spotkam takiego w innej szkole. Cóż
    jednak z tego że uczniowie powiedzieli nic lub prawie nic - nie
    znalazł się nawet ten jeden nadaktywny ( w każdej klasie taki jest)
    który macha ręką choć wie że nauczyciel i tak go nie zapyta. Wiem że
    dla ciebie zachowanie na lekcji jest wynikiem umowy między
    nauczycielem a uczniami ale czy nie zdenerwowało by cię gdybyś
    dowiedziała się że na lekcjach za które płacisz ciężkie pieniądze
    twój syn zamiast uczyć się historii korzysta z internetu na
    rozstawionym przed sobą laptopie? To po co on wogóle na tej lekcji
    siedzi?
    Co zaś się tyczy wiedzy to niestety - to była druga klasa liceum pod
    koniec roku - jeśli grupa nie wie co to jest dwór obiazdowy i uważa
    się za grupę zaawansowaną z historii to bardzo mi przykro ale taki
    brak wiedzy jej do tego nie uprawnia. A młodszego brata przepytałam
    bo nie mogłam uwierzyć nie w to że czegoś nie wiedzieli ale że nie
    chciało im się nawet pomyśleć. nie wątpię że do matury się nauczą bo
    to dzieciaki zdolne z świetną pamięcią i samozaparciem. Ale
    historyków to z nich nie będzie.
    --
    Moje forum dla wszystkich z dysfunkcjami. ZAPRASZAM!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=42552
  • menodo 26.08.09, 00:12
    No to zobaczylas kawalek zycia na Bednarskiej:)
    Mnie takie historie juz nie szokuja, bo mam za soba 6 lat doswiadczen z ta
    szkola i sporo do niej dystansu.
    Choc musze przyznac, ze zwlaszcza na poczatku bylo to wielkie wyzwanie dla mojej
    tolerancji.
  • menodo 25.08.09, 23:08
    Hmmm, a niby czym jak nie ocena poziomu wiedzy uczniow jest Twoja wypowiedz?

    "Byli to wyselekcjonowani uczniowie,
    przygotowujacy się do matury z tego przedmiotu, polowa robila w
    czasie lekcji co innego (łącznie ze sluchaniem mp3), a nikt nie
    potrafil odpowiedziec na pytania problemowe.
    W ramach eksperymentu te same pytania zadala bratu, lat 13, ktory z
    historii ma tróeczke i jej nie lubi.
    Z 5 pytan odpowiedział na cztery... "

    Poza tym, no coz, lekcja zostala oceniona fatalnie, bo pewnie byla fatalna;
    zwlaszcza na tle szkol, w ktorych za aktywnosc dostaje sie szostki a za jej brak
    - jedynke. Na Bednarskiej aktywnosc na lekcji jest aktem woli; raz jest duza,
    raz zerowa. Moj syn uwielbial lekcje historii, teraz studiujac na 2 kierunkach
    w UW mowi, ze najciekawsze zajecia jakie w zyciu mial to byly wlasnie tamte lekcje.

    Mysle, ze analizujesz te sytuacje w kategoriach, ktore troche nie pasuja do
    Bednarskiej, jak chociazby aktywnosc na lekcji jako obowiazek ucznia, a jej brak
    (zwlaszcza w obecnosci gosci z UW) to podkladanie swini
    nauczycielowi...Naprawde, oni sie tam dobrze ze soba dogaduja i nikomu nie
    dzieje sie krzywda, choc z zewnatrz moze to wygladac na horror, chamstwo i
    lamanie praw czlowieka:)

    Natomiast jesli ten w sumie drobny incydent wzbudzil w Tobie tyle negatywnych
    emocji to ja Ci te szkole - jako rodzicowi - serdecznie odradzam. To naprawde
    kropla w oceanie tego, co moze Cie tam doprowadzic do szalu:)
  • joa66 25.08.09, 23:23
    Dziękuję za wszystkie opinie.

    Temat , który poruszyłam dotyczył bardzo częstych opinii, że na
    Bednarskiej jak ktoś nie chce to się nie uczy. Jestem ciekawa dwóch
    rzeczy:

    - czy Ci, którzy olewają dany przedmiot rozwalają całą lekcję

    -czy informuje się ich jasno, że nawalają (zgadzam się, że nie
    trzeba przy tym wyzywac ani osmieszać)

    Bednarska jest chyba najbardziej kontrowersyjna szkołą i nawet
    współczuję uczniom tego liceum, bo każdy ich ruch jest analizowany
    niemal pod mikroskopem. To co uchodzi uczniom innych liceów (bo
    wiek, bo ludzie są różni itp) , u uczniów Bednarskiej czasami urasta
    do rangi zepsucia czy zblazowania.

    Ale chyba (?) powoli zaczynam rozumieć. Uczniom zostawia się wolną
    rękę nie tylko w tym czy chcą się nauczyć danego przedmiotu, ale też
    czy chcą się nauczyć życia społecznego. Przy okazji sprawy z mp3 ,
    ciekawa jestem czy ktos im powiedział, że niezależnie od tego czy
    nauczyciel się na to zgadza czy nie, takie zachowanie (poza
    wyjątkowymi sytuacjami) jest po prostu nieeleganckie?

    Ciekawa też jestem jak nauczyciele interpretują pojęcie "obecny".
    Może lepiej byłoby gdyby ci młodzi ludzie mogli posłuchac mp3 na
    korytarzu?

    Szkoła niemal naciska na wolontariat, chce uwrażliwić, tylko chyba
    cel powinien byc trochę bliżej niż Tybet. W miarę wrażliwy człowiek
    powinien pomyśleć , że zakładanie słuchawek na uszy wtedy kiedy ktoś
    do nas mówi, może byc przykre dla tej osoby. Nawet jeżeli ta osoba
    na to się zgadza i nawet jeżeli to , jako doświadczony pedagog,
    rozumie. Elementarna wrażliwość. Może po prostu powinni zrezygnowac
    z promowania wolontariatu w szkole?

    To wszystko oczywiście nie zmienia faktu, że podobno są tam
    wspaniali nauczyciele. I sporo wspaniałych młodych ludzi.


    p.s. do verdany - co do Twoich wątpliwości - każda szkoła ma swoje
    wady i zalety. To co wybieramy, kompromisy - to kwestia naszych
    priorytetów. Niestety, zwykle jest coś za coś.

  • verdana 26.08.09, 13:32
    Alez tak. Dla mnie Bednarska ma mnostwo zalet - np. nie stresowanie
    uczniow, nastawienie na zainteresowania, nieszablonowość, nie
    wymaganie od rewelacyjnego fizyka, aby był rewelacyjny z historii
    itd. Dlatego rozwazalam te szkołę i w przypadku corki (odmowila) i
    syna.
    Jednak dla mnie o niebo wazniejsze od poziomu szkoly, a nawet
    wazniejsze od atmosfery (co cenię bardzo) jest przygotowanie młodych
    ludzi do zycia. Miedzy innymi nauczenie ich tego, aby liczyli się z
    otoczeniem i potrafili robić także to, na co nie mają ochoty. A to
    IMO najwieksza wada tej szkoly - powiedzenie uczniom, że jak ich coś
    nie interesuje - to nie musza. czasem jednak muszą...
    Żeby to chociaz byl nonkonformiznm - ale i to nie, bo
    zachowanie "nonkonformistyczne" popierane przez szkołę takie być
    przestają.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • menodo 26.08.09, 14:44
    Verdano, z perspektywy czasu wydaje mi sie, ze najwazniejszym czynnikiem, ktory
    decyduje o przyszlosci absolwenta Bednarskiej jest jednak "czynnik rodzinny". To
    rodzina ksztaltuje najwazniejsze cechy osobowosi dziecka. Szkola moze je
    wspierac albo nie, na pewno nie jest w stanie ich zmienic na gorsze.
    Moj syn po Bednarskiej jest zaprzeczeniem wszystkiego tego co absolwentach
    Bednarskiej mowi sie "na miescie". Wydaje mi sie, ze akurat on dostal od swojej
    szkoly wszystko, co bylo w niej najlepsze, natomiast wszystkie jej wady jakos po
    nim splynely...
    Przez jakis czas na UW mial taki problem,ze kiedy mowil skad jest na twarzach
    rozmowcow widzial cos w rodzaju ironicznego "acha"...Ale ostatnio uslyszal cos
    mniej wiecej - nie wygladasz jak z Bednarskiej.Wbrew pozorom zrobilo mu sie przykro.
    On bardzo kocha swoja szkole i wydaje mi sie, ze to jest dla niego wielka
    wartosc. Pamietam, kiedy ja dostawalam szalu i wrzeszczalam na cala wies za co
    ja place, on mowil - za to, ze jestem szczesliwym czlowiekiem.
  • joa66 26.08.09, 15:40
    Bednarska chyba w podobnym stopniu (chociaż inaczej) przygotowuje do
    życia co inne szkoły.

    Czy nazwanie ucznia idiotą jest przygotowaniem do życia? A tak
    przecież też często się zdarza. I jest to moim zdaniem wkład w
    przygotowanie do życia tyle samo warty co pozwalanie uczniom na zbyt
    wiele.

    Zgadzam się, że najważniejsze jest to co wynosi się z domu.

    Verdano, gdyby z jakiegoś powodu Twoje dziecko musiało tam się
    uczyć, myślisz, że bardzo zmieniłoby to jego zachowanie?


    Wiele rzeczy też mi się tam nie podoba, nie na tyle jednak żeby mnie
    całkowicie przestraszyć. Bardziej zastanawiam się nad tym czy warto
    zapłacić nie mniej 35 000 pln za naukę w tej szkole
  • verdana 26.08.09, 16:09
    Nie wiem. Mam nadzieję, ze nie - ale znam kilka dziewczyn uczacych
    sie na Bednarskiej i na Nowowiejskiej - widze wyraźna zmiane
    zachowania u mniej-wiecej połowy. A nieumiejętność wytrwania na
    studiach czy w pracy , ktora czasami nudzi - u 3/4. Przy czym zmiana
    zachowania nie jest dostrzegana przez te dziewczyny, natomiast matka
    jednej z nich załamuje ręce. Jej corka, ktora byla niesmiała i
    Bednarska miała na to pomoc - zmienila się w zbior sprzecznosci -
    jednoczesnie osobe, ktora poswieca całe zycie dzialalnosci
    charytatywnej i osobe skrajnie egocentyczna, ktora absolutnie nie
    jest w stanie zrezygnowac z niczego dla dobra drugiej osoby.
    ja też widze ogromny wplyw rodziny, ale mniej boje sie wzorcow
    negatynych 9moja corka siedziała w lawce z narkomanem i jakos nie
    mialam obaw) od wzorców pozytywnych, ktore mnie samej nie
    odpowiadają. Bo mlody czlowiek, zdrowo myslacy i rozsadny, z
    mniejszym prawdopodobienstwem da się namowic koledze na piwko i
    drobną kradzież, niz uzna, ze ma prawo - za aprobata szkoly -
    lekceważyć normy spoleczne, ktore szkola uznaje za "przestarzałe".
    Przy corce, ktorej przydaloby się mniej pracowitosci, nie bałabym
    sie szczególnie. przy synu, ktory z przyjemnoscia skorzysta z
    wolnosci - nie wiem.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 26.08.09, 17:22
    Z ciekawości .. piszesz o Nowowiejskiej...czy to o czym piszemy
    dotyczy obu, ba, wszystkich społecznych liceów Twoim zdaniem?

    I jeszcze jedno - system rekrutacji do obu tych szkołych powoduje
    to, że zdecydowana większośc spędza tam co najmniej 6 lat , w bardzo
    czułym wieku 13-19 lat.

    A samo liceum to niespełna 3 lata. I młodzież przychodzi już
    ukształtowana.
  • verdana 26.08.09, 18:46
    Nie mam zielonego pojęcia - znajomi wysylali tylko do tych dwoch:-)
    Dwie dziewczyny, o ktorych pisalam, to jeszcze z czasów
    czteroletniego liceum.
    Moj syn był w prywatnym liceum, ale na tyle innym, ze trudno
    porownywać. Kolega corki, facet niewiarygodnie inteligentny i z
    ADHD, z jakim nigdy sie nie spotkałam (a uczylam w szkole, gdzie 1/3
    mlodziezy miała ADHD), bardzo chwali liceum Grotowskiego. Jesli on
    tam się dobrze czuł to wielkie brawa dla szkoły.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • verdana 26.08.09, 19:03
    na temat Nowowiejskiej tez wole sie nie wypowiadac - znam jeden
    przypadek, a to za mało. natomiast z Bednarskiej znalam i uczniow i
    nauczycieli.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • menodo 26.08.09, 21:41
    Trace potrzebe wypowiadania sie na ten temat, bo zaraz uslysze od verdany, ze
    corka szwagra sasiadki,ktora konczyla Bednarska wlasnie sie rozwiodla, a
    wczesniej poklocila sie w dziekanacie, wiec jest to szkola, ktora niszczy nie
    tylko zycie zawodowe swoich absolwentow, ale takze- zycie osobiste.
  • verdana 26.08.09, 22:01
    Zlituj sie.
    Opisałam tylko znane mi przypadki - czyli dokladnie to, o co prosiła
    autorka pytania. Czy naprawdę pisanie o tym, jakie sa prawdziwe losy
    znanych absolwentow Bednarskiej - z zaznaczeniem, ze bywają i inne
    (jedna z dziewczyn nabrała np. na Bednarskiej takiej pewnosci
    siebie, ze pozwolilo jej to przetrwac chorobe nowotworową, choc jej
    matka ma zal, ze malo kolegów ją odwiedzało) - jest niedopuszczalne?
    Cóz, dziwne nastawienie, jesli nie wolno powiedziec o tym, jakie
    zagrożenia sie widzi, albo wie z relacji. Przy okazji pisałam
    parokrotnie, jakie widze zalety szkoły.
    Czy zarzucasz mi kłamstwo, czy tez po prostu o ile coś mi sie w
    wychowaniu tych dzieci nie podobalo - powinnam milczeć z szacunku
    dla najlepszej szkoły na świecie?
    Przykro mi, ale Twoja postawa jest dla mnie pewnym dowodem, ze w
    szkole cos dzieje sie złego. Moaj corka skonczyła liceum, ktore
    niezwykle cenię, ale jestem bez problemu w stanie przyjąc krytyczne
    zdania na temat pewnych metod tzw "eksperymentu", ktore tam
    pozostały. Mnie się podobalo, uznaje jednak, ze komus chodzenie do
    szkoly w strojach absolutnie dowolnych, takze spory luz itd. moze
    sie bardzo nie podobać. I gdyby ktos napisał, ze zna pare dzieci,
    ktore mialy po tej szkole klopoty - uznalabym, ze to jest możliwe.
    Zadna szkola nie jest dobra dla wszystkich, w zadnej nie ma metod
    wychowawczych, ktore odpowiadają wszystkim. Co nie oznacza, ze wobec
    tego nie można żadnych metod żadnej szkoły krytykować.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ratyzbona 26.08.09, 22:51
    Cóż aktywność na lekcji nie jest wyrazem dobrej woli ucznia tylko
    jego obowiązkiem - lekcja składa się z aktywnbości nauczyciela i
    uczniów a to że ucnziom się nie chce to nie znaczy że odzywać się
    nie powinni. PO prostu zawsze wydawało mi się że uczniowie w szkole
    o takiej renomie jak Bednarska będą wypowiadać się częściej niż
    uczniowie z mojego bardzo marnego liceum - stąd moje raczej zdziwnie
    niż oburzenie.
    A co się tyczy losów ucznió z Bednarskiej to pamiętam wielką
    konferencję nauczycieli i uczniów z całej Polski - organizowali ją
    zarówno uczniowie szkół prywatnych jak i państwowych ze szkół
    dobrych jak i tych średnich. Na tej konferencji mieliśmy panel
    dotyczący usprawnienia Polskiej szkoły - uczniowie rozmawiali mędzy
    sobą jak regulować stosunki uczeń nauczyciel i czy szkoła może nam
    pozwalać na wszystko i gdzie są granice innowacyjności. NIe powiem -
    obraz polskiej szkoły nie wyłaniał się z tego najlepszy ale
    przynajmniej wszyscy wiedzili o czym mowa. I wtedy wystąpili
    uczniowie z Bednarskiej - przedstawili swoją szkołę zupełnie nie
    rozumiejąc że tak nie może funkcjonować każda plkacówka edukacyjna,
    mówili z wyższością i co muszę napisać lekkim fanatyzmem. Po tej
    konferencji pomyślałam sobie że z jednej strony to szczęśliwi ludzie
    bo z jednej strony nikt nigdy nie nazwał ich w szkole idiotą ale z
    drugiej ludzie któzy nie rozumieją że czasem do nauczyciela trzebva
    zwracać się panie profesorze czy się go szanuje czy nie będą mieli
    kłopoty w przyszłym życiu.I to mnie właśnie w Bednarskiej
    najbardziej niepokoi.
    --
    Moje forum dla wszystkich z dysfunkcjami. ZAPRASZAM!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=42552
  • joa66 26.08.09, 23:37
    Ja cenię sobie każdą opinię, zwłaszcza, że te przedstawiane tutaj
    raczej się uzupełniają, niż sobie zaprzeczają.

    Pamietam , kiedy kilka miesięcy temu poleciłąm synowi artykuł w
    Polityce o (przede wszystkim ) Bednarskiej, byłam przekonana, że nie
    spodoba mu sie ta szkoła. I się zdziwiłam. Bo mu się bardzo
    spodobała. Na moje pytania o , krótko mówiąc, brak poczucia
    rzeczywistości u uczniów tej szkoły (tak jak przedstawiono to w
    artykule) syn mi trzeźwo odpowiedział "Nie wierzę, że szkoła mogła
    tak kogoś zmienić, z tymi ludźmi już wczesniej musiało byc coś nie
    tak". Za to zachwycił się "zaocznie" nauczycielami.

    Jestem przekonana, że moje dziecko nie należałoby do , nazwijmy to
    tak dla ułatwienia grupy mp3. Ale chociaz niektóre przedmioty
    szkolne to jego pasja i tak naprawdę to on się nie uczy (nie mówiąc
    już o nauce dla stopni) tylko pochłania wiedzę, myślę, że mimo
    wszystko byłoby mu przykro, gdyby grupa mp3 była oceniana w ten sam
    sposób co on, tylko w ramach zachęty. Dlatego byłam ciekawa reakcji
    nauczycieli. Przy okazji dowiedziałam się czegoś o reakcji
    nauczycieli nie tylko na brak wiedzy, przygotowania się, ale też na
    brak dobrych manier.


    Szczerze? Nie podoba mi się to. Ale jeszcze bardziej nie podoba mi
    się na przykład chamstwo niektórych nauczycieli. Znowu więc wracamy
    do wyboru (Mniejszego zła?).


    Na razie widzę jedną bardzo dobrą stronę Bednarskiej - nauczyciele
    pasjonaci i pewnien poziom tolerancji i kultury, który reprezentują.

    Nie podoba mi się nadmierna tolerancja dla nieeleganckich zachowań,
    nie podoba mi się, że trzeba płacić;) . Nie podoba mi się
    powierzchownie rozumiany wolontariat i miłośc do ludzkości.

    I mam mieszane uczucia co do ewentualnych przyszłych kolegów. Mam
    pewnośc, że nie będzie tzw dresiarzy (ja sprowadzam to pojęcie do
    agresji). Nie mam pewności, że nie będą tam się uczyć w większości
    zepsute pieniędzmi dzieciaki.


    I pytanie - czy to za co cenię sobie Bednarską znajdę gdzie indziej
    za darmo? Tak czy owak pewnie i tak te pieniądze wydałabym
    na "edukację", ale może przyjemniej byłoby je wydać na koncerty w
    różnych miejscach na świecie, studia na przyzwoitej zagranicznej
    uczelni (na rok by wystarczyło na pewno) :) a nie na czesne?

    Nie wahałabym się ani chwili gdybym usłyszała od dziecka, podobnie
    jak menodo, "jestem dzieki temu szczęsliwy", ale może są tez inne
    miejsca gdzie mógłby się tez poczuć szczęsliwy?
  • menodo 26.08.09, 23:55
    joa66 napisała:
    "I pytanie - czy to za co cenię sobie Bednarską znajdę gdzie indziej
    za darmo? Tak czy owak pewnie i tak te pieniądze wydałabym
    na "edukację", ale może przyjemniej byłoby je wydać na koncerty w
    różnych miejscach na świecie, studia na przyzwoitej zagranicznej
    uczelni (na rok by wystarczyło na pewno) :) a nie na czesne?"

    No...to byl takze moj dylemat. Skonczylo sie na tym, ze corke poslalm trybem
    edukacji publicznej. Po gimnazjum wielka porazka, mam nadzieje, ze w liceum
    bedzie lepiej.Mimo wszystko uwazam, ze w Polsce nie warto wydawac pieniedzy na
    edukacje dziecka (chyba ze na prywatna nauke jezykow}.
  • joa66 27.08.09, 00:11
    Ja nie żałuję ani jednego grosza wydanego na szkołę społeczną do tej
    pory , ale że nie mamy tu liceum, szukamy go gdzie indziej. Nie
    jestem jednak pewna czy akurat Bednarska jest warta tych pieniędzy.

    p.s. verdano - bardzo intryguje mnie liceum Grotowskiego, nigdzie
    nie ma żadnych opinii na jego temat.
  • verdana 27.08.09, 17:20
    Syn kończy publiczne gimnazjum, moim zdaniem bardzo dobre i
    przyjazne. IMO wydawałabym pieniądze (i wydam zapewne) na liceum w
    dwóch wypadkach. 1. Dziecka uzdolnionego w jednym kierunku, albo (i
    tu akurat Bednarska się sprawdziła u znajomych) dziecka uzdolnionego
    artystycznie, ktore własciwie ksztalci się znacznie intensywniej w
    godzinach wolnych, niż w szkole.
    2. Dziecka niezdolnego, ktore chcemy przpchnąć przez liceum, albo
    przeciwnie bardzo inteligentnego, ale niedostosowanego do
    ujednoliconego systemu szkolnego.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 27.08.09, 21:12
    nie wiem czy mój syn jest dostosowany do ujednoliconego systemu
    nauczania? skąd mam wiedzieć.

    Bycie uzdolnionym tylko w jednym kierunku nie powinno być problemem
    na poziomie liceum. Średnia nie jest już do niczego potrzebna,
    wystarczy trója z przedmiotów, które na nie interesują.

  • verdana 27.08.09, 22:19
    Jak by nie był, to juz bys to swietnie wiedziała:)
    Bycie uzdolnionym w jednym kierunku JEST powaznym problemem w
    niektorych liceach, zaręczam Ci. Problem w tym, ze są licea, w
    ktorych trója to szczyt marzeń. I tak najwybitniejszy matematyk w
    klasie, zamiast studiować problemy matematyczne, uczy się dat z
    okesu rozbicia dzielnicowego na pamięć, bo z historii nie grozi mu
    trója, tylko jedynka - historyk "nie uznaje" bowiem osob, ktore w
    liceum OGÓLNOKSZTAŁCACYM nie znaja historii na wyrywki. A za to
    fanatyk historii uczy się nocami chemii, a jak już się jej nauczy,
    to musi usiąść uczyć się biologii, bo biologia jest najwazniejsza na
    świecie.
    I tu widze absolutną, niekwestionowaną wyższość szkół takich jak
    Bednarska czy Witkacy.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: menodo IP: 77.255.250.* 27.08.09, 22:38

    joa66 napisała:

    > nie wiem czy mój syn jest dostosowany do ujednoliconego systemu
    > nauczania? skąd mam wiedzieć.
    >
    > No to chyba jest, bo inaczej bys o tym wiedziala:)
    Niby to prawda, ze w liceum nie ma powodu wyciaganie sredniej (chociaz w
    przypadku studiow za granica dobre swiadecrwo czasem sie wazne)
    ALE slyszalam ze w niektorych ogolniakach trafiaja sie nadambitni nauczyciele
    przedmiotow niekierunkowych i wtedy uzyskanie 2 czy 3 z wosu w klasie mat-fiz
    to juz wyczyn niemal olimpijski. W tym czasie dzieciak sie nie uczy tego z czego
    zdaje mature tylko walczy o przezycie z przedmiotow, ktore go nigdy nie
    interesowaly.

    Mam w rodzinie chlopca,ktory jest w klasie mat-geo-wos -hist...I dla niego i
    wiekszosci klasy najwiekszym problemem jest biologia; pokazywal mi czego sie
    musi uczyc - tego samego co w klasach biol-chem..

    Na Bednarskiej tego nie ma. Poziom podstawowy jest naprawde podstawowy (chyba od
    II klasy)- i to jest wg mnie bardzo zdrowe podejscie. Zreszta te zajecia byly
    ciekawe,on nawet lubil biologie.

    Mojemu synowi bardzo to pomoglo, jest mu latwiej na studiach, bo w liceum mial
    duzo czasu aby sie uczyc tego co go interesowalo (no i mial blisko do buw-u).
    Ale gdyby w 3 klasie chcial zdawac na medycyne to raczej zero szansy...
  • verdana 27.08.09, 23:16
    Dokładnie tak jest. I dlatego szkoły, ktore mają zróznicowane
    programy (oficjalnie czy nie, w liceum mojej corki robiono to czasem
    nieoficjalnie) sa IMO naprawde lepsze od pozostałych. Ale niestety,
    niestety - tu na przeszkodzie stoi nie tylko skostniała struktura
    czy pieniądze, ale przede wszystkim rodzice.
    I nie jest tak, ze zero szansy przy zmianie zainteresowań. Wtedy
    wystarczy w III klasie dac korepetycje, albo - jesli mlody czlowiek
    jest zdolny - jednego przedmiotu nauczy sie sam.
    Mój syn nie miał w szkole biologii, po czym - ku mojemu
    autentycznemu zaskoczeniu - bez trudu zdał egzamin z budowy mozgu,
    do ktorego potrzebne byly wiadomosci z biologii z LO. A wiekszość
    roku oblała.... Czyli da się nadrobić - ale rzadko trzeba.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • menodo 26.08.09, 23:42
    Sorry, ale to jakis absurd. Niby dlaczego uczniowie z Bednarskiej mieliby
    czesciej sie wypowiadac na lekcjach niz z jakiejkolwiek innej szkoly?
    Wiesz jak funkcjonuja szkoly w innych krajach w UE czy w Stanach albo Kanadzie?
    Wiesz, ile sie tam musi napracowac nauczyciel, aby uczen cokolwiek zechcial?
    Zanim zostaniesz nauczycielka w polskiej szkole wyjedz moze na jakis zagraniczny
    staz, poogladaj seriale dla mlodziezy (polecam Skinsy), popatrz co sie dzieje
    chociazby na gronie - a potem jeszcze raz odpowiedz sobie na pytanie co uczen
    powinien...
  • verdana 27.08.09, 16:57
    Bylam wiele lat nauczycielka w szkole (prywatnej nota bene). Dla
    mnie lekcja, na ktorej nie potrafilam wydobyc od zadnego ucznia
    odpowiedzi, bo nikogo nie zainteresowałam - to była klęska. Nie
    musze zainteresowac wszystkich, ale nie zainteresować nikogo z
    zainteresowanych????
    O to chodzi, ze nauczyciel powinien się napracowac, by uczniowie
    zaczęli mowić. Tyle, ze na tym opiera się jego praca, nie ma co
    współczuć.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • menodo 26.08.09, 23:23
    Chodzi mi o to, ze w ocenie szkoly trzeba odzielac to, za co ta szkola
    odpowiada, a za co nie. Dla mnie oczywiste jest -ze szkola odpowiada przede
    wszystkim za wyksztalcenie, troche za poziom aspiracji dziecka, w jakims
    stopniu takze -
    za jego samoocene (szkola moze ja podniesc ale nigdy trwale obnizyc).
    Ale za to, czy dziecko jest egocentryczne czy inne, jak wyglada swiat jego
    wartosci, jak wygladaja jego bliskie relacje, jaki jest jego stosunek do
    obowiazkow - moim zdaniem za to szkola nie odpowiada.
    Szkola moze bardzo pomoc dziecku, ale jesli to dziecko ma normalna rodzine - nie
    jest mu w stanie zaszkodzic. W przypadku rodziny dysfunkcyjnej rola szkoly jest
    bardzo ograniczona tzn. moze pomoc, ale tylko przy wspolpracy rodziny;
    najczesciej wiec nie pomoga.
    Stad moj brak zaufania do wszelkich opinii o szkolach, ze "produkuje" jakichs
    absolwentow....W przypadku liceow jest to smieszne, bo osoby 16 - letnie to juz
    wlasciwie w pelni uksztaltowani ludzie.
  • ratyzbona 27.08.09, 16:37
    Uczeń na lekcji wypowiadać się powinien niezależnie od szerokości
    geograficznej systemu edukacji czy tego że szkoła jest płatna czy
    publiczna. To że tego nie robi i że nauczyciel musi pracować by
    uczniowie się odzywali to zupełnie inna sprawa. Ja jednak byłam
    świadkiem sytuacji w której nauczyciel nie podjął próby wyciągnięcia
    z uczniów wiedzy której oni sami nie chcieli albo nie umieli mu
    podać. Uczyłam w Polskiej szkole przez zaledwie miesiąc ale to mi
    zupełnie wystarczy by wiedzieć że uczniowie nie odpowiadają na
    pytania chętnie co nie zwalnia ani ich ani mnie z dyskusji - wręcz
    przeciwnie - dobry nauczyciel woli dostać złą odpowiedź niż milczenie
    bo żeby się dobrze czegoś nauczyć trzeba swoją wiedzę choć trochę ,,
    stworzyć" a nie tylko zrobić notatkę z lekcji.
    Spodziewałam się po uczniach z Bednarskiej większej aktywności być
    może z czystej ludzkiej naiwności- uznałam że skoro mam do czynienia
    z elitarną szkołą , otwartą na ucznia do której chodzą młodzi ludzie
    którzy inwestują w siebie i są ciekawi świata to będą mieli coś do
    powiedzenia. Zawsze bowiem wskazywano mi że istnieje rozbieżność
    między szkołami marnymi takimi jak ta do której ja chodziłam a
    szkołami dobrymi takimi jak Bednarska. To co zobaczyłam zadało kłam
    tej zasadzie - okazuje się że młodzież nie odzywa się i tu i tu tylko
    jedni mają nieco lepsze mniemanie o sobie od drugich.
    Co zaś się tyczy twojej rady - branie wiedzy o życiu w szkole z
    seriali budzi lekkie rozbawienie - naprawdę czy lekarzowi każesz się
    uczyć fachu oglądając Housa? Co zaś się tyczy wyjazdu za granicę to
    bardzo dziękuję ale mnie nie stać.

    A co do pytania czy to samo co na Bednarskiej można dostać za darmo?
    Zapewne nie. Ale ja chodziłam do darmowej szkoły nikt nigdy nie
    powiedział do mnie idiotko nauczyciel od polskiego wysyłał mnie na
    konkursy i zalecał idndywidualne lektury i konsultacje zaś matematyk
    odpuścił kiedy zorientował się że to przerasta moje siły. Dostałam
    się na dwa kierunki studiów w tym jeden płatny za darmo bo wygrałam
    konkurs o indeks. Nie piszę tego żeby się chwalić ale żeby pokazać że
    czasem najwyższy poziom edukacji można dostać w 60 liceum w rankingu.
    Wszystko zależy od szczęścia
    --
    Moje forum dla wszystkich z dysfunkcjami. ZAPRASZAM!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=42552
  • Gość: menodo IP: 77.255.250.* 27.08.09, 19:13

    ratyzbona napisala:
    "Spodziewałam się po uczniach z Bednarskiej większej aktywności być
    może z czystej ludzkiej naiwności- uznałam że skoro mam do czynienia
    z elitarną szkołą , otwartą na ucznia do której chodzą młodzi ludzie
    którzy inwestują w siebie i są ciekawi świata to będą mieli coś do
    powiedzenia. Zawsze bowiem wskazywano mi że istnieje rozbieżność
    między szkołami marnymi takimi jak ta do której ja chodziłam a
    szkołami dobrymi takimi jak Bednarska. To co zobaczyłam zadało kłam
    tej zasadzie - okazuje się że młodzież nie odzywa się i tu i tu tylko
    jedni mają nieco lepsze mniemanie o sobie od drugich.
    Co zaś się tyczy twojej rady - branie wiedzy o życiu w szkole z
    seriali budzi lekkie rozbawienie - naprawdę czy lekarzowi każesz się
    uczyć fachu oglądając Housa?"

    Nie wiem, moze mielas zbyt duze oczekiwania, moze nauczyciel mial gorszy dzien,
    moze byl to malo utalentowany nauczyciel, moze obecnosc goscia zdemotywowala
    uczniow do aktywnosci.Tak czy inaczej - pamietaj, ze bylas tylko na jednej
    lekcji... Nawet zapytalam syna - i on pamieta historie jako lekcje dyskusji
    wlasnie; bardzo je zreszta lubil.

    Nie wiem skad Twoje przekonanie, ze uczniowie z Bednarskiej uwazaja innych za
    gorszych od siebie? Dysponujesz jakimis badaniami na ten temat?
    Fakt, ze Bednarska a wspiera w dzieciach poczucie wlasnej wartosci i buduje
    atmosfere elitarnosci wokol szkoly - ale czy cos w tym zlego? Zwlaszcza ze ta
    elitarnosc nie jest ani zamknieciem na innych, ani wrogoscia. Tak zreszta
    funkcjonuje wiele dobrych szkol w Polsce i na swiecie. Bardzo dobrze - Polakom
    potzreba wlasnej wartosci.Poza tym - czy to wina tych z Bednarskiej, Batorego
    albo witkacego, ze inni "maja mniejsze mniemanie o sobie'?

    Co do seriali - akurat nie znam Housa. Natomiast w odniesieniu do tego, ze
    "uczeń na lekcji wypowiadać się powinien niezależnie od szerokości
    geograficznej" szczerze radze Ci weryfikacje tego pogladu. Akurat przywolany
    przeze mnie angielski serial fajnie pokazuje jak wygladaja relacje nauczyciel
    -uczen w demokratycznej szkole. Nasza -polska- nieuchronnie zmierza w tym
    kierunku, czy sie to komus podoba, czy nie.
  • verdana 27.08.09, 19:22
    Angielska oswiata ma fatalną opinię. Akurat na przyklad Wielkiej
    Brytanii bym się nie powolywala - od paru lat prasa brytyjska - i
    brytyjskie Ministerstwo Oswiaty - przygladają sie spadkowi poziomu
    uczniow i zastanawiaja się, jak temu przeciwdzialać.
    Najlepsze w Europie sa szkoly w Finlandii, oparte na aktywnosci
    uczniow i braku ocen, przynajmniej w mlodszych klasach.
    Nie wszystko co zachodnie jest lepsze.
    Nie mam nic przciwko tworzeniu elitarnosci szkoły, pod warunkiem, że
    nie przekonuje się uczniów, ze samo bycie uczniem szkoly jest
    przynaleznoscia do elity. A już szczególnie, gdy jest to szkola
    płatna i przyjmujaca nie tylko na podstawie konkursowego egzaminu.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ratyzbona 27.08.09, 19:44
    Wiesz co akurat prowadzę swoje małe badania - ponieważ w przeciwieństwie do
    moich znajomych trafiłam do marnej szkoły zawsze czujnie przysłuchiwałam się
    temu co uczniowie z dobrych szkół mówią o swoich liceach. I przekonałam się że
    poczucie elitarności i wyższości mają oni wdrukowane niezależnie czy ma ono
    swoje uzasadnienie czy nie. Wielokrotnie byłam w sytuacji w której uczniowie
    prywatnych szkół mieli zupełnie wypaczony obraz szkół państwowych i uważali za
    osiągnięcie swojej placówki coś co jest obecnie powszechne.
    Co zaś się tyczy aktywności na lekcji - nie jest ona wynikiem żadnej przemocy
    wobec ucznia - rozmowa jest podstawą nauczania od starożytności - pytanie i
    odpowiedź - na tym polega proces nauczania - to jak ciekawe będzie pytanie i jak
    błyskotliwa odpowiedź zależy od uczniów. Nie mówię o odpytywaniu przy tablicy
    ale o zastępowaniu suchego wykładu dyskusją w której uczeń i nauczyciel są do
    jakiegoś stopnia partnerami - to jest przyszłość szkoły a nie siedzenie w
    ławkach i notowanie. Z resztą skoro odwołujesz się do kultury to wszystko
    przekonuje mnie że tak właśnie portretuje się zachodnie szkoły. Z resztą jak
    uczniowie nie zgłaszający się i nie rozmawiający mają potem studiować? Gdzie
    mają się tego nauczyć? Bo na studiach nawet egzamin wziął swą nazwę od rozmowy.
    Jeśli szkoła przyszłości ma być szkołą mówiących nauczycieli i milczących
    uczniów to ja bardzo się cieszę że edukację szkolną mam już za sobą.
    --
    Moje forum dla wszystkich z dysfunkcjami. ZAPRASZAM!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=42552
  • Gość: menodo IP: 77.255.250.* 27.08.09, 20:50
    Wiesz, ja sie troche zle czuje w rozmowach na poziomie stereotypow.
    No bo co z tego niby wynika?
    Ze mamy stado zblazowanychm niedouczonych burakow z "elitarnych" bednarskich czy
    tam innych batorych oraz wspanialych, szlachetnych aczkolwiek niestety
    niedowartosciowanych mlodych ludzi ze szkol "egalitarnych"?

    Strasznie nie lubie takiego etykietowania ludzi, Bo to juz prawie cos takiego,
    ze jak ktos np. lubi markowe ciuchy to jest pusty wewnetrznie, jak dziewczyna
    jest zadbana to na pewno glupia, jak dzieciak ma drogie gadzety to jest zepsuty
    a jak mieszka w palacu to pogardza ludzmi. A jak rodzina sklada sie z samych
    takich osobnikow to juz wiadomo jaka tam musi byc patologia.

    Co do dyskusji na lekcji - chcialam tylko zwrocic Ci uwage, ze w nowoczesnej
    szkole uczen nie ma zadnych POWINNOSCI w zabieraniu glosu na lekcji. I to
    obowiazkiem nauczyciela jest takie zorganizowanie lekcji, aby wzbudzac jakies
    interakcje; to on ma byc empatyczny, kreatywny, blyskotliwy, dowcipny,
    charyzmatyczny i tak dalej...Jesli nudziarzem to nikt mu nie bedzie odpowiadal
    na jego nudne pytania, zwlaszcza ze nie ma takiego obowiazku.





  • Gość: menodo IP: 77.255.250.* 27.08.09, 20:03
    verdana napisała:

    > "Angielska oswiata ma fatalną opinię."

    Tak, a juz ich uniwersytety to totalne dno:} Bohaterami serialu o ktorym mowie
    jest mlodziez dosc rogarnieta z chyba dobrej szkoly.
    Zreszta w Finlandii tez POWINIEN to przede wszystkim nauczyciel...

    Co do elitarnosci - niestety najlpesze szkoly na swiecie sa w wiekszosci platne,
    aczkolwiek
    maja system stypendiow, w Polsce ciagle nie, ale to tez sie bedzie zmieniac.
    Ale fakt - budowanie elitarnosci szkoly poprzez wmawianie mlodym ludziom, ze sa
    elita tez mnie troche mierzi, moze z wyjatkiem szkol sportowych:}
  • joa66 27.08.09, 21:07
    Jestem przeciwna niegrzecznym zachowaniom uczniów (słuchanie Mp 3
    itp). Chciałabym jednak zauważyć, że uczniowie Bednarskiej są w
    trudnej sytuacji, bo od lat pełnią role małp w cyrku do oglądania.
    Wizytacje/goście są obecni w każdej szkole, ale czasami mam
    wrażenie, że akurat tam czeka się na jakiekolwiek potknięcie uczniów
    czy nauczycieli. Potrafię sobie wyobrazić, że w pewnym momencie mają
    dość potrafią odegrac przedstawienie pt "zepsuta bananowa młodzież".
    Nie wiem jak jest naprawdę, nie wiem co się działo na tej konkretnej
    lekcji, ale biorę tez pod uwage taką mozliwość.

    Zdaje tez sobie sprawę, że szkoły niepubliczne nie mają monopolu na
    fajnych nauczycieli. To super, ratyzbono, że nigdy nie usłyszałaś
    słowa "idiotka" od nauczyciela (mam nadzieję, że nikt w twojej
    klasie tez tego nie usłyszał.). Fajnie, że miałaś wspaniałą
    nauczycielkę, bo i takich jest mnóstwo we wszystkich szkołąch, nawet
    w zawodówkach. Jednak musisz się chyba zgodzić, że takie słowa
    padają w wielu szkołach.

    A jeżeli chodzi o "dostawalnośc się" na studia uważam, że tu też
    jest ogromna rola domu rodzinnego. Nie wiem czy stety czy niestety.
  • joa66 27.08.09, 21:16
    p.s. Gdybym wierzyła, że tylko "topowe" szkoły są dobre, nie
    miałabym problemu ;)
  • ratyzbona 27.08.09, 21:59
    Stosuje stereotyp ale w moim przypadku był to stereotyp pozytywny - byłam
    przekonana że uczniowie z Bednarskiej są lepsi nie byli - naprawdę jest to moja
    wina? Natomiast snobizm uczniów z lepszych szkół ( zwróć uwagę nie piszę tylko o
    Bednarskiej co ci chyba umyka) jest powszechny nie mniej wydaje mi się że
    uczniowie z Bednarskiej są nieco odcięci od życia - nie wiem czy to plus czy
    minus ale jak człowiek przebywa w towarzystwie zamożnych młodych ludzi z dobrych
    rodzin to jednak nie do końca wie jak wygląda normalna szkoła. Nadal nie wiem
    czy to dobrze czy źle ale wiem że to pokłosie bycia elitarną płatną szkołą i że
    potem w życiu może to mieć negatywne skutki choć nie zawsze.
    Zapewniam was że nie poszliśmy do tej szkoły szukać potknięć - i uczniowie z
    Bednarskiej nie są traktowani jak małpy w klatce - wręcz przeciwnie to oni
    bardzo często wychodzą do ludzi aby się pokazać ( pełno ich w prasie i telewizji).
    Co do aktywności na lekcji - wydaje mi się że nie ma sensu nadal rozmawiać -
    jeśli ktoś cię o coś pyta to odpowiadasz - jeśli nie z obowiązku to z
    grzeczności albo dlatego, że na tym polegają zwykłe stosunki społeczne. Z twojej
    definicji wynika że jeśli masz nudne zebranie w pracy a szef pyta jak idzie twój
    projekt masz prawo nie odpowiadać. Nie mówię że uczeń zawsze musi coś powiedzieć
    ale powinien się starać coś powiedzieć - wykazać się chociażby minimalnym
    wysiłkiem i to że lekcja jest nudna go nie usprawiedliwia ( przykro mi Wiosna
    Ludów zawsze jest nudna ale nie można przestać o niej uczyć i żadne cuda wianki
    nie sprawią że ten temat będzie ciekawy). To że uczeń nie odzywa się na lekcji
    nie jest przewinieniem ale nie można uważać że uczeń nie odzywający się na
    lekcji jest zupełnie usprawiedliwiony.
    A co do uczelni amerykańskich i angielskich - istotnie po świetnych prywatnych
    szkołach uczniowie trafiają na świetne prywatne uniwersytety ale to system
    zupełnie inny i szkoły prywatne i publiczne są tam na dwóch zupełnie innych
    poziomach.
    --
    Moje forum dla wszystkich z dysfunkcjami. ZAPRASZAM!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=42552
  • joa66 27.08.09, 22:32
    "Z twojej
    definicji wynika że jeśli masz nudne zebranie w pracy a szef pyta
    jak idzie twój
    projekt masz prawo nie odpowiadać"

    ???????????
  • Gość: menodo IP: 77.255.250.* 27.08.09, 23:23
    Ratyzbona napisala:
    "Z twojej definicji wynika że jeśli masz nudne zebranie w pracy a szef pyta jak
    idzie twój projekt masz prawo nie odpowiadać".

    Zadnej definicji nie podawalam. Pominmy kwestie moich relacji zawodowych. Ale na
    Boga - relacja nauczyciel -uczen to nie jest to samo co szef-pracownik!!!


    "Nie mówię że uczeń zawsze musi coś powiedzieć, ale powinien się starać coś
    powiedzieć - wykazać się chociażby minimalnym
    > wysiłkiem i to że lekcja jest nudna go nie usprawiedliwia {...} "

    W imie czego? Zeby nauczycielowi bylo przyjemnie? Zeby sie nie poczul olany ?
    Ja w swojej karierze licealnej nauczylam sie nawet spac z otwartymi oczami.
    Wlasnie na historii...Po tym doswiadczeniu naprawde rozumiem, co to znaczy
    umierac z nudow!
  • verdana 27.08.09, 23:44
    Nie jest taka sama, ale jest zbliżona. Uczenie mlodych ludzi, ze
    mają prawo nie odpowiadać, o ile nie mają na to ochoty, może im
    przysporzyć sporo klopotow na studiach i w pracy.
    Uczeń powinien się starać myśleć i zabierac głos nie po to, aby
    nauczycielowi bylo przyjemnie, ale po to, zeby sie samemu czegos
    nauczyć - fomulowac mysli, dyskutować , aby dowiedziec się jak inni
    odnosza sie do tego co mowi - czyli czy ze rozumuje poprawnie,
    błednie, oryginalnie, czy tez wrecz powiedzial coś rewelacyjnego.
    Kady uczeń spal na lekcjach, ktore go nie intereuja i bardzo dobrze.
    Nie jest natomiast dobrze jesli na lekcji śpi cala grupa,
    przygotowująca się do matury.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • menodo 28.08.09, 11:19
    Nie wiem czemu nie mozemy sie zrozumiec.

    Przeciez ja tez uwazam,ze to fajnie ze lekcje sa interaktywne. Co wiecej,
    uwazam, ze mlodzi ludzie z natury wola takie lekcje niz wysluchiwania wykladow...
    Brak zgody w tym tylko - czy aktywnosc na lekcji jest obowiazkiem, czy
    przywilejem ucznia. Ja uwazam, ze tym drugim.
    Poglad, ze uczen POWINIEN byc aktywny wydaje mi nie bardzo nienowoczesnym
    podejsciem, takim troche z poprzedniej epoki, gdzie ta aktywnosc byla regulowana
    zewnetrznymi srodkami przymusu.

    Na tej zasadzie moja corka w zeszlym roku miala obnizona koncowa ocene z
    biologii do 4, chociaz z klasowek miala 5 i 6. Powod? Brak aktywnosci na lekcji,
    brak "zaangazowania", do tego zdarzalo sie ze rysowala... W tym roku przestala
    rysowac, reka ciagle w gorze, choc w sercu zal, moze jakis plakat...Efekt?
    Wspaniale dziecko, oby wiecej takich...Dodam, ze moje dziecko jest z natury
    aktywne, na wielu przedmiotach bralo udzial w dyskusjach samo z siebie, ale
    lekcje biologii dla wiekszosci klasy byly potworna nuda.

    Na Bednarskiej taki sposob aktywizacji ucznia bylby niedopuszczalny, dlatego
    nauczyciele, ktorzy tam pracuja maja o wiele trudniejsza sytuacje w mobilizacji
    uczniow niz ta pani od biologii. Stad moj protest przeciwko temu, ze uczen
    POWINIEN byc aktywny -bo ten poglad prowadzi do takich zachowan nauczycieli jak
    u tej pani wyjetej z Ferdydurke.
  • verdana 27.08.09, 22:08
    Niestety,, uczyłam w prywatnej szkole, gdzie slowo "idiota" w
    stosunku do uczniów padało często z ust paru nauczycieli i co
    gorsza - wicedyrektorki. Nie będę udawać, ze byla to szkola "z
    gornej półki", ale miala nauczycieli, ktorzy przeszli tam także z
    Bednarskiej (ci akurat nie byli chamscy). Ale inni.. zgroza. Czyli
    nic nie chroni przed chamstwem - ani poziom, ani własciciel. Może
    jedynie dyrektor.
    Moj przyjaciel, jeden z załozycieli STO stwierdził, ze w ich
    szkolach nauczycieli sa grzeczni, bo liczą sie z rodzicami - i
    dlatego, ze placą i dlatego, ze często są "kimś". Akurat to może i
    dobrze dla mlodzieży.
    Ale jego drugiego syna nie przyjeto do Bednarskiej. Powód - starszy
    syn w publicznej dyskusji o Bednarskiej, ktorej był uczniem,
    wypowiadział sie negatywnie o bednarach. Kolegę poinformowano, że
    mlodszy oblał egzamin, po czym dowiedzial sie prywatnie, ze był
    nakaz dyrektorski, aby nie przyjmowac dziecka - szkole nie potrzeba
    takich, ktorzy nie sa wobec niej lojalni.
    Cóż, to oczywiscie tylko jeden odosobniony przyklad, ale moja wiara
    w "demokracje" tej szkoły oslabla. Takiej "elitarnosci" nie
    potrzebuję.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • verdana 27.08.09, 22:12
    Nie - uniwersytety bywaja bardzo dobre, oswiata jest bardzo zla. Co
    ja na to poradze - to akurat nie moja opinia, tylko brytyjskich
    fachowców... Naprawde, nie oceniam brytyjczykow na podstawie
    seriali.
    Oczywiscie, ze to nauczyciel POWINIEN. Nauczyciel POWINIEN tak
    poprowadzić lekcję, aby uczniowie zaczęli mysleć i dyskutować. A
    uczniowie nie powinni czekać, az ich ktos nauczy, tylko sami tez cos
    robic.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 27.08.09, 22:45
    Wątpię, że młodzież z Bednarskiej różni się w swej istocie od
    młodzieży z innych szkoł. Nie oszukujmy się - biernośc na lekcji
    jest wszędzie, niegrzeczne zachowania też. Myślę jednak, że gdyby
    dokłądnie ci sami młodzi ludzie siedzieli w ławkach średniego liceum
    w np. Pasłęku nikogo nie szokowałoby ich zachowanie.

    Błędem dyrekcji szkoły jest moim zdaniem podkreślanie wyjątkowości
    szkoły na każdym kroku. Młodzi ludzie słyszą z jednej strony, że są
    wspaniali, wyjątkowi, nieszablonowi itd itp. Z drugiej strony
    czytają o sobie, że są "bananową młodzieżą" "żydokomuną" "snobami,
    którzy gardzą motłochem" "bandą zepsutych dzieciaków, którym rodzice
    kupują stopnie" . Jak w czyms takim odnajduje się człowiek 13-19
    letni? Zwłaszcza w sytuacji, kiedy wie, że będzie oceniany przez
    ludzi zewnątrz (przecież oni nie wiedzą co gości myślą - oni wiedzą
    co się o nich mówi "na mieście").
  • ratyzbona 27.08.09, 23:44
    Okej menodo masz rację uczeń w ogóle nie musi się odzywać no bo po co.
    Nauczyciel też w sumie nie musi się odzywać bo niby dlaczego gada skoro uczeń
    tylko śpi z otwartymi oczyma. Lepiej zamknijmy szkoły i rozejdźmy się do domu i
    poczytajmy książki bo przecież w nich i tak jest cała wiedza więc w sumie po co
    zbierać 30 osób w ciasnej dusznej sali.
    Czy uczeń odpowiada na pytania na klasówkach żeby nauczycielowi było miło?
    --
    Moje forum dla wszystkich z dysfunkcjami. ZAPRASZAM!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=42552
  • menodo 28.08.09, 00:12
    Nie, zaliczenie klasowek, testow , prac domowych, projektow etc.to obowiazek ucznia.
    Ale "aktywnosc na lekcji" to juz zalezy od szkoly.
    W niektorych jest przedmiotem oceny, w innych - nie. Na Bednarskiej NIE,
    aczkolwiek jest mile widziana, to normalne.
    Z tego wynikaja roznice w zachowaniu uczniow. Po prostu jesli ktos czegos nie
    musi, zachowuje sie jak chce, w zaleznosci od tego czy cos go do tego motywuje,
    np. ciekawie prowadzona lekcja, fajny temat, inspirujace pytania, blyskotliwy
    nauczyciel, madre wypowiedzi kolegow itd...
    W moim liceum aktywnosc na lekcji byla oceniana, jej brak (zwlaszcza sen) byl
    przedmiotem represji, dlatego nauczylam sie spac z otwartmi oczami.
  • myszmusia 28.08.09, 06:09
    ale do osób z wewnątrz szkoły , nie interesuje mnie opinia "słyszałam,że .." albo "moi znajomi.." czy na bednarskiej zdaja matury podpierajac sie korepetycjami czy innymi kursami POZA szkoła czy wystarcza im szkoła i nauka własna - tak w wiekszosci bo pojedyńcze przypadki korków bywaja jak sadze na pewno.
    --
    -----------------------------------

    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • menodo 28.08.09, 10:43
    Moje dane sa sprzed kilku lat - pierwsze nowe matury. Szkola organizowala
    mnostwo zajec przygotowujacych z kierunkowych przedmiotow - w III klasie dzieci
    uczyly sie wlasciwie tylko tego. Nawet w soboty - jakies testy probne etc.
    Mialam wrazenie jakiejs wewnatrzszkolnej mobilizacji na te okolicznosc:)
    Ale i tak czesc dzieci (pojedyncze przypadki) brala korepetycje, sama zapytalam
    syna, czy on ich potrzebuje - mowil,ze nie, co okazalo sie prawda.
    Nie wiem jak jest teraz, ale wydaje mi sie ze szkola nabrala doswiadczen w
    przygotowywaniu do testow. Zawsze tez mozna bylo liczyc na wewnatrzszkolna pomoc
    jesli ktos mial z czyms klopoty.

    Pamietam jak Krysia Starczewska powiedziala kiedys ze byloby przykro gdby
    dowiedziala sie ze jej uczniowie chodza na korepetycje -bo wolalaby byc pierwsza
    osoba, do ktorej zwracaja sie o pomoc.

    Slowem - jesli pytasz, czy szkola bierze na siebie odpowiedzialnosc za
    przygotowanie do testow maturalnych to TAK. Uczy ROWNIEZ tego, jak sobie z
    testami radzic. To okazalo sie przydatne np. na historii - ja sie balam, ze moj
    syn nie poradzi sobie z testem, bo ma zbyt duza wiedze i zbyt wiele watpliwosci
    zeby rozwiazac "krzyzowke". Z jego grupy wszystkim swietnie poszla matura.


  • myszmusia 28.08.09, 12:12
    dzieki:-) mówimy oczwiscie o rozszerzonych poziomach:-)

    to jeszcze jesli moge bo "fama" o bananowej młodziezy mnie nie interesuje czy wszelakiego rodzaju uzywki sa tam na podobnym poziomie jak gdzie indziej? ja mam wrazenie,że jednak mniej. Tzn. moze ktos i pali nie tylko papierosy ale zdecydowanie nie jest to powszechne prawda? bo tak naprawde chyba zadna szkoła otwarcie nie przyzna sie do tego problemu.
    --
    -----------------------------------

    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • myszmusia 28.08.09, 12:15
    u nas jest taka sytuacja,że córka zdawała na raszynska - zdała dostała sie po czym sama zrezygnowała;-) jeszcze przed poczatkiem roku , odstraszyło ją przeniesienie gimnazjum na "koniec świata" musiałaby jeżdzic na startowa:-(
    Miedzy innymi dlatego,ze raz te egzaminy przeszła teraz jest brana pod uwage bednarska (tyle,że z tego co wiem to obecna lokalizacja jest aktualna przez max 3 lata czyli jak dla nas o rok za krótko:-(
    --
    -----------------------------------

    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • joa66 28.08.09, 13:22
    Jest dodatkowa rekrutacja na Bednarską w sierpniu:

    bdnr.pl/content/view/611/84/
    Nie było listy rezerwowej?


    Los siedziby Bednarskiej za 3 lata ma też apsekt finansowy. W tej
    chwili szkoła podobno nie płaci za wynajem budynku. Jak bądzie
    wyglądało czesne kiedy za wynajęcie trzeba będzie płacić?

    p.s. czesne w szkole mojego syna jest podobne a za budynek szkoła
    płaci.
  • menodo 28.08.09, 13:34
    Hehe, nie wiedzialas? Po "aferze" z wypowiedzeniem umowy przez UW na Bednarska z
    odwolania dostoalo sie znajome mi dziecko,ktore wczesniej nie zostalo przyjete,
    a w rekrutacji do szkol publicznych nie dostalo sie NIGDZIE.
  • joa66 28.08.09, 14:27
    Spodziewałam się tego na początku afery. Ale od wielu tygodni
    wiadomo, że kwestia została rozwiązana na 3 lata, myślałam, że są
    kandydaci (plus lista rezerwowa) mimo wszystko.

    W naszym przypadku pod znakiem zapytania stałyby 2 lata (2 i 3
    klasa) Ciekawe czy przed rekrutacją na rok 2011/12 będzie już
    informacja na temat przyszłej siedziby.

    Czytam stronę Bednarskiej i naprawdę poza nauczycielami chyba
    niewiele mi się podoba (np. spółdzielnia Kardamon..hmmm)

    p.s. czytam tylko z czytej ciekawości - co to za "homoszkoła" :D Jak
    nie możesz, nie odpowiadaj:)
  • menodo 28.08.09, 15:34
    No, na pewno szkola bedzie sie starala,aby dac rodziom poczucie jasnosci w tej
    sprawie.
    Smieszne, bo ja placac przez 6 lat czesne,i to niestety rosnace, mialam
    poczucie, ze place takze za wynajem lokalu:)

    Co do "homoszkoly"i w ogole wspolczesnych subkultur mlodziezowych - to temat na
    zupelnie inne forum:)
  • menodo 28.08.09, 13:57
    Nie wiem jak jest gdzie indziej.Za czasow mojego syna byly ostre restrykcje np.
    za alkohol na wyjazdach szkolnych. W pewnym momencie szkola postanowila sie
    wziac za narkotyki, byly jakis proby wymuszenia na uczniach dobrowolnego
    poddawania sie badania moczu; bezlitosnie obsmiane na internetyowym forum szkoly
    (tzw.afera moczowa).
    Nie wiem jak jest teraz.
    Moj syn nie pali, po dwoch piwach boli go glowa; nie sadze, aby sprobowal
    marihuany, chyba natychmiast musialby umyc zeby:)

    Moim zdaniem problem z uzywkami zaczyna sie juz znacznie wczesniej - na poziomie
    gimnazjum, jesli nie w podstawowce.
    Nie wiem, jak wiele zalezy tu od szkoly. Moim zdaniem wszytsko zalezy od
    rodziny, wiem, ze to truizm, ale z moich obserwacji wynika, ze tak wlasnie jest.
    W gimnazjum mojej corki juz w 1 klasie byl problem z alkoholem na wycieczce
    szkolnej. W 3 klasie imprezy odbywaly sie zaraz po szkole- zanim przyszli
    rodzice z pracy...Takze seks u gimnazjalistek to juz nie jest jakas szokujaca
    wiadomosc, przynajmniej wsrod rowiesnikow.
    Co wiecej - slyszalam od corki, ze coraz powszechniejszym zjawiskiem sa takze
    zwiazki homosekualne, a nawet jest szkola, o ktorej mowi sie homoszkola (a o
    uczniu - homouczen).
    Wiec czy to Bednarska, czy liceum no logo - nie ma to znaczenia.
  • myszmusia 28.08.09, 15:31
    W pewnym momencie szkola postanowila sie
    > wziac za narkotyki, byly jakis proby wymuszenia na uczniach dobrowolnego
    > poddawania sie badania moczu;

    czyli miała sie za co brac?

    > W gimnazjum mojej corki juz w 1 klasie byl problem z alkoholem na wycieczce
    > szkolnej. W 3 klasie imprezy odbywaly sie zaraz po szkole- zanim przyszli
    > rodzice z pracy...

    u nas tego nie ma

    A co do czesnego u nas jest podobne i tez sa opłaty za budynek


    Czyli tak naprawde ryzykowne "inwestowac" w zainteresowanie ta szkoła z czysto technicznych względów - nie sposób angazowac sie "w zawieszeniu" chyba,ze beda bardzo wczesnie podane konkrety.

    A strona szkoły w sumie tez mi sie średnio podoba, tyle,ze jest duzo o wiele gorszych stron liceów tez;-)
    --
    -----------------------------------

    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • menodo 28.08.09, 16:03
    myszmusia napisała:

    > W pewnym momencie szkola postanowila sie
    > > wziac za narkotyki, byly jakis proby wymuszenia na uczniach dobrowolnego
    > > poddawania sie badania moczu;

    > czyli miała sie za co brac?
    >

    No wlasnie szkola przyjela do wiadomosci, ze JEST problem z narkotykami.
    Chodzilo o to, aby uczniowie zgodzili sie na dobrowolne, losowe oddawanie moczu
    na obecnosc narkotykow...Ale to chyba nie przeszlo...Bylo wiele argumentow
    przeciw...Poczawszy od naruszania praw czlowieka a skonczywszy na problemach
    "technicznych"

    > > W gimnazjum mojej corki juz w 1 klasie byl problem z alkoholem na wyciecz
    > ce
    > > szkolnej. W 3 klasie imprezy odbywaly sie zaraz po szkole- zanim przyszli
    > > rodzice z pracy...
    >
    > u nas tego nie ma

    No wlasnie jestem ciekawa, jaka jest skala tego zjawiska. Syn mojej przyjaciolki
    jest w wieku mojej corki. I kiedy ja sie dowiedzialam, ze na jego 15 urodzinach
    byla "ostra balanga" z alkoholem to sie mocno zszokowalam. Po czym uslyszalam,
    ze teraz mlodziez szybciej dojrzewa etc...I ze to normalne, ze dzieciak dostaje
    kase na wodke...Zdziwilo mnie przyzwolenie rodzicow na cos takiego...
    Dodam, ze dziecko chodzilo do szkoly spolecznej.
    U mojej corki w publicznym gimnazjum nie bylo to tak jawne. Ona sama nie pali,
    nie chodzi na imprezy, nawet te "popoludniowe", specjalnie ja to nie szokuje,
    ale tez i nie pociaga, bo ma mnostwo wlasnych zainteresowan, chociaz czasami
    pyta mnie jak dlugo zamierzam trzymac ja pod kloszem...


  • verdana 28.08.09, 16:47
    W naszej szkole przeszlo . Szkola padla - nieprzypadkowo. Parę razy
    mielismy naprawde dramatyczne sytuacje - dziewczynom kazano np.
    oddawać mocz w casie iesiaczki, one odmawialy, osarżano je o
    branie...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • menodo 28.08.09, 18:13
    Jezu, to jakas patologia, tu niczego takiego nie bylo. Chodzilo raczej o
    uzyskanie powszechnej akceptacji - ale pojawily sie protesty.
    Ja zreszta tez bylam temu przeciwna - tzn. nie jestem w stanie zrezygnowac z ani
    grama swojej wolnosci, aby ratowac narkomana itd.Dlamojego syna bylo toc
    alkowicie nie do przyjecia.
    Dzieci na forum pytaly, jak zapobiec sytuacjom jesli narkoman "podlozy" mocz
    nie-bioracego kolegi - czy sikanie bedzie bedzie publiczne, czy jakie?
    Ogolnie - dla mnie ta inicjatywa byla zwyciestwem demokracji w tej szkole,
    aczkolwiek niekoniecznie po mysli organizatorow akcji.

  • myszmusia 28.08.09, 16:50
    > No wlasnie szkola przyjela do wiadomosci, ze JEST problem z narkotykami.

    tez mnie zywaotnie ciekawi powszechonośc tego zjawiska w liceach w ogóle. Mimo wszystko dom domem itp.. ale pozostaje kwestia powszechnosci w danym środowisku (niestety na 100% przed wejsciem w konkretne miejsce niesprawdzalna) no i dostepności wsród samych uczniów.Wolałabym jednak nie miec "w okolicy" dilerów nie wazne czy na przerwie czy po lekcjach - ale pewnie jestem naiwna i to jest nie do uniknięcia.

    .I ze to normalne, ze dzieciak dostaje
    > kase na wodke...Zdziwilo mnie przyzwolenie rodzicow na cos takiego...
    no jak dla mnie to jest nie do przyjecia.



    --
    -----------------------------------

    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • joa66 28.08.09, 18:03
    Mój niedawno skończył 14 lat więc to może za wczesnie na problemy?

    Jestem pewna, że nikt w jego klasie nie bierze, nie pije , nie pali.
    Ba , na 98% ;) jestem pewna, że problem nie dotyczy tez całego
    gimnazjum. Te 2 % zostawiam na to, że może ktos z uczniów to robi w
    gronie innym niż szkolne (chcociaż też to trudno sobie wyobrazić)

    Problemem, który częsciowo dotyczy szkoły jest wspóne palenie (na
    podwórku) papierosów przez nauczycieli i niektórych, już
    pełnoletnich, byłych uczniów. (Byli uczniowie regularnie wpadają na
    pogawędki do starych belfrów.)

    verdano - naprawdę myslisz, że nie ma szkoł bez tego problemu?
  • verdana 28.08.09, 18:22
    Mój tez ma 14 lat. Chodzi do enomowanego gimnazjum. W szkole pali
    bardz duzo mlodziezy, od pierwszej klasy. W pierwszej klasie jakis
    trzecioklasista poczestował go papierosem, syb odpowiedział "nie,
    dzięki, wlasnie próbuje rzucić" - i mial już spokoj.
    Na wycieczce picia nie bylo (u corki w tym wieku klasa upila sie
    rowno). Ale kilka osob popija na wagarach, to wiem. O narkotykach
    syn nie slyszał, ale mam pewność że są - za czasow corki bylo sporo.
    Joa, może ja jestem stara i cyniczna, ale nie wierze w zadną klase
    gimnazjalną, gdzie nikt nie pali, nie pije i nie ćpa. Wierze
    natomiast w niewiedze niektorych uczniów, wierze tez w to, ze szkola
    nie chwali się problemami.
    Wiem, że niektore dziewczyny prowadza aktywne życie seksualne, ale
    to akurat nie jest zakazane, mają 15 lat.
    O ile wiem - nie istnieja szkoły bez tych problemów, moze jakies
    bardzo male, prywatne, gdzie jest ścisly nadzór.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 28.08.09, 19:14
    Może ty jestęs cyniczna , może ja naiwna:) . Zakłądam , że mówimy o
    gimnazjum. O liceum nie mogę się jeszcze wypowiadać.

    Przeanalizowałam całą klasę syna ;)...20 sztuk, siłą rzeczy znam
    lepiej chłopców niż dziewczyny. Starałam się analizowac na zimno. I
    dalej jestem przeświadczona, że ten problem nas nie dotyczy. Lekcje
    kończą sie o około 16.00. Kiedy młodzież dojeżdża do domu, sama lub
    z kumplami, w domu są dorośli. To samo w weekendy. Rzadko wybierają
    się razem po lekcjach "na miasto" , zawsze wracaja od razu do domów
    swoich lub kolegów. Po weekendowych wypadach do kina, do empiku czy
    na pizzę NIC nie wskazuje na to, że dzieciaki piły, brały czy paliły.

    Zostaje więc picie, palenie, narkotyki w toaletach - mało
    prawdopodobne-budynek, malutki, toalety też (zdarzają się kolejki) ,
    przerwy krótkie. Teoretycznie możliwe, ale wątpię.

    W zeszłym roku syn wyjawił mi w sekrecie ..zwierzenia alkoholowe
    kolegów. A więc - jeden napisął się przez pomyłkę nalewki zamiast
    soku, innemu rodzice pozwolili na szampana w Sylwestra, mój napił
    się kilka łyków Guinnssa (od taty) na wakacjach. I tym podobne.

    Alkohol łatwo dostepny u nas w domu (bo mało uzywany ;) ) - nie
    tknięty, nawet po wizytach kolegów.

    Fakt, szkołą jest mała (budynek i uczniowie) - w sumie nie jest
    więcej niż 10 klas w podstawówce i gimnazjum razem. Ale uczniowie
    nie są nadmiernie kontrolowani (wręcz przecwinie - od małego uczą
    odpowiedzialności za siebie, co trochę mnie na początku zszokowało)

    p.s. nie wiem jak spędzają czas dziewczynki kiedy są same a nie w
    grupie, ale też wątpię.

    I nie sadzę, że nasza szkołą jest wyjątkowo pod tym względem.
  • verdana 28.08.09, 19:23
    W szkole syna problem jest z tymi, co wagarują.
    Z drugiej strony, ja tez mam nietowarzyskiego syna i boleje - ale
    cala klasa taka nietowarzyska , tak malo kontaktow pozaszkolnych?
    Niby wtedy alkohol i narkotyki mniej prawdopodobne, ale mnie by to
    martwilo (tzn. mnie to juz martwi...).
    Jesli chodzi o wypady, to od mojego syna nigdy nie poczulam
    papierosow, choc wiem, ze koledzy czasem palą.
    Mam zaufanie do syna, ale nie do calej mlodziezy. Wiem dobrze, co
    dzialo się w tym samym gimnazjum, w klasie corki.
    Wierze, ze większość nie pali i nie pije. Może nawet nikt nie ćpa.
    Nie bardzo wierze w niepalenie i niepicie wszystkich.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 28.08.09, 19:39
    Nie dałabym sobie uciąć ręki, że nikt w szkole syna nie korzysta z
    używek, ale tylko dlatego, że tak naprawdę pewne są tylko podatki i
    smierć. Ale znam większość tych młodych ludzi już siedem lat (kiedy
    piszę "znam" nie mam na mysli tylko ich imion i stopni w szkole) i
    naprawdę w tej klasie to nie jest problem. Nie znam dobrze innych
    klas ale na oko wyglądaja tak samo;), więc też nie sądzę, że u nich
    to problem.

    Od absolwentki tej szkoły (skończyła szkołe kilka lat temu) wiem, ze
    wtedy też nie było tego problemu.


    P.S. U nas problemem jest nie tyle brak kontaktów towarzyskich,
    tylko zmęczenie utrudniające życie towarzyskie "po lekcjach" -
    dlatego najczęsciej lądują u siebie w domach, często z nocowaniem.
  • agatka_s 28.08.09, 19:49
    U mojego syna (2ga gim teraz) też na 200% nikt nie pali, nie pije,
    nie ćpa.

    Młodzież akurat bardzo towarzyska, jakoś strasznie fajnie się
    dobrali i bardzo polubili, ale towarzyska jeszcze w bardzo
    bezpieczny, ba nawet infantylny ciut sposób, np dzisiaj były
    urodziny kolegi, to poszli na kręgle o 15.00. O 18.00 dziecko było
    już w domu-zadowolone, "wybawione". Wakacje spędzali razem (moim
    zdaniem to niezbity dowód że się lubią, jeśli klasa jedzie razem z
    własnej nieprzymuszonej woli, na wakacje), na obozie kajakowym,
    takim typowym obozie-spali na materacach, w namiotach, sami
    gotowali, jedli z menażek itp. Razem byli na nartach (to było
    obowiązkowe, ale teraz planują już dobrowolnie, i to na dodatek
    razem z rodzicami SIC !!!!), część popłynęła w rejs na Pogorii
    (razem z Dwójką z Nowowiejskiej). Każdy z tych dzieciaków ma jakieś
    zainteresowania, pasje , dużo różnych zajęć poza szkoła, poza tym
    pochodzą z bardzo dbających o dzieci, o ich rozwój i BEZPIECZEŃSTWO
    rodzin (to widać na zebraniach), same dzieciaki są strasznie
    aktywne, chętne do wszystkiego, takie żywe sreberka.


    Mój syn opowiadał o podobnych doświadczeniach z alkoholem jak syn
    joa-jakiś drink przez pomyłke wypity ze szklanki wujka, albo tak jak
    mój: toast razem z mamą PRAWDZIWYM piwem jak Kubica zdobył pierwsze
    miejsce....

    Myślę , że środowiska gdzie dojrzewanie do używek jest
    sporo opóźnione (I DZIĘKI BOGU)....


    A wagary to u nas nawet nikt nie pomyśli...pół godziny po tym jak
    dziecka nie ma w szkole, a ja nie zadzwonie i nie usprawiedliwie,
    szkoła dzwoni do mnie z pytaniem czemu syna nie ma....
  • myszmusia 29.08.09, 05:32
    w szkole mojej córki tak ja w szkole dwóch poprzedniczek. NIe twierdze,że cała szkoła ale klasa niemal na 100% jestem pewna.
    Zycie towarzyskie tez wyglada raczej tak,ze jezeli ktos do kogos jedzie to nocuje.Jak na miescie to raczej kino empik itp.. nie "wysiaduja" pod blokami stadnie bo to nie ten typ;-) raczej na gg;-)
    BYła jedna osoba palaca (w pierwszej klasie)moze palaca to za uzo powiedzine;-) kilka razy zapaliła papierosa - ale w sumie nie chciała chodzic do tej szkoły - juz nie chodzi.Trafiła do innego gimnazjum - słyszałam okreslenie na tamte dzieciaki - "z i-podami zamiast mózgów";-)

    podsumowujac - bardzo mi zalezy - i sadze,ze nie tylko mi z tu obecnych na informacjach o normalnych szkołach. (chyba juz wiadomo co dla mnie i kilku innych osób tu jest norma;-))

    czyli te patologie to jednak nie norma (mówimy o gimnazjum jak na razie) i dlatego szukam (żeby nie było,że sama)liceum w którym to tez nie bedzie norma a ewentualny incydent - jak na razie wierze,że mozliwe.
    --
    -----------------------------------

    [img]http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif[/img]
  • menodo 31.08.09, 14:00
    > czyli te patologie to jednak nie norma (mówimy o gimnazjum jak na razie) i dlat
    > ego szukam (żeby nie było,że sama)liceum w którym to tez nie bedzie norma a ewe
    > ntualny incydent - jak na razie wierze,że mozliwe.

    Mnie sie tez tak dotychczas wydawalo, ale teraz zaczynam watpic.
    Rozmawialam z corka jak to wlasciwie jest z tymi uzywkami wsrod jej rowiesnikow,
    zwlaszcza ze w ciagu tych wakacji miala duzo kontaktow pozaszkolnych - wyjazdy,
    koncerty, spotkania "na miescie" z osobami ktore poznala itp.
    I corka do mnie - jesli chcesz "naprawde" wiedziec to ci powiem...
    Po pierwsze - ze przez cale swoje zycie "zyla pod kloszem".
    Bo dotychczas jej sie wydawalo, ze owszem, pija i pala a nawet biora albo
    "dresiarze", albo "zblazowane banany", z ktorymi nie ma o czym gadac... Tak nie
    jest - bo np. na koncertach mozna poznac mnostwo "fajnych" ludzi - ktorzy sa
    ciekawi, oczytani, maja interesujace pasje, dobrze sie ucza, chodza do dobrych
    szkol itd....palacych, pijacych alkohol, no i "bioracych".

    A druga rzecz, ktora mnie przerazila to -co sie obecnie "bierze".
    Na przyklad jakies tabletki na kaszel, dostepne jako lek na kaszel, i to sie
    popija piwem...Po tym sa podobno niesamowite "odloty" - niedawno podobno jakas
    dziewczynka wyskoczyla po tym z okna...

    Moja corka jest uczulona na dym, ciezko jej przebywac w otoczeniu osob palacych,
    poza tym wydaje mi sie, ze nie jest typem osoby o predyspozycjach do uzaleznien...
    Ale zaczela mnie niepokoic ta zmiana jej "swiatopogladu" i przekonanie, ze
    "dotychczas zyla pod kloszem"...Bo rzeczywiscie dotychczas obracala sie w kregu
    dzieci, ktore znala od przedszkola, gdzie swietnie znali sie rodzice i zawsze
    wiadomo bylo, gdzie i z kim przebywa, a nawet co robi...
    Dzieci jednak rosna i trudno zabraniac im, aby wchodzily w nowe srodowiska, a to
    jak sie okazuje rodzi wiele niebezpieczenstw.

  • verdana 28.08.09, 16:55
    Oczywiscie, ze szkola "miała się za co brac", bo ten problem jest
    wszedzie. Mozna się tylko za to brac, albo udawać, ze go nie ma. Tu
    akurat metoda jest wątpliwa, ale lepsze przyznanie, ze jest problem,
    niz wciskanie rodzicom kitu, ze go nie ma.
    Takiej szkoly, ktora jest 'wolna od narkotykow" obawialabym się
    najbardziej. --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joa66 01.09.09, 08:00
    Mam pytanie, bo na pewno wiesz - jak wygląda WF na Bednarskiej? Czy
    są to standardowe lekcje w wynajętej sali, wpisane w plan czy może
    sa różne sekcje, z których nalezy sobie coś wybrać?

    p.s. napisałam też maila do Ciebie na adres gazetowy - podejrzewam,
    ze możesz znać odpwoeidź a jest to pytanie troche off topic.
  • menodo 01.09.09, 09:38
    Jak teraz -nie wiem, ale nie sadze zeby byly jakies zmiany.
    W-f byl "tradycyjny", w szkole jest chyba (?)sala, boisko i silownia.
    Chyba mocna strona Bednarskiej jest pilka nozna.
    To tez obok jezykow byl zawsze przedmiot traktowany przez szkole bardzo
    'tradycyjnie"- tzn. liczyla sie frekwencja, dyscyplina itd.- jako przeciwwaga
    dla ogolnego luzu.
    Moj syn zreszta mial problemy z wu-efem z powodu nieobecnosci, w klasie
    maturalnej w ramach warunkowego zaliczenia II klasy musial zaliczyc zwiekszona
    liczbe godzin w-fu pod rygorem niedopuszczenia do matury, ale "na szczescie"
    zlamal reke...

  • joa66 01.09.09, 10:08
    Dzięki. No to chyba Bednarska nie będzie już tak podobać się mojemu
    synowi;)

    Wiem, że pisałam niedawno , że nie zależy mi na tej informacji, ale
    po zastanowieniu doszłam do wniosku, że jednak zależy - o której
    szkole mówią, że to homoszkoła i dlaczego. Jeżeli chcesz możesz
    odpowwiedzieć mi na gazetowego maila.
  • Gość: menodo IP: 87.205.146.* 01.09.09, 11:57
    joa66 napisała:

    > Dzięki. No to chyba Bednarska nie będzie już tak podobać się mojemu
    > synowi;)

    Ale co? Za malo tego wuefu czy za duzo,za wysoki czy za niski poziom? Wielu
    chlopcow bardzo sie angazowalo w wuef na bednarskiej, moj syn tez chodzil na
    treningi w swojej druzyniie pilkarskiej (chociaz olewal lekcje wuefu; byly
    jakies mecze itd i cala szkola tym zyla, ale ja sie na tymnie znam...

    Poza tym akurat wuefem w ogole nie kierowalabym sie w wyborze szkoly, bo sport
    swietnie mozna sobie zorganizowac na miescie.


  • joa66 01.09.09, 12:24
    Jeżeli tradycyjnie to pewnie siatkówka, której syn nienawidzi.

    System WF najbardziej podoba mi się w Grotowskim - jest wybór zajęć,
    a jeżeli nie znajdzie się niczego dla siebie, można część WF
    zaliczyć w klubie sportowym.
  • menodo 01.09.09, 10:06
    joa66 napisala:
    > p.s. napisałam też maila do Ciebie na adres gazetowy - podejrzewam,
    > ze możesz znać odpwoeidź a jest to pytanie troche off topic.

    Nie mam maila gazetowego albo zapomnialam, ze mam, wiec wyslalam wiadomosc na
    Twojego gazetowego.
  • joa66 06.09.09, 11:22
    To chyba znowu pytanie do menodo. Pewnie dowiedziałąbym się tego na
    spotkaniach informayjnych, ale jestem ciekawa jak to wygląda w
    praktyce. Czy nauka języków jest prowadzona w grupach "pionowo"
    międzyklasowych czy grupy sa tworzone z uczniów tylko jednego
    rocznika?
  • menodo 06.09.09, 12:38
    Nie, pionowo nie, w poziomach tworzone sa grupy wg. zaawansowania.
    W tych najwyzszych grupach jak zeznawal syn poziom byl juz naprawde wypasiony.
    On na maturze rozszerzonej mial z ang. chyba 90 proc. bez douczania na miescie;
    zaden lingwista z niego nie jest, jezyk (takze wlasny) traktuje wylacznie
    "uzytkowo".
  • joa66 06.09.09, 13:36
    Ja cały czasz czepiam się nieszczęsnego hiszpańskiego - w liceum
    Kuronia podręcznki dla 1 klasy są na poziomie 1 - 2 klasy gimnazjum
    u syna. Podejrzewam, że na Bednarskiej może byc podobnie.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 06.09.09, 15:44
    > "Pytanie - czy wiesz coś wiecej o liceum Kuronia? Zastanawiałam się
    > nad nim, ale mam tez mieszane uczucia".

    Moim zdaniem swietne dla wybitnych i zdyscyplinowanych humanistow z akcentem na
    to drugie:)
    To liceum zakladal nauczyciel historii i wychowawca mojego syna - moim zdaniem
    jeden z niewielu nauczycieli, ktory potrafi rozwijac uczniow, przygotowywac do
    olimpiad i do "glupich testow maturalnych", ktore krytykuje gdzie tylko moze.
    Moj syn uwaza, ze osoby o wiekszym intelekcie na 2 kierunkach studiow juz nie
    spotkal.
    Z zalozenia ta szkola ma dawac wszechstronne wyksztalcenie humanistyczne,co
    akurat bardzo by pasowalo mojej corce.
    Gdyby bardzo plakala to bym ja tam poslala, ale przestala plakac jak sie
    dowiedziala ze musialaby jezdzic na Prage (2 godziny w jedna strone.)
    Ta szkola ma pewnie wszystkie wady Bednarskiej plus dla mnie jedna dodatkowa -
    zbyt homogeniczne srodowisko. Moim zdaniem na etapie liceum fajnie jest moc miec
    kolegow o zupelnie innych zainteresowaniach, np. jakiegos szalonego astronoma,
    fizyka, historyka czy poete itd...

    Jestem ciekawa jak tam poszly matury, bo chyba pisal je wlasnie pierwszy
    rocznik. Dla mnie to bylaby podstawa do dalszych "rozwazan".

  • verdana 06.09.09, 16:30
    Odpada znaczy się... Jesli chodzi o zdyscyplinowanie, to trafil mi
    sie tylko jeden egzemplarz, ale już poszkolny.
    I to, co piszesz o zróznicowaniu - zdecydowanie się zgadzam. Moja
    corka najbardziej chwalila sobie w szkole własnie to, ze nawet nie
    bylo tam zróznicowanych klas i wobez tego miala jako kolegow ludzi o
    zupełnie innych zainteresowaniach - co podnosilo poziom i lekcji i
    dyskusji.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • menodo 06.09.09, 17:27
    verdana napisała:

    > Odpada znaczy się... Jesli chodzi o zdyscyplinowanie, to trafil mi
    > sie tylko jeden egzemplarz, ale już poszkolny."

    To rzeczywiscie nie wiem - bo na moje oko w szkolach gdzie jest sporo luzu
    dzieci, ktore nie maja jakiegos "wewnetrznego drylu" moga sie troche gubic. Ale
    tez mysle, ze w Kuroniu pracuja naprawde madrzy ludzie, z duzym doswiadczeniem w
    pracy z mlodzieza i smialo mozna przedstawic im wlasne watpliwosci.
    To nie jest jedna z tzw. szkol tworczych - wypuszczajacych absolwentow typu
    "troche pisze troche maluje" - bez szans na studia.
    Za cos takiego to mnie by sie placic nie chcialo.
  • Gość: menodo IP: *.adsl.inetia.pl 06.09.09, 15:14
    Nie wiem dokladnie, ale wydaje mi sie, ze gdyby zebrala sie grupa dzieci, ktore
    chca kontynuowac hiszpanski - to na Bednarskiej czy w Kuroniu byloby to mozliwe.
  • joa66 06.09.09, 17:31
    Zobaczymy. Najpierw trzeba się dostać :) Nie wiesz może czy ten
    nauczyciel historii, który jest teraz dyrektorem Kuronia, cały czas
    uczy na Bednarskiej?

  • menodo 06.09.09, 17:43
    Raczej nie uczy, ale glowy nie daje.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka