Dodaj do ulubionych

Z wypowiedzi m.in.sekret. Krajowej Rady Lotnictwa

16.04.10, 18:01
Z opinii sekretarza Krajowej Rady Lotnictwa!:

Ma rację redaktor "Skrzydlatej Polski" Tomasz Hypki, że sobotnia tragedia nie
powinna się wydarzyć. Nie tylko dlatego, że dowódcy rodzajów sił zbrojnych - w
dodatku z szefem sztabu na czele - nie mają prawa jeździć razem. To mało.
Niespotykana w skali historii katastrofa nie powinna była się wydarzyć, bo
zdarzyć się - tak jak ją przedstawiono - nie mogła. Co jest nie tak z tym
obrazkiem? Oto najważniejsze fakty i znaki zapytania.

Samolot z polską delegacją prezydencką na obchody 70 rocznicy zbrodni
katyńskiej podchodzi do lądowania na lotnisku wojskowym Smoleńsk Sewiernyj
(ICAO: XUBS) ok. godz. 8:40 czasu polskiego (-2h czasu moskiewskiego).
Wykonuje kilka okrążeń przed zejściem, z powodu gęstej mgły. Wieża kontroli
lotów zaleca przejście na lotnisko w Mińsku, lub inne, z powodu chwilowego
zamknięcia XUBS (gęsta mgła). Pilot postanawia lądować mimo to. Przy drugim
podejściu do lądowania, podczas nalotu i wykonując ryzykowny manewr
gwałtownego skrętu na skrzydle, maszyna o 8:56 roztrzaskuje się, wybucha i
płonie w szczątkach kilkaset metrów od początku pasa lotniska. Nikt z
pasażerów i załogi nie przeżył. Szczątki maszyny, rozrzucone są na znacznej
przestrzeni, co jest niezaprzeczalnym dowodem eksplozji. Leżą kilkadziesiąt -
sto kilkadziesiąt metrów w bok od linii pasa startowego, co tłumaczyłoby
rozpaczliwy manewr pilota, próbującego skręcić i naprowadzić tutka 101 na
linię pasa.

Gęsta mgła
Zapisy pogodowe i zeznania świadków są zgodne: rano zamglenie (mist)
przechodząca przed godziną dziewiąta czasu polskiego w mgłę (fog). Temperatura
gruntu i powietrza w okolicach zera: +1..+3 C, wilgotność względna bardzo
wysoka 95-98%. Opar nieprzejrzystej mgły pojawił się jakby na zamówienie tuż
przed przylotem prezydenckiego samolotu. Jeszcze o g. 8.30 lądowania odbywały
się normalnie. Zaledwie o g.8 wylądował Jak-40 z polskimi dziennikarzami do
obsługi wydarzenia.

Dziwna eksplozja
Świadkowie naoczni, pracownicy bazy i mieszkańcy potwierdzają, że samolot
skręcał na bardzo niskiej wysokości, zahaczając niemalże o samochody
jadące lokalną drogą. Kierowcy i przechodnie widzieli upadek oraz wybuch i
pożar. Niektórzy twierdzą, że wybuch miał miejsce zanim maszyna rozbiła się o
ziemię. Jak na sprawę nie patrzeć, Tupolew 154 jest konstrukcją typu nie
gniotsa, nie łamiotsa. Prędkość przy lądowaniu jest znikoma, rzędu 200 km/h (i
stąd wynika niebezpieczny brak manewrowości) i trudno przy takiej prędkości
wytłumaczyć wrak w kawałkach. Wbrew wyobrażeniom samolot to nie jest latająca
bomba, która przy uderzeniu wybucha. Więcej - paliwo lotnicze pali się jak
każde inne, a wybucha tylko starannie zmieszane z tlenem. Jak zatem
wytłumaczyć wybuch? Nijak. Przy tej prędkości wrak samolotu powinien być w
jednym kawałku. Dodatkowo trzeba uwględnić, że - zgodnie z oficjalną wersją
oraz relacjami świadków - prezydencki tutek zahaczał o drzewa, więc spadł
efektywnie z wysokości ok 20 m. Cały impet uderzenia pochodził zatem od ruchu
w poziomie, przy minimalnej prędkości. Co wywołało eksplozję? Nie wiadomo.
Rzadki zagajnik, w którym leżą szczątki, właściwie nie powinien być nawet
przeszkodą przy szczęśliwym lądowaniu w lini prostej. Znane są przypadki
awaryjnych lądowań Tu-154 na polach. Jeden z nich lądował dla przykładu w ten
sposób szczęśliwie z płonącym ładunkiem papierosów, po czym spłonął na ziemi,
bo załoga nie zdołała ugasić ognia. Tutek potrafi wylądować nawet jako płonąca
pochodnia (i nie wybuchnąć w trakcie).

Dziwne podchodzenie
Tu-154 ma konstrukcję konia roboczego i dlatego z lubością jest używany w
wersji transportowej przez różnej maści mafie. Potrafi wylądować bezpiecznie
(i wystartować) w metrowym śniegu oraz na polnej drodze. Nie ma lepszego
samolotu dla przemytników. Skoro tak, dlaczego nie mógł położyć się na
podsmoleńskim zagajniku? Bo pilot najwyraźniej będąc tuż nad ziemią,
zorientował się, że pas lotniska jest z boku i do niego już nie zdążył
dolecieć. Jeszcze raz: maszyna spadła przed pasem startowym, a nie za nim, jak
by należało oczekiwać przy nieudanym podchodzeniu. Pilot celował w niewłaściwe
miejsce na mapie. Czy był pijany, czy przyrządy wskazywały mu niewłaściwe
położenie? Po co podejrzane akrobacje, kiedy każde dziecko wie, że podchodzi
się do lądowania na prostej, w razie zbyt małej/dużej prędkości podnosi się
dziób do góry, zatacza wyżej koło i znowu podchodzi się na prostej. Tu jednak
było inaczej. Pilot Protasiuk wyprowadził maszynę z boku pasa, za nisko i -
zamiast ją poderwać na prostej - nagle skręcił. Do pasa nie doleciał. Wrota od
stodoły były krzywe, czy Protasiuk krzywo patrzył? Bo że specjalnie chciał
lądować po ułańsku, "z bokowca", nikt normalny nie uwierzy, a na pewno Tomasz
Hypki. Szczątki leżą z boku pasa, to jest bezsporne.

Cztery podchodzenia
Zadziwiające, że pilot rzekomo próbował posadzić maszynę aż czterokrotnie.
Należałoby oczekiwać, że podda się przy drugiej próbie i poleci na lotnisko
awaryjne. Relacja o czterech próbach pochodzi prawdopodobnie z tv Polsat, na
którą powoływali się rosyjscy komentatorzy w pół godziny po zdarzeniu. Według
konfrontacji z relacjami świadków cztery podejścia są legendą, a katastrofa
zdarzyła się przy pierwszym, bądź co najwyżej drugim podejściu. Pilot nie był
maniakiem tego lotniska, tylko racjonalnie ocenił swe szanse na udany lot,
będąc przeświadczonym, że potrafi znaleźć pas, nawet nie widząc go dokładnie.
Warto zaznaczyć, że w chwili katastrofy widoczność wynosiła kilkaset metrów,
więc pilot - znając właściwe położenie pasa - musiał na niego wyjść aby z
bliska móc zobaczyć. Kłopot w tym, że wyszedł na niewłaściwy punkt.

System naprowadzania
Lotnisko wojskowe Smoleńsk Sewiernyj (XUBS) w odróżnieniu od cywilnego LNX nie
posiada nowoczesnego systemu nawigacji ILS, w związku z tym w warunkach słabej
widoczności nie zezwala się na lądowania, bowiem na instrumentach pokładowych
nie widać dokładnego umiejscownienia pasa. Jednak przez dziesięciolecia na
Siewiernym stacjonowała jednostka lotnicza, którą rozformowano w październiku
2009. Jakoś maszyny lądowały, w każdych warunkach pogodowych. Jak to robiły w
nocy? Jak zwykle prosto - światła plus sygnalizacja radarowa wieży. Można
zatem wylądować nawet po ciemku, kłopot tylko z wyznaczeniem, gdzie jest pas.
Ciekawe, że potwierdzają się relacje iż przed Tupolewem podobny manewr
ułańskiego skrętu na skrzydle wykonał Illiuszyn. Czyżby uległ temu samemu
złudzeniu, co polski pilot? Prawdopodobnie.

Liczba ofiar
Biorąc pod uwagę siłę uderzenia, trudno jest uwierzyć, iż cała załoga i
pasażerowie - przy upadku z wysokiego drzewa w ruchu ślizgowym - przypięci
pasami do foteli, zginęła. Jednak taką informację podano krótko po zdarzeniu,
a mianowicie w ok. pół godziny po nim, kierując się relacjami świadków i
strażaków. Jednakże uporczywie pojawiają się pogłoski o trzech uratowanych,
które są dementowane. Abstrach*jąc od dziwnej hekatomby, którą trudno jest
wytłumaczyć komuś, kto trochę latał i widział wypadków, zadziwiająca jest
szybkość przekazania tej informacji. W normalnym toku wydarzeń liczbę ofiar
podaje się po pewnym czasie, po spenetrowaniu wszystkich szczątków i dokładnym
policzeniu. Tu stało się inaczej. Ratownicy od razu wiedzieli że nikt nie
przeżył, bo nie ma czego zbierać. Zatem zniszczenia (wybuch) musiały być
potworne, niewspółmierne do zdarzenia.

Ciekawe sąsiedztwo
O ile lądowisko Siewiernyj od niedawna, bo zaledwie od października ub.r. ma
podwójne, cywilne i wojskowe zastosowanie, nie jest lądowiskiem bagatelnym.
Wystarczy spojrzeć na google maps, aby uzmysłowić sobie, że Smoleńsk jest
jednym z głównych centrów rosyjskiego przemysłu lotniczego. Z tego właśnie
powodu wokół średniowiecznej twierdzy istnieje gęsta sieć kolejowa oraz liczne
lądowiska. Z racji dobrej dostępności transportowej (węzeł kolejowy), wybrano
to miejsce dla egzekucji polskich jeńców.

Obserwuj wątek
    • liberalpatriota C.D. - przeczytajcie proszę 16.04.10, 18:02
      Pas XUBS ma długość aż 2,5 km, co powoduje że mogą na nim lądować wszystkie
      samoloty. Jeśli polski tupek 101 dotarłby do niego, mógł bezpiecznie lądować na
      ślepo i bez hamulców. Jednak do pasa nie doleciał...

      Na zdjęciach wraka widać prześwitujące przez drzewa zabudowania hangaru. Kto
      ciekawy, znajdzie te budynki na zdjęciach satelitarnych. To hangary zakładów
      lotniczych Jakowlewa, produkujących samoloty Jak. Z rampy i pasa Siewernego
      korzystają do dziś dla prób, startów i lądowań remontowanych maszyn. Smoleńsk
      jest siedzibą centrali fabryki lotniczej Jakowlew, w pobliskim Mińsku
      (kilkadziesiąt km na zachód, na Białorusi) znajdują się główne zakłady produkcyjne.

      Polski pilot, mistrz w swoim fachu był proszony o przejście na lotnisko awaryjne
      z powodu mgły, nie zdecydował się jednak na rezygnację z lądowania, bowiem ufał
      w swoje siły. Według sąsiedztwa sądząc, miał rację. Cywilne lądowisko Jużnyj
      było w tym momencie także pokryte mgłą, a ma krótszy pas. Pobliski Mińsk to
      kilkadziesiąt km podróży powrotnej ad hoc organizowanym transportem
      samochodowym, strata kilku godzin. Pas Jużnego jest szeroki i długi, po obu
      stronach ma po pół kilometra trawy, na której pilot mógł posadzić Tupolewa z
      zamkniętymi oczami i po pijanemu. Byle tylko podejść do ziemi, tupek może gładko
      lądować na każdej nawierzchni, nawet w szczerym polu.

      Latający wrak
      O ile Tupolewy zapisały się w swojej służbie sporą awaryjnością, były w
      doskonałej formie. Tu z numerem 101 przeszedł przed ostatnią Wigilią u
      rosyjskiego producenta w Samarze regularny remont generalny, dający mu gwarancję
      na kolejne pięć lat latania.Mimo wieku - 30 lat - miał wylatane zaledwie pięć
      tysięcy godzin, na trzydzieści przewidziane na czas życia, więc można
      powiedzieć, że został wyeksploatowany w 1/6. Miał unowocześnioną awionikę i nie
      powinien sprawiać poważnych kłopotów. O ile TU-154 jest obecnie modelem
      muzealnym, bo nie produkowanym i wycofanym z ekspolatacji z najważniejszych
      linii, w tym chińskich i Aerofłotu, z racji nadmiernej konsumpcji paliwa i
      przekroczonych norm hałasu, tragiczny tupek 101 był technicznie w wyśmienitym
      stanie technicznym i mógł jechać w każdą podróż. Ta sama maszyna wiozła przed
      kilku dniami premiera Tuska na uroczystości w Katyniu z udziałem premiera
      Putina. Tupolew jest po prostu jak mercedes beczka. Ten konkretnie model miał
      nawet świeżo chromowane dekle.

      TO ZNALAZŁEM NA NECIE - tylko przeklejam, ale brzmi interesująco!
      • yanfhowah Re: C.D. - przeczytajcie proszę 16.04.10, 21:21
        liberalpatriota napisał: Wbrew wyobrażeniom samolot to nie jest
        latająca
        bomba, która przy uderzeniu wybucha. Więcej - [b]paliwo lotnicze
        pali się jak
        każde inne, [/
        czlowieku piszesz bez p o j e c i a, paliwo w samolocie
        doprowadza wybuch i temperature do tego stopnia, ze nie zdazysz
        okiem mrugnac,samochod z paliwem lotniczym wybuchl w tunelu na
        granicy Niemcy-Austria gdzie ciala ludzkie w y p a r o w a ly ,a
        dziesiatki samochodow sie ,,s t o p i l o ,,,jak w piecu hutniczym

        widze ze twoja paranoja rozwija sie dalej
      • ploniekocica ZNOWU mącisz 16.04.10, 18:11
        i szukasz sensacji

        Tomasz Hypka powiedział tylko to, ze ta katastrofa nie powinna sie wydarzyć
        jego wypowiedź tu
        www.youtube.com/watch?v=9hhqLa_Iuj0&feature=related
        reszta Twoich notatek to insynuacje jakiegoś bloggera jak przypuszczam.
      • rudyrycho Re: Z wypowiedzi m.in.sekret. Krajowej Rady Lotni 16.04.10, 18:35
        croyance napisała:
        > Pomijajac inne nierzetelne informacje,

        Jak na przykład ta, że samolot miał 30 lat. Został zbudowany w roku
        1990, więc miał 20 lta, o jedną trzecią mniej niz twierdzi autor.
        Poza tym te bajdury o możliwości lądowania Tupolewa w metrowym
        śniegu czy świeżo zaoranym polu... Maszyna o wadze grubo ponad 100
        ton lądując na zaoranym polu zrobiłaby w nim "wykop pod metro". W
        każdym razie o poprawnym lądowaniu nie ma mowy.
      • you-know-who zla teoria 16.04.10, 18:25
        w analizie jest kilka malych i jeden spory blad: wielkiego wybuchu nie bylo.

        samolot lecial ponad 200 kmh, scial najpierw czubek duzego drzewa,. potem sie
        przechylil i po 5 sekundach zostal posiekany na kawalki przez drzewa. przez te 5
        sekund lecial (nie wybuchl) i czarne skrzynki rejestrowaly. na ziemi nie bylo
        rozleglego pozaru po rozlaniu sie paliwa ktore powinien miec na droge powrotna i
        na zapas.

        to raczej fakt ze NIE bylo wielkiego wybuchu ani pozaru, w ktorym szczatki ludzi
        i samolotu zostalyby zweglone a nie rozerwane na kawalki, jak to mialo mieksce,
        jest do wyjasnienia.
    • liberalpatriota Re: Z wypowiedzi m.in.sekret. Krajowej Rady Lotni 16.04.10, 18:30
      PILOT PROTASIUK - znał lotnisko w Smoleńsku najlepiej z polskich pilotów, latał
      tam wielokrotnie na uroczystości Katyńskie, zawsze bez trudu lądował i znał
      rosyjski - to z wypowiedzi jego przełożonego:

      www.tvn24.pl/-1,1652398,0,1,8222nie-bylo-pilota--ktory-znalby-lepiej-smolensk8221,wiadomosc.html
      NA POKŁADZIE BYŁ TŁUMACZ JĘZYKA ROSYJSKIEGO - gdyby było coś nie tak jak
      twierdzą kontrolerzy z kontaktem, mógłby przetłumaczyć wątpliwe dane. Ale
      dziwnym trafem ostatnie 6 minut nagrania na wieży lotów to cisza...

      System TAWS który był zamontowany w prezydenckim Tupolewie nigdy w historii nie
      zawiódł - odkąd od 20 lat jest instalowany nie doszło w żadnym z posiadających
      go samolotów do wypadku przy lądowaniu. Aż do 10 kwietnia 2010 roku. USA Today o
      tym pisze, że ta katastrofa nie miała prawa się zdarzyć:

      www.usatoday.com/printedition/news/20100414/fogcrash14_st.art.htm
      W Stanach jest coraz głośniej o tym, że bez względu na pogodę TAWS po prostu działa.

      NA PILOTA NIKT NIE NACISKAŁ - prokuratura wojskowa i służby rosyjskie jawnie
      mówią, że do pilotów nikt nie przychodził, nikt na nich nie naciskał. Podjęli
      JEDNĄ próbę lądowania.

      To chyba ciut istotne fakty?

    • leser.1 Re: Z wypowiedzi m.in.sekret. Krajowej Rady Lotni 16.04.10, 19:04
      Brak wiedzy jest zbrodnią. Zbrodnią i grzechem zaniedbania.
      Jej nadmiar może być przyczyną problemów psychicznych.
      Interpretacja jest fajna na teatralnej scenie.
      Fakty należy opisywać! Nie interpretować.

      Zlepek faktów, półprawd i kłamstw kreuje równoległą rzeczywistość.
      Pewien fachowiec-propagandzista wpadł na to parę lat temu i dzięki temu niejaki Hitler doszedł do władzy.

        • leser.1 Re: Z wypowiedzi m.in.sekret. Krajowej Rady Lotni 16.04.10, 19:56
          We mnie, w prostym człowieku ciągle tli się wiara w to, że ci , którzy mnie INFORMUJĄ są mądrzejsi i lepsi ode mnie. Że sprzedają mi prawdę.
          Od wielu lat próbuję po prostu uwierzyć i zaufać im.
          Coraz częściej czuję się jak Don Kichot.

          Wersja oficjalna jest zawsze wersją czemuś służącą.
          • walter622 W pogoni za sensacją 16.04.10, 21:03
            leser.1 napisał:

            > We mnie, w prostym człowieku ciągle tli się wiara w to, że ci ,
            > którzy mnie INFORMUJĄ są mądrzejsi i lepsi ode mnie.

            W dniu wczorajszym przedstawicielka rosyjskiej Międzyrządowej Komisji Lotniczej
            na spotkaniu z dziennikarzami zaapelowała by zaprzestali fantazjowania i
            trzymali się faktów. Przykładem tego typu fantazji była historia z "czterema"
            podejściami do lądowania
            (faktycznie było jedno podejście). Pierwszym tą informację podał POLSAT, za
            POLSAT'em to info podchwycili rosyjscy dziennikarze,
            za Rosjanami kolejni i mieliśmy przez kilka dni niezły pasztet.

            Tak więc może jednak wsłuchać się w ten apel i poczekać na oficjalne ustalenia.
            Może będą mniej fantastyczne ale bardziej rzetelne.

            > Że sprzedają mi prawdę.

            Sensacje lepiej się sprzedają niż prozaiczna rzeczywistość. Dziennikarska pogoń
            za sensacją przekłada się na zyski ich redakcji.
            W efekcie mamy dwa równoległe światy - opisywany w gazetach i ten
            nasz codzienny, nie mający niczego wspólnego z dziennikarskimi
            pomysłami, bowiem czasami rzeczywistość przekracza ich wyobraźnię.

            > Coraz częściej czuję się jak Don Kichot.

            Odnoszę wrażenie, że nie jesteś sam.
            Pozdr.
            • ploniekocica Re: W pogoni za sensacją 16.04.10, 21:09
              cztery podejścia wzięły się zapewne z trzech okrążeń i lądowania jak gdyby w
              czwartym.Nie wiem jak jest podejście i okrążenie po rosyjsku, ale dziennikarzom
              polsatu pewnie się pomyliło, a potem już nikt nie sprawdzał tylko
              pooooooooooooooszło w lud.
              • walter622 Re: W pogoni za sensacją 16.04.10, 21:19
                ploniekocica napisała:

                > cztery podejścia wzięły się zapewne z trzech okrążeń i lądowania jak > gdyby w
                czwartym.
                Jeżeli była mgła i piloci nie widzieli ziemi to chyba dziennikarze
                (będący na ziemi) nie widzieli z powodu tejże mgły samolotu. Tak więc w jaki
                sposób naliczyli te trzy okrążenia?
                Gryzipiórki mają zdolność wieszania nam na uszy makaronów.
                "Cztery" podejścia - to brzmi bardzo dramatycznie i sensacyjnie.
                Niestety nie wiedzą, że przy drugim podejściu przechodzi się na
                lotnisko zapasowe.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka