• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Moje "nie" i agresja meza

  • 17.10.10, 15:10
    Witam.
    Po ponad 2 latach seksu "dla swietego spokoju rozloze nogi i popatrze w sufit" ok. pol roku temu powiedzialam mezowi "nie". Od tamtej pory kilkakrotnie doszlo do szarpaniny,rowniez w sypialni pomimo obecnosci dziecka (wg.meza cos takiego jak gwalt malzenski nie istnieje), grozilam ze jezeli bedzie mnie probowal zmusic do seksu wbrew mojej woli zadzwonie na policje (powiedzial, ze wtedy wyrzuci mnie z domu, ale przynajmniej wczesniej sobie pop....rzy),zazwyczaj jego proby zblizenia koncza sie awantura. Naprawde trudno jest mi zachowac spokoj gdy slysze:"co ci szkodzi","ja tez robie rzeczy na ktore nie mam ochoty np.chodze do pracy", "haruje do cholery jak wol,cos mi sie od zycia nalezy","powinnas sie leczyc, to nie jest normalne", "jestes taka sexy musze cie wypiep....".Wszystko to bynajmniej nie jest wypowiadane spokojnym tonem. Nie wiem jak zareagowac na takie argumenty. Na drugi dzien maz zachowuje sie jakby nic sie nie stalo.
    Seks z mezem nigdy nie byl szczegolnie satysfakcjonujacy. Jak mozna sie domyslic nasz zwiazek rowniez kuleje. Wielokrotnie probowalam przedstawic swoj punkt widzenia - orgazm rodzi sie takze w mozgu, partner musi mnie pociagac psychicznie/intelektualnie, moja odmowa nie jest zemsta/szantazem etc. Maz uwaza ze odmawiajac seksu, nie daje mu szansy na bycie super kochankiem, a wogole jest to brak szacunku z mojej strony, bo to on pracuje i mnie karmi i seks od czasu do czasu mu sie nalezy. W tym momencie rowniez zazwyczaj brakuje mi juz cierpliwosci na jakakolwiek dyskusje i kontrargumenty i wybucha awantura.
    Dla mnie ten zwiazek jest juz skonczony. Nie pisze tego postu by cokolwiek naprawiac w naszym zyciu seksualnym, poniewaz jakiekolwiek checi z mojej strony juz dawno sie wyczerpaly. Problemem jest jego agresja w przypadku mojej odmowy i moja agresja gdy maz probuje chociazby mnie dotknac (a wtedy moja agresja budzi jego agresje). Bardzo trudno jest mi zachowac chociazby obojetnosc i spokojnie powiedziec "nie" gdy wklada reke pod moja bluzke lub bielizne, probuje zmusic do pocalunku etc. W pierwszym odruchu najchetniej uderzylabym go w twarz, wiele wysilku kosztuje mnie spokojne chwycenie go za reke i powiedzenie "nie". Wtedy maz wyrywa reke i robi to co poprzednio, mowiac "bo co?". I kolejna awantura. Moje "nie" nie ma dla niego znaczenia.
    Czuje sie ze soba paskudnie - czulam sie paskudnie rozkladajac nogi przez tak dlugi czas, czuje sie paskudnie gdy musze sie "bronic" praktycznie co wieczor, czuje sie paskudnie - jakkolwiek to zabrzmi - bo rzeczywiscie nie okazuje mu "wdziecznosci" i jestem taka "suka" za jaka mnie uwaza, czuje sie paskudnie poniewaz moja odmowa nic dla niego nie znaczy i odczuwam to wlasciwie jako gwalt.

    Po tym wszystkim maz jest dla mnie jak obca osoba, jego dotyk odbieram jak jakiegos obmacywacza z tramwaju.

    Do sedna - jak powinnam sie zachowywac w takich sytuacjach? Jak rozmawiac z nim w takich sytuacjach? Zapytam wprost : jak odmawiac agresywnej osobie nie budzac agresji ? niestety nie moge wyjsc ot tak sobie, poniewaz maz staje w drzwiach i odpycha mnie krzyczac (moje wyjscie rowniez traktowane jest przez niego jako brak szacunku), we mnie budza sie wtedy pierwotne instynkty (kilka razy rzucilam przedmiotami zeby rozladowac emocje - maz ma wtedy argumenty zeby wmawiac mi chorobe psychiczna, niezrownowazenie, depresje), jezeli juz uda mi sie wyjsc zeby uspokoic emocje - maz idzie za mna rowniez krzyczac, zdarzalo mu sie wpasc za mna do sypialni, zerwac koldre, zapalic swiatlo i krzyczec ze jeszcze nie skonczylismy dyskusji (synek spal w tym samym pokoju - meza raczej malo to obchodzilo). Mamy dwojke malych dzieci, chce im tego oszczedzic.

    Mam nadzieje, ze to co napisalam ma jakis sens. Jezeli potrzeba jakis dodatkowych informacji, rozwine swoja wypowiedz.

    Dziekuje i pozdrawiam.

    Edytor zaawansowany
    • 17.10.10, 15:18
      agre_hi napisała:

      "moja odmowa nic dla niego nie znaczy i odczuwam to wlasciwie jako gwalt."

      Dziewczyno, to jest gwałt! Pakuj walizki i uciekaj od tego czegoś (zwanego "mężem"), gdzie pieprz rośnie!
      • 17.10.10, 15:54
        pl.wikipedia.org/wiki/Rapex
        Kup sobie to i powiedz temu kutasowi, że sobie to założyłaś.

        A tak na poważnie. Trzeba z tym skończyć. Powiadom go, że jeśli jeszcze raz Cię zgwałci, to pakujesz manatki i zglaszasz sprawę rozwodową. Masz gdzie się podziać z dziedźmi? Do kogo należy mieszkanie?

        --
        bynajmniej ≠ przynajmniej
      • 22.11.10, 00:23
        Malzenstwo to nie wiezenie.. kolezanka dobrze radzi, mimo ze jestem facetem i sam lubie seks, ale to jest przemoc.. wiem, ze to wymaga sily i odwagi, ale uwierz mi to bedzie lepsze rozwiazanie.

        Pzodrawiam
      • Gość: Majkel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.11, 08:37
        Twoja niechęć do seksu nie stała się zapewne nagle i znikąd.
        Normalnie, zdrowe, kochające się, dojrzałe pary, które mieszkają pod jednym dachem cieszą się sobą także seksualnie i okazują sobie w ten sposób miłość.
        Jak więc u was do tego doszło?
        Nic nie piszesz o tym, jak się poznaliście, dlaczego wzięliście ślub.
        Jak było przed ślubem, jak było w pierwszych latach małżeństwa, jak po urodzeniu dziecka?
        To że osoba w związku jest sfrustrowana brakiem seksu to normalne - nie znam osoby, która brałaby ślub z zamiarem abstynencji seksualnej i o ile mi wiadomo jest to nawet sprzeczne z nauczaniem Kościoła nt. małżeństwa.
        A więc przeanalizuj co jest tak naprawdę przyczyną waszego kryzysu, którego jednym z przejawów jest Twoja niechęć do seksu.
        Na pewno szczera rozmowa pod okiem fachowca - psychologa będzie tu pomocna!
      • 24.11.14, 18:57
        agre_hi czy mogłabyś się do mnie odezwać? Mam prośbę. Mój adres e-mail: ewelina.lis@newsweek.pl
    • 17.10.10, 18:44
      Ja mam to samo seks dla świętego spokoju. Mąż chciał nawet jak jego matka spała w tym samym pokoju na łóżku po przeciwnej stronie pokoju bo pod kołdrą to nie widać jak się zbuntowałam to była awantura bo przecież nie mogłam mam swój honor. w domu go nic nie obchodziło nic nie chciał robić tylko do łóżka był pierwszy.no i się skończyło zabrałam syna i uciekłam miałam dość teraz wie co stracił i udaje kochanego tatusia
      -aga.s1976
    • 17.10.10, 18:53
      Witaj,
      Mam wrażenie, że wy nawet nie próbujecie się porozumieć. Jest tylko agresja, złośliwości, nic więcej.
      Nie tylko on jest winien. Ty też. Ustawiłaś swojego męża na pozycji żebrzącego o seks, a te żebry czasami kończyły się stosunkiem, całkowicie z łaski. chyba rozumiesz, co czuł wtedy twój mąż.?
      Z kolei on zaczął traktować cię jak rzecz. Nie wiem zresztą kto zaczął ten układ, ale teraz to nie ma znaczenia.
      Nie chcesz z nim być, już nic do niego nie czujesz, nie możesz znieść jego obecności, dotyku, to załatw te sprawę.
      Powiedz o tym mężowi. Uważaj! POWIEDZ, A NIE WYKRZYCZ W ZŁOŚCI!!!
      Nie zaczynaj takiej rozmowy, kiedy on cię zaczepia, nagabuje. To nie ten moment
      Spokojnie, racjonalnie, bez krzyku, bez oskarżania, bez zdań typu "ty nigdy"... "ty zawsze", 'To przez ciebie ".
      Jeśli tak zaczniesz, to on zacznie się bronić, atakować i kolejna awantura.
      Można rozstać się z klasą, chociaż spróbować.
      Ułóżcie plan rozstania, ustalcie zasady. To bardzo pomga, porządkuje emocje, wyznacza cel, uprzedza działania "na złość".
      Nie uwierzysz, ale czasami, trzymając się wyznaczonych zasad, ludzie nagle odkrywają, że tak naprawdę wcale nie chcą się rozstać, ale wcześniej w ogóle ze sobą nie rozmawiali, nie próbowali się porozumieć, była tylko walka.
      Na twoje konkretne pytanie, jak się zachowywać, kiedy mąż cię atakuke, jest taka. Nie dopuszczaj do tego, więc jak najprędzej ułóż się z mężem.
      Pozdrawiam
      • 17.10.10, 19:05
        Mój mąż nie rozumie że można nie mieć ochoty na seks on ma zawsze przecież to nie mydło się nie wymydli --
        aga.s1976
    • 18.10.10, 12:32
      Do Pani Ekspert :
      Oczywiscie maz wie dlaczego moj stosunek do niego, seksu i zwiazku jest taki a nie inny. I nie zostalo mu to "wykrzyczane" tylko wielokrotnie (bardzo "wielokrotnie") spokojnie przedstawione. Jak kazda sredniointeligentna czytelniczka "Poradnika domowego" i innych pism kobiecych, doskonale wiem zeby nie uzywac sformulowan zaczynajacych sie od "ty/bo ty". Pomimo tylu rozmow maz nie przyjmuje informacji ze chce od niego odejsc, za kazdym razem jest zaskoczony jakbym mowila to po raz pierwszy i konczy sie to z jego strony grozbami i zastraszaniem.Ja w tym momencie rozkladam rece, poniewaz nie wiem jak do niego dotrzec.
      Jezeli nie moge porozmawiac z nim jak z doroslym to w takim razie jak? pozostawiam to jako pytanie retoryczne.
      Maz pochodzi z rodziny, w ktorej ojciec rozmawial z zona rzucajac ja parokrotnie o kaloryfer,a wobec dzieci stosowal kary psychiczne i fizyczne.
      Oczywiscie wierze, ze ludzie na pewnym poziomie intelektualnym potrafia sie rozstac z klasa.Na razie bardzo dokladnie przygotowuje sie do kolejnej rozmowy - moze czeka mnie mile rozczarowanie. Wielokrotnie probowalam dojsc z nim do porozumienia w sprawie rozstania, zrobienia planu itp. dla mnie jest to naturalne - maz nie dopuszcza do siebie mozliwosci rozpadu tego malzenstwa, reaguje agresywnie, histeryzuje, zaslania sie dobrem dzieci. Traktuje mnie jak swoja wlasnosc.
      Myslalam po prostu ze sa jakies techniki radzenia sobie z agresywnymi typami, bo do tej pory bazuje tylko na ogolnodostepnej prawdzie: "z wariatami to ostroznie". Nie wiem tylko, czy przed kolejna rozmowa mam wezwac radiowoz czy od razu rezerwowac sobie miejsce na urazowce.

      Pozdrawiam.
      Ps. od kilku dni rzeczywiscie udaje mi sie uniknac wieczornych nagabywan i awantur - chodze spac obwieszona dziecmi i z dziecmi.
      • 18.10.10, 14:29
        Droga Agre,
        Cieszę się, że nie tracisz poczucia humoru, to zawsze dobrze robi.
        Co do technik opanowania agresji. Teoretycznie rzecz biorąc mężczyźni są bardzo podatni na sugestię osób trzecich. O ile mąż nie liczy się z twoim zdaniem nie traktuje poważnie tego, co mówisz, o tyle może zareagować, przemyśleć uwagi kogoś innego - stojącego z boku.
        Nie wiem jak to jest z wami?
        Czy jest ktoś. kto jest wtajemniczony w wasze małżeńskie problemy?
        Dobrze by było, gdyby był.
        Zwykle ukrywamy nasze problemy. Bo się wstydzimy, bo brudy pierzemy sami, itd....
        Tymczasem, wzajemna agresja narasta, nie ma ujścia (poza tym forum) i jest coraz gorzej.
        Świadomość, że ktoś dowie się o tym, co robię, powstrzymuje od niektórych zachowań, jakby cenzuruje je.
        Innym sposobem jest unikanie sytuacji konfliktowych - co właśnie robisz.
        Pewnie rozumiesz, że mąż jest słabym człowiekiem, boi się, że naprawdę go zostawisz. Nawet nie zastanawia się, co i jak może naprawić, jedyne co przychodzi mu do głowy, to agresja. Miał zresztą taki wzorzec - inaczej nie umie.
        Im bardziej się boi, im bardziej czuje się niepewnie, tym bardziej jest agresywny.
        Może nawet czuje, że jest winny, że nie powinien cię tak traktować, ale za nic nie chce się przyznać do błędu, bo boi się obnażyć swoją słabość.
        Poza tym zupełnie nie wyobraża sobie przyszłości.
        Myślę, że bardzo przydałby się wam mediator. Nawet nie zawodowy. Po prostu mądry, życzliwy człowiek, który odczarowałby te wszystkie lęki.
        Masz kogoś, kogo mogłabyś wprowadzić w swoje życie, zaufać mu? Pomyśl.
        Pozdrawiam
      • 18.10.10, 15:55
        Zupełnie nie rozumiem porad, które mają na celu nauczyć CIEBIE, jak dotrzeć do śmiecia który używa w stosunku do Ciebie przemocy, traktuje jak przedmiot, jak... nie wiem nawet jakich słów tutaj użyć bo wszystkie wydają mi się za słabe.
        Po co masz się z czymś takim jeszcze "UKŁADAĆ", po co???
        Czy to coś, trzyma Cię pod kluczem?
        Ja bym pakowała siebie, dzieci, manatki i uciekała gdzie pieprz rośnie, uprzednio zdobywszy dowody które przyspieszą postępowanie sądowe.
        • 18.10.10, 16:05
          Można się nie układać, można się pozabijać!!!
          Jeśli ma się z tym człowiekiem dzieci, jeśli przez ileś lat tworzyło się rodzinę, to nawet wtedy, gdy się rozstajemy, trzeba to zrobić jakoś mądrze, z głową. Rady typu, spakuj walizki i wyjdź, są raczej dziecinne i nierozsądnie emocjonalne.
          Trzeba zamknąć pewien rozdział w życiu. Oboje muszą to zrobić. Więc więcej rozumu, a mniej emocji i taniej demonstracji.
          • 18.10.10, 17:28
            ewa.zeromska napisała:

            > Można się nie układać, można się pozabijać!!!

            W takiej sytuacji należy chyba zgłosić się po pomoc, a nie szukać sposobów na ułagodzenie "męża". Ta kobieta jest ofiarą przemocy. Mylę się? Czy może szarpanie mające na celu zmusić kobietę do seksu, przemocą nie jest?

            > Jeśli ma się z tym człowiekiem dzieci, jeśli przez ileś lat tworzyło się rodzin
            > ę, to nawet wtedy, gdy się rozstajemy, trzeba to zrobić jakoś mądrze, z głową.
            > Rady typu, spakuj walizki i wyjdź, są raczej dziecinne i nierozsądnie emocjona
            > lne.
            > Trzeba zamknąć pewien rozdział w życiu. Oboje muszą to zrobić. Więc więcej rozu
            > mu, a mniej emocji i taniej demonstracji.

            Do czegoś takiego na pewno należy dążyć- w sytuacji kiedy osoba z którą się żyje, jest zdrowa na umyśle na tyle, że jest w stanie odbierać komunikaty jakie się do niego artykułuje.
            W tym wypadku "mąż" nie przyjmuje nawet tak podstawowych komunikatów, jak "nie" dotyczące współżycia. Bierze sobie co chce siłą, grozi, poniża, stosuje przemoc. Jedyne co wydaje mi się, że kobieta może dla siebie i dzieci zrobić, to jak najszybciej zapewnić sobie i im bezpieczeństwo, uciekając od takiego "męża".
            "Układać" to wydaje mi się, że powinien tego człowieka profesjonalista, po tym jak ofiara przemocy, już będzie bezpieczna. Jak się to uda, to niech wtedy spróbują stworzyć jakiś dialog- dla dobra dzieci.
            Czasy, kiedy funkcją kobiety było zaspokajanie męża, służenie mu, łagodzenie jego humorów i ewentualne "godne" znoszenie złego traktowania- w imię rodziny, zdaje się że już się skończyły. Nie rozumiem dlaczego kobieta, która już jest ofiarą, miałaby jeszcze szukać tajemnych sposobów na ułożenie męża. Zwłaszcza, że jedynym do tej pory środkiem do osiągnięcia spokoju było poddanie się woli męża, czyli "rozłożenie nóg".

            Przepraszam, że pozwalam sobie na wydawanie tego typu osądów, bez posiadania do tego kwalfikacji, ale zarówno post, jak i Pani odpowiedź poruszyły mnie.
            • 18.10.10, 20:30
              Droga Pani,
              Bynajmniej nie namawiam do uleglości i poddawania się agresji, bez słowa, bo skoro jest się żoną, to z pokora trzeba znosić wszystko.
              Jeśli tak to pani zrozumiała, to znaczy, że nic pani nie zrozumiała.
              A skąd pewność, że ta kobieta ma dokąd pójść z dziećmi? Niby prawo w tym względzie się zmieniło, ale praktyka jest często bardzo trudna.
              Namawiam do rozumnego rozstania się, do skorzystania z pomocy, nazwijmy to, mediatorów, bo po rozstaniu też trzeba żyć.
              Sa dzieci, ten facet jest ich ojcem. Rodzicom się nie ułożyło, ale to nie powinno przekreślać kontaktów z dziećmi.
              Wzajemna złość rodziców odbija się na dzieciach. Oczywiście zdarza się, że kontakt z ojcem/matką po rowodzie bardziej dzieciom szkodzi, niż robi dobrze, ale w tym wypadku ja nic na ten temat nie wiem, więc nie zabieram głosu.
              Jeśli mogę o cos panią prosić, to proszę o nieco większy dystans do czytanych postów.
              Siłą rzeczy czytamy pogląd, na jakąkolwiek sprawę, tylko jednej strony, a to zawęża pole do opinii.
              Nie znaczy to, że nie wierzę ludziom. Wierzę, jak najbardziej, ale z praktyki wiem, że dopiero słuchając drugiej strony, dochodzi się do sedna i do wniosków.
              Dlatego zawsze radzę, żeby zainteresowane osoby rozmawiały ze sobą, nawet jak jest to trudne. Właściwie zawsze jest trudne.
              Pozdrawiam, oczekuję, że nadal będzie pani zabierała głos na forum, bo z ciekawością czytam pani wypowiedzi, choć nie zawsze akceptuję ich radykalność.

              • 19.10.10, 09:58
                Własnie pomyślałam,że zupełnie nie znamy zdania drugiej strony.
                Nic nie upoważnia do agresji i dochodzenia swoich praw siłą , ale w końcu ile razy facet może słyszec nie? I jaki jest powód tego nie, bo to jest chyba istota sprawy.
              • 22.10.10, 02:13
                Proponuje pani ukladac sie z gwalcicielem?
                --
                marzenkowonyc.blogspot.com/
            • Gość: Don Diego IP: *.as.kn.pl 26.10.10, 06:57
              piataziuta napisała:

              > W takiej sytuacji należy chyba zgłosić się po pomoc, a nie szukać sposobów na
              > ułagodzenie "męża". Ta kobieta jest ofiarą przemocy. Mylę się?
              Oczywiście że jest. Ale stała się ofiarą na własne życzenie, ponieważ wcześniej używała
              przemocy wobec męża. Nachalne odmawianie czynności seksualnych małżonkowi (nieważne
              czy żonie czy mężowi) jest rodzajem przemocy psychicznej. Takie bojowe podejście żoneczki (na zasadzie nie dam mu, niech spada) spowodowało u męża takie a nie inne zachowania. Porostu agresja za agresję. Dlatego proponowane przez Panią Specjalistę rozwiązanie o dialogu jest dużo lepsze niż wieśniackie wojowanie sugerowane przez panią piataziuta.

              > > Trzeba zamknąć pewien rozdział w życiu. Oboje muszą to zrobić. Więc więcej
              > > rozumu, a mniej emocji i taniej demonstracji.

              Słowa Pani Ewy dokładnie obrazują sedno sprawy.

              > Do czegoś takiego na pewno należy dążyć- w sytuacji kiedy osoba z którą się żyje,
              > jest zdrowa na umyśle na tyle, że jest w stanie odbierać komunikaty jakie się do niego
              > artykułuje.

              Myślę że jak rozmowa zacznie się normalnie to obie strony się dogadają. To raz, a dwa: jeżeli typ jest nienormalny to ona też jest nienormalna, bo normalna kobieta nie dopuszcza do takich sytuacji. Dzikie zachowanie męża który z początku próbował normalnie funkcjonować w związku powstało ponieważ typ w pewnym momencie popadł w obsesję i wykazuje syndrom zaszczutego zwierza którego złośliwy myśliwy przegania z miejsca zamieszkania/żywienia. A w każdym zaszczutym zwierzu pojawia się agresja. Dlatego ona jest nienormalna, bo gdyby była normalna to powiedziałaby mu sakramenckie "nie" i ta parodia nie miała by miejsca bo oboje ułożyliby sobie życie u boku innych osób.

              > Nie rozumiem dlaczego kobieta, która już jest ofiarą, miałaby jeszcze szukać tajemnych
              > sposobów na ułożenie męża.

              On jest ofiarą dłużej niż ona, to on pierwszy padł ofiarą przemocy braku spełnienia obowiązków małżeńskich. Stał się ofiarą niedorobionej cnotki - takim kobietom powinno się wystawiać zakaz wstępowania w związek małżeński. Pozostaje tylko pytanie czy próbował rozmawiać zanim zdziczał - jeśli tak, wina jest ewidentnie po jej stronie. Jeśli od razu przyjął taktykę ataku - trudno, niech nie dziwi się że mają go za głupiego dzikusa. Egzekwowanie seksu przemocą od razu, bez negocjacji jest podstawowym błędem w takiej sytuacji.
              • 26.10.10, 09:05
                > On jest ofiarą dłużej niż ona, to on pierwszy padł ofiarą przemocy braku spełni
                > enia obowiązków małżeńskich.

                I penis padł mu na zwoje w jamie głowowej.
                Faktycznie, biedne zwierze...
      • Gość: Majkel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.11, 08:45
        Maz pochodzi z rodziny, w ktorej ojciec rozmawial z zona rzucajac ja parokrotnie o kaloryfer,a wobec dzieci stosowal kary psychiczne i fizyczne.
        A więc sytuacja się klaruje. Znasz środowisko w jakim wzrastał Twój mąż. Co zrobił przed ślubem, żeby nie powielać wyuczonych schematów? Przeszedł terapię? Chodził na grupę wsparcia? Brał udział w jakiś rekolekcjach? Jeśli nie, a ty uwierzyłaś, że po ślubie będzie inaczej niż u niego w domu, to wybacz, ale wina w takim razie leży po obu stronach. Bo chyba nie zmuszał Cię do małżeństwa?
    • 19.10.10, 12:39
      Pani Ekspert trafila w "10" - dla meza bardzo wazna jest opinia innych na jego temat,sposob w jaki go postrzegaja. Niestety jedyna osoba z ktorej zdaniem sie liczy i ktora wie co nieco na temat naszej sytuacji jest zdania, ze "dzieci musza miec ojca". Przez pewien czas mial nawet pomysl, zebysmy wspolnie udali sie do psychologa by ten ocenil czy do siebie "pasujemy" i czy mozemy byc dalej razem. Po rozmowie tel. z psychologiem, rozwialam jego zludzenia.
      Poczatkowy post dotyczyl sfery intymnej, ale jako ze zmierzamy nieuchronnie w kierunku powiesci w odcinkach dodam,ze sytuacje dodatkowo komplikuje fakt iz mieszkamy za granica, dzieci nie maja paszportow(jedno ma 2.5 roku, drugie 6 tyg.), nie mam tu rodziny ani przyjaciol, samochodu nie moge wziac ot tak sobie bez "pozwolenia" szanownego wspolmalzonka ("dlaczego nie moge pojechac z synem do miasta?" - "bo nie".Taka sytuacje przerabialam calkiem niedawno.Przeciez nie bede walczyc o kluczyki). Dlatego musze zagrac w otwarte karty. Nie jestem w stanie przewidziec reakcji meza, oczywiscie ucieczka z dziecmi jest rozwiazaniem najmniej pozadanym i ostatecznym (mam juz jedna za soba).
      Jako ze mam dach nad glowa, co do garnka wlozyc i nie wyladowalam w szpitalu z polamanymi zebrami, jest wg.niego wszystkim czego do zycia potrzeba (w porownaniu z tym czego mial okazje zakosztowac w dziecinstwie), dlatego bardzo trudno z nim rozmawiac o partnerstwie, o potrzebach innych, dzieleniu obowiazkow, o empatii w ogole. Paradoksalnie, momenty w ktorych dochodzi do "ocieplenia stosunkow" i wydawalyby sie idealne do podjecia dyskusji na nasz temat sa najmniej odpowiednimi - "bo przeciez jest tak super, a ja wymyslam problemy".
      Nie uwazam sie za cierpietnice, a meza nie obarczam wina za wszystko. Uwazam, ze on potrzebuje leczenia, ja po zakonczeniu tego zwiazku rowniez. Zdazylam juz przejac jego ofensywny sposob wypowiedzi, nie wiem czy potrafie sie jeszcze "dobrze klocic", nie pamietam kiedy ostatnio sie smialam(dzieci prawdopodobnie pouciekalyby w poplochu gdyby zobaczyly mnie placzaca ze smiechu), czuje ,ze mam w jakims sensie wyprany mozg (tlumaczenie sie wykonanych rozmow tel., wydanych pieniedzy, z otworzenia koperty z wyciagiem z mojego konta bankowego etc.).
      No i dzieci. To dzieki nim "przejrzalam na oczy". Wg. mnie nasze rozstanie jest najlepsza rzecza jaka mozemy im dac, wg. meza, bardziej niz rozwodem nie mozemy ich skrzywdzic. Uwazam ze jest to z jego strony szczyt egoizmu - chce sobie zapewnic dobre samopoczucie kosztem maluchow. I na tym zazwyczaj konczy sie dyskusja.

      Pozdrawiam.
      • 19.10.10, 18:27
        Droga Agre,
        Z tego co piszesz wynika, że kręcisz się w jakimś zaklętym kole niemożności.
        Poczekaj, trzeba pomyśleć. Właściewie teraz nie bardzo mmożesz zrobić coś radykalnego. Dzieci maleńkie, jestse za granicą, absolutnie nie jesteś samodzielna, wręcz uzalezniona od męża, jego humorów, a nawet jego samochodu. Im bardziej będziesz się burzyć, tym bardziej będziesz go prowokować, żeby ci pokazał, kto tu rządzi. Zastanawiam się, czy "otwarte karty" to najlepszy sposób.......
        MOże wyczekaj moment. Na przykład święta w Polsce (o ile jesteś w Europie). Jeśli w domu masz jakies zaplecze, oparcie, jeśli ktos ci pomoże, zanim staniesz na nogi, to mówisz, że zostajesz, nie wracasz.
        Może nie na zawsze, może na jakiś czas. Może oboje potrzebujecie oddalenia, dystansu. Masz taką możliwość, czy wymyśliłam coś abstrakcyjnego?
        • 20.10.10, 11:15
          ewa.zeromska napisała:

          "Droga Agre,
          Im bardziej bedziesz się burzyć, tym bardziej będziesz go prowokować, żeby ci pokazał, kto tu
          rządzi. Zastanawiam się, czy "otwarte karty" to najlepszy sposób......."

          Owszem,staram sie nie "burzyc". Ale jak sie okazuje, prowokacja moze byc nawet to ze karmie i jednoczesnie czytam gazete (czyt.: nic nie robie tylko czytam gazety godzinami).Naprawde nie jestem w stanie przewidziec tego co moze go "sprowokowac".
          Czasami chcialabym zeby mi wystawil walizki za drzwi - ale przez swoja zlosliwosc pewnie tego nie zrobi.

          "MOże wyczekaj moment. Na przykład święta w Polsce (o ile jesteś w Europie)."
          Nie podejmuje zadnych krokow,mam czas. Ale ten czas sie kurczy gdy pomysle o dzieciach i niezastapionej atmosferze domu rodzinnego ktora nasiakaja. Wyjazd do Polski na swieta niestety odpada - maz nie pozwoli wyjechac mi samej z dziecmi, bo "jestesmy malzenstwem,rodzina i jezdzimy razem albo wcale",bo rowniez boi sie ze nie wroce. Moj jedyny samotny wyjazd do Pl byl poprzedzony 3 mies. przekonywaniem M.,milionkrotnym odpowiadaniem na pyt."po co?",posrednictwem osob trzecich,a gdybysmy mieli w domu krucyfiks pewnie musialabym na niego przysiegac ze wroce.

          "Jeś li w domu masz jakies zaplecze, oparcie, jeśli ktos ci pomoże, zanim staniesz n
          a nogi, to mówisz, że zostajesz, nie wracasz."

          Moge zawsze liczyc na rodzicow.Nie sa wtajemniczeni w stan obecny, powiedzieli otwarcie ze nie chca wiedziec co sie dzieje, ale wiem ze mi pomoga.

          Maz prawdopodobnie podczytuje ten watek.Wczoraj podczas naszej zwyczajowej wieczornej wymiany wzajemnych uprzejmosci wyburczal cos o forum. Bodajze ze swoje opinie opieram o forum czy kieruje sie forum.

          Pozdrawiam.
          • 20.10.10, 12:11
            Wiesz, co, naprawdę trudno ci coś poradzić. Co coś zaproponuję, to trafiam jak kulą w płot. Niemożność goni niemożność.
            A jaki jest twój pomysł na rozwiązanie swojego problemu. W końcu jesteś w środku problemu, najlepiej znasz męża, sytuację, realne możliwości. Nie wierzę, że nie kombinujesz, że nie myślisz, że nie próbujesz.
            A może inaczej. Może niech ktoś z rodziny, czy przyjaciół przyjedzie do ciebie, wesprze cię na miejscu, o ile oczywiście istnieje taka możliwość.
            Pewnie znowu powiesz mi, że to niewykonalne, że mąż się zgodzi, że nie będzie karmił dodatkowej gęby, lub coś w tym stylu.
            Po prostu szukam rozwiązanie, tak jakbym głośno myślała. Naprawdę bardzo chcę ci pomóc, dodać ci sił.
            Już sam fakt, że wymieniamy uwagi, trochę pomaga i odblokowuje, ale wydaje mi się, że oczekujesz więcej. Niestety, ja nie jestem czarodziejką, nie mam cudownej różdżki (czasami żałuję).
            Rozumiem, współczuję i robię co mogę.
            Wiesz, ja myślę, że twój mąż zawsze miał taki zaborczy i despotyczny charakter, ale dopóki go kochałaś, nie przeszkadzało ci tak bardzo. Teraz jest inaczej.
            Nadto jesteś niezwykle wyczulona na wszystko, co on mówi i robi, a to dlatego, że zdajesz sobie sprawę jak bardzo jesteś od niego uzależniona, to okropnie denerwujące, ograniczające. Gdyby dzieci były starsze, gdybyś pracowała, miała własne pieniądze, to już dawno nie byłabyś z nim.
            Wiesz - kapelusz na głowę, trzaśnięcie drzwiami i cześć.
            Napisz o tych swoich ewentualnych pomysłach, nawet jeśli sa mało realne.
            Pozdrawiam cię naprawdę bardzo serdecznie


            • 21.10.10, 13:03
              1.Priorytetem dla mnie sa paszporty dzieci - bez nich nie mam zadnej mozliwosci ruchu.Do konsulatu mam ponad 2h jazdy samochodem, wiec zalatwienie tego bez pomocy/wiedzy M. jest nierealne.To z miejsca wzbudzi jego zainteresowanie.
              2.Gdy "zniknelam" z dzieckiem, pierwsza rzecza jaka zrobil byl tel. na policje i zgloszenie porwania syna. Musze sie zorientowac jak to wyglada od strony prawnej. W konsulacie powinni mi udzielic informacji.
              3.Odsiecz z PL biore jak najbardziej pod uwage,wiem ze historia notowala juz takie przypadki. Do tego musi jednak byc spelniony pkt.1. Jest to wyjscie awaryjne, gdyby nie udalo nam sie porozumiec.
              4.Pomoc psychologiczna - jak rozmawiac z osoba, za ktorej tokiem myslowym ciezko podazac, ktorej "argumenty" blokuja dalsza dyskusje i stosujaca elementy zastraszania.Z osoba ktora patrzy na problem bezkrytycznie i zawsze z pozycji osoby pokrzywdzonej.
              5.Planowalismy w przyszlym roku powrot do PL - bez konkretnych terminow.Dzentelmenski powrot do PL,podzial "majatku" i to ze ukladamy sobie zycie oddzielnie wydaje mi sie nierealne.
              6.Strach ma wielkie oczy i zazwyczaj zakladam najgorsze,ale obawiam sie ze czeka mnie jakas przeprawa wojenna - ciaganie po sadach, pranie brudow,walka o dzieci(to mi spedza sen z powiek), tym bardziej ze maz lubi wkladac w usta slowa ktorych sie nie powiedzialo, zastraszac, zatruwac zycie "bo tak", byc moze rzeczywiscie przede mna ucieczka z dziecmi. Na razie czuje sie przyblokowana i chce przyjac metode malych krokow. Bardzo chce byc w bledzie i gdzies tam mam promil nadziei ze uda sie to wszystko zalatwic po ludzku.
              7.M. przyjmuje antydepresanty, po ktorych stal sie jeszcze bardziej drazliwy (sam temu zaprzecza),a jego tok myslenia jest jeszcze bardziej nieprzewidywalny.
              7.O tym dlaczego wpakowalam sie w taki zwiazek chetnie poczytam i porozmawiam, jak juz sie z niego wyplacze.
              8.Boje sie zeby te "niemoznosci" nie przyblokowaly mnie na kolejne 2lata.

              Pozdrawiam i dziekuje za poswiecony czas. Bardzo mi pomaga mozliwosc "wypisania sie".
              • Gość: donna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.10, 20:35
                Zadzwoń do konsulatu i dowiedz się, jak to wszystko wygląda, i jakiej pomocy tam mogliby Ci udzielić. W gruncie rzeczy jesteś w tej chwili zakładniczką męża, i są zakładnikami Twoje dzieci! :\

                Jak rozmawiać z osobą taką jak Twój mąż? Jest świetna książka pt. "Toksyczne słowa", o agresji słownej. To że mąż np. w trakcie rozmowy wielokrotnie zmienia temat, to TEŻ przemoc słowna. W tej akurat książce są konkretne porady w jaki sposób reagować w konkretnych sytuacjach.

                Twój mąż może być w depresji, a może jest to jakieś bardziej skomplikowane zaburzenie psychiczne czy syndrom typu BPD. Z takimi ludźmi nie ma sensu próbować dyskutować (tzn. jeśli to nie depresja a coś innego), musisz chronić siebie i dzieci. Nie ma Cię w tej chwili w kraju więc może nie słyszałaś o przypadku, w którym mężczyzna, rzekomo leczący się od kilku lat na depresję, zabił swoją żonę i kilkoro dzieci. Antydepresanty mogą powodować różne reakcje u ludzi, przypuszczam że zwłaszcza wtedy, kiedy tak naprawdę osoba "leczona" nie ma typowej depresji gdzie głównym objawem jest obniżenie nastroju/brak energii, ale w przypadkach jakichś psychoz maniakalno-depresyjnych. Wtedy antydepresanty w fazie maniakalnej mogą popchnąć do szalonych zachowań. A Twój mąż już i tak nie wygląda mi na kogoś w typowej depresji (wtedy po prostu byłby smutny/ospały/zmęczony i raczej wycofywałby się z kontaktów, niż je inicjował i to tak energicznie). Dlatego ostrzegam Cię, nie bagatelizuj sytuacji, bo ten człowiek może się nagle stać kompletnie nieobliczalny, i jak się wtedy ewakuujesz? Zacznij sobie tworzyć plan ucieczki, przygotuj torbę z najważniejszymi rzeczami dla siebie i dzieci, itd. Są informacje jak to zrobić w internecie, pewnie na stronach jakiejś "niebieskiej linii". Czy masz tam za granicą jakichś przyjaciół/koleżanki? Kogoś do kogo mogłabyś zawze zadzwonić i poprosić o pomoc?
              • 17.11.10, 13:36
                To gdzie ty jesteś??? U Arabów (sorry za zamierzony rasizm)???

                W UE, a już w USA, wystarczy jeden telefon na policję, że Cię chciał zgwałcić i już nie musisz go nawet o kluczyki prosić, bo Ci je oddadzą w depozyt. Naprawdę kobieto, sprawy zaszły za daleko. Nie będę Cie winić, bo wiem, że ofair winić nie wolno, a jeśli nawet Twoja "nieumiejętność" była powodem takiego a nie innego stanu rzeczy, to można mówić co najwyżej o "błędzie", nigdy o "winie".

                Jan
            • 05.11.10, 06:25
              Gramy w "Tak, ale..." ?
              --
              Prawda ma wartoĹ?Ä? tylko dla tych, ktĂłrzy sÄ? w stanie jÄ? pojÄ?Ä?.
    • Gość: donna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.10, 03:27
      agre_hi , czy czytałaś już jakieś poradniki dla kobiet w toksycznych związkach? o przemocy emocjonalnej? (choć w Twoim wypadku to już nie tylko przemoc emocjonalna, ale i fizyczna) Warto zajrzeć do takich lektur; obszerne fragmenty wielu znajdziesz w necie. Widać po Twoich postach ze jesteś kobietą inteligentną, możesz wynieść z tych książek wiele pożytku - przede wszystkim zwrócą Twoją uwagę na to, czemu "wpadłaś" w takie małżeństwo (bo pewnie jakieś sygnały ostrzegawcze były już w okresie narzeczeństwa, a Ty jednak się na nie zdecydowałaś).

      Jeśli ten związek jest dla Ciebie naprawdę skończony, to może poproś rodziców, żeby po Ciebie i dzieci przyjechali? I nawet bez powiadamiania wcześniejszego męża zniknij stamtąd. I złóż podanie o rozwód.
    • 21.10.10, 22:11
      Twój mąż ma jakieś zaburzenia psychiczne i żadne próby ułagodzenia go, nie pomogą. A to co on robi nazywa się gwałt. I jest przemocą seksualną. Która jest karalna w każdym cywilizowanym kraju. I sam fakt, że robi to przy dziecku, podchodzi pod molestowanie nieletnich. A Twój brak reakcji i bierne pozwalanie na to, żeby dzieci patrzyły na ta sytuację, może się obrócić przeciwko Tobie. Jak to wszystko wyjdzie na jaw to możesz zostać oskarżona o narażanie nieletnich na oglądanie jakiś seksualnych ekscesów swoich rodziców. Czyli skończysz jako przestępca seksualny na spółkę ze swoim mężem.

      Najsensowniejszą rzeczą jaką możesz zrobić to spakować manatki, pójść z dziećmi do jakiegoś ośrodka dla ofiar przemocy w rodzinie i zgłosić sprawę na policji. Być może uda się nawet załatwić dla niego nakaz eksmisji i zakaz zbliżania się do was na czas sprawy sądowej. Wtedy wracasz do domu. Przy okazji występujesz o rozwód i ograniczenie mu praw rodzicielskich. Z takimi zarzutami, potwierdzonymi zapewne przez zeznania dzieci, masz sprawę wygraną na jednym posiedzeniu.
    • 21.10.10, 23:02
      ty nie masz czasu na czytanie poradnikow, czy szukania w pomocy w internecie. tak jak ci berta napisala, uciekaj i szukaj pomocy policji, albo innych instytucji, ktore zajmuja sie przesladowanymi kobietami.
      zrozum tez, ze nie jestes sama z takim problemem, miliony kobiet przezywa codziennie to samo co ty. wiekszosc z nich probuje dzialac i im sie udaje.
      rozumiem, ze nie masz wsparcia w rodzinie i przyjaciolach, to posluchaj mnie :-).
      jak juz zrobisz ten "krok", to pomyslisz sobie: jakie to bylo proste, dlaczego tak dlugo czekalam (ale to tylko przez chwile), jaka ja jestem samodzielna :-). oczywiscie eks bedzie zatruwal ci zycie, ale to ty bedziesz decydowala o tym, czy z nim wdac sie w "dyskusje", czy nie :-) (najlepiej ignorowac). bedziesz PANIA SWOJEGO ZYCIA, czego ci z calego serca zycze i trzymam za ciebie kciuki :-).
      p.s. nie mysl o tym, dlaczego wpakowalas sie w ten zwiazek, poprostu milosc jest slepa :-)
    • 22.10.10, 11:38
      Kilka osob zle mnie zrozumialo - nie doszlo do gwaltu w sensie penetracji wbrew mojej woli. Gwoli scislosci, zaliczylam zerwanie pidzamy, szlafroka, szarpaniny z tym zwiazane, kilkakrotnie maz "kladl sie" na mnie w lozku (jak do stosunku) przytrzymujac mi nadgarstki, rozsuwajac kolanami nogi, raz zlapal mnie za szyje.
      Wszystkie te czynnosci byly poprzedzone moim wyraznym "nie", nie byly czescia "zabawy" w gwalt czy gry wstepnej.

      Uwazam ze jego depresja jest blednie zdiagnozowana. To zbyt zlozona choroba, by mogl ja zdiagnozowac lekarz pierwszego kontaktu i zapisac, ze tak powiem "z automatu" lekarstwo i dawke jak to mialo miejsce w jego przypadku. Maz ewidentnie nie radzi sobie ze stresem, nie umie zaklasyfikowac czegos jako sprawe mniej/bardziej istotna.Wszystko jest stanem zagrozenia zycia wymagajacym maksymalnego poswiecenia uwagi, od razu wlacza mu sie "uciekaj albo walcz" (zdecydowanie "walcz"). Powiedzial ze dzieki antydepresantom pozbyl sie lekow, ale nie potrafil zdefiniowac przed czym to byly leki. Prawdopodobnie zwiazane z praca.

      Pozdrawiam.
    • 22.10.10, 14:11
      to po co kobieto brała s z nim do cholery ślub czy wy już nie możecie za siebie!!! brać ślub byle tylko męża mieć. A i faceta rozumiem, tez bym się wkurzył jak by własna żona nie chciał seksu ze man uprawiać.Pozdro
      • 22.10.10, 14:29
        Czasami lepiej się nie odzywać niż piep.zyć co ślina na język przyniesie, wiesz?
    • Gość: galla IP: *.home1.cgocable.net 25.10.10, 20:42
      Uwazam ze twoj maz ma swiete prawo czuc sie zly i po prostu jest zdesperowany.obowiazkiem zony jest ''dawac dupy''.Ze tak sie po chamsku wyraze.A ty go po prostu nienawidzisz.Kobieto zostaw tego czlowieka i spieprzaj z jego zycia.Daj mu szanse zeby jeszcze byl szczesliwy z inna kobieta.Siostry to on nie potrzebuje,tylko partnerke do zycia i do lozka.Jak dalej bedziesz sie tak zachowywala to w koncu maz znajdzie sobie kobiete ,prawdziwa.Pamietaj ksiezniczek juz nie ma.A mezowi sex sie nalezy jak psu kosc.Dawno juz powinien dac sobie z toba spokoj.Widac jeszcze cie kocha glupi.Jezeli twoja milosc do niego wygasla to nie przeciagaj tej agoni tylko odejdz zanim dojdzie do nieszczescia.Pozdrawiam,Stara mezatka
      • 25.10.10, 21:08
        Gość portalu: galla napisał(a):

        > Uwazam ze twoj maz ma swiete prawo czuc sie zly i po prostu jest zdesperowany.o
        > bowiazkiem zony jest ''dawac dupy''.Ze tak sie po chamsku wyraze.A ty go po pro
        > stu nienawidzisz.Kobieto zostaw tego czlowieka i spieprzaj z jego zycia.Daj mu
        > szanse zeby jeszcze byl szczesliwy z inna kobieta.Siostry to on nie potrzebuje,
        > tylko partnerke do zycia i do lozka.Jak dalej bedziesz sie tak zachowywala to w
        > koncu maz znajdzie sobie kobiete ,prawdziwa.Pamietaj ksiezniczek juz nie ma.A
        > mezowi sex sie nalezy jak psu kosc.Dawno juz powinien dac sobie z toba spokoj.W
        > idac jeszcze cie kocha glupi.Jezeli twoja milosc do niego wygasla to nie przeci
        > agaj tej agoni tylko odejdz zanim dojdzie do nieszczescia.Pozdrawiam,Stara meza
        > tka

        Łał!
        Ludzie to mnie jednak nigdy nie przestaną zadziwiać.
      • Gość: donna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.10, 02:39
        Gość portalu: galla napisał(a):

        > Uwazam ze twoj maz ma swiete prawo czuc sie zly i po prostu jest zdesperowany.o
        > bowiazkiem zony jest ''dawac dupy''.Ze tak sie po chamsku wyraze.A ty go po pro
        > stu nienawidzisz.Kobieto zostaw tego czlowieka i spieprzaj z jego zycia.Daj mu
        > szanse zeby jeszcze byl szczesliwy z inna kobieta.Siostry to on nie potrzebuje,
        > tylko partnerke do zycia i do lozka.Jak dalej bedziesz sie tak zachowywala to w
        > koncu maz znajdzie sobie kobiete ,prawdziwa.Pamietaj ksiezniczek juz nie ma.A
        > mezowi sex sie nalezy jak psu kosc.Dawno juz powinien dac sobie z toba spokoj.W
        > idac jeszcze cie kocha glupi.Jezeli twoja milosc do niego wygasla to nie przeci
        > agaj tej agoni tylko odejdz zanim dojdzie do nieszczescia.Pozdrawiam,Stara meza
        > tka

        Nie wierzę, że to kobieta napisała. Myślę, że jakiś chory na umyśle "ętelektualista" pomyślał, że się zabawi bezkarnie na forum, pisząc takie idiotyzmy.
        • Gość: Galla IP: *.home1.cgocable.net 26.10.10, 07:09
          Zadaje sobie pytanie po co ta dziewczyna wychodzila za maz.''Od dwuch lat rozklada nogi i patrzy w sufit''.Ha Ha.Cierpietnica jedna.A maz niedobry jeszcze sie dopomina sexu.Co za cham.Jeszcze smie ja za piersi lapac.zboczeniec jeden.Dorosnij dziewczyno i zastanow sie czego ty wogole od tego zycia chcesz.Masz 2 opcje.Dalej sie opierac i mowic mezowi NIE,/do czasu oczywiscie./Znajdzie sie taka co mu z checia powie tak.A tobie zostana dzieci.Zostaniesz sama.Nie daje ci kluczykow do auta?moze ci nie wierzy .Mysli ze mu wytniesz jakis numer.Napisalas pare chaotycznych postow,kazdy o czym innym.Trudno sie w tym polapac.niezle pieklo zgotowalas swojemu mezowi.W dodatku na emigracji gdzie tym bardziej powinnas byc dla niego podpora.nie piszesz ze jest pijakiem,pracuje,kocha dzieci.A ze jest zdesperowany?trudno mu sie dziwic.Zajrzyj ''kobieto''w glab siebie i pomysl.A te madre doradczynie co ci doradzaja rozwod?nie jedna by wskoczyla na twoje miejsce.Pamietaj rozwod to ostatecznosc.Powodzenia.Stara mezatka.
          • 26.10.10, 09:07
            pewnie to sama teściowa
            ...albo nawet mężuś
          • Gość: kinia IP: *.uznam.net.pl 17.11.10, 15:13
            Mnie to sie jednak wydaje, że autorka nie przejęła by się faktem, że mąż sobie kogoś na boku znalazł, chcial się rozwieść czy co tam jeszcze za "czarne wizje" roztacza Galla. ;) To byłoby dla niej świetne rozwiązanie. Problem w tym, że on rozwodu dać nie chce, bzykać na boku też nie, tylko gwałcić własną żonę...
    • Gość: Galla IP: *.home1.cgocable.net 26.10.10, 19:39
      Ani tesciowa ani maz.Jestem kobieta,szczesliwa mezatka z prawie 30 letnim stazem malzenskim.Nie zawsze bylo jak w bajce,ale jak sie kocha ta druga osobe to dazy sie do porozumienia..nigdy tez nie przyszlo mi do glowy ''karac ''meza odmawiajac mu sexu.To jest najgorsze co moze byc.Te kobiety nie wiedza ze szkodza same sobie.W koncu maz znajdzie sobie kogos kto mu nie odmowi.I znow na forum przeczytam co za dran,zdradzil mnie,a ja bylam taka dobra,sprzatalam,dbalam o dzieci.A gdzie bylo miejsce dla niego?Moze nie mam racji,moze was nie rozumie .Ale jak wam zalezy na malzonku to postarajcie sie .Jak przyjdzie z pracy powitajcie go w progu calusem,zapytajcie jak bylo w pracy?Czy to takie trudne?Piszecie ze maz oglada pornusy ,a co w tym zlego? a ze sie przy tym niekturzy onanizuja?Pytanie dlaczego?jezeli ma satysfakcjonujacy sex z zona nie przyjdzie mu to do glowy.Chyba ze ma kobiete typu AGRE HI.Tak ze najpierw szukajcie problemu w sobie potem w mezu.Oczywiscie ze sa tez i dranie,tego nie neguje.Ale w wiekszosci mozna sobie poradzic.Jak jest milosc oczywiscie.Pozdrawiam.
      • 28.10.10, 12:46
        Droga Gallo,
        jak zauwazyla Pani Ekspert, forum jest bardzo podstepnym narzedziem-wiesz tylko tyle ile Ja chce zebys wiedziala.Pisze ten post,zeby zwrocic Ci na to uwage,a takze ze czasami warto czytac watki z wieksza uwaga - to pomaga unikac nieporozumien.
        Uzyskalam juz fachowa odp. od Pani Ekspert, wiec teraz pisze dla czystej przyjemosci :)

        Nie wiem na jakiej podstawie wnioskujesz, ze moja odmowa wspolzycia jest kara dla meza, skoro w pierwszym poscie zaznaczylam ze tak nie jest.

        Nie masz pewnosci czy moj maz jest ciezko pracujaca, kochajaca dzieci, dbajaca o dom osoba.Moze nie zauwazal wlasnego syna przez 2lata dopoki nie zaczal sie o niego potykac? Moze z powodu ciezkiej pracy,ma ugotowane,wyprane,posprzatane,2 godzinna drzemke po powrocie z pracy,potem "czas dla siebie" przed komputerem,a potem boli go glowa,zle sie czuje, jest nadal smiertelnie zmeczony i musi isc spac ? Moze mam szczescie jak znajde czas na prysznic co drugi dzien?

        Piszesz o wsparciu z mojej strony, tak potrzebnym zwlaszcza na emigracji. Moze to ja pierwsza wyemigrowalam, sciagnelam go do siebie i bynajmniej z racji wyksztalcenia nie stalam na przyslowiowym zmywaku. Moze moje dochody pozwalaly nam sie utrzymac,kupic samochod ktorym bez jego pozwolenia nie moge teraz jezdzic i ktory nadal splacam?

        Moze ma/mial juz kogos i mi to nie przeszkadza? Moze oglada filmy porno i sie przy nich onanizuje,a mi to rowniez nie przeszkadza/lo?

        Nikt nie ma jedynej i slusznej recepty na cudze problemy.
        Nawet prawie 30 letnie doswiadczenie w szczesliwym malzenstwie moze okazac sie niewystarczajace.

        Pozdrawiam.

    • Gość: Galla IP: *.home1.cgocable.net 28.10.10, 20:37
      agre-hi.Zadna Pani exspert ani nikt inny na tym forum nie nauczy cie ''madrosci zyciowej.''Ty itylko ty wiesz co sie dzieje w twoim domu.Ty wiesz najlepiej co masz,i ty musisz zadecydowac co dalej.Najlatwiej jest oskarzac ta druga osobe,i tak przewaznie jest.Ale juz zadecydowalas i odchodzisz?Skoro wyczerpalas wszystkie drogi porozumienia,i nie kochasz swojego meza to trudno.Masz male dzieci ,wnioskuje wiec ze jestes mloda mezatka.Jezeli jeszcze zalezy ci zeby ratowac to malzenstwo to sproboj nie rozpamietywac swoich zali,spojrz na meza laskawszym okiem postaraj sie go troche zrozumiec.Przeciez kochalas go .Czyz nie?Powodzenia.
    • 04.11.10, 22:47
      skąd wy kobiety sobie takich buraków bierzecie? castingi jakieś robicie, że im większy dupek i ćwok, tym większe ma szanse na zakiszenie ogóra?
      niech zgadnę, pewnie był to jakiś samiec jelfa, co miał szacun, brał, nie pytał, a u nieszczęśliwej (obecnie) mężatki się od tego kisiel w majtach zbierał?
      • 06.11.10, 08:16
        buhaj_z_rogiem napisał:
        > skąd wy kobiety sobie takich buraków bierzecie? castingi jakieś robicie, że im
        > większy dupek i ćwok, tym większe ma szanse na zakiszenie ogóra?
        > niech zgadnę, pewnie był to jakiś samiec jelfa, co miał szacun, brał, nie pytał

        Ot, odwieczne prawo natury samców alfa, bardzo wysoki testosteron odpowiada za powodzenie u kobiet, kisiel u nich w gaciach ale jednocześnie za wysoki poziom agresji i nie najwyższą inteligencję.
        Stąd ma źródło gorzkie powiedzenie: "kobiety kochają tych co nimi pomiatają, a pomiatają tymi co je kochają".
        _____________________________________
        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
    • 18.11.10, 14:15
      Od czasu ostatniego postu inicjowalam kilka rozmow. Efekt :reakcja agresywna (na szczescie tylko slowna), uslyszalam ze "nie moge sobie ot tak zabrac dzieci i odejsc" , bicie sie w piersi, przeprosiny, zapewnienia o tym jakim to byl niedojrzalym gowniarzem, teraz juz "dojrzal", jednego dnia wyraza zdode na wyrobienie paszportow dla dzieci, nastepnego wykrzykuje cos o "zalatwieniu" dla mnie zakazu opuszczania z dziecmi kraju, raz mowi ze nikt nikogo nie bedzie trzymal na sile, nastepnie ze tylko idioci nie zmieniaja zdania (to w kontekscie tego, ze moja decyzja jest ostateczna i przemyslana), uslyszalam tez ze musze isc do psychologa bo nikt o zdrowych zmyslach nie podejmuje takiej decyzji, w domu nie ma sytuacji patologicznych, nikt nie pije i nie bije. Kazda rozmowe konczy argumentem ostatecznym czyli dzieci, dobro dzieci, nie mysle o szczesciu dzieci, on chce je codziennie widziec,sa sensem jego zycia itp.
      Jak dotad nie udalo mi sie nic konkretnego ustalic, oprocz tego ze zadzwonie do konsulatu. Zadzwonilam. Zobaczyl w telefonie wybierany numer. Zrobil wtedy taka "dyskusje", ze dziecko siedzialo z zatkanymi uszami,gdy mu zwrocilam na to uwage, uslyszalam ze to moja wina (bo zadzwonilam i tym samym wywolalam jego wybuch oraz ze za pozno powiedzialam mu zeby sie uspokoil). Od tamtej pory dorzucil jeszcze kilka argumentow w stylu: ze jezeli chce "grac w ten sposob" i ciagac sie po sadach, to sad odbierze mi syna, zostane z corka i jak bede sie czula wiedzac ze dziecko wychowuje sie bez matki, ze wezmie syna ze soba do PL na Swieta, a ja zobacze jak to jest gdy "serce kazdego dnia krwawi".
      Zeby bylo weselej kupuje kwiaty, zachowuje sie jakby nie bylo problemu, w jednej chwili krzyczy o zabraniu mi dziecka, w nastepej chodzi usmiechniety i swiergocze do zdezorientowanego syna.
      Caly czas probuje "zblizen", za kazdym razem niezmiennie zdziwiony gdy odmawiam lub nie pozwalam sie dotknac.

      Jestem w kropce. Widze, ze nie moge liczyc na w miare dojrzale rozwiazanie sytuacji. Pozostaje mi sad i jego zgoda na wyrobienie paszportow dla dzieci. To z pewnoscia bedzie czasochlonne i bede musiala zaangazowac rodzine w PL . Czuje sie przez niego manipulowana emocjonalnie i coraz bardziej bezsilna. To jakies bledne kolo.
      • Gość: donna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.10, 13:31
        Czujesz się manipulowana emocjonalnie, bo JESTEŚ manipulowana. Nie wiem, czy on to robi świadomie, jednak robi to z pewną wprawą. Czemu czujesz się bezsilna? Bezsilna wobec czego? Własnych wciąż pozytywnych uczuć wobec niego?
      • Gość: Maria IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.11, 09:04
        A zapewne mąż nagle po ślubie okazał się takim chamem.
        A przed ślubem to było jak w raju.
        Mąż z patologicznej rodziny, a ty dopiero teraz dojrzałaś do dorosłych decyzji.
        Kto tu winien?
        Oboje.
        Co teraz - obydwoje na terapię i to zaraz, bo tylko dzieciaki cierpią, gdy dwoje starych sami zachowują się jak dzieci.
        Brać sprawy w swoje ręce i zacząć wszystko od nowa.
      • Gość: k4c IP: *.tktelekom.pl 07.05.15, 22:52
        Facet ma problemy psychiczne, ale na tym się nie znam. Wiem tylko ze często przyczyna jest duchowa ale nie zawsze. Możesz to spr. Zacznij się w myślach modlić za niego tak żeby nie wiedział. Np przy oglądaniu tv. Zobacz czy zareaguje. Pomyślcie o powrocie do kraju do rodziny.
    • 13.04.11, 12:55
      Mi sie wydaje, ze przede wszystkim Twoj maz ma za duzo energii. Wyslij go na pilke nozna, czy cos, niech sie w koncu zmeczy, zeby przestal wojowac z Toba w domu.
      Poza tym on wyglada na typ zaborczy i autorytarny. Z ulegla partnerka zrobi co zechce. Wiec jedyna opcja to taka, ze partnerka musi byc calkowcie niezalezna (Ty pracujesz?)
      Z ta agresja on cos musi zrobic. Ale tutaj to chyba psycholog by sie przydal.
      W kwestii seksu to:
      - albo sie nie dobraliscie - on niewyzyty, a Ty masz male potrzeby
      - albo on Cie nie pociaga
      Ty najwyrazniej bardzo go pociagasz (no i to chyba dobrze, prawda?).
      Pomijajac to, w jaki sposob on sie domaga seksu, to musisz znalezc sposob na rozladowanie jego napiecia seksualnego. W koncu to jedna z rol zony. Jesli nie widzisz szans, ze to Ty bedziesz go rozladowywac, to moze zgodzisz sie na pomoc innych kobiet? (?!)
      Co uwazam dziala na plus, to to, ze jemu bardzo zalezy na rodzinie. Moze Ty tego nie dostrzegasz, ale jak sie rostaniecie, to nie jest powiedziane, ze poznasz faceta, ktory bedzie kochal Ciebie i Twoje dzieci.

      Przypuszczam, ze jak zalatwicie temat sexu, to skonczy sie temat agresji.
      O ile w ogole kochasz meza i w ogole chcesz ratowac rodzine.
      --
      Kazdy ma swojego trupa w szafie
    • Gość: Arczi IP: 213.158.222.* 30.03.15, 10:14
      Ja nigdy nie byłem agresywny i musiałem znosić ciągłe odmowy partnerki. Myślę, że to forma walki o władzę w związku. Ludzie robią to podświadomie , nie zdają sobie sprawy z tego, że krzywdzą drugą osobę. Kiedy sobie to uzmysłowimy i zaczniemy zmieniać swoje zachowania jest jakoś szansa. Myślę, że możemy sobie obrzydzić partnera świadomie lub świadomie starać się pokochać jego wady. Gwałt jest gwałtem . Jednak w małżeństwie można go wybaczyć jeżeli nie był brutalny. Jednak musi tu być zgoda , że to był gwałt, że nigdy się to nie powtórzy .... Jeżeli ktoś uważa , że jakaś patologia, forma przemocy fizycznej czy psychicznej jest dobra i prawidłowa to jest to porażka. Ja doznaję od lat formy psychicznego znęcania się w tym wydzielania seksu. To forma poniżania przez odmawianie pożycia , odtrącenie a zarazem wybuchy agresji w postaci , kłótnia o błahostkę i brak porozumienia. Na drugi dzień jak by nic się nie stało. Prośby i rozmowy dały skutek , było dobrze , nawet namiętnie. I nagle powrót do dawnej formy. Nie jestem tym samym człowiekiem . Związek mnie zmienił. Myślę, że potrzebuje pomocy psychiatry. Czemu tak się stało? Nie wiem. Nie zrobiłem nic złego. Myślę jednak, że ktoś zrobił kiedyś mojej żonie coś co sprawiło, że tak właśnie się zachowuje. Może w dzieciństwie lub w latach nastoletnich. Nie potrafimy stworzyć normalnego, zdrowego związku. To rodzaj pracy gdzie wszystko jest zrobione jak należy. Posprzątane, poprasowane, ugotowane itd. Obowiązki dzielimy po równo. I po obu stronach bywa agresja psychiczna . Ważne aby sobie to uświadomić. Co robię źle i co robi źle partnerka, partner. Powiedzieć sobie, że to patologia i zacząć postępować inaczej. Zawsze ktoś musi ustąpić. To zawsze będzie kompromis.
    • Gość: k4c IP: *.tktelekom.pl 07.05.15, 22:34
      Facet ewidentnie przegina bo czuje się bezkarny. Musisz mu uświadomić ze nie jest panem i władca absolutnym. Nad sobą tez musisz pracować. Moja rada jest taka. 1 zacznij się za męża codziennie modlić. To pomoże jemu ale jeszcze bardziej tobie. 2. Wezwij policję raz lub dwa jak cie będzie szarpal żeby spisali protokół. 3. Przygotuj sobie drugie mieszkanie po prostu odloz trochę kasy na wynajem na min. 4 miesiące I na życie. w pewnym momencie wyprowadz się od niego i zabierz dzieci. 4 równocześnie załóż sprawę o zabezpieczenie kontaktów. 5. Od tego momentu obserwuj i się nie spiesz. Facet powinien się zmienić. 6. Pamiętaj ze twoim celem nie jest zniszczenie rodziny tylko pokazanie mężowi ze może wszystko stracić czyli ciebie i dzieci. 7. Podczas sprawy rozwodowej masz możliwość zaciągnąć go na terapię z psychologiem. 8. Modlitwa pamiętaj tego nie zaniedbuj a duch cie przez to przeprowadzi. wykaż dużo miłości i miłosierdzia. Tez byłem takim idiotą jak twój mąż i nie zdawałem sobie sprawy ze taki jestem. Bóg sprawił że się zmieniłem ale potrzebowałem mocnego kopa. Po 2 latach wybaczy żonie i zrozumiałem ze na dobre mi wyszły te 2 rozprawy w sądzie. Oczywiście rozwodu nie wzięliśmy bo nie o to chodziło.
      • Gość: k4c IP: *.tktelekom.pl 07.05.15, 22:38
        P.s.
        nie słuchaj głupich rad od kobiet sfrustrowany co bo poddać się czyli rozwalić rodzinę jest łatwo i zawsze możesz. Szczęście to obronić swoją rodzinę w tym dzieci żeby miały oboje rodzicow
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.