Dodaj do ulubionych

Miłość... czy czas na rozwód?

07.06.11, 08:25
Po ośmiu latach małżeństwa, powiedziałam mężowi że mam dość, że moje uczucie się wypaliło, jestem zmęczona nim i całym małżeństwem... Generalnie przyczyna: z jego strony brak ambicji, celów, parcia do przodu, wszytko co osiągnął to moja inicjatywa (studia, podyplomówka, szukanie pracy itp.), zero spontaniczności i wyliczenie na każdym kroku, sex - raz na tydzień/dwa tygodnie wg wyuoczonego schematu (bo ja tak kończę). Dzieci nie mamy (facet niestety ma poważne schorzenie). Do tej pory siedziałam cicho, czasem popłakałam, jak kolejny raz mnie odtrącał w łóżku, poszukałam kolejnych zleceń, pracowałam do późna w nocy, nie myślałam o sobie... Miesiąc temu pękło wszystko, trafiłam do lekarza z wyczerpania, bólem w klatce... Diagnoza: przemęczenie i depresja (?). Dwa tygodnie temu powiedziałam M. otwarcie wszystko, bez emocji, nawet łezki nie uroniłam. Mąż ryczał jak bóbr, serce mnie bolało jak to widziałam ale nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnej emocji. Przyznał mi we wszystkim rację, że był złym mężem, że jest zszokowany swoim zachowaniem (!). Cały tydzień po rozmowie nie zrobił nic. Znowu zaczęłam z nim rozmawiać, stwierdził, że jestem całym jego życiem, że mnie kocha bardzo itp... Ale ja już nie potrafię, on wie o tym a z drugiej strony nic nie robi do przodu. Pyta się mnie co ma robić. Sama nie wiem, powiedziałam, żeby działał jak facet, nie mam siły prowadzić go dalej za rączkę. Zastanawiam się, czy po tych wszysztkich wyznaniach on w ogóle faktycznie mnie kocha i kiedykolwiek kochał, czy to jest wygoda (moje zarobki kilkakrotnie przewyższają jego, w domu wszysztko zrobione). Jest dla mnie dobry, miły ale wg mnie to miłość bardziej braterska a nie jak mąż i żona... Czy dawać szansę, czy uciekać. Czy tak z waszego pkt widzenia wygląda miłość do kobiety (pierwszej)?
Edytor zaawansowany
  • evee1 07.06.11, 08:37
    A jak za niego wychodzilas za maz to jaki on byl?
    Poza tym na czym naprawde Ci zalezy? Czy brak ambicji i niskie zarobki meza sa dla Ciebie rzecza nie do przeskoczenia? Rozumiem, ze dla Ciebie on nie jest "prawdziwym" mezczyzna i byc moze przez to nie jestes w stanie go szanowac.
    Nie wiem jakie jest to jego powazne schorzenie, ale to moze tez wplywa na sily i ogolna witalnosc.
    --
    "Ask a mind of your dancing" - Tokyo T-shirt
  • pod_poznaniem 07.06.11, 08:59
    Pobieraliśmy się będąc nieco powyżej 20-tki. M. był zawsze stonowany, spokojny - ja na pierwszym miejscu, zadni znajomi, wyjścia. Jak wyjazdy tylko razem. Było o to czasemi moje żale, ale później sama sobie tłumaczyłam, że dlaczego się czepiam. Powinnam być szczęsliwa, że jestem najważniejsza i na swój sposób byłam. Kochałam go cała sobą i bezwarunkowo. Kontakty z kimkolwiek zostały zerwane. Ostatnio rozmawiałam na ten temat z rodzicami, oni też czuli się odtrąceni przeze mnie... Na czym mi zależy? Żeby czuć się pożadaną, docenianą kobietą. Zależy mi na odpoczynku, na tym by część obowiązków on przejął... Powiedziałam mu o tych pragnieniach ale on nie wie co ma robić by tak było. Jego prośba, ze mam go poinstruwać całkowicie mnie rozwala... Witalny i fizycznie sprawny jest w 100% ale sfera sexu nie była dla niego nigdy istotnym elementem związku (gdy strałam się prosiłam, to mówił, że to dlatego bo nie chodzę w domu w spódniczkach, jak zaczęłam chodzić - chociaż nie zawsze po robocie człowiek ma ochotę na takie przebieranki, to mu się jakoś nie chcaiło i tak w kółko). Parametry nasienia nie pozwalają na naturalne poczęcie. Starliśmy się rok temu o in vintro, po serii badań i przed finałem ja dostałam jakiejś blokady. Sama nie wiem dlaczego, M. stwierdził, że możemy żyć bez dzieci i zwiedzać świat... Generalnie jest on opieuńczy, na swój sposób troskliwy, na swój sposób szanujący mnie, ale brakuje mi ognia w tej miłości, która się od zawsze tylko tliła a teraz gaśnie... Czy ja coś moge jeszcze zrobić? Chciałabym, ale z drugiej strony czas leci.... czy ludzie się zmieniają?
  • zuzi.1 07.06.11, 10:03
    Napiszę Ci z mojego punktu widzeni, tj. co ja bym zrobiła. Ponieważ juz kilka lat upłynęło Ci w opisany sposób, ja na Twoim miejscu poszukałabym kogoś innego... niestety. Ale z Twojego opisu wynika, że ten Pan niestety nie rokuje... i nie chodzi tu tylko o dzieci czy kwestie finansowe, ale generalnie o podejście do Ciebie i do życia. Za męża masz brata a nie faktycznego męża... Sorry, ale jak dla mnie nie do przyjęcia. Nie szkoda Ci życia ?
  • pod_poznaniem 07.06.11, 10:10
    Właśnie zaczyna mi być szkoda życia... Wyjazdy nie cieszą - a to miał być główny nasz współny cel... Ja chcę miłości, faceta, dominacji... Boję się tego kroku ale wewnętrznie czuję, że dla mnie to jedyne wyjście. On będzie cierpiał, ale chyba czas spojrzeć na siebie, bo ja cierpię teraz...
  • zuzi.1 07.06.11, 10:34
    Dokładnie tak, a samymi podróżami i pracą nie da się życia wypełnic, po jakimś czasie przestaje to dawac satysfakcję...Przykre, bo razem jesteście już b. długo, chyba zbyt długo godziłaś się na taką sytuację. No ale trudno, poszukaj teraz przede wszystkim SWOJEGO szczęścia, dzieci nie macie, facet jest dorosły, więc sobie poradzi, emocjonalnie również. I może wyciągnie wnioski na przyszłośc, jeśli chodzi o kolejną partnerkę. Nie żałuj, zrób co uważasz, i żyyyyj szczęśliwie !!!
  • Gość: Rexio IP: *.189.47.139.atman.pl 07.06.11, 10:38
    Bardzo ciekawa sprawa. Sam jako mąż mam podobne problemy z żoną, która przestała dla mnie być partnerką a ja stałem się dla niej wieszakiem na ubrania.
    Prawdę mówiąc na podstawie opisu odniosłem wrażenia ze nie pytasz czy masz od niego odejść tylko jak to zrobić. Trudno oczekiwać żeby z ciepłych kluch zrobić dominatora. Ale zanim podejmiesz ostateczna decyzję spróbuj mu powiedzieć czego oczekujesz. Spróbuj go aktywować. Może postawiony pod ściana poszuka sobie lepszej pracy i zacznie wykazywać większą inicjatywę.
    Z drugiej strony klamka nie zapadnie póki nikogo sobie nie znajdziesz. Dlatego proponuję najpierw załatwić sprawę rozstania a dopiero później poszukać sobie kogoś innego. Chyba nie powinnaś mieć z tym problemu, prawda?
  • pod_poznaniem 07.06.11, 10:50
    Poinformowany został, ale zamiast aktywności pada pytanie "jak i co mam zrobić", ja n-ty raz mówię, że już mu w niczym nie pomogę, że mnie to wyczerpało i niech ruszy się w końcu sam, niech mnie poderwie, niech wskrzesi miłość. Powiedziałam, że nie będziemy razem, gdy to się nie zmieni. Reakcja - płacz.
    Problemu ze znalezieniem partnera nie miałabym. Otworzyłam oczy, jestem atrakcyjną kobietą i wiem o tym, faceci boją się może mojego nieco dominującego charakterku, który ze względu na uwarunkowania jeszcze bardziej się wyostrzył (pomocne jest to w pracy). Ale z drugiej stronu widzę, że wielu Panom to imponuje (choć nie mojemu M.) i motywuje do lepszego działania. Może moje doświadczenia z innymi mężczyznami to obserwacje z pracy ale widzę, że można działać, współpracować i pożądać ...
  • Gość: Rexio IP: *.189.47.139.atman.pl 07.06.11, 11:07
    ...związek z kobietą dominującą to skarb tylko nie każdy potrafi to docenić:)
    Ale wracając do tematu. Nic tak nie motywuje faceta jak zazdrość. Z misia zamieniamy się w niedźwiedzie. Spróbuj może w ten sposób.
  • zuzi.1 07.06.11, 11:16
    Co do tej kobiety dominującej, to pomimo tego co napisała autorka wątku, to może jest też tak, że z uwagi na zachowanie/osobowośc i charakter męża, autorka nie miała wyboru, musiała zając pozycję tej dominującej w związku. Z nowym, silnym partnerem może byc zupełnie inaczej... Ja też uważam, że silna, dążąca do celu kobieta, atrakcyjna, przedsiębiorcza etc. to skarb, ale jest to skarb dla prawdziwego faceta, bez kompleksów i z silnym charakterem. Z tą zazdrościa to jak najbarzdiej prawda, ale ciekawe czy ten pan będzie w stanie zawalczyc o zonę ? Mam wątpliwości niestety. Ale spróbowac trzeba.
  • pod_poznaniem 07.06.11, 11:27
    Kwestia zazdrości była przerabiana. Mam praktycznie co tydzień wyjazd do innego miasta na noc (pracuję w branży szkoleniowo-naukowej). Wyjeżdzam zawsze nad ranem odstrzelona (szpileczki, garsonka, sukieneczka, teczuszka itp.). Jak ja nie zadzonię, nie napiszę to mam ciszę w eterze. Ostatnio przestałam pisać, dzwonić - wróciłam pod wieczór kolejnego dnia i na powitanie był wyrzut: "dlaczego nie dzwoniłaś? Mąż stwierdził, że nie wie kiedy ma do mnie dzwonić, żeby nie przeszkadzać w wykładach, seminariach czy czymkolwiek...." Ręce opadły. Na pytanie czy jest zazdrosny: "Oczywiście jestem jak każdy facet ... po czym siada przed TV". Obwiniam się, że to moja wina, że sama do tego doprowadziłam. Przyzwyczaiłam do wygody i teraz mam do faceta pretensje i mu świat burzę.
  • Gość: Rexio IP: *.189.47.139.atman.pl 07.06.11, 11:47
    Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Tak jak piszesz zazdrość nie działa, na pewno nie u faceta który spędza czas przed telewizorem. On za bardzo bezpiecznie czuje się z Tobą, żeby miał być zazdrosny o wyjazdy.
    Drogie panie, pomóżcie koleżance i powiedzcie jak wzbudzić zazdrość u męża.
  • zuzi.1 07.06.11, 12:26
    No w takiej sytuacji to nie wiem czy się da....ja bym mężowi powiedziała, że rozważam separację i żeby się zastanowił, czy mu zalezy i czy chciałby o żonę jeszcze zawalczyc, czy idzie płakac i kładzie sprawę walkowerem... :)))
  • Gość: Rexio IP: *.189.47.139.atman.pl 07.06.11, 13:13
    Da się, da się, tylko przydałaby się tu opinia kobiety która zazdrością potrafiła aktywować partnera/męża.
    Co do płaczu... mój przyjaciel po odejściu żony do innego faceta przez tydzień nie mógł się pozbierać i wieczorami z płaczu skręcał się w domu na podłodze. Ale potrafił się do tego przyznać i jak sam mówi z powodu zazdrości postanowił pozbierać się i walczyć. I chyba mu się udało bo po kilku miesiącach żona do niego wróciła.
    Czytałem też ostatnio w książce Hanuszkiewicza pt "Zbyt duża różnica płci", że jedna ze swoich żon zaczął kochać dopiero wtedy gdy ta go zdradziła i jestem w stanie uwierzyć, że tak było.
    Nie namawiam absolutnie do zdrady ale możne jakoś taką zdradę zasugerować.
    Niech facet trochę się postara...
  • pod_poznaniem 07.06.11, 13:21
    Może coś na rzeczy... Przy ostaniej rozmowie, zauważyłam iż mąż wkręcił sobie, że głównym powodem kryzysu jest brak dziecka. Starałam się mu wyjaśnić, że w chwili obecnej nie jest i nie może dziecko być priorytetem. Powiedziałam, że póki co nie podejmę się zabiegu in vitro z nim... To stwierdził, że jak nie z nim to może już sobie ojca upatrzyłam... Oj zabolało mnie to wtedy, ale chyba nie mówił nic bez przyczyny. Tylko jak był w tych jego słowach zamiar? Później przeprosił, że chce dobrze ale rozwala to wszyszystko swoimi słowami jeszcze bardziej itp itd.
    Boję się, że jakbym zdradziła i byłoby mi dobrze a jakby jeszcze mnie facet w łóżku zdominował, to szybko poszłabym w długą....
  • mama_myszkina 07.06.11, 13:23
    A ja myślę, że musiałaś go nieźle ustawiac i musztrować. Pewnie jak dzwonił to się dowiadywał,że przeszkadza, więc teraz się boi. I to 'co ja mam robić'. Widac,że zawsze grałaś pierwsze skrzypce i przejawy indywidualizmu nie były Ci na rękę.

    A teraz oczekujesz, że mąz przejmie inicjatywę ale na TWOICH zasadach. Czyli, że będzie niezalezny i dominujący, ale tak ,żeby Tobie się podobało. A tak się nie da.

  • pod_poznaniem 07.06.11, 13:34
    Miłym sms-em nigdy by mi nie przeszkodził. W czasie spotkań mam tel wyłączony i oddzwaniam jak tylko mam chwilę... Faktycznie chwilami byłam sekutnicą, jak brałam kolejne ekspertyzy (bo obiecał, że się tym zajmie) a potem 3 noce z rzędu sama wszsystko trzaskałam, bo jednak nie wiedział jak to zrobić (przez miesiąc na kanapie oglądał filmy). Fakt, mam chore ambicje, dąze od zawsze do celu i miałam nadzieję tę cechę przelać na męża - uważając, że pomaga to wiele osiągnąć. Nie ukrywałąm tego przed nim , on się zgadzał... Jestem teraz przed habilitacja mam totalną nerwówkę. Chwilami mam to wszystko rzucić, przede wszystkim gdy słyszę , że jak będę dr hab. to będziemy ustawieni - to mnie szlag trafia (z ust męża i jego rodziny).
  • mama_myszkina 07.06.11, 14:37
    Masz chore ambicje i miałaś nadzieję przelac je na męża?

    A maż Twoim zdaniem jest z modeliny i możesz go urabiać na swoje podobienstwo?

    Ja myślę, że stłamsiłas faceta. Dopóki było Ci to na rękę, miał chodzić jak szwajcarski zegarek. I chodził. Ale teraz już masz dość roli kontrolera i chciałabyś, żeby pan mąż nagle stał się pełnym werwy osobnikiem.

    Cóż, osobnik niezależny i aktywny nie podporządkowałby Ci się tak, jak Twój mąż. Jest duża szansa, że zamiast robić studia podyplomowe, pokazałby Ci środkowego palca. Bo, moja droga, małżeństwo to zwiazek dwojga DOROSŁYCH ludzi i nie ma tak, że można sobie kogoś ulepszać.

    Moze i facet jest bierny, ale myślę, że to Ci się właśnie w nim na początku podobało.

    Mało który facet zostałby przez 8 lat, całą młodość z kastrującą s**ą. Wybacz szczerość, ale mam wrażenie, że wydmuchałas go jak wydmuszkę, a jak już jest bezjajeczny, to Tobie się jajec zachciało.

    Zamiast tworzyć zwiazek partnerski, stworzyłaś związek na zasadzie kontrolujaca matka-dziecko. Teraz masz tego dosyć, ale niestety, karty są już rozdane. Twój mąż przyzwyczaił się do życia w klatce, moze mu się nawet to podoba.

    Jeśli chcesz kogoś bardziej obrotnego, rozgarniętego, to naucz się lepiej przyjmować krytykę i oddawać kontrolę, bo niezależność partnera też czasem może przeszkadzać, tak samo jak jego bierność.
  • zuzi.1 07.06.11, 14:44
    Ale pojechałas po autorce watku...ale trochę racji jednak masz...tylko z tą suką chyba mocno przesadziłas... nie sądzisz?
  • mama_myszkina 07.06.11, 19:29
    Nie było to skierowane do Autorki bezpośrednio!

    Chodziło mi o to, że spora część facetów kobiety z silnym pragnieniem władzy klasyfikuje właśnie jako kastrujące suki i ucieka, gdzie pieprze rośnie. Nie wiem, czy Autorka tak się zachowuje na codzień, ale jeśli tak, to wnioskuję, że skoro mąż od początku wiedział, że ma się podporządkowac i na to przystał, to widocznie uległość ma we krwi.
  • zuzi.1 07.06.11, 19:38
    Ja nie jestem tego pewna, czy tu chodzi o silne pragnienie władzy autorki, dla samej władzy nad mężem. Chyba nie. Raczej o walkę kobiety z życiem i totalnie biernym mężem. Pewnie na początku związku widziała sens w aktywowaniu męża i nad tym pracowała, ale ileż można walczyc z takim nieruchawym typem męża...Kobieta się w końcu sfrustrowała, szkoda że po 8 latach dopiero, ciężko jest właściwie samemu działac i za siebie i za męża. Kto taki balast uniesie bez frustracji.
  • mama_myszkina 08.06.11, 11:36
    zuzi.1 napisała:

    > Ja nie jestem tego pewna, czy tu chodzi o silne pragnienie władzy autorki, dla
    > samej władzy nad mężem. Chyba nie. Raczej o walkę kobiety z życiem i totalnie b
    > iernym mężem. Pewnie na początku związku widziała sens w aktywowaniu męża i nad
    > tym pracowała, ale ileż można walczyc z takim nieruchawym typem męża...Kobieta
    > się w końcu sfrustrowała, szkoda że po 8 latach dopiero, ciężko jest właściwie
    > samemu działac i za siebie i za męża. Kto taki balast uniesie bez frustracji.

    No i o to własnie chodzi. Nie lepiej szukać kogoś, kt nam odpowiada niż próbować zmienić zawodnika sumo w baletnicę? Ludzie mają różne charaktery i trzeba trochę trudu, żeby poszukać kogoś, kto ma podobną osobowość i poglądy na życie jak my. Cześt zaś obserwuję wśród plskich kbiet trend odwrotny - wychodzą za mąż za pierwszego lepszego, a potem poświęcają życie na zmienianie go. Naprawdę, nie tędy droga!
  • mama_myszkina 08.06.11, 11:37
    przepraszam za literówki, moja klawiatura nie wstukuje wszystkich klawiszy tak, jak powinna.
  • zuzi.1 08.06.11, 12:59
    Ale zauważ, że wychodzą za mąż lub raczej wychodziły, bo ten trend się obecnie zmienia, jako młode 20-kilkuletnie osoby, bez bagażu doświadczenia życiowego i prawidłowych umięjętności doboru partnerów. Kiedys internet i zawarte w nim cenne informacje nie były tak łatwo dostępne jak dzis. Stąd póżniej te frustracje, żale, niespełnienia i ostatecznie rozwody. Nie każdy rodzi się od razu otrzaskany z życiem, umiejący dokonywac za młodu trafnych wyborów. Większośc osób takie umiejętności nabywa dopiero w czasie właśnie tego typu rozczarowań. Gdyby większośc pan podejmowała decyzję o zamążpójściu bądź nie będąc po 30 a nie po 20, wówczas na pewno mniej by było rozczarowań niewłaściwym doborem partnera i mniej małżeństw ale i mniej rozwodów zapewne.
  • abssinthe 07.06.11, 15:04
    Chwilami mam to wszystko rzucić, przede wszystkim gdy
    > słyszę , że jak będę dr hab. to będziemy ustawieni - to mnie szlag trafia (z u
    > st męża i jego rodziny).

    tzn, w mniemaniu meza i rodziny jestes generalnie dojna krowa, a mezulek moze sobie siedziec przed telewizorem i ogladac filmy przez miesiac...

    te ekspertyzy, ktore za niego robilas...
    straszne to - jak ukrywanie alkoholika.
    traktujesz go jak matka, jesli on sie czegos podejmuje, to niech to zrobi, a jesli nie umie, nie chce mu sie, to niech jak FACET sie do tego przyzna zleceniodawcy.

    dziwie Ci sie, ze tak dlugo wytrzymalas z taka ciapa zyciowa...przeciez Tobie potrzeba kogos na Twoim poziomie energii, ambicji, pasji. Jesli takiego znajdziesz, wtedy zobaczysz, jak pieknie jest, kiedy obie strony motywuja i uskrzydlaja sie nawzajem.
  • zuzi.1 07.06.11, 15:56
    "przeciez Tobie potrzeba kogos na Twoim poziomie energii, ambicji, pasji. Jesli takiego znajdziesz, wtedy zobaczysz, jak pieknie jest, kiedy obie strony motywuja i uskrzydlaja
    sie nawzajem"

    Dokładnie i moim zdaniem w tym jest raczej problem, dobrały się w związku dwie osoby o zupełnie różnych ambicjach, oczekiwaniach od życia, celach życiowych, preferencjach seks., intelekt. i emocjonalnych itp. i z tego właśnie powodu narosła tak ogromna frustracja autorki wątku. Wybór partnera nastąpil, gdy byli bardzo młodzi, bez doświadczenia... Tu nie o kastrowanie męża przez żonę raczej chodzi... ale o odmienne oczekiwania i potrzeby. Poza tym facet może jest zwyczajnie rozleniwiony, bo w jego związku to żona pełni funkcję męża i to żona zdobywa wszystko dla obojga, a mąż pozwala na to i jest mu z tym wygodnie, aby to żona grała pierwsze skrzypce w związku i finansowo i pod każdym innym względem. Nie winiłabym jednak autorki wątku i nie obarczałabym zarzutem kastracji męża....Moimm zdaniem zbyt długo trwała w takim układzie, może tłumaczyła sobie na różne sposoby, nie chciała się rozwodzic itp. no bo w końcu facet dobry, nie pije, nie bije... :)) tylko bierny jak cholera....pod każdym względem. Teraz kobieta zrobiła bilans 8 lat związku i wychodzi na to, że to Ona przez tyle lat ciągnęła chłopa za uszy i gdyby nie to, to pewnie i tych studiów w Jego wykonaniu by nie było...i wygląda na to, że nic się nie zmieni w ciągu następnych 8 lat, bo mąż nauczył się tak życ i jest mu wygodnie. A w pracy same samce alfa, działają, zdobywają, itp. a kobietę szlag trafia, że sama sobie sterem, żeglarzem i okrętem w zwiazku i na męża raczej nie może liczyc, jeśli chodzi o rozwój szerokorozumiany....Nie dziwię się kobiecie. Daj mężowi ostatnią szansę, powiedz dokładnie ze szczegółami jakie masz zarzuty i czego od niego oczekujesz, daj mu jakies 6 m-cy do roku na zmianę postępowania i wówczas podejmuj decyzję do do wspólnego życia.
  • Gość: Rexio IP: *.189.47.139.atman.pl 07.06.11, 16:21
    Zgadzam się z zuzi.1 co do analizy tego co się stało. Ale... ostatnia szansa nic nie da, chyba że przekonanie, że konieczny jest rozwód. Facet nie wstanie i nie zacznie nagle zmieniać swojego trybu życia.
    Powiem co ja zrobiłem. Zacząłem sam szukać żonie pracy, bo jej się nie chciało. Bo skoro jestem w stanie utrzymać dom i spłacać kredyt to nie było takiej potrzeby. Ale tak naprawdę zaangażowała się dopiero gdy zaczęliśmy mieć problemy finansowe i okazało się że moja pensja na wszystko nie wystarczy.
    Może właśnie przez jakiś czas nie bierz dodatkowych zleceń, tym bardziej że czeka Cię habilitacja. Podziwiam pracowitość i nie dziwię się Twojej depresji. Niech dotrze do niego że pieniądze nie spadają z nieba.
    Ciężka sprawa ale nie beznadziejna.
  • Gość: zuzi.1 IP: *.adsl.inetia.pl 07.06.11, 19:23
    No cóż najwyżej autorka utwierdzi się w tym, że jej mąż nie potrafi i nie chce się wysilic w sytuacji mocno podbramkowej, a wówczas decyzja o rozwodzie przyjdzie Jej łatwiej. Jak widac nawet z ciężką pracą i z ambicjami nie nalezy przesadzac, bo jak się trafi na takiego leniwego męża, to można Go jeszcze wypaczyc i facet straci wszelkie chęci do aktywności i rozwoju...Cieżko jest jednak zapewne tak aktywnej, ambitnej i przedsiębiorczej osobie, hamowac swoją aktywnośc, gdy na horyzoncie pojawiają się szanse na rozwój. Ponadt ambicji autorki nie nazwałabym chorymi, tak jak napisała mama-myszkina, bo każdy z nas ma inne potrzeby w tej kwestii.
  • Gość: xt545 IP: 62.244.147.* 05.07.11, 11:33
    Autorka wątku sama napisała że ma chore ambicje, więc jak już się przyznała to naprawdę musi mieć z tym problem. Niestety okazało się że facet powinien być jeszcze bardziej chory od niej żeby była zadowolona. Jego pech, bo pomimo SWOJEJ choroby kobieta nie chce SIEBIE zmienić (bo JEJ choroba), za to pretensje ma do niego (jak to zwykle bywa), w końcu kobiety nigdy nie są niczemu winne, wszystko wina facetów. I jej pech też, bo jak już go zostawi i z powrotem trafi na rynek to zobaczy jak faceci lecą na takie jak to ktoś określił "kastrujące s...i". No ale jak zamiast męża będzie miała dodatkowe literki przed nazwiskiem to przecież faceci będą walili drzwiami i oknami :).
  • Gość: Rexio IP: *.189.47.139.atman.pl 07.06.11, 15:26
    Czy to znaczy że razem pracujecie? Robicie wspólne ekspertyzy? Czy jest szansa żebyście po ewentualnej zmianie pracy przez męża nie wnikali sobie wzajemnie w sprawy zawodowe?
    I jeszcze, co dla Ciebie oznacza dominacja bo to słowo może mieć wiele znaczeń?
  • pod_poznaniem 07.06.11, 15:50
    Sprawa jest nieco bardziej pokręcona. Ja dostaje różne zlecenia. Ze względu na ilość obowiązków dyskutuję z mężem czy jest sens to brać, mąż stwierdza, że jak najbardziej są to dość proste, techniczne sprawy trochę się przyuczy i mnie wesprze. Ja dostaję skrzydeł. Biorę... Mąż przychodzi ze swojej pracy ok 17.00 siada na kanpę, przed TV lub kompa i ma chęć robić wszystko inne tylko nie te dodatkowe rzeczy, które na siebie wzięłam po jego namowie. Jak jest sytuacja pobramkowa ja siadam i trzaskam. Po ostatnich rozmowach powiedział, że w pracy nie będzie mnie jednak wspierał. OK, szkoda, nie każdego jednak muszą interesować te sprawy... Ale niech cokolwiek robi. Niestety sytuacja jest taka, że wzięliśmy kredyt dość spory i teraz słyszę, żę jak ja mam możliwości to powinnam brać to wszystko, bo raty są do spłacania...
    Dominacja... z kolei pojęcie wielowymiarowe. W wymiarze zawodowym nie chodzi wcale o zarobki ale mężczyzna pokazuje, że trzeba iść do przodu i jest sens w tym wszystkim co się robi. W wymiarze łóżkowym - jest inicjatywa, wyluzowanie, może chwilami trochę przemocy... W codziennym życiu własne zdanie, trochę emocji, czasem jakaś kłótnia a nie bierne przystawanie na co co zawsze mówię.
  • Gość: Rexio IP: *.189.47.139.atman.pl 07.06.11, 16:35
    Mam pytanie które wykracza poza temat tej dyskusji. Czy mogę prosić pod_poznaniem o kontakt na paparapet@gazeta.pl?
  • lilyrush 07.06.11, 10:39
    Ludzie sie zmieniają w małych kwestiach i przede wszystkim jeśli sami wewnętrznie mocno tego chca.
    Ale tak sie nie zmieniają- nie zmieniają całej swojej wewnętrznej natury. Przykre to, ale takie życie. Moj eks tez był zaszokowany moja decyzja o rozwodzie, tez niby sie mial zmieniać i jakoś tego nie widać. Jak sie rozwiodłam i nie żałuje- każdego dnia jestem bez niego szczęśliwsza.
    Jedyne, czego żałuje to to, ze mam z nim dziecko. Bo to dziecko rośni i niestety tęskni za tata. A tata ma go w przysłowiowej d.....e. I tu nic nie moge zrobic :-(
    Ty masz jeszcze czas- możesz sie rozstać i mieć dziecko z facetem, który będzie tego chciał.
    A tak całkiem prywatnie to ja sadzę, ze natura czasami jest mądrzejsza od nas wszystkich...jak ktoś nie może spłodzić dziecka to moze lepiej, zeby go jednak nie mial...
  • mama_myszkina 07.06.11, 13:25
    lilyrush napisała:

    > Ludzie sie zmieniają w małych kwestiach i przede wszystkim jeśli sami wewnętrzn
    > ie mocno tego chca.
    > Ale tak sie nie zmieniają- nie zmieniają całej swojej wewnętrznej natury. Przyk
    > re to, ale takie życie. Moj eks tez był zaszokowany moja decyzja o rozwodzie,
    > tez niby sie mial zmieniać i jakoś tego nie widać. Jak sie rozwiodłam i nie żał
    > uje- każdego dnia jestem bez niego szczęśliwsza.
    > Jedyne, czego żałuje to to, ze mam z nim dziecko. Bo to dziecko rośni i niestet
    > y tęskni za tata. A tata ma go w przysłowiowej d.....e. I tu nic nie moge zrobi
    > c :-(
    > Ty masz jeszcze czas- możesz sie rozstać i mieć dziecko z facetem, który będzie
    > tego chciał.
    > A tak całkiem prywatnie to ja sadzę, ze natura czasami jest mądrzejsza od nas w
    > szystkich...jak ktoś nie może spłodzić dziecka to moze lepiej, zeby go jednak n
    > ie mial...


    Analogicznie, nalezy oddac mądrość naturze i zlikwidować oddziały medycyny prenatalnej i wczesnodziecięcej oraz np. oddziały onkologiczne. Bo jak ktoś się rodzi z wada albo ma raka to widocznie natura wie lepiej i lepiej, żeby umarł. W końcu jest przeludnienie....

    Brak wrażliwości niektórych ludzi mnie zadziwia.

  • lilyrush 07.06.11, 15:04
    A mnie juz przestał zadziwiać brak umiejętności czytania ze zrozumieniem oraz dopowiadanie sobie całej otoczki do jednego zdania przez kogoś, kto nie rozumie, co autor miał na myśli.

    Poza tym mam prawo do własnych poglądów i Tobie nic do tego. Ja sobie dziecka z in vitro nie zrobiłabym nigdy. I tyle.
  • Gość: gosc IP: *.ph.ph.cox.net 13.07.11, 04:23
    Nie ma satysfakcji seksualnej w przyszłości z tego związku. Możesz być może mają podstawy o stwierdzenie nieważności, ponieważ nie chce dzieci. Ty decydujesz, opuścić i znaleźć zdrowego człowieka lub żyją w rozpaczy swoich potrzeb.
  • mama_myszkina 07.06.11, 13:18
    Odnosze wrażenie, że odpowiadała Ci rola kontrolującej matki, bo dawała władzę. Kiedy okazało się, że dłużej tego nie wytrzymasz, oczekujesz od męża, że zmieni się w okamgnieniu.

    Stan rzeczy wypracowaliście oboje. Podejrzewam, że masz duża potrzebę kontrolowania wszystkich i wszystkiego wokół i stąd to ustawianie życia mężowi. Teraz jesteś tym zmęczona i oczekujesz, że jak gdyby nigdy nic zamienicie się miejscami. Nie jestem pewna, czy to wypali choćby z tego względu, że większa inicjatywa męża = więcej niezależnosci z jego strony.
  • pod_poznaniem 07.06.11, 13:26
    Masz rację, widzę, że ten model okazał się beznadziejną klapą. Mi przestał odpowiadć, a dla męza jest wygodny... Inne perspektywy spojrzenia... Człowiek bezsensownie prowadzi to swoje życie.
  • mama_myszkina 07.06.11, 14:41
    Być może wyszłas za niego, bo był jedynym mężczyzną, który z Tobą wytrzymywał. Nakręcaliście się nawzajem, Ty swoje ambicje, chec kierowania innymi, mąż bierność. A teraz już może być za późno na zmiany.

    I nie wiem, czy wyjdzie Ci z kimś bardziej niezależnym i aktywnym, bo nie nauczyłaś się szanować cudzą niezalezność, odmiene zdanie, iść na kompromisy. Zawsze było tak jak Ty chcesz i ciężko Ci będzie zaakceptować fakt, że nowy aprtner zamiast z Tobą do kina, tym razem chce iść na piwo z kolegą. Albo,że mało go interesuje Twoje zdanie na temat jego zarobków i jak będziesz za dużo marudziła, to po prostu z Tobą zerwie.

    Bo mam wrażenie, że Ty byś chciała niezaleznego-kontrolowalnego. Takiego, któremu byś mogła tę niezależność wyłączyć pilotem, jak już Cię zmęczy. A tak nie ma. :P
  • pod_poznaniem 07.06.11, 14:50
    Był moim pierwszym i jedynym mężczyzną tak jak dla niego pierwszą i jedyną kobietą. Spotykaliśmy się od liceum. No cóż, Twoje oceny sa zbyt skrajne i przewartościowane, ale dziękuję wiele słów pewnie jest prawdą. Wina nie leży po jednej stronie, szkoda tylko, że gdy jedna strona zauważyła, że zaczyna nas w związku więcej dzielić niż łączyć (i jest to obiektywna prawda) i jest gotowa na zmiany, to ta druga pozostaje bierna...
  • mama_myszkina 07.06.11, 17:11
    Był moim pierwszym i jedynym mężczyzną tak jak dla niego pierwszą i jedyną kobietą. Spotykaliśmy się od liceum. No cóż, Twoje oceny sa zbyt skrajne i przewartościowane, ale dziękuję wiele słów pewnie jest prawdą. Wina nie leży po jednej stronie, szkoda tylko, że gdy jedna strona zauważyła, że zaczyna nas w związku więcej dzielić niż łączyć (i jest to obiektywna prawda) i jest gotowa na zmiany, to ta druga pozostaje bierna...

    Nie można zmienić charakteru ani osobowości człowieka. Jeśli szczytem marzeń Twojego męża jest kanapa i pilot, to być może jesteście niedobrani. Można modyfikować zachowania, ale odczuć, pragnień, emocji zmienić się nie da.

    I zamiast próbować jeździć na łyżwach po asfalcie, czas sie rozejrzeć za lodowiskiem? ;)
  • Gość: Rexio IP: *.189.47.139.atman.pl 07.06.11, 15:16
    mamo_myszkina, jaka jest Twoja rada? Czy Twoim zdaniem pani z wielkopolski (jak sądzę po nicku) powinna nadal utrzymywać taki związek i "hodować" kota kanapowca? A może powiedz jaka dać mu zachętę żeby chciał znowu łowić myszy.
  • zuzi.1 07.06.11, 16:11
    Może niech się pani uwiesi na kocie kanapowcu przed jakis czas, tak we wszystkim, od kredytu począwszy i poleży sobie tak jak mąż przed tv i popachnie zamiast się szarpac za dwoje , a wówczas zobaczymy, czy mąż otrzeżwieje i wróci do życia :))) No i niech mąż podejmuje wszelkie decyzje za żonę, od najdrobniejszej sprawy po poważną :)))
  • lilyrush 07.06.11, 16:29
    pobożne życzenia
    pan nie zrobi nic z tego a ona potem będzie musiała wszytko nadrabiać. W temacie kredytu może sie jeszcze narobić jakiś większy problem....
  • mama_myszkina 07.06.11, 17:08
    mamo_myszkina, jaka jest Twoja rada? Czy Twoim zdaniem pani z wielkopolski (jak sądzę po nicku) powinna nadal utrzymywać taki związek i "hodować" kota kanapowca? A może powiedz jaka dać mu zachętę żeby chciał znowu łowić myszy.

    Moja rada zależy od możliwości, charakteru Autorki postu.

    Osobiście nie sądzę, aby pan nagle okazał się mało ruchawym trutniem. Myślę, że był nim cały czas, ale teraz nagle zaczelo to Autorce przeszkadzać. Innymi słowy - widziały gały, co brały.

    Oczywiście, że można się rozejść i szukać bardziej aktywnego partnera. Tyle, że niestety, ale może się okazać, że ktoś bardziej asertywny będzie miał ambicje Autorki w poważaniu. Tak zazwyczaj bywa, że osoby aktywne mają własny pomysł na życie i nie wiem, czy Autorka poradzi sobie np. z krytyką pod jej adresem itp.

    Najlepiej byłoby, moim zdaniem, zrobić sobie przerwę w zwiazkach. Jeśli Autorka jest z tym gościem od wczesnej dwudziestki, to tak naprawdę mało wie o sobie i nie wiadomo, czy naprawdę chce innego faceta, czy może po prostu ma dosyć tego gościa, ale sama nie umie być.

    Aby stworzyć dobry zwiazek, trzeba najpierw poznac i polubić siebie.

    Nie neguję faktu, że mąż zdaje się być patentowanym leniem, ale też nie wydaje mi się, aby zmiana zaszła nagle. I myślę, że nie można winić krowy za to, że zawsze była, jest i zawsze będzie krową, a nam się teraz chce motyla.
  • bmwracer 07.06.11, 21:15
    a co to jest i jak powinna wygladac milosc?
    Z Twojes strony na pewno nie widac ani krzty milosci....Nie masz tego co Ci sie marzy i znajdujesz tony powodow aby sie z tego uwolnic...ah jeszcze i zgonic na niego...czysty biznes....

    Nie jest wazne Co on osiagnal ale ze to TY bylas sila napedowa? W czym problem?
    "Facet Ma powazne schorzenie" No tak to juz nie maz ale facet....i na pewno to bylo cos co ukrywal przed slubem? Ani odrobiny uczucia - nie moze zaplodnic - do kosza.......
    Ah ta wyliczank co Tobie dolega...... a moze to Ty masz problem?

    Chyba rozumiem "moje zarobki kilkakrotnie przewyższają jego" no tak ktora kobiet dobrze sie czuje majc meza co mniej zarabia....bez ambicji. to prawda...

    Glosuje ze natychmiastowem rozwodem - przewrocilo sie Pani w glowie droga Pani....Pani potrzebuje CHLOPA a nie meza
  • moonogamistka 07.06.11, 21:20
    Ile mozna... masz jedno zycie. Niestety przeskoczylas go o pare klas i nie sadze, zebys byla z nim juz teraz szczesliwa.
  • potwor_z_piccadilly 07.06.11, 21:49
    moonogamistka napisała:

    > nie sadz
    > e, zebys byla z nim juz teraz szczesliwa.

    Jeśli chodzi o teraz, to fakt.
    Pamiętajcie jednak, a w szczególności ty autorko że życie to etapy i ten twój który dziś w okresie pełnego rozpędu nie sprawdza się, to w okresie późniejszym może się okazać tym że do rany przyłóż.
    Bywa tak, że wiek podeszły zmienia ludzi i podejście do nich. Ot, inne priorytety i tyle.
    Ty dokonasz wyboru, a ja ze swej strony życzę ci byś nie musiała kiedyś zaśpiewać sobie tak.
    www.youtube.com/watch?v=bkkQYCvhVI0
    Ps. znajdź mu dobrego psychologa.
    Może coś z tego będzie.
    Pozdrowienia pani psorko.
  • potwor_z_piccadilly 07.06.11, 22:10
    To jeszcze ja, bo k.... nie mogę.
    Jako że tego twojego małżonka tu nie ma, to ja w jego imieniu pozwolę sobie zadedykować ci szanowna pod_poznaniem jeszcze jedną piosenkę z tekstem.
    www.youtube.com/watch?v=W2vAcLn3I_8
  • wendd 07.06.11, 22:19
    Ten facet jest pod taką presją, że wątpię czy uda mu się z siebie coś pozytywnego wykrzesać.
    Czy jest coś, co on robi dobrze? Właściwie?
    Na pewno tak - ale z opisu autorki to nie wynika.
    Generalnie - lepsza jest we wszystkim:)
    W takiej sytuacji to faktycznie lepiej włączyć TV i przeczekać kolejną falę pretensji.
  • pod_poznaniem 04.07.11, 08:24
    Ponad tydzień temu wyprowadziłam się, początkowo do mamy, pojutrze urządzam się w osobnym, samodzielnym mieszkaniu. Mąż wczoraj pomógł mi przewieźć rzeczy. Pierwsze dni były tragiczne. M. został całkowicie sam, nie ma przyjaciół, relacje w Jego rodzinie są chore (zrozumiałam, że jego skrytość w uczuciach i brak jakiejkolwiek dyskusji to pewnie też chory wzorzec z domu). Wczoraj zaczęliśmy sensownie i rzeczowo, pierwszy raz od dawna, rozmawiać. M. wyraża zrozumienie mojej chęci zdystansowania, zastanawiania się w samotności, czego my tak naprawdę oczekujemy, co jest dla nas najważniejsze i czy jesteśmy w stanie razem cokolwiek zbudować w przyszłości.... Deklaruje, że zrozumiał całkowicie swoje błędy (przede wszystkim nie traktował mnie jak kobiety, partnerki, zrzucił odpowiedzialność finansową). Nadal jednak nie potrafił mi powiedzieć jakie są moje złe strony, nad czym powinnam ja popracować. On deklaruje zmianę, ja się jednak wyprowadziłam, ale wciąż szukam nici kontaktu (sms, email - bo mi ciężko), boję się jednak wprowadzić powtórnie do naszego mieszkanka, bo póki co trudno mi uwierzyć, że Jego zachowanie się zmieni. Proponuję terapię terapię, ale nie jest chętny... Strasznie jest to wszystko przykre. Po nocach ryczę, on też, ale postanowiłam mieć siłę na konsekwentne działanie. Chcę Mu dać szansę, czuję się w danej chwili przy nim spokojna, ale globalnie ten nasz związek był chory... Wczoraj stwierdziliśmy, że pewnie też brak dziecka na to wpłynął. Ja moje ciepło, uczucie macierzyńskie zaczęłam na nim wyładowywać, wciąż mu matkowałam, a Jemu ta rola odpowiadała, rola mężczyzny całkowicie zniknęła. Im moja frustracja i tęsknota za mężczyzną bardziej rosła, tym ja bardziej mu matkowałam i tak się to nakręciło, że pękło... On jest zszokowany, że tak nagle przecież ja go tak kochałam, przecież to niemożliwe, że byłam nieszczęśliwa on przecież czuł taką wielką miłość, było tak wspaniale, a ja nie wiem czego żałuję... Z pewnością żałuję, że tracę mojego "kotka", przyjaciela, ale nie mam poczucia, że straciłam mężczyznę, który o mnie dbał, jak o kobietę... Nie mam pojęcia czy to będzie miało jakikolwiek jeszcze sens, nie chcę się tak szarpać resztę życia... Nie mam pojęcia czy jest szansa, że faktycznie M. się zmieni, dojrzeje, stanie mężczyzna którego tak strasznie mi brakuje...
  • lilyrush 04.07.11, 10:29
    Kochana ..ludzie w tym wieku sie nie zmieniaja w zasadniczych kwestiach. . Skoro on zawsze taki był to taki juz zostanie. Nagle nie stanie sie ambitnym macho. Ja pamiętamy, jak moj eks w ramach przekonywanania mnie, ze ise zmieni schudł nagle ślicznie 30 kg w 2 m-ce. I co? starczyło mu motywacji do utrzymania tej wagi na chwile..teraz wazy sporo wiecej.
    I życie sobie dalej jak żył i jest całkiem happy. Ja też zdecydowanie bardziej niz byłam.
  • Gość: nammkha IP: *.centertel.pl 05.07.11, 12:09
    Witam Cię,

    Na poczatku powiem może, że żadnej sytuacji nie można oceniać zbyt szybko. Tzn. Obwiniać ciebie, lub jego za to, że nie spełniliście nawzajem swoich oczekiwań. Moim zdaniem wynika to z (tak jak napisałaś) uwarunkowań w których dorastał twój mąż, ale także i ty. To że się w sobie zakochaliście, to że ze sobą przezyliście te parę ładnych lat nie jest przypadkiem i wierzę, że doskonale pasowaliście do siebie. Oczywiście to dopasowanie prawdopodobnie polegało też na tym, że być może twoje potrzeby były realizowane przez niego, a jego przez ciebie (np. dominacja o ktorej wspominałaś) ale jak mówisz, masz już dość życia w takim "chorym " układzie, zapragnełaś mieć mężczyznę, a nie dziecko. Czy to jest nadal miłość?? Z pewnością jest. Miłość to przecież nie tylko trwanie ze sobą w chwilach uniesienia, zakochania, radości, ale też, a może przede wszystkim w chwilach trudnych, a wręcz niemożliwych (jak się wydaje) do przeskoczenia. Wasza miłość może teraz wzrosnąć na wyższy poziom, lub skończyć się. Zależy to od Ciebie i od twojego męża. Twoja decyzja jest jednoznaczna - potrzebujesz zmiany, doszłaś do wniosku że nie pasuje ci dotychczasowy układ. Teraz wszystko zależy od Twojego meża. To on musi zdecydować, czy kocha na tyle, aby przekroczyć swoje ograniczenia, jak to powszechnie zazywamy pójść w pewnych kwestiach na kompromis. Zmiana musi być ogromna i wiąże się z wielkim ryzykiem - stare ja musi umrzeć aby mogła narodzić się nowe. Nie każdy będzie na to gotowym, choć przysięga małżeńska moim zdaniem do tego zobowiązuje. apropo zmian, które mają zajść. Moim zdaniem nie poradzicie sobie sami, więc dobrze że zaproponowałaś terapię małżeńską. Teraz już wszystko zależy od twojego męża. acha kwestia dziecka na pewno ma wielki wpływ na postawę męża. Wiążą się z tym na pewno wyrzuty sumienia, niskie poczucie własnej wartości itp. uczucia te nie muszą być uświadomione, być może dlatego też mąż przyjął postawę bierną w związku ( bo czuje nieświadomie że zawiódł). Ty jako kobieta masz prawo czuc się zawiedziona, rozczarowana, chcieć dziecka i masz prawo odejść z tego powodu. te wszystkie emocje (ktore utrudniają bycie razem, ale moga też służyć waszemu wzrostowi kiedy je odkryjecie) pojawią się na pewno na terapii, jeśli do neij dojdzie. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę tej waszej miłości siły, aby przetrwała bo widać że jest w was nadal, tylko pragnie rozwinąć skrzydła.
  • zuzi.1 05.07.11, 13:16
    Teraz daj sobie i mężowi czas...i zobaczymy co z tego będzie dalej....nie przenos się pochopnie do Niego z powrotem...teraz pałeczka nalezy głównie do Niego....zobaczymy co zrobi....
  • yoko0202 05.07.11, 15:18
    pod_poznaniem napisała:

    > Nie mam pojęcia czy
    > jest szansa, że faktycznie M. się zmieni, dojrzeje, stanie mężczyzna którego ta
    > k strasznie mi brakuje...

    zamiast próbować ulepić facet jak plastelinę pod własną modłę, znajdź sobie takiego, który spełni Twoje oczekiwania

    --
    „Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja jest to, że się z nami nie kontaktują.”
    ALBERT EINSTEIN
  • shantyman 05.07.11, 14:46
    Jasne, że uciekaj. Związałaś się ze złą osobą i to nie ma sensu. Jesteś osobą która bardziej pragnie brać niż dawać. Nie ma w tym nic dziwnego, znaczna większość ludzi jest taka. Potrzebujesz kogoś z pięcioma, sześcioma zerami na koncie, kogoś, kto pobawi się tobą, poniży Cię raz czy drugi, może wdepcze butem w podłogę - wtedy zrozumiesz, że miłość to praca i pasmo wyrzeczeń. Wrócisz do męża ale on pewnie będzie wtedy kogoś, kto naprawdę będzie go kochał. Czego mu z całego serca życzę.

    Wybacz ostre słowa, ale jeśli nie potrafisz rozmawiać, nie wiesz, że bycie razem jest na dobre i złe, a nie tylko na dobre, to po co pchałaś się w małżeństwo? Dzisiaj nikt nikomu nie każe brać ślubu jak kilkadziesiąt lat temu. Może cofnij się do momentu gdy składałaś tą przysięgę, a skoro jesteś zdolna do poświęceń zacznij robić to mądrze. Pomyśl, czego tak naprawdę wymagasz, czego chcesz. Powiedz to mężowi. Jeśli nie masz ochoty na długi proces - rzuć to w cholerę.


    --
    Prawdziwa miłość
    Marynarz
  • ho_credo 05.07.11, 18:16
    shantyman napisał:

    > Jasne, że uciekaj. Związałaś się ze złą osobą i to nie ma sensu. Jesteś osobą k
    > tóra bardziej pragnie brać niż dawać. Nie ma w tym nic dziwnego, znaczna większ
    > ość ludzi jest taka. Potrzebujesz kogoś z pięcioma, sześcioma zerami na koncie,
    > kogoś, kto pobawi się tobą, poniży Cię raz czy drugi, może wdepcze butem w pod
    > łogę - wtedy zrozumiesz, że miłość to praca i pasmo wyrzeczeń. Wrócisz do męża
    > ale on pewnie będzie wtedy kogoś, kto naprawdę będzie go kochał. Czego mu z cał
    > ego serca życzę.
    >
    > Wybacz ostre słowa, ale jeśli nie potrafisz rozmawiać, nie wiesz, że bycie raze
    > m jest na dobre i złe, a nie tylko na dobre, to po co pchałaś się w małżeństwo?
    > Dzisiaj nikt nikomu nie każe brać ślubu jak kilkadziesiąt lat temu. Może cofni
    > j się do momentu gdy składałaś tą przysięgę, a skoro jesteś zdolna do poświęceń
    > zacznij robić to mądrze. Pomyśl, czego tak naprawdę wymagasz, czego chcesz. Po
    > wiedz to mężowi. Jeśli nie masz ochoty na długi proces - rzuć to w cholerę.
    >


    widać,że nie przeczytałeś całego postu .... bo Twa odpowiedź jest ni z gruszki ni z pietruszki
  • shantyman 13.07.11, 14:25
    A ciekawy jestem dlaczego uważasz, że tak jest. Bo przeczytałem cały post. Dokładnie. Kilkanaście razy, zanim napisałem odpowiedź. Ale wpatruję się w monitor w poszukiwaniu argumentów, dlaczego wg Ciebie nie przeczytałem tego postu.

    --
    Prawdziwa miłość
    Marynarz
  • oxf 13.07.11, 14:46
    baby takie sa, same nie wiedza czego chca. tylko wymagac i narzekac, a tym wiecej wymagaja czym wiecej dostaja.
  • zuzi.1 13.07.11, 17:27
    Tak oczywiście oxf, baby narzekają bo po prostu uwielbiają narzekac..., a ich wybrańcy są CUDOWNI oczywiscie i nie dają swoim zachowniem żadnych podstaw babom :) do tego narzekania...

    Ja Ci napisze tak, żadna baba nawet najgłupsza nie ma ochoty szarpac się BEZ POWODU ze swoim chłopem, woli zamiast szarpania się leżec na kanapie i paznokcie malowac w spokoku :)) a zazwyczaj większosc konfliktów małżeńskich jest spowodowana zachowaniem niedojrzałych do małżeństwa chłopców...i stąd potem to narzekanie tych wrednych :) bab.... A wielu panów niestety ma określone priorytety w życiu: zdrowo podupczyc, popic piwko i inne alkohole, pooglądac pornosy, pograc w gierki, generalnie poopie...c się, poflirtowac z innymi babkami (z wyjątkiem żony oczywiście), samochodzik najlepszej klasy, imprezki, gadżeciki itp. No to jest dopiero zycie... :) a nie jakieś użeranie się z własną i z natury wredną :) żoną... :)))))
  • oxf 13.07.11, 17:46
    by widzic my faceci jestesmy prosci jako ludzie. nawet sex jest dla nas prosty:)) A wy kobiety jestescie zbyt skomplikowane, i czasem dla ciebie samych chyba tez. Po prostu nie wiecie czego chcecie , wiedzac ze czegos chciecie tylko nie wiadomo czego. Ogolnie jest tak ze jak chlop ustepuje to znaczy ze taktyka jest sluszna wiec mnozy to spirale roszczen :))) Czy zycie to pole walki??? Zyc sie z wami nie da i bez was tez nie ;))
  • zuzi.1 13.07.11, 18:56
    Ależ my wiemy czego chcemy, chcemy byc przez was kochane, szanowane, doceniane, dostawac od Was dużo czułości i wsparcia w chwilach gdy tego nam potrzeba, czasem przytulenia w zupełnej ciszy, bez jakichkolwiek rozmów, chcemy, żebyście byli dla nas przyjacielami. Nie chcemy byc zdradzane, oszukiwane, poniżane, chcemy czuc wasze wsparcie w każdej sytuacji, nawet w kontaktach z waszymi mamusiami... :) Chcemy budzic się u waszego boku codziennie z uśmiechem i dawac wam wszystko to, czego same od was oczekujemy. Chcemy byc przez was podziwiane, dawac wam piękne dzieci i chcemy pic z wami kawę na tarasie ciesząc się, że mamy was u boku. Chcemy żebyście byli zaradni ale nie kosztem waszego zdrowia i czasu dla rodziny, chcemy, żebyscie nas od czasu do czasu zaskakiwali np. wspólną kolacją gdziekolwiek, wyjazdem na kilka dni chocby i do puszczy piskiej :) Chcemy czuc się u waszego boku jako te jedyne dla was i najważniejsze :) Chcemy czuc się jak prawdziwe kobiety w waszym towarzystwie, chcemy byc adorowane, chcemy, żebyscie byli prawdziwymi gentelmenami dla nas. To tyle... :) Proste prawda :)
    Nie życie nie powinno byc polem walki...życie powinno byc radością z każdego dnia i każdej chwili we dwoje :)
  • oxf 13.07.11, 19:09
    o rany, roszczenia rosszczenia i roszczenia. Chcecie ksieciow z bajki to wiem a potem obwinianie b-gu ducha winnych facetow za kobiece fanaberie.
  • zuzi.1 13.07.11, 20:00
    Napisałeś, że nie wiemy czego chcemy, więc Ci napisałam czego chcemy, stąd te roszczenia, roszczenia, roszczenia :) jak piszesz. Żadnych książąt z bajki nie chcemy, chcemy fajnych facetów po prostu !!!!! a nie zakompleksionych chłopaczków...
  • oxf 13.07.11, 23:56
    no ale brzuchek juz nie tak plaski , piersi juz nie te,, no i to bez podstawne marudzenie, wymieniac dalej???
  • zuzi.1 14.07.11, 00:02
    Kochany, brzuszek jest w porządku, piersi całkiem niezłe :) a marudzenia brak :) a BEZPODSTAWNE pisze się razem a nie oddzielnie, w gimnazjum tej zasady nie uczyli???
  • oxf 14.07.11, 00:05
    a nie mowilem. Marudzenie bez powodu :))) jak wy to robicie???? Jak wam sie to udaje???
  • zuzi.1 14.07.11, 00:15
    To nie marudzenie :) tylko wrażliowośc na poprawnośc polszczyzny :)
  • oxf 14.07.11, 00:19
    jasnne, zawsze mozna sie do czegos doczepic ;) jakbym slyszal swoja :)
  • zuzi.1 14.07.11, 00:31
    No dobrze zakończmy te przepychanki słowne :) miłęj nocy i więcej optymizmu szczególnie odnośnie kobiet, może i do Ciebie los się uśmiechnie :) pozdrawiam
  • zuzi.1 14.07.11, 00:41
    A i jeszcze zapomniałam dodac, że chcemy dobrego seksu najlepiej codziennie, wówczas nie czepiamy się wcale :)))
  • oxf 14.07.11, 19:41
    zuzi.1 napisała:

    > A i jeszcze zapomniałam dodac, że chcemy dobrego seksu najlepiej codziennie, wó
    > wczas nie czepiamy się wcale :)))

    ja tez.

    > No dobrze zakończmy te przepychanki słowne :) miłęj nocy i więcej optymizmu szc
    > zególnie odnośnie kobiet, może i do Ciebie los się uśmiechnie :) pozdrawiam

    moja zona to ideal, szczegolnie jak czytam te fora sobie to uswiadamiam. Moze zycie jest dosc nietypowe obecnie. powinien sobie chyba odpuscic te fora bo mozna sie z nich dowiedziec tylko o zdradach, niewiadomych i klopotach z nienacka. moje zycie tak nie wyglada i mam nadzieje ze nigdy nie bedzie...
  • zuzi.1 14.07.11, 20:16
    No to świetnie, że masz taką fajną żonę :) A na forach wiadomo, że pisze sie głównie o problemach niestety.
  • oxf 14.07.11, 20:20
    ja nie mam problemow i ktorych mialbym tutaj pisywac, a w kazdym razie w zakresie relacji z zona. choc moje zycie jest z lekka nienormalne bo zyjemy w dwoch krajach ;) moze wlasnie to mnie trocze popycha do czytania tych wszystkich "problemow", w ten sposob mozna sie na zas zamartwiac, albo wrecz przeciwnie uswiadamiac sobie ile problemow przez ostatnie 15 lat mnie ominelo i bardziej docenic co mam szczegolnie jakby mnie zachcialo sie zdradzac. ;))
  • zuzi.1 15.07.11, 12:45
    Mądrze piszesz :) Ja czytając te fora uświadamiam sobie ile zagrożeń może pojawic się w życiu nagle, jak ludziom na przestrzeni lat zmieniają się charaktery, priorytety i podejście do życia, małżonka etc. Ile osób zdradza i ile jest zdradzanych, horror... :( Ponadto, z wielu postów wynika, ze wielu młodych ludzi b. źle się dobiera, potem pobierają się i okazuje się, że mają kompletnie różne potrzeby emocjonalne i podejście do życia, i nie mogą się dogadac w najprostszych sprawach, i z zycia zamiast bajka robi się gehenna...:( Przykre to jest niestety...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka