Dodaj do ulubionych

Chcę żeby żona poszła do pracy-czy słusznie?

11.06.11, 23:11
Witam.
Na wstępie napiszę coś o sobie. Mam 37 lat, jesteśmy ze sobą już 19 lat, a małżeństwem 14.
Mamy dwoje dzieci w wieku 14 i 12 lat. Od początku naszego małżeństwa wziąłem ciężar utrzymania domu na siebie. żona zajmowała się domem. Gdy dzieci podrosły zaproponowałem że może powinna znaleźć sobie jakąś pracę, skończyło się awanturą i argumentami że dzieci jeszcze za małe że nie damy rady. Jestem ugodowym człowiekiem,(może nawet pantoflem) machnąłem ręką. Czasem wracałem do tego tematu, ale zawsze kończyło się awanturą. żona prowadziła dom (trzymała kasę,ja byłem od roboty, jakoś dajemy radę z jednej pensji).Od pewnego czasu zaczęło mi to jednak bardzo przeszkadzać. Denerwuje mnie fakt że marnuje swój wolny czas na latanie na ploty,seriale w tv.
Staram się tłumaczyć że dzieci już duże, żeby pomyślała o emeryturze (ma 33 lata żadnej pracy na koncie). Bez echa, powiedziała mi że ona żyje dniem dzisiejszym, żebym nie martwił się na zapas co ona będzie w życiu robić. A ja mam już dość, czuję że w tym związku już się wypalam( wzbiera we mnie złość że ja znowu do roboty a ona się wyleguje w łóżku). Patrze na inne małżeństwa gdzie obydwoje pracują i dzielą wspólnie wszystkie obowiązki.Dają radę. Czy postępuję słusznie?Przecież na starość nie utrzymamy się oboje z jednej emerytury. A jej to nie przekonuje.
Sam już nie wiem co robić. Mam do niej żal, że wszystko na mojej głowie, że ja muszę kombinować skąd wytrzasnąć więcej pieniędzy żeby starczyło do pierwszego.
Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji?
Edytor zaawansowany
  • Gość: Kobietka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.06.11, 23:29
    Wiesz widocznie została wychowana w rodzinie gdzie to facet utrzymuje dom " głowa rodziny". A troche sam ją przyzwyczaiłeś to teraz się buntuje, bo dobrze jej w domu siedzieć i zajmować się gotowaniem itd. A co do Twojego pytania to nie jest złe że chcesz aby pracowała... to naturalne zwłaszcza w tych czasach. Moze cięzko bedzie jej poszukać pracy bez doświadczenia ale zawsze może spróować. Jeśli tak bardzo się broni to może zaproponuj jej chociaz na poł etatu... Idzcie na jakiś kompromis.
  • berenika.5 12.06.11, 12:51
    "Jeśli tak bardzo się broni to może zaproponuj jej chociaz na poł etatu... Idzcie na jakiś kompromis. "

    wydaje mi się ze bez sensu jest takie ustalanie bo na kobietę 33 letnią bez doświadczenia zawodowego nikt za bardzo nie czeka z otwartymi ramionami. Więc to potencjalny pracodawca ustala zasady i ona będzie musiała się dostosować. Nie wydaje mi się, żeby mogła sobie pozwolić na wybrzydzanie.
  • Gość: kala IP: *.p7.InterArena.pl 12.06.11, 06:48
    Gdy dzieci podrosły zaproponowałem że może powinna znaleźć sobie jakąś pracę, skończyło się awanturą i argumentami że dzieci jeszcze za małe że nie damy rady.

    maja po 12i14lat
    i nie są to małe dzieciaki którymi trzeba zajmowac sie od rana do wieczora
    po prostu przyzwyczaiła sie do tego ze ty pracujesz a ona zajmuje sie domem
    i pańska żona nie wyobraża z pewnością siebie jako osobę pracującą


  • purpurowa_komnata 12.06.11, 08:20
    > Mamy dwoje dzieci w wieku 14 i 12 lat. Od początku naszego małżeństwa wziąłem c
    > iężar utrzymania domu na siebie. żona zajmowała się domem. Gdy dzieci podrosły
    > zaproponowałem że może powinna znaleźć sobie jakąś pracę, skończyło się awantur
    > ą i argumentami że dzieci jeszcze za małe że nie damy rady.

    To zależy. Jeśli ustaliliście,ze ty zarabiasz a ona zajmuje się domem-a teraz zmieniasz zasady gry- to się jej nie dziwię.
    Poza tym bez doświadczenia nikt na nią nie czeka- więc ona wie,że marna pensja- na stanowisku np. sprzątaczki będzie ją czekać.
    Więc bez 'noża na gardle"nie pójdzie.

    Moje życie bez pracy zawodowej nie jest satysfakcjonujące-więc pracuję. Osobiście nie wyobrażam sobie sytuacji w jakiej znalazła się twoja żona.

    Ale jeszcze jedno:najpierw oczekuje się od kobiety "rzuć wszystko" i zajmij się domem, a za kilka , kilkanaście lat "ruszaj do pracy". Niestety sporo osób- zwłaszcza mężczyzn nie pojmuje tego,że w konsekwencją wcześniejszego braku aktywności zawodowej bardzo często będzie taki stan na zawsze.

    --
    17.06.2009:-)
  • Gość: fomica IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.11, 22:52
    Dokładnie tak samo pomyślalam. Jesli dobrze liczę starsze dziecko urodziła w wieku 19 lat, czyli wtedy gdy wybiera się studia, zdobywa pierwsze praktyki. Nic nie wiadomo jakie ma wykształcenie, czy kiedykolwiek pracowała (np. zlecenia, dorywczo). Jeśli nie, to... ma problem bo będzie konkurować o pracę z 20-latkami bez doświadczenia, które chcą tylko dorobić do kieszonkowego.
  • lilyrush 12.06.11, 08:41
    Twoje oczekiwanie jest całkowicie naturalne, a żona lekko niemyśląca. Rozkłada mnie takie niemyślenie o przyszłości swojej i dzieci. A co by było jakbyś na przykład ja zostawił albo jutro Cie tramwaj przejechał? (oczywiście tego Ci nie życzę). Może należałoby z żona porozmawiać przedstawiając właśnie taki scenariusz. Ona jest zwyczajnie leniwa- nie pracowała przez kilkanaście lat, wiec dlaczego teraz miałaby niby zacząć to robić...
    Argumenty, ze taka była umowa byłby na miejscu, gdyby pan zarabiał krocie i w praca kobiety byłby zwykłą fanaberia. Ale chyba w tym wypadku to jest kwestia tego, żeby nie gimnastykować sie do pierwszego
  • purpurowa_komnata 12.06.11, 08:55
    > Argumenty, ze taka była umowa byłby na miejscu, gdyby pan zarabiał krocie i w
    > praca kobiety byłby zwykłą fanaberia. Ale chyba w tym wypadku to jest kwestia t
    > ego, żeby nie gimnastykować sie do pierwszego

    Pewnie tak...ale skąd wiesz jak było na początku. Pan ma logiczne argumenty-ale też narzuca wyłącznie swoją wolę.
    Powiem o sobie:
    rezygnacja z pracy zawodowej na kilka lat w moim zawodzie- to wypadnięcie z obiegu- brutalna prawda. Poza tym to na mnie spadają przeważnie niedogodności związane z posiadaniem dziecka. Więc to ja mam problem jak by co.
    Poza tym mój mąż nalegał na taką sytuację:mąż w pracy, żona w domu...nie wyraziłam zgody i uważam do dziś,ze to była odpowiednia dla mojej rodziny decyzja. Choćby dlatego,żeby mu się nie odmieniło po latach- zresztą nie tylko....
    > Twoje oczekiwanie jest całkowicie naturalne, a żona lekko niemyśląca..
    Zgoda w jednym:żona niemyśląca jest.
    Ale autorze posta założycielskiego przypomnij sobie:kto był bardziej za tym żeby żona poświęciła się rodzinie?
    Jeśli ty,to się nie dziw oporze żony-bo to działa na zasadzie:byłaś potrzebna w domu- to się podporządkowałaś, a teraz wynocha do roboty, czyli "murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść".

    --
    17.06.2009:-)
  • Gość: 36-latka IP: *.play-internet.pl 12.06.11, 10:48
    Co by było, gdyby Pan ją zostawił? Jego żona doskonale wie co: płaciłby na nią alimenty;p Ja też nie wyobrażam sobie życia bez pracy, ale z bliskiego otoczenia znam osoby, które mając po 30 lat nigdy nie pracowały i wcale tego nie chcą. Siedzą na garnuszku rodziców lub mężów i nie czują potrzeby pracowania. Skoro ktoś inny je utrzymuje, po co mają pracować? Co innego, kiedy kobieta/mężczyzna zajmuje się domem i dziećmi - to też praca. Warto chyba jednak dla samego siebie podjąć pracę zawodową - to także myślenie o przyszłości swojej i rodziny.
  • Gość: rita IP: *.dynamic.chello.pl 15.09.11, 16:44
    praca w domu to także praca ! niestety niektórzy o tym zapominają i najpierw mówią kobiecie , że będzie najlepiej jak zajmie się dziećmi i domem a potem że siedzi w domu. wypadła już zynku pracy i teraz nazywa się ją leniem! obrzydliwość!
  • Gość: Żona IP: *.adsl.inetia.pl 30.04.12, 10:00
    Wypadła z rynku pracy? Przecież nigdy nie pracowała. Jestem młodą żoną. Ugotowanie obiadu zajmuje maksymalnie godzinę. Dzieci są duże, mogą zjeść obiad w szkole. Sprzątanie nie jest takie ważne. Wiadomo, że jeśli kobieta jest w domu, to wszystko jest posprzątane na glanc, ale to nie jest jakiś warunek dobrego życia. Poza tym, gdyby ta kobieta poszła do pracy i ich życie mogłoby być na wariackich papierach, to i tak będzie lepsze niż stawianie wszystkiego na jedną kartę (męża). Niektóre kobiety mają za dobrze.
  • Gość: ryża małpa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.12, 14:41
    No nie żartuj sobie!
    jakoś rodziny, w których oboje rodzice pracują tez muszą wszytsko poogarniać, ugotować, zając sie dziećmi itd. Przez jakis czas siedziałam w domu więc wiem, że jeśli dzieci sa poza domem ( a tak jest w wypadku 12- i 14 latków) to zajmowanie się domem zajmuje max 3 h dziennie .
    Sama zmieniłam całkowice branże gdy miałam 30 lat ( zaczęłam w mojej robocie aktualnej od zera - porzuciłam poprzednia branżę w której miałam doświadczenie na rzecz bardziej perspektywicznej za 10 lat) więc kobita nie jest całkiem bez szans.Tylko musi się zgodzić na to, że będzie musiała się dużo uczyć i na początku mało zarabiać.
    Po prostu leniem wali na 100 km.
    A zabierz jej kase i wydzielaj na ciuchy, zachcianki i lakiery do paznokci. Może zmieni perspektywę, bo teraz nie ma powodu.
  • Gość: kobieta- niewolnik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.12, 17:11
    Najlepiej jak kobieta ma więcej obowiązków od mężczyzny, podejrzewam że dzieci nie są zaniedbane a to sporo pracy, prasowane, pranie, gotowanie i oczywiście jeszcze praca poza domem, człowieku zastanów się to ty powinieneś wobec tego więcej zarabiać, to że dzieci nie są już malutkie nie oznacza ze z większymi nie ma więcej pracy, skoro Ty tylko pracujesz i nic więcej Ciebie nie obchodzi to chociaż z tego obowiązku powinieneś wyjśc jak prawdziwy facet, szkoda mi twojej zony, ona pewnie nie ma czasu siedzieć w internecie i zadawać takich pytań
  • Gość: Mia IP: *.bb.sky.com 12.06.11, 09:22
    Nie dziwie sie,ze jestes zmeczony ta sytuacja.Twoja zona zapewne zasiedziala sie w domu i jesli nigdy nie pracowala to pewnie nawet nie umie sobie wyobrazic innego scenariusza.Jednak Wasze dzieci sa juz na tyle odchowane i samodzielne,ze smialo moglaby zaczac szukac chocby czegos na pol etatu.Osobiscie nie wyobrazam sobie byc w 100% zalezna od meza.Mam dwojke malych dzieci,jeszcze w pieluchach i pracuje.Co prawda zredukowalam godziny do minimum ale prace traktuje raczej jako cos dla mnie,okazje zeby wyjsc z domu do ludzi a przy okazji pare groszy ''na waciki'' wpadnie;)A jak Twoja zona wyobraza sobie sytuacje gdy dzieci sie wyprowadza?Juz za 5 lat najstarsze moze wyjechac na studia do innego miasta,to juz niedlugo przeciez.Ona nie zamierza nigdy pojsc do pracy?Rozwinac sie jakos,zrobic cos dla siebie?Mysle,ze musisz byc bardziej stanowczy jesli chodzi o ta kwestie.Nie dus tego w sobie i rozmawiaj z zona bo jak Ci sie nazbiera to wybuchniesz za jakis czas jak bomba.Wtedy moze to oznaczac koniec Waszego malzenstwa,a z postu wynika ze jestescie raczej udana para(poza kwestia pracy malzonki).Nie odpuszczaj tematu,wcale nie wymagasz zbyt duzo.
  • zakletawmarmur 13.06.11, 19:10
    Mam dwojke malych dzieci,jeszcze w pieluchac
    > h i pracuje.Co prawda zredukowalam godziny do minimum ale prace traktuje raczej
    > jako cos dla mnie,okazje zeby wyjsc z domu do ludzi a przy okazji pare groszy
    > ''na waciki'' wpadnie;)

    Ty masz wybór. Ona mieć go nie będzie. Dla niej praca będzie oznaczać 10 pełnych stresu h/dobę w markecie albo budce z hamburgerami:-) Z marudzącymi klientami, szefem, który traktuje podwładnych jako tanią siłę roboczą, bezpłatnymi nadgodzinami, pracą ponad siły -rozładowywaniem ciężkiego towaru. Nie oszukujmy się, nic lepszego nie znajdzie. I zarobi pewnie z 800 zł...
    Tak, mąż ma prawo wygonić żonę do roboty. Wcale jednak się jej nie dziwie dlaczego się chce z tego wymigać:-) Nie każda praca oznacza rozwój osobisty i pieniądze, takie zawody też istnieją ale szanse na nie mają tylko wykształceni ludzie z doświadczeniem zawodowym...

    --
    Pesymista twierdzi, że wszystkie kobiety to nierządnice. Optymista twierdzi, że nie, ale ma nadzieję.
  • max-tax 20.12.11, 14:54
    NOWY FACEBOOK O ZABARWIENIU EROTYCZNYM ----> WWW.SEXYCITY.PL/POLECAM/1872
  • wendd 12.06.11, 09:32
    Na pewno słusznie bo oboje małżonkowie są odpowiedzialni za utrzymanie rodziny.
    Dzieci i wymagania rosną, wydatki i potrzeby coraz większe więc jedną osobę ten ciężar utrzymania domu może zwyczajnie przerosnąć.
    I na nic umowy sprzed kilkunastu lat:) Czasy się zmieniają i trzeba się do tego dostosować.
    Postępowanie żony jest mało odpowiedzialne - nie jest ani nie próbuje być samodzielna.
    Co prawda nie piszesz jakie ma wykształcenie, czy ma zawód - ale pewnie go nie ma, skoro w takim młodym wieku ma kilkunastoletnie dzieci.
    Jeśli nie praca to może jakaś szkoła, kursy zawodowe na początek?
    Jakaś może refleksja co stanie się ze mną czy dziećmi w stytuacji kiedy męża i ojca zabraknie? - bo odejdzie albo zachoruje i etc.

    Inna sprawa to czas wolny:) w czasie wolnym od pracy się odpoczywa - i Twoja żona robi to co lubi - siedzi przed TV lub wychodzi z domu:)
    Ty przecież też nie pracujesz 24h na dobę tylko jakiś czas wolny masz i robisz to na co masz ochotę:)
    Porozmawiaj poważnie z żoną - powiedz jej o swoich obawach dotyczących przyszłości i oczekiwaniach względem niej.
    Zaproponuj podział obowiązków domowych i zastanówcie się wspólnie jaką ona pracę czy szkołę powinna podjąć, a jakie prace domowe przejmiesz w tej sytuacji na siebie Ty.
  • berenika.5 12.06.11, 13:10
    "I na nic umowy sprzed kilkunastu lat:"

    nie zgadzam się. Umawiając się na to, ze kobieta rezygnuje z nauki ( może miała jakieś studia w planach albo coś) i pracy zawodowej każe się kobiecie strzelić sobie w kolano. A ciężko potem z takim kolanem biegać prawda?
    Nie oszukujmy się dzisiaj rynek jest pełen ludzi z wykształceniem wyższym i doświadczeniem zawodowym. Ktoś kto spełnił wolę męża i przez x lat siedział w domu na tym rynku nie będzie miał wzięcia.
    Ja osobiście uważam, że kobiety nie powinny się godzić na " chwilowe" siedzenie domu - chwilowe znaczy 10/15 lat bo to czysty idiotyzm, potem realnie patrząc to będzie z miotłą latać.

    Jeśli facet oczekuje od żony/ustala z nią że ona siedzi w domu to potem niech nie jęczy tylko ponosi konsekwencje swoich wyborów no sorry. Jeśli byłabym niemyśląca i mało ambitna i dała się zamknąć w domu na np 15 lat to sory ale jeśli alternatywą miałby być dla mnie latanie przez następnych 15 lat z miotłą to nie dałabym się wywalić z domu.

    Umowa, jak umowa - ma swoje konsekwencje. ( "Jak potrzebujesz niańki, sprzątaczki kucharki to zawierasz umowę a jak już ci nie jest potrzebna to zrywasz, szkoda, że kosztem żony"). O jakim więc zrywaniu umów my tu mówimy?

    Teraz to jedyne co autor może to zaproponować zonie jakiś kurs, i próby poszukiwania czegoś co mogłaby robić. Jak znajdzie to " alleluja" jak nie znajdzie to autor będzie ponosił konsekwencję umowy która wymagała siedzenia zon w domu przez X lat.
  • wendd 12.06.11, 14:15
    Berenika niewątpliwie masz rację, że umowy powinny być dotrzymywane ale życie niestety rządzi się swoimi prawami:)
    Ja sobie i moim bliskim też mogę dzisiaj obiecać, że za lat kilkanaście będę tak samo piękna, młoda, zdrowa i chętna do pracy ale przyszłość może nie być taka łaskawa.
    Na tym facecie spoczywa bardzo duży ciężar - zapewnienie bytu rodzinie, a ma obok siebie beztrosko żyjącą osobę i ja go rozumiem, że czuje się przytłoczony odpowiedzialnością.
    Zwłaszacza, że zaczął dość daleko wybiegać myślami w przyszłość - emerytura.
    Wiem, że się narażam w tej chwili ale dbanie o dom (choć to też ciężka praca) ma się nijak to tej presji jaką odczuwa człowiek, który musi na ten dom zarobić.
    Co innego kiedy mężczyzna daje radę - i taka sytuacja mu odpowiada.
    A co innego kiedy zaczyna to przerastać jego siły.
    Poza tym po co od razu kariera zawodowa?
    Wystarczy zwykła praca, która przyniesie trochę zajęcia i pieniędzy i pozwoli odczuć współmałżonkowi, że nie tylko on jest w tej rodzinie frajerem od czarnej roboty.
  • berenika.5 12.06.11, 14:58
    "Ja sobie i moim bliskim też mogę dzisiaj obiecać, że za lat kilkanaście będę ta
    > k samo piękna, młoda, zdrowa i chętna do pracy ale przyszłość może nie być taka
    > łaskawa."

    Porównanie jak dla mnie nieadekwatne. I nie może a na pewno.

    Nie można od kogoś żądać żeby wpierw zrezygnował z drogi zawodowej, a potem wywalić go w niezbyt atrakcyjnym dla rynku pracy wieku, bez żadnego doświadczenia zawodowego. To tak jakby podjąć z kimś decyzje o dziecku - a potem bo za dużo obowiązków żądać ażeby było jak dawnej ( bez dziecka). Decyzja to decyzja, nie da się jej cofnąć bez konsekwencji.

    Owszem spoczywa na nim bardzo duży ciężar ale to jest po części jego wina. I żądanie nic nie da, bo nie odwróci X lat. Jedyne co może zrobić to przekonać żonę do jakiś kursów i dać pełne wsparcie a i to nie jest żadną gwarancja. Jest tylko szansą.

    "Co innego kiedy mężczyzna daje radę - i taka sytuacja mu odpowiada. "

    Aha, czyli jak odpowiada to sobie siedź i marnuj się, a jak przestanie to spad do pracy - szkoda tylko, że za bardzo nie ma się z czym iść do tej pracy. Tak nie można robić! Dla własnego dobra więc kobiety w ogolę nie powinny zgadzać się na to męskie " zajmij się domem" bo za 1 5 lat mu się poprzestawia i zmieni zdanie, szkoda, że kosztem drugiego. Bo może to drugie z " przymusu" osiągnęło by coś fajnego w życiu zawodowym ale nie miało okazji bo skusiło się na " zabawę w dom"

    Ale zaraz, piszesz: co innego jak mężczyzna daje radę i sytuacja mu odpowiada
    - ale jak długo odpowiada? Skąd to wiedzieć?
    _ skoro mąż ustala z druga połową takie zasady, że ona siedzi w domu to odpowiada czy nie? I jak długo będzie odpowiadać? Może wartowałoby to tez ustalić zanim kobieta poświeci się całkowicie co?

    Ja ogólnie nie jestem zwolennikiem siedzenia kobiet w domu x lat, rezygnowania z własnych zawodowych ambicji...itp ale tutaj abstrahując od stopnia ambicji pani z postu będę jej bronić. Bo wkurza mnie i to niesamowicie umawianie się z kobietą na jej role matki polki kosztem jej rezygnacji z zawodowego życia a potem kiedy PANU I WŁADCY się znudzi wywalenie jej na rynek pracy - GOŁĄ i wesołą. To jest po prostu nieuczciwe. Ona powinna od początku mieć świadomość że Pan chce ażeby pomogła w utrzymaniu domu - miałaby może szanse wcześniej coś podziałać - a zamatowała tyle lat. Jak dla mnie obydwoje są są winni takiej sytuacji ale teraz to święte oburzenie męża mnie drażni. Obudził się z zimowego snu.

    Jaka to jest zwykła praca?
  • wendd 12.06.11, 15:32
    33 lata pani - 14 lat dziecka = 19 - 9 miesięcy ciąży = ok. 18 lat pani i ok. 22 pana kiedy podejmowali te ważkie decyzje.
    Umawiać to się można (zwłaszcza w tym wieku) na różne rzeczy ale życie później te plany zazwyczaj weryfikuje:)
    Bo takie właśnie jest.
    Ja odnoszę się do tego co napisał autor wątku - a pisze, że żona do jakiejś aktywności poza domem się nie wyrywa.
    On dorósł w międzyczasie i poczuwa się do odpowiedzialności za przyszłość swoją i jej.
    A ona w wieku lat 33 nie.
  • Gość: berenieka IP: *.multinet24.pl 12.06.11, 18:05
    aha i do skończenia 33 r ż wszystko pasowało.dopiero teraz jest czas na to ażeby coś zmieniać. No wybacz ale dla mnie czas na takie stawianie sprawy powinien był nastąpić znacznie wcześniej. Należy się jednak cieszyć, że nie rypnęło się po 40 kobiety. I co? Najlepiej wtedy stanąć i powiedzieć komuś: Sory, wiem, ze się umawialiśmy ale życie zweryfikowało nasza umowę i zrób coś - pytanie tylko co?

    hmm piszesz, że musiała mieć 18/19 lata a 25, 26 pani nie miała?

    I dalej, przecież po porodzie matki często przez nawet 2 lata zostają z dziećmi i uważają to za normalne. I co wtedy nie można było zweryfikować decyzji ( 22 l) - kiedy był bardzo realny czas na wszystko?

    A jak ma się wyrywać skoro
    a) nigdy nie pracowała
    b) nie ma doświadczenia w wieku 33 lat wiec ( nie wiadomo jak z wykształceniem - jakiś zawód może) atrakcyjna dla potencjalnego pracodawcy nie jest raczej.
    c) zdaję sobie sprawę, że w tym wieku z takim doświadczeniem będzie miała bardzo kiepską pracę raczej.

    Do czego się tu rwać? Gdyby miała 25 lat zapewne bym się zdziwiła. Teraz nawet nie. Dziwię się, że nie pomyślała wcześniej o sobie i dała się zrobić "w bambuko".

    Oczywiście należy wziąć pod uwagę lenistwo i bierność ale ile jest osób biernych i leniwych które pracują ? Po prostu po szkole pierwsza praca i tak leniwie się to ciągnie?

    Na jej miejscu znalazłabym jakiś kurs albo coś co mnie interesuje większa szansa, że się zmotywuje i uwierzy w siebie.

    o wow, dorósł szok. Tylko mu gratulować. dobrze że się wyrobił przed 40.
  • wendd 12.06.11, 19:36
    Ja nie dywaguję nad tym, czy żona autora miała w życiu jakieś naukowe czy zawodowe ambicje i czy jest coś, co jej w realizacji tych planów przeszkodziło.
    Kolejny raz powtarzam, że odnoszę się bezpośrednio to tego co napisał autor wątku, a napisał, że jest sfrustrowany sytuacją w domu i próbował na ten temat z żoną rozmawiać.

    "Gdy dzieci podrosły zaproponowałem że może powinna znaleźć sobie jakąś pracę, skończyło się awanturą i argumentami że dzieci jeszcze za małe że nie damy rady. Jestem ugodowym człowiekiem,(może nawet pantoflem) machnąłem ręką. Czasem wracałem do tego tematu, ale zawsze kończyło się awanturą. żona prowadziła dom (trzymała kasę,ja byłem od roboty, jakoś dajemy radę z jednej pensji).Od pewnego czasu zaczęło mi to jednak bardzo przeszkadzać. Denerwuje mnie fakt że marnuje swój wolny czas na latanie na ploty,seriale w tv.
    Staram się tłumaczyć że dzieci już duże, żeby pomyślała o emeryturze (ma 33 lata żadnej pracy na koncie). Bez echa, powiedziała mi że ona żyje dniem dzisiejszym, żebym nie martwił się na zapas co ona będzie w życiu robić. A ja mam już dość, czuję że w tym związku już się wypalam( wzbiera we mnie złość że ja znowu do roboty a ona się wyleguje w łóżku). "

    Kobieta ma dopiero 33 lata:) Można się jeszcze wiele nauczyć i sporo osiągnąć - trzeba tylko czuć taką potrzebę.
    Z błogiego myślenia, ze skoro dobry Bóg dał męża i dzieci, to w przyszłości da i na dzieci nic dobrego nie wyniknie.
    Małżeństwo to nie tylko zobowiązania współmałżonka wobec nas ale także obowiązek udzielenia mu wsparcia kiedy tego potrzebuje.
    Autor tego wsparcia w żonie nie czuje, a przynajmniej to wynika z jego wpisu:)
  • wendd 12.06.11, 20:01
    W życiu różnie bywa:) mężowi zdarza się umrzeć, zachorować, mieć, wypadek, mieć doła, popaść w depresję, alkoholizm czy zniechęcenie - chociaż przecież obiecywali troszczyć się i pracować na dom:)
    Role się odwracają.
    Praca sprzątaczki - latanie na miotle jak to ktoś pogardliwie określił powyżej naprawdę nie jest czymś najgorszym, co się może w życiu przytrafić.
    Znacznie bardziej przykre jest popaść w finansową zależność od kogoś i skazywać się na związany z tym brak szacunku drugiej strony.
    A to właśnie w tym związku się dzieje.
  • Gość: Żonka IP: *.adsl.inetia.pl 30.04.12, 10:10
    To lepiej w ogóle nie pracować, skoro trzeba zacząć od kiepskiej, małopłatnej pracy, która nie jest ambitna i nie prowadzi do rozwoju zawodowego?!
    Powiedz to tym wszystkim absolwentom uczelni wyższych w Polsce, którzy nie mają 33 lat, a jedynie 24 lata.
    W głowach się niektórym poprzewracało. Każdy by chciał robić coś ambitnego, czym sie można znajomym pochwalić. Niestety ktoś musi pracować jako kasjer, sprzątaczka czy sprzedawca.
  • berenika.5 12.06.11, 12:44
    a tak abstrahując od tego, że powinna, że dzieci nie są za małe to czy:

    kobieta bez żadnego doświadczenia zawodowego, która ma zamiar w wieku 33 lat zacząć karierę zawodową jest w stanie uzbierać na emeryturę a wcześniej znaleźć stałą pracę? (Pytam z czystej ciekawości)

    Wiadomo, ze dużo zależy od chęci, zawodu, czasem znajomości ale jak przyjdzie 33 latka i 24 latka z doświadczeniem w danej pracy z dodatkowymi kalifikacjami to średnio to widzę szanse tej pierwszej.

    Jaki twoja żona ma zawód? Może warto, żeby jakieś kursy porobiła przed. Im dłużej będzie zwlekała tym trudniej będzie.



  • Gość: kobieta24 IP: *.adsl.inetia.pl 30.04.12, 10:44
    Są prace, do których przyjmują każdego. Czemu jak pada słowo "praca", to wszyscy wymyślają zaraz stanowiska biurowe, itp. Po co używać wyrażenia "kariera zawodowa". Trzeba zacząć pracować gdziekolwiek. W niektórych pracach zwraca się uwagę, aby potencjalny pracownik nie zwolnił się po kilku tygodniach, czyli aby nie był wykształcony i nie traktował tej pracy "przelotem".
  • potwor_z_piccadilly 12.06.11, 16:50
    Wszystko ok. prócz jednego.
    Mądre przysłowie głosi "z niewolnika nie ma pracownika".
    Zmusić, przekonać szantażem ją możesz, lecz licz się z pogorszeniem waszych relacji.
    Nie ma lekko.
    Coś za coś.
  • tygrysiatko1 12.06.11, 17:15
    wybacz, ale prowadzenie domu to też praca... i to ciężka... skoro przez 19 lat godziłeś się na taki stan rzeczy to nie dziw się, ze jest sprzeciw...
    rozumiem Cię, ja sobie akurat nie wyobrażam, żeby mnie mężczyzna miał utrzymywać, ale rozumiem rónież kobiety, które mówią, że utrzymanie domu jest niedoceniane przez facetów - dzieci masz odchowane, w domu pewni posprzątane obiad na stole... doceniasz to??
  • Gość: takie jest moje zd IP: *.multinet24.pl 12.06.11, 18:21
    prowadzenie domu jako ciężka praca to swoją drogą.
    Ale jak można ustalać z kobietą pewien podział który pasuje obojgu , pozwolić, żeby ONA z wygody, lenistwa, głupoty no i tez na początku z konieczności ( bo kto wypierze majtki, da zupki, odprowadzi do przedszkola, pójdzie na spacer?) zatraciła się w tym, olała życie zawodowe , rozwój swoich kwalifikacji na ponad 10 lat (!) a potem się wycofywać kiedy ona ma 33 lata ( bo się niby zmądrzało) i wywalić ją na rynek pracy? dodać do tego bierność i powstaje pytanie " z czym do ludzi" ?

    Szkoda, że po 40 nie walnął jej tego między oczy.

    Owszem , jestem za tym, żeby pani poszukała czegoś co ją interesuje, strzeliła sobie kurs i może coś z tego będzie ale bez jaj czas na takie decyzje był dawno temu. A żądanie żeby już teraz poszła, nie wiadomo gdzie bo "ja pan i władca " się obudziłem, zmęczyłem się ( bo wszyscy zapewne czekają z otwartymi ramionami) jest po prostu śmieszne.
  • lilyrush 12.06.11, 19:31
    Ludzie...ta kobieta ma dopiero 33 lata a nie 60!
    biorąc pod uwagę, że kobieta idzie na emeryturę w wieku lat 60 to ona może jeszcze pracować 27 czyli zdecydowanie dłużej niz jako osoba dorosła siedziała w domu
    co do wykształcenia- zdecydowanie łatwiej jest znaleźć prace mając mniejsze kwalifikacje i doświadczenia niz kiedy ma sie super wykształcenie i spora specjalizacje.
    Poza tym ja nie wierze w żadne marzenia pani o stadiach i karierze przerwane przez dzieci, bo gdyby pani chciała to i mając dzieci juz dawno byłaby po studiach i pracowała. Dla mnie wyglada to na kobiete, ktora wzorem połowy pan w naszym kraju za swoj najwiekszy cel uważa siedzenie w domu z dziećmi i o żadnej pracy nawet nie przyszło jej do glowy pomyslec. O ile pierwsze dziecko w wieku 18 lat mogło byc wpadka (ale w tym wieku o myslenie tez sie mozna pokusic- to do pana uwaga takze) to na pewno drugie juz bylo przynajmniej dla tej pani świadome
    Prowadzenie domu jest ciezką praca, sam to robie to wiem. W dodatku mam dziecko, a były mż sie nie poczuwa. Ale to jakos nie przeszkadza mi pracowac

    A teraz mozecie sie na mnie wyżyc, czasami ktos przykra prawde napisac musi
  • zawsze-soffie 12.06.11, 19:44
    zdecydowanie łatwiej jest znaleźć prace mając mniejsze kwalifikacje i doświadczenia niz kiedy ma sie super wykształcenie i spora specjalizacje.

    yhy, jako sprzątaczka będzie bezcenna. :DDD

    Chętnie poczekam na relacje z poszukiwań pracy.
    hłe hłe teoretycznie to ona może pracować do 100 tyko czy będzie miała dla kogo :D
    --
    Jestem: młoda, głupia i naiwna - nie wykorzystujcie tego !
  • lilyrush 12.06.11, 20:28
    coz- jeśli sie w wieku do tego adekwatnym uczyć nie chciało to czasami trzeba zaczynać od sprzątaczki, żeby iść gdzieś dalej.
    A zupełnie przy okazji- kim Ty jesteś, żeby w taki pogardliwy sposób wyrażać sie o paniach sprzątaczkach? Panienka, która sobie w życiu praca fizyczna rączek nie skalała? Chyba tylko to, ze jestes głupia, młoda i naiwna może tłumaczyć taki brak szacunku dla innych
  • wendd 12.06.11, 20:51
    lilyrush napisała:

    > coz- jeśli sie w wieku do tego adekwatnym uczyć nie chciało to czasami trzeba z
    > aczynać od sprzątaczki, żeby iść gdzieś dalej.
    > A zupełnie przy okazji- kim Ty jesteś, żeby w taki pogardliwy sposób wyrażać si
    > e o paniach sprzątaczkach? Panienka, która sobie w życiu praca fizyczna rączek
    > nie skalała? Chyba tylko to, ze jestes głupia, młoda i naiwna może tłumaczyć ta
    > ki brak szacunku dla innych

    Czy to było do mnie?:)
    Ja się pogardliwie nie wyrażam...) jak tylko napisałam, że pogardliwie o sprzątaczkach piszą rozmówczynie powyżej:)
  • lilyrush 12.06.11, 21:02
    wendd napisała:

    > Czy to było do mnie?:)
    > Ja się pogardliwie nie wyrażam...) jak tylko napisałam, że pogardliwie o sprząt
    > aczkach piszą rozmówczynie powyżej:)

    A czy to jest pod Twoim postem?
    Popatrz na drzewko- to do postu głupiej, młodej i naiwnej
  • galwaygirl 12.06.11, 22:14
    lilyrush napisała:

    > coz- jeśli sie w wieku do tego adekwatnym uczyć nie chciało to czasami trzeba z
    > aczynać od sprzątaczki, żeby iść gdzieś dalej.
    racja! nie jedna za mloda matka byla zmuszona olac szkole i zajac sie doraznie praca na szmacie, zeby pozniej moc sie powoli rozwijac i jakos normalnie funkcjonowac. znam conajmniej kilka, ktore majac male dzieci sprztalay (czy cos...), a po -nastu latach zasiadaja na wysokich stanowiskach. w koncu jak sie chce to mozna! :)

    --
    www.suwaczki.com/ticker.php?pic=tb73qtkfriogravk
  • zuzi.1 14.09.11, 13:46
    Ta pani nie musi iśc do nikogo na etat, może sama założyc własną działalnośc np. opieka nad dziecmi w domu, firma sprzątająca, opieka nad osobami starszymi, zrobic kurs na robienie tipsów/manicure hybrydowy itp. jest wiele możliwości, trzeba tylko chciec...
  • wendd 12.06.11, 20:03
    W życiu różnie bywa:) mężowi zdarza się umrzeć, zachorować, mieć, wypadek, mieć doła, popaść w depresję, alkoholizm czy zniechęcenie - chociaż przecież obiecywali troszczyć się i pracować na dom:)
    Role się odwracają.
    Praca sprzątaczki - latanie na miotle jak to ktoś pogardliwie określił powyżej naprawdę nie jest czymś najgorszym, co się może w życiu przytrafić.
    Znacznie bardziej przykre jest popaść w finansową zależność od kogoś i skazywać się na związany z tym brak szacunku drugiej strony.
    A to właśnie w tym związku się dzieje.
  • potwor_z_piccadilly 12.06.11, 21:20
    wendd napisała:

    > Role się odwracają.

    Właśnie.
    Kiedyś jeden facet pracując, utrzymał dom.
    Ale pieniążki korcą, więc panie poszły do pracy i owszem, kilka lat było fajnych, lecz do czasu w którym władze dbając o prawidłową proporcję między podażą a popytem zaczęły kroczek po kroczku, powoli ciąć zarobki. Inaczej, zaczęto gmerać w sile nabywczej pieniądza. W efekcie dziś, w większości gospodarstw domowych jedna osoba nie jest w stanie utrzymać rodziny.

    > Praca sprzątaczki - latanie na miotle jak to ktoś pogardliwie określił powyżej
    > naprawdę nie jest czymś najgorszym, co się może w życiu przytrafić.

    Nie zapominajcie o jednym fakcie. Babka nie chce pracować i jeśli małżonek zaproponuje jej pracę na miotle, to jak sądzę nim skończy mądry wywód, już miotłą dostanie.

    > Znacznie bardziej przykre jest popaść w finansową zależność od kogoś i skazywać
    > się na związany z tym brak szacunku drugiej strony.

    Wzajemny szacunek w związku nie jest zależny od ilości posiadanych pieniędzy. Ja znam i zapewne wy znacie wiele przykładów na prawdziwość tego co napisałem.

    > A to właśnie w tym związku się dzieje.

    W tym związku małżonek chce kupić prawdopodobnie nowe auto, a nie styka mu kasy i stąd całe zamieszanie.
    Czy nie tak autorze ?

  • wendd 12.06.11, 21:30
    Ale tutaj chyba chodzi nie tylko o ilość pieniędzy ale raczej o wkład jaki ma każda strona w utrzymanie domu.
    Wg autora jego jest większy i czuje się wykorzystywany.
  • potwor_z_piccadilly 12.06.11, 21:51
    wendd napisała:

    > Ale tutaj chyba chodzi nie tylko o ilość pieniędzy ale raczej o wkład jaki ma k
    > ażda strona w utrzymanie domu.

    Jego wkład nie tyle jest większy, co jedyny w tym związku. Bo to wiesz, chłopcy dysponują tym co się wkłada, a dziewczynki, tym w co się wkłada.

    > Wg autora jego jest większy i czuje się wykorzystywany.

    Sprawę wkładu i kwestię jego wielkości już sobie wyjaśniliśmy.
    Pozostało się tylko zastanowić kto tu jest wykorzystywany, a kto wykorzystuje.


  • beznadziejnyfacet 12.06.11, 22:51
    Dzięki za wasze opinie.
    troszkę wyjaśnień:
    Kiedy braliśmy ślub ja miałem 23 lata żona 19.
    żona ukończyła szkołę zawodową handlową.
    Na początku naszego małżeństwa naprawdę wydawało mi się że jestem w stanie świat zwojować.I to do pewnego czasu się udawało. byliśmy na dorobku, wszystko brane na raty,ale jaka satysfakcja że pomału czegoś się dorabiamy ( wtedy mieszkaliśmy u rodziców i moja pensja 1000zł wystarczała). I jak to się mówi apetyt rośnie w miarę jedzenia. Podnoszenie standardu życia,(większa pensja) kolejny kredyt - kupno mieszkania, i tak jak napisał WENDD
    człowiek z wiekiem dojrzewa i zdobywa mądrość życiową. Ilu z was moi mili cofnęło by się w czasie i podjęło inne decyzje życiowe, mając obecne doświadczenie?
    To nie jest tak że murzyn zrobił swoje...Proponowałem żonie już 5 lat temu, że może warto
    czegoś poszukać, nawet na pół etatu, chociaż wiem że do emerytury chyba się to nie liczy.
    A myśląc o przyszłości, co mogę zaoferować dzieciom jak będą chciały iść na studia, wziąść ślub etc.
    Jak im mogę pomóc, nie będąc w stanie odłożyć ani złotówki?Kolejny kredyt?
    Sam już nie wiem jak to rozwiązać. Może faktycznie nie myśleć i żyć dniem dzisiejszym.
    A co do naszego związku, czy jest udane? Myślę że nie,bo gdy były małe dzieci to starałem się żonie pomagać w prowadzeniu domu. W weekendy ja gotowałem, sprzątałem w domu,
    dawałem dużo od siebie żeby mogła odpocząć. teraz niestety nie mam nic w zamian.A uwierzcie proszę brak wsparcia to najgorsze co może być. Ciągle zastanawiam się co będzie jak stracę pracę.
    W mojej miejscowości nie znajdę pracy za takie pieniądze jak mam teraz( 12 lat w jednej firmie).
    mam charakter ugodowy, wolę po prostu przytaknąć niż iść na noże, ale dłużej chyba tak się nie da.



  • Gość: fomica IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.11, 22:59
    A tak z czystej ciekawości: sprawdź oferty pracy na jaka może liczyc żona (biorąc pod uwage jej kwalifikacje, wykształcenie). Czy w ogóle jest w waszej miejscowości coś co ona moglaby robić? Czy masz jakieś informacje, widziałes na własne oczy ofertę do której ona spelnia wymagania? Poważnie pytam.
  • beznadziejnyfacet 12.06.11, 23:47
    Tak. Są oferty, nawet na pół etatu- fakt że real,tesco czy biedronka, ale na początek może by wystarczyło. Ważne że możliwy jest punkt zaczepienia. Niestety żona powiedziała że pójdzie jak będzie chciała. I na nic moje argumenty, które były poruszane powyżej.
  • mayenna 15.12.11, 10:15
    beznadziejnyfacet napisał:

    > Tak. Są oferty, nawet na pół etatu- fakt że real,tesco czy biedronka, ale na po
    > czątek może by wystarczyło. Ważne że możliwy jest punkt zaczepienia. Niestety ż
    > ona powiedziała że pójdzie jak będzie chciała. I na nic moje argumenty, które b
    > yły poruszane powyżej.
    Mola, u mnie tez sa takie oferty, teoretycznie.W praktyce jak coś jest to znajomi dostają. Do castoramy było kilku chętnych na jedno miejsce.
    On tu nie pisze że znalazł jej pracę. Tylko ogólnie ze są oferty:)
    Minimalna minus podatek to na reke wychodzi ok. !000 zł.I ja wiem, że to juz realna kwota.
    Ale muzę ona rzeczywiście nie może znaleźć innej roboty.
    Mnie jeszcze interesuje je postawa o której pan nie pisze. czy żona np. była zarejestrowana jako bezrobotna? To tez w pewien sposób pokazuje czy ona nie chce pracy.
    To co pan pisze o jej odpowiedziach na jego propozycje pójścia do pracy to ja dziele przez aspekt emocji.Pan naciska, ze wskazaniem ze ona nierób i on ja utrzymuje to sie broni jak umie.
    Moja przyjaciółka pracująca w momentach gdy mogła, prowadząca dom tez słyszy od byłego ze cały majątek to jego bo nic w zryciu nie robiła, a to kompletna bzdura. Nie mówiąc o tym ze jak zaczęła pracować na zmiany po rozwodzie to on uważał, że dzieci zaniedbuje.
    Czasem mężczyźni nie bardzo wiedzą czego chcą:)

    Nie wiem jak tu jest i pokazuje panu, ze niekoniecznie jest tak, jak on sobie myśli.
  • mayenna 15.12.11, 10:19
    Pól etatu w tych marketach to może być akurat 400 zł . Ciekawe co ona dokładnie robi. Zobacz, że pan ma wizje tego co ona powinna, a nie dopuszcza do siebie faktów, że ona coś jednak zrobiła i pracuje. Nadal jest nie tak: nie taka posada i nie tak płatna.To mnie zastanawia.
  • Gość: ola IP: *.vivaldiego.wroclaw.pl 13.06.11, 01:13
    Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której jako kobieta nie pracuję. Byłoby mi głupio i zwyczajnie nie wytrzymałabym tyle w domu :)

    Niestety myślę, że Twoja żona nie może już usprawiedliwiać się dziećmi, gdyż są za duże. Przyzwyczaiła się do wygody i braku obowiązków zawodowych. To wynika ze zwykłego lenistwa. Kobiety nawet bardzo małych dzieci pracują i chcą pracować. Zresztą matka tylko w domu- to też nie jest zbyt dobry przykład. 33 lata i nigdy nie pracować? Nie, to nie jest normalne. Brak ambicji, chęci związku partnerskiego z Tobą i zwykle wygodnictwo.
  • mlodyniedowziecia 19.10.11, 16:34
    Dziećmi już raczej usprawiedliwiać się nie może. Nawet sąd nie przyzna alimentów 33-latce (na nią, bo na dzieci tak) jeśli nie pracuje. Siedzenie w domu można usprawiedliwić do momentu pójścia dziecka do szkoły (pomijam wyjątki takie jak niepełnosprawność).
    A najgorszy jest kiepski przykład dawany dzieciom i brak myślenia o ich przyszłości.
  • wendd 13.06.11, 10:29
    Metoda na noże zapewne nic dobrego nie zdziała zwłaszcza, że jak piszesz żona jest przyzwyczajona do rządzenia w domu i to ona trzyma kasę.
    Załóż konto oszczędnościowe (jest mnóstwo darmowych kont internetowych) i usiądź z żoną do poważnej rozmowy.
    Powiedz jej o swoich obawach i potrzebach oszczędzania na przyszłość.
    Idź wcześniej do łazienki i obejrzyj jakie kosmetyki stoją na półkach, jakie proszki do prania, płyny i etc. Zajrzyj do lodówki, szafy jej i dzieci - miej pojęcie o cenach żarcia, ciuchów, kosmetyków. Zastanów się z czego można zrezygnować, albo kupić tańsze.
    Później pogadaj o kwocie jaką chcesz co miesiąc zaoszczędzić - to może być nawet niewielka kwota, na początek nie liczy się ilość lecz działania wychowawcze.
    I niech to będzie kwota np odpowiadająca jej miesięcznym wydatkom na kosmetyki, ciuszki, ciasteczka i etc.
    Do utrzymania higieny woda, mydło, szampon do włosów, pasta do zębów, podpaski i papier toaletowy wystarczy. 33-latka z ciuchów i butów już tak szybko nie wyrasta jak np 3-latka.
    Rozliczaj z wydatków, sprawdzaj rachunki, jeździj razem z nią na zakupy.
    Bądź spokojny, stanowczy, troskliwy i trzymaj się planu. Nie krzycz, nie strasz, nie rób awantur - bo odbierze to jako działania represyjne albo znęcanie się nad rodziną.
    Odłożyć zawsze coś można nawet z niewielkich dochodów.
    A żona dopóki nie odczuje jakichś braków (dla kobiety rezygnacja z kosmetyków jest bardzo dotkliwa) nie będzie czuła potrzeby pracy i zarabiania.
    Zapytaj o radę na forum życie rodzinne - oni tam pewnie mają to przerobione na wszystkie sposoby, a dodatkowo na pytania odpowiada psycholog.
    Możesz jeszcze nie wstać z łóżka rano w poniedziałek i zakomunikować, że przez następne pół roku albo rok będziesz miał depresję i niech to ona teraz troszczy się o Ciebie ale to chyba też nie jest dobra metoda.
    Powodzenia:)
  • Gość: 4y IP: *.adsl.inetia.pl 13.06.11, 15:13
    Popełniłeś błąd. Powinieneś zmienić płeć w twojej opowieści z "żony" na "męża", wtedy byś usłyszał co tak naprawdę powinieneś z nią zrobić, i to tak dosadnie, że nie miałbyś żadnych wątpliwości co do przyszłych swoich działań. Teraz poszukaj i przeczytaj kilka wątków gdzie w/w zmiana występuje i będziesz miał odpowiedź.
  • beznadziejnyfacet 13.06.11, 19:12
    Ceny w sklepach znam, przecież po pracy też robię zakupy. A kosmetyki ciuch?
    Nic z tych rzeczy. Pełny minimalizm. Przecież ja na siebie nie wydaję, to po co mam iść do pracy?
    Brakuje do pierwszego? Ok. Mamy coś na raty, sprzedajmy, brak rat, brak problemu. Przecież na życie wystarczy. Ale jakie życie? Widzę że temat nie do przejścia. Najgorsze jest to że od tygodnia ze sobą nie rozmawiamy.
    nie wiem sam co dalej robić, jestem już w pół drogi. Albo wóz albo przewóz?
    Wiem i trochę ją rozumiem, bo moje życie niewiele się tu zmieni, a jej w przypadku podjęcia pracy bardzo- ale czy na gorsze?
    Sam fakt wyjścia do ludzi, zmiana środowiska to chyba już duży plus?
    Sam już nie wiem. Boję się że jak mnie kiedyś zabraknie to co dalej?
    Wiem że nie ma sytuacji bez wyjścia,ale ja teraz go nie widzę.Sam już nie wiem co dalej.
  • wendd 19.06.11, 00:22
    No więc nie pozostaje nic innego jak tylko cierpliwość i rozmowa:)
    Może w końcu żona też odczuje potrzebę zmiany w życiu.
  • blo-dka 22.06.11, 02:06
    Gość portalu: 4y napisał(a):

    > Popełniłeś błąd. Powinieneś zmienić płeć w twojej opowieści z "żony" na "męża",
    > wtedy byś usłyszał co tak naprawdę powinieneś z nią zrobić, i to tak dosadnie,
    > że nie miałbyś żadnych wątpliwości co do przyszłych swoich działań. Teraz posz
    > ukaj i przeczytaj kilka wątków gdzie w/w zmiana występuje i będziesz miał odpow
    > iedź.


    Jak facet urodzi dziecko, to wtedy możemy się tymi pojęciami swobodnie wymieniać
  • Gość: m IP: *.dynamic.chello.pl 13.06.11, 22:03
    czuję sie tak jak by to mój mąż pisał o mnie. słuchaj kazales jej sie lenic a teraz ja wyganiasz nie ma pojecia o robocie i nie chce jej sie to skutek zatrzymania w miejscu
  • Gość: m IP: *.dynamic.chello.pl 13.06.11, 22:04
    i nawet masz tyle lat co ja a ja tyle co twoja zona szok.. PIOTRUS TO TY?
  • Gość: M IP: *.dynamic.chello.pl 13.06.11, 22:05
    A TO NIE TY BO JA MAM TYLKO JEDNO DZIECKO I MA 15 LAT
  • beznadziejnyfacet 13.09.11, 23:44
    Witam ponownie.
    Na wstępie bardzo dziękuję wszystkim za opinie na w/w temat.
    Po burzliwym pierwszym miesiącu, wprowadzaniu zmian w życiu codziennym, stanęło na tym, że:
    żona bardzo się obraziła
    sam robiłem zakupy przez 2 miesiące
    dzieciaki mają pretensję że kłócę się z mamą.
    Temat pracy jest tematem zakazanym.
    Obecnie po opłaceniu należności oddaje żonie pieniądze na życie i nic nie zostaje.
    Podsumowując:
    Nie warto było poruszać tego tematu ( zostałem wrogiem )
    W życiu mojej żony nic się nie zmieniło ( znaczy nowe odcinki seriali lecą )
    Dalej się czuję jak chłop pańszczyźniany.
    Tak więc drogi forumowiczu, jak powiedział ktoś mądry: zanim się ożenisz ( wyjdziesz za mąż) sprawdź w jakim gnieździe wyrosła twoja przyszła żona ( mąż ) - gniazdo prawdę Ci powie.
    I jeszcze jedno:
    Z kobietami nikt nie wygrał.Szczególnie jak są dzieci, czuję przez skórę że nimi manipuluje, zbyt dojrzałe pytania z ich strony..Oczywiście ojciec się czepia mamusi.
    Mi pozostało cierpliwie czekać aż dzieci będą samodzielne. Wtedy z jedną torbą zamknę drzwi z drugiej strony i nie obejrzę się za siebie.
    Tylko ta świadomość że to jeszcze 4 lata.
    Pozdrawiam.
  • Gość: ona37 IP: *.play-internet.pl 14.09.11, 06:57
    A któż Ci każe czekać aż 4 lata?? Niby dla dobra dzieci? Chcesz, by jeszcze przez 4 lata patrzyły na Wasze kłótnie, przekonywały się, że to tata jest winny całej zaistniałej sytuacji, by uczyły się niewłaściwych wzorców, a potem same je wprowadzały w życie? Napisałeś, by najpierw sprawdzić, z jakiego gniazda ktoś pochodzi, a popatrz w takim razie na gniazdo Twoich dzieci z perspektywy ich późniejszych partnerów. Nie rozumiem, jak ktoś mówi, że "dla dobra dzieci" dalej z kimś jest, pomimo tego, że kompletnie się nie układa. Pozdrawiam.
  • Gość: rita IP: *.dynamic.chello.pl 15.09.11, 16:49
    sam robiłeś zakupy przez 2miesiące! no , no to Ty bohaterem jesteś! należy Ci się medal!
  • Gość: Żonka IP: *.adsl.inetia.pl 30.04.12, 10:37
    Musisz wiedzieć, że kobiety, które siedzą w domu, będą Cię atakować, że najpierw x lat temu na coś sie umówiłeś, a teraz nagle się wycofujesz. Tak jest wygodniej dla kobiety.
    Mój mąż zarabia 2 razy więcej ode mnie i pracuje więcej ode mnie, więc ja się zajmuję domem, a on po powrocie do domu odpoczywa. Napisałam to nie po to, żeby pokazać jaka jestem wspaniałomyślna, ale po to, żeby pokazać, że Twoja żona nie robi nic nadzwyczajnego, że jest panią domu. Świadomość, że trzeba wstać do pracy, spełnić oczekiwania pracodawcy, czekać na upragniony urlop są nieporównywalnie większym wysiłkiem niż robienie zakupów, obiadu, sprzątanie czy prasowanie. Nie sądzę, żebyś mówił do żony: "to zrobiłaś niewystarczająco dobrze, nie postarałaś się, itd.".
    Ponadto Twoja żona jest nieodpowiedzialna i egoistyczna w stosunku do Ciebie i Waszych dzieci. To nie te czasy - już w kolejkach się nie stoi.
    Znam ludzi, którzy się rozwiedli z tego powodu. Kobieta mówiła, że szuka pracy, ale wcale tak nie było i w końcu on miał dość, bo było im ciężko. Czuł się wykorzystany przez nią. Po rozwodzie poszła do pracy. Jej pierwsza praca była na producji. Trzymam kciuki za Ciebie.
  • ceramic 20.06.11, 10:49
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • ewa.zeromska 14.09.11, 11:49
    Doskonale cię rozumiem, teoretycznie masz absolutną rację, tylko w praktyce to nie jest łatwe.
    Jest podstawowe pytanie. Do jakiej pracy żona może pójść? Co ona umie? Czy w ogóle ma jakiś zawód?
    Jeśli nie, to raczej należałoby pomyśleć o tym, żeby się dokształciła, nauczyła czegoś konkretnego.
    Ona na pewno jest rozleniwiona, ale też nie ma pomysłu na siebie, po prostu boi się radykalnej zmiany, nie wie co mogłaby robić, nie wie jak się do tego zabrać?
    Mówienie jej - idź do pracy - powoduje tylko jej bunt, nie zachęca.
    Spróbuj inaczej. Pomóż jej, znajdź jakiś kurs, coś zaproponuj, poszukajcie razem, pomyślcie i niech to będzie konstruktywne, nie napastliwe i żądające.
    Powodzenia
  • Gość: passionplace1 IP: *.adsl.inetia.pl 14.09.11, 14:15
    pewnie, niech idzie. będzie miała swoje pieniądze nie będzie zależna od Ciebie..

    projektowanie wnętrz | apartamenty darłówko | pozycjonowanie stron www | Fotoadres.pl zlokalizuj każdy budynek w mieście i zobacz jak wygląda | sale weselne kraków | aplikacje internetowe | wczasy nad morzem | gazetki promocyjne | Dobre garnki do gotowania | nieruchomości trzebiatów | domy nad morzem

  • Gość: gość IP: 212.160.172.* 15.09.11, 13:57
    To nie takie trudne, żeby ją wysłać do pracy. Kasę Ty trzymasz, a ona będzie musiała o nią prosić. Uniesie się honorem i pójdzie do pracy. Kto pracuje ten ma:)
  • Gość: bartek IP: 178.73.29.* 15.09.11, 15:32
    > trzymała kasę,ja byłem od roboty

    i to był błąd. kasa którą zarabiasz jest wspólna. dlaczego żona ją "trzymała"? utrzymanie rodziny to niewątpliwie koszt wspólny. ale już na przyjemności powinien być podział po połowie (tego co zostaje). wtedy żona odczułaby wyraźniej niewielką wysokość rodzinnych dochodów.
  • izabelllla24 16.09.11, 06:14
    Tak, jak pracowała więcej niż ty to było ci wygodnie. Przecież taka pani domu, zajmująca się mieszkaniem i małymi dziećmi to jak dwa etaty i ciężka praca. Może ty przez chociaż tydzień zr ób wszystko co ona? Mężczyźni nie doceniaja kobiet. Teraz jak ma mniej obowiązków, co jest logiczne to jej zazdrościsz normalnie... Co radzić? Jak macie znajomości i załatwisz jej lekką pracę( na kasie i z mopem to nie lekka) to jest okey jak nie to harowanie za 100- 1300 zł nie jest okey ani dla Ciebie ani dla niej.
  • izabelllla24 16.09.11, 12:29
    Miało być 1000- 1300. I jeszcze zgadzam sie z tym co napisał ktoś przede mną. Jeżeli żona nie ma żadnego fachu, umiejętności to powinna się gdzieś dokształcić. Po prostu umażam, że jej harowanie za grosze sie wam nie opłąci. Ona będzie ciagle zmęczona, zdenerwowana, będzie wyładowywała złośc na was. Zrobiliście błąd. Teraz możecie to odwrócić jak żona pójdzie do pracy( odpowiedniej). Odpocznie od rodziny, spotka sie z ludźmi, dowartościuje a obowiazakami sie podzielicie.
  • mlodyniedowziecia 19.10.11, 16:39
    Chyba lekko nieuważnie czytasz.
    Oni mają kredyty i ledwo starcza im do pierwszego! Każde 100 zł robi różnicę, a co dopiero druga pensja.
  • Gość: ania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.11, 18:39
    > Tak, jak pracowała więcej niż ty to było ci wygodnie. Przecież taka pani domu,
    > zajmująca się mieszkaniem i małymi dziećmi to jak dwa etaty i ciężka praca. Moż
    > e ty przez chociaż tydzień zr ób wszystko co ona?

    Weź nie przesadzaj, miliony kobiet zajmują się prowadzeniem domu i jednocześnie pracują zawodowo. Ja mam troje dzieci, pracuję od 8.00 do 16.00 i normalnie funkcjonuję, mało tego - nie wyobrażam sobie życia bez pracy.
  • mirtillo25 09.03.12, 14:38
    Twoje dzieci są już duże, ale to nadal dzieci. Postaw się w ich sytuacji. To one są tutaj najważniejsze. Twoja żona co najwyżej dorobi maks. 600 zł. Czy te pieniądze są warte takich zmian w Waszym życiu?

    Mama w domu to skarb dla dziecka. Pracujące matki pewnie zaraz powiedzą, że one dbały o wszystko, że dzieci tego nie odczuły. Ściema. Po pierwsze - matka będąca w domu ma większą kontrolę nad dziećmi. A Twoje dzieciaki są dopiero przed okresem buntu. Bardzo kiepski pomysł, żeby teraz ich zostawiać bez nadzoru.

    Samo stwierdzenie "Powinnaś iść do pracy" jest egoistyczne. Skoro lubi być w domu, to pomóż jej znaleźć jakąś pracę, którą będzie mogła wykonywać w domu.


    Jeśli stać Was na utrzymanie domu z Twojej pensji, to nie widzę potrzeby, żeby żona musiała dorabiać.


    Założę się, że jak ona pójdzie do pracy, to dalej będzie musiała Tobie gotować i dzieciom ciuchy uprać.

  • konikmorski1976 12.03.12, 17:40
    Boże gdzie ja byłam jak ty żony szukałeś:) U mnie akurat jest odwrotnie. Mąż robi minimum, pracuje tyle, żeby płacic rachunki i kupowac jedzenie (żadne tam nie wiadomo co) bo bo po co nam wakacje, ubrania, kino. Sugerował zebym została w domu z dziećmi i tak zrobiłam. Nie żałuję tego, bo to piękne doswiadczenie ale po 3 latach totalnej zależnosci i wydzielania mi łaskawie 10 złotych dziennie powiedziałam dość i poszłam do roboty. teraz stać mnie na wszystko bez łaski pana i władcy. Ewidentnie chciał mnie usadzic i tyle.Efekt jest taki, że oddalilismy się od siebie bezpowrotnie.Ty zaś, drogi autorze wątku, prawdopodobnie trafiłeś na klasycznego pasożyta, który wykręca się od pracy dobrem dzieci (nawet jak będą miały 21 lat to też znajdzie jakis argument), a ty zasuwasz jak dziki osioł i jeszcze pewnie ci za to nie dziękuje. Mam chociaz nadzieję ze seks masz boski i obiad na stole. Leniwe kobiety sa straszne. Naprawde chcesz ja utrzymywac do konca zycia? dzieci już duże, pomyśl wreszcie o sobie chłopie.
  • Gość: taki sam przypadek IP: *.free.aero2.net.pl 13.03.12, 09:32
    U mnie identyczna sytuacja. Od samego początku to ja utrzymywałem dom, zarabiałem a żona zajmowała się dziećmi. Nie miałem pretensji o to bo do pewnego momentu było to jak najbardziej oczywiste. Tyle, że dzieci dorastały, starsze się wyprowadziło, młodsze poszło do pracy i na studia zaoczne i... nadal małżonka zajmuje się domem (i dziećmi?). Nie będę opisywał jej wymówek, obaw, reakcji. Napiszę tylko, że od niedawna nie jesteśmy już razem. Tyle, że ona nadal nie pracuje - ja opłacam jej wszystkie rachunki i przelewam kasę na życie. Co jakiś czas telefon od niej z nieśmiertelnym: "daj".
  • beznadziejnyfacet 14.03.12, 18:28
    Od ostatniego wpisu niewiele się zmieniło.
    Myślałem już o rozwodzie.
    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,131462231,131462231,Alimenty_na_zone_.html
    Jednak nie mogę zostawić dzieci. Dlatego jestem w tym związku,
    bez przyszłości.
    Mam świadomość, że małżonka to wykorzystuje.
    Razem wychowujemy dzieci, razem mieszkamy, ale jesteśmy obok siebie.
    Nie czuję już więzi psychicznej, ani fizycznej, jest mi obojętna.
    Każdy robi swoje.
    Żona moje zachowanie kwituje kryzysem wieku średniego.
    Ma pretensje że zależy mi tylko na pieniądzach i to moja wina że rozwalam
    małżeństwo.( nie omieszka też wspominać o tym przy dzieciach).
    Szkoda, że to się tak toczy. Uważam że teraz jest najlepszy okres na korzystanie z życia.
    (wakacje, wycieczki w gronie rodzinnym,).
    A tak wiążąc koniec z końcem, życie ucieka przez palce.



  • zakletawmarmur 15.03.12, 18:21
    A podobno mężczyźni od kobiet chcą tylko seksu i jedzenia:-)

    Zasada jest prosta. Jeśli się czygoś nie lubi to albo próbuje się to polubić albo się to zmienia.

    Możesz spróbować zmienić nastawienie. Niepracująca żona jakieś tam plusy też ma. Kiedyś czytałam artykuł, w którym dziennikarka wyliczyła, że niepracująca żona oznacza oszczędność iluśtam złotych (w porównaniu do tego jakby pracowała). Brzmi nieprawdopodobnie ale ma to sens. Szczególnie w sytuacji, gdy ta żona i tak dużo by nie zarabiała. Jest w stanie więcej czasu poświęcić na tańsze kupowanie (ma czas, żeby łazić po marketach, porównywać oferty itd), tańsze potrawy też wymagają więcej czasu na przygotowanie (gołąbki vs. befsztyki), nie ponosi kosztów związanych z biletami, żłobkami (no ok, Twoje dzieci są już duże), zamiast płacic za korepetycje sama ma czas, żeby pomóc dzieciom w nauce itd. Ma też takie korzyści, że nie musisz się o wiele rzeczy martwić, wracasz do domu i masz święty spokój. Są też meżczyźni, którym podoba się to, że są tak zaradni, żeby rodzinę utrzymać. Jest grupa ludzi, którym taki układ może pasować, choć pewnie wielu wydaje się to niemożliwe:-)

    Oczywiście nie musisz to być Ty.

    Jeśli czujesz się wykorzystany, nie doceniasz kompletnie wkładu żony (i nie ma znaczenia czy słusznie czy nie) to te pretensje będą narastać i niszczyć wszystkich od środka.
    Jesli nie ma szans, żebyś to polubił to powinieneś to zmienić najszybciej. Nie wierze, że można być szczęśliwym mając świadomość, że mąż ma nas za darmozjada. Kobieta nieudolnie próbuje się bronić, ośmieszając Ciebie. Czuje się bezsilna, z jednej strony wie, że pracodawcy nie czekają na nią z otwartymi rękoma, z drugiej strony mąż najchętniej by sie jej pozbył ze swojego życia. Wcale nie jest to dla niej komfortowa sytuacja, jakby się mogło z boku wydawać (cwana baba się ustwiła i teraz szczęśliwie żyje kosztem męża). Myśle, że tak naprawdę też wolałaby mieć pracę, niezależność, tylko po tylu latach nie widzi dla siebie możliwości. Dzieci też wyczuwają to napięcie między rodzicami, żal jest im matki. To nie brzmi jak sielanka rodzinna. Żona sama nie odejdzie. Nawet jak zaczniesz ją poniżać, uprzykrzać jej życie a ona pewnie i tak będzie się kurczowo trzymać. Ewentualnie będzie próbowała Cię ośmieszyć, żebyś daj jej święty spokój- najlepszą obroną jest atak. Tak czy inaczej będzie kiepsko...

    Uważam, że na Twoim miejscu najlepiej jest postawić ultimatum: Jeśli za pół roku nie znajdziesz pracy to odchodzę. I później się tego trzymać. Jeśli kobieta nie zmieni zdania to powinienneś odejść. Bez obwiniania jej o cale zło tego świata, zgrywania wykorzystanego przez wredną babę cierpiętnika (ona też nie powinna tego robić, choć musisz się liczyć, że tak będzie).

    Tylko pytanie, czy stać Was na rozwód? Przy założeniu, że majątkiem się podzielicie po równo i będziesz płacił alimenty na dzieci. Dzieci są w takim wieku, że mogą wybierać ale pewnie będą wolały matkę. Jeśli pójdą na studia to może to oznaczać płacenie alimantów do 26 r.ż. Macie, gdzie zamieszkać?

    Żona wtedy będzie musiała iść do pracy. Zresztą na dobre jej to wyjdzie:-)

    --
    Pesymista twierdzi, że wszystkie kobiety to nierządnice. Optymista twierdzi, że nie, ale ma nadzieję.
  • zakletawmarmur 15.03.12, 18:39
    Teraz doczytałam, że żona jednak zaczeła zarabiać. 400 zł to może nie jest majątek ale w markecie też ne zarobilaby dużo więcej. Jak na początek, poza Wawą, to jest już krok do przodu Problem jednak nie polega na tym, czy żona pracuje ale Ty poprostu nie chcesz już z nią być. Gdyby chodzilo o pracę samą w sobie to cieszyłbyś się, że żona zaczeła w tym kierunku działać, że po latach stagnacji ruszyła z miejsca, co przecież łatwe nie było.

    Chyba decyzja już zapadła? Na co więc czekasz?

    --
    Pesymista twierdzi, że wszystkie kobiety to nierządnice. Optymista twierdzi, że nie, ale ma nadzieję.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka