Dodaj do ulubionych

On nie chce ślubu

09.11.11, 17:21
Jestem 28-letnią, podobno atrakcyjną kobietą.
Z moim partnerem mieszkamy razem od ponad 5 lat.
Tworzymy bardzo udany związek, to od początku była (i jest) tzw. wielka miłość: wspólne mieszkanie po 2 tygodniach znajomości, zero kłótni, absolutna sielanka.
Z miesiąca na miesiąc coraz bardziej boli mnie jednak fakt, że on nie ma w planach formalizacji naszego związku.
Kilka razy o tym rozmawialiśmy, ale zawsze z mojej inicjatywy - co jest dla mnie trochę upokarzające - i zawsze to były bardzo trudne rozmowy.
A wynikało z nich, że on nie chce, bo przecież jest dobrze tak, jak jest.
Albo że teraz nie, bo nie ma pracy. A teraz nie, bo za mało zarabia.
A w ogóle to po co, bo kto by przyszedł na ten nasz ślub? (mamy niewielu znajomych, jesteśmy raczej introwertykami, ale jakoś w żadnej innej dziedzinie życia mu to nie przeszkadza).
I tak to trwa: on wie, że ja chcę, ale udaje, że nie ma tematu, a kiedy temat się pojawia - wije się jak piskorz albo obraża.
Mamy za sobą tylko jeden, ale za to poważny kryzys: jemu zdarzyło się "zauroczyć" koleżanką z pracy. To był bardzo trudny czas, przegadaliśmy wiele godzin (ja, jako osoba bardzo dumna, z początku chciałam odejść). W końcu on wybłagał, żebym została, że wybiera mnie, że nigdy więcej, itd. Sama w to nie wierzę, ale postawiłam wtedy ultimatum: albo ślub, albo odchodzę, bo nie zniosę dłużej niepewności po tym, co się stało; chcę, żeby cały cholerny świat się dowiedział, że jesteś mój, a ja twoja. Trochę się zdziwił, trochę oponował, ale był na przegranej pozycji, więc się zgodził.
Po czym ja czekałam na jakiekolwiek kroki w tym kierunku z jego strony.
A tych nie było. Temat zmarł śmiercią naturalną, rozmył się.
Od tamtego pory (już ponad pół roku) wszystko jest cudownie, (prawie) tak jak wcześniej.
Ja już nigdy więcej tematu ślubu nie poruszę, bo i tak wstyd mi przed samą sobą, że zrobiłam to tyle razy. Zawsze uważałam, że powinno być na odwrót: to mężczyzna powinien się starać, zorganizować zaręczyny, których nie będę się spodziewać, itd.
A tu klops - marzenia - marzeniami, a życie - życiem..
Kocham go jak nikogo nigdy wcześniej, jest jedyną osobą, z którą chciałabym się zestarzeć.
On zapewnia, że czuje do mnie to samo.
Zaznaczam, że oboje jesteśmy niewierzący, więc w grę wchodzi tylko ślub cywilny.
Nasze rodziny bynajmniej na sformalizowanie naszego związku nie nalegają.
Oboje jesteśmy z pełnych, nierozbitych rodzin - żadnych traum z rozwodami rodziców itp.
Jak myślicie - czy on trwa w związku ze mną, bo tak mu wygodnie, a w rzeczywistości czeka tylko na okazję poznania kogoś nowego...?
Coraz częściej zaczynam tak właśnie o tym wszystkim myśleć...
Edytor zaawansowany
  • Gość: Zenek IP: *.e-wro.net.pl 09.11.11, 17:55
    >Kilka razy o tym rozmawialiśmy, ale zawsze z mojej inicjatywy - co jest dla mnie trochę
    >upokarzające
    dalej nie czytałem bo też jet to dla mnie upokarzające. A nawet żałosne.
  • Gość: mm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.11, 18:12
    jeżeli go kochasz,to będziesz musiała jednak uzbroić się w cierpliwość,aż on dojrzeje do małżeństwa.
    Rozumiem,że ty chciałabyś juz stabilizacji i takiej pewności jutra ale jak widzisz czasem to wymaga czasu.
    W każdym razie już nie naciskaj.
    Gdybyś mogła zorganizować sobie taką małą przestrzeń bez niego,żeby miał szanse zatęsknić.
    Spróbuj wychodzić sama,nawet do czytelni,czy na basen,niech odczuje brak twojego towarzystwa choćby przez kilka godzin w tygodniu,może zrozumie,że bez ciebie dzień,a nawet popołudnie jest byle jakie..??
  • Gość: Ankha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.11, 19:47
    Nie rozumiem, po co ci papier? co to zmieni? Myślisz że ślub jest gwarancją trwania razem na zawsze? Że jeśli "cały świat będzie wiedział że ty jesteś jego a on twój" to nigdy więcej nie będzie zawirowań, szansy na to że się kimś któreś z was zauroczy?
    Rozumiem go, jest dobrze tak jak jest, nie trzeba więcej, macie wspólny dom, wspólne życie, małą prywatną stabilizacje, a formalności po co one komu.
    A gdyby to jednak było tylko przyzwyczajenie to niezależnie od papierka gdyby się znudził i kogoś poznał odszedł by. Więc wyluzuj i nie szukaj dziury w całym. Ciesz się że masz kochającego faceta, który chce z tobą być i się zestarzeć mimo że z formalnego punktu widzenia nic go do tego nie obliguje ;)
  • Gość: cougar IP: 95.108.99.* 09.11.11, 20:16
    a mąż i tak pojdzie w odstawkę
  • lexie007 09.11.11, 21:02
    A tak wlasciwie to po co ci ten slub? i to jeszcze tylko cywilny, papier ma ci w czyms pomoc? koscielny to inna sprawa wtedy bym chyba zrozumiala ciebie, a tak to nie widze sesnu czemu go tak meczysz?
  • Gość: ona IP: *.dynamic.chello.pl 10.11.11, 13:47
    dla ludzi niewierzacych slub cywilny jest tak samo wazny jak te zabobony i inne farmazony w kosciele.
  • maga0905 10.11.11, 20:28
    Slub to potem większ odpowiedzialnośc.i kobieta czuje się bezpieczniej w takim związkuTekst linka
  • ona85ona85 09.11.11, 21:06
    Najpierw chciałam Ci napisać: nie przejmuj się, ciesz się związkiem skoro jest dobrze tak, jak jest. I czekaj, może on dojrzeje.

    Ale 5 lat? To kolosalnie długi okres czasu, gdyby ważne decyzje miały być podjęte, to by były...

    To kwestia, czy naprawdę chcesz ślubu, czy nie. Niby wszyscy tu piszą, że papierki nie są do niczego potrzebne i nic nie znaczą... Ale skoro nie znaczą, tym bardziej warto zapytać: dlaczego ich nie ma?
    Ja sama uważam się za dość postępową osobę, ale wiem, że ze ślubu bym nie zrezygnowała. Jeśli ktoś naprawdę chciałby ze mną być, a nie traktował jako koła zapasowego na przyszłość, i on chciałby tej pewności. A ślub jakąś pewność daje. Nie zawsze w sensie prawnym - powiedzmy że daje poczucie bezpieczeństwa. Plus alimenty i inne takie... gdyby komuś przyszło do głowy Cię kiedyś zostawić z dnia na dzień.

    W każdym razie ja bym po 5 latach już nie czekała. Masz 28 lat, to ostatni dzwonek, żeby jako bardzo młoda osoba jeszcze się z kimś związać "na świeżo", bez zbytniej trudności. Ale to tylko moje zdanie.
  • mar.sew87 09.11.11, 21:36
    Ja miałam podobną sytuację i gdybym teraz miała ponowny wybór to zrezygnowałabym z czekania.. Ale u nas już inna sprawa - mamy dziecko i nie chcę, żeby wychowywało się w niepełnej rodzinie.
    Jak się poznaliśmy zrobił na mnie duże wrażenie - starszy, dojrzalszy, tyle mówił o poważanym związku i ślubie.. Było nam dobrze pod wieloma względami - tak dobrze, że skupiliśmy się na codziennych przyjemnościach, zupełnie zapominając o przyszłości. Ale mi to nie dawało spokoju - tym bardziej, ze z jego strony nie padały żadne propozycje chociażby zamieszkania razem, za to było coraz więcej powodów do zazdrości.
    Poznał jakąś dziewczynę, zaczęli się spotykać - załamałam się i zerwałam znajomość. Prosił, błagał, przepraszał i w końcu przyniósł pierścionek.. zgodziłam się.
    2 lata później zaszłam w ciążę - nadal mieszkałam z rodzicami. Coś tam napomknął wtedy o ślubie, ale na zasadzie "teraz wypada, skoro będziemy mieli dziecko" - wkrótce temat sam ucichł.
    Powrócił przy temacie kredytu na mieszkanie, ale odmówiłam. Trochę namawiał, ale na pytanie: "dlaczego dopiero teraz?" odpowiedział krotko: "wcześniej nie było powodu". Dowiedziałam się przy okazji, że zanim urodziła się nasza córeczka, nie myślał o tym wszystkim na poważnie.. 5 lat miłej zabawy - fajnie wiedzieć.. Nigdy więcej nie będę taka naiwna..
  • lulukrecja 09.11.11, 21:45
    Rozumiem cię doskonale.
    Przezywałam dokładnie to samo tyle, że mój nie miał nikogo na boku nigdy.
    Poza tym każde napisane przez Ciebie zdanie mogłoby być moje.
    On się po prostu boi. Boi się bo jak ślub to dziecko, jak dziecko to większy ciężar do udźwignięcia. Jest dobrze niech tak zostanie...
    Powiem jak się skończyło u mnie.
    Rozstaliśmy się za zgodą obojga po 7 latach. Następnego dnia chciał już wrócić.
    Teraz pisze, że się zmieni. Oboje wiemy, że jesteśmy największymi miłościami swojego życia.
    Tyle lat to jednak wystarczająco by nasze drogi się rozeszły....
  • triss_merigold6 09.11.11, 21:55
    Jesteś kryzysową narzeczoną. 5 lat to wystarczająco długo, żeby podjąć decyzję. Dla niego ślub = poważne zobowiązanie, a z takiego sobie tylko mieszkania razem łatwo się wymiksować.
    Wiesz, on może sobie pozwolić na to, żeby marnować twój czas.
  • Gość: pozdr IP: *.ip.netia.com.pl 18.11.11, 03:17
    A po co ci ten slub. Sama se w zyciu nie poradzisz?
    Zostawic cie mozne i po slubie i przed slubem.
    POtrzebujesz dzieci na sile, idz do banku spermy.

    po wam kobity te sluby???
  • swiete.jeze 02.08.12, 22:40
    > POtrzebujesz dzieci na sile, idz do banku spermy.
    >
    > po wam kobity te sluby???

    Mieszkają razem, więc zapewne sypiają ze sobą. Po co ją odsyłasz do banku spermy?
    --
    69,5
  • rotkaeppchen1 10.11.11, 09:40
    Po co ci papier, jestescie niewierzacy, taki "slub" cywilny niczego nie zmieni, takich "slubow" mozna brac w zyciu i 10.
    Jezeli on ma podobne nastawienie, nie widze problemu, jezeli jednak "slub" cywilny ma dla niego wartosc, zastanowilabym sie, dlaczego, po tak dlugim czasie trwania zwiazku nie jest podjac decyzji formalnego zwiazania sie z toba.
  • triss_merigold6 10.11.11, 11:05
    Ślub cywilny mnóstwo zmienia w sferze prawnej.
  • Gość: Alicja IP: *.clients.rysnet.com 10.11.11, 14:11
    W sferze prawnej zmienia bardzo dużo. Kwestie własności, dziedziczenia, decyzyjności. Jest też nieco większa możliwość zażegnania konfliktów, ponieważ w przypadku poważnych problemów w związku, zanim dojdzie do całkowitego zerwania, chcąc nie chcąc trzeba się parę razy spotkać i kilka spraw przedyskutować. Znam osobiście przynajmniej dwie pary, które otwarcie przyznają, że gdyby nie ten "papierek" nie byłyby już razem. Bo już miało być wielkie rozstanie, wyprowadzka, dzielenie, a skończyło się na kilkumiesięcznej separacji, która uspokoiła emocje, później terapii i udało się - nadal są parą i to szczęśliwą, bo czasami taki poważny kryzys, jak się go przepracuje, pomaga jeszcze bardziej scalić związek. Więc to nie jest tylko papierek.
  • ewa.zeromska 10.11.11, 10:19
    Masz jakąś niezachwianą wiarę w to, że ślub daje ci gwarancję trwałości i szczęśliwości w związku. Ciekawe, skąd to ci się bierze, bo obserwacja życia wcale tego nie potwierdza.
    To, że on jest twój, potwierdza fakt, że jesteście razem i ludzie o tym wiedzą.
    A koleżankom z pracy, czy innym, fakt, że jakiś facet jest żonaty w niczym nie przeszkadza, co potwierdzają liczne wpisy na tym forum.
    Ja nie wiem, czy on boi się ślubu, jako utraty wolności, czy raczej nie ma ochoty przechodzić tej całej procedury. Pewnie obok was jest wiele par, które są ze sobą bez ślubu, a nawet mają dzieci i dobrze im z tym.
    Co ten ślub ma zmienić, poza twoim samopoczuciem?
    Zdaję sobie sprawę z tego, że twoje poczucie bezpieczeństwa jest dla ciebie bardzo ważne i szkoda, że on jakoś tego nie rozumie, ale trzeba brać pod uwagę również jego nastawienie.
    Wydaje mi się, że facet jest trochę bezwolny.
    Szkoda, że kiedy postawiłaś mu ultimatum, które on przyjął, nie poszłaś za ciosem i poszłaś dalej. To znaczy nie zorganizowałaś wszystkiego.
    Dlaczego tego nie robisz, dlaczego czekasz, że on ma to zrobić?
    Może zrób tak:
    Powiedz mu wprost ..." mnie zależy na ślubie, więc zbierz odpowiednie dokumenty i chodźmy do USC tego i tego dnia. Resztą ja się zajmę. To będzie kameralna uroczystość. Znajdę jakiś lokal na małe przyjęcie. Ty kup obrączki......"
    Konkrety, konkrety i konkretne zadania do wykonania.
    Znasz dobrze tego faceta, widzisz, że brak mu energii w tej sprawie, ale to nie jest przeciw tobie. Pewnie nie wie, jak do tego się zabrać. Może myśli, że to ogrom spraw, koszty itd...
    Pokaż mu, że to może być proste, skromne bez pompy.

    Ale może ty chcesz zaręczyn z klękaniem, bukietem i pierścionkiem z brylantem. Chcesz, żeby to on poprosił oficjalnie o twoją rękę, trochę jak na filmie?
    To chyba nie z nim. On najwyraźniej tego nie czuje i nie potrzebuje.

    Nie czekaj, działaj, tylko chociaż to i owo z nim ustał.

  • mozambique 10.11.11, 11:03
    jesli po 5 latach kolega nie jest pewien to juz nie będzie

    przykro mi

    kazdy zasluguje na parwdziwą miłośc, daj soebie szansę,
    --
    Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
  • Gość: dsadsa IP: *.acn.waw.pl 10.11.11, 11:04
    Normalnie jebnięte te baby ze ślubami. Co wy takie parcie na te śluby macie? Dobrze jest wam razem więc po co komplikować? ja znam kilka par które są razem ponad 10 lat i o ślubie nie ma mowy... Bo i po co? Żeby ludzie gadali jakie to fajne małżeństwo?
  • Gość: mozambique IP: 148.81.254.* 10.11.11, 12:10
    a nie widzisz ze autorce NIE JEST DOBRZE ????????????

    gdyby bylo jej dobrze nie byloby tego postu
    NIE JEST JEJ DOBRZE
    zalezy jej na tym papierku
    a jak pana po 5 latach nie jest pewien czy autorka sie nadaje na JEGO żonę ze wszlekimi tego konsekwencjami a jej jest z t ym źle to najlpeszym wyjsciem z sytaucji jest nieststy podzięowac panu

    wielu panów ktorym przez lata całe "papierek niepotzrebny do szczescia" po poznaniu innej lali max po poł roku sami lecą do USC rezrwowoac termin i grawerowac obraczki

    cud panie , cud !
  • totumfacka 10.11.11, 12:39
    Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Dały mi do myślenia.
    Nie jest tak, że uważam "ślub = wierność do grobowej deski i zero problemów"; musiałabym być szalona (albo mieć 12 lat), żeby tak myśleć.
    W kwestii "po co mi ten papierek, skoro ślubów cywilnych można wziąć kilkadziesiąt": dla osoby niewierzącej to właśnie ślub CYWILNY jest najdonioślejszą deklaracją, tak jak dla wierzących - przysięganie przed Bogiem.
    To przykre, że w Polsce ciągle pokutuje pogląd "cywilny = nieistotny"; dla nas jest JEDYNYM, więc najistotniejszym.
    Może za mało rozwinęłam kwestię, dlaczego tak mi na tym zależy, a powodów jest kilka.
    1. Mój partner w swoich poprzednich miejscach pracy (a było ich parę) nie mówił nikomu, że w ogóle jest z kimś związany. Nigdy nie poznałam żadnych jego znajomych z pracy.
    Przez kilka lat nie przywiązywałam do tego wagi - moje pytania na ten temat zbywał żartem albo mówił, że nikomu nic do jego życia prywatnego.
    Aż w końcu wydarzyła się ta historia z "zauroczeniem" koleżanką (to nie był romans, "tylko" zakochanie i związane z nim wątpliwości w kwestii uczuć do mnie - o wszystkim dowiedziałam się nie od niego, lecz przypadkiem).
    Wtedy powiedziałam "dość", ponieważ okazało się - tak ja to widzę - ,że to "ukrywanie" mnie było po prostu zostawianiem sobie furtki na wypadek spotkania kogoś innego.
    W jego obecnej pracy wszyscy (podobno...) o mnie wiedzą, chodzimy razem na imprezy, gdzie są też jego współpracownicy, itd.
    I tu dochodzimy do sedna sprawy:
    Dla niego publiczna deklaracja, że jest w poważnym związku jest trudna. Taki ma charakter i kropka.
    Oświadczenie tego w obecności naszych rodzin, znajomych, w urzędzie i z całą uroczystą oprawą, byłoby z jego strony być może najtrudniejszą rzeczą, jaką może dla mnie zrobić.
    I ja, znając go na wylot i wiedząc, jakie to dla niego trudne - po tylu latach wspólnego życia - uważam, że mam prawo oczekiwać takiego gestu.
    2. My, mroczni ateiści, wbrew powszechnej opinii - nie jesteśmy wyzutymi z uczuć, amoralnymi kreaturami.
    Również potrzebujemy w życiu odrobiny romantyzmu, przysięgi są dla nas wiążące, itd.
    Byłabym dumna, nosząc jego nazwisko, obrączkę, będąc wreszcie żoną, a nie konkubiną/ dziewczyną/ partnerką (partnerów to można mieć biznesowych, a "bycie czyjąś dziewczyną" jest OK w podstawówce).
    Nie chodzi tu o papierek, dzieci (o tym w ogóle nie myślimy, to raczej nie nasza bajka), bezpieczeństwo finansowe na wypadek rozstania (to ja więcej zarabiam w naszym związku), itp.
    Chodzi o DEKLARACJĘ.
    Uważam, że m. in. tym różnimy się od zwierząt, że potrafimy podejmować DECYZJE.
    Takie jak: "Z Tobą chcę iść przez życie".
    Przecież w realnym świecie nie ma tak, że nagle zobaczysz ją/ jego i się zakochujesz. Najpierw musisz, choćby podświadomie, podjąć decyzję, że spróbujesz się do tego kogoś zbliżyć.
    Może jestem naiwna, ale wydaje mi się, że kiedy jesteś czyjąś żoną/ mężem - zastanowisz się nad tym, czy warto ryzykować, przynajmniej kilka razy.
    To tyle, jeśli chodzi o stronę praktyczną.

    Nie wyobrażam sobie, że przychodzę do niego z pobraną z urzędu listą wolnych terminów, opłaconym znaczkiem skarbowym i katalogiem obrączek.
    Uważam, że ja już i tak za dużo zrobiłam w tym kierunku. Nazwijcie mnie uwstecznioną tradycjonalistką, ale taki mam charakter i tak właśnie myślę.
    Teraz pora wreszcie na krok z jego strony, a tego chyba się nie doczekam.

    Gdyby papierek dla niego nic nie znaczył, nie było by problemu.
    Obawiam się, że znaczy dla niego cholernie dużo i właśnie dlatego problem jest.
    A mi jest zwyczajnie, tak po ludzku przykro, że na przywilej bycia żoną w jego oczach przez te wszystkie lata nie zasłużyłam...
    Boję się, że mogę być "kryzysową narzeczoną", jak ktoś z Was napisał...
  • mar.sew87 10.11.11, 12:52
    słowo w słowo - czuję to samo..
  • mozambique 10.11.11, 13:07
    totumfacka - bardzo logicznie piszesz


    tez uwazam ze dla wszytkich z "papierkowstrętem" ten papeierek jest wlasnie cholernie ważny

    dodam tylkko jeszcze jedno
    jest zastanawiajaco duzo przypadków gdzie facet z wielka wieloletnia awersja do usc, obraczek, jaksichs glupisz papierków i publicznych przyrzeczen , po poznaniu nowej kobiety max w ciagu pół roku leci kurc galopkiem do usc rezerwowac termin i przedstawia swej bogini pięc wzorów obrączek wyboru i liste menu na wesele

    --
    Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
  • plucha 10.11.11, 13:40
    Hmm, z tego co napisałaś wynika że dążysz do tego ślubu tylko dlatego, że w ramach obowiązującej urzędowo ślubnej procedury Twój luby będzie ZMUSZONY do wypowiedzenia słów, których normalnie nie możesz się doczekać. Tzn. deklaracji o woli stworzenia z Tobą zgodnego i trwałego stadła. Jeśli chcesz po prostu usłyszeć jak brzmią te słowa w jego ustach, to może przystaw mu pistolet do czoła - wtedy pewnie też powie co będziesz chciała :)
    Czy gdyby był inny na co dzień - wylewny, zapewniający o tym że Cię kocha i kochać będzie aż po grób, z dumą prezentujący Cię wszystkim krewnym, znajomym i nieznajomym jako swoją ukochaną kobietę - to czy wtedy też by Ci tak na tym ślubie zależało ? Cytat:
    "> Nie chodzi tu o papierek, dzieci (o tym w ogóle nie myślimy, to raczej nie nasz
    > a bajka), bezpieczeństwo finansowe na wypadek rozstania (to ja więcej zarabiam
    > w naszym związku), itp.
    > Chodzi o DEKLARACJĘ."
    Ale jeśli tak - to co Ci da wymuszenie na nim urzędowo owej DEKLARACJI ? Czy przez to Wasz związek stanie się dla Ciebie bardziej wiarygodny ? Przecież jeśli Twój narzeczony ma taki charakter jak ma, to po ślubie raczej nie zacznie nagle się z Tobą afiszować, a co do ewenualnych zdrad, to już sama napisałaś - ślub nie ma znaczenia.
    Więc ?
  • Gość: zuza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.11, 15:07
    Byłam w podobnej sytuacji. Tylko, że ja jestem teraz żoną. Mój partner nie był wylewny i rzadko mówił o uczuciach. Owszem rozmawialiśmy o przyszłości, budowie domu, dzieciach, ale temat ślubu odkładaliśmy na później, a raczej zawsze mówiliśmy jednogłośnie "dobrze nam tak". Ale niestety ja pochodzę z rodziny wierzącej i praktykującej, więc często spotykałam się z pytaniami od nich "kiedy ślub?" I tak któregoś razu postanowiłam porozmawiać ze swoim partnerem co on myśli o ślubie. I otrzymałam podobną odpowiedź jak ty, że ślub nic nie zmieni i papierek nie jest nam potrzebny. A raczej, że ślub lubi zepsuć związek i to wszystko komplikuje. Ale nie dałam za wygraną, tym bardziej, że poczułam iż ślub to pewnego rodzaju deklaracja. Ponowiłam temat i tym razem usłyszałam, że jęśli bardzo tego chcę, to on tez. Nie czekałam na pierścionek i zaręczyny, bo jego deklaracja była już dla mnie wystarczająca. Oczywiście dla rodziny urządziliśmy oficjalne zaręczyny, gdzie padły odpowiednie pytania w kierunku moich rodziców, były kwiaty dla mamy i dla mnie. Uprzednio musiałam go do tego odpowiednio przeszkolić co i jak. Ale poza tym wszystkim zajęłam się sama. To ja uzgadniałam terminy, to ja szukałam orkiestry, to ja wybrałam świadków itp. A jego informowałam co i jak. Nie powiem on tez się zaangażował w wiele spraw związanych z tym dniem. Tylko, że to ja w tym związku mam talent do organizacji różnego rodzaju imprez i wyjazdów. Gdybym czekała na mojego partnera aż zakasa rękawy i coś zrobi w tym kierunku, to zapewniam cię, że do dziś nie bylibyśmy małżeństwem. Niestety są faceci na tym świecie, którzy nie wiedzą jak za to się zabrać i mimo, że bardzo kochają, to po prostu aby uniknąć zamieszania wolą temat omijać długim łukiem. Dodam, że do dziś jest tak, że jak coś planujemy z mężem np. kupno nowej lodówki, to ja muszę zrobić w tym kierunku krok. Bo owszem mąż mówi, że przydałoby się ale....no własnie na gadaniu się kończy. Więc przestań się umartwiać i powróć jeszcze raz do tematu. Niech się określi szczerze, czy tak czy nie. A jeśli powie, że tak to nie czekaj tylko zorganizuj wszystko sama. Cóż będziesz musiała obejść się bez romantycznych zaręczyn. Zresztą po co ci one? aby pochwalić się koleżanką? jeśli ktoś pyta mnie o nasze zaręczyny, mówię wprost, że nie było, że razem się zadeklarowaliśmy. Zycze ci powodzenia
  • Gość: Alicja IP: *.clients.rysnet.com 10.11.11, 14:29
    Mnie bardzo zaniepokoił ten fragment: 1. Mój partner w swoich poprzednich miejscach pracy (a było ich parę) nie mówił
    > nikomu, że w ogóle jest z kimś związany. Nigdy nie poznałam żadnych jego znajo
    > mych z pracy.
    > Przez kilka lat nie przywiązywałam do tego wagi - moje pytania na ten temat zby
    > wał żartem albo mówił, że nikomu nic do jego życia prywatnego.
    > Aż w końcu wydarzyła się ta historia z "zauroczeniem" koleżanką (to nie był rom
    > ans, "tylko" zakochanie i związane z nim wątpliwości w kwestii uczuć do mnie -
    > o wszystkim dowiedziałam się nie od niego, lecz przypadkiem).

    Miałam, zresztą mam nadal kolegę, którego poznałam wiele lat temu w pracy. Lubiliśmy się, dużo rozmawialiśmy, spotykaliśmy się też po pracy (zazwyczaj grupowo) i ogólnie sądziłam, że jak na koleżeństwo naprawdę dużo o sobie wiemy, a jednak nie wiedziałam, że jest z kimś związany. W dodatku wówczas - od 10 lat. Po prostu tak było wygodniej. Lubił kobiety (zresztą z wzajemnością), o stałej "narzeczonej" mówił niechętnie, bo to mu przeszkadzało w kontaktach z paniami. A jak znajomość zaszła za daleko i chciał się już od kolejnej pani uwolnić, to mógł się wykpić stałym związkiem, który właśnie przechodził problemy, ale zdecydowaliśmy się jeszcze o niego powalczyć. Perfekcyjna wymówka.
  • Gość: mozambique IP: 148.81.254.* 10.11.11, 14:52
    wiesz - znam przypadek zwiazku na odleglosc w ktorym o istnieniu pani nie wie matka pana, jego siostra, jego dorosla jzu córka z byłego małzenstwa, nie wiedzą znajomi z pracy , znajomi od uprawiania sportu , koledzy od piwka ani nawet najlpeszy przyjaciel jeszce z czasów szkolnych
    pan ów nigdy "swojej pani" nie zabral na żadna impreze z przyjaciólmi, zadne spotkanie w knajpie przy piwku , na zadengo przysłowiowego grilla w ogródku u siostry, o miejscu przy stole rodzinnym w czasie którychkolwiek świąt juz nie mówiąc, nawert w zaduszki razem nie odwiedzali grobów, razem nie spedzili zadnego urlopu, nigdy razem nawet na łikend nie wyjechali
    na wspolne mieszkanie pan nie "nie jest jeszcze gotowy "
    tak to jzu trwa prawie 2 lata

    jakby ktos pana pytał - to pan oczywscie kocha nieprzytomnie i tak jak nikt inny przed nim ani po nim

    i co wy na to ?
  • triss_merigold6 10.11.11, 15:03
    Się podpiszę. Jakoś dziwnie panowie oficjalnie tak stanowczo niechętni deklaracjom przy jednej wieloletniej pani, poznawszy inną w ciągu pół roku biegną do USC, płodzą dziecko i obwieszczają swe szczęście reszcie świata.
    Niepokój i wątpliwości autorki są jak najbardziej uzasadnione, IMO pan ją trzyma w charakterze kryzysowej narzeczonej.
  • swiete.jeze 02.08.12, 22:46
    Gość portalu: mozambique napisał(a):

    > wiesz - znam przypadek zwiazku na odleglosc w ktorym o istnieniu pani nie wie m
    > atka pana, jego siostra, jego dorosla jzu córka z byłego małzenstwa, nie wiedzą
    > znajomi z pracy , znajomi od uprawiania sportu , koledzy od piwka ani nawet na
    > jlpeszy przyjaciel jeszce z czasów szkolnych

    Nie dziwię się, związek na odległość to żaden związek.
    --
    69,5
  • Gość: Emigrantka IP: *.range86-176.btcentralplus.com 15.11.11, 01:28
    bo jestes jego kryzysowa narzeczona, jeszcze tego nie widzisz? Kobiety, my kobiety, nie mozemy ssobie pozwolic na marnowanie czasu i czekanie, nasze jajeczka starzeja sie od naszego urodzenia, facetom plemniki caly czas produkuja sie nowe. Twoje szanse na urodzenie zdrowego dziecka maleja, twoje szanse na zajscie w ciaze maleja, poza tym chcesz miec dziecko z facetem, ktory ma w d.. twoj komfort psychiczny?
  • Gość: dd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.11, 16:21
    na twoim miejscu zaczęłabym szukać gdzie indziej.
    Wprawdzie jesteś jeszcze młoda i nie ma powodu do paniki,że zawsze już zostaniesz sama ale masz prawo,a nawet obowiązek troszczyć się o swoją przyszłość.
    A z tym panem raczej nie widzę szansy na zbudowanie wspólnej przyszłości.On wyraźnie wziął na przeczekanie.
    Myśl o sobie i zacznij sie rozglądać,za bardziej dojrzałym osobnikiem.
  • totumfacka 10.11.11, 17:00
    Ta, tylko że ja go kocham jak diabli, od 5 lat mi nie przeszło (a wręcz przeciwnie) i - jakkolwiek infantylnie to brzmi - nie wyobrażam sobie życia bez niego ani - tym bardziej - z kimś innym..
    Bardzo dużo dobrych i złych chwil razem przeszliśmy.
    Jesteśmy naprawdę bardzo, bardzo blisko.
    W naszych relacjach on jest naprawdę cholernym ideałem, wszędzie - w domu, w sypialni... Możemy gadać ze sobą 10h bez przerwy i nie kończą nam się tematy..- po 5 latach bycia ze sobą 24h to chyba coś znaczy..
    O swoich uczuciach wobec mnie jak najbardziej mówi. I to pięknie mówi.
    Nie zakończę naszego związku, bo to by prawdopodobnie był największy błąd w moim życiu.
    Przystawiać mu pistoletu do głowy właśnie NIE CHCĘ, pisałam już o tym..
    Nie wiem, kurde, naprawdę nie wiem, co robić... :/
  • Gość: dd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.11, 17:13
    to w takim razie musisz to mądrze rozegrać.
    Zrób coś,by poczuł zazdrość o ciebie,oczywiście bez przesady i w granicach zdrowego rozsądku.
    Niech poczuje lekkie zagrożenie,że być może cie utraci,może wtedy sie zmobilizuje..??
  • kama.net 10.11.11, 19:17
    Oprócz wzbudzenia zazdrości może częstsze wyjścia w pojedynkę, niekoniecznie tylko na imprezy ale np. do rodziców, znajomych i przy okazji rzucanie mimochodem, że musisz z nimi obgadać ważne rzeczy, niech myśli, że się wahasz, zastanawiasz co zrobić dalej ze swoim życiem, związkiem. Nie zaszkodziłyby także stare dobre sprawdzone kobiece fochy, może to sztubackie ale czasami nie pozostaje nic innego ;). Wszystko oczywiście takie niedomówione ale pan powinien się domyśleć o co chodzi. Wbrew pozorom przekonujące są też argumenty, że nie będąc w formalnym związku formalnie, prawnie jesteście dla siebie jak obcy ludzie, czyli np w przypadku pobytu w szpitalu nie macie prawa do informacji o swoim stanie zdrowia itd.
  • Gość: gosia IP: *.play-internet.pl 22.07.12, 22:07
    niestety, ale mam ten sam problem. Dla mnie jest bardzo WAŻNE zalegalizowanie związku, dla niego to zawsze "kiedyś". a ja się starzeję i potem nie będzie już innego faceta do wyboru, prawda? nie wiem co robić też.
  • gomory 24.07.12, 12:03
    > Dla mnie jest bardzo WAŻNE zalegalizowanie związku, dla niego to zawsze "kiedyś"

    Wiekszosc mezczyzn nie ma powodu dla ktorego powinni legalizowac zwiazek. Taki powod maja chyba tylko psychopaci pragnacy kolejnego sznura przywiazujacego ofiare oraz goscie o niskim poczuciu wartosci. W mysl zasady musze ja szybciutko zaklepac dla siebie.
    O drzemiacych lekach i tym co powstrzymuje w tym watku obszernie zacytowano np. Milska-Wrzesinska. Wiec nie widze powodow by rozwodzic sie nad tym. Czesto sa to bzdury ;).
    Za to bede w opozycji do stwierdzenia, ze "papierek nic nie daje". Klam tem ustwierdzeniu zadaje chociazby statystyka. Niezalegalizowane zwiazki rozpadaja sie czesciej. Kazdy moze sie przyjrzec znajomym, rodzicom, sobie. Czesciej sie rozwodziliscie czy rozstawaliscie z nieformalnym partnerem ;)?
    Wyobrazcie sobie czlowieka ktoremu trzeba pomagac PITa rozliczyc. A rozwod? Mialby isc do sadu, poszukac okienka, napisac podanie, wniesc stosowna oplate, zglaszac sie na rozprawy, dzielic majatek itd. To trudniejsze niz przestac wysylac smsy lub napisac "nie zasluguje na Ciebie, zegnaj".
    Napisalas, ze nie wiesz co robic. Ja bym doradzal by chlopca zachecic do slubu. Jest to w sumie dosc banalne. Wystarczy rzeczowo w przyjaznej atmosferze oglosic, ze powinien sie precyzyjnie opowiedziec. Najwazniejsze jest by wyznaczyc KONKRETNY termin. Np. jesli do 14 wrzesnia nie dostaniesz pierscionka rozumiesz to tak, ze nie jestescie juz para. Przynajmniej przekonasz sie na czym stoisz.
  • zakletawmarmur 25.07.12, 10:23
    Nie zgadzam się, że tylko psychopaci chcą ślubu:-)

    Wśród moich znajomych w większości panów nie trzeba było namawiać do ślubu. Oni sami uznawali, że przyszedł na to czas... Kurcze ale się starali. Odkładali pieniądze na wypasione pierścionki, próbowali zaaranżować super zaręczyny (koleżanka ma bzika na punkcie Irlandii to facet oświadczył się jej właśnie tam). No ale oni wszyscy byli przekonani, że ich kobiety tego chcą (choć czasem temat nawet nie był poruszany) więc chcieli im to ofiarować.

    Wersja z postawieniem pod ścianą też ma swoje wady. A co jeśli później pan będzie jej wypominał, że go przed ołtarz zaciągnęła? Wykorzystywał ten argument, żeby budować przewagę w związku "to Ty chciałaś ślubu i dzieci więc teraz to Twój obowiązek, ja robie tylko to na co mam ochotę"? Albo, czując się przymuszany, będzie tracił zainteresowanie żoną? Wiesz, z niewolnika nie ma pracownika:-)

    Zresztą, dla wielu kobiet, to jedna z tych rzeczy, które nie będą cieszyć, jeśli będą wymuszone. Tu nie chodzi tylko o to, żeby "mieć papierek" ale o to, żeby mężczyzna tego chciał:-) To tak jak wielu mężczyzn nie cieszy np. wymuszony seks, choć pewnie są i tacy, którym to do szczęścia wystarcza:-)
  • xciekawax 10.11.11, 20:13
    jak to sie mowi: jezeli chcesz wiedziec ze ktos Cie kocha to trzeba czasami go puscic na wolnosc.

    sytuacjia jest taka ze ty chcesz czegos, potrzebujesz czegos i nie jest to mala sprawa. On nie chce. Nie ma tu kompromisu.

    ja na twoim miejscu (i wiem ze nie jest to latwe) ufalabym swoim pragnieniom i sie wycofala. Jak kocha to przyjdzie. Teraz mieszkasz z nim, on ma wszystko co chce, i mial juz to przez kilka ladnych lat, ale co z Twoimi potrzebami?? moze czas pomyslec o tym co TY chcesz

    Wyprowadz sie, rozluznij zwiazek, niech widzi co moze stracic. Nie badz na zawolanie, zajmij sie wlasnym zyciem. Jezeli kocha to bedzie chcial aby Twoje potrzeby byly spelnione. Jezeli nie ...... coz, lepiej teraz niz zyc tak niewiadomo ile lat a rezultat pewnie bylby taki sam.

    To ze kryje Wasz zwiazek jest bardzo niepokojace. Mezczyzni ktorzy kochaja chca obwiescic calemu swiatu ze maja dziewczyne. To ze jest introwertykiem to nie wymowka. Tez jestem. Straszna - a jednak zawsze, niby niesmialo ale mowie ze mam wspanialego chlopaka.

    Wyprowadz sie, a on niech sie zastanowi nad swoimi priorytetami. Byc moze okaze sie ze ta jego wielka milosc to tylko slowa a zero akcji. Poki co z jego strony to tylko slowa (dla Ciebie) i nic wiecej.

    Wiem ze go kochasz i to trudne, ale dlugodystansowo - pewnie lepiej dla ciebie.
  • mar.sew87 10.11.11, 21:27
    Ja kiedyś usłyszałam, że jeśli na prawdę Go kocham to powinnam uszanować Jego zdanie i nie zmuszać Go do niczego. Dobrze, ale w takim razie, jeśli On mnie kocha to chyba również powinien się liczyć z moim zdaniem i respektować moje potrzeby ?
  • asocial 11.11.11, 14:51
    Dwie kwestie:

    1. dlaczego uwazasz, ze rozmowa o slubie jest upokarzajaca? Przeciez to wazna decyzja dla obydwu stron. Moj poprzedni chlopak kiedys mi zrobil wlasnie taka filmowa akcje. Nie uzgadniajac ze mna absolutnie NIC, przy wspolnych znajomych kleknal, wyciagnal pierscionek i zaczal gadac. To dopiero dla mnie bylo upokarzajace, z kilku powodow, m.in. czulam sie wylaczona calkowicie z jakichkolwiek wspolnych planow, a on z gory zaklada, ze ja za niego chce wyjsc. Chlopak sie nie spodziewal niczego poza TAK i lzami szczescia i sie mocno zdziwil. Od tamtej pory wszystkie tego typu filmowe akcje rodem z powiesci Jane Austen sa dla mnie zenujace. Dlaczego to kobieta ma czekac, az facet sie laskawie zdecyduje na rozmowe? Te czasy juz dawno i na szczescie minely!
    2. kwestia:
    po co Tobie w ogole slub?
    Ja jakos Twojego faceta rozumiem. Z moim partnerem mieszkam od ponad 5 lat i to on wyciaga czasem temat ewentualnego slubu. A ja po prostu sobie tego nie wyobrazam. Z wielu wzgledow, glownie biurokracyjnych. W kraju w ktorym mieszkam obowiazuja tzw. zwiazki partnerskie, wiec kiedys pewnie sie zarejestrujemy celem unikniecia problemow typu szpital, podatki, itp.
    I wcale nie traktuje go jako kryzysowego narzeczonego. Owszem, uwazam, ze latwiej wymiksowac sie z nieformalnego zwiazku. Z malzenstwa troche trudniej, ale na pewno bolesniej.
    Najpierw zastanow sie po co Tobie slub (i w tak mlodym wieku!!).
  • xciekawax 11.11.11, 20:47
    ale slub moze byc wewnetrzna potrzeba partnera. Dzieci raczej tez nie sa do niczego potrzebne, a jednak ludzie je maja.
  • asocial 11.11.11, 21:48
    potrzebe posiadania dzieci mozna wytlumaczyc czysta biologia i atawistyczna checia powielania genow. W tym kontekscie slub juz w ogole nie mialby sensu jako zaprzeczenie naszej poligamistycznej natury.

    Niewatpliwie autorka watku ma wewnetrzna potrzebe podpisania papierka i pewnie super fety z biala suknia, gdyby bylo inaczej, nie byloby tego watku.

    Nie jestem zwolenniczka slubu (najwyraziej partner tez nie jest) wiec ciekawi mnie skad ten ped do podpisywania papierkow.
    Wiekszosc z moich znajomych z Polski juz jest zonata/ mezata i na moje pytanie ¨dlaczego¨ , owszem, slyszalam historie o milosci, ale glownie odpowiedz obijala sie ¨no bo co jeszcze mozemy zrobic?/ z nudow/ bo tak po prostu musi byc/ bo tak sie robi/bo nie chce zeby mnie zdradzil/ bo chce go/ja sobie zaklepac¨ itp.
    Jesli autorka woli slub od partnera, to oczywiscie powinna go zostawic i olac, bo nie szanuje jej potrzeb, ale moze zanim to zrobi (zwlaszcza, ze pisze o szczesliwym zwiazku) warto sie zastanowic, tak naprawde, po co ten slub. Bo mama chce? Bo tak trzeba? Bo czuje sie niepewnie bez slubu? Bo boi sie, ze bez slubu facet ja rzuci? Bo wszystkie kolezanki juz, a ona jeszcze nie?
    Zawsze mozecie tez wziac razem kredyt, to wiaze zdecydowanie bardziej niz jakikolwiek wesele:)
  • Gość: Alicja IP: *.clients.rysnet.com 11.11.11, 22:01
    Poza "co jeszcze mogliśmy zrobić" jest też kwestia odpowiedzialności za drugą osobą. I to jest akurat niebagatelna sprawa.
  • xciekawax 12.11.11, 20:59
    Jezeli to jest tylko kwestia "podpisania papierka" to tymbardziej facet nie powinien miec problemu aby go podpisac, szczegolnie gdy bardzo uszczesliwi to osobe ktora podobno kocha.

    To wlasnie ludzie ktorzy najbardziej krzycza ze to tylko papierek - maja jakas fobie/obsesjie slubu. Po prostu zrazili sie w przeszlosci widzac pewne sytuacjie, albo maja inne problemy.

    To tak samo wazna sprawa jak to ze np jedna osoba chce dzieci a inna nie. Nie ma tu kompromisu, ktos musi sie zdecydowac ze straci. Wtedy albo trzeba odejsc i poszukac kogos kto mysli tak samo jak my - albo wlasnie stracic - tylko nie wiem dlaczego wszyscy mowia ze to autorka ma tracic a facet miec wszystko co chce. I jakie daje to swiatlo na ich przyszly zwiazek? On zawsze bedzie mial to co chce, a ona bedzie musiala ustepowac?
  • Gość: Monia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.11, 21:13
    Byłam w podobnej sytuacji do Twojej-też tak, że ustaliliśmy, że się chajtniemy po czym temat zniknął i żadnej inicjatywy z jego strony. Nie wytrzymałam psychicznie i już miałam dość tego związku, powiedziałam mu, że jest oszustem nie przypominając dlaczego. Często powtarzałam, że już mnie taki układ nie interesuje, odcięłam się od niego. Snułam plany bez niego. On domyślił się o co chodzi i na walentynki zrobił mi wspaniałą niespodziankę-zabrał mnie w rejs do innego kraju i na promie oświadczył mi się. Chajtnęiśmy się po kilku miesiącach. Teraz to mówi,że głupi był, że nie chciał się chajtać. Chyba się bał usidlenia.
    Życzę, żeby i Tobie ułożyło się wszystko dobrze z nim czy bez niego. W każdym razie nie uwieszaj się jużna nim. Wyobraź sobie życie bez niego. Może on zareaguje czego Tobie życzę a jak nie to ułożysz życie sobie z kimś innym. Powodzenia!
  • Gość: Emigrantka IP: *.range86-176.btcentralplus.com 15.11.11, 01:18
    jestes jego poczekalnia, az trafi sie ta ktora go zafascynuje, a wtedy on da ci dzien na wyprowadzke, albo sam cie spakuje, a ona juz bedzie miala walizki w drzwiach. Tego chcesz? to dalej z nim siedz i trac czas. Tik tak, twoj zegar biologiczny tyka, przy nim tracisz mlodosc, czas i szanse na normalny zwiazek z facetem, ktoremu zalezy na tobie. Jemu nie zalezy.
  • n.wataha 15.11.11, 01:27
    Są osoby (nie tylko mężczyźni), którzy do instytucji małżeństwa mają bardzo ambiwalentny stosunek.
    Zauważyłem, że są to często dzieci z rozbitych rodzin, które bardzo dobry kontakt (wręcz przyjacielski)miały z osobą, która je wychowywała. Naciskanie takiej osoby raczej spowoduje jej ucieczkę niż zgodę na ślub. Jeśli jesteście szczęśliwi, to musisz sama sobie odpowiedzieć na pytanie, czy będziecie bardziej szczęśliwi gdy zalegalizujecie ten związek? Raczej nie. Po prostu Ty oczekujesz wyjasnienia pewnej sytuacji prawnej. Może warto byś zwierzyła się swojemu chłopakowi z Twoich obaw, lęków?
  • Gość: Monia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.11, 13:05
    Dlaczego miałaby nie być bardziej szczęśliwa po ślubie skoro tego pragnie? Mój mąż jest bardziej szczęśliwy i ja również, ponieważ teraz potrafimy na więcej zdecydować się niż przed ślubem. Mniej formalności nam na przeszkodzie. Próbujesz wmówić, że to czego ona chce to się nie liczy. Ja rozumiem, że on może nie chcieć tego ale nie bagatelizuj jednocześnie jej wyobrażeń o szczęśliwym związku.
  • n.wataha 16.11.11, 09:47
    Gość portalu: Monia napisał(a):

    > Dlaczego miałaby nie być bardziej szczęśliwa po ślubie skoro tego pragnie?
    Ona tak, gdyż świadomie czy podświadomie pragnie pewnej stabilizacji, pewności jutra.
    Pytanie jednak czy on po prostu nie ma lęków przed zmianą obecnego stanu. Czy jego lęk przed prawnym usankcjonowaniem związku nie został właśnie wyniesiony z domu rodzinnego?

    Tutaj raczej rozmowa partnera z psychologiem dałaby odpowiedź i całkiem możliwe, że zmianę nastawienia partnera do legalizacji związku.
    Decyzja o zawarciu małżeństwa to decyzja obojga partnerów i raczej tylko chęć jednej strony wcale nie musi uszczęśliwić również drugiej.
  • Gość: Milska-Wrzosińska IP: *.gts.pl 16.11.11, 13:07
    Sens ślubu

    „Nie potrzebujemy papierka” – mówią przeciwnicy formalizowania związków. Są zdecydowani na wspólne mieszkanie, łóżko i finanse, ale nie chcą stanąć przed ołtarzem. Choć może się to wydawać paradoksem – ślub ma dla nich znaczenie.

    Zofia Milska-Wrzosińska

    Gabinety terapeutów małżeńskich odwiedza coraz więcej osób, które żyją w związkach nieformalnych. To bardzo ciekawe zjawisko – para nie legalizuje wprawdzie związku, a jednak uważa go za na tyle trwały i ważny, by nad nim pracować. Psychoterapeuta, zbierając wstępne informacje, na ogół pyta partnerów o przyczyny niezawarcia ślubu.

    Czasem pytanie takie wywołuje zdziwienie albo dezaprobatę – może wtedy paść odpowiedź w tonie cokolwiek lekceważącym: „Ależ proszę pani, przecież to zupełnie bez znaczenia”.

    Najczęściej przeciwnicy sformalizowania związku głoszą, że znaczenie ma samo uczucie i nie ma co go sankcjonować w urzędzie albo w świątyni. Ich zdaniem ten krok – złośliwie nazywany obrączkowaniem – nie gwarantuje przecież trwałości związku, więc się nie liczy. Taki światopogląd bywa jednak kamuflażem głębokich, osobistych wątpliwości. Bo przecież gdy jakaś konwencja jest nam zupełnie obojętna, to ze względu na innych raczej jej przestrzegamy, niż z nią walczymy. Jeśli dla kogoś nie ma znaczenia, jak się ubierze na pogrzeb, to i tak założy coś stonowanego, a nie kreację w neonowych barwach. Ci, dla których ślub rzeczywiście nie jest istotny, biorą go bez wahań, problemów i kosztów psychicznych. Po prostu dostosowują się do powszechnej konwencji. Natomiast dla osób, które ślubu unikają, jest on właśnie bardzo ważny – wywołuje wiele silnych, sprzecznych i nierzadko trudnych uczuć i wyobrażeń.

    Ślubna powściągliwość na ogół nie jest równie mocna u obu stron. Gdy rozmawia się z partnerami oddzielnie, to zazwyczaj okazuje się, że jeden z rezygnacją i niekiedy wbrew sobie dostosowuje się do decyzji drugiego, który stawia weto. Ale dlaczego właściwie ktoś zdecydowany na wspólne mieszkanie, łóżko i finanse wzdraga się przed ślubem?

    Zawarcie małżeństwa to publiczne, formalne zobowiązanie się do tworzenia monogamicznego, stabilnego związku z konkretną osobą przeciwnej płci. Są ludzie, dla których złożenie takiej obietnicy jest bardzo dużym wyzwaniem.

    Najprostszym powodem niechęci do zawarcia małżeństwa może być świadoma lub nieświadoma wątpliwość dotycząca partnera. Ideologia „nie potrzeba nam papierka” służy ukryciu faktu, że nie jest się pewnym swojej decyzji o związku na tyle, by potwierdzać to ślubem. Jednak zadziwiająco wielu przeciwników małżeństwa zmienia zdanie, gdy pojawia się nowy, ekscytujący obiekt uczuć. Rozmawiałam z czterdziestoletnim mężczyzną opuszczonym przez młodszą o kilka lat partnerkę, z którą był bardzo długo. Kobieta ta zawsze głosiła niechęć do ślubu, twierdząc, że słowa „mąż” i „żona” zabijają erotyzm, że ani ksiądz, ani urzędnik nic nie mają do jej miłości. Gdy jednak poznała kogoś nowego, szybko zdecydowała się na tradycyjną, religijną ceremonię zaślubin. Mój pacjent czuł się oszukany. Okazało się, że źródłem oporu tej kobiety nie była niechęć do konwencji – ona po prostu nieświadomie czekała na innego mężczyznę.

    Niekiedy ślub kojarzy się z ograniczeniem i ubezwłasnowolnieniem. Niektórzy mężczyźni są kochającymi partnerami, a nawet ojcami rodzin, ale gdy pod presją partnerki godzą się wreszcie na wyznaczenie daty ślubu, popadają w nieufną wrogość. Zamiast radosnego oczekiwania przejawiają bierny opór i ponurą desperację, a na wszelkie pytania odburkują: „To już tam sobie rób, jak uważasz”. Efekt jest taki, że narzeczona odwołuje ceremonię i zrywa. Wtedy jednak po swojemu kochający partner próbuje ją przebłagać. Ustalają nowy termin ślubu – i historia się powtarza. Znam parę, która przeszła sześć takich cykli, i w końcu zaimprowizowany ślub odbył się za granicą, w tajemnicy przed najbliższymi.

    Ślub można rozumieć jako potwierdzenie wiary i nadziei. Wiary, że podejmujemy dobrą decyzję, oraz nadziei, że dzięki temu nasze życie będzie dobre. Niektórzy ludzie nie mają jednak ani wiary, że mogą być naprawdę kochani, ani nadziei, że bliskość przetrwa. Ich związek może istnieć dopóty, dopóki nie staną wobec perspektywy formalnego aktu ufności, jakim jest ślub. Wtedy uruchamia się ich ukryty, ale ogromny lęk. Wzdragając się przed ślubem, próbują chronić swój związek przed niszczącą siłą własnego pesymizmu.

    Ceremonia ślubna to publiczne objawienie spraw intymnych, potwierdzenie seksualnego aspektu związku, deklaracja zaangażowania na długi czas, a nawet na całe życie. Przysięgę przed reprezentantem społeczeństwa można przeżywać jako naruszenie prywatności i inwazję zewnętrznego świata w życie osobiste. Ta niechęć może być psychologicznie zrozumiała, ale czasem przezwyciężenie jej – i innych źródeł ślubnego oporu – to wyraz miłości. Miłość to przecież również gotowość do pracy nad swoimi wewnętrznymi ograniczeniami.

    Zofia Milska-Wrzosińska jest psychologiem, superwizorem psychoterapii certyfikowanym przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne i dyrektorem warszawskiego Laboratorium Psychoedukacji. Napisała książki „Para z dzieckiem” i „Bezradnik”.
  • Gość: Monia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.11, 23:56
    Może ale nie musi wynikać ze złych doświadczeń z domu rodzinnego. Ja mam złe doświadczenia- moi rodzice nie stanowili szczęśliwej pary i rozwiedli się w klimacie ostrej wrogości wobec siebie. Nie muszę chyba opisywać jak czułam się w domu rodzinnym. Jest coś w tym, że nie pragnie się tak ślubu jak inni z normalnych rodzin ale uważam i tak ,że jest to kwestia trafienia na właściwą osobę. Ja mieszkałam kilka lat z moim partnerem zanim byłam zdecydowana i on jak pisałam wyżej nie wykazywał inicjatywy (on z rodziny szczęśliwej nie rozwiedzionej). Także nie jest to zasadą to co piszesz.
  • n.wataha 17.11.11, 09:29
    Gość portalu: Monia napisał(a):

    > Może ale nie musi wynikać ze złych doświadczeń z domu rodzinnego.

    Może ale nie musi. To prawda.
    Jednak najczęściej wynika.

    > Ja mam złe do
    > świadczenia- moi rodzice nie stanowili szczęśliwej pary i rozwiedli się w klima
    > cie ostrej wrogości wobec siebie. Nie muszę chyba opisywać jak czułam się w dom
    > u rodzinnym.

    Z tym, że Ty zwracasz uwagę na tylko jeden czynnik, że w domu rodzinnym było źle. Ja zaś zwróciłem uwagę, że osoby mające jakieś podświadome lęki przed aktem ślubu, miały w domu rodzinnym jeszcze jeden czynnik - mieszkały z matką lub z ojcem (nie zaś z obojgiem rodziców) w pewnym błogostanie, gdzie ich relacje były nad zwyczaj dobre, przyjacielskie. I jeśli porówna się taki stan do tego co miały przed rozwodem rodziców, to po prostu stronią od sytuacji małżeństwa, podświadomie obawiając się "powtórki z życia".
    W tym przypadku chodzi o Freudowskie przenoszenie lęków z życia swoich rodziców na własne życie.
  • totumfacka 17.11.11, 11:43
    Dziękuję za wszystkie komentarze i rady.
    Naprawdę dużo dla mnie znaczą.
    Pisałam jednak, że oboje jesteśmy z PEŁNYCH rodzin, mieszkaliśmy z obojgiem rodziców.
    Więc przyczyna niechęci mojego partnera do ślubu musi tkwić gdzieś indziej.
    Jego rodzice są ze sobą bardzo szczęśliwi, stanowią niezwykle udane małżeństwo.
    On kiedyś zasłaniał się brakiem pieniędzy, dobrej pracy, itp.
    Teraz to już nieaktualne - dostał świetną pracę, finansowo wiedzie nam się nieźle.
    I jedynym krokiem, jaki on w związku z tym planuje, jest sprzęt potrzebny do jego hobby za 1000 zł.
    Oczywiście - ja całym sercem wspieram jego zainteresowania i chętnie sama kupiłabym mu w prezencie całe niezbędne oprzyrządowanie.
    Chodzi mi tylko o zaznaczenie, że pierwszą jego myślą po niezłej wypłacie bynajmniej nie była możliwość sfinansowania ślubu, tylko właśnie ta rzecz.
    Czyli argument o pieniądzach był kłamstwem i zasłoną dymną...
  • n.wataha 17.11.11, 13:04
    Więc wygląda na to, że po prostu nie dojrzał jeszcze do małżeństwa.
    Może nie jest pewien swoich/Twoich uczuć. Może nie czuje się jeszcze na tyle "dorosły", może obawia się, że czas "wyszumienia się" jeszcze przed nim, a może jest właśnie w fazie "wyszumiania się" i nie jesteś jeszcze dla niego tą "wymarzoną, wyśnioną"? Albo boi się wejścia w fazę "dorosłości", czyli odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale również za rodzinę.
  • Gość: Monia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.11, 18:45
    > W tym przypadku chodzi o Freudowskie przenoszenie lęków z życia swoich rodziców
    > na własne życie.
    Ciekawa teoria :)
    A ja sądzę, że najbardziej to kolesiowi nie chce się i boi się utraty wolności z czym niektórym mężczyznom kojarzy się małżeństwo
  • Gość: zbirzbiro IP: *.adsl.inetia.pl 25.07.12, 18:33
    Już dużo wypowiedzi tutaj padło, więc na pewno ktoś ci to poradził, ale warto podkreślić: postaw ultimatum i bądź konsekwentna. Nie musisz się wdawać w dyskusje ani o nic prosić, wystarczy jak powiesz, że życie to sztuka wyboru i nie da się podążać kilkoma drogami jednocześnie albo w nieskończoność odwlekać momentu samookreślenia się. Możesz mu jeszcze powiedzieć, że go rozumiesz, że każdy może mieć cień wątpliwości "a jakby było z inną", ale trwając w status quo może Ci odebrać czas, który dałabyś komuś innemu. To wszystko - więcej nie warto mówić. Jeżeli się wykręci to masz prawo się z nim rozstać.

    Ponosisz realne ryzyko - zależy Ci na nim, a stawiając go "pod murem" wymuszasz deklarację, której może nie złożyć. Ale o to tu chodzi, nie pije szampana ten kto nie ryzykuje.
  • zyga776 06.08.12, 12:50
    Jako facet powiem, że mnie frustrowały by takie nalegania dziewczyny na ślub.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.