Dodaj do ulubionych

alkoholizm i zdrady

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.11.11, 10:07
Jestem z mężem ponad 28 lat (23 po ślubie).Wyszłam za mąż z wielkiej miłości. Po 2 latach pierwsze dziecko, potem dłuuuugo przerwa... i druga córeczka. Byłam bardzo szczęśliwa w małżeństwie, ale od porodu drugiego dziecka moje małżeństwo zaczęło przechodzić kryzys. Mąż pracował w służbach mundurowych. Wiadomo,że tam nie stroni sie ani od alkoholu, ani zdrad.
Zaczęło się pijaństwo,brak powrotów na noce do domu, brak pomocy przy małym dziecku. Potem skrucha, staranie się, mąż nieba by uchylił.Aż do następnego razu. I tak w kółko. Okazało sie, że mąz ma romans. Pił, by robić sobie alibi, że rzekomo zapił i spał tam, gdzie imprezował. Wracał nad ranem bądź wcale. Poczatkowo wierzyłam, ale potem zaczęłam podejrzewać zdrady. I nie pomyliłam się. Miotał się, niby chciał być z nami, ale kontaktu z kochanką niem zerwał. Wyrzuciłam go z domu. Po 3 miesiącach ustalilismy nowe warunki i pozwoliłam mu wrócić, choć już po tygodniu mieszkania z nią błagał, prosił, klekał i płakał. Dziś wiem, że to manipulacje. Kilka mieisęcy spokoju i znów powtórka z rozrywki. Nadal utrzymywał kontakt z kochanką. Wniosłam pozew o rozwód. Odbyły sie 3 rozprawy, sąd nie dał nam rozwodu, dając nam sznasę na naprawę małżeństwa.
Mąż niby ustatkował się. Nadal popijał, ale kontakt zerwał. Nie byłam w stanie zmusić go do terapii, niby chodził na spotkania z psychologiem, przysięgał w kościele ale suma sumarium i tak po jakimś czasie zapijał. Bez awantur, przemocy itp. I bez kochanki.
Ostatnio znów pije, nie wraca na noce. Schemat zaczyna powtarzać się. Potem trzeźwije, sprząta, gotuje, pierze. A ja podejrzewam, że znów mnie zdradza.
Teraz przeszedł na emeryturę. Czy uważa Pani, że ten fakt jest w stanie coś zmienić?
Dodam, że jestem niezależną, wykształconą i zaradną kobietą. Zarabiam więcej niż mój mąż. Mam także swoje własne mieszkanie, do którego mogę wyprowadzić się.
Ale nie umiem przeciąc tej toksycznej petli. Mój mąż mówi, że mnie kocha, że jestem IDEALNA. Nigdy nie wyzywał mnie, nie obrażał. Nawet jak miał kochanke był czuły, ciepły, chętny na seks itp.Bardzo chętnie spędza ze mną wolny czas, jeździmy na rowerach, chodzimy na baseny, sauny, często podróżujemy. Teraz od 1,5 miesiąca nie odzywam sie do niego. On inicjuje rozmowy, ale ograniczam sie tylko do bardzo krótkich komunikatów. Co trzyma go przy mnie? Czy jego trwanie przy mnie to faktycznie miłość czy też nasze wspólne współuzależnienie?
Dużo czytam na ten temat, dokształcam się i wiem, że musze od niego odejść, bo nie wykorzysał szans, jakie ode mnie otrzymał. Gdzie jest zatem moja granica?
Czy jego zdrady powodowane są alkoholem? Czy to jest mechanizm, który wzajemnie nakręca się? Podejrzewam go o seksoholizm, bo częstotliwośc naszego współżycia była naprawdę wysoka, a mimo tego dla niego niewystarczająca. Może to chęć adrenaliny?
Jak Pani ocenia tę sytuację. Czy widzi Pani szansę na pozytywną zmianę mojego męża? Czy po tylu latach jest on w stanie zerwać z nałogami? Czy jesteśmy skazani na rozstanie?
Pozdrawiam
Edytor zaawansowany
  • 30.11.11, 15:36
    Bardzo dlugo Pani z nim wytrzymala i nauczyla sie Pani zyc z jego paskudnymi zachowaniami, a maz to wykorzystuje. Wie, ze cokolwiek zrobi - to i tak Pani z nim bedzie i czuje sie bezpiecznie. Szansa na zmiane byloby odciecie od tego poczucie bezpieczenstwa, jakie daje mu Pani w malzenstwie. Wyprowadza sie Pani, sklada wniosek o rozwod i wtedy sie okaze czy on chce wziasc sie za siebie.
    Jest Pani mloda, duzo Pani poswiecila swojego zycia swojemu mezowi i warto by teraz zaczac zyc dla siebie, a nie znosic tego czlowieka przez co najmniej kolejne 20 lat.
  • Gość: Yaris68 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.11, 19:20
    Bardzo dziękuję za konstruktywne wsparcie. Obawiałam się, że zostanę zmieszana z błotem, że bez szacunku,bez godności itp. Te kobiety, które przeżyły ponad cwierć wieku z mężem, wiedzą, jak trudno odejść. Jestem przekonana, że mąż nie zmieni się, bo tak jak Pani pisała, ma bezpieczną przystań i może robić, co mu sie podoba, w przeświadczeniu, że i tak wszytsko bedzie wybaczone. Ale miarka się przebrała...
  • Gość: ooooooo IP: *.220.111.20.bransat.pl 30.11.11, 21:47
    Mąż pracował w służbach mundurowych. Wiadomo,że t
    > am nie stroni sie ani od alkoholu, ani zdrad.



    Juz ktorys raz z rzedu czytam, ze mundurowi pija na umor i zdradzaja:D
    Gdyby nie pracowal w mundurowce, oczywiscie by nie pil i nie zdradzal?
    Masz pecha kobieto, ze trafil Ci sie taki egzemplarz, nie inny.


  • 01.12.11, 10:57
    Zostaw szuję. Poboli i przestanie. Odzyskasz wolność i spokój. Odzyskasz szacunek dla siebie.
  • 01.12.11, 11:59
    Jest nadzieja na zmianę w Twoim mężu i jego postępowaniu warunkiem koniecznym takiej zmiany jest zabranie mu komfortu picia, zdradzania. Po rady jak to zrobić, zabrać mu ten komfort udaj się do poradni dla uzależnionych. Jesteś współuzależniona. Bez tego nie ma szans na zmiany.
  • Gość: yaris68 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.12.11, 13:39
    Wiem, że jestem współuzależniona. Przeczytałam b. dużo książek na ten temat i mam świadomość, jak zabrać pijakowi komfort picia. Nie wylewam alkoholu, nie sprzątam po nim, nie usprawiedliwiam go, nie kryję przed rodziną, nie okrywam, jak śpi na zimnej podłodze.Jestem niezależna finansowo, pracuje, mam swoje zyciu i przyjaciół. tak więc nie wiem, co musiałabym zrobic, czy odebrać mu komfotr picia.
    A co ze zdradzaniam?
    Jak mam odebrać mu komfort zdrady? JMam go śledzić, sprawdzać, inwigilować? Jak przestanie pić to nie będzie zdrad. Bo te nałogi idą u niego w parze.
    Jakieś podpowiedzi?
    dziękuję
  • 01.12.11, 14:10
    przestać sie nim interesować i pokazać, ze Ci na nim nie zależy. Najlepiej wyprowadzić sie i postawić twardy warunek, ze możesz z nim byc jak ostatecznie skonczy z alkoholem i zdradami. Na razie on ma pełen komfort bo co nie zrobi to i tak mu wybaczysz
  • Gość: walia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.18, 21:57
    W takiej poradni nikt nie powie jak mu psuć komfort picia, tylko żeby to zrobić. Same musimy to wymyśleć, a to bardzo trudno.Piją i często nie ponoszą żadnych konsekwencji-nie straszny im rozwód, bo wtedy nikt nie będzie im gderał,że nie mają pić. Odstawienie od "stołu i łoża" tez nic nie da- bo na seks zawsze są chętne a jeść można w knajpie.Będą pić latami bezkarnie- aż wątroba albo ciśnienie popuści. A to może trwać i 30 lat!
  • 02.12.11, 11:20
    Witam,
    Najważniejsze jest to, że nie jesteś bezradna, skazana na życie z nim. Możesz być sama, lub z nim - to twój wybór. Rzecz w tym, że nie umiesz lub nie chcesz dokonać wyboru.
    Wysyłasz męża na terapię i słusznie, ale jak widzisz w jego przypadku niewiele to dało, bo być może on tak naprawdę nie czuł takiej potrzeby, wiec nie potraktował tego poważnie.

    Ja mam wrażenie, że terapia przydałaby się tobie. Zagubiłaś się i już nie wiesz, co tak naprawdę jest ważne i dla kogo. Chcesz męża zostawić i jednocześnie chcesz go chronić. Nie akceptujesz jego postępowania, ale jednocześnie czujesz się za niego odpowiedzialna, a może nawet w jakimś stopniu winna.
    I tak to się kręci. Emocje od ściany do ściany.
    I chcesz dobrze i nie wytrzymujesz. I wierzysz i nie wierzysz w jego zmianę.
    Jak widzisz pomoc jest ci bardzo potrzebna, bo to wszystko trzeba przepracować. Najpierw ty i twoje problemy, potem ewentualnie wy we dwoje, o ile będziesz jeszcze chciała być we dwoje.

    Potrzeby ci też jest dystans. Jeśli możesz, chociaż na jakiś czas zamieszkać osobno, w swoim mieszkaniu, to zrób to. Do tego nie jest potrzeby rozwód. Zajmij się sobą, swoimi sprawami, jego zostaw. Niech przemyśli swoje życie.
    Tylko musisz być konsekwentna.
    Nie może być tak, że on co drugi dzień będzie cię odwiedzał i będziecie rozmawiać w kółko o tym samym, bez żadnego efektu.
    W każdym razie nie bądź bierna, chroń siebie i nie obawiaj się zmian. One mogą oczywiście pociągnąć za sobą emocjonalny koszt, ale może wreszcie doprowadzą do czegoś pozytywnego i stałego.
    Samo przejście na emeryturę, niewiele zmieni. Mąż będzie miał więcej czasu, o ile nie podejmie dodatkowej pracy, a nuda to sprzymierzeniec alkoholu, a alkohol to......... I koło się zamyka!
    Życzę ci życiowej odwagi i pozdrawiam

  • 05.12.11, 10:29
    Bardzo dziękuję Pani Ewo za fachowe spojrzenie na mój problem.
    Pisze Pani, że powinnam udać się na terapię. Myślałam już o tym. Tylko do czego zacząć? Psycholog? Czy terapia grupowa? I pod jakim kątem? Może mi Pani coś podpowiedzieć?
    Może po takiej terapii rozjaśni mi sie w głowie, będę wiedziałą, czego chcę bo teraz faktycznie miotam się z emocjami i decyzjami. jestem rozchwiana.
    Problem w tym, że nie potrafię rozgryźć swojego męża. Mówi, że kocha, okazuje to, stara się, bardzo angazuje w prace domowe. Po czym , nagle zapija. I nie wraca na noc, bądź wraca nad ranem. Wczesniej jest miedzy nami bardzo dobrze. I w jednej chwili wszystko runie.
    Czytam dużo książek na ten temat, o współuzaleznieniu, o załzach, o kobietach, które kochają za bardzo, o toksycznych związkach. Ale tam jest nowa o "normalnych" facetach, wyjaśnienie mechanizmów ich postępowania. Mój nie jest tym "normalnym", przez 25 lat był mundurowym, ze zrytą psychiką, pociagiem do alkoholu i kobiet. I jego nie potrafie rozgryźć.
    Na razie trwam, obserwuję, zdałam się na czas.
    Jak zawiedzie po raz kolejny - już na emeryturze- to bedzie wszystko jasne.
    Pisze pani o konsekwencji. Wiem, że to konieczne, ale jeśli radzi mi Pani wyprowadzić się choć na jakiś czas, to rozumiem, że potem miałabym ewent. z powrotem wrócić do domu. Ja z kolei obawiam się, że takim działaniem udowodnie mu własnie swoją niekonsekwencję, gdyż najpierw wyprowadzam się, a potem i tak wracam. Czy to tak ma działać?
    Czy zna Pani przypadki, że nagle, z wiekiem ludzie -prowadzący poprzednio bujne życie towarzyskie-ustatkowują się?
    Jeszcze raz dziekuję i pozdrawiam
  • 05.12.11, 11:50
    Witam,
    Ustatkowanie się z wiekiem jest jakby naturalne. Mniej zdrowia, mniej atrakcyjności własnej, mniej potrzeb erotycznych. Chociaż znam i takie przypadki, że właśnie dopiero w późnym wieku panu "odbiło", jak to mawiają żony, ale to chyba nie tym razem.

    Mnie zastanawia coś innego. Mianowicie ciągle piszesz i myślisz o nim. Co zrobi, czego nie zrobi, kiedy i jak?
    A gdzie ty w tym wszystkim jesteś? Gdzie twoje życie, pragnienia, marzenia, wreszcie gdzie twój spokój i komfort?
    Czy naprawdę chcesz spędzić życie na czekaniu, aż on się zmieni?
    I co, myślisz, że nagle wynagrodzi ci te wszystkie stracone, przepłakane i upokorzone lata?

    Moim zdaniem jesteś typową uzależnioną żoną. Wiesz, że ci źle, nie musisz z nim być, bo stać cię na samodzielność, a jednak ciągle, dzień w dzień, przy nim tkwisz i zadręczasz się> Co chcesz przez to uzyskać i dla kogo?

    Dlatego, zaproponowałam ci terapię, lepiej grupową, bo wtedy zobaczysz, że to nie jest tylko twój problem, łatwiej jest spojrzeć szerzej.
    I dlatego też proponuję, żebyś dała sobie oddech, tym bardziej, że masz się gdzie podziać.
    W tej chwili nie masz dystansu. Ani do niego, ani do siebie, ani w ogóle do niczego.

    Wydaje ci się że masz jakąś misję do spełnienia. Coś w rodzaju "zbawienia świata".
    Zupełnie nie zauważasz, nie bierzesz pod uwagę, że niszczysz siebie, że życie ci ucieka.
    Te moje słowa nie wystarczą. Wprawdzie pewnie zgodzisz się z nimi, ale nic nie zrobisz. Bo nie wiesz jak, od czego zacząć, nadto nie jesteś przekonana. Terapia pomoże ci odnaleźć siebie i zawalczyć o samą siebie.
    Co potem zrobisz - nie wiem! Ale na pewno będziesz miała inne spojrzenie.
    Pozdrawiam
  • Gość: yaris68 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.12.11, 12:09
    Pani Ewo,
    bardzo dziekuję za kolejne sugestie.
    Wiem, że sama bez niego poradzę, bo mieszkałam już tylko z dziećmi przez 3 miesiące. Ale wrócił, klękał, błagał więc pozwoliłam wrócić. Na moich warunkach. Przez kilka lat było miedzy nami fajnie, aż któregoś dnia okazało sie, że wróciłam do punktu wyjścia.
    Wyprowadzić sie mogę w każdej chwili, bo mam mieszkanie, tylko czy bedzie mi lepiej?
    On ma taki chrakter, że jak zawini, to nieba uchyla. Sprząta, gotuje,kwiaty przynosi, obiadzik po nos itp. To szalenia uzaleznia. Poza tym mamy wspólne pasje, oboje kochamy podróże. Zasmakowalismy w tym i żal mi, gdy pomysle, że póki co nigdzie nie wyruszę, bo po prostu samej kobiecie strach. Jets mi przy nim wygodnie i chyba to mnie tak trzyma. Może gdyby mnie bił, wyzywał, stosował jakąkolwiek formę przemocy wobec mnie lub dzieci byłoby mi łatwiej podjąć decyzję. A tak? Błędne koło.
    Tak jak Pani słusznie zauwazyła, ja wiem, co mam robić. Wiem tez, że jestem kobietą współuzależnioną. Czytałam mnóstwo pozycji na ten temat. Jestem też po studiach pedagogiczno-psychologicznych wiec liznęłam nieco spojrzenia psychologicznego.
    I nadal tkwię w punkcie wyjścia.
    W sumie alkoholizm jego nie jest tak destrukcyjny jak w wiekszości domów. Bo MM przychodzi i idzie spać. Wstaje i znów idzie.
    Nie moge zaś przełknąć mysli o zdradzie. Pierwszą wybaczyłam. Zapowiedziałam, że drugiej nie wybaczę.
    I może to mnie powstrzymuje przed odcięciem od niego, bo nie mam na 100% pewności, że to zrobił. I dlatego chcę poobserwowac, by nabrać pewności.
    Nawet jakbym wyprowadziła się, bo nie zniosłabym mysli, że przychodzi do dzieci, próbuje nawiązac ze mną kontakt, ja staram się ułozyć w miare dobre relacje miedzy nami, ale podświadomie obawiałabym sie tego,że jest inna kobiata, że nadal jestem oszukiwana. U mnie jest albo białe, albo czarne. Inaczej odcinam sie zupełnie, tak jak było w przypadku pierwzej zdrady. Jak ustalilismy warunki, dopiero mógł wrócić. Bez kłamst i oszustw. Żadam od niego szczerości, uczciwości, ale on nie potrafi taki być. Wszechobecne kłamstwa.
    Mieszkam w niewielkim mieście, ciekawe, czy są tutaj terapie bądź psycholodzy.
    Może po takiej terapii uświadomie sobie czego tak naprawdę chce i co jest dla mnie dobre?
    Chyba nie spotklała się Pani w całej swojej karierze z tak pokręconym przypadkiem?
    Pozdrawiam Panią serdecznie
  • 07.12.11, 09:33
    Wszystko wiesz ale moim zdaniem nie czujesz konieczności zmiany w swoim stosunku do męża. Dalej nie chcesz, nie możesz powiedzieć dość, to koniec. Pozwalasz się przeprosić udobruchać, Twój mąż, osoba uzależniona to mistrz manipulacji i Ty to wszystko łykasz jak gęś.
  • Gość: julie IP: 81.59.216.* 07.12.11, 11:36
    Zycie to nieustanne wybory i niestety nie zawsze mozna miec wszystko...musisz sama stwierdzic, co jest dla Ciebie wazne - Twoja godnosc, czy wygodne zycie z podrozami razem z mezem...zreszta, czy jestes wtedy naprawde w 100% szczesliwa, gdy wciaz myslisz o tym, co On robi i z kim i dlaczego...moze bylabys szczesliwsza, gdybys sama mogla gdzies pojechac bez tych wszystkich mysli? Masz mozliwosc uwolnienia sie od tego wszystkiego, ale wedlug mnie boisz sie zycia bez Niego, tak jakby to co nieznane, bylo czyms strasznym - czesto okazuje sie duzo, duzo lepszym...
  • Gość: julie IP: 81.59.216.* 07.12.11, 11:42
    P.S. Tak jak Twoj maz stawia swoje potrzeby (alkohol, kobiety) na pierwszym miejscu, tak Ty teraz powinnas postawic swoje (spokoj, stabilizacja itp.). Funkcjonujecie przez tyle lat w ten sam sposob, poniewaz On jest u Ciebie na pierwszym miejscu ( wybaczanie, ciagle rozmyslanie co z Nim jest nie tak, dlaczego postepuje tak a nie inaczej) i jest to przez Niego wykorzystywane. Czas na zmiane rol - moze wypadaloby, zeby On w koncu zaczal rozmyslac o Tobie?????
  • Gość: samotna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.12, 10:34
    Nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem. Znam te wszystkie uczucia o których piszesz. To tak jakbyś pisała o mnie. Chciałabym porozmawiać z Tobą ale nie na forum. Czy jest taka możliwość?
  • Gość: gosia IP: *.syrion.pl 03.11.12, 22:31
  • 04.11.12, 16:19
    2012 minus 1968 daje 44.
    23 minus 2 daje 21.
    44 lata, córka lat 21.
    Jest Pani w takim wieku że dzieci z Pani już nie będzie, a będą z córki.
    Czyli - żaden kawaler niezależnie od wieku Pani nie tknie.
    Na wdowców też nie ma co Pani liczyć bo teraz kobiety żyją dłużej niż mężczyźni.
    Rozwodnicy - zwykle zmieniają żony na młodsze.
    Zostają pani zboczeńcy,wariaci,pedały i żonaci dla których ewentualnie może być pani tą drugą.
    Wniosek - nikt lepszy od obecnego męża się szanownej pani nie trafi.
    Niech Pani nie robi takiej głupoty jak rozwód.
    To już nie dla kobiety w Pani wieku.
    O rozwodzie trzeba było myśleć wiele lat temu jak była jeszcze szansa na założenie drugiej rodziny.
    Raczej powinna Pani przemyśleć - danie mężowi wolnej drogi w temacie obracania głupich które się rozwiodły w okolicy.
    Ewentualnie z alkoholem może Pani postawić jakieś warunki - że by mniej pił.
  • Gość: bbaasik3 IP: 195.117.22.* 08.11.12, 13:40
    kretyn
  • 30.04.13, 01:27
    Nawyki. Ma nawyk zdrady. Adrenalina, emocje. Utarte sposoby postępowania. Znane ścieżki oszukiwania. Ten mechanizm został dość dokładnie opisany przez Charlesa Dunhigga w „Sile nawyku”. Po prostu kiedy masz takie nawyki nie możesz się powstrzymać. Zawsze będzie zdradzać, jeśli nie zmieni nawyków.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.