Dodaj do ulubionych

powinnam być szczęśliwa ale...

IP: *.free.aero2.net.pl 10.01.12, 07:33
Witam na forum
Zapewne większość stwierdzi że mój problem to żaden problem, ale mi naprawdę jest źle. Otóż mam 30 lat, mój partner 32, jesteśmy ze sobą 5 lat. On jest bardzo dobrym człowiekiem, miły, kulturalny itp. Troszczy się o mnie, mogę na niego liczyć, dogadujemy się. Wyniósł bardzo dobre wzorce z naprawdę kochającego i szczęśliwego domu. Ogólnie sielanka!
ALE... od jakiegoś czasu coś jest nie tak. Przerażają mnie pytania kiedy ślub, dziecko itp. Ja tego po prostu nie chcę, boję się. Wiem że problemem nie jest sama chęć posiadania rodziny -bo to jest moje ogromne marzenie, zaczęłam się zastanawiać że może nie jestem z odpowiednim mężczyzną. Nie wiem czy to tylko kryzys, czy po prostu coś się wypaliło, skończyło. Wiem że są w związkach wzloty i upadki, ale ja od jakiegoś czasu nie widzę "fajności" naszego związku. Źle mi, przestałam mówić kocham, bo czułam się z tym nie do końca fair - bo jak mogę powiedzieć komuś "kocham" jak targaja mną wątpliwości czy to odpowiednia osoba, czy to osoba na całe życie.
Najgorsze jes to że mam wrażenie że najważniejsze dla mnie osoby mnie nie rozumieją, nie rozumieja jak mówie: po co się ładować dalej w coś co może nie jest wcale takie dobre jak się wydaje (bo podobno z zewnątrz wyglądamy na super parę a jego wszyscy wręcz uwielbiają). Ale skoro ja w jakiś sposób nie czuję się z tym ok to może nie warto wpędzać się w lata, wpędzać Nas w lata. Tłumaczenie - przecież są rozwody w ogóle do mnie nie przemawia, po co doprowadzać do małżeństwa z przeświadczeniem że mogę zawsze się rozwieść.
Ostatnio miałam więcej pracy, stres itp. może to jest powód moich rozterek. Mięliśmy mniej czasu dla siebie, oddaliliśmy się od siebie - może to po prostu kryzys.
Przeraża mnie fakt że jednak coś jest na rzeczy większego, że jak teraz na wszystko przymrużę oko, za kolejne kilka lat będę żałowała że nie zmieniłam swojego życia. Z drugiej strony nie jestem juz najmłodsza, nie mam pewności że jak uda mi się z kimś związać to będzie to na całe życie, pojawi się pewnośc że to Ten człowiek, że z nim chcę założyć rodzinę. Za to z trzeciej strony czy nie lepszym rozwiązaniem jest pozostać z człowiekiem który jest dobry i z którym dogadywałam się przez te 5 lat, śmiałam się, płakałam, żyłam i liczyć że moje wątpliwości znikną?
Powinnam byc szczęśliwa, a do końca nie potrafię.
Edytor zaawansowany
  • default 10.01.12, 08:32
    Nie ma sensu pchać się w małżeństwo, jeśli tak wyraźnie czujesz, że "to nie to". Masz dopiero 30 lat, wszystko się może jeszcze zdarzyć... Jeśli pragniesz dziecka, to zdecyduj się na dziecko - na jego ojca nie musisz, prawda ? Nigdzie nie jest napisane, że ojciec twojego dziecka to facet, z którym jesteś zobowiązana spędzić całe życie.
  • ira_07 10.01.12, 18:22
    No jasne, to nic, że dziecko będzie pozbawione codziennego kontaktu z ojcem, od początku skazane na niepełną rodzinę. Najważniejsze, żeby mamusia miała co chce.
  • miss.swiss 10.01.12, 09:12
    Na pewno nie należy lekceważyć tego, co podpowiada Ci intuicja... trzeba stanąć twarzą w twarz z tymi wątpliwościami, dobrze im się przyjrzeć, nawet jeśli partner obiektywnie rzecz biorąc jest ideałem. A co dalej... odpowiedź znajdziesz w sobie, nie na forum.
    --
    Nie wątp nigdy, że mała grupa troskliwych ludzi mogłaby zmienić świat. Tak naprawdę to jedyna rzecz, która go kiedykolwiek zmieniła - Margart Mead
  • dora_1983 10.01.12, 09:26
    Zgadzam sie przedmówcą...jesli chcesz dziecka to bardzo fajnie, ale skoro czujesz, że to nie jest to, to chyba raczej nie ma sensu...rozumiem, też pewnie to, że skoro jest tak fajnie to czemu tak nie moze być....życie jest dziwne, może porozmawiaj z nim, że nie chcesz narazie ślubu i dzieci, bo jest Ci tak dobrze...czy zawsze musi być ślub?...
  • Gość: max IP: *.adsl.inetia.pl 10.01.12, 09:25
    Bądź uczciwa nie tylko wobec siebie ale i człowieka, którego masz obok- po co masz go unieszczęśliwiać skoro już teraz czujesz, że coś się sypie.
  • Gość: 0genia IP: *.free.aero2.net.pl 10.01.12, 17:59
    dla mnie jak rodzina to na całe życie, a rodzina =ona+ja+dziecko
    nie przemawia do mnie tekst - zawsze możesz się rozwieść
    jeżeli będę tak myślała na pewno nie dojdzie do ślubu, bo dla mnie nie będzie to miało najmniejszego sensu
    Obawiam się jednak że mogę już nie spotkać nikogo takiego z którym się dogadam
    Głupie jest to że niby mam wszystko, ale.......
    może to ze mną jest coś nie tak
  • moonatnight 10.01.12, 18:27
    Ja widzę, że tu "nie ma chemii", tylko zdrowa kalkulacja !!! Najprostszym testem jaki możesz przeprowadzić jest coś takiego: wyobraź sobie, że nagle Twój obecny partner umiera (tak, wiem, drastyczne, przepraszam). Co czujesz? Ale tak naprawdę! Czy będziesz mogła bez niego żyć? Jeśli odpowiedź brzmi na przykład, "tak, poradzę sobie", to droga wolna. Nie zastanawiaj się i szukaj innego.
  • Gość: 0genia IP: *.free.aero2.net.pl 11.01.12, 07:44
    Nie wiem czy to dobry wyznacznik, ponieważ....może zabrzmi to nieskromnie ale jestem osobą bardzo zaradną. Zakładam sobie cele i je realizuję. Przez ostatnie lata naprawdę dużo osiągnęłam, co dało mi poczucie wartości, pewności siebie...
  • moonatnight 11.01.12, 09:10
    I dalej kalkulacja bez emocji. Nie chodzi o to, czy sobie poradzisz ze sprawami do wykonania. Chodzi o to, czy jak nie będzie Twojego partnera, to czy będziesz się dobrze czuła bez niego, inaczej - czy spłynie to po Tobie, czy poczujesz ulgę, czy jednak powiesz sobie "głupia byłam, że go nie doceniłam i jest mi teraz źle" (ale już będzie za późno). Kiedyś to się nazywało "kochać kogoś". Musisz sobie zadać pytanie, czy go kochasz! Jak nie, to nie zawracaj facetowi głowy, bo szkoda go.
  • lipido 07.03.12, 10:32
    Bardzo ciekawy test, daje wiele do myślenia. Zeby był lepszy efekt dobrze jest się wyciszyć i oczyścić umysł ze zbędnych myśli
    ---------------------------------------------------
    mieszkania na sprzedaż Białołęka
  • enith 11.01.12, 16:21
    Dekadę temu stanęłam przed identycznym dylematem. I też zrobiłam sobie test "wyobraź sobie, że twój facet dziś umiera albo odchodzi - co czujesz?". I na całe szczęście nie przejęłam się wynikiem tego testu, bo dziś byłabym albo rozwódką, albo zgorzkniałą mężatką u boku faceta, którego śmierć lub odejście owszem, wstrząsnęłaby mną, co nie zmienia jednak faktu, że nie był on dobrym kandydatem na męża. Właśnie z podobnych do twoich powodów. Mój związek po czterech ponad latach się wypalił, doszłam do ściany i poczucia (mając 24 lata!!), że nic dobrego mnie już w życiu nie spotka. Z zewnątrz byliśmy postrzegani, jaka idealna para, ale z mojej strony, pomimo moich uczuć do partnera, ten związek był skończony. Zrywając cierpiałam strasznie, było mi żal jego, mnie, nas, ale już parę dni po zerwaniu wiedziałam, że to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć.
    Radzę ci poważnie zastanowić się nad sensem takiego związku. Poczucie wypalenia nie zniknie, będzie się wręcz pogłębiać. Zrób inny test i wyobraź sobie was za 10 - 20 - 30 lat. Chcesz, żeby tak wyglądał twój związek przez kolejne ileś tam dekad? Z drugiej strony jesteś w gorszej ode mnie sytuacji. Jesteś starsza i wiesz, że chcesz mieć rodzinę. Z tym facetem możesz ją mieć, choć dyskusyjne może być twoje szczęście u boku mężczyzny, do którego masz letnie uczucia. Zrywając ryzykujesz, że nie uda ci się spotkać odpowiadającego tobie kandydata na męża i ojca waszych dzieci. Nie zazdroszczę ci tego dylematu. Naprawdę musisz sobie to wszystko poukładać w głowie. Może krótki samotny wyjazd pomógłby ci spojrzeć na wszystko z szerszej perspektywy?
  • Gość: 0genia IP: *.free.aero2.net.pl 11.01.12, 19:11
    Boże a może to ja jestem jakaś głupia. Nie potrafię docenić tego co mam, szukam dziury w całym. Ale z drugiej strony, jeżeli czuję że coś jest nie tak....
    A jak nie znajdę nikogo kto mnie tak pokocha i będzie dla mnie tak dobry. Może się tak zdarzyć że trafię na samych debili i co wtedy? Nigdy sobie nie wybaczę tego że zrezygnowałam z niego. Miotam się każdego dnia, jest mi bardzo bardzo źle z moimi uczuciami, emocjami, myślami. czasami nie mogę na siebie patrzeć. Do dupy to wszystko.
  • angelinax 11.01.12, 19:29
    Nie można być z kimś, tylko ze strachu przed samotnością.
    Jak ci coś teraz nie pasuje, to za kilka lat będzie jeszcze gorzej.
  • Gość: 0genia IP: *.free.aero2.net.pl 11.01.12, 20:05
    wiem że nie można być z kimś z rozsądku, ale tak się zastanawiam że może ja po prostu idealizuję pewne rzeczy. Nigdy nie stworzę związku idealnego, bo takie coś nie istnieje. Związek to ludzie a ludzie i ich relacje do pięknych łatwych i przyjemnych nie należą
  • la_extranjera 11.01.12, 20:16
    Ale Ty jestes mloda babka przeciez. Twoje zycie moze sie jeszcze zmienic tysiackrotnie, i to tak, ze naprawde mozesz sie zdziwic. Pomysl co zrobisz jesli zdecydujesz sie na ten zwiazek ze strachu, a po pol roku poznasz nagle kogos, kto zawroci Ci w glowie tak, ze zupelnie odbije. Dopiero wtedy skrzywdzisz swojego obecnego partnera i narobisz sobie klopotow...
  • lonely.stoner 11.01.12, 20:23
    to moze zamiast podjemowac jakies drastyczne decyzji zrobcie sobie przerwe, na miesiac albo 2, i zobacz wtedy co chcesz robic?
    --
    youtu.be/FHA4HNbmDLg
  • Gość: 0genia IP: *.free.aero2.net.pl 11.01.12, 20:31
    od kilku dni jestem na takim etapie, on wyjechał w delegację
    gadamy tylko przez tel
    mam dużo czasu na myślenie ale jakoś nic nie mogę konkretnego wyłuskać z tego bajzlu emocjonalno-uczuciowego który noszę w sobie
  • enith 11.01.12, 21:59
    Wyobraź sobie, że jutro robisz test ciążowy, wychodzi pozytywnie, mówisz facetowi, ten chce się żenić, stworzyć rodzinę. Jak myślisz, co byś czuła?

    Dla mnie fakt, że po pięciu latach razem, mając trzydziestkę na karku, masz wątpliwości, czy to TEN mężczyzna, jest dość wymowny. Wg mnie świadczy o tym, że to jednak nie jest to. I ma rację ktoś piszący wyżej, że jak ciebie, letnią w uczuciach do obecnego partnera, pieprznie znienacka strzała amora, złamiesz partnerowi serce, a i sama pewnie dostaniesz po łbie. Wykorzystaj fakt, że jesteś teraz sama. Zrób listę "za" i "przeciw" i odpowiedz sobie, czy to u boku tego faceta chcesz się zestarzeć, czy to jego dzieci chcesz mieć. I w końcu, czy ty w ogóle partnera kochasz?
  • Gość: 0genia IP: *.free.aero2.net.pl 12.01.12, 07:16
    Jest jeszcze jedna rzecz która wydaje mi się strasznie słaba, strasznie nie fair. Co to było przez te 5 lat? Udawanie, nieszczerość?? Co to było? Było Nam dobrze razem, było super, wspólne dni, mieszkanie, kot. Wekendy praktycznie zawsze razem, wakacje, znajomi.A tu przychodzi taki moment i zastanawianie, niepewność, rzyg......
    Co będzie jak nawet się z kimś zwiążę i wywinę mu coś takiego po kilku latach bycia z tym kimś.
    Cały czas zastanawiam się co będzie czuł mój obecny facet jak mu powiem że to jednak koniec, że te 5 lat może sobie wsadzić w buty...Czuję się strasznie zła, on jest taki dobry i tak mnie kocha (jest pewny że to to, że to na całe życie) a ja stoję przed dylematem czy mam skończyć nasz związek i wyrwać mu serce....
    Ehhh, do dupy to wszystko.
    Jestem chodzącym wyrzutem sumienia :(, budzę się co rano i myślę, myślę i mam gula w gardle, ryczę i zbiera mi się na wymioty
    Psychicznie krucho ze mną...
  • rubarom 12.01.12, 09:54
    Wydaje mi się, że problem Twój polega na tym, iż brakuje ci tzw. motylków w brzuchu, czyli namiętności. Widzisz, że różne sygnały czy odczucia, które obserwowałaś w filmach / miałaś kiedyś sama / znasz z opowieści przyjaciółek są nieobecne (chociaż kiedyś były) w Twoim związku.

    Twój facet patrzy na Wasz związek przez pryzmat "Chcę z nią być, bo jest mi z nią dobrze" i gotowa jestem się założyć, że nie zastanawia się nad tym, kto kogo jak bardzo kocha - dla niego miłość oznacza wspieranie się, dogadywanie, przyjaźń, życzliwość, udany seks itp.

    Ty patrzysz na Wasz związek przez pryzmat "Dobrze mi z nim, ale nie wiem, czy chcę z nim być, bo nie ma motylków", wgryzasz się w swoje odczucia i bez końca analizujesz "Czy ja go kocham?" albo "Czy ja go naprawdę kochałam przez tych 5 lat?".
    Tu znowu mogę się założyć, że jakby Twój facet usłyszał to ostatnie pytanie, to kompletnie nie wiedziałby, o co Ci chodzi - bo przecież byłaś z nim, nie zmuszał Cię do tego, było Wam super itp. Twój problem jest taki, że definiujesz miłość poprzez motylki. Jednocześnie podświadomie czujesz (co widać zwłaszcza w Twoim pierwszym poście), że w późniejszym byciu razem być może bardziej będą się liczyć jakieś inne wartości.

    Jednak bardzo się mylisz, jeśli myślisz teraz, że będę Cie namawiać do "przemyślenia decyzji o rozstaniu" itp. Przeciwnie, moja rada jest taka: Skoro tak Ci źle i masz wątpliwości, powiedz o tym partnerowi i zerwij.
    Myślę, że może stać się tak, że będziesz zaskoczona tym, jak szybko pozbiera się po tym rozstaniu i jak szybko stworzy nowy związek.
    Co będzie z Tobą, nie wiem, bo jasnowidzem nie jestem. Motylki można znaleźć, więc szukaj. Może też szybko znajdziesz związek z namiętnością, tylko zawsze pozostanie pytanie (dla Ciebie), co nastąpi po nich.
  • nabakier 12.01.12, 10:16
    0geniu,wydaje mi się, że Cię rozumiem. Chodzi Ci o poczucie winy, prawda? Względem przeszłości. Prawdopodobnie jesteś ofiarą pewnego fantazmatu: że miłość, jak była prawdziwa, musi trwać, nie może się skończyć. Też tak miałam. Powody tego stanu rzeczy są mniej ważne (socjalizacja), ważne zdać sobie z tego sprawę, że to jest fantazmat. Co nie oznacza oczywiście, że nie bywają takie udane miłości, bo bywają, ale nie oznacza to, że każda miłość musi taka być. Niektóre się wypalają, ludzie rozmijają się w rozwoju itp.
    To jest nadmiarowe poczucie winy po prostu. Kolejny element to ten, że boisz się także skrzywdzić partnera, bo prawdopodobnie on nadal widzi sens w tym związku, prawda? Ale skrzywdzisz go jeszcze bardziej, jak dasz mu ułudę, że dla Ciebie to także ma sens. No i siebie też skrzywdzisz.
    Boimy się być okrutnymi, prawda? Zdać sobie sprawę, w czym jest problem, to ponoć połowa sukcesu. Potwierdzam, ze tak jest. Dopóki się nie przyznamy do problemu, to będziemy dobudowywać do tego sztuczne sensy. Np, że skoro ni było tak źle, to widocznie mamy zbyt wyidealizowany obraz związków. Albo, że nie znajdziemy kogoś innego, że marnujemy szansę itd. To jest racjonalizacja dysonansu poznawczego, rozumiesz?

    Nie ma innego wyjścia, niż wziąć na klatę, że sobie nie radzisz z dysonansem. I zacząć sobie radzić. Jak nie sama, to z pomocą psychologa.

    Bo przecież wiesz, że jesteś młoda :-)
    Dasz radę!

    co do wieku,
  • nabakier 12.01.12, 10:18
    to "co do wieku" się zaplątało, pardon
  • Gość: 0genia IP: *.free.aero2.net.pl 13.01.12, 21:29
    Boję się że wyrzuty sumienia przysłonią mi wszystko. Oczywiście, że nie chcę być zła i tym bardziej skrzywdzić kogoś dla kogo jestem całym światem. Tak strasznie się boję o niego, nie zasłużył na taki cios, na taki los...
    ale mam emocjonalną karuzelę....
    Boszzz.... jestem bliska obłędu :(
  • Gość: 0genia IP: *.free.aero2.net.pl 14.01.12, 08:20
    Wczoraj tak sobie myślałam. Mam wszystko, ale jest to ALE. Zastanawiałam się co by musiało się wydarzyć, co mój partner miałby zrobić, poprawić, co ja mogę zrobić i.... nic nie przyszło mi do głowy. Wiem słabe to. Jeżeli teraz nic nie zrobię, może być tylko gorzej a my jeszcze bardziej wpędzimy sie w lata. Jeżeli jednak to jest jedynie słabszy okres w naszym życiu a ja teraz z tego zrezygnuję już nie będzie powrotu. Ona ma twarde zasady i myślę że tak właśnie by było. Jak teraz zrezygniuję mogę tego strasznie żałować później. Może nikt mnie już nie pokocha tak jak On a jak będę wiecznie nieszczęśliwa i sama.
  • nabakier 14.01.12, 11:07
    0geniu, to jest NADMIAROWE poczucie winy. Zapewne, gdybyś w tym pogrzebała, doszłabyś powodów do owej skłonności do tego czucia się winną. Ale najpierw zdaj sobie sprawę, ŻE TAK JEST.
    Jak z tego wyjść? Spróbować spojrzeć REALNIE na związek, nie- ze strachem, że robisz źle. Strach jest złym doradcą, poczucie winy też.
    Z jakichś POWODÓW ten związek nie daje Ci satysfakcji. Weź te powody poważnie. One zasługują na to co najmniej w takiej mierze, jak Twoje poczucie winy. Kieruj się POWODAMI, a nie-POCZUCIEM WINY.

    Wiem, że to trudne. Też tak mam. Dużo zła z tego wynikło dla mnie i mojego eks- dwa lata się wszyscy szarpaliśmy, bo nie umiałam zranić. Tymczasem I TAK raniłam- jego i siebie i jeszcze kogoś.

    Nie masz dzieci, jesteś naprawdę młoda- wszystko przed Tobą. Gorzej już nie będzie- uwierz kobiecie z doświadczeniem :-)
    Powiedz mu o tym. Co przeżywasz. To będzie krok do przodu-zobaczysz sama.
  • miss.swiss 26.01.12, 18:49
    bardzo dobrze napisane!
    --
    Nie wątp nigdy, że mała grupa troskliwych ludzi mogłaby zmienić świat. Tak naprawdę to jedyna rzecz, która go kiedykolwiek zmieniła - Margart Mead
  • waldemar1971 13.01.12, 22:27
    może jakieś zdrowotne sprawy, zakłóciły Tobie "myślenie". Może. Gdzieś jest mój wątek o walce o związek z "wariatką" :) Tak poczytałem sobie twoje posty i odpowiedzi na nie i zobaczyłem swoją obecną wybrankę za x lat. Może powalcz o ten związek. Było wam fajno, jak piszesz. Co się zepsuło ? Porozmawiajcie. Spokojnie, bez emocji, bez oskarżeń. Wyrzucać 5 lat fajnego związku bo ci się wydaje, to strasznie marne uzasadnienie. Może pójdzie razem do jakiegoś psychologa. Rozmawiajcie, rozmawiajcie. Jeśli się nie uda, to będzie boleć, ale może nie zmienisz się w takie cudo, z którym ja się borykam. A może znajdziesz tego jedynego, ale chociaż spróbujecie oboje, a nie tylko ty decydować.
  • Gość: 0genia IP: *.free.aero2.net.pl 14.01.12, 08:23
    Wczoraj tak sobie myślałam. Mam wszystko, ale jest to ALE. Zastanawiałam się co by musiało się wydarzyć, co mój partner miałby zrobić, poprawić, co ja mogę zrobić i.... nic nie przyszło mi do głowy. Wiem słabe to. Jeżeli teraz nic nie zrobię, może być tylko gorzej a my jeszcze bardziej wpędzimy sie w lata. Jeżeli jednak to jest jedynie słabszy okres w naszym życiu a ja teraz z tego zrezygnuję już nie będzie powrotu. Ona ma twarde zasady i myślę że tak właśnie by było. Jak teraz zrezygniuję mogę tego strasznie żałować później. Może nikt mnie już nie pokocha tak jak On a jak będę wiecznie nieszczęśliwa i sama.
  • nabakier 14.01.12, 11:33
    0genia, jak Twój partner przedkłada swoje twarde zasady nad Ciebie, to masz odpowiedź. To nie jest dobra miłość moim zdaniem. Partner, którego się boimy postawić przed problemem, to oznacza wielkie nie-hallo w związku. Zrozum, masz prawo do błędu, nawet jakbyś się teraz pomyliła, to on powinien prezentować postawę otwartą na Ciebie, a nie- sztywność zasad.
    Kolejny raz mówię: nie kieruj się strachem. Tak się nie da żyć.
  • waldemar1971 14.01.12, 17:48
    otwartym postawieniu problemu. Wiem. Brzmi jak bełkot "psychologa", ale może to powinnaś zrobić. Czy ktoś cię jeszcze pokocha, jak piszesz? Na przykładzie mojej wybranki, którą mi bardzo przypominasz, ale starszą odpowiedź brzmi: TAK. Tylko czy Ty będziesz w stanie oddać się bez reszty, a nie znowu zadawać sobie pytania, mnożyć wątpliwości. Ja walczę, bo widzę sens. Bo znam ją dłużej niż kocham. Bo widzę, że się powoli zmienia. Ale naprawdę nie wiem, jak to się skończy.
  • mandarynka.1 14.01.12, 17:59
    odejdz,bo ja tez tak mialam i sie chajtnelismy...zaraz niedlugo po tym rozwod.jesli juz masz watpliwosci,to moze byc tylko gorzej.
    a poza tym,gdyby to bylo TO ,nie balabys sie
  • Gość: 0genia IP: *.free.aero2.net.pl 14.01.12, 21:50
    Mandarynka naprawdę miałaś tak jak ja teraz?? właśnie tego się boję, że jeśli teraz zdecyduję się z nim być potem za rok dwa ślub a potem.....
    nie chcę się rozwodzić.
    Dlaczego ty wtedy nie odeszłaś
    Mnie przerażają głównie 2 rzeczy
    1. wielki ból jaki mu sprawię i świadomośc że On na to nie zasługuje, obawa przed tym czy da sobie radę i czy nie zmarnowałam mu życia
    2. Czy znajdę jeszcze szczęście, czy mam szanse na uczucie i odnalezienie tego jedynego
  • waldemar1971 15.01.12, 10:06
    wtedy masz rację. Możesz go bardzo zranić. I siebie przy okazji też, np. nie nadaję się do miłości, ranię facetów, uciekają ode mnie. Jeśli porozmawiacie i dalej nic z tego nie będzie, np. przez te jego zasady to chociaż będziesz OK. Nie będziesz siebie pytać: co by było gdyby ? Będziesz znała odpowiedź.
  • Gość: 0genia IP: *.free.aero2.net.pl 15.01.12, 14:19
    chyba błędnie napisałam o zasadach albo błędnie to zostało zrozumiane
    nie chodzi o to że on wprowadza jakąś tam musztrę w domu, w ogóle nie o to chodzi
    Po prostu ma zasadę nie wchodzenia 2 razy do tej samej rzeki.
    wiem, znam jego poprzednia dziewczynę, która też się z nim rozstała, ale po znacznie krótszym czasie, ja byłam po niej. To było zerwanie całkowite kontaktów jakichkolwiek, potem widzieli się tylko na ślubach wspólnych znajomych (przez 5 lat chyba 2 razy), więcej nic. To była jego decyzja, ja nigdy nawet nie wspomniałam że ma zakaz kontaktów z nią. Nic takiego nie zasugerowałam, nie zależało mi nigdy na tym.


    jest idealny, ALE ALE ALE...........
  • waldemar1971 15.01.12, 14:30
    napisałem. Najgorsze nieporozumienia między ludźmi wynikają z braku rozmowy. Jak nie będzie rozmowy, to twoja samodzielna decyzja spowoduje jego całkowite odejście z twojego życia. Nawet jako przyjaciela. A tak, jesli porozmawiacie o problemie, to może się okazać, że związek jest dalej wspaniały. On musi wiedzieć. Musi. Inaczej zrywając związek możesz doprowadzić do jego całkowitego zniknięcia. Oczywiście ta rozmowa/rozmowy też może w efekcie spowodować jego zniknięcie, może załamanie itd itp. Ale, czy będziesz miała wtedy do siebie aż takie pretensje, o których piszesz. Rozmawiaj, rozmawiaj, rozmawiaj. Może ten związek nie przetrwa, ale może nei zmienisz się w potwora, którego ja staram się zmienić. Mówiła mi, że faceci od niej uciekają. Po dłuższym czasie, zastanawiam się czy raczej nie była/jest taka jak ty. Ona zrywa nagle a oni po zranieni do żywego zrywają wszelkie kontakty. Przerabiałem z nią takie zrywanie już chyba 2-3 razy. Za każdym razem to ona rezygnowała. Ot tak sobie. Bo coś tam.
  • Gość: 0genia IP: *.free.aero2.net.pl 16.01.12, 07:54
    Wczoraj mama przeprowadzila ze mna powazna rozmowe, ze moze go jednak kocham i zebym została. czuje sie jakby po mnie sto czołgów przejechało.
    Wczoraj rano juz sobie myslałam że najlepiej bedzie sie rozstac, ze nie ma sensu ciagnac czegos co nie jest takie jak byc powinno.
    potem słowa mamy, że przecież On jest ideałem, ze 6 lat, że my tacy szczęśliwi, że On jest najwspanialszym człowiekiem dla mnie, był by idealnym mężem, ojcem, że sie do niego juz z tata przyzwyczaili, że to napewno Ten jedyny najlepszy niepowtarzalny.
    Zapytałam mamę jakby się czuła jakby to się jednak powiedzmy za 5 lat rozpadło - powiedziala że to przeciez na pewno by się nie rozpadło i najlepiej by było żeby On zaraz kupił pierścionek i pociągnął mnie za sobą.
    Ciężko jest jeśli najbliższa osoba, najważniejsza w moim życiu nie rozumie.
    Kolejne wyrzuty sumienia, jeżeli odejdę zawiodę kolejne osoby.... Bajka...
    tak strasznie mi ciężko.
    Zaraz mam wyjśc do pracy, w pracy też raczej kiblowato
    Ryczę i jest mi tak cholernie źle.
    Zapytałam mamę jakby się czuła jakby to się jednak powiedzmy za 5 lat rozpadło - powiedziala że to przeciez na pewno by się nie rozpadło i najlepiej by było żeby On zaraz kupił pierścionek i pocioągnął mnie za sobą.
  • waldemar1971 16.01.12, 09:25
    współczuje. Miłość i uczucia dookoła niej potrafią być przerażające. Wiem coś o tym. Kiedyś dostałem nieźle w głowę przy rozpadzie związku. A teraz dostaję w łeb próbując stworzyć nowy.
    Doradzam Tobie rozmowę. Jak wcześniej pisałem. Odwagi dziewczyno, nawet jeśli wszystko się w Tobie trzęsie i dygoce z przerażenia. Jeśli się nie uda, to chociaż będziesz w porządku wobec siebie i jego. Co nie uleczy może od razu ran. Ale może uchroni Ciebie od "potwora", którego ja w tej chwili staram się opanować. Wczoraj znowu miała ten swój napad samotności.
  • vag-auto 17.01.12, 02:59
    A ty jesteś facet, czy jakaś cipka? Jak ty się babami przejmujesz, to co będzie, jak przyjdą muzułmanie z nożami? Zesrasz się na miękko i umrzesz z przerażenia?

    Pytam się - co się stało z mężczyznami? 70 lat temu faceci musieli twardo znosić utratę całych rodzin i dobytku, a teraz łamią się z powodu jakiejś tam jednej z kilku miliardów kobiet?

    Hahahahaha! Europa jest przerażająco słaba! Nas już praktycznie nie ma!
  • enith 16.01.12, 16:05
    0genia, moja matka też wpędzała mnie w poczucie winy. Właściwie do teraz, choć minęło dziesięć lat od rozstania, mam do mojej mamy żal o to, że nie wsparła mnie w tych trudnych dla mnie chwilach. Że po zerwaniu kazała dzwonić, natychmiast przepraszać ex - partnera i błagać o jego powrót. Nawet nie raczyła spytać, czemu się rozstaliśmy, bo dla mojej mamy rozstanie po prostu musiało być fanaberią idiotki, która nie wie, że w osobie tego chłopaka złapała pana Boga za nogi. Od lat nie potrafię mamie zapomnieć i wybaczyć jej postępowania w tych pierwszych tygodniach po rozstaniu.
    Ty, 0gienia jeseś w tym chłopakiem z litości. Taka jest prawda. Prawda jest też taka, że twój chłopak nie umrze z chwilą, gdy się z nim rozstaniesz. Nie zostanie mnichem czy kawalerem do końca życia. Otrząśnie się po zerwaniu, prędzej czy później i znajdzie sobie kogoś. Zawsze tak jest. Mój partner zaklinał się, że nikogo więcej nie pokocha. Trzy czy cztery miesiące po naszym burzliwym rozstaniu, gdy przysięgał, ze to koniec jego życia, zadzwonił z wiadomością, że się oświadczył :-) Szybko się otrząsnął po zerwaniu, prawda? W dniu, w którym zadzwonił wszelkie poczucie winy, którym mnie karmił od lat wyparowało w okamgnieniu. Tyle o zaklinaniu i przysięganiu, że "to koniec ich życia".
    Ty jesteś w o tyle gorszej sytuacji, że chcesz odejść, ale się boisz. Nie tylko tego, że złamiesz temu dobremu kochanemu chłopaczkowi serce, ale tego, że nikogo lepszego nie znajdziesz. Marny to argument za pozostawaniem w miałkim, letnim, nie dającym satysfakcji związku. Fajnie byś się czuła, gdyby okazało się, że partner jest z tobą z braku laku? Ze strachu, że nic lepszego się mu nie trafi? To byłoby chyba największe upokorzenie mojego życia, okazać się zapchajdziurą, albo chwilową przystanią, aż może trafi się coś lepszego.
    Kończ ten wypalony związek i szukaj prawdziwej miłości, póki masz na to czas.
  • Gość: Dobra Rada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.12, 02:53
    Najlepiej jak on by cię rzucił. Tak konkretnie, wziął i wyrzucił na bruk. Następnego dnia sprowadził twoją dobrą koleżankę i ją przeleciał. Skasował twój numer i nigdy, NIGDY się nawet słowem nie odezwał. Zasługujesz na to, gó...aro, a nie na żadne "motylki w brzuchu". Niby 30 lat, a w głowie siano, jak u 16-latki.

    Potem, do końca życia powinni się już tobą interesować tylko faceci po recyclingu. Dranie, które zrobią ci motylki w brzuchu przez pierwszy miesiąc, albo nawet i dwa, a potem będą cię lać po mordzie i rzucać tobą o ścianę.

    Na to właśnie zasługujesz.
  • Gość: Anastka IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 16.01.12, 15:20
    Ogenia, czujesz się bardzo obciążona odpowiedzialnością za związek, za to, że możesz skrzywdzić niewinnego człowieka. Jednak nie będąc sama szczęśliwą, nie będziesz mogła dać szczęścia innym.
    Dwadzieścia lat temu stałam przed takim dylematem jak Ty. Miałam cudownego chłopaka, uczciwego i wartościowego. Byłam dla niego całym światem. Mówił, że jeśli ja go zostawię, to on nie zaufa już żadnej dziewczynie. Brzemię odpowiedzialności bardzo mi ciążyło. Nie umiałam cieszyć się z bycia w tym związku. Chciałam, żeby on sam mnie zostawił. Wywoływałam bezsensowne kłótnie, bo wewnętrznie coś mnie irytowało. Raz zerwaliśmy i wtedy zakręciła się przy nim inna dziewczyna. Stałam się zazdrosna i przyszło przerażenie, że ja nikogo nie znajdę. Przerwa trwała trzy miesiące. Ja byłam sama, on zaczął się bardziej angażować w tamten związek. Nie wytrzymałam. Doprowadziłam do tego, że wróciliśmy do siebie.
    Ale znowu było coś nie tak. Chciałam mu zrekompensować niedostatek miłości z mojej strony. Stałam się uległa i posłuszna. Nie umiałam być sobą przy nim. Ciągle było to jakieś udawanie. W końcu niespodziewana ciąża doprowadziła do naszego małżeństwa. Szarość życia i mijanki (bo on w pracy, ja przy dziecku, potem zmęczenie) oddalały nas od siebie.
    Odnalazła się moja stara miłość. Niestety zdradziłam. Myślałam, że nie jestem do tego zdolna, ale czułam jak życie mija mi w niejakości i uległam. Mąż nie dowiedział się o mojej zdradzie. Starałam się by być jak najlepszą żoną. Niemniej czułam od niego jakiś chłód i obojętność. Moja frustracja narastała, gdyż moje starania nie przynosiły żadnych rezultatów. Stałam się znów złośliwa.
    Potem mąż zdradził mnie. Tym razem ja się o jego zdradzie dowiedziałam.
    W końcu był czas na wyznanie sobie prawdy o naszych uczuciach. Oczyściliśmy się z udawania.
    Dzisiaj wiem, że będąc w tamtej sytuacji, rozegrałabym to zupełnie inaczej. Powiedziałabym mu, że bardzo go szanuję, że cenię, jednak coś się we mnie wypaliło. Już niczego bym nie udawała. Nie trwałabym na siłę. To zbyt duże obciążenie.
    Ogeniu, nie wytrzymasz tego. Kończąc ten związek dacie sobie wzajemnie szanse na nowe życie, nowe miłości.
    To nie jest proste. Lata przywiązania. Zawsze będzie ból rozłąki. Może jednak Twój partner inaczej podejdzie do Waszego rozstania i wykaże zrozumienie. Nie urwie z Tobą kontaktu jak z poprzednią dziewczyną. Ważne, żeby nie poczuł się urażony. Może uszanuje Ciebie za otwartość i prawdę.
    Lepiej jeśli go tak zostawisz niż gdyby miała go zostawić dla kogoś innego.

    Będziesz miała możliwość nowych doświadczeń, on zresztą też. Nic nie trwa wiecznie. Coś się kończy, coś się zaczyna. Ciągle towarzyszą nam zmiany i one nadają sens życiu.
    Ludzie, którzy decydują się być ze sobą muszą potrafić funkcjonować samodzielnie, muszą być pełnią samą w sobie. Nie daj się zwieść historiom o dwóch połówkach pomarańczy i uzupełnianiu się. To nie tak. To błędne przekonania, które zostały nam głęboko zakorzenione.
    Tylko człowiek wolny może być szczęśliwy.
    Wolny to nie znaczy sam czy samotny. Wolny tzn. nieograniczony przez oczekiwania, zobowiązania, zniewolony przez poczucie winy czy litości.
    Być z kimś przez litość jest upokarzające dla drugiego człowieka, bo nie uważasz go za pełnowartościową jednostkę.
    Nie bój się, że zostaniesz sama. Musisz najpierw nauczyć się lubić i kochać samą siebie. Kiedy będzie Ci dobrze samej ze sobą, wtedy będziesz mogła dać coś od siebie drugiemu człowiekowi. Wtedy będzie to miłość.
    Radość można czerpać z wielu otaczających nas rzeczy, nie musi być to zaraz inny mężczyzna.

    Najważniejsze, żebyś była uczciwa względem siebie i względem niego.
    Trwanie w tym związku byłoby dla Ciebie udawaniem i wymuszaniem jakiegoś uczucia.
    To jest bez sensu.
  • Gość: julinek IP: *.range81-159.btcentralplus.com 16.01.12, 15:47
    To co Ci napisze nie rozwiaze twojego problemu, ale... nie raz juz sprawdzilam, ze intuicji warto sluchac, bo ona nigdy nie zawodzi. Tylko problemem jest odroznienie prawdziwej intuicji od calej reszty. Intelektualne roztrzasania nie maja sensu w twoim przypadku, bo na zdrowy chlopski rozum nie masz sie czego czepiac - facet mily, kochany, dobry, ble, ble, ble. Tylko ze uczuc nie da sie przekonac rozumem. Jesli czujesz, ze to nie to i nawet nie potrafisz sobie wyobrazic co facet moglby zmienic zeby bylo lepiej, to dla mnie sprawa jasna. Ale to twoje zycie.
    Jeszcze jedno - zwiazki nie sa idealne i nie o to chodzi zeby byly. Nigdy nie spotkasz kogos kto bedzie 100% idealem, ale jesli jestes z kims to musisz miec poczucie ze chcesz byc wlasnie z tym osobnikiem niezaleznie od jego wad. Wiesz, moj facet doprowadza mnie do bialej goraczki - jest nieprzewidywalny, narwany, nie potrafi sie skupic na jednej rzeczy, ma ADHD, ale mimo to gdzies w glebi zawsze czuje ze to niewazne, bo jak jestem z nim to czuje ze wszystko jest tak jak powinno byc. Masz takie poczucie jak jestes ze swoim facetem?
  • aqua1980 16.01.12, 18:58
    Powiem coś niepopularnego wśród tych wypowiedzi tutaj.
    Bo większość pisze, żeby jednak odejść.
    I może tak trzeba, może i warto, może...
    Ale ja bym została.
    Może jestem tchórzem, może za mało wierzę w rożne dobre rzeczy, które się mogą zdarzyć.
    Możliwe też, że właśnie przez tą niewiarę mnie nic świetnego nie spotka.
    Mam 32 lata, od dawna jestem sama i to ma wiele dobrych stron;
    jak niezależność i morze czasu;
    ale z tej perspektywy wydaje mi się, że nie ma nic lepszego jak być w związku z wartościowym mężczyzną.
    A wolnych wartościowych mężczyzn po 30-tce - jest mało.
    Dlatego ja bym została.
    Albo tak mi się wydaje.
    Pewnie każdy psycholog puknąłby się w czoło.
    Ja bym jednak została nie tyle nawet ze względu na niego, mamę i całą resztę, tylko ze względu na siebie.
    Tyle.
    Taki dobijający głos.
    W każdym razie powodzenia.
  • Gość: 0genia IP: *.free.aero2.net.pl 16.01.12, 19:15
    Bardzo dziękuję za te wszystkie rady.
    jutro się spotkamy, ciekawe jak będzie. On oczekuje konkretnej odpowiedzi, myślę że się strasznie męczy w tym stanie, zapewne bardziej niż ja. Nie jestem do końca gotowa na tą rozmowę, ale nie widzieliśmy się już długo. Przed jego wyjazdem powiedziałam mu że coś jest nie tak także On też miał czas na przemyślenia. Z resztą rozmawialiśmy ze sobą praktycznie codziennie. ale to były rozmowy o niczym,raz tylko poruszyliśmy temat Nas. jestem tak zakołowana że nie wiem co mam mu powiedzieć, mam nadzieję że jak go zobaczę będę potrafiła spojrzeć na Nas najlepiej jak się da. Trochę boję się że mu ulegnę, że będzie mnie namawiał do powrotu do normalności i zgodzę się. przygnębia mnie to :(
  • enith 16.01.12, 20:16
    > ajlepiej jak się da. Trochę boję się że mu ulegnę, że będzie mnie namawiał do p
    > owrotu do normalności i zgodzę się. przygnębia mnie to :(

    Jeśli przygnębia cię perspektywa zostania z partnerem, to masz ewidentny i jasny sygnał, że nie powinnaś się na ciągnięcie związku zgadzać.

    Mnie, gdybym uległa wtedy, dziesięć lat temu, ominęłaby miłość mojego życia. Nie poznałabym mężczyzny, który okazał się ideałem, który od wielu lat jest moim partnerem, mężem, przyjacielem, kochankiem, bratnią duszą. Ominęłaby mnie najlepsza część mojego życia, gdybym wtedy stchórzyła, gdybym nie zaufała intuicji, gdybym słuchała głupich rad, że ideałów nie ma. Są, ja swój znalazłam i nawet przez sekundę od zerwania nie żałowałam, że odeszłam od eks. Nie było łatwo. Ba, była to najtrudniejsza decyzja w całym moim życiu. Ale opłaciło się, wiedziałam to w tej samej sekundzie, by zamykałam za sobą po raz ostatni drzwi naszego wspólnego mieszkania. NIGDY nie pożałowałam swojej decyzji.
  • Gość: 0genia IP: *.free.aero2.net.pl 16.01.12, 21:04
    ale ja chyba boję się te drzwi za soba zamknąć
    enith ty chyba nie miałas 30 lat
    z drugiej srony to ostatni dzwonek chyba
    nie chce zyc w przekonaniu ze jak cos to wezmiemy rozwod i po sprawie
  • enith 17.01.12, 01:06
    Miałam 24 lata, więc faktycznie, byłam dość od ciebie młodsza. Nawet, gdybym miała 33, czyli tyle ile mam teraz, podjęłabym tę samą decyzję, a to dlatego, że uważam, że zasługuję na faceta, przy którym nie będę każdego dnia zastanawiać się "czy to na pewno TEN".
  • wypedzonyzziemodzyskanych 16.01.12, 19:26
    Gość portalu: 0genia napisał(a):

    On jest bardzo dobrym człowiekiem, miły, kulturalny itp.
    > ALE... od jakiegoś czasu coś jest nie tak. ,
    zaczęłam się zastanawiać że może nie jestem z odpowiednim mężczyzną. on jest taki dobry

    CYTAT PEWNEJ KOBIETY


    .....dla mnie facet ma być wybuchową mieszanką dobrego
    i złego. ma być trochę złośliwy, trochę uszczypliwy, chamski, ale zachowujący
    przy tym umiar, a do tego kulturalny, uroczy i miły. ot co. wybaczcie, ale
    właśnie te cechy mnie poruszają i intrygują. przy takim facecie nie jest nudno i
    przesłodko (jestem uczulona na słodycz). poprzedni facet był przesłodki,
    przedobry, przeuroczy, że uciekłam z prędkością światła od tego nadmiaru lukru.
    natomiast mój ostatni wybranek miał w sobie właśnie te złe cechy,
    to było rok temu, a nie ma dnia, do dzisiaj, żebym o nim nie myślała i nie miała
    nadziei, że do siebie wrócimy. budzę się rano, myśląc o nim, zasypiam, myśląc o
    tym samym, sny też krążą wokół jednego. to jest strasznie uciskające.

  • vag-auto 17.01.12, 03:06
    Diagnoza jest banalna, a ludzie się tu rozpisują...

    Twój facet nie jest mężczyzną, tylko pieskiem i zwyczajnie się nim znudziłaś.
  • Gość: 0genia IP: *.free.aero2.net.pl 17.01.12, 21:14
    jak traktujesz ludzi jak zwierzęta bądź rzeczy to bardzo mi przykro.
  • Gość: Obserwator IP: *.awakom.net 17.01.12, 22:41
    0genio
    Twój dylemat polega na alternatywie: albo spokój, stabilność i poczucie bezpieczeństwa, albo "motylki", iskrzenie i porywająca namiętność.
    Albo - albo.
    Mam wrażenie, że oczekujesz od swojego związku, "żeby jednocześnie były Święta i czereśnie"
    Tak się - na długą metę - nie da.
    Musisz przy tym wiedzieć, że jeżeli po rozstaniu z Twoim Obecnym zwiążesz się z kimś innym i będzie Wam ze sobą dobrze, to w pewnym momencie staniesz przed identycznym dylematem. No doubts !
    Więc musisz wybrać - czy chcesz ciągle przeżywać motylki i uniesienia, czy chcesz poczucia ciepła, stabilności i bezpieczeństwa.
    Nie wartościuję, co jest ważniejsze.
    Bo dla Ciebie ważniejsze jest to, co jest ważniejsze dla Ciebie. ;-)

    Bezpieczeństwo albo motylki. Wybór należy do Ciebie ...
  • potwor_z_piccadilly 17.01.12, 22:37
    Gość portalu: 0genia napisał(a):

    > Mię
    > liśmy mniej czasu dla siebie, oddaliliśmy się od siebie - może to po prostu kry
    > zys.
    > Przeraża mnie fakt że jednak coś jest na rzeczy większego,

    Czemu nie.
    Chyba nie myślisz że facet jak ten ślepy i głuchy nie dostrzega tego że ty fantazjując powoli zaczynasz mieć go w d... . Jeśli to facet inteligentny, to wiele widzi i nim ty sobie cokolwiek poukładasz w tej trzydziestoletniej głowie może ci powiedzieć dziękuję, przepraszam i żegnam.
    Tu coś dla ciebie ku przemyśleniom
    literat.ug.edu.pl/ikbajk/007.htm
    Tak na marginesie, to mi szkoda tego twojego faceta.
  • Gość: 0genia IP: *.free.aero2.net.pl 18.01.12, 06:53
    ja to jednak widzę nieco inaczej- bezpieczeństwo, może w jakiejś perspektywy związek6 z rozsądku bez 100% miłości, czy szansa na coś innego (nie ukrywam: niekoniecznie lepszego)
    Z drugiej jednak strony - bardzo możliwe że jeśli się z kimś zwiążę znowu do jakiegoś momentu będzie dobrze a potem raczkiem raczkiem wycofam się bo znowu nie będę pewna...
    chyba pójdę do psychologa
  • Gość: kalina IP: 195.94.198.* 18.01.12, 10:33
    A ja bym dala sobie czas na ochloniecie i jednak bym zostala.
    Nie wiem jakie masz priorytety w zyciu, ale dla mnie spokoj i stabilizacja u boku wartosciowego czlowieka do nich naleza. Moze i nie czujesz juz motylkow i wkradla sie rutyna, ale czy naprawde chcialabys fundowac sobie emocjonalny i uczuciowy rollercoaster? Skad wiesz, ze za rogiem czeka na Ciebie ksiaze z bajki? Stawiasz na szali swoje szczescie, ktorego chyba nie dostrzegasz i nie doceniasz. Moze przewartosciowanie pewnych spraw pomoze Ci spojrzec na sprawe chlodniej, z innej perspektywy i docenic to co masz? Moze to tylko chwilowy kryzys w zwiazku, a nie definitywne wypalenie sie uczucia? Moze Ty cos zaniedbalas? Moze warto popracowac nad soba i nad zwiazkiem zamiast go konczyc?
  • robbo82 19.01.12, 20:17
    mam zupelnie taki sam problem jak 0genia. o tyle jednakze u mnie nieco latwiej, ze zwiazek trwa dopiero nieco ponad pol roku. na poczatku wzajemne zainteresowanie, zauroczenie, a teraz codziennie zadaje sobie takie same pytania jak ty. rowniez jestem osoba bardzo serio jesli chodzi o zyciowe sprawy oraz osoba, ktora dba o wlasny rozwoj. gdzie tkwi problem? moze zbyt analityczny umysl w tym wszystkim przeszkadza? podobnie jak u ciebie, tak i u mnie to wyglada tak, ze niby drugiej polowce nic nie brakuje, a jednak codziennie sobie zadaje pytanie czy to to. nie wiem jak u ciebie 0genia, ale ja mam odniesienie, kiedys bylem zakochany i wiem jakie to jest uczucie i teraz w obecnym zwiazku go nie czuje. wyciagam wnioski i wiem teraz jedno - milosc jest czyms bardzo delikatnym, zeby jej doswiadczyc trzeba byc soba, zachowywac sie w zgodzie z soba w relacjach z innymi (a nie tak jak wypada sie zachowywac - i tu mam wyrzuty wobec siebie). mysle ze gdy probujemy na sile wykrzesac z siebie milosc nic z tego nie bedzie, ona pojawia sie niespodziewanie, spontanicznie itd.
    zycze szczescia jakakolwiek podejmiesz decyzje. mi czytanie porad na forum nie pomaga, pomimo ze sa wartosciowe i logiczne...

    p.s. rozbawil mnie wpis vag-auto:
    "A ty jesteś facet, czy jakaś cipka? Jak ty się babami przejmujesz, to co będzie, jak przyjdą muzułmanie z nożami? Zesrasz się na miękko i umrzesz z przerażenia?"
    niby idiotyczny, ale niezle sie usmialem w pozytywnym tego slowa znaczeniu. vag-auto - to ze ktos zyje w zgodzie i slucha swoich uczuc nie znaczy ze jest mieczakiem;)
  • robbo82 19.01.12, 20:26
    a jeszcze dodam, poobserwujcie malzenstwa w swoich rodzinach. z moich obserwacji kroluje szara codziennosc, brak ognia w zwiazkach (jakos nie widze okazywania sobie uczuc), dwa rozwody, kilka sytuacji ze prawie doszlo do rozwodu. Ale jest tez kilkoro szczesliwcow, niestety w mniejszosci. Pokusilbym sie o wniosek ze prawdziwa milosc do konca zycia jest dosyc trudno znalezc... co nie znaczy, ze ci ktorym sie nie uklada na 100% nie sa wartosciowymi ludzmi...
  • Gość: lilka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.12, 13:42
    hej, 0genia, jeśli tu zajrzysz, napisz, co u Ciebie!
  • pulpit999 25.01.12, 18:43
    Poczytałem posty i widzę pewne podobieństwo do byłego związku mojego starszego brata. Jego wybranka miała najwyraźniej jakieś braki w uczuciowości. Może to był efekt wychowania (jedynaczka, taka córunia tatusia). Może efekt zdrady męża i rozwodu. Może wszystko razem. W każdym razie ich związek to była dla brata ciągła huśtawka. Od cudownych chwil do rozstań. Za każdym razem to ona go opuszczała, czy odpychała. Za każdym razem było o fajnym życiu w samotności, o dobrym samopoczuciu jak się jest samej, o problemie podejmowania decyzji w związku (bo nie sama). I tym podobne. W końcu po którymś razie sprawa się rypła. Mój brat po ponad roku miał dość. Jak mi powiedział: jak mogę być z nią szczęśliwy, skoro po każdym byciu razem (i w trakcie) zastanawiam się kiedy znowu jej odp.... Jak mam brat czerpać radość z tego związku. Dużo zainwestował w ten związek uczucia, dobrej woli. Widziałem jak się spala. Dobrze, że się to zakończyło. Teraz namawia mnie do walki o związek i ostrzega. Nie wiem dziewczyno, czy ty nie dążysz do takiej postawy wobec związku. Może jak tamtej, gdzieś w życiu najwyraźniej "wycięło" ci kawałek mózgu.
  • Gość: 0genia IP: *.free.aero2.net.pl 26.01.12, 17:10
    Zaczęłam chodzić do psychologa
    ostatnio jestem strasznie smutna, ta sytuacja mnie przerasta
    odbija się to juz na pracy na kontaktach z innymi
    rozmawiam przez tel z nim codziennie, nic na razie z tego nie wynikło
    on cały czas ma nadzieję, we mnie, po ostrym byciu na NIE (nic z tego nie będzie, to nie to) jakoś wszystko ucichło, nie wiem jak to powiedzieć....
    samej w domu nie jest mi źle, wystarczają mi te telefony
    mam wrażenie że jestem jakaś słaba, jakaś nie do życia...
    nie jestem z siebie zadowolona
    najchętniej zamknęłabym się w domu i nigdzie nie wychodzila, przynajmniej przez jakiś czas...
  • pulpit999 26.01.12, 20:32
    I on niech też walczy. Rozmawiajcie jak piszesz, jak najwięcej.
  • Gość: Persefona IP: *.acn.waw.pl 26.01.12, 20:58
    0genio, przeczytalam wszystkie posty z tego tematu i musze przyznac, ze widze duze podobienstwo naszych sytuacji zyciowych. Ciagle obwiniam sie za to, ze nie doceniam swojego partnera, ze jestem zla i niewdzieczna. Powaznie mysle nad wizyta u psychologa, prosze daj znac czy taka terapia ma sens, czy daje ukojenie, naprostowuje zagmatwane mysli? Moze najlepszym pomyslem byloby poprostu odejsc?
  • potwor_z_piccadilly 26.01.12, 22:31
    Widocznie ci wasi zapomnieli o rzeczywistej roli gatunku samczego, czyli o nieustającym czymś imponowaniu wam.
    Niestety, wielu facetów lekceważy ten nadany im przez matkę naturę obowiązek. Wydaje się im że bycie "normalnym" (czytajcie leniem), wystarczy. Ci kształtujący ich osobowości nie powiedzieli, nie nauczyli, oni sami się nie domyślili że do pozytywnie postrzeganych przez ogół cech charakteru potrzebne jest jeszcze coś w rodzaju iskry. Coś, co powoduje że płeć nadobna ma te swoje motylki.
    Powodzenia wam życzę dziewczyny i choć to w tych czasach trudne, to też tego by ci wasi mieli wolę i umiejętność utwierdzenia was w tym, że oni, to są właśnie ci przez was pożądani.
  • citalka 24.02.12, 19:45
    Opisujesz moje zycie...
    "On jest bardzo
    > dobrym człowiekiem, miły, kulturalny itp. Troszczy się o mnie, mogę na niego l
    > iczyć, dogadujemy się"
    "Źle mi,
    > przestałam mówić kocham, bo czułam się z tym nie do końca fair - bo jak mogę po
    > wiedzieć komuś "kocham" jak targaja mną wątpliwości czy to odpowiednia osoba, c
    > zy to osoba na całe życie."
    "bo podobno z zewnątrz wyglądamy na super parę
    > a jego wszyscy wręcz uwielbiają"

    A to zdanie jest moim mottem:
    > Powinnam byc szczęśliwa, a do końca nie potrafię.

    Mam tak samo. Tylko ze ja wyszlam za mąż a teraz zastanawiam sie nad rozwodem.
    Watpliwosci nie znikaja. U mnie juz 3 lata. Chcesz tak? zapewniam ze po slubie jest trudniej. A i wyrzuty sumienia bardziej dokuczają.
    Przemyśl, badz tylko ze soba szczera. I nie boj sie wyznac czego chcesz. Sama przed soba, bo to najtrudniej.
    Jesli chcesz, to napisz na prv

  • Gość: kicia IP: *.play-internet.pl 24.02.12, 20:11
    jeżeli nadaje się na męża i jest dobry, to załóż z nim rodzinę. Będzie ci wygodnie, a zawsze przecież możesz mieć kochanków.
  • Gość: 0genia IP: *.free.aero2.net.pl 27.02.12, 22:48
    ja chcę męża który będzie jedynym moim kochankiem :)
    wieszzz.... wierzę że prawdziwa miłość istnieje
  • Gość: amstergramka IP: *.ip.netia.com.pl 24.02.12, 21:22
    dziewczyno! piszesz jakbyś miała 50tke na karku, a masz dopiero 30stke, jesteś młoda, nikt Cię nie pogania, nie pchaj się w coś czego nie chcesz, skoro masz wątpliwości, czy to ten to daj sobie spokój... albo przynajmniej póki co nie brnij w małżeństwo, czy dzieci, daj sobie czas, nie wiesz co Cię w życiu jeszcze spotka, świat jest pełen facetów, może spotkasz tego, z którym będziesz chciała założyć rodzinę i spędzić resztę życia
  • kokonabu 28.02.12, 11:00
    doradzić. Czasami czegoś jesteśmy pewni (jak ja). Za chwilę okazuje się, że dalej byśmy chcieli z uczuciem. Latamy od ściany do ściany. Może podobnie jak ja chciałabyś zakończyć, ale gdzieś tam w głębi chcesz żeby trwało dalej. Mimo wszystkich przeciw i aktualnego stanu umysłu. Boisz się samotności. To dobrze. Są tacy, którzy z uporem brną w tym kierunku. Kiedyś się przebudzą w tej swojej samotności. I nie będzie ratunku. Z drugiej strony ładować się na oślep w związek bo boisz się samotności. Też można wdepnac. Dobrze, że chodzisz do psychologa. Mam nadzieję, że sensownego. Ale decyzję i tak musisz sama podjąć. Może dać sobie trochę czasu na bycie osobno ? Może namówić go żebyście razem poszli do psychologa. W każdym razie powodzenia.
  • Gość: dadta IP: *.centertel.pl 06.03.12, 14:27
    Twoje rozterki są naturalne, gorzej jeśli laski chcą na siłę ślubu i rodziny... Polecam artykuł:
    kobieta.wp.pl/kat,26325,title,Dlaczego-on-nie-chce-sie-zenic,wid,14309002,wiadomosc.html

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka