jak pozbyc sie obsesji Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Pytanie do Was i do psychologa. Jak walczyc z obsesja na czyims punkcie? Mialam romans rok temu, od pol roku tylko kolezenskie kontakty, raz na jakis czas rozmowa na tematy erotyczne, jak mamy chwile slabosci albo by utwierdzic sie, ze zainteresowanie nie przeszlo zupelnie. On chce byc fair wobec swojej partnerki, ale daje do zrozumienia, ze nadal czasem wspomina nasze wspolne chwile. Ja stracilam glowe i dla tej namietnosci gotowa bylabym to ciagnac. Teraz probuje byc dobra kumpela, ale momentami swiruje. Jak mi odpisuje 1 zdanie to sie wkurzam, ze mnie olewa. Jak przeklada spotkanie (raz na kilka miesiecy sie widujemy), to podejrzewam, ze ma mnie w dupie i mysle o tym nieustannie. Jak slysze od znajomych, ze ktos go podrywa, to histeryzuje przez tydzien. Mimo ze to nie moja sprawa co robi i z kim...przeciez to tylko kolega :) jak wrocic do normalnej relacji jak z kolega, nie rozpamietywac, nie zastanawiac sie. miec naprawde gdzies, czy jeszcze o mnie mysli i przestac sama o nim myslec. nie chce oficjalnie urywac kontaktu, bo wtedy juz bedzie na pewno wiedzial, ze mi serio zalezy. chcialabym najlepiej polknac cudowny proszek i zyc dalej. cieszyc sie swoim zyciem i nie myslec o tej osobie stale. juz nie wiem, czy to chodzi o niego tak naprawde, czy o ta chemie, ktora miedzy nami byla i swiadomosc tego, ze ktos mnie pożąda, cos co po wielu latach mojego stalego zwiazku wyparowalo...
    • jesteś bardzo uczuciowa, i wierzę, że jest ci ciężko. chyba najlepsze wyjście, to skierować myśli na zupełnie inne sprawy, znaleźć nowy obiekt uczuć
      • się w jakieś bagienko nie wdała. Jeśli pracujesz i wracasz do domu i się zaczyna "myślenie", to może zacznij coś robić. Mężczyźnie bym doradzał remontowanie. Wyjątkowo czyści umysł. Może wieczorem na jakieś zajęcia fizyczne. Dobre na sen. Może psycholog, a jak ciebie nie stać, to poproś swojego lekarza może o jakieś proszki. Ja przed laty tak zrobiłem. Dostałem pramolan i przez dłuższy czas łykałem przed snem pół tabletki. Czasami całą w zależności od myśli. I po jakimś czasie problem zaczął być jakby coraz mniejszy. Bolało, ale coraz mniej. Tak, że w końcu przestałem brać i mimo iż problem był, to już nie zatruwał mi życia, dnia i nocy. Dłużej trwało zanim znowu zaufałem. Ale to już inna sprawa.
        • Gość: niewiem IP: *.netfala.pl 25.02.12, 15:16
          Po powrocie z pracy mam co robic, ale i tak mysli uciekaja. Masz racje, sport mi bardzo pomaga, ale nie zawsze jest czas. Po 30 minutowym treningu czuje sie oczyszczona :) o wizycie u psycholga tez myslalam... chce normalnie zyc ...
    • Gość: Malina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.12, 16:43
      On chce być fair wobec swojej partnerki- a Ty mu w tym "pomagasz" podtrzymując lub prowokując erotyczne rozmowy. Nie słyszałam nigdy o takiej terapii, ale może jest skuteczna. Ciekawe tylko dla kogo, bo na pewno nie dla tej pani. Niewiele piszesz o swojej sytuacji, czy jesteś sama,czemu się rozstaliście, jak często się kontaktujecie i właściwie po co. Dla Ciebie bycie kumpelą to za mało, jemu może wystarczy. Moja rada zerwij całkiem tą znajomość, skup się na sobie, a nie na wspomnieniach czy wyobrażeniach tego pana. Jak nie dasz rady sama to psycholog mógłby pomóc. Pozdr.
      • Gość: niewiem IP: *.netfala.pl 25.02.12, 16:48
        Oczywiscie masz ze wszystkim racje... jeszcze ponad rok temu tez ocenilabym swoje zachowanie jednoznacznie zle ... ale teraz ... zycie płata figle i wiem, ze łatwo jest osadzac innych ... tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono. jest tez taki tekst gaby kulki - wszystko wydaje sie proste, jesli nie przytrafi sie Tobie ;) stalo sie. teraz chce wrocic do normalnosci a zerwanie kontaktu jest bardzo trudne niestety ...
        • Gość: Malina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.12, 17:08
          Może osądzam Cię surowo, ale byłam w podobnej sytuacji, ja byłam tą niczego nieświadomą partnerką- do czasu. Znam przysłowie "tyle o sobie wiemy...", nie zarzekam się, że ja to bym nigdy... itd, ale jeśli rzeczywiście chcesz wrócić do normalności, to musisz uciąć to całkowicie. To tak jak z alkoholizmem - jeśli chcesz wygrać musisz przestać pić zupełnie i do końca życia, pozdrawiam
          • Gość: Malina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.12, 17:10
            Jeszcze jedno, dlaczego zerwanie kontaktu jest bardzo trudne? Pracujecie razem, mieszkacie blisko siebie, czy łączy was świat wirtualny?
      • Gość: Ewa IP: 95.108.102.* 25.02.12, 17:14
        Nie chcesz świrować to zerwij zupełnie kontakt, to bolesne ale bardzo skuteczne i znajdź sobie jakieś zajęcie które Ciebie zaabsorbuje , to nie zarzut ,że się nudzisz nic podobnego bo Ciebie nie znam , ale musisz nad tym popracować bo ta obsesja jak sama napisałaś Ciebie wykończy. Zerwanie kontaktu przysłuży się Tobie, koledze jak i jego partnerce. Kolega prawdopodobnie chce sobie trochę poflirtować aby poprawić swoje ego. Pozdrawiam i 3m się
    • Musisz być silna i nieustępliwa, a to ogromnie trudne- walka ze swoimi uczuciami na rzecz rozumu. Ale nie ma mądrzejszego rozwiązania jak ograniczenie do minimum kontaktów. Wykasuj go z komunikatorów, wywal z telefonu- jego nr napisz na kartce i wrzuć za szafę, żeby Cię nie pokusiło pierwszej się odezwać. Po czasie Twoja obsesja osłabnie, a potem zmaleje do stopnia z którym da się w miarę normalnie żyć.
      Powodzenia.
    • zerwij z nim kontakt zupelnie. To ze on sobie pomysli ze to dlatego ze ci zalezy to sprawa nieistotna.
      --
      youtu.be/FHA4HNbmDLg
    • Gość: niewiem IP: *.netfala.pl 25.02.12, 20:58
      Macie racje, ale nie chce ostentacyjnie blokowac go w necie, moge oczywiscie nie odpisywac i chyba w koncu musze to zrobic. Nie reagowac i sama sie nie odzywac. Jednak wolalabym, zeby ten kontakt jakos sam naturalnie wygadl niz tak jednorazowo. Bardzo dobrze zrobily mi dzisiaj slowa Maliny, dobrze uslyszec troche gorzkiej prawdy. Moze poczucie wstydu w koncu przywroci mi rozum ... mamy wspolnych znajomych i niestety nawet jak nie chce nic wiedziec, to oni o nim wspominaja, wiec tak calkowicie wymazac z zycia sie nie da. od poczatku bylo wiadomo, ze to sie kiedys skonczy, ale nie sadzilam, ze tak zle bede to znosic. a karmic jego ego swoja slaboscia juz wiecej nie bede. 3majcie kciuki.
      • Gość: Asia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.12, 10:37
        Też niestety tak ma i to za każdym razem. Co więcej nigdy nie byłam porzucona, tylko sama to robiłam, a potem nie dawałam rady. Faceci zwykle kilka razy te zerwania przetrwają, ale kiedyś jest ten ostatni raz i związek się konczy. Niby masz, czego chciałaś, ale i tak świrujesz, bo coś się skończyło. Przeszłam terapię po ostatnim zerwaniu 8 letniego związku, było mi dobrze samej. Jednak teraz nowy związek, faktycznie bardzo trudny, kiedy mnie to przerasta - zrywam i od nowa świruję. To jakaś porąbana psychika chyba. Nie zaczynam kolejnej terapii, bo to znów do czasu. Jakoś trzeba nad tymi emocjami zapanować wolą i rozumem, bo inaczej się nie daje życ. Wiadomo, że boleć musi, ale też, że kiedyś przejdzie. Miałam operację ręki we wtorek i przez 30 godzin płakałam z bólu, gdybym mogła to odwrócić nigdy bym się jej nie poddała, Ale dziś mniej boli, jest nadzieja, że ręka będzie sprawna, więc myślę inaczej. Po prostu z uczuciami to dużo dłużej trwa, choć boli podobnie. A my mając miłe doświadczenia z kimś chcemy za wszelką cenę uniknąc bólu i wrócić do tej miłej części związku.Łatwo i szybko zapominamy, że nie tylko miłe w nim było.
    • moja rada zerwij ta znajomosc;
      b. sie zaangazowalas, i moglo z tego cos byc, gdyby on naprawde chcial;
      problem w tym, ze on tak naprawde nie chce z Toba byc; a na dluzsza mete ciagnac ta znajomosc w takiej formie wykonczysz sie;
      napisz sobie na kartce duzymi literami: ON NIE CHCE ZE MNA BYC;
      koniec, kropka;
      • Gość: niewiem IP: *.netfala.pl 26.02.12, 14:01
        Nie chce czy nie moze to mnie najbardziej gnebi... Oboje jestesmy, ze tak powiem mocno uwikłani zyciowo i normalny zwiazek nigdy nie wchodzil w gre. Jednak relacje na zasadzie ff jest jak sie okazuje nie dla mnie ... a on sie miota i chyba naprawde potrzymuje kontakt, zeby poczuc sie lepiej, ze ja nadal jestem zainteresowana. Ja juz nie wiem, czy to nie jest moja urazona ambicja, ze to nie byla moja decyzja o zakonczeniu no i niestety wspomnienie milych chwil... tak czy inaczej - decyzja podjeta - ucinam kontakt.
        • Gość: Mandaryna IP: *.acn.waw.pl 27.02.12, 10:06
          Trudno coś z twoich wypowiedzi zrozumieć. Byliście razem ale od początku było wiadomo, że nic z tego nie wyjdzie? Po co się pakować w coś co nie ma przyszłości. Chyba jednak nie łączył Was tylko seks? Skoro byliście razem to może Twój "kolega" chce do Ciebie wrócić tylko nie potrafi tego powiedzieć ponieważ to On Ciebie rzucił. Może jakaś szczera rozmowa wyjaśni dlaczego On z Tobą chce utrzymywać kontakt.
          • Gość: niewiem IP: *.netfala.pl 27.02.12, 19:16
            Wydawalo mi sie, ze slowo romans wszyscy rozumieja jednoznacznie. Teraz to nie ma znaczenia, chodzi o patent, zeby przestac o nim myslec i dreczyc sie ta "kolezenska" teraz znajomoscia. Chyba musicie przyznac, ze dla kogos kto nic nie czuje ale lubi swoj byly "obiekt" podtrzymywanie znajomosci to zaden problem, ale dla drugiej strony to męka, bo caly czas ma nadzieje, ze moze cos sie zmieni i wszystko powróci ...
            • Gość: Mandaryna IP: *.acn.waw.pl 28.02.12, 09:44
              Jeśli rzeczywiście chcesz się od niego uwolnić to nie kontaktuj się z nim w żaden sposób. Oczywiście jest problem jeżeli razem pracujecie. Nie pytaj się znajomych co u niego słychać i postanów, że z tym kończysz. Trochę mam wrażenie, że jednak ciągle na niego czekasz i w związku z tym nie do końca chcesz stracić z nim kontakt. W takim przypadku będzie bardzo trudno zapomnieć.
              • Gość: Mandaryna IP: *.acn.waw.pl 01.03.12, 15:27
                Niewiem chyba się pozbyła kłopotu i odcięła się od netu :).
                • Gość: niewiem IP: *.netfala.pl 01.03.12, 21:03
                  Czekam i sie smuce... tyle u mnie ... wystarczy taki update? sama sie nie odzywam i organiczam mozliwosci nawiazania kontaktu ...
                  • właściwie pomysł taki jak TY. Ale głupia nadzieja ciągle jest.Już miesiąc nie byliśmy razem. W międzyczasie różne smsy, w tym "nie uda się", ale żadnego kończącego. Za to pytanie i majowy weekend. Ale jak wyślę smsa nawet z delikatnym podtekstem, to cisza. Boli. Najgorzej czasami w ciągu dnia dopadnie tęsknota, to warczę dookoła. Zacząłem bać się weekendów. Właśnie nadchodzi kolejny. Ale może po cichu wariactwo wygaśnie, a jeśli Ona coś czuje do mnie ale się zacięła w tym "nie uda się" (ciekawe że nie było nigdy deklaracji kończącej), to się sami wygasimy.
                  • Gość: Mandaryna IP: *.acn.waw.pl 02.03.12, 10:10
                    Chyba należy Tobie życzyć żeby wrócił i żebyś była szczęśliwa. Może się uda :).
    • 4 letni związek. I dalej boli. Oczywiście mniej, ale boli.
      • Gość: Joanna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.12, 20:05
        Dość już dawno po 6 mies od zakończenia związku przeżyłam ostry kryzys, na pograniczu depresji. Było gorzej niz na poczatku, bo to wprawdzie ja zerwałam, ale on dał mi istotne powody. Początkowo napędzała mnie złość i rozczarowanie, później dopadła mnie pustka i takie poczucie oszukania, zawodu, żalu po 8 wspólnych latach. Bardzo pomogła mi wtedy terapia - chyba po 3 -4 zajęciach byłam już mocno pozbierana i pożegnałam się z tymi wszystkimi bólami. Co prawda ta terapia zaimpregnowała mnie na wszystkie związki na 3 kolejne lata, ale ta samotnośc i spokój były naprawdę czymś bezcennym.
        • 3 latach odblokowałaś się na związek ? Inaczej to taką terapię można by o kant .... rozbić.
          • Gość: Joanna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.12, 17:36
            No jasne :) Nawet mi ta obojętność w niczym nie przeszkadzała. A terapia nie wiem jaka metodą, chodziłam prywatnie do psychologa i szybko poradziłam z tą stratą. Sama byłam zaskoczona, bo normalnie to ze 2 lata bym cierpiała.
            • Gość: niewiem IP: *.netfala.pl 08.03.12, 17:51
              A mialas w tym czasie kontakt z byłym ?
              • Gość: Joanna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.12, 21:48
                Tak, pracowaliśmy w jednej korporacji, chociaż w różnych oddziałach. Właśnie po ok 6 mies kiedy miałam ten kryzys zaczęłam zachowywać się bardzo nieobliczalnie, wpadłam w depresję prawie, miałam do niego ogromny żal, że zmarnował wszystko, co nas łączyło, dobrze, że nie wiedziałam wtedy , ze już z kimś się spotykał, bo chyba bym go zabiła. A tak ta terapia uratowała nam obojgu zycie ;) To było ważne, bo musieliśmy wspólpracować zawodowo i nie mogliśmy pozwolic na żadne skandale. Zresztą ja muszę mieć kontakt w takich sytuacjach, nawet żeby wypłakac się lub wykłócić, bo bez tego bym zwariowała. Dziś jesteśmy niby- przyjaciólmi, jest mi absolutnie uczuciowo obojętny. Trudno mi uwierzyć, że był tak dla mnie ważny, ze byłam gotowa na wszystko.
                • Gość: niewiem IP: *.netfala.pl 08.03.12, 22:14
                  Czyli można się "wyleczyć" nie urywając kontaktu ... czy w trakcie terapii rozmawialas tylko o swoim zwiazku czy ogolnie o sobie, swoich potrzebach... na czym sie koncentrowalas ?
                  • Gość: eryher IP: *.dynamic.chello.pl 08.03.12, 23:37
                    Najlepszym rozwiazaniem bedzie intensywny trzymiesieczny kurs jezyka chinskiego. PO kursie nie bedziesz o nim pamietala.
                  • Gość: Joanna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.12, 06:36
                    Terapia głównie poświęcona jest sobie. Odbywała się pod hasłem" przepracowanie straty". pomogła mi zauważyć w tamtym związku fajne rzeczy i stwierdzić, ze rzeczywiście zbyt wiele mi nie odpowiadało i jakoś pogodzić się z tym, bez żalu i poczucia, ze nie zasługuję na miłość, albo że ktoś zmarnował mi 8 lat. Szczegółów nie pamietam, bo to było juz 5 lat temu, ale wyszłam z mocno wzmocniona miłością własną i poczuciem, ze sama kształtuję swoje zycie i teraz to ja wybieram. Oczywiście w nowym związku też są problemy, i nawet jak dopuszczam myśl o rozstaniu, to wprawdzie od razu ryczę ,ale nie czuję się jak skrzywdzona ofiara.
                • na jakiś imprezach, albo może prywatnie. Pytam, bo 2 miesiące temu po raz drugi zostałem rzucony w ciągu 1 rocznego związku. Tym razem trwa to już 2 miesiące i pomimo walki z mojej strony raczej na pewno to koniec. Wcześniej byliśmy świetnymi "kumplami", nawet przyjaciółmi. Teraz powoli godzę się z końcem i zastanawiam jak zrobić, żeby ten koniec nie był też końcem przyjaźni. Zdaję sobie sprawę, że "związek" już zawsze może gdzieś tam tkwić w relacjach między nami, ale ja jestem taki, że jak się odkocham, to po prostu następuje koniec w takich uczuciach miłosnych do danej osoby. Jak napisałaś - w kwestii "miłości" ta osoba staje mi się kompletnie obojętna. ALe nie chciałbym stracić przyjaźni. I jak ją odbudować ?

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.