Dodaj do ulubionych

nie wiem jak mam dalej postępować

14.07.19, 00:13
jestem w związku od 2016 roku z mężczyzną, który po 3 m-cach przelotnej znajomości zdecydował o zostawieniu swojej żony i zamieszkaniu ze mną. Nie zostawił dzieci, bo mimo iż zdecydowałam się na ten krok razem z nim, dzieci były dla niego najważniejsze(bardzo cierpiał z tego powodu). Ma z nią dwójkę chłopaków. Poznaliśmy się pod koniec kwietnia, kilka spotkań na seks i w czerwcu już zamieszkaliśmy razem. Oboje z żoną mieli zaplanowany i opłacony urlop nad morzem, gdzie po wielu rozmowach na ten teamt ja wyraziłam swoje zdanie, że ze wzgledu na dzieci powinien tam jechać ale jestem na tyle wyrozumiała i ufna, że nie widzę w tym problemu i przeczekam te kilka dni aby mógł być dla dzieci. Dodam, że ona wiedziała o wszystkim a dzieci były w wieku ok 5-6 lat i nie rozumiałyby, dlaczego są tylko z mamą. Ten powód zaważył o mojej decyzji, mimo iż znałam go krótko zaufałam mu w pełni, mimo iż w przeszłości z racji mojego naiwniactwa przejechałam się nie raz. Ale o naiwności a raczej kredytu zaufania wobez ludzi to musiałabym opisać osobny esej, tutaj nadmienię tylko, że nigdy nie poczułam się skrzywdzona z racji swojego niedbalstwa, tylko z racji niezrozumienia jakie napotyka się u ludzi o odmiennych wartościach. I ja mam wartości takie, że nie mogę ingerować w czyjeś życie, bardziej, niż dana osoba sobie tego życzy i na ile ja jestem w stanie wyczuć, na ile sobię mogę pozwolić względem danej osoby( mam na myśli moje osobiste odczucia). I tak też oto przez 2 mce mówiłam, że powinien pojechać na te wakacje ze względu na dzieci, bo o niej to też osobny esej a raczej książkę napisać by można było, to w jaki sposób o niej mówił, co ona robiła a czego nie robiła w ich 10 letnim małżeństwie, jak bardzo nie dbała o siebie i o nich. Miałam wrażenie, że pała do niej nienawiścią i niechęcią na tyle, że nie zbliży się do niej. Mimo to kilka dni(może tygodni) przed wspomnianą datą wakacji, kupił wino i w trakcie mojej kąpieli zaczął mówić co go niepokoi w moim zachowaniu. Że nie pracuje(od lutego 2016 robiłam zobie przerwę w pracy, bo pracowałam dużo i miałam odłożone trochę grosza, co przekalkulowałam na 3 mce możliwości odpoczynku) a w czerwcu większość oszczędności z tej kalkulacji włożyłam w opłatę i kaucję naszego mieszkania, z czego On nie dołożył się nic bo był goły na bieżąco. Nie planowałam zatem związku. O matko jak dużo tego było wszystkiego a nie jestem w stanie opisać nawet promila. No ale chodzi o to, że kiedy pojechałam do pracy i z tejże dzwoniłam do niego on powiedział, że jest u kolegi, w czymś mu tam pomaga, a jak wróciłam do domu to było pusto, wyprowadził się... Wtedy poczułam się oszukana jak nigdy, to już nie o naiwność moją chodzi a o po prostu szczerość i uczciwość jaką ja go obdarzyłam, poczułam się jak guano zostawione przy drodze bez przykrywki z celulozowej tkaninki. Obnażona do granic moja naiwność wobec gościa, któremu zaufałam na tyle by dać ponieść się jego fantazji i zrealizować jego wyjście z domu od kobiety, która była jego obrzydzeniem. No cóż. Nigdy nie czułam się podlej wobec samej siebie, jakby tego było mało poszłam za nim do ich mieszkania wyjaśnić sprawę. Wymagało to ode mnie nie lada odwagi, której mi w życiu nie brakowało, ale ten smród ciągnący się za mną był nie do zniesienia, ten bąk mówiący jasno, nie siej smrodu dalej, stań i zmierz się z nim, przecież uleci nim się zorientujesz, że komuś przeszkadza. Jaka byłam głupia, wiem tylko ja. No więc był płacz, szantaż i seks z urąganiem. Pojechał. Obiecał, że kocha. Wziął namiot ażeby być niezależny, a mimo to wlazł tam do wynajętego domku, zgodnie z obietnicą, i znowu byli małżeństwem, w dodatku kochającym się, dziko zapewne. A dzieci spały mocno jak nigdy aby nie być w centrum ciężaru jaki znieśli. I ja przez ten tydzień w kontakcie z nim o niczym nie wiedziałam, w zasadzie to się domyślałam, ale naiwnie wierzyłam w jego reinkarnację. W jego istotność w zaistnieniu w tamtym odcinku życia jego, ich, dzieci. Chciałam być mu podporą, o jaką prosił mnie zanim od nich odszedł. Stałam po jego stronie, mimo iż osobiście uginałam się w stronę jego żony i rodziny, nie chciałam być tą, która poprzez chuć jaka mi od 4 lat życia w samotności doskwierała, pokrzywdziła święty związek małżeński. To był jego pomysł aby wrzucić ogłoszenie na loda, bo robił to od czasu do czasu, a ja na nie odpowiedziałam, z całą odpowiedzialnością pragnąc za zrobienie loda, kwoty, jaką on zaproponował. Tak się poznaliśmy. Z ogłoszenia na loda. Ja mu go zrobiłam, z bonusem, a on się zakochał. I tak mnie pociągnął do wyprowadzki, po to aby później się zorientować, że żona i dzieci są mu ważniejsze. ALE. W przeddzień powrotu znad morza z rodzinką, zapragnął wrócić do mnie. Były rozmowy, smsy, ja w tym czasie też sobie pojechałam nad jezioro z psiną moją poczciwą, sunią, pospać pod namiotem, oczyścić umysł i ciało od guana jakem się wysmarowałam. No i uczucia wzięły górę, zapragnęłam powrotu jego, zacnego, bo też zdążyłam się przez te kilka lodzików i numerków w nim zadurzyć, a raczej w osobowości jegomościa, żałując bardzo, iż żonatym mu i dzieciatym się zostało. Ot, po prostu. Naiwna pucha marnotrawna. I on wrócił, gnał do mnie przed nią aby kartony z materialistycznością swoją na powrót do mieszkania naszego zawewziąć. Zawewziął także nieomieszkać mi, po ich wniesieniu, napomknąć o zdradzie jakiej się dopuścił owego pobytu wypoczynkowego, dla dzieci ważnego, z punktu widzenia ojca i męża a także kochanka. Z czystej szczerości jaką nagle poczuł wobec mnie. Abym wiedziała, że szczery ze mną jest od początku do końca, powziął mi zasłyszeć to czego moje obawy były najsilniejsze. KURWA MAĆ. No i tak sobie na fajeczce, ciesząc się z obecności jego, usłyszałam jak to musi mi coś wyznać. W całej tej swojej naiwności spodziewałam się tego ale szczerze mówiąc, liczyłam iż, jeśli dojdzie do tego, zostawi to dla siebie. Wiecie co? Jemu przeszkadzało na tych wakacjach to, że ona smaruje dzieciom kanapki margaryną, którą postanowiła specjalnie na jego pobyt tam, zastąpić masłem. A on mimo to zapragnął jej margaryny i namaścił ją swym masłem, przekazująć mi to z zupełnie spokojną wargą i okiem. Bez jąkania. Może z odrobiną skruchy. No był chujem. Wybaczyłam bo spodziewałam się. Ale. Do tej pory nasze życie nie wygląda zbyt kolorow i mimo iż kocham drania chyba nie potrafię zapomnieć o tym i stąd czasem mam wrażenie, że pomijam go w codziennym byciu. W sensie, nie robię tego świadomie. Nie chcę mu sprawiać przykrości a jednak, wg niego to robię. Ale po tych trzech latach mieszkania wyszło wiele różnic jakie nas dzielą i światopoglądów z jakimi się nie zgadzamy. No po 3mcach znajomości, nie można o sobie powiedzieć wiele a co dopiero o kimś. Rozmijamy się w wielu kwestiach. To co mnie w seksie kręciło i chciałam poznać z nim poznałam. Lecz okazało się, że to nie są kwestie jakie chciałabym doświadczać za każdym razem, że jednak nie kręci mnie ostry seks na tyle jak na początku znajomości. Zakosztowałam z nim tych rzeczy jakich sama nie mogłam zrealizować, to pierwsza kwestia. Kilka kolejnych to bardzo życiowe kwestie dotyczące podejścia do osób trzecich. On chciałby być najważniejszy, i jest. Ale jeśli on nie czuje, że jest najważniejszy to niestety daje ogromnie to po sobie poznać i bardzo często kończy to się awanturą, że jestem zimna i nie dostrzegam go. Musiałam zaakceptować jego, ich, dzieci. Muszę akceptować to, że co miesiąc płaci alimenty, i akceptuje to, ale muszę też akceptować, PRZEDE WSZYSTKIM, jego zdanie w kwestii partnerstwa, bo tylko to jak on czuje jest właściwe, natomiast moje podejście do życia jest złe. Moja wina, że żyłam 8 lat w związku, który opierał się na przyjaźni i był niewypałem, ale rozstałam się z byłym w relacjach normalnych, nieroszczeniowych, i postanowiłam po tym związku żyć w samotności, rozkoszując się życiem w pełni. A jego 13 ostatnich lat w związku to było 3 lata sielanki, kredyt, kryzys związku, dzieci i ponowny długotrwały kryzys,
Edytor zaawansowany
  • nat 14.07.19, 00:48
    skoki w boki, weekendowe, jak zapewnia, wcale nie częste. Ja zdradziłam raz, i postanowiłam odejść. Natomiast jego zachowanie tłumaczy, on sam, tym, że był zagubiony. Wcale się nie dziwię, jak można nie być zagubionym, decydując się na odejśćie od żony i dzieci po 3 miesiącach znajomości z kobietą, w tym przypadku tą kobietą jestem ja. Nie byłam do końca przekonana o słuszności jego decyzji ale wiele razy prosił mnie abym mu pomogła stamtą wyjść, iż naprawdę uwierzyłam w to, że jest tam tak źle, że gorzej być nie może. A jednak nie raz usłyszałam ogrom gorzkich słów na swój temat. O tym jak bardzo go nie zauważam. Nie okłamywałam go przez ten czas w żadnej kwestii. Byla sytuacja, że zaraz po jego powrocie z pamiętnych wakacji pojawił się w moim otoczeniu gościu, który w pewnym stopniu był dla mnie okazją do odegrania się na moim ukochanym, za tą szczerość ale przecież nie można karać za to, że ktoś jest szczery, i wzięłam sprawę w swoje ręce i zakończyłam znajomość po czasie, jednak nie dopuściłam się zdrady. I o to miałam także awanturę. Miałam także o to, że mojego przyjaciela traktowałam, może i lepiej, niż ukochanego, ale nie robiłam tego świadomie. Po prostu nabrałam do niego obrzydzenia, za to co zrobił nad morzem z żoną i za to, że powiedział mi o tym dopiero po wprowadzeniu się ponownym do mnie. Obrzydził mi tym samym jakikolwiek stosunek do siebie. Nie potrafiłam się podczas zbliżeń wyluzować, usunąć z siebie poczucia winy, że zostawił rodzinę, do której poczuł zew powrócić, ale ta margaryna go ścięła z nóg. Może to wszystko śmiesznie się czyta ale to jest dramat, mój osobisty dramat, bo jestem z mężczyzną bardzo wymagającym i chyba nie spełniam żadnego z jego wymagań a mimo wszystko czuję, że zrobiłam wszystko z całych sił aby przekonać się, że jest warty mnie. Ja jestem bardzo wyrozumiałym człowiekiem, mam ogromną cierpliwość, której Jemu brak. Staram się być najlepsza jaka potrafię ale ciągle słyszę, że coś robię nie tak, czy nie pracuję nad czymś, nad swoim charakterem. Gdzie on nie pracuje nad swoim także zbyt mocno, bo wciąż próbuje narzucić mi tok myślenia i rozumowania związku jaki on posiada, gdyż wg niego to jest jedynie słuszny i właściwy. Jak mam zaufać ponownie człowiekowi, który zdradzał swoją żonę, w przeszłości także swoje dziewczyny(zapisując to w kalendarzu, odznaczając jak jakieś zadania), człowiekowi, który ma większą niż ja potrzebę seksu( co sobie wyjaśniliśmy, że nasze potrzeby znacznie się różnią, i sposoby zaspokajania także). Nie wiem już po tych kilku latach kim jestem i czego pragnę bo pragnę inaczej niż on. BO robię spontaniczne rzeczy, których on nie akceptuje. Bo nie pamiętam szczególnych szczegółów naszych rozmów, tak samo jak innych(może mam głowę zaprzątniętą tymi wszystkimi źle zrobionymi krokami wciągu dnia i skrzętnie wypunktowanymi prze niego na bieżąco). NIE WIEM. kurwa nie wiem. Mam już naprawdę dość siebie przez bycie z nim, bo nie mogę być sobą. Jestem blokowana i czuję przed sobą ścianę każdego dnia, ścianę której przeskoczenie jest dla mnie niemożliwe z powodu jego i mojego charakteru. Jestem lwicą żyjącą ze skorpionem. A raczej próbującą żyć i dać żyć jemu. Ale on mnie zatruł jadem, na który nie mam antidotum. Nie jestem zupełnie bez winy, bo mam paskudny charakter i skupiam się czasem bardziej na tym co sprawia iż jestem sobą a mnie na tym co i kto jest przy mnie. Gdybym mogła opowiedzieć o wszystkim może i zostałabym uznana za wariatkę, moja rodzina widzi na mojej twarzy smutek zamiast szczęścia, a na jego twarzy pojawiły się zmarszczki, o których istnieniu na zdjęciach sprzed 3-4 lat nie ma śladu, chwil które nas budują jest mało, a mimo to nie mogę i nie potrafię odejść. Wkurwia mnie niesamowicie. Nienawiść jest dla mnie uczuciem, które z zasady odrzucam, ale jego nienawidzę czasem bardzo. Za tą zazdrość jaką mnie obdarza i jak ją okazuje. Nie wiem co mam robić. On ucieka w alkohol a ja chyba uciekam gdzie pieprz rośnie. Dzieci i jego rodzice to aspekt bardzo pozytywny, który mnie powstrzymuje przed odejściem, natomiast uczucia do Niego są tak wymieszane i wstrząśnięte, że jestem jak bomba. tylko ktoś upierdolił lont przy samej dupie swoimi szczypcami. no i chuj mnie strzela. Chyba nie potrzebuje porady, bardziej wygadania się, tylko komu nie mówię o tym co się dzieje, to doradza tzw spierdol. A ja kocham go tylko chyba jeszcze wciąż za mało mu ufam, aby oddać mu się tak jak na początku, bo boję się. I boję się go realnie, bo nie raz w kłótniach za moje ranienie go swoim postępowaniem dostawałam fizyczny wpierdol. Czy to psychiczne czy nie? Czy to strach przed prześladowaniem? Czy strach przed utratą tak silnego bodźca jakim jest jego uczucie pałane do mnie?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka