IP: *.bydgoski.pl 06.09.01, 17:58
Szanowny Panie Doktorze, właściwie nie wiem, czy to co teraz powiem jest dla
Pana czy może bardziej dla psychoanalityka. Proszę o radę, gdyz coraz częściej
myślę o tym żeby skonsultować się ze specjalistą.

Mam 24 lata, super pracę, dużo podróżuje z dziewczyną, kolegami ale raz na
jakiś czas musze od wszystkiego odpocząć i wyjechać gdzieś sam. (informacja
ważna później)
Od dwóch lat spotykałem się z dziewczyną, którą kocham. (ładna, zgrabna,
inteligentna - jednym słowem "ty to masz gościu szczęście" - takie były
najczęściej reakcje kolegów) Nie jest to jakaś pierwsza szczenięca miłość,
miałem wcześniej różne wzloty i upadki i (wydaje mi się) ze jestem już dojrzały
emocjonalnie. Nasze wspólne plany sięgały już bardzo daleko, mieszkanie w
przeciągu najbliższych 6 m-cy, zaręczyny slub itp. M. była najważniejszą osobą
w moim zyciu, ze względu na trudną sytuację w moim domu rodzinnym, nie raz
podtrzymywała mnie na duchu i wyciągała psychicznych dołów.
Jestem raczej introwertykiem i tak jak mówiłem muszę czasem pobyć sam, więc
najpierw pojechaliśmy z M. w góry a potem postanowiłem spędzić tak jak co roku
sam 2 tygodnie tym razem we Francji. Nie był to pierwszy mój samotny wyjazd
odkąd byłem z M. także nie przeczuwałem nic złego. Dzwoniliśmy do siebie prawie
codziennie, list, kilka kartek, tak jak zakochani mają w zwyczaju...
Już we Francji czasami z nowopoznanymi kolegami z hotelu siadaliśmy sobie w
kąciku dla palaczy przy recepcji i obserwowaliśmy wchodzące i wychodzące
dziewczyny i kobiety komentując i oceniając tak jak to faceci mają w zwyczaju,
nie po chamsku, nie wulgarnie, tylko raczej dyskretnie, dla żartu i zabicia
czasu. Któregoś dnia wprowadziły się 4 ciemnoskóre dziewczyny. Od razu jednej z
nich przyznaliśmy 10 w naszej 10-punktowej skali i mianowaliśmy ją miss hotelu.
Po załatwieniu formalności w recepcji dziewczyny uśmiechnęły się do nas (mi
wydawało sie oczywiście, że najładniejsza tylko do mnie i poszły sobie do
pokojów)
Następnego dnia siedziałem w palarni tylko z jednym kolegą. Nasza "miss" (od
tej pory E.) zeszła schodami i usiadła 0,5 cm ode mnie pomimo, ze cała kanapa
była wolna, prosząc o papierosa i promiennie się uśmiechając. Chociaż nie
jestem nowicjuszem jeśli chodzi o stosunki damsko męskie trochę sie speszyłem,
tym bardziej ze kolega niejednoznacznie się uśmiechnął pokazując dyskretnie
głową na E. Po poczęstowaniu i wymianie kilku zdawkowych uprzejmości zeszła
reszta kolegów i wyszliśmy do miasta (bez E. oczywiście) - cała sytuacja trwała
może 2 minuty.
Minęły 4 dni na byczeniu się na plaży i robieniu niczego. Przedostatniego dnia,
leżąc nad oceanem i nie wiedząc już co ze sobą zrobić podniosłem się żeby kupić
coś do picia. Wtedy ktoś mnie zawołał, odwróciłem się, to była E. ze swoimi
koleżankami. Dosiadły się do nas. Kiedy wróciłem, chciałem wysmarować się
kremem, bo żar lał się z nieba. Z miejsca zaoferowała się E. już na sam widok
olejka. Po wysmarowaniu mi pleców, co z zewnątrz musiało wyglądać raczej jak
masaż erotyczny sądząc po szerokich oczach i minach kolegów, E. stwierdziła, że
chce za to buzi... Znalezienie się w pokoju i "przypieczętowanie" półgodzinnej
znajomości zajęło nam około 20 minut. Muszę przyznać, że nigdy nie było mi tak
dobrze z kobietą, to było zupełnie coś nowego. Wstając rano popatrzyliśmy się
na siebie trochę zawstydzeni i skrępowani i w tym samym momencie
stwierdziliśmy, że taka sytuacja zdarzyła nam się pierwszy raz w życiu. (co w
moim przypadku było prawdą, jak się później okazało w jej też, mimo, że jej
umiejętności raczej mówiły coś innego) Po południu E. spytała się czy w Polsce
się z kimś spotykam. Kłamiąc jej w żywe oczy stwierdziłem, że oczywiście nie,
co bardzo ja ucieszyło przytulając się do mnie jeszcze mocniej. Powoli
zaczynałem mieć moralnego kaca i zdawać sobie sprawę z tego co zrobiłem. Z
jednej strony moja fascynacja E. tłumiła jeszcze wyrzuty, ale z drugiej strony
nie byłem juz w stanie myślec o niczym innym jak o tym jak bardzo skrzywdziłem
M. Następne 3 dni spędzone w pociągu były najgorszymi dniami w moim zyciu.
Paląc prawie 3 paczki papierosów dziennie i pijąc jedynie czasem wodę
odchodziłem od zmysłow na myśl o spotkaniu z M. i spojrzeniu jej w oczy. Myślę
że ważną informacją w tym momencie będzie ta, że z M. zawsze wszystko sobie
mówiliśmy i nawet kiedyś hipotetycznie założyliśmy że taka sytuacja nas spotka
(zdrada) i wtedy bezwzględnie sobie o tym powiemy. Razem z M. należymy do osób
o silnych charakterach i zdecydowanych osobowościach odrzucających wszelkie
półprawdy, także dla mnie w pociągu było oczywistym, że musze się przyznać,
jednak świadomość tego sprawiała, że chodziłem półprzytomny ze strachu,
zdenerwowania i rozpaczy.
M. po pierwszych moich słowach przez telefon po powrocie zapytała czy coś się
stało, na co ja odpowiedziałem ze ściśniętym gardłem że musimy porozmawiać. W
sytuacjach zagrożenia można powiedzieć, że zakładam maskę obojętności i
absolutnie nie widać po mojej twarzy tego co się we mnie dzieje, co dodatkowo
zraniło M. kiedy beznamiętnym tonem wszystko jej opowiedziałem, mimo, że w
środku rozdzierała mnie rozpacz, bezsilność i wściekłość na samego siebie).
Od ponad 2 miesięcy nie spotykamy się, schudłem 6 kilo, palę ponad 2 paczki
papierosów dziennie (wcześniej 1 na miesiąc), po przyjściu z pracy leżę na
łóżku gapiąc się godzinami w okno i w sufit, coraz częściej sięgam po alkohol.
Całkowicie zdaje sobie sprawę tego, że bezpowrotnie skrzywdziłem najdroższą mi
osobę. Jednak najbardziej przeraża mnie myśl, czy jeśli będę w przyszłości
jeszcze w stanie z kimś związać, (podobno wszystkie rany się goją:() to czy
taka sytuacja moze sie powtórzyć?
Czy takie postępowanie może byc spowodowane oziembłością uczuciową wyniesiona z
domu, czy może przyczyna tkwi raczej we mnie. Jeśli tak, to gdzie?! Od momentu
w którym spotykałem się z pierwszą dziewczyną do tego feralnego wyjazdu zawsze
powtarzałem kolegom, którzy zdradzali swoje partnerki, że nigdy nie byłbym w
stanie zrobić czegoś takiego. Cała moja filozofia prysła jednak w przeciągu pół
godziny przy całkowicie nieznanej mi osobie. Chciałem też powiedzieć, że
(oczywiście nie chce wyjśc na bufona)zawsze miałem powodzenie u kobiet i
sytuacja w której kobieta niejednoznacznie i dosyć bezpośrednio daje mi do
zrozumienia że jest mną zainteresowana nie zdarzyła mi się po raz pierwszy.
jednak do tej pory bez problemu potrafiłem z czyms takim sobie poradzić.
Panie Doktorze, proszę mi powiedzieć czy mam iść z tym do specjalisty, czy może
wyolbrzymiam problem...
pozdrawiam
ps.
Z E. cały czas utrzymuję kontakt, spotykamy się raz na 3-4 tygodnie. E. nic nie
wie o M. Najprawdopodobniej wyprowadzę się do Francji, jednak tak jak mówiłem
przeraża mnie myśl, że będę w stanie powtórzyć taki "numer" lecz nie wiem czy
byłbym to w stanie drugi raz przetrzymać...
  • Gość: m IP: 10.9.65.* 06.09.01, 18:17
    To brzmi jak melodramat z elementami erotyku. To prawdziwe przeżycia czy scenariusz teleonoweli?
  • Gość: biarritz IP: *.bydgoski.pl 06.09.01, 18:21
    chciałbym, żeby to była pieprzona brazylijska telenowela. niestety to prawda.
    Nie jestem zakompleksionym internautą szukającym kolegów i akceptacji.
    pozdr
  • Gość: Bona IP: *.zgora.dialog.net.pl 06.09.01, 18:23
    W całej tej historii najśmieszniejsze jest to (ale to homor wisielczy, sorry!),
    że chcąc być w porządku wobec obu kobiet, jednocześnie robisz im obum najgorsze
    swiństwo. Nie jesteś szczery i nie jesteś w porządku wobec żadnej z nich. Nie
    można zjeść ciastka i mieć ciastko. Skoro masz taki silny charakter, jak
    twierdzisz, staw czoła sytuacji! W przeciwnym wypadku przyznaj, że nie jesteś
    taki, jak Ci się dotychczas wydawało. Tylko, na Boga, zrób z tym coś, bo
    wkrótce problem sam się rozwiąże, gdy przy tym trybie życia załatwisz
    sobie "kolejkę dla uprzywilejowanych" do łona Abrahama.
  • Gość: jimmy IP: *.net.external.hp.com 07.09.01, 09:11
    Czytam, ze uwazasz siebie za osobe dojrzala - jestem Twoim rowiesnikiem, ale
    czytajac Twoj post nie moge sie otrzasnac z wrazenia, jakby pisala go osoba
    sporo mlodsza. Sposob Twojego postepowania i opis zdarzenia, w moim skromnym
    przekonaniu, nijak na te dojrzalosc nie wskazuje. Zachowales sie jak 18-latek,
    wiec masz czas, by dojrzec. Oczywiscie to tylko moje zdanie.
  • Gość: tassman IP: *.pgnig.com.pl 07.09.01, 09:38
    Hej,

    Przeczytałem twój post, posiedziałem z nim w głowie i....Piszesz ze Ty i M.
    macie silne chraktery. Z tego co zrobiłes wynika jednak ze Ty silnego chrakteru
    nie masz (nie potrafiłes powiedziec nie.....). Dziwny był tez twój wyjazd -
    byłes tam sam czy z kolegami? Zdradziłeś to fakt - to był twój błąd. Dobrze że
    choć szczerze powiedziałes o tym M. i nie kłamałes z tym dalej....
    Zdrada i kłamstwo kosztuje. Twoje "czarne" 30 minut zapamietasz do końca zycia -
    i niech to bedzie dla Ciebie nauczką...
    A jesli M. ma silny charakter jak twierdzisz - to jest po grzybach...
    Czas leczy rany, ale blizny pozostają....Spróbuj sie jakos odnależć w
    tej ''nowej'' sytuacji - ale nie przez alkohol...

    Pozdrawiam
    tassman
  • Gość: lucki IP: *.*.*.* 07.09.01, 10:15
    Gość portalu: tassman napisał(a):

    Pozwole sobie takze swoje trzy grosze wtracic.



    > Hej,
    >
    > Przeczytałem twój post, posiedziałem z nim w głowie
    i....Piszesz ze Ty i M.
    > macie silne chraktery. Z tego co zrobiłes wynika
    jednak ze Ty silnego chrakteru

    Co do silnego charakteru to troche autor pytania
    przesadzil, o tym przekonywac chyba nie musze. Zawsze
    twierdzilem, ze natura ludzka jest ulomna i tych
    wszystkich, ktorzy z pewnoscia twierdza iz nie zdradza
    swoich partnerow pietnuje, gdyz nigdy nie wiadomo co
    moze w zyciu sie przydazyc. Czasami wystarczy chwila,
    emocja, czasami wystarczy lampka koniaku, kieliszek
    wina, a sytuacja zmienia sie diametralnie i hamulce
    emocjonalne puszczaja.

    >
    > nie masz (nie potrafiłes powiedziec nie.....). Dziwny
    był tez twój wyjazd -
    > byłes tam sam czy z kolegami? Zdradziłeś to fakt - to
    był twój błąd.

    Zdrada raczej jest wkalkulowana w nature czlowieka.
    Chcialbym poznac prawdziwe dane dotyczace wiernosci
    malzonkow. Mysle, ze bylyby bardzo zaskakujace.

    Dobrze że
    > choć szczerze powiedziałes o tym M. i nie kłamałes z
    tym dalej....

    Najglupsza rzecz jaka zrobiles. Szczerosc dzisiaj
    niestety nie jest w ogole w cenie, a w takich
    przypadkach nie byla w cenie nigdy. Kazdy, bez wzgledu
    na plec, czujac milosc do swojego partnera, jego zdrada
    bedzie oszukany, upokorzony. Nigdy wiec o takich
    niecnych wystepkach nie wolno mowic. To powinna byc
    Twoja tajemnica do konca Twych dni. Pomijajac fakt, ze
    zdrada to raczej niemoralne zachowanie, ktore jednak
    towarzyszy ludzkosci od dnia jej poczecia.

    > Zdrada i kłamstwo kosztuje. Twoje "czarne" 30 minut
    zapamietasz do końca zycia

    Niestety zapamietasz, to prawda.

    > -
    > i niech to bedzie dla Ciebie nauczką...

    Wlasnie, niech bedzie nauczka, by zachowywac pewne
    intymne szczegoly swego zycia tylko dla samego siebie. I
    nie obnazac sie z nimi na pewno przed swoimi
    najblizszymi, a szczegolnie tymi, ktorych moze to w
    zasadniczy sposob dotknac.


    > A jesli M. ma silny charakter jak twierdzisz - to jest
    po grzybach...
    > Czas leczy rany, ale blizny pozostają....Spróbuj sie
    jakos odnależć w
    > tej ''''nowej'''' sytuacji - ale nie przez alkohol...

    Nie pij, posluchaj Tassmana. A czas rzeczywiscie wyleczy
    rany.

    >
    > Pozdrawiam
    > tassman

    Pozdrawiam
    lucki
  • Gość: jimmy IP: *.net.external.hp.com 07.09.01, 12:54
    Gość portalu: lucki napisał(a):

    > Co do silnego charakteru to troche autor pytania
    > przesadzil, o tym przekonywac chyba nie musze. Zawsze
    > twierdzilem, ze natura ludzka jest ulomna i tych
    > wszystkich, ktorzy z pewnoscia twierdza iz nie zdradza
    > swoich partnerow pietnuje, gdyz nigdy nie wiadomo co
    > moze w zyciu sie przydazyc. Czasami wystarczy chwila,
    > emocja, czasami wystarczy lampka koniaku, kieliszek
    > wina, a sytuacja zmienia sie diametralnie i hamulce
    > emocjonalne puszczaja.

    Nie mowimy o hamulcach emocjonalnych a o uczuciu - to zazwyczaj nie pryska jak
    banka mydlana, a jesli tak sie dzieje, to raczej marne to uczucie.

    >
    > >
    >
    > Najglupsza rzecz jaka zrobiles. Szczerosc dzisiaj
    > niestety nie jest w ogole w cenie, a w takich
    > przypadkach nie byla w cenie nigdy. Kazdy, bez wzgledu
    > na plec, czujac milosc do swojego partnera, jego zdrada
    > bedzie oszukany, upokorzony. Nigdy wiec o takich
    > niecnych wystepkach nie wolno mowic. To powinna byc
    > Twoja tajemnica do konca Twych dni. Pomijajac fakt, ze
    > zdrada to raczej niemoralne zachowanie, ktore jednak
    > towarzyszy ludzkosci od dnia jej poczecia.

    Wiec jaki jest sens bycia razem i oklamywania sie? A jak Ty bys sie poczul, gdyby
    jednak, po latach wspolnego zycia, okazalo sie, ze partnerka kiedys Cie
    zdradzila? Z pewnoscia takie wyjscie oszczedziloby bolu M., lecz na miejscu
    autora nie moglbym spojrzec w lustro. M. znajdzie sobie kogos (sory!) bardziej
    wartosciowego, z pewnoscia na to zasluguje. Nie wszyscy zdradzaja.

    > Wlasnie, niech bedzie nauczka, by zachowywac pewne
    > intymne szczegoly swego zycia tylko dla samego siebie. I
    > nie obnazac sie z nimi na pewno przed swoimi
    > najblizszymi, a szczegolnie tymi, ktorych moze to w
    > zasadniczy sposob dotknac.

    Jak wyzej - nieszczery zwiazek, to zaden zwiazek.

    Konkludujac - nie zgadzam sie z przedmowca. Na czym wobec tego, drodzy Panowie,
    chcecie budowac zwiazek? Na usprawiedliwieniach, ze zdrada wpisana jest w geny
    mezczyzny? Bzdura! To byl zyciowy blad, ktorego mozna bylo uniknac, a za ktory
    trzeba gorzko zaplacic, a nie jeszcze wychodzic na swoje i trzymac to w
    tajemnicy. Wszystko zalezy od M., czy jest gotowa wybaczyc, ale nie macie prawa
    od niej wymagac, by byla oszukiwana, bo nie na tym opiera sie zwiazek, a na
    wzajemnym zaufaniu i szacunku. Po prostu czas dojrzec, a nie zastanawiac
    sie, "czy jeszcze kiedys zdradze i czy uda mi sie to zachowac w tajemnicy".
  • Gość: lucki IP: *.*.*.* 07.09.01, 13:12
    Gość portalu: jimmy napisał(a):

    No coz, chyba sobie popolemizujemy chwileczke jesli
    pozwolisz.

    > Gość portalu: lucki napisał(a):
    >
    > > Co do silnego charakteru to troche autor pytania
    > > przesadzil, o tym przekonywac chyba nie musze.
    Zawsze
    > > twierdzilem, ze natura ludzka jest ulomna i tych
    > > wszystkich, ktorzy z pewnoscia twierdza iz nie
    zdradza
    > > swoich partnerow pietnuje, gdyz nigdy nie wiadomo co
    > > moze w zyciu sie przydazyc. Czasami wystarczy
    chwila,
    > > emocja, czasami wystarczy lampka koniaku, kieliszek
    > > wina, a sytuacja zmienia sie diametralnie i hamulce
    > > emocjonalne puszczaja.
    >
    > Nie mowimy o hamulcach emocjonalnych a o uczuciu - to
    zazwyczaj nie pryska jak
    > banka mydlana, a jesli tak sie dzieje, to raczej marne
    to uczucie.

    Uczucie to tez emocja. Nawet najsilniejsze uczucie moze
    zostac wystawione na trudna probe. Rozumiem ulomnosc
    czlowieka do zachowan irracjonalnych takich jak zdrada
    (choc z biologicznego punktu widzenia zdrada nie jest
    irracjonalna, ale to szczegol). Nawet w bardzo silnym
    uczuciowo zwiazku moze nastapic chwila slabosci. Nie
    wytykajmy tego palcami, bo wszystkich nas moze to
    spotkac.

    >
    > >
    > > >
    > >
    > > Najglupsza rzecz jaka zrobiles. Szczerosc dzisiaj
    > > niestety nie jest w ogole w cenie, a w takich
    > > przypadkach nie byla w cenie nigdy. Kazdy, bez
    wzgledu
    > > na plec, czujac milosc do swojego partnera, jego
    zdrada
    > > bedzie oszukany, upokorzony. Nigdy wiec o takich
    > > niecnych wystepkach nie wolno mowic. To powinna byc
    > > Twoja tajemnica do konca Twych dni. Pomijajac fakt,
    ze
    > > zdrada to raczej niemoralne zachowanie, ktore jednak
    > > towarzyszy ludzkosci od dnia jej poczecia.
    >
    > Wiec jaki jest sens bycia razem i oklamywania sie? A
    jak Ty bys sie poczul, gdy
    > by
    > jednak, po latach wspolnego zycia, okazalo sie, ze
    partnerka kiedys Cie zdradzila?

    Malzenstwo to nic innego jak pewnego rodzaju spolka.
    Brutalne to ale i prawdziwe. To umiejetnosc godzenia sie
    na kompromisy, to tolerancja to wyrozumialosc w stosunku
    do niejednokrotnie glupich zachowan tej drugiej strony.
    W malzenstwie trzeba wazyc slowa. Zupelna szczerosc
    niestety nie poplaca, chyba ze jest sie zupelnie
    swietym. Czlowiek w swej konstrukcji mimo zapewnien o
    checi otrzymywania nawet hiobowych wiesci od swojego
    partnera, z reguly nie akceptuje tego tak swobodnie jak
    w chwili skladania tych obietnic. Z reguly takie
    wiadomosci wywieraja bardzo silne pietno i pomimo
    zapewnien o swojej sile charakteru partnerzy nie sa w
    stanie poniesc ciezarku nieodpowiedzialnosci tego
    partnera ktory zdradzil. W najlepszym badz razie
    dochodzi od bardzo powaznego zaburzenia wewnetrznych
    relacji miedzy malzonkami. Jako psycholog uwazam wiec,
    ze w zadnym razie nie nalezy o takich niecnych
    wystepkach informowac. Jak lekarz, ktory nie mowi
    swojemu pacjentowi, ze ma raka.

    > Z pewnoscia takie wyjscie oszczedziloby
    bolu M., lecz na miejscu
    > autora nie moglbym spojrzec w lustro. M. znajdzie
    sobie kogos (sory!) bardziej
    > wartosciowego, z pewnoscia na to zasluguje. Nie
    wszyscy zdradzaja.

    Ale coraz wieksza grupa. Nad spogladaniem w lustro
    trzeba sie zastanawiac przed zdrada, a nie po zdradzie.
    Po zdradzie trzeba sie zastanowic, co przyniesie wieksza
    korzysc partnerowi. Czy oszczedzenie mu opisow, czy
    wywalenie kawy na lawe w postaci uswiadomienia go jakimi
    to jestesmy macho i ile to kobiet przewinelo sie przez
    nasze lozko.


    >
    > > Wlasnie, niech bedzie nauczka, by zachowywac pewne
    > > intymne szczegoly swego zycia tylko dla samego
    siebie. I
    > > nie obnazac sie z nimi na pewno przed swoimi
    > > najblizszymi, a szczegolnie tymi, ktorych moze to w
    > > zasadniczy sposob dotknac.
    >
    > Jak wyzej - nieszczery zwiazek, to zaden zwiazek.

    Jak wyzej. Prawda czasami rani te osoby, ktorych nie
    powinna.


    >
    > Konkludujac - nie zgadzam sie z przedmowca. Na czym
    wobec tego, drodzy Panowie,
    >
    > chcecie budowac zwiazek? Na usprawiedliwieniach, ze
    zdrada wpisana jest w geny
    > mezczyzny? Bzdura! To byl zyciowy blad, ktorego mozna
    bylo uniknac, a za ktory
    > trzeba gorzko zaplacic, a nie jeszcze wychodzic na
    swoje i trzymac to w
    > tajemnicy. Wszystko zalezy od M., czy jest gotowa
    wybaczyc, ale nie macie prawa
    >
    > od niej wymagac, by byla oszukiwana, bo nie na tym
    opiera sie zwiazek, a na
    > wzajemnym zaufaniu i szacunku. Po prostu czas dojrzec,
    a nie zastanawiac
    > sie, "czy jeszcze kiedys zdradze i czy uda mi sie to
    zachowac w tajemnicy".

    Nie rozumiemy sie chyba. Ja uwazam, ze zdrada nie jest
    czyms dobrym. Ale uwazam, ze opowiadanie o zdradzie
    partnerowi (nawet wtedy, gdy sobie poprzysiegli mowienie
    calej prawdy) nie jest wlasciwe. Psychika czlowieka
    reaguje w zupelnie rozny sposob, gdy problem kogos nie
    dotyczy bezposrednio (czyli w chwili skladania sobie
    deklaracji zupelnej szczerosci), a zupelnie inaczej, gdy
    zostaje postawiona przed faktem dokonanym, ze taka
    czynnosc zaistniala.
    Konkludujac: mowienie o swych wystepkach jest brakiem
    taktu i brakiem szacunku dla partnera (w wiekszosci
    przypadkow - nie mowie o malzenstwach otwartych).

    Pozdrawiam
  • Gość: jimmy IP: *.net.external.hp.com 07.09.01, 14:42
    Gość portalu: lucki napisał(a):

    > No coz, chyba sobie popolemizujemy chwileczke jesli
    > pozwolisz.

    Faktycznie, chyba popolemizujemy.

    > Uczucie to tez emocja. Nawet najsilniejsze uczucie moze
    > zostac wystawione na trudna probe. Rozumiem ulomnosc
    > czlowieka do zachowan irracjonalnych takich jak zdrada
    > (choc z biologicznego punktu widzenia zdrada nie jest
    > irracjonalna, ale to szczegol). Nawet w bardzo silnym
    > uczuciowo zwiazku moze nastapic chwila slabosci. Nie
    > wytykajmy tego palcami, bo wszystkich nas moze to
    > spotkac.
    >

    Uczucie jest tez swego rodzaju miernikiem - bylo slabe, jezeli nie stac Cie bylo
    na chlodny prysznic w imie milosci do partnerki.

    > Malzenstwo to nic innego jak pewnego rodzaju spolka.
    > Brutalne to ale i prawdziwe. To umiejetnosc godzenia sie
    > na kompromisy, to tolerancja to wyrozumialosc w stosunku
    > do niejednokrotnie glupich zachowan tej drugiej strony.
    > W malzenstwie trzeba wazyc slowa. Zupelna szczerosc
    > niestety nie poplaca, chyba ze jest sie zupelnie
    > swietym. Czlowiek w swej konstrukcji mimo zapewnien o
    > checi otrzymywania nawet hiobowych wiesci od swojego
    > partnera, z reguly nie akceptuje tego tak swobodnie jak
    > w chwili skladania tych obietnic. Z reguly takie
    > wiadomosci wywieraja bardzo silne pietno i pomimo
    > zapewnien o swojej sile charakteru partnerzy nie sa w
    > stanie poniesc ciezarku nieodpowiedzialnosci tego
    > partnera ktory zdradzil. W najlepszym badz razie
    > dochodzi od bardzo powaznego zaburzenia wewnetrznych
    > relacji miedzy malzonkami. Jako psycholog uwazam wiec,
    > ze w zadnym razie nie nalezy o takich niecnych
    > wystepkach informowac. Jak lekarz, ktory nie mowi
    > swojemu pacjentowi, ze ma raka.

    Oczywiscie, moze od razu spisywac intercyzy? Malzenstwo przede wszystkim opiera
    sie na uczuciu i wzajemnym zaufaniu. Sorry, ale smieszy mnie, jezeli mowisz mi,
    ze nie powinienem mowic o zdradzie w TROSCE O DOBRO PARTNERKI (?!?!?!).
    Partnerki? Rzeklbym raczej - w trosce o wlasne siedzenie! Bo to partnerka bedzie
    zyla w "blogiej" nieswiadomosci, a ukrywanie tego to zwykle wyrachowanie. Jezeli
    takie rzeczy mowi mi psycholog, to ja przepraszam - chyba pukam do niewlasciwych
    drzwi.

    > Ale coraz wieksza grupa. Nad spogladaniem w lustro
    > trzeba sie zastanawiac przed zdrada, a nie po zdradzie.
    > Po zdradzie trzeba sie zastanowic, co przyniesie wieksza
    > korzysc partnerowi. Czy oszczedzenie mu opisow, czy
    > wywalenie kawy na lawe w postaci uswiadomienia go jakimi
    > to jestesmy macho i ile to kobiet przewinelo sie przez
    > nasze lozko.

    Piszesz, jakby swiat dal ciche przyzwolenie na zdrady, a zwiazki byly wynikiem
    dzialan matematycznych, ograniczonych jakims marginesem bledu. O ile nie
    wyszlismy za margines (nie powiedzielismy partnerowi o zdradzie), to wszystko
    jest OK. DLA MNIE jest OK, znaczy sie. Po zdradzie to juz po ptokach! Kochasz -
    nie zdradzasz. Zdradziles - to TYLKO od drugiej osoby zalezy, czy Ci wybaczy, czy
    nie. Nie Tobie o tym decydowac. Ty zawiniles, Ty poniesiesz konsekwencje. Druga
    strona zadecyduje, czy jestes wart przebaczenia, czy nie. Ukrywanie tego jest
    skrajnym egoizmem, przyslonietym "dbaloscia o zwiazek", "zrozumieniem"
    i "miloscia". Smieszne. Rzeklbym - zalosne.

    > Jak wyzej. Prawda czasami rani te osoby, ktorych nie
    > powinna.

    O tym nalezalo pomyslec ZANIM do tego doszlo. Przeciez to oczywiste, ze zdrada
    uderza najbardziej w druga osobe. W ta, w ktora nie powinna.

    > Nie rozumiemy sie chyba. Ja uwazam, ze zdrada nie jest
    > czyms dobrym. Ale uwazam, ze opowiadanie o zdradzie
    > partnerowi (nawet wtedy, gdy sobie poprzysiegli mowienie
    > calej prawdy) nie jest wlasciwe. Psychika czlowieka
    > reaguje w zupelnie rozny sposob, gdy problem kogos nie
    > dotyczy bezposrednio (czyli w chwili skladania sobie
    > deklaracji zupelnej szczerosci), a zupelnie inaczej, gdy
    > zostaje postawiona przed faktem dokonanym, ze taka
    > czynnosc zaistniala.
    > Konkludujac: mowienie o swych wystepkach jest brakiem
    > taktu i brakiem szacunku dla partnera (w wiekszosci
    > przypadkow - nie mowie o malzenstwach otwartych).
    >
    > Pozdrawiam

    Przepraszam, ale usmialem sie z tego "szacunku dla partnera". W tym kontekscie to
    JEST smieszne.

    Rowniez pozdrawiam
  • Gość: lucki IP: *.*.*.* 07.09.01, 16:35
    Gość portalu: jimmy napisał(a):

    No to polemizujemy dalej.


    > Gość portalu: lucki napisał(a):
    >

    > Uczucie jest tez swego rodzaju miernikiem - bylo
    slabe, jezeli nie stac Cie byl
    > o
    > na chlodny prysznic w imie milosci do partnerki.

    Nie zgadzam sie. Czlowiek ma przyplywy chwil slabosci.
    Tak bylo w przypadku biarirtza. Teraz tego bardzo
    zaluje. Mowisz tak, jakbys byl pewny, ze zadna inna
    kobieta nie bylaby w stanie uwiesc Cie. Zapewniam, ze
    dalbys sie uwiesc. Pytanie tylko, jak dlugo ona
    musialaby sie starac i jaka musialaby byc. I jakie inne
    czynniki musialyby sie zlozyc na fakt, bys choc na
    chwile zapomnial o swojej ukochanej osobie. To troche
    jak z twierdzeniem o tym, ze sa ludzie nieprzekupni,
    ktoremu z ktorym niestety nie moge sie zgodzic. Zawsze
    jest tylko jedno pytanie? Za jaka cene moge danego
    czlowieka przekupic. Swiat jest troszeczke bardziej
    brutalny od Twoich idealistycznych wyobrazen. Niestety.

    >
    > > Malzenstwo to nic innego jak pewnego rodzaju spolka.
    > > Brutalne to ale i prawdziwe. To umiejetnosc godzenia
    sie
    > > na kompromisy, to tolerancja to wyrozumialosc w
    stosunku
    > > do niejednokrotnie glupich zachowan tej drugiej
    strony.
    > > W malzenstwie trzeba wazyc slowa. Zupelna szczerosc
    > > niestety nie poplaca, chyba ze jest sie zupelnie
    > > swietym. Czlowiek w swej konstrukcji mimo zapewnien
    o
    > > checi otrzymywania nawet hiobowych wiesci od swojego
    > > partnera, z reguly nie akceptuje tego tak swobodnie
    jak
    > > w chwili skladania tych obietnic. Z reguly takie
    > > wiadomosci wywieraja bardzo silne pietno i pomimo
    > > zapewnien o swojej sile charakteru partnerzy nie sa
    w
    > > stanie poniesc ciezarku nieodpowiedzialnosci tego
    > > partnera ktory zdradzil. W najlepszym badz razie
    > > dochodzi od bardzo powaznego zaburzenia wewnetrznych
    > > relacji miedzy malzonkami. Jako psycholog uwazam
    wiec,
    > > ze w zadnym razie nie nalezy o takich niecnych
    > > wystepkach informowac. Jak lekarz, ktory nie mowi
    > > swojemu pacjentowi, ze ma raka.
    >
    > Oczywiscie, moze od razu spisywac intercyzy?

    Moze i spisywac. Zauwaz, ze tylko w naszym kregu
    kulturowym sa jakies dziwne obiekcje przed zawieraniem
    intercyzy podczas zawierania zwiazku malzenskiego. W USA
    czy w krajach Europy Zachodniej to standard. Raczej
    dziwnym jest tam zawieranie malzenstw bez sporzadzania
    aktu znoszacego wspolwlasnosc. Bo to oszczedza wielu
    problemow, ktore moga zaistniec pozniej.


    Malzenstwo przede wszystkim opiera
    >
    > sie na uczuciu i wzajemnym zaufaniu. Sorry, ale
    smieszy mnie, jezeli mowisz mi,
    >
    > ze nie powinienem mowic o zdradzie w TROSCE O DOBRO
    PARTNERKI (?!?!?!).
    > Partnerki? Rzeklbym raczej - w trosce o wlasne
    siedzenie!

    Nie, nie masz racji. Zdecydowanie w trosce o dobro
    partnerki. Ona juz i tak zostala skrzywdzona. Krzywdy
    nie da sie naprawic opowiadajac o swoim niecnym
    wystepku. Po co mowic? By uzyskac rozgrzeszenie? Nie,
    skoro sie na taki krok zdecydowalo, to trzeba ponosic
    konsekwencje tego czynu samodzielnie, a nie szukac
    wspolczucia i rozgrzeszenia u partnerki.

    Bo to partnerka bedzi
    > e
    > zyla w "blogiej" nieswiadomosci, a ukrywanie tego to
    zwykle wyrachowanie.

    Nie, ukrywanie to rozsadek, by z powodu wlasnej glupoty
    nie niszczyc zycia drugiemu czlowiekowi.

    Jezel
    > i
    > takie rzeczy mowi mi psycholog, to ja przepraszam -
    chyba pukam do niewlasciwyc
    > h
    > drzwi.

    No coz, rozumiem, ze bardziej nadawalbys sie ode mnie do
    udzielania porad innym ludziom. Byc moze. Osad
    pozostawiam innym forumowiczom.

    >
    > > Ale coraz wieksza grupa. Nad spogladaniem w lustro
    > > trzeba sie zastanawiac przed zdrada, a nie po
    zdradzie.
    > > Po zdradzie trzeba sie zastanowic, co przyniesie
    wieksza
    > > korzysc partnerowi. Czy oszczedzenie mu opisow, czy
    > > wywalenie kawy na lawe w postaci uswiadomienia go
    jakimi
    > > to jestesmy macho i ile to kobiet przewinelo sie
    przez
    > > nasze lozko.
    >
    > Piszesz, jakby swiat dal ciche przyzwolenie na zdrady,
    a zwiazki byly wynikiem
    > dzialan matematycznych,

    Ten swiat jest niestety w ten sposob skonstruowany, ze
    zdrady byly, sa i beda. A zwiazki sa wynikiem zycia
    biologicznego i hormonalnego czlowieka. Rozsadek tylko
    podpowiada, ktorego partnera wybrac. Choc i to nawet nie
    dokonca, jesli zwazymy na role feromonow.

    ograniczonych jakims
    marginesem bledu. O ile nie
    > wyszlismy za margines (nie powiedzielismy partnerowi o
    zdradzie), to wszystko
    > jest OK. DLA MNIE jest OK, znaczy sie. Po zdradzie to
    juz po ptokach! Kochasz -
    >
    > nie zdradzasz. Zdradziles - to TYLKO od drugiej osoby
    zalezy, czy Ci wybaczy, c
    > zy
    > nie. Nie Tobie o tym decydowac. Ty zawiniles, Ty
    poniesiesz konsekwencje.

    Zgadzam sie w pelni. To osoba zdradzajaca powinna
    poniesc pelne konsekwencje. Ale Ty, nakazujac
    powiedzenie prawdy, starasz sie w te konsekwencje ubrac
    takze partnera "zdradzacza". Czy rozumiesz, ze ten
    partner bedzie cierpial z powodu glupoty "zdraczacza"
    najbadziej? A wcale nie musi, jesli wystepek nie
    zostanie mu przedstawiony. Skrajna glupota jest pelna
    szczerosc w tej materii. To skrajny brak szacunku dla
    partnera, to ekshibicjonizm emocjonalny i brak
    umiejetnosci samodzielnego poradzenia sobie z dosc duzym
    problemem.

    Druga
    >
    > strona zadecyduje, czy jestes wart przebaczenia, czy
    nie. Ukrywanie tego jest
    > skrajnym egoizmem, przyslonietym "dbaloscia o
    zwiazek", "zrozumieniem"
    > i "miloscia". Smieszne. Rzeklbym - zalosne.

    To co napisalem wyzej. Infantylne jest ubieranie w
    problem wspolmalzonka. Infantylne jest nakazywanie mu
    cierpiec z powodu wlasnej glupoty, bezmyslnosci i
    egoizmu. Ciekawe, czy gdyby Tobie przydarzyla sie taka
    "lozkowa" historia bylbys na tyle szczery, by opowiadac
    swojej partnerce o tym, ze zdradziles ja, a nawet jak
    sam wczesniej podkresliles, ze Twoje uczucie nie jest
    chyba na tyle mocne, skoro dales sie poniesc emocjom.
    Zrozum, ze kazdy z nas ma chwile slabosci. Moze jeszcze
    Twoja chwila nie nadeszla. Moze wartosci ktore zostaly
    Tobie wpojone na razie dosc mocno Cie chronia przed
    oddaniem sie zdradzie. Ale hipotetycznie zaloz, ze nagle
    Twoja partnerka zaczyna cierpiec na dlugotrwala
    ozieblosc plciowa. Twoja frustracja z tego powodu trwa
    rok, dwa lata, ale jak dlugo mozna to znosic. Zalozmy,
    ze terapia przynosi mizerne efekty, a Twoje libido jest
    na tyle silne, ze kaze Ci rozladowywac napiecia. I co,
    bedziesz sie masturbowal do konca zycia? Uwierz mi, ze
    Ty tez mozesz stanac przed dylematem. Moze nie dzisiaj,
    moze nie za rok tylko za 10 lat. Ale wydaje mi sie, ze
    kazdy czlowiek z takim problemem sie spotyka, a
    wiekszosc z nas pokusom ulega.

    >
    > > Jak wyzej. Prawda czasami rani te osoby, ktorych nie
    > > powinna.
    >
    > O tym nalezalo pomyslec ZANIM do tego doszlo. Przeciez
    to oczywiste, ze zdrada
    > uderza najbardziej w druga osobe. W ta, w ktora nie
    powinna.

    A jeszcze bardziej rani wiklanie ja w te sprawy. Powiem
    raz jeszcze: lekarze tez nie mowia swoim pacjentom, ze
    maja raka.

    >
    > > Nie rozumiemy sie chyba. Ja uwazam, ze zdrada nie
    jest
    > > czyms dobrym. Ale uwazam, ze opowiadanie o zdradzie
    > > partnerowi (nawet wtedy, gdy sobie poprzysiegli
    mowienie
    > > calej prawdy) nie jest wlasciwe. Psychika czlowieka
    > > reaguje w zupelnie rozny sposob, gdy problem kogos
    nie
    > > dotyczy bezposrednio (czyli w chwili skladania sobie
    > > deklaracji zupelnej szczerosci), a zupelnie inaczej,
    gdy
    > > zostaje postawiona przed faktem dokonanym, ze taka
    > > czynnosc za
  • Gość: jimmy IP: 10.129.130.* / *.acn.pl 07.09.01, 23:33
    Gość portalu: lucki napisał(a):
    > No to polemizujemy dalej.

    Niewatpliwie!

    > Nie zgadzam sie. Czlowiek ma przyplywy chwil slabosci.
    > Tak bylo w przypadku biarirtza. Teraz tego bardzo
    > zaluje. Mowisz tak, jakbys byl pewny, ze zadna inna
    > kobieta nie bylaby w stanie uwiesc Cie. Zapewniam, ze
    > dalbys sie uwiesc. Pytanie tylko, jak dlugo ona
    > musialaby sie starac i jaka musialaby byc. I jakie inne
    > czynniki musialyby sie zlozyc na fakt, bys choc na
    > chwile zapomnial o swojej ukochanej osobie. To troche
    > jak z twierdzeniem o tym, ze sa ludzie nieprzekupni,
    > ktoremu z ktorym niestety nie moge sie zgodzic. Zawsze
    > jest tylko jedno pytanie? Za jaka cene moge danego
    > czlowieka przekupic. Swiat jest troszeczke bardziej
    > brutalny od Twoich idealistycznych wyobrazen. Niestety.

    Slaboscia moge nazwac kupno rzeczy, na ktora normalnie bym sobie nie pozwolil.
    Zjedzenie o jedno ciastko za duzo. Tu mowimy o czyms, co wazy na calym zyciu.
    Rownie dobrze mozna to porownac do zabicia czlowieka - tez sie moze zdarzyc i tez
    mozna to, w strachu przed reakcja innych, trzymac w tajemnicy. Takze uczciwe? A
    jakie wygodne (szkoda, ze tylko dla zabojcy)!

    > Moze i spisywac. Zauwaz, ze tylko w naszym kregu
    > kulturowym sa jakies dziwne obiekcje przed zawieraniem
    > intercyzy podczas zawierania zwiazku malzenskiego. W USA
    > czy w krajach Europy Zachodniej to standard. Raczej
    > dziwnym jest tam zawieranie malzenstw bez sporzadzania
    > aktu znoszacego wspolwlasnosc. Bo to oszczedza wielu
    > problemow, ktore moga zaistniec pozniej.

    Nie porownujmy nas do Stanow, o ktorych mam dosc niskie mniemanie - tam nawet za
    umycie nowonarodzonej corki mozna isc do pierdla za napastowanie. Mowimy o
    CYWILIZOWANYCH krajach.

    > Nie, nie masz racji. Zdecydowanie w trosce o dobro
    > partnerki. Ona juz i tak zostala skrzywdzona. Krzywdy
    > nie da sie naprawic opowiadajac o swoim niecnym
    > wystepku. Po co mowic? By uzyskac rozgrzeszenie? Nie,
    > skoro sie na taki krok zdecydowalo, to trzeba ponosic
    > konsekwencje tego czynu samodzielnie, a nie szukac
    > wspolczucia i rozgrzeszenia u partnerki.

    Zostala skrzywdzona i ma prawo decydowac o tym, co zrobi. Zycie z oszustem, to
    gowniane zycie - wybacz. Skoro jedno sie pojawilo, na jednym sie nie skonczy. Nie
    mowie o kolejnych zdradach, ale mnostwie okazji do innych "bialych klamstewek".

    > Nie, ukrywanie to rozsadek, by z powodu wlasnej glupoty
    > nie niszczyc zycia drugiemu czlowiekowi.

    Rozsadek to tez wyrachowanie. Ten czlowiek zasluguje na kogos, kto go NIE
    zdradzi. Moze wiec niszczeniem zycia jest pozostanie przy osobie, ktora zdradzila?

    > No coz, rozumiem, ze bardziej nadawalbys sie ode mnie do
    > udzielania porad innym ludziom. Byc moze. Osad
    > pozostawiam innym forumowiczom.

    Tego nie powiedzialem, ale gleboko wierze w uczciwosc i sprawiedliwosc.
    Przynajmniej ja staram sie taki byc. Brzydze sie klamstwem i jestem uczciwy wobec
    siebie i innych. Po co laczysz sie z druga osoba - zeby odgrywac swietoszka,
    ktorym nie jestes? Po co przed Bogiem i swiadkami slubujesz jej "wiernosc, milosc
    i uczciwosc malzenska", patrzac jej przy tym prosto w oczy? Potem w zywe oczy
    klamiesz, wyciagajac kamienie, na ktorych budowales zwiazek. Klamstwo ma krotkie
    nogi, a wtedy dopiero zranisz partnerke. Poki co, M. jest mloda - ma czas znalezc
    sobie kogos wartosciowego, kto bedzie ja kochal i szanowal. A Ty bys ja tej
    szansy pozbawil, skazujac na towarzystwo kogos, kto mysli tylko o sobie ("oby sie
    nie wydalo, bo ja strace, bo ja zranie"). Tak! Zranisz! I ona zadecyduje, czy
    zechce z Toba zostac, czy poszuka sobie kogos bardziej wartosciowego. Ni cholery
    nie moge sie w Twoim rozumowaniu doszukac altruizmu, lecz egoizm pierwszej
    kategorii.

    > Ten swiat jest niestety w ten sposob skonstruowany, ze
    > zdrady byly, sa i beda. A zwiazki sa wynikiem zycia
    > biologicznego i hormonalnego czlowieka. Rozsadek tylko
    > podpowiada, ktorego partnera wybrac. Choc i to nawet nie
    > dokonca, jesli zwazymy na role feromonow.

    Coz, moze jestem idealista - ja od swojej partnerki wymagam wiernosci,
    zakladajac, ze ona wymaga tego samego ode mnie. W koncu na tym polega miedzy
    innymi bycie razem. Ty tymczasem podchodzisz do zwiazku bardzo
    przedmiotowo: "umowa miedzyludzka...", "zdradzic, ale nie ranic partnera...". Czy
    jest chociaz jakas swietosc, w ktora wierzysz?

    > Zgadzam sie w pelni. To osoba zdradzajaca powinna
    > poniesc pelne konsekwencje. Ale Ty, nakazujac
    > powiedzenie prawdy, starasz sie w te konsekwencje ubrac
    > takze partnera "zdradzacza". Czy rozumiesz, ze ten
    > partner bedzie cierpial z powodu glupoty "zdraczacza"
    > najbadziej? A wcale nie musi, jesli wystepek nie
    > zostanie mu przedstawiony. Skrajna glupota jest pelna
    > szczerosc w tej materii. To skrajny brak szacunku dla
    > partnera, to ekshibicjonizm emocjonalny i brak
    > umiejetnosci samodzielnego poradzenia sobie z dosc duzym
    > problemem.

    To jest zwykle KLAMSTWO. Glupota z punktu widzenia egoisty, odwaga, z punktu
    widzenia drugiej strony, ktora ma prawo decydowac, czy zyc z nieuczciwym
    czlowiekiem, czy nie. Ludzie po to sie wiaza ze soba, zeby razem przezyc zycie,
    dzielic radosci, troski i zmartwienia, a nie zyc jedno obok drugiego, ale kazde z
    osobna. Czy mozesz powiedziec, ze dobrze znasz osobe, ktora - delikatnie mowiac -
    wstawia kit w zywe oczy? Ja bym takiej nie chcial znac. A skoro winowajca robi
    wszystko, zeby druga strone omamic, to jest to pieprzone wyrachowanie i egoizm. I
    NIC i NIKT mnie nie przekona, ze jest inaczej.

    > To co napisalem wyzej. Infantylne jest ubieranie w
    > problem wspolmalzonka. Infantylne jest nakazywanie mu
    > cierpiec z powodu wlasnej glupoty, bezmyslnosci i
    > egoizmu. Ciekawe, czy gdyby Tobie przydarzyla sie taka
    > "lozkowa" historia bylbys na tyle szczery, by opowiadac
    > swojej partnerce o tym, ze zdradziles ja, a nawet jak
    > sam wczesniej podkresliles, ze Twoje uczucie nie jest
    > chyba na tyle mocne, skoro dales sie poniesc emocjom.
    > Zrozum, ze kazdy z nas ma chwile slabosci. Moze jeszcze
    > Twoja chwila nie nadeszla. Moze wartosci ktore zostaly
    > Tobie wpojone na razie dosc mocno Cie chronia przed
    > oddaniem sie zdradzie. Ale hipotetycznie zaloz, ze nagle
    > Twoja partnerka zaczyna cierpiec na dlugotrwala
    > ozieblosc plciowa. Twoja frustracja z tego powodu trwa
    > rok, dwa lata, ale jak dlugo mozna to znosic. Zalozmy,
    > ze terapia przynosi mizerne efekty, a Twoje libido jest
    > na tyle silne, ze kaze Ci rozladowywac napiecia. I co,
    > bedziesz sie masturbowal do konca zycia? Uwierz mi, ze
    > Ty tez mozesz stanac przed dylematem. Moze nie dzisiaj,
    > moze nie za rok tylko za 10 lat. Ale wydaje mi sie, ze
    > kazdy czlowiek z takim problemem sie spotyka, a
    > wiekszosc z nas pokusom ulega.

    Czlowiek po to zostal obdarowany umiejetnoscia mowienia, by ROZMAWIAC. Infantylne
    jest ukrywanie rzeczy, ktorych nie powinno bylo sie zrobic. Nie powie Ci o swoim
    wystepku dziecko, ktore ukradlo cukierka. Oznaka dojrzalosci jest prowadzenie
    dialogu, wspolne rozwiazywanie problemow. A klamstwo, jakim raczysz partnera...?
    Bez komentarza. Jezeli tak postepujesz, to wspolczuje. To jest dopiero infantylne.

    > A jeszcze bardziej rani wiklanie ja w te sprawy. Powiem
    > raz jeszcze: lekarze tez nie mowia swoim pacjentom, ze
    > maja raka.

    Kazdy kij ma dwa konce - takie zycie mozna przezyc w zalamaniu albo korzystajac
    najlepiej, jak tylko mozna, z czasu, jaki nam pozostal. M. ma prawo korzystac z
    zycia, bedac kochana przez dojrzalego, uczciwego faceta.

    Tak mozemy w kolko - Ty masz swoje poglady i wedlug nich zyjesz. Ja mam swoje,
    wedlug ktorych zyje. Zaczynamy powtar
  • Gość: jimmy IP: 10.129.130.* / *.acn.pl 07.09.01, 23:47
    Ucielo mi wypowiedz, wiec dokoncze jedynie mysl: Zaczynamy powtarzac swoje
    argumenty i tak mozemy w koleczko - Ty masz swoj swiat, ja mam swoj. Twoj swiat
    mi nie pasuje, wiec nie probuj juz mnie do niego przekonywac, bo i tak Ci sie to
    nie uda. Z mojej strony koniec dyskusji - pozwol, ze pozostane frajerem-
    dinozaurem, ktory wierzy w szczerosc i uczciwosc.
  • Gość: rico IP: 195.136.25.* 07.09.01, 12:56
    Zachowałeś się jak smarkaty nastolatek a nie dojrzały mężczyzna. Nie chodzi mi
    wcale o zdradę, bo to sie może zdarzyć naprawdę każdemu nawet w najbardziej
    kochającej się parze, ale feralnie zrobiłeś, że o wszystkim powiedziłeś
    kochanej osobie. To błąd nie do wybaczenia! Rzadko która kobieta wybaczy
    zdradę. W twoim wypadku tak właśnie jest. Pamiętaj na przyszłość, że takich
    rzeczy się nie gada naprawdę NIKOMU a już tym bardziej partnerce. Jeżeli
    przeżyłeś piękne chwile z inną kobietą to zostaw to wyłącznie w swej pamięci,
    żadnego chwalenia się przed kumplami, żadnej "spowiedzi" przed partnerką, bo
    ona cię nie rozgrzeszy a tylko poczuje się skrzywdzona. A to chyba nie jest dla
    nikogo miłe. Zrobiłeś poważny błąd i teraz za to musisz zapłacić odejściem
    kobiety i kacem moralnym. Przykro mi ale sam spaprałeś sobie życie.
  • Gość: lucki IP: *.*.*.* 07.09.01, 13:01
    Zgadzam sie w pelni. NIKOMU, nawet najblizszemu
    przyjacielowi, ktory moze to kiedys wykorzystac
    przeciwko tobie.------- Pozdrawiam
  • Gość: Dave IP: 195.117.238.* 07.09.01, 14:24
    Zgadzam sie, ze biaritz, nie powinien mowic partnerce o
    zdradzie, szczegolnie gdy byla to jednorazowa "wpadka".
    Chociaz wyznaje w zyciu staroceltycka zasade "Prawda
    przeciw swiatu".
    Uwazam tez, ze jesli zdradza sie kilkakrotnie, to czy
    sie o tym powie, czy nie to nic nie zmienia, bo i tak
    jest sie palantem (niezaleznie czy jest mezczyzna czy
    kobieta). W takim wypadku zadne argumenty, juz nie
    tlumacza zdrady.
    Pozatym uwazam, ze nawet w tym wypadku tlumaczenie
    zdrazy biaritz''a jest sliskie (bo czlowiek to nie
    krolik, ze ma tylko kwiknac na koncu). Pomimo apelu o
    nie oskarzanie, potepiam takie zachowanie (byc moze
    dlatego, ze Ja nigdy nie zdradzilem wiec nie potrafia
    zidentyfikowac sie z biaritz''em, a potepia sie wlasnie
    przez brak identyfikacji z osoba, ktora sie oskarza, bo
    kazdy z nas popelnia bledy i krzywdzi innych swiadomie
    badz nieswiadomie (o premedytacji nie wspomne).
    Czesc.
  • Gość: Anka IP: 10.1.10.* / 195.116.28.* 11.09.01, 13:26
    Rady od parady. Zawsze lepsza jest najgorsza prawda. Zrobił to niech ma odwagę
    powiedzieć i niech cierpi. Wcale nie jest mi szkoda naszego "bohatera".
    Muszę przyznać że nigdy nie zrobiłam żadnemu facetowi takiego świństwa jak
    zdrada. Jeżeli nie ma się ochoty na wierność i chce się być z kimś innym to
    kończy się znhajomość.
    Lucki , prawda zawsze wyjdzie na światło dzienne a wtedy nie ma litośći i
    miłości tym bardziej.
    Anka
  • Gość: lucki IP: *.*.*.* 07.09.01, 13:23
    Wybaczcie, ale znowu kazdy osadza autora za jego
    postepowanie. Przeciez biaritz napisal wyraznie, ze
    postapil ZLE. To juz wszyscy wiemy. Nie bawcie sie w
    prokuratorow, tylko jesli macie dla niego jakas rade
    to mu ja przekazcie. A jesli nie, to powstrzymajcie
    sie od sadow zmierzajacych do wskazania na
    niemoralnosc jego postepowania.-------Pozdrawiam
  • Gość: straight IP: 212.6.102.* 07.09.01, 14:52
    TO PO CO JEJ MOWILES ???!!!!!
    Przeciez sam mowisz,ze umiesz klamac i nie widac tego po tobie.
    Musze powiedziec,ze sam sie wpedziles w te fobie
  • Gość: Wit IP: *.*.*.* 07.09.01, 15:20
    Mysle, ze mimo wszystko dobrze o Tobie swiadcza wyrzuty sumienia, ktore Cie
    mecza. Nie znaczy to, ze Cie rozgrzeszam. Po jednym liscie trudno cos radzic,
    tym bardziej, ze nie jestem psychologiem. Wydaje mi się jednak, ze z M. to byla
    prawdziwa milosc, a E. to jest wakacyjna przygoda. Powinienes przeprosic M.,
    prosic ja o wybaczenie i przyrzec wiernosć. Na Twoja korzysc przemawia fakt, ze
    nie ukrywales tego i naprawde sie tym przejales. Moze Ci wybaczy. Jesli nie, to
    i tak daj sobie spokoj z E. Zawsze beda Cie dreczyc mysli, ze to przez nia
    straciles wspaniala dziewczyne (tak naprawde to jest Twoja wina).
  • Gość: biarritz IP: *.bydgoski.pl 07.09.01, 15:48
    "silny charakter" tak, to było raczej niefortunne sformułowanie. Używając tego
    określenia chciałem powiedzieć, że jestem bardzo stanowczy i uparty i że mam
    (miałem) zdecydowane poglądy, co czasem może zakrawać nawet o egoizm, z czego
    zdaje sobie sprawę.
    Ktoś powiedział, że zachowałem się jak 18-latek. I miał całkowitą rację, ale
    chcę właśnie wiedzieć DLACZEGO tak się zachowałem.
    pozdr
  • Gość: jimmy IP: 10.129.130.* / *.acn.pl 07.09.01, 23:39
    Dlaczego? Hormony wziely gore! Jedni dojrzewaja szybciej, drudzy wolniej, inni
    wcale... Jak dojrzejesz, to przy kolejnej okazji (jezeli taka sie zdarzy),
    migiem polecisz pod zimny prysznic. Przeciez gdybys nie wyladowal w lozku z E.,
    wszystko byloby w jak najlepszym porzadku, nieprawdaz? Zalezalo to TYLKO OD
    CIEBIE. Ochlon, poczekaj az zmadrzejesz. Przepraszam za bezposredni ton, ale
    tak mnie naszlo...
  • Gość: lucki IP: *.*.*.* 10.09.01, 09:23
    Nastepny doradca z bozej laski. Tylko propozycje w
    stylu: zmadrzej, dorosnij, zastanow sie nad soba
    etc.etc. ---------- No to jak dla Ciebie tez mam
    propozycje: 23 wrzesnia odbywaja sie wybory. Zostanie
    sformowany nowy rzad. Nowy premier bedzie potrzebowal
    doradcow (jaki premier tacy doradcy - boze, widzisz i
    nie grzmisz), wiec takiego jak Ty na pewno przyjmie.
    Bedzie L.Miller and Jimmy, nierozerwalny duet.-----
    Pozdrawiam --------- Przepraszam za uszczypliwosc, ale
    tak mnie naszlo....
  • Gość: jimmy IP: 10.129.130.* / *.acn.pl 12.09.01, 23:11
    Gość portalu: lucki napisał(a):

    > Nastepny doradca z bozej laski. Tylko propozycje w
    > stylu: zmadrzej, dorosnij, zastanow sie nad soba
    > etc.etc. ---------- No to jak dla Ciebie tez mam
    > propozycje: 23 wrzesnia odbywaja sie wybory. Zostanie
    > sformowany nowy rzad. Nowy premier bedzie potrzebowal
    > doradcow (jaki premier tacy doradcy - boze, widzisz i
    > nie grzmisz), wiec takiego jak Ty na pewno przyjmie.
    > Bedzie L.Miller and Jimmy, nierozerwalny duet.-----
    > Pozdrawiam --------- Przepraszam za uszczypliwosc, ale
    > tak mnie naszlo....

    Taaaaak... Szkoda slow - jako psycholog juz sie wypaliles. Przynajmniej przestan
    sie osmieszac. Dzieci z przedszkola potrafia zablysnac lepszymi tekstami.
  • Gość: Marika IP: 192.168.1.* / *.slp.pl 10.09.01, 15:58
    Myślę, że wbrew temu, co piszą niektórzy uczestnicy forum nie jesteś wcale
    osobą niedojrzałą. Wielu ludziom zdarzają się błędy, ale widzę, że Ty jesteś
    jedną z niewielu osób, które potrafią przyznać się do błędu, nie próbując się
    usprawiedliwiać ani zwalać winy na innych.
  • Gość: knockout IP: *.piekary.oho.com.pl 10.09.01, 16:07
    czesc,

    kiedys mialem podobna sytuacje (ale z kobieta o tym samym kolorze skory :)) i
    nie owijajac w bawelne powiedzialem o tym swojej stalej dziewczynie, z ktora
    jestem juz kupe (5 lat) czasu. I jak mi sie dobrze wydaje dobrze zrobilem.
    Ale z drugiej strony to co wielkiego sie stalo? Mala przygoda i to wszystko.
    Moja rada - albo idziesz na calosc i sie ''przyznajesz'' albo nie i wtedy dopada
    cie relatywizm moralny, nihilizm i inne izmy i zaczynasz sie wciagac, po czym
    zostajesz podrywaczem-erotomanem-donzuanem-itp. Ktora pastylke wybierasz?
    Czerwona czy niebieska :)
  • Gość: Yola IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 11.09.01, 09:02
    Piszesz, że to tylko "mała przygoda". A czy tak samo traktowałbys, gdyby to
    Twoja dziewczyna przyznała Ci się do takiej przygody z jakimś przystojnym
    Murzynem, Arabem czy innym ezgotycznym mężczyzną. Spróbuj Ją sobie wyobrazić w
    intymnej sytacji, jak ten obcy facet piesci ja, dotyka, całuje, głaszcze, jak
    doprowadza Ja do rozkoszy..... Czy to tez tylko przygoda ? Potrafiłbyś wybaczyć
    i żyć dalej, jakby nic się nie stało ?
  • Gość: lucki IP: *.*.*.* 11.09.01, 09:19
    Zawsze proponowalem mojej ukochanej zonie, zeby sprobowala jak to jest z
    Murzynem. Ona zawsze fantazjuje na ten temat, ja natomiast posunalem sie dalej
    i zaproponowalem, ze zaakceptuje jej skok w bok dla sprawdzenia jak to jest z
    osobnikiem rasy czarnej. Ale ona nie moze sie zdecydowac. ------- Tylko nie mow
    prosze, ze jej nie kocham, bo kocham ja tak mocno, ze jestem w stanie spelniac
    jej najdziwniejsze zachcianki. Takie z murzynami tez.--------- Pozdrawiam
  • Gość: ula IP: *.hartford-05rs.ct.dial-access.att.net 11.09.01, 10:55
    Gość portalu: lucki napisał(a):

    lucki podales troche wczesniej info ze jestes psychologiem i dlatego chcialabym
    ci zadac pytanie zakladajac ze poradnictwo malzenskie jest twoja specjalnoscia i
    przyjmujac zalozenie ze nie rekomendujesz szczerego przyznania sie do zdrady lecz
    jej ukrywanie.
    Pytanie brzmi - ile malzenstw, par, udalo ci sie uratowac stosujac twoja metode?
    I jaki te malzenstwa stanowia procent wszystkich zwiazkow przez ciebie leczonych.
    Nie ukrywam ze moim celem jest sprawdzenie skutecznosci twojej metody.
    pzdr
    u


    > Zawsze proponowalem mojej ukochanej zonie, zeby sprobowala jak to jest z
    > Murzynem. Ona zawsze fantazjuje na ten temat, ja natomiast posunalem sie dalej
    > i zaproponowalem, ze zaakceptuje jej skok w bok dla sprawdzenia jak to jest z
    > osobnikiem rasy czarnej. Ale ona nie moze sie zdecydowac. ------- Tylko nie mow
    >
    > prosze, ze jej nie kocham, bo kocham ja tak mocno, ze jestem w stanie spelniac
    > jej najdziwniejsze zachcianki. Takie z murzynami tez.--------- Pozdrawiam

  • Gość: lucki IP: *.*.*.* 11.09.01, 13:18
    Gość portalu: ula napisał(a):

    > Gość portalu: lucki napisał(a):
    >
    > lucki podales troche wczesniej info ze jestes psychologiem i dlatego chcialabym
    >
    > ci zadac pytanie zakladajac ze poradnictwo malzenskie jest twoja specjalnoscia
    > i
    > przyjmujac zalozenie ze nie rekomendujesz szczerego przyznania sie do zdrady le
    > cz
    > jej ukrywanie.
    > Pytanie brzmi - ile malzenstw, par, udalo ci sie uratowac stosujac twoja metode
    > ?
    > I jaki te malzenstwa stanowia procent wszystkich zwiazkow przez ciebie leczonyc
    > h.
    > Nie ukrywam ze moim celem jest sprawdzenie skutecznosci twojej metody.
    > pzdr
    > u
    >
    Ula, niestety nie prowadze statystyk. Jestem bardziej psychologiem rodzinnym niz
    malzenskim i nie zawsze moimi pacjentami (choc jak wole slowo Klientami) sa
    malzenstwa, choc i tacy klienci sie zdarzaja. Z reguly do gabinetu przychodza
    osoby pojedynczo, gdyz (co przykro przyznac) brak jest jeszcze w Polsce kultury
    wspolnego rozwiazywania rodzinnych problemow. Moja efektywnosc? Nie wiem, ale
    milo jest czasami wysluchac od swojego Klienta milych slow w dowod uznania za
    kilka cennych rad. Wyznaje raczej zasade, ze do wypracowania rad powinienem
    dochodzic wspolnie z Klientem, nie narzucajac mu swojej woli. Staram sie jego tok
    myslenia ujednolicic ze swoim. Owszem, czasami moje rady (ktore takze tutaj
    staram sie zupelnie luzno prezentowac) sa mocno ekscentryczne, ale poparte nie
    tylko wiedza natury psychologicznej, ale w szczegolnosci wiedza natury
    spolecznej. Nigdy nie poradzilbym Klientowi, by zaczal wprost opowiadac swojej
    partnerce czy partnerowi o zdradzie, gdyz wiem ze odsetek ludzi, ktorzy zniesliby
    ta szczerosc jest naprawde marginalny. Jesli moja rada w 3-5% okaze sie chybiona,
    zalicze to jako wypadek przy pracy. Generalnie 95% partnerow na taka wiesc
    reaguje w sposob latwy do przewidzenia, a mianowicie: rozstanie, ew. powazny
    kryzys i grozba rozstania. Dlatego nakazuje swoim Klientom ukrywanie tego typu
    informacji, chocby jako pokute dla wlasnego sumienia za zly postepek.----- Mysle,
    ze ok. 80% par udaje mi sie namowic do dalszych wspolnych poszukiwan kompromisow.
    Ile zwiazkow trwa nadal, nie wiem. Wydaje mi sie jednak, ze "kilku" parom
    pomoglem. Ale nie umiem pomoc sobie :-))))) Szewc bez butow chodzi. Radzic innym
    jest naprawde latwo. Poradzic samemu sobie i zrozumiec ta porade jest duzo
    trudniej.-------- Podrawiam

  • Gość: Yola IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 11.09.01, 12:55
    Ale nie odpowiedziałeś na moje pytanie: co czujesz wyobrażając sobie Ją w
    konkretnych intymnych sytuacjach z innym facetem?
    Poza tym - fantazje ma każdy, ale to nie znaczy, że należy je wprowadzać w
    czyn, bo można tym kogos zranić. Jeżeli zrealizuje się jedną fantazję - to
    pojawiają się następne. Czy za każdym razem pozwolisz JEJ na ich spełnienie?
  • Gość: lucki IP: *.*.*.* 11.09.01, 13:06
    Gość portalu: Yola napisał(a):

    > Ale nie odpowiedziałeś na moje pytanie: co czujesz wyobrażając sobie Ją w
    > konkretnych intymnych sytuacjach z innym facetem?
    > Poza tym - fantazje ma każdy, ale to nie znaczy, że należy je wprowadzać w
    > czyn, bo można tym kogos zranić. Jeżeli zrealizuje się jedną fantazję - to
    > pojawiają się następne. Czy za każdym razem pozwolisz JEJ na ich spełnienie?

    Odpowiadam wiec na Twoje pytanie: czuje wielkie podniecenie.
    Czy za kazdym razem pozwolilbym jej na ich spelnienie?: w mojej obecnosci tak, w
    przypadku braku mojej obecnosci nie, gdyz mogloby to doprowadzic do nieswiadomego
    (z jej strony) zaangazowania emocjonalnego. Inne fantazje oczywiscie tez moglaby
    realizowac, chyba ze graniczylyby z dobrym smakiem i bylyby wbrew prawu.-----
    Pozdrawiam


  • Gość: knockout IP: *.piekary.oho.com.pl 13.09.01, 22:38
    czesc,
    takie ''momenty'' na pewno nie sa latwe do wyobrazenia
    ani strawienia. Ale pojawia sie pytanie: co da mi
    rozpatrywanie w te i we wte takiej ''hipotetycznej''
    sytuacji poza tzw. kwur@$%@$#% sie? Nic. Wiec nawet
    jesli taki fakt zaistnieje (mam nadzieje, ze nie) to
    napewno nie bede sie dopytywal ''jak bylo'' ani
    rozpamietywal latami. Nie powiem, ze trzeba przejsc do
    porzadku dziennego, ale bez przesady. Jesli to byl seks
    bez wiekszych pozniejszych (emocjonalnych i
    uczuciowych) konsekwencji, to trudno. Druga sprawa -
    nie chcesz chyba zebym przykladal dwie miarki do tych
    samych czynow polepnionych przez dwie rozne osoby?
  • Gość: nimfa IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.01, 01:45
    Jak ja zdradzilam milosc swojego zycia, to postanowilam nic mu nie mowic, zeby
    nie zadawac mu bolu. Udlawilam sie ta swoja tajemnica. Kwestia winy wyzarla mi
    dusze. Tony lez, kilometry wierszy. Koszmar. Rozpierdolilam tym milczeniem
    zwiazek. Tak jak ty rozstalam sie ze swoim M., lecz co jakis czas sie widzimy i
    drże na jego widok. Nawet probowalismy wrocic, tyle ze jego rana jest zbyt
    gleboka, a moje poczucie winy zbyt mocne, po zatym czas mija, ludzie sie
    zmieniaja. I tak jak ty utrzymywalam kontkat z moim E. I tak lawirowalam miedzy
    jednym a drugim, raniac siebie i ich. Tez mialm dni gapienia sie w sufit, puste
    noce, krzyk serca. Lecz zrozumialam, ze starego nie wroce, moze byc tylko nowe
    ( ale sprobowalam - tez mozesz, ale czy umiesz sobie wybaczyc?), i zblirzylam
    sie do E. Tyle, ze ja bylam z nim szczera, az do bólu. I on wiedzial o moich
    uczuciach do M. Z czasem kontakty sie zaciesnily i ludzie sie do siebie
    zblizyli, moze narodzi sie nawet milosc (co jest procesem dlugofalowym). Do
    Ciebie: zamykanie sie w pokoju i rozpacz to masochizm, nie pomagasz tak ani
    sobie ani im. Wyjdz z czterech scian do ludzi. Pojedz do M. i obsyp ja
    radosciami swiata ( tylko nie rozpamietujcie tego co bylo, bo to nie ma sensu,
    skupcie sie na budowaniu nowego), albo zacznij rozgladac sie za innymi, moze
    ktoras okaze sie interesujaca. Nie zamykaj sie. Nowe uczucie moze sie zrodzic,
    to kwestia czasu i CHECI. Nie zadreczaj sie, bo to nie uleczy duszy. Cierpienie
    moze wzbogacic tylko sztuke, ale czy warto? Sprobuj zyc. Eskapizm w butelke
    jest zwodniczy, lepszy jest eskapizm w innego czlowieka. Sprobuj z kimkolwiek.
    W kazdym razie COS ZROB!!!!
  • Gość: Yola IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 11.09.01, 13:06
    Oceny Twojego postepowania były rózne. Ja skłaniam się do tych, które traktują
    Ciebie jako osobę nieodpowiedzialną. A to właśnie dlatego, że przyznałeś się M.
    do tego, co zrobiłeś. Po prostu zrzuciłeś na Nią cała odpowiedzialność -
    kazałes JEJ podjąć decyzje, co do dalszej WASZEJ przyszłości. Odeszła: chyba
    bardzo dobrze zrobiła, tym bardziej, że... nie widzę w twoim obecnym
    postępowaniu ani odrobiny skruchy, ani żalu, że Ją zdradziłeś. A co więcej -
    nadal utrzymujesz kontakty z E !
    W ten sposób utrzymujesz Ja tylko w przeświadczeniu, że jej decyzja odejścia od
    Ciebie była prawidłowa, a Twoja znajomość z E. nie była jednorazową przygodą
    tylko czymś więcej.
    Powinieneś sam sobie odpowiedziec na pytanie CZY TY W OÓLE KOGOŚ KOCHASZ !
    Chciałbyś mieć i M. i E. - niestety, tak się nie da!
    A przy tym nie robisz nic, aby odzyskac zaufanie M.
    I jakich Ty porad oczekujesz ?????
  • Gość: kwieto IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 11.09.01, 14:11
    Moze to brutalne, ale tak to wyglada... Zastanawiacie sie czy to sluszne, ze
    powiedzial, czy nie, zamiast zajac sie na prawde problemem. Lucky, jesli
    rzeczywiscie jestes psychologiem, to wybacz, ale bede uciekal od Twoich porad,
    chocby na kraniec swiata! (podobno wiekszosc psychologow studiuje na tym
    kierunku, bo ma problemy ze soba samym?)

    No ale do rzeczy:
    Biarritz - troche nie chce wierzyc w Twoje wywody, bo z jednej strony piszesz,
    ze jestes introwertykiem, a z drugiej strony, ze spedzasz duzo czasu z
    kumplami, itp. Albo ze jestes osoba zdecydowana i uparta (konsekwentna?), ale
    zanim powiedziales M. co zrobiles czules sie co najmniej zagubiony (tak wynika
    z posta), albo ze jestes dojrzaly, a zachowujesz sie jak gowniarz.

    No ale jesli jest to prawda to:
    Jesli kochales M., to dlaczego poszedles do luzka z E.?? Nie wiem jak Ty, ale
    ja po prostu nie potrafilbym zrobic czegos takiego. Po prostu nie potrafie
    pojsc z dziewczyna do lozka "dla sportu", chocby wygladala na 11 w 10 punktowej
    skali. Wasza znajomosc trwala pol godziny - albo to byla "milosc od pierwszego
    wejrzenia", albo po prostu miales ochote "zaliczyc panienke". I nie wmawiaj mi,
    ze to sie stalo samo, a Ty nie chciales. Jesli to byla milosc od pierwszego
    wejrzenia, wtedy po prostu powinienes delikatnie zakonczyc zwiazek z M. Wiem ze
    to trudne, i krzywdzi taka osobe, ale (caly czas zakladam, ze nie tylko
    przeleciales E., ale sie w niej zakochales) tylko takie wyjscie jest sensowne.

    Zaznaczam - nie wykluczam, ze ktos moze zdradzic ukochana, ale zakladam, ze
    robi to dlatego, ze zakochal sie w tej drugiej. W kazdym innym przypadku jest
    to po prostu seks dla sportu, i dla takiego zachowania nie ma usprawiedliwienia.

    Wnioski:
    Albo nie kochales tak na prawde M.
    Albo jestes po prostu gowniazem (sorry, ale inaczej tego nie potrafie okreslic)
    Albo zakochales sie w E. od pierwszego wejrzenia (wtedy powinienes zrozumiec,
    ze odejscie od M. to byl jedyny sposob na - brzydko mowiac "zalatwienie
    problemu"

    Jestes na tyle inteligentny, ze zalapales, ze cala sytuacja wynikla przez
    Ciebie, wiec zastanow sie doberze DLACZEGO TAK NA PRAWDE poszedles do lozka z
    E., i wyciagnij odpowiednie wnioski...
  • Gość: lucki IP: *.*.*.* 11.09.01, 15:00
    Gość portalu: kwieto napisał(a):

    > Moze to brutalne, ale tak to wyglada... Zastanawiacie sie czy to sluszne, ze
    > powiedzial, czy nie, zamiast zajac sie na prawde problemem. Lucky, jesli
    > rzeczywiscie jestes psychologiem, to wybacz, ale bede uciekal od Twoich porad,
    > chocby na kraniec swiata! (podobno wiekszosc psychologow studiuje na tym
    > kierunku, bo ma problemy ze soba samym?)

    Na razie na brak Klientow nie narzekam, wiec pozwolisz ze nie przejme sie Twoim
    stwierdzeniem, ze bedziesz uciekal ode mnie na koniec swiata.
    Mysle, ze wielu psychologow ma problemy ze soba, bo uswiadamiaja sobie rzeczy,
    ktore dla prawnika, slusarza, piekarza, kierowcy, bankiera sa niepojete, bo
    dostrzegaja zachowania, ktore innym z pozoru wydaja sie prostymi. Tak wlasnie
    widzisz zachowanie Biaritza Ty. Zdradzil i ukamienowac go. A inni, ktorzy
    zastanawiaja sie nad mechanizmami jego czynu, determinantami warunkujacymi jego
    zachowanie, zwyczajnie dla Ciebie pieprza.

    >
    > No ale do rzeczy:
    > Biarritz - troche nie chce wierzyc w Twoje wywody, bo z jednej strony piszesz,
    > ze jestes introwertykiem, a z drugiej strony, ze spedzasz duzo czasu z
    > kumplami, itp. Albo ze jestes osoba zdecydowana i uparta (konsekwentna?), ale
    > zanim powiedziales M. co zrobiles czules sie co najmniej zagubiony (tak wynika
    > z posta), albo ze jestes dojrzaly, a zachowujesz sie jak gowniarz.
    >
    > No ale jesli jest to prawda to:
    > Jesli kochales M., to dlaczego poszedles do luzka z E.?? Nie wiem jak Ty, ale
    > ja po prostu nie potrafilbym zrobic czegos takiego. Po prostu nie potrafie
    > pojsc z dziewczyna do lozka "dla sportu", chocby wygladala na 11 w 10 punktowej
    >
    > skali.

    Widac jestes idealnym czlowiekiem, ktory nie ma chwil slabosci w swoim zyciu.
    Tyko pogratulowac. Jesli mielibysmy tak chlubnych przykladow wiecej na swiecie,
    pewnie nie byloby problemow. A ja z mila checia przetestowalbym Twoje morale, np.
    po 5 piwach w towarzystwie milych dziewczat, ktore prowokacyjnie staralyby sie
    nakusic Cie do zdrady. Ciekawy bylbym wtedy Twoich reakcji. I walk wewnetrznych,
    ktore musialbys staczac ze swoim drugim ja.


    Wasza znajomosc trwala pol godziny - albo to byla "milosc od pierwszego
    > wejrzenia", albo po prostu miales ochote "zaliczyc panienke". I nie wmawiaj mi,
    >
    > ze to sie stalo samo, a Ty nie chciales. Jesli to byla milosc od pierwszego
    > wejrzenia, wtedy po prostu powinienes delikatnie zakonczyc zwiazek z M. Wiem ze
    >
    > to trudne, i krzywdzi taka osobe, ale (caly czas zakladam, ze nie tylko
    > przeleciales E., ale sie w niej zakochales) tylko takie wyjscie jest sensowne.
    >
    > Zaznaczam - nie wykluczam, ze ktos moze zdradzic ukochana, ale zakladam, ze
    > robi to dlatego, ze zakochal sie w tej drugiej. W kazdym innym przypadku jest
    > to po prostu seks dla sportu, i dla takiego zachowania nie ma usprawiedliwienia
    > .
    >
    > Wnioski:
    > Albo nie kochales tak na prawde M.
    > Albo jestes po prostu gowniazem (sorry, ale inaczej tego nie potrafie okreslic)
    > Albo zakochales sie w E. od pierwszego wejrzenia (wtedy powinienes zrozumiec,
    > ze odejscie od M. to byl jedyny sposob na - brzydko mowiac "zalatwienie
    > problemu"

    Brawo, co za zdiagnozowanie problemu. Rozumiem przez to, ze Ty nigdy nie
    wyrzadziles przez swoja zwykla glupote krzywdy nikomu innemu. Jestes stworzony na
    boskie podobienstwo i Twoja nieskazitelnosc jest nie do podwazenia. A nie
    myslisz, ze autor mial po prostu moze chwile zwatpienia w milosc, moze sie upil,
    moze pomimo swojej wielkiej milosci do M. odkryl nature samca zdobywcy. Moglbym
    Ci jeszcze wyliczac dziesiatki przypadkow dla ktorych sie zachowal tak a nie
    inaczej. Spojrz prosze na swiat i zobacz, ze jest on troszeczke bardziej
    skomplikowany niz Tobie sie wydaje. A zdrada nie tylko jest warunkowana glupota
    osoby ktora sie tego dopuszcza. Czasami los sam rezyseruje nasze zycie. A pozniej
    tego zalujemy.


    >
    > Jestes na tyle inteligentny, ze zalapales, ze cala sytuacja wynikla przez
    > Ciebie, wiec zastanow sie doberze DLACZEGO TAK NA PRAWDE poszedles do lozka z
    > E., i wyciagnij odpowiednie wnioski...

    PO co ma sie zastanawiac, skoro Ty juz mu przedstawiles trzy sluszne przyczyny.
    On powinien tylko wybrac jedna z nich.

    Biaritz, nie przejmuj sie. Oni wszyscy sa swieci, dopoki naprawde nie wyjdzie na
    swiatlo dzienne ich toksycznosc. Wszyscy nie zdradzaja, nie bija zon, chodza do
    kosciola i sa przykladnymi mezami. A pozniej okazuje sie ze: dziecko wagaruje,
    albo jest narkomanem, zona szuka pocieszenia w ramionach innego, bo tym
    wspanialym facetom wydawalo sie, ze przeciez to oni maja monopol na wspanialosc,
    na wiedze, na nieomylnosc. Oni wspaniale postepowali, bo nie zdradzali. Tylko nie
    zauwazali, ze: nie zajmowali sie domem, wychowaniem dzieci etc.etc. Wystarczy, ze
    powstrzymali sie od zdrady.


    Pozdrawiam
  • Gość: kwieto IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 11.09.01, 15:37
    Wybacz lucki, ale mnie kompletnie nie zrozumiales...

    Nigdzie nie powiedzialem, ze jestem swietym, nieprawdaz?
    Nigdzie nie powiedzialem, ze nie mam chwil slabosci, nieprawdaz?

    Powieszialem tylko, ze nie poszedlbym do lozka z panna dla samego seksu, a w
    kazdym razie nie w momencie, kiedy mialbym "oficjalna" dziewczyne.

    Co do 5 piw i kilku "milych" dziewczyn - co prawda uwazam, ze traktujesz w tym
    momencie kobiety instrumentalnie, jako sex-maszyny - ale dobrze! Powiedz tylko
    kiedy i gdzie ten eksperyment ma sie odbyc, jestem do dyspozycji.
  • Gość: ula IP: *.hartford-06-07rs.ct.dial-access.att.net 12.09.01, 04:31
    a ja mam wrazenie ze biarritz ciagle nie uzyskal odpowiedzi lub przynajmniej
    jej proby na nurtujace go pytanie...cytuje: "Czy takie postępowanie może byc
    spowodowane oziebłością uczuciową wyniesiona z domu, czy może przyczyna tkwi
    raczej we mnie. Jeśli tak, to gdzie?!" Wlasnie gdzie? Dlaczego nikt nie zwrocil
    uwagi na te ozieblosc? Jak do tej pory ocenialiscie lub usprawiedliwialiscie
    jego zachowanie a nikt nie postaral sie zanalizowac i scharakteryzowac jego
    wewnetrznego swiata i przyczyn jego sklonnosci do niewiernosci/jednorazowej
    slabosci? - ja sklaniam sie raczej do stwierdzenia ze to jest trwala cecha jego
    nieuswiadomionego ego uksztaltowana przez ? nie wiem przez co? I do tego ta
    ozieblosc oraz, jak sie wyrazil sam, upartosci w pogladach/mysleniu - to tez o
    czyms swiadczy - lucky a moze ty masz cos na ten temat do powiedzenia?
    jimmy(wybacz jesli przekrecilam twoj nick) jestem ciekawa twojego zdania
    rowniez - tak jak i wszystkich pozostalych
    pzdr
    u
  • Gość: lucki IP: *.*.*.* 12.09.01, 09:41
    Wobec tak krotkiego i lakonicznego opisu Biaritza (choc niektorym moze sie
    wydawac ow opis pelnym szczegolow) nie podejmuje sie oceny takich zachowan.
    Przyczyny moga byc bardzo rozne: surowe wychowanie w domu, brak wzorcow do
    nasladowania w rodzinie (albo zle wzorce), kompleksy etc. etc. Bez spotkania z
    taka osoba nigdy nie podjalbym sie wystawienia notki wskazujacej na
    bezposrednia przyczyne takiego wystepku.-------- A zabieralem glos tylko i
    wylacznie dlatego, ze spotykam sie z takimi przypadkami dosc czesto i umiem
    zrozumiec przyczyny dla ktorych powstaja. Czasami przyczyny, ktore sa niemal
    niezalezne od samych sprawcow.---------- Pozdrawiam
  • Gość: Bona IP: *.zgora.dialog.net.pl 12.09.01, 23:39
    Może to tylo burza w szklance wody? Która bierze się z przyjęcia postaw
    ekstremalnych, bez żadnych stanów pośrednich. Sorry za bardzo dosadne
    określenie tematu - ale to jest "robienie z dupy ołtarza". Nie bądżcie wszyscy
    tacy niezłomni w deklaracjach, bo założę się, że większość z Was w podobnej
    sytuacji postąpiłaby podobnie, tylko efekty byłyby zróżnicowane. Miejcie trochę
    świadomości tego, skąd biorą się nasze wzorce kulturowe. Bądżcie na tyle
    dojrzali, żeby je rozumieć i stosować świadomie. Wierność została wymyślona z
    pewnych przyczyn praktycznych i stąd pochodzą postawy moralne. I dobrze, bo
    taka ich rola. Ale mając trochę tej świadomości można chyba podejść do nich
    racjonalnie. Jeśli ktoś kogoś zdradził, czy naprawdę aż tak istotny
    jest "bilans ilościowy"? Jeśli związek dwojga ludzi jest związkiem prawdziwie
    głębokim, opartym na wzajemnym zrozumieniu, szacunku, tolerancji i czym tam
    jeszcze - a najważniejsze: na miłości - to jedna zdrada ma go pogrzebać? Nie
    znaczy to, że popieram zdradę. Chociaż bardzo dobrze rozumiem problem z obu
    stron. A gdzie empatia i wybaczenie? Czyż i tym nie jest miłość? Jakby zdradzał
    tylko w myślach, to już byłoby dobrze?
  • Gość: lucki IP: *.*.*.* 13.09.01, 09:33
    Bona, wspaniale to ujelas.-------- Pozdrawiam
  • Gość: kaja IP: 192.168.1.* / *.slp.pl 13.09.01, 12:10
    Gość portalu: Bona napisał(a):

    >Jeśli związek dwojga ludzi jest związkiem prawdziwie
    > głębokim, opartym na wzajemnym zrozumieniu, szacunku, tolerancji i czym tam
    > jeszcze - a najważniejsze: na miłości - to jedna zdrada ma go pogrzebać? Nie
    > znaczy to, że popieram zdradę. Chociaż bardzo dobrze rozumiem problem z obu
    > stron. A gdzie empatia i wybaczenie?

    Myślę, że masz rację. Poza tym dużo łatwiej jest teoretyzować, a trudniej jest
    być osobą bezpośrednio zainteresowaną w sytuacji zdrady. A taka sytuacja właśnie
    mnie dotknęła - mój mąż zdradził mnie z przypadkowo spotkaną dziewczyną, sytuacja
    bardzo podobna do tej, którą opisuje Biarritz, z tą różnicą, że mąż mi o tym nie
    powiedział. Ale i tak się dowiedziałam, a on się przyznał.
    Oczywiście moją reakcją był gniew, żal, wściekłość i inne uczucia, których nawet
    nie potrafię nazwać. Ale czy to jedno zdarzenie ma całkowicie przekreślić
    wszystko, co nas do tej pory łączyło? Jesteśmy razem 10 lat. Nasz związek
    przetrwał wiele trudnych chwil i z jak narazie każde z takich doświadczeń nasz
    związek umacniało i w ostatecznym efekcie wychodziło nam na dobre.
    Nie jest mi łatwo (sprawa jest, że tak powiem, "z ostatniej chwili"), ale staram
    się wybaczyć - zobaczymy czy mi się uda, mam nadzieję, że tak. Podkreślam, że nie
    robię tego ze względów materialnych - finansowo jestem niezależna - ale dlatego,
    że,jak napisałaś, związek oparty na "wzajemnym zrozumieniu, szacunku, tolerancji
    i czym tam jeszcze - a najważniejsze: na miłości" opiera się jeszcze na jednej
    rzeczy: na umiejętności wybaczania.
    Tak mi się w każdym razie wydaje.
    Pozdrawiam.

  • Gość: jimmy IP: 10.129.130.* / *.acn.pl 12.09.01, 23:31
    Gość portalu: ula napisał(a):

    > a ja mam wrazenie ze biarritz ciagle nie uzyskal odpowiedzi lub przynajmniej
    > jej proby na nurtujace go pytanie...cytuje: "Czy takie postępowanie może byc
    > spowodowane oziebłością uczuciową wyniesiona z domu, czy może przyczyna tkwi
    > raczej we mnie. Jeśli tak, to gdzie?!" Wlasnie gdzie? Dlaczego nikt nie zwrocil
    >
    > uwagi na te ozieblosc? Jak do tej pory ocenialiscie lub usprawiedliwialiscie
    > jego zachowanie a nikt nie postaral sie zanalizowac i scharakteryzowac jego
    > wewnetrznego swiata i przyczyn jego sklonnosci do niewiernosci/jednorazowej
    > slabosci? - ja sklaniam sie raczej do stwierdzenia ze to jest trwala cecha jego
    >
    > nieuswiadomionego ego uksztaltowana przez ? nie wiem przez co? I do tego ta
    > ozieblosc oraz, jak sie wyrazil sam, upartosci w pogladach/mysleniu - to tez o
    > czyms swiadczy - lucky a moze ty masz cos na ten temat do powiedzenia?
    > jimmy(wybacz jesli przekrecilam twoj nick) jestem ciekawa twojego zdania
    > rowniez - tak jak i wszystkich pozostalych
    > pzdr
    > u
    >

    Hmmmm... Podzielam zdanie Kwieto - gdzie jest uczucie, nie ma zdrady, gdzie jest
    zdrada - nie ma uczucia. Przynajmniej tego uczucia przed wielkie "U". Problem
    wydaje mi sie prostszy, niz jest w rzeczywistosci - zamiast drazyc glebie
    osobowosci, moze po prostu zalozyc, ze sie jeszcze nie dojrzalo do powaznych
    zwiazkow. Rozni ludzie dojrzewaja do tego w roznym wieku, niektorzy w ogole.
    Niewatpliwie roznie sie od Lucky''ego. Coz, ja nie dalbym dotknac nikomu kobiety,
    ktora kocham, nawet w imie jej zachcianek. Jezeli takie sa, sa sprzeczne z moimi,
    a to rodzi konflikty. "Milosc" znaczy patrzec razem w tym samym kierunku - jezeli
    nasze oczekiwania rozmijaja sie, uczucie przeminie, bo kazdy bedzie dazyl do
    czego innego. To jest kwestia poszukiwan - szukasz, az znajdziesz kogos, kto ma w
    zyciu te same cele. Jezeli widze pokuse - odwracam glowe, w imie uczucia, ktorym
    darze Najwspanialsza Osobe na Swiecie. Wedlug mnie zdrada jest oznaka
    niedojrzalosci lub checi zakonczenia zwiazku.

    Do Lucky''ego - pliz, daruj sobie komentarze, schodza na psy.
  • Gość: ula IP: *.hartford-06-07rs.ct.dial-access.att.net 13.09.01, 06:01
    jimmy, Twoje poglady sa bardzo bliskie moim wlasnym, i ja tez nie rozumiem jak
    mozna mowic o milosci jednoczesnie kogos zdradzajac. A do tego twierdzic ze tak
    naprawde nic sie nie stalo oraz nawolywac do traktowania zdrady/zdradzajacych z
    empatia. A gdzie jest empatia zdradzajacego do zdradzanego, ktorego swiat zostal
    nagle wywrocony do gory nogam, przeciez postawa typu eeee..... przesadzacie,to
    tylko zdrada, trzeba ja wybaczyc jesli sie kocha, swiadczy o zupelnym jej braku
    Przeciez nawet jesli dwie osoby mieszkaja ze soba tylko jako roommates, bez
    powiazan emocjonalnych, z czysto praktycznych wzgledow, to tez ustalaja pewne
    zasady wspolzycia biorac pod uwage dobro obojga i staraja sie ich przestrzegac.
    Wiec nawet jesli wiernosc i wylacznosc seksualno/emocjonalna jest tylko umowa to
    nalezaloby jej dotrzymac a jesli sie do tego nie dojrzalo to lepiej sie w pore
    wycofac i zyc samemu, a nie narazac kogos na utrate zaufania i emocjonalny
    galimatias.
    pzdr,ula




    Gość portalu: jimmy napisał(a):

    > Gość portalu: ula napisał(a):
    >
    > > a ja mam wrazenie ze biarritz ciagle nie uzyskal odpowiedzi lub przynajmni
    > ej
    > > jej proby na nurtujace go pytanie...cytuje: "Czy takie postępowanie może b
    > yc
    > > spowodowane oziebłością uczuciową wyniesiona z domu, czy może przyczyna tk
    > wi
    > > raczej we mnie. Jeśli tak, to gdzie?!" Wlasnie gdzie? Dlaczego nikt nie zw
    > rocil
    > >
    > > uwagi na te ozieblosc? Jak do tej pory ocenialiscie lub usprawiedliwialisc
    > ie
    > > jego zachowanie a nikt nie postaral sie zanalizowac i scharakteryzowac jeg
    > o
    > > wewnetrznego swiata i przyczyn jego sklonnosci do niewiernosci/jednorazowe
    > j
    > > slabosci? - ja sklaniam sie raczej do stwierdzenia ze to jest trwala cecha
    > jego
    > >
    > > nieuswiadomionego ego uksztaltowana przez ? nie wiem przez co? I do tego t
    > a
    > > ozieblosc oraz, jak sie wyrazil sam, upartosci w pogladach/mysleniu - to t
    > ez o
    > > czyms swiadczy - lucky a moze ty masz cos na ten temat do powiedzenia?
    > > jimmy(wybacz jesli przekrecilam twoj nick) jestem ciekawa twojego zdania
    > > rowniez - tak jak i wszystkich pozostalych
    > > pzdr
    > > u
    > >
    >
    > Hmmmm... Podzielam zdanie Kwieto - gdzie jest uczucie, nie ma zdrady, gdzie jes
    > t
    > zdrada - nie ma uczucia. Przynajmniej tego uczucia przed wielkie "U". Problem
    > wydaje mi sie prostszy, niz jest w rzeczywistosci - zamiast drazyc glebie
    > osobowosci, moze po prostu zalozyc, ze sie jeszcze nie dojrzalo do powaznych
    > zwiazkow. Rozni ludzie dojrzewaja do tego w roznym wieku, niektorzy w ogole.
    > Niewatpliwie roznie sie od Lucky''''ego. Coz, ja nie dalbym dotknac nikomu kobiet
    > y,
    > ktora kocham, nawet w imie jej zachcianek. Jezeli takie sa, sa sprzeczne z moim
    > i,
    > a to rodzi konflikty. "Milosc" znaczy patrzec razem w tym samym kierunku - jeze
    > li
    > nasze oczekiwania rozmijaja sie, uczucie przeminie, bo kazdy bedzie dazyl do
    > czego innego. To jest kwestia poszukiwan - szukasz, az znajdziesz kogos, kto ma
    > w
    > zyciu te same cele. Jezeli widze pokuse - odwracam glowe, w imie uczucia, ktory
    > m
    > darze Najwspanialsza Osobe na Swiecie. Wedlug mnie zdrada jest oznaka
    > niedojrzalosci lub checi zakonczenia zwiazku.
    >
    > Do Lucky''''ego - pliz, daruj sobie komentarze, schodza na psy.

  • Gość: lucki IP: *.*.*.* 13.09.01, 09:38
    Czy wg Ciebie ludzie uprawiajacy swinging sa pozbawieni wobec siebie uczucia
    milosci?-------- Pozdrawiam
  • Gość: kwieto. IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 13.09.01, 11:00
    Lucki, powiem po prostu... zycia nie znasz...

    Widzisz - ja na przyklad protestuje przeciwko zdradzie, mowie o milosci itd.,
    ale np. wiem, ze jestem w stanie kochac dwie kobiety jednoczesnie i nie czuc,
    ze zdradzam ktoras z nich, albo byc w zwiazku wylacznie dla seksu (o ile druga
    osoba zaakceptuje, ze nie bedziemy sie angazowac emocjonalnie)

    Mimo wszystko - dla mnie jest roznica pomiedzy kochaniem dwoch kobiet w tym
    samym czasie, a pojsciem do lozka z jakas panienka, "z przyczyn wlasciwie
    niezaleznych od siebie" jak to gdzies ujales.... Czyli uwazasz, ze jesli pojde
    do lozka z jakas seksbomba, bo byla pelnia a ja mialem na sobie czerwone
    skarpetki, juz mnie usprawiedliwia, trzeba mnie zrozumiec, ze "jestem
    czlowiekiem ulomnym", a jedyna zasada jakiej powinienem sie trzymac, to "nie
    mowic o tym tej pierwszej"???

    Moze w Twoim pojeciu jestem "niedojrzalym idealista", ale zdecydowanie wole
    swoja "niedojrzalosc" od Twojej "dojrzalosci"

    Czy przypadkiem nie mylisz dojrzalosci z egoizmem i brakiem szacunku/olewactwem
    do innych (partnerow)?

    Acha, tylko dodam, zeby nie bylo nieporozumien. Celowo zdrade okreslilem
    jako "pojscie do lozka", dla lepszego zrozumienia. Zeby potem nie bylo
    argumentow, ze pojscie do lozka to niekoniecznie zdrada, itp.
  • Gość: jimmy IP: 10.129.130.* / *.acn.pl 13.09.01, 20:51
    Gość portalu: lucki napisał(a):

    > Czy wg Ciebie ludzie uprawiajacy swinging sa pozbawieni wobec siebie uczucia
    > milosci?-------- Pozdrawiam

    To zalezy od umowy miedzy partnerami. Jezeli oboje akceptuja takie zachowania, to
    bardzo prosze. Juz pisalem, ze mamy diametralnie rozne podejscie do sprawy - dla
    mnie zwiazek musi miec wspolne cele i byc oparty na wzajemnym poszanowaniu,
    szczerosci i zaufaniu. Jezeli bym zdradzil i jeszcze ten fakt ukrywal, to nie ma
    tu ani poszanowania, ani tym bardziej szczerosci, ani podstaw do budowania
    zaufania. Zdrada nie musi prowadzic do rozpadu zwiazku, ale to DRUGA STRONA
    powinna zdecydowac, jak sie z tym czuje i czy jest w stanie wybaczyc. Przykro mi -
    jestem szczerym i uczciwym czlowiekiem, w zadnym wypadku nie moge sie nazwac
    egoista. Nie potrafilbym ani zdradzic osoby, ktora kocham, ani jej oszukiwac.
    Pomijajac jej odczucia (ktore niewatpliwie sa niezmiernie wazne), to JA SAM
    czulbym sie z tym cholernie zle.
  • Gość: kika IP: 195.164.13.* 13.09.01, 11:30
    Stanowczo się nie zgadzam, że zdrada to koniec miłości.Gdyby tak było sprawy
    były by dużo łatwiejsze . Nasz bohater nie miałby oczym rozmawiać z M. Po
    prostu powiedziałby "Złotko już cię nie kocham".Ci któży myślą że zdradzić =
    niekochać , są pewnie bardzo młodzi bo tylko wtedy miłość jest tak wspaniale
    jednoznaczna. Po latach szarego życia , kłopotów małych i dużych , prawie każdy
    ma wielką ochotę żeby znów mieć 16 lat i być zakochanym. To strasznie
    kuszące!!! Czy to nie piękne być zakochanym?!!!Każda zdrada ma też swoje
    przyczyny w jakimś braku w kontaktach ze "zdradzonym". Jeśli nowa "miłość" to
    rekompensuje...Ale nie zgadzam się że nie wolno mówić o swojej zdradzie. To
    jedyny prognostyk naprawy istniejącego związku, symptom tego że chcemy coś
    zmienić , że chcemy ten stary związek kontynuować, że jeszcze w wierzymy ,że
    możemy być razem. Oczywiście to się może nie udać;bo druga strona niezechce
    wybaczyć, nie będziemy umieli znaleźć , zbudować nowych relacji ze starym
    partnerem itp.itd. Próbować trzeba i warto jeśli kochamy(choć zdradziliśmy).
  • Gość: kaja IP: 192.168.1.* / *.slp.pl 13.09.01, 12:14
    Zgadzam się z tobą, Kika. Swiat nie jest czarno-biały, są też różne odcienie
    szarości. Sama tylko nie wiem, jak z tym mówieniem o zdradzie...
  • Gość: orzeszek IP: *.gazeta.pl 13.09.01, 14:28
    Popieram w calej rozciaglosci! Milosc jest czyms wiecej niz przyjemnym stanem
    posiadania. Jesli rzeczywiscie istnieje, nie poddaje sie wydumanym (czy
    odziedziczonym po przodkach) zasadom wiernosci/niewiernoasci. Zadna logika nie
    moze wplynac na stan uczuc. Twierdzenie "zdradziles mnie wiec juz Cie nie
    kocham" jest absurdalne. Ci tzw idealisci (ktorzy tak ochoczo wyznaczaja ramy
    uczucia przez duze U) zatrzymuja sie w pol drogi, radze odswiezyc pamiec i
    przeczytac jeszcze raz Piesn nad Piesniami.
    Kaju, do Ciebie pare slow: sama trzy lata temu wadzilam sie z ogromna zloscia,
    zalem, bezsilnoscia, brakiem sensu itd, itp. Wtedy czulam, ze moja milosc do
    czlowieka, ktory mnie zdradzil umiera, ze umiera cos we mnie. Schudlam 10 liko
    i chodzac w goraczce usilowalam decydowac za czym pojsc: za przysiega,
    wsciekloscia, wartosciami jakie wyznaje, miloscia (ogromna, ktora konala i na
    nowo sie odradzala kazdego dnia!). W moim przypadku (w przypadku mojego faceta)
    to nie byl jednorazowy skok w bok, to bylo uczucie (zreszta ze wzajemnoscia do
    bardzo bliskiej mi osoby-dodatkowy bol). Musialam w koncu pogodzic sie ze soba,
    z nim i z nia, bo nie umiem i nie chce nienawidzic. Zapewniam, ze niczego z
    siebie nie poswiecilam na zadnym oltarzu, nie jestem typem cierpietnicy ani
    swieta. A jednak moja milosc trwa, bo to milosc. Kocham czlowieka, takim jaki
    on jest i jestesmy razem juz 13 lat.
    Jestem myslami z Toba, bo w masie postow pretendujacych do objawiania na
    forum "lepszej wiary" w nienaruszalne zasady, Twoj byl dla mnie bliski, pelnej
    prawdziwego zaangazowania i nieklamanego uczucia.
    Wszystkim opowiadajacym o prawdziwej dojrzalosci polecam doglebne przemyslenie
    takiej oto kwestii: na ile dojrzala i odpowiedzialna osoba jest ta, ktora
    konstatujac, ze jej wybranek zdradzil ja i tym samym wystawil na wielka probe
    (np slabe ego, poczucie wlasnej wartosci, lojalnosc, tolerancje i co jeszcze
    chcecie) podejmuje przynajmniej staranie o to, zeby sprostac wymogom sytuacji,
    a nie zabiera zabawki i idzie do domu, jak pewnie byloby latwiej. I dodam, ze
    robi to dla siebie glownie, bo kocha tego osobnika i widzi w nim czlowieka, a
    nie eksponat do podziwiania, taki co to nigdy z niczym nie wyskoczy.
    Ciekawa jestem Kaju i Kiki waszych pogladow na temat tego czym jest prawdziwe
    uczucie, pozdrawiam
  • Gość: kika IP: 195.164.13.* 13.09.01, 15:00
    Nie znajduję się w stanie zwycięstwa nad tym co się stało.Boli jak jasna
    cholera, że nie byłam tą jedyną, ale Kaju miła, wiem to napewno że chciałam
    wiedzieć i że dobrze że wiem. Samokrytycznie przyznaję , ze przez 15 lat
    sądziłam że jestem połówką jabłka a on drugą. Dziś wiem że jestem osobnym
    człowiekiem , mam prawo wymagać ale też muszę myśleć o "swojej połówce" jak o
    osobnym człowieku a nie o przedłużeniu mnie samej.Nie wiem czy moje staranie
    teraz , zastąpi staranie przedtem. Nie usprawiedliwiam jego zdrady , ale wiem
    że nie jestem bez winy. Staram się "odciąć" od uczuć które mną miotają i
    budować a nie burzyć , ale bywają dni gdy brak zaufania, ambicja , zraniona
    miłość własna podpowiadają , żeby to wszystko rzucić . Wtedy pada z jego strony
    jakieś słowo czy gest , który mnie powstrzymuje. Myślę patrząc jak je kanapkę ,
    że nie mogłabym być z nikim innym. To chyba miłość!!! Będę próbować jak długo
    tak będę czuć i jak długo On będzie ze mną "współpracował".
  • Gość: kaja IP: 192.168.1.* / *.slp.pl 14.09.01, 09:20
    Dziękuję Ci za Twój post. Myślę, że czuję się podobnie jak Ty. Kocham mojego
    faceta i on mnie też (wbrew temu, co piszą niektóre osoby na tym forum - że
    osoba, która zdradziła, nie kocha). Wiem, że on żałuje tego, co się stało.
    Oboje chcemy, żeby było znów tak jak dawniej. A właściwie nie tak jak dawniej,
    bo tak już nie będzie, będzie inaczej. Ale "inaczej" może znaczyć "lepiej".
    To nie jest łatwe. Uczucia, które są we mnie - gniew, żal, zazdrość, urażona
    duma pomieszane z miłością - tworzą taką mieszankę wybuchową, że cudem chyba
    jeszcze mnie nie rozsadziły. Ale i tak to wolę niż chwile, które się zdarzają,
    że czuję już tylko obrażoną obojętność.---------Wiem, że ludzie popełniają
    błędy tylko dlatego, że są ludźmi właśnie.Wiem, że w innej sytuacji może to ja
    popełniłabym ten błąd.
    Pozdrawiam Cię, Kika i życzę Wam powodzenia w odbudowaniu tego, co zostało
    zburzone.
  • Gość: Kaja IP: 192.168.1.* / *.slp.pl 14.09.01, 08:59
    Gość portalu: orzeszek napisał(a):

    > Popieram w calej rozciaglosci! Milosc jest czyms wiecej niz przyjemnym stanem
    > posiadania. Jesli rzeczywiscie istnieje, nie poddaje sie wydumanym (czy
    > odziedziczonym po przodkach) zasadom wiernosci/niewiernoasci. Zadna logika nie
    > moze wplynac na stan uczuc. Twierdzenie "zdradziles mnie wiec juz Cie nie
    > kocham" jest absurdalne. Ci tzw idealisci (ktorzy tak ochoczo wyznaczaja ramy
    > uczucia przez duze U) zatrzymuja sie w pol drogi, radze odswiezyc pamiec i
    > przeczytac jeszcze raz Piesn nad Piesniami.
    > Kaju, do Ciebie pare slow: sama trzy lata temu wadzilam sie z ogromna zloscia,
    > zalem, bezsilnoscia, brakiem sensu itd, itp. Wtedy czulam, ze moja milosc do
    > czlowieka, ktory mnie zdradzil umiera, ze umiera cos we mnie. Schudlam 10 liko
    >
    > i chodzac w goraczce usilowalam decydowac za czym pojsc: za przysiega,
    > wsciekloscia, wartosciami jakie wyznaje, miloscia (ogromna, ktora konala i na
    > nowo sie odradzala kazdego dnia!). W moim przypadku (w przypadku mojego faceta)
    >
    > to nie byl jednorazowy skok w bok, to bylo uczucie (zreszta ze wzajemnoscia do
    > bardzo bliskiej mi osoby-dodatkowy bol). Musialam w koncu pogodzic sie ze soba,
    >
    > z nim i z nia, bo nie umiem i nie chce nienawidzic. Zapewniam, ze niczego z
    > siebie nie poswiecilam na zadnym oltarzu, nie jestem typem cierpietnicy ani
    > swieta. A jednak moja milosc trwa, bo to milosc. Kocham czlowieka, takim jaki
    > on jest i jestesmy razem juz 13 lat.
    > Jestem myslami z Toba, bo w masie postow pretendujacych do objawiania na
    > forum "lepszej wiary" w nienaruszalne zasady, Twoj byl dla mnie bliski, pelnej
    > prawdziwego zaangazowania i nieklamanego uczucia.
    > Wszystkim opowiadajacym o prawdziwej dojrzalosci polecam doglebne przemyslenie
    > takiej oto kwestii: na ile dojrzala i odpowiedzialna osoba jest ta, ktora
    > konstatujac, ze jej wybranek zdradzil ja i tym samym wystawil na wielka probe
    > (np slabe ego, poczucie wlasnej wartosci, lojalnosc, tolerancje i co jeszcze
    > chcecie) podejmuje przynajmniej staranie o to, zeby sprostac wymogom sytuacji,
    > a nie zabiera zabawki i idzie do domu, jak pewnie byloby latwiej. I dodam, ze
    > robi to dla siebie glownie, bo kocha tego osobnika i widzi w nim czlowieka, a
    > nie eksponat do podziwiania, taki co to nigdy z niczym nie wyskoczy.
    > Ciekawa jestem Kaju i Kiki waszych pogladow na temat tego czym jest prawdziwe
    > uczucie, pozdrawiam

    Myślę, że takiej sytuacji, o której piszesz, ja bym nie zniosła i wątpię, czy
    potrafiłabym wybaczyć. Ale podziwiam Cię, Orzeszku, za siłę twojej miłości. Masz
    rację, że prawdziwa miłość to nie tylko branie, to też dawanie. Łatwo jest kochać
    wtedy, gdy wszystko układa się świetnie ale myślę, że sprawdzianem miłości jest
    właśnie tego typu trudna sytuacja.-----------Nie twierdzę, że OBOWIĄZKIEM osoby
    zdradzonej jest wybaczyć. Ale jej prawem jest walka - z samym sobą - o to, co do
    tej pory było najważniejsze.------------Z tego, co piszesz, wynika, że dałaś
    sobie radę z tym, co Cię spotkało i że twoja miłość nadal twa - podziwiam Cię za
    to i życzę Ci szczęścia.
    Pozdrawiam

  • Gość: knockout IP: *.piekary.oho.com.pl 13.09.01, 22:44
    cze

    a moim zdaniem to wcale sie w niej nie zakochal, tylko
    zauroczyl na tle seksualnym i nie myslal o niczym innym
    tylka jak by ja tu zdybac.

  • Gość: knockout IP: *.piekary.oho.com.pl 13.09.01, 22:41
    czesc
    > Chciałbyś mieć i M. i E. - niestety, tak się nie da!

    nie zgadzam sie w 100% !!!! Dlaczego tak Yolu uwazasz?

    > I jakich Ty porad oczekujesz???

    To jest wazne i zasadnicze pytanie :) I moze bedzie odpowiedz


  • Gość: Maur IP: *.chello.pl 13.09.01, 20:32
    Gość portalu: biarritz napisał(a):

    > Szanowny Panie Doktorze, właściwie nie wiem, czy to co teraz powiem jest dla
    > Pana czy może bardziej dla psychoanalityka. Proszę o radę, gdyz coraz częściej
    > myślę o tym żeby skonsultować się ze specjalistą.
    >
    > Mam 24 lata, super pracę, dużo podróżuje z dziewczyną, kolegami ale raz na
    > jakiś czas musze od wszystkiego odpocząć i wyjechać gdzieś sam. (informacja
    > ważna później)
    > Od dwóch lat spotykałem się z dziewczyną, którą kocham. (ładna, zgrabna,
    > inteligentna - jednym słowem "ty to masz gościu szczęście" - takie były
    > najczęściej reakcje kolegów) Nie jest to jakaś pierwsza szczenięca miłość,
    > miałem wcześniej różne wzloty i upadki i (wydaje mi się) ze jestem już dojrzały
    >
    > emocjonalnie. Nasze wspólne plany sięgały już bardzo daleko, mieszkanie w
    > przeciągu najbliższych 6 m-cy, zaręczyny slub itp. M. była najważniejszą osobą
    > w moim zyciu, ze względu na trudną sytuację w moim domu rodzinnym, nie raz
    > podtrzymywała mnie na duchu i wyciągała psychicznych dołów.
    > Jestem raczej introwertykiem i tak jak mówiłem muszę czasem pobyć sam, więc
    > najpierw pojechaliśmy z M. w góry a potem postanowiłem spędzić tak jak co roku
    > sam 2 tygodnie tym razem we Francji. Nie był to pierwszy mój samotny wyjazd
    > odkąd byłem z M. także nie przeczuwałem nic złego. Dzwoniliśmy do siebie prawie
    >
    > codziennie, list, kilka kartek, tak jak zakochani mają w zwyczaju...
    > Już we Francji czasami z nowopoznanymi kolegami z hotelu siadaliśmy sobie w
    > kąciku dla palaczy przy recepcji i obserwowaliśmy wchodzące i wychodzące
    > dziewczyny i kobiety komentując i oceniając tak jak to faceci mają w zwyczaju,
    > nie po chamsku, nie wulgarnie, tylko raczej dyskretnie, dla żartu i zabicia
    > czasu. Któregoś dnia wprowadziły się 4 ciemnoskóre dziewczyny. Od razu jednej z
    >
    > nich przyznaliśmy 10 w naszej 10-punktowej skali i mianowaliśmy ją miss hotelu.
    >
    > Po załatwieniu formalności w recepcji dziewczyny uśmiechnęły się do nas (mi
    > wydawało sie oczywiście, że najładniejsza tylko do mnie i poszły sobie do
    > pokojów)
    > Następnego dnia siedziałem w palarni tylko z jednym kolegą. Nasza "miss" (od
    > tej pory E.) zeszła schodami i usiadła 0,5 cm ode mnie pomimo, ze cała kanapa
    > była wolna, prosząc o papierosa i promiennie się uśmiechając. Chociaż nie
    > jestem nowicjuszem jeśli chodzi o stosunki damsko męskie trochę sie speszyłem,
    > tym bardziej ze kolega niejednoznacznie się uśmiechnął pokazując dyskretnie
    > głową na E. Po poczęstowaniu i wymianie kilku zdawkowych uprzejmości zeszła
    > reszta kolegów i wyszliśmy do miasta (bez E. oczywiście) - cała sytuacja trwała
    >
    > może 2 minuty.
    > Minęły 4 dni na byczeniu się na plaży i robieniu niczego. Przedostatniego dnia,
    >
    > leżąc nad oceanem i nie wiedząc już co ze sobą zrobić podniosłem się żeby kupić
    >
    > coś do picia. Wtedy ktoś mnie zawołał, odwróciłem się, to była E. ze swoimi
    > koleżankami. Dosiadły się do nas. Kiedy wróciłem, chciałem wysmarować się
    > kremem, bo żar lał się z nieba. Z miejsca zaoferowała się E. już na sam widok
    > olejka. Po wysmarowaniu mi pleców, co z zewnątrz musiało wyglądać raczej jak
    > masaż erotyczny sądząc po szerokich oczach i minach kolegów, E. stwierdziła, że
    >
    > chce za to buzi... Znalezienie się w pokoju i "przypieczętowanie" półgodzinnej
    > znajomości zajęło nam około 20 minut. Muszę przyznać, że nigdy nie było mi tak
    > dobrze z kobietą, to było zupełnie coś nowego. Wstając rano popatrzyliśmy się
    > na siebie trochę zawstydzeni i skrępowani i w tym samym momencie
    > stwierdziliśmy, że taka sytuacja zdarzyła nam się pierwszy raz w życiu. (co w
    > moim przypadku było prawdą, jak się później okazało w jej też, mimo, że jej
    > umiejętności raczej mówiły coś innego) Po południu E. spytała się czy w Polsce
    > się z kimś spotykam. Kłamiąc jej w żywe oczy stwierdziłem, że oczywiście nie,
    > co bardzo ja ucieszyło przytulając się do mnie jeszcze mocniej. Powoli
    > zaczynałem mieć moralnego kaca i zdawać sobie sprawę z tego co zrobiłem. Z
    > jednej strony moja fascynacja E. tłumiła jeszcze wyrzuty, ale z drugiej strony
    > nie byłem juz w stanie myślec o niczym innym jak o tym jak bardzo skrzywdziłem
    > M. Następne 3 dni spędzone w pociągu były najgorszymi dniami w moim zyciu.
    > Paląc prawie 3 paczki papierosów dziennie i pijąc jedynie czasem wodę
    > odchodziłem od zmysłow na myśl o spotkaniu z M. i spojrzeniu jej w oczy. Myślę
    > że ważną informacją w tym momencie będzie ta, że z M. zawsze wszystko sobie
    > mówiliśmy i nawet kiedyś hipotetycznie założyliśmy że taka sytuacja nas spotka
    > (zdrada) i wtedy bezwzględnie sobie o tym powiemy. Razem z M. należymy do osób
    > o silnych charakterach i zdecydowanych osobowościach odrzucających wszelkie
    > półprawdy, także dla mnie w pociągu było oczywistym, że musze się przyznać,
    > jednak świadomość tego sprawiała, że chodziłem półprzytomny ze strachu,
    > zdenerwowania i rozpaczy.
    > M. po pierwszych moich słowach przez telefon po powrocie zapytała czy coś się
    > stało, na co ja odpowiedziałem ze ściśniętym gardłem że musimy porozmawiać. W
    > sytuacjach zagrożenia można powiedzieć, że zakładam maskę obojętności i
    > absolutnie nie widać po mojej twarzy tego co się we mnie dzieje, co dodatkowo
    > zraniło M. kiedy beznamiętnym tonem wszystko jej opowiedziałem, mimo, że w
    > środku rozdzierała mnie rozpacz, bezsilność i wściekłość na samego siebie).
    > Od ponad 2 miesięcy nie spotykamy się, schudłem 6 kilo, palę ponad 2 paczki
    > papierosów dziennie (wcześniej 1 na miesiąc), po przyjściu z pracy leżę na
    > łóżku gapiąc się godzinami w okno i w sufit, coraz częściej sięgam po alkohol.
    > Całkowicie zdaje sobie sprawę tego, że bezpowrotnie skrzywdziłem najdroższą mi
    > osobę. Jednak najbardziej przeraża mnie myśl, czy jeśli będę w przyszłości
    > jeszcze w stanie z kimś związać, (podobno wszystkie rany się goją:() to czy
    > taka sytuacja moze sie powtórzyć?
    > Czy takie postępowanie może byc spowodowane oziembłością uczuciową wyniesiona z
    >
    > domu, czy może przyczyna tkwi raczej we mnie. Jeśli tak, to gdzie?! Od momentu
    > w którym spotykałem się z pierwszą dziewczyną do tego feralnego wyjazdu zawsze
    > powtarzałem kolegom, którzy zdradzali swoje partnerki, że nigdy nie byłbym w
    > stanie zrobić czegoś takiego. Cała moja filozofia prysła jednak w przeciągu pół
    >
    > godziny przy całkowicie nieznanej mi osobie. Chciałem też powiedzieć, że
    > (oczywiście nie chce wyjśc na bufona)zawsze miałem powodzenie u kobiet i
    > sytuacja w której kobieta niejednoznacznie i dosyć bezpośrednio daje mi do
    > zrozumienia że jest mną zainteresowana nie zdarzyła mi się po raz pierwszy.
    > jednak do tej pory bez problemu potrafiłem z czyms takim sobie poradzić.
    > Panie Doktorze, proszę mi powiedzieć czy mam iść z tym do specjalisty, czy może
    >
    > wyolbrzymiam problem...
    > pozdrawiam
    > ps.
    > Z E. cały czas utrzymuję kontakt, spotykamy się raz na 3-4 tygodnie. E. nic nie
    >
    > wie o M. Najprawdopodobniej wyprowadzę się do Francji, jednak tak jak mówiłem
    > przeraża mnie myśl, że będę w stanie powtórzyć taki "numer" lecz nie wiem czy
    > byłbym to w stanie drugi raz przetrzymać...

    Jestem ... pod wrazeniem

    Biarritz, nie rozumiem. Chetnie spytalbym sie >dlaczego<, ale sam powiedziales,
    ze sie nad tym zastanawiasz. To moze spytam sie o cos innego, czego chcesz teraz?
    M, czy E?
    Nie wiem jak to jest z taka zdrada, ale powiedz mi, dlaczego nadal spotykasz sie
    z E, a jednoczesnie oczywiste jest to, ze cala ta sytuacja ma na ciebie
    destrukcyjny wplyw. No wiec, dlac
  • Gość: Bona IP: *.zgora.dialog.net.pl 13.09.01, 21:43
    Gość portalu: Maur napisał(a):

    To moze spytam sie o cos innego, czego chcesz teraz?
    > M, czy E?
    > Nie wiem jak to jest z taka zdrada, ale powiedz mi, dlaczego nadal spotykasz si
    > e
    > z E, a jednoczesnie oczywiste jest to, ze cala ta sytuacja ma na ciebie
    > destrukcyjny wplyw. No wiec, dlac

    Tak sobie teorytezujemy, a chyba to jest sedno problemu.
    Zatem - dlaczego Biarritz podtrzymuje związek z E? A już właściwie zdecydował, że
    jednak M (prawie postanowił, że przeprowadza się do Francji). Dla mnie to znaczy,
    że nie potrafi kochać dwu kobiet jednocześnie, lub one obie (jednocześnie) nie
    potrafią zaakceptować "dzielenia się " mężczyzną. Albo jedno i drugie. I nic
    dziwnego, bo w naszym kręgu kulturowym nie jest to przyjęte i z tego powodu
    takie "zjawiska" są unikalne - a w tym wypadku chyba niemożliwe. Cóż, nie ma więc
    sensu pytać dlaczego i pochłaniać hektolitry alkoholu. Taką metodą konflikt sam
    się rozwiąże, bo Biarritz sam się wykończy. Jeszcze raz proponuję zweryfikować
    najpierw własną postawę, oraz samoocenę i po pogodzeniu się z faktami coś
    postanowić. A skoro już chyba postanowione, skierować enrgię na znalezienie
    takiego sposobu rozzstania z jedną z pań, żeby przyniosło to pierwszemu związkowi
    jak najmniej szkód przy rozstaniu i jak najmniej rzutowało na nowy. Czyli -
    trzeba znależć tzw. mniejsze zło. Pzdr!

  • Gość: kwieto IP: *.ipartners.pl 14.09.01, 20:25
    I to jest wlasnie jakies rozwiazanie. Watek zszedl na temat zdrady, bo na pytanie
    "Dlaczego" ktore zadal Biarritz nie jest w stanie tak na prawde nikt odpowiedziec, poza
    nim samym. Tyle ze zamiast "wypijac hektolitry alkoholu i palic 2 paczki dziennie"
    musialby sie zastanowic nad samym soba, zweryfikowac poglady o sobie samym...

    Wroce jeszcze na chwile do zdrady - odsylam do watku "zdrada nie ma o czym mowic!".
    Mowicie, ze dojrzala osoba wybacza zdrade, bo nie zaprzepasci milosci w imie jednego
    skoku w bok. Problem tylko w tym, ze zdrada nie pojawia sie sama z siebie, jest efektem
    wzajemnych niedomowien, niezrozumienia dwojga. No i dojrzala osoba rozwiaze te
    problemy zanim one przerodza sie w zdrade - wiec jej nigdy nie bedzie! I nie dlatego, ze
    to "niemoralne", czy niewlasciwe, tylko dlatego, ze taka potrzeba nigdy sie nie pojawi...
    Moze to idealistyczne, ale da sie. Moze za czesto chcielibysmy, aby milosc byla caly czas
    podniecajaca, piekna, zmyslowa itd., a nie zauwazamy tego, ze milosc to rowniez pranie
    skarpetek, gotowanie obiadow, siedzenie w pracy by miec z czego utrzymac dom...
    Problem tylko jak utrzymac te dwie strony milosci w rownowadze. Ja osobiscie znam
    takich, ktorym ta sztuka sie udaje. Przebywam z takimi ludzmi, i dlatego dla mnie
    naturalne jest, ze zdrada nie ma prawa zaistniec - bo nie ma ku temu zwyczajnie
    powodow.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka