Poronienie naturalne bez zabiegu- ktoś z was miał? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Moja sytuacja jest następująca: w 6, 7 i 8 tyg. na USG brak zarodka, pęcherzyk płodowy miał w 8 tyg. 2,37cm. Beta zaczęła już spadać w 8tygodniu. Pani doktor kazała iść do domu i czekać na naturalne poronienie.W razie krwotoku czy gorączki mam się skontaktować telefonicznie i poinformować co się dzieje i ewentualnie jechać do szpitala. W pt minęło równo 10 tygodni ciąży według OM i zaczęło się lekkie plamienia, które nasilało się wczoraj a dzisiaj już zaczyna się krwawienie i bóle brzucha jak przy miesiączce. Z lekkim strachem myślę, co będzie dalej.
    Wiem, że naturalne poronienie bez interwencji jest najlepsze, nie mam zamiaru dyskutować z lekarką, bo jej ufam ( jest ona dr med. ze szpitala klinicznego w dużym mieście). Chcę zapytać, czy któraś z Was przechodziła poronienie w ten sposób? Tzn. świadomie czekając na krwawienie i przechodząc je w domu?
    Moja dr mówiła, że takie postępowanie jest już standardem na zachodzie od dawna, u nas zaczyna być, już nie łyżeczkuje się wszystkich przypadków jak leci, tylko do 12 tyg, kiedy nie ma jeszcze łożyska można poronić naturalnie bez pomocy medycznej.Poskończeniu krwawienia kontrola USG i tyle.
    Spotkałyście się na własnej skórze z takim podejściem?
    • Cześć, bardzo mi przykro. W styczniu byłam w ciąży, która niestety się nie
      utrzymała. Nie miałam łyżeczkowania tylko co kilka dni badałam betę, kiedy
      spadła prawie do zera dr powiedziała,że już ok i nie trzeba robić zabiegu.
      Tylko,że u mnie była trochę inna sytuacja, bo to było bardzo wcześnie 4-5 tydz.
      Trzymaj się.
    • Jestem w dokładnie takiej samej sytuacji, z tym że u mnie jeszcze
      nie wystąpiło krwawienie.

    • magda, bardzo ci wspolczuje, ze musisz przez to przechodzic,
      doskonale wiem jak ci ciezko
      niestety to moze troche potrwac.
      u mnie w 7t2d ciazy lekarka stwierdzila ze ciaza sie przestala
      rozwijac ok 6 tyg. Zalecila czekac na spontaniczne poronienie, bo
      ciaza byla bardzo wczesna, a lyzeczkowanie niesie za soba jednak
      pewne ryzyko. Mieszkam w Belgii, dostalam naproxen na bol i jakies
      kropelki na szybsze obkurczenie macicy, po tym jak juz krwawienie
      sie zacznie.
      Gdzies po 2 zaczelam plamic, raz mocniej raz gorzej. Ostatecznie
      poronilam w 11 tyg i bylo naprawde okropnie. Skrecalam sie z bolu i
      mocno krwawilam, naprawde nie chce sie rozpisywac, to bylo bardzo
      traumatyczne przezycie. Dlugo mialam do niej straszny zal, ze kazala
      mi czekac.
      Ale po niecalych 5 mcach zaszlam znowu w ciaze, jestem w 8 tyg i
      narazie, odpukac, wszystko jest dobrze. Moze dobrze sie stalo ze
      uniknelam lyzeczkowania...
      jesli masz pytania to pisz

      • Dziewczyny, dziękuję bardzo za odpowiedzi, widzę, że nie jestem sama.
        Miałam już jedno poronienie za sobą, tylko tamto odbyło się z powodu obumarłej ciąży w 8/9 tygodniu przy użyciu tebletek poronnych. To dopiero był koszmarny ból, myślałam że zacznę ściany gryźć. Jedno co dobre, to wtedy skończyło się na farmakologii bez zabiegu. Teraz czuję, że krwawienie nasila się i ból brzucha również, ale myślę, że naturalnie to i tak 100 razy mniej boli niż po wywołaniu skurczów macicy. Z resztą wytrzymam wszystko, byle już mieć za sobą i móc myśleć o przyszłości. Czekają mnie i męża badania, w tym genetyczne.
        To druga utrata a mam już 37 lat, więc muszę się spieszyćsad
        Pozdrawiam Was wszystkie.
    • Tak... 5 razy.
      Niestety czy stety... to prawda. Dziwnie to brzmi, ale lepiej poronić naturalnie bez interwencji. Wszystko wygląda jak miesiączka tylko bardzo obfita i długo trwa. Ja mam zawsze silne bóle przy @ więc u mnie są takie same. Przy łyżeczkowaniu jest jakby rozciągana szyjka i lepiej tego wszystkiego nie ruszać jeśli organizm sobie sam radzi. Musisz być tylko pod kontrolą później czy wszystko naturalnie wróciło do normy. U mnie za każdym razem odbywa się samoistne poronienie bez komplikacji.


      Przykro mi, że cię to spotkało. Przytulam.
      --
      http://www.ajlawgifs.13tka.com/gify28/053.gif
      • anina-1 5 razy????? Współczuję i podziwiam za wytrwałość i dzielność!
        Ja przechodzę drugi raz i wydaje mi się, że już nigdy wiecej tego nie wytrzymamsad
        Właśnie zaczęły mi się porządne skurcze, także skapitulowałam i łyknęłam 2 apapy.
        Chociaż i tak jest łagodniej niż po tabletkach poronnych. Marna to pociecha ale zawsze.
        • Kobieta jest w stanie wiele znieść, jeśli istnieje choć cień szansy na urodzenie zdrowego dziecka.
          Jeśli chodzi o tabletki przeciwbólowe to lepiej wziąć je odrazu i czekać aż ból się mocniej rozwinie, bo po co cierpieć. One powinny nie trwać długo.

          I nie patrz się na inne kobiety z taką historią, każda z nas jest indywidualną osobą i ma przeważnie inny problem.
          Musisz żyć z wiarą, że następnym razem będzie wszystko dobrze. Trzymam kciuki.


          • Masz rację anina-1, kobiety są silne jak woły. Myślę, że i ja nie poprzestanę na tych dwóch próbach donoszenia ciąży. wiem, że miałam też conajmniej 4 wczesne poronienia na etapie 2-3 tydz od zapłodnienia. Nie mam potwierdzenia na usg, ale wtedy były to lekko opóźnione i bardzo bolesne i obfite miesiączki.
            Teraz już skurcze zelżały, nie jest źle. Myślę, że najgorszy moment za mną. Teraz trzeba czekać aż krwawienie się skończy, kontrola usg i...do pracy- badania i kolejne próbysmile
            Pozdrawiam ciepło.
            • i tak trzymać smile Dziękuje i wzajemnie
              • Mam nadzieję, że już po wszystkim. Noc była upiorna, nacierpiałam się strasznie, był moment nad ranem, że myślałam o pojechaniu do szpitala i zażądaniu natychmiast uśpienia i zabiegu oraz później wielkej kroplówki przeciwbólowejcrying
                Jednak jakoś przetrwałam. W końcu nie po to czekałam ponad 2 tygodnie na naturalne poronienie w domu, żeby teraz dać się "wyskrobać"- tego chciałam uniknąć.
                Od około 17.00 do 3.00 męczyły mnie mega skurcze, płakałam z bólu, co 4 godziny brałam 2 tabl paracetamolu, który nie likwidował bólu ale jednak go uśmierzał. Około 4.00 zasnęłam, spałam najpierw do 7.00 potem dalej do 12.00 i już bez żadnych tabletek. Krwawienie również zmniejszyło się. Na 15.00 mam kontrolę u mojej dr i mam nadzieję, że wszystko okaże się w porządku.
                Mimo wszystko cieszę się, że nie miałam zabiegu.smile
                • Przytulam, przykro mi, że przez to przechodzisz.

                  Wysłałam ci maila na gazetowego z zaproszeniem na nasze prywatne forum.

                  Pozdrawiam
                  • Dzięki Ci aninasmile
                    Sprawa skończyła się definitywnie, na wizycie u mojej pani doktor okazało się że szyjka jest otwarta a w jej kanale zostały jeszcze resztki. Pani doktor powiedziała, że mi pomoże, wyjęła takie specjalne szczypce i wyjęła...jajo płodowe i wielki kawał śluzówki i powiedziała: Teraz się dokonało!
                    Nic nie bolało, dziękowałam jej, miałam ochotę ją całować po rękach za to, że mi pomogła. Mówiła, że sama bym te pozostałości wyroniła, ale pewnie bym była w szoku widząc jak te resztki wyglądają. Były wielkości trzech wątróbek drobiowych. Byłam w szoku jak to zobaczyłam. Pani doktor zapytała co ma zrobić z tymi szczątkami, czy życzę je sobie zabrać. Oczywiście nie chciałam- puste jajo bez zarodka na nic misad
                    Potem było zaraz usg i wszystko czyściutko. Macica pusta i bez żadnych resztek. Wielka ulga. No i moja doktor to anioł nie człowiek.
                    Pozdrawiamsmile
    • Niestety przeszlam przez jedno i drugie. Za pierwszym razem
      łyzeczkowanie. W moim przypadku było i tyle zle, że nie maialam
      narkozy i nie dosc, ze ból psychiczny, to jeszcze strach i ból
      fizyczny. Za drugim razem, szczescie w nieszcześciu, że nie musialam
      miec łyżeczkowania, tylko samo się wszystko oczyscilo, nawet bez
      zadnych leków. Bez porównania, mimo, ze bolalo bardzo, ale jestes w
      domu i masz swiadomosc, ze to naturalnie sie odbywa, a bez narzedzi
      chirurgicznych. Pomine fakt, ze przy łyzeczkowaniu lezalam na
      oddziale z rodzacymi i noworodkami... Mogę Ci więc powiedziec, że z
      mojego doswiadczenia, sytacja, kiedy ronisz samoistnie o wiele
      bardziej "komfortowa"-brakuje tu słowa, bo przy takiej tragedii
      ciezko tu mówic o komforcie, ale rozumiecie co mam na mysli. A,
      dodam jeszcze, że mój lekarz jest takiego samego zdania, jak Twoja
      lekarka. Pozdrawiam
      • dwie godziny temu pojechalam na pierwsze usg, uslyszalam od dr ze serduszko nie bije, boze! mam godzine na zdecydowanie co teraz zrobic, czy pozostawic to naturalnie czy tabletki czy zabieg, pomozcie mi blagam bo nie moge sama myslec!!!
        • powiem Ci tak: nikt za Ciebie nie zdecyduje, musisz sama, ale mogę Ci napisać, że:
          1. Jeżeli masz silna psychikę ( a każda z nas ma)i jesteś w stanie czekać na naturę, to tak będzie najzdrowiej( boli jak skurczybyk)
          2. Jeżeli chcesz mieć szybko za sobą to tabletki szybko działają- boli jak skurczybyk ( wiem, bo przeszłam) ale w szpitalu na pewno dostaniesz coś silnego na ból
          3. Jeżeli boisz się bólu fizycznego a nie boisz się łyżeczkowania to tak jest najszybciej, ale niekoniecznie najlepiej, bo jednak ingerencja medyczna, zawsze jakieś ryzyko ( raczej niewielkie ale jest)

          Ja wybrałam czekanie na naturalny proces i nie żałuję- było ciężko momentami, bo czekałam około 3 tygodni, miałąm momenty zwątpienia, myślałam o zabiegu, ale jakoś przetrwałam i jest ok.

          Życzę Ci podjęcia jak najlepszej decyzji dla Ciebie.
          Ściskam mocno.
        • Strasznie mi przykro... To paskudne uczucie...

          Ja poronilam dwa razy okolo 9tc. Pierwszy raz mialam zabieg, drugi raz
          postanowilam poronic sama w domu. Mysle, ze w domu, nawet jesli bardziej boli,
          jest spokojniej. Mozna przezyc te trudne chwile w spokoju, z kims bliskim. Potem
          polozyc sie do wlasnego lozka i zasnac, a rano napic sie herbaty i zastanowic co
          dalej.

          Sciskam Cie i zycze wytrwalosci...
          • dziekuje wam dziewczyny, zadzwonilam juz do szpitala i umowilam sie na popoludnie na pierwsza tabletke, wzielam pod uwage to ze bede w domu z moim poltorarocznym synkiem, maz w pracy i moge nie sprostac temu zadaniu sama, psychicznie to czuje sie... co wam bede mowic, same dobre wiecie jak... i wiem ze ciezko by nam bylo czekac, wierze ze to dla mnie dobre rozwiazanie, sciskam was i dzieki za mile slowakiss
            • Witam. Ja tez jestem po poronieniu. 12/12/2009 bylamm u ginekologa
              na wizycie i usg bo pojawiły sie plamienia, był peczerzyk, za
              wczesnie na ciaże, 4 tydzień. wczoraj plamienia obfitsze i doszedl
              piekacy bol w całym brzuch i namacalny ból tam gdzie był pecherzy.
              pojechałam do szpitala i po 2 godzinach lekarz juz nic nie znalazł
              na usg. Chcieli mnie zatrzymac ale sie nie zgodziłam (ginekolog
              mowił ze lepeij jak sie sama oczyszcze). dzisiaj dalej krwawie, bolu
              nie ma. wczoraj jeszcze robilam beta, dzisiaj wynik- wskazujący na
              ciąze. Wiec była, smutno ...
              • ja równiez jestem w trakcie naturalnego poronienia... a wlasciwie chyba juz
                po..... zaczelo sie w poniedzialek, strasznie sie meczylam , mialam przeokropne
                ble, ale naszczescie sie skonczyly.... rano jeszcze mnie jeden mega zlapal ale
                juz jest ok.....u mnie wczesna ciąża ok 5 tyg.... z tym ze nawet pecherzyka na
                usg nie bylo....w piatek mam wizyte u gina czy sie wszystko ladnie
                oczyscilo....mam nadzieje ze tak i ze bede mogla znowu wznowic staranka ....
                pozdrawiam
                • to już 5-ty dzien po poronieniu, bolu już nie ma, plamię znacznie
                  mniej, ogólne samopoczucie jeszcze kiepsko, ale i to się poprawi. W
                  miedzyczasie duzo czytalam i wiem że taki przypadek wczesnego
                  poronienie i bez interwencji lekarza był najlepszym jaki mnie
                  spotkał. Mam nadzieje, że jeszcze w tym miesiacu bedzie próba smile
                  Pozdrawiam gorągo i głowy do góry
                  • Ja przechodziłam w styczniu. Uważam że lepsze to niż łyżeczkowanie -
                    szybciej można się starać, nie ma ryzyka powstania zrostów na macicy.
                    Mam tylko jedną uwagę - jeśli macie zestawienie konfliktowe RH,
                    lepiej zgłosić się do szpitala. Podadzą Wam immunoglobulinę. Ja
                    trafiłam do przyjaznego szpitala, gdzie poleżałam 3 dni ze względu
                    właśnie na immunoglobulinę, ale zabiegu nie robili.
                    • hej chipek12. Dobrze że mozna przynajmniej tutaj - na forum - zdobyc
                      tyle info. Sa lekarze którzy chyba o tym zapominaja. O konflikcie RH
                      nie wiedzialam, no że po poronieniu w przypadku konfliktu trzeba się
                      zglosić do szpitala. My nie mamy. A mam pytanie, po jakim czasie
                      ponowiliście próbe o dziecko? odpowiesz?
    • poronialam naturalnie w 11 tygodniu ciazy, czekalam na poronienie 2
      tygodnie.
      bolalo, jak bardzo intensywna miesiaczka, ale mozna to przezyc.....
      czekanie na poronienie, niezbyt dobrze znosilam.....
      po 8 tygodniach zaszlam w nastepna ciaze i urodzilam zdrowa
      coreczke...
      serdecznie pozdrawiam,
      maja

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Oferty

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.