Właśnie tracę swoją ciążę ..... Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Tydzień po terminie miesiączki zaczęłam plamić. Na usg wszystko wyglądało ok,
    był pęcherzyk. Dostałam nakaz leżenia i duphaston. Niestety plamienie zaczęło
    się nasilać, i po tygodniu wylądowałam wczoraj w szpitalu z krwawieniem jak na
    miesiączkę i bólem brzucha. Na usg jest pęcherzyk ale wg lekarza za mały na
    ten wiek ciąży i nie do końca prawidłowo położony. Dzień później wynik jest
    taki sam. Więc leżę teraz w domu, z bólem brzucha i krwawieniem i czekam. Niby
    zawsze jest jakaś szansa i nadal mam brać duphaston. We wtorek idę do
    kontroli. Nie wiem sama co mam robić i myśleć. Bo jak to ma trwać teraz
    tydzień to chyba lepiej żeby mi dali tabletki na poronienie.
    Wiele czytam o różnych przypadkach, i często dziewczyny nie mają żadnych bóli
    ani plamien a na usg diagnoza że zarodek martwy.
    A u mnie praktycznie od razu plamienie.
    • rob wszystko co w twojej mocy by utrzymac ciaze - o ile sie da. czesto na
      poczatku sa problemy, lekarze wroza poronienie (tak bylo w mojej obecnej
      ciazy-mialam poronic lada chwila)a potem wzystko sie klaruje i wraca do normy.
      a jezeli faktycznie cos jest nie tak z pecherzykiem, to juz tak musialo bycsad. z
      nieprawidlowego pecherzyka nie rozwinie sie prawidlowa ciaza.
      a jak z beta? robilas? wzrasta ladnie?
      --
      Nasza kochana Julcia Aniołeczek-16.12.2009,11 tydz.

      http://www.suwaczki.com/tickers/860isg18nqw5nn31.png
      • Co ja mogę zrobić żeby utrzymać ciążę? Jak sami lekarze mówią że na tym etapie
        to niezależne od naszych starań sad
        Bety nie robiłam, żaden lekarz mi tego nie zalecił. Pójdę chyba i zrobię przed
        tą wizytą we wtorek.
        Ale mam tak silne bóle i krwawienie że aż mnie dziwi że pęcherzyk nadal jest. No
        i do południa absolutnie nic mnie nie boli. Do wczoraj byłam dobrej myśli bo
        lekarze mnie uspokajali że jest ok. Dziś tli się we mnie tylko resztka nadziei.

        • Może do tego wtorku lepiej nie wstawaj? Tylko leż, leż, leż.
          --
          http://www.suwaczki.com/tickers/3i49tv737ahlznk6.png
          • Leżałam cały tydzień i się pogorszyło. Już nie wierzę w to całe leżenie
            dupastony i inne. Może jak przyczyna krwawienia jest zdiagnozowana, jak to jest
            krwiak itp to leżenie pomoże. U mnie będzie co ma być. Boję się tylko, że skoro
            tak szybko zaczęły się plamienia, to to nie jest wina zarodka w sensie jego
            rozwoju tylko mój organizm odrzuca ciążę. Czy taki 6tygodniowy pęcherzyk ktoś mi
            zbada?
            • skoro jest w 6 tygodniu ja mama zdjecie moje malenstwa w 7,5
              tygodnia i widac na nim juz uformowana istotke z glowka i raczkami
              oraz nozkami... wiec jak wszystko pojdzie oje to postaraj sie o usg
              w przyszlym tygodniu, mimo wszystko co sie stani zawsze mozesz miec
              zdjecie twojego malenstwa nawet jesli nie bylo mu dane zyc.. ja
              poprosilam i sie ciesze, mimo tego ze ono juz nie istanieje mama
              pamiatke i zawsze bede o nim pamietac smile zycze ci jak najlepiej
              kochana oby wszystko poszlo dobrze dla ciebie i twojego malenstwasmile
        • Przykro mi.
          Ja właśnie tydzień temu przeżywałam to samo. W niedzielę zaczęłam
          plamić(pierwszy dzień 6 tyg),na usg pęcherzyk,ładny,okrągły,macica
          też "ładna". Duphastonu nie dostałam,bo on tylko "zamula" złą ciążę
          i wydłuża czas tego co i tak ma nastąpić. W poniedziałek dostałam
          skurczy dość bolesnych,wzięłam Nospę i po 14tej "poleciało" dużo
          krwi i skrzepów... Wczoraj skończyłam plamić. Jutro idę zobaczyć czy
          się oczyściło samo. To była moja piąta świadoma ciąża.
          Nie będę pisała jak się czuję,bo ...nic nie czuję. Czuję się tak
          jakby mnie nie było.
          Trzymaj się dzielnie...Przytulam.
          • Strasznie mi przykro. I tak właśnie czuję że ten duphaston jest bez sensu. Ale
            mi lekarz każe nadal brać. A czuję że mam skurcze i co jakiś czas większa ilość
            krwi wypływa. Co dziwne od rana do ok 14. się uspokoiło, a potem znowu ból i
            krwawienie też że skrzepami. Wzięłam apap bo bym nie dała rady z bólu, nospa
            wcale na mnie nie działa.

            A czy wszystkie 5 ciąż straciłaś w ten sam sposób?
            • Pierwsze było puste jajo i w 10tyg zabieg. Drugą na duphastonie w 7
              tyg poroniłam samoistnie. Trzecią na duphastonie w 5tyg zabieg.
              Czwartą na luteinie dowcipnej i nospie forte w 10 tyg zabieg. Piąta
              na heparnie bez duphastonu i luteiny na początku 6tyg.
              • I jeszcze jedno,pierwszym objawem,że coś nie tak...cycki przestawały
                mnie boleć,jak ręką odjął...i po wszystkim...
              • O rany, wszystkie ciąże w takim początkowym stadium. Bardzo Ci współczuję.
                Przepraszam, że tak dopytuję ale robiłaś jakieś badania, wiesz co jest
                przyczyną? Ja jestem takim schizowatym typem że już mam czarne myśli odnośnie
                ewentualnych przyszłych ciąż, najchętniej już po pierwszym poronieniu zrobiłabym
                wszystkie możliwe badania.
                Aha a piersi mnie nadal bolą... Ale brzuch też...
                • Badań zrobiłam mnóstwo,łącznie z trombofilią. Pozostaje opcja,że mam
                  przegrodę w macicy,potrzebna histerioskopia,żeby to stwierdzić i coś
                  czytałam o chromatynie plemnikowej(takie DNA plemnika),że dochodzi
                  do zapłodnienia,ale zarodek nie rozwija się prawidłowo. Tych dwóch
                  badań nie robiłam. Nie wiem czy zrobię,bo na chwilę obecną nie mam
                  na nic siły ani ochoty. Mam w głowie jedną myśl,uciec...w dosłownym
                  słowa tego znaczeniu. Myślę,żeby zamknąć interes,wyjechać i nie
                  wrócić,gdzieś osiąść(może Toskania?) i ułatwić mężowi decyzję...żeby
                  znalazł nową,która mu da dzieci...bo ja jestem do dupy... Jest
                  młody,szkoda chłopaka,kocha dzieci,uwielbia się z nimi bawić...a mi
                  serce pęka jak widzę jego cierpienie...
                  • Przykro mi dziewczyny...
                    Ja po 3 stratach mam podobne odczucia jak Ty Moniko... Czas ucieka,
                    mąż robi dobrą minę do złej gry, ile jeszcze pociągniemy?
                    Przyczyn jako tako nie szukałam, bo pierwsza ciąża obumarła w 12tc i
                    potraktowano to jako "zdarza się", drugi był przedwczesny poród w
                    28tc wywołany nie trzymaniem szyjki, a kiedy staneliśmy na nogi i
                    spróbowaliśmy jeszcze raz poroniłam w 6tc... Czas płynie dalej i
                    wszystko idzie do przodku, jednak ja stoję w jakimś dziwnym miejscu
                    i nie wiem, w którą stronę iść...

                    • Jeżeli można się"cieszyć" w takiej sytuacji...to ja się cieszę,ze to
                      na takim szybkim etapie się dzieje,a nie np. po 20 tyg.

                      Martabg naisałaś;
                      Czas płynie dalej i
                      > wszystko idzie do przodku, jednak ja stoję w jakimś dziwnym
                      miejscu
                      > i nie wiem, w którą stronę iść...

                      Mam dokładnie to samo! Jakbym w jakiejś czarnej dziurze się
                      znalazła,ani do przodu,ani do tyłu...
                      • Strasznie to smutne wszystko. Ja na razie chcę odczekać jakieś pół roku. Nie
                        wiem co zrobię jak za drugim razem się nie uda. I tak będę się strasznie bała od
                        momentu kiedy zrobię test. Jedno co mnie w tej chwili pociesza paradoksalnie, to
                        fakt że nie tak łatwo było mi zajść, więc mam nadzieję że nie będę musiała teraz
                        panikować i bać się wpadki, co odbierze całą radość z seksu.
                        I też mi smutno jak myślę o moim mężu. Nie mamy oboje jakiegoś wielkiego parcia
                        na dzieci i w sumie to nie jest tak że jakoś dramatycznie ich chcemy. Ale mąż co
                        chwilę powtarza że jak będzie mały to coś tam, co będzie z nim robić itd. Ma
                        fajne podejście, wszystkie dzieci go lubią. Ja się trzymam z daleka od dzieci bo
                        mnie nudzą. I też sobie to zarzucam. Wiem, że mąż mnie nie zostawi, bo bardziej
                        kocha mnie niż hipotetyczne dziecko. Ale i tak będzie mi przykro jeśli dziecka
                        mieć nie będziemy, głównie ze względu na niego.
                        Wiem, że to jedno poronienie niczego nie przesądza. Ale ja też widzę po sobie,
                        że nie dałabym rady leżeć od 6 tyg do końca. Bez gwarancji że to pomoże. Co
                        innego leżeć bo grozi przedwczesny poród. Ale teraz to ja po tygodniu byłam
                        zniechęcona bo nie wierzyłam, że to coś da.
                        Sorry za te wypociny.
                        • Przeczytałam Twoją ostatnią wypowiedź. Można powiedzieć, że Cię
                          rozumiem.
                          Byłam w podobnej sytuacji - tzn. straciłam swoją pierwszą ciążę.
                          Wiedziałam o tym od 6 tygodnia i czekałam do 11 na poronienie
                          samoistne. Odetchnęłam z ulgą jak się zaczęło, choć ilością krwi
                          byłam przerażona. Rozumiem, że nie wytrzymałabyś, bo nikomu tego nie
                          życzę.
                          Jeżeli nie masz wielkiego parcia na dziecko to poczekaj, poczekaj
                          tyle jak będziesz gotowa psychiczne, nie, nie fizycznie, nie 3
                          miesiące, 6 czy kilka cykli. Psychika dużo dłużej pamięta...

                          O
    • witam! jestem w podobnej sytuacji jak Ty, z tym ze ja juz wiem z e
      dla mojego dziecka nie maszans, wczoraj bylam na pierwszym usg co
      sie okazalo dziecko jest wielkosci 8 tygodni ciazy a ja powinnam byc
      w 12-13 tygodniu, jego serce nie bije i nie ma krwioobiegu. lekarz
      powiedzial z e od 4 tygodni nosze martew dziecko w moim brzuchu,
      zadnych objawow nic nie wskazywalo ze cos jest nie tak, jedynie co
      to wstalam rano i zaczelam krwawic leczi tak poszlam na usg aby miec
      sznase zobaczyc moje malenstwo niestety-niezywe. jutro ide do
      szpitala na wywolanie poronienia poniewaz moj organizm nie
      nie "zaczail" ze dzieko jest martwe, wspolczuje wszystki kobieta
      ktorym sie to przytrafilo,bol jest straszny ale ja jestem dobrej
      mysli juz wiem ze za 3 -4 miesiace bede probowac ponownie, z wiedza
      ze moje kolezanki byly w podobenj sytuacji jak moja a teraz sa
      szczesliwymi mamamismile, bol minie i trzeba jakos sobie radzic, ja
      jutro pozgnam moje malenstwo. Zycze wszystkim przyszlym mama i te po
      stracie i tym w ciazy jak najlepiej oby wszystko bylo okej nastepnym
      razem...bo trzeba probowac dopoki sie uda smile
    • Ja już jestem po. Musiałam ostatecznie mieć zabieg. Jak czytam was wszystkie to
      i tak byłam chyba w najlepszej sytuacji w sensie że nie zdążyłam się ucieszyć i
      nastawić, że jestem w ciązy, bo praktycznie 5 dni po pozytywnym teście zaczęły
      się problemy. Nie czuję tego tak, że straciłam dziecko. Dziecka nie było,
      pęcherzyk był pusty. Ale zmęczyło mnie to wszystko, najpierw nerwy i walka o
      utrzymanie ciąży, potem stres w szpitalu. Nie chcę na razie myśleć o kolejnej
      ciąży. Nie mam w sobie dość samozaparcia żeby walczyć o bycie mamą za wszelką
      cenę, leżeć tygodniami w szpitalu np. Wiem, że nie wytrzymałabym tego.
      • bardzo mi przykro, że to Cię spotkało...tak to jest, że takie zdarzenia
        zmieniają nas na zawsze. A Tobie życzę dużo siły. I nie zmuszaj się do niczego,
        wszystko przyjdzie z czasem. Pozdrawiam.
        • chcialam tylko dodac ze tabletke poronna wybralam z trzech opcji
          ktore mi dali...1) czekan az natura zrobi swoje i organizm wydali sam
          2)tabletka
          3)od razu na czyszcenie
          wybralam tabletke, balam sie ze moje martwe dzieciatko moze wywolac
          zakazenie ktore moze byc grozne poniewaz juz od jakichs 3-4 tygodni
          bylo martwe, a balam sie zabiegu wie wzielam srodkowa opcje.
      • hej dziewczyny, ja w piwtek poszlam do szpitala zeby dostac 2 z
        dwoch tabletek poronnych (wsadzaja ci ja do macicy), nie bolalo...
        nastepenie trzeba bylo czekac 2 godziny na jakiekolwiek reakcje
        organizmu... po 2 godzinach nic..po 3 godzinach poczulam taka jakby
        cos peklo w ojeje macicy i zaczelam krwawic(wygladalo to tak jakby
        wody z domieszka krwi wyplynely), i czekalismy dalej nic sie nie
        dzialo(na poczatku bolal mnie brzuch dostalam tableetki
        przeciwbolowe ktore mnie tak trzasnely ze nic juz nie czulam),
        wieczor godzina 19 nic sie nie dzieje, zatrzymali mnie na noc w
        szpitalu na obserwacji... ( dodam ze mieszkam w anglii, nie wiem jak
        to jest w polsce ale mialam swoj pokoj i bardzo mile
        pielegniarki)... w nocy krwawilam tak jak miesiaczka, rano
        nic.Wkonano skan do srodka i zewnetrzny, pielegniarka stwierdzila z
        e dziecko musialo byc wydalone(chociaz ja bylam pewna z e nic nie
        zauwazylam ani nie wylapalm przez ten czas krwawienie poniewaz nie
        bylo ono obfite) o 12 wypuscili mnie do domu i kazali dzwonic jesli
        bym byla czyms zaalarmowana. godzina po powrocie jak na zlosc
        zaczelam bardzo krwawic, skrzey plus bardzo duzo swiezej krwi(jasno
        czerwona), myslalam ze tak ma byc ale po nastepnych 2 godz juz nie
        nadazalam za zmienianiem podpasek wiec zDZWONILAM DO SZPITALA NA MOJ
        ODDZIAL KAZALI NATYCHMIAST PRZYJECHAC SPOWROTEM. zmierzyli cisnienie-
        bylo okej ale rytm serca za wysoki, wezwali lekarza i lekarka
        powiedzila ze mus zajrzec do srodka, wiec zajrzala powiedzila ze
        zostalo jeszcze bardzo duzo resztek lozyska itp. i ze musi to usunac
        teraz, mysle ze to bylo lyzeczkowanie czy cos takiego bo nie dali
        mnie pod narkoze tylko zrobila to na miejscu z pomoca pielegniarki,
        i co sie okazalo na koncu powiedzila ze jest jeden ostatni skrzep i
        ze moze byc bolesny ale musi go usunaci powiedziala ze mam postarac
        sie przec, wiec parlam... na sczescie nic nie bolalo uczucie tak
        jakbym miala wymaz z macicy... no i poszl okazalo sie ze to byl
        plod, moje dziecko zylo 8 tygodni i 3 dni(zjrzalam w moja kartoteke
        szpitalna), i powiem wam ze zdziwilam sie bo pielegniarka zapytala
        czy chce to zobaczyc i powiedzialam ze tak. wyglada nie jak plod czy
        cos bardziej jak kurze serce, wiecej kszataltow, wielkosci polowy
        jajka kurzego. po tym, kazali czekAC GODZINE iczy krwawienie ustalo.
        na szcescie wszystko wrocilo do normy i jestem w domku od wczoraj
        godziny 23. krwawienie ustalo czuje sie baaardzo zmeczona ale daje
        rade nie wysilam sie leze na kanapie caly dzien. Pisze to dlatego
        dziewczyny zebyscie wiedzialy czego sie mozna spodziewc po tabletce
        poronnej... i co sie dzieje w czasie jej dzialania... szcerze mowiac
        mysallamz epojdzie to szybciej nie bylam swiadoma z e skonczy sie
        to tak jak sie skonczylo ale dalam rade nie panikowalam... ciezko
        sie pogodzic ze strata poniewaz moje dzieciatko bylo planowane i tak
        wyczekiwane... wiem ze za 3-4 miesiace sprobujemy ponownie mimo tego
        co przeszlam nie poddam sie jak sie mowi kazdy jest inny jedne
        kobiety potzrebuja wiecej czasu inne mniej, ja jestem silna osoba
        potrafie radzic sobie z takimi sytuacjami i mam wspanialego faceta
        ktory byl ze mna caly czas i mnie wspieral, mam tez zdjecie z usg na
        ktorym widac moja dzidzie i mimo ze ona nie dala rady jestem dumna
        ze tam byla wink... czas mija leczy rany, pozostaja jedynie
        wspomnienia... z drugiej strony ciesze sie ze to sie stalo w tak
        wczesnym stadium, ciazy im jestes dalej tym gorzej...po 21 tygodniu
        jesli cos sie stanie trzeba urodzic wlasnymi silami a tego chyba bym
        nie ogarnela... wiec co mialo byc sie stalo... zycze wszystkim
        dziewczyna zdrowych i pelnych szczescia chwil w ciazy i oby zadna
        nie musiala przezyc tego ja i nne kolezanki tutaj piszace, nie zycze
        tego nikomu bo to moje pierwsze najgorsze doswiadczenie zyciowe.
        buziaki 3 majcie sie
        • Realistyczny mocno opis...
          Łyżeczkowania nie robi się bez narkozy, bo macicę się skrobie a ci,
          co dopuszczają się bez znieczulenia to nie dość, że żeźnicy, to
          jeszcze można ich pozwać. A co do 21 tygodnia... Cóż, mnie robili
          cesarkę, bo była szansa by dziecko uratować.
          • no mowie ci wsadzila mi cos do srodka... najpierw slyszlam jak krew
            mi scieka a ptem wzielam takie cos dlugiego na koncu mialo jakby
            lyzeczkowate zakonzcenie i wybierala... ale mnie nic nie bolalo...
            wiesz co nie wiem czy zle czy dobrze ale mi to pomoglo automatycznie
            przestalo sie ze mnielac... wiec ztego wszystkiego nie czulam bolo
            tylko tak jakbym miala cytologie robia ... no napisalam wszystko
            dzisiaj poko pamietalam co i jak ... czasem moze sie komus
            przydac... a co do twojego przypadku to napewno bylo to niefajne
            doswiadczenie... bratowa moje faceta tez miala wczesny porod dzidzia
            nie przezyla bylo to w 5 m c, nastepny syn urodzony 6m.c-
            uratowli...kolejny 6mc dawali 2% na przezycie- udalo sie, z tego co
            wiem to mlodszy wazyl 1.2 kg...nie wiem co o tym mysle bo to
            straszne... ja wiem z esie nie poddam zycze ci jak najlepiej
            kochana... moj narzeczony mi powiedzial ze jesli stracilam moje
            malenstwo i nastepnym razem sie uda to dusza mojego nienarodzonego w
            czesci idzie do drugiego i wtedy dziecko jest silniejsze.. takie
            powiedzenie tutaj ... buziaki
            --
            Moja malenka wiewioreczka ... zyla 8t+3... poronienie wywolane 12-13
            t.c...
            • Taaa. Nazwijmy to "niefajnym" doświadczeniem.

              A łyżeczkowania na żywca byś nie była w stanie tak "lekko" opisywać.
              To skrobanie po żywej, mocno ukrwionej tkance, bez znieczulenia nie
              do wytrzymania praktycznie. Chociaż kiedyś lekarze myśleli inaczej i
              niejednokrotnie działali bez znieczulenia.
              • no to ja nie wiem co ona robila... wiem ze wsadzila mi cos do
                pochwy... a potem wygrzebywala tym czyms dlugim... jak juz bylo po
                wszystkim, pokazaly mi i w pojemniku byly duze skrzepy takie jak
                watrobka czy cos krew no i to wyrzucily zostawily tylko ten "plod"
                pokazaly mi to opisy jakie to jest i co tam jest... i spakowaly do
                badania... trwalo to max 5 minut... teraz zglupialam, robic cos ze
                mna robila bo powyciagala ze mnie szczatki... bezbolesnie...chociaz
                mowila ze moze mnie bolec a ja jej mowilam ze nie boli a nogi mi sie
                trzesly jak galaretki i to tez zatrzymalo moje krwawienie...za 2 tyg
                ide spowrotrm na oddzial na test ciazowy to wypytam co to bylo...
                wies lekarka byla bardzo mila do mnie tumaczyla mi w naszym
                jezyku co bedzie robic itp... nie uzywala lekarskich pojec ktorych i
                tak bym nie zrouzmiala... pokazala czym sie posluguje i mowila co z
                tym bedzie robic powiem ci ze to chyba wszystko mnie uspokoilo bo
                nie panikowalam nie plakalam tylko chcialam byc juz "po wszystkim"
                wiec nie chcilam jeje utrudniac z mysla im syzbciej tym lepiej" buzka

                --
                Moja malenka wiewioreczka ... zyla 8t+3... poronienie wywolane 12-13
                t.c...
                • No faktycznie nie wiem co Ci tam robili. Ja też po 4 dniach krwawienia, kiedy na
                  usg widac było już na pewno że pęcherzyk zniekształcony dostałam tabletki ale
                  niestety nie pomogły całkowicie. I po pierwszej dobie miałam badanie, w którym
                  też mi coś długiego metalowe wkładali do pochwy, co było cholernie nie
                  przyjemne, miałam wrażenie jakby mi przepychali się przez szyjkę do macicy. Ale
                  to trwało kilkanascie sekund a potem dostałam kolejną porcję tabletek i
                  wydaliłam z siebie chyba pęcherzyk, ale niestety zostało jeszcze w macicicy
                  sporo resztek i miałam zabieg normalnie pod narkozą. Więc dziwne jest to co Ci
                  robili.
                  • wiesz co normalnie az jestem ciekawa ze bede kombinowac zeby sie
                    dowiedziec... lekarka wygrzebywala i tylko powtarzala ze naprawde
                    duzo krwi stracilam ... to jeje pwoiedzilam ze kurde wiem... to
                    takie grzebanie trwalo max5 minut i na koncu wygrzebala to co smialo
                    niby byc wydalone przy czym kazala mi strac sie przec, zaraz po tym
                    minimalne krwawienie do teraz,we wtorek ide do lekarza sie wypytam
                    co i jak na wyspisie ze szpitala mam napisane ze plod wydalony
                    krwawienie opanowane, zapakowali go do BADANIA NO I CZEKAM NA
                    WIESCI... za 2 tygodnie spowrotem na test ciazowy...
                    --
                    Moja malenka wiewioreczka ... zyla 8t+3... poronienie wywolane 12-13
                    t.c...
                    • przeczytałam Twoją historię i poprostu nie mogę uwierzyć w to co
                      napisałaś. Piszesz o wszystkim ze spoickim spokojem i Twoje
                      słownictwo typu "niefajne" "wygrzebywała" Pisesz,że "bedziesz
                      kombinować,żeby się dowiedzieć".. Wiesz to wszystko jakieś dziwne
                      pozatym łyżeczkowania nie robi się bez narkozy.
                      Sory,ale to wszystko jest dla mnie dziwne
                      • jestem przerażona tym co piszesz, mówisz o swoim dziecku "to" to
                        straszne...kolejna sprawa niewiarygodne rzeczy piszesz, jestem w szoku, że
                        kobieta po stracie tak szczegółowe opisuje cały zabieg jakby to było
                        najważniejsze ale każda z nas jest inna, rozumiem... wiesz kiedyś "ktoś"
                        opowiadał mi o swoim dziecku które nie miało krwiobiegu albo inaczej cyt. "żył w
                        całym ciele" moja znajomość anatomii jest bardzo dobra ale mimo to szukałam czy
                        istnieje taka choroba którą obie podajecie i nie znalazłam, możesz mi
                        przedstawić nie wiem jakiś artykuł, wzmiankę, cokolwiek?
                        --
                        jul-iah dawniej niunia9949
                        Najsilniejsze
                        mamy na świecie!

                        Julia 16.06.2008 i (*)(*)(*)3 aniołki w niebie
                        http://lh5.ggpht.com/_B6jQ1OU_AJQ/Su6lygJYDKI/AAAAAAAAB78/01xhTJoxiBc/hhhh.JPG
                        http://s2.pierwszezabki.pl/003/003090960.png
                        • dokladnie, na usg pielegniarka powiedziala ze na 12-13 t.c ciaza
                          jest rozwinieta na 7,5 tygodnia, nie ma bicia serduszka a takze nie
                          ma zadnego przeplywu krwi w jego cialku... to tak jakby przestalo
                          sie rozwijac i obumarlo... no nie wiem co sie tam stalo i czy to
                          choroba czy nie zobacze czy jakiekolwiek wiesci do mnie dojda ze
                          szpitala... buzka

                          --
                          Nie powitałeś życia płaczem,
                          Nie pożegnałeś go w śpiewie.
                          Byłeś i jesteś dzieckiem,
                          Które o śmierci swej nie wie.
                        • jeszcze dodam ze byla to "delayed miscarriage"... tak mam w
                          papierach. artykul jedynie taki "delayed miscarrige has stopped
                          developing but the fetus/products of conception remain in the womb.
                          the common sings of miscarrige include bleeding, lower back and/or
                          abdomnial pain however with delayed miscarriage there may hev been
                          lottle or no sign that anything was wrong." to co dostalam w
                          szpitalu jak sie dowiedzialam, jesli ktos chce moge napisac
                          przetlumaczenie co powyzej... buzka
                      • sorry ze tak jakos te moje slowa zabrzmialy... nie chcialm nikogo
                        urazic.. z ze stoickim spokojem to nie tak do konca... chcialam
                        tylko napisac co mi sie przytrafilo przez te dno poki pamietalam...
                        widocznie taki moj charakter kochana, jesli cie urazilam tym co
                        napisalam to przepraszam czasme czlowiek nie mysli jakich slow uzywa
                        szczegolnie jak sie sie w rozpaczy, nastepnym razem 2 razy pomysle
                        zanim cos napisze...
                        --
                        Nie powitałeś życia płaczem,
                        Nie pożegnałeś go w śpiewie.
                        Byłeś i jesteś dzieckiem,
                        Które o śmierci swej nie wie.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.