Dodaj do ulubionych

Porada dla taty

07.08.11, 04:21
Witam ...czy jest w tym internecie jakiekolwiek miejsce dla taty po stracie dzieci?? nie daje rady już.. nie wiem jak sobie radzić ze sobą a co dopiero z emocjami żony i synka....proszę, błagam....
Edytor zaawansowany
  • 1_ania_79 07.08.11, 08:50
    myślę, że z tego forum nikt Cię nie wygoni i uzyskasz dużo potrzebnych informacji. Przede wszystkim napisz kiedy to się stało, czy daliście sobie pozwolenie na przeżycie żałoby, jak zaawansowana była ciąża. Najważniejsze to być teraz razem i czuć, że nadal jesteście rodziną i możecie na siebie liczyć. ja takiego szczęścia nie miałam i męczylam się sama ze wszystkim 1,5 roku zanim znowu pomyślałam o dziecku.
    --
    11.01.10 10tc [*]

    http://www.suwaczki.com/tickers/c55f3e3kprtqswho.png
  • stefciupl 07.08.11, 12:46
    W tym caly problem. o tym ze dzieci nie zyja dowiedzielismy sie 16.07. Potem byla decyzja o ronieniu w domu. To byl koszmar-rzeznia. Potem Zona wyladowala w szpitalu na transfuzji krwi-dostala 1,5 litra. Przyjechalismy do domu i sie zaczelo. Zarzuty, nieodzywanie się. Ogolnie to nie rozmawiamy ze sobą-tzn ja pytam ale nie dostaje odpowiedzi, ja mowie, ale tylko monologi; nie wiem co Ona czuje, ja nie interesuje co ja na ten temat mysle. Tylko wieczne pretensje ze olalem Ją i synka(mamy jeszcze 6cio letniego) ze się nie interesuje niczym, bo zasnalem o 2 w nocy, gdzy pokazywala mi cos o badaniach w internecie, po 16 godzinach na nogach(ps. jesli nie pracuje w kamieniolomach albo nie jestem gornikiem to moja praca nie jest pracą). Mnostwo, mnostwo nie przyjemnych slow.
    Siedzi po 8h w internecie na forum o poronieniu ale to jest subiektywna pomoc od kobiet ktore to przezyly. Boli cie, chcesz plakac, masz zmienne nastroje, to normalne, trzeba cie zrozumiec i w ogole. A kto poradzi cos ojcu? To sa tez moje dzieci! tez mam prawo do smutku. Teraz musze myslec za 2 doroslych a czasem nie mam sily i mi nie wychodzi...nie ogarniam tego wszystkiego...o uczuciach nie bede pisal bo i tak tego nikt nie zrozumie
  • yadrall 07.08.11, 15:11
    Coz,smierc dziecka/dzieci to traumatyczne wydazenie sad Niestety wiekszosc z nas nie ma wprowadzonego programu radzenia sobie z taka sytuacja... Zarowno Ty jak i Twoja zona probujecie sobie z tym radzic jak potraficie najlepiej-ona sie zamknela w swoim swiecie,a TY zostales odsuniety... Tak sie zdarza-wiele kobiet mysli/czuje,ze tylko inna osierocona matka zrozumie ich bol,a maz/partner nie czuje tego tak jak ona. Czesto tez ludzie nie umieja rozmawiac o bolu i smutnych uczuciach.
    Rozumiem,ze Ci bardzo ciezko,ale tak jak mama po poronieniu napisze i Tobie-jedynym lekarstwem na Wasz bol jest czas... Owszem probuj rozmawiac z zona,bo jest szansa,ze sie przelamiecie i bedzie lepiej,ale jezeli nie to mysle,ze za jakis czas sie odnajdziecie.
    --
    Dominik
  • stefciupl 07.08.11, 15:34
    Problem w tym, ze ja chce rozmawiac, chce mowic o naszych dzieciach a slysze tylko zarzuty ze mam wszystko w d.. I nie obchodzi mnie moja zona ani dziecko. A co ja mam zrobic? Zaszyc sie gdzies i nie myslec o niczym? Kto wtedy pojdzie do pracy, kto gary pomyje, kto sie dzieckiem zajmie? Jak stracilem rachube w czasie i mina termin tygodnia od wypisu ze szpitala, a ja calkiem zapomnialem o ponownym badaniu krwi po transfuzji to zostalo mi wypomniane. Ja teraz nie pamietam o odebraniu zamowionego chleba ze sklepu a co dopiero o calej reszcie. Nie mamy gdzie syna przenocowac zeby nie patrzyl na to wszystko bo mieszkamy za granica i nie mamy tu nikogo. Tzn mam rodzicow ale nie chce z nimi miec nic wspolnego po tym jak sie nawet nie odezwali po tym jak stracilismy nasze Malenstwa. Jednym slowem NIKT. Czasem mam ochote uciec. Staram sie jak moge a w odpowiedzi dostaje ze w ogole sie nie staram, a gdy pytam sie co mam jeszcze zrobic to odpowiedz jest: nie chce mi sie znowu mowic. Mnie to wszystko boli. Stracilem dwojke moich pierwszych dzieci.
  • guderianka 07.08.11, 16:05
    nie za bardzo rozumiem. macie dziecko 6 letnie ale dzieci (bliźniaki?) które zostały poronione były twoimi pierwszymi dziećmi? w sensie biologiczny? w którym tygodniu doszło do poronienia?

    mąż guderianki
    --
    Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

    George Bernard Shaw
  • stefciupl 07.08.11, 16:28
    Przepraszam za chaos. Moja Zona jest starsza ode mnie o 7 lat i ma synka z poprzedniego zwiazku. Mielismy slub koscielny w maju i teraz stracilismy nasze malenstwa. Moja kochana dlugo leczyla sie na bezplodnosc i przypadkiem zaszla w ciaze z naszym synkiem a potem zaraz po urodzeniu zaszla ponownie lecz stracila chlopczyka w 4 miesiacu. Nasza sytuacja jest totalnie pokrecona ale jako moje pierwsze dzieci mam na mysli biologiczne, takie w ktorych od poczatku pokochalem, przez ktore chcialem babrac sie w brudnych pieluchach i nie spac nocami. Gdy zaczynalismy byc razem pogodzilem sie z tym ze prawdopodobnie nigdy nie bedziemy moiec "wlasnych" dzieci bo po ostatnim poronieniu moja Ukochana juz przez 6 lat nie mogla zajsc mimo ze bardzo tego pragnela. Sytuacje pogarsza fakt ze ojciec synka ktorego stracila, zostawil ja sama z tym calym bolem- podobno faceci tacy sa, wiec pewnie jestem nienormalny ze mnie to boli, ze pokochalem je od dnia gdy zobaczylem dwie fioletowe kreski. To mozna sobie wyobrazic jaki szczesliwy bylem gdy dowiedzialem sie ze bedziemy mieli dziecko. O tym ze mamy blizniaki dowiedzielismy sie na USG gdy lekarz powiedzial ze nie zyja. Czasem nie moge sie pogodzic z tym, ze nie bede mogl poznac tego uczucia o otkorym mowi moja Luba gdy czegos zabraniam synowi lub mamy jakas sprzeczke z maluchem; nie poczuje tego czegos co rodzi sie w glowie i w sercu gdy widzi sie dziedzko od momentu narodzenia. Mimo ze kocham tego Brzdaca ponad wszystko a i on mnie tez, to cala sytuacja nie pomaga nam w dogadywaniu sie w tych chwilach. Cierpi na tym takze nasze malzenstwo bo gdy krzykne na niego czy tylko glos podniose to Zona zrywa sie z atakiem jak lwica nie pytajac sie o sytuacje jaka wynikla.
  • stefciupl 07.08.11, 16:31
    P.s stracilismy nasze maluchy w 10 tyg. Ronilismy w domu. To byla trauma. Skonczylo sie szpitalem i transfuzja 1.5L krwi.
  • guderianka 07.08.11, 16:50
    no jak żona ma problemy z płodnością to faktycznie kanał, bo nie da się odczekać tyle ile każde lekarz i od nowa zachodzić (tak jak my mamy zamiar to zrobić). moja propozycja - w prost zapytać czego żona od ciebie oczekuje. ona oczywiście uważa zapewne że skoro ją kochasz itp to powinieneś wszystko doskonale wiedzieć i rozumieć, itp itd. No ale niestety jesteśmy tylko facetami i w myślach (i hormonach) babskich nie umiemy czytać. Jeśli czegoś kobieta od ciebie chce to niech podejmie ten wysiłek i ci to wyartykuuje. Ja nie widze innej opcji. Nie będzie chciała powiedzieć nic - trudno, powiedz jej w prost że to były też twoje dzieci, ty też je straciłeś i też je kochałeś i nie masz zamiaru na siebie brać za to winy, jak również odpowiedzialności za to co się teraz w domu dzieje w codziennym życiu. Dzieci nie ma, a życie toczy się dalej. Wy żyjecie, dziecko żyje, świat dalej się kręci i o ile nie planujecie wiecznej żałoby proponuje szybko wrócić do normalnego życia -nawet jeśli boli.
    --
    Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

    George Bernard Shaw
  • stefciupl 07.08.11, 17:54
    Latwo powiedziec. Jesli sie czegos pytam to nie odpowiada, jesli sie po raz setny pytam czy cos cie boli, to albo nic nie powie albo rzuci: nie nic mnie nie boli bo przeciez nie rodzilam. Po ktorejs nieodpowiedzi nie chce mi sie juz monologow prowadzic to wtedy sa pretensje ze sie nie interesuje albo zebym nie udawal wspolczucia. Mnie nikt nie pyta jak sie czuje. Kazdy ma prawo do smutku i zlosci ale nie kosztem innych
  • kahakasurdo 07.08.11, 18:24
    A może przyślij żonę do nas na forum, może jak się wygada, to i u Was w związku się poprawi.

    --
    http://lbdm.lilypie.com/Swnpp2.png http://davm.daisypath.com/0BRbp2.png
    Aniołki 14.12.2009 (8 tc), 13.01.2011 (10 tc)
  • stefciupl 07.08.11, 18:37
    Zona dostaje juz wsparcie na jednym z forow o poronieniu. I dobrze dla niej. Przynajmniej ma z kim porozmawiac, lecz wydaje mi sie pomimo zrozumienia problemu i poczucia ze nie jest sama, ze nie tylko ona to przezyla, powinna zrozumiec ze nie mozna sie odcinac od rodziny.
  • aneta79_1979 07.08.11, 18:51
    moze powiedz prosto z mostu: Ja też straciłem dzieci, też czekałem też kochałem i też cierpię.... to jednak prawda całe współczucie spada na matke a facet "musi" sobie dać radę.....
    --
    Kinga 13.04.2005 Kuba 17.05.2007 Maleństwo[*4.04.2010] Daniel 19.05.2011
    http://lb1f.lilypie.com/Dh2Yp2.png
  • stefciupl 07.08.11, 23:40
    Juz to przerabialem. Ja chyba musze sie zamknac w sobie i skupić sie na Malzonce. Nie ma sensu sie rozczulac czy prosic, blagac o zrozumienie bo to raczej nigdy nie przyjdzie. Mam tylko nadzieje ze znajde wystarczajaco duzo sily zeby temu sprostac bo jak na razie to myslalem ze w takich chwilach powinno sie liczyc na siebie nawzajem lecz chyba sie mylilem. Kazdy powinien myslec o sobie. Tylko kto pomysli o dziecku i o nas.....

    Najgorsze jest to, ze nie wiem kogo winic za to co sie stalo, za to ze nasze dzieci odeszly. Nie jest to nasza wina w zadnym stopniu. Nie zrobilismy nic, a wlasciwie zrobilismy wszystko, by dzieciom i Zonie bylo jak najlepiej. Niestety jak nie ma winnych, to trudniej sobie poradzic ze strata. Boje sie tego, co bedzie jutro, tego co bedzie za miesiac i tego co pozniej....
  • 02kaja 07.08.11, 23:50
    Wiem, jak trudno rozmawiać z kobietą po takim przejściu, bo wiem jakie piekło zgotowałam mojemu mężowi, to nie są łatwe rozmowy, to nie można nazwać rozmowami. Ale najważniejsze, żebyś przy niej był i jej o tym mówił, że może nie wiesz dokładnie jak ona to przeżywa, ale Ty też to przeżywasz, bo to były Twoje dzieci, i cierpisz z powodu ich śmierci.
    Ona teraz nie chce słuchać czy coś ją boli, bo to nie o ból fizyczny chodzi. Niech szuka wsparcia na forum, bo tam się wygada i na pewno znajdzie wsparcie kobiet po takich samych przejsćiach. Ale Ty zawsze zapewniaj ją o swoim wsparciu, zgódź się na badania, któe bedzie chciała zrobić, sam idź na badania, jeśli będzie chciała. W końcu minie ten najgorszy okres i zaczenie dostrzegać, że cały czas jesteś z nią. Ja wiele zawdzięczam mojejmu mezowi, to on był ze mną cały czas i to nas wzmocniło.
    --
    Aniołek (04.2006-8tc); Aniołek (04.2007-8tc);Aniołek (12.2007-9tc);Aniołek (09.2008-9tc)
    Anna Katarzyna ur. 25.01.2010
    http://www.suwaczek.pl/cache/4346098da5.png
    Aniołek (12.2010-7tc)
  • stefciupl 08.08.11, 00:08
    Ale ja jestem, ja chce byc. Tylko gdy mi cos nie wyjdzie to jest masakra. Ja jestem najgorszy. To mocno deprywuje, gasi chcec do zycia i czegokolwiek. Raz zasnalem po 2godz, po ciezkim dla mnie dniu, gdy akurat Zona przegladala strony o badaniach. Od tej pory ja zawiodlem i nie obchodzi mnei ani ona ani to co sie stalo. Zapomnialem umowic Malzonke na ponowne badania po tygodniu od wypisu ze szpitala po transfuzji, to poczekala jeszcze 3 dni i wygarnela. A ja najnormalniej nie zorientowalem sie ze tydzien mina.Wystarczylo sie odezwac i przypomniec a nie uparcie siedziec i czekac az sie potkne. Kocham moja Zone nad zycie i moze dlatego kazde zle slowo czy obelga bola postokroc. Chcialbym czytac w jej myslach i byc zawsze o jeden krok przed Nia zeby wiecej jej nie zawiezc. Dlatego tu jestem. Dlatego szukam kogos, kto mi powie, czego zona w tych chwilach oczekuje, bo od swojej sie niestety nie dowiem raczej.
  • aneta79_1979 08.08.11, 01:22
    niestety zawsze będziesz krok za nią......ja Ci powiem tak jak ja straciłam Maleństwo mąż był setki kilometrów ode mnie, siostra brat nie rozmawiali o tym ze mną tak choćby naszego Maleństwa nie było, mało tego z siostrą miałyśmy mieć podobny termin porodu-ona zaczęła mnie unikać chyba żeby mnie nie drażnić, od osób postronnych słyszałam że może lepiej że tak sie stało bo może Dziecko było chore, nikt nie potrafił zrozumieć że to był Dziecko na które czekałam, które już miało wybrane imię......może żona tego się boi??? Daj jej czas, bądź obok, potrzymaj za rękę, dotknij...pomilcz razem z nią ale bądź.... każda z nas inaczej przeżywa stratę...i może to zabrzmi brutalnie ale nikt nie zrozumie kobiety jak inna kobieta po stracie...mąż ok, dobrze że jest, dobrze że chce pomóc ale....to tylko mąż, ojciec dziecka\dzieci ale....życzę Wam a może raczej Tobie siły, spokoju i cierpliwości i uściskaj Żonę ode mnie,,,,,siebie też uściskaj...
    --
    Kinga 13.04.2005 Kuba 17.05.2007 Maleństwo[*4.04.2010] Daniel 19.05.2011
    http://lb1f.lilypie.com/Dh2Yp2.png
  • stefciupl 08.08.11, 01:50
    Rewelacja...byc tylko mezem, tylko ojcem dzieci. Tylko postradam zmysly z niemocy i z zalu.
  • 1_ania_79 08.08.11, 09:31
    a może napisz jej list przed wyjściem z domu zostaw do przeczytania - tak, zeby mogła to zrobić w samotności i mieć czas na przemyślenie. jesli ona nie chce rozmawiać to zawsze jakaś alternatywa a Ty będziesz mógł przekazać jej co czujesz. ale wiedz, że to potrwa, pewnie długo. u mnie 1,5 roku zanim doszłam do siebie a i obecna ciąza jest ogromnym stresem. ale ja jestem osobą, która bardzo dużo mówi o swoich przeżyciach - przed nikim nie ukrywam co czuję i czego oczekuję i chyba jakoś łatwiej z tym mi było. problem polega na tym, ze ludzie czasem zapominają o tym co my przeżyliśmy i wtedy smutek wraca i pewnie będie wracał do końca życia. wczoraj np. moi rodzice "obstawiali"płeć dzieciątka i usłyszałam że to pierwsze i pewnie chłopak - oczywiście mało kłótnia nie wybuchła bo przeciez to jest drugie dziecko i zareagowałam nieco agresywnie, poczylam że zapomnieli... i tak jest ciągle a ja do tego wracam i wracac będę. Wydaje mi się, ze Twoja żona ma podobnie- musi się wygadac i poczuć że jest rozumiana a póki co twierdzi , ze Ty jej nie rozumiesz. mam nadzieję, ze to się wkrótce zmieni i uwierzy że też to przezywasz
    --
    11.01.10 10tc [*]

    http://www.suwaczki.com/tickers/c55f3e3kprtqswho.png
  • guderianka 08.08.11, 09:58
    WIesz co, weź się w garść. NIGDY Twój ból i Twoja strata nie będzie taka jak jej. Mam wrażenie,-moge się mylic- że nastąpiło coś w rodzaju licytacji, próbujesz udowodnić, że cierpisz bardziej. Albo przez to przejdziecie razem, Ty obok niej albo Wasz związek się rozpadnie. Ty w tej chwili możesz myśleć logicznie, racjonalnie, jasno. Ona nie bo hormony w niej buzują, wszelkie reakcje które zaszly w organizmie w przygotowaniu do ciąży musza się cofnąć, horomony w dużej mierze kierują jej zachowaniem, byc może często irracjonalnym. Ty nie przezywasz tej hustawki, możesz zracjonalizować to co Was spotkalo. Nie szukajcie winowajcy w sobie- odpocznijcie i jesli chcecie- skupcie sie na dalszych działaniach badaniach.
    Przepraszam za to co napiszę, może będzie to dla Ciebie brutalne ale wydaje mi się, że podświadomie masz żal do żony za to, ze poroniła. Za to, że urodziła dziecko innego faceta a Twoje dzieci straciła. Ten żal sprawia, że jeszcze bardziej cierpisz.
    Ściskam
    --
    Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

    George Bernard Shaw
  • stefciupl 08.08.11, 10:14
    To nie chodzi o licytacje tylko o to ze jestem odsuwany bo podobno zapomnialem, podobno mnie nic nie interesuje itp. Nie rozumie zupelnie ze ktos tu musi myslec trzezwo i ze nie moge sobie pozwolic na chwile samotnosci czy jakiejs ucieczki ch.. wie gdzie. A zalu nigdy nie mialem i nie bede mial no juz dawno pogodzilem sie z tym i zaakceptowalem ze nie bedziemy mieli dzieci. Ostatnio uslyszalem zebym sie nie interesowal badaniami bo to jej macica.
    --
    [*] 16.07.2011 Nasze Bliźniaki... Być Tatą[!sic] przez chwilę...na zawsze..
  • luca28 08.08.11, 10:27
    ja uważam, ze twoja zona ewidentnie Cię odpycha, chyba drażni ją Twoja osoba i możliwe że podświadomie obwinia Ciebie za poronienie. Tak przynajmniej wynika z tego co piszesz.
    Co Ci zostało? Przeczekać to, nie zadrażniać sytuacji, Twoje pytania czy wszystko ok, czy ją nic nie boli ją irytują więc daruj sobie te pytania. Nie jest ok i nie ma potrzeby upewniania się w tym. Więc nie zadawaj tych pytań, ale gdy będzie chciała się wygadać to znajdź czas, wysłuchaj postaraj się zrozumieć. Dawaj jasne sygnały, że ci na niej zależy, że ją kochasz i nie bądź przy tym napastliwy. Uważam że to raczej pomoże. A jeśli nie pomoże to istniej jeszcze terapia, wspólna lub każdy oddzielnie - pomoc specjalisty czasami naprawdę jest niezbędna.

    Powodzenia - trzymam kciuki
    --
    Olgunia
  • madziulaz 08.08.11, 12:11
    Wiesz...a może skoro wiesz na jakim forum ona jest...podczytaj to co pisze...
    moze tak dowiesz się jaki jest jej tok myslenia..( skoro nie potrafi z Tobą o tym rozmawiać)
    Może to naprowadzi Cię jak do niej dotrzeć..
    a do tego czasu...poprostu bądz przy niej...
    myślę że jak minie ten pierwszy ból...to "przypomni" sobie o Tobie.
    Wyrazy współczucia
  • guderianka 08.08.11, 13:51
    W takim razie nie sądzę byście sami poradzili ze swoimi uczuciami i ze sobą nawzajem. Oddalacie się od siebie w trudnej sytuacji..Myślę, że potrzebujecie pomocy kogoś z zewnątrz, psychologa lub terapeuty. Najbardziej w tym wszystkim szkoda mi jednak 6latka, który jest w domu, zyje i potrzebuje rodziców..

    --
    Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

    George Bernard Shaw
  • ewikowa 08.08.11, 14:28
    mysmy przeszli teraz dwa tygodnie temu poronienie trojaczkow w 20tyg, z 4 1/2 letnia coreczka w domu. Roznica u nas, ze z plodnoscia nie ma problemu i trojaczki nam sie trafily samoistnie.
    Nie jest to 'nasze' pierwsz poronienie tylko trzecie a drugie w 20 tyg (jedno w 10 i coreczke wylezana 16 tyg w szpitalu).
    Rozumiem co ty tez przechodzisz. Widze to z perspektywy czasu. i powiem ci tak. 1. hormony robia swoje i strata, szczegolnie po problemach z zajsciem itp to bedzie bolalo.
    5 stages of grief
    nie wiem jak z angielskim, ale dla mnie bylo latwiej znalesc.

    Dla meza jest to niesamowicie trudna sprawa,i nie chodzi o licytowanie sie bo zona i co fizycznie przeszla 'wygra' ale naprawde nie o to chodzi. Super jest ze CHCESZ zrozumiec. Po prostu badz przy niej. Zajmuj sie tym czym mozesz, dbaj o synka. Zona i tak jak bedzie chciala sie do czegos doczepic, to sie doczepi. Jak bedzie potrzebowala sie awanturowac, to nawet tym, ze sie nie odezwiesz to bedzie wystarczalo - wiem to po sobie. Nie chodzi o to zebys sie 'wzial w garsc' bo kazdy musi znalesc moment na to, zeby przejsc przez ta zalobe. Ale skieruj swoja energie na to, zeby jej pomoc. Nie chodzi o slowa, i pytanie sie czy boli, po prostu przytul. Ona ci moze wygadywac (jak sie przyznam sama zrobilam mojemu mezowi), ze ty jej nie kochasz, bo ty tego nie przechodzisz, a ty po prostu starasz sie byc mocny dla niej. Ona moze po prostu chciec, zebys posluchal i przytulil. Nie mowil 'wiem jak sie czujesz' bo dostaniesz od razu po glowie 'nie mozesz wiedziec co ja czuje bo to ja przechodzilam' - ogolnie masz przechlapane w tej kwestii.

    Rozmawiaj z synkiem, zeby wiedzial dlaczego tak jest, dbaj o dom, takie sprawy i po prostu 'badz'.

    Co do rodzicow - wiesz, dla niektorych (rodzicow tez) strasznie trudno jest mowic o poronieniu, bo w naszej kulturze (nie mowie tylko Pl, ale ogolnie 'zachodniej'), chociazby np kosciol, oferuje 'struktury' ktore pozwalaja przejsc zalobe osoby ktora umrze. A niestety z poronieniem, to nawet to, ze sie 'nie mowi ludziom az przejdzie 1 trymestr' - wedlug mnie to najwieksza bzdura - a przeciez wtenczas potrzebni sa bliscy, inne kobiety. Po moim pierwszym poronieniu czulam sie jakbym to tylko ja przeszla ta meke, a potem wyszlo, ze tej kolezanki mama miala 4 poronienia, ta znajoma 2...bo to jest 'klub' do ktorego nikt nie chce nalezec a nasza kultura nie 'pozwala' na to, zeby o tym mowic otwarcie - i na dodatek, nie jest to informacja ktora jest 'potrzebna' aby kogos poznac. Nie poznajesz nowa kolezanke i mowisz jej od razu - aha, i poronilam razem 5 dzieci...prawda?

    Ja nazwalam to 'efekt tredowatego' - czyli: nie wiem co mam powiedziec, nie powiem 'rozumiem cie' bo nie rozumiem tego co przechodzisz, nie wiem jak zareagujesz nie wiem co moge powiedziec, zeby bylo ci lepiej...wiem, ze zadne moje slowa nie pomoga, wiec nic nie bede mowic' lub 'wiem, ze teraz przechodzicie trudne chwile, wiec damy wam spokoj i sie nie bedziemy wtracali' - w prawie 100% przypadkach, w moim odczuciu, nie jest to robione 'na zlosc' tylko po prostu z bezsilnosci. Ja nawet w pracy to sama zaczelam o tym mowic - bylo nas 5 w ciazy i wszystkie dotrwaly oprocz mojej ktora sie zakonczyla w 20 tyg - po ksiazkowej pieknej ciazy...ale co? one mialy sie nie cieszyc przy mnie swoimi ciazami? mialy sie ode mnie chowac..same nie wiedzialy jak maja zareagowac i sie nie dziwie, dlatego JA o tym zaczelam mowic ...moze wlasnie z rodzicami ty wyjdz z inicjatywa - bo oni nie do konca musza wiedziec co WY potrzebujecie - tak samo jak ty nie wiesz jak mozesz zonie pomoc.

    Jak w kazdej trudnej sytuacji, osoba ktora jest najblizej ' dostaje po glowie' i to nie tylko w takiej sytuacji ale w kazdej - np. ty sie poklociles z kolega w szkole, wrociles do domu i sie spiecie bylo miedzy toba a bratem/siostra...a potem przewialo za chwile, bo sie 'wyladowales' - jako przyjklad - i to jest to samo, tylko inna sytuacja.

    Bierz synka na spacer, wyjdz zeby ci tez wiatr przewial troche emocje. Przytulaj zone, i odczekaj.

    Taka jest moja perspektywa - a uwierz mi, nie zyczylabym ZADNEJ rodzinie, zeby przeszli to co mysmy przeszli...
  • stefciupl 08.08.11, 14:49
    Dziekuje z calego serca...
    --
    [*] 16.07.2011 Nasze Bliźniaki... Być Tatą[!sic] przez chwilę...na zawsze..
  • ewikowa 08.08.11, 15:23
    nie ma za co. sorry, ze chaotycznie ale mam nadzieje, ze chociaz sens tego co chcialam przekazac 'przeszlo'smile

    jeszcze ci powiem, ze w ostatnich 2 tygodniach od mojego poronienia, zrobilam mezowi dwa razy bure o to, ze mnie w ogole sie ode mnie odsuwa, ze mnie juz nie kocha - maz ktory mnie po poronieniu wykapal, ktory zalatwial wszystko, dzwonil do wszystkich ktorzy wiedzieli i byl dzielny dla mnie....dlatego, ze mnie nie przytula - w koncu wyszlo - a wiem przeciez, ze on sie zajmowal domem, dzieckiem, moim bolem, moja slaboscia, moimi hormonami, naszymi rodzinami ....i chodzilo mi chyba o to, ze za malo mnie przytulal, a chlop sie dwoil i troil, zeby dom i rodzina funkcjonowala...tylko, ze znajac te cechy juz z poprzednich poronien 1.wiedzial o co chodzi 2. Ja tez wiedzialam i potrafilam przeprosic go potem i podziekowac za ogrom pracy i wsparcia z jego strony.

    Nie jestem z tego dumna, ale pisze jak jestsmile

    masz ja przytulac 10+ dzienniesmile koniec. kropkasmile napewno nie zaszkodzismile
  • dagmaralodz77 08.08.11, 13:24
    Współczuje dziecku, które jest w domu, które czuje i które widzi ze dwójka dorosłych osób nie potrafi sobie poradzić z problemem. Ponieważ straciłam bliznięta w 20 tygodniu, kolejna ciaze w 10 tygodniu wiem ze jest to sytuacja ktora z pewnoscia nie wywołuje euforii, ale trzeba się wziąć w garśc bo jest do cholery w domu starsze dziecko!!! Takie sama posiadam.
    Jeśli to co piszesz o swojej drugiej połowie jest prawdą to Waszej dwójce potrzebna jest natychmiastowa teriapia psychologiczna. Inaczej nie sądzę byście dali radę.
  • e-dziunia 09.08.11, 07:00
    czasem by pomóc bliskiej osobie nie potrzeba słów....wspólne milczenie potrafi być nieraz o wiele bardziej wymowne....
    Jedni - tak jak ty - potrzebują wszystko z siebie wyrzucić, cały ten żal, tę rozpacz, ale są i tacy, który zamykają się głęboko w sobie i cierpią w samotności, bo tylko ze sobą samym czują się najlepiej. To nie znaczy, że przestali kochać tych, którzy są obok, ale musza dać sobie dość czasu by oswoić się z bólem, bez tego nie potrafią względnie "normalnie" funkcjonować...
    Każdy z nas jest inny. Każdy inaczej przechodzi przez żałobę. Twoja żona w przeszlości straciła juz jedno maleństwo, a nieprzepracowana żałoba nigdy się nie kończy - prawdopodobnie wróciła teraz wraz z tą nową....
    Wiele kobiet po stracie dziecka czuje się jak zepsuty mechanizm, czują się gorsze jakościowo, jak uszkodzony podgatunek kobiety, mają wrażenie, że utrata dziecka wypisana jest na ich twarzy, że każdy to widzi, każdy wie, mają wrażenie, że inni im się przyglądają i wytykają palcami.... często też obwiniają siebie - "zabiłam nasze dzieci", albo "zabiłam mu dzieci". Nie potrafią wtedy spojrzeć partnerowi w oczy, bo przecież to przez nie on cierpi.
    Piszesz że żona korzysta z jakiejś pomocy w internecie, więc może daj jej trochę czasu na okiełznanie bólu. Jeszcze przyjdzie czas na rozmowy - całe życie przed wami smile


    --
    Alutka i Oskaro
    Forum PROMYCZEK
    Pasja tworzenia...
    GG 4623970
  • stefciupl 09.08.11, 10:47
    Korzysta... I jestem Tobie za to ogromnie wdzięczny
    --
    [*] 16.07.2011 Nasze Bliźniaki... Być Tatą[!sic] przez chwilę...na zawsze..
  • stefciupl 26.08.11, 16:10
    Dzisiaj mija miesiąc odkąd nasze Maleństwa przyszły na świat. Niedawno widziałem światełko w tunelu, miałem nadzieję na "lepsze jutro". Niestety czar prysł.
    Ten miesiąc czasem mijał jak szalony a czasem wlókł się wolniej niż pociąg PKP. Dzisiaj, jeżdżąc po mieście zastanawiałem się czy zrobiłem wszystko co było ode mnie wymagane. Wniosek: NIC.
    Zmarnowałem miesiąc na oszukiwaniu ludzi, na udawaniu, że nic się nie stało. Tylko po to żeby mieć kontrolę nad życiem(albo nad tym co z niego zostało). Nie mam pojęcia co robić, żeby moja Rodzina czuła, że mi na nich zależy. Jak na razie jestem piątym kołem u wozu który nic nie umie zrobić. Nie umie gotować, nie dokładnie sprząta, nie ma siły siedzieć z dzieckiem na dworzu po 3h dziennie. Nie rozumie żony, nie jest w stanie sprostać wymaganiom stawianym ojcu. I jeszcze nie potrafi patrzyć na dzieci w wózkach np. sąsiadów. Szlag mnie trafia jak je widzę i nie wiem dlaczego. Denerwuje mnie płacz dzieci, nawet własnego. Czuje się totalnie bezużyteczny bo nawet nie mogę się skupić na czymś kreatywnym.
    Konkluzja jest jedna: ten miesiąc przyniósł więcej złego niż dobrego. Najgorsze jest że nie wiem co dalej. A zegar niestety tyka nadal i na pewno się nie cofnie.
    --
    [*] 16.07.2011 Nasze Bliźniaki... Być Tatą[!sic] przez chwilę...na zawsze..
  • guderianka 27.08.11, 18:20
    Zmarnowałem miesiąc na oszukiwaniu ludzi, na udawaniu, że nic się nie stało.

    nie rozumiem za bardzo
    dlaczego oszukiwaleś , że nic się nie stało
    udawałeś, że do nic sie nie wydarzyło ?
    --
    Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

    George Bernard Shaw
  • stefciupl 27.08.11, 23:22
    Udawalem ze mi nie jest ciezko. Jak opowiadalem komus co sie stalo to staralem sie robic wszystko zeby nie zauwazyli jak bardzo mnie to boli.. Po czesci zapewne by nie wprowadzic innych w zaklopotanie widzac mnie zalamego, ale po czesci zapewne by nie rozkleic sie przy obcych ludziach. Jak ostatnio bylem u fryzjera z Zona i synkiem, i fryzjerka sie spytala mojej ukochanej"czy jej ciaza nei sluzy?" to myslalem ze wstane i uciekne z fotela. Moja Zona odpowiedziala tylko ze nie ma juz ciazy. Nie wiem czy plakala czy nie. Zamknalem oczy i wsluchalem sie w radio. Nie dal bym rady widzac ja placzaca. Ciezko mi strasznie.
    --
    [*] 16.07.2011 Nasze Bliźniaki... Być Tatą[!sic] przez chwilę...na zawsze..
  • guderianka 28.08.11, 10:45
    Ale ty tępy jesteś (przepraszam moderację i innych forumowiczów i Ciebie)-to jak Twoja żona ma odbierac takie zachowania? Udajesz, że nic sie nie stalo, nie ma nic gorszego. Co obchodzą Cie uczucia innych ludzi ? Ważne są Twoje i Twojej żony. Temat śmierci jest trudny, zwłaszcza śmierci dziecka ktore miało sie narodzić a nie odejść ale udawanie, że nic sie nie stało to najgorsza z możliwych rzeczy. Oszukujesz innych, oszukujesz siebie, powstrzymujesz emocje. Ludzie nie wiedzą jak sie zachować bo to Ty dajesz sygnal swoim zachowaniem czego oczekujesz-czy traktowania jakby nic sie nie stalo, czy pochylenia sie nad Tobą i rozmowy. A Ty dajesz fałszywe znaki. Nie graj. Nie udawaj. Przezyj swoją żalobę w pełni-bo rozwalisz swoje małżeństwo i siebie.
    --
    Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

    George Bernard Shaw
  • stefciupl 28.08.11, 12:52
    Dziekuje za dobitne stwierdzenie. Prosilbym jednak ruszyc glowa i zastanowic sie przez chwile: hmm skoro koles tu siedzi i stara sie zagadac to znaczy ze nie ma z kim porozmawiac. WLASNIE!! Ja nie mam z kim rozmawiac ani komu mowic co mi jest!! Z Zona chcialem rozmawiac ale nie umiemy. Inni nie chca rozmawiac a jak juz glupote walna to ja chce ciagnac temat, powiedziec o naszych planach, nadziejach. Ale wtedy kazdy zmienia temat. Czuje sie jakbym byl chory na cos na HIV albo na sama smierc a ludzie nie wiedza ze tym sie nie da zarazic przez sluchanie. Cwaniara z Ciebie bo pewnie moglas sobie chodzic po domu i ryczec albo krzyczec ze Ci zle. Moze mialas z kim gadac o tym co ci sie sni w nocy. To wyobraz sobie ze zamykaja cie w pokoju 1,5m x 1,5m wygluszonym, z lustrem weneckim. Machasz do ludzi, oni cie nie widza. Krzyczysz, oni cie nie slysza. Jak wychodzisz z pokoju do toalety i cie spotykaja, pytaja sie jak sie nazywasz, gdzie mieszkasz, a Ty pokazujesz ze w tym pokoju. I momentalnie ida dalej jakby cie nie zauwazyli. Sama bys przestala mowic o wszystkim zeby tylko moc z kimkolwiek zamienic slowo.
    W domu mamy 6 letniego synka ktory co chwile sie pyta czy Aniolki sa kolo nas, kiedy on zobaczy rodzenstwo w niebie.
    Dzieki za odpowiedz. Przynajmniej moglem sie troche wyrzyc na kims.
    --
    [*] 16.07.2011 Nasze Bliźniaki... Być Tatą[!sic] przez chwilę...na zawsze..
  • dagmaralodz77 28.08.11, 15:01
    Ale Ty gościu siedzisz na forum i te "Twoje rozmówki" nic a nic nie pomagają. Ty oczekujesz od innych czegoś czego oni nie mogą absolutnie Ci dać!!! Dlaczego inni walą głupoty??? Może trzezwiej myślą??? Może mają inne na to spojrzenie??? A może przyjmujesz zdanie innych pod warunkiem ze to zdanie nie różni się od Twojego???
    Nie będę siedziała i rozczulała się, składała pięknych słówek, aniołkowała bo inaczej postrzegam stratę ciązy w 10 tygodniu. Piszesz o narodzinach swych dzieci, jakby conajmniej żyły po narodzinach i nikt nic nie zrobił by je uratować. Żona straciła ciąże na wczesnym etapie i niec nie dało się zrobić by to powstrzymać. I ktores z was jako pierwsze musi to zrozumieć!!! Postrzegam także, ze chcieliście posiadać drugie dziecko tylko z chęci posiadania bo z miłości to cięzko. Tak dwoje kochających się osób nie postępuje. Piszesz ze nie umiecie rozmawiać, a potrafiliście rozmawiać przed ciąża???
  • stefciupl 28.08.11, 15:18
    Wspolczuje Twojemu facetowi bo pewnie nie mezowi. Moze u Ciebie milosc do dzieci zaczyna sie po 32tyg i 3h. Ja kochalem swoje dzieci od poczatku. Ciekawe jak z miloscia do bliskich. Tez od pewnego czasu, na jakis czas i za cos? Jakbym chcial miec dzieci dla posiadania to bym adoptowal albo sobie kupil jak to teraz modne sie robi.
    Dla mnie zdanie innych liczy sie tak samo jak moje. Kazdy moze mowic co mu sie podoba. Ale zebym cokolwiek przyja musi byc poparte twardym argumentem a nie bezsensownym belkotem. Normalny czlowiek szuka odpowiedzi na pytania i szuka wytlumaczenia na niezrozumiale. Jesli ktokolwiek powie mi dlaczego nie ma naszych dzieci z nami, przyjme to. Bo na pewno nie zrozumie. Ale po badaniach ktore robilismy wynika ze nie wiadomo wiec dalej nie mam na co zwalic winy. Boga winil nie bede bo nie wypada. A to czy gledzenie na forum(bo forum w starozytnosci bylo miejscem wolnej wypowiedzi) mi pomaga czy nie, pozwol ze sam ocenie. Na pewno pomogl mi Twoj wpis bo pojawil sie usmiech na mojej twarzy- szyderczy wprawdzie, ale zawsze usmiech.
    --
    [*] 16.07.2011 Nasze Bliźniaki... Być Tatą[!sic] przez chwilę...na zawsze..
  • dagmaralodz77 28.08.11, 18:09
    Kiepski z Ciebie psycholog, na wróżbite też sie nie nadajesz. Nie trafiłeś w nic co miałoby dotyczyć mojej osoby. Tez szyderczo się uśmiecham smile
    Nie wiem jakich Ty masz znajomych ale u wsród moich, dzieci się nie kupuje, ale może my się na modzie nie znamy!!!
    Zrzędzisz kochaniutki. Zwrotka i refren w tej spiewce ciągle taka sama. Napisz coś nowego, bo ile razy mozna słuchać jednego i tego samego!!! Świat ma mnóstwo kolorów, wystarczy tylko zmienić kąt patrzenia, dorzucić trochę optymizmu, nie patrzec na zegar. Nie winić nikogo, tylko szukać, pytać i próbowac znależć przyczynę strat. Tak postępują normalni ludzie, których tu na forum nie brakuje smile Może zadaj nam pytanie jakie badania należy zrobić po poronieniu i podziel się z nami jakie badania zostały już wykonane, a wtedy zobaczymy ze chcesz zrobić krok do przodu. I chętnie wszyscy pomogą.
  • guderianka 28.08.11, 18:37
    Zaprzeczasz sam sobie.
    Najpierw piszesz, że udajesz że nic się nie stało, i jakby nic się nie wydarzyło, z tego co wywnioskowałam (może błędnie) z nikim nie rozmawiasz o tym co sie stało a tu piszesz, że jednak coś się stało ,że próbujesz gadać ale inni są do bani. Nie rozumiem. Wszyscy są do bani, żona nie rozumie, inni nie rozumieją. Może Ty popełniasz jakiś błąd naprawdę i robisz coś nie tak, coś jest w Twoim zachowaniu co sprawia że są takie a nie inne reakcje ?

    To jest forum a nie życie- Ty w codzienności powinieneś dopuścic do głosu swoje uczucia, powiedzieć żonie, kumplowi to co piszesz tutaj, nie udawać, że nic sie nie stało.
    Nie jestem cwaniarą bo siedziałam w domu. Nie mam takiej możliwości. Mam dwoje dzieci, w tym jedno niepełnosprawne, pracę zawodową i Meza-nikogo do pomocy bo moj ojciec nie żyje a mama i teściu mieszkaja daleko. Musiałam stawić czoło pytaniom, niepokojom i spojrzeniom-które nie wynikały z ludzkiej złośliwości czy wścibstwa ale niepokoju o mnie i moje emocje.
    jeśli potrzebujesz sie wyżyć-jestem do usług.

    --
    Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

    George Bernard Shaw
  • stefciupl 28.08.11, 19:09
    Niczemu nie staram sie zaprzeczyc. Od poczatku staralem sie rozmawiac z ludzmi. Chcialem rozmawiac o tym co sie stalo z Zona, lecz Ona woli wszystko przezywac w samotnosci albo w internecie. Komu kolwiek nie wspomnialem ze wlasnie stracilismy Dzieci, mowia ze im przykro i ucinaja temat. Gdy do tematu wracam wszyscy mowia ze wiedza ze to jest ciezkie ale trzeba zyc. Nie rozumie swojej malzonki ani ona mnie. Szukalem odpowiedzi w medycynie, w przypadku, gdziekolwiek. Problem jest w tym, ze nie ma w poblizu nikogo z kim moglbym o tym wszystkim porozmawiac, a juz na pewno nie ma nikogo, kto by nie patrzyl na nas przez pryzmat smierci i straty dzieci. Gdy sie usmiechne czy puszcze jakas smieszna piosenke, osoby ktore wiedza co sie nam przytrafilo, patrza sie na mnie jak na tredowatego. Przeciez mi nie wolno sie smiac. Nie znam ANI JEDNEJ osoby ktora stracilaby dziecko. Poza tym mieszkamy za granica wiec tutaj nie dosc, ze nie mamy nikogo, to jescze podejscie do straty dziecka jest na rowni z amputacja palca-coz, byl chory trzebabylo go uciac, inaczej bys brzydko wygladal.
    To ze napisalem ze przez miesiac oszukiwalem ze nic sie nie to bylo ogolnikowe. Zaczalem udawac, zeby nie miec mylnych nadzei na zrozumienie.
    I to ze cos jest w moim zachowaniu nie tak: masz racje. Ja chce mowić o naszych dzieciach, o stracie i o bolu jaki mam w sobie. I zdaje sobie sprawe ze jestem w mniejszosci. Lecz te dzieci byly dla mnie jak gwiazdka z nieba, ktora zanim wyladowala na Ziemi, spalila sie w atmosferze.
    P.S. Moi rodzice traktuja nasze dzieci jako "zarodki" i w ich pojeciu nic sie nie stalo.

    --
    [*] 16.07.2011 Nasze Bliźniaki... Być Tatą[!sic] przez chwilę...na zawsze..
  • dagmaralodz77 28.08.11, 19:49
    Szukalem odpowiedzi w medycynie, w przypadku, gdziekolwiek na jakie pytanie szukałeś odpowiedzi w medycynie? Konkretnie.

    "Komu kolwiek nie wspomnialem ze wlasnie stracilismy Dzieci, mowia ze im przykro i ucinaja temat. Gdy do tematu wracam wszyscy mowia ze wiedza ze to jest ciezkie ale trzeba zyc." Czy Ty zrozumies, że nie każdy musi przezywać stratę 10 tygodniowej ciązy jako stratę Dziecka. A co Ci ludzie mają Ci odpoweidziec? Co chciałbyś usłyszeć zebybyło dobrze?

    Gdy sie usmiechne czy puszcze jakas smieszna piosenke, osoby ktore wiedza co sie nam przytrafilo, patrza sie na mnie jak na tredowatego Ty się tak czujesz bo tak chcesz się czuć!!! I wmawiasz sobie rzeczy, których nikt nie wypowiedział i z pewnością nikt nie myśli ze nie można Ci się śmiać!!!!!

    Poza tym mieszkamy za granica wiec tutaj nie dosc, ze nie mamy nikogo, to jescze podejscie do straty dziecka jest na rowni z amputacja palca-coz, byl chory trzebabylo go uciac, inaczej bys brzydko wygladal. Przesadzasz!!!

    Ja chce mowić o naszych dzieciach, o stracie i o bolu jaki mam w sobie. I zdaje sobie sprawe ze jestem w mniejszości Ale Ty nie mówisz o dzieciach, Ty użalasz się nad sobą ze gotować nie potrafisz, ze zle sprzatasz, że zona zła, ze nikt z Tobą nie rozmawia! A jak człowiek zadaje Ci pytanie to i tak na nie nie odpowiadasz, tylko krazysz wokół własnej orbity w przkonaniu całkowitym, że nikt Cię nie rozumie.



  • stefciupl 28.08.11, 20:23
    1)czy coś zrobilismy nie tak, czy to moze problem w macicy, czy to moze zle dobrane chromosomy, czy to moze przypadek, czy to moze zle podzielony zarodek,
    2)Mogliby odpowiedziec cokolwiek. Dluzszej rozmowy mozna oczekiwac po stracie portfela albo po stluczce samochodowej. A co do 10 tygodniowego dziecka: jakbym to rozumial to nie byloby problemu chyba...Ja nie oczekuje pocieszen czy tekstow np jeszcze jestescie mlodzi bla bla bla. Chcialbym dostac cokolwiek. Cisze zeby sie wygadac, moze pytanie"jak sobie rade dajecie". cokolwiek. Na pewno nie ignorancje i zbicie z tematu.
    3)Nie chce sie czuc jak trendowaty. Niczemu nie zawinilismy(chyba). A uwierz mi ze nie mowie o osobach spoktanych na ulicy ale o tych, ktore czesto widuje i znam ich reakcje.
    4)A ja nie mam zamiaru tutaj mowic o swoich dzieciach. Ja na to forum wszedlem zeby sie wlasnie UZALAC bo:
    a. w domu nie moge bo jest male dziecko ktore i tak juz za duzo doswiadczylo
    b. znajomym nie da rady bo oni nie maja pojecia co w tej chcwili czuje i dlaczego np. denerwuje mnie placz dzieci
    c. na ulicy przypadkowym osobom nie wypada bo mnie do czubkow zamkna bo zachowuje sie inaczej (patrz zle)
    I jestem CALKOWICIE przekonany ze mnie nikt nie rozumie, bo ja siebie nie rozumie. Nie wiem dlaczego czasem mi sie nic nie chce a czasem jest normalnie. Dlaczego czasem zyc mi sie chce, a czasem rozwalilbym wszystko co mi na drodze stanie. Dlaczego czasem chcialbym z kimkolwiek porozamwiac o czym kolwiek a czasem nei moge patrzec na ludzi. Najgorsze jest to ze ciagle na cos czekam ale nie wiem na co.

    P.S Nigdy nie powiedzialem "ze zona zla". Mam najcudowniejsza Zone pod sloncem. Tylko czasem sie nie potrafimy porozumiec. I to blad po obu stronach. A jak w danej chwili nie ma komu przyjac ciosu w ciszy to wynika wojna.

    --
    [*] 16.07.2011 Nasze Bliźniaki... Być Tatą[!sic] przez chwilę...na zawsze..
  • dagmaralodz77 28.08.11, 21:06
    1)czy coś zrobilismy nie tak, czy to moze problem w macicy, czy to moze zle dobrane chromosomy, czy to moze przypadek, czy to moze zle podzielony zarodek,

    jakie uzyskałeś odpowiedzi na te ww pytania???
    jakie żona zrobiła do tej pory badania??? Jakie Ty zrobiłeś do tej pory badania???
    Czy zona przed zajsciem w ciąze brała kwas foliowy???? czy brała jakieś leki??? Czy na coś chorujecie??? Jak jest procedura w kraju w ktorym mieszkacie przy poronieniu, tzn. czy materiał został oddany do badań histopatologicznych???
    Nie będe zadawac pytania jak dajecie sobie radę, bo odpowiedz jest oczywista. Uwierz ze ludzie nie zbijają i nie ignorują tematu. W wiekszości boją się zapytac, boją się reakcji, boją się usłyszeć co masz im do powiedzenia.
    To ze denerwują Cię dzieci to normalne. Kobiety w ciązy tez bedą cię wkurzały. A wiadomośc ze ktoś spodziewa się dziecka zazwyczaj wywołuje wewnętrzny ból i zal do świata. Jest jedno najczęsciej zadawane pytanie przz osoby ktore straciły ciąze, dziecko: DLACZEGO? Trzeba ciut czasu by zdołac to wyjaśnic, czasem się nie udaje. Ale trzeba być dobrej myśli.
  • guderianka 28.08.11, 21:20

    Komu kolwiek nie wspomnialem ze wlasnie straci
    > lismy Dzieci, mowia ze im przykro i ucinaja temat. Gdy do tematu wracam wszyscy
    > mowia ze wiedza ze to jest ciezkie ale trzeba zyc .



    Stefciul, a czego Ty oczekujesz ? Przytulenia ?-to powiedz temu komu zaufałeś na tyle by sie zwierzyć z tragegii by Cie przytulił. Porady ?-także samo. Werbalizuje swoje emocje do końca zamiast czekać ze ktoś, kto nie ma pojęcia co zrobić by Cię nie urazić zacznie czytać Ci w myślach. Gdyby ktoś zaczął wypytywać to mógłbyś pomyśleć że jest wścibski i niedelikatny. Gdyby uzył złych sformułowań-pomyślałbyś że jest chamski i okrutny. No-o czym gadać z ojcem poronionego dziecka ? O jego małżonce. Bo Ty mimo straty emocjonalnej nie przeżywasz nic więcej. Nie czułeś jak rodzi sie w Tobie życie, nie miałeś mdłości, tętentu myśli wybiegających naprżód, bolących piersi w końcu-sorry-wyskrobanej macicy i jej skurczów. Ja już sama nie wiem o co Ci chodzi,kompletnie nie czaje za to coraz lepiej zaczynam rozumieć Twoją żonę

    Ja chce mowić o naszych
    > dzieciach, o stracie i o bolu jaki mam w sobie. I zdaje sobie sprawe ze jestem
    > w mniejszosci. Lecz te dzieci byly dla mnie jak gwiazdka z nieba, ktora zanim
    > wyladowala na Ziemi, spalila sie w atmosferze.


    No i co, że Ty chcesz. Ale inni nie chcą. To nie ich ból i nie ich bajka, nie odczuwają w jednej setnej tego co Wy więc nie oczekuj,ze bedą sie angażować. Rozumiem, że oczekiwales na dziecko- nie Ty jeden, rozumiem że były spełnieniem marzeń - nie Ty jeden tak czułeś, rozumiem że cierpisz po stracie- nie Ty jeden. To co Was spotkalo spotyka co dwudziestą kobietę. Nie jesteście wyjatkiem, kimś szczególnym. Jesli wyobrazć sobie ludzi jako ksiązki w bibliotece to Wy akurat-podobnie jak ja i wiele innych kobiet z tego forum -sięgneliście po niewłaściwą. I tyle. Przyczyny moga być różne-stosują dalej porównanie do ksiązek-mogły być w nich mole, mogły być złe treści, mogła być stara i zniszczona, mogłaby być napisana w innym jezyku.


    --
    Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

    George Bernard Shaw
  • stefciupl 28.08.11, 21:43
    Macie jednak racje. Nasze dzieci byly tylko 10tygodniowe i co 20ste. Nie bede sie juz uzalal bo skoro ani ja nie wiem po co, ani Wy nie wiecie po co to nie ma to najmniejszego sensu. Ale tak czy siak dziekuje za opinie. Zawsze jakis dodatkowy poglad na swiat.
    --
    [*] 16.07.2011 Nasze Bliźniaki... Być Tatą[!sic] przez chwilę...na zawsze..
  • dagmaralodz77 28.08.11, 22:25
    Guderianka... masz całkowitą rację to tępy gościu.
    I wcale nie pomyliłam się co do Ciebie kolego, szanujesz zdanie innej osoby pod warunkiem ze to zdanie nie różni się od Twojego.
    I przestań pieprzyć ze straciłeś 10 tygodniowe dzieci. Straciłeś dzieci z 10 tygodniowej ciązy.

  • guderianka 29.08.11, 20:23
    No cóż Dagmaralodz77- mogę napisac jeszcze, że poza brakiem szacunku dla innych stefciul jest egoista, myslącym tylko o sobie. Pępek swiata.

    Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

    George Bernard Shaw
  • stefciupl 29.08.11, 21:26
    Macie Panie calkowita racje.
    --
    [*] 16.07.2011 Nasze Bliźniaki... Być Tatą[!sic] przez chwilę...na zawsze..
  • 36.a 03.09.11, 01:19
    Witajcie, zabłądziłam tu z całkiem innego forum. Przypadkiem. I porażający jest brak zrozumienia dla faceta, który stracił jak je nazywacie Aniołki. W ciąży nie byłam (jeszcze?) nigdy. Może dlatego jakoś wyraźnie czuję wściekłość, rozżalenie, ból tego człowieka. Który potrzebuje zrozumienia tu z prostego powodu - będzie mógł dać zrozumienie Jej, swojej kobiecie...

    Pozdrowienia, Ania



    --
    Nieważne ile przed nami zim
  • guderianka 03.09.11, 08:46
    36.a poczytaj wszystkie wpisy a nie tylko ostatnie. Znajdziesz tam zrozumienie i współczucie i porady. Nie czytaj wybiórczo a tym bardziej-nie oceniaj pochopnie.
    --
    Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

    George Bernard Shaw

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.