dziewczyny, wyjaśnijcie mi
pisałam o tym na zdrowiu kobiety, ale niestety nie dowiedziałam nic ponad to, co sama wiem, więc kopiuję tutaj. Nie rozumiem swoich wyników badań, może wy mnie poratujecie, bo nie wiem, co o nich myśleć.
Poniżej wklejam swój post z ZK. Proszę was o pomoc.
Wiem, że to idiotyczne, że się nie umie własnych badań odczytać, ale już się pogubiłam.
W skrócie, przeszłam zapalenie nerek, wyleczyłam się, zaszłam w ciążę, w trakcie ciąży okazało się, że posiew pochwy wykazuje bakterie coli i paciorkowce, lekarze mówili, że jest wszystko ok, drudzy, że nic nie jest ok, brałam antybiotyki na bakterie, poroniłam.
Teraz powiedzieli mi, że paciorkowców nie ma co leczyć, mogę zachodzić w ciążę (za pierwszym razem też tak mówili).
Odebrałam wyniki biocenozy i posiewu. Coli nie ma, paciorkowce liczne (no ale mam się nimi nie przejmować)
Biocenoza:
Leukocyty brak
lactobacillus pojedynczy
clue-cells brak
ziarenkowce g+ średnio-liczne
pałeczki g+/g- liczne
grzyby drożdżopodobne brak
To znaczy, że jest w miarę dobrze, czy nie? Pałeczek kwasu mlekowego ciągle mi brakuje, mimo zażywania preparatów, co z tymi ziarenkowcami i pałeczkami? Mogą być, czy do leczenia?
Sorry, że zawracam głowę, ale nie wiem, co robić. Jeden gin mnie faszeruje ciągle antybiotykami i to niczego nie zmienia, drugi mówi, że jedno poronienie to żaden kłopot i żeby się nie przejmować. Trzeci, czwarty i piąty też już był, każdy ma inną teorię.
--
Moje dziecko +30.09.2011, 9tc.