• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Mamy które miały łyżeczkowanie

  • 12.02.12, 12:02
    Miałam łyżeczkowanie w czwartek 9 lutego jakoś koło 21:30. W piątek w południe wróciłam do domu. Napiszcie mi proszę jak Wy się czułyście po zabiegu?Jak długo krwawiłyście i mniej więcej po jakim okresie mogę spodziewać się okresu?Chcę umówić sie do mojej ginekolog żeby sprawdziła czy wszystko jest ok, tylko zastanawiam sie na kiedy, tak od razu czy lepiej zaczekać?

    Powiem Wam, że czuje się nie najlepiej. Póki leże i się nie ruszam, jest ok. Ale gdy tylko pójdę do łazienki od razu zalewa mnie krew i wszystko strasznie boli. Nie wiem czy tak ma być...? Jak długo trzeba się oszczędzać po takim zabiegu? Narazie mąż jest w domu, ale nie długo musi wrócić do pracy, a mamy 2,5 letniego synka który zachowuje się nie najlepiej od kiedy poszłam do szpitala (tj. od 7 lutego)....I na dodatek jest mi bardzo przykro, z powodu calej tej sytuacji.... sad
    Edytor zaawansowany
    • 12.02.12, 12:51
      Bardzo mi przykro sad

      Mnie ani po pierwszym zabiegu ani po drugim nic nie bolało. Ale wiem że są kobiety które bardzo cierpią. Po pierwszym krwawiłam przez 2 tygodnie (pierwsze kilka dni bardzo i właśnie głównie przy pionizowaniu) a po drugim trzy dni bardzo słabo. Po pierwszym poronieniu @ przyszła po 49 dniach a po drugim po 26. Czyli nie ma reguły. Wiek ciąży chyba też tu nie ma znaczenia bo za pierwszym razem dzieciątko umarło w 9tc a teraz w 11tc.
      Wizyty kontrolne miałam wyznaczane po dwóch tygodniach/ po skończeniu krwawienia.
      A co do oszczędzania się przy starszaku to właśnie po dwóch tygodniach na wizycie gin powiedział że mogę żyć normalnie. Mój synek też odchorował moją nieobecność i nasz stan psychiczny. To chyba normalne niestety.
      --
      Moje Aniołki, ja tu, Wy tam, po drugiej stronie nieba...
    • 12.02.12, 13:49
      Ja miałam podobno dużo "materiału" ale juz nastepnego dnia bardzo mało krwawiłam- bardziej plamiłam i to trwało kilka dni. Po 5 dniach od zabiegu bylam na kontroli bo lekarka chciała sprawdzic czy wszystko jest ok i bylo ok. Równo po 4 tygodniach dostała okres, który był normalny jesli chodzi o długość i intensywność. Jak moja poprzedniczka napisała- każdy organizm jest inny! Uważam, że powinnaś dużo odpoczywać! A jesli Twój stan Cię niepokoi skontaktuj się ze swoim lekarzem, albo ze szpitalem- nie mozna niczego bagatelizowac!
      --
      [*] Aniołek 10tc 06.01.2012
    • 12.02.12, 14:53
      Ja miałam zabieg łyżeczkowania 11 stycznia, byłam w 13 tygodniu. Po samym zabiegu nie bolało mocno, krwawiłam 2-4 dni. Potem zaczęła się masakra - macica sie kurczyła i to mocno bolało ok 4 dni. W sumie ok tygodnia krwawiłam. Potem nie chciało mi się odpoczywać i sprzątałam mieszkanie, zaczełam znowu krwawić trochę.
      Owulacja była w terminie, teraz mam 1 @ po łyżeczkowaniu.

      Co do nas starań - u nas po 3 miesiącach lekarz pozwolił. Zależy to od długości trwania ciąży.
      Podobno tyle trzeba czekać, ile trwała ciąża.
      --
      1% dla Piotrusia www.mm.pl/~atru/
      Wojtuś [*] 13 tc
    • 13.02.12, 11:40
      po pierwszym zabiegu okres dostalam 6 tyg pozniej, za drugim razem 4 tyg. Krwawilam dlugo, nie pamietam ile. ale ja zawsze długo krwawię...
      Nie oszczedzałam się po zabiegu wcale.







      --
      Moja rodzinka
      Kajtek
      • 13.02.12, 23:04
        Po zabiegu w 10 tc. krwawiłam ok. tygodnia raczej skąpo. Brzuch bolał do wytrzymania. Ze względu na osłabienie i nieciekawy stan psychiczny chyba z 2 tyg. miałam wycięte z życiorysu - tzn. leżałam cały czas w łóżku. @ dostałam po ok. 40 dniach. Mam teraz skąpe i krótkie miesiączki, jakiekolwiek napięcie przedmiesiączkowe powróciło po prawie roku. Oszczędzaj się, dzieciaczkiem niech się zajmie ktoś z rodziny.
        • 14.02.12, 07:50
          Ja miałam zabieg 09.02.12(czwartek)dziś rano widzę że plamienie się chyba zakończy całkiem. Co dzień jest coraz jaśniejsze i bardziej skąpe.Krwawiłam jedynie pół godz.po,a potem już plamienie. Ale ja poroniłam dzień wcześniej,i z tego co słyszałam od lekarzy to całkowicie a czyszczenie jamy macicy miało na celu usunięcie ew.pozostałości.I ponoć lepiej tak,bo powikłania potrafią być niebezpieczne,zapalenie nażądów,krwotok. Liczę że dostanę @ w miarę regularnie(licząc zabieg jako pierwszy dzień ost@) sprawdzę za kilka dni owu. Chciałabym rozpocząć starania po pierwszej @ jak nie będzie przeciwskazań.
    • 14.02.12, 11:42
      Dzięki dziewczyny za odpowiedzi. Posta pisałam dwa dni temu, a dzis czuję sie już lepiej. Nadal krwawię, ale praktycznie nic mnie już nie boli. Umówiłam się do lekarki na piątek, zobaczymy. Za to psychicznie nadal mi ciężko, niby to byl dopiero 8tc ale juz myślami byłam przy drugim maleństwu.... sad

      --
      Nasz synuś (23.05.2009)
      [*] Aniołek (09.02.2012)
      • 14.02.12, 12:16
        Podobnie jak ty poszłam do szpitala 7.02 a zabieg miałam 9.02,wróciłam do domu 10.02. mogę wiedzieć do kiedy masz zwolnienie? Ja do 17.02, i chyba chciałabym wrócić do pracy,bo w domu tylko myślę o tym,a tak może byłoby łatwiej wrócić do normalności.Zastanawiam się tylko czy nie łapie mnie zapalenie przydatków bo przy siadaniu boli mnie kiszka stolcowa,i po prawej stronie w dole brzucha kłuje.Tak umiarkowanie,ale rodzaj bólu ten sam jak kilka lat temu właśnie przy zap.przyd.W pracy mamy zimno,ciągnie po nogach jak diabli,i sama nie wiem co robić.
        • 14.02.12, 14:23
          Niestety nie pomogę Ci, nie jestem teraz na zwolnieniu. Pracuję w szkole i obecnie mam ferie, więc zwolnienie nie jest mi potrzebne. Miałam tylko na okres gdy byłam w szpitalu. Ale rozumiem Cię, że chciałabyś wrócić do pracy. Ja zamiast odpoczywać, właśnie siedzę i myślę o tym co się stało...Po za tym spędzam czas z synkiem, nie chodzi teraz do żłobka, przynajmniej on daje mi radość smile A dziś mnie nic już nie boli, więc może rzeczywiście coś Ci dolega tj. to zapalenie o którym piszesz. Idź do lekarza i tak chyba powinnyśmy sprawdzić czy wszystko ok, po zabiegu...Trzymaj się ciepło smile

          --
          Nasz synuś (23.05.2009)
          [*] Aniołek (09.02.2012)
    • 16.02.12, 14:31
      Kurczę, nie wiem czy wszystko jest w porządku. Ja po zabiegu miałam trochę krwi, następnego dnia rano wyszłam do domu, i krwi było tyle co na wkładkę. Czułam się dobrze. Mogłam chodzić, wykonywać wszystkie czynności i naprawdę nic mi nie dolegało. Przez 2-3 dni czułam lekki ból w dole brzucha, ale to nawet mniej niż przy okresie.
      (Gorzej było z psychiką)
      Ja bym zadzwoniła do ginekologa i zapytała czy Twoje objawy nie są niepokojące.
    • 22.02.12, 10:58
      Witaj, ja wczoraj wróciłam ze szpitala. Wczoraj też miałam zabieg (11tc).
      Fizycznie czuję się bardzo dobrze. Nic mnie nie boli i już nie krwawię.

      --
      Umiejętność świętowania jest równie ważna jak praca
      • 23.02.12, 15:14
        witam wszystkich,
        miałam zabieg 3.01 i od tamtej pory czekam na miesiączkę i nic... to już 52 dzień i zaczynam powoli panikować sad czy któraś z was tez tak długo nie miała okresu po zabiegu i czy są jakieś normy co do czasu po jakim okres powinien się pojawić?
        dodam, że 15.02 byłam u swojej gin i powiedziała, że macica wygląda tak jakbym już miała @ dostać, a tu minął ponad tydzień i nic się nie dzieje sad
        • 23.02.12, 15:52
          ja miałam zabieg 10.01 i tez nic narazie, tez trochę się już zaczynam martwić sad
          • 23.02.12, 22:29
            Dziewczyny nie martwcie się ja okres dostałam 69 dni po poronieniu. U lekarza na wizycie kontrolnej byłam w 6O dniu od poronienia i mówił ze jak przez kolejne 30 dni sie nie pojawi to dopiero sie do niego zgłosic. No ale przyszedł, więc spokojnie.
            • 24.02.12, 10:14
              dzięki wolekanka ,trochę mnie uspokoiłaś,jak widać nie u każdej jest równo miesiąc od poronienia,pozostaje nam cierpliwie czekaćsmile
              • 21.03.12, 09:45
                U mnie pojawiła się @ po 75 dniach i 5dniowej przygodzie z Luteiną. 30. idę na kontrolę.
    • 06.12.12, 19:14
      Odświeżam watek, może komuś przydadza się moje informacje.
      Dośc mocno krwawiłam po samym zabiegu, miałam lekkie bóle identyczne jak miesiączkowe. Poza tym czułam się dośc dobrze, nstawiłam się na obfite krwawienie, ból i zamulenie o narkozie, ale nic takiego sie nie zdarzyło. Drugiego dnia po zabiegu już tylko mocniej plamiłam, nic mnie nie bolało, byłam tylko słaba. Potem plamiłam ok. 10 dni, z każdym dniem słabiej. Fizycznie doszłam do siebie po ok. tygodniu. Po ok. 3 dniach po zabiegu bardzo bolały mnie piersi, myslę że z powodu schodzacych hormonów ciązowych.
      Teraz jestem 3 tygodnie po zabiegu, czuję że coś dzieje się w jajnikach - najwyrazniej zaczynają pracować (zawsze miałam bóle owulacyjne), za ok. 2 tygodnie spodziewam się więc miesiączki.
    • 01.02.13, 13:17
      Witaj Ciasteczko ja miałam łyżeczkowanie w poniedziałek i pierwsze dwa dni były ciężkie natomiast środa czwartek był luz nie bolało za to dziś jest strasznie ból i kłucia nie do wytrzymania krwawienia nie ma są tylko plamienia i do póki leżę to jest ok ale jak mam wstac to wc to umieram z bólusad przykro mi z utraty twojego Aniołkasad
      • 01.02.13, 15:46
        Witajcie dziewczyny bardzo mi przykro z powodu waszej straty(przytulam) was.... Jestem tu nowa żeby jakoś przetrwać ten ciężki okres.... Ja czyszczenie macicy przeszłam 3 razy ostatnie 20 listopada 2012 r. Zle mi z tym wszystkim... też mam synka w kwietniu skończy 3 latka tylko on daje mi sił... choć czuje się samotna moja rodzina ani facet mnie nie rozumieją...A dla mnie to taka tragediasad Życzę wam dziewczyny wszystkiego co w życiu najlepszebig_grin
        • 04.02.13, 09:08
          Witaj Biedroneczka218
          Wiem co czujesz i bardzo mi przykrosad
          Mi dzisiaj mija tydzień od zabiegu i jest mi cholernie ciężko z tym. Każda niedziela przypomina mi że zaczynałby się kolejny tydzień życia mojego maleństwa i jest płaczsad
          Lecz każdy poniedziałek przypomina mi jego stratę co też boli.
          Mam wsparcie u męża i wiem co on przeżywa chociaż stara się być twardy i nie okazywać tego ze względu na naszego synka który ma 5 lat i ze względu na mnie!!!
          Jest ciężko niesamowicie nigdy nie przepuszczałabym że stracę dziecko i ze akurat mnie to się przydarzysadsadsadsad Ale od piątku zaczynam badania i mam nadzieję że w końcu się wyjaśni przyczyna najgorsze jest czekanie 4 tyg. Na wyniki histo-pato... to mnie przeraża! Wszyscy mówią jesteś młoda masz dopiero 26 lat i dasz sobie z tym radę ja zawsze stawiam na końcu znak ? Udaję że daję sobie z tym radę ale nie jest tak. Jest ciężko i chociaż staram się przy synku żyć normalnie i nie płakać to czasami i tak w kącie opłakuje moją tragedię.Może to nie długo minie ale strach i ból pozostanie przez dłuższy czas. Więc musimy być silne i być dobrej myśli a wszystko się ułożysmile Jak to mój synek mówi. MAMUSIU BÓG NAM ODDA TO CO ZABRAŁ JESZCZE ANIOŁEK Z NAMI BĘDZIE I BĘDĘ MIAŁ RODZEŃSTWO!!!!!! kiss Zapalam światełko dla naszych aniołków. (Tulę Ciebie Mocno)
          • 04.02.13, 21:10
            Witaj mycha912!
            Ja miałam łyżeczkowanie dziś. Wczoraj wieczorem dowiedziałam się, że mojej dzidzi - którą widziałam 9 stycznia na USG przestało bić serduszko... ;'''( Przeryczałam całą noc, cały dzień i nie wiem gdzie się podziać normalnie. Czuję się, jakby umarła część mojej kobiecości i ciągle nie mogę się pozbierać. Mam kochanego męża, wspaniałą mamę. Cały czas mnie wspierają. A jednak ból jest nie do zniesienia.
            Mam wspaniałego zdrowego czteroletniego synka i od wczoraj przytulam go jak mogę najmocniej.
            Nie mogę zrozumieć dlaczego mnie to spotkało. Jestem taka zdrowa, nigdy nie miałam żadnych problemów zdrowotnych, a teraz po prostu jestem nieprzytomna z bólu...
            • 05.02.13, 19:00
              Witaj binga13sad
              Wiec co czujesz i bardzo mi przykro z twojego także nieszczęściasad
              Także przepłakałam noce i nawet do dziś potrafię popłakaćsad
              Ja dziś byłam u swojego lekarza rodzinnego i wysłała mnie na wszystkie możliwe badania zaczynając od neurologa ponieważ mam dziwne osłabienia i uciski w głowie!sad
              Mam 5 letniego synka i wiem że nie mogę przy nim płakać i muszę pozbierać się w garść!
              Jest ciężko minął u mnie tydzień lecz nadal w sercu pustka jest!
              Ja mam podejrzenia o tarczycę gdzie także żadnych dolegliwości z tym nie miałam a wyszło mi dopiero na badaniach podczas ciąży. W piątek mam ednokrynologa i zobaczymy co mi powie on czy mam leczyć czy niesad Także widzę po sobie że nie daję sobie rady z tym co mnie spotkało i dziś znalazłam sobie psychologa który mam nadzieję wyprowadzi mnie z tej rozpaczy smutku bólu i łez,Wiadomo że mój Aniołek jest i będzie zawsze dla mnie ważny był częścią mnie! Ale chcę starać się o kolejną ciążę w przyszłości więc dlatego chcę zadbać najpierw o zdrowie i moją psychikę i wyleczyć wszystko co u mnie wykryją! Nie poddawaj się i także skorzystaj z psychologa on cie uspokoi i będzie wspierał jak tylko będzie mógł! Ja się odważyłam na ten krok i mam nadzieję że szybko odnajdę wiarę w siebie i w to że będę szczęśliwą mama po raz 3 ponieważ nie skreślam mojego Aniołka z przeszłości to nadal jest moje dziecko!!! Nie poddawaj się i walcz o swoje. To boli i boleć będzie jeszcze długo ale walcz i nie poddawaj się! Tule mocno ciebie!!
              • 05.02.13, 22:17
                Droga mycho! Dziękuję Ci za to, co napisałaś...
                Mija drugi dzień, jakie szczęście, że nie muszę chodzić do pracy! Wizytę u lekarza mam dopiero 20 lutego (miałam skierowanie wtedy na kolejne USG), miałam wtedy dostać zaświadczenie i wreszcie powiedzieć o tym w pracy...
                Szukam jakiejś przyczyny, przewijam ciągle w myślach wszystko to, co robiłam przez te trzy miesiące i nie mogę sobie po prostu wybaczyć. Coś musiało się stać, nie przemawia do mnie to, co mówią wszyscy - że to musiała być wada chromosomalna.
                Głowa mi pęka od myślenia, mam nawet pretensje do swojego własnego organizmu...
                Też masz wspaniałego, zdrowego synka, prawda? I bez komplikacji wydałaś go na świat, prawda? Dlaczego kobiety, które tak bardzo pragną mieć dziecko - mają takie straszne doświadczenia?
                Z drugiej strony mój niczego nieświadomy synek jest moją terapią, jest moim lekarstwem. Spędzam z nim każdą chwilę, a on jakoś chyba intuicyjnie czuje jak bardzo go potrzebuję. Ciągle mnie przytula, ciągle mi mówi, że mnie kocha. Kiedy jestem z nim, nie myślę. Zajmuję się nim, bawimy się, wygłupiamy. Jest normalnie. Kiedy rozmawiam z mamą - płaczę. Biedny mój ukochany jest też zagubiony. Bardzo chce mi pomóc, ciągle do mnie dzwoni, ciągle mi coś proponuje, pyta co może dla mnie zrobić. Najgorsze, że on nie może mi pomóc sad
                Nie wiem czy potrafiłabym skorzystać z pomocy kogoś z zewnątrz, przechodzić przez to wszystko jeszcze raz...nie chcę nawet mówić o tym dookoła. O tym naszym maluszku wiedziały tylko nasze mamy... Mąż szalał ze szczęścia, głaskał mnie, mówił do brzuszka i tak bardzo chciał krzyczeć o tym głośno wszystkim dookoła! Nie pozwalałam mu, prosiłam, żeby zaczekał, chociaż sama nie mogłam się doczekać. Kto przwiduje coś tak strasznego, mieliśmy tyle planów... sad Ach, nie mogę znowu ryczę :''''''''''''''( I jeszcze to uczucie, że tak bardzo trzeba na siebie uważać, skorygować nawyki żywieniowe, oszczędzać się i w ogóle. A teraz taka pustka crying Nawety fizyczna crying Czy też już czułaś w środku te zmiany, to uczucie, że nosisz w sobie życie, ten maluteńki bąbelek? A teraz? Nic... sadsad
                Chcę jak najszybciej spróbować znowu...
                • 06.02.13, 12:04
                  Hej binga13!!!
                  Przede wszystkim nie poddawaj się! Ja ciebie bardzo dobrze rozumiem wiem co czujesz ja do dziś uronię łzy i to nie jedną nawet teraz gdy piszę z tobą!!! Nie możemy się zadręczać wiem to boli i jest wielka pustka w sercu... Ale musimy dać z siebie wszystko tym bardziej że pragniemy nadal starać się i być w przyszłości po raz kolejny mamą. Ja również nie chcę z nikim rozmawiać o tym ale do dnia wczorajszego zrozumiałam że muszę to z siebie wyrzucić ten ból i to co mnie dręczy!Trzymając w sobie wszystko nie mówiąc nikomu utrudnia nam to bardziej ponieważ zaczyna wchodzić to na psychikę potem Nerwy stres i kolejne kroki do odłożenia planowania ciąży bo przecież psychika też jest ważna a stres i nerwy niszczą wszystko! Zrozumiałam że nie daję sobie rady sama więc znalazłam psychologa i umówiłam się na wizytę wierzę w to że wyprowadzi mnie z tego i pomoże mi w odnalezieniu siebie na nowo. O MOIM ANIOŁKU NIE ZAPOMNĘ NIGDY JEST TO MOJE DZIECKO I NIM POZOSTANIE!!! Ja zaczełam od Neurologa dziś bo mam silne bóle głowy i zawroty wiem to spowodowane są stresem i nerwami zapytał od razu czy byłam u psychologa powiedziałam że idę 15 lutego powiedział że to bardzo rozsądna decyzja u tego lekarza powiesz wszystko i wypłaczesz się a on cie zrozumie dlatego warto pójść im szybciej dojdziesz do siebie psychicznie tym lepiej będzie dla ciebie i twojego męża i będzie wam już lżej bo się wypłaczesz wygadasz ulży na sercu. Ja już nie mogę się doczekać kiedy będzie 15 wiem i czuje że tego potrzebuję dlatego zrobiłam ten krok!!! Mój synek przestał pytać o dzidzie wie że najpierw muszę się przebadać a dopiero potem mysleć o dzidzi także dba o mnie dzieli się wszystkim co ma i zawsze nawet co 10 min krzyczy z pokoju Mamusiu kocham cię i jestem tutaj z tobąsmile Bo ma akurat feriie zimowe i do przedszkola nie chodzi siedzi zemną w domusmile Także głowa do góry kochana a będzie dobrze jesteśmy wszystkie silne i damy sobie radę a mamusią zostaniemy po raz kolejny zobaczyszsmile Tulę mocnokiss
                  • 06.02.13, 14:33
                    Hej dziewczyny!Ja łyżeczkowanie miałam wczoraj(8tc puste jajo płodowe) przed zabiegiem dostałam tabletkę dopochwową,która miała wspomóc krwawienie..Najgorsze było czekanie,myślałam że z 2godziny i sie zacznie.Ja jednak czekałam 8godziń i nic,lekkie skurcze a krwawienia brak.od rana do 18 nic nie jadłam,pielęgniarka się na de mną zlitowała i dała kroplówkę.Kolejna godzina i nic...Wreszcie lekarz zadecydował że dłużej czekac nie będziemy i wziął mnie na zabieg,tak się bałam tego ale teraz wiem że nie było czego.Lekarze i pielęgniarki wyrozumiałe,jedna za rękę nawet mnie trzymaławink Narkoze miałam oczywiście dożylnie,nie pamiętam nawet kiedy zasnełam..Po zabiegu nic nie czułam,zero bólu.W nocy krwawiłam(wiadomo) ale już dziś jest chyba lepiej tak mi się wydaje bynajmniej..Ile czasu po zabiegu wy krwawiłyście?Miałyście jakies inne dolegliwości?
                  • 06.02.13, 19:21
                    Droga mycho! Twoje maile tak bardzo dodają mi otuchy! Jak to dobrze poczuc, że nie jestem sama! Widzę, że takie nieszczęścia spotykają nas wszystkie na potęgę... No więc co się z nami dzieje?
                    Dziś otoczyła mnie rodzina. Przyjechał do mnie mój brat (który nic nie wie) i moja mama której znowu wyryczałam wszystko z samego rana. Mój synek był w siódmym niebie, kiedy zobaczył w przedszkolu swojego ukochanego wujka! Obecność mojego brata - faceta twardego, silnego z krwi i kości i nieświadomego - bardzo dodała mi sił. Jego obecność stwarzała atmosferę normalności. Dziś nawet po raz pierwszy właśnie przy nim roześmiałam się w głos. Porozumiewawczo zerkałam tylko na mamę i patrzyłam na mojego synka jak na prawdziwy cud świata...
                    Nie jest mi łatwiej. Zamykam w sobie ból - może to nie dobrze, ale nie chcę tego tak strasznie rozdrapywać. Dookoła potrzebuję normalności.
                    Napisz myszko koniecznie jak udała się wizyta u psychologa, czy to Cię jakoś rzeczywiście wzmocniło.
                    Czy to normalne, że w ogóle nie krwawię, strasznie bolą mnie piersi i pobolewa mnie brzuch?
                    Czy masz to samo? Jak to powinno być? Z niecierpliwością czekam na spotkanie z moją lekarką.
                    Pozdrawiam Cię serdecznie moja towarzyszko niedoli! smile
                    • 06.02.13, 19:54
                      > Czy to normalne, że w ogóle nie krwawię, strasznie bolą mnie piersi i pobolewa
                      > mnie brzuch?

                      Tak, to normalne. Ja krwawiłam tylko jeden dzień po zabiegu, brzuch boli bo obkurcza się macica, piersi tez mnie bolały, nie wiem dokładnie dlaczego, może tez mi się zmniejszały.
                    • 07.02.13, 08:51
                      Witaj kochana Binga13smile
                      Bardzo się ciesze że odwiedziła cię rodzina i jest z tobą w tych ciężkich chwilach mimo że nie którzy nie wiedzą o twoim nieszczęściu a może wiedzą ale nie chcą tego okazać a w ręcz przeciwnie starają się ciebie rozweselać i zadbać o uśmiech na twojej twarzysmile Już z niecierpliwością czekam na wizytę u psychologa aby szybko do 15 lutegosmile
                      Jutro mam już endokrynologa i zobaczę co mi powie ciekawego!!!!
                      Moja droga ja nie krwawiłam w cale tylko plamiłam i chociaż jestem tydzień i 3 dni po zabiegu dalej plamie!!! Co do bólu piersi bolały mnie pierwsze 2 dni po zabiegu teraz już nie nawet wróciły do swoich rozmiarów ból brzucha miałam to normalne macica się obkurcza z powrotem wez sobie tabletki przeciw bólowe pomogą jeżeli ból masz silny. Ja do mojej doktor jeszcze muszę czekać 3 tygodnie jak już będę po badaniach i wyniki odbiorę ze szpitala histo-patol... to wtedy do niej pojadę... Trzymaj się cieplutko i głowa do góry będzie dobrzekiss
                      • 08.02.13, 08:25
                        Witaj Myszko! Jak dziś się czujesz?
                        Ja miałam wczoraj najgorszy dzień. Po dwóch dniach zerowego plamienia, wczoraj zaczełam tak, jak bym miała (kończyła) okres. Do tego potworny ból brzucha i głowy. Gorączki nie mam, a z tego co mówiła pielęgniarka przy wypisie - wszystko oprócz głowy i gorączki w normie. Głowa to chyba od tych wszystkich emocji - już sama nie wiem.
                        Nie dość, że cierpimy psychicznie, to w dodatku fizycznie też nie jest dobrze. To straszne... A jeszcze robiłam wczoraj faworki z moim słodkim małym mężczyzną. To było super wink Tylko jak wrócił mój mąż, to już padłam. Powiedziałam, że muszę się naprawdę położyć - co o dziwo rzadko mi się zdarza. A właściwie nie wiem dlaczego... On jest dla mnie kochany, zawsze to rozumie - mimo, że jest przecież po pracy. Wczoraj robił mi jeszcze herbatki, posprzątał w kuchni i dużo mnie przytulał. W ogóle jest między nami teraz jakaś taka wzmożona bliskość i czułość.
                        Mieliśmy w ogóle dosyć trudną rozmowę przedwczoraj. Mój mąż bardzo chce powiedzieć o tym naszym nieszczęściu w swojej rodzinie. Ja bardzo się przed tym bronię. On to oczywiście szanuje, ale widzę, że go to trapi. Bardzo proszę go, żeby oszczędził swoją notabene ciężarną siostrę i nie stwarzał atmosfery współczucia i pożałowania. Nie zniosę tego. Potrzebuję normalności. I chcę przeżywać to z nim. To jest takie intymne dla mnie, takie bardzo osobiste. Nie chcę dzielić się tym ze światem - nawet z moją rodziną. Czy to nienormalne?
                        Jeszcze jak pomyślę o poniedziałkowym powrocie do pracy, to aż mnie zżera ze stresu... Pracuję z dziećmi, będę musiała znowu przybrać maskę - ja zawsze dużo się uśmiecham, jestem bardzo ku nim zwrócona. Pewnie będzie mi ciężko, ale może mi to choć odrobinę pomoże. Moje dzieciaki są naprawdę świetne.
                        Czy do tego endokrynologa miałaś jakieś skierowanie?
                        • 08.02.13, 22:51
                          Binga witaj!! Ja miałam łyżeczkowanie 04.02 - to moja 4 poroniona ciąża i drugie łyżeczkowanie. Widzę że jesteśmy na podobnym etapie. Przez 3 dni praktycznie nic się nie działo a dzisiaj od rana mocny ból podbrzusza, skurcze i zaczęło się małe krwawienie ale tylko jak pójdę do łazienki. Ja też w poniedziałek wracam do pracy i jest mi cholernie ciężko.
                          Jesli chodzi o nie mówienie - ja też nauczona doświadczeniem nie chciałam nikomu w rodzinie mówić, no ale moja mama niestety wyklepała kilku osobom i sensacja poszła w świat. To samo w pracy - podejrzewam że więcej osób wie niż bym chciała i dlatego też się boję tego powrotu....
                          • 09.02.13, 14:20
                            Witaj enya! Czwarta poroniona ciąża? Dziewczyno, jak Ty dajesz radę to udźwignąć? Ja mam wrażenie, że po jednym świat stanął dla mnie w miejscu, a co dopiero... Podziwiam Cię kochana! Co na to medycyna?
                            My na szczęście powiedzieliśmy tylko naszym mamom, które zgodnie z naszą prośbą nie powiedziały o tym nikomu (co do tego mam pewność) i dlatego teraz tłumaczyć się nie musimy, aczkolwiek moja teściowa z tego co ogarniam trudniej to znosi niż moja mama. Mój mąż wychował się w rodzinie, w której mówi się wszystkim o wszystkim, cała rodzina przeżywa, cała rodzina doradza, cała rodzina pociesza i cała rodzina współczuje. Ja z kolei jestem po mojej mamie osobą bardzo dzielną, zorganizowaną i nie koncentrującą się tylko i wyłącznie na sobie. Jestem z tego dumna, choć czasem chciałabym, żeby to ktoś docenił. Mój mąż uczy się tego... Póki co jednak, bardzo bronię naszej intymności przed jego rodziną i robię wszystko, żebyśmy mogli być w tym nieszczęściu WE DWOJE. Cieszę się, bo mój mąż zaczyna to nareszcie rozumieć. I może nie rozprawiamy o tym godzinami, ale jesteśmy ze sobą bardzo blisko. Tak po prostu. I uczymy się siebie w dalszym ciągu, mimo tego, że razem jesteśmy już w sumie dziesięć lat.
                        • 09.02.13, 09:37
                          Witaj Binga13smile
                          Rozumiem ciebie i wiem co czujesz!
                          Każda z nas jest inna i mamy różne charaktery i odczucia i reakcje na niektóre sytuacje i nie każda z nas chce się dzielić swoimi problemami! Jednym jest lepiej gdy się wygadają i im to pomaga a drugie wolą zachować to dla siebie i trzymać to w sobie. Moje zdanie jest takie i ja jestem z charakteru taka że wolę wygadać się i porozmawiać o tym z kimś niż dusić to w sobie a do tego dochodzą zawsze jakieś inne problemy i się trochę tego nazbiera a głowa nie jest w stanie tego pomieścić. Widzisz kochana u mnie jest w małżeństwie tak Ja jestem otwarta na rozmowy z rodzinną czy z przyjaciółką nie lubię trzymać w sobie tego wszystkiego gdy potem bardzo odczuwam ból głowy i mi to przeszkadza! a z kolei mój mąż nie umie rozmawiać o swoich problemach z rodzinna czy przyjacielem wszystko tłumi w sobie co mi się nie podoba to i czasami chociaż rzadko się kłócimy przychodzą takie momenty ze on wybucha i robi nie miła atmosferę nie potrzebnie;/ Dlatego w piątek idę na wizytę do pani psycholog z moimi problemami jeżeli chodzi o moje maleństwo które straciłam i nie daję sobie z tym rady chcę także porozmawiać z nią żeby jakoś dotarła do mojego męża i otworzyła go żeby to wszystko co go dręczy wyrzucił z siebie bo wiem że będzie mu lżej na sercu i będziemy mogli na nowo wszystko sobie układać. Więc nie zamykaj się w sobie i porozmawiaj o tym z kimś zaufanym i zobaczysz że będzie wszystko dobrze i będzie tobie lżej na sercusmile Tule ciebiekiss
                          • 09.02.13, 14:35
                            Witaj myszko912!
                            Masz rację, że każda z nas jest inna. Najważniejsze to uszanować potrzeby drugiego człowieka takimi, jakie one są. I dążyć do rozładowania wewnętrznego napięcia i stresu w taki sposób, który nas ukoi.
                            Ja codziennie zaczynam dzień od telefonu do mamy... (oczywiście jak już mąż jest w pracy, albo poszli z młodym na spacer - jak dziś). Rano jest mi najtrudniej. Jeszcze ciągle budzę się i w pierwszej chwili jeszcze ciągle nie dociera do mnie to, co się stało. Wylewam się i wypłakuję - moja mama z pełnym wyczuciem, zrozumieniem (niestety też przez to przeszła) i wielką czułością stawia mnie na nogi - co pomaga mi funkcjonować (jakoś) przez cały dzień. I to traktuję jako moją terapię. Mojemu mężowi nie chcę się tak wypłakiwać. Zauważyłaś, że oni za tym nie przepadają, bo bardzo chcieliby jakimś konkretem ukoić te łzy? A to się niestety tak nie da w wielu sytuacjach. Aczkolwiek chyba za tą potrzebę działania tak bardzo ich kochamy...
                            Ale generalnie po dwóch dniach bardzo złego samopoczucia fizycznego, dziś jest znacznie lepiej. Już prawie nie plamię, brzuch mnie jeszcze pobolewa, ale do zniesienia. Zdołowało mnie jeszcze tylko to, że moje ukochane jeansy, które już odwiesiłam na kołek - dziś weszły na mnie - jak zawsze sad Bardzo chciałabym jak najszybciej znowu...
                            Z niecierpliwością czekam na rozmowę z moim lekarzem, ale też bardzo dodają mi otuchy wszystkie Wasze zamieszczone tutaj notki. Szczególnie Twoje mycho, dziękuję Ci za to! Czy ten ból kiedykolwiek mija?
                            • 11.02.13, 10:08
                              Witaj Binga13smile
                              Dzis mija mi 2 tydzień od zabiegu ale czuję się już dużo dużo lepiej wczoraj lekko mnie brzuszek pobolewał ale ogólnie jest ok i zaczynam zauważać że z psychiką u mnie też się poprawia a dopiero w piątek mam pierwsze spotkanie z Psychologiemsmile
                              Lecz nie zamierzam zrezygnować! Dziś także przylatuje moja mama która mieszka za granicą i dużo daję mi ta myśl że będzie ze mną przez te parę dni to dla mnie teraz bardzo ważne i wiem że łzy będą i płacz tez chociaż mam cały czas mojego Aniołka w myślach i sercukiss Wczoraj była msza za mojego chrześniaka który skończył roczek było mi bardzo ciężko siedzieć na mszy słysząc dookoła płacz dzieci czy patrząc na szczęśliwe mamusie ze swoimi maleństwami bolało strasznie w sercu i oczywiście łzy poleciałysad Coraz częściej zaczynam myśleć o ciąży chociaż wiem że swoje miesiące muszę odczekać i dopiero zaczełam leczenie i odwiedzam lekarzy co też dużo mnie to kosztuje finansowo i psychicznie bo każdemu jednemu muszę mówić wszystko od początkusad Ale zawsze jest przy mnie maż i jakoś mi to pomaga i jak ja już nie daję rady dokończyć mówić bo płaczę to on dokańcza za mnie! To nam na pewno minie z czasem a na pewno jak już będę wiedziała co mi jest i jak mogę się leczyć żeby zajść w ciążę i donosić urodzić zdrowe maleństwo moje 3 dziecko bo Aniołek był i jest moim 2 dzieckiem! Teraz czekam spokojnie na pierwszą @ i dalej będę myśleć co robić żeby było tylko lepiej smile Pozdrawiam cię i tulęsmilekiss
                              • 11.02.13, 21:05
                                Witaj myszko!
                                Cieszę się bardzo, że będziesz miała przy sobie swoją mamę. Nikt tak nas nie zrozumie i nikt tak nas nie wesprze jak ta najbliższa osoba.
                                Rozumiem doskonale co czujesz będąc wśród ludzi. Jak bym czytała o sobie... Jak byłam w szpitalu, chyba ze dwie godziny czekałam na USG potwierdzające. Gdzie? A no obok sali rutynowych badań ciężarnych. I te wszystkie brzuchy osaczały mnie i przytłaczały jednocześnie ogromnie. Bez zazdrości, ani zawiści. Myślałam tylko - nawet nie wiecie, jakie macie szczęście dziewczyny! A one tylko marudziły jedna przez drugą co im pika, co je strzyka i jak już strasznie mają dość. Dałabym się pokroić, żeby być na ich miejscu.
                                Z rozrzewnieniem oglądałam wczoraj również nasze zdjęcia z naszym synkiem jak się urodził. Głupie to chyba, wiem. Ale jakoś mnie to ukoiło. Pomogło mi zrozumieć, że przecież w końcu wydałam do jasnej ciasnej zdrowego chłopczyka na ten świat! Muszę zrobić wszystko, żeby znów nam się to udało!
                                Wczoraj też byłam na imprezie u naszych znajomych, których synek miał urodziny. Taka baby impreza, wiecie... Wśród tych ludzi czułam się koszmarnie. I jeszcze jak na złość, ludzie za którymi akurat nie przepadamy (oboje) przyszli ze swoją kilkumiesięczną córeczką... Szybko stamtąd uciekłam, a mój mąż widząc to kazał mi iść do lekarza po zwolnienie na ten tydzień! Powiedział mi, że nie ma mowy, żebym szła do pracy. Jak ja go pod niebiosa wychwalam za to i nigdy mu tego nie zapomnę! Gdy pomyślałam sobie, że mam stanąć przed moimi dzieciakami i rozmawiać z nimi jak gdyby nigdy nic, to się poryczałam, że nie dam rady. Nie zdecydowałabym się na to, bo tak jak mówię chcę być dzielna, ale jest mi to bardzo potrzebne! Jeszcze trochę czasu...
                                W dodatku rozmawiałam dziś wreszcie z moim lekarzem - tylko przez telefon, bo wizytę mam w przyszłym tygodniu. Bardzo się przejęła i powiedziała mi kilka mądrych rzeczy. Powiedziała, że wszystko sprawdzimy i że zrobi wszystko i pomoże nam, żebyśmy jak najszybciej znowu...
                                I tak trzeba myśleć. Musimy po prostu wszystkie jak najszybciej być w ciąży ponownie, dbać o siebie, by za 9 miesięcy móc tulić nasze kruszynki w ramionach...
                                • 13.02.13, 14:33
                                  Hej dziewczyny jak samopoczucie?
                                  u mnie już dużo lepiej i fizycznie i psychiczniesmile
                                  Odebrałam już wyniki z Tarczycy i spadła mi z 4.080 na 2.530 także 27 mam endokrynologa i myślę ze sie wszystko wyjasnismile pozdrawiam!
                                  • 15.02.13, 22:12
                                    Jak tam myszko Twoja wizyta u psychologa?
                                    • 16.02.13, 13:18
                                      witaj binga13smile
                                      Znalazłam sobie psychologa na NFZ i tego w piątek zrezygnowałam a od wtorku zaczynam chodzić bliżej mnie i nie płacącsmile Także we wtorek popołudniu napiszęsmile Teraz jest ze mną moja mama i jest dużo lepiej nie rozmawiamy na ten temat i nie ruszamy już tego tematu więc jest naprawdę lepiejsmile Byłam wczoraj u okulisty i wyszło że muszę nosić okularkismile Teraz we wtorek mam eeg głowy!!! Czekam na wyniki ze szpitala dzwoniłam ale jeszcze nie ma więc 2 tygodnie mi zostało czekania!!! sad Aniołka mam w sercu i w myślach cały czas ból jest ale nie opłakuję już tak bardzo bo moja doktor powiedziała mi że jeżeli maleństwu serduszko przestało bić to musiała być przyczyna genetyczna i musiało coś się dobrze nie rozwinąć więc lepiej że tak się stało niż miało by cierpieć całe życie i urodzić się chore może i ma rację!!! Wiadomo że smutek i ból jest ale w sercu moim jest było i będzie na zawszesmile Za 3 tygodnie lecę do rodziców za granicę na tydzień odpocząć sobie i po powrocie mam już pracę zarezerwowaną i wracam do pracysmile Pomału zaczynam układać sobie sprawy i życie od początkusmile Pozdrawiam i buziakismilekiss
                                      • 19.02.13, 20:33
                                        Witaj myszko!
                                        No to zapewne dziś byłaś, mam rację?
                                        Super, że jest Twoja mama. Czy potwierdzisz, że jest lepiej nie rozmawiać o tym?
                                        Ja niestety w poniedziałek wróciłam do pracy. BYło mi strasznie ciężko, ale poprosiłam koleżankę, żeby nikt mnie o nic nie pytał. I słuchajcie, rzeczywiście nie pytał! Słyszałam tylko: super, że już jesteś; martwiliśmy się o Ciebie, czekaliśmy na Ciebie... To było super. Rozmawiałam tylko z moją szefową - to jest po prostu kochany człowiek! Nic nie mówiłam, prosiłam ją tylko o ochronę, o cierpliwość, o wyrozumiałość i normalność. Powiedziała, że mogę na nią liczyć i zapytała czy chcę mniej pracować. Ale nie, przecież nie. Od wczoraj życzliwie tylko na mnie spogląda i mruga. Jest dobrze. Koleżanki też mają do mnie "mnóstwo spraw" i wciąż zapewniają o swoich ciepłych myślach.
                                        Jejuniu, jeszcze te dzieciaki z tym "Paaaaaaaniiiiiiiiiii!" Słodziaki moje kochane. Cięzko było mi przed nimi stanąć, ale spięłam się bardzo i już dzisiaj było nieźle.
                                        W pracy przybieram maskę, kiedy z niej wychodzę - jestem zupełnie innym człowiekiem. Trudno mi było tylko być w tej pracy i przyzwyczaić się do myśli, że jednak nie... już chciałam przecież krzyczeć wszystkim o moim szczęściu, a teraz znowu musiałam się w tym odnaleźć.
                                        Wszystko już właściwie podporządkowywałam tym określonym planom. Trudno je tak kompletnie przeorganizować.
                                        Dzisiaj też odebrałam wyniki badania histopatologicznego. I znów ten szpital, znów te klimaty, te pielęgniarki - wyszłam z niego i się popłakałam. Czytałam trochę o takich badaniach, że różne rzeczy mogą na nich wyjść i miałam już przed oczami jakieś durne myśli. Ale przynajmniej pielęgniarka mówi, że nie ma się czym martwić. Nie wiem jak Wy, ale ja miałam znowu przed oczami ten napis "obumarła" i jeszcze "utrwalono w formalinie". Po prostu nie wierzę w to, co się dzieje.
                                        Moim pocieszeniem jest mój ukochany. Czy wiecie, że on wreszcie zrozumiał dlaczego prosiłam go o to, żeby nikomu nie mówił? Poprosiłam go tylko, żeby obronił mnie przed światem i robi to. Bardzo go kocham za to. Wczoraj mieliśmy też taki miły, romantyczny wieczór i aż się prosiło... ale nie, nie jestem gotowa. Poprzytulaliśmy się tylko i że tak powiem ogarnęliśmy sprawy w inny sposób, ale taka bliskość i czułość była nam niezwykle potrzebna. I była naprawdę niezwykła! Ja po prostu znowu pokochałam na nowo swojego ukochanego i być może takie trudne doświadczenia spotykają nas po to, żeby czegoś nas nauczyć.
                                        Jutro idę do mojej ginekolog... To będzie kolejny cios sad
                                        • 20.02.13, 08:05
                                          Witaj binga13smile
                                          Cieszę się że wróciłaś do pracy i odrywasz się od myśli masz świetną pracę ze smykami i one same chociaż nie rozumieją co się stało pomogą tobie psychicznie i będą wspierać zobaczysz kochana szybko zapragniesz kolejnej ciąży a wszystko się udasmile I nie długo napiszemy do siebie że wszystko idzie w dobrym kierunku i jesteśmy z nów szczęśliwymi mamusiamismile
                                          Troszkę mnie nie było ale powróciłam znówsmile
                                          Dla mnie jest lepiej jak o tym nie rozmawiam już z nikim a układam sobie od nowa wszystko i czekam na @ bo zaczynam co raz bardziej myśleć o ciążysmile Mój psycholog bardzo mi pomaga i rozmawiamy o wszystkim i stwierdził że rodzina pomogła mi w tych trudnych dla mnie dniach i bardzo mnie wspierała więc wyszłam z depresji i lęku dzięki nim i samej sobie poradziłam sobie znakomiciesmile Wydaje mi się że po prostu każda z nas potrzebuje czasu żeby ból psychiczny i fizyczny minął a każdy kolejny dzień będzie lepszym dniem. Wczoraj miałam USG Tarczycy i wyszło ze jest wszystko oksmile Lecz czeka mnie jeszcze wizyta 27 u endokrynologa więc zobaczę co on mi powie! Ale już częściowo jestem spokojna że wyniki mi wyszły w porządku smile 11 Marca lecę za granicę do rodziców odpocznę trochę i klimat zmienię... Powiedz mi kochana jak długo czekałaś na wyniki histopatologiczne i czy coś wyszło konkretnego dlaczego poroniłaś??? czy robisz nadal jakieś badania czy na histopatologicznych badaniach zakończyłaś? Pozdrawiam cię i buziaki)
                                          • 20.02.13, 22:49
                                            Witaj myszko, może przeniesiemy się na @ gazetowego? Co Ty na to?
                                            • 21.02.13, 08:28
                                              witaj binga13
                                              oczywiście nie ma problemusmile
                          • 09.02.13, 20:38
                            Mycha u mnie jest tak samo - ja wyrzucam z siebie cały żal a mój mąż trzyma w sobie i nienawidzi rozmawiać udając że nic się nie stało. Wiem że mnie nie rozumie i nigdy nie zrozumie. I albo sie z tym pogodzę albo zwariuję. Teraz nie rozmawiałam z nim aż do 2 dni po zabiegu bo tak mnie zdenerwował ze nie byłam w stanie....W ogóle teraz się zablokowałam z tym rozmawianiem, nie bardzo jestem w stanie ponieważ denerwują mnie wszystkie dobre rady i głupie (wg mnie) teksty. Tak naprawdę w szpitalu przydzielili mi psychologa ale jak usłyszała że to mój 4 raz to nie bardzo wiedziała co mi powiedzieć - zrezygnowałam....
                            • 11.02.13, 10:31
                              Hej enya1981!
                              U mnie na początku było też że wkurzało mnie dobre rady cioci wujka itd....
                              Ale same musimy jakoś sobie radzić z tym co nam się przydarzyło i walczyć z tym!
                              Ja podziwiam ciebie i szanuję ciebie za wytrzymałość i wytrwałość 4 razy poroniłaś i to już dla ciebie ogromny bólsad Ale starasz się i walczysz z tym i nie poddajesz się! Jesteś silną kobietą i to jest też ważne reszta ułoży się z dnia na dzień będzie lepiej. Trzymam kciuki i tule mocno!smile
                              • 12.02.13, 23:11
                                Właśnie wiara trzyma mnie w pioniesmile Dziękuję za dobre słowa, wracam powoli do rzeczywistości....
    • 07.02.13, 10:37
      Ja miałam łyżeczkowanie 3 razy. Po pierwszym zabiegu wyszłam ze szpitala jeszcze tego samego dnia. W domu wytrzymałam dobę, miałam tak okropne bóle i takie krwawienie, że wylądowałam ponownie w szpitalu i dostawałam dożylnie antybiotyk, okazało się że wdało się jakieś zakażenie. Po drugim i trzecim zabiegu bolało tylko w pierwszej dobie, póżniej już nie, krwawiłam ok. 2 tygodni. W szpitalu spędziłam trzy doby. Okres dostałam ok. 3 miesięcy po zabiegu.
      • 07.02.13, 15:15
        bubus233
        czy podawali Tobie tabletkę wczesnoporonna,zadziałała?Ja się martwie że u mnie po 8h nie zaczełam krwawic i miałam tylko skurcze,wyczytałam że jeśli otwierają szyjkę macicy ,,siłą,, to później mogą byc komplikacje w donoszeniu kolejnej ciążycrying tak się boje tego...czy wy też dostałyście antybiotyk?
        • 08.02.13, 23:47
          Ja przed 1 łyżeczkowaniem dostawałam tabletkę, teraz nie ponieważ miałam pobieraną kosmówkę podczas zabiegu. I napiszę Ci co powiedziała mi pani doktor: kiedyś nie było tabletek i jakoś sobie radzilliśmy. Mówiła coś o ostrzykiwaniu szyjki po czym wiotczeje i łatwiej ją otworzyć. Jestem dopiero 4 dni po zabiegu i w sumie jest lekka różnica w przebiegu krwawienia. Teraz dopiero dzisiaj pojawiły się duże bóle i krwawienie (tylko po samym zabiegu bolał mnie dół podbrzusza, potem 2 dni nic), poprzednim razem ból miałam cały czas ok 1,5 tygodnia + krwawienie prawie cały czas. Straciłam już 4 ciażę - jakoś nie boję się "powikłań" z szyjką bo w sumie na dzisiejszym etapie w medycynie to mały 'pikuś".
          • 09.02.13, 16:32
            jakoś nie boję się "powikłań"
            > z szyjką bo w sumie na dzisiejszym etapie w medycynie to mały 'pikuś".

            Byłam takiego samego zdania dopóki nie straciłam 18 tyg ciąży.
            To wcale nie taki mały "pikuś".
            Uwierz
            • 09.02.13, 17:18
              no to teraz sie przestraszyłam nie na żartywink kuźwa czemu to nas spotyka,takie nieszczęście?no czemu!crying
              • 09.02.13, 20:16
                Szyjka to wstrętny podstępny twór.
                Niby wszystko opanowane, nic się nie dzieje, a tu naraz z dnia na dzień ...
                Na pocieszenie dodam, ze potem dwukrotnie jeszcze urodziłam zdrowe prawie donoszone dzieci, ale ciąże trudne, szyjka zaszyta. Dało radę smile
                • 09.02.13, 20:49
                  Hej bardzo mi przykro,że Was to spotkało mnie też niestety nie ominęło sad pierwsza upragniona ciąża 2008 rok mijają tyg.nagle zaczyna się krwawienie lekarz prowadzący przepisał duphaston po kilku dniach wylądowałam w szpitalu a tam taki cios dzień przed "dniem kobiet" inf.ciąża obumarła 2 tyg.temu wielki płacz,ból,żal 2 tyg.po zabiegu okazało się że ponownie jestem w ciąży szczęśliwa byłam bardzo choć się bałam ale udało się urodziłam dziś 4 latka ma cudowną córeczkę Maję smile w listopadzie 2012 roku ponownie wiadomość jest Pani w ciąży ucieszyłam się ale niestety nerwy strach był większy i nie udało się 17.01.2013 miałam zabieg łyżeczkowania najpierw podali mi tabletkę a potem skrobali ból nie miłosierny ale po zabiegu lekkie krwawienie jeden dzień a potem co pewien czas jakaś plamka tylko. od kilku dni pobolewa mnie czasem podbrzusze może to na okres nie wiem...aczkolwiek z mężem uprawialiśmy już stosunki 2 tyg.po zabiegu bo czułam taką potrzebę...więc czy doczekam się @ tego nie wiem smile powiem Wam i może to się wydać dziwne ale szybko doszłam do siebie i psychicznie i fizycznie może dlatego że wiem że już jedno dziecko mam i mamy dla kogo żyć...zapewne ciężej by mi było gdybym nie miała pociechy...ale na pewno nie zamierzam się poddawać i wierzę,że Bóg obdaruje mnie/nas drugim maleństwem smile i oto taka moja historia.
                  • 09.02.13, 20:53
                    Nadmieniam,że oczywiście nie zapominam i nigdy nie zapomnę o aniołkach które straciłam bo tego nie da się zapomnieć...ale życie toczy się dalej i trzeba patrzeć do przodu a nie do tyłu... jedno co wiem najważniejsze to by w ciąży nie myśleć o tym,że kiedyś się nie udało i że teraz też może się nie udać bo to nas niszczy kobiety...pozdrawiam smile
                    • 09.02.13, 23:48
                      Madzia ja mam prawie 6-letnią córkę z mega książkowej ciąży bez wspomagaczy. Już nie mówiąc o tym że do 8 mies. ciąży pracowałam zawodowo bo czułam sie wyśmienicie. A potem po 4 latach zdecydowaliśmy się na 2 dziecko. W ciągu 1,5 roku poroniłam 4 ciąże (2 łyżeczkowania, 2 razy samiostnie). To mnie nauczyło pokory wobec zycia....Wydawało mi się że jak mam już jedno zdrowiutkie dziecko to pozytywny test ciążowy oznacza za 8 miesięcy zawsze małego bobasa. W moim przypadku pomimo wielu badań nie znalazłam przyczyny.....Czeka mnie jesczez tylko immunologia u dr. Malinowskiego z Łodzi - bez leczenia nie zdecyduję się więcej na ciążę bo cholernie się boję....Rozumiem że współżyliście bez zabiezpieczenia??? Ja czekam na mojego męża (pracuje za granicą) - ma przyjechać za 2 tyg (3 tyg po łyżeczkowaniu) i wiem że nie powstrzymam się przed seksem (za bardzo za tym tęsknię), ale niestety muszę teraz zrobić wszystko żeby w ciążę nie zajść....Mam nadzieję że Tobie się uda jak najszybciej bo wiem jakie to ważne dla psychiki - ja niestety muszę na mój cud jeszcze poczekaćsad
                      • 10.02.13, 11:57
                        enya1981 - tak dokładnie stosunki uprawiamy bez zabezpieczenia. Generalnie mówiono mi,że jak skończę krwawić-plamić to mogę zacząć współżyć.
                        Ps.Powiedz mi po jakim czasie od zabiegu dostałaś okres?
                        • 10.02.13, 19:32
                          Po 38 dniach, z tym że przed zabiegiem i zanim zaszłam w ciążę miałam strasznie nieregularne cykle - od 32 do 50 dni. Ale po tamtym zabiegu krwawiłam dosyć długo i dużo (ok 2 tygodni), mnie kazali wstrzymać sie ze współżyciem ok 1 miesiąca, no i unikać basenów. Szyjka po zabiegu jest otwarta, endometrium mechanicznie zdzierane wiec jest większe ryzyko infekcji. Ja współżyłam ale tylko jeden raz jakoś 3 tygodnie po zabiegu bo właśnie tego potrzebowałam żeby psychicznie dojść do siebie. Nie powiem , miałam potem lekkie lęki czy nie za szybko, ale wtedy chciałam jak najszybciej być znowu w ciąży. Po tym zabiegu teraz jutro mija tydzień a ja miałam tylko 1 dzień kiedy wyleciał ze mnie skrzep, a tak tylko leciutkie brązowe plamienie i nie codziennie. Wydaje mi sie że teraz szybciej dojdę do siebie fizycznie - może to też zależy kto i jak łyżeczkuje???
                          • 10.02.13, 20:11
                            Mi mija dziś 25 dni od zabiegu i na razie czekam na @ smile z jednej strony bym się cieszyła gdybym się nie doczekała aczkolwiek z drugiej może lepiej odczekać choć boję się,że jak znowu minie jakiś czas to się nie uda a tak raz za razem może są większe szanse jak za pierwszym razem. No nie wiem zobaczymy smile
                            • 11.02.13, 13:03
                              Do Dzulietta 13 i innych.
                              Przy drugim poronieniu dostałam tabletkę. Bóle zaczęły mi się praktycznie po godzinie od podania natomiast krwawienie ok 4 godz. póżniej. Lekarze z zabiegiem czekali jeszcze ze dwie godziny aż dobrze zacznę krwawić. Po to czekają żeby jak najmniej ingerować w ciało chirurgicznie, im więcej wydalisz sama tym lepiej. No i oczywiście liczy się tu czas. Przy wywoływanym poronieniu czas się dłuży nieubłaganie, krwawienia nie ma a bóle takie, że gwiazdy można zobaczyć. Przy pierwszym i trzecim poronieniu miałam jeszcze w domu dość mocne krwawienia z którymi natychmiast trafiałam na zabiegowy.
                              • 11.02.13, 13:24
                                Dodam, że po tym wszystkim rozregulował się mi się okres. Więc w czwartą ciążę chyba zaszłam przypadkiem. Ku mojemu zdziwieniu ciąża przebiegała bez żadnych komplikacji ( wspomagałam się tylko zastrzykami Clexane, które brałam od 8 tyg), czułam się świetnie. Urodziłam 6 dni po terminie zdrowego chłopaczka.
                                • 11.02.13, 18:58
                                  Mój organizm był strasznie upartywink dziś mija tydzień od zabiegu,jz tylko troszkę plamię więc chyba wszystko dobrze się goi,nic mnie nie boli-całe szczęście..Tak już chciałabym sie starac o naszą Majeczke,że szok..ile odczekałas po poronieniu?
                                  • 13.02.13, 14:14
                                    Ze współżyciem odczekałam 1 do 1,5 miesiąca aż mi się wszystko zagoi i dojdę do siebie fizycznie i psychicznie, natomiast w ciążę zaszłam jakieś 4 miesiące później.
    • 13.02.13, 11:58
      Po pierwszym łyżeczkowaniu krwawiłam mocno przez 2 tygodnie. To było poronienie samoistne.
      Przy drugim łyżeczkowaniu (płód obumarły, poronienie wywołane farmakologicznie) krwawiłam tylko 3 dni.
      Może to zależy od tego, jak jest zabieg wykonany?
      _________________________________________________________________
      Charytatywny sklep zoologiczny
      • 13.02.13, 13:18
        Łyżeczkowanie miałam wczoraj, po samoistnym poronieniu 7 tc, musiałam być oczyszczona bo zostały skrzepy. Fizycznie czuje się dobrze, ale psychicznie jest fatalnie. Dlatego szukam wsparcia na forum, bo z nikim z rodziny oprócz męża nie chce rozmawiać - za bardzo boli. powiedzcie jakie leki po tym zażywałyście i jakie badania robiłyście???? na wypisie ze szpitala mam zalecenie wizyty za 4 tygodnie u swojego lekarza, czy to nie za późno, czy nie powinnam iść wcześniej, aby sprawdzić czy wszystko ok. ja dostałam antybiotyk doxycyclinum TZF, który mam brać co 12 h. ból straty jest straszny. nikt tego nie zrozumie, kto przez to nie przeszedł.
        • 14.02.13, 22:06
          Andzia i niestety tu masz rację, nie zrozumie ten kto nie przeżył. Ja też jestem na świeżo - łyżeczkowanie miałam 1,5 tyg temu z tym że to już mój 4 raz i drugie łyżeczkowanie. Na kontrolę musisz iść żeby lekarz sprawdził jak się ma endometrium. W sumie nie musisz trzymać sie ściśle tego terminu 4 tygodni. Poczekaj najpierw aż pozbierasz się trochę psychicznie....
          Co do badań.....Ogólnie napewno słyszałaś że jedno poronienie się zdarza....Mnie też tak mówili a efekt jest taki że staciłam 4 ciąże w ciągu 1,5 roku i wszystkie badania robiłam na własną rękę a wiedzę czerpałam z internetu...
          Lista badań które możesz zrobić:
          TSH, FT3,FT4
          anty TG, anty TPO (pod kątem choroby Hashimoto)
          ureoplasma, mykoplasma (wymaz z szyjki macicy)
          chlamydia, toksoplazmoza, WR, cytomegalia (z krwi)
          p/ciała antyfospolipidowe
          antykoagulant tocznia
          Progesteron w 3 dc i 7 dni po owulacji (czy dobrze pracuje ciałko żółte i czy nie masz niedoboru progesteronu)

          Jest jeszcze wiele innych badań które np ja robiłam ale dopiero po 2 poronieniu i nie będę Ci teraz o nich pisać bo jednak jest to kosztowna sprawa (chyba że chcesz). W następnej ciąży powinnaś brać duphaston albo luteinę (a najlepiej już 2-3 od owulacji), możesz też profilaktycznie łykać acard 1 tabletkę dziennie.
          Trzymaj sie dzielnie !!!!
          • 17.02.13, 23:00
            Bardzo serdecznie dziękuje enya1981 za odpowiedź i współczuję Ci, że musisz przez to wszystko przechodzić. Mam nadzieję, że do nas też kiedyś uśmiechnie się los i nie będzie tak bardzo bolało. Już usłyszałam od swojego lekarza na tym usg, że 1/3 kobiet traci swoje maleństwa przy pierwszej ciąży, więc podejrzewam, że albo będę musiała zmienić lekarza, albo porobię te badania, które wymieniłaś na własną rękę. Bo mój lekarz zapewne nie będzie się doszukiwał przyczyny. Lekko nie jest, staram się to sobie jakoś przetłumaczyć, ale wciąż nie mogę się z tym pogodzić (pewnie dlatego, że niewiele czasu minęło). Łapie się na tym, że głaszczę się po brzuchu i nagle uświadamiam sobie, że maluszka tam nie ma i to strasznie boli. Chciałabym być znów w ciąży, ale wiem, że muszę odczekać, aby dojść do siebie- fizycznie i psychicznie.

            Aniołek [*] 12.02.2013
      • 14.02.13, 21:49
        Też doszłam do takich wniosków. Oba łyżeczkowania miałam po poronieniu zatrzymanym. Za 1 razem miałam podany Cytotec po którym tak krwawiłam że miałam łyżeczkowanie w środku nocy a po zabiegu 2 tygodnie krwawienia i plamnienia i to bez przerw, a za 2 razem bez cytotecu po zabiegu przez 3 dni nie działo się praktycznie nic oprócz bólów podbrzusza, na 4 dzień wielkie skurcze i wielki galaretowaty skrzep, a potem tylko śluz podbarwiony krwią. Teraz 1,5 tyg po zabiegu praktycznie nic się nie dzieje a bóle są lekkie.
    • 14.02.13, 07:30
      Ja nie miałam specjalnych dolegliwości po zabiegu, krawienie też było dośc krótkie, ale niestety nikt nie uprzedził mnie o ryzyku zrostów i rok póżńiej miałam cp. Przed kolejnymi staraniami sugerowałabym badania /może znajdziesz przyczynę/ Nie masz kogoś do pomocy? Jak źle się czujesz powinnaś dużo odpoczywać,
      --
      Lidek mama Maćka /ur.08.06.2001/
      Aniołek VIII 1996 Aniołek XI 1997 Aniołek IX 2005
      zapraszam na forum Dla starających się
      • 22.02.13, 09:52
        ja miałam łyżeczkowanie...poroniłam 19.02.2013 (wywołane w szpitalu) w 13 tygodniu.mój maluszek nie żył prawdopodobnie już od 3 sad...mam pytanie kiedy i czy lekarz mówił wam o jakiejś wizycie kontrolnej potem? bo mi nic nie mówił i nie wiem czy powinnam się sama zgłosić i po jakim czasie?mam odebrać wynik histo-pat. za 2 tygodnie więc i tak pójdę....
        • 22.02.13, 16:38
          Witaj 3beata33 jeśli chodzi o mnie to wynik miałam do odbioru po 14 dniach ale już po 10 był na kontrolę do szpitala tam gdzie miałam zabieg zgłosić się miałam po 4 tyg.i tak też zrobiłam. Jeśli nic złego się nie dzieje to spokojnie możesz odczekać te 4 tyg.na kontrolę smile
          • 22.02.13, 22:02
            no własnie przyplatalo mi sie zapalenie przydatków(straszny ból podbrzusza)...dzisiaj byłam u swojego gina....zmienił mi antybiotyk aby szerzej zadziałal bo sie znowu przeziębiłam...dzisiaj go wypytałam o wszystko...wynik za 2 tygodnie a kontrole mam na 13 marca...i będę go męczyć o badania...smile
        • 22.02.13, 22:00
          Witam 3beata33,
          zabieg miałam 12.02.2013 r. a na kontroli byłam wczoraj (ale bez usg bo lekarz powiedział, że za wcześnie), mimo, że na karcie miałam wypisane, że następna wizyta za 4 tyg. Zostałam przebadana i dostałam antybiotyk, stanu zapalnego nie stwierdzono. Oprócz tego żadnych badań - na które liczyłam. Teraz następną wizytę mam dopiero w kwietniu. Ja odczekałam te 9 dni, aby tak mocno nie krwawić. Więc nie ma reguły, na pewno nie musisz czekać 4 tyg. tylko możesz iść wcześniej.

          --
          Aniołek [*] 12.02.2013

          http://s9.suwaczek.com/20100821640117.png
          • 22.02.13, 22:05
            mimo, że jeszcze krwawie choć juz nie wiele, przebadał mnie i zrobił usg zeby sprawdzic czy wszystko jest tam ok(czy nie zostało tam cos po łyżeczkowaniu)....na szczęscie jest ok...mimo tego zapalenia..sad
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.