19.08.04, 09:18
Mija miesiac od poronienia. Niezwykle ciezko bylo mi sie pozbierac po
zabiegu, po tym strasznym wyczekiwaniu czy uda sie utrzymac ciaze czy nie.
Teraz czuje ze wracam do zycia, nadziei i wyczekiwania.
Mysle o wszystkich dziewczynach, ktorych los nie oszczedzil. Idzcie dalej
przed siebie z nadzieja ze po chwilach trudnych zawsze nastaja szczesliwe i
los wynagrodzi krzywdy.
Trzeba myslec pozytywnie - to polowa sukcesu !
Zycze wszystkim wytrawlosci i sily !
Obserwuj wątek
      • aquarius72 Re: Nadzieja 19.08.04, 10:00
        Hej Pimpunia smile
        Zgadzam się - nasze myślenie kreuje naszą rzeczywistość. Czujemy się źle,
        myślimy negatywnie - to los będzie nam przynosił złe rzeczy, porażki,
        przeszkody, a gdy będziemy myśleć pozytywnie, to nawet przejściowe przeszkody
        nie wydadzą sie takie straszne i sprawy będą iść po naszej myśli (Amerykanie
        ponoć to wymyślili smile (widać, ze nie same najgorsze rzeczy z tej Ameryki
        przychodzą smile
        --
        Aquarius72
        • emka1974 Re: Nadzieja 20.08.04, 15:34
          Ale jak tu myśleć pozytywnie. Jestem prawie dwa miesiące po poronieniu.
          Naprawdę uspokoiłam się. DO czasu, gdy zaczęłam badania: polip, nie podana
          immunoglobulina, przebyta kiedyś cytomegalia. Boję się iść dzisiaj do lekarza,
          boję się kolejnych badań.
          emka

          Właśnie moja 2,4 letnia córcia mówi: "Mama, ty nie pać, bo ja tez pacie".
          • natkaszczerbatka Re: Nadzieja 20.08.04, 15:52
            Ja myślałam bardzo pozytywnie. Martwy poród w 32 tyg. - pomyślałam pechowa
            infekcja, następnym razem na pewno będzie dobrze ... w końcu jesteśmy zdrowi a
            i moja 6-letnia córeczka też do ułomków nie należy, kolejna ciąża ...
            poronienie 12 tydzień ... to pewnie dlatego że za wcześnie (nie mineły trzy
            miesiące od porodu) - miałam poprzednią bardzo trudną ciąze pewnie jeszcze nie
            doszłam do siebie ... po raz trzeci to już na pewno się uda. Rozkosznie zaszłam
            w ciąże - tym razem po pięciu miesiącach... myślałam bardzo pozytywnie ...
            jednak kiedy okazało się że dziecko ma Zespół Downa ... przestałam myśleć
            pozytywnie ... dziecko urodziło się martwe ...
            Jak mam teraz myśleć pozytytwnie?
            --
            Republika Dzieci
            Kto misiowi urwał ucho?
            • anuteczek Re: Nadzieja 20.08.04, 21:54
              Aniu,
              Ja nie do końca zgadzam się z dziewczynami z tym pozytywnym myśleniem. Myśl
              pozytywnie, to taki straszny, wyświechtany slogan. Słyszy się go niemalże na
              każdym kroku, pustosłowie, które nie daje nic.
              Przyznaję, najgorszy ból mija, staje się znośny, inny, oswojony. Wraca się do
              życia i można żyć niby-normalnie. Można chodzić na kawę z psiapsiółkami,
              gawędzić o ciuszkach, pojechać na wakacje, ba nawet można iść na imprezę i
              dobrze się bawić. Jednak, nigdy nie wróci beztroska i niewinność sprzed
              poronienia. Ból będzie dopadał nagle, bez zapowiedzi, przy byle okazji - a to
              spotka się dziecko w wieku Utraconego, a to zobaczy się zabawkę lub ubranko, a
              to piosenka...
              Czym innym jest nadzieja. Ja mam nadzieję, że będzie lepiej, mam nadzieję, że
              urodzę dziecko... Mam tylko nadzieję i tego, Aniu, życzę Tobie
              andzia
              --
              TRUDNA CIĄŻA
              • aquarius72 Re: Nadzieja 20.08.04, 22:32
                A ja jednak upieram się, że - na przekór wszystkiemu - trzeba starać się
                zachować radość życia.
                Anuteczku - piszesz, że po poronieniu nie ma już stanu niewinności, ale co to
                jest za stan? Mają go chyba tylko małe dzieci, które niczego w życiu nie
                doświadczyły. My mamy już w końcu swoje lata i na pewno każda z nas już coś w
                życiu tragicznego przeżyła - ja np. straciłam przyjaciółkę, która zmarła na
                białaczkę w wieku 19 lat, zaraz po maturze, kiedy wszyscy cieszyliśmy, że całe
                życie stoi przed nami otworem, robiliśmy plany. Zmarły bliskie mi osoby z
                rodziny, rozwiedli się najbliżsi przyjaciele, były choroby. Te wydarzenia
                zostawiły piętno w mojej psychice, wracam do nich czasem myślami i przyznaję,
                że są chwile smutku - tak samo jest, gdy myślę o dziecku, które utraciłam. Ale
                ważne jest, by mieć świadomość, że takie właśnie jest życie - niesie ze sobą i
                dobre i złe chwile - i tak naprawdę nie wiemy tego, co nas jeszcze czeka.
                Pisząc o tzw. "pozytywnym myśleniu" nie mam na myśli bezmyślnej wesołkowatości,
                paplania z psiapsiółkami o niczym i trwonienia czasu na lekkim, łatwym i
                przyjemnym.
                Bardziej chodzi mi tu o wiarę w to, że czeka nas jeszcze w życiu coś dobrego,
                że nasza egzystencja ma sens, bo żyjemy dlatego, że jesteśmy komuś potrzebni,
                możemy coś innym z siebie dać. Nie uważacie, że skupiając się tylko i wyłącznie
                na swym smutku stajemy się nieco egoistyczni? Bo w tym samym czasie może obok
                nas być ktoś, komu jest jeszcze ciężej, a my tego nie dostrzeżemy skupieni
                tylko na sobie i swoim bólu.
                Nie mam na myśli oczywiście sytuacji, gdy ktoś przeżywa "na świeżo" jakąś
                osobistą tragedię - tak jak poronienie - należy uszanować jego smutek i
                pozwolić mu go przeżyć, ale co innego to uporczywe tkwienie w tym. Życie
                biegnie do przodu, bez względu na to, czy nam się to podoba czy nie i w końcu
                kiedyś trzeba otrzeć łzy...
                pozdrawiam
                --
                Aquarius72
                • pimpunia Re: Nadzieja 23.08.04, 16:07
                  Widze, ze obie z Aquqrius72 podobnie postrzegamy formułe "pozytywnego myslenia".
                  Niewatpliwie bardzo trudno jest sie pogodzic ze strata ciazy. Ja sama stracilam
                  3 , los wynagrodzil mi to po kilku latach zdrowymi dziecmi, niemniej nie
                  oszczedzal mnie w innych dziedzinach mojego zycia. Piec lat z mojego zycia
                  wolalabym wymazac z pamieci ale mysle, ze wlasnie to "pozytywne myslenie"
                  pozwolilo mi wygrzebac sie na powierzchnie. Teraz znow dostalam "kopniaka" od
                  zycia a niestety czas mnie juz troszeczke goni bo wlasnie stuknela mi 40-tka.
                  Stracilam bardzo wyczekiwana ciaze. Rozpacz byla wielka ale nie moge calego
                  mojego otoczenia umartwiac razem ze mna - musze pomyslec o innych, ktorzy mnie
                  kochaja

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka