Dodaj do ulubionych

Zostałam mama aniołka 😭

02.03.17, 09:52
Jestem na forum pierwszy raz ,zastanawiałam się czy napisac...W końcu wzięłam się w garść i postanowiłam podzielić się moja historia. Mamy syna 8 lat.kochany ,wyczekiwany,rozwijał się dobrze. Po roku postanowiliśmy ,ze chcemy drugie dziecko. Udało się szybko niestety w 9 tyg.poronilam 😭były łzy , szok , złość. Szybko musiałam się pozbierać ,ponieważ syn zaczął chorować (nowotwór kosci)oddałam się w 100% jemu. Teraz gdy wszystko zaczęło wracać do normy , syn jest zdrowy , postanowiliśmy spróbować raz jeszcze. Upragnione 2 kreski , beta pięknie rosła. Aż do środy 21.O2 dostałam boli brzucha ,plamienie, od razu szpital...tam lekarz nie dawał mi nadziei😭ale rano jeszcze powtórzył betę która zaczęła spadać , wzięli mnie na usg ciąża zatrzymała się w 5 tyg. Podano mi tabletki poronne 😭płakałam , byłam sama , nie miałam siły żeby rozmawiać , słuchać. Kazali mi pójść na swoją salę i czekać na skurcze i krwawienie, a później na zabieg. Po 7 godzinach w bólach ,blagalam o leki przeciwbólowe 😭 zero krwawienia , podali mi relanium na uspokojenie. Dla nich to kolejna kobieta z poronieniem.A ja tracilam swoje wymarzone dziecko.😭nikt nie zwracal na mnie uwagi. Pomagała mi dziewczyna w ciazy z sali. A końcu po 9 godzinach wzięli mnie na zabieg ,nadal nie było krwawienia. Po zabiegu nikt z personelu do mnie nie przyszedł. Krwawilam, było mi słabo a one miały to gdzieś. Na drugi dzień dostałam receptę i za 3 tyg. Mam się zgłosić po wypis. Dziś mija tydzień od tego strasznego dnia. A ja dalej dochodzę do siebie i fizycznie i psychicznie 😭Siły dodaję mi syn , dla niego wstaje. Chciałabym spróbować ostatni raz , ale czy mamy szansę ? Czy to się uda? Mąż się boi. Ja chciałabym spróbować od razu. O 10.28 tydzień temu podano mi te cholerne tabletki 😭😭😭 zapalam światełka dla wszystkich aniołków (*)
Edytor zaawansowany
  • teligo 02.03.17, 16:25
    Bardzo mi przykro, że straciłaś swoje maleństwo. Po tym wszystkim, co przeszliście jako rodzina, należał Wam się spokojny czas radości. Niestety nie zawsze jest tak, jak chcemy, żeby było. Kolejny raz szpital nie staje na wysokości zadania, a mógłby naprawdę zmniejszyć cierpienie, wystarczyłaby odrobina zainteresowania i empatii.
    Wiem jak się czujesz, choć ja traciłam swoje dzieci na wcześniejszym etapie (i "na szczęście" omijał mnie szpital), po czwartym poronieniu straciłam nadzieję, że kiedykolwiek urodzę dziecko. Jednak udało się. Wam również może się udać, przecież macie już jedno dziecko. Może warto zrobić badania przed kolejną próbą?
    Dużo siły na najbliższy czas, dla Ciebie, męża i synka. Trzymaj się jakoś.
  • zalamana28 04.03.17, 09:58
    Bardzo mi przykro ,ze musiałaś przechodzić tyle razy utratę swoich aniołków 😦Trzeba się cieszyć i żyć dla maluchów które są z nami. Jest ciężko , od 2 dni mi mogę się zebrać w sobie. Chciałbym spróbować i jeszcze kiedyś mieć możliwość przytulania małego pachnacego cialka. Fizycznie bardzo źle dochodze do siebie a przez to gorzej z psychiką. A tutaj za 8 dni muszę być sprawna i fizycznie i psychicznie bo muszę z synem jechać na badania do centrum zdrowia dziecka, nie wyobrażam sobie jechać 400 km. Pociągiem w takim stanie. Również tobie życzę dużo siły😊
  • angeika89 02.03.17, 22:29
    Bardzo mi przykro. Tyle życie Was doświadczyło jako rodzinę, a tu kolejna tragedia...
    Doskonalę Cię rozumiem. Ja straciłam swoje maleństwo w 10 tygodniu i cały czas żyłam w przekonaniu, że ciąża rozwija się prawidłowo(jak zapewniał lekarz), a potem raptowne krwawienie bóle i po 3 dniach było po wszystkim.
    Trafiłam na łyżeczkowanie, ale za to personel był bardzo miły i nawet dali mi jakieś namiary na psychologa od takich spraw w okolicy.
    To ważne, żeby mieć wsparcie najbliższych.
    Dobrze, że masz starszego syna to masz dla kogo mieć siłę i się nie poddawać.
    Trzymam kciuki, że w końcu się Wam uda.
    Nam się udało i teraz mam 2,5 letniego synka.
    Trzymaj się jakoś i dużo siły Wam życzę.
    Przytulam...
  • zalamana28 04.03.17, 10:02
    Bardzo dużo poczucia bezpieczeństwa daje personel w szpitalu , cieszę się ze tobie udało się trafić na dobrą przygotowany presonel. Bardzo dobrze czyta się wiadomości gdy pisze się ,ze udało się i macie dziecko 😊 to dodaję skrzydeł i wiary ,ze mam też może się udać 😊 A jeśli mogę zapytać jak przechodzilas czas po zabiegu ? Ja dzisiaj jestem 9 dzień i krwawie jeszcze mocno ,mam straszne bole brzucha i mi słabo. U Ciebie też tak było ? Niedostalam żadnych informacji w szpitalu jak długo takie objawy będą 😕przytulam i dużo zdrówka 😊
  • angeika89 05.03.17, 22:43
    Witaj.
    Każda kobieta przechodzi ten czas inaczej, pamiętam, że też długo krwawiłam.
    Moja ginekolog mówiła, żeby te krwawienie traktować jak miesiączkę i kolejne cykle liczyć od tego momentu, więc tak jak różnie trwa okres u kobiet, tak każda będzie się w swoim czasie oczyszczać.
    Fizycznie czułam się nawet dobrze, ale za to psychicznie byłam w kawałkach.
    Mój synek jest naszym pierwszym dzieckiem i strata wcześniejszej ciąży była dla mnie tragedią, zwłaszcza, że nie byłam na to kompletnie przygotowana. Lekarz podczas usg twierdził, że wszystko jest ok, a było inaczej.
    Mogłam go pozwać, ale nie miałam na to sił.
    Ja właśnie jak Animka.1981 chciałam jak najszybciej ponownie zajść w ciążę i jak lekarz po 3 miesiącach dał zielone światło, zaczęliśmy ponowne starania. Nie było lekko, bo już w pewnym momencie, gdy zamiast upragnionych dwóch kreseczek nadchodziła miesiączka to wariowałam. Doszłam do takiego etapu, że denerwowały mnie kobiety w ciąży, a na widok niemowlaków płakałam.
    W końcu się udało, były dwie kreseczki, ale jak w 12 tygodniu pojawiła się krew to razem z mężem siedzieliśmy w łazience na podłodze i płakaliśmy, bo baliśmy się, że znowu stracimy nasze maleństwo.
    Ale jakoś się udało ciążę utrzymać i teraz mam 2,5 letniego syna, który jest całym moim światem.
    Wam też w końcu się uda, nie trać wiary.
    Mój mąż też chciał się poddać i teraz jesteśmy szczęśliwi, że nie odpuścił.
    Wszystkiego dobrego, ściskam smile
  • animka.1981 03.03.17, 18:59
    Bardzo mi przykro z powodu poronienia. Wiem co przechodzisz bo przechodziłam przez to rok temu. W listopadzie poroniłam swojego aniołka w 7 tygodniu. Wiem co teraz przeżywasz. To jest trudny czas. Ja po poronieniu chciałam jak najszybciej zajsc w kolejną ciążę myśląc że to złagodzi choć troszkę ból po stracie. Jednak mijał miesiąc za miesiącem i nie było dwóch kresek. Tak jak Ty mam 8 letnią córkę i już mówiłam sobie że trudno może mam mieć tylko jedno dziecko. Ale równo rok po stracie zobaczyłam na teście dwie kreseczki. Teraz jestem w 21 tygodniu ciąży. Strach jest od początku ciąży że stanie się znowu coś złego. Chcę Cię podnieść na duchu, abyś się nie poddawała. Jeszcze będziesz się cieszyła z dwóch kreseczek. Trzymaj się!Wiem że to narazie trudne ale masz dla kogo żyć i to jest najważniejsze.Pozdrawiam!!!
  • zalamana28 04.03.17, 10:05
    Gratuluję i trzymam kciuki za dzidziusia w brzuszku !!!😊 już też myślałam ,ze widocznie dane mam jest mieć jedno dziecko. Też chciałam od razu spróbować , ale mąż jest przeciwny. Rozumiem twój strach ale spróbuj się również cieszyć z ciazy żeby była jakaś równowaga w tym. Trzymam kciuki i powodzenia 😊😊
  • annobr 01.04.17, 22:58
    Rozumiem Cię. Przeżyłam to samo. Zaraz po zabiegu zaszłam w ciążę, zabieg na początku czerwca, w sierpniu ponowna ciąża. Teraz moja córcia ma już 9 lat. Ale nie polecam tak szybkiego zachodzenia w ciążę, ponieważ ja z córcią długo leżałam plackiem w szpitalu, a przy kolejnej ciąży miałam zakładany szew okrężny na szyjkę. Po prostu nie wytrzymała szyjka... Spróbuj odczekać chociaż pół roku... Pozdrawiam i współczuję straty... (*)

    --
    Jakub - 01.05.2005 r.
    Sara - 10.04.2008 r.
    Dawid - 24.12.2012 r.
  • laquna 09.05.17, 09:02
    Przykro mi z powodu Wszystkich mam które straciły swoje pociechy. Ja straciła swoje dzieci w 3 dni temu. " poronilam" w 20tygodniu i 5 dniu. Ciężko mi to nazwać poronieniem ponieważ musiałam urodzić swoje dzieci normalnie. Gdzie mierzyła po 20 cm a ważyły zaledwie 400g. Ból jest olbrzymi. Na szczęście mój lekarz nie okazał sie " chujem". Przyszedł porozmawiać ze mna wyjaśnił co i jak. Dlaczego tak sie stało. Dlaczego nie inaczej. Załatwił mi wizytę psychologa która mi pomogła. Powiem Wam kochane ze "zazdroszczę "Wam ze na tak wczesnym etapie rozwoju waszych dzieci sie z nimi pozegnalyscie. I napisze Wam to co mi poniekąd pomogło.

    Ktoś na górze chciał by sie tak stało. Lepiej teraz niż mialybyscie stracić swoje pociechy na poznijszym etapie ciazy gdzie każda z was czułaby ruchy swoich malenstw. I musialybyscie rodzic np w 30 tygodniu ciAzy i z dzieckiem miało by coś nie tak. Wiem ze ból jest ogromny. Pustka w sercu ale pomyślnie ze wasze pociechy są teraz w dobrych rękach i nic złego sie im nie dzieje. Patrza sie na Nas z góry i są z naszymi bliskimi którzy już sie z nami pożegnał.

    Zapalam [*] dla każdego małżeństwa które odeszli od swoich rodziców.
  • anuska2507 09.05.17, 15:04
    Ja też zostałam mamą aniołka, to była moja pierwsza ciąża... Poroniłam 5 maja w pierwszy dzień 12tc. Dzień wcześniej na USG lekarz stwierdził, że serduszko już nie bije i wg obliczeń na USG ciąża zatrzymała się w połowie 10 tc, chociaż kończył się właśnie 11tc. A 9 dni wcześniej jeszcze biło serduszko... Byłam w szoku, bo wszystko było dobrze, odliczałam kolejne tygodnie do końca I trymestru. Kilka dni wcześniej pojawiło się tylko drobne plamienie, ale myśleliśmy że to podrażnienie po współżyciu i zaczekaliśmy na zaplanowaną wizytę. A tam taka wiadomość sad na drugi dzień zaczęły się bóle, takie miesiączkowe, nagle ostry skurcz i zobaczyłam swojego aniołka... Nie byłam na to przygotowana, że zobaczę. Czułam, że zbladłam i że chyba zaraz zemdleje. Mąż przykrył go, żebym już nie patrzyła, a ja nie wiedząc co mam zrobić w tej sytuacji, pomyślałam tylko, że to już prawdziwy koniec i wyrzuciłam do toalety... tak, wyrzuciłam!!! Teraz nie mogę sobie tego darować! Ale wtedy to była jedyna myśl, która przyszła mi do głowy, że kobiety ronią w toalecie nawet nie widząc swoich aniołków. Nie wiedziałam, czy powinnam patrzeć, czułam ten szok, panikę. Lekarz nie uprzedził mnie, że go zobaczę i że można go było oddać do badania. Dowiedziałam się o tym dopiero na izbie przyjęć w szpitalu. I teraz dręczy mnie ta myśl, jak mogłam postąpić z nim tak niegodnie, że powinnam zabrać do szpitala, ale w tamtej chwili jeszcze nie wiedziałam, że zaraz tam trafię. Nie wiem teraz jak się z tego pozbierać...
  • teligo 10.05.17, 15:57
    Bardzo Ci współczuję.
    Nie obwianiaj się, byłaś w szoku. Nikt nigdy nie jest przygotowany na coś takiego. Lekarz powinien był Ci powiedzieć o możliwości zbadania dziecka, powiedzieć w co zapakować ciałko i gdzie zawieźć. Teraz już czasu nie cofniesz, nic nie da obwinianie się. Trudno wymagać, aby rodzice tracący dziecko zachowywali się tak, jakby nie mieli uczuć i racjonalnie podejmowali decyzje. W bólu i panice robi się różne rzeczy. Wybacz to sobie. Twój aniołek ma na zawsze miejsce w Twoim sercu, to jest najważniejsze.

    Ja traciłam dzieci na bardzo bardzo wczesnym etapie ciąży, ale czułam, że potrzebuje symbolicznego miejsca, które będzie dla mnie jak grób. Zaopiekowałam się zaniedbanym grobkiem dziecka na cmentarzu, gdzie leżą moi bliscy. Może Tobie coś takiego też pomoże...?

    Może pocieszy Cię to, że bardzo wiele dzieci trafia do toalety, moje także, bo były za małe, żeby można je było znaleźć i zbadać, dziecko mojej koleżanki, która poroniła w 9 tc także, choć ona próbowała oddać je do badania, ale po badaniu okazało się, że płodu w oddanych tkankach nie było. To jest zawsze trudne, ale tak się czasem dzieje.

    Trzymaj się jakoś, z każdym dniem będzie odrobinę lepiej, choć teraz wydaje się to niemożliwe.
  • ewelina1500100900 20.05.17, 22:03
    Ja zostałam mamą aniołka 15 maja, w 6 tygodniu ale bardzo na niego czekałam, miałam bliźniaki i teraz walczę o drugiego maluszka, ale ciężko mieć nadzieję i zachować spokój jak chcę mi się cały czas płakać po stracie jednego aniołka. Mieszkam za granicą, daleko od rodziny i przyjaciół którzy mogliby mnie wesprzeć dlatego postanowiłam napisać. Mój przyszły mąż (bierzemy ślub za 2 miesiące) rzucił​ się w pracę od rana do nocy, a ja leżę sama w domu z pełną głową i z łzami w oczach. W poniedziałek kolejna wizyta i odpowiedź czy serduszko drugiego maluszka zacznie bić czy muszę się przygotować na kolejną stratę. Moja pierwsza ciąża i jestem przerażona tym wszystkim...
  • angeika89 20.05.17, 23:49
    Bardzo mi przykro i doskonale wiem co czujesz.
    Oby drugi maluszek był silniejszy i rozwijał się prawidłowo.
    Trzymam mocno kciuki i nie poddawaj się.
    Przytulam
  • ewelina1500100900 22.05.17, 22:19
    Dzisiaj straciłam mojego drugiego aniołka... Nawet nie mam się komu wygadać. Mój facet powtarza mi że będzie dobrze, wiem że będzie ale najpierw muszę sobie poradzić z tą podwójną stratą. I jak jeszcze raz usłyszę że trudno i że będzie następne to nie wytrzymam. Wiem że to był 6 i 7 tydzień ale w moje to były już moje dzieci
  • angeika89 23.05.17, 20:37
    Bardzo mi przykro. Wypłacz się, to pomaga.
    Ważne żebyś miała w kimś oparcie, chociażby w partnerze.
    Jua poroniłam w 10 tygodniu i teraz mam 2,5 letniego syna.
    Tobie też się w końcu uda, wiem, że teraz jest ci ciężko ale to minie...
    Przytulam kiss
  • anuska2507 24.05.17, 11:56
    Wypłakanie się pomaga, szczególnie w ramionach bliskiej osoby... Mój mąż także bardzo cierpiał z powodu naszej straty, a mimo to troszczył się przede wszystkim o mnie. Mi dużo pomagały też rozmowy z bliskimi osobami, a szczególnie z mężem. Rozmawialiśmy też z księdzem. Może jest ktoś w twoim otoczeniu, kto mógłby cię po prostu wysłuchać?
    Było nam też dużo lżej kiedy uświadomiliśmy sobie, że może tak było lepiej dla naszego aniołka... Lepiej niż miał się urodzić chory i cierpieć z tego powodu... Pomyśl może w ten sposób, że twoje aniołki są teraz w najlepszych rękach...
    3maj się mocno
  • ewelina1500100900 30.05.17, 19:55
    Dziewczyny macie radę jak sobie zacząć z tym radzić? Narzeczony zachowuje się jakby nic się nie stało, a jak ktoś jeszcze raz powie mi, że mam się nie przejmować i nie dramatyzować, bo to przecież wcześnie było, to chyba go zagryze... każda reklama, film z dziećmi i kobietami w ciąży sprawia że łzy same mi lecą. Nie mogę sobie z tym poradzić, nie wiem jak...
  • angeika89 30.05.17, 21:24
    Miałam tak samo. Widząc małe dzieci etc zaraz zaczynałam wyć.
    Lekarstwem dla mnie była druga ciąża. Kiedy tylko lekarz dał zielone światło zaczęliśmy się starać i w końcu się udało.
    chociaż mój mąż też to bardzo przeżył. Sam mówił, że jak znowu poronię to on się poddaje...
    Wiem, że teraz to brzmi banalnie, ale na prawdę wszystko się ułoży.Potrzebujesz czasu i przeżyć swego rodzaju żałobę...
    Trzymam kciuki.
  • zalamana28 31.05.17, 09:42
    Ja mimo ,ze to już ( albo dopiero ) 3 miesiące nie potrafię się pozbierać. Dostaliśmy zielone światło po pierwszej @ , niestety się nie udało😢mąż zapomniał o naszym okruszku . Nie rozumie tego co ja czuję. W sobotę byliśmy na chrzcie bratanicy , trzymanie maleństwa na rękach doprowadzalo mnie do łez. Większość wiedziała ,ze straciłam nasze dziecko a na siłę pchali w moje ręce kruszynke od brata. Na szczęście mieszkamy daleko od siebie i pewnie zobaczymy się na pół roku. Teraz próbujemy ostatni raz. Potem odpuszczam. Nie poradzę sobie psychicznie. Trzymam za was kciuki!!!!!
  • angeika89 31.05.17, 22:17
    Najgorsze jest, że w nikim nie masz wsparcia. Mnie bardzo wspierał mąż i on też wszystko bardzo przeżywał.
    Porozmawiaj z partnerem, że Ty wciąż to przeżywasz i cierpisz. Jeśli Cię kocha to zrozumie i może chociaż przytuli. To też pomaga i wypłacz się Kochana. Nie duś niczego w sobie. Ja wyłam jak bóbr gdy tylko przestałam się czymkolwiek zajmować. Też długo nie mogłam się pozbierać. Ja poroniłam w 10 tygodniu i dostałam ze szpitala zaświadczenie o martwo urodzonym, także jeszcze musieliśmy nadać imię płci żeńskiej. A kiedy się okazało, że męża bratowa nadała takie samo imię swojej córce pół roku później myślałam, że tego nie zniosę. Przez bardzo długi okres czasu nie wypowiadałam tego imienia, a do dziecka zwracałam się bez osobowo np jak tak mała etc...
    Trudne to wszystko było i skomplikowane, ale jakoś wróciłam do równowagi. Lekarstwem był i jest dla mnie mój synek (ma teraz 2,5 roku). Chociaż z drugiej strony mam wrażenie, że z zaistniałych sytuacji jestem przewrażliwiona na jego punkcie i zbyt nadopiekuńcza...
    Trzymam za Was kciuki i mam nadzieję, że wszystko się ułoży.
    Jeśli czujesz, że nie poradzisz sobie sama zgłoś się do jakiegoś psychologa, czy psychiatry. Teraz takie rzeczy są refundowane. Powodzenia i ściskam kiss
  • anuska2507 01.06.17, 10:53
    angeika89, czy dużo czasu zajął Ci powrót do "normalności" (jeśli w ogóle można to tak nazwać)? Ja myślałam, że prawie miesiąc po poronieniu jakoś sobie radzę... "Jakoś" to dobre słowo. Ogólnie już trochę się wyciszyłam, największe emocje opadły. Zaczęłam myśleć o kolejnej ciąży - to pozwoliło mi nabrać trochę optymizmu. Ale wciąż wracam do poronienia, analizuje przebieg, możliwe przyczyny. Zastanawiam się czy robić jakieś badania na własną rękę, mimo że lekarz nic mi nie zlecił, bo może dzięki nim coś się dowiem. Przez to jeszcze bardziej się męczę, ale jednocześnie mam taką potrzebę. Zaczynam też się zastanawiać, czy nie lepiej byłoby gdybyśmy zdecydowali się zarejestrować dziecko i nadać mu imię. I ostatnio znowu zaczęłam się rozklejać na myśl o tym wszystkim, te wszystkie wątpliwości, decyzje mnie przerastają chyba sad Nie mogę się na niczym skupić...
  • angeika89 02.06.17, 23:50
    Na pewno nadanie imienia dla dziecka nie sprawi, że się wyciszysz i zapomnisz. Wyjdziesz z urzędu i będziesz płakać jak w tamtym pechowym dniu jak straciłaś swoje maleństwo (u mnie tak było). A za każdym razem jak usłyszysz to imię będziesz płakać i wspominać. Myślę z perspektywy czasu, że to nie był dobry pomysł. Chociaż z drugiej strony miałam 2 miesiące urlopu macierzyńskiego, który był mi potrzebny gdyż nie mogłam pracować i normalnie funkcjonować. Myślałam także o psychologu, ale obyło się bez.
    Kiedy po trzech miesiącach od poronienia lekarz powiedział, że mogę znowu zajść w ciążę zaczęliśmy się starać. A ja wręcz stałam się chora na tym punkcie. Co dwa tygodnie, albo i częściej robiłam testy ciążowe. Liczyłam dni płodne etc...
    Wariowałam na punkcie dziecka. A kiedy się okazało, że jestem w ciąży zaczęły się obawy, że historia się powtórzy.
    Jak w 11 tygodniu zaczęłam lekko krwawić przestraszyłam się i razem z mężem płakaliśmy, bo baliśmy się, że znowu się nie uda. Na szczęście sie udało i mam cudownego synka.
    Długo jeszcze trwało zanim pogodziłam się z sytuacją, syn miał chyba 1,5 roku jak zaczęłam mówić po imieniu do córki Szwagra. Moja sytuacja była bardzo trudna i jakoś sie pozbierałam. Dlatego wierzę w Was wszystkie, że również staniecie na nogi. I z całego serca życzę Wam upragnionego potomstwa.
    Wiem, że teraz trudno myśleć o następnych staraniach, ale wiem że ciąża i syn wyleczyli mnie z depresji.
    Dlatego nie poddawajcie się i trzymam kciuki Kochane.
    Ściskam....
  • anuska2507 04.06.17, 14:46
    Dziękuję Ci za słowa wsparcia, myślę że pomogły nie tylko mnie, ale też innym dziewczynom, które muszą się z tym zmierzyć.
    Mimo moich wątpliwości myślę, że chyba masz rację z tą rejestracją. Niektórym to może pomaga, ale my z mężem zrezygnowaliśmy, bo nie chcieliśmy jeszcze mocniej zżywać się z dzieckiem, które już straciliśmy. Do tej pory nie mieliśmy wybranego imienia i szukanie tego wyjątkowego w tej sytuacji byłoby ponad nasze siły...
    Ja akurat ze zwolnieniem nie miałam problemu. Dostałam zwolnienie na prawie 4 tygodnie i na kontrolnej wizycie lekarz sam pytał, czy jeszcze potrzebuję, ale ja chciałam już wracać do pracy, żeby nie siedzieć w domu, mieć jakieś zajęcie i kontakt z ludźmi.
    Mi w tym momencie wydaje się, że czas do kolejnej ciąży to odległa wieczność big_grin ale spróbuję uzbroić się w cierpliwość, choć czuję, że może nie być łatwo. Wiem też, że już nie będzie tak samo jak za pierwszym razem.
    Cieszę się, że Tobie udało się "pozbierać" i że udało Ci się zostać mamą.
    Mam nadzieję, że nam też się to kiedyś uda. Pozdrawiam Was i także trzymam kciuki, żeby wszystko się ułożyło.
  • malyyna4444 28.06.17, 23:08
    Przykro mi czytać coś tak przykrego... Sama doznałam tego uczucia i tak jak Ty nie otrzymałam opieki jakiej potrzebowałam od personelu...
    Minął tydzień, ból zawsze będzie, zawsze aniołek pozostanie w Twoim sercu, jednak nie możesz się załamywać. Mnie przytrafiło się to niemalże rok temu (w sierpniu będzie rocznica). Jeżeli chcesz ulżyć sobie w cierpieniu, może to dosyć dziwny pomysł, ale ja na przykład postanowiłam zapalić światełko na cmentarzu gdzie jest grób Dzieci Nienarodzonych. Czekam na rocznicę, z pewnością tam pojadę, mimo że tyle minęło czasu, nadal nie mogę pogodzić się z tą myślą, czasem mam napady histerii, zazwyczaj gdy jestem sama. Myślę wtedy "Co by było gdyby..."
    Niestety, nadal nie umiem znaleźć odpowiedzi na to pytanie, zapewne żadna z nas go nie odnajdzie. Jedynym wytłumaczeniem które ciągle sobie wpajam jest fakt że maleństwo za bardzo wstydziło się przyjść na świat więc postanowiło poczekać jeszcze trochę. I to chyba jedyny sposób który pomaga przyswoić tą informację...
    Przeczekaj trochę, daj swojemu organizmowi jak i psychice odpocząć po traumatycznych przeżyciach. Nic na siłę, uwierz, jestem tego doskonałym przykładem. Kiedy bardzo staraliśmy się z narzeczonym o maluszka i chcieliśmy by to się stało "JUŻ" to nic nie wychodziło. Kiedy tylko otrzymałam leki od gin na podtrzymanie ewentualnej ciąży (duphaston) poinformował mnie że w ciągu 3 miesięcy zajdę w ciążę jednak mało prawdopodobne że będzie to pierwszy miesiąc. I co? BUM! Pierwszy cykl i pojawiła się słaba druga kreska... Nie przejmowaliśmy się tym pierwszym miesiącem, podeszliśmy do sprawy że i tak zapewne się nie uda skoro próbowaliśmy bez leków ponad rok. A tu takie coś...
    Wierzę że uda Ci się podnieść po cierpieniach jakich doznałaś, minęły trzy miesiące, mam nadzieję że nadal wchodzisz na ten wątek.
    Wybacz że się tak rozpisałam i jeśli doczytałaś do końca, dziękuję że poświęciłaś mojej opinii nieco uwagi.
    Powodzenia i Pozdrawiam smile
  • angeika89 28.06.17, 23:47
    Fajnie że też się wpisałaś w ten wątek. Dziewczyny może inaczej spojrzą na swoją sytuację. Zamiast się załamywać zaczną się starać i wierzyć że i im w końcu się uda.
    Gratuluję że Ci się udało i oby było nas jak najwięcej.
    Pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka