Dodaj do ulubionych

slowa, ktore nigdy nie powinny pasc

  • 15.12.04, 14:21
    Wizyta lekarska troche ponad miesiac po poronieniu zywego dziecka ok. 14 tc. Ze
    mna weszla przedstawicielka firmy farmakologicznej (bylam przekonana, ze to
    pacjentka chce sie spytac, czy zostanie przyjeta). Dala jeden kalendarz i odbyla
    sie zenujaca scena jak pani dr i jej asystentka dopraszaja sie o nastepne.
    Potem - przed pania dr lezy moja karta chorobowa(?) - zamknieta. W niej wypis ze
    szpitala po poronieniu. Ani slowa do mnie, tylko do pomocy - "Gdzie karta
    ciazy?" "U pacjentki" Wyjelam. Do mnie z pretensja: !"A dlaczego pani tak
    nieregularnie chodzi?! Czemu nie byla pani 4-go?!" Poplakalam sie - 4 XI
    wypisywano mnie ze szpitala, po poronieniu.
    Potem byl caly bukiet "kwiatkow":
    poronienia sie zdarzaja, organizm chcial wydalic uszkodzony plod (wg badan
    hist-pat "nie stweirdza sie obecnosci wad rozwojowych", wtedy jeszcze tych
    wynikow nie mialam, ale usg z dnia poprzedzajacego bylo prawidlowe), nieraz i
    piec ciaz sie roni, niech pani nie rozpacza, w tak wczesnej ciazy nie podaje sie
    srodkow rozkurczowych (od OM 15 tydz), mam nie szukac winnych itd, itd Reszty na
    szczescie juz nie pamietam. To byla 1! wizyta.
  • 16.12.04, 09:50
    Ja troche nietypowo... Ponizsze slowa padly z ust mojej szesciolatki...
    "Mamo, jak malutkie dziecko umrze jeszcze przed chrztem, to ma grzech i idzie
    do piekla." Wykrztusilam tylko, ze to nie jest prawda... Chyba wybiore sie na
    rozmowe do pani katechetki...

    Pozdrawiam,
    Havena
  • 17.12.04, 08:24
    Tak, Havenko, myślę, ze powinnaś koniecznie porozmawiac z katechetką. Jak można
    dzieciom mówić takie rzeczy! Ja ostatnio byłam zbulwersowana reportażem, który
    widziałam w tv. Otóż siostra katechetka zadała dzieciom w gimnazjum zadanie
    doowe: napisz mowę pożegnalną na WŁASNYM pogrzebie. Świat oszalał!!!
  • 11.01.05, 11:55
    havena napisała:

    > Ja troche nietypowo... Ponizsze slowa padly z ust mojej szesciolatki...
    > "Mamo, jak malutkie dziecko umrze jeszcze przed chrztem, to ma grzech i idzie
    > do piekla." Wykrztusilam tylko, ze to nie jest prawda... Chyba wybiore sie na
    > rozmowe do pani katechetki...
    >
    > Pozdrawiam,
    > Havena
    KONIECZNIE MUSISZ IŚC DO KATECHETKI.NIE POWINNA UCZYĆ W TAKI SPOSÓB DZIECI.
    --
    Kochany Dawidek forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=14859216
  • 20.08.05, 19:03
    havena napisała:

    > Ja troche nietypowo... Ponizsze slowa padly z ust mojej szesciolatki...
    > "Mamo, jak malutkie dziecko umrze jeszcze przed chrztem, to ma grzech i idzie
    > do piekla." Wykrztusilam tylko, ze to nie jest prawda... Chyba wybiore sie na
    > rozmowe do pani katechetki...
    >
    > Pozdrawiam,
    > Havena

    A ja moje dziecko ochrzcilam - zgodnie z prawem kanonicznym nawet osoba
    nieduchowna moze to zrobic w sytuacji "podbramkowej". W momencie, gdy
    wiedzialam, co sie dzieje, powiedzialam sobie po cichu te slowa.

    --
    Sympatia lub nienawiść odmieniają twarz sprawiedliwości
    Wkrótce zima i w ogóle...
  • 17.12.04, 10:41
    Popłakałam się czytając Wasze posty. Po prostu koszmar.
    Dla mnie cały pobyt w szpitalu z powodu poronienia był okropny. Nigdy w życiu
    czegoś tak okropnego nie przeżyłam.
    Kiedy dotarłam do szpitala nad ranem, z bólem i krwawieniem nie było jeszcze
    żadnego lekarza. Trzymając się za brzuch, skulona i kiwając się z bólu
    musiałam odpowiadać na jakieś głupie pytania - pielęgniarka wypełniała ankietę.
    Potem kazała po prostu położyć się do łóżka. Strasznie mnie bolało.
    Wymiotowałam, mdlałam, słaniałam się po korytarzu (musiałam chodzić do toalety
    bo do tego wszystkiego miałam jeszcze biegunkę). Do tego stres, z powodu tego
    co sie stało, byłam wtedy w szoku, nawet nie widziałam, że na korytarzu
    patrzyły na mnie inne pacjentki. Później mi opowiadały.
    Pamiętam słowa, które dźwięczą mi w uszach do dziś. To było usg dopochwowe,
    zrobione baaardzo nie delikatnie, a ja byłam taka obolała, że bolało mnie to
    bardzo. Lekarz wywijał tym urządzeniem na wszystkie strony (we mnie) i
    krzyczy: "Tu nie ma żadnej ciąży" i do mnie: "Czy tu w ogóle była jakaś ciaża?".
  • 17.12.04, 11:55
    Oni chyba mają nas za wariatki, które mają urojoną ciążę!!! Ja usłyszałam
    dokładnie takie samo pytanie. A przecież miałam zdjęcie z pierwszego usg, gdzie
    był dzidziuś!
  • 17.12.04, 18:23
    Krakow. Szpital Narutowicza. Lekarz prowadzacy ciaze - dr Jan K.
    Gabinet USG, w trakcie badania [USG dopochwowe] pan dr odebral dwie rozmowy na
    swojej komoreczce, a oto jego komentarze:
    - tiaa... wszystko plywa w bezladzie
    - nic z tego nie bedzie
    - no prosze spojrzec... tu juz nie ma zadnej ciazy
    po badaniu [ja zalamana, nie wiem gdzie mam sie podziac] dr mowi "40 zl sie
    nalezy" mialam 50 zl, pytam sie czy ma wydac na to dr "nie mam wydac, ale 50 zl
    tez moze byc" [nigdy reszty nie zobaczylam]

    Sala zabiegowa, ja w znanej juz pozycji, dr sie przygotowuje do zabiegu, wchodza
    pielegnirki i zaczynaja przekomarzac sie z dr "Panie doktorze... obiecal nam Pan
    zadnych wiecej zabiegow dzisiaj, mialysmy isc o 16.00 do domu..." chcialam
    wstac, przeprosic za zamieszanie i wyjsc.

    Kilka chwil przed podaniem mi atropiny dr Jan K. staje miedzy moimi nogami i
    stwierdza "Ale Pani i tak wiedziala, ze z TEGO nic nie bedzie, prawda?"

    Po wybudzeniu leze w kaluzy krwi i zwijam sie z bolu. Przychodzi pielegniarka i
    zaczynam ja prosic o cos przeciwbolowego. Ona sie drze na mnie, ze chce wyludzic
    przeciwbolowe srodki, bo przeciez po zabiegu to nie ma prawa mnie nic bolec.
    W koncu jeden z lekarzy mowi jej, zeby mi cos dala. Przychodzi z kroplowka,
    niestety moj venflon [czy jak to sie tam nazywa] jest zapchany, wiec po 10 minut
    szarpania go [myslalam, ze dlon mi wyrwie] mowi mi, ze skoro tak, to tylko
    zastrzyk w tylek moge dostac. Godze sie. Przychodzi ze strzykawka. Wbija mi ja w
    tylek.
    Ja - co to za srodek.
    Ona - czy to wazne?
    Ja - tak, bo na przyklad na ketonal jestem uczulona.
    Ona - to jest ketonal. Po czym wstrzykuje mi zawartosc strzykawki.
    Po kilku minutach mam wysypke na ciele, pielegniarke to wali.
    Gdy moge wstac lekarz przychodzi do mnie z wypisem i bierze mnie na strone
    mowiac m.in.
    - przejsc nad tym do porzadku dziennego
    - zapomniec
    - poza tym - co to byla za ciaza? tylko 3-miesieczna...
    Do widzenia.

    --
    Just married!
    Wesolych Swiat!
    There is always room for Jello
    Au Pair
  • 17.12.04, 18:35
    A ja miałam Narutowicza za porządny szpital.
    Na serio po podaniu że jesteś uczulona na ketonal ona ci go wstrzyknęła???!!!!
    Może jednak przed? Bo to jest aż niemożliwe...
  • 20.12.04, 02:55
    halina25 napisała:

    > A ja miałam Narutowicza za porządny szpital.
    > Na serio po podaniu że jesteś uczulona na ketonal ona ci go wstrzyknęła???!!!!
    > Może jednak przed? Bo to jest aż niemożliwe...

    Powtorze jeszcze raz: po moim "jestem na ketonal uczulona" wcisnela "spust"
    strzykawki. Po jakims czasie, gdy opuszczalam szpital, spotkalam ja na
    korytarzu, zatrzymala mnie i zapytala "co Pani miala na mysli mowiac, ze jest
    Pani uczulon ana ketonal?" odpowiedzialam jej, zgodnie z prawda, ze cialo
    pokrywa sie wysypka a twarz mi troche puchnie, na to ona "aha, myslalam, ze cos
    gorszego. Do widzenia".

    Tak bylo.
    Mia

    --
    Just married!
    Wesolych Swiat!
    There is always room for Jello
    Au Pair
  • 17.12.04, 19:17
    U mnie wszystko byłoby okej atmosfera,lekarz prowadzący, gdyby nie słowa jednej
    z pielęgniarek...
    jestem juz po zabiegu - przybita, smutna ale mimo wszystko świadoma wszystkiego
    i dzwonię dzwonkiem po pielęgniarke aby zapytac:
    -czy dostane dzis czy jutro immub. (poniewaz mamy konflikt syrologiczny - dawka
    musi byc podana do 72h)
    a pielęgniarka na ta:
    -ze dzwonek nie jest po to zeby zadawać pytania, jak mam pytanie to mam przyjść
    do dyżurki - powiedziała to tonem tak nie miłym i oschłym ze przez całą noc nie
    mogłam zasnąc sad aby jak najmniej takich ludzi sad((((((
  • 19.01.06, 00:31
    Tez mam taki konflikt,ale zastrzyk dostalam zanim jeszcze sucho i obojetnie
    potwierdzil po dwuch dniach ,ze poronilam.Okropne.Lerzalam na emergenci
    zabeczana,zakrwawiona,trzeslam sie z zimna,jak zwierz .Okropne.Nigdy tego nie
    zapomne.Do tej pory mnie sciska,chos to byl 1 trymestr,w sposubb jak traktuja
    kobiety.Nigdy nia zapomne twrzy tj kobiety,patrzyla na mnie z obrzydzeniem a ja
    nie wiedzialam co robic
  • 08.10.13, 18:59
    Urodziłam martwe dziecko w 12 tygodniu...piszę urodziłam,bo po tabletkach poronnych zwyczajnie miałam bóle porodowe (a je znam,bo mam zdrowego synka)-starszy lekarz przy chęci otrzymania aktu zgłoszenia urodzenia martwego dziecka:powiedział,że mi go nie wystawi,bo nie znamy płaci dziecka i blablabla-nazwał moje dziecko wyskrobinami,które by trzeba było zbadać...bez komentarza...
  • 17.12.04, 20:11
    mnie o dziwo przyjęli całkiem całkiem. Na izbie przyjęć badała mnie pani
    doktor, której imienia i nazwiska nie byłam w stanie przeczytać (jak się
    później dowiedziałam jest Mongołką) a ona po polsku nie za dobrze mówiła smile
    Nikt niczego strasznego mi nie powiedział, raczej nikt nic nie mówił - nie
    wiem, czy wszędzie tak jest, że lekarze myślą, że kobieta, skoro jest w ciąży,
    powinna wiedzieć wszystko. Teksty były raczej: to pani już wie? lekarz pani
    powiedział? czuła pani że coś jest nie tak? spodziewała się pani tego?
    No i zamiast rozmowy, panie położne od razu zaproponowały mi środki na sen ew.
    relanium. I były bardzo zdziwione, gdy powiedziałam, że absolutnie nic nie chcę.
    Dzięki temu zobaczyłam na własne oczy moją fasolkę i mogłam godnie ją pożegnać.
    A przede wszystkim rano na zabieg poszłam z przekonaniem, że już jej we mnie
    nie ma i że już nic się nie da zrobić.
  • 21.12.04, 19:00
    ja oczywiście jak my tu wszystkie również usłyszałam kilka "miłych" uwag.
    To było moje drugie poronienie (za dwa tygodnie mój własny ślub), siedziałam w
    pokoju pielęgniarek i wpisywano mnie do przyjęcia, pielęgniarka pyta o
    wszytskie dane i nagle stwierdza do koleżanki:
    - kolejna panienka z dobrego domu...
    - i pewnie kolejna wpadka... hi hi hi .....
    przyrzekam wam że mowę mi odebrało, co miałam kretynce odpowiedzieć.... a potem
    jeszcze lekarz który mi robił usg... (ja jeszcze nie wiedziałam oczywiście że
    poroniłam) do grupki studentów nade mną:
    - widzicie tu jakieś serce? bo ja nie? tu nic nie bije... ciekawe czy w ogóle
    biło?.... no widzi ktoś czy nie do cholery, po co tu jesteście?....

    i w taki oto sposób dowiedziałam się że mójemu maluszkowi już nie bije
    serduszko... chciałam umrzeć i już niczego nie słyszeć....
    no i cała oczywiście seria od pielęgniarek typu: "nie ty dziecko pierwsza i
    nie ostatnia", "zdarza się nie ma co rozpaczać", "przecież to nie koniec
    świata" a jak po zabiegu prosiłam o leki przeciwbólowe bo nie mogłam wytrzymać
    z bólu (mój błąd chyba że zadzwoniłam dzwoneczkiem a nie zapieprzałam po
    korytarzy z kroplówką w ręku) to usłyszałam żebym nie przesadzała i poszła
    spać...

    o matko aż mi się słabo robi jak sobie to przypominam.... to takie
    upokarzające...
  • 27.12.04, 19:55
    1 stycznia 2001 roku godz 20 9 tydz. silny krwotok krew leje mi sie po nogach
    ciemno przed oczami koszmarnie bolesne badanie i słowa "chocmy na usg zobaczyc
    czy toto jeszcze zyje"..... serduszko biło i dzis ma 3,5 roku potem spotykałam
    sie z Tą pania dr jeszcze wiele razy na patologii ciazy przy kolejnej ciazy
    przy poronieniu przy porodzie ale nigdy juz nie odezwała sie do mnie słowem
    tylko patrzyla sie tak dziwnie czyzby gryzło ją sumienie??
  • 27.12.04, 23:50
    tak mi przykro za wszystkie te słowa. Ja też jestem po zabiegu ale miałam
    szczęście nie usłyszeć takich przykrych słów.
    akinomi
  • 29.12.04, 17:02
    Przeczytałam wszystko, jestem w szoku i płaczę i płaczę bo nigdy nie
    przypuszczałabym że w obliczu takiej tragedii można zostać tak potraktowaną i
    to przez kobiety. Dzięki Bogu nie przeżyłam poronienia, ale było blisko. Od
    początku ciąży miałam plamienia, krwawienia bóle podbrzusza lekarz wypisał
    receptę zbadał i na pytanie czy z dzieckiem jest wszytsko w porządku skrzywił
    się i powiedział że płód jest w porządku a krwawienia są od nadrzerki" w 4
    miesiącu poszłam do innego lekarza znajomego mamy i usłyszałam " To najgorsze
    ma pani za sobą ! ja " jak to" Lekarz " To nie leżała Pani w szpitalu, przecież
    było zagrożenie poronieniem " A tamten lekarz nic mi o tym nie powiedział nie
    zalecił nawet zwolnienia obrotów, większego odpoczynku.
  • 02.01.05, 02:44
    Pierwsza, bardzo wyczekiwana ciąża (14 tydz.- poronienie zatrzymane), leże na
    oddziale z baaardzo opuchniętymi oczami i ciągle łkająca, a pielęgniarka do
    mnie "Nie płacz dziewczyno, lepiej tak niz jakbys miała miec za dużo." Miewam
    ostry język ale wedy mnie zatkało.
  • 07.01.05, 15:47
    nawet nie wiem, co napisać, może tylko to, że zaskakiwało mnie wciąż, że ja -25
    lat (ale wyglądam tak, że piwa bez dowodu mi nie sprzedają), kończę studia,
    usłyszałam (pokątnie, nie wiem, kto to powiedział), że jak się "jeszcze uczę a
    nie pracuję" to "tyle dobrze"- zrozumiałam, że niejako za młoda jestem na
    dziecko, ale to może moja nadinterpretacja. Ale wyraźnie usłyszałam
    "pocieszenie", że młoda i zdrowa jestem, to następnym razem będzie dobrze, nie
    przejmować się, uspokoić. Tak jakby ci wszyscy ludzie myśleli, że takie
    zagadywanie bólu, łez, to pociesza - nie płacz, bądź silna, to tylko 12 tydzień.
    A do tego mieli wyłączność na jedyny słuszny pogląd na życie- tak jakbym nie
    mogła planować dziecka na ostatnim roku studiów, jakby to z założenia musiała
    być wpadka...BTW, spotkałam się też z pogardliwym traktowaniem kobiety z 5
    dzieci - upewniano się, że ma wyższe wykształcenie i nie pracuje, bo nie chce,
    bo taki mają z mężęm pomysł na życie...Przepraszam za chaotyczność, przeglądam
    to forum w te i we wte i szlag mnie trafia, i "moje" boli. Zmieńmy coś!!
    Pozdrawiam
  • 17.03.05, 13:11
    czy możesz napisać, jak nazywał się ten lekarz?
    Dzięki
  • 20.10.09, 15:39
    Poroniłam drugi raz. Byłam w totalnej rozsypce. Najbardziej w głowie siedziało
    mi to, że oddałam moje maleństwo do badania histopatologicznego. Jestem wierząca
    i zwyczajnie miałam wyrzuty sumienia, ale nie wyobrażałam sobie, że mogłabym je
    zabrać. Za mało sił chyba i odwagi.
    Leżę więc skulona jak pies i czekam na zabieg kiedy wchodzi do mojej sali ksiądz
    z komunią świętą (codziennie przychodził). Zapłakana pytam, czy mogę z nim
    chwilę porozmawiać bo mam wielkie wątpliwości, a on: " dobra, tylko szybko bo
    tyle jeszcze sal przede mną, a na mszę się nie mogę spóźnić". To było 3 lata
    temu, słowa wciąż brzmią w moich uszach. wtedy kazałam mu wyjść i miałam bardzo
    duży kryzys wiary. Przezwyciężyłam. ale okropnie bolało.
  • 04.11.09, 22:18
    Kiedy lekarz stwierdził poronienie w szpitalu po usg dał mi wydruk z pustą
    macicą i powiedział- "Masz na pamiatkę".
  • 31.01.10, 23:23
    witam
    ja tez chcialabym cos dodac

    przy mojej pierwszej ciaży od poczatku miałam krwawienie do tego
    guza na jajniku ok 5 cm nikt nie wiedzial co to jest a badan zadnych
    nie mogli zrobic.
    jak poszłam do lekarza , stwierdził ciaże ( cały czas krwawiłam) 6,5
    tyg
    wypisał co trzeba do swoich notatek nie dał zadnych tabletek ani
    skierowania do szpitala i mowi do mnie tak
    "ja tu karty ciązy nie zakładam bo pani i tak do mnie wroci za 3 tyg
    pewnie z poronieniem" wyszliśmy z tamtad z meżem i pobiegliśmy od
    razu do innego lekarza - moje dziecko ma teraz 2,5 roku była
    wczesniakiem guz rosł razem z nią ale zyjemy obydwie i dziekujemy za
    to bogu
    druga ciaża 12 tyg wpadam do szpitala błagam o pomoc ten sam lekarz
    pyta co sie stało ja mowie ze krwawie a on do mojego męza "ze jak mu
    sie tak bardzo chciało to mogł isc do mojej koleżanki" ( na
    marginesie nie kochaliśmy sie z męzem wogole odkad zaszłam wciąze)
    idziemy na usg ciąza obumarła stwierdza po czym dodaje " e pani
    młoda jest jeszcze nie jedno pani urodzi" ( mołoda ale bez tarczycy
    z czesto tworzącymi sie guzami w całym organiżmie niewiadomego
    pochodzenia ) nie tak łatwo bedzie mi zajsc w następna ciaże a co
    dopiero ja utrzymac .ręce opadają szkoda tylko ze człowiek w takiej
    sytuacji nie jest w stanie sie nawet bronic
    potem juz przed samym zabiegiem pielęgniarka mowi "siadac, sciagac
    majtki kłasc sie oddychac a potem juz nic nie pamiętam budze sie
    wrzeszcze płacze zal straszny do tego jeszcze okropny ból one do
    mnie a czemu pani tak sie wydziera przeciez zaraz ktoś przyniesie
    zastrzyk.........

    tesknie za moim aniołkiem
    --
    nasza mala ksiezniczka - 22.07.07
    nasz mały aniołeczek[*]-3.01.10
  • 20.04.10, 22:02
    10 lat temu spóźnił mi się okres. Poszłam, do ginekologa. Powiedział: jest pani
    w ciąży pozamacicznej. Trzeba ją wyskrobać.
    Przepłakałam 2 dni a trzeciego - dostałam okres
  • 14.05.05, 12:49
    21.02.o5 noc..taksowka..ja obolala i skulona,przy mnie moj maz..przywitala mnie
    pani dr z izby przyjec-ziewajac...i burczac cos pod nosem jak gdybym dla
    przyjemnosci przyjechala ja obudzic...
    powiedziala:"ja z oczu nie umiem czytac..trzeba zrobic usg"
    robimy usg....
    ja pytamjuz 3 raz"jest bicie serduszka??"
    a ona na to ze zloscia obraca monitor w moja strone i pyta:"czy widzi tu pani
    bice serca??!!" obraz jest nieruchomy.... "nie.nie bije..przeciez!!!"
    potem ankieta..100pytan do... o10.oo rano wizyta..bardzo niedelikatne
    wziernikowanie(niedelikatne to malo powiedziane,lekarz wepchnol we mnie
    metalowy wziernik rozmiaru xxxL,kiedy zwinelam sie z bolu nakrzyczl na mnie ,ze
    histeryzuje...
  • 14.05.05, 15:09
    nie rozumiem tego, że nie może boleć, że nie można z bólu płakać, bo przecież
    nawet jeśli to nie boli (mnie bolało!) to mamy prawo do histerii, nie??
    oby nigdy więcej sad
  • 03.01.05, 04:11
    Żałuje, że nie dotarłam no to forum jak byłam po poronieniu. Byłoby mi łatwiej
    gdybym wtedy mogła się wyżalić i poczytać że nie jestem jedyna.Choć nikomu tego
    nie życzyłabym, nikt mnie nie mógł wtedy pocieszyć bo wśród znajomych nie było
    takiego nieszcześcia. Na badania poszłam w 8 tyg- to pan dr wykrył u mnie
    plamienie podczas pobierania wymazu na cytologie. Od tego momentu zaczełam
    coraz bardziej krwawic -po rozmowie tel kazał mi leżec i tyle. Gdy krwawienie
    trwało juz 3 dzień i nie wytrzymałam - pojachałam na pogotowie - bo nie mogłam
    sie skontaktować z moim lekarzem i tam, dostałam natychmiastowo skierowanie do
    szpitala. W międzyczasie jednak mąż dodzwonił się do lekarza i ten kazał do
    siebie przyjechać. Wspominam to jak najgorszy koszmar - długo nie mogłam o tym
    opowiadać, a wyglądało to tak:
    musiałam czekać w kolejce na przyjęcie do lekarza, gdy wreszcie weszłam do
    gabinetu "Pan dr" kazał mi się rozebrać do badania, a że fotel był po drugiej
    stronie pokoju od miejsca w którym się rozbierałam musiałam przemaszerować
    przez całe pomieszczenie nie dość że z gołym tyłkiem to jeszcze mocno
    krwawiąc.Badanie nie trwało więcej niż 5 min w momencie gdy coś ze mnie
    wychlupnęło. TO BYŁO MOJE DZIECKO!!!!!!!! A "dr" stwierdził - "ooo właśnie pani
    poroniła" Nie było słów przykro mi tylko ... no to już może się pani ubrać.
    Jak się rozryczałam to mi się zapytał czemu płacze- jakby to miało być dla mnie
    normalne ze właśnie straciłam dziecko!!!
    Zero ludzkich uczuć - poprostu rutyna!!!
    Potem musiałam posprzątać po sobie gabinet- bo miał następną pacjentkę.
    A na koniec zapytał czy skorzystam z tego skierowania do szpitala - bo
    przydałby się oczyścić macicę. Jam mu powiedziałam że chyba tak - to dostałm do
    ręki pojemniczek do badania histopatologicznego z ..... moim maleństwem. Tego
    juz wogóle teraz nie mogę zrozumieć - jak mógł mnie na to skazać, żebym jechała
    przez pół miasta wyjąc z rozpaczy i ściskając w ręku dziecko które jeszcze
    przed chwilą było we mnie!!!!! On pracował w tym samym szpitalu do którego ja
    miałam skierowanie.
    W samym szpitalu byłam na szczeście tylko niecałą dobę- więcej bym nie
    wytrzymała bo położyli mnie na patologi na sali z ciężarną, a druga matka
    właśnie oczekiwała aż jej przywiozą maleństwo. Do szpitala dotarłam późnym
    wieczorem - właściwie w nocy i juz po kilku godzinach miałam zabieg. Wszystko
    na szczęście przebiegło prawidłowo i rano czułam się dobrze - przynajmniej
    fizycznie. Rano był obchód - po którym pielęgniarka -zapytała - KIEDY BYŁ
    PORÓD ? Nie miałam jej za złe niedoinformowania - ale mnie się zrobiło tak
    przykro że rozbeczałam się na dobre.
    To wszystko działo się 5 lat temu 13 grudnia.
    Dokładnie po 5 latach znowu jestem w ciąży - jutro ide do lekarza - ALE JUZ
    ZUPEŁNIE INNEGO - DO TAMTEGO NIE WRÓCIŁAM NAWET PO WYNIKI CYTOLOGII- i może
    zacznę się w końcu cieszyć. To byłby juz 11 tc. Oczywiście byłam już wcześniej
    i widziałm serduszko, ale wtedy 5 lat temu coś we mnie umarło i boje się ze jak
    rozpalę w sobie nadzieję to bede znowu tak cierpieć.
    Trzymajcie kciuki!!!
    Maja (i może jeszcze ktoś)
  • 07.01.05, 15:28
    trzymam kciuki smile Jestem zaraz po poronieniu...i wierzę, staram się wierzyć, że
    to taki sprawdzian generalny był przed tą właściwą, dobrą ciążą. Dlatego wierzę,
    że Ci się uda - musi się udać! Pozdrawiam serdecznie
  • 10.01.05, 16:46
    Majeczka niema takich słów które mogłyby wyrazić jak bardzo wstrząsnęła mną
    Twoja historia. Życzę ci szczęśliwego rozwiązanie i pięknego dzidziusia.
  • 11.01.05, 03:18
    Dzieki dziewczyny za słowa otuchy! Lekarka potwierdzila ze wszystko jak na
    razie jest w porządku.Jeszcze tydzien i najbardziej krytyczny okres bedzie za
    nami. Oczywiscie nie zdołało mnie to do końca uspokoić, ale staram się mysleć
    pozytywnie bo to korzystniej wpływa na kruszynkę niż zamartwianie się.
    Myślę że jeśli coś jest nam pisane to nas nie minie i nie mamy na to wpływu.
    O wydarzeniach z przed 5 lat nigdy nie zapomnę, ale staram się już o tym nie
    myśleć.
    Pozdrawiam serdecznie i wierzę że już niedługo dołączycie do mnie z
    powiekszającymi się brzuszkami! Czego wam z całego serca życzę.
    Maja
  • 25.01.05, 13:48
    Ogromnie Ci współczuję! Chyba nie można sobie tego gorzej wyobrazić. Życzę
    serdecznie, aby tym razem było wszystko ok! Dużo pociechy z maleństwa - takiej
    nieutraconej pociechy. DLa mnie ta pierwsza ciąża, którą właśnie straciłam, to
    taka utracona iluzja. Bo nie mogę nawet powiedzieć, że to utracone dziecko. Coś
    tam było, ale nie wiadomo co... Wyniki histopatologii dopiero odbieram.

    Ksiądz w szpitalu mi mówił, że gdy Pan Bóg daje nie należy za bardzo się
    cieszyć, a gdy odbiera - nie należy za bardzo się smucić. Tylko jak to wcielić
    w życie? Zresztą nawet nie wiem, czy potrafię żywić do Boga jakiekolwiek
    pozytywne emocje. Czy potrafię mu ufać i się modlić.

    A a propos nie doinformowania i nieświadomego zadawania bólu, ksiądz po
    koledzie, mając odnotowane, że jesteśmy młodym małżeństwem, zapytał: "A co z
    dziećmi?" To było na drugi dzień po zabiegu. Ale może nawet takie nieswiadome
    kłujące słowa są potrzebne (nie chamskie, ale takie własnie wynikające z
    niewiedzy). Bo czasami tez trzeba się wypłakać i w ten sposób odżałować to, a
    nie ciągle dusić i dusić ten żal w sobie.

    Jutro przychodzi do mnie przyjaciółka. Zapytała się, czy może przyjść ze swoim
    maleństwem. Wiem, że to będzie mnie boleć, ale powiedziałam, że tak. Nie wiem,
    czy dobrze, czy źle. Ale chyba nie można sie zamknąć w skorupie. Trzeba nad tym
    jakoś przejść do porządku dziennego. Mimo że wiecznie śnią mi sie małe dzieci.
  • 08.07.08, 13:16
    Ja straciłam moje maleństwo w ubiegłym tygodniu ,11tc. Gdy wyłam z
    bólu przed zabiegiem, pomimo podania kilku środków przeciwbólowych,
    usłyszałam od położnej że podchodzę do tego zbyt emocjonalnie (!).
    Później jeszcze spytała jak chcę kiedyś rodzić, skoro nie wytrzymuję
    tego bólu, odpowiedziałam że wtedy będę myśleć o dziecku. Na lekarzy
    nie mogę narzekać ale pielęgniarki traktują nas jak histeryczki
  • 13.07.08, 23:08
    mnie kolezanka ktora poronila kilka mieisiecy po porodzie naturalnym
    bez znieczulenia powiedziala ze te skurcze byly o wiele silniejsze
    niz porodowe... wierze jej, wszystko miala na swierzo niemlaze... ja
    cale zycie bylam przekonana ze poród=cesarka na zyczenie i juz...
    to co przezylam podczas poronienia, to był horror, dól brzucha
    rozdzierały skurcze, a serce pękało z bólu... postanowiłam ze
    kiedyś urodze siłami natury, juz sie nie boje...
    --
    </3 </3 </3

    -Mateusz(*)Natalia(*)
  • 17.03.05, 13:17
    możesz napisać, jak nazywał się ten lekarz?
  • 19.03.06, 11:29
    Witaj Maju. Mam nadzieję, że wszystko z Wami w porządku. Wczoraj też się dowiedziałam, ze poroniłam.To był 7tc, ale nie ma to znaczenia który. Na wizytę w izbie przyjęć na Madalińskiego w Warszawie czekałam 4 godz., mimo iż pielęgniarka wiedziała, że krwawię. Był tylko jeden lekarz na cały szpital i izbę przyjęć. Potem ,,ściągnięto'' drugiego, który mnie badał. Oczywiści bardzo zniechęcony.Po badaniu wziernikowym i usg nie chciał mi wierzyć, że byłam w ciąży, póki nie wykonał testu ciążowego, którego wynik był cyt.,, słabo dodatni''.Nic nie powiedział co mam dalej robić. Wysłał do domu.Pozdrawiam serdecznie i czekam na dobre wieści od Ciebie
  • 05.01.05, 15:37
    "proszę się rozluźnić, bo odstąpię od zabiegu i do jutra będzie boleć. I nie
    hiperwentylować się" - w trakcie łyżeczkowania na żywca, po moich 3
    zapewnieniach, że staram się rozluźnić ale to koszmarnie boli... to od lekarki.
    Gdyby powiedziała: "wiem, że to boli, ale staram się delikatnie, proszę
    spróbować się rozluźnić, a oddychamy powoli, wdech- wydech" to może nie miałabym
    ochoty kopnąć jej w tę nieczułą twarz.
  • 06.01.05, 09:12
    nie bardzo rozumiem dlaczego miałas zabieg na żywca - co to za zabieg?
  • 07.01.05, 15:04
    miałam łyżeczkowanie. dostałam cytotec około 16 i polecenie, żebym po kolacji
    (którą miałam spokojnie zjeść, ok. 17) raczej nie dojadała, bo rano mam być na
    czczo. Ale wszystko potoczyło się szybciej, poroniłam i ok. 19-20 (?) miałam
    łyżeczkowanie w znieczuleniu miejscowym - 2 ukłucia czymś w szyjkę, doustnie pół
    ketonalu. Nie byłam na tyle przytomna, żeby się dowiadywać co dokładnie zaraz
    będzie - no a w trakcie to było za późno... Moja "współlokatorka" była
    mądrzejsza i nie zgodziła się na nic bez anestezjologa, to samo przerabiała ale
    bezboleśnie w krótkotrwałym znieczuleniu ogólnym.
  • 07.01.05, 15:13
    ja miałał łyżeczkowanie 2 grudnia i nawet nikt nie pytał się mnie czy chce ze
    znieczyuleniem ogólnym, przyszedł anestozjolog i na krótki czas byłam
    znieczulona - nic nie czuła i nie słyszałam. Pół ketonalu - dziwne moje
    koleżanki biora po tabletce jak je głowa boli, w którym to było szpitalu? w
    Warszawie?
  • 07.01.05, 15:18
    w Wojewódzkim we Wrocławiu; chyba trafiłam na lekarkę-sadystkę, położne coś tam
    komentowały, ale po chyba - Dormicum (domięśniowo) to było mi wszystko jedno...
  • 25.01.05, 13:55
    Mi dali od razu dwie tabletki, gdy na czwarty dzień po łyżeczkowaniu zgłosiłam
    się do nich z bólami brzucha. Na dodatek, gdy dawano mi te tabletki, ból nie
    był nawet silny.
  • 25.01.05, 15:56
    Wiesz, to może moja paranoja, ale miałam po wszystkim takie wrażenie, jakby oni
    (tzn. część personelu) chcieli mnie "ukarać" za to, że nie zgłosiłam się zgodnie
    z kalendarzem w 10 tygodniu, tylko dopiero w 12. Od początku, gdy się do tego
    przyznałam, co lekarz to mi to wypominał (byłam na 1 wizycie w 6hbd, 10 wypadał
    tuż przed Świętami - mojej lekarki nie było, mi nic nie dolegało, wyniki były
    ok., do tego miałam kłopoty rodzinne). Miałam takie wrażenie, że wszyscy
    zakładali, że to taka nieopowiedzialna wpadka (młodo wyglądam, studiuję) i
    starali się mnie "umoralniać", w ramach tego "cierpienie fizyczne gratis". Nie
    wiem, może to moje jakieś krzywe spojrzenie na sytuację, fakt, że położna
    upewniała się, czy ma dać na pewno tylko pół tabletki, lekarka mimo że
    powiedziałam, ile ważę - 61kg, stwierdziła, że jestem "mała i drobna" (co za
    komplement) i pół wystarczy. To chyba zależy na kogo i w jakim humorze się trafi.
  • 24.04.07, 20:58
    ja też nigdy nie zapomnę tej cholernej niedzieli ,kiedy zobaczyłam plamienie to
    juz w sercu wiedziałam ,co mnie czeka . To był sylwester ,lekarz który robił mi
    usg nawet nic nie powiedział przez pierwsze 10 min , był młody ,praktykant .Te
    usg trwało jakieś pół godziny ,bo on tam nic nie widział .Wkonću poszedł po
    lekarza który stwierdził że nic tutaj nie ma ,aja myślałqam że zarazz spadę z
    tej leżanki .I nakoniec tylko sie zapytał czy zostaje tutaj czy chce na własną
    ręke robić badania .To jest nienormalne jak można się pytać matki czy chce
    wyjść ze szpitala w takim stanie.Od tamtego dnia minęło 4 miesiące
  • 01.04.08, 18:02
    gdy bylam w drugiej ciazy zaczelam plamic - wiedzialam ze tak sie zaczyna poronienie bo juz jedno mialam za soba . poszlam do szpitala (mieszkam w uk) i uslyszalam : "albo sie utrzyma albo nie , my moglibysmy pomoc gdyby byla pani min 5-6 miesiacu" . ja poronilam w 11tyg , bo wedle nich dziala tu prawo dżungli : przezyje silniejszy! tu do lekarza nie masz po co przychodzic jesli jestes wczesniej niz 12 tydz.
  • 03.09.11, 15:58
    Minęły prawie trzy tygodnie od zabiegu, jeśli chodzi o szpital nawet było ok, nie usłyszałam nić co mogłoby zaboleć, ale też nikt mną i moim cierpieniem się nie przejmował, mimo to były to najgorsze 24 godz w moim życiu.Rano zjawiam się na izbie przyjęć, wiem już że moje dziecko nie żyje, 8 tydz przestało bić serduszko, przede mną przyjmowana jest moja dość dobra koleżanka, tylko, że ona do porodu, myślę sobie wtedy Boga nie ma!. Kładą nas na tym samym oddziale, na szczęście na różnych salach, dostaję tabletkę i mam czekać na skurcze i krwawienie, cały czas jest ze mną mąż i koleżanka, która czeka aż zacznie się akcja porodowa. Pojawia się coraz większy ból i krwawienie, zwijam się z bólu i muszę wysłuchiwać dylematów ów koleżanki, że jak dziecko się dzisiaj urodzi to data, taka jakaś nie ciekawa i mało pamiętliwa, jutrzejsza byłaby lepsza,że pielęgniarki na ktg słyszą 3 tętna, że nie chce aby lekarze robili jej masaż szyjki, a ja tylko myślę, żeby przestała, przecież ja właśnie ronię, moje ukochane i wyczekiwane dziecko. O godzinie 22 jestem już po zabiegu, na drugi dzień wychodzę do domu, ona właśnie rodzi swoje dziecko, popołudniu dostaję smsa jestem już mamą, mam piękną i dużą córeczkę i na końcu pytanie jak się czujesz, odpisuję cała we łzach zgodnie z prawdą, że nie potrafię znieść tego bólu, tej pustki, że nie mam sił aby żyć itp. po dwóch dniach dostaję odpowiedź, najpierw oczywiście nowinki z porodu a na końcu stwierdzenie "pamiętaj najpiękniejsze rzeczy z życiu przychodzą najtrudniej" tylko że jej to wszystko przyszło bardzo łatwo i bez problemu, zaszła w ciąże kiedy chciała, ciąża bez problemowa i urodziła cudne zdrowe dziecko!
    a wystarczyło tylko powiedzieć tak bardzo mi przykro, jestem z tobą, tylko tyle.
    Ale się rozpisałam ale musiałam to z siebie wyrzucić
  • 06.01.05, 09:50
    Dlaczego nie dają znieczulenia? Myślałam, że w każdym przypadku łyżeczkowania
    jest podawane znieczulenie, w takiej czy innej formie.
  • 07.01.05, 15:24
    jeśli to "re:" do mnie, to ja niby dostałam znieczulenie miejscowe, chyba
    lidokainą, do szyjki- ale to po prostu nic albo niewiele dało, czułam każdy ruch
    w środku, takie borowanie 5 zębów naraz, nie mogłam powstrzymać się od
    odruchowego uciekania... Niby też dostałam ketonal -ale pół tabletki, nie wiem
    czemu pół, bo ważę 61kg. I Dormicum - to działa uspokajająco i nasennie. Wiem,
    że pacjnetka z łóżka obok miała w znieczuleniu krótkotrwałym ogólnym,
    przeprowadzonym przez anestezjologa - zasnęła i obudziła się po 20 minutach
    trochę nieprzytomna. Pozdrawiam
  • 09.01.05, 22:01
    Dziewczyny,
    przeczytalam wszystkie wasze wypowiedzi. Sa rzeczywiscie smutne. Prawda jest
    taka, ze ktos, kto sam tego nie przeszedl, nie umie sobie wyobrazic, ze strata
    wyczekanej ciazy, niezaleznie od tego, czy trwała 8 czy wiecej tygoni, albo
    duzo mniej-zawsze boli potwornie!! Niektore wypowiedzi sa powalajace! Czasami
    tez widac, ze intencje lekarza czy pielekgniarki nie byly zle-ale nie zdawali
    sobie sprawy, ze trzeba ujac to delikatnie, a nie uzywajac medycznego slangu,
    bo mozna bardzo zranic. Ale są tez wypowiedzi których nic nie tlumaczy!
    Jeszcze jedna rzecz dla tych z was, ktore poczuły sie dotkniete
    okresleniem "wyskrobiny". Niestey jest to termin medyczny i pomimo tego ze tak
    fatalnie nam sie kojarzy, jest to okreslenie fachowe.W pryeciwienstwie do
    skrobanki....
    Pozdrawiam
    p.s. Ja tez mam takie przykrosci za soba...ale nie chce do nich wracac...
  • 11.01.05, 12:12
    Bardzo często piszecie, ze lekarze mówia cos takeigo "CZY TU JEST CIĄŻA, CZY W
    OGÓLE BYŁA?" U mnie było podobnie.Zawsze miałam nieregularne miesiącki i gdy
    poszłam do gin.po raz pierwszy to był chyba 2 tydz.ciaży, ale wg.miesiaczki 6
    tydz. i lekarz powiedział, że "nic nie widzi", kazał przyjśc za tydz., i
    znowu "nic nie widzi" i tak przychodziłam co tydzień, aż w końcu w 6 tyg.
    oznajmił: "jest ciąża!!!jednak jest" - i sam był bardzo tym zaskoczony. On
    myślał, że ja do tej pory sobie ją wmawiałam. A na moje pyt. dlaczego dwa testy
    ciążowe wykazują ciąze odpowiedział:"tak nie raz jest".Zaznacze, że badał
    mnie "ręcznie",a nie przez usg dopochw.W ogóle prze całą ciaże miałam tylko
    jedno usg., chociaz powinnam mieć trzy, no ale tak to jest w tych państwowych
    przychodniach, na wszystkim oszczędzają!
    --
    Kochany Dawidek forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=14859216
  • 16.01.05, 00:42
    Po 3 godzinach łez, na szpitalnym łóżku.
    Wchodzi pielęgniarka z kartą, którą wypełnia się przed zabiegiem operacyjnym.
    Na karcie jest fragment informujący, że poinformowano mnie o rodzaju i
    ewentualnych skutkach planowanego zabiegu. Nie poinformowano mnie, odmawiam
    wypełnienia. Pytam: co będzie wykonywane? Pielęgniarka: zabieg. Pytam: jaki
    zabieg??? (wycięcie migdałków, amputacja nogi czy przeszczep włósów!!!!?????)
    Zdziwiona, że nie znam jej żargonu, informuje mnie i przy okazji cały oddział,
    że chodzi o wyczyszczenie jamy macicy.
    Przeżyłam to dwukrotnie. Aż nie chce mi się pisać o innych małych żalach,
    goryczach, upokorzeniach, których było tyle, że nawet teraz rozpychają mi żebra.
    Pomijając sedno sprawy- goryczy straty dziecka (DZIECKA!!!) nie złagodzi nic-
    wiem, że następnych upokorzeń nie będzie. Drugi mój pobyt w szpitalu wyglądał
    już inaczej- mądrzejsza o poprzednie doświadczenia nie pozwoliłam sobą pomiatać.
    Pamiętajcie- personel szpitala jest przez kogoś zatrudniany, skargi nie są mu
    na rękę.
    A jeśli to nie pomaga, propnuję uciec się do metod elementarnych. Lekarz, który
    odezwał się do mnie najoględniej mówiąc niedelikatnie, dostał od mojego męża
    taką reprymendę, że następnego dnia cały personel chodził na palcach. W
    państwowym szpitalu. NIE BÓJMY SIĘ ODEZWAĆ!!!
  • 24.01.05, 18:20
    Pierwsza ciaza - paskudne wyniki badan krwi. Lekarka, prosze szybko zrobic usg,
    bo moze to obumarla ciaza. Poszlam powtorzyc badania i pognalam na usg.

    A tam lekarz, kto mi takie rzeczy opowiada o obumarlej ciazy, bo ja prawie w
    stanie agonalnym bylam wtedy. Mowi, ze nia ma podstaw do takiej diagnozy, poza
    tym dziecie zdrowe.

    Ten plod ma juz ponad 2 lata i najpiekniejszy usmiech swiata.

    Druga ciaza - poronienie, tekst lekarza - ma pani juz jedno zdrowe dziecko, nie
    ma sie czym martwic, ale caly zespol wykonujacy zabieg byl mily, delikatny i na
    poziomie. Tylko czekalam na ten zabieg pod gabinetem do ktg...
  • 24.01.05, 23:01
    W 32 tygodniu ciaży przestało bić serduszko mojej coreczce i trzeba bylo ratowac
    jej brata blizniaka. Malutka miala wady letalne, o ktorych wiedzielismy od 16tc,
    tylko dzieki profesjonalnemu USG dr. Kaczmarek - GAMETA Lodz.
    Przyjeto mnie w szpitalu na Madalinskiego (prywatnie - pacjentka Ordynatora,
    mowili na mnie "ta pacjentka z polecenia"). Czekam na cc, polozyli mnie na sali
    z 5 dziewczynami tuz przed rozwiazaniem, leze na lozku i wyje. Poprosilam
    oddzielna sale. Czekalam tam z mezem cala noc. Rano dostalam boli, nie bylo na
    co czekac. Moj lekarz akurat wyjechal na weekend poza miasto. Czekamy na niego.
    W trakcie porodu na szczescie ekipa byla powiadomiona, inteligentna, obylo sie
    bez wpadek (tego sie obawialam najbardziej). Synek w 15 minucie dostal sinicy,
    przewieziono go na Nieklanska dopiero po 2 godzinach, bo nie mogli znalezc dla
    niego miejsca. Lezy na OIOMie pod respiratorem, ma zapalenie płuc,
    niedokrwistość (trzeba dodataczac krew), jest calu pokluty, ma wszedzie jakies
    rurki. Straszna bidka. A ja zostaje na Madalinskiego. Jest niedziela - po nocy
    na sali pooperacyjnej przenosza mnie na sale gdzie leza 3 szczesliwe mamy i
    karmia swoje dzieci. Leze na wznak nie moge sie ruszyc, ja sama, jedno dziecko w
    niebie, drugie na OIOMie walczy o zycie... i znowu wyje. Pielegniarka dala mi
    cos na uspokojenie, ale na pomysl zeby mnie przeniesc do sali gdzie nikogo nie
    ma nie wpadla. W koncu wymusilam na niej zeby mnie przeniesli. Pacjentka, ktora
    sama zajmowala mala sale nie chciala sie zgodzic przeniesc do takiej gdzie
    bylaby z inna dziewczyna. W koncu ja uprosilysmy.
    Na moje pytania o podanie immunoglobiny - pielegniarki stwierdzily ze sie nie
    zakwalifikowalam, bo ja mam RH- ale moj synek tez, wiec nie potrzeba. Pytam sie
    wiec - ze przeciez mialam drugie dziecko i moja corka mogla miec inna krew,
    lekarz dyzurny odpowiedzial - "Hm, dobre pytanie". ALe nie moga zbadac krwi bo
    zapadly sie krwinki. Nie zakwalifikowalam sie i koniec. Proponuje ze zaplace, no
    ile moze kosztowac taki zastrzyk - stowe, piecset, tysiac, wszystko jedno,
    bylebym nie miala problemow przy nastepnej ciazy. Nie, nie zakwalifikowalam sie
    i koniec. To brzmi jak najgorsze zaklecie, nie i koniec. Jest akurat niedziela,
    nastepnego dnia moj lekarz kazal i po 5 minutach mi zrobili zastrzyk. Tego
    samego dnia ucieklam ze szpitala. Maz zabral mnie na rekach. Pojechalismy do
    naszego synka, popatrzec na niego, podotykac, pocalowac, pobyc z nim. A tam
    znowu jak zle zaklecie - jest lepiej ale prosze sie przygotowac na najgorsze.
    Ktos zasugerowal ze ma niedotlenienie. Lezymy w domu z mezem mocno przytuleni i
    placzemy.
    Nastepnego dnia zrobil mi sie zastoj w piersiach. U mnie w domu mama, dwie
    ciocie, ale nie daja rady. Dzwonie do LIMu (oglaszali sie ze maja poradnie
    laktacyjna). Pani mowi zebym zadzwonila pozniej, pytam sie jak pozniej, a ona ze
    za jakis miesiac. Tlumacze jej ze mam zastoj, dziecko jest w szpitalu, nie umiem
    obslugiwac laktatora, boli mnie brzuch, poruszam sie z trudnoscia. Pytam sie czy
    moga wyslac do mnie polozna. Wkoncu mam tam wykupiona opieke i obejmuje mnie
    wizyta lekarska w domu. Pani grzecznie przelaczyla mnie do poloznej - bo moge
    sobie tylko z nia porozmawiac, a ta ze jak dopiero dostane goraczki to wysla
    karetke. Odlozylam sluchawke. Zadzwonilam do mojego lekarza, ten do szpitala, ze
    sie pojawie i maja mi pomoc. I faktycznie pojechalam na Madalinskiego, daly mi
    zastrzyk, cos tam do nosa i bylo w porzadku.
    Po paru dniach pochowalismy Joasie (to byl najgorszy koszmar w moim zyciu, nie
    bede opisywac pracownikow firmy pogrzebowej). Na szczescie pielegniarka z
    prosektorium szpitalnego byla bardzo ciepla - malutkiej nie pozwolono nam
    pokazac, bo "bedziemy miec koszmary do konca zycia", ubrala wiec Joasie w
    ubranka, ktore dla niej kupilismy, dala ja mezowi zawinieta w kocyk do
    przytulenia i pozegnania sie, pomogla ulozyc w trumience razem z misiami i
    darami od rodzicow. Ja niestety czekalam na zewnatrz - nie potrafilam, nie
    moglam, nie gancie mnie za to.
    Zgubilam pokarm. Walcze o niego - to dla mojego synusia, mimo, ze narazie karmia
    go do zaladka, ale moze za pare dni dadza mu ze smoczka moje mleczko. Potem za
    kazdym razem kiedy jakis glupi lekarz wydawal wyrok na synka tracilam pokarm i
    znowu walczylam.
    Dzis. Maly spi (dzieki temu moglam to napisac). Ma 7 miesiecy. Jest zdrowy,
    tylko troche sie rehabilitujemy.
    Nie myslalam nigdy, ze mozna tak mocno kochac, ze taka milosc istnieje. Ja
    jestem wielka mleczarnia.
    ... A w oknie stoi ceramiczny aniolek i codziennie wieczorem zapalamy swieczke,
    ktora trzyma w dniolach, zeby Joasia potrafila odnalezc droge do domu, bo
    przeciez tylko sie zgubila.
  • 02.02.05, 15:04
    Boże tak sie spłakałam, że az trudno uwierzyć. Jak wiekszosc z nas uczestniczek
    takich forów, duzo przeszłam, ale nie to co ty veracrus . Jestescie dzielni
    zarówno ty i mąż. I zyczę wam żeby ten aniołek odnalazł drogę do domu i Bóg dał
    wam jeszcze szczęście.
    Ja tylko chciałam napisac że przy moim poronieniu ordynatopr szpitala do którego
    się zglosiłam powiedział; "nie znam pani nie leczy sie u mnie pani prywatnie,
    wiec nie mam czasu.........." Akurat był dzien operacyjny, ranek wszyscy inni
    lekarze zajęci, tylko ordynator wolny, ochydny starszy grubawy pan........... PO
    3 godzinnym błaganiu zeby mnie zbadał.......... powiedział: "siostro prosze
    wziernik ten jeden z wiekszych bo pani jest ciasna, a ja nie mam czasu na długie
    badanie, ....... wsadził wziernik. pochylił sie i nie badając mnie powiedział:
    "no krwawi pani i co z teggo to dopiero 7 tydzien na moje oko i tak nic z tego
    nie bedzie" niech pani idzie do domu ......a na odchodnym :........niech pani
    nastepnej ciąży wybierze se lepszego lekarza...." i sie usmiechnął.
    A to wszystko działo sie w szpitalu wojewódzkim w Legnicy, gdzie moja noga
    wiecej nie postanie...........
  • 08.02.05, 14:27
    Dziekuje jo26 za to ze przeczytalas.
  • 08.02.05, 14:38
    Witaj
    przeczytało nas pewnie więcej, tylko czasem trudno znaleźć słowa, które nie są
    ani banalne ani raniące... zwłaszcza w obliczu takiej tragedii. Pozdrawiam
    serdecznie Ciebie i Twoją rodzinę
  • 05.04.05, 16:58
    ja tez przeczytalam, jak wile innych zapewne, jestes dzielna naprawde. Zycze
    wam wszystkim zdrowka i zeby aniolek zawsze nad wami czowal. Pozdrawiam
    serdecznie..
  • 30.05.06, 10:08
    Leze na usg, dopochwowym. W pokoju lekarz, i dwie studentki.

    lekarz rozpoczyna badanie, w miedzyczasie prosi dziewczyny o polaczenie z
    doktorem X. Jakby nigdy nic rozmawia przez telefon, umawia sie, by X wpadl do
    niego do gabinetu. Caly czas manwerujac wziernikiem w mojej macicy...
  • 08.05.06, 12:17
    30.12.2003 - druga ciąża 6 tc, plamienie, wizyta u lekarza, skierowanie do
    szpitala lekarz mówi coś o usuwaniu i "jak pani sie pospieszy to moze wypuszcza
    na sylwestra". Zgłosiłam sie w szpitalu woj. w Legnicy na izbę przyjęć, szukaja
    lekarza bo trzeba usg zrobic (nie było drugiego lekarza zeby potwierdzic
    diagnoze (obumarła ciąża),to było moje pierwsze poronienie wiec wogóle ie
    wiedziałam o co chodzi) po usg, każą mi czekać na ordynatora(chyba ten sam) bo
    na operacji. po jakimś czasie: pani N. prosze szybko, na siusiu i na zabieg.
    Nikt mi nic nie tłumaczy, moje pytania zbywaja bzdurami!! Zabieg miałam robiony
    na żywca dali mi owszem jakies zastrzyki, ale ordynator nie czekal az zaczną
    działac, czułam wszystko, darłam sie strasznie, a on nie przerwał ( rodziłam 4
    kg córkę i nie pisnęłam) znieczulenie zaczeło działac jak kończył. w miedzyczsie
    powiedział "przeciez ma juz panie jedno zdrowe dziecko"! pewnie gdybym była jego
    pacjentką prywatnie to inaczej by mnie potraktował
  • 12.09.08, 23:40
    Kochana, zajrzałam na to forum, bo bliska mi osoba poroniła, a
    teraz znów walczy o utrzymanie ciąży, a ja chciałabym wiedzieć,
    czego nie wolno mi powiedzieć. Przeczytalam Twą opowieść i ryczę
    nad klawiaturą jak bóbr. Może nie jestem porządnie wierząca, tylko
    tak chalupniczo, wierzę w to, co mi pasuje, ale pomodlę się za
    Joasię i za Was. Minęło już dużo czasu od Twojego postu i mam
    nadzieję, że w Waszym domu zapłonęło kolejne światełko życia.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • 02.02.05, 15:37
    Zabieg mialam zrobiony przez mojego gin i moge powiedziec ze bylam powaznie i
    pozytywnie traktowana. Anestezjolog tez byla bardzo mila, ale zeby nie bylo tak
    cudownie to tydzien pozniej trafilam w nocy na ostry dyzur z okropnymi bolami
    brzucha. Bylam bardzo przestraszona i splakana. Przyjela mnie Pani dr...
    niestety nie znam nazwiska. Jak powiedzialam ja co mnie i jak boli
    powiedziala..." Dziecko mnie tez boli glowa, reka a widzisz musze pracowac, a
    chetnie poszlabym do domu..." Potem jak mnie zbadala (tak delikatnie)ze
    myslalam ze uciekne stwierdzila z wielka satysfakcja stwierdzila ...Lekarz
    pozostawil Ci resztki.., musze zrobic Ci zabieg jeszcze dzisiaj..." Nie wiem
    jak udalo mi sie ostatkami sil ublagac ją ze wroce rano. Marzylam tylko zeby
    porozmawiac z moim gin. Przyszlam rano i wiecie co sie okazalo. Zabieg jest
    niepotrzebny, a to co zostalo to tylko krew ktora schodzi. Dramat a pomysles ze
    moglabym byc juz po zabiegu kolejnym!! No i oczywiscie w miedzy czasie zwrocono
    mi uwage ze mam pełny pecherz, ze musi bolec, ze nie w tym miejscu zostawia sie
    spodnie itd. Koszmar, chetnie poznalabym nazwisko tej Pani i powiedziala jej co
    czuje po stracie dziecka i nie chce zeby tak NAS traktowano!!
  • 05.02.05, 13:12
    Drogie dziewczyny.Ja co prawda nigdy nie poroniłam ale mam czworo dzieci i
    wszystkie cztery ciąże z przygodami na różnych etapach więc też usłyszałam
    niejedno.Ale piszę tu z konkretnego powodu.Chcę wam serdecznie podziękować za
    te wypowiedzi.Jestem świeżo upieczoną położną.Niedawno zrobiłam dyplom i
    obroniłam pracę licencjacką,a teraz robię studia magisterskie.Wczasie praktyk
    przewinęłam się przez kilka warszawskich szpitali i to co tam przeżywałam wola
    o pomstę do nieba.Niektóre komentarze byly po prostu żenujące.Nie dziwię się
    wam, że potekstach słyszanych z ust niektórych osób czułyście się podle.Moje
    koleżanki w większości młode dziewczyny niejednokrotnie były co najmniej
    zniesmaczone,a ja ponieważ sama przez to przechodziłam po prostu wstydziłam sie
    za tych z którymi przyszło mi pracować.Czytając wasze wypowiedzi staram się
    uczyć czego sama mam w przyszłości unikać.To niby proste ale dluższa praca
    powoduje w pewnym sensie stępienie wrażliwości i stąd może część słownych
    wpadek.(Wpadek nie chamstwa)Mam nadzieję,że dzięki takim wypowiedziom jak wasze
    gdy ja zacznę pracę nie zdażą mi się takie sytuacje i uda mi się nikigo nie
    urazić.A teraz jeszcze jedna sprawa.Zgadzam się z jedną z przedmówczyń,że
    wyskrobiny to termin medyczny.Tak faktycznie jest i dotyczy nie tylko
    położnictwa.Moga być na przykład wyskrobiny z oskrzeli przy bronchoskopii.Tak
    więc tekst wyskrobiny z jamy macicy to nic obrażliwego choć brzmi fatalnie.Ale
    to nie wszystko.Są również bardzo jak zauwazyłam bulwersujące resztki.Otóż co
    może nieco zdziwić to też termin medyczny.Nazywa się to resztki po poronieniu i
    dotyczy bynajmiej nie dzidziusia,którego przecież juz nie ma,tylko doslownie
    resztek błon płodowych,łożyska i pogrubionej błony śluzowej macicy.Ja wiem,że
    to brzmi paskudnie,mi się ten termin także nie podoba,ale tak już jest i mam
    wrażenie,że jak się wie o co chodzi to jest troszkę lepiej.Pozdrawiam
    serdecznie i życzę wszystkim dużo szczęścia.
  • 05.02.05, 14:21
    Witaj
    mogę się założyć, że nawet jak Ci się zdarzy taka wpadka słowna, to się
    zreflektujesz i jakoś ją zatuszujesz, nie zranisz. Problemem jest chyba to, że
    naprawdę spora część ludzi jest po prostu chamska. I o ile mało razi chamski
    hydraulik, to chamski ginekolog- bardzo. Wydaje mi się, że sprawę zmienić możemy
    tylko my, pacjentki, wybierając lekarzy z klasą. I tak jak nagłośniono sprawę
    "rodzenia po ludzku" tak rozpropagować "ronienie po ludzku" (notabene, spotkałam
    się z opiniami lekarzy i położnych, że całe to wołanie o osobę bliską czy
    znieczulenie porodu to utrudniające im pracę fanaberie..) Sama żałuję, że nie
    zareagowałam w porę na chamski tekst lekarki i nie zażądałam, aby napisała mi
    kartkę, że odstępuje od zabiegu, bo ja histeryzuję z bólu. Zacisnęłam zęby
    zamiast wrzasnąć o Dolargan- bo w ogóle nie wiedziałam, co się dzieje. Następnym
    razem pójdę do szpitala z koleżanką omc lekarką, nie tylko z nieznającymi się na
    leczeniu mamą i mężem, albo z przyjaciółką prawniczką... Życzę Ci satysfakcji z
    pracy, kulturalnych współpracowników i szacunku pacjentów, pozdrawiam
  • 05.02.05, 16:32
    Dzięki za miłe słowa.Mam nadzieję,że sprawdzę się jako położna bo wydaje mi
    się,że kocham ten zawód.Ale co do ogółu personelu to niestety masz świetą
    rację,przykre ale prawdziwe.Napisałam do ciebie odpowiedż na Help,przeczytej
    tam jest wyjaśnienie do twojego pytania.pozdrawiam.
  • 13.02.05, 13:32
    Rozmowa w szpitalu kilka godzin przed poronieniem całkowitym- " niech się pani
    tak nie martwi jak pani poroni i niestety nie będie pani mogła mieć więcej
    dzieci to już jedno pani ma". Sorki ale nie wiedziałam co powiedzieć
  • 22.02.05, 07:20
    Właśnie mineło 2 tygodnie od mojego pobytu w szpitalu. Dochodze juz do siebie i
    jak czytam te wypowiedzi to jest mi przykro, ze tak was dziewczyny
    potraktowano. Ja miałam to szczeście, ze trafiłam do szpitała na Żelazna w
    warszawie. Cały personel był taki dla mnie dobry i wyrozumiały, ze nie moge
    sobie wyobrazić lepszej opieki medycznej w tym okropnym dla mnie okresie. Przez
    cały pobyt w szpitalu nie usłyszałam złego słowa. Pozdrawiam cały presonel
    szpitala i dziękuje.
  • 23.02.05, 20:47
    8 tydzień mojej 1 ciąży, w szpitalu z powodu krwawienia. Mam 24 lata, wyglądam
    na 16. Wchodzi położna, patrzy na mnie z politowaniem, kiwa głową i pyta: "A
    czy ty wogóle chcesz to dziecko urodzić." Po moim stwierdzeniu, że owszem i
    sprawdzeniu mojego wieku na karcie pospiesznie i bez przeprosin wychodzi.
    --
    www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec115.htm
  • 25.02.05, 16:00
    Zostałam przyjęta do szpitala z podejrzeniem "obumarcia płodu". Na drugi dzień
    lekarz robił mi USG, za ścianą rodziła jakaś kobieta. Odwrócił ode mnie
    monitor, pytam: co się dzieje? On na to - niedobrze, i zostawił mnie na fotelu
    z sondą między nogami. Zadzwonił po drugą lekarkę, zanim przyszła wykonał
    jeszcze jakiś telefon. Wpada młoda pani doktor i siada przy aparacie (bez słowa
    do mnie) i mówi wesoło - tak biegłam, myślałam, ze to coś poważnego...

    Dalej nastąpiła wymiana medycznych terminów oraz i zwrotów po łacinie. Potem do
    mnie - dzisiaj zrobimy pani zabieg. To wszystko.
    Za ścianą krzyczało nowonarodzone dziecko.

    Po łyżeczkowaniu w wykonaniu tegoż lekarza krwawiłam trzy miesiące i długo
    leczyłam paskudne zakażenie. Pan doktor jest teraz ordynatorem położnictwa
    jednego z popularnych warszawskich szpitali.
  • 25.02.05, 20:56
    Brak mi słów sad((((((((((((
  • 28.02.05, 16:09
    Pamiętam pierwsze słowa po narkozie wypowiedziane do mojego męża "Proszę się
    nie martwić, jest taka młoda, jeszcze będziecie mieli dzieci. Nie ona pierwsza
    i nie ostatnia." I to również były ostanie słowa jakie chciałam usłyszeć w
    tamtym momencie.Żadnego psychicznego wsparcia ze strony personelu.
  • 01.03.05, 01:59
    w czasie pierwszej wizyty po śmierci mojej Córeczki Weroniki w 25 tygodniu
    ciąży z ust lekarki która prowadzła ciąże usłyszałam:

    „nie ma co rozpaczać dobrze, że się stało tak jak się stałoby widocznie płód
    był uszkodzony; przykro jest mi, że nie stało się tak do 12 tygodnia ciąży ale
    teraz musicie poczekać do pierwszej miesiączki i zabrać się za „robotę” od
    początku jak będziesz w ciąży to zapomnisz o wszystkim”

    joanna
    mama Weroniki-Aniolka
    www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/150.htm
  • 03.03.05, 17:00
    Trafiłam doszpitala z krwawieniem w 8 tyg. ciąży. Podczas usg. prosiłam lekarza
    aby pokazał mi dziecko. Jakby tego nie słyszał. zostałam odesłana na pokój z
    wyjaśnieniem "że zaczekamy do rana". Nie spałam całą noc bo coraz więcej
    krwawiłam i bardzo się bałam co będzie dalej. Rano podczas obowiązkowego
    badania ten sam pan doktor wyjął moje dziecko i trzymając je na dłoni
    powiedział: "chciała pani widzieć dziecko po czym wrzucono je do jakiegoś
    słoja. Następnie miałam wstać z fotela i przejść do drugiego pokoju: :na
    czyszczenie". Moje nogi i droga do drugiego pokoju wyglądała strasznie. Kiedy
    położyłam się dostałam "głupiego jasia" po którym dosłownie dwa razy zakręciło
    mi się w głowie. Pani doktor, która mnie czyściła powiedział, że nie mam się
    ruszać bo nie będę już miała wcale dzieci. To wszystko wspominam bardzo
    srasznie.
  • 03.03.05, 19:19
    wchodze miesiąc po poronieniu z meże do lekarza z Towarzystwa Rozwoju Rodziny
    po poradę:...proszę!!..a Pan tu czego
  • 20.09.05, 23:06
    mam 21 lat nie rodziłam i nie poroniłam ale za to przeczytałam całe
    forum...strach w oczach...dlaczego pisze...lezałam w Centralnym Szpitalu
    Klinicznym w Katowicach na oddziale ginekologii- lekarze są rewelacyjni,polecam
    wszystkim a zwłaszcza taki jeden profesor...jest genialny
  • 03.03.05, 19:21
    a teraz najswieższa info....w szpitalu na Izbie Pzryjęć. Przyjechałam goraczka
    38 stopni, 4 tydzien lekarz: hmmm 4 tydzień...lepiej żeby Pani poroniła przy
    grypie...w takim przypadku nic sie nie robi...."Nie moge Pani przyjąc szpital
    nie ma pieniędzy na Apap!!!!
  • 04.03.05, 11:00
    Po urodzeniu martwego synka (600g) zapytałam położnej, co robi się z martwo
    urodzonymi dziećmi, a ona na to, że idą do zniszczenia!!
    Mama.mimi
  • 08.03.05, 14:53
    mój kolega stażysta zostawił to na moim kompie - fragment rozmowy z jego
    kumplem na Gadu-gadu:

    "... wkurzyla mnie kolezanka z wydzialu byla w ciazy miala odejsc i wziela
    glupia poronila......to hardkor ze tak mowie szkoda mi jej i szkoda pewnego
    cieplego krzeselkasmile..."
  • 08.03.05, 15:19
    Rany boskie, Jolantau, jacy ludzie sa podli!!! Strasznie mi przykro i nie wiem,
    co powiedziec, ale poraza mnie cynizm tego czlowieka i jego bezmyslnosc. Nie
    wiem, chyba wydrukowalabym ten fragment i zaniosla temu "koledze", z
    zaproszeniem na rozmowe o urokach poronienia - tak, zeby nie mogl sie wywinac i
    musial wysluchac calego koszmaru, przez ktory musialysmy przejsc... Nie
    koniecznie na Twoim przykladzie, doswiadczen z forum dosc, jesli nie chcesz
    mowic o sobie. Zostawil - jego wina i on powinien sie wstydzic, strasznie
    wstydzic... Ma zone, dziewczyne, wlasne dzieci? Pewnie nie - skad ma wiedziec,
    poza zwykla, ludzka empatia, jak to jest? Ale to go nie usprawiedliwia. I
    dlatego powinien wiedziec, ze Ty wiesz - jesli nie ma w sobie na tyle
    zrozumienia, niech ma chociaz wyrzuty sumienia... Chyba jestem wredna.
    Sciskam Cie mocno i okropnie mi przykro...
    Ala
  • 04.06.05, 09:07
    PO przyjęciu na oddział gin. lezac już na fotelu usłyszałam rozmowę między
    lekarzami "dwa ruchy łyżką i będzie po sprawie"
    Było to w szpitalu na Szaserów w Warszawie,jeżeli chodzi o delikatne sprawy jak
    strata dziecka to omijajcie ten bezduszny Wojskowy szpital. Przeszłam tam wiele
    kłótni i awantur o to żeby mnie przyjęto najpierw,potem żeby położna nie
    rozkazywała mi krzykiem, o leki przeciwbólowe,o info co chcą właściwie ze mną
    zrobić i o LUDZKIE TRAKTOWANIE.

    Szpital słynie z dobrych specjalistów,ale bezdusznych.
    Miałam tam 2 zabiegi,bo pierwszy "się nie udał" i nic się nie zmieniło od
    początku ta sama walka. Tylko młody lekarz poświęcił mi trochę uwagi i
    powiedział,że tak się zdarza.
    Pierwszy zabieg miałam w marcu drugi w kwietniu,a jak to piszę to strasznie
    mnie to wszystko jeszcze boli!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • 08.03.05, 21:24
    czytam ten wątek i nie moge wprost uwierzyc, ze ludzie potrafią byc tacy
    podli ;-(
    dziewczyny, ja miałam szczescie i zabieg oraz pobyt w szpitalu wspominam bardzo
    dobrze, choc rana jest jeszcze swieża (1,5 tygodnia temu)
    lekarze, pielegniarki super, Mąż cały czas przy mnie i wszystko super
    a było to w szpitalu w Wejherowie
    Boze,naprawde miałam szczescie
    Ania
  • 14.05.05, 11:14
    Dziewczyny, szczerze Wam wspolczuje! Jestem matka dwoch slicznych chlopczykow,
    ale zanim nia zostalam przeszlam przez koszmar: 4 PORONIENIA!!! Bylo podobnie
    jak u Was. Tylko w przypadku pierwszego poronienia ( Niemcy ), pielegniarka
    pocieszala i trzymala za reke, a lekarz (w pryawtnej poradni!) nie przyjal za
    wizyte pieniedzy i szczerze pozyczyl nam powodzenia i wiecej szczescia na
    przyszlosć, zapewniajac nas, ze uslyszymy jeszcze smiech dziecka w naszym domu.
    Trzymajcie sie i badzcie dobrej mysli.

    " ty nas nigdy nie opuszczaj nadziejo..."
  • 11.03.05, 19:54
    od zabiegu w szpitalu poprzez wizyty już po poronieniu słyszałam to samo jak
    zacinającą się płytę :"jak miała pójść to i tak by poszła" i "DOBRZE, że poszła,
    bo dziecko mogłoby być chore" - przecież taka gadka nie pomaga - wręcz
    przeciwnie.... aha i jeszcze prosząc o interpretację wyników badań już po
    poronieniu usłyszałam, że jestem taka "akuratna" i chyba LUBIĘ się badać, bo to
    zupełnie niepotrzebnie, ręce opadająsad
  • 13.03.05, 18:50
    moja 2 ciąża obumarła, mój lekarz zachował się naprawde bardzo ładnie,
    pocieszył, nie chciał nawet za wizytę, dostałam skierowanie do szpitala. Rano
    zamówiłam taxi (mój mąż musiał dzien wczesniej wyjechać) cała zaplakana wsiadam
    i mówię do taksówkarza, na karową do szpitala proszę (szpital gin-położ) a pan
    taksówkarz co jedziemy rodzić? ja: wręcz przeciwnie wydusiłam ledwo przez łzy a
    ten na to: bo tam się przeważnie rodzi, własnie ostatnio moja córka rodziła
    właśnie na Karowej itp mysłałam, że go zabiję! natomiast w szpitalu nie mogłam
    narzekać, lekarze i położne bardzo w porządku, pomimo, że przewieźli mnie do
    innego szpitala bo tam nie było miejsca pocieszali mnie itp w drugim szpitalu
    też opieka w porzadku, położna tak koło mnie biegała, przejmowała się moim
    stanem to było miłe, a wierzcie mi nic jej nie zaplacilam itp. Zdarzają się
    cudowni ludzie, kórzy potrafią Cię zroumieć.
  • 16.03.05, 22:30
    Czytam i zatyka mnie brak słow, brak komentarzy... na szczeście ja takich nie
    słyszałam.Spotkałam się za to z miłym przyjęciem zrozumieniem. Opowiem Wam
    cos "ku pokrzepieniu" :
    Ciąża bliźniacza piewsza Fasolinka stracona w 2 tc. strach o kolejna badania,
    kliniki, lekarze konsylia.... nieststy Malca nie udało sie uratowac straciłam
    Go w 14tc. Tydzień przed zabiegiem byłam na USG widziałam serduszko maleńkie
    rączki i nóżki, potem bół brzucha ogólne osłabienie wizyta u lekarza wyrok i
    słowa (bylismy z lekarzem na TY) " słuchaj dziecinko nie mam dobrych wieści,
    zrobiłas co mogłac ja pomagałem jak mogłem ale nieststy serduszko przestało
    bić" załamałam sie...ponieważ przyjechałam sama zapytał czy zadzwonic po kogos
    by mnie odebrał abo czy wezwać taryfe.Teraz czekałam na zabieg usunięcia
    martwego płodu...bałam się strasznie...Szpital. Przyejchałam do szpitala koło 7
    rano połozna wiodziała że nie wyglądamnajlepiej i zaproponowała mi oddzielną
    sale- nie zastanawiałm sie tylko przyjełam prpozycje.Kiedy lekarze potwierdzali
    diagnose obumarcie płodu mojej Fasolinki zapadł ostateczny wyork ZABIEG, w tym
    czasie położna trzymała mnie za ręke kiedy lekarze wyszli przygotować się do
    zabiegu została za mna położna jak sie poźniej okazało kobieta berdzo
    wierząca... zapytała "czy maleństw ma juz imie?" odparałm że tak .......
    zapytała jakie...... odpowiedziałam i wtedy odsłoniła mi brzuch ( w sumie
    maleńki) wykonała na nim znak krzyża i powiedziała " Odchodzisz zanim się
    narodziłeś, nie pozistaniesz bezimeinny i Kubusiu" ja sie poryczałam .......a
    ona siedziała ze mna prawie cały czas.POtem jakies srodki zabiegu nie pamietam.
    Po zabiegu przyszła do mnie ta sama połozna zapytała jak sie czuje i czy czegos
    mi trzeba.Wyszłam ze szpitala tego samego dnia fizycznie czułam sie dobrze
    psychicznie...same wiece jak.Ale pewnie gdybym miała jeszcze takie przykre
    doświadczenia jak niektóre z Was mogłoby byc gorzej. Od tamtego czasu mineło
    pół roku mysle o moim Kubusiu i nie tylko o Nim o Jego braciszku też, wiem że
    są razem a Kuba jako "większy" braciszek opiekuje sie młodszym. Wiem że kiedyś
    sie spotkamy.

    Sciskam Was mocno i trzymam kciuki czekając na chwile kiedy spotkamy sie gdzieś
    w parku na spacerze z naszymi dzieciaczkami smile
  • 18.03.05, 11:21
    Ja straciłam dzidziusia w bardzo wczesnym stadium ciąży w styczniu 2004r. Może
    nie przeżyłam tego aż tak strazsnie dzięki swojemu lekarzowi i temu, że mam już
    4 letniego synka. Mój ginekolog robił mi co parę dni usg żeby sie upewnić że
    może jednak serduszko zacznie bić. Niestety ciąża była martwa. umówił mnie na
    zabieg ale jeszcze wcześniej na konsylium żeby jeszcze kilku lekarzy
    powtwierdziło jego diagnozę. Niestety konsylium sie nie odbyło bo dotałam
    krwawienia w dniu kiedymiałam się zgłosić na zabieg i po usg okazało sie ze nie
    ma już pęcherzyka, Sam zabieg wspominam bardzo dobrze mąż był cały czas ze mną
    na sali. Pielegniarki i anastazjolog uspokajały mnie i pocieszały bo trzęsłam
    sie tak że latało ze mną całe łóżko. Jedyne co źle wspominam to fakt iż leżałam
    na sali z kobietami w ciąży, ale tego dnia nie było wolnych miejsc. Za to
    wypisamo mnie tego samego dnia do domu.
    Na koniec na pocieszenie chcę wam powiedzieć że dzieki pomocy swojego gina
    zobaczyłam 2 kreski już w sierpniu a za 6 tygodni będę tuliła swojego drugiego
    dzidziusia. Z pewnością w tym samym szpitalu.
    A wszystko działo sie w szpitalu św Trójcy w Plocku.
    Pozdrawiam was i życzę wszystkim szybko II kreseczek.
  • 18.03.05, 13:59
    Wiem, że to juz było, ale przed samym zabiegiem ktos mi powiedzieł "będziesz
    jeszcze mieć dzieci". Wiem, że chciał mnie pocieszyć i doceniam to, ale...
    W tamtym momencie to było dla mnie, tak jakby wdowie nad trumną męża
    powiedzieć "jescze znajdziesz sobie nowego faceta".
    --
    nie chcę sygnaturki
  • 20.03.05, 23:01
    Trafiłam na to forum po przeczytaniu artykułu w "Polityce".

    Jestem lekarką. Na studiach ciężko przeżywałam chamstwo w stosunku do
    pacjentów, z którym spotykałam się niestety bardzo często. Muszę powiedzieć, że
    na ginekologii i położnictwie było pod tym względem najgorzej. To, co
    przeczytałam na tym forum, jest wstrząsające, ale niestety zgadza się też z
    moim doświadczeniem jako byłej studentki.

    Myślę, że warto powiedzieć lekarzowi/pielęgniarce, co nas oburzyło. Zwrócić
    uwagę, napisać list, zwrócić się ze skargą do dyrektora szpitala. Jeśli takich
    skarg będzie więcej, wierzę, że sprawa nie pozostanie bez echa.


  • 21.03.05, 11:42
    Dziekuje za to, co Pani napisala...

    Powiem z doswiadczenia, ze w sytuacji, gdy sie traci dziecko, trzeba miec w
    sobie duzo wewnetrznej sily, zeby jeszcze pisac skargi. Ja nie mialam.

    Po pierwszym poronieniu, zajrzalam na strone szpitala, w ktorym ronilam.
    Zbieraja tam opinie o szpitalu i w "reklamie" tej oceny pisza, ze 80% ocen maja
    b. dobrych. Moze gdyby nie bylo podanych tych 80%, to bym sie dopisala. A tak...
    co to da, ze powiem, ze nie bylo zadnego ludzkiego odruchu, ze badania przy 20
    osobach, ze krzyk itd. Nie znam zadnego nazwiska, bo tam nikt sie nie
    przedstawial, nikt identyfikatora nie nosil.

    W drugim szpitalu - na korytarzu byla wystawiona ksiazka "podziekowan" - same
    superlatywy, achy i ochy. Wpisywaly sie kobiety z problemami ginekologicznymi,
    ale nie bylo wpisow kobiet roniacych. Wtedy bylam tak rozzalona na lekarke,
    ktora mi powiedziala, ze "to jeszcze nie dziecko", ze gdybym sie dopisala, to
    nie wiem, czy byloby to grzeczne. Rowniez zrezygnowalam. Powiedzialam za to
    szczerze mojemu lekarzowi prowadzacemu, ktory pracuje w tamtym szpitalu.

    Ja sobie caly czas tlumaczylam, ze taki mi sie trafil dyzur, ze nie mam prawa
    oceniac wszystkich lekarzy po 8 godzinach pobytu w szpitalu.

    Z rozmow z personelem medycznym b. czesto wynika, zeby korzystac z tego systemu
    oceniania, ktore oferuje szpital - skarga, wpisanie sie do "ksiazki
    pamiatkowej", itd.
    Ostatnio bylam w jednym z warszawskich szpitali, u dyrektora, proszac o
    wypelnienie ankiety nt. warunkow ronienia. Nie wypelnil, tlumaczac sie tym, ze
    osoby nie zwiazane z zadna instytucja nie maja prawa oceniac szpitala.
    Zapomnial, ze kto jak kto, ale pacjentka jest pierwsza osoba, ktora ocenia prace
    lekarzy, poloznych. I kazda z nas zapamieta, jaki ten personel byl - niektore
    zapamietaja dobrze, niektore zle. Laurke w glowie, czy to sie komus podoba, czy
    nie, dostaje kazdy.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Monika - wuchowa

  • 21.03.05, 17:59
    Pracuję w szpitalu. Czasem czuję się zażenowana czołobitnym stosunkiem wielu
    pacjentów, taką przymilnością. Kiedy dzwoni do mnie albo przychodzi rodzina
    pacjenta, w dziewięciu przypadkach na dziesięć kilka razy przepraszają, że
    ośmielili się zająć mi czas. Ciagle słyszę, jaka to muszę być zmęczona i jak
    się dla nich poświęcam. Zachowują się tak zwłaszcza ludzie starsi. Wiem, że
    jest to wynikiem głównie niepewności i poczucia zagrożenia.

    Personel, który nie umie się zachować, nie wpadnie na to sam, niestety.
    Myślę, że akcje typu "ronić po ludzku" są bardzo, bardzo potrzebne.
    Odwiedziłam stronę www.poronienie.pl, wiem, że szykuje się broszurka.
    Może warto byłoby zainteresować Waszą akcją np. studenckie koła naukowe przy
    Klinikach Położniczych, wybrać się z prezentacją do szkoły położnych. Studenci
    są w swojej masie bardziej pokorni, często bardziej wrażliwi, można
    sobie "wychować" przyszłych młodych lekarzy.

    Przepraszam, że się tak wymądrzyłam, pozdrawiam wszystkich i już znikam.
  • 04.07.05, 14:01
    Też jestem lekarzem. Podpisuję się pod oboma Pani postami - ale nie zgadzam się
    co do studentów. Są tak samo nieczuli i nie da się ich wychować.
  • 13.04.05, 19:55
    Już po zabiegu, na drugi dzień przed obchodem, pod drzwiami słyszę jak
    pielęgniarka mówi do lekarza" młoda to pewnie przez hormony, albo szalała i
    sobie wyszalała". Po co ona to mówiła, co z tego, że młoda jestem ale bardzo
    chciałam tę dzidzię.
  • 26.04.05, 00:42
    PIERWSZE PORONIRENIE STRASZNE;DEPRESJA NIE PRZEZ TO CO SIE STALO;A PRZEZ TO JAK
    MNIE POTRAKTOWANO; DRUGIE PORONIRNIE- MYSLALAM ZE TO SEN-LEKARKA DYZURUJACA W
    NOCY POMINKIEWICZ;WYSZLA Z ROZWALONYMI WLOSAMI; POWIEDZIALA DO GABINETU BYLAM Z
    MAMA I MEZEM; POCZYM GDY BYLYSMY SAME WYDARLA SIE DO MNIE Z CZEGO PANI TAK
    WESOLO::: PLAKALAM / DNI PO ZA BIEGU; DO DZISIAJ SNI MI SIE TA SCENA PO NOCACH:
    INNI LEKARZE DOSC MILI TYLKO NIE WIEM CZY W DOBRYM FACHU PRACUJA; ZOSTAWILI MI
    GAZ PO ZABIEGU DRbig_grinROZDOWSKA;ALE OK: KAZDEMU MOZE SIE DARZYC;PRZECIEZ TO TYLKO
    KOLEJNA PORONILA:
  • 20.10.09, 13:36
    hej neta-b! Twój post jest datowany dość dawno dlatego nie wiem czy
    to przeczytasz, ale może jeszcze tu zaglądasz... Powiedz mi,jak się
    nazywał ten lekarz? Ja się nasłuchałam na "winiarach"(dawny szpital
    wojewódzki) na oddziale gin.-poł. i dlatego nigdy więcej nie chcę tu
    trafić. Niestety ginekolog, do którego chodzę pryw.ma eteat właśnie
    w tym szpitalu,dlatego chcę zmienić lekarza, żeby w przyszłości nie
    mieć takich niespodzianek.
    Pozdrawiam Was wszystkie kobietki, trzymajcie się. Nie jesteśmy
    same...
  • 21.03.05, 00:29
    Bardzo dziękuję to naprawde krzepiące! Więcej takicch położnych, ja też
    trafiłam dobrze tzn mam na myśli personel, nawet salowa super kobitka. Byłam w
    szpitalu na Madalińskiego w wwie.
  • 04.05.05, 11:25
    Na izbie przyjęć lekarz badający mnie na moje pytanie o to co sie dzieje
    pokazał mi zakrwawioną rękawiczke i spytał " czy zostaje czy ide do domu?".
    Zrobiłam zdziwiona mine i coś tam powiedziałam to padły teksty w stylu " to
    pani ciąża". Ja miałam zdecydować co trzeba zrobic
    To straszne trafiłam na izbe z krwotokiem, przerażona - pierwszy raz a ten sie
    kurde ze mna droczy. No i straciłam to dziecko.
    Pielęgniarki na prawde fantastyczne kobiety (bez zbednego współczucia,
    konkretne, ale lekarze (poza małymi wyjątkami) - totalny olew i znieczulica -
    specjaliści kurde - Pany i my totalna masówka (nastepny prosze).
  • 04.05.05, 22:51
    witaj
    czytam i jakbyś moje przyjęcie opisała indifferent Czy to wrocław kamieńskiego??
    identyczne zachowanie lekarza...
    pozdrawiam i życzę - oby nigdy więcej
  • 14.04.05, 13:18
    Bardzo Wam współczuje dziewczyny, że usłyszałyście tyle okropnych słów. Ja
    nigdy nie usłyszałam czegoś podobnego. Leżałam w szpitalu klinicznym w Poznaniu
    na Polnej, personel wspominam bardzo miło.
  • 27.04.05, 12:37
    no i czego pani placze wróci pani do domu i zaraz mężus postara sie o nowego
    dzidziusia!!!!!!!!!!!!!! to powiedział do mnie lekarz w szpitalu na brochowie
    po usg w którym stwierdzil że dziecko zmarło w 11 tyg a byłam wtedy w 15 tyg!
    zajście w tę ciążę zajęło nam 3 lata 7 iui i wiele cykli tylko z lekami sad a
    drugi tekst to z ust mojej mamy i teściowej: no nie tobie jednej sie to
    zdarzyło ! SZOK
  • 27.04.05, 12:58
    "Gdybys nie zrobila testu, nawet nie wiedzialabys, ze bylas w ciazy..."

    To slowa mojej siostry, na wiesc ze poronilam w 7 tc (po IUI i wieloletnich
    staraniach)...
    --
    « ....c’est le bon Dieu qui nous fait
    et c’est le bon Dieu qui nous brise »

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.