Dodaj do ulubionych

Poronienie zatrzymane /Ciaza obumarla/

02.03.06, 12:33
Mam pytanie do Mam ktore mialy wlasnie takie poronienie- czy wiecie dokladnie
co bylo przyczyna? Bo mi do konca tego nie wyjasniono...Wiem tylko tyle ze
serduszko nie bilo...i ze dzidzius zatrzymal sie w rozwoju w 9 tygodniu
(zabieg mialam w 11).
--
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Nasza Marysia
Nasz maleńki Aniołek [*] + 28.09.2005
Edytor zaawansowany
  • 02.03.06, 14:12
    Ja dokładnie rok temu miałam taką historię. Nie wyjasniono mi przyczyny tego
    poronieia. Zatrzymało się serduszko w 9 tc. Dostałam oczywiście wynik badania
    histopatologicznego z którego nic nie rozumiałam. Wg lekarzy to się zdarza
    bardzo czesto i na tym wyjasnianie się kończyło. Po krótce wynikiem poronienia
    było wstrząśnienie kosmków?????????? (po przetłumaczeniu wyniku z łaciny).
    Teraz to moge jedynie gdybać co było przyczyną. czy upadek z krzesła czy stres
    czy tak musiało być.

    --
    nasz aniołek

    jesteśmy małżeństwem...
  • 02.03.06, 15:10
    ja nawet nie wiem czy robiono badanie histopatologiczne...podraze to podczas
    nastepnej wizyty u gina. Ten mi mowilze to plod ktory w ogole nie powinien sie
    w ogole rozwinac,ale jakos ciezko mi to przyjac... Przezylam ogromny stres,
    bralam diazepam, bo nie wiedzialam ze jestem w ciazy... Mysle ze to bylo
    prawdziwa przyczyna...
    --
    ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
    Nasza Marysia
    Nasz maleńki Aniołek [*] + 28.09.2005
  • 02.03.06, 15:32
    Wiatm,
    u mnie 24.03 minie rok od zabiegu (12tc).Czas leczy rany ale myśli powracają
    szczególnie w dniu kiedy miał być termin porodu oraz kiedy dowiedziałam się że
    jestem w ciąży. Mam 5 letniego Skarba, który jest przecudownym dzieckiem i to
    dla niego chcę zostać mamą, spełnić jego największe marzenie jak to określił
    nasz synek. Od sierpnia 2005 staramy się i nic...hormowny ok, psychika też,ale
    dlaczego nie zachodzę w ciążę...nie wiem. @0 marca mam mieć monitoring
    owulacji-może to badanie coś podpowie...
    Nie poddawajmy się, WIARTA czyni cuda smile
    Pozdrawiam
    Aga
    P.S. u mnie było poronienie zatrzymane, brak bicia serduszka, po odebraniu
    wyniku histopat.bez żadnych konkretnych przyczyn, ot..jak to powiedziała moja
    ginekolog: do 12 tc może się wszystko zdarzyć.
  • 02.03.06, 16:54
    ja przeszłam przez to dwa razy za każdym razem było to poronienie zatrzymane i
    ciąza obumarła, każda z tych ciąz zakończyła się zabiegiem i zawsze dostawałam
    wyniki histopatologiczne. Jeśli chodzi o pierwszą ciąze byłam w tym czasie chora
    (nie wiedzialam o ciązy), w drugiej wiedziałam wszystko i moze to mnie zgubiło
    bo towarzyszył temu ogromny stres sad od drugiego zabiegu minęło 7 m-cy zrobiłam
    całe mnostwo róznych badań, znalazłam dobrego gina, i od przyszłego m-ca
    zaczynamy starania z nadzieją ze tym razem się uda do końca...
    --
    Mój Domel i
    (*)(*) Aniołki w niebie
  • 02.03.06, 18:25
    Pierwsze poronienie zatrzymane 10tc. zabieg, zazadalam badan genetycznych
    zarodka, (bardzo drogie i niewiele szpitali/klinik robi), wyszla letalna
    aberracja chromosomowa, przypadek. drugie poronienie wczesne, naturalne 5tc.,
    przyczyn nie znam, nie nawet u lekarza, 3 ciaza pozamaciczna, przyczyn nie
    znam, 4 ciaza, zdrowy synek, ciaza ksiazkowa, porod o czasie, zadnych lekarstw
    w trakcie. Tydzien temu poronilam naturalnie, poronienie zatrzymane, czekalam
    prawie 3 tygodnie na poronienie, przyczyn nie znam i pewnie nie poznam.

    Wynik histopatologiczny prawie nigdy nie wyjasni przyczyny, chyba ze jest to
    ciaza zasniadowa, stwierdzi tylko, ze ciaza byla.
    Codzienny stres, jakas infekcja np. przeziebienie, czy grypa nie sa przyczyna
    poronien.
  • 02.03.06, 19:00
    Dzieki Dziewczyny za wszystkie informacje. Wiem jak Wam trudno i zycze Wam i
    sobie, oby wiecej nam sie juz takie nieszczescia nie przydarzaly...
    A tak na marginesie jak dorwe mojego gina to moze jeszcze cos z niego
    wyciagne...
    --
    ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
    Nasza Marysia
    Nasz maleńki Aniołek [*] + 28.09.2005
  • 26.03.06, 15:05
    jakie badania wykonalas? ja jestem z trojmiasta nie znalazlam zadnego a bylam u
    wielu chce wykonac wszystkie badania jakie beda potrzebne zeby nie przechodzic
    tego po raz trzeci . prosze niech mi ktos podpowie jakie badania warto zrobic
  • 02.03.06, 18:23
    Przeżyłam podobną historię, zabieg miałam w 11 tc, a Maluszek nie żył już okolo
    3 tygodni. Przyczynę poronienia poznałam 2 dni temu. Tak jak w większości
    przypadków wynik badania histopatologicznego nic nie wyjaśnił. Na szczęście
    trafiłam na bardzo odpowiedzialnych lekarzy. Zostałam skierowana na wszystkie
    możliwe badania (nawet te, które standardowo wykonuje się po trzecim
    poronieniu). Okazało się, że oprócz świetnej morfologii, poziomu glukozy i
    hormonów tarczycy wszystko jest nie tak, jak powinno. Mam podwyższony poziom
    anty-TG, anty-TPO, nieprawidłowe wyniki p/przeciwjądrowych,
    p/antyfosfolipidowych i p/antykardiolipinowych.
    Gdy moja doktor pokazała mi wyniki, byłam załamana, ale jednocześnie odczułam
    ulgę, że znam przyczynę. Jeszcze tego samego dnia rozpoczęłam leczenie i wiem,
    że już tak bardzo nie będę się bała zajść w ciążę, jak bałabym się, gdybym nie
    znała wyników.

    Tak na marginesie, krew mnie zalewa na samą myśl, że gdybym trafiła na innych
    lekazry, którzy nie zleciliby mi tych badań tylko wmawiali, że "to się zdarza i
    za pierwszym razem nie ma się czym przejmować" i miałabym przeżywać to kolejny
    raz...
    Pozdrawiam Was,
    Tekla.
  • 02.03.06, 19:03
    Moja ciąża obumarła w 6 tygodniu, wiedziałam o tym już w 7 tyg, ale zabieg
    miałam w 9 tyg.(dwa razy, bo wdała się infekcja i były resztki z pierwszego
    zabiegu). Z wyników histop. wiem, że były jakieś zwyrodnienia kosmków itp. a
    potem to już i ropne nacieki.
    Z posiewu wyszło mi, że mam streptoccocus ag. (już nie mam, bo wybiłam
    antybiotykiem).
    Na 100 % nie wiem i się nie dowiem, co było przyczyną obumarcia zarodka, ale
    można stawiać na:
    1. zaburzenia genetyczne i zarodek sam umarł
    2. posiadanie ww. bakterii streptoccocus, która zabija zarodki
    3. przeciwciała tarczycowe, które "odkryłam" równolegle z uświadomieniem sobie,
    że jestem w ciąży
    4. i tysiąc innych przyczyn

    Wiedziąc, że mam bakterię - wybiłam ją antybiotykiem i zrobię to samo u męża,
    na wszelki wypadek, jesli miałby tą bakterię
    Wiedząc już, że mam przeciwciała tarczycowe (oczywiście wyniki TSH i Ft3 i Ft4
    są OK i nikt by się niczego nie domyślał), przy następnej ciązy będę brała
    clexan (już dostałam receptę od gin.)
    I to tyle co przy moim stanie wiedzy mogę zrobić na przyszłość, aby uchronić
    dziecko przed śmiercią. Napisałam Ci o tym, abyś właśnie zrobiła sobie badanie:
    posiew z szyjki macicy (ustali bakterie) i przeciwciała tarczycowe. Generalnie,
    jak już się ustali, że ma się jakiekolwiek przeciwciała, trzeba brać leki
    antyzakrzepowe, bo przeciwciała traktują ciążę jako ciało obce, zatykają
    kanaliki, którymi dopływa krew do zarodka i dlatego zarodek obumiera - tyle
    dowiedziałam się od znajomej lekarki.
    Endokrynolog co prawda powiedział mi, że przeciwciała nie powinny stanowić
    przyczyny obumarcia. Ale za to ginekolog-endokrynolog powiedział wręcz
    przeciwnie, że właśnie mogą stanowić przyczynę obumarcia, więc cóż, pozostaje
    brać leki.
  • 02.03.06, 20:23
    kochana napisz mi szybciutko jakie miałas objawy infekcji?
    ja co prawda czuję się ok, 2 tygodnie po zabiegu ale niepokoi mnie ciągłe
    krwawienie!
    i pytanie drugie: gdzie moge zrobić wymaz???
    pozdrawiam
  • 02.03.06, 21:18
    poroniłam w 13 tygodniu ciąży, a maluszek nie żył od 8 tyognia. W piątek
    zaczęłam lekko plamić, w sobotę wylądowałam z b. wysoką gorączką w szpitalu i
    dostałam tabletki na wywołanie. w niedzielę rano był zabieg. przyczyną
    poronienia było zaśniadowe zwyrodnienie kosmków. Co było przyczyną zaśniadu -
    nie mam pojęcia. mimo licznych specjalistycznych badań nic innego nie znalazłam
    i wydaje się, że to rzeczywiście był pech. lekarz kazał być dobrej myśli i
    pozwolił się zacząć starać o dzidziusia. Staram się więc myśleć pozytywnie,
    choć nie jest łatwo.
  • 02.03.06, 22:11
    ooolenka napisała:

    > kochana napisz mi szybciutko jakie miałas objawy infekcji?
    > ja co prawda czuję się ok, 2 tygodnie po zabiegu ale niepokoi mnie ciągłe
    > krwawienie!
    > i pytanie drugie: gdzie moge zrobić wymaz???
    > pozdrawiam

    Rozumiem, że to do mnie i chodzi o tą bakterię streptococcus?
    Problem polega na tym, że podobno większość ludzi ma tą bakterię i nic się nie
    dzieje. Dopiero w obniżonej odporności itp. może zrobić się stan zapalny.
    U mnie po zabiegu łyżeczkowania najprawdopodobniej zostały albo jakieś tkanki i
    to przez nie miałam stan zapalny bądź stan zapalny zrobił mi się przez
    streptoccosusa, który wyszedł w szpitalu podczas posiewu z szyjki macicy.
    Podobno, gdy kobieta jest w ciąży i ma rodzić i w posiewie wyjdzie jej ta
    bakteria, to musi dostać antybiotyk zanim zacznie rodzić, właśnie dlatego, aby
    uchronić siebie i dziecko przed działaniem tej bakterii.
    Dlatego można mieć streptoc. i nic nie czuć z jakiś objawów chorobowych. Sprawa
    ujawnia się zdecydowanie podczas posiewu z szyjki macicy. Mi zrobili to akurat
    w szpitalu na Karowej, ale dlatego, że tam akurat leżałam. Natomiast to badanie
    robią chyba wszystkie przychodnie prywatne i cena prawdopodobnie wacha się w
    okolicach 40-50 zł, ale głowy nie dam za to.
    U mnie stan zapalny objawił się bardzo silnymi skurczami macicy i nieco
    podwyższoną temp. ale jak pisałam wyżej - mogło to być efektem pozostawionych
    resztek tkanek po łyżeczkowaniu i tą ranę zaatakował streptoc. i dlatego to
    mnie tak wymordowało.
    Po 5 dniach od pierwszego łyżeczkowania, miałam drugie, poprzedzone serią
    antybiotyków. Piszesz, że krwawienie utrzymuje Ci się już dwa tygodnie - u mnie
    też tak było po tym drugim łyżeczkowaniu, więc jeśli nie gorączkujesz, nie
    boli - to jest OK. A jak przejdzie Ci krwawienie, to dla świętego spokoju zrób
    sobie posiew z szyjki macicy (np. na Waryńskiego czy na Nowym Świecie róg
    Ordynackiej) - zresztą można zrobić posiew również podczas krwawienia, bo ja
    tak miałam w szpitalu.
  • 02.03.06, 21:47
    > Napisałam Ci o tym, abyś właśnie zrobiła sobie badanie:
    >
    > posiew z szyjki macicy (ustali bakterie) i przeciwciała tarczycowe. Generalnie,
    >
    > jak już się ustali, że ma się jakiekolwiek przeciwciała, trzeba brać leki
    > antyzakrzepowe, bo przeciwciała traktują ciążę jako ciało obce, zatykają
    > kanaliki, którymi dopływa krew do zarodka i dlatego zarodek obumiera - tyle
    > dowiedziałam się od znajomej lekarki.

    Jeżeli to było do mnie... w tym całym spisie badań miałam też te, o których
    napisałaś. AntyTG i antyTPO to są właśnie przeciwciała antytarczycowe, a posiew
    z szyjki jest w porządku.
    Już rozpoczęłam leczenie (tego samego dnia), gdy byłam na wizycie - mną opiekuje
    się kilku lekarzy - zebrali się i ustalili leczenie. Za dwa miesiące będę
    powtarzać wszystkie badania i wtedy zobaczymy... ale ja mam nadzieję.
    Pozdrawiam,
    Tekla.
  • 02.03.06, 22:01
    to co napisałam wcześniej, było raczej do mymci, bo pytała się o możliwe
    przyczyny obumarcia ciązy. Ty też jej napisałaś o tej możliwości (wiem, że
    AntyTG i antyTPO to przeciwtarczycowe). Cieszę się, że u Ciebie posiew jest
    OK - jedno masz już z głowy smile
    Niestety na razie różni niezależni od siebie lekarze mówili mi, że nie da się
    pozbyć całkiem przeciwciał sad Trzeba tylko je pacyfikować lekami, jak się jest
    w ciąży, aby nie zagrażały dziecku - stąd ta propozycja leczenia clexanem. ALe
    z tego co wiem, dużo dziewczyn to bierze i ciąże są prawidłowo donoszone w
    zdecydowanej większości przypadków. Szkoda tylko, że clexan jest w zastrzykach,
    brr.
    Chyba, że wiesz coś dodatkowego na ten temat, to ja z chęcią zbieram wszelkie
    info w tej kwestii smile)
    Bo nie uśmiecha mi się leczenie zastrzykami..




  • 02.03.06, 22:51
    Alicjo,
    no tak, tak jakoś z "drzewka" mi wychodziło, że to do mnie...

    Co do leczenia tych przeciwciał przeciwtarczycowych to "moje konsylium" uradziło
    to samo, więc chyba będziemy musiały zacisnąć zęby... ale zrobimy wszystko, żeby
    mieć zdrowe dzieci, prawda?
    Pozdrawiam Cię serdecznie i życze powodzenia,
    Tekla.
  • 03.03.06, 01:08
    tekla_skarbek napisała:

    > Alicjo,
    > no tak, tak jakoś z "drzewka" mi wychodziło, że to do mnie...
    >

    Ja z tymi "drzewkami" to mam zawsze problem - nigdy nie potrafię się wstrzelić
    we właściwy ciąg wypowiedzi smile
    Inna sprawa, że nie bardzo się zgłębiałam jak to działa i najczęściej
    odpowiadam podpinając się pod ostatnią wypowiedź. Czas jednak może się nauczyć
    czegoś więcej smile

    Jednak widzę, że Ciebie też postraszyli tymi zastrzykami, eh.. Mówi się trudno
    i skoro przeżyli to inni, to i ja przeżyję, ale szczerze mówiąc mam już dosyć
    igieł, bo w ostatnim roku tak mnie "podziurkowali", że nabawiłam się jakiejś
    traumy, czy co..
    Trzymaj się ciepło i zdrowo i będzie dobrze, bo tak ma być smile
  • 03.03.06, 08:23
    Dzieki raz jeszcze Dziewczyny... Martwi mnie to ze tu w Niemczech nie wiem o
    niczym co sie robi, chyba czas to zmienic i zaczzne mocno sie domagac
    informowania. czasem mam wrazenie ze to ich takie ekologiczne podejscie do
    sprawy bardziej szkodzi niz pomaga...Dobilo mnie jezcze ostatnio, bo zaczynam
    podejrzewac ze mam za niski progesteron...
    --
    ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
    Nasza Marysia
    Nasz maleńki Aniołek [*] + 28.09.2005
  • 03.03.06, 09:35
    przeszłam przez ten horror we wrzesniu tamtego roku i do dzis zastanawiam sie
    dlaczego to mnie spotkało? dlaczego ja ?
    po tym wszystkim postanowiłam walczyc żeby poznac przyczyne, mam za soba mase
    badań , masę wydanej forsy no i jeszcze pare badań do zrobienia , z tych rzeczy
    które zrobiłam już - wszystkie badania są ok, miałam chlamydie ale jest
    wyleczona jak na razie , immunologia też ok choc przede mną przeciwciała
    przeciwjądrowe i tutaj zobaczymy co wyjdzie zaś jesli chodzi o lekarzy to
    cóż ,niedawno trafiłam do ponoć swietnej specjalistki od poronien w W- wie
    która powiedziała że pierwszym poronieniem nie ma co sie przejmować i zachodzic
    znowu w ciążę, ja jej jednak nie zaufałam no i dalej na własna ręke drążę ten
    temat
    dlatego dziewczyny radze badajcie się zeby zminimalizować ryzyko nastepnej
    porażki, żadne trudy związane z badaniami czy forsa z tym zawiązana nie są
    gorsze od przeżywania tamtego dramatu
  • 03.03.06, 10:34
    Ty tez we wrzesniu? Dla mnie bylo to o tyle trudniej ze zabieg mialam na dzien
    przed 2 urodzinami mojej coreczki...Ciezko bylo...
    --
    ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
    Nasza Marysia
    Nasz maleńki Aniołek [*] + 28.09.2005
  • 03.03.06, 11:41
    a więc mymcia ty też jestes niedoszłą kwietniówką?
    to tak boli zwłaszcza teraz - 7 kwietnia miałam zobaczyc na świecie moje dziecko
    taki żal zwłaszcza jak inne kobiety rodzą i są szczęśliwe
  • 03.03.06, 13:02
    Napisz proszę co to za specjalistka od poronień w Warszawie?
    Pozdr
    Ela
  • 03.03.06, 18:03
    ta lekarka to dr. Jerzak
    pozdrawiam
  • 03.03.06, 09:30
    MI TEŻ NIKT NIE WYJAŚNIŁ PRZYCZYNY PORONIENIA. "TU SERCE NIE BIJE, MARTWY PŁÓD
    12 TYDZIEŃ CIĄŻY JUTRO RANO ZABIEG"- TYLKO TYLE MI POWIEDZIANO. MOŻE GDYBYM
    TRAFIŁA DO INNEGO GINEKOLOGA GDY DOWIEDZIAŁAM SIĘ ŻE BĘDE MAMĄ BYŁO BY INACZEJ
    BO JA CZUŁAM ŻE COŚ JEST NIE TAK. MOJE DZIECKO UMIERAŁO WE MNIE JA TO CZUŁAM
    ALE NIE UMIAŁAM MU POMÓC NIKT MU NIE CHCIAŁ POMÓC. ZABIŁAM WŁASNE DZIECKO
  • 03.03.06, 14:27
    mymcia, mieszkajac za granica trudno jest wymoc na lekarzach badania, ktory TY
    myslisz, ze powinnas zrobic, w Polsce mozna zrobic badania prywatne na wlasna
    reke, tu gdzie mieszkam nie. Zaufaj swojemu lekarzowi, albo jedz do Polski na
    badania, ale musisz znalezc dobrego lekarza, ktory je dobrze zinterpretuje i
    wlasciwie pokieruje, bo czasami to wykracza poza kompetencje zwyklego
    ginekologa. Albo moze udaj sie do "fertiliy clinic" gdzie zajmuja sie
    poronieniami chronicznymi, tylko, ze tam najczesciej przyjmuja dopiero po 2
    poronieniu, a u Ciebie do tego nie dojdzie.

    Dziewczyny, ktore robicie badania w kierunku immunologii. Jezeli juz
    decydujecie sie na to, to trzeba zrobic CALY panel, nie tylko kilka wybranych,
    bo nawet jezeli te ktore zrobilyscie sa OK, to inne, ktorych nie przebadalyscie
    moga nie byc dobre. Jedyna interwencja tutaj to branie lekow
    przeciwzakrzepowych w I trymestrze, np. niskoczasteczkowej heparyny, dozylnie,
    albo tak jak ja bralam profilaktycznie 1/4 aspiryny dziennie (80mg, baby
    aspirin), innych mozliwosci nie ma. Wiec mozna zrobic inaczej, po prostu brac
    aspiryne profilaktycznie w I trymestrze. Obnizyc przeciwcial nie mozna, leki
    przeciwzakrzepowe zapobiegaja powstawaniu mikrozakrzepow w kapilarach
    tworzacego sie lozyska, co moze byc efektem odpowiedzi immnologicznej.
    Ja na wlasna reke bralam w I trymestrze aspiryne 80mg, chociaz nie wiem jak z
    immunologia, bo nigdy jej nie robilam, ale pomyslalam, ze profilaktycznie nie
    zaszkodzi i urodzil mi sie z tej ciazy synek.

    W Lodzi jest prof. Malinowski, ktory leczy poronienia chroniczne, metoda
    szczepien limfocytami partnera. Metoda kontrowersyjna, ale wiele dzieczyn na
    bocianie, zaszlo w ciaze i doprowadzilo ja na szczesliwego konca po
    szczepieniach.

    Moniko, nie zabilas wlasnego dziecka, to nie Twoja wina, NIC nie moglas zrobic,
    natura/Bog zadecydowaly za Ciebie. To sie zdarza w 30-40% przypadkow, taka mamy
    wadliwa biologie. nie biczuj sie, szkoda, ze lekarze nie udzielili Ci lepszego
    wyjasnienia. Ogromnie mi przykro.
  • 03.03.06, 17:40
    do 89mika: ja mialam termin na 25 kwietnia, ciezkie dni przed nami... ale
    musimy to przejsc...moze uda sie juz z 3 dzieciatkiem w brzuszku? Tak bym
    chciala...

    myelegans: no wlasnie tu mnie to wlasnie denerwuje- ze ja nic nie wiem...Dobrze
    informowana bylam tylko przed zabiegiem i tuz po a jesli chodzi o badania w
    ciazy to nawet tak na dobra sprawe nie mam 100% pewnosci co oni robia i co
    uwazaja za sluszne i wystarczajace...Czasem mam wrazenie ze gdybym miala
    prywatne ubezpieczenie nie tylko panstwowe- traktowano by mnie zupelnie
    inaczej...
    --
    ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
    Nasza Marysia
    Nasz maleńki Aniołek [*] + 28.09.2005
  • 03.03.06, 17:54
    MIeszkam W USA, mam najlepsze ubezpieczenie z mozliwych, a postepowanie takie
    samo, bo lekarze postepuja wg ustalonych protokol, wiec mozesz niewiele
    zdzialac. Chyba, ze pojedziesz do Polski i zaczniesz robic na wlasna reke, ale
    jest tego taka masa, no i pozniej musisz znalezc lekarza, ktory to
    zinterpretuje DOBRZE i ustawi postepowanie.
    Ja sie zdalam tutaj na lekarzy, mam nadzieje, ze wiedza co robia, bo nie
    prowadzi mnie jeden tylko ginekolog.
    Powodzenia
  • 03.03.06, 23:33
    w 12tc na usg wyszlo ze ciaza jest obumarla na poziomie 9 tc
    szpital zabieg itd

    zrobilam hormony i wirusy , badanie nasienia
    wszystkie wyniki ok

    ps.mymcia tez mialam termin 25.04

  • 04.03.06, 10:22
    popatrz jak to sie splotlo...ilu maluszkom z tego dnia nie dane bylo przetrwac,
    ile jest takich kazdego dnia? Dopiero takie rozmyslanie prowadzi do refleksji
    jak wiele ciaz jest ronionych, ile dzieci traconych...PRzerazajace...
    --
    ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
    Nasza Marysia
    Nasz maleńki Aniołek [*] + 28.09.2005
  • 14.03.06, 09:22
    Witajcie kochane.
    Nigdy nie przypuszczałam że trafię na to forum,niestety los chciał inaczej sad
    Dziś w nocy minie tydzień od pierwszego krwawienia i trafienia do szpitala. 8
    marca dowiedziałam się że u mojej 11tc dzidzi nie ma echa zarodka, a jej wiek
    to 9,3tc, półtorej tygodnia wcześniej widziałam maleńkie serduszko. Diagnoza
    była dla mnie szokiem. Byłam załamana. Nigdy nie miałam problemów z kontaktami
    z ludźmi, zawsze otwarta z tysiącem pytań, uporem i walką oswoje , a tym razem
    było zupełnie inaczej. Nikt mi nic nie mówił, nie informował, a ja o nic nie
    pytałam. Chciałabym wykszyczeć mój ból, ale nie potrafię. Zamknęłam się w
    sobie, na zewnątrz może się wydawać że jest OK. Uśmiecham się, a moja dusza
    krwawi. Nie mogę wydusić nawet mężowi tego co czuje, jak cierpie, choć bardzo
    mi pomaga. W głowie kołacze się jedne pytanie dlaczego? Przecież
    jestem 'zdrowa'?, nic mi nie dolega, nie pije, nie palę. Mam 2 zdrowych synków
    z ciąż 'książkowych'. Mam ogromny żal do lekaży, za brak informacji.
    Najbardziej boli mnie to że nic nie mogłam zrobić żeby moja dzidzia "urodziła
    się normalnie" Gdyby mi powiedzieli proszę pani dostała pani tabletkę poronną i
    po niej może nastąpić poronienie, ale nie nikt mnie nie informował.
    Usłyszałammproszę włożyć tabletkę pod język i czekać na zabieg. CZEKAĆ! Gdybym
    wiedziała.... nie ruszyłabym się z łóżka, a tak moja kruszynka wylądowała w
    szpitalnym KIBLU, o BOŻE jak to boli... Czuję się jak wyrodna matka, która
    wyżuciła swoje dziecko. Nie potrafie wytłumaczyć sobie dlaczego spóściłam tą
    cholerną wodę, a dopiero potem pomyślałam... że to była ona... moja kruszynka!
    Jak wróciłam na salę to czekała juz na mnie pielęgniarka, żeby zabrać mnie na
    zabieg. Z wrażenia zaschło mi w ustach więc wziełam filiżankę żeby zrobić łyka
    wody, a ona się na mnie wydarła, co p-ani robi, miła być pani naczczo, jak
    anestozjolog się dowie to pani nie znieczuli...zaczełam się tłumaczyć że
    zaschło mi w ustach że tylko łyczek i że w takim razie zrobi mi bez
    znieczulenia bo jest mi wszystko jedno. Byłam wściekła na ich bezduszność!!!
    Tego samego dnia wyszłam do domu, dostałam wypis, antybiotyki skierowanie na
    kontrol do poradni za 3 tygodnie z wynikiem histopatologicznym. Nie mogę dojść
    do siebie choć pozornie wygląda ze jest OK. Nie wiem kiedy powinnam zrobić
    jakies badania i jakie, czy czekać do tego wyniku, czy zacząć już teraz i od
    czego? Nie potrafie z nikim rozmawiać na ten temat, bo żal ściska gardło. Piszę
    się jakoś łatwiej,choć przez łzy nie widzę ekranu...Czułabym się lepiej gdybym
    wiedziała, że moje dziecko zostało zutylizowane , a nie wylądowało w
    ściekach.... Przepraszam Cię Kruszynką, że Cie nie ochroniłam...
    --
    mama Maciusia , Maksymka
    i Aniołka (*)8.03.2006
  • 14.03.06, 09:40
    ano strasznie mi przykro. Wiem co czujesz, ja poroniłam w 7tc. i chociaż nie
    widziałam serduszka itd. bardzo kochałam i kocham to Maleństwo. Też tak się
    czułam za każdum razem gdy byłam w ubikacji. Do tej pory mi to toważyszy. wiem
    że podczas zabiegu Maleństwa już nie było, wyroniło się.
    Trzymaj się ano. Mocno przytulam
    mamaweroniki Weronika i (*) Aniołek
  • 14.03.06, 12:44
    Witaj,
    jest mi niewymownie przykro,nie sposob opisac tego co czuje po przeczytaniu
    Twojego postu... Lzy mi sie same cisna do oczu... Dlaczego? Bo wiem co mozesz
    czuc, my wszystkie tu wiemy... Tyle ze roznica tkwi w tym jak nas
    potraktowano...
    Przekonalam sie rowniez o bezdusznosci polskich lekarzy, o tym jak przedmiotowo
    traktuja kobiete i jej dziecko... Jedyne co moge powiedziec -szczescie w tym
    strasznym nieszczesciu ze ronic mi przyszlo w Niemczech- poznalam co to ronic z
    godnoscia, choc i tak zawsze sie w tym czuje troche sztucznosci bo przeciez to
    nie ich problem nie ich tragedia...
    Nie wiem, czasem chcialabym cos zrobic, zeby zmienic nastawienie polskich
    lekarzy- no bo jak tak mozna traktowac blizniego w tragedii...Czuje taka
    glupia, beznadziejna bezsilnosc kiedy o tym mysle- ktoredy droga aby to zmienic?
    Prosze Cie nie czuj sie winna, nie wolno Ci- przeciez niczemu nie zawinilas, co
    moglas zrobic? Wiem ze to bardzo trudne, ale nie mysl o tym co sie stalo, w
    jaki sposob- jesli czujesz potrzebe myslenia o swojej Kruszynce, sprobuj
    pomyslec nieco inaczej- coby sie nie stalo, jak sie nie stalo ona jest w
    Niebie, juz nic zlego jej nie spotka... Moze sie bawi z moim Malenstwem-
    poprosze mojego Aniolka zeby sie Twoim zaopiekowal, dobrze? Moze to brzmi
    dziwnie, glupio dla kogos, ale ja tak to widze, czuje... Moje Dzieciatko jest z
    nami i choc kiedy o tym mysle chce mi sie plakac to jest mi juz duzo lzej-
    pamietaj - to wszystko jest dla Ciebie strasznie swieze, nowe, ta rana jest
    ogromna i chyba nigdy nie zniknie.. Moze troche sie podgoi, ale mysle ze to nie
    prawda ze czas leczy rany... My sie tylko do nich przyzwyczajamy i uczymy sie
    zyc na nowo z nimi. Dla mnie nic nie pozostanie takie samo... wszyskto stalo
    sie inne, ale tez ma jakis sens. Popatrz mamy tez dzieci tu na ziemi - Ty dwoch
    synkow, ja corcie- popatrz jak wiele nam juz zostalo dane. A tak naprawde mamy
    ich wiecej- my to czujemy... Ja czasem rozmawiam z moim Aniolkiem, mam w domu
    specjalna swieczuszke dla niego, ktorej "pilnuja"dwa Aniolki,a ktora zapalam
    kiedy czuje potrzebe, to mnie jakos jeszcze przybliza. Za ok. miesiac czeka
    mnie szczegolny dzien, trudny dzien- to dzien w ktorym nasze Malenstwo mialo
    przyjsc na swiat. Nie wiem jak go zniose, ale wiem ze dam rade, bo przeciez
    wiem ze moja Dziecina, tak naprawde jest i zawsze bedzie, a ja ja zawsze bede
    kochala...
    Dlugie te moje wynurzenia, ale tak to wyszlo. Jesli chcialabys pogadac to pisz
    na priva, jesli tylko moge Ci jakos pomoc, wesprzec- jestem do dyspozycji.
    Tymczasem trzymaj sie mocno...
    Ania
    --
    ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
    Nasza Marysia
    Nasz maleńki Aniołek [*] + 28.09.2005
  • 14.03.06, 13:26
    Jak ciężka jest myśl, że tak wiele z nas musi przez to przechodzić!
    Ana_76, jak ja Cię doskonale rozumiem... 11 stycznia widziałam bijące serduszko
    mojego maleństwa, 10 lutego dowiedziałam się, że serduszko nie bije i to od
    jakiś 2 tygodni. Nie płakałam, wyłam z rozpaczy. Też zawsze myślałam, że jestem
    silna, ale życie dokopało mi przez ostatnie pół roku bardzo mocno.
    Przez tydzień czekałam w domu na poronienie samoistne, w trakcie pojechałam do
    szpitala i od razu miałam zabieg (nie było miło - opisałam to na wątku o
    słowach, które nie powinny paść). W piątek minie miesiąc od zabiegu (a ja
    skończę 33 lata...)
    Na pozór wszystko w moim życiu wygląda normalnie - chodzę do pracy, spotykam
    się ze znajomymi, robię jakieś plany. Ale część mnie wycofała się z życia. To
    brzmi idiotycznie, ale tak właśnie jest. Ból wraca falami, bardzo źle śpię,
    fatalnie znoszę samotność.
    Fizycznie wszystko wróciło do normy, psychicznie - same wiecie jak jest...
    I tak naprawdę, to tylko tutaj mogę się wygadać.
    Podzrawiam Was bardzo cieplutko.
  • 14.03.06, 13:58
    Dziękuję dziewczyny za ciepłe słowa...Jak dobrze wiedzieć, że jest ktoś kto
    Ciebie rozumie. Strasznie trudno jest żyć z tą świadomością... ale trzeba.
    Zachowuje pozory normalności i pomimo że od zabiegu nie minął tydzień pracuje,
    a właściwie muszę pracować bo nie mam innego wyjścia. Na chwile słabości, płacz
    moge pozwolić sobie tylko jak jestem sama w domu. Nie chcę żeby mój ból , łzy
    widział mój starszy synek (ma 9lat), bardzo przeżył tą stratę, nie chcę go
    dodatkowo obciążać sobą. To małe-duże dziecko...nie chce go dodatkowo ranić.
    Fizycznie wracam do normy, ale psychicznie długa droga przedemną....
    --
    mama Maciusia , Maksymka
    i Aniołka (*)8.03.2006
  • 14.03.06, 14:21
    straszne było jeszcze to jak mój synek spytał co się stanie/stało z dzidzią,
    gdzie ona jest, czy zrobimy pogrzeb (miesiąc wcześniej zmarła moja babcia i był
    na pogrzebie i żegnał się z babcią)? Słowa uwięzły mi w gardle, po chwili
    wymamrotałam, że jest w takiej szpitalnej mogile i popłakałam się. A on mnie
    prosił mamulka nie płacz wierze że Bóg da Ci jeszcze jedne dziecko (bardzo
    chciał mieć siostre). Mądry z niego chłopczyk.
    --
    mama Maciusia , Maksymka
    i Aniołka (*)8.03.2006
  • 14.03.06, 14:31
    Widzisz jakie masz madre dzieciaczki... Masz prawo do lez, do rozpaczy. Przed
    dziecmi tez nie mozna udawac ze nic sie nie stalo i nie ma tematu. Zobacz jak
    dojrzale zareagowaly... Trzymaj sie mocno!
    --
    ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
    Nasza Marysia
    Nasz maleńki Aniołek [*] + 28.09.2005
  • 16.03.06, 23:24
    Muszę się dołączyć... muszę, bo tego bardzo potrzebuję, muszę, bo straciłam
    moje Maleństwo, choć nie przypuszczałam, że właśnie "mnie" może to spotkać... W
    końcu jestem zdrowa, w ciążę zaszłam za tzw. pierwszym podejściem, piękne
    wyniki, wszystko wydawało się być w jak najlepszym porządku. Jakże cieszyłam
    się, że to już 12 tydzień: "Najgorsze mija" - powtarzałam sobie w duchu...
    Niestety, dopadło i mnie. Krew, szpital, usg i diagnoza - "Nie jest dobrze...
    Serduszko nie bije... Ciąża obumarła ok. 4 tygodnie temu...". Co za rozpacz
    ogarnęła moje ciało, duszę, serce, słaniałam się, płakałam... Dali mi jakieś
    tabletki, mężowi powiedzieli, że jutro będzie zabieg... A ja wierzyłam, że
    jeszcze usłyszę to serduszko, że stanie się cud!!! W nocy odczuwałam skurcze,
    spałam niespokojnie, rano ból nasilił się, nie mogłam chodzić, mdlałam. W końcu
    wręcz wyłam z bólu... Rozrywało mnie od środka... Podano mi zastrzyki
    przeciwbólowe, nie pomogło... Kolejna dawka też nie ukoiła mojego cierpienia...
    W końcu zemdlałam... Pamiętam jak błagałam o pomoc, a jedna z pielęgniarek
    powiedziała, że dały mi wszystko, co było możliwe, że należę "do tych
    bólowych...". Potem zabieg, pamiętam, że zanim zasnęłam lekarz sprawdzał, czy
    moje Maleństwo jest już poza moim ciałem... Nie, było w środku, pod moim
    sercem, bo nie chciałam oddać mojego szczęścia, mojej radości... A jednak,
    stało się. Zabieg był bezbolesny. Po nim odczułam ogromną ulgę, bo nic mnie nie
    bolało! Jednocześnie winiłam się,że odczuwam ulgę, bo przecież to było moje
    DZIECKO... Mija 3 dzień po zabiegu. Łzy ciągle cisną się do oczu, boję się, co
    będzie dalej. Mąż też... Powiedział mi dzisiaj, że nie chce przeżyć tego
    kolejny raz, bo bał się, że straci i dziecko, i mnie... Staram się
    funkcjonować, mam cudowną rodzinę, przyjaciół i wszyscy są przy mnie, pomagają,
    rozmawiają - bo ja bardzo chcę o tym mówić, chcę to przeżyć... Pragnę odzyskać
    równowagę... O Maleństwie zawsze będę pamiętała i pewnie z każdym dniem będę
    kochała coraz bardziej... Czekam na wypis, na wynik histo-patologiczny, na
    wizytę u lekarza... Staram się wierzyć, że kolejnym razem się uda, że dane mi
    będzie zostać mamą... Tylko ten strach, ta rozpacz, tęsknota za Maleństwem,
    które Bozia zabrała do siebie... Widocznie tak musiało być, godzę się z tym,
    tylko lękam się o przyszłość... Tak bardzo chcę jeszcze zostać mamą...
  • 17.03.06, 08:30
    Kochana, przytulam Cię mocno. Ja miałam zabieg dokładnie miesiąc temu. Też
    byłam w 12 tygodniu i byłam pewna, że już po strachu. A tu plamienie, USG i te
    straszne słowa. Tylko ja czekałam tydzień na poronienie samoistne żyjąc ze
    świadomością, że dziecko nie żyje... W końcu poroniłam - przez trzy godziny
    miałam coraz bardziej nasilające się skurcze, później zabieg.
    Ból jest cały czas, wraca falami. Niby pracuję, śmieję się, żyję normalnie, ale
    jakaś część mnie żyje w innym wymiarze. Czasem płaczę.
    Teraz czekam na wizytę u gina i zrobię jakieś badania. Bo też chcę zostać mamą,
    a czas nie jest moim sprzymierzeńcem.
    Trzymaj się cieplutko. Jestem z Tobą.
  • 17.03.06, 09:14
    Dowiedziałam się wczoraj, że ciąża się nie rozwija i obumarła w 6 tyg.
    Właściwie domyślałam się już od 2 marca ale jeszcze miałam nadzieję. Na zabieg
    idę w przyszłym tygodniusad(
    Mimo to mam ogromną nadzieję że następnym razem się uda. Z utratą ciąży
    właściwie się pogodziłam (nie czułam jeszcze więzi z dzieckiem) i jak tylko
    dojdę do siebie porobię wszelkie możliwe badania żeby kolejnej ciąży dać szansę.
    Na forach b. chwalona jest Dr Jerzak więc pewnie do niej uderzę.
    POzdrawiam ciepło
    Aga


  • 29.03.06, 22:13
    witam ja równiez miałam poronienie zatrzymane w maju bedzie 3 lata jak jestem
    po zabiegu sad ale to ciagle jestze mna sad u mnie ciaza obumarła w 8 tygodniu
    a zabieg dowiedziałam sie o tym w 15 tyg/prawie 16 tydzien to było jak wyrok !!
    chodziałam z martwym dzieckiem 8 tygodni (2 miesiace ) jednak miałam na tyle
    dobrze ze jak próbowali wywołac mi poronienie droga naturalna (poprzez
    tabletke )to było 2 godziny i juz sie ze mnie lało sad( potem zabieg 2.5
    godziny reanimacji bo mi serce staneło podczas zabiegu za duzo stresu.a
    nastepne 1.5 dobudzanie a na koniec 1.5 roku depresja !! to był dla mnie czysty
    horror ale juz dochodze do siebie pomału ale to bedzie we mnie juz na zawsze
    jezeli ktos by chciał pogadac oto mój adres poczty kora11111@vp.pl pozdrawiam
    was cieplutko asia
  • 29.03.06, 22:23
    No to swoje przeszla,nie ma co... Nie dziwne ze tym trudniej Ci sie z tym
    wszystkim jakos uporac...Powiem Ci ze ja bylam zadowolona,ze lekarze tak szybko
    podjeli decyzje o zabiegu, mowilli ze ryzyko zatrucia jest zbyt wielkie i nie
    powinno sie w takich przypadkach czekac na naturalne poronienie, bo to moze
    pojawic sie za pozno. W efekcie na drugi dzien po diagnozie bylam juz po
    zabiegu, dostalam najpierw tabletke na nieznaczne rozwarcie szyjki , w
    miedzyczasie dormicum,zebym sobie czasie rozwierania pospala- jak sie
    przebudzilam za pare minut wiezli mnie na sale, przelozyli na stol i znow
    zasnelam. Obudzilam sie po wszystkim... tyle ze ja mampo pierwszej ciazy troche
    problemow z szyjka- wiec pokrwawilam troche mocno. I tu bylo najmniej przyjemne-
    tamponowanie...Ale potem juz ok wszystko, no wlasciwie nic juz nie bylo ok.
    Serce nadal krwawilo jak opetane a lzy laly sie... Mojego Malenstwa nie bylo juz
    ze mna...
    --
    ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
    Nasza Marysia
    Nasz maleńki Aniołek [*] + 28.09.2005
  • 18.03.06, 11:28
    Kochana! Poczułam, że muszę napisać coś do Ciebie, bo moja historia jest
    bliźniaczo podobna do Twojej, może nawet taka sama w pewnych momentach. Z tym,
    że u mnie niebawem minie rok od straty, rok którego w zasadzie nie pamiętam...
    Też bylam zdrowa - wszystkie badania super - zrobione przed ciążą, bo ciąża
    planowana. Także zaszłam za pierwsym podejściem. Wszystko tak pięknie się
    układalo. Na początku 6 tc piękna akcja serduszka, dzidziuś widoczny - aż mi
    się wydawało, że za pięknie to wszystko jest... Mijały tygodnie i bylam coraz
    spokojniejsza, bo graniczna data największego ryzyka byla coraz bliżej. Do
    wejścia w II trymestr zostaly mi dwa dni. Tak się cieszyłam, że jeszcze chwila
    i ten najgorszy okres będzie już za nami... I nagle, bez żadnej zapowiedzi,
    ostrzeżenia - plamienie - maleńkie. Pojechalam na izbę do szpitala i tu
    uslyszalam słowo w słowo to samo co Ty - "Nie jest dobrze, serduszko nie bije,
    ciąża obumarła około 4 tygodnie temu". Resztę znasz, niestety z doświadczenia.
    A po zabiegu poczułam to co Ty - ulgę, ogromną ulgę, że to już za mną - jakie
    to dziwne, że możan poczuć ulgę po takim zabiegu.
    Dziś - po roku - już wiem, że można odczuć ulgę, bo chyba nie ma nic gorszego
    niż świadomość, że nosi się dziecko martwe, które nigy się nie narodzi.Nie ma
    nic okrutniejszego niż tkwić w beznadziejnej sytuacji, w sytuacji bez wyjścia,
    gdy nic już nie można zrobić, gdy nie ma żadnych szans. Mieć taką świadomość i
    jednocześnie wiedzieć, że to dziecko nadal jest w łonie i nic, absolutnie nic
    nie da się już dla niego zrobić.
    Co mi dał ten rok? Czy ból jest mniejszy? Czy mniej się boję następnej ciąży?
    Na pewno dał mi ogromną wiedzę w zakresie ciąży i poronień - nie dam się już
    zwieść lekarzom.Dziś też już wiem, że nie ma bezpiecznego okresu dla ciąży,
    kiedy tak naprawdę można odetchnąć i pomyśleć - "teraz już nic się nie stanie".
    Zawsze może się coś stać, zawsze więc trzeba być czujnym.
    Ból wciąż jest ten sam, wciąż te same pytania, wciąż łzy i tęsknota.
    Przeogromna tęsknota. Jednak teraz potrafię już zapanować nad tymi uczuciami,
    schować je, odsunąć tak, aby nie przeszkadzały tak bardzo w życiu - normalnym,
    codziennym. Mogę już patrzeć na kobiety w ciąży i maleńkie dzieci bez atakow
    hiterii i płaczu, tylko z maleńkim smutkiem, że to nie mnie było dane...
    Strach przed ciążą też jest i wiem, że będzie już zawsze. Nie ma co liczyć, ze
    ktogoś dnia cudownie zniknie. Nie zniknie, ale można też nad nim zapanować.
    Mnie to zajęło 10 miesięcy, ale to indywidualna sprawa. Dopiero teraz jestem
    gotowa, aby na poważnie zająć sie badaniami. Teraz dopiero czuję się silna na
    tyle, aby moc planować kolejną ciążę. Nie chcę mnieć więcej aniołków i
    dlatego "olewam" gadanie lekarzy, że badania robi sie po ktorymś z kolei
    poronieniu. Przecież to chore!!! Może uwierzyłabym, gdybym miala już choć jedno
    dziecko tu na ziemi, ale nie mam...
    Co nie znaczy, że nie jestem mamą. Przecież każda z nas jest. Śmierć dzieci nie
    sprawia przecież, że przestajemy być matkami.
    Wiolu życzę Tobie i nam wszystkim bardzo dużo sily i odwagi. I mam nadzieję - w
    zasadzie jestem pewna - że za jakiś czas spotkamy się na zupełnie innym,
    szczęśliwym forum!!!
    Daj sobie czas, tyle czasu, ile potrzeba Tobie (nie rodzicom, teściom, mężowi).
    On pomaga, pozwala sie zdystansować, spojrzeć na wszystko trochę obiektywniej,
    trzeźwiej.

  • 30.03.06, 11:10
    Wiem co czujesz. Jestem dwa dni po zabiegu...na szpital, położne i lekarzy nie
    mogę narzekać-byli wspaniali...Ale część mnie umarła bezpowrotnie....nie wiem
    jak żyć...nie wiem kiedy wrócę do życia...a wrócić muszę... Na razie to czas
    żałoby i wyciszenia...
    Pozdrawiam serdecznie i życzę szczęścia w przyszłości...
  • 30.03.06, 11:23
    Może byłoby mi łatwiej gdybym mogła pogadać z kimś kto to przeżył...Rodzina,
    przyjaciele, kochany mąż-wszyscy starają się zrozumieć, ale to nie to samo...
    oni po prostu nie wiedzą jak to jest... Dlatego też jeśli poczujecie taką
    potrzebę piszcie do mnie na priv... razem będzie nam łatwiej...
  • 30.03.06, 11:42
    Zobaczysz, bedzie lepiej. Nie mowie Ci ze wrocisz do siebie, bo to sie tak
    naprawde chyba nies tanie... Ale z czasem nauczysz sie z tym zyc, nauczysz sie
    na nowo dostrzegac swiat, ludzi, tyle ze juz w inny sposob.
    Tak naprwade zrozumie Cie tylko ktos kto przeszedl to samo... Moj M tez nie
    potrafil mnie zrozumiec, choc byl czas ze potrafilismy z soboa o tym
    porozmawiac. Mysle ze naprawde staral sie mnie zrozumiec, tylko ze nie mogl, nie
    potrafil, bedac mezczyzna po prostu...
    Kiedy zrobilo mi sie latwiej? Po pogrzebie, choc samo przezycie, widok bialej
    trumienki bylo koszmarem... Ale wiedzialam ze moje Dzieciatko ma swoje miejsce.
    Bolesne ze nie przy mnie, nie przy swojej rodzinie tylko tam...
    Ale jednoczesnie jakos to mi sie wszytko poukladalo. Jestem przez to
    spokojniejsza, spokojniejsza na tyle na ile moge byc.
    --
    ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
    Nasza Marysia
    Nasz maleńki Aniołek [*] + 28.09.2005
  • 17.03.06, 13:35
    duży stres zwiazany z moją sytuacją życiową
  • 17.03.06, 19:58
    Witaj mirlen! Musimy mocno wierzyć w to, że nasze marzenia się ziszczą, że
    będzie nam dane po raz kolejny nosić pod serduszkiem dzieciątko - zdrowe
    dzieciątko! Strach pewnie będzie nam towarzyszył, tego nie da się
    wyeliminować... Ale ufam, że będzie dobrze, tak bardzo chcę zostać mamusią
    ślicznego Maleństwa. Dzieciątko, które straciłam znaczyło dl amnie wiele,
    zrozumiałam, co znaczy być mamą... Mimo iż krótko trwała moja radość, cieszę
    się, że doświadczyłam tego cudu... Dziś mam urodziny i myślałam, że będą to
    najpiękniejsze urodziny w tym roku... Cóż los chciał inaczej, ale kocham to
    moje Maleństwo i wierzę, że niedługo zajdę w ciążę - sobie i Tobie kochana!
    życzę tego z całego serduszka!!!
  • 17.03.06, 20:33
    Wiesz - ja też mam dziś urodziny...
    Miesiąc temu moje marzenie sie skończyło. Ale to były mimo wszystko piękne 12
    tygodni smile tylko bez happy endu. Cóż, życie to nie hollywoodzka produkcja.
  • 18.03.06, 07:29
    Mirlen, wioslab- poronienie to jest cios, choć różnego kalibru dla każdej z
    nas. Mi też bardzo zależało na tej ciąży, przygotowywałam się z pół roku-
    badania, witaminy i niestety. Mam świadomość, że co się stało to się nie
    odwróci.Trzeba wierzyć, że z nowymi cyklami - mamy kolejną szansę. Mamy to
    szczęście że jednak zachodzimy w ciążę a przy odpowiedniej kuracji donosimy.
    Ważne żeby znależć winowajcę i unieszkoliwić, bo napewno jakaś przyczyna jest
    czy immunologiczna czy hormonalna.
    Dlaczego tak piszę. Wśród znajomych mam większość jest po poronieniach i to
    wielokrotnych i dziś są szczęśliwymi mamami. To daje mi siłę do walki.
    Pozdrawiam serdecznie
    Aga
  • 27.03.06, 22:40
    agaa5! Dzięki serdeczne... Myślę, że w końcu nam się uda, zresztą nie tylko
    nam, ale wielu innym kobietom także... Ja teraz czekam na wyniki badań,
    zobaczymy, czy znajdę przyczynę... Choć sama nie wiem, co jest lepsze!
    Przyczyna czy też jej brak! W każdym razie mocno wierzę, że jeszcze będziemy
    mamami! Tego Wam i sobie tez wink życzę!!!
    A tak przy okazji - odzywajcie się czasem, piszcie co u Was i w ogóle... Ciężko
    to przeżywać w samotności - przynajmniej dla mnie...
    Pozdrawiam
  • 28.03.06, 13:52
    Pozdrawiam cieplo
    Pewnie że się udasmile)) Kwestia czasu, i może .. odrobiny leków. Widzisz
    statystycznie aż 1 na 5 ciąż się roni to b.dużo. Raz ze później zachodzimy w
    ciąże (co nie jest bez znaczenia) a dwa jesteśmy ogólnie słabsze, bardziej
    zestresowane.
    Cudowne jest to że tak medycyna poszła do przodu, że praktycznie większości
    niepowodzeń ciąży mozna zapobiec. Ja w każdym razie popędze na kilka badań i
    jak trzeba będzie to podkuruję się do następnych starań.
    Pozdrawiam serdecznie
    Aga
  • 28.03.06, 14:16
    Niestety ja również jestem po zabiegu wyłyżeczkowania. W zeszłą środę
    dowiedziałam się na USG że jestem w 7 tygodniu ciązy ale niestety pęcherzyk
    jest bez zarodka i muszę zgłosić się na izbę przyjęć do szpitala. Tylko dzięki
    wspaniałemu lekarzowi dostałam się do szpitala bez problemu i szybko, zabieg
    miałam w sobotę. Dziś 3 dzień po zabiegu i fizycznie nawet jest nie najgorzej,
    ale najgorsze że nie mogę przestać płakać jak tylko pomyślę o swojej niedoszłej
    ciąży. Lekarz pocieszył nas że przynajmniej udowodniliśmy że jesteśmy płodni.
    Ale co z tego, jak czytam to forum to dochodzę do przekonania że chyba będę się
    bała spróbowac jeszcze raz. To była moja pierwsza ciąża a jestem już po 30tce i
    naprawdę nie wiem czy dam radę przeżywać to jeszcze raz!!!

    W szpitalu leżałam cały dzień czekając na zabieg, dzięki Bogu miałam swojego
    męża u boku, bo sama bym tego nie zniosła.
    Pozdrawiam gorąco wszystkie kobiety które przez to przeszły i mam nadzieję, że
    czas leczy takie rany.
  • 28.03.06, 15:58
    Hej Dziewczyny!
    mam nadzieje ze trzymacie sie dzielnie...
    U mnie zbliza sie trudna data - za niecaly miesiac- 25. 04. chyba przerycze ten
    dzien... Na pewno pojade na cmentarz zawioze jakies kwiatuszki mojemu
    Anioleczkowi... Tak bardzo mi go brakuje...
    Teraz staramy sie o trzecie dzieciatko- tyle ze cos sie dzieje chyba ze mna nie
    tak... Kazdy cykl po okresie odpowiadajacym implantacji - plamienia...
    Teraz znow czekam jak to sie skonczy i ... trzymajcie za mnie kciuki, prosze...
    to najgorszy tydzien w cyklu...W poniedzialek mam wizyte u nowej pani doktor,
    idziemy z M - pokaze jej wszystkie informacje jakie o sobie zebralam i zobaczymy
    co powie i zdecyduje...
    --
    ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
    Nasza Marysia
    Nasz maleńki Aniołek [*] + 28.09.2005
  • 29.03.06, 08:09
    Dzień Dobry!
    Wczoraj dowiedziałam się, że mojej kruszynie nie bije serduszkosad((((((( to
    stało się dopiero co, 7tc 1dc, miała 11,1mmm
    Czuję się jakbym stała obok, nie potrafię się z tym pogodzić, tak bardzo
    chciałam! Kochałam moje maleństwo tak bardzo...
    Dzisiaj jadę do szpitala, cieszę się a zarazem bardzo boję, ale myśl że mam w
    sobie moje dziecko, które już nie żyje........
    Pozdrawiam cieplutko
    Monia
    --
    ♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪
  • 29.03.06, 08:16
    Trzymaj się cieplutko. Znam ten ból. Ja dowiedziałam się w 11 tygodniu, że od 3
    noszę w sobie martwy płód. Wcześniej widziałam serduszko... To był ból nie do
    opisania. Później jeszcze tydzień czekałam na rozpoczęcie poronienia. A od
    kilku tygodni próbuję ułożyć sobie życie na nowo, ale wcale to nie jest łatwe.
  • 29.03.06, 10:12
    Kochana trzymaj sie bardoz mocno! Wiemy doskonale przez co przechodzisz,
    rozumiemy Twoj bol, bezradnosc i smutek. Teraz wazne jest bys o siebie zadbala,
    to co sie stalo (wciaz pytanie - Dlaczego? Dlaczego ja? Dlaczego mi sie to
    przytrafilo?
    Przeciez tyle kobiet bez problemow zachodzi w ciaze i rodzi dzieci...To sie tak
    wydaje, bo o tragediach sie nie mowi po prostu, a szczesciem sie chwalisz...)
    musisz przejsc, teraz najwazniejsza jestes Ty i Twoje zdrowie. Widzisz, ja
    bylabym teraz w 35-36 tygodniu ciazy i juz szykowalabym wszyskto dla mojego
    Malenstwa... Tymczasem za niecaly miesiac, jak pisalam wyzej kupie jakies
    kwiatki, swiatelko, moze jakas zabaweczke i zawioze na cmentrarz gdzie spoczywa
    moje Malenstwo i inne Aniolki... To nie minie, boli i bedzie bolalo a lzy zawsze
    beda cisnac sie do oczy, ale nauczylam sie jakos z tym zyc...Odbudowalam w sobie
    nadzieje na to ze znow bedzie pieknie, znow bede mogla sie cieszyc
    macierzynstwem. Tobie moze teraz moze trudno w to uwierzyc, ale pamietaj Ty juz
    zawsze bedziesz Mamusia, choc to bolesne macierzynstwo... Zycze Ci z calego
    serca, zebys szybko wrocila do zdrowia i znalazla w sobie duzo sily na to
    wszyskto...
    Jestesmy z Toba, odzywaj sie do nas, ten watek po to jest...
    pozdrawiam
    Ania
    --
    ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
    Nasza Marysia
    Nasz maleńki Aniołek [*] + 28.09.2005
  • 31.03.06, 14:13
    Jestem już po....
    Spędziłam dwa dni w IMiDz, wspaniałe położne, lekarze....jestem im bardzo
    wdzięczna za podejście do mnie, naprawdę byłam zaskoczona!
    Próbowali wywołać poronienie tabletkami, najpierw dali mi dwie, następnie
    kolejne dwie. Niestety nie udało się i musiał być zabieg, na całe szczęście nie
    był mocno inwazyjny, nawet nie ruszali macicy, oczyścili i po kilku godzinach
    wyszłam do domu.
    Jest mi bardzo ciężko, ale staram się trzymać ponieważ widzę rozpacz u mojego
    męża i nie mogę się poddać, właśnie dla niego. Bardzo to przeżywa, cierpi,
    biedny posiwiał przez te kilka dni. Jesteśmy razem, razem się wspieramy, bardzo
    dużo rozmawiamy i mamy nadzieję, że kiedyś zostaniemy po raz drugi rodzicami i
    urodzi nam się śliczne i zdrowe dziecko!
    Zadajemy sobie tysiące pytań, dlaczego, skąd, jaka jest przyczyna???
    Ból jest nieprawdopodobny, ma się wrażenie że świat rozpadł się na drobne
    kawałki, że życie straciło sens, ale niestety trzeba żyć dalej i mieć wiarę w
    lepsze jutro.
    Fizycznie czuję się bardzo dobrze, nic mnie boli, znieczulenie zniosłam naprawdę
    bardzo dobrze, gorzej tylko z psychiką, ale ufam że dzień szczęścia nadejdzie, i
    tego życzę wszystkim dziewczynom które musiały przejść tak ciężką drogę.
    Pozdrawiam i jestem myślami z Wami
    Monika
    --
    ♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪
  • 07.04.06, 22:54
    witaj!
    moja historia jest dokladnie taka sama, tez mam pecherzyk bez zarodka,
    jak to jest? czy on tam byl na poczatku, lekarz nie mowi mi szczegolow,
    ile czasu bylas w szpitalu?
    ciagle placze...nie moge sie z tym pogodzicsad(
    tez jestem po 30 ito moja pierwsza ciaza,
    w poniedzialek mam sie stawic w szpitalu..
    --
    ranek jest madrzejszy od wieczora
  • 07.04.06, 23:00

    --
    ranek jest madrzejszy od wieczora

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.