dawno temu Cialdini opisywal ten efekt w swoim thrillerze o wplywaniu na ludzi.
Kompanie zabawkowe robia mianowicie tak: wiedza, ze ich obrot w grudniu to jest
to, z czego zyja, wiec go niejako podwajaja, reklamujac przed swietami bardzo
intensywnie jakas konkretna super-cool zabawke, tak, aby kazde dziecko wymysilo
na dorzicu/mikolaju, ze ja dostanie pod choinke. A nastepnie nie dostarczaja jej
do sklepow w takiej ilosci, na jaka jest zapotrzebowanie. Rodzice staja na
rzesach, zeby ja kupic, ale wiadomo, ze czesc odejdzie z kwitkiem, bo tych
zabawek po prostu nei ma. Ale nei moga powiedziec dziecku, ze nei bylo w
sklepie, sorry, prezent dostaniesz w styczniu, wiec kupuja cos innego,
niemal-rownie-cool zeby nie sprawic malemu zawodu. A w styczniu firma rzuca
wlasnie te zabawke na rynek i wtedy rodzice wydaja kase jeszcze raz, bo ona juz
byla obiecana.
hm.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.