Dodaj do ulubionych

wylosowalam zielon karte i co dalej....

27.07.04, 18:40
Mamy z mezem po 26 lat i rocznego syna. Maz pracuje, ja prowadze wlasna firme
od dwoch lat, ale dopiero w tym roku po rozszerzeniu dzialalnosci widzimy, ze
mamy lepsze dochody(nawet odkladamy troche kasy). Wlasnie tydzien temu
dostalismy list o wylosowaniu zielonej karty do USA. I mamy duzy problem co z
tym zrobic, bo z jednej strony nie chcemy na stale mieszkac w stanach,
(bylismy tam obydwoje po kilka razy-wiec wiemy ze trzeba ciezko pracowac, aby
sie ustawic), a drugiej strony, szkoda zeby z tej karty wogole zrezygnowac.
Myslimy aby wyjechac na jakis rok i zarobic troche pieniedzy- tylko pytanie
czy jest szansa odlozyc np.20 tys. $za rok-zyjac tam w trzy osoby(placc
mieszkanie, jedzenie i np. przedszkole)??? Prosze dajcie zna jak to jest.
Edytor zaawansowany
  • chris2004 27.07.04, 23:02
    Znajac realia nie masz nawet co probowac.Szanse na odlozenie $20 tys w ciagu
    roku maja Ci, ktorych dochod roczny tutaj wynosi $100tys. A takich pieniedzy
    nie zarabia sie zaraz po przyjezdzie z Polski nawet majac najlepsze
    wyksztalcenie i umiejetnosci.Wbrew pozorom wszystko tutaj jest dosc
    drogie,mieszkania,zakup samochodu, w ogole cale to osiedlenie sie.Wiesz majac
    wlasna firme w Polsce i dochody ,ktore pozwalaja WAM na godne zycie i odlozenie
    oszczednosci, ja uwazam ze nie ma co tutaj meczyc sie.Polska jest w Unii E. ma
    niezle sznse ne szybki rozwoj gospodarczy.Tam masz stabilizacje a tu nic ,a
    jeszcze male dziecko,ktore kosztuje dosc duzo,ubezpieczenia zdrowotne ,co przy
    maluszku jest niezbedne a drogie.A masz kogos ,kto moglby WAM na wstepie w
    ogole tu pomoc ,bo jesli nie to jeszcze gorzej.A co stanie sie z Twoja firma w
    Polsce?? W ogole dziwie sie ludziom ,ktorzy chca teraz imigrowac do
    USA.Poczytaj posty tu piszacych.Ile w nich frustracji i niespelnionych nadziei.
    A po co Ci ta zielona karta ,jesli nie zamierzasz tu mieszkac na stale??
    Wygasa ,jesli nie bedziesz tu dluzej niz pol roku.A samo jej zalatwianie i
    koszty z tym zwiazane!!
    Takie jest moje zdanie na ten temat,a WY i tak podejmiecie sami decyzje,Bo TO
    JEST WASZE ZYCIE.Oby byla trafna.
    Zycze powodzenia.
    Chris
  • cmok_wawelski 27.07.04, 23:35
    chris2004 napisał:
    ...
    >...Poczytaj posty tu piszacych.Ile w nich frustracji i niespelnionych nadziei.
    ...

    Poza dziewczyną, która chciałaby a nie może przyjechać nie przypominam tu
    sobie "frustracji i niespełnionych nadziei". To że mamy parę kłamczuszków na
    głównym tronie nie oznacza jeszcze końca świata (i TYLKO 2 wojny) poza tym
    zostało im 6 miesięcy i basta.

    20 tys./rok do skarpety? No, no niezłe wymagania. I tu Chrisowi przyznam rację:
    MARNE SZANSE.
    Policzmy. Ustawowa min. stawka jest CO NAJWYŻEJ (w zaleznosci od Stanu) ok $7-
    8/godz. - podatki. Nigdzie nie jest większa niż $8.
    Czyli jakieś $5-6 do ręki. Tyle dostaje 1/2 ludzi pracujących w sklepach. N.p.
    Wallmart.
    $20000/$5 = 4000 godzin. Tydzień pracy ma ich ~40 czyli rozmawiamy o 100
    tygodniach. Wallmart nie da jednak 40 godzin. Trzeba dorabiać gdzie indziej.
    Czyli ok. mniej więcej tyle ile dwie osoby bez oddechu są w stanie rocznie
    pracować. W tym samym czasie dzidziuś smaczni śpi. No i nikt nic nie je i nie
    pije i chodzi na piechotę w butach przywiezionych z PL. Mieszka się w namiocie.
    Oczywiście proporcje zmieniają się jesliby wyanjąć mieszkanie i kogoś do
    dziecka lub jesliby zarabiać n.p. $25. Robiąc CO?

    W pytaniu o 20 tys. USD za pomocą OGÓLNRJ pracy i Ziel. Karty. nie ma nic o
    zawodach i co najwazniejsze nie ma nic o UMIEJĘTNOŚCIACH SPIKANIOWYCH. Parle
    vouz Francaise? Oui? Bo my nie.

    W nowojorskim Nowym Dzienniku było ostatnio napisane że kierowca ciężarówki
    może zarobić i $1000/tydz. - podatki. Nie jest jednak napisane co natenczas
    zrobic z dzidziusiem, że najlepiej żeby jeździł ze zmiennikiem (auto nie może
    stygnąć) i że sika się do butelki bo nie ma czasu na postoje. No i prawo jazdy
    trzeba mieć. I

    No i nie daj Boziu chorego dziecka bo $200-400 za wizytę to Ziel. Karta nie
    pokrywa.
  • amelka75 27.07.04, 23:44
    Musicie sie zastanowic czy oplaca wam sie zostawienie tego co juz macie w
    Polsce. Moze wtedy latwiej bedzie zrezygnowac z zielonej karty?? Moim zdaniem
    jezeli dobrze wam sie powodzi w Polsce to nie zawracajcie sobie glowy, tym
    bardziej jezeli to by bylo tylko na rok. Jak zauwazylas tu tez trzeba ciezko
    pracowac, wszystko drogie a kurs dolara juz nie taki wysoki. Trzeba by bylo
    zostac dluzej niz na rok zeby wam sie to oplacilo. A do tego dochodzi rozlaka z
    rodzina, znajomymi, emigracja nie jest lekka.
    pozdrawiam i zycze trafnego wyboru
    a
  • zyta2003 28.07.04, 02:41
    Twoja niewiedza o mozliwosciach w Ameryce jest porazajaca. Twoje
    rozczarowanie bedzie tak ogromne, nie tylko nie odlozysz ani centa, ale nie
    jestem pewna, czy maz bedzie w stanie utrzymac Was zaplacic za mieszkanie,
    przecie z dzieckie musicie wynajac cos osobnego. Pozostaje tylko miec zal do
    ciebie i innych, ktorzy wysylaja wniosek tak na wszelki wypadek i pech chce, to
    wlasnie tacy losuja, a w kolejce sa inni, naprawde potrzebujacy dla ktorych ta
    zielona karta jest jedyna mozliwoscia uregulowania zycia.
  • cmok_wawelski 28.07.04, 03:01
    Albo pobiec do kiosku, kupić zeszycik i słowniczek i zabrać się do nauki
    języka.
    Do Ameryki czy gdziebądź - zawsze może się przydać.
    ONI TU NAPRAWDĘ PO POLSKU NIE ROZUMIEJĄ!
    Naprawdę.
    Chyba że Żydzi Hasydzcy z Brooklynu, ale tam po tygodniu mycia
    podłóg ługiem sodowym w mieszkaniach całej rozległej rodziny będzie się
    miało "tej Ameryki" raczej skutecznie dosyć.
    Niewiedzy o realiach życia i pracy w obcym kraju można się z czasem pozbyć
    wydreptując - jak my wszyscy kiedyś - najpierw ścieżki do najbliższych sklepów
    i miejsc skąd podwiozą do roboty a potem dalej i dalej, ale bez jęzora??? ANI
    RUSZ i tylko sprzątać można a i to za cienkie pieniądze i niechętnie bo jak
    takiej Pani wytłumaczy gdzie butelki a gdzie gazety włożyć? Rękami?

    Reszta to tak jak Zytka drapnęła powyżej: szkoda było na znaczek groszy
    marnować.
  • kaganowicz 28.07.04, 02:58
    ale prawdopodobienstwo praktycznie zerowe.

    Co to znaczy ze wylosowali zielona karte? Juz wiedza czy jak? Czy jest to z
    zeszlego roku? Cos sie tu te daty nie zgadzaja.
  • gaja22 28.07.04, 21:03
    Wiec tak- odnosnie ostatniego postu jest to losowanie DV 2005 i przyszlo nam
    jakies 2 tygodnie temu.EDziekuje bardzo Wam wszystkim za odpowiedzi, bo
    jeszcvze bardziej naswiwtliliscie mi sytuacje, tak zreszta jak sie
    spodziewalam. To moj maz jest wiekszym entuzjasta wyjazdu, ja tak sobie.W koncu
    tu jestem szefowa a w Stanach raczej marne szanse na to, tu mam nianke do
    dziecka, w Stanach pewnie sama musialabym byc nianka czyichs dzieci....Jesli
    chodzi o jezyk to obydwoje dobrze mowimy po angielsku, obydwoje mamy dyplom
    studiow Polsko-amerykanski(National Louis University), no ale wlasnie nie ma
    sie co spodziewac ze bedziemy rozchwytywani na jakies stanowiska;(( Oczywiscie
    tez ma nam kto pomoc bo jest tam na stale siostra mojego meza i obecnie jego
    mama, ale wszyscy pracuja aby zwiazac koniec z koncem. uch chyba nam sie
    Ameryki odnichciewa, choc tu w Polsce jeszcze troche brakuje aby na prawde sie
    usamodzielnic. pozdrowienia:)
  • cmok_wawelski 28.07.04, 22:14
    Teraz sytuacja wygląda jaśniej.
    Dokładnie tak jak napisałaś: zamiast niańki itd.
    Każdy ruch radykalny typu emigracja to jest krok w dół i górę jednocześnie.
    Jest to też loteria i to bynajmniej niewizowa.
    Jeśli mąż jest entuzjastą i ma (on bardziej niż Ty) punkty zaczepienia - to
    zapewne pojedziecie bo w typowej tradycyjnej polskiej rodzinie chłop ma 3/4
    głosu a baba (sorry, to jest bez złosliwości a z usmiechem) - ciutkie mniej.

    Stany to jest kraj odizolowany. Posady dyrektorskie nie czekają. Jedyny sposób
    na zostanie dyrektorem to założenie własnej firmy gdzie prócz dyrektora trzeba
    być jeszcze kierowcą, ksiegową, magazynierem itd.

    W sklepie z kolei płacą $7/godz. a 2-pokojowe mieszkanie kosztuje $1000/mies.
    Ubezpieczenia nie ma i to żadnego i na ani centa, więc proszę się pozbyc
    wszystkich dolegliwości przed wyjazdem...itd.
    Ale nie to jest ważne. NAJWAŻNIEJSZE ZE WSZYSTKIEGO to jak pozbyć się tej
    gadającej walizy z napisem "a u nas...itd". Jeśli zdecydujecie się na skok do
    głębokiej wody to musicie NATYCHMIAST ZAPOMNIEĆ co zostało na tamtym brzegu. W
    takiej chwili liczą się tylko Wasze siły, siła prądu i odległość do drugiego
    brzegu. Nic innego. Żadne porównania, żadne "u nas" żadne "a w Polsce" itd.
    Im szybciej zamienicie się w gąbkę chłonącą miejscowe realia - tym mniej będzie
    bolało. Dwukulturowość jednak warto pielęgnować bo to jest zabezpieczenie przed
    zwariowaniem. Dwukulturowość to jest bogactwo samo w sobie.

    Polecam zacząć od posady cieciów (jak z Alternatywy 4). SERIO. Bez wstydu i
    obrazy. Tutaj nazywa się to Super. Daje dach nad głową, zero rachunków za prąd
    itd i dziecko można wychować bez oddawania jakiejś pani. Forsa najczęściej
    nieduża ale większa niż w sklepie. Polaków cenią bo są "złote rączki" i biali.
    Znam paru i jest to rewelacyjny sposób "na start".
  • cmok_wawelski 28.07.04, 22:35
    Zapomniałem dodać:
    "Posadę SUPRA" na początek polecam nie dlatego żebym chciał być JAKKOLWIEK
    złośliwy. Kompletnie na odwrót. Zakładam po prostu, że nie będziesz chciała
    wprowadzić się do teściowej, która troszkę lepiej zna miejscowe realia i będzie
    Cię chciała uczyć (nawet z najserdeczniejszych i njaszczerszych chęci i
    dobrego serca), podobnie jak troszkę lepiej zna się na wychowywaniu dzieci i
    też możesz się spodziewać kilku lekcji.
    Biorąc pod uwagę, że wtedy nie potrzeba samochodu (nie ma więc jak nikogo z
    rodziny odwiedzać i każdy to zrozumie) oraz sprawa czynszu jest z głowy, tak że
    prawie każdego $ można odłożyć - nie jest to taka zła opcja. Tyle że szukając
    takiej pracy - Boże broń chwalić się dyplomami. Najlepiej zabrzmi że High
    School albo 8 klas i czytać i pisać - potrafi.

    Inna opcja to ciężarówa i 700 mil dizennnie ale nie za bardzo w taki przygodowy
    obrazke pasuje dzidziuś i tu znowu pojawia się widmo teściowej więc raczej
    chyba odpada. Bedziecie klepać biedę min. 5 lat ale potem może być lepiej lub
    całkiem dobrze.
    Barbara Piasecka Johnson też domy najpierw sprzątała i mam nadzieję, że wcale
    się tego nie wstydzi bo nie ma bynajmniej czego.
  • hannamay 05.08.04, 19:20
    hey gaja,

    tak sobie czytam i wyczytuje ze masz dyplom z National Louis University. sama
    tez konczylam WSB w Nowym Saczu

    tak czy inaczej, jak juz sama zauwazylas nie ma sie co spodziewac ze bedzie sie
    rozchwytywanym na stanowiska ze wzgledu na dyplomy i jakies tam szkoly
    ukonczone. wazna natomiast jest osobowosc, zaangazowanie, umiejetnosci i
    kreatywnosc danej osoby. to sie liczy ponad miare!

    jezeli zdecydujecie sie tutaj zamieszkac, z pewnoscia bedzie trudno z poczatku,
    chociaz z czasem moze byc duzo latwiej i bardziej normalnie. W zaleznosci jakie
    ryzyko obierzecie jak to w zyciu.

    powodzenia w kazdej sytuacji wam zycze!

    _hannamay_
  • takietam1 28.07.04, 22:55
    "Maz pracuje, ja prowadze wlasna firme od dwoch lat, ale dopiero w tym roku po
    rozszerzeniu dzialalnosci widzimy, ze mamy lepsze dochody(nawet odkladamy
    troche kasy)."

    Zalezy jaka firme i jakie macie zainteresowania biznesowe.

    Uwazam, ze naprawde warto sprobowac, zwlaszcza w tak mlodym wieku w jakim
    jestescie. Forum jednak jest miernym miejscem na wymiane doswiadczen w
    dziedzinie biznesu. Jedynie tyle moge wam powiedziec, ze jezeli w Polsce
    sprzedajecie np. jakis towar i wychodzi, to w USA na duzym rynku (A takim
    rynkiem sa duze skupiska ludnosci) sprzedacie 10 razy wiecej tego towaru a jak
    bedziecie mieli szczescie to obroty zwieksza wam sie 100 razy.

    USA jest ogromna szansa dla osob aktywnych. Naprawde aktywnych.
    Majac zielona karte na dzien dobry macie duzo latwiej jak inni i zawsze po roku
    mozecie zrejterowac bez wstydu i powrocic do Polski.

    Jezeli myslicie powaznie o wyjezdzie na stale, to moge cos podoradzac, ale
    prywatnie, nie na forum i pod warunkiem, ze napiszecie jakich specjalnosci
    chcecie sie trzymac.

    Kierowca ciezarowki na poczatek zarabia $1000 tygodniowo za zrobienie jednego
    kursu LA-NY tam i z powrotem. Majac doswiadczenie mozna zarobic wiecej.

    Najlepiej miec swoj wlasny stabilny biznes. Fantastycznie robi sie biznes w USA.
    Nie ma porownania do Polski absolutnego.

  • cmok_wawelski 28.07.04, 23:42
    takietam1 napisała:

    ....takietam. N.p.
    > ...Jedynie tyle moge wam powiedziec, ze jezeli w Polsce
    > sprzedajecie np. jakis towar i wychodzi, to w USA na duzym rynku (A takim
    > rynkiem sa duze skupiska ludnosci) sprzedacie 10 razy wiecej tego towaru a
    > jak bedziecie mieli szczescie to obroty zwieksza wam sie 100 razy.

    Bardzo dobra rada. Z cyklu "psu na budę". Rzeczywiście wszystko można w USA
    sprzedać. Wszyscy wszystko sprzedają. Napisz tylko tak mniej wiecej co i komu -
    chętnie skorzystamy.
    Trzeba tylko wybrać w przerwie którego meczu puścić reklamę w telewziji i
    telefon się bedzie urywał.
    Z typowo polskich towarów przywozonych przez nowych imigrantów najlepiej
    sprzedają się sprzątania domów i bawienie dzieci.

  • kaganowicz 29.07.04, 00:14
    kazdemu kto ma pieniadze i nie 10 razy wiecej a 1000 razy wiecej bo duzy kraj i
    olbrzymie mozliwosci.

    Jezeli chodzi o wygranie loterii to nie boj zaby panno, bo od tego do wizy czy
    do GC to dlyga droga i moze nawet niemozliwa do ukonczenia.

    Popatrz na wady wyjazdu z Polski: juz nigdy sie nikomu nie odszczekniesz bo nie
    bedziesz umiala. Dziecko cie przeklnie po cos mnie tu przywiozla, bedzie mialo
    nerwice i bedzie tylo, ty zreszta tez, jak tu nie tyc.

    Co do posady derektora we wlasnej firemce to smiem skorygowac ze jest pelno
    prac po np 50,000, do 100,000 a nawet powyzej ale nieco juz mniej a taki dochod
    zeby zarobic we wlasnej firmie to trzeba sie nakierowcowac i to wiele, a
    cytujac pania takietamJEDEN to jak rok ma 54 tygodnie a zarabia sie $1000 na
    tydzien, to alleluja, wychodzi okraglutkie 54,000 na rok, czyli lepiej
    pierdziec w krzeslo w jakiejs zakazanej firmie bez okien i na betonie niz
    oddychac olowiem na drodze do LA a po drodze dac sobie zlamac krzyz podnoszac
    np klimatyzator ktory mieal czelnosc wazyc 1000 funtow a trzech innych co go
    mialo trzymac, odskoczylo duzo wczesniej niz my. Tak, taki zlamany krzyz gdzies
    tak w Oregonie po drodze do NY to niewesola sprawa bo juz nigdy za kolko nie
    wsiadziemy ani nam i nie dadza bo prawa noga cierpnieje jak na zlosc nawet.
    krotko mowiac wiej poki czas i jeszczmasz tego meza.

  • ertes 29.07.04, 00:58
    > oddychac olowiem na drodze do LA

    Olowiem? A skad ten olow? Z nieba sie sypie? Z drzew?
    Bo az niechce mi sie wierzyc ze nie zauwazyles ze w USA nie ma olowiu w benzynie...
  • kaganowicz 29.07.04, 06:05
    masz racje, olowiu nie ma ale jest za to jakis gorszy od olowiu syf ktory
    dolewaja do benzyny zeby spalac to w milionach minidestaltorni w somochodach z
    ktorych kazdy posiada maly piecyk: katalizator. Jak masz jakies pytania na ten
    temat to bardzo prosze daj znac a chetnie ci wytlumacze.

    Wierzysz w jakies cuda na zachodzie ze cos sie bierze z niczego. Na zachodzie
    nie liczy sie opakowan i zanieczyszczen do kosztu produktu, na razie nie, bo
    wyszlo taniej ze w Chinach nie ma EPA. Blednym przypuszczeniem jest ze Chiny sa
    tak popularne z uwagi na tania sile robocza. Nie. Jest tak dlatego ze nie maja
    zadnych przepisow ochrony srodowiska. Ostatnio jak czytales szykuje sie jakis
    skok na Polanice, czyli Doline Krzemowa tamze. W Polanicy utworzyc high tech
    R&D! To moze tylko powiedziec jakis kryminalista ktory nie ma pojecia jak
    zanieczyszcza wlasnie to R&D. R&D to nie tylko kartka bialego papieru, olowek i
    laptop z podlaczeniem do internetu. Olow to bylo tylko wspomnienie ze cos jest
    w powietrzu ale chciales to masz...

    PS zrob sobie przysluge, wlej do erlenmayerki litr benzyny i ogrzewaj w kapieli
    wodnej az odparuje substancje lotnme. Napisz nam co pozostalo.
  • takietam1 29.07.04, 07:26
    zgadzam sie, ze za 50 i pare tysiecy rocznie nie warto sie meczyc, ale 1 rok ma
    52 tygodnie, a 1000 za kurs zarabia sie na poczatku. Zreszta kto ci kaze robic
    jeden kurs tygodniowo, zrob 2.-))


    Straszni jestescie pesymisci!

    Zapominacie, ze teraz kwiat mlodziezy polskiej wypier... z Polski za granice.
    To nie sa te same chopy roztropy, co do USA zawitaly po stanie wojennym.

    Od razu widac po forach jakie to towarzystwo bylo.
    Teraz jest inaczej, delikatnie, kulturalnie, odwaznie i z wyksztalceniem.

    Ja sie bardzo dziwie tym leniuchom wyszukujacym pretekstow do NIE odbycia
    najodwazniejszej wycieczki w zyciu. Majac zielona karte, macie najlatwiejszy
    start w USA. Niewykorzystac tego to grzech.

    Po prostu zwariowaliscie radzac tej pani zostanie w Polsce.
    Jak sie dziewczynie kryzys w Europie rozwinie, to za trzy latka zalowac bedzie.

    Tutaj - majac ambicje, podkreslam, AMBICJE, (cos czego wielu z was brakuje, a
    tej Pani ewidentnie nie) mozna osiagac sukcesy, zostac milinerem, z pracy
    wlasnych rak, a nie czekac az was starosc i reumatyzm zastanie w jakims zimnym
    podbiegunowym zakatku Europy.


    Co to w ogole za zycie bez emocji?
    Gdzie to szerokie wody doswiadczen zyciowych i radosc podrozy?
    Calkiem wam odbilo, czepiac sie jakis $1000 za kurs do NY.

    Chcialbys, zeby ci tez ktos za to placil. Co?



  • ertes 29.07.04, 07:39
    Masz duzo racji w tym co piszesz ale nie przesadzaj z tymi ambicjami tej pani
    ktore zamknely sie na oszczedzeniu $20k.
  • pulapka_na_pluskwy 29.07.04, 16:17
    do kaliforni z NY jedzie sie tydzien, jak mozna zrobic dwa kursy??
  • przycinek.usa 29.07.04, 19:07
    Jaki tydzien? Jedzie sie dwa dni! 2 dni! Nonstop.

    Boze!

    Czlowieku sprawdz najpierw, zapytaj kogos, dowiedz sie. A potem pisz.
    Kurs w OBIE strony z zaladunkami trwa 5 dni. Jak jezdzisz non stop, to w
    miesiac wywalkujesz 6 kursow. Jak sie ustawisz majac doswiadczenie, to
    wyciagniesz powyzej 10,000 miesiecznie. Najlepiej kupic wlasna ciezarowke.

  • pulapka_na_pluskwy 29.07.04, 19:54

    42 hours, 16 minutes Total Est. Distance: 2781.91 miles (bez przerwy, mind you).

    A jak ma zmiennika no to musi mu placic za to, nie?

    I pamietaj o tym ze jest to praca nie na raz, nie na dwa a na iles tam lat. Po
    drodze kaza ci cos podniesc, a musisz, i mozesz byc skonczony tak na oko w
    Wisconsin.

    www.layover.com/schools/profiles/sage.html pisze ze $40,000 zarabia na
    rok, nowych nie chca przyjmowac.


    www.crengland.net/home/index.jsp?content=static&title=Owner-Lease%
    20Program&page=drivers/lease_faq Tu masz cennik: 82 centy za mile powyzej
    tysiaca mil. czyli $820 za 1000 mil czy do LA bedzie $2460. Oczywiscie przed
    podatkiem. Do tego odejmij $600 pozyczki na samochod na x lat, remonty i paliwo.


    Poza tym, sa rush hours i trzeba planowac bo to nie worek ziemniakow ze
    zrzucisz gosciowi pod domem.
    O, tu masz jak trucker z New Jersey zarabia $130,000, hehehehe. A$$hole!

    przycinek.usa napisał:

    > Jaki tydzien? Jedzie sie dwa dni! 2 dni! Nonstop.
    >
    > Boze!
    >
    > Czlowieku sprawdz najpierw, zapytaj kogos, dowiedz sie. A potem pisz.
    > Kurs w OBIE strony z zaladunkami trwa 5 dni. Jak jezdzisz non stop, to w
    > miesiac wywalkujesz 6 kursow. Jak sie ustawisz majac doswiadczenie, to
    > wyciagniesz powyzej 10,000 miesiecznie. Najlepiej kupic wlasna ciezarowke.
    >
  • pluskwa_jestem 29.07.04, 05:22
    nie jedz, zielona karta szczescia ci nie da. ale moze uda ci sie ja upchnac
    jakiemus zdesprowanemu za pare tysiaczkow?
    --
    Szacuneczek

    Pluskwa
  • gaja22 29.07.04, 10:23
    To znowu ja Gaja22, widze ze musze sie ustosunkowac do kilku watkow. Po
    pierwsze to mam abicje bo jesli zdecydowalibysmy sie zostac w USA na stale to
    sorki ale bo lataach studiow i nauki, skonczenia szeregu kursow z angielskiego
    to chyba nie myslicie, ze chcialabym pracowac w sklepie na kasie, bawic czyjes
    dzieci lub sprzatac czyjes domy. Wiem, wiem zaraz powiecie a czego
    oczekujesz ????No wlasnie, szwagier mojego meza ma w Stanach ma mala firme
    budowlana(ani jakis super obrotny nie jest, ani jakis wielki bizmesmen) a zyja
    na prawde na niezlym poziomie: dom, 2 auta, wakacje, zona nie pracuje. Malo kto
    na takim poziome zyje w Polsce, no moi rodzice tak zyja (nawet lepiej)ale oni
    tez maja swoj biznes.My w Polsce mozemy liczyc na pomoc tylko moich rodzicow w
    sensie jakiegos domu czy mieszkania, a to jest tez wkurzajace bo nie
    chcielibysmy byc zalezni od nich.Dlatego wstepnie napisalam ze na rok i chcemy
    odlozyc kase bo wtedy moglibysmy zainwestowac w rozwoj punktow handlowych ktore
    prowadzimy(tylko pod takim warunkiem moze nam byc dobrze w Polsce), a z drugiej
    srony z waszych wypowiedzi wynika ze jechac na rok nie ma sensu, bo nic nie
    odlozymy.....i dalej mamy orzech do zgryzienia.

    A tak a propo ostatniego postu jesli sprzedac zielona karte to mam rozumiec, ze
    ktos pracuje na moje nazwisko i ja juz wstepu do USA nie mam?????I ile za takie
    cos mozna wziasc?

    Pozdrawiam wszystkich
  • cmok_wawelski 29.07.04, 10:39
    Nie kochana, jakichś bujd się naczytałaś. Nie "ktos pracuje na moje nazwisko i
    ja juz wstepu do USA nie mam?????", tylko że po dostaniu prawdziwych Ziel.
    Kart. bierzecie rozwód i żenisz się jakimś takim co ma "małą firmę budowlaną" i
    on Ci daje za to pieniądze. Po prostu z tej desperacji sprzedajesz się, choć
    oczywiście tylko formalnie.

    Mówisz że szwagier itd? No ale przecież on właśnie pracuje rękami! Dokładnie
    jak kierowca o którym było wyżej! Żeby pracować głową po wyjściu z samolotu
    trzeba odbębnić frycowe. Może to być tydzień a może być 5 lat ale trzeba.
    Pomyśl o tym tak: kim w TEJ CHWILI, w Twoim mieście mógłby zostać Mongoł czy
    Czeczen, ze szkolną znajomością polskiego, który właśnie dostał polskie papiery
    i przyjechał. NA PEWNO mógłby założyć małą firmę budowlaną, prawda? Jakieś
    znaczenie (może nawet spore) miałoby co umie ale na pewno niewielkie to jakie
    skończył studia w Mongolii i Czeczeni. Ambicje - owszem ale siła w rękach
    przede wszystkim.
    No to ja już wyraziłem swój pogląd "do spodu" i tyle bo robota czeka a mamy
    4:38 rano.
    Powodzenia.
  • takietam1 29.07.04, 19:18
    Dziecko, przemysl to sobie jeszcze. Bo ja widze, ze ty masz takie pojecie o
    Ameryce, jak zenek z henkiem spod budki z piwem w dolnej mszanie albo zakopanem.

    Tobie wielkie pieniadze sie snia - jak sprzedasz zielona karte!

    Zrozum wreszcie, ze przejezdzajac z zielona karta, idziesz LEGALNIE do pracy,
    robisz sobie historie kredytowa i po uplywie KILKU MIESIECY mozesz kupic
    dziecko swoj wlasny dom, na ktory dostaniesz kredyt zyrowany przez panstwo na
    1.25% rocznie. ROZUMIESZ?

    Wiec nawet jak ci korona z glowy spadnie, pracujac w MacDonaldzie, albo myjac
    gary to te pierwsze kilka miesiecy OPLACA SIE LEGALNIE PRACOWAC!
    Nawet za minimalna stawke pieniezna.

    A zreszta co mnie to obchodzi, jak chcesz sprzedawac taki papier, to krzyzyk na
    droge. Ja tobie pomagac nie bede. Cholerna kombinatorka!

    Ludzie, tu sie nie przyjezdza po $20,000!!!
    To jakies nieporozumienie.
    Tu sie przyjezdza zarabiac dziesiatki jesli nie setki tysiecy.
    Co to za minimalisci z was sa? Gdzie macie glowy?

    Jak mozna komus powiedziec, zeby sprzedal zielona karte?

    Ludzie sie hajtaja za pieniadze i placa po $20,000 a wy takie pierdoly
    opowiadacie.


    Masz kobieto w Polsce biznes? Legalnie? Masz glowe, czy masz siano w glowie?
    Zalozysz biznes w USA. Tak jak w Polsce.

    A jak chcesz sprzedawac zielona karte, to znaczy, ze ciezko z twoimi
    umiejetnosciami intelektualnymi. I moze faktycznie zostan w Polsce.





  • pulapka_na_pluskwy 29.07.04, 19:57
    Bo ten bizness to taki ogolny, stary jakies slupy wkopuje, praczka mechaniczna,
    dojarka elektryczna albo dorabianie kluczy. O malowaniu kraweznikow nie wspomne!
  • nineczkas 29.07.04, 21:18
    1.25% rocznie? Chcialam sie tak grzecznie zapytac gdzie taki procent daja?
  • takietam1 29.07.04, 21:32
    Masz dom? Kupilas jako primary residence? Tak?

    To jest do tego program gwarantowania pozyczek przez rzad, jest to stopa
    zmienna, wlasnie 1.25%. Do tego dochodza ubezpiecznia, inne oplaty (podatek).
    Lacznie w pierwszym roku placisz okolo 3.6%. Kredyty sa progresywne, czyli rata
    wzrasta przez 5-6 lat. Ale splacasz w tej racie kapital poczatkowy.
    Wiec progresja wynika ze zwiekszania sie tej raty.

    Grzecznie odpowiadam, ze trzeba wypelnic SZEGOLOWA ankiete (wniosek) o kredyt.
    Wtedy pytaja o wiele wiecej szczegolow jak normalnie, ale jak sie
    zakwalifikujesz, to mozesz sobie kupic dwa razy wiekszy dom jak pierwotnie
    planowalas.

    Wiecej szczegolow publicznie nie zamierzam podawac.
    Jak ktos bardzo chce to sie sam dowie.

    Ja jedynie moge dodac, ze sa kredyty dla osob majacych dobra historie
    kredytowa, ktorych oprocentowanie jest na poziomie Prime Rate, ALE placisz
    jedynie odsetki od kredytu, a kapital masz do splaty jednorazowo np. za lat 30.

    Wtedy roznice mozesz zainwestowac i dzieki tej drobnej modyfikacji, mozesz byc
    do przodu o milion dolarow na kredycie pol milionowym po 30 latach.

    ALE TRZEBA BYC W AMERYCE a nie w Polsce i to najlepiej majac zielona karte.

  • pulapka_na_pluskwy 30.07.04, 23:17
    miau
  • kct 03.08.04, 06:12
    za bawienie cudzych dzieci, nieprzemaczajac sie zarabiasz 15$/h. pracujesz tyle
    godzin ile chcesz - odkladasz tyle kasy ile chcesz. przewaznie nie placi sie
    podatkow... a dziecko mozesz zabrac do banku, sklepu itd w zaleznosci co musisz
    dla siebie zalatwic w danym dniu :)
    bycie niania to fajna rzecz :)
  • gaja22 29.07.04, 20:01
    Przepraszam, czy ja napisalam ze chce spraedac Zielona karte? Ktozs wczesniej
    podsunal ten pomysl, wiec zapytalam jak to wyglada z czystej ciekawosci. Ale ja
    takich kombinacji nie robie i na szczescie nie musze robic. Jkkby nie bylo mam
    wize wazna jeszcze 7 lat i zawsze do USA moge jechac, czy z zielona karta czy
    bez. A tak wogole to ja nikogo nie obrazami niezycze sobie zeby ktos obrazal
    mnie, a slowa "Cholerna kombinatorka" sa w tym wypadku nie na miejscu.
    Pozdriowienia
  • ertes 29.07.04, 22:27
    Well, dziewczyno zgodnie z prawda troche kombinujesz.
    Przyjechac na rok z malym dzieckiem i zaoszczedzic 20k nie bedzie ci latwo. W
    pierwszym roku chyba ze macie obydwoje jakies chodliwe zawody i znajdzicie prace.
    Co nie jest niemozliwe. Nie kazdy musial zaczynac od sprzatania i bawienia
    dzieci choc pewnie wiekszosc to robila.
    Zgadzam sie z takietam ze jesli masz glowe do interesu w Polsce to i tutaj sobie
    poradzisz gdzie mozliwosci jest duzo tylko trzeba miec pomysl i samozaparcie.
    Nie zawracaj sobie glowy "sprzedawaniem" ZK ani jakims slubami itp. To bzdury.

    Nikt tez nie da ci jednoznacznej odpowiedzi na twoje pytania gdyz nikt jej nie
    ma. Wszystko zalezy od ciebie i lutu szczescia.

    Raczej podejmij decyzje na podstawie tego gdzie bedzie sie zylo lepiej Twoje
    rodzinie. Tu czy tam. I co mozesz osiagnac zawodowo czy prywatnie tu albo tam.
    Gdzie lepiej bedzie Twojemu dziecku. Piszesz ze bylas w USA wiec masz niejakie
    pojecie o zyciu tutaj. Poczatki z reguly sa trudne jak wszedzie ale potem
    wychodzi sie na prosta. I zawsze do Polski mozesz wrocic.
    Reszta zalezy tylko od Ciebie a nie postow na forum.

  • takietam1 29.07.04, 23:05
    Kazdy z nas kiedys tu przyjechal. Kazdy z nas ma jakas swoja wlasna historie.

    Ja natomiast zauwazylem, ze to nie zdolnosci i wiedza nas ograniczaja.
    Nas ogranicza mentalnosc.

    Zauwazylem to juz dawno temu. Jak Polak przyjezdza z Polski do USA to ma jakis
    swoisty bagaz obciazen psychicznych polegajacy na tym, ze sie jest dobrym,
    uczynnym, slownym, ale oprocz tego PROSTOLINIJNIE ocenia sie otoczenie.

    Jak Polak lub Polka przyjezdza z Polski i ktos im mowi na interview, ze "we'll
    call you..." to on/ona WIERZY, ze oni faktycznie tak postapia i WIERZY, ze ma
    jakas wyimaginowana szanse. Tymczasem trzeba tutaj ostro walczyc o swoja
    wiedze, trzeba sie dopychac i przepychac do lady z dobrobytem. Bo nikt nic za
    darmo ani nie doradzi ani nie pomoze.

    Trzeba do wyjazdu do USA podejsc jak do polowania. Rozeznac ten las, wywachac w
    nim okazje i przyjechac z wedka. Sa tacy, ktorych mama otaczala opieka do lat
    30. Tacy sobie nie poradza. Pamietajmy: Jestesmy odpowiedzialni za siebie i
    rodzine, i jak nie potrafimy rozsadnie dokonac wyboru, ze o handlowaniu zielona
    karta sie po prostu nie mowi, to tym bardziej nie bedziemy potrafic ocenic, czy
    potencjalny pracodawca mowi nam prawde, ze nas chce, czy tez po prostu chce
    wywalic za drzwi od razu.



    Mam nadzieje, ze wyrazilem sie dostatecznie jasno. To jest zycie kazdego z nas
    i jak nim kierujemy, tak jedziemy. Pytanie sa owszem uzasadnione, o ile
    odpowiedz na nie jest gruntownie przeanalizowana, a panienka lat 26 ma na tyle
    oleju w glowie, zeby zadawac kolejne, a nie obrazac sie w pol zdania, bo
    panienka bedzie miala w USA dziecko, meza i rachunki na glowie i jak sie na
    kogos obrazi, to cala rodzina straci, a nie tylko panienka.
    Panience honory przez majtki wylatuja.

    Obrazalstwo w USA jest zlym pomyslem. Powtarzam. Tu sie trzeba przepychac, bo
    Cie panienko zjedza, niezaleznie od meza, a jak bedzie pechowo to razem z mezem.
  • gaja22 30.07.04, 10:55
    No wlasnie, tak wiec za wszystkie wypowiedzi dziekuje a decyzje i tak sami
    musimy podjac!
  • cmok_wawelski 30.07.04, 21:47
    Ze wszystkich porad tutaj ja dałem Ci zdecydowanie najlepsze.
    Jakościowo o conajmniej dwie długości wyścigowej dorożki od innych (z
    uwzględnieniem wspólczynnika poprawki teściowej itd).
    Dodam więc jeszcze do kompletu jedną poradę w sprawie odłożenia $20 tys. w
    pierszym roku emigracji karmiąc malucha piersią lub butelką w wolnej chwili:
    Otóż całkiem być może że jedno z tych miejsc pracy (i zarobków) jest w sam raz dla Ciebie (Was), skoro
    sprzątania odpadają jako niezgodne z wykształceniem i ambicjami. Oni (te firmy)
    jeszcze o tym nie wiedzą a Ty (Wy)?
  • pulapka_na_pluskwy 31.07.04, 06:02
    Tego typu artykuly sluza jednemu: wepchnieciu placacych klientow na studia.
    Wszystkie te kariery to sa takie zadne ze kazdy po siedmiu klasach moglby je
    wykonywac. To sa jakies chore pierdoly wymyslane przez pismakow. Konkretnych
    fachow nie podaja bo wiadomo, ze kazdy sie tam juz pcha. Tak, po studiach juz
    cie ktos wezmie a po kilku latach to na pewno bo masz staz...

    Rada? Na 20 kola w USA masz zero szans, delete that thought.

    na zycie w USA masz szanse rowniez minimalne. Jak zaczniesz sie rozpychac to
    tez trzeba uwazac bo wariatow na niskich stanowiskach nie toleruja.

    Przyjedz i obserwuj. Nikt ci nie moze dac innej rady bo nie znamy ciebie w
    ogole. Mozesz tylko przyjechac, obserwowac i uczyc sie jak jestes madrzejsza to
    bedzisz sie uczyla szybko, jak tepsza to dluzej, jakglupia to wyladujessz w
    kryminale za pyskowke i jakas zemste. To nie jest tak cacy dziewczyno jak ci
    sie wydaje, drapiezny kraj i masz male szanse na starcie, mniejsze od lokalnych
    nawet jak masz dwa razy tyle klas co oni.

    Masz zero wiedzy o ameryce i wydaje ci sie ze cos liznelas. To bedzie bardzo
    obcy kraj dla ciebie, inne przepisy inne zycie, jedzenie reguly nawet usmiechy
    akazdy z nich sie rozpycha bo im wolno a tobie nie. Bedziesz obywatelem drugiej
    czy trzeciej na poczatku kategorii.
  • gaja22 03.08.04, 18:09
    Sluchajcie, tak wszyscy zniecheciliscie mnie (oprocz Takietam) do wyjazdu do
    USA ze na prawde wydaje mi sie to bardzo podejrzliwe. No bo w koncu zakladajac
    ze pisaly to osoby mieszkajace w USA to do cholery co wy tam robicie skoro jest
    tak beznadziejnie ciezko, zawsze jest sie obywatelem drugiej kategorii i na
    dodatek najlepiej zostac na posadzie typu:sprzedawczyni na kasie.
    Czy aby nie celowo chgcecie mnie zniechecic???????????
  • ertes 03.08.04, 18:25
    Doskonale pytanie.
    Normalne zjawisko. Starsza emigracja straszy mlodsza jak jest ciezko. Mnie
    kiedys tak samo straszono. Dodatkowo niektorzy uspokajaja swoja frustracje
    emigranta.

    Nie przejmuj sie gaja. Wszystko zalezy od zawodu, pomyslu i sily przebicia.
    Dla niektorych szczytem marzen jest bycie nianka czy sprzataczka i niestety
    takich jest duzo. Ale jest to rowniez odzwierciedleniem stanu edukacji Polakow w
    Kraju wiec nie ma sie co dziwic.
    A tak naprawde jak wyglada zycie tutaj mozesz zobaczyc tylko i wylacznie sama
    chociazby dlatego ze przwie zadna historia emigranta nie jest podobna do siebie.

    Jak masz silna wole wyjazdy to nawet sie nie zastanawiaj. Przyjezdzaj a jak ci
    nie bedzie odpowiadac to po prostu wrocisz bogatsza o doswiadczenia zdobyte tutaj.
  • cmok_wawelski 03.08.04, 18:38
    Droga Gajo,

    Chyba jesteś lekko niesprawiedliwa.
    To co teraz napisałaś tym lekko obrażonym tonem brzmi niesprawiedliwie.
    MY - wbrew pozorom nie tworzymy społecznego komitetu doradczego.
    Z OSOBNA poświęciliśmy czas pisząc SWOJE WŁASNE OPINIE.
    Mojej - nie poswięciłaś więcej niż jednego zdanie o ile w ogóle.
    Nie zrozumiałaś lub nie chciałaś zrozumieć porównanie do Mongoła po studiach w
    Ułan-Bator próbującego od zera zacząć życie w Polsce ze szkolną znajomością
    polskiego? Twoja sytuacja będzie NAPRAWDĘ bardzo podobna. Dla amerykanów Poland
    to jak dla Polaków Mongolia.

    Porównanie nie miało Cię ani zachęcić ani zniechęcić. Było porównaniem.
    Szczególnie z małym dzieckiem na ręku.
    Abyscie zdrowi byli! Wszyscy życzą jak najlepiej. 100 krotnie większej sprzedaży itd.
    100 tys. dolarów oszczędności itp.

    Mnie nie chodzi o zniechęcanie. Bynajmniej! Jesli chcesz dalej dyskutować
    odpowiedz PO PROSTU na tych kilka pytań:
    1. Gdzie planujecie mieszkać i ile płacić czynszu?
    2. Jak planujecie zarabiać pieniądze?
    3. Czy jeśli SZYBKO nie znajdziesz posady biznesmenki lub równoważnej z
    ustawowymi przerwami na karmienie to czy jesteś gotowa MIMO WSZYSTKO sprzątać
    domy czy bawić dzieci MIMO pięknych dyplomów po to, żeby zarabiać cokolwiek i
    n.p. przerobić taką pracę w biznes dając serwis tym, którzy za niego zapłacą i
    pracę tym którzy (które) same tego nie potrafił zrobić? Na założneie
    laboratoruim badań DNA nie masz szans. Na serwis sprzątania - jak najbardziej.

    Ja Ci podpowiem jeszcze (ostatni) raz:
    żeby znaleźć tę pracę-marzenie wcale nie musisz emigrować do Stanów.
    www.monster.com i mnóstwo innych miejsc. Wysyłaj, dostań ofertę,
    zaakceptuj i dopiero przyjedź. Wtedy nie musisz nikogo pytać o to czy
    bycie "Superką" i sprzątanie korytarzy jest zgodne z aspiracjami i
    wykształceniem.

    Powodzenia (w rozumieniu co się do Ciebie pisze).
  • mistusia1980 03.08.04, 19:28
    gaja,
    No coz, jestes na forum w ktorym masz duzo frustratow, wiec nie przejmuj sie
    nimi, wez pod uwage wasze mozliwosci, i jesli tak jak mowisz masz dobre
    wyksztalcenie ze znajomoscia angielskiego i wiecie co chcecie w zyciu to
    napewno USA jest miejscem dla was. Nie planujcie jednak roku pobytu tutaj bo to
    pewnie nie bedzie mialo zbytnio sesnu, ale planujcie swoja przyszlosc.
    Ja przyjezdzajac tutaj z rodzicami jako male dziecko nie wiem co to znaczy
    przyjazd z malym dzieckim, ale wiem jakie sa tutaj mozliwosci, i na jakim
    poziomie zyja moi rodzice, napewno nie jest to standeard a juz napewno nie
    polski. Stac ich bylo wyslac nas do dobrych szkol stac ich na kupno domow nam.
    itd....
    Napewno jest to oplacone ciezka praca i uczeniem sie caly czas, ale sie to
    jednak oplaci. Mozliwosci w tym kraju sa duze, o wiele wieksze niz gdziekolwiek
    indziej.
    A na tych domoroslych doradcow patrz przez palce, tutaj wylewaja swoje zale za
    to ze im sie cos nie udaje. Pamietaj bylas tutaj wiesz jak ten kraj wyglada,
    nie ma porownania do sytuacji w innych krajach. Wasza szkola nawet jak jest
    dobra bedzie wymagala "odnowienia" w USA. Ale to wam sie oplaci i mozna dostac
    doplate z funduszy stanowych lub federalnych na szkole (TAP i Pell Grant). A
    pozniej, nie bedzie wam sie juz chcialo wyjezdzac nigdzie.
    Zycze powodzenia
  • cmok_wawelski 03.08.04, 19:47
    Mistusiu,

    Czy miano frustrata przypinasz również do mnie? Tak grzecznie pytam, bo było to
    tuż po moim poście.

    Zapomniałaś tylko napisać, że Pell Grant jest POŻYCZKĄ na 8%, o ile się nie
    mylę na 8 tys. USD i n.p. na Manhattanie starczy w sam raz na parking pod
    szkołą i coś na ząb ale skromniutko. Oczywiście tam się również dobrze zarabia.
    Szczególnie z rocznym dzieckiem na ręku, którem - jak trafiło się Tobie - kupi
    się dom itd.

    Najtańszy dom w mojej miejscowości w ostatnich 3 miesiącach poszedł za 500 tys.
    Super dobre szkoły, parki itd. Naprawdę super. Polecam.
    Gdyby wynajmować tu w okolicy dwusypialniowe 3-pokojowe mieszkanie (1-
    sypialniowego leganie Ci nie wynajmą bo dziecko musi mieć swój pokój) zaczynają
    się od 2300/miesięcznie + opłaty za prąd itd.
    Minimalny okres wynajęcia: 1 rok.
    Depozyt 1,5 miesięczny czynsz czyli żeby się wprowadzić trzeba na stół położyć
    ~$3500. Trzeba jeszcze dodać, że sprawdzają dochody i historię kredytową więc
    bez konkretnych dochodów nie można wynająć.
    Oczywiście są również inne miejsca, dużo tańsze ale wszystko ma swoją cenę.
    Także parki.



  • cmok_wawelski 03.08.04, 19:56
    Nie $3500 na stół i wprowadzić się. 3500 to tylko depozyt, do tego pierszy
    miesiąc czynszu czyli w sumie na stole musi leżeć $5500 żeby takie mieszkanko
    wynająć.
    A Pell Grant jest nieco mniej. Ci tutaj "pomogą". Tylko podac nr karty
    kredytowej:
    www.grantsfrenzy.com/educationgrants.htm
    Wiesz jaki jest problem tej dyskusji i tych rad? Są darmowe. Nikt tego nie
    docenia i podejrzewa frustracje, choroby psychiczne i życie pod mostem.
  • takietam1 04.08.04, 01:58
    "Wiesz jaki jest problem tej dyskusji i tych rad? Są darmowe. Nikt tego nie
    docenia i podejrzewa frustracje, choroby psychiczne i życie pod mostem."


    To nawet nie o to chodzi. Kazdy ma jakas swoja racje.
    To jest w sumie zbyt duzo informaci na jeden raz.
    Wydaje mi sie, ze aby z takiego kalejdoskopu wyjac jakis swoj wlasny obraz
    sytuacji, to trzebaby raczej pogadac, nie?

    Te miejsca sie strasznie roznia.

    Ja chcialem kupic dom 3 tygodnie temu za gotowke w malej miejscowosci niedaleko
    LA (N. Edwards) i nie zdazylem. Cena wynosila 39,000 dolarow za 3 bedrom 1
    bath. Z garazem i dzialka. Spoznilem sie moze dwa dni.

    To jest przyklad na mozliwosci. Ja oczywiscie kupie sobie tam dom w granicach
    40,000 dolarow tylko poczekam na jakis nastepny forclosure.

    Inny przyklad to forclosure w Alexandrii w Luisianie. Dom z ogrodem, w zlym
    stanie technicznym ze wzgledu na owady, kosztowal miesiac temu $6500. Calkiem
    ladny. Oczywiscie mnie tam nie interesuje, ale zawsze mozna kupic jakies RV za
    10,000 i mieszkac. Da sie spokojnie. (To tak dla przykladu.)

    W Los Angeles 2 tygodnie temu interesowalem sie blizniakiem 1800 sq feet w
    sumie 5 sypialni 2 lazienki, cena 199,000

    Znalazlem kilka ladnych ofert w Lancaster w okolicach 100,000 - normalna cena
    za 3 bed/2 bath.

    Mysle, ze kupno LADNEGO i ZADBANEGO domku na obrzezach LA w granicach 180,000 -
    240,000 jest stosunkowo mozliwe. Trzeba poszukac. Bo ruine w granicach 130-150
    tysiecy w samym LA nietrudno trafic. Tylko potem musisz sie napocic i wywalic
    50 kola na remont.

    Bardzo atrakcyjne dzialki w okolicach Signal Hill sa obecnie po jakies 100,000
    a budowa domu na tym, jak sie czlowiek uprze to wyjdzie $60,000.
    Mozna wsadzic sobie mobile home za 20,000 z montarzem. Tez sie da. No problem.

    Mysle, ze tak samo macie w NY.
    Trzeba tylko wiedzic ktory numer telefonu wykrecic.

    Ten numer telefonu jest najwiekszym problemem zawsze.
    Trzeba pamietac, ze jak nas otacza 7-9 milionow ludzi, to zawsze znajdzie sie
    ktos, co wie lepiej i me lepsza oferte.


  • cmok_wawelski 04.08.04, 02:26
    To jest wszystko prawda.
    Są jeszcze tańsze domy niż za $6500. Są domy
    w całkiem zaludnionych miastach za $1. Na pewno i w LA. Musisz remontować i
    mieszkać. ORAZ PŁACIĆ podatki. Często niemałe bo to są biedne miasta.
    A sprawdza się taki dom nie tylko na owady. Za dnia sprawdza się okoliczne
    chodniki i krawężniki na obecność takich malutkich fiolek i torebeczek, jak po
    lekarstwie, ale dużo mniejszych. Jak znajdziesz jedną - to tak jak z termitami -
    oznacza to obecność tysięcy. Zajrzenie tam wieczorem potwierdzi
    przypuszczenia. Crack.
    N.p. żadna z tych REZYDENCJI nie jest warta
    1/10 ceny wywoławczej. Po prostu okolica jest FATALITO. Tam zaczynałem swoja
    działalność Real Estate. Część portugalsko-brazylijska Newarku jest W MIARĘ OK
    ale reszta to tragedia i nieomal pewna strata.

    W nieruchomościach jest tak, że nie jest tak bardzo ważne za ile to jest
    dzisiaj. Ważne jest za ile będzie jutro i za 10 lat. W moim miasteczku zwykłe z
    pozoru domy są po milionie a jeszcze 3-4 lata temu te same były po pół.
    Problem w tym, że żeby się imigrant wgryzł w ten system zmian prac dla
    podwyżki, sprzedaży domu dla zysku itd potrzebuje conajmniej dekadę a nie rok
    czy nawet 3. To sa amerykańskie zmiany psychiczne, których nabycie musi trwać.
  • chlopaczek1 03.08.04, 20:13
    cmok_wawelski napisała:

    > Zapomniałaś tylko napisać, że Pell Grant jest POŻYCZKĄ na 8%, o ile się nie
    > mylę na 8 tys. USD

    Jak zwykle piszesz bzdury kompletne matole nie douczony, dlaczegpo wprowadzic
    probujesz w blad gaje?
    Pell Grant i TAP to sa tak jak napisala mistusiaXXXX formy bezzwrotnej pomocy
    finansowej dla sudentow (nie mozna przekroczyc pewnego progu zarobkowego)
    Gaja, nie sluchaj frustratow typu cwok lub jego inne nicki, oraz jemu
    podobnych, placzacym chorkiem.
    Mowisz ze masz dobre wyksztalcenie, i znacie angielski, wiec mozecie napewno
    sie tutaj niezle znalezc, po paru latach zapomnicie oboje o tym ze mozna gdzies
    indziej zyc, bo wasze pensje nie pozwola wam na ogladanie i plakanie nad swoim
    losem tak jak to tu frustraci wylewajacy swoje zale do swiata bo im sie cos nie
    powiodlo,
    Kazda rzecz ktora kupisz ma cene ale w odpowiedzi na cene i dobrze zarabiac tez
    mozesz, trzeba tylko miec pomysl na zycie i na to co sie tutaj chce robic, nie
    moze byc dla was docelowe przebywanie w USA rok io zarobienie 20K, bo to sie
    nikomu nie oplaci kto ma dobre wyksztalcenie. Jesli jednak przeznaczycie ten
    rok na nauke i doswiadczenie to tez sie wam to oplaci.
    Jesli macie sie gdzie podziac na poczatku waszej amerykanskiej przygody to tym
    lepiej. Bedziecie mieli latwiejszy start.
    Jesli jakies info zwiazane ze studiami sa wam potrzebne spytajcie odpowiem.
    zycze powodzenia

  • lolyta 04.08.04, 03:25
    Sluchaj. Chcesz - przyjezdzaj. Ale wybij sobie z glowy, ze w ciagu PIERWSZEGO
    roku odlozysz cokolwiek, majac dziecko na reku. Jesli Cie interesuje
    przeniesienie sie tutaj na stale albo na dluzej - mozesz zagryzc zeby i
    przeczekac ten moment kiedy nie masz nic, a dziecka nie bedziesz przeciez
    ukladac do spania na karimacie Chlopaczka kiedy on idzie naprawiac dachy. Sama
    bys mogla sprobowac, ale nie z dzieckiem. I zanim staniesz na nogi to bedzie
    dluzej niz tydzien. To bedzie dluzej niz pare miesiecy. Tylko odpowiedz sobie na
    pytanie, czy warto zamieniac to, co masz w Polsce, na takie warunki.

    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za nie żadnej
    odpowiedzialności.
  • lolyta 03.08.04, 20:12
    o tym ze przywieziesz 20 000 po ropku albo ze w ciagu roku sie tu fajnie
    ustawisz, jesli przyjezdasz z rocznym dzieckiem. Znakomita rada: idz nianczyc
    dzieci. A kto bedzie nianczyc Twoje? Zeby moc nianczyc swoje i czyjes, to z
    kolei musisz miec przyzwoite warunki lokalowe. Sam fakt znajomosci angielskiego
    - no coz, tutaj wiekszosc mieszkancow go zna i to nie jest wystarczajacy warunek
    do robienia kokosow. Opieka medyczna w Stanach jesli masz male dziecko jest
    kosztowna. Wizyta na pogotowiu to jest kilkaset dolarow w plecy. A czekanie na
    wizyte u "swojego" lekarza to i pare tygodni moze byc. Ubezpieczenie medyczne to
    jest bonus na ktory 40 milionow Amerykanow nie moze sobie pozwolic. Nie mowie,
    ze sie nie da. Da sie. Ale w Twojej sytuacji warto ten krok zrobic tylko wtedy,
    jesli NIC Was w Polsce nie trzyma.

    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za nie żadnej
    odpowiedzialności.
  • chlopaczek1 03.08.04, 20:20
    lolyta napisała:

    > o tym ze przywieziesz 20 000 po ropku albo ze w ciagu roku sie tu fajnie
    > ustawisz, jesli przyjezdasz z rocznym dzieckiem. Znakomita rada: idz nianczyc
    > dzieci. A kto bedzie nianczyc Twoje? Zeby moc nianczyc swoje i czyjes, to z
    > kolei musisz miec przyzwoite warunki lokalowe. Sam fakt znajomosci
    angielskiego
    > - no coz, tutaj wiekszosc mieszkancow go zna i to nie jest wystarczajacy
    warune
    > k
    > do robienia kokosow. Opieka medyczna w Stanach jesli masz male dziecko jest
    > kosztowna. Wizyta na pogotowiu to jest kilkaset dolarow w plecy. A czekanie na
    > wizyte u "swojego" lekarza to i pare tygodni moze byc. Ubezpieczenie medyczne
    t
    > o
    > jest bonus na ktory 40 milionow Amerykanow nie moze sobie pozwolic. Nie mowie,
    > ze sie nie da. Da sie. Ale w Twojej sytuacji warto ten krok zrobic tylko
    wtedy,
    > jesli NIC Was w Polsce nie trzyma.


    A co to dzis dzien wprowadzania ludzi w blad?
    Jak masz male dziecko to ono ma opieke medyczna nawet jak danej osoby nie stac
    na nia. Co nie wiedzialas tego??? To zle.
    Poza tym na wizyte u swojego lekarza sie nie czeka pare tygodni, umawiasz sie i
    idziesz do lekarza, w razie gdy sprawa jest nagla przyjmuje cie lekarz od razu,
    za to sie placi w ubezpieczeniu. A to ze ty takiego ubezpieczenia nie masz to
    nie znaczy ze tak nie jest ty wybierasz sobie ubezpieczenie.
    Ubezpieczenie medyczne tutaj nie jest obowiazkowe i dlatego jakis odsetek
    amerykanow go nie ma, ale to ma tez dobra strone, zamiast mnie odciagac z
    wyplaty na twoje ubezpiecznie place tylko na siebie i to mnie sie podoba.
    Kazdy placi rachunki za siebie, to nie jest socializm.
    A co ty robisz tutaj lolyta? co jestes na wygnaniu? czy masz jakas pokute? po
    co siedzisz w usa? to ze sie tobie nie udalo nie znaczy ze kazdy tak ma no i
    nie znaczy ze im sie nie uda!


  • lolyta 03.08.04, 20:44
    Ubezpieczenie nie pokrywa calosci. Owszem, sa rozne programy finansujace opieke
    zdrowotna itp. rzecz jednak nie w tym czy jak akurat dziecko zleci na leb z
    lozeczka to kolezanka bedzie pare dych w plecy czy nie. Rzecz w tym, ze
    wybierajac sie z dzieckiem trzeba sobie taki wyjazd inaczej zaplanowac - i to sa
    wydatki, wydatki, wydatki. Opieka medyczna jest jednym, nienajwiekszym, z nich.
    Jesli chlopaczku odkladasz kase, dzielac z kims lozko na Greenpoincie, jedzac
    psie konserwy i smazac se jajko na zelazku bo ci szkoda na patelnie itp, to
    super. Z dzieckiem sie tak NIE DA. Trzeba jednak miec jakies lozeczko, posciel,
    talerze, garnki, fotelik samochodowy (ze o samochodzie bez ktorego w wielu
    miejscach ani rusz) nie wspomne. Mozna, chlopaczku, tylko przy malym dziecku to
    nie jest program na jeden rok. A taki plan ma zalozycielka watku.

    A czy ja pisze gdzies, ze mnie sie nie udalo?

    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za nie żadnej
    odpowiedzialności.
  • lolyta 04.08.04, 03:33
    chlopaczek zapomniales o tkich szczegolach:
    - recepty by sie przydalo wykupywac
    - kiedy idziesz z dzieckiem do lekarza albo musisz z nim zostac w domu bo jest
    chore, nikt Ci za ten czas nie placi (w Polsce masz chorobowe na dziecko). jest
    to do przegryzienia jesli sie tu przyjedzie ZYC. Ale troche gorzej kiedy sie tu
    przyjedzie SZYBKO ZAROBIC.
    - kiedy ty sie nie zjawisz na umowiona wizyte u lekarza, i tak przysla za nia
    rachunek za to ze im klopot robisz.
    Kiedy ty sie zwolnisz z pracy zeby isc do lekarza, tracisz zarobek, ale lekarz
    moze odwolac twoja wizyte i nikt ci straconej kasy za zmarnowane pol dnia nie odda.

    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za nie żadnej
    odpowiedzialności.
  • ertes 04.08.04, 03:43
    Z takim podejsciem lepiej zostac w socjalistycznej Europie.
    Na tym kontynecie jak nie masz pracy to musisz placic za lekarstwa.
    Ewentualnie mozna udac sie do County Hospital i tez wszystko bedzie za darmo.
  • lolyta 04.08.04, 13:38
    Ertes, z jakim PODEJSCIEM? to sa FAKTY. Bez komentarza. Fakty ktore ktos kto
    chce tu przyjechac na rok Z NIEMOWLAKIEM w celu zarobienia i odlozenia pieniedzy
    powinien znac zeby ocenic czy ta wyprawa ma dla niego sens - a to zalezy od
    tego, jaka sytuacje ma w Polsce. Byc moze taka, ze mimo wszystko wart dla niego
    tu przyjechac.

    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za nie żadnej
    odpowiedzialności.
  • robertfl 03.08.04, 20:22
    Wszyscy mowia jak to wspaniale w usa jak tu mozna sie dorobic (czytaj zadluzyc)
    jak mozna sie zrealizowac jakie nieograniczone mozliwosci tutaj sa , az mnie
    sie nie chce wierzyc ze mieszkam w takim cudownym kraju tylko ze ja i wszyscy
    moim znajomi wlacznie z amerykanskimi widza to troche mniej rozowo. Widze ze
    wiekszasc polakow okresla szczescia po zarobkach na miesiac, a czy ktos sie
    zastanawial co dalej?? np zycie socjalne ktore to prawie nie istnieje , rodzina
    bedzie daleko przyjaciele tez , kazdy tu zagoniony i nie ma czasu. Co z wolnym
    z wakacjami przecietne 10 dni ktore i tak wiekszosc amerykanow nie bierze, czy
    warto spedzic zycie na pracy i obkupywac sie dzunkiem :)) co ? w europie kazdy
    ma po miesiacu wolnego tu trzeba w jednej firmie ponad 10 lat na to pracowac.
    USA to jedna wielka wypucha dobra dla bambusow i wszelakiej masci kopciuchow ,
    jezeli ktos ma rodzine w pl i ciagnie go do europy nie powinine tu probowac.
    Zapomnialem wspomniec o Kobietach w usa i jedzeniu obie te rzeczy sa obrzydliwe
  • ertes 03.08.04, 23:26
    Hehe kolejny frustrat emigracyjny.

    Wspolczuje. Szczerze.
    Jak rowniez zaledwie 10 dni urlopu. Przykre.
  • cmok_wawelski 03.08.04, 23:32
    JESTEŚ OSIOŁ!
    Pokaż 1 ogłoszenie o pracę gdzie jest napisane inaczej niż 10 dni urlopu po
    mniej niż pół roku pracy? Czy Ty piszesz z Danii? A może ja czegoś nie wiem,
    cos przeoczyłem i dwa tygodnie urlopu to jest jakas zmowa i oszustwo? Spisek
    Mosadu z Brooklyn-u?
  • ertes 04.08.04, 02:22
    Osllem jest ten ktory ma prace z 10 dniami urlopu a sadzac po twojej frustracji
    jestes prominetnym przedstawicielem gatunku.
    A swoja droga dlaczego narzekacze na 10 czy 15 dni urlopu nie pojada tam gdzie
    beda mieli go 6 tygodni tylko siedza i narzekaja?

    Jestes w stanie to wytlumaczyc?
  • cmok_wawelski 04.08.04, 02:47
    ertes napisał:

    > Osllem jest ten ktory ma prace z 10 dniami urlopu a sadzac po twojej
    frustracji
    > jestes prominetnym przedstawicielem gatunku.
    > A swoja droga dlaczego narzekacze na 10 czy 15 dni urlopu nie pojada tam gdzie
    > beda mieli go 6 tygodni tylko siedza i narzekaja?
    >
    > Jestes w stanie to wytlumaczyc?

    Ależ oczywiście!
    Dlatego BO NIE MA TAKICH MIEJSC!
    Nie ma w Stanach.
    Nie piszę o sytuacjach i miejscach wyjątkowych typu wyprowadzacz psów księżnej
    Monaco w Bev. Hills, tylko prace gdzie rano przychodzisz na czas, włączasz
    komputer i idziesz po kawę. Takich "przedstawicieli gatunku" jak ich nazywasz
    jest tu 99% czyli ze 200 mln. minus dzieci, babcie i dziadki oraz Ci co przy
    łopacie i maszynie. To nie jest frustracja - to jest rzeczywistość. 10 dni i
    najlepiej nie w kupie. Ty masz inaczej? To się ciesz a nie udawaj, że wszyscy
    pozostali są nienormalni i powinni zamieszkać w Disneylandzie przy fontannie z
    zimnym piwem.
  • ertes 04.08.04, 03:04
    Mylisz sie. Sa i to calkiem sporo.
    Tylko raz trzeba miec zawod a dwa trzeba umiec szukac.
  • cmok_wawelski 04.08.04, 03:07
    ertes napisał:

    > Mylisz sie. Sa i to calkiem sporo.
    > Tylko raz trzeba miec zawod a dwa trzeba umiec szukac.

    Nie p... tylko dawaj link.
  • ertes 04.08.04, 03:37
    Od linkow jestes specjalista wiec sobie znajdz.
  • cmok_wawelski 03.08.04, 20:44
    Dobre rady.
    Moja z Pell Grant była zła. Tylko na grzyba jej Pell Grant jak ona forse chce
    zarabiać???

    Ja dodam, że można napisać podanie i na 100% dziecko zostanie przyjęte do
    darmowego przedszkola ze wspaniałąa opieką.
    Wszystko będzie świetnie. Przyjeżdżaj. Ciotka będzie czekać na peronie koło
    kiosku. Jakby jej nie było to zapytaj taksówkarza. Obojetnie którego.
    Powiedz "Poland", "Solidarity", "Free fare, yes?"
    OK?
    OK.
    A jakby wszystko zawiodło do zadzwoń "dryń-dryń" do chłopaczka.
    Będzie dobrze.
  • lolyta 03.08.04, 20:45
    Ta fotke przedszkolna to se wydrukuje chyba...

    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za nie żadnej
    odpowiedzialności.
  • cmok_wawelski 03.08.04, 20:47
    lolyta napisała:

    > Ta fotke przedszkolna to se wydrukuje chyba...

    Przyda się w sam raz na Hallowen.
    To bedzie gorący okres clownów.
  • cmok_wawelski 03.08.04, 20:50
    Chłopaczek czy cmok to Lolyta?
    Daj jakąś cenną podpowiedź, żebym mógł się wczuć w rolę...
    ;)
  • lolyta 03.08.04, 21:01
    No pewnie ze ja to cmok. Wlasnie mam napad rozdwojenia jazni i pisze sama do
    siebie. chlopaczek to zaraz potwierdzi.

    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za nie żadnej
    odpowiedzialności.
  • cmok_wawelski 03.08.04, 21:08
    No to lecę do lustra.

    Pamiętam taką mądrość wygłoszoną przez Steva Martina w jednym z filmów na widok
    nagich piersi Sary Parker: "jak bym takie miał to bawiłbym się nimi cały dzień".

    Faktycznie daje do myślenia.
    Ciekawe jak to jest byc kobietą?
    Czekam na podpowiedź chłopaczka co mam z tym dylematem zrobić.
  • cmok_wawelski 03.08.04, 23:20
    ...wspomniała: ILE TAKIE PRZENOSINY KOSZTUJĄ.
    Pomijam ceny biletów i mieszkania za >$2000 z depozytami za $3500.
    Pomijam że ktoś im kupi dom jak opisane bezsensownie gdzies wyżej.

    Przeciętna okolica New York/New Jersey:
    Ubezpieczenie: ~$500/mies.
    Czynsz: ~$1000/mies.
    Prąd, tel, woda, itd: ~$100/mies.
    Ubezpieczenie samochodu: ~$2000/rok czyli kolejne $120/mies.
    Jedzenie: ~$200/mies.
    Internet, tv itp: ~$100.
    Inne wydatki: ~$200
    Do tego nie wliczam wizyt w aptece. A to może być tak w plecy że hej.
    Czyli trzeba mieć co miesiąc min. ~$2000 żeby BARDZO CIENIUTKO przeżyć. Oznacza
    to konieczność zarobienia co najmniej $2500 (podatki). Jeśli pracuje jedna
    osoba (dziecko!) to jest to dokładnie taka cienizna jak ma 80-90% Amerykanów.
    Co zostanie skreślone z budżetu?
    Ubezpieczenie, szczególnie że pokrywa tylko część opłat. I dlatego 40 mln
    Amerykanów go nie ma licząc po prostu, że nie zachorują.

    A co do naszych imigrantów, to te wakacje w Tunezji 2 lata temu - to lepiej
    będzie pamiętac dłużej bo na długo muszą starczyć.

    Jak dobrze pójdzie to za parę lat będzie lepiej ale w tym i przyszłym roku:
    cieniutko, cieniutko a nie 20 tys. oszczędności.


  • cmok_wawelski 03.08.04, 23:28
    ...że można jeszcze wygrać w loterię.
    Amerykanie grają ile wlezie.

    A co do zachęcania czy zniechęcania to Polacy, którzy są tu 10 i więcej lat
    wtedy mieli jeszcze NIECO INNĄ motywację: wtedy w Stanach zarabiało się w
    stosunku do Polski kilkadziesiąt razy więcej. Teraz często tylko kilka. A
    leczenie kanałowe bolącego jednak kosztuje w Stanach $800 i co wtedy?
    Okłady z kostek lodu czy nielegalny dentysta w polskiej dzielnicy za połowę?
  • nineczkas 03.08.04, 23:33
    bo ja $200 to wydaje na jedna i pol :) wizty w Costco np. ..
  • cmok_wawelski 04.08.04, 02:03
    Jak? BARDZO, BARDZO cieniutko.
    (A niechno jakaś tu zaraz ciućma rocznik 1980, której mamusia kupiła dom
    napisze, że to wszystko nieprawda, że przegrani, że frustracje wylewają bo itd,
    itd...)

    Mleko w galonowych bańkach za $4, pufiasty wstrętny chlebuś po $1 i dwulitrowa
    Kola na deser i tak co drugi dzień. Wiem, że to niemożliwe ale chodziło właśnie
    o głodowe stawki. No i poza tym dostaną jeszcze jakieś kupony czy fudsztampsy
    czy cóś jako bidoki imigranty.

    Nie wiem dlaczego wśród kandydatów na emigrantów przyjęło się, że większość
    Amerykanów to są Ci a nie Ci?
    Polacy zawsze słynęli z legend i romantyzmu - może dlatego.
    "Przyjeżdżaj. Posada v-ce Prezeski załatwiona. Wójek musiał z Prezesem pić 3
    dni ale załatwił".

    Ty w Costco kupujesz mega-giga opakowania a to nie zawsze wychodzi najtaniej -
    sczególnie jeśli się nie zje do samego dna albo kupi coś bo tanie i nie
    zużyje w ogóle... Do tego te tłumy tam...
    No ale może i to ma sens - nie wiem. Na wszystkim się nie znam.

  • ertes 04.08.04, 02:12
    w Nowym Jorku czy gdzie tam mieszkasz nie mozesz kupic dobrego chleba???
    Wspolczuje.
  • cmok_wawelski 04.08.04, 02:53
    ertes napisał:

    > w Nowym Jorku czy gdzie tam mieszkasz nie mozesz kupic dobrego chleba???
    > Wspolczuje.

    Szczery z Ciebie chłop.
    Dzięki za wspólczucie ale nie trzeba marnowac łez...
    U nas jest dobry chleb. "Banaś" nazywa się piekarnia. I pare innych. A chleb
    kosztuje coś ze $4.
    Najlepsze pieczywo ma jednak "Fresh Fields". Tam mały chlebek jest po $4.
    Spróbuj go jednak kupić w Arkansas czy Indianie.
    To tam są domy po $6500 i waciany chleb po $1. Innego nie wynaleźli w tej cenie
    a przy $4 nie sprzedałby się i nadawałby na paszę.
  • ertes 04.08.04, 03:06
    Ale nie mieszkasz w Indiana czy gdzies tam. Masz wybor wiec czego narzekasz na
    kiepski chleb?
    Ja kupuje pyszne bulki paryskie w sklepie w wietnamskiej piekarni 4 razy taniej
    niz ten chcleb. Cos te niu dzersi drogawe w porownaniu z Kalifornia.
  • czajek76 04.08.04, 03:12
    Namiary pleeeeeeeeeease!!!
    Ja juz nie moge tego tutejszego chleba!!!
  • ertes 04.08.04, 03:22
    Musisz miec samochod to po pierwsze bo zdaje sie mieszkasz w LA a sklep jest w
    OC w Westminster na rogu Edinger i Euclid.
    Nazywa sie to chyba Tan Hoang Huong. Obok jest restauracja czy cos ale nie
    pamietam nazwy.
  • czajek76 04.08.04, 03:28
    Kiepawo :(
    Jeszcze nie mam autka, dopiero dostalem pierwsza wyplate i musze urzadzic
    mieszkanko :(
    Ale adres warto zapisac :)
    Poki co - szukam dalej :)


    Co do glownego tematu to sie poki co nie wypowiadam bo mam za male
    doswiadczenie.
    Ale wydaje mi sie, ze jakbyscie (to do zalozycielki tematu) oboje mieli prace
    za jakies 35K rocznie i skromnie zyli, to moga pare groszy odlozyc. Ale to
    chyba nie tedy droga. Moj i mojej zonki plan jest taki, zeby przez pierwszy rok
    inwestowac (uczyc sie na maxa, oswajac z USA) a potem dopiero liczyc na jakies
    oszczednosci.
    No ale nam latwo planowac bo nie mamy malenstwa...
  • ertes 04.08.04, 03:34
    Kiedys ja USA Kanada jakis Polak na postdocu z UCLA mieszkajacy w Santa Monica
    opisywal jak mozna przezyc za 35k w dwie osoby.
    Moze to i prawda i rzeczywiscie mozna.
  • czajek76 04.08.04, 03:41
    Nie tylko mozna ale i trzeba :)
    No coz, brutalne prawa rynku :)
    Postdoc to jest taka inwestycja w siebie. Placa minimum niezbedne do przezycia
    bo wiedza ze i tak to wezme. Ale jak bede dobry (w co oczywiscie nie watpie)
    przez te 3 latka to potem jeszcze tylko 2 lata upokorzen jako PI bez przydzialu
    lokalowego (tak jak jeden kolega z ktorym pracuje) i bede mogl szukac
    mieszkania w BelAir czy w innym fajym miejscu tak jak moj szef ;)
    Dla ulatwienia dodam, ze w PL mialbym 20% tego co tutaj na zblizonej pozycji.
    Nie wspomne o mozliwosciach realizacji na polu zawodowym, bo te sa tutaj
    ograniczone tylko moja fantazja :)
    To jest po prostu niesamowite, szczegolnie kiedy sie przyjezdza z kraju
    postkomunistycznego.
    Zobaczymy jak zonka. Ona oczywiscie nie widzi tego rozowo, ale ja wiem ze jest
    dobra i wcale sie nie zdziwie jak osiagnie tu wiekszy sukces (no, finansowo to
    nie bedzie trudne) niz ja :)
  • ertes 04.08.04, 03:48
    Najwazniejsze byc pozytywnym i mierzyc wysoko.
    Wtedy duzo sie uda :)
  • czajek76 04.08.04, 03:58
    Hehe, laseczkom czasem ciezko myslec pozytywnie. Ja jakbym byl na miejscu mojej
    zonki, to analizujac przebieg pracy zawodowej w PL zastanawialbym sie kiedy
    zarobie pierwsze "6 cyferek" w USA, bo jestem niepoprawnym optymista ;)
    Ona oczywiscie martwi sie co bedzie jak ze swoim wyksztalceniem i
    umiejetnosciami bedzie musiala zlapac za mopa ;)
    Oczywiscie prawda lezy posrodku :)
    Acha, znalazlem tamta stara dyskusje o postdokach etc. Bylo ostro w pewnym
    monecie ;)
    Ogolnie nie ma co gadac - jest tu fajnie :)
  • ertes 04.08.04, 04:12
    > Ogolnie nie ma co gadac - jest tu fajnie :)

    dlatego tu mieszkam :)
    Wschodnie wybrzeze choc ladne to jednak klimatycznie jest obrzydliwe.
  • pinkink 04.08.04, 07:21
    czajek76 napisał:

    > Namiary pleeeeeeeeeease!!!
    > Ja juz nie moge tego tutejszego chleba!!!

    Ja tez dlugo nie moglam przywyknac do tutejszego pieczywa. Rozumien Twoj bol.))
    Polecam sklepy Trader Joe's. To przyzwoita firma, dobry towar, ceny nieduze.Tam
    dostaniesz swiezy, codziennie pieczony, dobry chleb (w papierowych, nie-
    plastikowych torbach); prawie jak polski. Kupuje rozne. Teraz mam, wlasnie
    zajrzalam, 'Crusty Sourdough Boule". Niczego sobie. Ale sa jeszcze lepsze. Nie
    pamietam teraz nazwy.
    Tamze duzy wybor swietnych serow z calego swiata po bardzo umiarkowanych cenach.
    To samo dotyczy win. Dobre i tanie. Zajrzyj i przekonaj sie sam. Bedziesz
    zadowolony.
    Sprawdz w wyszukiwarce lokalizacje najblizszego sklepu.
    Trzymaj sie.))
  • nineczkas 04.08.04, 03:01
    nie rozumiem dlaczego kazdy uwaza, ze w Costco to tylko kupuje sie mega opakowanie i
    wiekszosc rzeczy sie marnuje. Jadac tam kupuje np.
    - jedno!!! opakowanie pomidorow (bardzo dobrych) sztuk ok. 30 (srednia wielkosc) zjemy (dwie
    osoby) przez tydzien, czasami starcza na pare dni,
    - nastepnie: woda mineralna (jakos zadna mi sie nigdy nie zmarnowala), sztuk nie wiem ile
    dokladnie ale jak kupie jedno opakowanie, to starcza na miesiac, zalezy czy sa upaly czy nie.. -
    - nastepnie, piers z indyka: plasterki, mozna kupic po JEDNYM opakowaniu, plasterek z
    kilkadziesiat, nie ma mowy zeby sie zmarnowaly;
    - brokuly, JEDNA!! torebka, starcza na pare dni
    - ogorki, po TRZY pakowane
    - bardzo ale to bardzo dobre polskie ogorki konserwowe Wiejskie Wyroby.. polecam, DWA
    slojki, jesli sie nie otworzy to moze stac i stac, a jak juz jeden otworzysz, to zjesz bardzo
    szybko
    - kawa, po DWA opakowania
    - mieso.. np. piers z kurczaka, starcza na tydzien JEDNO opakowanie
    - ryba, JEDNO opakowanie
    - banany, PARE SZTUK a nie cale pudelko!!
    - ziemniaki, maly worek.. na dwie osoby starcza na dwa tygodnie, jesli ktos je codziennie
    ziemniaki
    - fasolki itp. w malych woreczkach, na dwa obiady

    W Costco mozna znalezc rzeczy w malych opakowaniach!
    Dodatkowo ksiazki np. kupilam The Da Vinci Code za ok. $16 a w ksiegarnii widzialam po $25..
    i mozna kupic JEDNA ksiazke :)
    pozdrawiam

  • nineczkas 04.08.04, 03:09
    a jesli chodzi o kolejki to jak przyjedzie sie o 10 i wchodzi wiedzac co chce sie kupic, to mozna
    uniknac kolejek. Zreszta w innych sklepach tez bardzo czesto sa dlugie kolejki, bo na
    kilkanascie kas, tylko kilka pracuje a panie za bardzo sie nie spiesza.

    przypomnialo mi sie jeszcze ze:
    - wina, mozna kupic na sztuki, bardzo dobre z Australii, tansze o pare dolarow niz w innych
    sklepach
    - sery, wielkosc opakowan taka sama jak w innych sklepach
  • ertes 04.08.04, 03:23
    Wielkosc opakowan sera taka sama???
    Moze tam gdzie ty mieszkasz bo u nas sa ogromne!
  • nineczkas 04.08.04, 03:26
    tak, taka sama. Nie widzialam gigantycznych wielkosci serow. Trzy lata temu jak tu
    przylecialam, to widzialam zolty ser w kostce..i ta kostka byla ogromna, no ale to bylo w
    safeway, czyli "normalnym" supermarkecie a w Costco sa rozne wielkosci ale gigantycznych nie
    widzialam.
  • ertes 04.08.04, 03:35
    W moim lokalnym Costco same ogromne co nie znaczy ze nie kupuje w Costco.
  • cmok_wawelski 04.08.04, 15:48
    ...jakieśtam Costco.

    ertes napisał:

    > Oslem jest ten ktory ma prace z 10 dniami urlopu a sadzac po twojej
    frustracji
    > jestes prominetnym przedstawicielem gatunku.
    > A swoja droga dlaczego narzekacze na 10 czy 15 dni urlopu nie pojada tam gdzie
    > beda mieli go 6 tygodni tylko siedza i narzekaja?
    >
    > Jestes w stanie to wytlumaczyc?

    ertes napisał:

    > Mylisz sie. Sa i to calkiem sporo.
    > Tylko raz trzeba miec zawod a dwa trzeba umiec szukac.

    Znalazłem.
    Napisane jest, że trzeba być strażnikiem więziennym albo nauczycielem to ma się
    na ogół więcej
    urlopu niż smutne
    amerykańskie 10 czy 14 dni w roku.
    Chyba nie takie prace nasza imigrantka ma na myśli...

    Masz jakiś inny pomysł?
  • ertes 04.08.04, 16:09
    cmok_wawelski napisała:

    > ...jakieśtam Costco.

    A propos czego to?

    A zes sie podniecil tym urlopem. Duzo a nawet wiekszosc firm daje malo urlopu
    ale jest calkiem sporo takich gdzie jest wiecej niz 3 tygodnie. Nie wierzysz?
    Nie musisz. Mnie nie zalezy.
    I nie sadze zeby dlugosc urlopu byla jakimkolwiek kryterium dla kogos kto mysli
    o zamieszkaniu w tym kraju. Jesli jednak jest to problemem takim jak wyraznie
    jest dla ciebie to przeciez zawsze mozna wyjechac tam gdzie dlugi urlop jest
    zagwarantowany ustawowo. Chyba ze sie narzeka na wszystko bo taka ma sie nature.
  • cmok_wawelski 04.08.04, 18:19
    ertes napisał:

    > cmok_wawelski napisała:
    >
    > > ...jakieśtam Costco.
    >
    > A propos czego to?

    Ale Ci ciemnieje przed oczami...
    A propos tego, że to wątek o przyjeżdżaniu z dzidzisiem przy cycusiu do roboty
    w Stanach. Może tego nie wiesz ale dzidziusie miewają czkawki i biegunki,
    gorączki i inne przygody i wtedy po wykorztystaniu wszystkich 3-ch "personal
    days" musisz sięgać po urlop żeby dziecku te herbatki podawać. Jak się ma tych
    dni 10 a dziecko roczne i nieco chorowite to ok. marce jesteś już bez urlopu,
    dni personalnych i innych.
    Nie masz tam bracie jakiejś kobiety w pobliżu żeby Cię obświeciła jak to jest z
    kupkami i pieluchami bo jakoś wyraźnie nie łapiesz, że Stany to nie jest
    najlepsze miejsca na rodzinę a pogotowie szpitala miejskiego LA niekoniecznie
    najlepszą formą opieki zdrowotnej, kiedy siedzisz tam z zagoraczkowanym i
    szlochajacym dzieckiem a pierszeństwo mają Ci z ranami postrzałowymi brzucha?
  • chlopaczek1 04.08.04, 20:16
    ertes,
    No coz nie masz sie co dziwic masz cwoka ktory nigdy by sie nie dorobil w
    Polsce i nie dorobi sie nic ciekawego w USA, ale w USA mial szanse i cos mu
    wychodzi powoli, mimo to pluje na ten kraj bo widzi ze inni sobie daja rade, w
    chorku masz jego inne nicki i lolyte (miedzy innymio) ktora tez nigdy nic nie
    osiagnela i nie osiagnie bo mozliwosci intelektualne sa znikome.
    Widzisz Ertes to sa ludzie ktorzy jak widza nowego merca sasiada to z zazdrosci
    probuja porysowac karoserie albo urwac literki. Bo ten merc czy bmw kluje w
    oczy te osoby i pokazuje jak ten ich intelekt kiepsko musi pracowac ze one nie
    moge a inny np "polus" moze to miec.
    Dwa tygodnie temu uslyszalem ciekawe zdanie od dwoch gosci pod kiszka na
    greenpoint-cie, "a patrz ten to k___a musi niezle kombinowac ze takim czyms
    (mowiono o moim samochodzie i podano marke) jezdzi" ale nikt nie pomyslal ze
    moze ja ciezko pracuje na to czym tam podjechalem.
    Zazdrosc i zawisc nawet w stosunku dla ludzi zupelnie nie znanych tym osobom,
    przebija w waszych wypowiedziach tez. No bo mnie sie udalo, a komus tam nie.
    Fakt jest ze ludziom czasami sie nie udaje, ale tez iinnym ludziom sie udaje
    tym co to ciezko pracuja oczywiscie, a wiec kazdy kto ma troche oleju w glowie
    (bo praca fizyczna ciezko to osiagnac) moze to osiagnac. I nie jest to wazne
    czy sa dzieci czy nie. Ja tez mialem male dziecko, i dalismy sobie rade. Wiec?
    To nie jest wytlumaczenie. Nie plakalem nigdzie i nikomu ze tu zle, czy nie mam
    czegos porpstu sam sie zabralem i zdobylem to co potrzebne.
    A wy, no coz duzo wiekszosc szuka tutaj socializmu, ale to kapitalizm w tym
    kraju panuje. Te kraje ktore wy przedstawiacie jako dobrobyt i socialny raj
    maja straszne problemy fiskalne (np niemcy, francja, itd). Tego nikt (malo
    osob) nie zauwaza bo coz tak daleko to myslami co poniektorzy nie siegaja.
    Slychac tutaj socialistyczne okrzyki i zachwyt kompletnym idiotyzmem ktory
    nazywa sie F-9/11 az czlowiek zaczyna sie zastanawiac czy wszyscy juz do konca
    zdurnieli?

    lolyta, to wcale nie moja wina ze ciebie na nic nie stac w zyciu to twoja wina
    wiesz o tym? To tez nie wina USA ze nie mozesz sobie z niczym poradzic, od
    dzieci po ubezpieczenie i inne rzeczy. Wez sie za robote to bedzie cie stac na
    to. Ja wcale nie mam zamiaru placic wiecej w podatkach aby takiej jak ty czy
    cwok dac ubezpieczenie bo ich nie stac na to, wezcie sie do roboty zamiast
    siedziec dniami i nocami na tym forum. Moze wtedy wam sie cos wreszcie uda.

    Gaja, uwierz mi jesli chcesz cos osiagnac w zyciu, to usa jest do tego
    najlepszym krajem na swiecie, i nie ma innego kraju na swiecie w ktorym mozesz
    spokojnie zyc i uczciwie sie dorobic. Ograniczeniem bedzie tylko TWOJ
    INTELEKT/MOZLIWOSCI. Nic wiecej.
    powodzenia.
  • cmok_wawelski 04.08.04, 20:35
    chlopaczek1 napisał:

    - 485 wyrazy,
    - 2243 litery (spacji nie licząc),
    - 2763 znaki (spacje + litery)
    a parująca smrodkiem kupa znowu taka sama jak tradycyjnie w parku dla słoni.
    Fuj.

    W merca Ci wjadą w kufer na światłach i i tak pojedziesz do domu taksówką lub
    autobusem. A tam pies głodny. Kopa mu.

  • chlopaczek1 04.08.04, 21:36
    cmok_wawelski napisała:
    > chlopaczek1 napisał:
    >
    > - 485 wyrazy,
    > - 2243 litery (spacji nie licząc),
    > - 2763 znaki (spacje + litery)
    > a parująca smrodkiem kupa znowu taka sama jak tradycyjnie w parku dla słoni.
    > Fuj.
    >
    > W merca Ci wjadą w kufer na światłach i i tak pojedziesz do domu taksówką lub
    > autobusem. A tam pies głodny. Kopa mu.


    Widzisz jedyne co potrafisz zrobic to policzyc wyrazy i powtorzyc swoja spiewke
    bo bieda umyslowa takich jak ty cwok jest potwierdzeniem tego ze polacy sa
    glupim zazdrosnym i zawistnym narodem. Co nie znaczy ze pojedyncze "czlowieki"
    sa glupie. Poprostu niektorym sie udaje cwoku, nie takim jak tobie, ale inni
    potrafia cos ze swoim zyciem zrobic.

    To czy mi ktos w tylek wjedzie czy nie to nie ma znaczenia, mam dobre
    ubezpieczenie, mam dwa inne samochody ktorymi moge sie spokojnie poruszac, poza
    tym jesli by moj samochod "nie domgol" z jakis tam powodow to moja gosposia ma
    prawo jazdy i moze po mnie przyjechac.

    Widzisz roznice cwok? Roznice miedzy smieciem takim jak Ty ktory niczego nigdy
    sie nie dorobi (nie osiagnie) bo jestes widzisz kaleka umyslowym a takim
    czlowiekim jak ja ktory sobie daje rade i moze jezdzic lepszym samochodem i nie
    myslec ile to spali na 100kmh (czy MPG)?.
    Ale to nie znaczy ze wszyscy tacy sa jak ty. Tylko ty i twoje nicki inne i twoj
    chorek. Inni sobie potrafia dac rade. Ty chcialbys lepiej ale nie mozesz swoich
    mozliwosci przeskoczyc. Nadal jestes w tym samym bagienku gdzie byles. I to cie
    strasznie meczy i wkurza bo chcialbys inaczej ale nie wiesz jak. Dlatego tutaj
    codziennie placzesz, piszac tutaj idiotyzmy straszac ludzi ktorzy sa na tyle
    leniwi i malo inteligentni ze nie umieja znalezc sami sobie informacji i
    wyrobic swojego zdania. Na innych to nie dziala. Bo inni codziennie czytaja
    wiadomosci i wiedza co sie dzieje. Wiedza to co im potrzebne do zycia. A ty?
    spedzasz godziny na forum, i jak byles cwokiem tak bedziesz nim na zawsze. Bo
    ty innego zycia poza forum nie masz. Nawet milosci nie spelnione byly tez na
    internecie. Zyjesz w swiecie iluzji ktora sobie stworzyles bedac wsrod
    wirtualnych "znajomych" bojac sie nawet z nimi spotkac, bo nie chcesz aby
    poznaly ciebie miernoto jedna. Zburzyloby to twoj i tak kiepski wizerunek.

    Smieszny jestes cwok, ertes kiedys mial dobra rade dla ciebie, idz do
    psychiatry moze da sie to jakos zaleczyc.

  • chris2004 04.08.04, 22:47
    Mysle, ze Cmok ma wiele racji w tym co pisze i bardzo cenie Jego opinie. Tez
    znam troszeczke Ameryke i wiem ze nie jest tak rozowo jak piszesz. Mercedesow
    tez zbyt czesto nie widze na ulicy. A poza tym jest dobra rada dla Ciebie:
    staraj sie miec wielu przyjaciol kolo siebie gdy bedziesz spadal w dol. Z porad
    Cmoka Gaja moze sie wiele dowiedziec by moc podjac wlasciwa decyzje. Zas z
    Twoich tylko to jak dobrze jestes ustawiony. Nie kazdy w USA jest Bill Gates. Z
    powazaniem Chris.
  • ertes 04.08.04, 23:11
    Oj cmok, cmok...
  • cmok_wawelski 05.08.04, 02:45
    Miły (ostatnio) Ertesie,

    Wydaje mi się, że piszemy o dwóch różnych światach, o dwóch różnych sytuacjach.
    Filmie i rzeczywistości...

    Stany sa PIĘKNYM I NAPRAWDĘ FANTASTYCZNYM krajem. Mają n.p. (ale tylko
    gdzieniegdzie) takie wspaniałe wieżowce i strzeliste budynki. Są to banki,
    ubezpieczalnie i korporacje. Ale podejdź bliżej, tak całkiem bliziutko i zobacz
    czym są zlepione cegły. To jest zaprawa z cementu, krwi, łez i potu. Tych
    pokoleń Chińczyków, Niemców, Meksykanów, Polaków i wszystkich którzy ten piękny
    kraj stworzyli RĘKAMI. Najpierw za dolara na tydzień, potem za pięć a teraz za
    $10/godzinę.

    Inni z kolei potrafili z nich ten wysiłek WYDUSIĆ wydrzeć to z nich - i im tez
    należy się chwała za ten niesamowity zmysł organizacyjny i mnożenie kapitału
    który mnoży kapitał.

    Rzecz w tym że sukces w biznesie polega na PRAWIDŁOWEJ OCENIE SWOICH SZANS i
    ryzyka. Tych, którzy spadli w przepaść było mililony. Tych którym się udało -
    ledwie tysiące. Wszyskie inne teorie są teoriami gier liczbowych.

    Popatrz, największym pracodawcą Ameryki jest Walmart. Możesz tam zapracować
    ~$10/godz. ale tylko 28 godzin, czyli nieco powyzej $200/tydzień. W sam raz na
    miesieczną minimalna opłatę za kartę kredytową. Albo fragment na 5.
    Czy Ci wszyscy ludzie są naprawdę przegrani?
    A pojawia się właśnie drugi: Ebay. I inne takie miejsca. Może już nawet jest...
    "Każdy dzisiaj wygrac może, każdy szczęściu dopomoże..."




  • ertes 05.08.04, 03:22
    Nie oszukuj sie. Nie zmien ilem zdania na twoj temat jednak na prosby roznych
    osob nie pisze o tym.

    Mam zupelnie inne spojrzenie na swiat. Nie obchodzi mnie ze ktos zarabia jakies
    grosze w Walmarcie czy czyms podobnym.
    Rozejrzyj sie wokol siebie, sam zreszta pisales jakie sa ceny domow czy
    apartamentow. I pustakmi nie staja a wiec jest tych ktorych na to stac duzo
    wiecej niz "tysiace".
    Znasz ty i inni takie polskie powiedzenie: jestes kowalem swojego losu i jak
    sobie poscielesz tak sie wyspisz?
    Tutaj wlasnie te madrosci maja jak najwieksze zastosowanie. Tu mozna spelnic
    swoje marzenia. Oczywiscie mogloby duzo lepiej ale wtedy bysmy przyblizyli sie
    do zwyklego socjalizmu takiego jak jest w Kanadzie czy Zachodniej Europie i
    powoli wali im sie na glowe bo nie ma pieniedzy a spoleczenstwo sie starzeje.
    Chcesz sie przejmowac losem biednych pracownikow Walmartu? Prosze bardzo.

    jednak w mojej okolicy domy rosna jak grzyby po deszczu a bez 500k nawet nie
    masz o czym marzyc. I rowniez puste nie staja a wiec ludzie zarabiaja wystarczajaco.
    Ja nie bede plakal ze taka zyta mieszka w jakims pipidowku kolo Buffalo i ma
    znajomych co nie wyjechali poza stan. To jest jej wybor. Zawsze latwiej siedziec
    na dupie i narzekac. Co i ty prominetnie robisz na tym forum.
    Mnie sie nie odpowiadalo gdzie mieszkalem wiec sie przeprowadzilem zamiast
    narzekac na wszystko i zamartwiac sie dwoma tygodniami urlopu czy biedakami z
    Walmartu. Mieszkam tam gdzie jest czysciutko, bezpiecznie, trawniki wystrzyzone
    i to mnie odpowiada. A wiec ja i wiele osob zyje w filmie wedlug ciebie. I
    dobrze. Sprobuj, postaraj sie, moze tez zalapiesz sie do tego filmu. trzeba
    tylko chciec i umiec.
  • cmok_wawelski 05.08.04, 04:01
    ertes napisał:

    > Nie oszukuj sie. Nie zmien ilem zdania na twoj temat...

    Twoje zdanie na mój temat jest OSTATNIĄ RZECZĄ która mnie obchodzi, więc
    podaruj sobie. Mnie chodzi o to żeyś nie oszukiwał innych, którzy mogą
    rzeczywiście wierzyć w te "kowalem losu" itp propagandę sukcesu tylko z powodu
    wejścia na pokład samolotu.

    Te domy po 500 tys. są już wszędzie, nawet na pustyniach Arizony. Niekiedy całe
    osiedla. Rzecz w tym że nikt ich nie kupuje za gotówkę. Nikt normalny kto nawet
    ma taka gotówkę.
    Te domy w których Ci ludzie mieszkają są co do sztuki zajęte przez banki. W
    mniejszym lub większym stopniu ale bank jest zawsze pierwszy. Prawie każdy
    jeden dom. Oni Ci ludzie tam są lokatorami, którzy muszą płacić. Taka jest
    umowa i wszyscy się zgadzają na tak skalkulowane ryzyko. Ameryka to jest jedno
    wielkie kasyno w którym trzeba umieć kalkulować ryzyko.
    Przyjezdnym z Polski czy nawet Pernambuko nikt nie da kredytu na 500000, chyba
    że położą na stół UDOKUMENTOWANE 250 tys a całe osiedle miałoby stać puste.
    Pisząc więc o czymś w efekcie "gwarantowanego sukcesu" jeśli będą ciężko
    pracować.

    A dla mnie to jest REAL AMERICA - mój
    ulubiony i ukochany kraj! Prezydenci (aktualni i przyszli) przemawiają, ludzie
    i szeryfowie klaszczą a bandyci w huku orkiestry i sztucznych ogni na wiwat
    rabują banki. Dlaczego? Bo w bankach sa pieniądze.
    Uwielbiam logikę.

  • ertes 05.08.04, 04:06
    Widzisz tylko zeby dostac hipoteke na 500 tys trzeba zarabiac odpowiednio i
    jeszcze miec co wlozyc do garnka.
    Jesli oceniasz Ameryka poprzez Walmast to ja ci naprawde wspolczuje.
    Ale to twoj wybor. Poza walmartem jest duzo wiecej. Uwierz mi.
  • cmok_wawelski 05.08.04, 04:16
    > Jesli oceniasz Ameryka poprzez Walmast to ja ci naprawde wspolczuje.
    > Ale to twoj wybor. Poza walmartem jest duzo wiecej. Uwierz mi.


    Nie ma.
    Ameryka TO JEST WALLMART. Nie wszyscy oczywiście są sprzedawcami i kupującymi.
    Niektórzy zaangażowani w tę zabawę łowią w tym czasie ryby wypełniając dziury w
    powierzchni oceanu opasłymi cielskami swoich łodzi z ciemnymi szybkami ale ze
    stałą łącznością.
    Nad moim domem jest scieżka podejścia na pas lotniska Toterboro gdzie parkuje
    ta część nowojorskich odrzutowców, które nie parkują w Westchester. W niedzielę
    wieczór wszyskie zlatuja się do domu jak kury przed zmrokiem. Wracają z ryb, z
    golfa na Hawajach itd.
    Dream on.
  • cmok_wawelski 05.08.04, 04:07
    Dodam jeszcze, że z założenia, tak jak w kasynie wszyscy nie mogą wygrywać ale
    każdy może grać. Bez grających kasyno nie miałoby sensu. W efekcie zawsze
    wygrywa kasyno. Ci nieliczni którzy cos trafiają są niezbednym elementem
    całosci. Jednym z setek neonów, tylko inaczej świecą. Świecą napis: "każdy
    szcześciu dopomoże, każdy dzisiaj wygrać może".
    ("The farm and the horse")

    Największy magnes kasyna jest taki jak i największy magnes Ameryki:
    daje NADZIEJĘ wygranej.
  • ertes 05.08.04, 04:13
    I bardzo dobrze! o to chodzi! Mozna liczyc na siebie a na manne z nieba.
    Zadne miejsce na swiecie nia daje nic za darmo. Za wszystko trzeba placic.
    Wszedzie.
  • bluedream 05.08.04, 03:08
    Do Gaja22!Moge Ci opowiedziec moja historie w skrocie , bo przypomina mi
    moja.Przyjechalam tu z malutkim dzieckiem ponad 10 lat temu (corka miala 5
    miesiecy).Decyzja wydawala sie przemyslana ,wszystko wydawalo sie
    kolorowe ,cudowne i nieprawdopodobne - otwarto nam drzwi do raju.Nie bede
    wnikac w szczegoly , bo moi przedmowcy powiedzieli prawie wszystko , ale gdybym
    mogla cofnac czas to nie wyjezdzalabym z Polski.Byl to najtrudniejszy czas w
    moim zyciu-nie mielismy tutaj rodziny,bliskich przyjaciol, a po trzech latach
    urodzilam syna i wtedy to juz bylo "wesolo".Przez 5 pierwszych lat pracowal
    tylko moj maz - ja zajmowalam sie dziecmi,pozniej przyjchala moja mama i wtedy
    moglam pomyslec ,aby cos z "soba zrobic".I dopiero wtedy zaczelismy dochodzic
    do tego co pozostawilismy w Polsce .I tak mija 12 rok .Nie moge narzekac
    teraz, ale jezeli macie zamiar zaczynac tu wszystko od nowa z malym dzieckiem
    to istnieja (moim zdaniem)tylko dwie okolicznosci przemawiajace za tym:duzy
    zasob gotowki lub bardzo bliska rodzina na ktorej mozecie polegac.Zreszta
    ostateczna decyzja zalezy tylko od Was.Trzymam kciuki i powodzenia!
  • edytkus 05.08.04, 05:51
    Gaja, moim zdaniem finansowo wyjdziecie najlepiej jesli Ty zostaniesz w Polsce i zajmiesz sie frma a
    Twoj maz przyjedzie tutaj. Przyjazd z rodzina w celach dorobkowych tylko na rok nie ma sensu, ale
    jesli chcielibyscie osiasc na stale wtedy przez pierwsze lata na pewno byloby ciezko. Ale mielibyscie
    ulgi z racji niskich zarobkow, np. mniejsze lub zerowe oplaty za studia, ubezpieczenie medyczne
    (przynajmniej dla dziecka), pewnie jakies przedszkole dla dziecka etc. Jesli jednak z gory zalozysz ze
    tutaj mozesz tylko sprzatac to dla walsnego komfortu zostan tam gdzie jestes ;)
    Znam chlopaka, ktory jest tutaj juz drugi rok - w pierwszym odlozyl duzo wiecej niz tylko 20 tys. Rzecz
    jasna, pomimo studiow ukonczonych w Polsce i z braku znajomosci jezyka, tutaj pracuje fizycznie (i nie
    przy azbestach, sprzataniu czy na dachach).
    Moj sasiad, Polak bez legalnego pobytu, za to z zona i dwojka nastoletnich corek, wlasnie kupil drugi
    dom.
    Co do krotkich urlopow w USA - moja tesciowa juz drugi raz w tym roku jest na pieciotygodniowym
    urlopie. Platnym! Na szczescie za tydzien wraca do pracy :)))))
    W mojej miejscowosci wlasnie powstaje nowe osiedle domkow szeregowych. Czynsz to 4,5tys. za m-ac
    - wiekszosc juz jest "zajeta". Na sasiedniej ulicy beda podobne w cenie miliona za trzy pokoje i garaz -
    zapisy juz zamknieto!
    Przeciez nie tylko w USA kupuje sie domy na kredyt a ceny wcale nie odbiegaja od tych na swiecie. Za
    to tutaj jest kredyt latwiej splacac poniewaz nie pozera calej pensji.
    --
    -----------\\- -//-------
    ---------( @ @ )-------
    --o00o-- (_)--o00o---
    homepage.mac.com/edytkus/Menu6.html
  • cmok_wawelski 05.08.04, 13:09
    Edytkus,
    Nie mogłem się nadziwić dlaczego jeszcze nie włączyłaś się do dyskusji...

    No ale nie zawiodłem się! Co za klasa, co za styl! Co za wejście!

    To wszystko co z taką werwą opisujesz, ten chłopak co w pierwszym roku 20 tys.,
    te wszystkie mieszkania wynajęte po 4500/mies. Ten nielegalny co już drugi dom,
    ta teściowa co właśnie kończy 10-cio tygodniowy PŁATNY urlop! Te neony! Tak
    pięknie! I TO NIE AZBESTY!
    Naprawdę trudno się oprzeć.
    Jest tylko jeden myk:
    nie piszesz JAK.
    Jestes też REWELACYJNA w liczeniu cudzych pieniędzy.

    A ta rada n/t podzielenia "najmniejszej komórki społecznej" na pół jest
    najlepsza ze wszystkich. Świadczy po prostu o Twojej kompletnej niedojrzałości
    emocjonalnej...
    lub
    wyrachowaniu w dążeniu do celu po trupach.
    A cel: PIENIĄDZE.
    Pieniądze, które za wszelką cenę chciałabyś mieć. Ale chyba nie jest to takie
    proste, prawda?
    Dlaczego Ty nie kupujesz drugiego domu i nie kończysz 10-go tygodnia płatnego
    urlopu?

    A wiesz jaki jest dla Ciebie skutek tego osiedla mieszkań po 4500? Będą Wam
    podnosić czynsz. Nie mogą zbyt dużo na raz ale będą ile mogą. I tylko tyle na
    tym skorzystasz.

    Po prostu NIE KŁAM w swoich "radach".
    Z jednej strony roztaczasz miraż tego co widzisz na niebie czy zakotwiczone w
    zatoce, tych milionowych domów, które mogłabyś co najwyżej sprzątać a z drugiej
    obiecujesz "zniżki na studia". Oni mają skończone studia, oni nie chą
    studiować, chcą zarabiać. Napisz JEDNO zdanie jak mieliby zarabiać nie wchodząc
    na dachy czy w stroik zrywacza azbestów.
    O jakich Ty ulgach mówisz? Do kina? Bo przecież nie na pociąg?

    > Ale mielibyscie
    > ulgi z racji niskich zarobkow, np. mniejsze lub zerowe oplaty za studia,
    ubezpi
    > eczenie medyczne
    > (przynajmniej dla dziecka),




  • edytkus 05.08.04, 17:03
    cmok_wawelski napisała:

    >(...)

    Spadaj ograniczony bufonie, do ciebie nie pisalam.

    --
    -----------\\- -//-------
    ---------( @ @ )-------
    --o00o-- (_)--o00o---
    homepage.mac.com/edytkus/Menu6.html
  • cmok_wawelski 05.08.04, 20:40
    edytkus napisała:
    > Przeciez nie tylko w USA kupuje sie domy na kredyt a ceny wcale nie odbiegaja
    o
    > d tych na swiecie. Za
    > to tutaj jest kredyt latwiej splacac poniewaz nie pozera calej pensji

    Wypowiedzi jak powyższe - z pozoru miło-informacyjne świadczą o KOMPLETNEJ I
    NIEBEZPIECZNEJ IGNORANCJ.

    Prawidłowa odpowiedź bowiem brzmi:
    To zależy od pensji, wielkości kredytu, oprocentowania kredytu, podatków na
    dom, historii kredytowej pożyczkobiorcy i jego dotychczasowym obciążeniem
    kredytowym a nie od kraju. Pytają nawet czy i na ile jest się ubezpieczonym bo
    banki nie lubią na bruk wyrzucać młodej wdowy z dziećmi niemniej robią to bez
    mrugnięcia.

    W USA dom za 500 tys. USD, przy min. 5% wkładu dochód miesięczny na rodzinę
    przy aktualnym oprocentowaniu pożyczek nie może być mniejszy niż $6000-
    8000/mies. I JEŚLI pożyczkobiorcy nie mają innych obciążeń, n.p. samochodów na
    raty czy pożyczek studenckich.
    (A NIE DA SIĘ NIŻEJ niż 5% a poniżej 20% dochodzi ubezpieczenie pożyczki, tzw
    PMI).
    Żaden bank przy mniej niż 20% wkładu własnego nie zezwoli na większe niż 50%
    obciążenie kredytowe. Próby obejścia tego przez kandydata na pożyczkobiorcę
    oznaczają BARDZO ZŁĄ OCENĘ RYZYKA i często kończą się ogłoszeniem bankructwa
    czyli przejeciem domu przez bank i sprzedaniem go na licytacji prowadzonej
    sprawnie przez szeryfa. Wystarczy, że jedno straci pracę a pracę w USA traci
    się z dnia na dzień bo prawny okres i forma wypowiedzenia może n.p.
    być: "dzisiaj jest Twój ostatni dzień pracy".

    A wystarczy DRUGA niezapłacona rata pozyczki, żeby lawina ruszyła.
    Edytkus takich rzeczy nie wie, bo wynajmuje mieszkanko ale takie są fakty.
  • czajek76 05.08.04, 22:18
    W PL nie jest duzo lepiej!
    Przykladowa symulacja (z banku w ktorym ja bralem pozyczke):
    2 osoby w rodzinie, samochod, dochod NETTO 8000 czyli brutto 12000 czyli 5 razy
    srednia krajowa.
    Maksymalna kwota kredytu: 353000 PLN.
    Oczywiscie powiesz - mieszkania w PL sa tansze! Ale i w USA nie musisz kupowac
    chaty za pol miliona!
    Liczby podobne tylko ze w PLN nie w USD :)
    A bezrobocie cztery razy wyzsze (czyli szansa pozegnania sie ze stanowiskiem
    znacznie wieksza, a zapewnieam Cie, ze tekst o ostatnim dniu pracy nie
    funkcjonuje wylacznie w USA).
    O!
  • radiant_heating_specialist 06.08.04, 01:55
    Oczywiście, że są tańsze ale nie ma sensu porównywać cyfr, tylko zasady a w
    Stanach prócz ceny nieruchomosci jest jeszcze podatek miejski. W bogatszych
    okolicach - w wypadku przykładowej chałupki za 500 tys. - n.p. 10 tys. rocznie!
    Z tych pieniędzy utrzymywana jest policja, szkoły, straż, urząd miasta itd.
    Tak więc chociaż wysoki - jest to pożyteczny podatek, nie rozpieprzany wagonami
    pieniędzy na jakieś Iraki.

    Co do tego czy się musi czy nie musi to można dyskutować. Chcesz żeby dzieci
    chodziły do szkoly gdzie nie bedą rasową mniejszoscią i gdzie dwa albo 4
    radiowozy stoją rano i popołudniu przy bramie a do budynku wchodzi się przez
    ramę do wykrywania metalu jak na lotnisku?
    To posyłaj do kulturalnej prywatnej www.newarka.edu/ (20 tys. USD
    rocznie) albo kupuj dom za 500 tys., płać podatków za ten dom 1000/mies. i
    posyłaj do dobrej publicznej.
    Każdy ma wybór, emigrant też. Szczególnie jak ma KASĘ i tu coś na temat z
    dedykacją Ertesowi i chłopaczkowi, który swoja ekipę podwozi co wieczór BMW pod
    rampę supermarketów, żeby sie lepiej (europejsko) czuli (Gaja, dla Ciebie tez
    znajdzie się miejsce!):

    "Polacy szorują podłogi wielu amerykańskich sklepów.
    Z mopem po prerii.

    Polacy stanowią pokaźną część armii sprzątaczy codziennie szorujących podłogi
    sklepów i supermarketów w wielu stanach USA. Nieuczciwi pracodawcy nie płacą im
    należnych poborów.

    Dokładne liczby Polaków wykonujących to zajęcie nie są znane. Jednak z rozmów
    przeprowadzonych przez "Nowy Dziennik" wynika, że przybysze znad Wisły stanowią
    pokaźny procent wszystkich pracowników sprzątających amerykańskie sklepy. Z
    danych szacunkowych można powiedzieć, że w niektórych stanach co siódmy
    sprzątacz to Polak.

    Ludzie ci pracują głównie w stanach na wschodnim wybrzeżu USA - od Wirginii,
    poprzez Maryland po Connecticut. Niemało jest ich na Środkowym Zachodzie - w
    Illinois, Ohio, Wisconsin i Indianie. Tylko niektórzy zapuszczają się także na
    egzotyczne dla Polaków amerykańskie Południe - do Alabamy, Tennessee, Missisipi
    i Arkansas.

    Domeną polskich sprzątaczy są małe supermarkety, chociaż rodaków widuje się też
    w wielkich Wal-Martach. Do tego zawodu garną się i mężczyźni, i kobiety - w
    dość równych proporcjach. Polski sprzątacz w Ameryce to najczęściej osoba koło
    czterdziestki, zazwyczaj z wykształceniem wyższym lub półwyższym, przebywająca
    w Stanach od kilku lat. Nowicjuszy, czyli ludzi prosto z Polski, jest niewielu.

    Oprócz Polaków amerykańskie sklepy sprząta wielu Czechów. Podobno na dobre
    pojawili się w Ameryce po wyborze Madeline Albright na sekretarza Departamentu
    Stanu w latach 90. (jej rodzina pochodziła z Czech). Jest trochę Rosjan i
    Słowaków. Reszta to Latynosi."
    www.dziennik.com/www/dziennik/wiad/lok.htm#1


  • gaja22 06.08.04, 17:47
    No wlasnie, ja wiem ze wszyscy ci co maja te serwisy sprzatajace to tak
    zdzieraja na tych biednych polaczkach, ktorzy nie moga nic lepszego znajsc a
    jesli jeszcze jezyka nie znaja to tym bardziej.....
    Sama kiedys na serwisie pracowalam i niedosc ze babka brala depozyt 250 $ to za
    jeden dom z czeka na 90$ dostawalam tylko 35$. Oj bylo mi przykro ze mnie tak
    wyzyskuja, no coz teraz nie chcialabym juz tego robic..
  • cmok_wawelski 06.08.04, 18:05
    > jeden dom z czeka na 90$ dostawalam tylko 35$. Oj bylo mi przykro ze mnie tak
    > wyzyskuja, no coz teraz nie chcialabym juz tego robic..

    To nie jest chyba kwestia "chcenia", prawda?
    Ale policzmy, domy były dwa dziennie, z przewozem pomiędzy nimi jesli były
    odległe.
    Czyli ze $180 jakie babka skosiła Ty dostawałaś $70 gotówką, bez podatku. To
    ~$12/godzinę czyli więcej niż ludzie LEGALNIE pracujący w Wallmarcie i płacący
    podatki.
    Podsumujmy ten biznesik:
    180-70=110.
    Płacąc Ci gotówką pomysłodawczyni nie mogła odpisać Ciebie jako kosztu czyli
    musiała albo zapłacić podatek dochodowy od 180 albo oszukiwać z czego wynika
    ryzyko (drugie w serii conajmniej kilku). Do tego nierzadko musi te dziewczyny
    podwozic i przewozić. Co sprytniejsze i spikate zakoszą jej niektóre domy -
    stąd depozyt (a zwróciła Ci?).
    Jeśli ma takich dziewczyn 4-5 to musi sie nieźle nakombinować żeby mieć te domy
    dla nich. I wtedy moze zarobić kilkaset $ dziennie podczas gdy Ty nie jesteś
    zadowolona z NIELEGALNIE zarobionych $70.

    No to jak to podsumować? Powinnyście się były dzielić po połowie?? Też byłabyś
    niezadowolona. Bo i za co połowę? Przecież to Ty robiłaś robotę!

    Ale nie jest ważne kto robił. Robić to małe piwo. Każda głupia potrafi latac ze
    ściereczką i odkurzać. ZNALEŹĆ i zorganizować żeby się kręciło - to jest
    sztuka! Piszesz, że masz biznes, to napisz jak TY ZORGANIZOWAŁABYŚ TAKIE
    SPRZĄTANIA BEZ WYZYSKIWANIA?
  • takietam1 06.08.04, 18:36
    A kto Ci kazal pojechac do Chicago?
    W LA takie firmy placa 50-60%
    Mialabys ponad 50 dolarow z czeku na 90.
  • ertes 06.08.04, 18:58
    Dokladnie takietam!

    Babka ktora u mnie sprzata (Polka zreszta) bierze 20 na godzine.
  • gaja22 06.08.04, 19:02
    No to nie tak jak cmoku piszesz, ja jeden dom dziennie sprzatalam (6-7 godzin)
    taka wielka chawirai nie bylo czasu i mozliwosci na drugi....i tylko 35$a
    kobiet miala 11 w sezonie i twierdze ze to super biznes, sama bym taki
    zalozyla:)))
  • gaja22 06.08.04, 19:04
    I w sumie szkoda ze nie mam zadnego punktu zaczepienia w tym LA, bo widze ze w
    Chicago to straszny wyzysk.....

  • ertes 06.08.04, 19:17
    Dla chcacego nie ma nic trudnego, prawda?

    Jak chcesz to sie zaczepisz.
  • cmok_wawelski 06.08.04, 19:29
    ertes napisał:

    > Dla chcacego nie ma nic trudnego, prawda?
    >
    > Jak chcesz to sie zaczepisz.

    Czy Ty możesz się wreszcie zapytać jakiejś dojrzałej kobiety ile obsługi wymaga
    roczne dziecko? Takie małe, śliczne, różowo-rumiane ale TYLKO ZADBANE. To jest
    WYSOKOOBSŁUGOWE URZĄDZENIE. Zadnej automatyki i co chwilę się psuje a jak przez
    godzine nie naoliwić to zaraz skrzypi. Kupki, kaszki, pieluszki, kaszelki itd?
    Przecież Ty jestes KOMPLETNIE NIEPOINFORMOWANY w tej dziedzinie a udzielasz rad
    n/t karmienia piersią nawet o tym nie wiedząc. Wsadź sobie chłopie głowę pod
    kran!
  • amj02 06.08.04, 22:51
    Gaja nie bardzo cie rozumiem. Z tego wszystkiego co napisalas wczesniej to
    warunki zycia tutejsze powinnas znac a i w Polsce masz nie gorsze.Poza tym masz
    najblisza rodzine tutaj, ktora moze, moze Ci pomoc na poczatku. To prawda ,ze
    kazdy musi swoje odpekac. Chyba ,ze przyjedziesz tutaj na kontrakt wtedy jest
    inaczej. Nie wiem gdzie konczylas studia i pytanie czy ci uznaja.
    Tzw.nostryfikacja dyplomu tez sporo kosztuje i zabiera czas. Jesli nastawiacie
    sie tylko na zarobienie pieniedzy i powrot to zapomnij o przyjezdzie cala
    rodzina (chodzi mi o dziecko). Plus przyjazdu na Gc to jest to ,ze pracujesz
    legalnie, przy niskich zarobkach mozesz dostac darmowe ubezpieczenie na
    dziecko,mozesz isc do szkoly. Powiem Ci tylko tyle ,ze w mojej okolicy day care
    dla dzieci kosztuje $1250 miesiecznie. Mozesz sprobowac przyjechac tutaj nie
    palac mostow za soba w Polsce i sama sie przekonac a wowczas zdecydowac gdzie
    chcecie byc.Na poczatku rozowo napewno nie bedzie.
    Gosia
  • amj02 06.08.04, 23:37
    Moze napisz na forum Mamy w Stanach. Moze dziewczyny ,ktore wlasnie maja takie
    male dzieci jak Twoje beda mogly odpowiedziec na pytania. Ja nie pracowalam od
    urodzenia sie moich dzieci prawie 6 lat. Teraz nie dawno wrocilam do pracy ale
    pracuje tylko 3-4 godz/dziennie kiedy dzieci sa w szkole. Na okres wakacji
    musialam zorganizowac im opieke (siostrzenica z Polski).A tak na marginesie
    wlasnie tak mi sie pochorowala ,ze musialam zabrac ja do lekarza. Kosztowalo
    mnie jedyne $190 bo nie ma ubezpieczenia.Moim zdaniem mieszkajac tutaj
    normalnie (nie jak ludzie ktorzy przyjedzaja i wracaja, oszczedzajac na
    najdrobniejszej rzeczy ),pracujac legalnie (tzn. rozliczajac sie z zarobkow) i
    majac male dziecko + poczatkujacy emigrant jest nie mozliwe odlozenie $20 tys w
    ciagu roku. Nawet nie wiem czy na poczatku bylibyscie w stanie co kolwiek
    odkladac.
  • cmok_wawelski 06.08.04, 19:13
    gaja22 napisała:

    > ...i twierdze ze to super biznes, sama bym taki
    > zalozyla:)))

    To co Cię powstrzymuje? Brak Polek chętnych za $35?

    Dom, który sprząta sie 7 godzin za $90 to albo jakiś czysty jest czyli 3 z 7 to
    obijanie się włącznie z ogladaniem tv albo nie ma to sensu, bo porządne serwisy
    mają dwa domy dziennie na osobę: 1 rano i drugi popołudniu. Jak duży czy
    zapuszczony, to przyjeżdżają 2 dziewczyny i wtedy obie naraz nie
    podkradną "plejsa" a właścicielka się nie zżyma dać 490 za dwie osoby.

  • cmok_wawelski 06.08.04, 19:14
    > a właścicielka się nie zżyma dać 490 za dwie osoby.

    miało być $90 za dwie osoby.
  • cmok_wawelski 06.08.04, 19:08
    ertes napisał:

    > Dokladnie takietam!
    >
    > Babka ktora u mnie sprzata (Polka zreszta) bierze 20 na godzine.

    Są tego tylko dwa logiczne wyjaśnienia:
    - przychodzi rzadko i z daleka więc musi Cię zczesać żeby jej się opłaciło, lub
    - masz (robisz) taki bajzel, że nie wie w co ma ręce włożyć i musi Cię zczesać
    żeby jej się opłaciło

    Takietam, a w którym miejscu LA jest napisane ile mają lub nie mają brać? Po
    mojemu to (obojetnie gdzie) siada się, patrzy w sufit i mówi: 30% a potem się
    zobaczy. A myśli: a jak nie to spadaj, przyjdzie inna, samolot ląduje
    codziennie. Jakim sposobem można dać podwyżkę, nagrodzić za dobrą pracę, jeśli
    zaczyna sie od 60%?
  • takietam1 07.08.04, 00:24
    Sluchaj, ja nie wiem jak jest w Chicago, bo ostatni raz bylem tam ze 3 lata
    temu, ale tutaj NIE MA tylu chetnych do pracy. Ciezko jest znalesc pare do
    sprzatania. Pamietajcie, ze to sa zupelnie inne warunki.

    Inaczej to wyglada w Illinois a inaczej na zachodzie.

    Zapomnij o tym, ze w LA ktos Ci pojdzie sprzatac dom na 7 godzin za 35 dolcow.
    To nieporozumienie. Musisz miec auto i na paliwo i na ubezpieczenie bo inaczej
    nie pojedziesz do pracy, a grupowe cleaningi - jak tam - nie istnieja.

    Po prostu to sie nie oplaca.
    Tutaj oni jezdza parami, obslugujac 4 domy dziennie.
    Taki standart. Jak ci przyjdzie serwis do domu, to zawsze 2 osoby.

    Ciegle widze pelno ogloszen, ze przyjma do pracy w serwisie.
    Placa zawsze od 50% wzwyz. Jak juz sprzatales/las to nawet zaoferuja 60%.
    Chcesz prace w serwisie, to zadzwonie w pare miejsc i zalatwie ci w 5 minut.-))



Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka