Dodaj do ulubionych

jestem tu od niedawna i przestaje mi sie podobac..

26.09.07, 07:44
Witam wszystkich na forum, jestem tutaj nowa- tak na forum, jak i na
emigracji:)Przyjechalam kilka tygodni temu do meza, ktory tu pracuje .Na
poczatku bylo super- po kilku miesiacach rozlaki z mezem (on wyjechal z Polski
w kwietniu) nie moglo byc inaczej :)

Ale teraz zaczynam chyba wariowac, nie jestem w stanie wytrzymac w domu.
Mieszkamy w Reno, NV na jakims odludziu, nie mam za bardzo mozliwosci kontaktu
ze swiatem, bo mamy tylko 1 samochod, ktorym maz jezdzi do pracy i odwozi
corke do szkoly.

Ja siedze w domu i gotuje obiady i sprzatam- zajmuje mi to z 1 godz dziennie,
a reszte czasu mam wrazenie-marnuje.Ogladam tv, czytam, pisze maile, ale to
dla mnie malo, niestety, bo mam za duzo niespozytkowanej energii :)

Za pare dni skladam wniosek o pozwolenie na prace-mam wize J2. Ale nie wiem,
co moge tu robic. Skonczylam dobre studia ekonomiczne, pracowalam w Warszawie
jako nauczyciel, posluguje sie ang w miare sprawnie (chociaz przez pierwszy
tydzien bylam w szoku, ze nic nie rozumiem , szczegolnie ze bylam ksztalcona
na brytyjskim ang :), znam rosyjski.Ogolnie do tej pory myslalam o sobie
pozytywnie,nie mialam jakis przytlaczajacych kompleksow.

Tutaj jednak odczuwam jakis calkowity brak wiary w siebie, nagle okazalo sie,
ze zostawiwszy w kraju prace, ktora cenilam, przyjaciol, rodzine, dom, czuje
sie kompletnie bezradna, bezwartosciowa.

Nie musze tu isc do pracy, bo zarobki meza sa na godziwym poziomie- zadnych
luksusow, ale tez nie ma biedy- ale nie umiem siedziec w domu!!!
Obawiam sie jednak, ze nie mam tu mozliwosci znalezienia ciekawej pracy,a
praca na mopie mnie nie satysfakcjonuje- nie chce nikogo urazic, mopowac nawet
lubie i mi niezle wychodzi, ale wtedy moje poswiecenie sie dla kariery meza
byloby za duze :)Wystarczy, ze dla niego zostawialam w Polsce prace, rodzine i
przyajciol...:)

Moze troche dramatyzuje, bo na moje szczescie nie bedziemy tu musieli zostac
na zawsze- oficjalna wersja meza to 3- 4 lata (jest fizykiem i pracuje
naukowo, mam wiec nadzieje,ze po kontrakcie tutaj wroci na swoje laboratoryjne
smieci w Warszawie).
Chce tu jakos wykorzystac ten czas,jakos sie rozwinac, czegos nowego nauczyc,
zeby po powrocie nie wypasc z rynku pracy- nie bedzie dobrze wygladalo, jak w
cv napisze sobie: kilkuletni pobyt w USA- praca na mopie:)
Moze ktos z Was ma jakies podobne doswiadczenia, jest w stanie mi cos
podpowiedziec, dodac otuchy :)

Pozdrawiam wszystkich i dzieki za przeczytanie moich wypocin spod watroby:)


Edytor zaawansowany
  • 26.09.07, 08:19
    1. gdy dostaniesz pozwolenie na prace dlaczego nie zrobisz sobie
    prawa jazdy i nie kupisz samochodu?

    2. nawet bez pozwolenia mozesz zaangazowac sie w zycie lokalnej
    spolecznosci, prz kosciolach sa rozne organizacje, sa rozne kluby,
    osrodki potrzebujace wolontariuszy - nawet szkoly, albo rozne firmy
    (potem mozesz wpisac praktyke w resume). Zadzwon do lokalnego Board
    of Ed i zapytaj czy nie chca kogos do nauczania bezplatnie polskiego
    czy rosyjskiego. Czytaj lokalna prase i ogladaj lokalne programy -
    nie wierze ze nie dzieje sie nic w czym nie mozna wziac osobistego
    udzialu. Najgorsze co mozesz zrobic to zaczac sie nad soba uzalac,
    uprzykrzysz tym zycie sobie i mezowi. Nie masz hobby? zainteresowan?
    co z samorozwojem? nawet w internecie lub ksiegarni znajdziesz wybor
    instruktarzy. Oglos sie gdzies, kto wie, moze znajdzie sie polskie
    dziecko do korepetycji z polskiego? Kurde, idz do parku, baru, na
    pchli targ, i nie ignoruj innych ludzi, oni chetnie wdadza sie w
    pogawedke - nawet nie wiesz jak ciekawych ludzi mozna czasem
    spotkac. Glowa do gory, kazdy ma cos do zaoferowania!

    --
    ----------\\- -//------- You have to stand for what you believe.
    ---------( @ @ )------- Even if you stand alone.
    ---o00o---(_)--o00o---szał drewnianych ciał
  • 26.09.07, 08:20
    albo... zacznij kupuj tu i sprzedawaj na polskim ebay albo allegro ;)
    --
    ----------\\- -//------- You have to stand for what you believe.
    ---------( @ @ )------- Even if you stand alone.
    ---o00o---(_)--o00o---szał drewnianych ciał
  • 26.09.07, 19:49
    edytkus napisała:

    > albo... zacznij kupuj tu i sprzedawaj na polskim ebay albo
    allegro ;)

    Ty to powaznie mowisz, edytkus?
  • 26.09.07, 14:20
    > nie wierze ze nie dzieje sie nic w czym nie mozna wziac osobistego
    > udzialu.

    heh, ja wierze

    zapytaj czy nie chca kogos do nauczania bezplatnie polskiego
    > czy rosyjskiego.

    jesli to urocza suburbia to raczej slabo

    Oglos sie gdzies, kto wie, moze znajdzie sie polskie
    > dziecko do korepetycji z polskiego?

    znac polski a umiec nauczyc polskeigo to dwie zupelnei inne rzeczy -- moze
    akurat jej by sie udalo, bo byla nauczycielka, (pod warunkiem watpliwym, ze
    znajdzie nazadupiu klientow na to), ale centralnei najbardziej kocham to jak
    kazdemu sie tu doradza zeby zaczal dawac korepetycje (nie mowie ze tu na tym
    forum, tylko generalnie -- ja tez czesto slysze ze powinnam, a nei wiem czy jest
    cos czego bardzeij neinawidze niz uczenie kogos).

    Kurde, idz do parku, baru, na
    > pchli targ, i nie ignoruj innych ludzi,

    sa w tym pieknym kraju miejsca gdzie nei ma takich rzeczy jak bary, pchle targi
    i inni ludzie tylko kilometry plotow i samochody. Mam nadzieje, ze to nei w
    takei okoicznosci przyrody Sylwia wdepla.

    Nie wiem jaki stopien zadupiostwa w skali 1-10 ma miejsce w ktorym dziewczyna
    meiszka, bywa, ze taki, ze jedyna rada to sie wyprowadzic. Ale jesli widac tam
    jakichs ludzi, a nei tylko samochody, to jakis promyk nadziei jest.

    Najgorsze co mozesz zrobic to zaczac sie nad soba uzalac,
    > uprzykrzysz tym zycie sobie i mezowi.

    zgoda, w taki kanal jest latwo wpasc a wylezc z niego trudno

    Szukaj w internecie, popatrz na craigslist.org, zobacz na stronach typu facebook
    czy ktos z Twoich okolic ma tam profil ktory by Ci odpowiadal, moze by Ci sie
    udalo nawiazac jakas znajonosc. Moze jest jakas praca ktora bys mogla wykonywac
    online, jesli w okolicy nei ma niczego, co daloby Ci satysfakcje.

    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za
    nie żadnej odpowiedzialności.
    Boto tylko forum. tebe©
  • 26.09.07, 15:18
    Sylwia,

    1.Mysle ze musisz kupic drugi samochod -Reno to nie New York i
    ogolnie w tym kraju bez prawa jady i samochodu trudno zyc. Sa piekne
    miejsca i okolice ale trzeba tam dojechac.
    2.Masz tyle czasu ze mozesz zrobic tu magisterium - moze jest cos na
    Uniwersity of Nevada co cie interesuje i gdzie mozna dostc forse za
    prace na grantach, tak zeby nie placic za studia. Byc moze u
    twojego meza na wydziale moga cos doradzic. Tu czesto jak angazuja
    naukowca to pomagaja mu znalezc zajecie dla wspolmalzonka. Ja tak
    zrobilam - przyjecham jako zona studenta a potem sama zaczelam
    studiowac
    Czasem tez wykladowcy godza sie zeby o prostu siedziec i sluchac ich
    wykladow za darmo - moja kolezanka tak chodzila na wyklad z
    literatury amerykanskiej zeby odsapnac od chowania dziecka
    Na kazdym uniweersytetcie jest tez "International office" tam czesto
    pracuja fajni ludzie i organizuja rozne mile imprezy dla
    cudzoziemcow. Czasem tez przydzielaja takim jak wy "foster family" -
    amerykanska rodzine co ci pomoze zorintowac sie w okolicy, znalezc
    towarzystwo itp.
    W Stanach jest popularny wolontariat - jest mnostwo organizacji co
    potrzebuja ludzi.Ja akurat znam srodowisko sportow dla wozkowiczow,
    wiec iekoniecznie musi cie to interesowac ale cos dla siebie
    powinnas znalezc. Teraz rzeczywiscie oglaszaj sie czasem na
    craigslist
    Trzymaj sie i wyjdz z domu -3-4 lata to kupa czasu. Siedzac w domu
    dostaniesz kota
  • 26.09.07, 14:55
    sylwia,

    Dopoki nie masz pozwolenia na prace to sytuacja jest niewyjsciowa bo
    takie prace ktore moglybys dostac na czarno to pewnie by Cie nie
    interesowaly.

    Ucz sie jezyka - moze jest kolo Was jakis community college? One sa
    tanie. Acha, zaraz - przeciez jak Twoj masz pracuje na uniwerku to
    mozesz zazwczyja za darmo tam sobie rozne kursy pobrac.
    Pomysl nad kursami jezyka - intensywnie. Jak zaczniesz sobie dawac
    rade to wez angielski 101 and 102 - w roznych szkolach rozne maja
    te klasy numery and kazdy musi je wziasc. 101 to pisanie tak
    ogolniea 102 - to pisanie research paper. Moze Ci sie przydac.
    Public speaking tez jest dobre.

    Cala reszta opiera sie na tym pozwoleniu o prace wiec musisz czekac.
    Jezeli masz prawo jazdy to powinnas sama corke z mezem odwozic i ich
    potem odbierac bo wtedy masz przynajmniej mobilnosc - mozesz sie
    gdzies wybrac. Jezeli nie masz - to skoncetruj sie na zrobieniu
    prawa jazdy. To koniecznosc.

    Acha, a psy lubisz? :-) Bo wiesz, sa na przyklad grupy ratujace psy
    i potrzebuja nieraz foster home na tymczasem dla psa "po
    przejsciach". W to tez sie mozna zaangazowac. A z psem poznaje sie
    ludzi doslownie wszedzie.

    Duzo tych grup ratujacych psy zajmuje sie tymi wielkimi greyhounds -
    nie wiem czy by to bylo cos dla Ciebie. Ale sa tez mniejsze pieski.
    Tutaj mozesz sie wiecej dowiedziec: www.igpost.com/

  • 26.09.07, 17:05
    nawet wspomnialam mezowi o psie, przyjechalam tu ze swoim kotem, ale z kotem na
    smyczy troche nie bardzo, poza tym on niekoniecznie to lubi :)
    pomysl jest wart uwagi, dzieki
  • 26.09.07, 19:54

    > Ucz sie jezyka - moze jest kolo Was jakis community college? One
    sa
    > tanie. Acha, zaraz - przeciez jak Twoj masz pracuje na uniwerku to
    > mozesz zazwczyja za darmo tam sobie rozne kursy pobrac.
    > Pomysl nad kursami jezyka - intensywnie. Jak zaczniesz sobie dawac
    > rade to wez angielski 101 and 102

    Awrey, mozesz napisac cos wiecej o community college i co to jest
    ten ang 101 and 102?:)
  • 26.09.07, 15:06
    zacznij moze powoli od nauczenia sie angielskiego jak
    najlepiej (moze jakis kurs).
    Moze to jest wlasnie szansa dla Ciebie zajac sie
    zainteresowaniem, na ktore kiedys nie mialas czasu.
    Postaraj sie wychodzic jak najwiecej. Chociaz, ja tu mieszkam 2
    lata i nikogo ciekawego nie poznalam na ulicy. Wiekszosc to wariaci
    nowojorsy, chcacy sie wyzalic itp. Moze na prowincji jest inaczej.
    Uwazaj tez przy okazji na siebie, niestety w stanach jest duuuzo
    wieksze prawdopodobienstwo spotkania kogos 'dziwnego'. Nawet polska
    metalnosc niebezpiecznie tu sie zmienia.
    Skoro masz dostep do netu, to wykorzystaj to na maxa do
    poznania tego co pisza o miejscu, w ktorym mieszkasz. To Ci
    przyspieszy poznawanie terenu.
    Moze w miejscu pracy Twojeg meza sa podobne przypadki jak Ty i
    Twoj maz. Takie znajomosci sa bardzo dobre na poczatek, bo bedziecie
    dobrze rozumiec sytuacje, w ktorej sie znalezliscie...itp.
    powodzenia

    --
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,beatamc.html
  • 26.09.07, 15:08
    Sylwia, przede wszystkim nie histeryzuj :P bo jak sama piszesz jestes tu dopiero
    kilka tygodni. Stany sa specyficzne i trzeba je poznac, mnie zajelo 3 lata zanim
    poczulam sie u siebie, pomimo tego, ze praktycznie od poczatku mialam bardzo
    ciekawa i zajmujaca prace, ale moje oczekiwania jesli chodzi o ten kraj daleko
    jednak odbiegaly od tego co zastalam. Jesli chodzi o samochod, to moze kupcie
    jakis dla Ciebie, nie musi przeciez byc najnowszy. Twoj maz ma stale
    zatrudnienie, wiec nie powinno byc klopotow z kredytem. Jak juz bedziesz miala
    swoje autko, to duzo wiecej zdzialasz. Na poczatku mozesz jezdzic na polskim
    prawie jazdy, a potem wyrobisz sobie amerykanskie. Wtedy czas na zajecie sie
    jezykiem, 2-3 miesieczny kurs pomaga sie rozgadac i poznac ludzi i oswoic z ta
    Ameryka. W miedzyczasie jak piszesz zlozysz podanie o pozwolenie na prace. I na
    pewno cos znajdziesz, ale pewnie i tak bedziesz musiala dojezdzac i samochod
    bedzie nieodzowny. Takze nie doluj sie. Zrob dobry obiad dla Waszej trojki na
    wieczor, a dla siebie plan dzialania i obgadajcie go sobie z mezem przy kolacji
    :) Tylko nie napadaj na meza i nie rob wymowek w stylu, bo ja porzucilam dla
    Ciebie wszystko, a tu taka beznadzieja, bo chlop sie przylamie ;P a dla niego to
    tez w sumie duza zmiana i na pewno bardzo sie stara, zeby wszystko bylo jak
    trzeba. Pozdrawiam i zycze wytrwalosci. A jakby co to pisz, my tu chetnie dajemy
    rady, czasem lepsze czasem gorsze, ale jakies tam rady :)
  • 26.09.07, 16:46
    Poszukaj Polakow w Reno. Moze cos znajdziesz na www.meetup.com.


    --
    ^..^
    - Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room!
  • 26.09.07, 16:56
    Dziekuje za wszystkie rady i wskazowki. Cisze sie,ze znalazlam to forum, to
    troche jak lezanka u psychoterapeuty :)
    Zrobilo mi sie troche lepiej i moze zaczne dzialac, dzieki waszej pomocy. Pozdrawiam
  • 26.09.07, 18:03
    Sylwia, ja za 3 tygodnie przyjezdzam do Reno. Z tego forum znam jeszcze Gosie,
    ktora tam mieszka. Ja wprawdzie mam na razie full time job z moja 3 tyg.
    coreczka ale codzienna, domowa rutyna nie jest szczytem moich marzen wiec moze w
    ramach wzajemnego wsparcia cos sensownego wymyslimy?

  • 26.09.07, 18:47
    bedzie super, jesli uda nam sie cos sensownego wymyslic :)

    moj mail: stepanenko@gmail.com

    Napisz, jak tylko dotrzesz, a nawet wczesniej :)

    Pozdrowienia dla ciebie i maluszka
  • 26.09.07, 19:47
    Sylwia! mam bardzo podobne odczucia do Twoich i troche podobna
    sytuacje. tez jestem tu zaledwie 3 miesiace, tez przyjechalam ze
    wzgledu na najwazniejsza osobke w moim zyciu i tez intensywnie mysle
    jakby ten czas dobrze wykorzystac:)
    tyle ze ja mieszkam niedaleko duzego miasta- chicago a dokladnie to
    miasteczko gdzie mieszkamy choc male jest urocze i troszke sie tu
    dzieje, ale i tak to jest problem gdy sie nikogo nie zna.
    samochod tez dzielimy - ale ja odwoze mojego do pracy i pozniej mam
    samochod do swojej dyspozycji, ale ile mozna zwiedzac okolice w
    pojedynke...:)
    jak cos wymyslisz to daj znac:) ja teraz zastanawiam sie nad szkola,
    dodatkowo dziewczyny poddaly tu pomysl wolontariatu - ale jak to
    ugryzc?:)
    ps. uwielbiam dzieci i zaczelam sie nimi zajmowac - 2 dni w tyg zeby
    miec zajecie i mile spedzic czas, ale to ciagle malo!!!
    a w Pl bylam b aktywna, teraz mnie cos zahamowalo:)
  • 26.09.07, 20:56
    zahamowanie ,to chyba dobre okreslenie na moj stan, a dokladniej czuje sie jak
    na polsprzegle :)

  • 03.10.07, 23:55
    blad w mailu-przepraszam:

    sylwiastepanenko@gmail.com
  • 26.09.07, 19:57
    ale mysle, jak Ci pomoc, sama nie wiesz, co zyciem robic, to w koncu
    tylko pomysl. Gdy dostaniesz pozwolenie na prace mozesz dostac prace
    jako card dealer, masz chyba niedaleko do jakiegos kasyna, a praca
    jest dobrze platna. Co o tym myslisz? Kurs mozesz robic juz teraz,
    bez pozwolenia na prace. Koniecznie zrob tez prawo jazdy, bo
    cokolwiek chcesz robic poza domem musisz jakos do tej rzeczy
    dojechac. Jesli macie jedno auto, za jakis czas moze bedziesz mogla
    kupic na raty drugie, dla siebie. Tu jeden z linkow do szkoly
    www.renodealingschool.com/class-catalog.htm
    Mam nadzieje, ze nie uznasz, ze taka praca jest nie na Twoim
    poziomie. Niestety wiele wyksztalconych Polakow tak mysli
    jednoczesnie nie robiac nic. To nie jest w koncu "mopowanie"
    --
    Reality is just an illusion
    Criss Angel
  • 26.09.07, 20:47
    Kasyn w samym Reno jest sporo i szczerze mowiac przemknelo mi przez glowe,
    zeby tam czegos poszukac (nie mam wygorownego mniemania o sobie, jestem
    pracowita, mam dobry kontakt z ludzmi i moge robic prawie wszystko, byle czuc
    jakas minimalna przynajmniej satysfakcje z pracy).

    Obawiam sie jednak, ze praca w kasynie moze zachwiac troche zyciem mojej
    rodziny- bo przypuszczam, ze nie jest to praca, ktora konczysz o 5, a raczej
    zaczynasz o tej porze. Mysle ze na dluzsza mete moglooby to nie wypalic z uwagi
    na meza i dzeicko, ale podpowiedz jest trafna, sprobuje sie czegos dowiedziec,
    dzieki za link.

    Mam polskie prawo jazdy i kilkuletnie doswiadczenie w jezdzie w Warszawie
    (chociaz Holowczyc ze mnie zaden i chyba jazda samochodem nie bedzie moim
    hobby:), zaczelam tu studiowac przepisy i troche jezdzilam, ale potrzebuje
    troche wiecej praktyki za kolkiem tutaj zanim przystpie do egzaminu.

    Czy ktos wie, czy na polskim prawie jazdy moge jeszcze pojezdzic, tak dla
    treningu, czy po 30 dniach pobytu tutaj juz nie- zdaje mi sie, ze gdzies to
    przeczytalam, ale nie pamietam,gdzie?

  • 26.09.07, 20:57
    Sylwia, na polski prawku mozesz jezdzic jak dlugo jestes tutaj
    legalnie oczywiscie. sama dobrze dowiedzialam sie przed swoim
    wyjazdem, na wszelki wypadek zrobilam miedzynarodowe - po prostu
    tlumaczenie prawka na rozne jezyki i wydrukowalam sobie z konsulatu
    taka notke - cos takiego ze; "a nonresident who has in his immediate
    possession a valid license issued to him in his home state or
    country may operate a motor vehicle for which he is licensed for the
    period during which he is in this state" blelebe. to dla illinois,
    ale chyba tak jest we wszystkich stanach. wszystkie te informacje
    znajdziesz na stronie posikiej ambasady/ konsulatu.
    ja tez w Pl nie bylam super kierowca (krakow) ale tu jezdzi mi sie
    swietnie
  • 26.09.07, 21:07
    Oliv, odnosnie community college, to zacytuje kogos z innego forum
    (przepraszam, ale brak czasu):
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16726&w=69392155&a=69510760
    a dokladniej:"W Stanach, a zwlasza w Kaliforni jest rozbudowany
    system Community College gdzie kazdy jest przyjety, studia sa tanie
    (dla mieszkancow stanu) i mozna zrobic albo kursy pomaturalne, albo
    pierwsze dwa lata studiow uniwersyteckich albo uczyc sie czegos dla
    przyjemnosci."
    Poszukaj community college w swojej ksiazce telefonicznej i wybierz
    sie tam po informacje. Pozdrawiam.
  • 26.09.07, 22:24
    kasiasmom napisała:

    > Oliv, odnosnie community college, to zacytuje kogos z innego forum
    > (przepraszam, ale brak czasu):
    > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16726&w=69392155&a=69510760
    > a dokladniej:"W Stanach, a zwlasza w Kaliforni jest rozbudowany
    > system Community College gdzie kazdy jest przyjety, studia sa
    tanie
    > (dla mieszkancow stanu) i mozna zrobic albo kursy pomaturalne,
    albo
    > pierwsze dwa lata studiow uniwersyteckich albo uczyc sie czegos
    dla
    > przyjemnosci."
    > Poszukaj community college w swojej ksiazce telefonicznej i
    wybierz
    > sie tam po informacje. Pozdrawiam.

    dzieki wielkie kasiasmom!
  • 27.09.07, 02:40
    Oliv2, gdzie TY dokladnie mieszkasz?

    Harper college jest na przedmiesciach w Palatine. College jest
    dobry, oferuja wszystki epoziomy ESL _ English as a Second Language,
    bodajze 5 poziomow. Ja tam bralam te klasy , wprawdzie nie 5
    poziomow, ale bo zalezy po tescie na ktory sie kwalifikujesz, al
    eduzo sie nauczylam, potem wzielam jeszcze 101. Za klasy sie placi,
    ale oni naprawde naucza.
  • 27.09.07, 03:04
    speranzaa napisała:

    > Oliv2, gdzie TY dokladnie mieszkasz?
    >
    > Harper college jest na przedmiesciach w Palatine. College jest
    > dobry, oferuja wszystki epoziomy ESL _ English as a Second
    Language,
    > bodajze 5 poziomow. Ja tam bralam te klasy , wprawdzie nie 5
    > poziomow, ale bo zalezy po tescie na ktory sie kwalifikujesz, al
    > eduzo sie nauczylam, potem wzielam jeszcze 101. Za klasy sie
    placi,
    > ale oni naprawde naucza.

    dzieki wielkie, ja wlasnie mieszkam w Palatine!:)
    ale raczej nie chodzilo mi o ESL tylko jakies kursy z finansow.
    choc kto wie, ang znam dosc dobrze ale na pewno jeszcze mam cos do
    podszkolenia, co to jest ten 101?
    znalam jedna osobke ktora byla niby na najwyzszym (5) poziomie w
    jakim college, nie pamietam jakim, wtedy mnie to nie interesowalo, a
    jej znajomosc ang byla srednia, dlatego myslalam ze tak tu jest. juz
    drugi raz slysze o 101, mozesz powiedziec co to jest?
  • 27.09.07, 03:06
    droga speranzaa, mozesz jeszcze napisac ile placilas za te kursy?
    tak w ogole to skad jestes?
  • 27.09.07, 04:08
    ENGLISH 101 to podstawowy przedmiot, ktory trzeba wziac, jesli
    chcesz studiowac na uniwersytecie, albo nawet w tym collegu jesli
    chcesz wziac jakis konkretny program czy to medyczny czy jakis inny.
    mozna jeszcze wziac 102, choc nie wszystkie programy wymagaja
    102.Mialam w planie wzaic 102, ale w koncu nie wzielam, gdyz moja
    praca pochlania calkowicie mnie teraz, ze nie mam czasu na skzole,
    moze w nast. semestrze.
    za ESL placilam za klase, ktora trwa od np. konca sierpnia do polowy
    grudnia ok. $ 350. troche kosztuje, ale ja uwazam, ze bylo warto. Ty
    mieszkasz w Palatine, weic jestes w dystrykcie, gdyz tutaj szkoly sa
    podzielone na dystrykty, poza dystryktem wiecej sie placi.
    Ja mieszkam teraz w Elgin a przedtem mieszkalam w Schaumburg.
  • 29.09.07, 22:04
    speranzaa, 350$ za prawie 4 miesiace nauki? przeciez to jest nic!
    dzieki, podowiaduje sie wiecej, pozdrawiam
  • 30.09.07, 19:08
    podnielsi, teraz jest $ 416:)
  • 26.09.07, 23:20
    godziny pracy w kasynie (jesli sie na to zdecydujesz),tak zeby Ci
    odpowiadaly. Kasyna sa czynne cala dobe. Coraz wiecej ludzi gra w
    odmiane pokera o nazwie Texas Hold'em (bardzo wroslo zainteresowanie
    od kiedy sa co roku mistrzostwa w Vegas i mozna wygrac pare
    milionow). Warto wiec przede wszystkim nauczyc sie tej gry (tzn.
    rozdawania kart, mozesz tez grac oczywiscie, ale mowimy teraz o
    pracy)
    Duzy plus bycia dealer'em pokera: nie mozna palic przy pokerowych
    stolach w (nie jestes narazona na dym graczy) w przeciwienstwie do
    innych gier stolowych.
    --
    Reality is just an illusion
    Criss Angel
  • 26.09.07, 20:03

    Sylwia,

    jezeli pies by Cie interesowal i masz kota to nie widze lepiej jak
    sie poopiekowac malym Italian Greyhound bo one z kotami zyja za pan
    brat - niktorzy mowia, ze one nawet sa kocie.

    Zobaczy, tu znalazlam, ze szukaja foster homes:
    www.igpost.com/index.php?showtopic=67297 - moze mogliby cos
    Tobie odradzic gdzie uderzyc?

    Te pieski tak wygladaja:
    www.igpost.com/index.php?showforum=3
  • 26.09.07, 21:01
    Ja niestety cie nie jestem w stanie pocieszyc,bo jestem w troche
    podobnej sytuacji. PO 6 latach mieszkania w pieknym stanie,gdzie
    znalazlam super przyjacio,fajna prace,swoje hobby itp.musialam to
    wszystko rzucic i wyjechac za mezem na wschodnie wybrzeze. Tu czuje
    sie jak gowno warty smiec. Ogarnela mnie taka niemoc i tak niskie
    poczucie swojej wartosci,ze od ponad 9 m-cy siedze tylko w domu i z
    ledwoscia wychodze gdziekolwiek. Przestalam nawet prowadzic
    samochod,bo tu skrzyzowania sa tak skomplikowane,ze nie wiedzialabym
    gdzie jechac a zabudowa tak podobna,ze nigdy nie wiem gdzie jestem.
    Gdybym nawet chciala zaczac znowu od mycia kibli to raczej nie
    moge,bo bez samochodu nie da rady. Mi juz chyba odbilo od tego nic
    nierobienia. Jakos nie moge sie pozbierac do kupy :( nienawidze tego
    miejsca z calego serca. Gdybym tylko wiedziala,ze tu tak bedzie
    nigdy bym tu nie przyjezdzala teraz na powrot jest dla mnie za pozno.
    Przepraszam,ze zamiast cie pocieszyc wylalam swoje spod watroby.
    Poczatki na emigracji nigdy nie sa latwe mi tez latwo nie bylo. Jak
    przyjechalam to nawet jezyka nie znalam. Najgorsze dla mnie jest
    to,ze znowu zaczynam wszystko od poczatku po tym jak moje zycie bylo
    juz ulozone i ustabilizowane.
    MOze poszukaj jakiejs pracy w kasynie przynajmniej rozrywkowe
    zajecie bedziesz miala :)
  • 26.09.07, 21:17
    W przyblizeniu wiem, o czym mowisz; mnie tez okolicznosci
    zyciowe "zawialy" w miejsce, ktore w porownaniu z poprzednim
    miejscem zamieszkania (gdzie mieszkalam 17 lat)jest dosc obrzydliwe.
    Nie poddawaj sie jednak depresji - jesli myslisz, ze Ci potrzebna
    pomoc psychologa, nie zwlekaj z jej znalezieniem. Mowisz, ze mialas
    dobra prace - to znaczy, ze masz jakies kwalifikacje, wiec kup sobie
    tani samochod i ruszaj na poszukiwanie roboty! Przelam strach przed
    prowadzeniem, poznawaj okolice samochodem, moze najpierw w
    towarzystwie meza (by Ci bylo razniej)rankami w weekendy, gdy ruch
    jest maly. Nie daj sie zastraszyc skomplikowanym skrzyzowaniom;
    dzieki Bogu wynaleziono juz googlemaps, wiec mozesz wydrukowac sobie
    dokladne wskazowki, jak dotrzez z punktu A do punktu B :-)
    Zycze powodzenia!
  • 26.09.07, 21:22
    Twoj post to dla mnie zywy dowod, ze nie jestem jakas psychicznie
    niezrownowazona, tylko, ze tak sie zdarza i nie jest to jakas odosobniona reakcja.
    Moj maz chyba zaczal patrzec na mnie jak na potencjalnego pacjenta mental
    clinic, on nie do konca rozumie moje rozterki i stan, w jakim sie znajduje-
    po pierwsze, jest troche innej konstrukcji psychicznej, jest bardziej wywazony,
    mniej emocjonalny i mniej panikuje :),
    po drugie on ma inna sytuacje- on tu przyjechal do fajnej pracy , ktora na niego
    czekala i ktora sam wybral, bedac jeszcze w Polsce- sam miod :),
    po tzecie- to facet chyba nigdy do knca nie pojmie kobiety:)

    Co do jazdy samochodem, to ja tez mam kiepsko- gubie sie w 3 sosnach, jak to
    mowi moj maz, nawet na parkingu na osiedlu. Poza tym predkosc 65MPH jest dla
    mnie zawrotna, szczegolnie, gdy nie znam drogi i jade w strachu i jak jechalam
    np 45 , to inni kierowcy na sasiednich pasach odwracali sie, zeby popatrzyc, co
    to za zawalidroga jedzie :)
    Nawet zaczelam sie z tego smiac :)
    Pozdrawiam Cie i w bolu sie lacze:)
  • 26.09.07, 21:26
    to do mrs.solis bylo :)
  • 26.09.07, 21:50
    Sylwia, ale wez wyluzuj z tym samochodem. Masz jechac i dojechac, a to jak
    szybko jedziesz to naprawde w glownej mierze Twoja sprawa a reszta musi sie
    dostosowac. Rozumiem te rozterki, ze czujesz sie, ze komus tarasujesz droge, ale
    w tym kraju naprawde nie ma samych kierowcow formuly 1 i jeszcze nie raz sie o
    tym przekonasz. Wiec wyrzuc kompleksy za okno, przed wyjsciem z domu wydrukuj
    sobie mape z googla albo yahoo i w droge. Tutaj samochod to podstawa.
  • 26.09.07, 21:59
    ja jezdzilam na swoim przez rok, glownie ze wzgledu na ubezpiecznie, po roku
    chcieli juz tutejsze prawo jazdy. do ubezpiecznia potrzebne sa polskie prawo
    jazdy, a nie miedzyznarodowe, tez takie mialam, ale nie bylo w nim daty wydania
    oryginalnego polskiego prawa jazdy, a od tego momentu liczy sie Twoje
    doswiadczenie i na tym bazowana jest stawka ubezpieczeniowa. Im dluzej prawo
    jazdy tym taniej.
  • 26.09.07, 23:53
    Ozesz! to ja nawet nei wiedzialam, ze mozna sie starac o ubezpieczenie z polskim
    prawem jazdy. Jesli i tak planuje zmienic firme ubezpieczeniowa. to mogie teraz
    wyskoczyc z polskim prawem? jak to hula, ktos wie?

    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za
    nie żadnej odpowiedzialności.
    Boto tylko forum. tebe©
  • 27.09.07, 03:16
    moim zdaniem trzeba przynajmniej sprobowac, my przedstawilismy moje oryginalne
    polskie prawo jazdy, zeby liczyli od daty jego otrzymania. nie mialam z Polski
    "driving history" wiec troche trzeba bylo ich przekonywac, ale sie udalo.
  • 26.09.07, 22:02
    Och sylwia z tym samochodem to ja nigdy nie balam sie predkosci ani
    niczego podobnego. Radzilam sobie bardzo dobrze prowadzac i nie
    mialam problemow. Teraz mieszkam w Bostonie najgorsze jest to,ze
    widze,ze ludzie sami nie wiedza jak maja tu jezdzic przez co jest
    pelno niebezpiecznych sytuacji,ktore zaczely mnie paralizowac.
    Ja mam samochod do dyspozycji i wiem jak korzystac z map google,ale
    to nic nie da. Ja sie panicznie tu boje jezdzic i nie ma sily zeby
    mnie do tego zmusila. Nie dosc,ze jest tu ciasno to jeszcze linie sa
    nie namalowane.Nigdy nie wiem czy jade droga gdzie sa dwa pasy czy
    tylko jeden. Szokujace dla mnie tu jest to,ze sa dwa pasy po czym
    nagle bez ostrzezenia robi sie jeden pas, bo na drugim sa
    poparkowane samochody. LUdzie tu jacys nerwowi i chamscy wszyscy na
    wszystkich trabia idze dostac pierdolca.
    Sylwia ja to chetnie bym sie zamienila z toba na to zadupie niz to
    wielkie brudne miasto,kotre przyprawia mnie doslownie o mdlosci z
    powodu wilgoci i smrodu jaki tu panuje.
  • 26.09.07, 22:16
    droga mrs.solis, wiem ze to glupio brzmi ale po prostu MUSISZ sie
    wziac w garsc, boston tez da sie polubic. jaka to dobra prace mialas
    tam ktorej tutaj nie mozesz wykonywac? trzymam kciuki!
  • 26.09.07, 22:19
    mam to samo zdanie o Bostonie... tragedia, juz nie mowiac o
    zaparkowaniu. Moj M jezdzi bardzo dobrze, a dostaje bolu glowy jak
    tam jedziemy. Kiedys myslelismy o przeprowadzce tam , ale to nas
    odstraszylo na dobre.


    --
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,beatamc.html
  • 26.09.07, 22:34
    Jak jezdzisz w Polsce to Reno to jest pestka. Ja w Stanach (w Kalifornii) jezdze
    od 25 lat a jak przyjechalam do Warszawy i zdecydowalam sie wreszcie na
    prowadzenie to sie poplakalam przy skrecie w lewo :-). Tez sie wszedzie gubie,
    ale na to jest rada - kup sobie GPS. Jesli chodzi o polskie prawo jazdy to
    musisz sprawdzic jak jest w Nevadzie, ale na ogol lepiej szybko zrobic
    amerykanskie bo unezpieczenie zalezy od "stazu" za kierownica, i ten staz sie
    liczy od czasu jak masz amerykanskie prawo. Jak prowadzisz to zrobienie tego
    jest latwe.
    Ktos pisal o psach - wiesz co to sa oprganizacje co szkola psy dla
    niepelnosprawnych i potrzebuja ludzi co im takiego psa podchowaja przez poltora
    roku. Jak lubisz psy a nie mozesz miec to swojego bo jestes tymczasowo, to jest
    fajna sprawa. Spotykasz sie wtedy z ludzmi na szkoleniach itp a psa mozesz
    zabrac ze soba wszedzie - do kina, sklepu, szkoly itp. Nie wiem kto szkoli psy
    w Reno ale jak cie to interesuje to moge poszukac. Najbardziej znana organizacja
    w USA co to robi jest Canine Companions for Independence.
    n
  • 27.09.07, 04:45
    jezeli jestes w stanie znalezc mi te psia organizacje, byloby super, moze byc
    gdzies dalej, np w SFr, dzieki
  • 26.09.07, 22:22
    mrs.solis,

    Tutaj nie jest az tak strasznie- a to co opisujesz to jakis koszmar i z
    pewnoscia nikt by mnie nie zmusil, zeby w takich warunkach jezdzic.

    Ja nie przyzwyczailam sie jeszcze do znakow i tak jestem zaabsorbowana samym
    utrzymaniem sie na jezdni, ze nie widze np ograniczenia predkosci, bo mam juz
    nawyk, ze ograniczenie to biale kolko z czerwona obwodka i liczba po srodku:)

    Moze Twoja niechec do prowadzenia jest efektem stanu marazmu, ktory nas dopadl
    :) jesli jestes wprawionym kierowca, to pewnie przywykniesz do jazdy w nowym
    miescie za jakis czas. Dla rozsmieszenia cie- ja przez poltora roku od zrobienia
    prawa jazdy nie skrecalam w lewo, bo sie balam- wybieralam wariant 3 razy w
    prawo i wychodzilo na to samo. A jak ognia omijalam skrzyzowania z tramwajami :)
    pozniej sie oswoilam i juz bylo lepiej, ale wzgledna pewnosc siebie osiagnelam
    po jakichs 5 latach, czyli w sumie niedawno, i wtedy wlasnie musialam zderzyc
    sie z jazda tutaj :)

    I jeszcze jak robilam w Polsce prawo jazdy, to przysieglam sobie, ze zrobie
    wszystko, zeby go nie stracic i nie musiec jeszcze raz zdawac, bo kosztowalo
    mnie wiele nerwow, choc jakim ironicznym zrzadzeniem losu zdalam za 1 razem :)-
    to teraz mam niespodzianke, ze musze zdawac jeszcze raz- dla mnie traumatyczne
    przezycia ozywaja :)
  • 26.09.07, 22:41
    Prawo jazdy mialam juz w polsce i na szczescie w moim miescie nie
    bylo tramwajow ani nie byla specjalnie wielkie.Ale na jazde do
    Katowic to juz by mnie nikt nie namowil tam to takie samo prawo
    dzungli jak i tutaj. Ja poprostu mam problem w bardzo duzych
    miastach. Fakt,ze przez to,ze nie moge sie swobodnie poruszac jestem
    uglebiona w domu jak kaleka. Nie wszedzie moge dojechac metrem czy
    autobusem. Zaczelam to wszystko traktowac jak wyrok. Musze
    odsiedziec swoje i mam nadzieje wrocic na stare smieci i nigdy
    wiecej pod zadnym pozorem tu nie przyjade. Do psychologa nie chce
    isc,bo potem to sie bedzie za mna ciagnelo po papierach a tego nie
    chce. Zreszta zadnych lekow i tak nie moge w tej chwili brac bo
    jestem w ciazy. Tak postanowilam przeznaczyc ten czas wyroku na to
    zeby w koncu powiekszyc rodzine. Juz niedlugo nie bede cierpiec na
    nadmiar czasu. W zasadzie z powodu ciazy nawet lekko mi sie
    polepszylo,bo nie chce sie dolowac bedac w tym stanie,to dziecko
    jest dla mnie swiatelkiem w tunelu stad troche lepszy stan
    psychiczny niz na poczatku.
  • 26.09.07, 22:48
    mrs.solis,

    to wspaniale, ze jestes w ciazy, to oznacza ze juz niedlugo nie bedziesz miala
    czasu niczym sie martwic, a juz tym bardziej nadmiarem wolnego czasu :)

    moze tez Twoj nastroj jest troche powiazany z hustawka hormonalna w czasie ciazy.

    Jednym slowem -jeszcze troche i juz bedzie tylko lepiej :)

    A teraz sie tylko ciesz dzidziusiem.

    Trzymam kciuki
  • 26.09.07, 22:49
    ...choc juz mileny 3 lata! Czas leci nie wiadomo gdzie.

    Jak rpzyjechalam to bylam pelna optymizmu, a pozniej codziennosc
    przyszla i tez nie mialam samochodu, wiec nie bylo latwo. Internet
    po jakims czasie nudzi, to rpawda.

    Daj sobie czas, bo jestes tu niedlugo wiec nowosci masz wokol siebie
    wiele, co moze byc przytlaczajace choc jednoczesnie ekscytujace.

    1. Tak sobie mysle, ze pewnie masz Aline# wiec na tej podstawie
    powinnas zalatwic tymczasowy SS#, ktory bedzie ci niezbedny do
    wyrobienia rpawa jazdy.

    2. Prawo jazdy nie musisz robic po angioelsku, bo DMV musi dac ci
    mozliwosc zrobienia go w twoim jezyku.

    3. Jesli w chwili obecnej nie mozecie kupic drugiego samochodu to po
    zrobieniu tego prawa jazdy (pewnie caly proces zajmie 4-6 tygodni z
    wyrobieniem ss# wlacznie) zacznij odwozic meza do pracy a corke do
    szkoly to
    a) poznasz okolice
    b) poznasz rodzicow innych dzieci (zakladam, ze corka to nie ejst
    nastolatka)

    4. Siedzenie w internecie ejst interesujace na poczatku, ale kazdy z
    nas chce interakcji z ludzmi, wiec radzilabym pojsc do lokalnej
    biblioteki, bo tam chociaz dzien dobry powiedza.

    5. Zastanow sie co zawsze lubilas robic a nigdy nie mialas na to
    czasu i poszukaj w internecie grupy - tutaj www.craigslist.org jest
    bardzo dobry!

    6. Pozwolenie na prace dostaniesz w ciagu 90 dni, bo takie jest
    prawo, ze musza sie zwijac, wiec z tym nie bedziesz miala problemu,

    7. Szukanie pracy w Stanach nie ejst najtrudniejsze, ale BARDZO
    WAZNE sa dla nich referencje i nawet jesli dopiero co rpzyjechalas,
    to i tak beda ich chcieli. Ichnijsza logika, ale... skoro nie mozesz
    pracowac normalnie to spobuj wolontariat, bo to mozesz robic na
    kazdje wizie. Na pewno jakies centrum dla bezdomnych, popoludniowe
    zajecia dla dzieci (ja tak zaczelam i byla to najlepsza inwestycja
    czasu!), bo wtedy bedziesz miala referencje a dodatkowo oni lubia
    tutaj wolontariuszy.

    A jak juz dostaniesz pierwsza rpace to swiat stoi otworem!
    Jak masz jakies pytania to pytaj, bo tutaj chetnie ci pomozemy! :-)

    Co do nauczania, to ja jestem jakas nienormalna, bo zawsze to
    lubilam i jako wolontariusz pracowalam z dziecmi nad ich lekcjami i
    2 dzieci nawet polubilo matematyke i polepszylo swoje oceny. Jestem
    z nich bardzo dumna (z siebie troche tez). Nigdy zawodowym
    nauczycielem nie bylam.

    Pozdrawiam i sorki,ze tak sie rozpisalam...
    Monika
  • 26.09.07, 23:00
    Monia,
    dzieki za rady,
    dzieki linkom od dziewczyn juz zaczelam szukac jakiego wolontariatu i
    rzeczywiscie na razie chyba od tego zaczne, dopoki nie dostane pozwolenia na prace.
    Corka ma 8 lat i chyba radzi sobie lepiej ode mnie, bo jeszcze ani razu nie
    jeczala, ze chce do Polski, chociaz tam zostawila wszystkie przyjaciolki.
    Moj nastroj chyba nie pozwala mi normalnie patrzec na te nowa dla mnie sytuacje,
    bo zaczynam sie martwic i dolowac i nie mam sily, zeby zaczac szukac jakies
    rozwiazania. Dzieki radom dobrych ludzi, jak Ty, troche odchhodzi panika i
    zaczyna sie pojawiac nadzieja, ze wszystko sie jakos ulozy powoli. Jeszcze raz
    dziekuje.
  • 27.09.07, 00:04
    i bedziesz miala gotowe resume, to daj je do przejrzenia komus kto siedzi w
    temacie wzgledem jaki format zastosowac, jakei slownictwo i tak dalej (to wazne
    czesto w wypadku imigrantow, ktorzy jesli mieli duze doswiadczenie w Polsce a tu
    zaczynaja od zera musza zastosowac rozne tricki zeby wyciagnac swoje atuty na
    wierzch, jelsi one nie sa ostatnimi chronilogicznymi osiagneiciami), zapytaj
    meza czy np. ktos z dzialu HR u nich w firmie moglby to przejrzec. Mozesz sobie
    zaoszczedzic cale miesiace szukania.

    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za
    nie żadnej odpowiedzialności.
    Boto tylko forum. tebe©
  • 27.09.07, 01:27
    No to bardzo sie ciesze, ze ci troche lepiej. Nie jest latwo na
    samym poczatku, szczegolnie kiedy zostawilo sie ustawione zycie w
    Polsce.

    Pozalatwiaj sprawy formalne takie jak ss# i prawo jazdy, bo to
    musisz zrobic tak czy inaczej a teraz masz czas i mozesz chwile
    poczekac i daj sobie czas.... to nie esjt latwe dac sobie czas ale
    popatrz na to jako rozwoj wlasny.

    Jak masz jakies pytania, to pytaj bez krempacji!
    Monia
  • 26.09.07, 23:59
    > 2. Prawo jazdy nie musisz robic po angioelsku, bo DMV musi dac ci
    > mozliwosc zrobienia go w twoim jezyku.

    nei wiem jak w innych miejscach, na FL mozna istotnei przyjsc ze swoim
    tlumaczem, ale wtedy to trwa dziesiec razy dluzej, trzeba czekac az ktos bedzie
    meic dla Ceibei czas, a te testu po angielsku na kompie sa tak banalne, ze IMO
    nei ma sie co przejmowac bariera jezykowa. Zapewne ze strony www odpowiedniego
    departamentu mozesz sobei sciagnac broszurke z instrukcjami i pytaniami, ciensza
    od przecietnej instrukcji obslugi cepa, i w tydzien gora bedziesz gotowa do
    zdawania.

    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za
    nie żadnej odpowiedzialności.
    Boto tylko forum. tebe©
  • 27.09.07, 01:32
    ... lolyta ma zupelna racje, bo te testy na stronie DMV sa banalnie
    proste, a poczta mozesz dsostac ksiazeczke do nauki po angielsku.

    Resume... w firmie meza moze byc cos takiego jak EAP (Employee
    Assistance Program), ktory ejst wlasnie po to by pomagac pracownikom
    i czesciowo takze ich rodzinom w roznych sytuacjach zyciowych i jest
    to zazwyczaj bezplatne, wiec mozesz tam sprobowac. Poza tym tutaj
    tez sa chetni do pomocy jak sama widzisz...

    Pozdrowionka
    Monia
  • 27.09.07, 01:54

    ja nie mam problemow z angielskim i testy na prawo jazdy mnie nie przerazaja,
    jesli ju z sie czego obawiam, to egzaminu praktycznego, do tego niestety
    potrzeba praktyki, nie da sie tego nauczyc czytajac handbook czy robiac testy,
    niestety :(

    a co do resume, to nawet o tym nie pomyslalam jeszcze, ale wezme Wasze wskazowki
    pod uwage na pewno, dzieki
  • 27.09.07, 03:17
    egzamin praktyczny polega na objechaniu parkingu, zatrzymaniu sie przy znaku
    stopu i wjechaniu miedzy slupki tak, zeby one w miare staly w tym samym miejscu,
    calosc z zawrotna predkoscia 15 mil na godzine czy cos kolo tego. Znaczy, z
    grubsza, to co w Polsce jest kawalkeim na placu manewrowym zanim Cie wypuszcza
    na ulice do zdawania, to tutaj jest calosc. Ponadto nei wiem, jak to jest w
    innych stanach, pewnie wszedzie tak samo, ale tutaj jest tak, ze jak zdasz
    teorie, to masz learner permit i mozesz juz jezdzic, tylko ktos z prawem jazdy
    musi jechac z Toba.

    --
    Oswiadczam, że powyzszy post to moje własne poglądy i Redakcja
    Pinezki nie ponosi za
    nie żadnej odpowiedzialności.
    Boto tylko forum. tebe©
  • 27.09.07, 03:19
    moj egzamin praktyczny trwal z dziesiec minut. bylo to objechanie podworka i
    zatrzymanie sie na dwoch stopach. zapytano mnie czy wczesniej jezdzilam i czy
    mialam za granica prawo jazdy i tyle. krotko i tresciwie. nie znam osoby, ktora
    oblala jazde.
  • 26.09.07, 22:37
    mrs.solis napisała:


    > Sylwia ja to chetnie bym sie zamienila z toba na to zadupie niz to
    > wielkie brudne miasto,kotre przyprawia mnie doslownie o mdlosci z
    > powodu wilgoci i smrodu jaki tu panuje.

    Jak to punkt siedzenia ma wplyw na punt widzenia. Mnie Boston nardzo
    bardzo sie podoba i chetnie zamieszkalabym tam, gdyby rynek pracy w
    mojej branzy byl lepszy i zimy lagodniejsze.


    --
    --
    Nasze Sloneczko
  • 26.09.07, 23:32
    > Jak to punkt siedzenia ma wplyw na punt widzenia. Mnie Boston
    nardzo
    > bardzo sie podoba i chetnie zamieszkalabym tam, gdyby rynek pracy
    w
    > mojej branzy byl lepszy i zimy lagodniejsze.

    To fakt z ta zima, po 6 latach musialam sobie przypomniec jak sie
    zaczac ubierac zeby nie zamarznac. Nie watpie,ze komus boston moze
    sie podobac. Jak ktos lubi wielkomiejskie zycie i przyzwyczajony
    jest do niedogodnosci wielkiego miasta to wszyskto w porzadku. Ja
    niestety jestem osoba,ktora lubi wokol siebie przestrzen,a tego tu
    nie ma.
  • 26.09.07, 23:49
    ja mieszkam niedaleko Bostonu jakby co to zapraszam do siebie, u nas jest jak na
    wsi. w razie czego pisz na priv :)
  • 26.09.07, 23:59
    Ja w samym bostonie tez nie mieszkam tylko w malden a ty mieszkasz w
    ktoryms z pobocznych miasteczek czy calkiem dalej?
  • 27.09.07, 01:33
    zaleta mieszkania w Malden (chyba jedyna) jest latwy dostep do metra
    i dojazd do Bostonu. Latwo sie wiec wybrac bez samochodu i zwiedzic
    miasto, pojsc do muzemu - wszystko mozna zrobic na piechote, wbrew
    pozorom to miasto nie jest az takie wielkie. Rowniez okolice Bostonu
    sa pelne urokliwych malych miasteczek, po ktorych latwo sie
    przemieszczac samochodem, nie ma tloku i chamstwa na drogach. Mysle,
    ze po jakims czasie moze ci sie spodobac.
  • 27.09.07, 01:42
    napisalam na maila gazetowego :)
  • 27.09.07, 05:06
    Dalas sobie bardzo malo czasu (kilka tygodni), zeby dobrze poczuc sie w tym
    kraju. Uwazam, ze Ameryka jest dobrym krajem do okrycia wlasnych zainteresowan i
    pasji. Zawsze i wszedzie mozesz znalezc osoby o podobnych zainteresowaniach.

    Podam swoj jeden przyklad. Kiedys odkrylam, ze blisko domu mam fajny park. Wiec
    zaczelam chodzic tam na spacery przed praca. Jako ze jestem spiochem, dawalam
    sobie za malo czasu zeby przejsc 2-3 mile, wiec czesto sie spieszylam i z
    koniecznosci musialam robic szybkie rundki. Powoli odkrylam, ze fajne jest
    bieganie i w skrocie mowiac, zakonczylo sie na bieganiu 1/2 maratonow, a potem
    maratonow. I to nie tylko w swoim miescie, ale takze innych stanach, a nawet
    kiedys pojechalam do Rzymu na maraton. Moja rodzinka nie mogla uwierzyc ze ze
    mnie zrobila sie maratonka, bo w PL nigdy nie uprawialam zadnego sportu. Przy
    okazji poznalam wielu biegaczy, ze w rezultacie mam malo znajomych ktorzy nie
    biegaja maratonow. :-)
  • 27.09.07, 05:31
    zgadzam sie z Toba, ze kilka tygodni to malo na zadomowienie sie w obcym,
    dalekim kraju. Tylko ja z natury jestem niecierpliwa i nie lubie stagnacji- a to
    mi sie przydarzylo po pierwszych po przyjezdzie tutaj pozytywnych wrazeniach,
    glownie natury osobistej :)
    Chyba rzeczywiscie zgubily mnie wlasne oczekiwania i ich zderzenie z
    rzeczywistoscia kury domowej (ktora nigdy nie bylam i myslalam, ze sobie
    wreszcie odpoczne od pracy, o ironio!)
    bieganie tez mi przeszlo przez glowe, jako tymczasowy wypelniacz czasu, ale
    ciezko mi sie zebrac. W Polsce bylam zawsze zwierzem stadnym i lubilam robic
    rozne rzeczy, typu basen, silownia, tance , w towarzystwie przyajciol-zawsze
    kogos namowilam :) a teraz samej to mi sie tak chce, jak psu kij gryzc :)
  • 27.09.07, 05:47
    Ameryka moze byc bardzo trudna na poczatku, bo jest tu zupelnie inny styl zycia.
    Malo jest miejsc gdzie wychodzisz z domu na ulice i widzisz pieknie ubranych
    ludzi, fajne sklepiki (mysle teraz o Paryzu :-)), ze od razu robi Ci sie lepiej
    na duchu. Tu gdzie mieszkam mam ladne skwerki, ale na lawkach siedza sami
    bezdomni i narkomani... Wiekszosc "normalnych" ludzi jest albo w domu, albo w
    "food court" w mallu za miastem...
    Jesli lubisz sport i tance, to juz wygralas. Zacznij sama chodzic na wedrowki i
    na basen, a na pewno wkrotce poznasz podobna dusze.
    Takze jest tu bardzo duzo miejsc gdzie mozesz chodzic na salse i inne latynoskie
    tance. Jesli w Twojej okolicy mieszkaja latynosi, to proponuje pojsc do klubu
    gdzie maja lekcje i pozniej mozesz zostac potanczyc. Ja w czwartki chodze do
    takiego miejsca gdzie sa lekcje, a potem tanczymy do 3-4 a.m.
    Na pewno bedziesz miala inne pomysly, tylko najwazniejsze sie nie zalamywac po
    jednej porazce. Mimo wszystko, tu jest o wiele latwiej poznac nowych ludzi niz w
    Polsce.
  • 27.09.07, 18:31
    Znajdz najblizszy klub YMCA i sie tam zapisz. Jest tam wiele
    grupowych zajec do wyboru wiec nie bedziesz skazana na samotnosc. W
    poprzednim miejscu mialam przez jakis czas luz z praca i zaczelam
    codziennie plywac i chodzic na silownie. Och jakie ja cialo
    wypracowalam :) Sprobuj tez moze rowerowych przejazdzek,mnie zawsze
    pozytywnie ladowaly takowe. Nie martw sie juz tak. To tylko
    poczatkowy szok,za duzo zmian plus tesknota za rodzina i
    przyjaciolmi,ale jak juz sie ustawisz to wierz mi bedzie lepiej. Ja
    przez pierwsze 2 lata koniecznie chcialam wracac do polski,a potem
    mi sie odmienilo.
  • 27.09.07, 22:20
    i zakochac sie w odleglym 40 mil South Lake Tahoe. W obu miejscach
    znajdziesz duzo nmlodych Polakow. Tahoe i Reno pelne sa w okresie
    wakacji studentow. Wielu z nich zostalo i mieszka w tych okolicach.
    Poszukaj , popytaj....w kasynach zwlaszcza.

    Jesli chodzi o prace w kasynie to bez dokumentow nie dostaniesz nie
    probuj i nie pal za soba mostow. Jesli chodzi o prace to w dziale
    marketingu i finansow, administracji naprawde mozna znalesc fajna
    prace i z calkiem niezlymi zarobkami i pracujesz od pon-piatku 8-4
    or 5 pm.
    Ale zacznij od zrobienia prawo jazdy, maz po pracy na odludzie,
    ktorego nie brakuje akurat w Twojej okolicy i cwiczyc cwiczyc, a
    egzamin to naprawde pryszcz....nie zdasz za pierwszym razem to zdasz
    za drugim albo za trzecim...zobaczysz jak jest i bedziesz cwiczyc
    ale w Reno i okolicach jak w calych Stanach bez samochodu ani rusz..
    powodzenia.....
    ja osobiscie marze wrozic w Twoje okolice ktoregos dnia:-)
  • 28.09.07, 01:48
    >jest fizykiem i pracuje naukowo, mam wiec nadzieje, ze po
    kontrakcie tutaj wroci na swoje laboratoryjne smieci w Warszawie)

    Sylwia, moj maz tez fizyk i pracuje naukowo (tyle ze w CO) i tez z
    Warszawy:) To moze oni sie znaja? :))
    --
    Beata i Zuzia
  • 28.09.07, 02:34
    Moj maz pracuje w Instytucie Chemii Fizycznej PAN przy Kasprzaka.
  • 28.09.07, 03:05
    Studiowalam w Wyzszej Szkole Informatyki Stosowanej i Zarzadzania
    pod auspicjami PAN na Ksiecia Janusza!
    Pozdrawiam
    marta
    --
    Nasz Filipcio

  • 29.09.07, 17:46

    Swietnym sposobem, na poznanie nowych ludzi, moze
    byc praca jako woluntariusz w szkole. Piszesz, ze masz
    8 letnia Coreczke. W ten sposob mozesz poznac duzo
    fajnych babek, juz nie mowie o konwersacji, Amerykanie
    sa bardzo zyczliwi, i na pewno nie bedziesz miala zadnych
    problemow. Ameryka nie jest dla wszystkich,ale da sie lubic.
    Bron Boze nie narzekaj do meza.Facet pracuje i jak wraca do
    domku to chce miec tzw good time.
    2, 3 tygodnie to normalne ze sie czujesz "dziwnie".
    Jak napiszesz taki post za 2. 3 lata, wtedy rada bedze inna.

    pozdr
  • 29.09.07, 18:16
    Brzmi to jak porada dla kur domowych sprzed 50 lat. Witaj meza z usmiechem na
    twarzy i bron Boze nigdy nie pokaz mu, ze cos Ci sie moze nie podobac!!!

    foxie777 napisała:
    > Bron Boze nie narzekaj do meza.
  • 29.09.07, 23:57
    artremi napisała:

    > Brzmi to jak porada dla kur domowych sprzed 50 lat. Witaj meza z
    usmiechem na
    > twarzy i bron Boze nigdy nie pokaz mu, ze cos Ci sie moze nie
    podobac!!!

    Mnie tez od razu przypomnial sie poradnik dla kurki domowej, tutaj
    jest calosc :-)

    * Przygotuj obiad. Zaplanuj go wcześniej, nawet poprzedniego
    wieczora, tak by pyszna potrawa czekała na jego przyjście. W ten
    sposób dajesz mu znać, że myślałaś o nim i przejmujesz się jego
    potrzebami. Mężczyzna jest głodny, kiedy wraca do domu i perspektywa
    dobrego posiłku (zwłaszcza jego ulubionego dania) to część
    niezbędnego ciepłego powitania.

    * Przygotuj się. Odpocznij 15 minut, byś była odświeżona na jego
    przyjście. Popraw makijaż, zawiąż wstążkę na włosach i wyglądaj
    promiennie. Pamiętaj, że on właśnie wraca z pracy, gdzie napatrzył
    się na zmęczonych ludzi.

    * Bądź trochę bardziej radosna i trochę bardziej interesująca dla
    niego. Coś musi rozświetlić jego nudny dzień - to twój obowiązek.

    * Posprzątaj. Przed jego przyjściem ogarnij wzrokiem główną część
    mieszkania.

    * Pozbieraj podręczniki, zabawki, papiery itp. i odkurz stoły.

    * W czasie zimnych miesięcy powinnaś rozpalić ogień w kominku, by on
    mógł się zrelaksować. Twój mąż poczuje, że jest w raju, w świątyni
    odpoczynku i porządku, co tobie również polepszy samopoczucie.
    Przecież dbanie o jego komfort przyniesie ci ogromną satysfakcję.

    * Przygotuj dzieci. Przeznacz kilka minut, by umyć im ręce i buzie
    (jeśli są małe), uczesać włosy i, jeśli to konieczne, przebrać je.
    To małe skarby i on chce zobaczyć je w tej roli. Na czas jego
    przyjścia wyeliminuj hałas zmywarki, suszarki i odkurzacza. Zachęć
    dzieci, by były cicho.

    * Uciesz się, że go widzisz.

    * Powitaj go ciepłym uśmiechem i okaż szczerość w twoim pragnieniu
    ucieszenia go.

    * Wysłuchaj go. Być może masz wiele ważnych rzeczy, o których chcesz
    mu opowiedzieć, ale moment jego przyjścia nie jest właściwy. Niech
    mówi pierwszy - pamiętaj, jego tematy konwersacji są ważniejsze niż
    twoje.

    * Spraw, by ten wieczór był tylko dla niego. Nigdy nie narzekaj, gdy
    wróci do domu późno lub wychodzi na kolację lub w inne miejsce bez
    ciebie. Spróbuj zrozumieć, że żyje w świecie napięć i stresu.

    * Twój cel: spróbuj sprawić, by dom był miejscem spokoju i porządku,
    gdzie twój mąż będzie mógł odświeżyć ciało i umysł.

    * Nie witaj go narzekaniem i problemami.

    * Spraw, by było mu wygodnie. Zaproponuj, by się oparł na wygodnym
    fotelu lub by położył się w sypialni. Przygotuj mu coś chłodnego lub
    ciepłego do picia.

    * Ułóż dla niego poduszki i zaproponuj, że zdejmiesz mu buty. Mów
    cichym, kojącym i miłym głosem.

    * Nie kwestionuj tego, co robi, nie podważaj jego sądów. Pamiętaj,
    to on jest panem domu i zawsze czyni swoją wolę sprawiedliwie i
    rozmyślnie. Nie masz prawa tego kwestionować.

    * Dobra żona zawsze zna swoje miejsce.
  • 30.09.07, 01:28
    tylko o narzekaniu, w czym kobiety czesto przoduja. Ile razy widze
    pary w ktorych kobieta strofuje partnera i ciagle narzeka. To chyba
    typowa kobieca cecha. Wszystko mozna wyrazic tak zeby nie robic z
    siebie meczennicy. Zaden mezczyzna na dluzsza mete tego nie zniesie.
    Kobiety tez nie lubia marudzenia mezow.
    Autorka postu w koncu jak wiele kobiet "przyjechala tu za mezem".
    Troche mnie dziwi takie podejscie do zycia, ale to jest jej i wielu
    kobiet wybor. Niech potem nie maja pretensji do innych, ze nie
    wiedza co ze swoim zyciem zrobic. Nie mozna powierzac partnerowi do
    konca naszej przyszlosci.
    Nie chce atakowac autorki postu, za duzo po prostu czytam ostatnio
    podobnych postow i wydaje mi sie, ze pochodza od kobiet z innej
    epoki.
    --
    Reality is just an illusion
    Criss Angel
  • 30.09.07, 01:55
    Dear Artemi and Tamsin, nie zrozumialyscie moich intencji.
    Dziewczyna dopiero przyjechala, ma dolek i co dalej.
    jak zacznie sie nad soba litowac i narzekac bez przerwy to sie
    malzonek znudzi wysluchiowaniem tego caly czas. To o tym mowa.
    Nie mowie o dyskusjach z partnerem i dzieleniem sie problemami.
    Co zas do przestarzalych metod, mam kolesia 38 lat,przystojny
    facet, ktory wielokrotnie mi mowil, jakie to teraz dziewczyny
    latwe i sie narzucaja, On jeszcze nie wie ,ze chce a juz ma.
    Takze te Babcine rady, moze nie sa takie zle.

    pozdr
  • 30.09.07, 06:23
    raczej zmuszona zyciowa sytuacja.

    nie wiem, czy cie dobrze zrozumialam rhodeisland , ale dziwi cie to, ze
    malzenstwo chce byc razem???

    > Autorka postu w koncu jak wiele kobiet "przyjechala tu za mezem".
    > Troche mnie dziwi takie podejscie do zycia, ale to jest jej i wielu
    > kobiet wybor. Niech potem nie maja pretensji do innych, ze nie
    > wiedza co ze swoim zyciem zrobic. Nie mozna powierzac partnerowi do
    > konca naszej przyszlosci.

    ja nie jestem typem "zony przy mezu" i nie kaze sobie napisac na nagrobku " tu
    lezy Sylwia X, zona swego meza, pracownika naukowego".

    Zwyczajnie doszlismy do wniosku, ze perspektywa np 4 lat rozlaki jest ryzykowna
    dla utrzymania malzenstwa- jestesmy tylko ludzmi-a poza tym jest troche latwiej
    zyc, wychowywac dziecko z mezem niz bez niego- wiem cos o tym moze lepiej od
    niektorych, bo przez kilka lat sama wychowywalam corke (corka nie jest
    biologicznym dzieckiem mojego meza, jestesmy malzenstwem od 3 lat).

    Przez okres malzenstwa i narzeczenstwa rozstawalismy sie z mezem na okres kilku
    miesiecy nawet kilka razy.
    Przed przyjazdem tutaj radzialam sobie sama 5 miesiecy, pracowalam, odwozilam
    corke do szkoly i odbieralam ja sama i mialam czas na znajomych, sport, rosrywke
    itd...

    Nie jestem typem bezradnej kobietki.

    Napisalam o swoich odczuciach, ktore mnie dopadly, glownie dlatego, ze nie tylko
    emigracja, a cala sytuacja, wlasnie bycie zona przy mezu, mnie porazila, byla
    dla mnie nowa.Nie spodziewalam sie takich wrazen...

    Rozumiem dziewczyny, ktore pisza, zeby nie marudzic mezowi- ja widze, ze on sie
    bardzo stara, zeby mi tu bylo jak najlepiej, zeby sie nie musial martwic mna, ze
    jestem nieszczesliwa- staram sie mu unikac tego typu narzekan- on zna moje
    odczucia, bo mu o wszystkim powiedzialam, ale narzekanie ma to do siebie, ze ma
    sie ochote przypominac o swoim nieszczesciu na kazdym kroku-

    dlatego w sumie napisalam do Was, jesli ktos mial ochote, przeczytal moje
    wypociny, cos poradzil od siebie, jesli kogos to znudzilo i puknal sie w glowe,
    ze jestem zwykla kura domowa, ktora jadac za mezem nie realizuje siebie, to tez
    ma do tego zdania prawo-moze ominac moj post lub odpisac zwyczajnie wylewajac mi
    wiadro zimnej wody na glowe- czasami terapia wstrzasowa daje zdumiewajace efekty
    dlatego doceniam tez slowa konstruktywnej krytyki.

    Jeszcze raz napisze, ze jestem naprawde nowoczesna zona, doceniam instytucje
    malzenstwa (raczej w wydaniu partnerskim niz z poradnikow z lat 50 ytch :)i
    kocham meza, ale z kapciami w zebach go nie witam.

    Zacytowany poradnik dla zon jest swietny, ale jako dowcip i mysle, ze w takiej
    konwencji tu zostal zamieszczony- a nie jako ilustracje mojej osoby ( a moze sie
    myle, o naiwna :)

    Pozdrawiam wszystkie nowoczesne i tradycyjne zony
    Sylwia
  • 30.09.07, 02:57
    Ale sie usmialam!! Wlasnie o tych poradach myslalam.
    Jest nowy serial "Mad Men", na kanale AMC (chyba czwartki o 10pm EST)
    www.tvguide.com/tvshows/mad-men/289066
    Akcja sie dzieje w NYC w latach 60-tych i kobiety zachowuja sie wedlug tych
    wlasnie zasad. Warto obejrzec, bo ma ten serial sporo uroku - ladne meble,
    ubrania, itp. Nie wiem tylko czy kobiety wtedy byly szczesliwe na tych ukladach.
  • 30.09.07, 14:38

    Kurcze - czy ja bym mogla miec taka zone? :-)
  • 30.09.07, 14:40

    (mialam na mysli ta opisana przez Tamsin)
    Tamsin - rozmarzylas mnie :-) Zycie mogloby byc takie piekne...:-)
  • 02.10.07, 23:00
    Czesc,
    Ja wlasnie wyprowadzilam sie z Las Vegas i znam twoj bol co do
    klaustrofobicznego uczucia zamkniecia w domu.
    Dwie uwagi - zdawalam prawko w Nevadzie. Raz tylko czesc egzaminu
    byla na placu, za drugim razem (tak, niestety) od razu na ulice, bez
    placu. Za pierwszym razem kazano mi parallel park ("koperta") miedzy
    prawdziwymi samochodami na ulicy - panika, do tej pory nie umiem tak
    parkowac. Ogolnie jest latwo ale bez przesady, szczegolnie jezeli w
    Polsce nie jezdzilas. Pojezdz troche z mezem wieczorami dla
    treningu.
    ENG 101 i 102 for international students NAUCZALAM osobiscie na
    UNLV, a wiec pokrewnym uniwersytecie. Srednio polecam: zajecia sa
    oparte na pisaniu i dosc malo interaktywne, zeby nie wiem jak
    wykladowca sie staral, czesciowo ze wzgledu na gros azjatyckich
    studentow hotelarstwa w ktorych kulturze lezy zbytnio sie nie
    odzywac. Sprawdz za to wydzial ESL (u nas bylo to English Language
    Center, moze Reno tez ma) - mniejsze grupy, mnostwo narodowosci,
    rozne zajecia integracyjne. I rzeczywiscie, skoro maz pracuje na
    univ to nalezy mu sie tyle darmowych classes ile sam naucza - moze
    je przeniesc na ciebie. Dojezdzac bedziecie razem :)
    --
    fotoforum.gazeta.pl/72,2,621,57789820,60600763.htmla
  • 02.10.07, 23:18
    englishinter - jak tam po przeprowadzce?:) I jak tam Montana? Pewnie
    sliczna o tej porze roku.
  • 03.10.07, 02:11
    Rzeczywiscie, szczyty naokolo juz przyproszone sniegiem, a widze je
    z ganku od frontu - cala panorama ktorej zdjecia wcale nie oddaja.
    Na pierwszym planie - krowy - wiec dziecko zachwycone. Po
    przeprowadzce ogolny balagan, bo pewnie bedzie jeszcze jedna, w
    granicach miasteczka na szczescie + maz pracuje 24/7.
    Dzieki! :)
    --
    fotoforum.gazeta.pl/72,2,621,57789820,60600763.htmla
  • 03.10.07, 01:31
    englishinter napisała:

    .... I rzeczywiscie, skoro maz pracuje na
    > univ to nalezy mu sie tyle darmowych classes ile sam naucza - moze
    > je przeniesc na ciebie. Dojezdzac bedziecie razem :)

    Niestety chyba w naszym wypadku ta zasada darmowych classes i wspolnego
    dojezdzania nie bedzie dzialac- maz nie zajmuje sie dydaktyka (poza jakimis
    sporadycznymi wykladami na zaproszenie albo czasami opieka nad studentem lub
    studentka :)- prowadzi badania i to niestety w laboratorium, ktore jest
    uniwersyteckie, ale znajduje sie na tym wspomnianym odludziu Reno :)

    Ale zrobilam juz pierwszy krok i pojechalam sama autobusem do centrum :) i nawet
    wrocilam - to moze jakis znak, ze moze cos drgnelo :)

    Pozdrawiam
  • 03.10.07, 03:28
    Sylwia, tez mysle ze pomysl z nauka czegos jest super. Ja gdybym miala troche
    wiecej wolnego czasu, to chcialabym wziac kurs w "art department". Np glass
    making. W Stanach jest naprawde mnostwo mozliwosci, nie za wszystko trzeba duzo
    placic i nigdy nie jest za pozno na nauke.
    Tez fajne sa lekcje yogi. Tu u mnie chodze na "hot yoga" i jest super. Zrobilam
    sobie przerwe w lato i teraz jak jest chlodniej znowu chodze. Bardzo polecam!!
  • 03.10.07, 22:49
    na prawde podoba Ci sie hot yoga? w PL chodzilam na joge ponad rok,
    tu tez mialam taki zamiar...niestety w klubie sportowym gdzie chodze
    maja tylko 'hot" - dla mnie to masakra cwiczyc w saunie:(
  • 03.10.07, 04:10
    sytuacje, gdy maz rzuca wszystko jadac za zona? Zastanowilo mnie to.
    --
    Reality is just an illusion
    Criss Angel
  • 03.10.07, 04:13
    tak znamy.
  • 03.10.07, 04:24
    Moj chlopak rzucil wszystko i szedl ze mna ponad miesiac 800 km we Francji i
    Hiszpanii. Ale mial chyba wewnetrzne motywy - nr 1 nie chcial zebym kogos
    poznala i nr 2 - myslal ze wyjde wreszcie za niego za maz po takim poswieceniu.
  • 03.10.07, 04:35

    --
    Reality is just an illusion
    Criss Angel
  • 03.10.07, 04:48
    Moze nie byl to dobry przyklad. :-)
    Tez uwazam, ze kobiety znacznie wiecej poswiecaja sie nie tylko swoim mezom ale
    tez dzieciom i sa czesto z tego powodu nieszczesliwe.
    Mam lepszy przyklad. Jest bardzo znana rosyjska modelka (Natalia Vadimova ??),
    ok 25 lat, chyba najlepiej zarabiajaca wspolczesna modelka. Wyszla za maz za
    angielskiego "ksiecia" i on rzucil wszystko i od kilku lat za nia jezdzi.
  • 03.10.07, 04:51
    do US, ktore nie znaja jezyka, nie maja zawodu i z tych powodow
    czuja sie w nowym kraju zle. Niektore daja sobie rade, zdobywaja
    nowe umiejetnosci.
    --
    Reality is just an illusion
    Criss Angel
  • 03.10.07, 05:03
    Ale chyba zawsze tak jest... Jesli jedna osoba jedzie do pracy (gdziekolwiek by
    to bylo), to druga osoba musi sie poswiecic i jechac za nia/nim. Ale jesli ta
    druga osoba nie musi zarabiac na zycie, to mozna ten czas dobrze wykorzystac.
    Duzo gorzej byloby jechac na jakies "zadupie" wiedzac ze jest to na zawsze.
    Naprawde nie jest mi zal osob, ktore przyjezdzaja do Stanow na kilka lat na
    takich warunkach, ze nie musza szukac pracy i maja duzo wolnego czasu.
  • 03.10.07, 05:15
    nie zdaje sobie sprawy jakie tu sa zadupia, ze czlowiek jest
    naprawde uwieziony w domu jesli nie ma auta.
    --
    Reality is just an illusion
    Criss Angel
  • 03.10.07, 05:18
    Stanach pociagiem!
    --
    Reality is just an illusion
    Criss Angel
  • 03.10.07, 05:19
    Na szczescie teraz jest Internet!!
  • 03.10.07, 22:57
    ee, rhodesland, nie przesadzaj, po pierwsze autorka zawod ma i jezyk
    tez zna, nie popadajmy w jakies niedzisiejsze stereotypy. a tak w
    ogole to nawet jakby moj ukochany znalazl prace w burkina faso -
    majac tam swietne mozliwosci (oczywiscie na jakis czas) to chetnie
    bym pojechala nawet nie znajac jezyka - nauczyc sie go, no i
    poszerzyc troche horyzonty (taki wyjazd to zawsze swietna nauka) :)
  • 03.10.07, 06:48
    wydaje mi sie ze jesli ktos nie moze zrozumiec " jak mozna sie tak
    poswiecic i za kims pojechac" to ta osoba chyba nigdy nie byla w
    powaznym zwiazku, w ktorym ludzie naprawde sie kochaja i chca byc
    razem. Czasami to wymaga pewnych zmian i elastycznosci.

    --
    "Unattended children will be given a shot of espresso and a free
    puppy" .......
  • 03.10.07, 07:17
    zgadzam sie z Toba cyborgus w calej rozciaglosci.

    Malzenstwo czy w ogole powazny zwiazek dwojga ludzi to sztuka kompromisow-
    czasem malych (jak to, kto prowadzi samochod po wspolnej imprezie i w zwiazku z
    tym nie degustuje bogactwa piwnicy gospodarza :), czasem wiekszych lub nawet
    bardzo duzych- jak wyjazd za nim/nia na troche, dlugo lub na zawsze.

    Chyba rzeczywiscie jest tak,ze to kobieta jest ta strona ktora czesciej podaza
    za partnerem- tak bylo od zarania- jak sie konczylo miejsce polowan, to
    pierwotny czlowiek bral luk i przenosil sie gdzie indziej, a kobita za nim z
    krzesiwem :)

    Teraz jest latwiej, kobiety maja mozliwosci i nie musza podazac za paartnerem, a
    jezeli juz tak robia, to tylko w powaznym zwiazku. Ja nie rzucilabym wszystkiego
    dla jakiegos lapserdaka :)


  • 03.10.07, 17:52
    Witam tez mieszkam w Reno z mezem tez mamy jeden samochod wiec do
    centrum tez jade autobusem nr 4 z mojego odludzia a wiekszosc dnia
    spedzam w domku. Nie jestes sama moja sasiadka jest w identycznej
    sutulacji jak my dwie odezwij sie na email to moze czasem razem
    gdzies wyskoczymy gocharynka@yahoo.pl
  • 03.10.07, 22:39
    poswiecen po prostu nie wymagal. Tak sie szczesliwe zlozylo.
    --
    Reality is just an illusion
    Criss Angel
  • 04.10.07, 05:29
    sylwia01485 jestes szczesciara...masz tutaj meza,znasz angielski,masz
    dom,czekasz na pozwolenie na prace.Kobieto,powinnas sie cieszyc.Kazda z nas(albo
    wiekszosc)zostawila w Polsce prace,rodzine,przyjaciol.Ja pracowac nie moge, nie
    mamy samochodu.Na szczescie z tego wszystkiego mam to najwazniejsze-meza:)Sama
    sie nakrecasz,nie daj sie zwariowac.Zawsze i wszedzie mozna sie czegos nowego
    nauczyc-wystarczy dobrze sie rozgladnac i...troche checi:)Glowa do gory:)
  • 04.10.07, 05:47
    byc szczesliwym samym z soba. W koncu jestesmy ze soba bez przerwy.
    Nie czuje potrzeby towarzystwa innych zeby sie nie nudzic i byc
    szczesliwa. Najlepiej wlasnie czuje sie sama, gdy do nikogo nie
    musze sie dostosowywac. Ciesze sie cisza, dobra ksiazka.
    --
    Reality is just an illusion
    Criss Angel
  • 04.10.07, 16:36
    Odniose Twoja wypowiedz do siebie, jezeli pozwolisz...

    To, ze czuje sie nieswojo w nowej sytuacji , w nowym otoczeniu, bez ludzi i
    spraw, ktore mnie zajmowaly w Polsce, nie jest dowodem na to, ze jestem
    nieszczesliwa sama ze soba. Jest to reakcja mojego organizmu na nowa, dla mnie
    trudna, sytuacje. Wiem, ze to minie, ale potrzeba na to czasu, a dobre rady moga
    ten okres znaczaco skrocic.

    Ja tez lubie posiedziec z dobra ksiazka, posluchac muzyki, obejrzec ciekawy
    film, ale to jest malo fascynujace, jezeli nie masz alternatywy. Ja cenie
    przyjaciol- tych prwdziwych, a tutaj mi ich zabraklo.

    Tylko nie pisz komentarzy w stylu " mozna tutaj latwo nawiazac kontakt z
    ludzmi"- to prawda, ale prawdziwe przyjaznie rodza sie latami, a to co innego
    niz powierzchowna znajomosc.

    Czasem mysle, RI, gdy czytam Twoje posty, ze brakuje Ci zwyklego zrozumienia
    drugiego czlowieka, masz tendencje do specyficznego, zawoalowanego krytykanctwa
    ( co innego krytyka, ktora duzo wnosi), chyba tylko po to, by sie lepiej samej
    poczuc- ale po co? Nie bardzo moge zrozumiec takie podejscie...

    Mimo wszystko :) pozdrawiam

  • 04.10.07, 23:06
    Sylwiu z jednym musze sie zgodzic. Ludzi latwo sie poznaje,ale jak
    sie jest doroslym to nawiazywanie przyjazni przychodzi juz znacznie
    trudniej. Wlasnie nie umialam tego nazwac po imieniu,a o to mi
    rowniez chodzilo jesli chodzi o moje trudnosci adaptacyjne w tym
    nowym miejscu.
  • 05.10.07, 00:30
    sylwio, ja zupelnie ciebie rozumiem, ile mozna czytac czy sluchac
    muzyki lub gotowac? Zwlaszcza jezeli chcesz jakos poznac okolice,
    zycie tutejsze itp -- takie siedzenie w domu wtedy moze byc
    naprawde oglupiajace. Popieram pomysl wolontariatu - wspomnialas ze
    masz corke w szkole: moze zapytaj nauczycielke. W szolach moich
    dzieci zawsze szukaja pomocy rodzicow: do biblioteki, na prace
    artystyczne, na pomoc z czytaniem dla tych malutkich uczniow, itp.
    Badz szczera: mow ze dopiero przyjechalas, ze masz czas, ze chcesz
    poobserwowac tutejsze szkoly itp. Warto tez rozgladnac sie po
    uczelni dla ktorej maz pracuje. Sprawdz rozklad wykladow, spytaj
    sie lektora czy mozesz po prostu posluchac wykladu. (To sie nazywa
    auditing -- "to audit a class".) Na uniwersytecie gdzie ja
    studiowalam, i gdzie maz pracowal, to bylo na porzadku dziennym,
    zwlaszcza na duzych wykladach gdzie jedna osoba wiecej, jedna mniej
    nie sprawia zadnej roznicy.
  • 05.10.07, 04:19
    Jestem samotnikiem. Lubie czasami towarzystwo innych, ale na dluzsza
    mete mnie meczy. W przyjaznie przestalam wierzyc. Jestem nieufna i
    trzymam ludzi na dystans. Wole to, niz kolejne zawody.
    Masz racje, ze mam tendencje do krytykowania innych, to samo robie
    wobec wlasnej osoby. Probuje z tym walczyc, ale "old habits die
    hard".
    A moja wypowiedz nie byla skierowana do nikogo konkretnego.
    Pozdrawiam Cie tez i mam nadzieje, ze poczujesz sie tu lepiej.
    Nie uwazam, ze w Stanach latwo nawiazac przyjaznie, kontakty
    powierzchowne tak. Ludzie sa pozornie otwarci, w przeciwienstwie do
    innych kultur, np. francuskiej gdzie nie usmiechaja sie do
    wszystkich i trzymaja dystans, ale gdy juz przebije sie ten mur, to
    masz prawdziwego przyjaciela. Amerykanskiego muru mozna nigdy nie
    przebic. Mowie o rodowitych Amerykanach, mozna latwiej znalezc
    przyjaciol wsrod emigrantow.
    --
    Reality is just an illusion
    Criss Angel

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.