Dodaj do ulubionych

wydawnictwo novae res

11.01.11, 18:23
Proszę o opinię na temat tego wydawnictwa i ewentualnie systemu fortunet. Mam dylemat, czy skorzystać z tej formy
Edytor zaawansowany
  • skajstop 11.01.11, 18:32
    Nie korzystaj, chyba że masz za dużo pieniędzy.
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
  • sarsembaj 01.03.11, 13:34
    Panie Skajstopie,

    jakiś czas temu mieliśmy okazję prowadzić dyskusję na forum, również w wątku dotyczącym NR. Wówczas zobowiązał się Pan do uczciwej oceny działania wydawnictwa Novae Res po upływie pewnego czasu, ponieważ nasze poglądy różniły się i każdy pozostał przy własnym zdaniu. Skoro wypowiada się Pan na tym forum i chce rzetelnie doradzać innym, dlaczego i na jakiej podstawie dyskredytuje Pan Wydawnictwo Novae Res, uprzednio pisząc w rozmowie sprzed półtora roku, iż "dostrzega potrzebę zaistnienia silnego wydawnictwa w stylu Novae Res"? Czym wg Pana różni się NR od wydawnictw "tradycyjnych", które Pan tak gloryfikuje, poza tym, że nie zawsze w pełni finansuje projekty wydawnicze? Właśnie dzięki temu zmniejszeniu ryzyka możemy dawać szansę większej liczbie debiutujących autorów. Reszta jest identyczna, jak w przypadku wydawców "tradycyjnych", zarówno pod względem dystrybucji, jak i promocji. Novae Res na stałe współpracuje z 4 dystrybutorami: OSDW Azymut, L&L, Edyp oraz Rema. W przyszłym tygodniu finalizujemy umowę z Olesiejukiem. Mamy dostęp do wszystkich księgarni i sieci sprzedażowych w Polsce, tylko od księgarza zależy, czy chce mieć książkę na półce. KAŻDA książka oferowana jest wszystkim dystrybutorom, każda może znaleźć się u księgarza - identycznie jak w przypadku innych, "tradycyjnych" wydawnictw. Promujemy książki w licznych mediach (można o tym poczytać na naszej stronie", organizujemy również promocje półkowe w miejscach sprzedaży. W chwili obecnej promujemy w miejscach sprzedaży w najlepszych miejscach tytuł "Uciec przed cieniem" Ewy Kopsik - promocja w sieci salonów "Świat Książki" (40 księgarni w Polsce), sieci HDS (130 salonów InMedio i Relay), Matras (109 księgarni w Polsce) oraz Notabene (10 salonów w Polsce). Od połowy marca ruszamy z promocją półkową pierwszej części trylogii "Zakręty losu" Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. W zakresie promocji na stałe współpracujemy z 30 bloggerami, którzy piszą recenzje naszych książek i zamieszczają na łamach swoich blogów i serwisów literackich, jak nakanapie.pl, coczytać.pl. lubimy czytać czy Biblionetka, z kilkunastoma rozgłośniami radiowymi - akurat teraz w radio Gdańsk leci recenzja "Zakrętów losu", pozyskujemy patronaty - np. "Uciec przed cieniem" między innymi Radia Zet i Chilli Zet, "Zakrętów losu" Radia Roxy. Organizujemy płatne promocje dla książek w Azymucie - "Wydawca Poleca", mailing, usługi merchendisingowe obecnie np. dla 10 tytułów, handlowcy Azymutu jeżdżą i indywidualnie pracują z naszą ofertą wśród 100 największych księgarzy w Polsce, którzy współpracują z Azymutem. Drukujemy katalogi książek - ostatnio w 2000 egzemplarzy w lutym i rozsyłamy do księgarzy. To wszystko przekłada się na sprzedaż. Co, przepraszam bardzo, Pan widzi złego we współpracy z Novae Res, że tak komentuje nasze wydawnictwo?

    Pozdrawiam serdecznie

    Sebastian Czekalski
    menedżer projektu Wydawnictwa Novae Res
  • zgredek37 04.04.13, 16:41
    A jak odnosi się wydawnictwo do błędów w książkach przez nich wydanych i pomyłek, odnośnie których nie zamierza nic robić?
  • pisam 04.04.13, 17:14
    Jaka firma taka reakcja :-)
  • dulkanat 31.12.14, 18:32
    Ocena współpracy z Novae Res w skali od 0 do 10 - Alan Nay Tryptyk
    2 - redakcja polegała na wstepnej korekcie, ani jednej merytorycznej uwagi
    10- korekta wyłapała trzy poważne przekłamania, chapeaux bas
    2 - jakość druku dzięki oszczędności wręcz absurdalnej bez marginesów na lichym papierze
    4 - okładka nieczytelna mimo wykorzystania pomysłu autora niestety tylko w 50%, zreszta bez
    znaczenia, potencjalny czytelnik i tak nie widział bo
    0 - dystrybucja wyłacznie w internecie
    0 - promocja to 0
    Konkluzja - jak chcesz obdarować bliskich, wydrukuj w najblizszej drukarni samodzielnie, dużo taniej a eekt dokładnie taki sam
  • nobullshit 12.01.11, 00:04
    Stary wątek na ten temat:
    forum.gazeta.pl/forum/w,11943,100811705,100811705,Wydawnitwo_Novae_Res_czy_ktos_zna_.html
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje
  • ojuciasan 12.01.11, 02:38
    Znam wydawnictwo pośrednio, od autorów, którzy u nich wydają swoje książki (i nie ze współfinansowaniem!) i są zadowoleni. Ma opinię solidnego wydawcy.
  • marcinkrolik123 13.01.11, 16:59
    Nie wiem, na ile to jest miernik wiarygodności i solidności wydawnictwa, ale książki Novae Res można znaleźć w Empiku i Merlinie. Ja miałem jakieś dwa lata temu z nimi przygodę, która mnie do nich źle usposobiła. Szukałem wydawcy dla dość ryzykownej rynkowo książki i oni się zgodzili, ale tylko ze współfinansowaniem. Była to spora suma - blisko 2,5 tys. zł mojego wkładu. Co wydało mi się o tyle niesprawiedliwe, że w regulaminie dają do zrozumienia, że wybór formy należy do autora. A ja byłem gotów oddać im prawa autorskie, byle nie musieć się dokładać. No ale może spróbuję u nich znowu. Widzę, że ewoluują.
    --
    Marcin Królik
    czlowiekwsrodluster.wordpress.com/
  • benetowna1 13.01.11, 22:33
    Z realiów i rozmów z innymi autorami z NR wiem, że na własny koszt wydają tylko te pozycje, które wydają sie im "pewne", tzn. zwrócą się finansowo, bo na przykład temat czy gatunek jest "chodliwy" i znajdzie klienta. A także "sprzedjaacym" się dobrze Autorom proponują wydanie kolejnych ksiażek na koszt Wydawnictwa, a nawet zwiazanie sie umowami na kilka lat.
    Te pozycje , ktore sa dla nich wielkim znakiem zapytania ( redkatorzy i recenzenci znaczenie lepiej znaja rynek niz my) wydaja na wlasny koszt.
    Jesli juz ktos sie z nimi zwiaze wspołpracą , duzo plusow- terminowe, uczciwie wyplaty, proces wydawniczy krotki, mozliwosc kometowania przebiegu wydawniczego. I pelna kultura w kontaktach. Trzeba jednak byc troche elastycznym w autopromocji. Jesli ktos liczy na to, ze zasiadzie w fotelu , a jego ksiazka sama sie sprzeda, to raczej niech poszuka innego wydawnictwa.
    --
    blog literacki - www.annajszepielak.blogspot.com
    powieść - "Zamówienie z Francji"
  • benetowna1 13.01.11, 22:35
    ... chcialam oczywiscie napisac - "częściowo na koszt Autora, czyli ze wspofinansowaniem" a nie " na własny koszt". Przepraszam za zaplątanie myślowe.
    --
    blog literacki - www.annajszepielak.blogspot.com
    powieść - "Zamówienie z Francji"
  • marcinkrolik123 14.01.11, 22:30
    @benetowna1
    A orientujesz się, jak u nich jest z e-bookami? Czy też wchodzi w grę opcja współfinansowania, gdy materiał ryzykowny? W końcu wyprodukowanie e-booka to edytorski pryszcz w porównaniu z drukiem.
    --
    Marcin Królik
    czlowiekwsrodluster.wordpress.com/
  • benetowna1 15.01.11, 13:19
    Nie wiem nic o ebookach w NR. Ja wydałam swój poradnik w Dobrym eBooku, absolutnie bez współfinasownia. Polecam, dobra firma.
    --
    blog literacki - www.annajszepielak.blogspot.com
    powieść - "Zamówienie z Francji"
  • aga1972 17.01.11, 15:08
    Wydaję w Novae Res, na standardowych warunkach, bez współfinansowania. Ale podzielam zdanie Benetówny, jeśli książka według nich "rokuje", wówczas podpisują standardową umowę. Jeśli temat jest niepewny, wówczas proponują współfinansowanie. Jestem związana z nimi stałym kontraktem, mogę mówić tylko w swoim imieniu, nie narzekam na warunki współpracy:) A co do siedzenia w fotelu, Benetówna, to chyba teraz nigdzie tak nie ma, trzeba być aktywnym w sumie w każdej dziedzinie:)
    Pozdrawiam!
    --
    agnesscorpio.blogspot.com/
    www.agnesscorpio.pl/
  • benetowna1 17.01.11, 18:14
    Aga :), znam ze słyszenia takich marzycieli, którzy sądzą, ze po wydaniu pierwszej powiesci świat rzuci sie im do stóp i zostaną zasypani propozycjami. Powiem szczerze- niewiele osób jest tak aktywnych jak Ty czy Ewa. A ja przy Was troszeczkę:)
    Ale tradycyjne wydawnictwa mają większą kasę na reklamę i temu nie da się zaprzeczyć.
    --
    blog literacki - www.annajszepielak.blogspot.com
    powieść - "Zamówienie z Francji"
  • aga1972 17.01.11, 19:45
    zgadzam się Aniu, zwłaszcza co do tego, że kasa rządzi... Ale jakoś sobie radzimy i jaką się potem ma satysfakcję:)
    --
    agnesscorpio.blogspot.com/
    www.agnesscorpio.pl/
  • marcinkrolik123 17.01.11, 20:17
    No właśnie. Ostatnio intensywnie się zastanawiałem, czy dziś dla początkującego pisarza możliwa byłaby taka forma funkcjonowania, jak w przypadku Salingera czy Pynchona. Wychodzi mi, że nie. Nawet w dużym wydawnictwie, które ma przysłowiową "kapuchę" na promocję, autor musi się nagimnastykować, nabywać, nauśmiechać, bloga naprowadzić :). To jest nawet mile widziane, kiedy autor czynnie włącza się do promowania swojej twórczości.
    --
    Marcin Królik
    czlowiekwsrodluster.wordpress.com/
  • sarsembaj 01.03.11, 13:36
    Panie Skajstopie,

    jakiś czas temu mieliśmy okazję prowadzić dyskusję na forum, również w wątku dotyczącym NR. Wówczas zobowiązał się Pan do uczciwej oceny działania wydawnictwa Novae Res po upływie pewnego czasu, ponieważ nasze poglądy różniły się i każdy pozostał przy własnym zdaniu. Skoro wypowiada się Pan na tym forum i chce rzetelnie doradzać innym, dlaczego i na jakiej podstawie dyskredytuje Pan Wydawnictwo Novae Res, uprzednio pisząc w rozmowie sprzed półtora roku, iż "dostrzega potrzebę zaistnienia silnego wydawnictwa w stylu Novae Res"? Czym wg Pana różni się NR od wydawnictw "tradycyjnych", które Pan tak gloryfikuje, poza tym, że nie zawsze w pełni finansuje projekty wydawnicze? Właśnie dzięki temu zmniejszeniu ryzyka możemy dawać szansę większej liczbie debiutujących autorów. Reszta jest identyczna, jak w przypadku wydawców "tradycyjnych", zarówno pod względem dystrybucji, jak i promocji. Novae Res na stałe współpracuje z 4 dystrybutorami: OSDW Azymut, L&L, Edyp oraz Rema. W przyszłym tygodniu finalizujemy umowę z Olesiejukiem. Mamy dostęp do wszystkich księgarni i sieci sprzedażowych w Polsce, tylko od księgarza zależy, czy chce mieć książkę na półce. KAŻDA książka oferowana jest wszystkim dystrybutorom, każda może znaleźć się u księgarza - identycznie jak w przypadku innych, "tradycyjnych" wydawnictw. Promujemy książki w licznych mediach (można o tym poczytać na naszej stronie", organizujemy również promocje półkowe w miejscach sprzedaży. W chwili obecnej promujemy w miejscach sprzedaży w najlepszych miejscach tytuł "Uciec przed cieniem" Ewy Kopsik - promocja w sieci salonów "Świat Książki" (40 księgarni w Polsce), sieci HDS (130 salonów InMedio i Relay), Matras (109 księgarni w Polsce) oraz Notabene (10 salonów w Polsce). Od połowy marca ruszamy z promocją półkową pierwszej części trylogii "Zakręty losu" Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. W zakresie promocji na stałe współpracujemy z 30 bloggerami, którzy piszą recenzje naszych książek i zamieszczają na łamach swoich blogów i serwisów literackich, jak nakanapie.pl, coczytać.pl. lubimy czytać czy Biblionetka, z kilkunastoma rozgłośniami radiowymi - akurat teraz w radio Gdańsk leci recenzja "Zakrętów losu", pozyskujemy patronaty - np. "Uciec przed cieniem" między innymi Radia Zet i Chilli Zet, "Zakrętów losu" Radia Roxy. Organizujemy płatne promocje dla książek w Azymucie - "Wydawca Poleca", mailing, usługi merchendisingowe obecnie np. dla 10 tytułów, handlowcy Azymutu jeżdżą i indywidualnie pracują z naszą ofertą wśród 100 największych księgarzy w Polsce, którzy współpracują z Azymutem. Drukujemy katalogi książek - ostatnio w 2000 egzemplarzy w lutym i rozsyłamy do księgarzy. To wszystko przekłada się na sprzedaż. Co, przepraszam bardzo, Pan widzi złego we współpracy z Novae Res, że tak komentuje nasze wydawnictwo?

    Pozdrawiam serdecznie

    Sebastian Czekalski
    menedżer projektu Wydawnictwa Novae Res
  • skajstop 01.03.11, 13:57
    Szanowny Panie,

    widzę to, co napisałem: zdecydowana większość autorek i autorów NR musi zapłacić, żeby opublikować. Mylę się? Jeśli tak, poproszę o liczby zaprzeczające temu poglądowi.
    Ma mi się prawo nie podobać fakt, że trzeba zapłacić, aby zobaczyć książkę w druku? Ma. Toteż mi się nie podoba, że autorzy muszą płacić za druk.

    Chce pan porozmawiać o poziomie redakcji książek NR? Szczególnie tych finansowanych przez
    autorów? Naprawdę chce pan, żebym wziął na tapetę z pięć książek i zrobił masakrę, dowodząc, co oznacza "korekta" w przypadku NR? Jest na dużo niższym poziomie, niż w szanujących się tradycyjnych wydawnictwach. Dlaczego? Bo autora nie stać zwykle, żeby dał 1500 zł za porządną redakcję, w której nie chodzi o poprawienie przecinków.
    Zatem powód drugi: bardzo niski poziom opracowania tekstu.

    Wreszcie, z radością opowiada pan o jednej autorce. Fakt, to miły precedens. Ale zastanówmy się, dlaczego? Czy nie dlatego, że jest to osoba niezwykle operatywna i sama sobie robi kampanię, jeżdżąc po całej Polsce i robiąc spotkania gdzie się da? Pan powie pewno, że skoro ona może, to inni też. Ale jakoś nie widzę tych innych przypadków. A - drogi panie - już tu gdzieś pisałem, że ja ogólnie, a nie tylko do NR mam zastrzeżenia natury takiej, że ich efektywność jest strasznie niska. Tak trochę z palca, na tysiąc tytułów trafia się jeden taki, autorka którego ma talent organizacyjny na miarę Agnieszki L.-Ł.
    Zatem: podaje pan jeden przypadek, ale ja mówię o regule. A tą jest brak książek w księgarniach, możliwość zakupu jedynie przez Internet. Inaczej, niż w przypadku wielu tradycyjnych wydawnictw.

    To nie jest tak, że ja nie zmieniam zdania. Zmieniam, szanowny panie. Opisany przypadek jednej autorki rokuje nadzieję na przyszłość. Ale jaką przyszłość? Przecież wydawnictwa papierowego, które współpracuje z dystrybutorami :)

    Rozumiem, że broni pan dobrego imienia firmy. Ale konieczność płacenia, bardzo niski poziom opracowania tekstu i niedostępność zdecydowanej większości oferty wystarczają, abym nadal był sceptyczny i napisał to, co napisałem, a co pana tak obruszyło. Napisałem prawdę. Trzeba mieć pieniądze na druk, na redakcję, a potem na urządzenie swoistej trasy koncertowej, aby odnieść sukces zbliżony do przywołanego przez pana. (Tak, wiem, podobno za druk szanowna autorka nie płaciła. Ale rozmawiamy o regule, przypomnę.)

    Z szacunkiem,
    Skajstop
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
  • skajstop 01.03.11, 14:06
    Jeszcze słowo o dystrybucji.
    Owszem, zauważam zmianę. Być może za rok NR stanie się wydawnictwem, które ma mocno zróżnicowaną ofertę, i część książek stoi w księgarniach, a część, tych niszowych, dostępna jest przez Internet. Wtedy ok, zmienię zdanie. Wydaje mi się, że w tę stronę wydawnictwo zmierza.

    Nadal jednak będę się krzywić na płacenie przez autora, pan wybaczy. Dla mnie to niepoważne.
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
  • aga1972 01.03.11, 14:50
    Skoro padło moje nazwisko, to dodam tylko, że zawieram umowy tradycyjne i nie płacę za wydawanie moich książek, co notorycznie jest mi przypisywane.
    Pozdrawiam:)
    --
    agnesscorpio.blogspot.com/
    www.agnesscorpio.pl/
  • skajstop 01.03.11, 15:30
    Tak słyszałem, dobrze, że potwierdzasz. Ale to tylko potwierdza zarazem twoją siłę przebicia. Po prostu nie jesteś typowym przypadkiem w NR.
    Gratuluję sukcesów.
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
  • sarsembaj 01.03.11, 15:55
    Szanowny Panie Skystopie,

    ciekawi mnie, ponieważ ja w przeciwieństwie do Pana nie jestem anonimowy, co, kiedy i gdzie Pan opublikował, i jakie książki naszego wydawnictwa czytał?

    Absolutnie wszystkie nasze książki są dystrybuowane w sposób tradycyjny, a obecne płatne promocje półkowe w InMedio, Relayu, Matrasie, Świecie Książki i Notabene , o których pisałem są dla książki "Uciec przed cieniem", której autorką NIE jest Agnieszka Lingas-Łoniewska, tylko Ewa Kopsik.

    Tak samo płatne promocje Azymutowe są dla innych 10 tytułów - mam wrażenie, że nie czyta Pan tego, co piszę i ma Pan już wyrobione zdanie i nic, nawet najtwardszy fakt tego nie zmieni :) Książki pani Agnieszki są tak samo dystrybuowane jak każde inne w naszym wydawnictwie - trafiają, tak jak inne, do oferty wszystkich dystrybutorów tradycyjnych, których wymieniłem. A to że dodatkowo p. Agnieszka pomaga nam w promocji i promuje własną osobę różnymi sposobami, to tylko chwała jej za to.

    Jeżeli chodzi o poziom edytorski naszych publikacji, to ciekawy jestem na jakiej podstawie wysnuł Pan opinię o jego niskim poziomie, szczególnie w kontekście wielu pochlebnych opinii na temat ich opracowania (vide recenzje)? Oznaczałoby to, że jakoś jednak udało się Panu czytać nasze książki:) Bardzo prosiłbym o te 5 książek, z którymi chce Pan zrobić "masakrę" - wszystkie nasze książki opracowywane są przez zawodowych redaktorów, którzy swoją prace podpisują imieniem i nazwiskiem i odpowiadają za jej jakość, więc jak Pan znajdzie jakieś błędy, to tylko z korzyścią dla nas i czytelnika - te niewychwycone w redakcji zostaną poprawione przy dodrukach, a jak wiadomo bezbłędnych książek nie ma.

    Jeżeli chodzi o nasze książki - każda z nich stoi w jakiejś z księgarni - tej, która książkę chce na półce postawić. Skoro zna Pan rynek wydawniczy, doskonale Pan wie, że to księgarz decyduje, co chce postawić na półce, bo jest tam mniej miejsca niż wydawanych tytułów. Duże i znane wydawnictwa różnią się tylko marką i tym, że księgarz chętniej postawi na półce książkę znanego wydawcy, do takiej sytuacji zmierzamy. Chcemy, aby wysyłając zapowiedź np. Azymutu zamawiała ją połowa księgarzy z nimi współpracujących. Książki jednak proponowane są wszystkie i zgodzę się oczywiście ze zdaniem, że duże wydawnictwa typu WAB, Znak czy Rebis wprowadzą książkę do większej liczby księgarń niż my, ale mechanizm tego wprowadzania jest identyczny. Opiera się na decyzji o zamówieniu księgarzy od tych samych co my dystrybutorów. Różni się też jednak, przyzna Pan, produkt, którym zazwyczaj dysponują duzi wydawcy i my - i tu pojawia się w dużej mierze kwintesencja - my pracujemy na debiutantach, bardzo ciężkim produkcie, traktowanym przez te duże, gloryfikowane przez Pana wydawnictwa niszowo.

    Księgarza ciężko przekonać do polskiego debiutanta, szczególnie wydanego przez młode wydawnictwo, ale staramy się to zmieniać, nie wydajemy "do magazynu" i robimy wszystko, żeby książkę sprzedać, bo na tym zwyczajnie zarabiamy. Chcemy dać przy tym szansę jak największej liczbie debiutujących, stąd często współfinansowanie, aby po prostu zminimalizować ryzyko. Jeżeli duży wydawca pochyli się nad debiutantem - brawo, trzymam kciuki! Tylko ilu będzie takich szczęściarzy? A jak do druku przyjmie mały wydawca, ale za darmo, to często taki autor ma mniejsze szanse zaistnienia na rynku niż u nas, którzy już z racji wielkości prowadzimy zupełnie inne rozmowy z dystrybutorami i sieciami niż wydawca wydający mało. Może Pan uważać, że współfinansowanie (nie pełne finansowanie, jak w niektórych innych firmach) jest niepoważne, fakt jednak jest taki, że często jest to jedyna poważna forma zaistnienia debiutanta w obiegu tradycyjnym - jeżeli wydawnictwo zapewnia takie warunki dystrybucji i promocji jak nasze. Nie piszę o wydawnictwach, które drukują 50 egzemplarzy i wystawiają na swoją stronę internetową. Swoją drogą podejrzewam, że za 2 lata już nie będę musiał w żaden sposób bronić Novae Res przez takimi komentarzami, bo będzie tak duże i wiarygodne, że obroni się samo swoją pozycją rynkową. W kontekście tempa, w jakim wydawnictwo się rozwija, jest to bardzo prawdopodobne. Oczywiście ma Pan pełne prawo krzywić się na partycypowanie finansowe Autora w publikacji, jednakże byłbym wdzięczny za niepodawanie nieprawdziwych informacji o naszej dystrybucji i opracowaniu edytorskim książek.

    Sebastian Czekalski
    menedżer projektu Wydawnictwa Novae Res
  • nomina 01.03.11, 21:35
    Panie Sebastianie - Pana interlokutor jest uznanym twórcą i doświadczenie w tej materii ma. Jednocześnie kompetentnie może wypowiadać się na temat redakcji, chociaż wydaje mi się, że nieco przecenia jakość edytorską w tzw. 'tradycyjnych" wydawnictwach. Niestety, za 30 zł za arkusz korekty i dwa-trzy razy tyle redakcji - nie można oczekiwać, że w kolejce do książki będą się ustawiać doświadczeni uniwersyteccy lingwiści i autorzy słowników. Dramatycznie spada jakość edytorska w tzw. uznanych wydawnictwach, w niektórych dużych oficynach nigdy zresztą nie stała na wysokim poziomie.

    Natomiast Skajstop reprezentuje tradycyjną szkołę myślenia, że książka ma być dostępna w księgarni. Ja stoję na przeciwległym krańcu - dla mnie książka ma nie być dostępna w księgarni.
    ... Ona ma być u czytelnika.
    Stąd niechęć Pana interlokutora to różnych nietradycyjnych form produkcji i dystrybucji książki, nie tylko w zakresie współfinansowania :).

    Natomiast bardzo mnie zmartwiło, Panie Sebastianie, że tak nowatorskie wydawnictwo, jak jawiło mi się rok temu z okładem Novae Res, uległo najgorszym obrządkom tradycyjnej dystrybucji w postaci opłacania się dystrybutorom, "półkowym", "katalogowym" i innym formom, które wypaczają kontakt czytelnika z książką.
    Niemniej - niezmiennie życzę nieustających sukcesów!
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę karolinasykulska.pl
  • sarsembaj 01.03.11, 23:55
    Witam Pani Nomino,

    cieszę się, że mam przyjemność wymiany spostrzeżeń i opinii z uznanym twórcą, jakim jest Pan Skystop, i bardzo to sobię cenię, niemniej jednak nawet w dobie internetu zawsze wolę wiedzieć konkretnie, z kim rozmawiam, znacznie uprzyjemnia i ubogaca to dyskusję moim zdaniem. A dodatkowo, wiedząc z kim rozmawiam, mógłbym świadomie zapoznać się z twórczością uznanego pisarza.

    Co do redakcji - faktycznie mocno spadła ostatnio jakość. Nawet u najbardziej uznanych wydawców zdarza się stosunkowo sporo błędów - w ostatnio czytanej książce "Znaku" aż mnie to zdziwiło. Spojrzałem na stronę redakcyjną i mimo redaktora prowadzącego, redaktora i dwóch korektorów są proste błędy, takie jak np. literówki. A to przecież jeden ze wzorów sztuki edytorskiej. Nie wspominam o innych dużych wydawnictwach, np. ilości błędów w wydaniach Dana Browna Sonii Dragi. Stąd moje przekonanie od zdecydowanego nieodbiegania redakcyjnego naszych książek od rynkowego standardu, co zarzuca nam Pan Skystop.

    My z innowacyjności nie rezygnujemy. Ja dalej jestem zdania, że należy jak najszybciej wyeliminować dystrybucję, a przyszłość należy do e-książki i nowych form kolportażu, ale to forum głównie o wydawnictwach tradycyjnych (papierowych), więc tylko tę gałąź NR eksponuję. Wydając debiutantów, musimy się "opłacać" dystrybutorom i przebijać na rynku tradycyjnym, żeby lepiej zaistnieć w świadomości czytelnika oraz, nie ukrywajmy, spełnić marzenie wielu autorów, aby książka była dostępna w księgarni :). Potem będzie łatwiej. Nie oznacza to w żadnym razie, że dystrybucja tradycyjna to nasz jedyny kanał kolportażu treści, a innowacje zarzuciliśmy. Wręcz przeciwnie - bacznie śledzimy wszelkie zmiany i konkretyzujemy nasze w nich miejsce. Jak już ktoś gdzieś zauważył na którymś forum, założenie jest takie, aby działać wielosegmentowo. Przy uzupełniających się działaniach dystrybucyjno-promocyjnych i różnorodnych formach wydawniczych istnieje realna szansa zbudowania solidnej marki.

    Pozdrawiam serdecznie

    Sebastian Czekalski
    menedżer projektu Wydawnictwa Novae Res




  • skajstop 02.03.11, 09:07
    Nomina wyręczyła mnie nieco w kwestii mojego pisarskiego statusu - dzięki, Nomino.

    W kwestiach zasadniczych:

    1. Zgoda, przekonał mnie pan, że NR prowadzi także tradycyjną dystrybucję, zatem książki w jakiś tam sposób są dostępne. Nie będę się spierać o zakres, przyjmuję to do wiadomości. Pana sukces :) Aczkolwiek z takim zastrzeżeniem, że to jest porażka NR, ma pan tego świadomość? Nomina już to panu wytknęła - to jest przyznanie, że sprzedaż bezpośrednia przynosi nienajlepsze wyniki. Wciąż proszę o pokazanie bestsellerów, które zawojowały rynek, nie stojąc oparte grzbietem o księgarską półkę :)

    2. Kwestia finansowania czy współfinansowania - pozostanę przy swoim. To jest psucie rynku, obniżanie poziomu tekstów - tu nie zmieni nic postawa dobrodzieja ułatwiającego drogę debiutantom. Bardzo bym zresztą dyskutował, czy to jest ułatwienie. Wydanie źle opracowanej książki, z błędami, dla debiutanta może oznaczać raczej zniechęcenie do siebie czytelników w przyszłości, niż otwarcie furtki do pisarskiego raju.

    3. Poziom redakcji. I tu, przyznam, mocno mnie pan rozbawił argumentem, że skoro gdzie indziej jest źle, to w NR też może być. Wcześniej pisał pan o ciężkiej praca zawodowych redaktorów w NR. Nie mam w tej chwili na półce żadnej z książek pana wydawnictwa, dlatego posłużę się czymś, co z pewnością pisali autorzy, ale przeszło przez ręce redaktorów. Krótkie, proste teksty. To znaczy – pozornie proste… Noty o książkach. Uprzejmie proszę, kilka przykładów:

    a.
    Powieść historyczna o politycznym i psychologicznym zabarwieniu, poruszająca temat konfliktu pomiędzy Węgrami a Turcją w XV w., a konkretnie w latach panowania Władysława Jagiellończyka, zwanego potem Warneńczykiem. Powieść opowiedziana jest ustami kilku narratorów, mi. in. samego króla, biskupa Oleśnickiego, legata papieskiego Cesariniego i generała węgierskiego Hunyadyego. Każda z postaci reprezentuje inną postawę polityczną, dyplomatyczna i obyczajową. Powieść podaje historyczną wersję wypadków, choć wiele wydarzeń z tego okresu, łącznie ze śmiercią króla pod Warna, do tej pory nie zostało zadowalająco wyjaśnionych. Autorka podaje własną interpretację i stara się odpowiedzieć na pewne zarzuty stawiane przez badaczy Władysławowi, a czyni to z prostej sympatii do tragicznej postaci królewskiej.

    Pisałam z myślą o wszystkich tych, którzy kochają średniowieczną historie Polski i Europy, a szczególnie czasy Jagiellonów. Warneńczyk jest mało znanym królem, poza tragiczna śmiercią pod Warna nie zapisał sie w pamięci narodowej niczym szczególnym, więc chcę przełamać ten schemat i bardziej wyrafinowanym czytelnikom dostarczyć nowych wrażeń i nieznanego materiału.


    b.
    Przestępczość w Unii Europejskiej osiągnęła tak wysoki poziom, iż Parlament Europejski w roku 2029 wprowadził dyrektywę 01/CR znoszącą pojęcie przestępstwa ściganego z urzędu. Od tego momentu, aby zostało wszczęte postępowanie, ofiara lub jego świadkowie muszą zgłosić zawiadomienie osobiście. Ofiarom śmiertelnym pozostawiono jednak furtkę dającą możliwość pośmiertnego zgłoszenia zawiadomienia: za pomocą napisu “CRH” (Crime & Help) lub znacznika (elektroniczne urządzenia zapisujące takie prośby). W roku 2030 powołany zostaje do życia specjalny pion policji, którego zadaniem jest odnajdywanie takich właśnie zawiadomień; w Polsce pion ten nosi nazwę Sekcja Rozpoznania. Bez odnalezienia zawiadomienia przez funkcjonariuszy Sekcji R, sprawa nie może być przekazana śledczym do dalszego rozpatrzenia; nawet mimo ewidentnych znamion morderstwa...

    c.
    „Rebeka” to portret młodej kobiety z prowincjonalnego miasta, niezrealizowanej życiowo, tęskniącej do wielkiej miłości. Kobiety takie istnieją naprawdę, a powieść stanowi ich egzystencjalne lustro – typowe, przeciętne i bardzo normalne.

    Powieść skierowana jest do bardzo wielu kobiet, tych właśnie nie do końca zrealizowanych życiowo, marzących o wielkiej miłości. Zawiedzionych w swojej bezsilności, cierpiących, popadających w depresję, alkoholizm, narkomanię. Tych, które wychodzą za mąż w wolnych chwilach, uciekając myślami do swojego zamkniętego świata, dużo lepszego od rzeczywistości.


    A teraz pytanie: uważa pan, że to są dobrze zredagowane po względem językowym i profesjonalnie przygotowane noty informacyjne o książce? Proszę o odpowiedź "tak" lub "nie". Dziękuję.

    Na koniec: myślę, że niesłusznie pan uważa mnie za wroga takiej formy prowadzenia wydawnictwa. Myli się też Nomina - ja nie jestem przywiązany do tradycyjnego sposobu publikowania. Mam świadomość, że rynek się zmienia, udział sprzedaży bezpośredniej będzie rosnąć, wreszcie jakieś wydawnictwo zostanie liderem w tym segmencie. Tylko niech ono będzie mocne także w kwestiach dostępności swoich produktów, a przede wszystkim - jakości. To oznacza także sito, którego w NR nie widzę. Vide punkt 2.

    Pozdrawiam,Skajstop
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
  • sarsembaj 02.03.11, 12:47
    Panie Skystopie,

    ja nigdy nie podważałem Pańskiego statusu pisarskiego, bowiem nie wiem, kim Pan jest, więc Pani nomina nie musiała Pana "wyręczać". Chciałem dowiedzieć się po prostu, z kim rozmawiam. W dobie internetu ciężko polemizować z anonimami, którzy w żaden sposób nie odpowiadają za swoje słowa, szczególnie jeżeli są to słowa nieprzemyślanej, nieuzasadnionej krytyki.

    Wracając do Pańskiego pytania, nie mam zastrzeżeń co do poprawności językowej przytoczonych przez Pana tekstów not wydawniczych, oczywiście na okładkach, bo widzę, że system Zaczytanych, skąd skopiowane są opisy, gdzieniegdzie usunął znaki diakrytyczne na stronie internetowej. No ale, jak Pan sam przyznał, okładek Pan nie widział. We wcześniejszym poście zdyskredytował Pan nasze wydawnictwo w kontekście jakości opracowania edytorskiego, nie mając, jak się okazało, w ręku żadnej z naszych książek. Brawo.

    Szczęśliwym trafem najlepszym weryfikatorem dla książki, autora i wydawnictwa jest czytelnik, bo to on decyduje o tym, co chce czytać i za co zapłacić oraz jakie teksty na okładce przyciągają jego uwagę. Cieszymy się, że nasze książki znajdują coraz większą rzeszę czytelników i czytanie ich sprawia im przyjemność, za którą są skłonni zapłacić. To jest dla nas największy sukces. A na Pańską prośbę podaję świeżutki przykład jednego z "bestsellerów, które zawojowały rynek, nie stojąc oparte grzbietem o księgarską półkę":

    Amanda Hocking, 26 lat, to autorka, która zaskoczyła wszystkich, zarabiając miliony dolarów na opublikowaniu własnej bestsellerowej książki elektronicznej na Amazon. Każdego miesiąca sprzedaje 100 tys. kopii książki po $2,99 każda. Nie mając umowy z żadnym wydawcą, 70% dochodów zachowuje dla siebie. [żródło: usatoday.com]

    Nie chciałbym dłużej z Panem polemizować, bo jak widzę skończy się to tak, jak 1,5 roku temu. Trzeba mieć jednak świadomość, że era skostniałych wydawnictw, w których sędziwi redaktorzy o jedynie słusznej racji podejmują decyzję o literackim życiu bądź śmierci odchodzi do lamusa i wpuszczanie na rynek debiutantów będzie coraz częstsze i bardzo dobrze! Może wreszcie odświeży to polską literaturę. A Pana proszę jedynie o to, aby nie wypowiadał się autorytarnie na temat wydawcy, którego książek nie zna.

    Pozdrawiam serdecznie

    Sebastian Czekalski
    menedżer projektu wydawnictwa Novae Res
  • skajstop 02.03.11, 13:17
    Hm,

    ale który z nas czyta bez zrozumienia i ze złą wolą, szanowny dyskutancie? Nigdy nie napisałem, że nie miałem żadnej książki fizycznie w rękach, a jedynie, że nie mam żadnej teraz na półce, żeby cytować ze środka książki. To po pierwsze.

    Po drugie, jeżeli w rojącej się od błędów składniowych i innych nocie: „Rebeka” to portret młodej kobiety z prowincjonalnego miasta, niezrealizowanej życiowo, tęskniącej do wielkiej miłości. Kobiety takie istnieją naprawdę, a powieść stanowi ich egzystencjalne lustro – typowe, przeciętne i bardzo normalne.
    Powieść skierowana jest do bardzo wielu kobiet, tych właśnie nie do końca zrealizowanych życiowo, marzących o wielkiej miłości. Zawiedzionych w swojej bezsilności, cierpiących, popadających w depresję, alkoholizm, narkomanię. Tych, które wychodzą za mąż w wolnych chwilach, uciekając myślami do swojego zamkniętego świata, dużo lepszego od rzeczywistości.
    widzi pan tylko brak znaków diakrytycznych, to co ja mam powiedzieć? Potwierdza to tylko moją opinię o bardzo niskim poziomie korekty, bo redakcją bym tego nie nazwał. Hinty dla pana: lustro, wychodzić za mąż w wolnych chwilach :-)

    Po trzecie: prosiłem o przykłady z polskiego rynku. Ekscytowanie się, że na miliardowym anglojęzycznym, nasyconym czytnikami rynku dzieją się takie rzeczy, jakoś mnie nie wzrusza. Proszę raczej sprawdzić, jak się sprzedaje beletrystyka polskich autorów w postaci e-booków.

    Faktycznie pas, bo szkoda czasu.

    I w jednym się pan myli, że sobie pozwolę na sprostowanie. Ja się nie zasłaniam, sporo osób wie, kim jestem. Stąd odpowiadam za swoje słowa. Jeżeli uważa pan moją krytykę za niezasadną, przecież pan wie, jak doprowadzić do ujawnienia moich danych osobowych. Tylko na nieco innym forum :)

    Natomiast czy moja krytyka jest bezzasadna, to też ocenią czytelnicy. Ciekawe co powiedzą o błędach, których pan nie widzi...

    Pozdrawiam,
    S.
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
  • pisam 02.03.11, 14:37
    Panie Sebastianie.
    Nie zabierałem głosu w tej dyskusji, bo jak można dyskutować z kimś kto wszystko wie najlepiej. Szkoda czasu i zdrowia, bo Pana nic nieprzekona. Zgadzam się z S. - każdy z nas ma prawo do swoich ocen, w także on, ja, jak i pan, oraz każdy kto to czyta. Pan jest przekonany, że e booki i wasza oferta zmieni rynek w Polsce. Ja mam inne zdanie, a jak będzie naprawdę przekonamy się za dziesięć lat.
    Chcę jeszcze wrócić do pewnego fragmentu pana poprzedniej wypowiedzi, "że musicie opłacać". Jest Pan w błędzie, nic nie musicie, jeśli nie chcecie, a jeśli ktoś was do tego zmusza, możecie to zgłosić na policję, bo inaczej wszystko kojarzy się z Włochami i mafią. Dowodem, że można zaistnieć bez "opłacania" jestem choćby ja, bo mnie nie interesuje sieci w stylu EMPiK, czy Matras (jeden płaci z opóźnieniem 0,5 roku, drugi... pomińmy to milczeniem) ale czytelnik. Skoro ja do niego docieram, to znaczy, że można, i nie potrzeba od autorów ściągać jeszcze jakieś pieniądze tłumacząc to współfinansowaniem lub innymi bzdętami. Sto razy lepiej jest wydać książkę samemu niż wchodzić w jakieś układy. Wracając do pańskiego przykładu ze Stanów - chce Pan powiedzieć, że ta książką za 2,99 jest z waszego Wydawnictwa, bo jeśli to przykład jest wzięty z gęby, czyli z niczego. Proszę się pochwalić przykładami swojej firmy, że taka a taka książka sprzedała się w nakładzie .... Tu zostawiam puste miejsca, bo póki co, to nikt z waszych Autorów się nie chwalił że przekroczył 1 tysiąc egz.
    żeby nie było, że jestem anonimem
    księgarz od przeszło ćwierć wieku - władysław Zdanowicz
    ps. Notki o książkach są fatalne, więc proszę się nie dziwić, że my księgarze nie sięgamy po nie Klient zamówi, to się ściągnie z Azymutu.
  • sarsembaj 02.03.11, 15:29
    Panie Władysławie,

    ja nie napisałem nigdzie, że księgarze nie zamawiają naszych książek, tylko że dążymy do tego, aby jak największa ich liczba tego dokonywała. Pański post jest bardzo chaotyczny - Pan jest księgarzem czy autorem? Pisze Pan, że "dociera Pan do czytelnika" bez Matrasa i Empiku, dodając info, że zalegają z płatnościami (nota bene to raczej problem dystrybutora i wydawcy, nie Pana), czyli wygląda, jakby był Pan Autorem, bo zarówno Matras, jak i Empik to księgarnie detaliczne, czyli konkurencja księgarzy, a nie ich kontrahenci. Jak więc Pan jako księgarz mógłby napisać, że dociera do czytelnika z pominięciem innych księgarni - to przecież jakaś groteska by była, że księgarz chwali się, że dociera do czytelnika bez pomocy innych księgarni :)

    Oczywiście, że żadne wydawnictwo nie będzie płacić za najlepszą półkę w jakiejś pojedynczej księgarni tylko w sieciach, które odwiedzają miesięcznie miliony osób (np. HDS), a "opłacanie się" jest stwierdzeniem ogólnym. Panu też się "opłacają wydawcy", ponieważ Pan żyje ze sprzedaży ich towaru ze swoją marżą. A jeżeli przychodzi do Pana klient i pyta o konkretną książkę naszego wydawnictwa, to tylko świadczy o tym, że szuka jej, aby ją nabyć, bo jest nią zainteresowany. Pana więc błąd, że nie ma Pan towaru na półce, na który jest popyt, tylko musi "ściągać z Azymutu". Jeżeli chodzi o wysokość sprzedaży, to nie leży w mojej kompetencji ujawnianie takich danych i nie byłoby to poważne na tym forum. Autorzy, którzy będą chcieli pochwalić się sprzedażą, mogą to zrobić, a jest sporo takich, którzy mają czym.

    W tym kształcie chciałbym zakończyć naszą dyskusję, bo robi się mało przyjemna. Pozostańmy przy swoich zdaniach.

    Pozostaję z szacunkiem.

    Sebastian Czekalski
    menedżer projektu Wydawnictwa Novae Res
  • pisam 02.03.11, 17:02
    Panie Sebastianie
    Aby prowadzić dyskusję, trzeba co najmniej dwóch partnerów, a Pan poza frazesami niczym się nie posługuje. Gdyby Pan skorzystał z okazji i sprawdził w Google, to wiedziałby Pan, że jestem księgarzem, oraz Autorem. Ale trzeba by było najpierw pomyśleć...
    Co do księgarń, to nie ma Pan pojęcia jak one pracują, nie odróźnia Pan marży od półkowego, więc rzeczywiście nie mam o czym z takim menedżerem dyskutować.
    władysław zdanowicz
  • sarsembaj 02.03.11, 14:47
    Witam,

    powtarzam, że w opisach nie ma błędów, motyw lustra jest motywem częstym w literaturze i taka przenośnia nie powinna nikogo dziwić, tak samo jak "wychodzenie za mąż w wolnych chwilach" jest luźnym nawiązaniem do słów piosenki Ewy Bem pt. "Wyszłam za mąż, zaraz wracam" i ma nieść ze sobą konkretne konotacje.

    Co do jednego zgoda - ocenę pozostawmy czytelnikom :)

    Pozdrawiam serdecznie

    Sebastian Czekalski
    menedżer projektu Novae Res
  • skajstop 02.03.11, 15:25
    Szanowny panie,

    tylko potwierdza pan moją opinię o jakości korekty, której redakcją nie odważę się nazwać.

    Kobiety takie istnieją naprawdę, a powieść stanowi ich egzystencjalne lustro – typowe, przeciętne i bardzo normalne.

    To jest błąd składniowy, z tego zdania wynika, że przeciętne i bardzo normalne jest... lustro, nie zaś kobiety.

    Tych, które wychodzą za mąż w wolnych chwilach, uciekając myślami do swojego zamkniętego świata, dużo lepszego od rzeczywistości.

    Przykro mi, ale w lapidarnym opisie książki, jeżeli to nawiązanie do słów piosenki, powinno to paść, taka jest reguła. Wygląda to i będzie traktowane jak fatalny błąd. I jest nim.

    Mógłbym to mnożyć, tylko po co? Jest wspaniale, chętni się cisną drzwiami i oknami. Zatem życzę powodzenia i dalszego psucia opinii polskim autorom. Bo gdyby pan dotąd nie zrozumiał, wydawanie książek w ten sposób jeszcze bardziej utwierdza opinie, że lepiej kupić książkę zagranicznego autora niż polską, kiepską, nudną, źle zredagowaną.

    Podejrzewam jednak, że jest to panu obojętne, liczy się tylko interes, zatem zakończmy tę dyskusję. Pozdrawiam i bez odbioru.
    S





    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
  • sarsembaj 02.03.11, 15:49
    Kobiety takie istnieją naprawdę, a powieść stanowi ich egzystencjalne lustro – typowe, przeciętne i bardzo normalne.

    Napisał Pan: To jest błąd składniowy, z tego zdania wynika, że przeciętne i bardzo normalne jest... lustro, nie zaś kobiety.

    Teraz to mnie Pan szczerze rozbawił :) Przecież w tym zdaniu właśnie o to chodzi, że "egzystencjalne lustro" jest typowe, przeciętne i bardzo normalne. Czyli powieść jest odbiciem nudnego życia kobiet, a nie że one same są nudne, typowe i przeciętne :)

    A odnośnie słów piosenki Ewy Bem, to proszę wybaczyć, ale notka wydawnicza to nie dysertacja naukowa, nie wymaga przypisów, widzę, że wprowadza Pan swoje własne reguły :) Sformułowanie "wychodzą za mąż w wolnych chwilach" to subtelna aluzja, puszczenie oka do inteligentnego czytelnika, który ją zrozumie i nie potrzebuje do tego przypisów :)

    A co do zagranicznych pisarzy, to przecież ich też... opracowują polscy redaktorzy, więc jaka jest różnica między dobrze opracowaną książką polskiego czy zagranicznego autora :)?

    Rzeczywiście skończmy, bo przestanę dawać wiarę w Pański autorytet, a zacznę Pana traktować jako trolla internetowego, a tego bym nie chciał :)

    Pozdrawiam serdecznie

    Sebastian Czekalski
    menedżer projektu Wydawnictwa Novae Res
  • skajstop 02.03.11, 16:49
    Za trolla dziękuję. Stanowczo wolę być trollem, to zacne stworzenie - w przeciwieństwie to ordynarnych kłamców i cyników, którym żaden pieniądz nie śmierdzi.

    W kwestii dyskutowanego zdania polecam konsultacje u kogoś, kto naprawdę ma pojęcie o języku. Przyjmie pan zakład, że ono jest niepoprawne?

    Zresztą, mimo że szkoda mi czasu, proszę bardzo, życzył pan sobie, to mamy kolejną porcję smakowitości rodem z Novae Res. Na razie cytaty z notek:

    - podnieca mecenasostwo jego zarządu i obywateli

    - Jadąc przed siebie bez celu, spotyka wielu ciekawych ludzi, którzy ubarwiają jego podróż wątkami zaczerpniętymi z ich własnych przeżyć

    I wreszcie mój absolutny faworyt. Ja nie chciałem sprowadzać dyskusji do tego poziomu, lojalnie ostrzegałem. Ale o ile rozumiem starego, prawie osiemdziesięcioletniego człowieka, który chce coś napisać, podzielić się... po ludzku rozumiem... o tyle mam za żerowanie na nim mam publikowanie czegoś takiego, jak poniższa nota: zaczytani.pl/ksiazka/moje_widzenie_rzeczywistosci,druk

    Szanowny panie wydawco, tak zadowolony z siebie i nieomylny, czy ma pan chociaż blade pojęcie, że ośmiesza pan tego człowieka? I czy ma pan pojęcie o tym, jak wygląda podział na rasy człowieka? Co to jest za kuriozum, szanowny panie, to "ludzkich ras kolorowych i jasnoskórych"??????? Edukacyjnie podam panu linka: pl.wikipedia.org/wiki/Rasa_cz%C5%82owieka

    I pan mi mówi, że to jest odpowiedni poziom? Pan kpi. Słyszał pan o redakcji merytorycznej, albo zwykłej, ale robionej przez kogoś, kto jak się na czymś nie zna, to przynajmniej sprawdzi?

    No chyba że mi pan napisze, że wszystko jest w porządku?

    Troll Skajstop
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
  • sarsembaj 02.03.11, 17:40
    Ja Pana nie obraziłem, a Pan mnie ewidentnie obraża, ale jak zdążyłem się zorientować, nie jestem jedynym, który dostąpił tego "zaszczytu" z Pańskich ust na forum. Gwoli wyjaśnienia nie jestem wydawcą, tylko pracuję w wydawnictwie. Nie znalazł Pan błędów (tak, przyjmę zakład i to niech Pan poszuka kogoś, kto Panu wytłumaczy sens i konstrukcję rzeczonego zdania) w trzech wcześniej przytoczonych przez samego siebie opisach, to teraz szuka dziury w całym w innych, jednocześnie wyśmiewając jednego z naszych Autorów, który na potrzeby własnej tezy stworzył pojęcie ras jasnoskórych.

    Ja nigdzie nie napisałem, że nasze książki są bezbłędne, staramy się cały czas pracować, aby były jak najlepsze edytorsko. Pan z kolei na podstawie wycinków, jak w kole hermeneutycznym, chce oceniać całość i przyczepiając się do pojedynczego błędu, który wreszcie znajdzie, dyskredytować całe wydawnictwo.

    Panu szkoda czasu, mi szkoda czasu, zakończmy wreszcie tę dyskusję :) Zapraszałem Pana 1,5 roku temu do nas do wydawnictwa, zapraszam i teraz, chętnie porozmawiam osobiście, bo takie pisanie zabiera mi bardzo dużo czasu.

    Pozdrawiam serdecznie

    Sebastian Czekalski
    menedżer projektu Wydawnictwa Novae Res
  • nomina 02.03.11, 21:20
    Panie Sebastianie - mimo szczerej sympatii do działań Pana wydawnictwa - muszę poprzeć przedmówców, w opisach rzeczywiście roi się od błędów - i z zakresu "twardego językoznawstwa", i stylistyczno-myślowych. Nie jest to zarzut pod Pana adresem, to wina korektora i redaktora. Ale dobry redaktor to prawdziwy skarb, a na rynku, który zgłupiał do tego stopnia, by za korektę płacić osiemdziesiąt groszy za stronę, nie ma już dobrych "opracowaczy" tekstu. Zadziałało prawo Kopernika, niestety, z inspiracji chciwością i głupotą wydawców, którzy woleli ciąć koszty redakcji zamiast buntować się przeciwko "półkowemu".

    PS. Ja też mam się podpisać z całą tytulaturą, skoro uprawiamy taki wersal :)?

    PPS. Piszę wersal, gdyż traktuję to już jako eponim.
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę karolinasykulska.pl
  • sarsembaj 03.03.11, 12:07
    Pani Nomino,

    dziękuję za wyrazy sympatii względem Novae Res. Panią również zapraszam do wydawnictwa :)

    Pozdrawiam serdecznie

    Sebastian Czekalski
    menedżer projektu Wydawnictwa Novae Res
  • nomina 03.03.11, 12:41
    A, dziękuję - i przypominam, że mamy sprzed ponad roku zawieszoną "preumowę intencyjną o współpracy" :). Ja wreszcie, z rocznym poślizgiem nie z własnej winy, wdrażam to, co zapowiadałam, i myślę że do wiosny będę mogła zaproponować Panu konkrety.

    PS. Jak widać w stopce, kolejny raz zmieniłam nazwę wydawnictwa, ale już chyba wszyscy się do tego przyzwyczaili :).
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę karolinasykulska.pl
  • al9 03.03.11, 14:45
    Panie Sebastianie - mimo szczerej sympatii do działań Pana wydawnictwa - muszę
    > poprzeć przedmówców, w opisach rzeczywiście roi się od błędów - i z zakresu "tw
    > ardego językoznawstwa", i stylistyczno-myślowych. Nie jest to zarzut pod Pana a
    > dresem, to wina korektora i redaktora.
    ---------------------------------
    a to z Pani strony:

    ... Prócz ich twórczyni łączy je wspólny mianownik - są doskonałą rozrywką, zabawą literacką z czytelnikiem i dla czytelnika

    Szkoda, że zamiast dyskusji z managerem wydawnictwa - zaczęliście Państwo szukać dziury w całym...
    I zamiast rozmowy o dystrybucji, współfinansowaniu, ebookach - zrobiło się to co zawsze - czyli niesympatycznie.
    Szkoda
    al9
    artur leszczyński
    --
    Moja ulubiona księgarnia:
    www.cyfrowaszafa.pl/
  • nomina 03.03.11, 19:04
    al9 napisał:

    > a to z Pani strony:
    >
    > ... Prócz ich twórczyni łączy je wspólny mianownik - są doskonałą rozrywką, zab
    > awą literacką z czytelnikiem i dla czytelnika
    >
    > Szkoda, że zamiast dyskusji z managerem wydawnictwa - zaczęliście Państwo szuka
    > ć dziury w całym...
    > I zamiast rozmowy o dystrybucji, współfinansowaniu, ebookach - zrobiło się to c
    > o zawsze - czyli niesympatycznie.
    > Szkoda
    > al9
    > artur leszczyński

    -- Proszę o rozwinięcie opinii, z uwzględnieniem mojego uczestnictwa w doprowadzeniu do tego, że zrobiło się (?) niesympatycznie.


    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę karolinasykulska.pl
  • pisam 04.03.11, 13:49
    Panie Arturze, wydaje się, że nie przeczytał Pan całości dyskusji.
    To Pan Sebastian wrócił do wątku i naskoczył na tych co mają inne zdanie, więc nie powinien się zdziwić że doczekał się odpowiedzi. Nikt na niego nie naskoczył bez powodu, a dyskusji merytorycznej nie prowadził, bo od początku posługiwał się frazesami, starając się zbić z tropu swoich anwersarzy. Piszę Pan, że nie prowadziliśmy rozmów o dystrybucji, współfinansowaniu, e bookach, itd. Nie wiem czy Pan zauważył, ale my na ten temat wiemy raczej więcej od Pana Sebastiana - któremu nawet się sprawdzić z kim rozmawia (tak jak było w moim przypadku, gdzie podpisałem się z imienia i nazwiska). Księgarzowi po 30 latach pracy w księgarni, ( podobny okres moich pierwszych kontaktów jako Autora z Wydawnictwami) pisze że nie wiem na czym polega praca księgarza, Autora... Hmmm. A sam nie zna różnicy między marżą księgarską a pólkowym szantażem ze strony EMPiK-u. O czym ja mam z nim dyskutować? Sądzę, że powinien się cieszyć, że potraktowaliśmy go tak jak został, bo mógłbym użyć innych słów. Jest jeszcze jedna sprawa dotycząca ebooków, współfinasowania, itd. Wypowiadałem się na ten temat 100 razy i nie widzę sensu tracić czas na powtarzanie swoich poglądów - kto chce niech poszuka choćby na tym forum - dlaczego ja mam tracić czas?
    W Anglii istnieje przepis prawny, który mówi, że Autorem nie może się nazwać osoba która finansuje sama swoją książkę, oraz nie sprzedała w przeciągu 6 miesięcy 300 egzemplarzy. U nas, każdy kto wyda książkę choćby w 5 egz. wpisuje w swoje CV bycie Autorem... Nie wiem jak Pan ale dla mnie działa odstraszająco, ale jeśli masz pieniądze wszystko ci wolno. Także tworzenia dla własnych celów rasy białoskórych (sorry, jeśli coś tu pomyliłem).
    Według mnie celem Wydawcy nie jest wyłącznie wydanie byle czego, aby tylko zarobić, ale wydać książkę którą będzie się chlubił, jako jej współtwórca. I na koniec jeszcze jedna sprawa, pracy redakcyjnej. Nawet Pan sobie nie wyobraża ile dla rozwoju Autora daje możliwość pracy z redaktorem i korektorem. Rzadko która książka od razu nadaje się do druku, a jeśli tak się dzieje, że Wydawca podchodzi do tego na zasadzie - jakoś to będzie, Autor zapłacił więc niech on się martwi, prowadzi do tego, że Autor się nie rozwija... Ale o tym można pisać, pisać, pisać...
    z poważaniem
  • ojuciasan 01.03.11, 18:22
    Potwierdzam, książki wydawnictwa Novae Res widuję w empikach, są bardzo starannie wydane i opracowane.
  • aga1972 03.03.11, 15:20
    No dobrze, nie wiem czy mam się chwalić (nawiązując do wypowiedzi Pisama), czy nie, ale 1000 egz. "Bez przebaczenia" przekroczyłam po 6 m-cach bytności książki na rynku. Nie wiem czy to dużo, czy mało, czego to jest wykładnią, ale skoro o tym była mowa powyżej, to dokładam i coś od siebie:)
    Pozdrawiam!

    --
    agnesscorpio.blogspot.com/
    www.agnesscorpio.pl/
  • skajstop 03.03.11, 15:55
    1. Jeżeli kogoś uraził mój styl - przepraszam. Niech będzie, że i p. Sebastiana, aczkolwiek podtrzymuję wszystkie - poza dystrybucyjnymi - zastrzeżenia. I przypomnę, że moja najostrzejsza odpowiedź - którą merytorycznie podtrzymuję - wzięła się nie z kosmosu, lecz jako replika na zawoalowaną sugestię, że jestem internetowym trollem. Niemniej - za styl przepraszam, choć zdanie, także o tym, co zyskał ów 79-letni autor, podtrzymuję.

    2. Aga, mam do Ciebie coraz większy szacunek. Niemniej ten tysiąc egzemplarzy to jest właśnie to, o czym piszę - bardzo mało. Przy tak agresywnej kampanii reklamowej, wspieranej mocno przez Ciebie, przy obecności książki w wielu tradycyjnych księgarniach, miałabyś może pięć, może dziesięć tysięcy - serio. To pokazuje, że autor (-ka), którzy nie mają takiego zacięcia do jeżdżenia po Polsce i intensywnego istnienia w sieci, mogą liczyć na kilkaset egzemplarzy, na ile?, dwieście?, trzysta?, czterysta? Wielki sukces w postaci sprzedanych pięciuset?
    Właśnie o to w całej tej dyskusji mi chodziło, o takie liczby. Bo to jest twardy dowód, że wbrew reklamie, NR - przynajmniej na razie - nie jest równorzędną alternatywą dla tradycyjnych wydawnictw. A przecież o pokazanie tego mi chodziło.
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
  • aga1972 03.03.11, 16:05
    Generalnie jestem daleka od tego typu dyskusji, wolę się spotkać przy dobrym winku i pogadać:) Wiecie, robię swoje, pracuję zawodowo w dużym holdingu, a pisanie i całe to marketingowe zamieszanie traktuję jako pasję. I może dlatego nie podchodzę do tego aż tak bardzo na poważnie.
    Ech... każdy ma swoje racje i niech tak zostanie. Nie narzekam na sprzedaż, przecież dopiero co wyszłam "spod krzaka", więc jako kompletny świeżak, uważam że sprzedaję (się) nieźle.
    A tak w ogóle to serdeczne życzenia dla wszystkich piszących, wszak dzisiaj Międzynarodowy Dzień Pisarza!!! :)

    --
    agnesscorpio.blogspot.com/
    www.agnesscorpio.pl/
  • nomina 03.03.11, 19:17
    Skaj, odrobinę się nie zgadzam. Książki, które sprzedają się w wysokich nakładach, są najczęściej okupione wpompowanymi wysokimi kwotami, znacznie przekraczającymi 10.000 zł. Nawet jeśli książka jest bardzo dobra, to wysoką sprzedaż zapewniają jej zwkle agresywne finansowanie promocji. Taki rynek, warczałam na to nie raz, więc nie będę się powtarzać. I tu akurat forma wydawnictwa ma coraz mniejsze znaczenie. Popatrz na Fabrykę Słów, kto ma nakłady zdecydowanie większe niż Agnes, chociaż większość tytułów promocję ma (a część - intensywną). Każda książka Runy sprzedaje się w 5.000 egz.? A ze Znaku czy od Prószyńskiego? Większe nakłady sprzedawała na pniu Kobra Media z jedną autorką "w stajni" niż niejeden duży wydawca.

    Dzisiaj książkę mogą wydać Zakłady Uboju Oposów SA w Pcimiu Dolnym i jeśli wpompują mnóstwo pieniędzy, będą mieć nakład pięciozerowy. Poza tym w przypadku Agnes NR działa jak każda inna księgarnia, więc argument szyldu w tym wypadku jest nietrafiony. Aczkolwiek znam, także z tego forum, przypadek debiutantki, która wydała w Replice książkę prawie bez promocji (niewielka ekspozycja w Empiku, ale nie półka, kilka recenzji) i sprzedała się w pół roku w kilku tysiącach. Chociaż akurat korektor tego tytułu też powinien dostać baty :), na szczęście nie powstrzymało to klientów. Jest więc jeszcze nadzieja...
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę karolinasykulska.pl
  • aga1972 03.03.11, 19:40
    Nomina, właśnie... A jaki jest standardowy, "logiczny" nakład? Bo chyba skończyły się czasy 10-tysięcznych nakładów. Ale 2000 to chyba okej? Na początek? :)
    --
    agnesscorpio.blogspot.com/
    www.agnesscorpio.pl/
  • zooloza 04.03.11, 09:11
    Przerzuciłam komentarze do tego wątku i widzę, że trwa tu jakiś spór straszliwy.
    Szanowni Państwo!
    Każdy chce jakoś zaistnieć. Czasem za to swoje zaistnienie jest gotów słono zapłacić. I niech sobie płaci.
    Wydawnictwo NR trafiło w tzw. niszę, która bym określiła szalejącą w społeczeństwie aspiracją, by być pisarzem - i proszę bardzo.
    Skaj, piszesz, że ksiażki rzeczonego wydawnictwa mają niski poziom. Że korekta niedobra.
    O redakcji nie wspomnę. Ale kogo to obchodzi? Bo na pewno nie samych autorów.

    A teraz poważnie:
    Pisałam już o trudnej drodze nauki i doskonalenia się. Ale jak można się doskonalić, skoro wystarczy zapłacić i ma się już własną książkę? Nie trzeba się borykać z miażdżącymi recenzjami, nie trzeba niczego poprawiać. Przelew i sprawa załatwiona.
    Czego chcieć więcej?

    Znam to z własnego doświadczenia. Też kiedyś sama sobie wydałam książkę. Powtarzam: sobie. Bo takie wydawanie wynika głównie z egoistycznych pobudek i potrzeby zaspokojenia własnych frustracji. Z braku cierpliwości i pokory.

    Bardzo tego potem żałowałam. Kiedy się zorientowałam jaki popełniłam błąd - cały nakład spaliłam w kominku.
    Nie chodzi tu o pieniądze. Chodzi o zupełnie co innego, ważniejszego. Niestety, świat nie składa się z jednego człowieka, którym jest Autor. I Autor musi o tym pamiętać.
    Nawet jeśli ma pieniądze, by zapłacić za druk swojego dzieła.

    --
    "Życie w iluzji artystycznego, a z natury rzeczy niemożliwego z braku talentu spełnienia - jest klęską" (J. Pilch)

    kubrynska.com/
  • aga1972 04.03.11, 09:57
    Miałam się już nie odzywać. Ach, jak ja tego nie lubię. Internetowych jałowych dyskusji, pomiędzy anonimowymi rozmówcami. Ale przemogę się. Nie obiecuję, że po raz ostatni, bo nie wiem co będzie dalej... Powiem (napiszę) tak: boli mnie to co piszecie. Może nie powinnam, ale biorę to do siebie. Zapłacone, źle napisane, z błędami, liczy się kasa...
    Bez sensu powtarzać ciągle to samo, że akurat ten wydawca stosuje dwutorową formę współpracy. Mój przypadek jest jest przykładem współpracy tradycyjnej i nie tylko ja w takiej formie publikuję. Za nic nie płacę. Promocją zajmuje się wydawca, a także grupa oodanych czytelniczek-przyjaciółek, które wspomagają mnie w moich działaniach. Szczerze? Co o tym myślę? Jeśli ktoś ma kasę, niech płaci. Nie chce czekać, odbijać się od wydawnictw, może tonąć we frustracji? Nie wiem... Każdy ma swoje powody, jestem daleka od tego, aby taką osobę krytykować.
    Jestem zadowolona z moich działań, z wyników sprzedaży, ze spotkań, na których jest zawsze świetna atmosfera i wspaniali ludzie. Może zacznijmy cieszyć się tym, co każdy z nas osiągnął, a mniej analizować, rozkładać na czynniki pierwsze, krytykować i szkalować. Może przestańmy być godnymi reprezentami polskiego krytykanctwa, a zacznijmy być po prostu ludźmi.
    To tyle...
    Pozdrawiam wszystkich i życzę powodzenia we wszelkich działaniach:)
    Aga.
    --
    agnesscorpio.blogspot.com/
    www.agnesscorpio.pl/
  • pisam 04.03.11, 13:57
    Aga - napiszę tylko w ten sposób. Nie mam nic przeciwko debiutom i osobom które chcą iść na skróty, aby nie czekać a jak najszybciej zobaczyć swoją książkę na półce.
    Ale bez dobrej korekty, odstraszasz nie tylko czytelników ale także sama się nie rozwijasz, więc powtarzasz te same błędy. Czytelnik kupi jedną książkę, część kupi drugą ale przy trzeciej powiedzą dość, ile razy mam to samo czytać. (to oczywiście uwaga ogólna, a nie osobista :-) )
    Nic tak nie rozwija Autora jak praca z dobrym i fachowym redaktorem. To przeważnie nauczyciel i przyjaciel, jeśli oczywiście chcesz pisać coraz lepiej. Pośpiech nie jest w tym przypadku wskazany, choć jednocześnie zgadzam się, że czasu są trudne i każdy chce iść po najkrótszej linii oporu. Ale czy warto iść na skróty? Według mnie nie, ale to moja decyzja i nikt nie musi mnie naśladować.
  • ojuciasan 07.03.11, 00:35
    Słuchajcie, ale ja w ogóle nie rozumiem, o czym mówicie... Wydawnictwo znam tylko z ich publikacji. Znam też akurat książki Agi, wydane przez Novae Res. Więc na jakie skróty?... Normalny cykl wydawniczy, pomysłowe okładki i opracowanie graficzne, skład na porządnym poziomie, redakcja/korekta też, przynajmniej mnie żadne błędy nie rzucały się w oczy, a w końcu zdarza się często (w książkach wydanych przez różnych wydawców). Normalna procedura wydawnicza, przynajmniej z tego co mi wiadomo. Podobnie chyba z promocją, a że konkretny autor robi dla siebie coś ekstra, to zupełnie inna kwestia. Novae Res to młode wydawnictwo z Trójmiasta, a ja też jestem z Trójmiasta i cieszę się, że takie tu powstało: nowoczesne dwutorowe wydawnictwo w stylu zachodnim - a tam możliwość współfinansowania jest obecnie normą, to w końcu sprawa pomiędzy wydawcą a autorem, zasadniczo funkcjonuje przy publikacjach fachowych (medycznych, ekonomicznych, prawniczych itd), wydawanych w małych nakładach dla określonego wąskiego grona odbiorców. Rzadko dotyczy to literatury pięknej, bo "literaci" wszędzie na świecie rzadko kiedy dysponują kasą ;-)
    Dajmy już temu spokój. Są w Polsce wydawnictwa... hmm... "podejrzane", nastawione wyłącznie na żerowanie na naiwnych debiutantach. Nie będę ich tu wymieniać z nazwy, bo już wielokrotnie były omawiane na tym forum. Jednak akurat Novae Res do takich moim zdaniem nie należy. Powinno się takie rzeczy rozróżnić, zanim się kogoś autorytatywnie oceni. Bo to uderza nie tylko w samego wydawcę, ale także w autorów tegoż wydawcy. I żeby nie było nieporozumień: ja do nich nie należę.
  • benetowna1 07.03.11, 22:27
    Dziękuję za tę wypowiedź :) Ojuciasan powiedział to, co sama chciałam, ale przygnieciona ciężarem krytyki, wolałam milczeć. Bo może ja sie nie znam? I nie chodzi tu o obronę NR, Wydawnictwo samo potrafi się bronić( po wielokroć na tym forum podkreslali, ze wydają nie tylko ze wspolfinasowaniem, ale także bez). A raczej o obronę nas - autorów, którzy opublikowali książki w NR.
    Te "skróty" to dla mnie ponad rok szukania wydawcy, dwie prawie podpisane umowy ( prawie robi różnicę:), ostateczny wybor NR, normalna korekta, wspolpraca z redaktorem, grafikiem, działem promocji itd.
    Fakt- zachęcona przez Agę też sama dokładam swoje cegiełki do promocji. Może nie mam takich jak Aga sukcesów ( po pół roku na rynku dopiero 500 sprzedanych egzemplarzy), ale jako debiutantka w zakresie powieści jestem zadowolona. Publikacja zaowocowała np. zainteresowaniem moją twórczością znacznie starszego niz NR wydawnictwa .
    Jeśli tak wygląda droga na skróty, to aż strach pomyśleć, jak wygląda prawdziwa droga. Może jeśli ktoś ma 20 lat , to sobie może przez 10 lat szukać wydawcy wśród "starych dobrych i sprawdzonych" wydawnictw. W nieco starszym wieku takie czekanie to dość duże ryzyko :)
    --
    blog literacki - www.annajszepielak.blogspot.com
    powieść - "Zamówienie z Francji"
  • pisam 07.03.11, 23:03
    Pozdrawiam mlodych, ja akurat jestem z rocznika 54 i nadal uważam, że wolę tradycyjną drogę. A do tego wydawnictwa nic nie mamy, niech każdy robi jak uważa.
  • zooloza 08.03.11, 08:44
    benetowna1 napisała:


    > Jeśli tak wygląda droga na skróty, to aż strach pomyśleć, jak wygląda prawdziw
    > a droga.

    No właśnie, celne określenie. Prawdziwa droga. W przeciwieństwie do tej nieprawdziwej:]

    --
    "Życie w iluzji artystycznego, a z natury rzeczy niemożliwego z braku talentu spełnienia - jest klęską" (J. Pilch)

    kubrynska.com/
  • ojuciasan 08.03.11, 16:33
    benetowna1 napisała:

    > Dziękuję za tę wypowiedź :) Ojuciasan powiedział to, co sama chciałam, ale przy
    > gnieciona ciężarem krytyki, wolałam milczeć.

    Napisałam (Ojuciasan jest kobietą :) tylko to, co uważam za prawdę, a trochę znam sprawę, bo - jak wspomniałam - też jestem z Trójmiasta. Niesprawiedliwość boli mnie i tyle, nawet jeśli mnie bezpośrednio nie dotyczy. Odwagi - i powodzenia :-)
  • marat1 20.10.11, 09:36
    Też mi się nie podoba współfinansowanie i nie wydałabym w ten sposób książki, ale z tego co wiem Proust też sfinansował wydanie pierwszego tomu "W poszukiwaniu..."
  • zooloza 08.03.11, 08:55
    Nie wiem, czy jestem za tym, żeby ryzykować nie doczekawszy za życia sukcesu. ale na pewno jestem za tym, żeby się doskonalić. Publikowanie tekstów własnym sumptem niesie za sobą ryzyko ominięcia tego procesu. Autor może odczytać rzeczywistość na dwa sposoby:
    Nie chcą mnie nigdzie publikować? Znaczy, że coś jest z moim tekstem nie tak, jeszcze nie pora, muszę się jeszcze uczyć.
    Albo:
    Nie chcą mnie nigdzie publikować? Znaczy, że jestem geniuszem, a świat mnie nie rozumie, nie będę więc ryzykować, zapłacę i sobie zaistnieję.

    Proszę samemu przemyśleć i wybrać, do której grupy warto należeć. Możliwości daje na przykład NR.

    --
    "Życie w iluzji artystycznego, a z natury rzeczy niemożliwego z braku talentu spełnienia - jest klęską" (J. Pilch)

    kubrynska.com/
  • al9 08.03.11, 10:31
    Nie wiem, czy jestem za tym, żeby ryzykować nie doczekawszy za życia sukcesu. ale na pewno jestem za tym, żeby się doskonalić. Publikowanie tekstów własnym sumptem niesie za sobą ryzyko ominięcia tego procesu. Autor może odczytać rzeczywistość na dwa sposoby:
    Nie chcą mnie nigdzie publikować? Znaczy, że coś jest z moim tekstem nie tak, jeszcze nie pora, muszę się jeszcze uczyć.
    Albo:
    Nie chcą mnie nigdzie publikować? Znaczy, że jestem geniuszem, a świat mnie nie rozumie, nie będę więc ryzykować, zapłacę i sobie zaistnieję.
    ------------------------------------
    Naprawdę istnieją TYLKO te dwie drogi?
    I brak odzewu ze strony wydawnictw oznacza konieczność doskonalenia?
    AROGANCJA przemawia przez Was - kochani autorzy których książki zostały wydane po tradycyjnej drodze przez mękę.
    W dodatku - nie widzicie, że świat się zmienia i to błyskawicznie. Tradycyjne metody wydawnicze odchodzą do lamusa. I tradycyjny podział przychodów ze sprzedaży książki, w której autor dostaje 10 czy 15 %
    Marże wydawnictw, marże hurtowników, nawet marże księgarni - są ZA DUŻE.
    Czytelnicy to już wiedzą.
    Za progiem amazon i apple store - w którym autor SAM umieści swoją książkę i dostanie 70% ceny ebooka. Redakcja? Skład? Nawet tłumaczenia? To proste i TANIE usługi. Które - jak sami często zauważacie można kupić za coraz MNIEJSZE pieniądze.
    Model którego bronice - zooloza nawet Pani - co zauważam z zdumieniem - jest na dłuższą metę nie do utrzymania. Po pierwsze dlatego że wydawnictwa nie pełnią już roli, o które je podejrzewacie. Roli selekcyjnej. A także - przynajmniej na polskim rynku - są za słabe kapitałowo. Dają się wodzić różnym empikom za nos, nie płacą kontrahentom, swoim autorom (!!!!) i tolerują (tak tak) zbójeckie zwyczaje w branży.
    Kogo zatem bronicie?
    widzę efekt syndromu sztokholmskiego :-)

    Najserdeczniej pozdrawiam Szanownych Dyskutantów
    al

    --
    Moja ulubiona księgarnia:
    www.cyfrowaszafa.pl/
  • zooloza 08.03.11, 11:28
    Zaiste, świat się zmienia. Coraz mniej ludzi czyta, coraz więcej pisze.
    Problemem nie są techniki wydawania, ale jakość tych publikacji. Pomijając zjawisko powodzi bylejakości - zwracam po raz kolejny uwagę na to, że Autorzy na skutek swej niecierpliwości po prostu strzelają sobie w kolano.

    --
    "Życie w iluzji artystycznego, a z natury rzeczy niemożliwego z braku talentu spełnienia - jest klęską" (J. Pilch)

    kubrynska.com/
  • ariz 08.03.11, 19:18
    Jak już mówiło o tym parę osób, chodzi nie o formę, a tylko i wyłącznie o jakość. Tylko o to chodzi, bo to jest istotą sprawy.
    Jeśli każdy piszący sam umieści sobie swój wyrób, to znaczy, że właśnie tradycyjne wydawnictwa będą ostatnią ostoją jakości. Ostatnią.
    Sądzę wręcz, że jeśli kiedyś powstaną takie miejsca w Polsce, gdzie każdy będzie "wrzucał" swoją powieść i oczekiwał 70-procentowych zysków, skończy się na tym, że takie miejsca zaczną być uznawane za oceany grafomanii i nie ma pewności, że ludzie się na to rzucą.
    Ostatecznie, normalne wydawnictwo pozostanie gwarantem jakiej takiej jakości; nie upieram się, że zawsze najwyższej, często przeciętnej.
    Wyobraźcie sobie sytuację, w której 90 proc. odrzuconych propozycji wydawniczych wszystkich wydawnictw nagle wkracza na rynek...
    Jak w każdej dziedzinie, tak i w tej konieczna jest selekcja.
    To jednak tylko moje skromne zdanie, człowieka, który i tak niewiele może...:)
  • ojuciasan 08.03.11, 20:31
    ariz napisał:
    >
    > Ostatecznie, normalne wydawnictwo pozostanie gwarantem jakiej takiej jakości; n
    > ie upieram się, że zawsze najwyższej, często przeciętnej.
    > Wyobraźcie sobie sytuację, w której 90 proc. odrzuconych propozycji wydawniczyc
    > h wszystkich wydawnictw nagle wkracza na rynek...
    > Jak w każdej dziedzinie, tak i w tej konieczna jest selekcja.
    > To jednak tylko moje skromne zdanie, człowieka, który i tak niewiele może...:)

    I z tym się zgodzę, dokładnie :-) Tyle tylko, że nie ma to nic wspólnego akurat z omawianym wyżej wydawnictwem. Dotyczy za to szerszego zjawiska. Natomiast - nie mam niestety wątpliwości - kiepskiej jakości masówka ostatecznie zwycięży, tak samo jak na rynkach innych produktów, np. spożywczych...
  • ariz 08.03.11, 21:39
    Rzeczywiście, to nie w temacie, ale padały tu głosy o bardziej ogólnym charakterze, więc tak dorzuciłem od siebie kilka...
  • tony333 09.03.11, 12:17
    ojuciasan napisała:
    > Natomiast -
    > nie mam niestety wątpliwości - kiepskiej jakości masówka ostatecznie zwycięży,
    > tak samo jak na rynkach innych produktów, np. spożywczych...

    No jak zwycięży? Niemasowe produkty zostaną zabronione? Jeśli tak, to masówka już zwyciężyła, bo wciąż (zapewne) popularnością cieszą się Harlequiny oraz Sagi o ludziach lodu. Poza tym, zgodnie z Twoim założeniem, gdyby wybitne dzieło stało się nagle bardzo popularne, to stanie się pogardzaną masówką - tylko dlatego, że jest popularne.

    Samoregulacja jakości tekstów zawsze będzie miała miejsce i nawet gdy bardzo popularne staną się strony, gdzie wgrywając swój tekst od razu zamienia się on w ebooka za 2 złote, wciąż będą wydawane książki po gruntownej redakcji, które także znajdą swoich odbiorców. Tak samo jak swoich odbiorców (w tym mnie) ma swojska szynka niepompowana wodą. Tylko nie znajdziesz jej w hipermarkecie i nie zapłacisz za nią hipermarketowej ceny. Masówka żywnościowa zwyciężyła tam, gdzie chodzą masy ludzi - gdzie indziej nie zwyciężyła, jednak aby to stwierdzić, należy wyściubić nos poza galerie i hipermarkety :)
  • ojuciasan 09.03.11, 16:53
    Ale nie chodzi mi o jakość literatury, bo to rzecz gustu, tylko o, powiedzmy, jakość produktu wypuszczanego na rynek, o skalę zjawiska, ale zostawmy już to... Co do hipermarketów, może i masz zapewne racje, ale właśnie o to mi chodzi: nie każdy ma czas i możliwości, żeby wyszukiwać dobre sklepiki i jeździć po wsiach i miasteczkach w poszukiwaniu dobrych serów czy wędlin, dlatego pompowana woda szynka w hipermarketach jest zjawiskiem masowym, są to rzeczy, których nie przeskoczymy, świat zmierza w tym kierunku.
    Tak samo z książką...
  • ojuciasan 08.03.11, 16:39
    zooloza napisała:

    > Nie wiem, czy jestem za tym, żeby ryzykować nie doczekawszy za życia sukcesu. a
    > le na pewno jestem za tym, żeby się doskonalić. Publikowanie tekstów własnym su
    > mptem niesie za sobą ryzyko ominięcia tego procesu. Autor może odczytać rzeczyw

    Ale daj spokój, Zoołza, czytaj, co inni piszą, proszę Cię... Kto tu mówi o wydawaniu własnym sumptem?!... Choć jeśli kogoś na to stać, to mnie akurat nic do tego. Pawlikowska-Jasnorzewska też wydawała własnym sumptem, a raczej sumptem swego ojca, a wielką poetką jest :-)
    Ale w tym przypadku napisały przecież dziewczyny wyraźnie, a wydawca potwierdza, że wydają tradycyjną drogą.
  • benetowna1 08.03.11, 22:27
    Ojuciosan - przepraszam Panią za pomyłkę :)

    A z pania Zoolozą to tak chyba przekornie sobie dyskutujemy, bo nam jakoś zawsze komunikacja szwankowała.
    --
    blog literacki - www.annajszepielak.blogspot.com
    powieść - "Zamówienie z Francji"
  • zooloza 09.03.11, 15:24
    Sprawdziłam na stronie NR, faktycznie są dwie możliwości, jest też opcja "tradycyjna". Ta dyskusja chyba zeszła na niewłaściwe tory, za co przepraszam.
    Nie zamierzałam tłuc kamieniami w wydawnictwo Novae Res, bo nawet go nie znam;) Chciałam tylko powiedzieć, że jestem za tą tradycyjną formą, bo to stwarza dystans Autora do swojego dzieła, co jest wg mnie niezbędne do nauki pisania.
    To wszystko. Pozdrawiam
    --
    kubrynska.com/
  • nomina 09.03.11, 15:38
    A tak trochę ironicznie: jak bardzo różni się wydanie ze współfinansowaniem od założenia przez autora wydawnictwa, zwłaszcza z inwestorem-wspólnikiem :)?
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę karolinasykulska.pl
  • glabusek 11.03.11, 11:55
    Trochę się spóźniłem na tę dyskusję, ale lepiej późno niż wcale. Swojego czasu interesowałem się tym wydawnictwem i dlatego bacznie go obserwuję. Moje wrażenia są pozytywne. Novae Res dba o autorów i walczy skutecznie o swoją pozycję na runku.
    Mam kilka ich tytułów i stwierdzam, że te książki są pięknie wydane. Co do błędów, fakt, nie jestem ekspertem, ale nic szczególnie uciążliwego w obcowaniu z tym tekstem nie stwierdzam. Dawniej na końcu powieści dołączano po prostu listę błędów zauważonych już po wydruku. Dzisiaj wydaje się to nieprawdopodobne i śmieszy nas, ale przynajmniej ukazuje przerysowany tutaj problem we właściwej proporcji. Powstają przecież kolejne wydania , poprawione i …tyle. Moja żona czyta teraz „ Pod niebem Toskanii” Wydawca wiadomo, jeden z dominujących na rynku. Okładka kiczowata, papier brzydki, a błędy prawie na każdej stronie. Tu czytanie staje się mało przyjemne, jest problem i dlatego napaść na Nowae Res uważam za tendencyjną. Wiem, że trudno się pogodzić z łatwymi sukcesami innych, ale jedną z zamieszczonych tutaj wypowiedzi jestem zniesmaczony. Eksperci wyrażają się z uznaniem o książkach wydawanych przez Nova Res. Chyba oni też umieją czytać?
  • pisam 11.03.11, 13:39
    Wobec powyższego zastanawiam się czy jest sens wyrażania swojego zdanie i dzielenie się swoim doświadczeniem?
  • glabusek 11.03.11, 21:52
    Jest , oczywiście, że jest. Lubię czytać to forum i wielu rzeczy się tutaj dowiedziałem. Nie deprecjonuję niczyich wypowiedzi, jednak uważam, że warto zachować w nich umiar i zdrowy rozsądek. Nierudno kogoś skrzywdzić uogólnieniami, a akutat ten temat, wygląda na przerysowany. W moim odczuciu.
  • promo.pr 16.10.11, 23:29
    Bardzo ciekawa dyskusja wywiązała się pod tematem Wydawnictwo Novae Res.
    Znam kilka książek NR i muszę przyznać, że niektóre z nich są całkiem przyzwoite (zwłaszcza Uciec przed Cieniem). Nie będę wdawał się w dyskusje nt. redakcji czy korekty, bo i największym i najlepszym zdarzają się wpadki, co według mojej wiedzy jest spowodowane tempem prac nad książką i często brakiem odpowiedniego czasu na powtórne czytanie książki.
    Bardziej dla mnie zajmująca jest dyskusja nt. sposobu promocji czy dystrybucji. Piszą Państwo o ilości sprzedanych egzemplarzy. Rozumiem, że każdy autor chciałby być twórcą bestsellera sprzedanego w ilości kilkudziesięciu tysięcy. Żeby tak się stało wydawca musi zainwestować w promocję minimum 30-50 tys. zł. Niestety, albo i stety żyjemy w kraju, gdzie większość książek sprzedaje się w Empikach. Większą liczbę książek w Empiku można sprzedać jedynie przy zainwestowaniu w promocję na stołach, która obecnie kosztuje około 20 tys. zł. netto. (stali klienci mogą liczyć na ok. 30 procent rabatu). Żeby jednak klient książkę w Empiku kupił najpierw musi przeczytać o niej w gazecie, usłyszeć w radiu czy zobaczyć w telewizji, a najlepiej jeszcze na plakatach na mieście czy na bilbordach. Reasumując. Wydawca musi wydać minimum 30 tys. zł, żeby sprzedać 10 - 15 tys. egzemplarzy. Oczywiste jest, że nie każdą książkę można wesprzeć takim budżetem promocyjnym. Znam przykłady Wydawców, którzy za 2 tygodnie za miejsce na stołach w Empiku wydali 20 tys. i przez miesiąc sprzedali w tychże Empikach jedynie 150-200 sztuk książek, ponieważ nie zainwestowali w dodatkowe działania promocyjno-reklamowe, co było zwykłym wyrzuceniem pieniędzy w błoto. Jedynie nieliczni autorzy, zwłaszcza debiutanci mogą liczyć na takie budżety. Bez wsparcia promocyjnego i promocji w Empiku 2000 tysiące sprzedanych książek według mnie jest bardzo dużym sukcesem.
    Liczę na rozwój rynku ebooków w Polsce, który będzie na pewno szansą dla wielu wydawnictw i autorów. Nie obawiam się przy tym o jakość wydawanych książek, bo wcześniej czy później rynek zweryfikuje autorów i wydawców i ostaną się jedynie najlepsi.
    Pozdrawiam i życzę wielu sukcesów, także Wydawnictwu Novae Res.
  • nomina 20.10.11, 22:18
    Już dwadzieścia tysięcy za stół w empiku? Jak ten pieniądz leci ;).

    Na szczęście sytuacja ostatnich i następnych tygodni pokazuje, że empik będzie tylko jednym z kanałów dystrybucji. Amazon już daje krok naprzód. A co do tanich usług opracowania - jeśli wyeliminuje się koszty niepotrzebne i zamiast płacić 55% za dystrybucję + ok. 10% w egz. za półkowe - da się 30% Amazonowi, 10% social media marketingowi i równowartość 5% np. blogerom literackim/recenzentom/innym osobom realnie przekazującym informację o książce (marketingowiec ma obmyślić strategię), to będzie można o jakieś 20-30% więcej wydać na dobre opracowanie i samemu autorowi zostanie nie 5% ceny okładkowej, ale ze 20%. I będzie miał wpływ na całość książki tak, jak chce.

    Jeśli to pójdzie w tym kierunku, to ja jestem za!
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę karolinasykulska.pl
  • karoli-na1964 28.11.11, 10:09
    Ja tam wydałam książkę. Wiele zależy od Twojej determinacji w tym temacie. Mobilności i pomysłowości po ukazaniu się książki.


    www.gałczyńska-szurek.pl/index.php/pl/moje-ksiazki
  • alex_k 29.11.11, 14:18
    Czy dobrze rozumiem, że zdecydowałaś się na publikację z zachowaniem praw autorskich? Czy wydawnictwo rzeczywiście promuje tak wydane książki tak samo, jak te wydane bez współfinansowania?
    --
    Jak odszukać "tego przeklętego motyla, który-trzepocząc skrzydełkami-powoduje wszystkie burze, jakie nas nachodzą, i zmusić go, żeby przestał"?
  • zooloza 28.11.11, 11:22
    A ja mam taki pomysł. Wydajemy swój debiut, potem jeszcze dwie książki w "tradycyjnym" wydawnictwie. Wtedy możemy się przekonać, czy nasze dzieło zachwyca jeszcze kogoś oprócz nas samych. Jeśli tak - wydajemy własnym sumptem. Co Wy na to?

    --
    "Życie w iluzji artystycznego, a z natury rzeczy niemożliwego z braku talentu spełnienia - jest klęską" (J. Pilch)

    kubrynska.com/
  • karoli-na1964 28.11.11, 12:12
    O wartości książki decyduje jej ....zawartosć i czytelnicy. Sposób jej wydania nie ma najmniejszego znaczenia. To czysto techniczna kwestia, a nie kryterium wartości. Moim skromnym zdaniem, tradycyjni wydawcy też wydają niekiedy gnioty.
  • marat1 28.11.11, 15:34
    oczywiście, że o wartosci książki decyduje jej zawartość, ale jeśli wydawca jej nie promuje i jest słaba dystrybucja to naprawdę nie jest latwo się przebić w tym zalewie nowości.
  • karoli-na1964 28.11.11, 20:15
    To prawda. Warto jednak samodzielnie powalczyć choć o promocję swojej książki. Przyznaję, że to nie jest łatwe. W każdym wydawnictwie, małym, czy dużym, właśnie tego oczekują. Pozdrawiam.


    www.gałczyńska-szurek.pl/index.php/pl/moje-ksiazki
  • mana100 05.02.12, 21:34
    moja książka ukazała się nakładem tego wydawnictwa... Oprócz kurtuazji, sztampowych maili, i .... oczywiscie gotowego produktu w postaci książki NIC! Znak czasów- tylko własna kieszeń...
  • pisam 05.02.12, 21:43
    zawsze i wszędzie o tym mówię i piszę, ale nikt nie wierzy :-) A firma reklamuje się wszędzie gdzie tylko może :-)
  • sarsembaj 09.02.12, 17:03
    Witam,

    a czy bylaby Pani uprzejma zdradzic, jaka ksiazke wydala Pani w naszym wydawnictwie? Nie do konca rozumiem sformulowanie, ze oprocz gotowego produktu nie otrzymala Pani NIC (oprocz uprzejmosci). Czy to znaczy, ze otrzymala Pani naklad ksiazki do domu i na tym koniec? Czy ksiazka nie jest w dostepnosci dystrybucyjnej, nie pojawily sie informacje na jej temat, jakas recenzja?

    Pozdrawiam serdecznie

    Sebastian Czekalski
    menedzer projektu Wydawnictwa Novae Res
  • autumna 10.02.12, 10:59
    No a co miałaś w umowie? Jeśli podpisujesz umowę na określoną usługę (wydanie książki), no to sorry, nie możesz mieć pretensji do wydawnictwa, że nie zrobiło więcej niż przedstawiło w swojej ofercie. To tak jakby oczekiwać od zakupionego samochodu, że nie lata albo nie pływa.

    --
    Własnymy ręcyma
    -------
    - Gdzie masz tę karteczkę z listą rzeczy do zrobienia?
    - Nie było tam już gdzie zapisywać, i wyrzuciłem...
  • skajstop 10.02.12, 11:52
    Autumno, to jest demagogiczny argument. Czy jeśli podpisałem ze Znakiem umowę na wydanie książki, to powinienem oczekiwać, że skończy się na wydrukowaniu nakładu, a reszta to już moja sprawa?

    Nie mylmy wydania z wydrukowaniem, proszę. Abstrahując od tego konkretnego przypadku, bo nie znam umowy, nie znam szczegółów. Ale nie twórzmy semantycznych paradoksów. Wydawca rozprowadza książkę, robi jej reklame, etc - chyba że umowa go z tego zwolni.
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
  • sarsembaj 10.02.12, 16:38
    Każde wydawnictwo, czy małe, czy duże chce sprzedawać swoje książki. Gdyby tak nie było, to by ich nie wydawało, a jeżeli jest inaczej, to nie jest to wydawnictwo tylko firma, która świadczy usługi wydawnicze. "Znak" akurat wielce się o promocję książek nie musi starać, bo jest wydawnictwem o ugruntowanej pozycji rynkowej, często wydającym autorów uznanych, którzy sami w sobie stanowią markę. Jakoś nie widziałem reklamy, swoją drogą w moim odczuciu świetnego, podręcznika prof. Burzyńskiej i prof. Markowskiego na temat Teorii Literatury XX wieku, a na studiach doktoranckich każdy miał swój egzemplarz. Uważam, że często problem tkwi w niesprecyzowaniu i szerokim spektrum semantycznym sformułowania promocja i reklama. Reklamą jest zarówno zajawka w lokalnej gazetce Urzędu Pcimia Dolnego, jak i ogólnopolska reklama billboardowa czy telewizyjna. Tylko koszty są niewspółmierne. Każdy wydawca musi przeznaczać środki na promocje, tak samo czyni nasze wydawnictwo, co zresztą bardzo łatwo sprawdzić. I nie ma po prostu takiej książki w naszym wydawnictwie, która nie otrzymała wsparcia. Jednak nikt nie może oczekiwać od wydawcy, że wyda więcej na reklamę niż może zarobić na sprzedaży produktu. I chciałbym z pełną mocą podkreślić - promocja i reklama leży w interesie wydawcy, więc nie wiem, czemu miałby chcieć być w jakikolwiek sposób zwalniany z tego typu działań w sposób umowny. Każdy autor przed podpisaniem umowy na swoje życzenie otrzymuje informację o tym, jakie narzędzia i kanały promocyjne zostaną wykorzystane w zachęcaniu do zakupu danego tytułu. Bardzo wielu autorów wyraża chęć pomocy w promocji, współpracy, pyta o wieczory autorskie, o plakaty, zakładki, o informacje, recenzje, o swój udział w całym procesie promocji. Na tym to wszystko polega. Jeżeli autor uważa, że napisał książkę i może spocząć na laurach, szczególnie kiedy jest debiutantem, to po prostu jest w błędzie.

    Pozdrawiam serdecznie

    Sebastian Czekalski
    menedżer projektu Wydawnictwa Novae Res
  • skajstop 10.02.12, 17:57
    Kompletnie nie zrozumiał Pan sensu mojej wypowiedzi. W moim przykładzie Znak to po prostu typowe wydawnictwo, nic więcej.
    Mnie nie musi Pan tłumaczyć reguł rynku :) ja, nie znając umowy - do konkretnych zarzutów odnieść się nie umiem. I nie chcę.
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
  • sarsembaj 10.02.12, 18:20
    Panie Skystopie,

    ja potraktowałem zarówno Pańską, jak i wcześniejsze wypowiedzi innych forumowiczów jedynie jako otwarte pole dyskusyjne, do którego dołożyłem swój głos. Nie był on stricte repliką na Pańską wypowiedź (którą zresztą, proszę mi wierzyć, zrozumiałem). Wydawnictwem "Znak" również posłużyłem się umownie - jako przykładem wydawnictwa o bardzo silnej pozycji rynkowej.

    Pozdrawiam

    Sebastian Czekalski
    menedżer projektu Novae Res


  • autumna 14.02.12, 11:13
    > Autumno, to jest demagogiczny argument. Czy jeśli podpisałem ze Znakiem umowę n
    > a wydanie książki, to powinienem oczekiwać, że skończy się na wydrukowaniu nakł
    > adu, a reszta to już moja sprawa?

    W zasadzie mogłoby tak zrobić. Umowa zobowiązuje wydawnictwo prawdopodobnie tylko do wydania i wprowadzenia do sprzedaży książki w określonym terminie. Przy czym będą sprzedawać, gdzie chcą. Na przykład tylko w Merlinie. Widzisz jakąś podstawę prawną pozwalającą na zmuszenie ich do czegoś innego?

    > radoksów. Wydawca rozprowadza książkę, robi jej reklame, etc - chyba że umowa g
    > o z tego zwolni.

    O ile wiem, w umowach zapisuje się, co strona będzie robić, a nie czego nie będzie robić... Jak podpisuję umowę na korektę ortograficzno-interpunkcyjną, to nie wymienia się w niej, że nie poprawiam błędnie policzonych całek.
    --
    Własnymy ręcyma
    -------
    - Gdzie masz tę karteczkę z listą rzeczy do zrobienia?
    - Nie było tam już gdzie zapisywać, i wyrzuciłem...
  • skajstop 14.02.12, 13:41
    Naszło Cię, jak widzę, na grę słówkami :)
    Nie wszystko da się zapisać w umowie, przecież dobrze o tym wiesz, uprawiasz retorykę. Kontekst określa sytuację, ale akurat w kwestii dystrybucji zdziwiłabyś się, jak precyzyjne potrafią być umowy wydawnicze. Na przykład - odrębne zapisy dla sprzedaży bezpośredniej, odrębne dla sprzedaży w sieciach. Wyjaśnię: ze względu na rabaty, czas przepływu pieniądza etc.

    Wnioskuję również, że nigdy nie widziałaś umowy z zapisami negatywnymi typu "Autor zobowiązuje się, że nie będzie...", "Wydawnictwo zobowiązuje się do nie...." Ja nie tylko widziałem. Ja takie umowy mam w ręku. Z zapisami negatywnymi. Więc po prostu nie masz racji :)

    Ja piszę o umowach wydawniczych, nie o takich na korektę, nie musisz straszyć całkami :-)
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
  • autumna 14.02.12, 15:28
    > Nie wszystko da się zapisać w umowie, przecież dobrze o tym wiesz

    Pewnie że się nie da, ale też nie można zakładać, że strona umowy zrobi coś, czego nigdy drugiej stronie w żaden sposób nie obiecywała. Przykładowo: a zażądasz od wydawcy, żeby promował twoją książkę reklamami w TVN? Bo się spodziewałeś, podpisując umowę, że to zrobi? I będziesz pomstował, jeśli się na to nie zgodzi?

    A ty zdziwiłbyś się, jakbyś widział umowy na pisanie oprogramowania/serwisów internetowych. Tam to dopiero każde kiwnięcie palcem jest opisane...

    > Wnioskuję również, że nigdy nie widziałaś umowy z zapisami negatywnymi typu "Au
    > tor zobowiązuje się, że nie będzie...", "

    No, wziąłeś mnie zbyt dosłownie. Pewnie, że są klauzule dotyczące np. nieujawniania postanowień umowy albo niewchodzenia w umowy z innymi podmiotami itp. Natomiast trudno, żeby w umowie było napisane np. "nie sprzedajemy naszych książek w Empiku" albo "nie wysyłamy książek do recenzentów".

    --
    Własnymy ręcyma
    -------
    - Gdzie masz tę karteczkę z listą rzeczy do zrobienia?
    - Nie było tam już gdzie zapisywać, i wyrzuciłem...
  • mana100 18.02.12, 10:25
    Wydawnictwo Novae Res to grupa młodych ludzi ( jak to powiadają młode pistolety), która pewnie trzepie niezłą kasę na takich naiwnych jak ja. Jasne, że nie można się niczego przyczepiać – nie oczekuję, że książka będzie „Latała lub pływała”, ale jakiegokolwiek wysiłku ze strony Wydawcy. W przeciwnym razie jest to tylko Drukarz. Wydawca mówi o współfinansowaniu jeśli tak? Nie żal mu własnych środków... Sadzę jednak, że udział jest żaden, toteż nie ma potrzeby się wysilać. Albo się sprzeda, albo nie sprawa autora… No! Jeszcze można jak pani A. L-Ł czy pani IMŻ samemu walczyć…ale tu też szału nie ma, bo książek w fizycznych księgarniach nie ma!
  • sarsembaj 29.02.12, 16:12
    Najprościej jest w sposób anonimowy wylewać żale, nie mając konkretnych argumentów ani wiedzy. Zarówno nieprawdą jest, że pani Agnieszka Lingas-Łoniewska, Iwona Małgorzata Żytkowiak czy inni nasi autorzy "sami walczą", bez wsparcia wydawnictwa, jak i to, że książek Novae Res nie ma w księgarniach - wystarczy wziąć słuchawkę i zadzwonić na infolinię Empiku, aby się o tym przekonać, o tradycyjnych księgarniach nie wspomnę - książki wydawnictwa są w pełnej dostępności dystrybucyjnej u czołowych polskich dystrybutorów i tylko od księgarza zależy, czy chce daną książkę postawić na półce, czy też nie. A jeżeli chodzi o młody wiek, świeże spojrzenie i siły do działania, to chyba nie jest wada, a zaleta. Proszę też mieć na względzie fakt, że również w internecie powinno się brać odpowiedzialność za swoje wypowiedzi. Czemu się Pani nie ujawni, skoro tak nieprzychylnie komentuje wydawnictwo, które opublikowało Pani książkę? Co więcej, mam wrażenie, że śledzi Pani nasze poczynania, skoro tak dobrze orientuje się w tożsamości naszych autorów. Trzeba być wysoce niechętnym, aby nie zauważyć działań promocyjnych, które wydawnictwo realizuje względem książek. Samych recenzji naszych książek ukazuje się kilkadziesiąt miesięcznie.

    A tak na marginesie, to jeżeli rzeczywiście bylibyśmy "Drukarzem" i "trzepalibyśmy niezłą kasę na naiwnych", to czy wysilalibyśmy się, zatrudniając redaktorów, korektorów, składaczy (DTPowców), plastyków projektujących okładki i ilustracje, wreszcie po co byłyby nam potrzebne kontakty z dystrybutorami? Po co się martwić logistyką, rachunkowością, windykacją, promocją, skoro można by było wziąć "łatwą kasę", wydrukować byle jaki tekst z byle jąką okładką i sowicie zarobić? Są, owszem, takie "wydawnictwa", ale my do nich nie należymy.

    Pozdrawiam w imieniu "młodych pistoletów" :)

    Sebastian Czekalski, Wydawnictwo Novae Res
  • mana100 14.03.12, 20:00

    z tego co widać, żadna u was nie publikuje.
  • olabogainieboga 23.04.12, 13:47
    Wasze książki są wszędzie? Pff pierwsze słyszę, fakt macie kilku naprawdę dobrych pisarzy, ale wszystkie ich książki niestety kupiłam przez internet, bo ani Matrasy ich nie mają, a jak w Empikach jest to na drugim końcu Polski i to w kilku salonach. Księgarnie internetowe to naprawdę powód do dumy... brawo.
    Ciekawe dlaczego Agnieszka Lingas Łoniewska już u Was nie wydaje... znalazła lepsze wydawnictwa, chociaż nie ukrywam, że akurat twórczość tej Pani mnie nie zachwyca, to jednak jest najjaśniejszą i niestety jedyną gwiazdą od Was. Macie porządnych autorów, ale pozwalacie im po prostu gnić , no chyba, że inne wydawnictwa zainteresują się nimi, wtedy będziecie pluć sobie w brodę.
  • magrathh 23.04.12, 15:11
    No jak nie wydaje, skoro wydaje? Najnowasza zapowiedź autorki jest właśnie w Novae Res. Jeśli jednak jest napisana na tym samym poziomie literackim co "Szósty",to to niestety nie jest najlepsza wizytówka dla wydawnictwa.
  • olabogainieboga 23.04.12, 16:07
    No proszę, moje przeoczenie.
    Okładka wygląda trochę tandetnie - bez urazy.
    Powrót pani Lingas-Łoniewskiej jest dla NR wielkim sukcesem, ale podejrzewam, że mając teraz taką "szychę" u siebie, pozostali pisarze wiele na tym stracą.
  • magrathh 23.04.12, 17:52
    Zastanawia mnie fenomen tej pani. W necie jest mnóstwo opinii wieszających psy, koty i wszystko co najgorsze na np. Kalicińskiej, czy Michalak, gdzie jedna i druga to szczyt wyżyn literackich w porównaniu z w. w. autorką, przed którą uważam jeszcze długa droga do ich zdobycia. A recenzje mimo to ma świetne, no może z wyjątkiem niedawnej, która pojawiła się na netkulturze. Tam jednak oprócz obnażenia prawdy o "kunszcie literackim" autorki, pojawiło się też wiele niepotrzebnie powiedzianych słów.

    --
  • sarsembaj 26.04.12, 04:06
    Jaki powrot? Agnieszka Lingas-Loniewska byla z nami zawsze i nigdzie sie nie wybrala. Nie rozumiem, skad ta zawisc i brak jakiejkolwiek logiki w wypowiedziach? Jak pozostali autorzy wydawnictwa moga stracic na tym, ze wydajemy fajna, coraz bardziej popularna pisarke? Chyba przestane sie wypowiadac na tym forum, poniewaz widze coraz mniejsze pole do rzeczowej dyskusji.
  • skajstop 26.04.12, 08:25
    Nie bardzo podoba mi się jeżdżenie po jednej z autorek Novae Res, bo jeśli już, zastrzeżenia należy mieć do wydawnictwa Novaer Res, to nie forum o autorach.

    Z drugiej jednakowoż strony, panie Sarsembaj, muszę z przykrością napisać, że nie jest Pan w porządku. Nie wierzę, że Pan nie wie, skąd się wzięło stwierdzenie, że ta autorka odeszła. Jej nowa książka wyszła, czy ma wyjść w innym wydawnictwie, w Replice, a google wskazuje, że na jednej książce się nie skończy. Jeśli oczekuje Pan zatem rzeczowej dyskusji, proszę nie manipulować faktami, nie udawać, że nie istnieją książki tej autorki - podawanej za sztandarowy przykład świetnej współpracy z Novae Res - publikowane POZA Pana wydawnictwem. Mamy prawo się zastanawiać, dlaczego wydaje je gdzie indziej, skoro podobno jest tak świetnie.
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
  • sarsembaj 26.04.12, 10:33
    Panie Skajstopie,

    poza Novae Res ukazaly sie dwie ksiazki Pani Agnieszki Lingas-Loniewskiej - Dirty World w Publish America w Stanach Zjednoczonych, ktora nie miala jeszcze polskiej premiery oraz thriller pt. "Szosty". "Szosty" byl wydawany prawie rownoczesnie z debiutem autorki, czyli "Bez przebaczenia", ktory to debiut opublikowalismy my. Thriller pt. "Szosty" wydala niestniejaca juz fundacja "Nasze debiuty", ktora po rozwiazaniu dzialanosci oddala autorskie prawa majatkowe pani Agnieszce. Podaje link do tej ksiazki:
    www.empik.com/szosty-lingas-loniewska-agnieszka,prod57010093,ksiazka-p
    Ksiazka ta zainteresowala sie Replika. Autorka zapytala nas, czy nie bedzie nam przeszkadzac, jezeli opublikuje "Szostego" gdzie indziej, jako ze my mamy ustalony plan wydawniczy z Pania Agnieszka na kolejne kilka lat i nie bylo miejsca na to wznowienie co najmniej do 2014 roku. Nie mielismy z tym zadnego problemu i wznowienie ukazalo sie w Replice. Nie wiem, co Panu wskazuje Google i oficjalnie informuje, ze z Pania Agnieszka podpisalismy kontrakt lacznie na 12 nowych ksiazek, rowniez na Dirty World, do ktorego prawa wykupilismy z Publish America. Wszystkie najnowsze ksiazki Agnieszki Lingas-Loniewskiej przez najblizszych kilka lat beda ukazywaly sie w Novae Res.

    To chyba wyczerpuje temat naszej wspolpracy z pania Agnieszka.

    Pozdrawiam


  • skajstop 26.04.12, 10:58
    Pana słowa obecne przeczą jednak wcześniejszym:

    Jaki powrot? Agnieszka Lingas-Loniewska byla z nami zawsze i nigdzie sie nie wybrala.

    Wybrała się do Repliki, nieprawdaż?
    Jak się okazuje, Pan świetnie o tym wie, zna kulisy sprawy. Dlatego Pańskie stwierdzenia wprowadzają w błąd. Jest to autorka publikująca nie tylko u Was, z powodów dowolnych.

    Co do przyszłości, rozwiał Pan wątpliwości - i niech tak pozostanie, życie pokaże, jak to będzie wyglądać naprawdę :)

    Życzę powodzenia, chciałem jednak uściślić fakty.
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
  • sarsembaj 26.04.12, 13:25
    Witam,

    mysle, ze to juz jest czepianie sie niuansow i nie pisze tego z przekory, tylko rowniez dla uscislenia faktow. Ktos, kto wraca, musial kiedys opuscic, prawda? W tej sytuacji tak nie bylo - "Szosty" zostal wznowiony przez Replike rownolegle do trwajacych prac Novae Res nad powiescia Agnieszki Lingas-Loniewskiej "W zapomnieniu", ktora ukaze sie 18 maja. Dlatego tez zwrot o powrocie jest, przyzna Pan, niewlasciwy, poniewaz nasza wspolpraca z Autorka nie zostala nawet na chwile przerwana.

    Mozna mowic oczywiscie o tym, ze w miedzyczasie podjela wspolprace z innym wydawca, ja nigdy tego nie zanegowalem, dzialo sie to za nasza wiedza i aprobata, natomiast po prostu nieprawdziwe sa insynuacje czy wrecz stwierdzenia niektorych osob w powyzszych postach, ze powstal jakikolwiek rozdzwiek na linii Novae Res - Agnieszka Lingas-Loniewska i to wlasnie chcialem wyjasnic.

    Jakis czas temu zapewne poprosilbym p. Agnieszke, aby zdementowala te plotki osobiscie, jednak widzac niektore wypowiedzi pod jej adresem (w mojej ocenie powodowane zwykla zazdroscia) w toku tejze dyskusji, po prostu oszczedze jej nerwow.

    Dziekuje za zyczenia powodzenia, mam ogromna nadzieje, ze sa szczere :)
  • skajstop 26.04.12, 14:03
    Semantyka to takie dziwne zwierzę, że może ugryźć nawet właściciela. Albowiem, jeśli już być najściślej ścisłym i precyzyjnym, to nie jest prawdą, iż "nigdzie się nie wybiera". Wybrała się do Repliki, choćby na ten jeden raz :) Tylko proszę nie pisać, że nie wybiera się, bo już się wybrała, a teraz się nigdzie już nie wybiera... obaj dobrze wiemy, o co chodzi, nie ma powodu brnąć w rozbiór logiczny zdania.

    A co do życzeń, tak, ja zawsze dobrze życzę wydawcom i autorom, bo rynek ciężki, a ja akurat nie mam powodów do zawiści. Na tym samym wózku jedziemy...
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
  • sarsembaj 16.05.12, 15:54
    Swoja droga to ja sie zreflektowalem, ze w pazdzierniku mina 3 lata, jak udzielam sie na tym forum, a nie 1,5 roku. Jak ten czas leci:)

    Pozdrawiam

    Sebastian Czekalski
    Wydawnictwo Novae Res
  • gdansk20 15.05.12, 17:18
    Przede wszystkim Novae Res to nie jest wydawnictwo, tylko zwykle przedsiebiorstwo o profilu poligraficzno uslugowym. Nazywanie tego tworu wydawnictwem, jest tak samo sensowne jak nazywanie Fiata 126p samochodem. Calosc jest prowadzona przez dwoch kolesiow, typu "buc", kompletnie bez wiedzy merytorycznej, za to bezczelnych w sytuacjach, ktore im nie odpowiadajaych. Uwielbiaja stwierdzenia "brak czytania ze zrozumieniem" oraz "nie rozumie pani/pan problemu" gdy ktos ma racje. Wspolpracownicy w 100% nastawieni na zysk w stylu jelen zaplacil, jelen moze nam naskoczyc. Osoby wspolpracujace w rodzaju korekty czy redakcji to po prostu dno - ludzie bezposrednio po studiach kompletnie bez doswiadczenia zawodowego jak i talentu bawia sie, bo inaczej nie da sie tego nazwac, w redaktorow ale za to za najnisza stawke na rynku, co pewnie dla wlascicieli jest kluczowe.

    Ktos czytajac to co napisalem moze pomyslec, ze tak zle byc nie moze, a ja mu na to, ze owszem moze byc i jest.

    Zapewne zaraz pojawia sie wpisy, ze jestem stronniczy oraz zawistny, nie mam pojecia i nie potrafie czytac ze zrozumieniem, wiec juz teraz odpowiem na wyrost i tylko raz: o, tam sa drzwi, klakierzy z cyrku tanich blaznow.

    Przestrzegam wszystkich zainteresowanych i lacze sie w bolu z oszukanymi, takimi jak ja.
  • nobullshit 15.05.12, 22:01
    gdansk20 napisał:
    > Zapewne zaraz pojawia sie wpisy, ze jestem stronniczy oraz zawistny (...)
    To nie mnie oceniać, ale jako moderatorka muszę zwrócić Ci uwagę, że w Twoim poście występują określenia uważane powszechnie za obraźliwe. I w przypadku "recydywy" Twoja wypowiedź zostanie usunięta.
    Każdą krytykę można wyrazić kulturalnie. Nie trzeba od razu ludzi obrażać, posługując się w dodatku jednorazowym nickiem.

    --
    Mamrotek wydawniczy
  • gdansk20 15.06.12, 13:06
    nobullshit napisała:

    > Każdą krytykę można wyrazić kulturalnie. Nie trzeba od razu ludzi obrażać, posł
    > ugując się w dodatku jednorazowym nickiem.

    Zdecydowanie nie zgadzam sie z tym stwierdzeniem. Slowa sa po to aby ich uzywac proporcjonalnie do sytuacji. Nikt uczciwy nie bedzie okreslac pieknymi zdaniami zlodzieja, tak samo jak nie bedzie lzyc osoby prawej. To jakimi slowami jestesmy nazywani zalezy od nas samych. W tym konkretnym przypadku moje slowa sa calkowicie adekwatne do sytuacji, a ze nie wszystkim w smak, nie odpowiadam juz za to.
  • pochmurna 12.04.13, 20:19
    /3 grosze/ "bullshit" nie należy do kulturalnych wyrażeń ;-) Są ludzie, którzy słysząc/czytając coś takiego, poczuliby sie obrażeni /3 grosze/
  • 16pazdziernika 16.05.12, 10:43
    Witam,
    Po kilkumiesięcznej współpracy z Wydawnictwem Novae Res, nie mam już sił na dłuższe błaganie ich o przyzwoitą współpracę, przy której autor nie jest traktowany, jako intruz, a odczytanie każdego jego maila jest przykrym obowiązkiem dla pracowników NR.
    Uprzejmie proszę wszystkich niezadowolonych ze współpracy z Wydawnictwem Novae Res o kontakt do mnie:
    16pazdziernika@gazeta.pl

    Pisarz nie może być traktowany tak jak tutaj, tym bardziej, że większość pisarzy z NR zapłaciło za wydanie książki, a Wydawca zdaje się o tym zapominać i odsuwa autora od możliwości dowiedzenia się, co dzieje się z książką, za którą zapłacił nie małą sumę.
  • sarsembaj 16.05.12, 15:47
    Do 16pazdziernika:

    Szkoda, ze znowu incognito. Ciezko jest mi wowczas rzeczowo zbic nieprawdziwe zarzuty, nie wiem nawet, czy rzeczywiscie jest Pani/Pan autorka publikujaca w naszym wydawnictwe. No ale w tym poscie przynajmniej nie ma obelg, co mnie bardzo cieszy.

    Apeluje jednoczesnie, aby na forum pisac prawde, poniewaz anonimowosc w internecie naprawde wielokrotnie okazuje sie zludna, a jezeli pojawia sie kolejne wypowiedzi w stylu "gdansk20" bedziemy zmuszeni do podjecia powazniejszych krokow w obronie wydawnictwa i poszczegolnych ludzi w nim pracujacych niz tylko odpisywanie na forum.

    P.S.

    Udzielam sie tutaj od poltora roku - wielokrotnie prowadzilismy miedzy soba zazarte dyskusje, polemiki, tlumaczylismy nasze przekonania i sposoby dzialania. Nie uchylalismy sie od odpowiedzi, dialogu - zdania bardzo czesto bywaly odmienne, ale nikt nikogo nie obrazal. Dziekuje bullshitowi, ze stanela na strazy porzadku, poniewaz szkoda bylaby, aby forum zamienilo sie w smietnisko. Zawsze szanowalismy to miejsce, gdyby tak nie bylo tez moglibysmy sobie pozakladac mnostwo nickow i powypisywac, jacy to jestesmy cudowni - nie o to w tej calej dyskusji przeciez chodzi.

    A w ramach ciekawostki 16 pazdziernika urodzil sie Oscar Wilde i Gunter Grass :)

    Pozdrawiam


  • sarsembaj 16.05.12, 11:17
    Jednorazowy nick, bezczelny, niekulturalny komentarz, obrazajacy innych, co nie powinno byc tolerowane na tym forum. To w zadnym wypadku nie byla wypowiedz merytoryczna. Jezeli chodzi o kompetencje zespolu wydawnictwa Novae Res, kazdy moze je sobie przejrzec w zakladce O nas/Nasz zespol na naszej stronie internetowej.

    Sebastian Czekalski
    Wydawnictwo Novae Res
  • hugu 02.02.13, 18:51
    Czy czy autor, mając w przygotowaniu książkę, może opublikować jej fragment w prasie (tradycyjna umowa z przeniesieniem praw autorskich) i bez problemów prawnych wydać potem całość (np. wersja z zachowaniem praw autorskich, tak, by nie doszło do sytuacji, że dwa wydawnictwa mają prawo do tego samego tekstu)?
    Jak w nie narazić się na zarzut naruszenia praw autorskich któregoś z wydawnictw? Czy publikacja fragmentu książki w formie artykułu zamyka drogę do opublikowania go jako części większej całości w innym wydawnictwie?
    Czy dla uniknięcia problemów wystarczające byłoby skorygowanie treści publikacji prasowej, tak, by nie była identyczna z tekstem książki? Jak bardzo oba teksty powinny się różnić?
    I czy to w ogóle stanowi praktyczny problem, czy raczej nikt nie ściga autorów książek, którzy adaptują ich fragmenty na potrzeby publikacji prasowych?
  • skajstop 03.02.13, 12:53
    To w ogóle nie jest problem, o ile zachowasz pewne zasady.
    Jeśli masz umowę z wydawcą książki, musisz z nim uzgodnić druk w prasie. Ale gdzieś do 30% tekstu - nie problem.
    Jeśli nie masz podpisanej umowy, możesz opublikować i 100%, ale kto ci wtedy wyda książkę, więc i tak bezpiecznie możesz opublikować do 30% :)

    Sam fragment może być wierny co do literki, a praktyka podpowiada, że najlepiej go opublikować w wersji już po redakcji wydawniczej, tej książkowej.
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
  • hugu 03.02.13, 19:39
    Dziękuję! :)
  • sarsembaj 25.02.13, 22:59
    Panie Hugu,

    Pan Skajstop był tak miły i odpowiedział za mnie - za co dziękuję i z całą jego wypowiedzią się zgadzam.

    Pozdrawiam serdecznie

    Sebastian Czekalski
    Wydawnictwo Novae Res
  • nib-iru 14.01.15, 23:15
    Jak to nazwać? 29 maja 2014 podpisałam umowę, chociaż każdy mi mówił co ty robisz... Ta umowa na książkę (440stron) opiewała na ponad 8 tysięcy płacona w 2 ratach. Zapłaciłam 1-szą i czekam, jeden miesiąc, następny... Ale w końcu gdy wakacje się skończyły /umowa obejmowała 1/2 roku, czyli na początku grudnia jest już nie ważna. W/g ich deklaracji po upływie 3 miesicy obie strony odstępują od umowy. Jednak nie doczytałam się czy nastąpi zwrot moich 3 tys /bez 89 zł/? Owszem, p. Sebastian Cz. odpisywał mi, że a to zmienili redaktora, a to że inny tzw menedżer projektu. Nawet dostałam już tekst po korekcie w grudniu, oraz dwa projekty okładek /tylko jeden zatwierdził naczelny, tę, który akurat najmniej odpowiadał treści mojej książki/ i na tym skończyła się cała korespondencja i kontakt, łącznie bez odpowiedzi na moje zasadnicze pytanie! Kompletna cisza! Przestrzega więc mocno przed tym "wyd"!!! Zostałam podwójnie oszukana, bo dawano mi nadzieję, że za moje pieniądze książka będzie wydana. Chamstwo, arogancja i niekompetencja, nie mówić już o braku odpowiedzialności. Teraz czekam tylko na koniec lutego i zwrot moich pieniędzy. Taka to prawda o tym "szumnym" w swoich własnych samoreklamach wydawnictwie. Nie warto pisać książek w tym kraju, który jest niszczony w każdej dziedzinie. Polacy chyba nie zasługują już na własny kraj, bo sami siebie traktują obrzydliwie.
  • honoratta2003 15.01.15, 12:10
    Najbardziej obrzydliwie oszukują samych siebie ci, którzy płacą za to, żeby wydano ich książkę. Chyba nie ma bardziej obrzydliwej i żałosnej formy samooszukiwania.
  • nib-iru 16.01.15, 15:21
    A jednak nie zostałam oszukana... Wina osoby prowadzącej projekt, która sama nie potrafiła się komunikować z autorem, prowadząc rzekomo 190 projektów n raz. Wszystko zostało wyjaśnione i książka się niedługo ukaże. Nerwy są czasami niedobrym doradcą. Ulga, że w kraju skalanym przez oszustów można jeszcze komuś jednak zaufać.
  • honoratta2003 16.01.15, 20:59
    Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
  • nobullshit 16.01.15, 23:12
    Proszę, znajdź sobie inne hobby w miejsce pisania chamskich postów pod adresem osób, o których praktycznie nic nie wiesz. Krytykuj self-publishing i firmy oferujące tego typu usługi, ale nie obrażaj ludzi, którzy z tych usług korzystają.
    Jeszcze jeden taki post jak ten, który skasowałam, i nie będziesz mogła pisać na tym forum.

  • honoratta2003 17.01.15, 14:47
    ktoś tu tęskni za czasami słusznie minionymi. Nie można krytykować pseudo-wydawnictw w oderwaniu od bandy grafomanów, którzy uważając się za twórców są w stanie dołożyć do interesu, byle zaspokoić swoją próżność. Bez nic takie novaeresy by nie istniały
  • nobullshit 17.01.15, 15:49
    Możemy - i powinniśmy - próbować wyperswadować pisarzom in spe ich naiwność, ale nie wolno nam zakładać, że wszyscy, którzy korzystają z usług pseudowydawnictw są grafomanami produkującymi gnioty. A jeśli nawet ktoś chce coś wydać "z próżności" - jego sprawa, jego pieniądze.

    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje
  • honoratta2003 17.01.15, 16:12
    jego sprawa, jego pieniądze, ale nie zmienia to faktu, że jest to poniżej krytyki i jako takie owej krytyki wymaga. A jeśli ktoś jęczy na tym PUBLICZNYM forum, to publicznie otrzymuje odpowiedzi, także krytyczne. Cenzurowanie moich postów tylko dlatego, że mogą się komuś nie spodobać, jest kuriozalne.
  • skajstop 17.01.15, 17:17
    Cenzura? Nie. Raczej próba okiełznania zbyt dużej ilości jadu.
    To nie Onet ze swoimi komentarzami. Postaraj się po prostu formułować swe poglądy w bardziej kulturalny sposób.

    Ad meritum: też nie masz racji. 99% finansujących wydanie swoich książek to grafomani. Ale czasem zdarza się ktoś, komu zabrakło cierpliwości albo wiedzy o rynku, Bezwzględnie trzeba piętnować firmy żerujące na takich osobach, ale z autorami to już różnie bywa... więc miło by było, gdybyś nie wrzucała wszystkich do jednego worka.
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
  • mutant12 19.01.15, 10:24
    Chciałabym tylko zauważyć, że wielu znanych obecnie pisarzy odbiło się od drzwi licznych wydawnictw, nim ich książkę ktoś przyjął. Ayn Rand, Ray Bradbury czy J.K. Rowling chodziło ze swoimi maszynopisami/plikami od wydawcy do wydawcy, nim ktoś się nimi zainteresował. Autorzy bestsellerowego później cyklu "Tunele", Roderick Williams i Brian Gordon, nie znaleźli wydawcy i pierwszy tom wydali i sfinansowali sami. Przypuszczam, że jest wielu bardzo dobrych autorów, o których w ogóle nie usłyszeliśmy, bo nikt nie chciał ich wydać. Nie dziwi mnie zatem, że autorzy szukają jakiegokolwiek sposobu na zaistnienie. Możemy sobie oczywiście dyskutować, który sposób jest lepszy, a który gorszy. Ale gdybym znała taką firmę, która dobrze wykorzystywałaby powierzone jej pieniądze - na poziomie redakcji, korekty, składu, promocji, dystrybucji - być może skorzystałabym z jej usług.


    --
    mutancikowy blog
  • skajstop 20.01.15, 14:07
    Precedensy to precedensy, i tak należy je traktować. Tym bardziej, że jedna (i biedna) Rowling staje się usprawiedliwieniem dla wielu grafomanów, nie zauważyłaś? :)

    Natomiast co do drugiej kwestii: takiej firmy, o której wspominasz - no wiesz, wszystko jest kwestią pieniędzy. I zapewne takie firmy by powstały. Ba!, one by nawet książkę swojego autora położyły na stole w Emiku, zrobiły promocję w empikowej gazetce, i w ogóle, cuda, cuda... Jest tylko jeden problem: kwota, jaką autor musiałby wyłożyć. Wiesz z pewnością, ile kosztuje promocja choćby w Empiku. To teraz zastanów się, czy gdybyś znalazła taką firmę, która się podejmie tych wszystkich działań i Tobie wystawi rachunek np. na 60 tysięcy złotych polskich, skorzystasz z jej oferty :)

    Właśnie o to wszystko się rozbija - firmy-krzaki oferują iluzję. Żeby sensownie promować książkę, bardzo często w sama promocję (niekoniecznie Empikową) trzeba włożyć duuzo pieniędzy. Dużo więcej niż tych parę tysięcy, które biorą za druk.
    --
    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
  • mutant12 20.01.15, 15:08
    Dlatego napisałam to hipotetycznie, i była to raczej odpowiedź na posty honoratty postponujące osoby płacące za wydanie książki. Po prostu chciałam wskazać, że niejeden dobry autor ma pod górkę, a to go skłania do zastanawiania się, co robić, by jego książki ujrzały światło dzienne. A co do promocji, niekoniecznie miałam na myśli stół w Sępiku (wielu normalnych wydawnictw na to nie stać); raczej to, żeby w ogóle książka była na półkach choćby paru księgarń w większym mieście.

    --
    mutancikowy blog
  • sagorka123 13.09.15, 14:40
    Znalazłam ogłoszenie, że to wydawnictwo poszukuje redaktorów. Czy warto się do nich zgłosić, bo widzę że nie ma ono dobrej opinii na tym forum, ale ja osobiście czytałam ich niektóre książki i uważam że są niezłe.... Chodzi mi o to, czy nie robią problemów z płatnościami i jak się mają ich stawki do tych obowiązujacych na rynku.
  • nobullshit 13.09.15, 23:42
    sagorka123 napisał(a):
    > Znalazłam ogłoszenie, że to wydawnictwo poszukuje redaktorów. Czy warto się do
    > nich zgłosić, bo widzę że nie ma ono dobrej opinii na tym forum, ale ja osobiśc
    > ie czytałam ich niektóre książki i uważam że są niezłe.... Chodzi mi o to, czy
    > nie robią problemów z płatnościami i jak się mają ich stawki do tych obowiązuja
    > cych na rynku.

    Nie mają tu dobrej opinii, bo są firmą usługową udającą wydawnictwo. Ale to, że szukają redaktorów, tylko się im chwali.
    Doceniam to, że odszukałaś istniejący wątek i dopisałaś się do niego, ale chyba w tym przypadku będzie lepiej, jeśli założysz wątek nowy, jakoś sprytnie formułując jego temat, bo nie wiem, czy do tego tasiemca ktoś jeszcze zajrzy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka