Dodaj do ulubionych

Kto sie poddał, kto został autorem jednej książki?

05.02.13, 08:26
Tak sobie myślę... na wydanie mojej jedynej tracę nadzieję.... a jak było z Wami? kto z Was po bezowocnym poszukiwaniu wydawcy machnął na pisanie ręką i dał sobie spokój? a kto z Was po wydaniu powieści niczego więcej nie napisał?
Czytam na tym forum wszystko jak leci i wychodzi na to, że aby być wydanym trzeba napisać coś, co zapewni wydawcy zysk- np. krwawy kryminał tudzież wstrząsający romans. Niczego takiego nie odstawiłam... poza tym jak to podaje koleżanka Zielonamysz- pierwsze 30 stron musi byc perfect, bo dalej nie czytają. Ale cóż z tego? dobrnięcie przez wydawcę do końca i tak nie zagwarantuje wydania, bo na przykład mogę mieć źle, w odczuciu wydawcy, napisane ostatnie 4,5 strony.
I celem napisania tych słów nie jest usłyszenie od Was-pisz, nie poddawaj się. Jak chcę usłyszeć jak to było z Wami zgodnie z tematem postu
Obserwuj wątek
    • blueberry33 Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 05.02.13, 09:50
      Kilka słów o tym, jak wygląda współpraca z krajowymi autorami. Wszystko bez żadnych szczegółów mogących zidentyfikować wydawnictwo. Otóż było to kilka..naście lat temu i oficyna ta ogłosiła konkurs literacki. W założeniu było (co jest rzeczą w końcu naturalną), żeby każdą pracę przeczytał, za pieniądze, recenzent, no a dalej to już miała być naturalna selekcja też drogą dyskusji redakcyjnych i opinii recenzentów. Dla zwycięzców umowy i wydanie książki. Początkowo przyszło kilka wydruków (z krążkami albo jeszcze nawet z dyskietkami). Otrzymali je recenzenci, a było wśród nich kilka dość znanych nazwisk. Gdy jednak po pewnym czasie przedstawiciel wydawnictwa został wezwany na pocztę, żeby sobie odebrał własnymi siłami cztery kontenery zawierające około 900 prac, zaczął się popłoch, bo przecież to recenzowanie miało płatne, a naczelną zasadą każdego wydawcy jest, żeby jak się tylko da i jak długo się ta nie płacić za nic nikomu. Zresztą nawet gdyby były na zrecenzowanie tego wszystkiego były pieniądze, ta oficyna poszłaby z torbami. Sprawa oparła się o prawnika, bo chodziło o tzw. publiczne przyrzeczenie. Ale ten papuga, nie w ciemię bity, wymyślił pewien zbójecki sposób, żeby rozmyć sprawę (nie będę wchodzić w szczegóły), no i recenzentom podziękowano, zatkawszy każdemu gębę jednorazowym honorarium, a wszystkie nadesłane prace poszły na makulaturę nawet bez czytania czegokolwiek przez kogokolwiek, czy choćby bez przejrzenia tego, co przyszło. Konkursu nikt nie wygrał. Jeśli polski autor nie jest polecony, albo nie ma już jakoś tam znanego nazwiska, to ma bardzo małe szanse na wydanie książki, niemal zerowe. Wynika to jeszcze z czegoś innego, o czym pisałam już na tym forum, z tego mianowicie, że w wydawnictwach pracują bardzo okrojone (po wielu redukcjach) i na ogół groszowo opłacane załogi. Ci ludzie nie będą dokładać sobie roboty nieustannie czytając nadsyłane propozycje (tych jest zwykle b. dużo), bo innej pracy, od której zależy bieżąca produkcja firmy, jest mnóstwo. Czyli kasa, misiu, kasa...
      • skajstop Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 05.02.13, 09:56
        No niestety, muszę zareagować i przykro mi, ale nie będę miły.

        > Jeśli polski autor nie jest polecony, albo nie ma już jakoś tam znanego nazwiska, to ma
        > bardzo małe szanse na wydanie książki, niemal zerowe.

        Opowiadasz bzdury. Po prostu i zwyczajnie, i ponieważ robisz to po raz fafnasty, oficjalnie zwracam ci uwagę. Jest mi niezmiernie przykro to pisać, ale uogólniasz własne, być może bardzo przykre doświadczenia, ale sytuacja tak nie wygląda. Znam sporo (kilkudziesięciu?) debiutantów, którzy w ostatnich kilku latach wydali swe książki pomimo, że nie mieli pleców ani się z nikim nie przespali. Napisali po prostu bardzo dobre książki i mieli trochę szczęścia.

        Zatem powstrzymaj się przed tego typu uogólnieniami, dobrze? Może i sytuacja jest teraz ciężka dla autorów, ale nie tak czarna, jak ją opisujesz. Debiutanckie teksty wciąż są przyjmowane i publikowane.
        --
        Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
        • monikaniew Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 05.02.13, 10:34
          Skajstop, podpisuję się nogami i rękami. By dodać otuchy tym, którzy nie wierzą.
          Wysłałam tekst do kilkunastu wydawnictw pełna optymizmu, potem trafiłam na forum i optymizm powoli zaczął obumierać, a potem przyszedł TEN MAIL.
          Wiem, 4Kika, że nie chciałaś usłyszeć "pisz dalej", ale powiem Ci tak: uważam, że miałam dużo szczęścia. Może tekst trafił do odpowiedniej osoby w odpowiednim dniu, gdy recenzent był wyspany, a rano uśmiechnięta żona podała mu nieprzypalone grzanki i idealnie dosłodzoną herbatę. Całkiem możliwe. Ale ja moją pierwszą książkę zaczęłam pisać kilka dobrych lat temu i potem tak mi się życie potoczyło, że musiałam przerzucić się na rzeczywistość i odłożyć karteluszki do teczki. Wiosną tego roku teczuszka owa wpadła w moje ręce podczas generalnych porządków i pomyślałam, że jak nie teraz to kiedy? Owszem, był konspekt, była połowa napisana, do reszty mnóstwo notatek, ale zasiadając do niej po raz drugi zmieniłam tak wiele rzeczy, że w sumie w jakichś 75% to zupełnie inna książka. I jestem przekonana, że w tamtej formie by nie przeszła, choćby nie wiem, jak dobrze dopieczony byłby tościk recenzenta:)
          Pewnie niektórzy pomyślą lub nawet napiszą "Łatwo jej mówić, mądrala, której się udało", ale nie piszę, by się wymądrzać-daleka jestem od tego! To mój początek i na prawdę niewiele wiem. Chciałam tylko powiedzieć, że jeśli kochamy pisać, nie powinniśmy przestawać, bo z każdą stroną doskonalimy się.
        • blueberry33 Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 05.02.13, 10:53
          To niestety smutna proza życia i coraz częściej codzienność... Z największą przyjemnością napisałabym, że takie rzeczy to już przeszłość i że sytuacja stała się dużo lepsza. Niestety, jest coraz gorzej. Zapomniałam tylko dodać, że największe szanse mają polscy autorzy od początku deklarują pokrycie kosztów wydania, a jeszcze większe - ci którzy gotowi są jeszcze dodatkowo zrezygnowac z honorariów ze sprzedaży. Jedna praktyczna uwaga: jeśli ktoś gotów jest zaakceptować takie warunki, wtedy radzę złożyć swoją ofertę kilku wydawcom i porównać, ile i kiedy mielibyśmy wpłacić. Najkorzystniej płacić w ratach, ale ostatnią ratę dopiero po wyjściu książki z drukarni, nigdy wcześniej. Lepiej jest pójść na taką współpracę z wydawcą o znanej marce niż nawet ze średniakiem, czy z jakąś kieszonkową oficyną, bo wtedy jest większa szansa na dostrzeżenie przez niekomercyjne media, tzn. te, w których recenzje nie sa przez wydawcę opłacane. Wiadomo mi, że nawet bardzo markowi wydawcy w Polsce na podanych wyżej warunkach skłonni są wydawać książki debiutantów. Ja pamiętam jeszcze czasy sprzed 1989 roku i to, jak wspaniale wtedy traktowano debiutujących autorów... dziś ktoś taki jak powiedzmy Marek Nowakowski raczej nie miałby szans... ale wtedy w wydawnictwie jeśli redaktor prowadzący tytuły miał 4 książki rocznie i dokładano mu piątą, to się oburzał, no bo jak można zachować poziom przy tej liczbie tytułów. Dziś bywa, że ma i kilkanaście. Miesięcznie. Ukłony dla wszystkich.
          • skajstop Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 05.02.13, 11:04
            Posłuchaj. Najwyraźniej nie przeczytałaś mojego posta. Mam ci go powtórzyć?

            Opowiadasz dyrdymały, po prostu i zwyczajnie. Nie mam czasu na szukanie powiedzmy 50 debiutantów w roku ubiegłym i dziesięciu w obecnym, ale oni są wciąż publikowani.

            Rady dotyczące współfinansowania pominę milczeniem, bo one nadają się jedynie do kosza. Szczerze mówiąc, chociaż stroisz się w piórka osoby świetnie znającej rynek, zaczynam w to powątpiewać, bowiem osoba świetnie znająca rynek wiedziałaby, że nie ma w zasadzie przypadków, aby tekst wydany tym sposobem zdobył popularność i rozgłos, chyba że zdecyduje się na to osoba już znana, a nie debiutant.
            --
            Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
          • spacey1 Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 09.02.13, 17:56
            "Lepiej jest pójść na taką współpracę z wydawcą o znanej marce niż nawet ze średniakiem" - to też bujda. Wydawcy o znanej marce nie publikują książek ze współfinansowaniem autora. Generalnie zgadzam się ze Skajstopem. Wciąż ukazują się w Polsce debiuty. Wciąż są wydawnictwa, które poszukują wartościowych debiutów. I nie mam na myśli debiutantów od romansów i kryminałów, choć takie też oczywiście sa poszukiwane. Pierwszy z brzegu przykład - "Szopka" Zośki Papużanki. Ubiegłoroczny debiut z jesieni, w styczniu nominacja do paszportu Polityki. W końcu wygrał Twardoch, autor bodajże 7 książek, ale nominacja dla Papużanki była. Wydało ją duże wydawnictwo. Beata Stasińska z wyd. WAB powiedziała w jednym z wywiadów: "rok bez dobrego debiutu jest rokiem straconym". Święte słowa, chociaż z pewnością ciężko o jeden dobry debiut rocznie :)
            Rzucane tu oskarżenia pod adresem rynku wydawniczego trącą rzeczywiście nieznajomością tegoż rynku. Dlaczego? Każdy poważniejszy wydawca marzy o tym, aby trafić na świetny debiut. Po pierwsze - ze względów komercyjnych. Takiego autora można stosunkowo tanio pozyskać, a potem, przy odpowiedniej promocji, czerpać z niego spore zyski. Ponadto tych masowych, autorów wielkich bestsellerów, jest zaledwie kilkunastu na rynku. Cały rynek się nimi nie pożywi. Walka o nich oznaczałaby coraz wyższe inwestycje w prawa. Dużo bardziej opłaca się odkryć nowego autora. Po drugie - istnieje jeszcze coś takiego, jak etos wydawniczy. Większość poważnych wydawnictw przyjmuje taki model, że zarabia na komercyjnych tytułach, ale chce mieć w swoim portfelu także ambitne tytuły, budujące prestiż. Wszyscy szefowie wydawnictw, jakich znam, realizują chętnie swoje pasje i zamiłowania literackie, nawet, jeśli rachunek się nie domyka. Wiedzą, ze zarobią na tę przyjemność na innych tytułach. Oczywiście zdarzają się przypadki autorów, którzy doskonale łączą oba cele. jest to niezbyt szeroka elita literacko-komercyjna, która niesie i prestiż i pieniądze (np. Myśliwski, Głowacki, Witkowski, Dukaj), ale nie o nich tu mowa.
            Tak więc nie upraszczaj. Wydawcy to nie debile, których obchodzi tylko kasa. Jednak aby wpaść im w oko trzeba paru elementów: szczęścia, talentu, oryginalności, właściwego momentu, umiejętności dotarcia do właściwych osób. I cierpliwości. Gorzkie doświadczenia Blueberry33 mogą wynikać z tego, że nie ma nic ciekawego, odkrywczego do zaoferowania wydawcom i czytelnikom. No, ale tego to chyba nie zakłada żaden autor, który nie może zadebiutować. Wolą twierdzić, że wydawcy to debile i krwiopijcy.
            • blueberry33 Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 09.02.13, 21:35
              Nie jestem ani autorką ani tłumaczką, a moje gorzkie i bardzo złe doświadczenia to po prostu znajomość (od początku lat 90. do teraz) polskiego rynku wydawniczego i praktyk wydawców. I tak to, o czym od czasu do czasu piszę to tylko drobna część bardzo gorzkiej prawdy i drobny fragment obyczajów wydawców. A to jedno mogę o sobie powiedzieć, że znam je na wylot. Wydawcy to oczywiście nie debile, tu się zgadzam ze spacey1, ale obchodzi ich tylko i wyłącznie kasa. Oraz to, żeby płacić ludziom (autorom, tłumaczom, redaktorom, korektorom, bardzo rzadko konsultantom np. historycznym) jak najmniej, jak najpóźniej, a najlepiej żeby w ogóle nie płacić. Bo na miejsce każdego jest dziś kilkudziesięciu innych, tańszych i bardziej uległych, zwlaszcza z tzw. prowincji, gdzie - wobec likwidacji wielu małych lokalnych firm, także wydawniczych, ale też np. biur tłumaczeń, ludzie po prostu nie mają w ogóle z czego żyć. Trzeba tylko pamiętać o płaceniu drukarniom, bo tych jest na rynku ograniczona liczba, a te mniejsze, których jest dużo, przeważnie nie chcą zajmować się książkami. Choć np. nasze ulubione na tym forum wydawnictwo, to na literę z początku alfabetu, stosuje wobec drukarń politykę płacenia w małych ratach (mówiąc w skrótem) i do tego bardzo nieregularnie. Wiszą na dużą kasę wielu drukarniom, są z tego ogólnie znani, ale drukarnie boją się np. złożyć wniosek o niewypłacalność, bo wtedy mogą nic nie odzyskać. Mają więc nadzieję na to, że może ten wydawca kiedyś jednak zapłaci i opornie, ale przyjmują nowe zamówienia. A jeśli chodzi o księgarnie i hurtownie, to przypominam pierwszą zasadę obowiązującą dzić wśód wydawców: jeśli nie ma cię w empikach, to znaczy że nie istniejesz.
              • immanuela Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 09.02.13, 22:44
                Naprawdę nie da się tego czytać co tu wypisujesz, Blueberry. Wspólpracowałam z kilkoma wydawnictwami i nie zdarzyło mi się, żeby któreś nie zapłaciło. I zawsze w terminie. To tyle w kwestii płatności.
                Natomiast w kwestii debiutów: moje pierwsze opowiadanie, które zostało opublikowane wysłałam na adres wydawnictwa napisane RĘCZNIE na papierze kancelaryjnym (fakt, że to było 10 lat temu), i co? Powinni ten list wyrzucić do kosza a mnie spuścić po rynnie. Otóż nie, spodobalo się na tyle, że ktoś zadał sobie trud przepisania. Zostało opublikowane a honorarium przyniósł mi listonosz.
                I drugi przypadek. Tym razem majlowo przesłałam próbkę tekstu na adres Bardzo Znanego Ogólnopolskiego Tygodnika (nie kobiecego), nazwijmy go BZOT. I pomimo tego, że nie przespałam się z nikim z redakcji mój tekst został opublikowany a nawet nawiązałam stałą współpracę. Nie tylko nie przespałam się z nikim z redakcji, ale nawet nikogo nie widziałam na oczy, oprócz Naczelnego BZOT-a którego można sobie obejrzeć w telewizji.
                I co Ty na to, Blueberry? Zapewne powiesz, że mam Bardzo Znane Nazwisko. I owszem!
                pozdrawiam
                Immanuela de Kant :-P
                --
                Immer Imma
                • blueberry33 Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 10.02.13, 01:11
                  Ależ ja życzę Ci wszystkiego najlepszego, gratuluję i bardzo się cieszę z Twoich sukcesów, wcale mi nie zależy, żeby to, o czym piszę rozszerzało się na wszystkich. To, o czym ja piszę wynika, już tak reasumując, z dwóch rzeczy. Po pierwsze: z sytuacji na rynku, gdzie jest nadprodukcja osób chcących pracować przy wydawaniu książek i w rezultacie wygrywają tylko najtańsi. To raz. Dwa - że książek, w stosunku do przeciętnych zarobków i tzw. potencjału czytelniczego, ukazuje się u nas po prostu za dużo. Po trzecie: obawa mediów przed tym, że obrażony wydawca nie zakupi powierzchni reklamowej, czy czasu antenowego, czy wręcz że nie będzie chciał w przyszlości zapłacić redakcji choćby barterem w postaci książek za dostrzeżenie tytułu, powoduje że recenzje miażdżące ewidentne knoty i makulaturę wydawniczą, przekłady na poziomie internetowych translatorów, itd - są praktycznie nieobecne. No a na koniec jak zwykle coś smakowitego i jak zwykle bez zbytnich szczegółów identyfikacyjnych, ale jeśli przeczyta to ktoś z branży, będzie wiedział, o kogo chodzi. Otóż szef i cichy współwłaściciel jednego z dużych wydawnictw ma pociota praktycznie niemal półanalfabetę. Ale tenże pociot ma ambicje żeby redagować książki, uważa się za wybitnego fachowca, dlatego też pracownicy (zatrudnieni niemal wyłącznie na bardzo skromnych "śmieciówkach", bo tych etatowych wyrzucił albo skłonił do zmiany formy zatrudnienia) otrzymali polecenie by to jemu przekazywać nawet najtrudniejsze redakcje. One wracają do nich bardzo szybko, np. książka o objętości np. 28-30 arkuszy po 2-3 dniach z kilkoma przecinkami wstawionymi na chybił-trafił w tekst, albo podobną "redakcją". Oczywiście płaci mu się wielkie pieniądze (w porównaniu z mikroskopijnymi stawkami dla redaktorów "z miasta", którym daje się od czasu do czasu jakieś książki), o czym doskonale wiedzą wszyscy w firmie ale są bezsilni, nikt słowa nie piśnie, bo wszyscy panicznie się boją utraty nawet takiego lichego zatrudnienia jakie mają. Niegdyś ci pracownicy , gdy książka powracała do nich po takiej "redakcji", zgrzytali zębami i sami doprowadzali ją do porządku pracując nad tekstami za darmo, w pocie czoła i po godzinach w domu, ale po pewnym czasie, gdy okazało się, że skandaliczne błędy obecne nagminnie w książkach tej oficyny tak naprawdę nikogo nie obchodzą, a listy czytelników zwracających na nie uwagę i zdziwionych "jak mogliście puścić coś takiego" wrzuca się do kosza, a maile kasuje - przekazują takie tytuły do druku tak jak je otrzymują. Pozdrawiam serdecznie i naprawdę życzę sukcesów.
                  • nobullshit Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 10.02.13, 10:21
                    blueberry33 napisał(a):
                    > No a na koniec jak zwykle coś smakowitego i jak zwykle bez zbytnich szczegółów >identyfikacyjnych, ale jeśli przeczyta to ktoś z branży, będzie wiedział, o kogo chodzi (...)

                    Nie widzę w tym nic "smakowitego". Jest to najwyżej mniej niesmaczne od rewelacji o tłumaczce, która przespała się z szefem jakiegoś wydawnictwa.
                    Jesteśmy na specjalistycznym forum internetowym, w nie maglu, i jeśli już koniecznie musisz popisywać się dogłębną znajomością branży, to może jednak nie w ten sposób. Nie mogę zrobić się na czerwono jak Skaj, ale proszę, potraktuj mój post jako wypowiedź moderatorki.


                    • skajstop Nobullshit ma rację 10.02.13, 15:55
                      Magiel się robi.
                      Owszem, anegdoty ubarwiają życie, ale mnie się ten ton bardzo nie podoba.
                      A ponieważ w dodatku domyślam się, o którego wydawcę chodzi, tym bardziej byłbym ostrożny. Sytuacja nie do końca tam tak wygląda.
                      Poza wszystkim, Blueberry, może jednak równajmy w górę, nie w dół, do poziomu Plotków?
                      --
                      Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
    • kajagugu77 Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 05.02.13, 09:59
      Kiedy zaczynałam pisać, myślałam, że piszę, bo muszę, bo zawsze chciałam, bo mam ciekawe historie do opowiedzenia. Potem trafiłam na forum i dostałam w głowę kubłem lodowatej wody. Do dziś nie mogę nadziwić się swojej naiwności- myślałam, że wydaje się tę a nie inną książkę bo jest... dobra. 4kika- wiem, co masz na myśli- ja też nie wiedziałam, że trzeba pisać krwawe kryminały albo romansy albo coś (cokolwiek!) co się dobrze sprzeda w danym momencie. Wiem, że biznes, kasa, ale... Jak nie wampiry, to anioły, a jak nie to, to sado-macho dla początkujących. Nieważne, czy masz coś ciekawego do powiedzenia- nikt cię nawet o to nie zapyta, bo na topie są akurat- no nie wiem, co by tu wymyślić- gadające warzywa. To siedź, potencjalny pisarzu z chęciami i pisz o warzywach, bo na nic innego i tak pies z kulawą nogą nie zwróci uwagi. Podaż, pobyt i tak dalej.

      Wyznaczyłam sobie konkretny termin- jeśli do tego czasu nikt się nie zainteresuje płodami mojej wyobraźni, to nie będą marnować czasu na pakowanie kopert. Wiem, wiem, dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą i tak dalej. Co jeśli walka rozgrywa się na zupełnie innych poziomach, a na jej wynik nie masz prawie żadnego wpływu? I tak naprawdę nie wiem, czy jestem tak beznadziejna, nudna (styl fatalny itd), czy po prostu nie potrafię się dobrze wstrzelić między te soft-porna i gadające warzywa.
      Na razie piszę i liczę na łut szczęścia. Balsamem na moją skołataną duszę są wpisy o debiutantach, którzy czekają właśnie na swoją pierwszą wydaną książkę i nie mają znajomości w wydawnictwie ani nie przespali się z całą redakcją;-) Pozdrawiam i trzymam kciuki!
      • 4kika Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 05.02.13, 11:37
        Hmmmm.... biorąc pod uwagę słowa blueberry 33 kolejnym moim krokiem powinno być zarobienie kasy na to aby łaskawie wydano mi płody mojej fantazji. Powinnam zapłacić za to, ze godzinami pisałam, poprawiałam, laptop żarł prąd, a porzucony w kącie maż mruczał z niezadowoleniem. Idzie wiosna... może będą potrzebować kogoś do pielenia miejskich rabatek, albo wykopania rowu melioracyjnego? Po pracy radośnie chwycę za łopatę, pokopię sobie kilka godzin, podczas których będę mogła obmyślać fabułę kolejnej książki. Pomysł przedni, doprawdy! aż sama sobie sie dziwie, że wcześniej na to nie wpadłam! A co do ustawicznie przewijającego się motywu przespania się z kimś z redakcji, to po tym co się wydarzyło w moim najbliższym środowisku na tego typu teksty mam szczególną alergię, na którą nie pomoże profesjonalne odczulanie czy nawet szamańskie sztuczki. To była taka dygresja.
      • tialuna Re: Balsam 05.02.13, 11:50
        ... na skołataną duszę dla tych, którzy wciąż czekają. I na poparcie słów skajstopa a w opozycji do wpisów blueberry33
        Na początku ubiegłego roku podpiasałam umowę na moją pierwszą książkę. na TEN mail czekałam około tygodnia. Premiera książki była w kwietniu. W międzyczasie skończyłam pisać kolejną, wysłałam w czerwcu, w ciągu dwóch tygodni dostałam odpowiedź pozytywną, od tego samego wydawcy. Premiera drugiej książki była w listopadzie.
        Ponadto: nie zapłaciłam ani grosza za wydanie moich ksiażek, nie znałam wcześniej (bo teraz już znam :) nikogo z branży wydawniczej, z nikim się nie przespałam, niczego wcześniej nie publikowałam (żadnych opowiadań w czasopismach, czy coś w tym stylu). :)
          • tialuna Re: Balsam 05.02.13, 11:57
            Nie :) Kompletna obyczajówka, no może taka bardziej kobieca, szczególnie ta pierwsza książka. Jednak nie jest to ani romans, ani krwawy kryminał :)
            • 4kika Re: Balsam 05.02.13, 12:00
              Nie trafiłam.. hmmmm... to kolejny dowód, że literatura nie jest jednak moim powołaniem. Pozostaje mi jednak ta łopata... :)
              • tialuna Re: Balsam 05.02.13, 12:02
                No nie... Łopatą nie wytrenujesz warsztatu literackiego. ;) Nie załamuj się, tylko pisz. Albo prześlij komuś zorientowanemu próbkę tekstu. Takie obiektywne uwagi (mimo że nie zawsze przyjemne) sporo dają. :)
            • tialuna Re: Balsam 05.02.13, 12:00
              Nie chciałabym podpisywać mojego anonimowego, bądź co bądź, konta gazetowego nazwiskiem, ale jeśli ktoś mniej więcej śledzi nowości w tego typu literaturze, pewnie mignęła mu gdzieś któraś z moich okładek. Na pierwszej jest kobieta w czerwonej sukience w groszki, a na drugiej drewniany dom z werandą porośniętą bluszczem. :)
              • monikaniew Re: Balsam 05.02.13, 12:06
                :)Ja wiem, ja wiem:)
                Pierwszą przeczytałam jednym tchem, o drugiej w tym moim zabieganym życiu nie wiedziałam, ale skoro już wiem, to szczęśliwa jestem i pędzę na poszukiwania!
                Gratuluję Ci debiutu!!! I mam nadzieję, że nie przestaniesz pisać:)
                • tialuna Re: Balsam 05.02.13, 12:12
                  Dzięki :) Nie przestanę, dopóki reumatyzm w palce mi nie wejdzie i bedę musiała przestać ;) Wiosną skończę trzecią.
                  Skoro przeczytałaś, ja chciałabym przeczytać Twoją. Powiedz, jak mam ją znaleźć. Ewentualnie przez fb :)
              • zona_mi Re: Balsam 06.02.13, 15:12
                tialuna napisała:

                > Nie chciałabym podpisywać mojego anonimowego, bądź co bądź, konta gazetowego

                A, wiem! Mamy 36 wspólnych znajomych na fb ;)

                --
                - Umyłeś zęby, Kacper?
                - Byłaś cały czas w łazience. Widziałaś, żebym wchodził? Nie - czyli znasz odpowiedź. Ty mi tak w matematyce, to ja ci tak w pytaniach domowych!
    • makawka Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 05.02.13, 14:43
      Powiem tak: łatwo nie jest, ale z pewnością nie jest aż tak beznadziejnie jak ocenił ktoś kilka postów wyżej. Tyle że nawet wydanie tej pierwszej, wymarzonej niczego nie przesądza. Oczywiście mogę pisać jedynie o swoich doświadczeniach. Pierwszą, wymarzoną wydałam w 2010 roku, w wiodącym wydawnictwie, bez znajomości kogokolwiek, czegokolwiek (dziś widzę, że nawet realiów dobrze nie znałam :) Zwyczajnie, wysłałam i czekałam. Kilka miesięcy po wydaniu pierwszej ukazała się druga. W tym samym wydawnictwie, decyzję podjęto po dwóch dniach i powiedziano mi, że czekają na następne. Uszczęśliwiona, że mogę się twórczo rozwijać - rozwijałam się więc. Skutek był taki, że na trzecią pokręcili nosem i powiedzieli, że zbyt pokręcona, źle się kończy i w ogóle czekają na taką jak dwie pierwsze, czyli, parafrazując: "ładna ona, ładny on i taka ładna miłość..." Uparłam się i nie chciałam pisać takich samych. Dla mnie to był taki jednorazowy (no, powiedzmy - dwurazowy) eksperyment, ale już chciałam próbować czegoś innego, szukać, rozwijać się, a nie tłuc to samo bez końca. Usłyszałam w odpowiedzi, że wydawca inwestując w autora zaczyna "budować mu nazwisko", na szufladkę przykleja etykietkę i tym samym czytelnik wie, czego się spodziewać. A czytelnik podobno nie chce, żeby ktoś od romansów zajął się nagle, bo ja wiem, kryminałem albo powieścią psychologiczną. Pomyślałam sobie - nie, to nie, zabrałam moją trzecią i poszłam gdzie indziej. Było już trochę łatwiej, bo dla nowego wydawcy nie byłam już tak zupełnie anonimowa, a poprzednie wydawnictwo w jakiś sposób gwarantowało moją jakość, że się tak wyrażę. Nowy wydawca trzecią wydał, czytelnikom się spodobała, a ja przeżyłam małą chwilę mściwej satysfakcji, gdy na festtiwalu, na którym książka dostała pierwszą nagrodę Były wydawca podszedł do mnie z gratulacjami.... Potem powinno być już tylko z górki, ale nie jest. Rynek wydawniczy jaki jest, każdy widzi. Po trzech wydanych książkach (właściwie czterech, jesli liczyć poradnik) znowu jestem na początku. Wydawca trzeciej nie chciał ryzykować czwartej, która znowu jest inna i w związku z tym dwie kolejne wyjdą w tym roku w następnym wydawnictwie. Jak tak dalej pójdzie nie będzie w Polsce wydawcy, którego "nie zaliczę" :) Czasmi czuję się jak panienka na jeden raz: fajna, ale żeby od razu wchodzić w stały związek... ?
      Nie chcę nikogo zrażać ani nikomu podcinać skrzydeł, dzielę się swoimi doświadczeniami, ponieważ pamiętam, że unosiłam się kilka metrów nad ziemią, gdy dostałam TEGO MAILA, jak ktoś go nazwał, i wydawało mi się, że teraz wszystko się zmieni, a ja zostanę Bardzo Ważną Pisarką. Dziś wiem, że to tak nie działa, złote strzały zdarzają się, ale w innej branży i znaczą coś zupełnie innego:)
      Pozdrawiam.
    • puellapulchra Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 20.03.13, 23:22
      Witam serdecznie. Ja pisze od jakichs 20 lat. Pisalam do szuflady i po wielu latach przyszlo mi do glowy, ze moze ktos chcialby to opublikowac? Wyslalam tekst najlepszego moim zdaniem utworu (powiesc obyczajowa) do 3 (tak, tak - do trzech) wydawnictw. Z jednego dostalam uprzejma odpowiedz, ze niestety nie sa zainteresowani. Z drugiego, ze nie sa zainteresowani i nawet napisali dlaczego. Trzecie milczy po dzis dzien. Od tamtej pory nie odwazylam sie wysylac czegokolwiek, ale - pisania nie porzucilam :) Bo pisac musze, 'inaczej sie udusze' :)

      Raz jeszcze pozniej pisalam cos ewidentnie z intencja publikacji, ale kiedy szlag jasny trafil 3/4 dziela wraz z systemem (pozdro dla Microsoftu i 'geniusza komputerowego' w rodzinie), doszlam do wniosku, ze to znak, iz nie powinnam zawracac sobie glowy szukaniem wydawcy, heh :D

      A to] forum odkrylam wiele lat temu i mam je w ulubionych i czytam nadal.

      --
      Opowiadania z iskrą
      • 4kika Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 21.03.13, 07:02
        Wiesz, Twoja postawa jest bardzo ciekawa. Czy dobrze zrozumiałam, że piszesz, aczkolwiek nie publikujesz? Niczego? Też ostatnio rozmyślam, czy nie przyjdzie mi pisać tylko i wyłącznie do szuflady i zastanawiałam się nad sensem takiej roboty. Ale w końcu stwierdziłam, że wolę to niż gapić się w TV, to znaczy wolę pisać oraz czytać (czytać oczywiście innych autorów, a nie to co sama wyprodukowałam :).
        • puellapulchra Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 21.03.13, 13:36
          Dobrze zrozumialas, pisze, ale nie publikuje. Nie powiem, marze, by szersze grono moglo (i chcialo) czytac moje wypociny, ale - do konca nie jestem pewne - pewnie chodzi o brak wiary w siebie. Pierwsza powiesc, ktora wyslalam, tylko do 3 wydawnictw to byla taka proba sil, bo najbardziej na swiecie boje sie krytyki (smieszne). Tamta krytyke wzielam 'na klate', nie porzucilam pisania, bo jak pisalam wczesniej - musze pisac i kropka.

          Krotkie formy publikowalam na portalu internetowym (link w sygnaturce).

          I oczywiscie masz racje - lepiej pisac, niz marnowac czas przed tv :D Chociaz ja, z racji posiadania 2 malych dzieci, czasu na tv nie mam prawie wcale :P

          --
          Opowiadania z iskrą
          • benetowna1 Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 27.03.13, 19:15
            Jeśli ktoś boi się krytyki i kiepsko znosi oceny innych osób dotyczące swojej twórczości, to nieśmiało radzę pisać tylko dla przyjaciół. Brak odpowiedzi z wydawnictw czy nawet jakieś ich uwagi krytyczne do tekstów to dopiero wierzchołek góry lodowej. Najtrudniej jest znieść krytykę Czytelników, czasem wyrażoną w nieoględnych słowach na ich blogach. Nawet jeśli na pięćdziesiąt pozytywnych i motywujących recenzji trafi się jedna zła, mogą naprawdę opaść skrzydła. Okazuje się, że w tej branży trzeba mieć grubą skórę.
            Czasem jednak wystarczy po prostu uzbroić się w odrobinę optymizmu i siły, żeby iść dalej. Powodzenia :)
            • pointdiner Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 27.03.13, 19:28
              Tak, to prawda. W tej branży trzeba mieć baardzo grubą skórę. Przecież nie wszyscy autorzy odnoszą sukces czytelniczy. Jakie to musi być przykre dla pisarza, gdy zobaczy swoją książkę w koszu z książkami na 2 złote. Trzeba umieć nabrać zdrowego dystansu do własnej twórczości, co nie jest łatwe.
              • skajstop Nie przesadzałbym z tym koszem :) 27.03.13, 21:19
                Nie przesadzałbym z tym koszem, teraz może się tam trafić naprawdę zacne towarzystwo :)

                A poważniej, w dobie przecen, wyprzedaży i spadania książki po pół roku, luzowania półek, chyba na palcach jednej ręki można policzyć autorów i autorki, książki których nie trafiają do tego przysłowiowego kosza z dziełami po 2 złote. Zero kompleksu zatem :)
                --
                Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
                • pointdiner Re: Nie przesadzałbym z tym koszem :) 29.03.13, 22:30
                  To chyba jednak nie jest tak do końca, jak piszesz. Jeżeli książka i do tego debiutancka trafia do kosza za 2 złote, to wydawnictwo poniosło rynkową stratę na jej publikacji.
                  Ja tez kupuję pozycje z przeceny i zastanawiam się, jak to się przekłada na zysk wydawnictwa.
                  Zauważ, że w koszu nie ma książek, ktore mają dobrą promocję.
              • benetowna1 Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 27.03.13, 22:09
                Nie zrozumieliśmy się:) Ja nie mówię o klapie wydawniczej czy finasowej książki:) Moja refleksja dotyczyła sytuacji, gdy mimo sukcesu autor ciężko przeżywa niepochlebne recenzje, nawet jeśli są to pojedyncze przypadki. Ja trzymam się wtedy myśli - nie każdy ma taki sam gust. Wspomniałam o tym, bo poruszył mnie tamten post szczerością wypowiedzi. Z zewnątrz pisarstwo ma niemal romantyczny zapach :), od środka to po prostu zawód a książka jest towarem. Już nauczyłam się, że odsłaniając kawałek duszy w kolejnych książkach przed Czytelnikami, mogę się spodziewać zarówno pochwał jak i szyderczego śmiechu. To nie jest łatwe, ale może kiedyś przywyknę...
                • pointdiner Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 29.03.13, 22:21
                  Ja Ciebie doskonale zrozumiałam. Krytyka ze strony czytelników jest na pewno bardzo bolesna. Też kiedyś sądziłam, że pisanie to taki rodzaj uduchowionej przygody. Nic bardziej mylnego. Coraz bardziej skłaniam się ku przekonaniu, że pisarz to rodzaj rzemieślnika, a książka jest towarem, który musi się sprzedać. Dlatego tak ważna jest dobra promocja dzieła. W zasadzie dzięki skutecznemu marketingowi można sprzedać nawet "gniota".
                  Teraz pomyśl sobie, jak się być czuła, gdyby Twoja książka okazała się "niechodliwym towarem" i trafiła na półkę "wszystko za 2 złote".
      • pointdiner Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 27.03.13, 18:58
        Witam

        Piszę od kilku lat, niestety - jak dotąd moje próby wydania książki spełzły na niczym. Na pewno nie jest łatwo wstrzelić się w oczekiwania wydawców. Dostałam propozycję wydania książki z tzw. dofinansowaniem, ale nie zgodziłam się na takie rozwiązanie. Pisanie traktuję hobbistycznie, chociaż fajnie by było, żeby ktoś kompetentny ocenił wartość literacką moich tekstów. Redakcje nie udostępniają recenzji, a szkoda.Pozdrawiam wszystkich "pismaków".
                    • 4kika Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 02.04.13, 11:36
                      Opcja z gołym tyłkiem dostępna jest wprawdzie dla każdego, ale skuteczna, kurna, jedynie do pewnego wieku. Gdyby owa część mojego tyłu nadal była godna pokazania szerszej publice - zajęta bym była li tylko pokazywaniem go gawiedzi, a nie przyduszaniem resztą ciała podczas pisania. ot co!
                        • pisam Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 02.04.13, 12:42
                          E tam... Zainwestuj w medycynę, popraw sobie cycki i buzię, skocz na jakiś mecz, usiądź niedaleko kamery i rób do kamerzysty słodkie oczęta i może się uda :-) Zawsze jeszcze możesz się załapać na rolę w jakimś serialu, później do roli pogodynki w programie "Polska...coś tam" i kariera przed tobą stoi otwarta. Dobrze by było abyś zaistniała w serialu TVN, oni od zawsze promują wyłącznie siebie i swoich, czego nie ukrywa nawet Kuba Wojewódzki... :P
                          • 4kika Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 02.04.13, 13:02
                            Głębsza analiza Twej wypowiedzi skłania mnie do wyrażenia opinii iż w niepojęcie prześmiewczy sposób, bez mojego przyzwolenia, naigrywasz się z targających mną dramatów oraz rozterek. Robisz to z lekkością osoby, której dane było odnieść pisarski sukces. Jednak widzę w tym drugie dno: pod fasadą dobrych rad kryjesz prawdziwe przesłanie- rodzącą się konkurencję chcesz zmiażdżyć w zarodku! Udusić dziecię w kołysce, aby nie wyrosło na tytana! Ha! Dlatego też uparcie wskazujesz mi inne rewiry, gdzie rzekomo czeka mnie blichtr i gruba kasa! Ale zaśmieję się tu złowieszczo: nic z tego, cycków ani czego innego zrobić se nie dom! ;)
                                • pisam Re: Kto sie poddał, kto został autorem jednej ksi 02.04.13, 14:08
                                  Literatura cyckoliczna już niczego nie gwarantuje, tak samo jak wcześniej było z czarownicami, wampirami i poradnikami jak żreć i nie tyć ;-) Z tego co wiem, to jedna z naszych celebrytek która napisała coś w tym stylu jest więcej niż rozczarowana informacjami o wielkości sprzedaży. Wracając do głównego wątku... Fakt, że trzeba pisać i mieć krztynę szczęścia aby zaistnieć, ale myślałem, że chodzi także o rady które mogą wspomóc karierę ;-) ha ha ha
                                  Nie wiem czy wiecie, ale pani Korwin-Piotrowska która naśmiewała się z tych celebrytów i gwiazdek TV które zaczęły pisać książki, sama właśnie taką popełniła i jak twierdzi miała w tygodniu po trzy telefonu od wydawców, którzy ją do tego namawiali. Więc wskazuję tylko drogę do sławy, a jeśli chodzi o mój rynek i sukces... No, cóż. Jest jeszcze tyle wolnych tematów w których dla nikogo nie będę konkurencją, że nie musisz się martwić. Abyś tylko nie pisała o Iraku i Afganistanie :-)
                                  • skajstop Drobne sprostowanie :) 02.04.13, 19:17
                                    Pisanie, nie znam wyników sprzedaży tej konkretnej książki, choć wnoszę z przesłanek, że masz rację.
                                    Ale odchodząc od żartu w serio - to jednak w Polsce największym targetem są kobiety, one najwięcej czytają i najchętniej książki adresowane do nich.
                                    Pozostałe obszary tematyczne to już nisze, choć zdarzają się wyjątki w postaci wysokich sprzedaży konkretnego tytułu :)
                                    --
                                    Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
    • extremal Ja co prawda tutaj nie pisałem, ale.... 02.04.13, 19:08
      Tak jak wspomniałem w tytule tematu. Ja nie pisałem tutaj wcześniej, ale sam piszę już od dobrych kilku lat.
      Pierwsze moje "dzieła", jeśli mogę je tak nazwać, zostawiłem w szufladzie, skąd już ich raczej nie wyjmę. Dopiero później, moim zdaniem, wytwory klawiatury zasługiwały na to, żeby gdzieś dalej je pokazać. Skończyłem dwa zbiory opowiadań i trzeci, ostatni właśnie jest na dobrej drodze do finiszu.

      W trakcie różnych klubików dyskusyjnych, jeśli była okazja, zaprezentowałem kilka swoich opowiadań. Od razu, żeby uciąć wszelkie spekulacje o "dobrych koleżkach, którzy mnie poparli, bo dobrze mnie znają i dobrze mi życzą" - ludzie, z którymi brałem udział w klubikach dyskusyjnych słabo mnie znali, ale byli zainteresowani tym, co napisałem. Oczywiście tak jak wielu początkującym autorom, zdarza mi się wtrącić przecinek tam, gdzie nie trzeba.
      Pisałem w nurcie mieszanki SF, horroru i thrillera. Bardzo wiele wspólnego moje motywy miały z literaturą weird-fiction(kto będzie chciał, ten zaznajomi się ze znaczeniem terminu).

      Wracając do wątku. Zachęcony dobrymi notami potencjalnych klientów, którzy kupiliby taki mój zbiór opowiadań, wyruszyłem na walkę z możliwością wydania się. Porozsyłałem fragmenty tego zbioru po różnych wydawnictwach i....no właśnie.
      Otrzymałem dwie odpowiedzi, ale ze współfinansowaniem. Dlaczego? Na to pytanie niestety nie znam odpowiedzi, gdyż wydawnictwa nie muszą się tłumaczyć ze swoich decyzji.

      Co do twórczości polskich debiutantów i ogólnie pisarzy. Swoją przygodę DOBROWOLNIE(pomijam przymus czytania lektur szkolnych) zakończyłem na wielkim mistrzu SF - Stanisławie Lemie. Próbowałem "zaprzyjaźnić się" z twórczością Jacka Dukaja, ale...na próbach się skończyło. Nie sięgam po żadne dzieła polskich pisarzy, gdyż z tego co obserwuje na listach bestsellerów i nowości polskich debiutantów, tematyka mojej twórczości dalece odbiega od głównego nurtu, wydawanego na polskim rynku.
      Owszem, mogę w jakimś tam stopniu próbować i walczyć, ale myślę, że nie powinienem spodziewać się żadnego poklasku. To tyle, co chciałem powiedzieć w tym temacie.

      Talent nie wystarczy. Potrzeba mieć dużo szczęścia, a czasami nawet szczęście nie pomoże, albowiem potrzebne będą...pieniądze. Taki to już świat, ale cóż. Nie nam wybierać.
      • skajstop Dlaczego warto obserwować rynek 02.04.13, 19:28
        > Skończyłem dwa zbiory opowiadań i trzeci, ostatni właśnie jest na dobrej drodze do finiszu.

        > Pisałem w nurcie mieszanki SF, horroru i thrillera. Bardzo wiele wspólnego moje
        > motywy miały z literaturą weird-fiction(kto będzie chciał, ten zaznajomi się z
        > e znaczeniem terminu).

        > Otrzymałem dwie odpowiedzi, ale ze współfinansowaniem. Dlaczego? Na to pytanie
        > niestety nie znam odpowiedzi, gdyż wydawnictwa nie muszą się tłumaczyć ze swoich
        > decyzji.

        > Talent nie wystarczy. Potrzeba mieć dużo szczęścia, a czasami nawet szczęście nie
        > pomoże, albowiem potrzebne będą...pieniądze. Taki to już świat, ale cóż. Nie nam
        > wybierać.

        Będziesz mi musiał wybaczyć szczerość, ale brutalna prawda o twoich próbach opublikowania kryje się w cytatach. Otóż dobrze robisz, że piszesz nie naśladując nikogo, choć zawsze lepiej orientować się w danym sektorze rynku wydawniczego.
        Ale kiedy przestajesz pisać, a zaczynasz myśleć o wydaniu, to już zupełnie co innego - tu elementarna wiedza o jego cechach jest niezbędna. Z moich skromnych obserwacji wynika, że od dobrych kilku lat zbiory opowiadań są dla wydawców problemem, nie chcą ich wydawać, bo na nich tracą - chyba że to zbiór opowiadań gwiazdy w rodzaju przytoczonego przez ciebie Dukaja.
        Podobnie zresztą jest w innych gatunkach - zbiory opowiadań są rzadkością, nie wiem, czy stanowią 10% całości beletrystyki.
        I w takiej sytuacji zamiast spróbować napisać powieść, ty piszesz kolejny zbiór opowiadań. Można. Ale ja w tej sytuacji nie dziwię się, że otrzymujesz oferty tylko od tych, którzy chętnier wezmą twoje pieniądze...
        --
        Wydawnictwa i ich obyczaje Mamrotek wydawniczy :)
        • extremal Re: Dlaczego warto obserwować rynek 02.04.13, 21:41
          No jasne. Usiąść i spróbować napisać powieść - jak prosto się o tym mówi. Nie każdy ma dar pisania powieści - ja natomiast oferowałem swoim czytelnikom ponad 200 stron, złożonych z kilku lekkich, aczkolwiek wciągających historii, z nieprzewidywalnym zakończeniem.

          Jeśli nie znajdę wydawcy to będę w stanie w inny sposób zgromadzić pieniądze na współfinansowanie i być może, że wyjdę już na powierzchnię. Reszta to kwestia odpowiedniej reklamy i wypromowania twórczości, tak to niestety działa.

          Ja już osiągnąłem na swój sposób sukces. Zdanie kilku obcych mi osób, które przeczytały mój zbiór i oceniły go bardzo pozytywnie jest dla mnie o wiele większą satysfakcją i uznaniem, niż kilka słów z wydawnictwa, które propozycji dostaje multum i każdego/prawie każdego już na dzień dobry skreśla, gdy dana osoba nie ma wyrobionej marki, oraz od osoby, która ślepo kieruje się wyznaczonymi trendami - za co nie można mieć do niej pretensji.

          USA mają swojego Eda Gormana - pisarza, który zasłynął praktycznie samymi zbiorami opowiadań. Można? Oczywiście, że można.
          Zbiory opowiadań mogą być świetną alternatywą dla opasłych powieści, tylko wszystko zależy od czytelników.
          • seipang Re: Dlaczego warto obserwować rynek 02.04.13, 22:02
            Nie chciałbym się wcinać, ale rynek fantastyki w Polsce od zawsze był powieściowy, opowiadania stanowiły mniejszość. I jeśli opowiadania były zbierane w książkach, to z reguły przynajmniej część zbioru została wcześniej opublikowana w pismach, "Nowej Fantastyce" czy "Science Fiction Fantasy & Horror", autorzy w ten sposób pokazali się czytelnikowi.
            Aż się ciśnie na usta pytanie, czy masz takie publikacje?
            Poza tym, tylko Fabryka Słów próbowała wydawać zbiory opowiadań autorów wypromowanych w pismach - sprzedaż była kiepska, więc się z tego wycofali. Podobnie Powergraph, tu ich antologiom nie pomogła obecność nawet autorów pokroju Dukaja czy innych znanych autorów. W Polsce fantastyczne opowiadania sprzedają się w książkach fatalnie. I nic z tym nie zrobisz. Mylisz się, uważając, że jak coś działa w Ameryce, to musi i u nas. Każdy rynek ma swoją specyfikę.
            Chcesz wydać te zbiory ze współfinansowaniem? Dlaczego nie. Tylko sprawdź, czy jest autor, który poszedł tą drogą i odniósł sukces. Ja nie znam takiego przypadku.
            Wreszcie, przywołujesz Gormana. To w Polsce niezbyt popularny autor. Jeżeli już sięgać do fantastyki, to prędzej Chiang. Ale przywołanie Gormana pozwala na pytanie, czy wysłałeś swoje teksty do właściwych wydawnictw? Może zamiast do branżowych fantastycznych typu Fabryka Słów czy Powergraph należało wysłać np. do Videografu, Wydawnictwa Literackiego czy Dobrych Historii?
            • pisam Re: Dlaczego warto obserwować rynek 02.04.13, 22:31
              Wydanie ze współfinansowaniem nic ci nie da... Wydadzą ci 300 - 500 egz, wystawią w swojej księgarni internetowej, plus dadzą kilka egzemplarzy w Azymucie - jeśli mają z nimi umowę. Zero promocji, zero reklamy, bo te firmy działają na zasadzie, my wydajemy i swoje zarabiamy na druku o całą resztę niech się martwi Autor. Jak chcesz już sam wydać, to wydaj sam bez pośrednika który na tym zarobi. Wydając sam za te same pieniądze wydasz dwa razy więcej egzemplarzy, a o resztę i tak będziesz się musiał sam martwić.
              Tyle ode mnie.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka