Dodaj do ulubionych

Rekwizytornio:)

27.01.05, 15:33
Cześć,
tak sobie do Ciebie skrobnę - konferowałyśmy w listopadzie nt. konkursu
Świata Książki.
I wyszło mi na to, że ani Ty ani ja nie zakwaflifikowałyśmy się do niczego,
no, chyba, że jesteś płci męskiej to możesz mieć wyróżnienie (jakiegoś
mężczyznę wyróżniono).
Widziałaś notkę na stronie ŚK?
Hmmm, nadesłano ponad 600 prac - gdzie tam ja!
Nie wiem jak Ty ale ja spróbuję gdzieś wysłać - jeszcze nie wiem gdzie ale
spróbuję.
Powodzenia Ci życzę.
Edytor zaawansowany
  • rekwizytornia 27.01.05, 17:36
    Cześć,
    zdecydowanie jestem płci żeńskiej :) Właśnie się zastanawiałam, kiedy się
    wreszcie zdecydują, bo już chciałam wiedzieć, co też im do gustu przypadło.
    Zastanawiające, że kolejny raz nie przyznali nagrody głównej. Oszczędność?...
    Odkładają na honorarium pana P.?...

    Nie powiem, że w głębi mej duszy nie tliła się marna iskiereczka nadziei, bo
    owszem, coś tam migotało, ale wielce nieśmiało - popełniłam tekst dosyć dziwny,
    tematycznie niepoprawny i zdecydowanie niewspółczesny (ech, ten gotycyzm...).
    Cóż, po sesji (ło Jezu!) zabieram się za odpowiednie wydawnictwa. Chyba zacznę
    od Runy, może tam mnie zechcą - jeśli nie wydać, to chociaż oświecić, żem
    beztalenciem jest ;) No i nowa powieść pcha mi się na umysł, palce i usta, więc
    nudzić się nie będę.

    Wysyłaj, wysyłaj i jeszcze raz wysyłaj, innego sposobu nie ma. Jak się nie
    przewrócisz, to się nie nauczysz. Życzę samych przyjemnych rozczarowań. Dawaj
    czasami znać, gdzie uderzasz i z jakim skutkiem - obieg informacji to rzecz
    przydatna.

    Pozdrawiam

    Rekwizytornia
  • wolf.66 31.01.05, 21:18
    Cześć,
    nie, nie, na wygranie konkursu to nie liczyłam, ale na jakieś zainteresowanie -
    przyznam: tak:-))
    Dziś sobie zadzwoniłam do ŚK, bo ta krótka informacja na ich stronce mnie jakoś
    nie zadowoliła i zadałam pytanie czy mam rozumieć to tak, iż mogę sobie szukać
    innego wydawcy albowiem nie jestem przecież tym jedynym wyróżnionym mężczyzną.
    I nawet sympatyczna pani mi powiedziała, że owszem - jestem wolna i mogę sobie
    szukać wydawcy, bo jeśli któraś praca zainteresowała wydawnictwo to nawiązało
    ono kontakt indywidualnie z autorem.
    A ze mną nikt takiego kontaktu nie nawiązał stąd - rozumiem - moja praca jest
    straszliwie nędzną dla ŚK:-)
    Nie martwi mnie jakoś póki co to specjalnie i wypatrzyłam, że CZARNE przyjmuje
    prace do przejrzenia, ale zmartwiły mnie zasady: jakoś nie umiem wybrać 30
    stron i tylko tylu:-(((
    Tej Twojej Runy nie znam nawet ze słyszenia i muszę się dokształcić w tym
    kierunku (patrz: internet).
    I cały czas Ci kibicuję:-) Sobie też ofkors!
    Pozdrawiam serdecznie
  • rekwizytornia 01.02.05, 14:51
    Hello!

    Informacja na stronce ŚK nie zadowoliła chyba nikogo z wyjątkiem wyróżnionego
    pana :) Cóż, nadzieja matką głupich, ale ponoć kocha swoje dzieci - wysłałam
    już swój tekst do Runy, a teraz pakuję zabindowany wydruk do koperty z adresem
    Prószyńskiego.

    Pomijając jakość literacką tych wypocin, pewnym problemem jest dla mnie liczba
    polskich wydawnictw wypuszczających fantastykę (jakbym nie mogła sobie czegoś
    innego wybrać! stupido Salvatore!). Jak dotąd namierzyłam ich siedem: Runa,
    Prószyński, Zysk, Fabryka Słów, Mag, Amber i SuperNOWA, a to niezbyt wiele,
    zwłaszcza jeśli porównywać z liczbą wydawców powieści obyczajowych... Nie
    ukrywam, że największe nadzieje pokładam w Runie właśnie - interesują ich
    debiutanci, poza tym mają ambicje prowadzenia młodych, debiutujących autorów
    przez meandry rynku księgarskiego ;) Jeśli chcesz, rzuć okiem na ich stronę:
    www.runa.pl/

    Ech, ciężkie jest życie grafomana... Teraz przede mną minimum 2-3 miesiące
    oczekiwania na wyrok, a potem? Powtórka z rozrywki.

    A jeśli nadal szukasz łaskawego wydawcy, to rzuć okiem na tę stronę:
    ksiazki.wp.pl/katalog/wydawnictwa/

    Pozdrawiam i trzymam kciuki :)

    Rekwizytornia
  • rekwizytornia 15.03.05, 20:32
    No i żem walnęła tyłkiem o powierzchnię twardej rzeczywistości :) E-mail od
    przemiłej pani z Prósza tego dokonał. Ech, obiecałam, że będą wieści z frontu,
    więc muszę się przyznać do porażki. Tragedyja to niesłychana, jak ja teraz będę
    żyć?... ;)

    Dobra, dość narzekania, wracam do radosnej "tfurczości" mojej. A co!

    Pozdrawiam

    Rekwizytornia
  • teano_laura 16.03.05, 23:32
    A cóż Ci pani z Prósza napisała, jeśli wolno spytać (BTW czy to na pewno była pani?)
    Bo mi odpisali, ze fantastyki w ogóle nie wydają (a przynajmniej nie taką jak moja)
    Do Runy w ogóle nie próbuję, bo to typowe fantasy, a moje to fantastyka bardzo
    sensu lato, futurystyka, rzekłabym. Wysłałam do Fabryki słow.
    Gdzie jeszcze można spróbować?
    Media Rodzina chociaż Harry Pottera wydaje, mój tekst olała kompletnie. Ich strata.
    Zysk czyta jak krew z nosa o ile w ogóle.
    Komu jeszcze można to kukułcze jajo podrzucić, żeby wysiedział?
  • agata_to_ja 17.03.05, 09:48
    no przecież do Supernowej wyślijcie!
  • teano_laura 09.04.05, 19:26
    agata_to_ja napisała:

    > no przecież do Supernowej wyślijcie!

    He, he
    Wysłałam, ale mi odpowiedzieli, że tekst może i dobry, ale nie spełnia
    kryteriów stosowanych przez wydawnictwo.
    Moje pytanie gdzie mozna znalezc owe kryteria oczywiscie zignorowali.
    Najgorsze jednak było gdy chciałam odebrać mój tekst.
    Bładziłam chyba z pół godziny szukając Nowowiejskiej 10/12 i nikt nie miał
    zielonego pojęcia gdzie mieści się wydawnictwo.
    Żadnej chocby najmniejszej tabliczki, nic.
    Ja nieco wczesniej bylam u Prosza, wiec spodziewalam sie czegos w ten deseń,
    albo chocby jakiegos logo.
    W końcu jakiś menel (bo juz wszystkich pytałam i ktoś poradził bym zapytała
    menela, bo miejscowy, to może wie) wpadł na pomysł,ze moze to jest dom 10
    mieszkania 12, wystukał na domofonie 12 i faktycznie okazalo sie, ze jest tam
    wydawnictwo.
    W srodku wyglada jak wydawnictwo (tzn biura faxy xero etc) ale na drzwiach tez
    zadnego znaku - pełna konspira.
  • rekwizytornia 11.04.05, 15:28
    Taaa, niby wszystko dobrze, a tu piekielne "ale" wyskakuje jak rasowy diabeł z
    pudełka. I dam sobie rękę obciąć, że mordę ma wymalowaną kiej klaun jakowyś -
    bo ja klaunów serdecznie nie znoszę...

    Nigdy nie zapomnę, jak latałam z wywieszonym jęzorem i szukałam swojego
    wydawnictwa. "Za pocztą, za pocztą" - tyle wiedziałam. A tu trza było w bramę
    długą i ciemną wejść, przemknąć obskurnym podwórkiem, łypnąć oczkiem w lewo i
    dopiero tam, za białymi drzwiami z tworzywa sztucznego zaczynała się Królicza
    Nora. Istna Alicja, nie Rekwizytornia ze mnie wtedy była :) Po schodkach
    stromych, kręconych bardziej niż baranie rogi - i znalazłam wreszcie. Ale mit
    wydawnictwa - pięknego, dostojnego budynku z mnogością biurek, komputerów oraz
    papieru - runął na łeb, na szyję. Ale jak dziś wzięłam w łapki świeżutką,
    prosto z drukarni przyniesioną książkę, do której powstania się przyczyniłam -
    aż mi się cieplutko na duszy zrobiło. To się chyba "satysfakcja" nazywa :)

    Chyba zaryzykuję i wyślę te moje wypociny do SuperNowej, przynajmniej się
    upewnię, że "dziękujemy bardzo, sio, babo natrętna" ;) A jak wena wróci
    (jeśli?) to i może będę skrobać dalej.

    Pozdrawiam

    Rekwizytornia

  • teano_laura 20.04.05, 19:39
    rekwizytornia napisała:

    > Nigdy nie zapomnę, jak latałam z wywieszonym jęzorem i szukałam swojego
    > wydawnictwa. "Za pocztą, za pocztą" - tyle wiedziałam. A tu trza było w bramę
    > długą i ciemną wejść, przemknąć obskurnym podwórkiem, łypnąć oczkiem w lewo i
    > dopiero tam, za białymi drzwiami z tworzywa sztucznego zaczynała się Królicza
    > Nora. Istna Alicja, nie Rekwizytornia ze mnie wtedy była :) Po schodkach
    > stromych, kręconych bardziej niż baranie rogi - i znalazłam wreszcie. Ale mit
    > wydawnictwa - pięknego, dostojnego budynku z mnogością biurek, komputerów oraz
    > papieru - runął na łeb, na szyję. Ale jak dziś wzięłam w łapki świeżutką,
    > prosto z drukarni przyniesioną książkę, do której powstania się przyczyniłam -
    > aż mi się cieplutko na duszy zrobiło. To się chyba "satysfakcja" nazywa :)

    To jednak coś ktoś Ci wydał!
    Nie bądź skąpiradłem, napisz jak tego dokonałaś, co?

    No i gdzie mozna to przeczytać. Jak kazdy z nas kupi po jednej to od razu się
    bestseller z tego zrobi ;-)
  • rekwizytornia 21.04.05, 13:13
    Skądże znowu, nikt mi nic nie wydał :D Trza było precyzyjniej się wyrazić, mój błąd.

    Przyczyniłam się do powstania książki, odczytując niesamowite bazgroły autora
    (12 godzin non stop...), dla którego różnica między maszynopisem a rękopisem
    była żadna, więc przyniósł rękopis... poprawiałam koszmarne błędy językowe i
    stylistyczne, wytykałam błędy rzeczowe (z zgrozo! toż to historia była!), a
    potem wprowadzałam poprawki redaktora merytorycznego. Pamiętając, jak wyglądał i
    co przedstawiał rękopis, niemal się rozpłakałam na widok wydrukowanej książki. Z
    chaosu wyłonił się porządek, w czym miałam swój skromny udział :D

    A potem druga książeczka, w której robiłam korektę, zaś teraz nazwano mnie
    redaktorem (ło jeżu!), każąc zebrać i opracować materiał do nowej książki. I na
    tym się, niestety, raczej skończy, bo od załamania twórczego nie napisałam ani
    zdania. Przyszłość ma pisarska jawi się w najczarniejszych barwach.

    Wysłałam maszynopis do SuperNOWEJ, czekam na odmowę. A teraz wracam do
    angielskiego preromantyzmu.

    Pozdrawiam

    Rekwizytornia
  • teano_laura 22.04.05, 09:13
    rekwizytornia napisała:

    > Przyczyniłam się do powstania książki, odczytując niesamowite bazgroły autora
    > (12 godzin non stop...), dla którego różnica między maszynopisem a rękopisem
    > była żadna, więc przyniósł rękopis... poprawiałam koszmarne błędy językowe i
    > stylistyczne, wytykałam błędy rzeczowe (z zgrozo! toż to historia była!), a
    > potem wprowadzałam poprawki redaktora merytorycznego. Pamiętając, jak
    wyglądał
    > i
    > co przedstawiał rękopis, niemal się rozpłakałam na widok wydrukowanej
    książki.

    Jakiego typu była to ksiązka? Beletrystyka, naukowa, eseje....
    Mam nadzieję, że godziwie Ci zapłacono za taką katorżniczą pracę?
    JAK TO SIĘ DZIEJE, ŻE TACY.... TFURCY... SĄ WYDAWANI I CHODZĄ W GLORII SŁAWY, A
    NIE WYDAJE SIĘ TYCH, KTÓRZY RZECZYWIŚCIE PISZĄ DOBRE RZECZY I NIE POTRZEBUJĄ
    CAŁEGO STADA MURZYNÓW, KTÓRZY BĘDĄ ZA NICH ODWALAĆ CZARNĄ ROBOTĘ?

    > A potem druga książeczka, w której robiłam korektę, zaś teraz nazwano mnie
    > redaktorem (ło jeżu!), każąc zebrać i opracować materiał do nowej książki. I
    na
    > tym się, niestety, raczej skończy, bo od załamania twórczego nie napisałam ani
    > zdania. Przyszłość ma pisarska jawi się w najczarniejszych barwach.

    Masz jakąś firmę czy polecają Cię jedni drugim?
    Jak zdobywasz zlecenia?

    > Wysłałam maszynopis do SuperNOWEJ, czekam na odmowę. A teraz wracam do
    > angielskiego preromantyzmu.

    Moje zetknięcie z SuperNOWA wspominam dośc niemile. Jakos tak mnie
    potraktowali... no przykro po prostu.
    Ma prawo im sie nie podobac moj tekst (chociaz jest dobry, wiem to) mają prawo
    nie wyjaśniać dlaczego nie chcą go wydać (chociaż mogliby to zrobić)
    Ale jeśli ktoś grzecznie pyta, na przykład, gdzie można znależć informacje o
    ich wewnętrznych kryteriach (na ktore sie powolali przy odmowie) to wypadałoby
    odpowiedziec, prawda? A jesli nie ma takiej listy to przyznac sie ze nie ma.
    A nie, rzucic autorowi maszynopis i spadaj.
    Ale moze zbyt niesmiałą jestem?
    Moze trzeba było zapytać przy odbiorze?
    Ale gdy wreszcie ich znalazłam i weszłam z miłym usmiechem opowiadając o swoich
    perypetiach z trafieniem, to spojrzeli tak, że mnie zmroziło ("Co ta głupia nam
    głowę zawraca, czy nie widzi, ze tu się pracuje?")
    >
    > Pozdrawiam
    >
    > Rekwizytornia

    Też pozdrawiam.

    Teano
  • rekwizytornia 08.05.05, 12:10
    Atlas historii Polski z komentarzem do wszelkich map. Stąd ta zgroza, jaką
    budziły u mnie błędy RZECZOWE. Płacili jak płacili, za przepisywanie i
    wprowadzanie poprawek, czyli niewiele. Takie życie.

    Firmę mam, teraz nawet dwie. Zlecenia spływają dosyć skąpo, głównie ze względu
    na fakt, iż nie zechciałam rzucić studiów i poświęcić się wyłącznie pracy :) Co
    będzie za rok - to się okaże. W wydawnictwie wpierw załapałam się na praktyki
    do redakcji i marketingu, "wykazałam się" w trudnych chwilach i zaproponowano
    mi współpracę, póki nie skończę studiów, a potem może i etat. W praktyce
    wygląda to tak, że szefowa redakcji podsyła mi różne zlecenia, a ja się cieszę,
    że wkuwaną na zajęciach teorię mogę sprawdzić w praktyce. Za to w agencji
    reklamowej mogę dać popis swych zdolności twórczych ;) Nie ma jak pisanie
    ulotek promocyjnych...

    Pocieszę cię - mnie SuperNOWA odesłała maszynopis bez słowa komentarza, nawet
    zwykłego "nie, dziękujemy, spadaj na drzewo". No, odesłali co prawda na swój
    koszt (3,50...), ale poczułam się, jakby mi kto w gębę dał. Nie oczekiwałam
    żadnych tam listów na ozdobnym papierze z wodotryskiem, tylko zwykłego maila,
    jak chociażby od Prószyńskiego. Za to teraz przysyłają mi na skrzynkę jakieś
    śmieci o swojej radosnej działalności wydawniczej. Ech, zniechęciło mnie to
    mocno, lecz nie do pisania, a do wydawnictwa.

    Pozdrawiam

    Rekwizytornia

  • teano_laura 22.05.05, 22:39
    Nie odpowiadałąm długo, bom w rozjazdach była i od internetu odcięta

    rekwizytornia napisała:

    > Pocieszę cię - mnie SuperNOWA odesłała maszynopis bez słowa komentarza, nawet
    > zwykłego "nie, dziękujemy, spadaj na drzewo". No, odesłali co prawda na swój
    > koszt (3,50...), ale poczułam się, jakby mi kto w gębę dał. Nie oczekiwałam
    > żadnych tam listów na ozdobnym papierze z wodotryskiem, tylko zwykłego maila,
    > jak chociażby od Prószyńskiego. Za to teraz przysyłają mi na skrzynkę jakieś
    > śmieci o swojej radosnej działalności wydawniczej. Ech, zniechęciło mnie to
    > mocno, lecz nie do pisania, a do wydawnictwa.

    To przysyłanie śmieci to stała praktyka, mi supernowa tez przysyła a i inne
    wydawnictwo, które przysłało zdawkowego maila, ze dziekują ale niestety (?) nie
    zdecydowali się zakwalifikować do druku tez mnie zasypuje.
    A Prósz.. coż... miło się rozmawiało, ale w końcu wyszło na to, że na miłych
    rozmowach się skończyło :-(
    Trudno!
    Skoro wolą wydawać kogo innego... ich prawo...
    Już nie wiem komu jeszcze wysłać, Fabryka Slow milczy, wiec pewnie tez nie
    zakwalifikowali, Rebis mi ostatnio przysłał bardzo miły list, że owszem, tekst
    sympatyczny, ale opowiadania w Polsce nie pójda, teraz nie wydaje się
    opowiadań. Ciekawe, nie?
    Powoli dojrzewam do decyzji wzięcia rozbratu z pisaniem, ale na razie ciągle
    jeszcze za bardzo lubię to robić i za duzo pomysłow siedzi mi w głowie....
    Ale tak bez dopingu... cięzko...
    >
    > Pozdrawiam
    >
    > Rekwizytornia

    tez pozdrawiam

    Teano
  • wolf.66 17.03.05, 17:43
    Cześć,

    rekwizytornia napisała:

    > No i żem walnęła tyłkiem o powierzchnię twardej rzeczywistości :) E-mail od
    > przemiłej pani z Prósza tego dokonał. Ech, obiecałam, że będą wieści z
    >frontu, więc muszę się przyznać do porażki. Tragedyja to niesłychana, jak ja
    >teraz będę żyć?... ;)

    Dzięki za wieści, choć smutno, że moje piąstki nie pomogły. Hmmm, wiesz, że na
    tym świat się nie kończy? I dobrze, że wiesz:-)
    Ja jeszcze nadal z głową w chmurach z tej prostej przyczyny, żem dotąd nie
    wysłała nigdzie swego "dzieła". Nie umiem powiedzieć, dlaczegom tego nie
    zrobiła, ale rzeczywiście jeszcze nie i już, a mam zamiar wysłać się do
    Prószyńskiego, a jakże. Doniosę jak wyślę, a już na pewno jak dostanę mailik
    (wiadomej treści hi hi hi).

    > Dobra, dość narzekania, wracam do radosnej "tfurczości" mojej. A co!

    Wiesz co ja robię? A piszę sobie [jak mnie najdzie] drugą część swego "dzieła"
    i w sumie mi z tym dobrze:-)
    Pierwszą jego część (a to 320 stron) przeczytało osób szesnaście (znajomi
    ofkors ale raczej prawie nie znający się wzajemnie), wszyscy są szalenie
    zadowoleni (ponoć mieli wielką frajdę i wielu emocji doznawali) i duszą mnie
    już od grudnia o cz. 2-gą a ja się tak jakoś ślimaczę i mi wstyd:-((
    Część druga była w moich zamysłach stąd brak klasycznego zakończenia (mam je w
    głowie ale dopiero na cz. 2).
    Nachodzą mnie dziwaczne myśli typu: nie wydawać w ogóle i zostawić w gronie
    osób bliskich (oczywiście poszerzyć ich krąg) jako coś co sprawia tym właśnie
    ludziom wiele radości i napawa (podobno!) optymizmem. Zaczynam mieć wątpliwości
    czy naprawdę chcę się podzielić z szerszym światem tym, co zawarłam w
    swoim "dziele", z którym - nie będę ukrywać - czuję się emocjonalnie silnie
    związana. Odczuwam wielką sytysfakcję, bo wiem, że zrobiłam dla mych bliskich
    coś naprawdę fajnego, coś, do czego się wraca już wielokrotnie, i to dla mnie
    największa nagroda.
    Masz tego typu problemy, Rekwizytornio droga? Ja miewam je coraz częściej i
    nie wiem dlaczego tak się dzieje.
    Dość często zasiadam do komputera z postanowieniem wydrukowania, ale któryś raz
    z rzędu kończy się na jakichś drobnych poprawkach, poczytaniu, pouśmiechaniu
    się do własnych myśli i.... napisaniu czegoś w ramach cz. 2.
    Powoli przestaję siebie rozumieć, ale będę Ci donosić i wciąż mocno kibicuję.
    Pozdrowienia serdeczne.
  • rekwizytornia 17.03.05, 20:33
    Dorwałam się wreszcie do komputerka, to masowo odpisuję :)

    Mail był zdecydowanie od pani, noszącej wdzięczne imię Monika. Było krótko i na
    temat - dziękuję, że zechciała pani mi to przysłać, ale tekst nie został
    zakwalifikowany do druku, maszynopis odsyłamy na podany adres. Żadnych uwag
    dodatkowych, a całość sprawiała naprawdę sympatyczne wrażenie; tak sympatyczne,
    że nawet się nie przejęłam. Oby więcej takich ludków w wydawnictwach :)

    SuperNowa jakoś mnie nie korci, może dlatego, że nie lubię Sapka? Runa milczy,
    ale nie wiem, dlaczego - mail nie dotarł czy po prostu mnie nie chcą? Na
    wszelki wypadek wyślę im jeszcze maszynopis, ale wpierw muszę go odzyskać.
    Rozważam jeszcze Maga, Fabrykę, no i Zysk, który wydał moją ulubioną autorkę
    fantasy, czyli Mercedes Lackey. Poddam się, kiedy zabraknie mi wydawnictw ;)

    Porażka bynajmniej nie wytrąciła mi pióra z ręki, czy raczej nie wyrwała
    klawiatury spod paluszków. Jestem zwolenniczką powiedzenia "Jak się nie
    przewrócisz, to się nie nauczysz". Pisać i tak trzeba, żeby w miejscu nie stać,
    doskonalić warsztat itd. Najwyżej wszystko wyląduje w szufladzie - jest
    głęboka, wiele w sobie zmieści.

    Problem mam jeden, za to podstawowy - brakuje mi czasu. Uczelnia, wydawnictwo,
    praca magisterska, praca dyplomowa... W dodatku do końca tego miesiąca jestem
    przez cały dzień odcięta od własnego biurka i dopiero około 20:00 je odzyskuję,
    a wtedy czasami nie mam już sił. Dużo czasu zajmuje mi też gromadzenie
    materiałów. Teraz czytam świetną książkę o wojnie w średniowieczu oraz trzy
    inne o ziołolecznictwie.

    Co do poprawek - hmmm, jestem perfekcjonistką, potrafię spędzić kilka godzin na
    przestawianiu zdań w jednym akapicie, tak, żeby wreszcie osiągnąć zamierzony
    efekt; innym razem siadam i powstaje od razu cały rozdział. Z drugiej strony
    jednak, nie można przecież poprawiać w nieskończoność, kiedyś trzeba powiedzieć
    "koniec".

    Poza tym dawno temu doszłam do wniosku, że jeśli mnie nie wydadzą, to świat się
    nie zawali. Mam pracę, z której czerpię sporo satysfakcji i nieco mniej
    korzyści finansowych, więc nie narzekam. Oczywiście od czasu do czasu dręczą
    mnie wątpliwości, czemu zresztą daję wyraz na Forum, ale szybko wracam do
    normalnego stanu. Bo prawda jest taka, że pisanie to największa zmora mojego
    życia - źle mi z nią, ale bez niej jeszcze gorzej :) Znacie chyba ten stan.

    Wolf, pamiętaj o jednym - pierwszą powieść Anny Brzezińskiej wydawca odrzucił.
    Co prawda nie należę do wielbicieli twórczości tej pani, ale skoro i "wielkim"
    to się kiedyś zdarzało, czemu i nie nam, maluczkim?

    Ooo, wiadomość z ostatniej chwili! Właśnie przyszedł kurier z maszynopisem.
    Nawet nosi subtelne ślady działalności czytelniczej (maszynopis, nie kurier).
    No, to teraz się zacznie >:) Aż mi szkoda tych wszystkich redaktorów, którzy
    będą musieli to przeczytać.

    Pozdrawiam z optymistyczno-ludowym HU HA!

    Rekwizytornia
  • teano_laura 17.03.05, 21:57
    rekwizytornia napisała:

    > Dorwałam się wreszcie do komputerka, to masowo odpisuję :)

    No to i ja też :-)
    >
    > Mail był zdecydowanie od pani, noszącej wdzięczne imię Monika.

    Ja też dostałam od p.Moniki, ale w samym mailu podpisał się pan Jan. Dlatego
    pytam (ot babska ciekawość)

    Było krótko i na
    >
    > temat - dziękuję, że zechciała pani mi to przysłać, ale tekst nie został
    > zakwalifikowany do druku, maszynopis odsyłamy na podany adres.

    Czy wysyłając maszynopis prosiłaś o odesłanie, czy w mailu to zaznaczyłaś?
    Jak dokonałaś opłaty? Bo na stronie piszą, że odsyłaja na wyraźne życzenie i
    koszt. Jak to zrobić technicznie?

    > Żadnych uwag
    > dodatkowych, a całość sprawiała naprawdę sympatyczne wrażenie; tak sympatyczne,
    >
    > że nawet się nie przejęłam. Oby więcej takich ludków w wydawnictwach :)

    To prawda - list bardzo miły, tak miły, ze w pierwszym odruchu miałam wrażenie,
    że chociaż jedna z dwóch rzeczy została zakwalifikowana do druku, ale w toku
    dalszej korespondencji okazało się, ze jednak nie. Ma status odrzuconej, ale po
    poprawkch... kto wie.
    Poprawiłam i właśnie jest w czytaniu (po odczekaniu swego w kolejce) więc...
    trzymajcie kciuki!
    Znajomym się podoba, przynajmniej jeśli idzie o kobiety, ale... jak pomyślę, że
    tylu naprawde dobrych autorow odrzucono... :-((((
    Z drugiej strony - Prósz wydaje rzeczy IMHO duużo słabsze literacko niż mój
    tekst i nie wiem czy to jakaś nadzieja, czy przeciwnie...
    >
    > SuperNowa jakoś mnie nie korci, może dlatego, że nie lubię Sapka?

    Ja też nie lubię, ale na przykład lubie Ziemkiewicza, przepadam za Zaidlem, więc
    wysłałam dziś do nich maila z zapytaniem czy nie byliby zainteresowani
    (dziękuję za podsunięcie pomysłu, nie wiedziałam o Supernowej!)
    A może powinnam od razu posłać maszynopis?
    Na ich stronie w ogóle nie ma ani słowa o tym czy i w jakiej formie przesyłać
    swoje utwory.

    Pozdrawiam wszystkich

    Laura
  • rekwizytornia 18.03.05, 20:00
    Ha, wpadłam ci ja na pomysł - do maszynopisu dołączyłam krótki list "witajcie,
    czytajcie, nie bijcie". Na samym końcu napisałam, żeby w przypadku odrzucenia
    tekstu odesłali maszynopis na mój koszt. I tak też zrobili, zapłaciłam 11,50 za
    kuriera (przy odbiorze). Tak więc moje życzenie było wystarczająco wyraźne i
    zrozumieli :)

    Daj ewentualnie znać, jak ci idzie z Supernową, też jestem ciekawa. Właśnie
    oddaję się czarnej rozpaczy, bo moja fryzjerka, zapewne zamroczona, opitoliła
    mnie na ciężki przypadek tyfusu... Co prawda za jakieś 2-3 tygodnie będę
    wyglądała jak człowiek, ale chwilowo nie mogę patrzeć w lustro. O ile znam samą
    siebie, nastrój ten odbije się bardzo wyraźnie w powstającym właśnie
    rozdziale :)

    Pozdrawiam & trzymam kciuki

    Rekwizytornia (tylko 2-3 tygodnie, wytrzymam, wytrzymam...)

  • czarnaba 18.03.05, 21:14
    Znam tego pana Jana :)) wielka radosc sprawil mi pierwszy Jego list o tresci:
    "Szanowna Pani za fregment dziekuje i poprosze o cale - co jednak, prosze
    wybaczyc, jeszcze nie znaczy, ze chcemy wydac. Chcemy poczytac - a potem moze
    zechcemy wydac..." itd. Mam dwa, wlasnorecznie napisane przez Niego, bardzo
    mile lisciki. Mogl byc i trzeci, ale sie na Niego obrazilam... hi hi
    To ci zagadka, nie?
  • rekwizytornia 20.03.05, 19:58
    Wbrew temu, co czasami na Forum owym wypisywałam, doszłam właśnie do WNIOSKU, a
    droga doń wiodąca długa, ciernista i pełna zakrętasów była. Rzucam pisanie w
    cholerę, bo inaczej zaliczę trzeci nawrót depresji przed 25 rokiem życia.
    Spędziłam dzisiaj bite 10 godzin przed stareńkim laptopem i zdołałam wydusić z
    siebie zaledwie 2 strony kiepskiego tekstu. Pomijam stratę czasu, ale to po
    prostu nie ma większego sensu. Może daleko mi do "Smoczej Pięści", jednakże
    chłam, który spod moich palców wychodzi, nie znajdzie nigdy uznania w oczach
    wydawców, zwłaszcza że nigdy nie usłyszałam/przeczytałam chociażby słowa
    zachęty ze strony profesjonalisty. Skoro więc Prósz sprawił, że spadłam z
    chmurki na ziemię, to już się będę tego podłoża mocno trzymać i zostanę przy
    adiustacji i korekcie szczęśliwych wybrańców losu. Ech, life's brutal and full
    of zasadzkas and sometimes kopas w dupas, jak to się niegdyś mówiło.

    A teraz idę dać upust szalejącym we mnie emocjom (...), czyli wziąć zimny
    prysznic. Życzę wszystkim powodzenia, ja się poddaję. Co nie znaczy, że nie
    będę tu zaglądać. Nie ma tak dobrze :)

    Rekwizytornia
  • czarnaba 20.03.05, 23:24
    Nie wierze Ci, kochana. Na nic te Twoje postanowienia i wnioski, nie ma tak
    latwo. Pisanie jest jak choroba, trudno sie z tego wyleczyc :))
    Do najszczesliwszych chwil mojego zycia naleza te, ktore spedzilam przesiadujac
    nocami w kuchni (nie mialam jeszcze wtedy komputera), piszac pierwsza swoja
    powiesc (dwadziescia kilka kajetow formatu A-4). To byl trans, goraczka, cos
    nie do opanowania. Takich chwil i Tobie zycze, jestes jeszcze b.b.b mloda i
    dobrze, ze juz wiesz, co chcesz robic. :))
  • wolf.66 21.03.05, 00:30
    Eee, no coś Ty, Rekwizytornio droga? Co Cię naszło? To z pewnością stan
    chwilowy,spowodowany tym co masz na głowie:-)) Ale to minie, minie, wiem, że
    minie i już:-)
    Zaczynam podążać Twoimi śladami - właśnie wydrukowałam sobie moje "dzieło" i
    jest szansa, że przed Świętami (a najpóźniej tuż po) wyślę do Prószyńskiego:-)
    Bez wględu na odpowiedź jaką dostanę [a ta łatwa do przewidzenia he he he]
    wiem, że nadal będę się bawić świetnie, bo tak naprawdę w kategoriach zabawy
    traktuję to co spłodziłam i całe to przedsięwzięcie:-)) A jeśli kiedykolwiek
    cokolwiek mi z tego wyjdzie (czytaj: ktoś się odważy to wydać) to będę bawić
    się jeszcze lepiej:)
    Nie zaglądam już do tego tekstu, bo uznaję to za rzecz niezbyt zdrową po takim
    czasie i mówię: "Idź do Prószyńskiego".
    Doniosę o treści otrzymanego mailika.
    Głowa do góry Rekwizytornio droga!
    Pozdrawiam Cię ciepło i cały czas kibicuję.
    Pozostałych forumowiczów też oczywiście pozdrawiam.
  • rekwizytornia 21.03.05, 08:30
    Ten 'stan chwilowy' utrzymuje się od dłuższego czasu, niestety. Pisanie zaczyna
    mnie męczyć, a to chyba nie o to chodzi, prawda? I coraz trudniej mi zwalczyć
    wrażenie, że tylko tracę czas i bujam w chmurach, zamiast wziąć się za coś
    bardziej konkretnego, realnego. A że trudno się z pisania wyleczyć - cóż, jakoś
    będę musiała sobie z tym poradzić. Ale wolę nie pisać wcale niż tworzyć gnioty,
    które nigdy nie zasłużą na miano literatury. Za dużo tego wala się po
    księgarniach. Najwyższa pora przyznać przed samym sobą, że literackie zacięcie
    nie wystarczy, tu niezbędny jest talent przynajmniej w ilościach śladowych.
    Mnie go brak, niestety. Co nie zmienia faktu, że kiedy wczoraj pakowałam
    notatki do przepastnego pudła, kilka razy musiałam zaciekle walczyć z łzami, a
    rączki nieźle mi się telepały. Słowo się rzekło, kobyłka u płota.

    A najbardziej znamienne jest to, że osoby, którym najbardziej moja pisanina się
    podobała, bardzo szybko pogodziły się z moją decyzją :| To też o czymś
    świadczy, jak również moja irytacja, kiedy czytałam "Castorpa" i ciągle w mojej
    główce ostrzyżonej przesadnie paliła się żaróweczka z napisem "Ty tak nie
    potrafisz". Bo nie potrafię, i już.

    Rekwizytornia
  • czarnaba 21.03.05, 09:34
    Rekwizytornio! Czy dawalas gdzies jakies swoje "kawalki" pod ocene
    forumowiczow? Chcialabym cos Twojego przeczytac. Twoje posty sa bardzo
    przyjemne w czytaniu, widac po nich, ze masz poczucie humoru i tzw. lekkie
    pioro. Ja kilka razy to popelnilam - tzn. wystawilam swoj nieduzy tekscik i
    mialam sporo odzewow, ktore podtrzymywaly moja wiare w siebie. Raz tez wyslalam
    spory kawalek (50 stron - poczatek mojej drugiej powiesci) dla pani Kingi
    Dunin, a ona nie wyrzucila go, ale sama zaniosla do WAB-u, skad dostalam list z
    prosba o calosc. Nic z tego nie wyszlo, ale chyba nie jest zle? W zeszlym roku
    Olga Tokarczuk powiedziala publicznie, ze teraz zeby cos wydac, to trzeba miec
    marke jak dobre buty czy cos podobnego, rownie niewesolego, i to prawda.
    Wydawnictwa nie chca ryzykowac, ale od czasu do czasu to robia :)) Czarne
    odrzucilo Maslowska a Dunin Wasowicz zbil na niej krocie i dzieki temu nadal
    wydaje Lampe. No, ale ja tu sie rozpisuje, a mialam Cie tylko zapytac, czy
    gdzies cos Twojego mozna poczytac?
    Pozdrawiam :))
  • rekwizytornia 21.03.05, 19:03
    Z tą lekkością pióra to różnie bywa. Czasami słowa same płyną, a czasami trzeba
    się sporo namęczyć, żeby stworzyć takie wrażenie. Piszę teksty dla Studenckiej
    Gazety Internetowej, coś w rodzaju esejów, recenzji różnych dziwnych książek i
    często jest tak, że wyduszam z siebie zdania, a potem słyszę słowa pochwały,
    zachwytu niemalże. No i gdzie tu sens, gdzie logika? Widzę własną 'tfurczość' i
    za głowę się łapię, a kogoś innego to zachwyca. Ale jak zachwyca, skoro nie
    zachwyca? :) Niezbyt wierzę w opinie dobrych, w miarę obiektywnych dusz.
    Pesymizm to moje drugie imię. No dobra, trzecie...

    Ale skoro chcesz, to proszę bardzo. Krótki prolog do powieści, którą jeszcze do
    wczoraj pisałam. Trzy fragmenty, trzy postaci. Ostrzegam, że do długaśnych
    opisów nie mam serca, wolę dialogi. Znajome dobre dusze się zachwyciły i
    czekają na więcej, a ja nie jestem zadowolona (eufemizm...). Proszę mnie dobić
    lub uskrzydlić, bo dół zagnieździł się we mnie na stałe i nie wiem, co z sobą
    począć. Jak zresztą widać na załączonym obrazku.

    Rekwizytornia
    ------------------
    PROLOG


    Ciche skrzypnięcie wyrwało Blathnat z drzemki. Rozchyliła powieki
    ostrożnie, w obawie, że zdradzi się tym drobnym ruchem, i ujrzała, jak
    zgarbiona postać oddala się w półmroku od łoża i wpuściwszy do środka strugę
    światła z korytarza, znika za drzwiami.
    Odczekała kilka minut, zanim pozwoliła sobie na pełne ulgi
    westchnięcie, i od razu poczuła wyrzuty sumienia. Powinna była zatrzymać go w
    łożnicy przynajmniej do świtu. Wiedziała, że strzegący królewskich komnat
    wartownicy nie omieszkają donieść służbie o kolejnej porażce księcia małżonka;
    tyle wystarczy, by plotka rozeszła się po całym Yspadden szybciej niż morowe
    powietrze.
    Jednak nie mogła już znieść zapachu jego ciała, szorstkiego dotyku
    dłoni. Przez dwanaście lat małżeństwa Blathnat bezustannie wznosiła do bogów
    żarliwe modły o potomka, wierząc, że zły los w końcu się odwróci ? do czasu,
    gdy książęca kochanka powiła syna. Na dwa miesiące przed trzydziestymi
    urodzinami królowej Llandaff.
    Do wschodu słońca miotała się na zimnym posłaniu i walczyła ze
    wspomnieniem upokorzenia, jakiego od tamtej pory zaznawała. Pełne pogardy
    uśmieszki na twarzach dworzan były niczym w porównaniu z zachowaniem członków
    Rady. Liczni patrzyli na Blathnat jak na zbrodniarkę, która swą lekkomyślnością
    oraz kobiecymi humorami niszczy kilkusetletni dorobek czcigodnych przodków;
    inni na każdym kroku okazywali palące bardziej niż ogień współczucie. Nikt
    natomiast nie żywił pretensji do księcia małżonka.
    Wysunęła się spod ciężkiej kołdry, usiadła na brzegu łoża, zanurzyła
    skostniałe nieco stopy w leżącym na podłodze futrze i przez moment przebierała
    palcami, jak to miała w zwyczaju, gdy była jeszcze małą dziewczynką i wkradała
    się rankiem do sypialni matki, by czekać niecierpliwie na jej przebudzenie.
    Spokój zmąciło dopiero pukanie do drzwi.
    Przejechała dłonią po zmierzwionych włosach i wygładziła fałdy nocnej
    koszuli
    ? Wejść.
    Służka postawiła tacę na stoliku przy oknie, rozsunęła kotary,
    wpuszczając do środka ostre poranne słońce, po czym przepadła w izbie
    łaziebnej. Rozległ się szum płynącej wody.
    Odkąd Blathnat objęła po ojcu tron, każdy dzień zaczynał się tak samo.
    Zasiadała do śniadania przy wysokim oknie, za którym rozciągał się widok na
    powoli ożywające przedzamcze, a w oddali migotały wody jeziora. Czekała, aż na
    horyzoncie zamajaczy sylwetka promu z północy, potem brała krótką, gorącą
    kąpiel, podczas gdy służka szykowała jej suknię. Ubrana i uczesana bardzo
    starannie, równo z pierwszym biciem dzwonów królowa udawała się na spotkanie z
    członkami Rady. Od siedmiu lat nic nie zakłóciło rytuału. Tak było i tym razem.
    Gotowa do wyjścia Blathnat stanęła przed lustrem w rogu łożnicy, by
    ocenić krytycznie swój wygląd. Prosty krój sukni doskonale uwydatniał
    szczupłość ciała oraz bardzo wysoki, jak na kobietę, wzrost, a ciemna zieleń
    materiału przydawała powagi. Wąski diadem z trzema szmaragdami lśnił delikatnie
    pośród czarnych włosów, mocno kontrastujących z wymizerowaną twarzą, pośród
    której niepokojąco wyróżniały się oczy w kształcie migdałów. Królowa nie
    grzeszyła urodą, ale miała świadomość tego, jak wiele można zdziałać
    odpowiednim strojem.
    Pamiętaj, powtarzała w myślach. Pamiętaj, kim jesteś, Blathnat.
    Z przyjemnością stwierdziła, że sprawia wrażenie dostojnej i rozważnej
    ? w sam raz, by stawić czoła coraz śmielej poczynającym sobie dworzanom.
    Posłała odbiciu gorzki uśmiech i, odprowadzana dźwiękiem rozkołysanych dzwonów,
    ruszyła przez labirynt zamkowych korytarzy.
    Na krużganku okalającym wewnętrzny dziedziniec czekał jeden z
    sekretarzy Rady. W chuderlawych ramionach trzymał bezładny stos ksiąg i kart,
    spośród których wystawały gdzieniegdzie mocno już wystrzępione pióra.
    Flaszeczka z inkaustem zwisała u jego boku niczym parodia rycerskiego miecza.
    Bladolicy młodzieniec ziewał właśnie, gdy królowa minęła go w milczeniu, i
    niewiele brakowało, by odgryzł sobie język, próbując ukryć senność. Zgiął się
    szybko w ukłonie, przytrzymał podbródkiem lecące księgi, aż popędził wreszcie,
    bliski ataku paniki, za władczynią, która dopiero co zniknęła za rogiem.
    Uspokoił się jednak dostrzegłszy, że zamiast wejść do kapitularza, przystanęła
    na widok odzianego w błękity mężczyzny. Wymruczał więc zwyczajowe pozdrowienie
    i wślizgnął się do środka.
    ? Chciałem być pierwszy. ? Mężczyzna skłonił się wytwornie i złożył
    delikatny pocałunek na dłoni królowej. ? Przyjmij najlepsze życzenia, droga
    Blathnat, i wybacz, że tak bez podarunku przychodzę.
    ? Tego, za czym moje serce tęskni najbardziej, nawet ty mi nie dasz,
    przyjacielu.
    Cień troski zamglił chabrowe oczy nadwornego barda.
    ? Złe wieści okrążyły Yspadden ? szepnął, schyliwszy głowę. ? Rada wre,
    pluć na ciebie jadem zamierza.
    ? Niech plują, byleby nie kąsali ? odparła dumnie królowa. ? Nie lękam
    się.
    ? Poprę cię bez wahania, jak zawsze, lecz dziś nawet książę jest
    przeciw tobie.
    ? Ileż znaczy potępienie ze strony człowieka, którego imienia nawet
    spamiętać nie zdołałam? ? zaśmiała się. ? Szczekać będzie głośno, bo to
    przeklęty pies, co respekt przed kijem czuje, lecz ja nie kotka, żebym na
    drzewo uciekała.
    ? Harde słowa, prawdy w nich niemało ? przyznał bard. ? Cóż jednak
    poczniesz, kiedy... kiedy odejść ci każą? Władzę na ich ręce złożyć?
    Blathnat uwolniła lodowatą dłoń z uścisku barda.
    ? Na tronie Llandaff zasiada nie Rada, lecz królowa ? rzekła cicho. ? I
    zasiadać będzie dalej, póki tchu jej stanie.
    Pamiętaj.

    -

    Gruba handlarka sapnęła z wysiłku i usadowiła się wygodnie na
    drewnianej skrzynce. Słonawe strużki spływały obficie z szerokiego czoła,
    żłobiąc wytrwale szlak poprzez fałdy purpurowych policzków oraz otłuszczoną
    szyję aż do przepaści nazbyt szczodrego dekoltu.
    Promienie czerwcowego słońca docierały wszędzie, a im bliżej było
    południa, tym mocniej grzały. Mimo to z całego Taghd i okolic tłumnie ściągali
    ludzie. Gwar rósł z każdą godziną, coraz trudniej było przejść między
    straganami. Pośrodku targowiska, przy publicznej studni, bawiły się
    rozwrzeszczane, umazane błotem dzieci, czasami zaskowyczał nadepnięty przez
    nieuważnego przechodnia pies. Ryk rogacizny mieszał się z odgłosami nerwowego
    drobiu oraz rżeniem zmęczonych upałem i pracą koni, za tło mając nieustający
    szmer rozmów, brzęczenie kłótni oraz wybuchy śmiechu. Powietrze zgęstniało od
    różnorakich zapachów, które z powodzeniem mogły zastąpić najlepszy nawet środek
    przeczyszczający.
    Handlarka sapnęła raz jeszcze niczym miech kowalski, otarła swą bujną
    pierś wystrzępioną chustą, po czym, z braku lepszego zajęcia, wlepiła
    bezmyślnie wzrok w grupę mężczyzn pod prowizoryczną wiatą. Siedzieli na
    trzeszczących starych ławach i, przepłukując co chwila gardła chłodnym kwaścem,
    rozpraw
  • rekwizytornia 21.03.05, 19:05
    Ryk rogacizny mieszał się z odgłosami nerwowego drobiu oraz rżeniem zmęczonych
    upałem i pracą koni, za tło mając nieustający szmer rozmów, brzęczenie kłótni
    oraz wybuchy śmiechu. Powietrze zgęstniało od różnorakich zapachów, które z
    powodzeniem mogły zastąpić najlepszy nawet środek przeczyszczający.
    Handlarka sapnęła raz jeszcze niczym miech kowalski, otarła swą bujną
    pierś wystrzępioną chustą, po czym, z braku lepszego zajęcia, wlepiła
    bezmyślnie wzrok w grupę mężczyzn pod prowizoryczną wiatą. Siedzieli na
    trzeszczących starych ławach i, przepłukując co chwila gardła chłodnym kwaścem,
    rozprawiali zawzięcie.
    ? Mówię ci, Warinie ? splunął łysiejący grubas ? targ prawdziwy ino w
    Shevrze żem widział! Z samego Annwn statki po brzegi pełne dobra różne zwożą!
    ? Shevra daleko ? odrzekł spokojnie Warin. ? Co nam po ichnich targach,
    skoro z całego Przyborza ludzie do Taghd przybywają.
    ? Przyborza! ? zarechotał, aż się ława pod nim zatrzęsła. ? Garści
    kłaków wasze Przyborze nie warte! W zadupiu mieszkacie, bydlęcym łajnem wam
    kupczyć, ot co!
    Ożywiona nieco handlarka nadęła się z oburzenia i już, już miała ruszyć
    na pijusa z Shevry, by wyrżnąć go w czerep kobieco subtelną pięścią, kiedy
    przed jej straganem naraz ktoś przystanął i począł przebierać w dziesiątkach
    wiklinowych koszy. Zbita tym z tropu, obrzuciła natręta spojrzeniem równie
    przelotnym, co niechętnym, i wróciła do czujnego podsłuchiwania.
    ? Głupiś, Ryons! ? wrzasnął rozsierdzony brodacz w brązowej koszuli. ?
    Może portów bogatych brak w Przyborzu, za to kruszców lepszych w całym Llandaff
    nie znajdziesz! Królewska korona z naszego srebra, z naszych szmaragdów
    zrobiona!
    ? I po drzewo z samej stolicy przysyłają, boć sami stolarze nadworni
    wiedzą, że mocniejszego nie uświadczysz! Tartaki z Przyborza słynne na cały
    kraj!
    ? A jakże! Nie dalej niż miesiąc temu Serlon ładunek do Yspadden
    szykował!
    Przekrzykiwali się jeden przez drugiego, ale Ryons wciąż się śmiał do
    rozpuku, pluł kwaścem i kpił z ich gniewu. Tylko Warin nie brał udziału w
    kłótni.
    ? Drzew mnogo w całej Rubieży, to mi byle chrustem oczu nie mydlcie! ?
    prychnął wreszcie grubas. ? U nas ulice kamieniami wyłożone, domy murowane,
    solidne, port największy. ? Pociągnął solidny łyk z kufla. ? U nas rody możne,
    mędrcy, uzdrowiciele, bardowie, a u was ino kmiecie pod strzechami! Nawet wójt
    na klepisku przesiaduje! ? parsknął iście po końsku, wskazując brudnym paluchem
    milczącego Warina. ? Taka to z waszego Przyborza metropolia!
    ? Ino alfarskich klejnotów żeśta nie widzieli! ? pisnęło nagle nie
    wiadomo skąd.
    Zaskoczony Ryons wreszcie zamilkł. Krztuszenie się niewątpliwie
    utrudniało konwersację.
    ? A wyłaź no, szczurołapie jeden, albo pasy z rzyci drzeć będę! ?
    Brodacz pochylił się na tyle, na ile pękaty od napitku brzuch pozwalał,
    wyciągnął spod ławy chuderlawego dzieciaka i nadał mu prędkość początkową w
    najstarszy ze znanych sposobów. ? Won, gadzino parszywa, jeszcze tobie mać w
    cyce całować, nie w karczmie siedzieć! ? wrzasnął za uciekającym chłopcem,
    czerwony ze złości.
    ? Pięknie syna chowasz, Uthe!
    ? Kompana do hulanki jużeś sobie urobił!
    ? We łbie mu ino klejnoty, a co w portkach?
    ? Zawrzyjcie wreszcie gęby! ? ryknął wreszcie Uthe. ? Obiję smarka, iże
    wnuki jego pamiętać będą! Widać żem bogów czymś rozeźlić musiał, bo mnie tym
    parchem pokarali!
    Mężczyźni zgodnie wybuchnęli gromkim śmiechem.
    ? Inaczej śpiewałeś, kiedy ci chłopaka choroba złożyła.
    Dopiero teraz spocona handlarka na dobre oderwała wzrok od grupy pod
    wiatą i przyjrzała się postaci przy straganie.
    Z drobnej dziewczyny biła wewnętrzna siła, jakiej nawet wójtowi
    brakowało, choć w drzwiach ledwo się mieścił, a i w piśmie był uczony.
    Pojedyncze rudawe sploty, nie poskromione przez żelazną klamrę, opadały jej na
    ramiona. W ogorzałej od słońca i wiatru okrągłej twarzy połyskiwały
    bystro zielone oczy. Patrzyły na mężczyzn śmiało, mimo że dziewczyna nie mogła
    liczyć więcej niż dwadzieścia wiosen. Ubrana była skromnie ? w sięgającą tuż za
    kolana sukienkę z krótkimi rękawami, pończochy, oraz buty z metalowymi
    klamerkami. Przy skórzanym pasie miała bukłak, mały nóż i sakwę. Zdawało się,
    że przybyła do Taghd prosto z leśnej gęstwiny.
    Ryons nie znał dziewczyny, nie czuł również lekkiego aromatu ziół,
    jakim dawno temu przesiąkły jej włosy i skóra, lecz natychmiast zgadł, kto
    przed nim stoi.
    ? Burtnica... ? syknął i zerwał się z ławy, szukając za pazuchą
    amuletu.
    ? Witaj, Maeve ? wójt skłonił z szacunkiem głowę. ? A ty siadaj, Ryons,
    i waż lepiej słowa. Nie burtnica to, a zielarka, i lżyć jej nie pozwalam.
    Reszta, powitawszy wpierw grzecznie dziewczynę, milczała teraz zgodnie.
    Każdy z nich nie raz o ratunek ją prosił i żadnego odmowa nie spotkała, a
    jednak lękali się trochę, bo potrafiła ukąsić, gdy jej kto za skórę
    nieopatrznie zalazł.
    Ale Ryons, obcy w tych stronach, nie krył niechęci.
    ? Pal licho, jak ją tu wołacie ? warknął, przysiadając znów na brzegu
    ławy. ? Magią się para, to burtnicą zwę!
    Maeve tymczasem wybrała najlepszy kosz, wcisnęła handlarce zapłatę do
    ręki, po czym stanęła w cieniu wiaty.
    ? Z Shevry pochodzisz, wielkim panem się mienisz i nas, prostych,
    wyśmiewasz, a nie wiesz, że bogowie jeno alfarom magię dali? ? zapytała, mrużąc
    złośliwie oczy. ? Na nic mi zaklęcia, ja ziołami leczę.
    ? Mężom ino leczyć wolno, nie babom!
    ? Na Przyborzu ten leczy, kto umie! ? huknął zniecierpliwiony Warin. ?
    Wara od niej, powtarzać więcej nie będę! Uzdrowicielom tu nie po drodze, do
    zbytków ciągną, nie do pracy, więc na zielarkach polegać musimy. Głupiś, skoro
    pojąć tego nie możesz.
    Istotnie, nie mógł, bo wciąż na dziewczynę spode łba spoglądał.
    Daremnie, gdyż Maeve ani w głowie postało bać się śmierdzącego kwaścem,
    podpitego mężczyzny.
    ? I cóż tak gębę wykrzywiasz? ? zachichotał Uthe.
    ? Bory nie raz nam przyszło przemierzać, to i gorsze stwory
    widywaliśmy!
    ? Nawet szczenię Pereduna gładsze!
    Lecz kolejna salwa śmiechu nie zezłościła Ryonsa, który zbladł raptem i
    drżącą dłonią chwycił swój amulet.
    ? Demona z kryjówki wywabisz! ? wydusił przez ściśnięte gardło. ? Może
    ja i głupi, ale zbyt blisko stąd do Kadm, żebym ze szczenięcia
    kpił!
    ? Ryons... co ty? W bajki wierzysz? ? zdumiał się Uthe.
    ? Bajki? Bajki? ? wykrzyknął przerażony mężczyzna. ? Znam wdowy po
    tych, co przez Kadm przeprawić się chcieli! Truchła ino nurtem rzeki spływały!
    ? Wilcy w górach grasują... ? wtrącił Warin.
    ? Znasz ty wilka, coby człeka zabił, a nie zeżarł?! Mówię ja wam, to
    szczenię Pereduna, alfarski demon! Jako i jego pobratymcy!
    ? A ja ci na to mówię ? niespodziewanie odezwała się Maeve ? żem
    Caereńczyków wielekroć w Borach spotykała i żaden z nich demonem nie był. Ot,
    alfarowie, jakich w Rubieży dziesiątki się ostały.
    ? Szczenię prawdziwe! ? zarzekał się dalej Ryons.
    ? Widziałeś ty je kiedy?
    ? W grobie już bym leżał, gdybym widział!
    Wokół rozmawiających zaczął gromadzić się ciekawski tłumek.
    Niezadowolona, że jej gapie wszystko zasłaniają, handlarka dźwignęła cielsko z
    zydla, schowała marny utarg pośród fałd stanika, gdzie z pewnością był
    bezpieczny, i poczłapała bliżej wiaty, zostawiając swój stragan na pastwę losu.
    Tymczasem Ryons zapomniał o strachu i zaczął opowiadać, wyraźnie rad z
    tak licznej widowni.
    ? Toć berbeć każdy wie, iże w Górach Kadm mieszka wilczę alfarskie, z
    krwi maga Pereduna zrodzone. On ci to przed wiekami zaklęcie wielkie rzucił, co
    jasnym alfarom z Myrddyn wyjść i na Caer uderzyć nie pozwoliło. Ino się paru
    przy życiu ostało, po Rubieży rozpierzchli, z ludźmi zbratali, coby zemsta
    caereńskich demonów ich nie dosięgnęła! ? Tu zniżył głos do dramatycznego
    szeptu, a tłumek aż zadrżał podniecenia. Tylko Maeve z trudem stłumiła
    parsknięcie.
    ? Tedy Peredun w Górach
  • rekwizytornia 21.03.05, 19:06
    ? Tedy Peredun w Górach się zaszył i syna wzorem wilków chować począł, by ten
    magią potężną Myrddyńczyków na wieki w niewoli mógł trzymać.
    ? Jakże to? ? wtrąciła starsza kobiecina. ? Jakże to jeden człek?...
    ? Alfar, nie człek! ? wybuchnął Ryons. ? Magiczne stworzenie! W
    księgach starych stoi przecież, iże Peredun w skórę wilczą wchodzić umiał, jako
    wy w babskie kiecki! Luperkiem był najprawdziwszym, stąd moc jego!... ? Powiódł
    tryumfalnym wzrokiem po przerażonych twarzach. ? Wpierw sam Peredun, a po nim
    szczenię Gór pilnowało, bo po drugiej stronie talizman wielki ponoć ukryty,
    zdolny zaklęcie zniszczyć i Myrddyn oswobodzić. Jedno jest bezpieczne
    przejście, daleko na północy. Inaczej śmierć w Kadm pewna!
    ? Pewna, bo Góry niebezpieczne ? przerwała mu Maeve. ? Południową
    Przełęcz dawno głazy zasypały i lód skuł, więc jeno Północna została. Ludzie od
    mrozu i własnej głupoty giną. Wilki, zwykłe czy magiczne, nic tam do roboty nie
    mają. Wolą się po Borach włóczyć, gdzie zwierzyny mnóstwo.
    ? Idź więc, skoroś taka mądra! ? odparł z przekąsem. ? A jak wielkiego
    wilka o ślepiach dziwacznych spotkasz, to mu się ode mnie w pas ukłoń i
    powiedz, żeby do Borów szedł!
    Maeve pokręciła głową. Ludzie śmiali się, tłoczyli wokół rozochoconego
    Ryonsa, krzyczeli, żeby powiedział coś jeszcze o alfarskim demonie z Gór. Nic
    tu po mnie, pomyślała. Wolą w gusła wierzyć, więc psuć im zabawy nie będę.
    Wymknęła się cicho i, nie zatrzymywana przez nikogo, ruszyła w stronę
    domu.

    -

    Zabłądził.
    Już czwarty dzień przemierzał Bory, wpatrując się ciągle w sine szczyty
    Gór, za którymi był jego wymarzony świat.
    Wpierw szedł dawnym szlakiem, mocno zarośniętym, lecz nadal widocznym
    pod kobiercem świeżej trawy. Po dwóch dniach marszu zauważył, że krajobraz
    wokół niego ulega zmianie. Drzewa, przeważnie sosny, były coraz niższe. Pod
    stopami czuł grube, miękkie mchy, układające się w skomplikowaną mozaikę kęp i
    dolin, a kwitnący bahun odurzał go zapachem olejków. Za dnia wędrował uparcie
    ku Górom, nocami zaś czuwał ? dochodzące z daleka wycie wilków nie pozwalało mu
    zaznać spoczynku.
    Narastająca wilgoć dawała o sobie znać. Zaczęły go boleć stawy, buty
    przemokły niemal na wylot. Bezustannie drżał z zimna, chociaż był środek lata,
    a on miał na sobie kilka warstw grubego ubrania. Pocieszał się, że im bliżej
    Kadm, tym chłodniej, szedł więc dalej.
    Pod koniec trzeciego dnia zmęczenie było nie do zniesienia. Próbował
    znaleźć jakieś w miarę suche miejsce, by móc usiąść, zjeść coś, zdrzemnąć się
    przez chwilę, lecz każda, największa nawet kępa zapadała się pod jego ciężarem
    i tryskała wodą jak namoczona do granic możliwości gąbka, a między korzeniami
    rachitycznych drzew raz po raz błyskały żmijowe sploty. Słaniając się na
    nogach, parł przed siebie, kurczowo uczepiony myśli o słonecznych Równinach, a
    gdy wreszcie przysiadł na jakimś pniaku, zasnął natychmiast.
    Ale rano nie potrafił już znaleźć północy. Gęsta mgła ukryła przed nim
    szczyty Gór Kadm. Dziwne, przerażające przeczucie kazało mu wstać i iść dalej.
    Brodził po kolana w brudnej, zielonkawej wodzie. Przemoczone ubranie utrudniało
    mu ruchy, bolała go każda kość, każdy staw. Potknął się raz i drugi, aż za
    trzecim runął prosto w cuchnącą, zgniłą ciecz.
    Wybuchnął płaczem. Miał dosyć. Przeklinał głośno dzień, w którym
    postanowił zostać bohaterem, zbawcą spragnionych zemsty Myrddyńczyków. Jaki
    demon podkusił go, kazał mu podnieść dłoń, gdy pytano, kto teraz pójdzie, kto
    spróbuje? Przecież i tak wiedzieli, że dla nich wszystkie przejścia były
    zamknięte, ale musieli spróbować.
    Podniósł się, odgarnął do tyłu splątane włosy, otarł twarz. Cały
    cuchnął.
    Nabrzmiewające jak wrzód przeczucie krzyczało mu prosto do ucha ?
    uciekaj. Wracaj do domu, do ciepłego, suchego domu, gdzie czekają twoi
    przyjaciele. Wracaj.
    Lecz on nie wiedział, w którą stronę jest ?naprzód?, a w którą
    ?wstecz?. Zrobił krok, potem następny, i jeszcze jeden. Stracił wiarę, że
    dokądkolwiek dotrze, że ten bór, to bagno gdzieś się w ogóle kończą.
    Łzy ciekły mu po brudnych policzkach. Wracaj, pókiś żywy, słyszał głos
    tuż przy swoim uchu, za nim, w sobie, wszędzie. Wracaj, bo w Górach jeno śmierć
    czeka.
    A przecież nawet do nich nie dotarł.
    Stanął ? ociekający wodą, po kolana w gęstniejącym bagnie, drżący z
    zimna oraz przerażenia graniczącego z obłędem. Przeczucie zamilkło. Zresztą po
    co miałoby krzyczeć, skoro i tak nie było już przed czym ostrzegać: z mgły
    wyłonił się wielki srebrnoszary basior z czarną pręgą od nosa po czubek
    puszystego ogona. Przeskakiwał z kępy na kępę, zwinnie, bezgłośnie.
    Dopiero na moment przed śmiercią alfar dostrzegł, że wpijający się w
    jego gardło wilk ma dziwne oczy ? lewe jasnoniebieskie, prawe zaś czarne jak
    smoła.
    Jak ciemności, które nagle zapadły.
    Szczenię Pereduna cierpliwie czekało, aż zwłoki znikną w bagiennym
    grobie, a potem przepadło pośród mgły.
  • rekwizytornia 21.03.05, 19:08
    Przy wklejaniu zmieniło mi '-' na '?', więc dziwacznie to wygląda. Z góry
    przepraszam za wszystko.

    Rekwizytornia
  • czarnaba 27.03.05, 13:58
    Przepraszam, Rekwizytornio, ze tak dlugo nie odzywalam się, ale nie zapomnialam
    o Tobie. Wiadomo – Swieta. Te trzy fragmenty przeczytalam dzis z wielka uwaga i
    spiesze, by Cie uskrzydlic. Wyrzuc z siebie tego dola i natychmiast rozpakuj
    kartonik, do którego spakowalas swoje dziala. Powaznie. Nie jestem znawca tego
    typu literatury, ale te kawalki przeczytalam z prawdziwa przyjemnoscia, wg mnie
    sa napisane bardzo dobrze. Bardzo ladnie, naturalnie prowadzisz postac i
    opisujesz jej uczucia, co nie jest latwe. Twoje zdania sa mocne, konstruujesz
    je prosto i jasno, podczas czytania nie ma w nich zadnych potkniec. Dialogi sa
    zywe i soczyste, pelne humoru (szczegolnie spodobaly mi się te
    kawalki: „jeszcze tobie mać w cyce całować, a nie w karczmie siedzieć”, „
    bydlęcym łajnem wam kupczyc, ot co!”, „wyciągnął spod ławy chuderlawego
    dzieciaka i nadał mu prędkość początkową w najstarszy ze znanych sposobów”, ale
    jest ich więcej). Nie wiem, czy w tego typu tekście powinny być
    słowa „metropolia” i „konwersacja”, ale wcale nie rażą, wiec pewnie być mogą.
    Jeżeli powiem Ci, że te Twoje „fragmenty” przypomnialy mi dawno już przeze mnie
    czytane ksiazki Sigrid Undset to nie powinnas się obrazic. Chodzi mi o tak samo
    wiarygodny opis sredniowiecza (czy jego okolic), jego nastrój, nawet Twoje
    imiona i nazwy brzmia jakos norwesko (Uthe, Llandaff). Mysle, ze to porownanie
    nie powinno Cie urazic.

    Odrzucanie Twoich tekstow przez wydawcow nie powinno Cie zniechecac do pisania.
    Jestes mloda i bardzo dobrze, ze już wiesz co kochasz robic – to jest wielki
    plus! Pamietaj, ze kazda napisana przez Ciebie nowa strona doskonali Twój
    warsztat, zbliza Cie do celu. Jeżeli chcesz być pisarka to wszelkimi możliwymi
    sposobami do tego zmierzaj, bo wielkim szczesciem jest, gdy w zyciu zawodowym
    możemy robic to co naprawde kochamy. Wiec wyciagaj ten kartonik z kata i bierz
    się do roboty! I może spróbuj tez napisac cos wspolczesnego, choc wiem, ze
    zanadto kochasz temte mroczne, odlegle czasy. Ktos napisal, ze pisanie to jest
    zycie w kilku rownoleglych swiatach i to jest prawda ( tak naprawde ta madrosc
    brzmiala chyba tak: kto czyta zyje dwa razy, kto pisze – trzy.... czy jakos tak
    podobnie). I ja w to wierze, bo sama tego doswiadczam.

    Zycze Ci pogodnych, radosnych Swiat. Pozdrawiam tez Twoje zwierzatko, z którym
    niedawno latalas do weterynarza.
  • rekwizytornia 27.03.05, 16:13
    I co ja mam począć? Wychodzi na to, że powinnam przestać biadolić i brać się do
    roboty. Kartonik stoi na półce przy łóżku, kusi lepiej niż diabeł na pustyni, a
    w głowie szaleje fabuła. Chyba się nie uwolnię, nie ma szans. Jakby tego było
    mało, przesilenie wiosenne doprowadza mnie do szału (alergik...) i bez przerwy
    chce mi się spać :( Zwierzątko chrapie słodko pod kocem, a ja tkwię przed
    monitorem, usiłując zebrać myśli. Cholera, no nie wykręcę się, nie ma szans...

    Średniowiecze (jako epokę historyczną) kocham namiętnie, a zwłaszcza ówczesną
    sztukę wojenną. Jak powiedział mój wykładowca, gdy mu oddawałam pracę pt.
    "Wybrane słownictwo militarne doby staropolskiej" - mało kobiece hobby :)
    Pisanie o współczesności jakoś mi nie leży. Wystarczy mi to, co widzę za oknem.
    Czytając i pisząc, wolę się od rzeczywistości nieco oddalić. Ale kto wie, może
    kiedyś zmienię zdanie?

    Dziękuję za skrzydełka - przymierzę i sprawdzę, czy należycie działają ;) Jak
    tylko odzyskam chęć do życia, wezmę się do pracy. Koniec wykrętów, obiecuję.

    Pozdrawiam

    Rekwizytornia
  • czarnaba 27.03.05, 18:47
    Jednak namawiam Cie - nie odwracaja sie tez od wspolczesnosci. Twoje posty sa
    tak lekkie, naturalne i mile w czytaniu. Mozesz polaczyc czasy wspolczesne z
    przeszloscia, dzieki wyobrazni i mocy "piora" to jest latwe :))
  • teano_laura 27.03.05, 22:08
    rekwizytornia napisała:

    > Średniowiecze (jako epokę historyczną) kocham namiętnie, a zwłaszcza ówczesną
    > sztukę wojenną. Jak powiedział mój wykładowca, gdy mu oddawałam pracę pt.
    > "Wybrane słownictwo militarne doby staropolskiej" - mało kobiece hobby :)
    > Pisanie o współczesności jakoś mi nie leży. Wystarczy mi to, co widzę za oknem.

    A może robisz bład, że piszesz fantasy?
    Czy nie byłoby lepiej gdybyś pisała o prawdziwym sredniowieczu?
    Skoro znasz się na tej epoce możesz napisać naprawdę dobrą rzecz, natomiast
    przyodzianie jej w szatki fantasy budzi podejrzenia o ignorancję, maskowaną
    przez podlanie "fantasowym sosem".
    Fantasy to literatura dla pewnej grupy, czytającej wszystko jak popadnie.
    Ksiązki historyczne natomiast nie starzeją się tak łatwo, Sigrid Unset ciągle
    jest czytana, podobnie jak Mika Waltari czy Kraszewski, że o Dored, czy Kossak
    Szczuckiej nie wspomnę.
    Czy nie byłoby lepiej dołączyć do ich grona i błysnąć erudycją?
    Serdecnie i gorąco Cię do tego namawiam.

    Pozdrawiam życzliwie

    Teano
  • rekwizytornia 28.03.05, 20:00
    Nie wykluczam, że kiedyś się porwę na powieść historyczną. Lubię i czytam
    chętnie, nawet częściej niż fantastykę, więc chyba dam się namówić. Ale wpierw
    muszę się "rozpisać", douczyć, a przede wszystkim - dorosnąć jeszcze nieco :)
    Polecam "Królów przeklętych" Druona, smaczny kąsek, a w zasadzie siedem kąsków.
    Parnicki natomiast rozłożył mnie na obie łopatki i załatwił 4 zamiast 5 na
    egzaminie z literatury współczesnej :(

    Oj, nie zgadzam się z tym "wszystko jak popadnie". Znam wielu wybrednych
    wielbicieli fantasy. Dla mnie najważniejsze jest, żeby to, co czytam, było
    dobrą literaturą. O taką zawsze trudno, bez względu na gatunek. Fantastyka daje
    wiele możliwości, rzecz w tym, że większość autorów za bardzo daje się ponieść
    wyobraźni, z czego wychodzą nieziemskie [dosłownie i w przenośni] gnioty... A
    gniot fantasy jest naprawdę trudny do przetrawienia :)

    Na błyskanie erudycją mam jeszcze dużo czasu. Wpierw trza w ogóle zaistnieć :)

    Pozdrawiam

    Rekwizytornia

  • teano_laura 30.03.05, 21:34
    rekwizytornia napisała:

    >
    > Na błyskanie erudycją mam jeszcze dużo czasu. Wpierw trza w ogóle zaistnieć :)

    No ba! Ale zaistnieć jako autor gniota?
    Czytam właśnie Elizabeth Dored "Kochałam Tyberiusza" polowałam na te ksiązkę
    kilkanaście lat, ale warto było!
    Dlaczego dobrych ksiązek jak na lekarstwo a księgarnie zawalają gnioty?
    Mam doła dzisiaj - kolejne wydawnictwo odpowiedziało nagatywnie, choc poczatkowo
    robiło nadzieję, a inne nawet nadziei nie robią, tylko milczą. Ech!
    A ja już napisałam dalszy ciąg i nawet wysłac mi się nei chce...
    >
    > Pozdrawiam
    > Rekwizytornia

    Też pozdrawiam

    Teano
  • rekwizytornia 31.03.05, 14:03
    A czemu tak od razu gniota? Poślęczę nad cholerstwem dziesięć lat, to i może
    arcydzieło (arcydzięgiel?...) z tego wyjdzie? :)

    Dobre książki są, ale nie należy ich szukać na półkach z nowościami. Dla mnie
    współczesna literatura polska dzieli się na dwa okresy - przed Masłowską i po
    Masłowskiej. Przykład "Wojny..." pokazał tłumom, że pisać każdy może, a i nawet
    wydawca się znajdzie. I tak zaczął się koszmar...

    Mój dół trwa, więc łączę się z tobą w pracach wykopaliskowych ;) Nie dość, że
    wena ciągle na urlopie, to jeszcze u zwierzątka mego stareńkiego wykryto
    nowotwór. Trza się jakoś pozbierać.

    Wyślij ten dalszy ciąg, przynajmniej potem nikt ci nie zarzuci, że nie
    próbowałaś. A nuż coś się z tego wykluje? :)

    Pozdrawiam

    Rekwizytornia
  • teano_laura 21.03.05, 11:20
    rekwizytornia napisała:

    > Ale wolę nie pisać wcale niż tworzyć gnioty,
    > które nigdy nie zasłużą na miano literatury. Za dużo tego wala się po
    > księgarniach.

    Spójrz na to inaczej. Skoro autorzy tych gniotów się przebili, to ty tym bardziej.
    Ja zupełnie nie rozumiem dlaczego moje teksty są odrzucane, skoro są literacko
    lepsze od wielu drukowanych w tym samym wydawnictwie.
    Ale nie dam się (jeszcze nie teraz) zagłuszyć miernocie.
    Właśnie na złość będę pisać dalej!

    Nawet słynny Prósz wydaje też rzeczy nieco hmmm grafomańskie...
    Nie jestem Dobrowolskim, którego załamało i zniszczyło to, że ludzie chichrali
    się z prymitywnych dowcipów, a mało kto chciał smakowac jego wysublimowany, choć
    świetny humor na naprawdę wysokim poziomie.
    Nie przemawiają do mnie tłumaczenia obecne np w TV, że powieważ większośc ludzi
    chce oglądać reality show, czy inny bzdurny program, to będą nadawać tego ile
    wlezie. Ludzi trzeba uczyć smakowania, a nie napychać papką.

    Jeśli uważasz, że Twoje rzeczy są dobre, to pisz.
    Ale jeśli to byle co, to po prostu spokojnie, systematycznie, pracuj nad warsztatem.
    Ty wiesz ile L.M.Montgomery musiała zaliczyć zwrotów zanim zaczęli ją drukować?
    A i tak każde jej opowiadanie było przeważnie dukowane za którymś wysłaniem.
    Ona też miała skłonnośc do depresji - każdej zimy okropnie cierpiała z powodu
    jej nawrotów - może to podobieństwo Cię pocieszy?
    Polecam jej pamiętniki.
    Niesamowita lektura.
  • sonia40 21.03.05, 08:39
    Rekwizytornio. I jak tu Cię pocieszyć? Każdy przeżywa chwile zwątpienia czy to
    co robi ma sens. Od lat piszę do szuflady. Dla siebie. (Nie są to wcale
    pamiętniki). Pomagało mi to pisanie nie raz przetrwać w trudnych chwilach. Tak
    jak napisała Czarnaba "pisanie to jak choroba". Jak już Cię ten diabeł z
    anielskimi skrzydłami opęta (albo anioł z rogami i ogonem), to nie masz
    wyjścia. Pewnie, że chciałoby się aby ktoś to co robimy przeczytał i docenił.
    Nie jednemu piszącemu marzy się sława i bogactwo (choć to drugie to w naszych
    czasach raczej jest nierealne), ale tak naprawdę to najważniejsze jest samo
    pisanie. Takie zatrzymanie myśli w czasie i przestrzeni. To są całkiem
    metafizyczne doznania i to jest najważniejsze. Cała reszta przyjdzie albo nie.
    Takie jest życie. Pozdrawiam serdecznie.
  • sonia40 22.03.05, 07:30
    Przeczytałam. Zdesydowanie pisz dalej. Czyta się bardzo dobrze. Wszystko można
    sobie wyobrazić. Gdyby ktoś chciał nakręcić film, niewiele by się napracował
    nad przygotowaniem scenariusza. Myślę,że wydawnictwa nie dlatego odrzucają
    twoją książkę bo niedobra. Boją się ryzyka jakim jest wydanie książki nieznanej
    autorki. A wydanie książki to początek drogi (przez mękę). Bez promocji,
    reklamy, jakiegoś szumu medialnego, trudno dziś sprzedać największe dzieła,
    znanych już pisarzy. Pisz i wysyłaj gdzie się da. Życzę powodzenia.
  • millefiori 31.03.05, 18:04
    Moja Dakota tez miala nowotwor, zostala zoperowana tu w Budzie 4 lata temu.
    Obecnie kocia 13. latka wyglada swietnie, cieszy sie dobrym zdrowiem i znakomita
    kondycja, i dzielnie broni zagrody przepedzajac okoliczne psy i koty.
    --
    Millefiori
    Wydawnictwa i ich obyczaje
  • rekwizytornia 01.04.05, 13:39
    Niestety, w przypadku mojego jamniora optymistycznie nie jest. Zwierzątko ma
    już 16 lat, jest chore od urodzenia i od paru miesięcy coraz słabsze. W lutym
    niewiele brakowało... Raczej w tym roku zwinie manatki, z powodu albo starości,
    albo raka. Chudnie w oczach, bo mu mięśnie zanikają, nie ma większości zębów,
    prawie nie widzi, ale bez przerwy pakuje się na kolana lub pod kołdrę i żąda
    jedzenia :) Największy pieszczoch, jakiego zna świat.

    O, właśnie się wygrzebuje spod koca. Na zoperowanej łapce ma granatową
    skarpetkę z czerwonym Teletubisiem, żeby opatrunku nie zabrudził ani nie
    rozszarpał, bo lubi się ostatnio bawić w małego chirurga :) Kochana, siwa,
    bezzębna morda.

    Cóż, moje zwierzę kota nigdy nie pogoniło, aczkolwiek bardzo go interesują
    cztery kotwory sąsiadów :) Za to raz zabawił się kurą, oskubał koguta z piór w
    ogonie, prawie połknął chomika, pogonił doga niemieckiego i potraktował mastifa
    jak dzika, czyli użarł go perfidnie w jądra. Oj, bojowego mam psa,
    zaczepno-obronnego. A zmyślny kiej diabeł :)

    Pozdrawiam psiarzy i kociarzy

    Rekwizytornia
  • barbara7 02.04.05, 20:44
    Dziś mijają dwa lata, jak po 14 latach życia odeszła moja kochana psia morda,
    przybłęda Dżeki, najwierniejszy z najwierniejszych psów. Miał z nami dobre życie
    i my z nim też. Kto ma psa to wie, że naprawdę się upodabnia do ludzi, z którymi
    żyje i jest członkiem rodziny takim samym, jak każdy z nas. I tak go
    traktowaliśmy. Trzymaj się, Rekwizytornio, bo to diabelnie trudne. Nam na
    pocieszenie zjawiła się nowa psia morda, sama, przybłąkała się po prostu
    wychudzona wyżlica, porzucona przez diabelnie okrutnych ludzi i - jak na
    poczatku Dżeki - pełna strachu przed podniesioną ręką, hałasem, niespodziewanym
    ruchem. Musiałabyś teraz zobaczyć, jak mości się w fotelu (obiecaliśmy sobie, że
    nie będziemy wpuszczać psa na fotel), jak wyprasza jedzonko (obiecaliśmy sobie,
    że tym razem nie nauczymy psa żebrać), jak mruczy z niezadowoleniem, gdy usiłuję
    przesunąć ją nogami, żeby się trochę przykryć kołdrą (obiecaliśmy sobie,że nie
    będziemy wpuszczać psa do łóżka).
    --
    Pozdrawiam
    A_Ska
  • rekwizytornia 11.04.05, 15:49
    Ech, czołowe powiedzenie w mym domu brzmi: "Nie mów do psa jak do psa". Każdy,
    kto ma jamnika i twierdzi, że z nim nie śpi - łże jak pies! ;) Bydlę moje
    rozpieszczone zostało do granic możliwości, na głowy nam włazi, budzi o 5 rano
    i stanowczo domaga się jedzenia, spaceru oraz jedzenia. I jedzenia, oczywiście.
    Albo leży u mnie w łóżku, albo u kogoś na kolanach. Kołdrę zabiera mi
    notorycznie, ostatnio również poduszkę i jasiek. Ślini się na tapicerkę w
    samochodzie. Depcze mi po palcach. Wyrywa chusteczki z dłoni. Wsadza mordę do
    kubka z herbatą. Plącze się pod nogami. Zrzuca przedmioty z dolnych półek.
    Próbował połknąć chomika. Wyrwał kanarkowi wszystkie pióra z ogona. Pogonił
    mastifa i doga niemieckiego. Zadusił jedną kurę, a jednego koguta oskubał. Nie
    daje spać. Nie daje jeść. Rozwala zgrzewki z wodą mineralną i worki ze
    śmieciami, bo lubi drzeć folię. Pruje mordę siwą na cały regulator. Itd., itp.
    Drugie czołowe powiedzenie: "Roki, ja wiem, że kiedyś mi będzie tego brakowało,
    ale jak cię zaraz palnę..." Trzecie: "Roki, wyjdź z lodówki".

    Ma 16 lat, jest ciężko chory od urodzenia, ale trzyma się świetnie. W lutym
    usłyszałam od weterynarza, że gdyby to był jego pies, on by mu dał 4 dni życia.
    Mojego - wyratował. Dwa tygodnie temu zdiagnozowano u zwierzaka nowotwór
    złośliwy. Guz wycięli, przerzutów chwilowo nie ma. Sądząc po stanie narządów
    wewnętrznych, jamnior będzie jeszcze żył drugie tyle :) Kocham go nad życie, a
    człowieka, który by go skrzywdził, zatłukłabym gołymi rękoma i z radością
    poszła za to siedzieć. Śmierć jednego psa jakoś przebolałam, bo już był ze mną
    jamnior. Jak będzie teraz - boję się pomyśleć. Chwilowo jest dobrze i oby tak
    dalej.

    A teraz się zlał... Uduszę go. A potem będę reanimować :)

    Pozdrawiam

    Rekwizytornia
  • czarnaba 04.05.05, 20:31
    Odezwij sie Rekwizytornio wiosennie i optymistycznie:))
    Jak psiak i jak Twoje pisanie?
  • rekwizytornia 08.05.05, 11:58
    Oj, o wybaczenie proszę, bom od tygodnia od internetu odcięta była :) Włączyli
    przed kwadransem.

    Psiak od paru dni jest zdrowy. Wczoraj próbował pożreć tchórzofretkę i walnął
    łbem o drzwi. Budzi się codziennie o 5 rano, czym doprowadza wszystkich do
    szału. Moje pisanie miewa się nieco gorzej - nadal nie napisałam ani słowa,
    chociaż fabuła szaleje pod kopułą. Niestety, widmo nadciągającej sesji
    bynajmniej nie wpływa dobrze na wenę twórczą... Przede mną marne 5 egzaminów i
    koszmarne kolokwium z prawa autorskiego (sic!), więc jeśli już nawet zacznę coś
    skrobać, to dopiero w lipcu :(

    SuperNOWA odesłała bez słowa mój tekst. Cóż. No comments.

    Pozdrawiam i biorę się za uroczą książeczkę pt. "Tekstologia i edytorstwo dzieł
    literackich" Górskiego :)

    Rekwizytornia
  • czarnaba 05.05.05, 16:02
    A Ty Millefiori? Tez milczysz?
    Pozdrowka :))
  • millefiori 07.05.05, 20:01
    Millefiori milczala, odsunieta od kabli z powodu nawalu gosci i rozjazdow:)
    --
    Millefiori
    Wydawnictwa i ich obyczaje
  • czarnaba 08.05.05, 04:17
    Och, zlap czasem oddech!
    :))
  • wolf.66 23.05.05, 20:07
    O, jak ja dawno tutaj nie byłam - cześć:)
    Donoszę Ci (i Wam), że dostałam właśnie miły mail od Pani Moniki z
    Prószyńskiego, która mnie poinformowała, iż mój tekst nie został
    zakwalifikowany do druku.
    Napisałam w pisemku do nich (tak z miesiąc temu) podobnie jak i Ty - prośbę o
    zwrot na mój koszt.
    Nie traktuję tego jako porażki (hmmm, sama nie wiem dlaczego tak lekko do tego
    wszystkiego podchodzę), nadal bawię się częścią drugą (ale ponieważ czasu mało
    to powoli mi to idzie), a tylko czasem - jak widać - nachodzi mnie na wysłanie
    gdzieś.
    Jak mnie najdzie po raz kolejny to oczywiście Cię poinformuję:-)
    Nieustająco Ci (i Wam) kibicuję.
    Pozdrowienia
  • teano_laura 23.05.05, 20:53
    wolf.66 napisał:

    > O, jak ja dawno tutaj nie byłam - cześć:)
    > Donoszę Ci (i Wam), że dostałam właśnie miły mail od Pani Moniki z
    > Prószyńskiego, która mnie poinformowała, iż mój tekst nie został
    > zakwalifikowany do druku.

    Witaj w klubie :-))))

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka