Dodaj do ulubionych

zarobki pisarzy

11.01.06, 20:08
jestem ciekawa czy z pisania prozy mozna wyżyć w tym kraju?

Mam 22 lata i dużo zapału do pisania i parę razy słyszałam, że i talentu też
mi nie brakje.

Ile młody początkujący pisarz, który wyskrobał jakąś powieść może na niej
zarobić? Tzn. czy sprzedaje wydawnictwu prawa autorskie? a jezeli tak, to
mniej wiecej jakie to są stawki.

I jaki procent otrzymuje od całkowitej ceny egzemplarza?
Obserwuj wątek
    • rimbombin Re: zarobki pisarzy 12.01.06, 06:36
      Chyba sprowadzę cię na ziemię. Z moich doświadczeń wynika, że nie. Nie licząc
      wąskiej elity (kilka osób w Polsce) Jeśli chcesz szczegółów to mogę ci podać
      przykład zarobków z mojej pierwszej książki. Nakład 2 tysiące, z tego dla mnie
      10%, liczone od czystego zysku wydawcy, czyli od 4 złotych, łatwo policzyć, że
      mój zysk wynosi 4O groszy na egzemplarzu. Razy nakład to sobie policz. Nie
      wystarczy na zapałki, a dodam jeszcze, że jest to rozłożone na kilka lat, jeśli
      wogóle nakład się rozejdzie. Pozdrawiam.
      • satra Re: zarobki pisarzy 13.01.06, 17:29
        Rimbombinie czy przy kolejnych książkach, te zarobki wzrosły?
        Powiedz jeszcze, proszę, czy piszesz powieści, czy podręczniki, czy jeszcze
        cośinnego?
        Czy jak na debiutanta 2 tys. egz. to było dużo? I w jakim tempie sie to
        rozeszło?
      • skajstop Re: zarobki pisarzy 12.01.06, 09:41
        autumna napisała:

        > Już kiedyś nad tym dumaliśmy:
        > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11943&w=29883820&a=29883820

        No tak, ale to takie dumania... Zabrakło tam autorów takich jak Sapkowski czy
        Dukaj, Masłowska... Pilipiuk...
        Ten pierwszy zarabia kilka mln złotych rocznie.

        A co do stawek, bez przesady :) zależy, co się pisze i jak. W literaturze
        popularnej, normą jest 1-2 zł od sprzedanego egzemplarza.
    • czarnaba Re: zarobki pisarzy 12.01.06, 10:18
      Fragment rozmowy z Michałem Witkowskim:

      "Czy po zrobieniu doktoratu zamierzasz zająć się pracą naukową, czy jednak
      zwycięży pisarstwo?
      M.W. Bardzo źle się czuje na uniwersytecie, doktorat zrobię, ale jak się da, to
      będę żył nie tyle może z pisania, ile z różnych rzeczy około pisania (jakieś
      stypendia, felietony, coś w tym stylu)."

      :)
    • satra Re: zarobki pisarzy 13.01.06, 17:22
      hey, no co jest? tyle osób szczyci się na tym forum wydaniem jakiegoś dziełka a
      na pytanie młodej autorce konkretnie zechciały odpowiedzieć tylko trzy osoby.

      Podzielcie sie swoimi doświatczeniami, czy jest to rzeczywiście ok 40 gr. za
      sprzedany egz. czy też przedział między 1-2 zł.

      Jak też czy z chwilą podpisania umowy z wydawnictwem czy autor otzrmuje jakąś
      przedpłatę?
      • malaga33 Re: zarobki pisarzy 13.01.06, 17:33
        > Jak też czy z chwilą podpisania umowy z wydawnictwem czy autor otzrmuje jakąś
        > przedpłatę?
        To zależy od wydawnictwa, nie ma reguły.

        > Podzielcie sie swoimi doświatczeniami, czy jest to rzeczywiście ok 40 gr. za
        > sprzedany egz. czy też przedział między 1-2 zł.
        Jak wyżej. Ponadto od ceny ksiązki, doświadczenia autora. Nie oszukujmy się,
        ale nikt nie da debiutantowi kokosów.
        Jesli chcesz utrzymywać się wyłącznie z pisania, dużo pracy przed tobą. Nie
        jest to najłatwiejszy kawałek chleba.
      • skajstop Re: zarobki pisarzy 13.01.06, 17:38
        satra napisała:

        > hey, no co jest? tyle osób szczyci się na tym forum wydaniem jakiegoś dziełka
        > a na pytanie młodej autorce konkretnie zechciały odpowiedzieć tylko trzy
        > osoby.
        > Podzielcie sie swoimi doświatczeniami, czy jest to rzeczywiście ok 40 gr. za
        > sprzedany egz. czy też przedział między 1-2 zł.

        Najwyraźniej jest różnie, zależy od wydawcy. Ja Ci napisałem, ile dostaję :)
        >
        > Jak też czy z chwilą podpisania umowy z wydawnictwem czy autor otzrmuje jakąś
        > przedpłatę?

        Zaliczka. Też zależy od umowy. Z tego co wiem, debiutantom płaci się ją
        niechętnie. Ale ja na Twoim miejscu stanowczo bym się jej domagał. Powód jest
        prosty: jeśli wydawca zainwestuje w Ciebie jakieś pieniądze, zacznie mu zależeć
        na odzyskaniu ich poprzez sprzedaż :)
        Choć to oczywiście niejedyny powód :P
    • czepialska Re: zarobki pisarzy 13.01.06, 18:35
      Bywają różne, podobnie jak umowy. Zdarzyło mi się podpisać "procentowe" umowy
      od sprzedaży książki; od wartości nakładu; na określoną kwotę i ... łączone
      czyli takie, w których występuje podstawa wynagrodzenia (określona kwotowo), a
      w przypadku gdy sprzedaż książki osiągnie jakiś tam poziom to autor dostaje coś
      jeszcze - dodatkowa kwota albo procent za sprzedaży.
      Generalnie - nie ma reguł, zwykle trzeba negocjować - niektóre wydawnictwa
      są "mało elstyczne" i czasami trudno się porozumieć. Myślę jednak, że chyba
      można już mówić o jakichś standardach :)
      • hanna26 Re: zarobki pisarzy 15.01.06, 13:01
        Ja za moją pierwszą książkę otrzymałam ok. 80 gr egzemplarz - to znaczy 8 %
        od ceny wydawnictwa (w księgarniach książka kosztowała ok. 20 zł). Za drugą
        trochę więcej - 1 zł za egzemplarz, czyli 10 % od ceny wydawnictwa. Trzeciej
        jeszcze nie skońcyłam, mam nadzieję na przynajmniej 12 procent.
        Jeśli chodzi o informację nakładach, nie chcę sie wdawać w szczegóły, mogę
        jedynie powiedzieć, że w sumie przez pierwszy rok pierwsza książka sprzedała
        się bardzo dobrze - w ok. kilkunastu tys. egzemplarzy. (nadal są dodruki). Jest
        to bardzo dobry wynik, jednak trudno za to spokojnie wyżyć. Ja w każdym razie
        jestem dziennikarką i pracuję w zawodzie - książki to miłe, ale dodatkowe
        zajęcie.


        --
        Jakość zabawy, podobnie jak jakość życia nie zależy od warunków materialnych
    • czarnaba Nie taka stara historyjka :) 06.02.06, 23:19
      Pisarza puszczę z torbami

      [2002-01-17 17:15:30]
      Andrzej Pilipiuk od dziecka marzył by zostać pisarzem. Po wielu latach zmagań z
      dysleksją udało się... W lutym 1996 roku miesięcznik "Fenix" wydrukował jego
      opowiadanie pt. Hiena. W tym opowiadaniu narodziła się postać Jakuba
      Wędrowycza, wiejskiego egzorcysty - amatora. Na jego oficjalnej stronie
      internetowej możemy przeczytać że "jest największym po Rejmoncie piewcą
      polskiej wsi". Już w 1997 roku był nominowany do nagrody literackiej im.
      Janusza A. Zajdla w kategorii opowiadanie roku (1997, 1998) oraz do Śląkwy
      (nagroda Śląskiego Klubu Fantastyki) w kategorii pisarz roku (1998).

      W 1997 roku po namowach czytelników postanowił wydać zbiór swoich opowiadań.
      Pukał od wydawnictwa do wydawnictwa. Po złożeniu maszynopisu wydzwaniał do
      wydawców, prosząc by ci łaskawie przeczytali materiał. W końcu duże znane
      wydawnictwo podpisało z nim umowę. Otrzymał 500 zł zaliczki i solenne
      zapewnianie dalszej współpracy i szybkiego wydania zbiorku.

      Po dwóch latach sam zerwał umowę. Zaczął szukać kolejnego wydawcy. Nie było to
      łatwe zadanie. W tym czasie Pilipiuk zaczął pisać kontynuacje serii o
      przygodach Pana Samochodzika, którą wydało małe olsztyńskie
      wydawnictwo "Warmia". Książka ukazała się błyskawicznie i ku miłemu zaskoczeniu
      autora w niespełna miesiąc po publikacji otrzymał on umówione pieniądze.
      Zbiorek opowiadań ukazał się dopiero parę miesięcy temu. Wydało go małe, ale
      bardzo prężnie działające wydawnictwo "Fabryka Słów".

      Eugeniusz Dębski znany bardziej jako Eu.Geniusz Dębski jest starszym pisarzem o
      ustalonej renomie i licznym gronem czytelników. On z kolei ma złe doświadczenia
      z małymi oficynami wydawniczymi. Jedno z wydawnictw tuż po wydaniu jego zbiorku
      splajtowało i jako honorarium dostał... 60 egzemplarzy swojego tomiku.
      Procesować nie było się z kim. W innym przypadku podał wydawnictwo do sądu -
      szło o 10 tysięcy złotych. Wystraszeni wydawcy poszli na ugodę, ale zgodzili
      się tylko na 3 tysiące. Po dwóch latach sądowych "przepraw" przystał i na to.
      Swoistego smaczku dodaje fakt, iż pieniądze te musiał osobiście zbierać w
      różnych księgarniach. Po zakończeniu tej akcji wydawca przysłał mu kopertę z 10-
      złotowym banknotem i zapytaniem, czy teraz czuje się już usatysfakcjonowany.
      Ach, my kulturnyj narod...

      Wiele osób zastanawia się ile zarabia pisarz. Sami autorzy mówią o tym raczej
      niechętnie. Młody pisarz ze stałym gronem fanów zarabia gorzej niż początkujący
      nauczyciel. Jeśli uda się wydać (i otrzymać honorarium) jedną książkę rocznie w
      nakładzie przynajmniej 6 tysięcy egzemplarzy (lub dwie po 3 tysiące, lecz ten
      wariant jest mniej realny) oznacza to tylko wegetację. Kto więc może dzisiaj w
      Polsce żyć normalnie z uprawiania literatury? Elitarna grupa "klasyków". A poza
      tym tylko ten kto uprawia fantastykę. Ale z nich może sobie na to pozwolić
      tylko jeden - Andrzej Sapkowski. W przypadku pozostałych, fantasy jest jak
      najbardziej brutalną prawdą.

      Praktyki polskich wydawnictw są po prostu haniebne. Nie obowiązują tu żadne
      reguły. Wykiwać autora starają się zarówno te małe, jak i potężne wydawnictwa,
      za którymi nierzadko stoi potężny kapitał. Najczęściej właśnie wielcy są
      najgorsi, gdyż czują się bezkarni. Jakiś tam pisarzyna im podskoczy? Tak, jeden
      z nich musiał czekać w wielkim koncernie wydawniczym pół roku na wypłacenie 90-
      złotowego (słownie: dziewięćdziesięcio-złotowego) honorarium. Oficyny
      działające w naszym kraju są paranoicznym połączeniem dawnego PRL-owskiego
      bezwładu z dziewiętnastowieczną kapitalistyczną pazernością i krwiożerczością.
      Niemożliwe, przesada - powie ktoś. A jednak!

      Pisarz zanosi książkę do wydawcy. Przeważnie po pół roku dzwonienia (autor sam
      musi pamiętać, żeby wydawca nie zapomniał że maszynopis leży u niego na biurku)
      dowiaduje, że jego propozycji nie ma w planach wydawniczych. Wtedy składa ją
      gdzie indziej. Tym razem ma szczęście. Udało się już za drugim razem. Tylko
      pozornie. Wydawnictwo akceptuje tekst i zaczynają się rozmowy. Zazwyczaj pisarz
      dostaje kilkaset złotych zaliczki (często w ratach) oraz mniej lub bardziej
      mgliste obietnice procentu od sprzedaży. Jest 5 - 7 procent ceny wydawnictwa,
      czyli 2, 5 - 4 procent ceny rynkowej. W praktyce mamy więc - przy średnim
      nakładzie 2 tysięcy sztuk - od 60 do 80 groszy od sztuki... Wydawca nie określa
      terminu wydania dzieła. Przez cały ten czas książka leży i czeka. Rok, dwa,
      trzy. Jeśli nie zmieści się w trzyletnim terminie, pojawia się żądanie zwrotu
      zaliczki! No, ale jeśli autor ma trochę szczęścia, to w ciągu od dwóch do
      pięciu lat od napisania książki otrzymuje 2 - 3 tysiące złotych, najczęściej w
      ratach po kilkadziesiąt - kilkaset złotych.

      To nie wszystko. Okazuje się, że poza tym wszystkim pisarza można oszukać
      jeszcze kilka razy. Najprostsza metoda to niepłacenie honorariów. Jedna z
      oficyn "specjalizująca się" w literaturze fantastycznej stosuje właśnie takie
      tricki. Co kilka lat zmienia tylko nazwę. W środowisku krąży opowieść o jednym
      autorze, który wyciągnął od nich należności. Gdy dowiedział się, że honorarium
      nie otrzyma, przywrócił wydawcy świadomość klasową potężnym sierpowym...

      Drugim sposobem na wykiwanie pisarza jest zaniżanie wielkości sprzedaży. W
      przypadku, gdy autor umówiony jest na procent od każdej książki, wydawca udaje,
      że pozycja zrobiła klapę na rynku. Pisarz możliwości sprawdzenia tego stanu
      rzeczy nie ma. Musiałby bowiem uzyskać wykazy sprzedanych egzemplarzy ze
      wszystkich współpracujących z wydawnictwem hurtowni, a wykazy te są drukiem
      poufnym. Praktycznie bez wyroku sądowego jest to niemożliwe. A gdzie zatem
      autor ma zbierać dowody i skąd ma wziąć ma pieniądze na sprawę?

      Trzecią metodą jest przeliczanie objętości tekstu. Normalnie przyjętym
      zwyczajem jest to, że artykuł, reportaż, książka ma tyle stron, ile stron
      zajmuje w postaci znormalizowanej, tzn. 30 linii po 60 znaków graficznych (w
      sumie daje to 1800). Atoli znane są oficyny, które obliczają ilość stron
      sumując wszystkie znaki w tekście, a następnie dzieląc przez 1800. Jest to -
      delikatnie mówiąc - kpina ze zdrowego rozsądku. Jeszcze bardziej pazerni
      obliczają liczbę znaków bez spacji, co daje "oszczędność" rzędu nawet 25
      procent. Praktyka to już zaiste skandaliczna. Skoro bowiem od śmiesznego
      honorarium za stronę tekstu literackiego wynoszącego aż ... 16 złotych odejmie
      się jeszcze 4 złote, to...

      Można oszukiwać ludzi i jednocześnie "kantować" państwo. Na użytek urzędów
      skarbowych produkuje się dokumenty, z których wynika, że zapłacono za teksty
      więcej niż w rzeczywistości. Od tych wirtualnych kwot odprowadza się wyższe
      podatki, a różnicę pomiędzy tym co zostało wypłacone, a co zaksięgowane
      wpuszcza się do prywatnej kieszeni.
      Nie wszystkim jednak tak powodzi się tak źle. Na garbie pisarza rozstawiony
      jest obficie zaopatrzony stół biesiadny. Człowiek, który składa na komputerze
      przyniesioną przez autora książkę, korektorzy, czasami tłumacz, drukarze,
      redaktor wydawnictwa, ilustrator, graficy - wszyscy oni biorą za swoją pracę
      wyższe od pisarza wynagrodzenie i to od ręki po wykonaniu pracy. Znane są
      przypadki, że spece od grafiki projektujący okładki dostają za to więcej
      pieniędzy niż autor za napisanie książki! Więcej od pisarza otrzymuje także
      hurtownik, którego zadanie sprowadza się do trzymania paczek w magazynie oraz
      księgarz, który wykłada pozycję na półkę.

      Jest w tym wszystkim trochę winy po stronie pisarzy potulnie godzących się z
      losem, przyjmujących rozmaite uwłaczające im warunki, byle tylko wydać swoją
      książkę. Ale co mają robić? W większości wydawnictw, do drzwi których stukają,
      nikt nawet nie chce rzucić okiem na ich maszynopis. A nie pisany kodeks
      honorowy mówi, że jak się nie ma na koncie przynajmniej dziesięciu książek i
      sławy potwierdzonej przez opiniotwórcze media, to szanse na publiczny byt są
      znikome
      • czarnaba Re: Nie taka stara historyjka :) 06.02.06, 23:21
        Zakończenie:

        Jest w tym wszystkim trochę winy po stronie pisarzy potulnie godzących się z
        losem, przyjmujących rozmaite uwłaczające im warunki, byle tylko wydać swoją
        książkę. Ale co mają robić? W większości wydawnictw, do drzwi których stukają,
        nikt nawet nie chce rzucić okiem na ich maszynopis. A nie pisany kodeks
        honorowy mówi, że jak się nie ma na koncie przynajmniej dziesięciu książek i
        sławy potwierdzonej przez opiniotwórcze media, to szanse na publiczny byt są
        znikome. Nie ma jednak sytuacji bez wyjścia. Wszędzie w cywilizowanym świecie
        działają potężne organizacje broniące interesów twórców. Tam normą jest już od
        dawna, że to wydawcy są dla pisarzy, nie zaś pisarze dla wydawców. I co
        najważniejsze, oni dokładnie o tym wiedzą. U nas, póki co, panuje "wolna
        amerykanka" i przekonanie, że ten jest lepszy, kto kogoś wykiwał, oszukał. Lecz
        walkę należy podjąć. Nasze życie, po okresie zachłyśnięcia nastałą nagle
        wolnością, powoli normalnieje. Trud dochodzenia do normalności będzie olbrzymi,
        i zajmie wiele lat. Ale na pewno opłaci się.

        Zobacz także: www.pilipiuk.w.pl ,www.debski.art.pl

        Andrzej Rutkowski

        Ze strony: www.lewica.pl/?dzial=teksty&id=106 ???
        Trafiłam tam przypadkowo, wklejam zainteresowanym :))
        • skajstop Stara, stara :-) 06.02.06, 23:41
          Czarnabo, w literaturze popularnej, którą uprawia Pilipiuk, cztery lata to
          przepaść. Ten artykuł nie opisuje dzisiejszej rzeczywistości - powiem, że na
          szczęście ;-D
      • szwedzka.pl Re: Nie taka stara historyjka :) 06.02.06, 23:58
        Smutna konstatacja jest taka, że przez cztery lata, które minęły od
        opublikowania tego artykułu, jeśli coś się zmieniło, to chyba na gorsze.

        >Wydawca nie określa
        >
        > terminu wydania dzieła. Przez cały ten czas książka leży i czeka. Rok, dwa,
        > trzy. Jeśli nie zmieści się w trzyletnim terminie, pojawia się żądanie zwrotu
        > zaliczki!

        Taka sytuacja świadczy tylko i wyłącznie o tym, że autor nie zna swoich praw,
        więc sam jest sobie winien. Po pierwsze, o określenie terminu wydania książki
        powinien upomnieć się w umowie. Po drugie, jeśli w umowie nie ma terminu
        wydania, to według prawa autorskiego wydawca ma na to dwa lata. I wreszcie po
        trzecie, po dodatkowym półrocznym terminie nie wydawca ma prawo domagać się
        zwrotu zaliczki, tylko autor odszkodowania za niewydanie książki (art. 57 prawa
        autorskieg).

        > Drugim sposobem na wykiwanie pisarza jest zaniżanie wielkości sprzedaży. W
        > przypadku, gdy autor umówiony jest na procent od każdej książki, wydawca
        udaje,
        > że pozycja zrobiła klapę na rynku. Pisarz możliwości sprawdzenia tego stanu
        > rzeczy nie ma. Musiałby bowiem uzyskać wykazy sprzedanych egzemplarzy ze
        > wszystkich współpracujących z wydawnictwem hurtowni, a wykazy te są drukiem
        > poufnym. Praktycznie bez wyroku sądowego jest to niemożliwe.

        Bzdura. Artykuł 47 prawa autorskiego. Wydawnictwo jest zobowiązane udostępnić
        autorowi wszelką dokumentację niezbędną do kontroli, czy wynagrodzenie
        procentowe wypłacane jest rzetelnie.

        > Trzecią metodą jest przeliczanie objętości tekstu. Normalnie przyjętym
        > zwyczajem jest to, że artykuł, reportaż, książka ma tyle stron, ile stron
        > zajmuje w postaci znormalizowanej, tzn. 30 linii po 60 znaków graficznych (w
        > sumie daje to 1800). Atoli znane są oficyny, które obliczają ilość stron
        > sumując wszystkie znaki w tekście, a następnie dzieląc przez 1800. Jest to -
        > delikatnie mówiąc - kpina ze zdrowego rozsądku.

        Szczerze powiedziawszy, w przypadku tłumaczeń literackich nie zetknąłem się z
        innym liczeniem.

        >Jeszcze bardziej pazerni
        > obliczają liczbę znaków bez spacji, co daje "oszczędność" rzędu nawet 25
        > procent. Praktyka to już zaiste skandaliczna.

        Tu trzeba się zgodzić.

        > Nie wszystkim jednak tak powodzi się tak źle. Na garbie pisarza rozstawiony
        > jest obficie zaopatrzony stół biesiadny. Człowiek, który składa na komputerze
        > przyniesioną przez autora książkę, korektorzy, czasami tłumacz, drukarze,
        > redaktor wydawnictwa, ilustrator, graficy - wszyscy oni biorą za swoją pracę
        > wyższe od pisarza wynagrodzenie i to od ręki po wykonaniu pracy.

        Może tłumacz rzeczywiście zarabia więcej niż autor, ale upierałbym się, że ta
        dwójka jedzie na jednym wózku.

        Paweł
        • przecinak.na.przecinek strona znormalizowana , hmm 07.02.06, 11:55
          No właśnie, też mnie zaintrygował ten passus:
          "Normalnie przyjętym zwyczajem jest to, że artykuł, reportaż, książka ma tyle
          stron, ile stron zajmuje w postaci znormalizowanej, tzn. 30 linii po 60 znaków
          graficznych (w sumie daje to 1800). Atoli znane są oficyny, które obliczają
          ilość stron sumując wszystkie znaki w tekście, a następnie dzieląc przez 1800.
          Jest to - delikatnie mówiąc - kpina ze zdrowego rozsądku."
          - nie dalej jak wczoraj liczyłam objetość tekstu tą drugą metodą, chociaż w
          umowie mam 30 x 60 (w dodatku "za strone manuskryptu", bo placi zagraniczna
          fundacja i takie sobie śliczne słowo w słowniku znalazła :D), moim zdaniem na to
          samo wychodzi - ?
          Czy może przy 30 x 60 liczy się również światło (wcięcia na pocz. akapitów,
          niepełne linie pod koniec tychże itp.)?
          Kiedyś szukałam twardej definicji strony znormalizowanej, okazało się, że to
          termin umowny - najcześciej 1800 zn. ze spacjami, ale lepiej zaznaczać ten
          przelicznik w umowie, bo jak wydawnictwo wypłaci (po fakcie) za "bez spacji",
          autor/tłumacz nie ma się nawet do czego odwołać.
          STP sugerowało kiedyś stronę = 1600 zn. ze spacjami, przeważnie stosowaną na
          Zachodzie, ale jakoś się to u nas nie przyjęło.
          • skajstop Re: strona znormalizowana , hmm 07.02.06, 13:34
            > STP sugerowało kiedyś stronę = 1600 zn. ze spacjami, przeważnie stosowaną na
            > Zachodzie, ale jakoś się to u nas nie przyjęło.

            Znam tłumacza, który w rozliczeniach z dobrym polskim wydawcą (pierwsza
            dziesiątka wg. rankingu 'Rzaeczpospolitej") posługuje sie przelicznikiem 1650.
            • przecinak.na.przecinek Re: strona znormalizowana , hmm 07.02.06, 14:36
              Tja, mi jedno duże i fajne wydawnictwo w umowy wpisuje wprawdzie arkusze po
              40000 znaków ze spacjami, ale potem kalkuluje te znaki na piechotę, bo nie
              wierzy w Worda :D
              Panie biorą losowo wybrany kawałek tekstu, liczą literki, a potem mnożą przez
              objętość całej ksiązki.
              Wychodzi im średnio 10% tekstu więcej niż bezdusznemu mózgowi elektornicznemu.
              Nie protestuję :D
          • szwedzka.pl Re: strona znormalizowana , hmm 08.02.06, 01:03
            Autor artykułu domaga się właśnie, żeby liczyć ze światłami akapitów, ale to
            bez sensu. Wtedy książka z dużą liczbą dialogów byłaby lepiej płatna niż z
            długimi zawiłymi zdaniami. Poza tym takie liczenie zawyża jednak stawkę w
            stosunku do wykonanej pracy. Chyba uczciwszym rozwiązaniem jest przyzwoita
            stawka za tekst dokładnie o takiej objętości, jaki został przetłumaczony.

            Paweł
            --
            Hjalmar Söderberg - pisarz
            • kaylene1 Re: strona znormalizowana , hmm 08.02.06, 11:53
              Moge napisac o zarobkach na podst wlasnych doswiadczen.Wydalam 1 powiesc w
              bardzo duzym wydawnictwie- placili 9% od czegos co nazywaja cena
              wydawcy.Sprzedalo sie w 21 tys.dostalam mniej wiecej 19 tys.Zadatek 5 tys.
              Teraz duze polskie - zadatek 4 tys + 14 tys+ 2,8tys. To kwartaly.Cena tez
              wydawcy ,od tego procent.Jesli to prawda z ta okladka powalcze o to przy
              nastepnej.Na razie mam juz zafiksowane dwie kolejne - jedna w tym miesiacu .
              • skajstop Stawki :) 08.02.06, 15:13
                > Jesli to prawda z ta okladka powalcze o to przy nastepnej.Na razie mam juz
                zafiksowane dwie kolejne - jedna w tym miesiacu .

                Powalcz :) to działa na dwa sposoby: albo wydawca liczy od ceny zbytu (ceny
                wydawcy, inaczej mówiąc), albo od okładkowej. W każdym razie taki pułap, o jakim
                pisałem, jest do osiągnięcia, skoro masz już parę książek wydanych.
                • annabellee1 Re: Stawki :) 09.02.06, 10:21
                  No,za ostatni kwartal roku dostalam rozliczenie- 200zl.Nie sadzilam,ze sprzedaz
                  tak leci na łeb na szyje.Inna autorka z ktora jestem w kontakcie, tez w tym
                  ostatnim kwartle dostala taka sama kase.Moze oni za ostatni kwartal dają
                  zapomogi.Wydawalo mi sie, ze kwartal ze swietami w tle to sprzedaz powinna
                  skoczyc..A tu kicha.
                  Inna wersja - rozliczaja to,co im zaplacily ksiegarnie.
                  Dzieki SKaj.Kazdy grosz na wage zlota...
                  • kaylene1 Re: Stawki :) 09.02.06, 10:48
                    Ja tez dziekuje.U mnie tez jak widac spadki sa duze.
                    Ale to co tu podalam to lit. popularna.Trzeba jasno powiedzic ze ambitna
                    sprzedaje sie 3 4 tys .I to dobrze jak tyle..
                  • malaga33 Re: Stawki :) 09.02.06, 10:48
                    Weź pod uwagę, że klien płaci księgarni, księgarnia hurtowni, hurtowania
                    wydawnictwu, a na końcu znajduje się autor. Jeśli w okresie świaecznym zostało
                    sprzedanych dużo twoich ksiązek, pieniądze za nie możesz otrzymać i w czerwcu.
                    Wszysko zalezy od tego, jak szybko pieniądze dotrą do wydawnictwa.
                    • skajstop Re: Stawki :) 09.02.06, 11:25
                      malaga33 napisała:

                      > Weź pod uwagę, że klien płaci księgarni, księgarnia hurtowni, hurtowania
                      > wydawnictwu, a na końcu znajduje się autor. Jeśli w okresie świaecznym zostało
                      > sprzedanych dużo twoich ksiązek, pieniądze za nie możesz otrzymać i w czerwcu.
                      > Wszysko zalezy od tego, jak szybko pieniądze dotrą do wydawnictwa.

                      Zgadzam się z tym, prawdziwe wyniki sprzedaży za ten kwartał można moim zdaniem
                      poznać po tym, jak wszyscy zrobią inwentaryzacje, etc.

                      A z drugiej strony nie wiem jak Wy, ale ja mam poczucie, że te zakupy świąteczne
                      są trochę fetyszyzowane. Bo z jednej strony owszem, więcej książek wtedy
                      schodzi, ale... droższe pozycje, albumy, etc. I pytanie, czy naszych książek też?
    • malaga33 Re: Stara, stara :-) 07.02.06, 00:34
      Czarnabo, to nie są banały, tylko stwierdzenie. Też uważam, że jest dużo lepiej
      niż cztery lata temu. Bynajmniej nie narzekam na współpracę z wydawcami ani na
      wysokość honorariów. Poza tym nie spotkałam się jeszcze z praktyką, aby wydawca
      odmawiał mi podania wysokości sprzedaży. Z całym szacunkiem, ale dla wydawcy,
      który na mojej książce zarabia załóżmy 30 zł (45% upustu dla hurtowni rzecz
      jasna),wypłacenie z tego procentu widniejącego w umowie jest minimalnym wydatkiem.
      Czy nie naginasz przypadkiem faktów do własnego widzimisię?
    • skajstop Re: Stara, stara :-) 07.02.06, 09:05

      Pawle
      (wybacz, wolę po imieniu)

      > Pozwolę sobie wejść między wódkę a zakąskę i wyrazić opinię, że ten wściekły
      > atak na Czarnabę nie jest niczym uzasadniony. Osobiście odczytałem jej post
      > jako wezwanie, żebyś uzasadnił swoje stanowisko, a nie wypowiadał się ex
      > cathedra. Forma też była stosunkowo oględna.

      Ja napisałem: "Czarnabo, w literaturze popularnej, którą uprawia Pilipiuk,
      cztery lata to przepaść. Ten artykuł nie opisuje dzisiejszej rzeczywistości -
      powiem, że na szczęście ;-D

      Czarnaba skomentowała to tak: "Jak zawsze - zabierasz głos i sypiesz banałami. W
      czymże to dziś jest tak dużo lepiej?"

      Ja w swoich postach nie raz pisałem, jaka jest na rynku komercyjnym,
      wielokrotnie podawałem stawki, pisałem o wydawcach, etc. Chcesz, sprawdź moje posty.

      Przecież i Ty, będąc tłumaczem, też przyznajesz mi rację w wielu punktach...

      Jest to rynek, który znam nieźle. Czarnaba złośliwie zareagowała na moją uwagę,
      iż sporo się zmieniło. Tego nie unieważnia Twoja ładna obrona jej osoby. Ona nie
      poprosiła. Ona pozwoliła sobie ocenić, przypomnę Ci, moje posty jako banalne i
      niekonkretne. Pawle, na jakiej postawie ona to ocenia?

      Postrzeganie rynku wydawniczego przez Jodłowskich czy autorów-bokserów świadczy
      o niewiedzy. Podobnie jak przyklaskiwanie czarnym opowieściom, bo samemu ma się
      złe doświadczenia. Ty opisałeś przykry, ale konkretny przypadek. Czarnaba to
      generalizuje.

      Czarnaba, zanim zacznie być tutejszym guru od spraw wydawniczych, niech trochę
      pozna ten rynek.

      A na razie chętnie bym usłyszał, co sądzi o Fabule. Bo m.in. dzięki jej
      chwaleniu tego wydawnictwa parę osób chyba "utopiło" tam swoje książki. A
      tymczasem gdyby Czarnaba znała rynkowe realia, nie chwaliłaby Fabuły. Bo i za co?

      I na koniec: możesz to uznać za "wściekły atak". Ale nie jestem tu pierwszą
      osobą, wobec której Czarnaba się tak zachowuje. Może tylko, nie bojąc się
      porównania naszej wiedzy i pozycji na rynku, postanowiłem wykazać jej
      niekompetencję.

      I tyle. Pozdrawiam.
      • szwedzka.pl Re: Stara, stara :-) 08.02.06, 00:55
        > Czarnaba skomentowała to tak: "Jak zawsze - zabierasz głos i sypiesz
        banałami.
        > W
        > czymże to dziś jest tak dużo lepiej?"
        >
        > Ja w swoich postach nie raz pisałem, jaka jest na rynku komercyjnym,
        > wielokrotnie podawałem stawki, pisałem o wydawcach, etc.

        W porządku, ale określenie "sypiesz banałami" nie jest obraźliwe (ani złośliwe,
        jak twierdzisz), jest co najwyżej niezgodne z prawdą i taka wypowiedź nie
        usprawiedliwia zmieszania rozmówcy z błotem w sposób, który jest nie do
        przyjęcia nawet w dyskusji internetowej. A pisze Ci to człowiek, który na ogół
        się ze swoimi rozmówcami nie cacka i jest dość gruboskórny. Byłem jednak w
        lekkim szoku, kiedy przeczytałem Twoje bluzgi pod adresem Czarnaby. Uważam, że
        przeprosiny byłyby na miejscu.

        > Postrzeganie rynku wydawniczego przez Jodłowskich czy autorów-bokserów
        świadczy
        > o niewiedzy. Podobnie jak przyklaskiwanie czarnym opowieściom, bo samemu ma
        się
        > złe doświadczenia. Ty opisałeś przykry, ale konkretny przypadek. Czarnaba to
        > generalizuje.

        Każdy z nas spogląda na rynek wydawniczy przez pryzmat własnych doświadczeń i
        doświadczeń znajomych z branży i każdy generalizuje, Ty też. Twarde dane
        statystyczne nie padają albo padają rzadko. No ale przecież jest to forum, żeby
        o tym dyskutować. Napadanie na rozmówcę, że postrzega rynek inaczej niż Ty i
        zarzucanie mu niewiedzy poprzez deprecjonowanie jego niewątpliwego osiągnięcia
        nie przystoi.

        > A na razie chętnie bym usłyszał, co sądzi o Fabule. Bo m.in. dzięki jej
        > chwaleniu tego wydawnictwa parę osób chyba "utopiło" tam swoje książki. A
        > tymczasem gdyby Czarnaba znała rynkowe realia, nie chwaliłaby Fabuły.

        Nie przesadzaj. Czarnaba chwaliła Fabułę, inni krytykowali, możemy chyba
        przyjąć założenie, że człowiek, który potrafi napisać książkę, nie jest idiotą
        i potrafi sobie wyrobić własne zdanie. Poza tym pisząc o utopieniu książek w
        Fabule, fałszywie zakładasz, że autor stał przed wyborem, opublikować w Fabule
        czy w normalnym wydawnictwie, tymczasem alternatywa brzmi: opublikować w Fabule
        czy nie opublikować w ogóle.

        > I na koniec: możesz to uznać za "wściekły atak". Ale nie jestem tu pierwszą
        > osobą, wobec której Czarnaba się tak zachowuje.

        Śledziłem tamtą dyskusję. Czarnaba była arogancko atakowana przez osobę, która
        wylansowała tezę, że Czarnaba się wymądrza, bo odbiło jej po opublikowaniu
        książki. Tezę nieprawdziwą, bo Czarnaba nigdzie ani pośrednio, ani bezpośrednio
        nie powoływała się na swój autorytet pisarza. Muszę przyznać, że z podziwem
        patrzyłem, jak grzecznie starała się zneutralizować te ataki, bo mnie by dawno
        szlag trafił i napisałbym rozmówcy coś do słuchu.

        >Może tylko, nie bojąc się
        > porównania naszej wiedzy i pozycji na rynku, postanowiłem wykazać jej
        > niekompetencję.

        Świetnie. Tylko dlaczego w taki sposób?

        Paweł
        --
        Hjalmar Söderberg - pisarz
        • myc-ha Re: Stara, stara :-) 08.02.06, 09:03
          > Śledziłem tamtą dyskusję. Czarnaba była arogancko atakowana przez osobę,
          która
          > wylansowała tezę, że Czarnaba się wymądrza, bo odbiło jej po opublikowaniu
          > książki. Tezę nieprawdziwą, bo Czarnaba nigdzie ani pośrednio, ani
          bezpośrednio
          >
          > nie powoływała się na swój autorytet pisarza. Muszę przyznać, że z podziwem
          > patrzyłem, jak grzecznie starała się zneutralizować te ataki, bo mnie by
          dawno
          > szlag trafił i napisałbym rozmówcy coś do słuchu.
          >

          Jeśli chodzi o wątek dotyczący korekty autorskiej, to ani Malaga, ani Czarnaba
          nie popisały się grzecznością i - w przeciwieństwie do Ciebie, Pawle - daleka
          jestem od stwierdzenia, że Czarnaba "grzecznie starała się zneutralizować te
          ataki". Pojawiły się już aluzje ad personam, zupełnie nie na miejscu. Jednakże
          w wątku dotyczącym agentów literackich Czarnaba zupełnie bez powodu naskoczyła
          na Malagę, która - skąpych, bo skąpych - ale jakichś informacji udzieliła.
          Dlatego nie dziwi mnie, że Skajstopa poniosły nerwy.

          > W porządku, ale określenie "sypiesz banałami" nie jest obraźliwe (ani
          złośliwe,
          >
          > jak twierdzisz), jest co najwyżej niezgodne z prawdą
          Owszem, jest jak najbardziej obraźliwe, złośliwe, a przy tym niezgodne z prawdą.

          Zgadzam się z Tobą w pełni, że osoby czytające watek na temat Fabuły mogły w
          niej wydać lub tego nie zrobić. Nie wiem jednak, czy alternatywa brzmiała:
          Fabuła lub do szuflady. Autorom zależało na natychmiasowym druku, możliwości
          rozporządzania maszynopisem w każdej chwili? Pytanie, czy próbowali w innych
          wydawnictwach, a jeśli tak, z jakich powodów ich ksiązki nie zostały przyjęte.
          Tu jednak muszę zgodzić się ze Skajstopem, że gdyby Czarnaba znała realia rynku
          wydawniczego, nie chwaliłaby Fabuły, bo i za co.
          • szwedzka.pl Re: Stara, stara :-) 09.02.06, 00:23
            myc-ha napisała:
            > Zgadzam się z Tobą w pełni, że osoby czytające watek na temat Fabuły mogły w
            > niej wydać lub tego nie zrobić. Nie wiem jednak, czy alternatywa brzmiała:
            > Fabuła lub do szuflady. Autorom zależało na natychmiasowym druku,

            Nie chcesz chyba twierdzić, że którykolwiek z autorów mając do wyboru
            natychmiastowy druk w 15 egzemplarzach czy kilkutysięczny za pół roku czy rok,
            wybierze to pierwsze?

            >możliwości
            > rozporządzania maszynopisem w każdej chwili?

            Rozporządzania w jakim celu?

            >Pytanie, czy próbowali w innych
            > wydawnictwach, a jeśli tak, z jakich powodów ich ksiązki nie zostały przyjęte.

            Nie trzeba chyba być wybitnym znawcą duszy autora, żeby wiedzieć, że marzy mu
            się, by książka trafiła do jak najszerszego grona czytelników, a przy okazji
            chciałby trochę zarobić. Czyli najpierw skieruje swoje kroki do klasycznego
            wydawnictwa. Dopiero, gdy tam mu się nie powiedzie, pomyśli o alternatywie w
            rodzaju Fabuły czy My Booka.

            Paweł
            --
            Hjalmar Söderberg - pisarz
            • myc-ha Re: Stara, stara :-) 09.02.06, 01:01
              > Nie chcesz chyba twierdzić, że którykolwiek z autorów mając do wyboru
              > natychmiastowy druk w 15 egzemplarzach czy kilkutysięczny za pół roku czy rok,
              > wybierze to pierwsze?
              Dobrze, Pawle, i tu znam dwa przypadki autorów, którzy wydrukowali swoje ksiązki
              w Fabule, mimo że inne wydawnictwa zaproponowały im wydanie w ciągu pół roku.
              Ale o tym mogę co najwyżej napisać w e-mailu, skoro ci autorzy milczą na ten
              temat i robią dobrą minę do złej gry. Owszem, zależało im na natychmiastowym
              druku. Wyjaśnij mi jednak, Pawle, ktore wydawnictwo rzuci się na świeżo
              przysłaną książkę, skoro pracuje właśnie nad kilkoma innymi. Zaproponowanie
              autorowi, aby poczekał pół roku zostało odebrane jako lekceważenie jego osoby i
              tekstu (dokładnie w tej kolejności). Nieznajomość tego, jak pracuje wydawnictwo?
              Wybujałe ego? Czy zwykła głupota?

              > Nie trzeba chyba być wybitnym znawcą duszy autora, żeby wiedzieć, że marzy mu
              > się, by książka trafiła do jak najszerszego grona czytelników, a przy okazji
              > chciałby trochę zarobić. Czyli najpierw skieruje swoje kroki do klasycznego
              > wydawnictwa. Dopiero, gdy tam mu się nie powiedzie, pomyśli o alternatywie w
              > rodzaju Fabuły czy My Booka.
              Pyatnie, czy skoro wyda w Fabule lub innym tego rodzaju wydawnictwie naprawdę
              ksiązka trafi do jak najszerszegogrona czytelników, a autor przy okazji zarobi.
              W znanych mi wydawnictwach, jeśli ksiązka słabo się sprzedaje (a nie łudźmy się,
              ludzie najpierw kupują chleb, potem myślą o książkach, o ile w ogóle myślą)
              autorzy dostają przynajmniej zaliczkę, w Fabule zaczyna od wkładu własnego.
              Zarobi, skoro książka jest do zdobycia AŻ w dwóch punktach sprzedaży?
              • szwedzka.pl Re: Stara, stara :-) 11.02.06, 01:10
                myc-ha napisała:
                >znam dwa przypadki autorów, którzy wydrukowali swoje ksiązki
                > w Fabule, mimo że inne wydawnictwa zaproponowały im wydanie w ciągu pół roku.

                No to ci autorzy zapłacili frycowe, nie mając świadomości, że pół roku w branży
                wydawniczej to jest szalenie krótko.

                > Pyatnie, czy skoro wyda w Fabule lub innym tego rodzaju wydawnictwie naprawdę
                > ksiązka trafi do jak najszerszegogrona czytelników, a autor przy okazji
                zarobi.

                Sens mojej wypowiedzi był taki, że autor chce dotrzeć do wielu czytelników i
                zarobić, dopiero kiedy mu się nie uda, rezygnuje i żeby w ogóle mieć książkę
                wydaną, publikuje ją w Fabule lub My Booku.

                Paweł
                --
                Hjalmar Söderberg - pisarz
      • szwedzka.pl Re: Do Pawła 08.02.06, 00:28
        Tak. Wydawnictwo działa chyba nawet do dziś. Nie wiem, czy udało się
        zrealizować tę relację fifty-fifty (nie byłem w pełni precyzyjny, tam chodziło
        raczej zysk, nie o procent od ceny).
        Oczywiście wzorów szwedzkich na nasz grunt przenieść się nie da, choćby ze
        względu na różnicę w wysokości nakładów, ale podawane przeze mnie przykłady
        pokazują jak daleko nam do normalności.

        Paweł
        --
        Hjalmar Söderberg - pisarz
    • szwedzka.pl Firma wydawnictwo albo parawydawnictwo 11.02.06, 01:03
      W sprawie Fabuły. Ja Ci piszę, że nie możesz porównywać roweru z samochodem, a
      Ty mi na to, że rower jest bez sensu, bo nie da się nim jechać setką.
      Nie Czarnaba nazywa Fabułę wydawnictwem, tylko te firmy same tak się nazywają.
      Rzeczywiście lepsze byłoby określenie, które wymyśliłem i dałem w tytule.

      Co do zasady, której wyraźnie nie potrafisz dostrzec, patrząc na wszystko przez
      pryzmat klasycznego wydawnictwa. Pojawiła się techniczna możliwość wydania
      książki w nakładzie 15 egzemplarzy. Skoro jest możliwość, pojawia się podaż, a
      za nią może się pojawić popyt. Pytanie, czy są chętni na wydanie własnej
      książki w nakładzie 15 egzemplarzy. Są. Kto? Na przykład grafomani mający mniej
      szczęścia od kolegów grafomanów, których książki przyjęło klasyczne
      wydawnictwo. Albo rodzina, która chce wydać wspomnienia dziadka z kampanii
      wrześniowej. Chętni są i takie firmy pojawiają się jak grzyby po deszczu, u nas
      dopiero raczkują, na Zachodzie to już cała gałąź wydawnicza. Co więcej,
      dochodziło już do spektakularnych sukcesów, że książka zaczynająca od nakładu
      15 egzemplarzy sprzedawała się w nakładzie półmilionowym.

      Oczywiście, nie ma dwóch zdań, że lepiej wydać w klasycznym wydanictwie i innej
      tezy nikt nie stawia. Firmy wydawnictwa nie promują książek i dystrybuują je w
      bardzo wąskim zakresie albo w ogóle. Fabuła rzeczywiście twierdzi, że
      rozprowadza je po całym kraju, ale nie obiecuje, że 15 książek wstawi do stu
      księgarni, a jeśli autor tego oczekuje, to oznacza, że nie zna arytmetyki. Nie
      wiemy zresztą, jak ta dystrybucja rzeczywiście wygląda i na to zwracałem m.in
      uwagę w dyskusji o Fabule, że diabeł tkwi w szczegółach.
      Natomiast Twoje pretensje, że książek Fabuły nie ma w Empikach, to są właśnie
      pretensje, że rower nie jeździ setką. Konstruktor roweru tego nie obiecuje i
      dopominanie się o to jest śmieszne. Fabuły nie możesz porównywać z W.A.B.,
      tylko z My Bookiem, bo to ta sama liga.

      Paweł
      --
      Hjalmar Söderberg - pisarz
      • teano_laura Re: Firma wydawnictwo albo parawydawnictwo 11.02.06, 16:29
        No to może ja się wypowiem jako osoba siedząca poniekąd w tym kociołku i
        oglądająca jego ściany od środka ;)

        szwedzka.pl napisał:

        > W sprawie Fabuły. Ja Ci piszę, że nie możesz porównywać roweru z samochodem,
        a
        > Ty mi na to, że rower jest bez sensu, bo nie da się nim jechać setką.
        > Nie Czarnaba nazywa Fabułę wydawnictwem, tylko te firmy same tak się
        nazywają.
        > Rzeczywiście lepsze byłoby określenie, które wymyśliłem i dałem w tytule.

        No tak, ale wyobraź sobie że jesteś niedoświadczonym jaskiniowcem, który
        wyszedł dopiero z lasu i marzy żeby się przejechać samochodem. Ale wszyscy
        kierowcy mu mówią "won stad małpoludzie, liscie sobie z brody wyczesz". I nagle
        pojawia się sprzedawca rowerów.
        - ale ja chciałbym samochód - mówi małpolud.
        A na to sprzedawca:
        - ale rower jest tak samo dobry jak samochód. Jak solidnie popedałujesz to
        niewielka będzie róznica. A przy tym masz świeże powietrze. Tego w samochodzie
        nie ma. Rowerem dojedziesz w takie miejsca w jakie samochodem nie dotrzesz. A w
        Angli są samochody, które nawet nazywają się Rover i są to samochody luksusowe.
        Z tego wniosek, że równie dobrze możesz sobie kupic rower.

        A tymczasem prawda jest taka, że rower to owszem świetna rzecz i wprawdzie
        rowerem dotrzesz tam, gdzie samochodem się nie da, ale małpolud chciał pojechać
        tam, gdzie z kolei rowerem się nie da, a przynajmniej nie tak szybko jak
        samochodem.
        I tu jest pies pogrzebany. W ofercie powinno byc wyraźnie powiedziane że rower
        nigdy nie dogoni samochodu chocby małpolud naciskał pedały jak szalony. Chyba,
        że będzie gonił jakiegoś starego grata.
        Innymi słowy wydawnictwo nie powinno mydlic oczu, ze ksiązka będzie w Empikach.
        Bo w moim przypadku tak właśnie mi obiecano. A jak na razie do Empików jeszcze
        nie dotarła.
        Natomiast jeśli ktoś chce wydać w małym nakładzie dla znajomych jest to
        rzeczywiście wymarzone wydawnictwo.
        >
        > Natomiast Twoje pretensje, że książek Fabuły nie ma w Empikach, to są właśnie
        > pretensje, że rower nie jeździ setką. Konstruktor roweru tego nie obiecuje i
        > dopominanie się o to jest śmieszne. Fabuły nie możesz porównywać z W.A.B.,
        > tylko z My Bookiem, bo to ta sama liga.

        Sęk w tym, że Fabuła twierdzi, że nie można jej porównywać z mybookiem tylko
        właśnie z typowymi wydawnictwami.
        Prawda li to, czy wishful thinking ;))?
        --
        <a href="www.bookworm.pl">na razie dotarła tu</a>
        z przodu wygląda tak
        a tak z tyłu
        powoli jedziemy autostradą na rowerze ;)
        • malaga33 Re: Firma wydawnictwo albo parawydawnictwo 11.02.06, 18:10
          >
          > No tak, ale wyobraź sobie że jesteś niedoświadczonym jaskiniowcem, który
          > wyszedł dopiero z lasu i marzy żeby się przejechać samochodem. Ale wszyscy
          > kierowcy mu mówią "won stad małpoludzie, liscie sobie z brody wyczesz". I nagle
          >
          > pojawia się sprzedawca rowerów.
          Zainteresowało mnie to zdanie w twojej wypowiedzi. Jeśli to nie tajemnica, czy
          mozesz powiedzieć, w ilu wydawnictwach odmówiono ci wydrukowania powieści i jaki
          powód podawano. Nie interesuje mnie zupełnie, które to były wydawnictwa.
          • teano_laura Re: Firma wydawnictwo albo parawydawnictwo 12.02.06, 18:07
            malaga33 napisała:
            > Zainteresowało mnie to zdanie w twojej wypowiedzi. Jeśli to nie tajemnica, czy
            > mozesz powiedzieć, w ilu wydawnictwach odmówiono ci wydrukowania powieści i
            jak
            > i
            > powód podawano. Nie interesuje mnie zupełnie, które to były wydawnictwa.

            Prawdę powiedziawszy, nie bardzo wiem jak to liczyć. Bo na przykład były takie
            wydawnictwa, które w ogóle nie odpowiedziały mi na e-mail lub list i takich
            było trochę. Było tez kilka takich, które dostały tekst i z tych odpowiedziały
            dwa. Z tych dwóch jedno zaproponowało mi wydanie nie wcześniej jak w 2008 (był
            2005) i poradziło, żeby na razie szukać innego wydawcy, a drugie zaakceptowało
            książkę na zebraniu redakcyjnym, przysłało umowę, ale kiedy zaczęłam pytać co
            znaczy taki czy inny punkt w umowie, czy nieśmiało zwróciłam uwagę, że taki
            czy inny punkt jest niezgodny z prawem autorskim, to po kolejnym zebraniu
            redakcyjnym otrzymałam maila, że wydawnictwo ma nieprzewidziane trudności i
            chociaż książka świetna, to niestety nie mogą jej wydać i dziękują mi za
            wszelkie formy współpracy (miałam jeszcze dla nich robić redakcję innego tekstu)
            i bardzo żałują, ale nie mogą książki wydać (w tym samym czasie wydali dwie
            ksiązki znajomych znajomej)

            No a niedługo potem odezwała się Fabuła. I współpraca związana z przygotowaniem
            ksiązki do druku w porównaniu z poprzednią, była jak przesiadka z hulajnogi na
            mercedesa.
            --
            dotarła na razie tu
            z przodu wygląda tak
            a tak z tyłu
            tak oto się posuwa małpolud na autostradzie ;)
        • szwedzka.pl Re: Firma wydawnictwo albo parawydawnictwo 12.02.06, 00:11
          Napisałem wyraźnie, że podstawą pozytywnej oceny firmy wydawnictwa jest uczciwe
          powiedzenie autorowi, co oferuje, i niemydlenie mu oczu. Stąd zresztą moja
          uprzednia krytyka My Booka. Wygląda na to, że Fabuła, niestety, stosuje te same
          zagrywki. Skoro Fabuła chce twierdzić, że jest klasycznym wydawnictwem, to
          nagle wszystkie pytania Skajstopa stają się zasadne.
          Co do Empików, to albo jesteś świadomie wprowadzana w błąd, albo sama
          właścicielka nie wie, jak to funkcjonuje, co na jedno wychodzi. Empik
          współpracuje wyłącznie z hurtowniami, a nie bezpośrednio z wydawcami. A nawet
          gdyby, to znowu to, co napisał Skajstop: jak kilkanaście książek może trafić do
          wszystkich sklepów Empiku, skoro jest ich znacznie więcej? Jeśli rozważany jest
          dodruk, to kto ma za niego zapłacić, Ty czy Fabuła?
          Ergo, rozważ, czy nie lepiej wypowiedzieć umowę i zacząć od nowa poszukiwania
          normalnego wydawnictwa. Może za wcześnie się zniechęciłaś? Publikacja w My
          Booku czy Fabule powinna być rozważana dopiero po wyczerpaniu naprawdę
          wszystkich możliwości publikacji w klasycznym wydawnictwie.

          Paweł
          --
          Hjalmar Söderberg - pisarz
          • teano_laura do szwedzka 12.02.06, 18:16
            szwedzka.pl napisał:


            > Ergo, rozważ, czy nie lepiej wypowiedzieć umowę i zacząć od nowa poszukiwania
            > normalnego wydawnictwa. Może za wcześnie się zniechęciłaś? Publikacja w My
            > Booku czy Fabule powinna być rozważana dopiero po wyczerpaniu naprawdę
            > wszystkich możliwości publikacji w klasycznym wydawnictwie.

            Jak napisałam powyżej - byłam świeżo po "zawodzie miłosnym" ;) to znaczy w
            sytuacji "już był w ogródku, już witał się z gąską" Miałam w ręku wzór umowy i
            dogrywaliśmy terminy, już, juz mieli umowę wysłać pocztą do podpisu, kiedy
            nagle wydawnictwo się wycofało.
            A to co twierdziła Fabuła było jak Rycerz na białym koniu. Sytuacja jak z
            Grocholi - niewierny odchodzi i pojawia się "Niebieski" na oko lepszy
            od "byłego", wymaga tylko pewnych nakładów na starcie i może trochę pracy
            później, ale efekt miał być porównywalny.

            Przyznam Ci się, że rozważam wypowiedzenie umowy i przy okazji moja prośba, bo
            wiem, że się na tych sprawach znasz - jak się za takie wypowiedzenie zabrać,
            żeby sie nie obudzic z ręką w nocniku?
            --
            małpolud dojechał tu, na swoim rowerku
            z przodu wygląda tak
            a tak z tyłu
    • annabellee1 Re: Stara, stara :-) 11.02.06, 15:17
      To co Szwedzka napisal daje do myslenia.Moze miast wdawac sie w jalowe dyskusje
      o zaniknietej Czarnejbabie pogadamy konstruktywnie co zrobic by pisarzom lepiej
      bylo.Ostatnio wpadlam na pomysl by sie zapisac do SPP.Poszlam weszlam i
      zainteresowalam sie jakie sa tez są korzysci z przynaleznosci do Zwiazku czy
      raczej obecnie Stowarzyszenia. Okazuje sie ze ..zadne.Mityczny ZLP - miesce
      gdzie siedzial na stolku Iwaszkiewicz i rzadzil nic teraz nie zapewnia swoim
      czlonkom.
      No to po co ono jest?? Czy ktos nalezy? A jak nalezy to po co?
      Ja pomyslalam ze moze mi choc nekrolog oglosza....
      Ale czy to wystarczajacy powod by sie zapisac? A w latach moich studiow to bylo
      miejsce mityczne..
      • skajstop Re: Stara, stara :-) 11.02.06, 15:53
        annabellee1 napisała:

        > To co Szwedzka napisal daje do myslenia.Moze miast wdawac sie w jalowe
        > dyskusje o zaniknietej Czarnejbabie pogadamy konstruktywnie co zrobic by
        > pisarzom lepiej bylo.Ostatnio wpadlam na pomysl by sie zapisac do SPP.Poszlam
        > weszlam i zainteresowalam sie jakie sa tez są korzysci z przynaleznosci do
        > Zwiazku czy raczej obecnie Stowarzyszenia. Okazuje sie ze ..zadne.Mityczny ZLP
        > - miesce gdzie siedzial na stolku Iwaszkiewicz i rzadzil nic teraz nie
        > zapewnia swoim czlonkom.
        > No to po co ono jest?? Czy ktos nalezy? A jak nalezy to po co?
        > Ja pomyslalam ze moze mi choc nekrolog oglosza....
        > Ale czy to wystarczajacy powod by sie zapisac? A w latach moich studiow to
        > bylo miejsce mityczne..

        To jest rzeczywiście problem. Lepiej by było zrobić inny wątek, ale OK.

        Moim zdaniem w tej chwili nie ma związku, który by nas reprezentował, bo zarówno
        SPP jak i ZLP to tylko sentymenty i polityka, potrzeba zaś prawników, czyli
        jakiejś formuły związku zawodowego. Ludzi świetnie obeznanych zarówno w realiach
        rynkowych, jak i dysponujących wiedzą nt. prawa autorskiego i pokrewnych.

        Wiem, że były podejmowane próby zgrupowania kilkunastu-kilkudziesięciu
        autorów/autorek i uczynienia ich zalążkiem takiej organizacji, ale chyba nic z
        tego nie wyszło... i każdy z nas działa nadal na własną rękę.

        Z drugiej strony, odpowiedzcie szczerze: oddalibyście część tantiem na rzecz
        takiej organizacji? Bo z tego co wiem, bezradność SPP i ZLP rozbija się nie
        tylko o mentalność, także o brak pieniędzy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka