Dodaj do ulubionych

Czy 200 zł, na początek, to rozsądna oferta,

17.08.08, 20:28
za arkusz wydawniczy, czyli, jak powiedziano ok. 22 stron
znormalizowanego tekstu. Chodzi o pisanie jak najbardziej typowych
romansów. Dowiedziałam się niedawno o czymś takim i jestem nieco
zdziwiona. Sądziłam, że honorarium autorskie jest zawsze procentem
od ilości sprzedanych egzemplarzy, ale nie jestem w tych tematach
zorientowana. Czy Ktoś może się w tej kwestii wypowiedzieć?
Edytor zaawansowany
  • ciemnanocka 17.08.08, 20:39
    Moim zdaniem to mało...
    --
    CiemnaNocka
    Milaczek :)
  • micko2 17.08.08, 20:45
    I tak nigdy nie będziesz wiedziała ile egzemplarzy sprzedano i za
    ile, więc lepiej mieć honorarium niż procent od sprzedaży.
    Moim zdaniem 200 zł to dużo. Powinni nic nie płacić, bo i tak zawsze
    znajdzie się ktoś, kto napisze za darmo...


    --
    The Dalavich Times
  • ewaluna222 17.08.08, 21:45
    tak sobie w kierunku mało. ale jeśli jesteś w stanie produkować
    romanse w ilościach hurtowych to zawsze jest to jakaś kasa, bo
    przeciez taki romans musi mieć ze 150 stron. a, i jeszcze jedno:
    często lepiej wychodzi się właśnie na stawkach za arkusz czy ilość
    stron niż na procencie od sprzedaży. według stawki, o której
    piszesz: za 150 stron dostaniesz od razu ok. 1500 zł. A gdyby
    stawiać na procent od sprzedaży sądzę, że na początek byłoby to 10-
    15% od hurtowej ceny książki. Kasę wypłacają w transzach, nie
    wiadomo, ile egzemplarzy się sprzeda itp...
  • agatta7 17.08.08, 22:55
    Chcesz być wyrobnikiem? Za marny tysiąc będziesz ślęczeć nad
    książką? Jeszcze zrozumiałabym, gdyby chodziło o opowiadanie...
  • gwiazdeczka-z-nieba 18.08.08, 00:06
    Dziękuję za odpowiedzi. Taką propozycję dostałam od jednego z
    wydawnictw, do którego wysłałam moją powieść, jeszcze tego samego
    dnia. (Zdziwiło mnie to nieco, gdyż moja powieść nie jest romansem.)
    Poza tym ta propozycja to jest właśnie taka "taśmowa produkcja",
    wszystko oparte na tym samym schemacie. Czy ma to coś wspólnego z
    prawdziwą literaturą? (ale to temat na osobny wątek).

  • nobullshit 17.08.08, 23:44
    Stawki dla tłumaczy literatury są dwa - trzy razy wyższe. :)

    Natomiast zgadzam się z przedmówcami: brać za arkusz, a procent od nakładu
    powyżej iluśtam tysięcy negocjować osobno.

    --
    Ne fourrez pas votre nez dans les soupes d'autrui.
  • braineater 18.08.08, 20:02
    nobullshit napisała:

    > Stawki dla tłumaczy literatury są dwa - trzy razy wyższe. :)
    >
    > Natomiast zgadzam się z przedmówcami: brać za arkusz, a procent od nakładu
    > powyżej iluśtam tysięcy negocjować osobno.
    >
    To się nazywa rozdmuchiwanie oczekiwań:)
    "bywają" jest chyba bardziej adekwatne...

    P:)

    --
    I've never been cleverbecause need it never
  • micko2 18.08.08, 21:10
    Bo i przetłumaczyć jakiś romans jest trudniej niż go napisać, bo
    autor sobie pisze co mu ślina na język przyniesie, a tłumacz musi
    tak, jak mu każą... :-)
    --
    The Dalavich Times
  • jacek1f 18.08.08, 21:14
    w NORMALNYCH wydawnictwach. 25-32 zł za stronę daje ponad 600 zł za
    arkusz jako normadla dobrego, zwykłego tłumacza.
  • braineater 18.08.08, 21:21
    jacek1f napisał:

    > w NORMALNYCH wydawnictwach. 25-32 zł za stronę daje ponad 600 zł za
    > arkusz jako normadla dobrego, zwykłego tłumacza.

    Wiem, wiem, tak sobie tylko szpilki wsadzam niewinnie:) Ale faktycznie parę razy
    trafiły mi się propozycje współpracy, gdzie wynagrodzenie za arkusz oscylowało w
    granicach 250/300 złotych (przekleństwo popularnego języka, poniekąd, Niebzdura
    o ile dobrze pamiętam siedzi w trochę węższej niszy)i w dwóch przypadkach były
    to wydawnictwa z gatunku 'renomowanych' (nie muszę dodawać, że po tego typu
    pomysłach straciły w moich oczach jakąkolwiek renomę:)

    P:)
    --
    I've never been cleverbecause need it never
  • jacek1f 18.08.08, 21:40

  • nobullshit 18.08.08, 23:46
    braineater napisał:
    > jacek1f napisał:
    >> w NORMALNYCH wydawnictwach. 25-32 zł za stronę daje ponad 600 zł
    >> za arkusz jako normadla dobrego, zwykłego tłumacza.
    > Wiem, wiem, tak sobie tylko szpilki wsadzam niewinnie:)

    Szpilki szpilkami, ale przy stawce 600 zł za arkusz też ciężko wyżyć, nawet
    tłumacząc arkusz w tydzień (ja taka szybka nie jestem). Wychodzi poniżej
    średniej krajowej! A jeszcze ZUS trzeba zapłacić...
    Kto nie ma bogatego męża / żony albo etatu, musi dodatkowo chałturzyć. :(

    (A teraz odezwie się kolega Micko2...)

    --
    This world is totally fugazi.
  • semirades25 19.08.08, 13:48
    nobullshit napisała:

    > braineater napisał:
    > > jacek1f napisał:
    > >> w NORMALNYCH wydawnictwach. 25-32 zł za stronę daje ponad 600

    > >> za arkusz jako normadla dobrego, zwykłego tłumacza.
    > > Wiem, wiem, tak sobie tylko szpilki wsadzam niewinnie:)
    >
    > Szpilki szpilkami, ale przy stawce 600 zł za arkusz też ciężko
    wyżyć, nawet
    > tłumacząc arkusz w tydzień (ja taka szybka nie jestem). Wychodzi
    poniżej
    > średniej krajowej! A jeszcze ZUS trzeba zapłacić...
    > Kto nie ma bogatego męża / żony albo etatu, musi dodatkowo
    chałturzyć. :(
    >
    > (A teraz odezwie się kolega Micko2...)

    No to ja jestem ździebko szybsza, bo przeciętnie tłumaczę tygodniowo
    2 arkusze i to za taką stawkę, że wolę zmilczeć:( Choć muszę w tym
    miejscu dodać, iż moje książki to totalne banały o bardzo przyjemnej
    treści, dlatego i tak wychodzę na swoje.
    Niestety mimo wiedzy i doświadczenia z lansem jest u mnie bardzo
    cieniutko i czytając Wasze posty powoli zaczynam wpadać w kompleksy;)
  • braineater 19.08.08, 14:14
    semirades25 napisała:

    > nobullshit napisała:

    > Niestety mimo wiedzy i doświadczenia z lansem jest u mnie bardzo
    > cieniutko i czytając Wasze posty powoli zaczynam wpadać w kompleksy;)

    Cały lans polega na tym, że piszesz sobie wzorcowego, wazeliniarskiego maila,
    jak to ci się dotychczasowe książki wydawnictwa podobały i jak bardzo czułabyś
    się doceniona, mogąc nawiązać współpracę - potem już tylko wystarczy zmieniać
    nagłówki :). A reszta już zależy od jakości próbki (bo to jednak jakość
    ważniejsza jest od lansu i bez niej nawet najbardziej włazidupski mail nic nie
    da). Naprawdę próbuj, jeśli dobrze tłumaczysz, to ktoś Cię w końcu przygarnie :)

    P:)
    --
    I've never been cleverbecause need it never
  • jacek1f 19.08.08, 17:30
    średnio 6-7 stron dziennie... to nie jesteś jakąś błyskawicą :-)
    Przy lekkich, łatwych i przyjemnych szczególnie.

    Chyba że to tylko dorywka, czyli nie normalna praca, ale "po
    godzinach" ? Albo język z górnej grupy moze?

    Może odezwij się na maila do mnie, jeśli zechcesz.
  • semirades25 21.08.08, 12:47
    jacek1f napisał:

    > średnio 6-7 stron dziennie... to nie jesteś jakąś błyskawicą :-)
    > Przy lekkich, łatwych i przyjemnych szczególnie.
    >
    > Chyba że to tylko dorywka, czyli nie normalna praca, ale "po
    > godzinach" ? Albo język z górnej grupy moze?

    Odpowiedziałam na privie:)
    >
    > Może odezwij się na maila do mnie, jeśli zechcesz.
  • jacek1f 21.08.08, 13:24

  • semirades25 21.08.08, 14:00
    jacek1f napisał:

    Tym razem powinno już dotrzeć.
    A od Ciebie nic nie otrzymałam:(
  • semirades25 18.08.08, 22:10
    jacek1f napisał:

    > w NORMALNYCH wydawnictwach. 25-32 zł za stronę daje ponad 600 zł
    za
    > arkusz jako normadla dobrego, zwykłego tłumacza.

    Szkoda, że mam pecha i jakoś nie mogę trafić na takie normalne
    wydawnictwo. Ostatnio usłyszałam od swojego szefa, że 20zł za stronę
    otrzymuje naprawdę wybitny tłumacz heh!
  • braineater 18.08.08, 22:29
    To możesz powiedzieć szefowi w takim razie, że żyjemy w kraju, gdzie jakieś 90%
    tłumaczy jest ponad-wybitnych, a pozostałe 10% poluje na oferty na globtrze.
    Serio, za stawkę poniżej 25 pln nie warto się nawet nad daną propozycją
    zastanawiać. Przyjmowanie takich zleceń to podcinanie gałęzi na której się
    siedzi. A takie wydawnictwa, o których pisze Jacek naprawdę istnieją i nie jest
    wcale aż tak ciężko się do nich wkręcić - odrobina pozytywnie ukierunkowanego
    autolansu, plus dobre próbki są w stanie otworzyć większość drzwi.
    --
    I've never been cleverbecause need it never
  • micko2 18.08.08, 23:20
    No chyba, że już się kiedyś tłumaczyło instrukcję obsługi lodówki
    P407, a teraz ma się zlecenie na P408 i zleceniodawca nie zmusza do
    jakiegoś Tradosa, to można robić i za 25...
    --
    The Dalavich Times
  • ojuciasan 18.08.08, 03:53
    Myślę, że jak na początek to zupełnie rozsądna oferta :) Nie jest oszałamiająca,
    ale jeśli się sprawdzisz - zażądasz więcej. Oni też kupują przysłowiowego "kota
    w worku" (bez urazy, kot zawsze jest piękny, ale ktoś może oczekiwać raczej np.
    krokodyla!). Uważaj tylko, co podpisujesz w umowie. Pospisuj umowę na razie na
    jeden tekst.
  • bandism 19.08.08, 20:27
    A ja uważam, że to niewiele. Dla porównania cztery lata temu pisałem opowiadania
    drukowane w czasopiśmie dla dzieci. Za jedno około 3,5 - 4 tys. znaków płacono
    mi też 200 zł. Cztery lata temu. Spróbuj więc walczyć:)
  • ojuciasan 19.08.08, 22:19
    Tak, ale za autorskie opowiadanie to trochę co innego. Tu jest jakby "hurt" ;-)
    To się trochę inaczej liczy. Zwłaszcza, kiedy ma to być duże zamówienie, trochę
    na próbę, ale ostatecznie może nawet długofalowe. W efekcie bardziej opłacalne
    od pisania opowiadań, których długość i liczba jest ograniczona. Nawiasem
    mówiąc, przez te 4 lata stawki za opowiadania dla czasopism raczej nigdzie nie
    wzrosły...
    Ja bym jednak radziła zgodzić się na początek na te warunki, a negocjować przy
    kolejnym tekście. Chętnych może być wielu, szkoda tracić okazję na stałą
    współpracę.
  • bandism 19.08.08, 23:13
    Dla porównania mój znajomy napisał jakiś czas temu kolejną część przygód Pana
    Samochodzika. Nie znam objętości, myślę jednak, że porównywalna z romansem.
    Zarobił ok 6 tys.
  • ojuciasan 19.08.08, 23:38
    Takie automatyczne przeliczanie nie zawsze się sprawdza. Pan Samochodzik to
    legenda i ktoś z tego skorzystał. Wszystko zależy od wydawnictwa, od "dzieła" i
    od popularności autora. Romans na zlecenie, według odgórnego scenariusza - to
    coś bardzo specyficznego. Zwłaszcza, że mogą po nim nastąpić kolejne romansidła.
    A to już prawie praca na etacie :)
  • gwiazdeczka-z-nieba 19.08.08, 23:54
    Dziękuję za wszystkie opinie i rady. Myślę, że jednak zdecyduję się
    na początek na podane warunki i podpiszę umowę na jeden tekst. Jeśli
    będzie mi się nad tym fajnie pracowało i zdecyduję się dalej to
    robić, będę negocjować bardziej atrakcyjne warunki, łącznie z
    procentem od sprzedaży powyżej iluś tam egzemplarzy.
    Wiem, że takie romansidła to nie jest Literatura przez duże L, ale
    jeśli będzie wszystko dobrze, to mogą stanowić w miarę pewne źródło
    dochodu, tak by w spokoju pracowac nad "Prawdziwymi powieściami" i
    czekać cierpliwie, na wydawnictwo, które zdecyduje się je wydać.
    Acha. to będą romansidła, z tych które kupuje się w kiosku, więc
    objętościowo niezbyt duże. z tego co pamiętam Pan Samochodzik
    (kiedys czytałam całą serię) był obszerniejszy - ale to tak na
    marginesie, poza tym miał bardziej skomplikowaną fabułę.
  • ojuciasan 20.08.08, 03:03
    I tak trzymaj, Gwiazdeczko :) A co do romansideł - każda literatura może być
    "prawdziwa", jeśli ją dobrze napiszesz i jeśli trafi ona do ludzi - których
    poruszy, wzruszy, czegoś nauczy lub na coś pomoże. Nie ma "prawdziwych" i
    "nieprawdziwych" powieści. Są tylko dobrze lub źle napisane (chyba, że
    potraktujemy rzecz w kategoriach prawdy i fałszu, ale to na jedno wychodzi).
    Powodzenia.
  • micko2 20.08.08, 08:20
    "Jeśli będzie mi się nad tym fajnie pracowało i zdecyduję się dalej
    to robić, będę negocjować bardziej atrakcyjne warunki, łącznie z
    procentem od sprzedaży powyżej iluś tam egzemplarzy."

    Po co ktoś miałby Ci oferować lepsze warunki, skoro już udowodnisz,
    że będziesz pracować na gorszych?


    --
    The Dalavich Times
  • jacek1f 20.08.08, 10:08
    "negocjować" inne - lepsze dla niej warunki, a to wielka różnica.

    Jeśli będą zadowoleni, to się zgodzą, jeśli nie to nie.

    Co to ma wspólnego z pierwszym zleceniem - próbą dla dwóch stron?
  • micko2 20.08.08, 11:00
    1. Negocjacje to coś za coś. Jeśli będzie chciała więcej forsy to i
    więcej będzie musiała dać. Dlaczego ktoś miałby zgodzić się na
    lepsze warunki dla niej nie otrzymując nic w zamian?

    2. Jak będą zadowoleni to nie będą niczego zmieniać. Zmienia się
    coś, z czeggo jest się niezadowolonym. Przynajmniej normalni ludzie
    tak robią.

    --
    The Dalavich Times
  • gwiazdeczka-z-nieba 20.08.08, 11:37
    1.Tak jak wcześniej wspomniałam, pierwsza umowa będzie na jedną
    książkę. Jeśli wydawca będzie zadowolony i jeśli ja będę chciała
    dalej z nim współpracować to będzie następna umowa. I wtedy będę
    negocjować wyższą stawkę. A oni, jeśli będą zadowoleni, to będą
    musieli się zgodzić. A w zamian otrzymają następną książkę. A jeśli
    pierwsza im się spodoba (czytaj dobrze sprzeda) to chyba będzie im
    troche zależeć? I żeby nie było, że mam od razu jakiś przerost
    ambicji i zbyt wysokie mniemanie o sobie. Ja nie zakładam, że od
    razu odniosę tutaj jakiś oszałamiający sukces, pierwsze miejsca na
    listacj bestsellerów i te sprawy.

    2. Zgadzam się z tym, że oni, jeśli będą zadowoleni to nie będą
    chcieli nic zmieniać. Ale jest druga strona medalu. Wtedy ja mogę
    być niezadowolona i będę chciała coś zmienić. No i jeśli im będzie
    zależeć na współpracy to będą musieli się zgodzić na te zmiany.
    Oczywiście w rozsądnych granicach, wiadomo, że nie zażądam jakiejś
    kwoty z kosmosu. Zobaczymy co z tego wyniknie.
  • braineater 20.08.08, 11:58
    gwiazdeczka-z-nieba napisała:

    > 1.Tak jak wcześniej wspomniałam, pierwsza umowa będzie na jedną
    > książkę. Jeśli wydawca będzie zadowolony i jeśli ja będę chciała
    > dalej z nim współpracować to będzie następna umowa. I wtedy będę
    > negocjować wyższą stawkę. A oni, jeśli będą zadowoleni, to będą
    > musieli się zgodzić. A w zamian otrzymają następną książkę. A jeśli
    > pierwsza im się spodoba (czytaj dobrze sprzeda) to chyba będzie im
    > troche zależeć? I żeby nie było, że mam od razu jakiś przerost
    > ambicji i zbyt wysokie mniemanie o sobie. Ja nie zakładam, że od
    > razu odniosę tutaj jakiś oszałamiający sukces, pierwsze miejsca na
    > listacj bestsellerów i te sprawy.

    Nie próbuję Cię w żaden sposób zrażać, bo fucha sama z siebie wydaje się
    sympatyczna, tylko niestety istnieje coś takiego, jak pułapka pierwszej stawki -
    raz zgodzisz się na 200 za arkusz i już w tym momencie utrudniasz sobie dalsze
    negocjacje - no bo jak to, przecież poprzednią zrobiła pani za tyle, a teraz
    będzie pani robiła to samo, a nawet ma pani łatwiej, bo schemat się nie
    zmieniania, trzeba tylko wymyślić imiona i scenografię. Jeśli ta robota nie jest
    trudna (nie wiem, nie znam się na pisaniu), to zawsze możesz, mimo tego, że na
    przykład napiszesz romansidło wybitne - czego Ci życzę - usłyszeć, że mają na
    pęczki takich, którzy zrobią im to za te 200. To jest ponury scenariusz, ale
    naprawdę za pierwszym razem dobrze jest się postarać wynegocjować jak najwyższą
    stawkę, i nie wierzyć, że kiedyś będzie więcej, jak się poznamy, polubimy itd.
    Tam gdzie w grę wchodzą umowy i taśmowa produkcja, raczej się nie zwraca aż
    takiej uwagi na to że się lubimy i że napisałaś coś, co wystaje ponad przeciętność.
    --
    I've never been cleverbecause need it never
  • gwiazdeczka-z-nieba 20.08.08, 12:33
    Właśnie otrzymałam mailem umowę. I już widzę w niej pewne zgrzyty. W
    umowie jest kwota brutto a nie netto i termin, w którym wstępnie
    określiłam skończenie książki jest wpisany jako termin do kiedy
    dostarczę im tekst w formie wydruku (a wiadomo jak działa poczta).
    Napisałam im to wszystko. Zobaczymy co odpowiedzą. Coś czuję, że
    jeszcze się okaże, że nic z tego wszystkiego nie wyjdzie. Szkoda bo
    całkiem fajnie mi się to pisze.
  • jacek1f 20.08.08, 13:21

  • agatta7 20.08.08, 13:44
    Jak długo będziesz pisała książkę?
  • gwiazdeczka-z-nieba 20.08.08, 18:00
    Zakładam tydzień, przy jednoczesnym zajmowaniu się bardzo ruchliwym
    dwulatkiem - niejadkiem, moim synkiem ;-). To ma być 96 stron
    maszynopisu.
  • agatta7 20.08.08, 19:23
    Tydzień? No to szczęka mi opadła :)
  • gwiazdeczka-z-nieba 20.08.08, 19:51
    To długo czy krótko? jakieś 20 stron na dzień, jeden dzień na
    poprawki. Fabuła jest już dość szczegołowo wymyślona, bo trzeba było
    to zrobić wcześniej. Tak zakładam, a jak wyjdzie? Dam znać, jeśli
    będziesz chcieć :-)
  • drzema 04.09.08, 10:24
    Hmm, jak na mój gust, strasznie marnie płacą. Ale to kwestia gustu ;)

    Ale ciekawa jestem, jak Twoje założenia Gwiazdeczko odnośnie do dziennej normy
    (gwiazdeczka-z-nieba napisała:
    > jakieś 20 stron na dzień, jeden dzień na
    > poprawki ) a rzeczywistość - udało Ci się pisać w takim tempie?
    Ja też początkująca jestem i w związku z tym określenie tempa pracy jest dla
    mnie bardzo trudne i boję się takich ambitnych założeń. Za mało mam doświadczenia.
    Jak Ci poszło? Pozdrawiam.
  • gwiazdeczka-z-nieba 04.09.08, 16:39
    Te 5 arkuszy pisałam łącznie 6 dni. W czasie się to trochę
    przesunęło gdyż musiałam zostać z dzieckiem kilka dni w szpitalu,
    więc jeden dzień pisania był przed a reszta po. w tym czasie
    zajmowałam się moim dwuletnim synkiem więc pisałam wtedy gdy się
    ładnie bawił, szedł z mężem na spacer a głównie jak poszedł spać i
    zanim wstał.
    Okazało się, że jednak potrzebne jest jeszcze ok 50 000 znaków.
    zaczęłam to pisać późnym popołudniem jednego dnia i skończyłam
    następnego dnia do południa (w nocy spałam). To, że trzeba było
    dopisać to mi nie przeszkadzało, bo rozliczenie będzie za arkusz.
    W tym przypadku to było "samo pisanie", pomysł był wcześniej
    zatwierdzony. Poza tym to w gruncie rzeczy takie wyrobnictwo więc
    nie wiem ile czasu człowiek da radę coś takiego pisać zanim sie nie
    wypali?
    Jeśli chodzi jeszcze o tempo pracy to u mnie trzeba wziąć poprawkę
    na dziecko. nawet jeśli się samo ładnie bawi w swoim pokoju, to
    jeśli jest zbyt długo cicho i tak musisz iść zobaczyć dlaczego jest
    cicho.
    jeśli chodzi o zapłatę to też jestem zdania, że nie są to kokosy,
    ale: pomyślałam, że od czegoś trzeba zacząć, poza tym i tak siedzę
    na razie w domu z dzieckiem, więc i tak nie zrobiłabym w tym czasie
    nic bardziej opłacalnego.
    Jeśli zdecyduję sie dalej pisać takie rzeczy, chciałabym, tak jak
    powiedziałam spróbować wynegocjować większą stawkę. Są
    zainteresowani następnymi podobnymi romansidłami.
    Pozdrawiam.
  • ojuciasan 20.08.08, 14:48
    Podawana kwota zawsze jest kwotą brutto. Ale możesz oczywiście napisać, że taką
    kwotę chcesz mieć na rękę i że w ten sposób zrozumiałaś ich wstępne deklaracje.
    Tym bardziej termin negocjuj, nie powinno z tym być problemów, chodzi w końcu
    tylko o jakiś zapas (tydzień?). Pozdrawiam.
  • gwiazdeczka-z-nieba 20.08.08, 18:07
    Tak, ale oni raz podali kwotę ze słówkiem "netto" a raz "brutto",
    ale już to wyjaśniliśmy. Będzie to te 200 zł netto, za arkusz. Ma
    być pięć arkuszy. Czyli 1000 zł na rękę za całość. Jeśli chodzi o
    termin to też już się porozumiałam z nimi i będzie przesunięty. (Po
    prostu chodzi o to, że jutro mój synek ma zabieg w szpitalu i nie
    wiem jak będzie się po tym czuł, a tym samym ile czasu będę mogła w
    ciągu najbliższych dni poświęcić na pisanie.) Również pozdrawiam.
  • ojuciasan 20.08.08, 18:12
    Bierz to i się na razie nie zastanawiaj :) Robota lekka, przyjemna, jakiś tam
    dorobek też będzie, forsa zawsze coś, no i możliwości na przyszłość. Powodzenia
    i trzymam kciuki za synka!
  • gwiazdeczka-z-nieba 20.08.08, 18:34
    Dzięki. Tak sobie myślę, że to czy ten 1000 zł to dużo czy mało, to
    jeszcze zależy od tego gdzie się mieszka. Mam porównanie bo w czasie
    studiów mieszkałam w dużym mieście, a teraz znowu w moim rodzinnym
    mieście powiatowym.Zupełnie inne koszty utrzymania.
    Napiszę to, na takich warunkach, a później zobaczymy co będzie
    dalej.
  • ojuciasan 20.08.08, 18:54
    Słusznie. 1000 tak czy inaczej nie jest dużo, ale zawsze to jakiś początek. I
    jeszcze jedno: Zawsze przy kolejnej książce negocjuje się wyższą stawkę. To
    normalna zasada.
  • micko2 20.08.08, 15:00
    Zgadzam się z kol. braineaterem poza tym, że fucha wydaje się
    sympatyczna. Mnie wydaje się wyjatkowo niesympatyczna.
    --
    The Dalavich Times
  • micko2 20.08.08, 14:59
    1. Raczej zapytają cię dlaczego za coś co kosztuje 200 mają płacić
    300.
    --
    The Dalavich Times
  • gwiazdeczka-z-nieba 20.08.08, 18:26
    A jeśli teraz podbiję stawkę i oni podziękują mi za jakąkolwiek
    współpracę, argumentując, że mają mnóstwo osób, które zrobią to za
    200 zł, albo nawet za darmo?
    Gdybym już miała w swoim dorobku coś wydanego drukiem to łatwiej
    byłoby mi od razu zażądać wyższej stawki.
    Wydaje mi się nawet takiego rodzaju publikacja to już jakiś punkt w
    cv. A może się mylę i może to raczej zaszkodzić?
    A jeśli oni nie zgodzą się później na podwyższenie stawki to pójść
    do konkurencji?
  • micko2 20.08.08, 18:40
    No, już takie myslenie ma jakiś sens. Fragment, albo streszczenie
    tego co piszesz możesz wysłac i innym, uprzedzając, że to dzieło
    zostało już kupione, ale za 300 mozesz napisac podobne.

    W CV nie podajesz przecież, za ile swój towar sprzedałaś. Jeśli masz
    zamiar nadal pisać coś takiego to pomoże. Nawet jeśli coś innego, to
    też.

    W każdym razie przestrzegam przez czymś takim:
    Kelner: Smakował państwu wczorajszy obiad za 100?
    Klient: Tak, był bardzo dobry, doskonały i tak tanio.
    Kelner: W takim razie dzisiaj ten obiad kosztuje 150.

    Nikt nie zapłaci i każdy wyjdzie nawet jeśli to będzie 102, a nie
    150.

    Co do kwot brutto. W przypadku umów cywilnoprawnych podajesz kwotę
    brutto. Zleceniodawcę nie obchodzą TWOJE podatki. On liczy sobie
    opłacalność swego przedsięwzięcia nie zawracając sobie głowy TWOIMI
    podatkami. W przypadku faktur VAT istotna jest kwota netto, bo VAT
    nie jest kosztem i firm nie intertesuje (no może trochę - bo
    wydawnictwa pół roku czekają na jego zwrot).
    --
    The Dalavich Times
  • gwiazdeczka-z-nieba 20.08.08, 20:04
    Dzięki. Tak zrobię. Zobaczymy co z tego wyniknie. Nie nastawiam się
    na jakąś zawrotną karierę pisarki romansów. No ale czas pokaże...
    jeszcze niedawno nie przypuszczałam, że w ogóle będę coś takiego
    pisać.
    Dzięki również za informacje odnośnie tych kwot brutto i netto.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka