Dodaj do ulubionych

Jeździectwo naturalne - chcę dyskusji a nawet

13.06.07, 12:11
kłótni. Niech wreszcie raz a dobrze wszyscy, którzy mają przemyślenia na ten
temat, praktykę wypowiedzą się wyraźnie. Bo nasza narodowa skłonność do
robienia sobie wroga z każdego zaczyna mnie potężnie męczyć. Tworzą się
frakcje, a niekiedy wręcz religie a ja proszę Was - wszystko co widzicie
dobrego i złego. Zróbmy raz porządną merytoryczną dyskusję bez osobistych
wycieczek. Jesteście w stanie?
Edytor zaawansowany
  • drimeth 15.06.07, 10:32
    Witam,
    Czy pod pojęciem jeździectwa naturalnego rozumiesz podejście do konia z
    wykorzystaniem metod Monty'ego Robertsa lub Pata Perelliego?
    Przyznam szczerze, że jeśli chodzi o metody Monty'ego to znam w teorii, nigdy
    nie miałam okazji sama wypróbować (brak swojego konia), ale myślę, że zdałyby
    egzamin. Natomiast metody Pata Perlliego nie bardzo znam, więc osądzać nie będę,
    ale znam ludzi, którzy są bardzo zadowoleni z takiej metody porozumienia z koniem.
    Rozwiń może bardziej temat, bo jeździectwo naturalne to bardzo szerokie pojęcie :)
    Pozdrawiam,
  • dobrotka06 18.06.07, 14:09
    Tak właśnie się to określa, choć zarówno metod jak i wykonawców jest duuuużo
    więcej niż tylko tych dwóch. Ci dwaj narazie zmonopolizowali nasz nędzny rynek
    jeździecki, ale wydaje mi się też, ze to kwestia czasu będzie. W końcu znajdą
    sie ciekawscy, którzy dla spokoju własnego sumienia wypuszczą sie w
    poszukiwaniu innych "instrukcji obsługi" do swoich czworonogów.
  • larka7 06.08.07, 17:34
    Natural horsmanship - jeździectwo naturalne - dla mnie to zrozumiałe
    pojęcie - w moim odczuciu chodzi o to żeby wczuć sie w jazde a nie
    stosować "instrukcji obsługi" typu łydka palcat.
    Wg mnie ma przyszłosć w rekreacji i dla tych którzy naprawde kochają
    konie.
    Jest kilka miejsc w Polsce gdzie można praktykować to cudo. Ja znam
    jedno - ale narazie się przymierzam żeby tam sie wybrać - słyszałam
    pochlebne opinie.
  • larka7 10.08.07, 17:29
    nie wiedziałam, że to forum takie troche "martwe" jest
    a z drugiej strony mam nadzieje, że zamiast przed komputerem
    siedzicie w siodle ;-)
  • eboniet 17.08.07, 13:17
    Dawno sie nie udzielalam:-)

    Polecam ksiazke Lindy Kohanov - "The Tao of the Horse". Traktuje nie
    tylko o jezdziectwie naturalnym, ale przede wszystkim o tym, jak
    waznym jest nie zapominanie o wlasnej intergracji/kongruencji
    emocjonalnej w kazdym kontakcie z koniem.

    Co wspominanych metod M. Robertsa i P. Parrellego - znam je obie
    (nie jestem specjalistka, ale stosowalam je w praktyce), stosowalam
    je na zasadzie "wymieszania" i musze powiedziec, ze przynosza dobre
    rezultaty przy koniach z trauma, zneurotyzowanych, a takze, co
    bardzo wazne, pomagaja osiagnac stopien komunikacji z koniem, ktory
    umozliwia wspolprace, a nie kontrole. Zaznaczam, ze obie metody, aby
    przyniesc dobre rezultaty, powinny byc stosowane ze zrozumieniem, a
    nie na zasadzie kalki.
    Bardzo pozytywne rezultaty stosowania tych metod obserwuje na 5
    koniach (w tym dwa o dosc nerwowym charakterze) od 3 lat.

    Zgadzam sie z L. Kohanov - najlepsza metoda to chyba "wyciag" z ww
    metod (jest tez wiele innych), dostosowany do wlasnych umiejetnosci,
    stopnia zaawansowania swojego i konia, charaktery konia i tego, co
    sie chce wspolnie osiagnac. U mnie waznym byla przede wszystkim
    komunikacja z koniem, zaufanie i wspolpraca. Jezeli komus zalezy na
    dominacji nad koniem, to chyba nie tedy droga.

    Przepraszam za chaotycznosc, ale jestem w trakcie spotkania:-)

    Zle dla mnie to wlasnie te frakcje i brak tolerancji
    pomiedzy "wyznawcami" roznych metod:-)))
  • dobrotka06 17.08.07, 14:26
    No, nareszcie! Jakiś głos rozsądku!
    Powiedz gdzie można się w tą lekturę zaopatrzyć? Chętnie się
    zapoznam.

    Tak jak już wcześniej móiwłam metod i ich autorów jest sporo.
    Większość z tych metod to określone "instrukcje obsługi" tłumaczące
    chętnym gdzie i jak nalezy nacisnąć guziczek zeby uzyskać określony
    efekt. Mało kto, a właściwie nikt konkretnie nie wspomina, że te
    instrukcje są jedynie wskazówkami i nalezy je stosować z
    ograniczonym zaufaniem. Po co ktokolwiek miałby to mówić? Tu idzie o
    wielkie pieniądze.... Ale nie to mnie boli w całej tej szaleńczej
    gorączce naturalu. Kiedy parę razy śmiałam głośno skrytykować metody
    Pata Parellego (do niego samego nic nie mam, nie znam gościa ale
    podobno jest sympatyczny i dość w tej chwili odległy od tego co
    sprzedaje jego machina marketingowa zwana PNH) mało nie urwano mi
    łba. Zostałam wyklęta i niemal jak czarownica spalona na stosie. Po
    czym obrzucona dziwacznymi epitetami w stylu "głlupia klasyczka"
    (?!). Najśmieszniejsze było to, że ludzie którzy tak gwałtownie
    zareagowali, choć ćwiczyli zawzięcie seven games jakoś nie
    dogadywali się specjalnie ze swoimi końmi. I wiecie co mnie martwi
    jeszcze bardziej? Nie to że jestem w opozycji do dużej części
    końskiego światka. To na same konie nie ma wpływu. Ale to, że
    naprawdę widziałam jednego człowieka, dosłownie JEDNEGO, który
    naprawdę dogadywał się z końmi a nie tresował je czy "bezstresowo"
    układał zamieniając bat na carotstik. Wśród całkiem sporej reszty,
    która przyswoiła ideę zupełnie fragmentarycznie. A już ostatnio
    widziałam w pewnej stajni sporotwej na wybrzeżu PNH w praktyce w
    formie, która obudziła we mnie chęć natychmiastowego zamordowania
    pseudo trenera. Bo pomimo oryginalnych akcesoriów i super pewnej
    miny facet zaprezentował taki popis agresji, że mnie się włos na
    głowie zjeżył. Chodziło o dość popularny problem - wprowadzanie
    konia do przyczepy. Owszem, koń do przyczepy wszedł, a właściwie
    wleciał mając wybór: straaaaszna przyczepa albo jeszcze
    straaaaaszniejsze coś na zewnątrz. Ciekawy sposób interpretacji.
    Myślę, że gdyby zobaczył to sam PArelli to pewnie zamknąłby swoją
    szkołę z hukiem i poszedł zbierać ziółka. Tak się kończy chęc
    naprawy świata.
    I to mnie właśnie tak bardzo martwi.

    Dlatego szczególnie dziękuję eboniet za ten zupełnie
    zdroworozsądkowy wpis.
    --
    Moja strona
    www.trzebiska.prv.pl
  • eboniet 12.09.07, 16:24
    Literatury jest mnostwo - sprobuj na Amazon, pozycje L. Kohanow sa
    tam do kupienia. Przy okazji wyjdzie ci mnostwo ksiazek o zblizonej
    tematyce. Poza tym, w samej bibliografii Kohanow jest sporo bardzo
    interesujacych pozycji. Natural horseriding staje sie teraz bardzo
    popularny, mam jednak nadzieje, ze to nie tylko powierzchowna
    popularnosc, ale ze cos z tego podejscia zostanie, dla pozytku
    koniom.
    Ja mialam to ogromne szczescie, ze po wielu latach "tulania" udalo
    mi sie trafic do stajni, gdzie metody "natural horseriding" byly
    stosowane intuicyjnie, a wiele elementow wlascicielki wypracowaly
    same, na podstawie swietnej praktyki i absolutnie niesamowitej
    znajomosci koni, ktore traktowane sa jak partnerzy/przyjaciele. Dla
    osob z tradycyjnym podejsciem niektore z tych metod moga sie wydawac
    kontrowersyjne, ale sama jestem swiadkiem i nawet w pewntym sensie
    dowodem, ze na pewno te metody dzialaja:-)
    Co do krytyki -
    wydaje mi sie (powtarzam to za Kohanov, ale nic nie poradze, ze obie
    doszlysmy do tych samych wnioskow), ze najwieksza wine ponosi tu
    monopolizacja i niechec tworcow tych najbardziej znanych metod do
    indywidualnego podejscia adeptow. W duzym skrocie - jest to machina
    marketingowa, z ktora zwiazane sa ogromne pieniadze, istnieje system
    stopniow wtajemniczenia/zaawansowania, zazdrosnie strzezony, ale
    niewiele (a czesto wystepuje wrecz wrogosc) uwagi poswieca sie
    rozwijaniu i doskonalaniu tych metod na bazie indywidualnego
    doswiadczenia i wiedzy osoby, starajacej sie o tytul trenera danej
    metody (z czym wiaze sie np. mozliwosc dawania clinics pod
    auspicjami wielkiego nazwiska=kupa kasy). Te podejscie jest
    kopiowane przez uczniow. A stad do powierzchownosci (i braku
    zrozumienia, o co w tym wszystkim chodzi) w adaptowaniu tych metod
    droga juz bardzo bliska:-).
    Dla mnie naistotniejszy jest dobry kontakt ze zwierzeciem i
    zrozumienie jego mowy, a takze wzajemne zaufanie. A do tego trzeba
    cierpliwosci i checi poznania jezyka, jakim porozumiewaja sie te
    zwierzeta. Mozna do tego dojsc samemu, mozna korzystac ze zrodel
    (byle z glowa) i konfrontowac te wiedze nabyta z wlasnym
    doswiadczeniem.
    Wiem, ze jeszcze dluga droga przede mna i wiele sie jeszcze musza
    nauczyc, ale chyba podstawy mam juz w pewnym sensie zbudowane. A co
    najsmieszniejsze - mnie rowniez to pomaga na plaszczyznie
    emocjonalnej.
    A moj kon od kilku lat nie mial "stresowego" okulenia.

    E.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka