Dodaj do ulubionych

Jak niebezpieczna jest jazda konna ?

27.08.03, 11:42
Witam wszystkich !

Jeżdżę od 3 lat nieregularnie. Częściej w lecie i w wakacje.
Zaczeła moja córa a ja jako troskliwy tata, pilnując ją oczywiście z konia
(nie chcąc byc gorszy), wpadłem w to hobby po uszy.

Co sądzicie o bezpieczeństwie w czasie jazdy np. skoki a zwłaszcza galop po
lesie (dla mnie największa adrenalina).
Mam nie raz cykora o córę, dla mnie jest to olbrzymia frajda a przecież jej
nie mogę tego zabronić.

Pozdr.



Edytor zaawansowany
  • fioletka 29.08.03, 00:10
    Równie niebezpieczna jak chodzenie po ulicy, spanie we własnym łózku, jedzenie
    sniadania, jazda na rowerze, czy samochodem. Jednym słowem wszystko się może
    zdarzyć, nie znasz dnia, ani godziny. Wszystko zależy od okoliczności i wielu
    innych czynników. Mi się jeszcze nie zdarzyło nic poważnego, a jeżdżę jakieś
    3,4 lata. Jedyny upadek w terenie, to kiedy koń mi się wywrócił (zrobił fikołka-
    przewrót w przód...), ale nic się nie stało- wsiadłam pojechaliśmy dalej. Bój
    się o córkę umiarkowanie!

    pozdrawiam
    Fio
    --
    >>Miłość nigdy nie ustaje<<
  • bobikkk 29.08.03, 09:00
    Cześć fioletka

    fioletka napisała:

    > Równie niebezpieczna jak chodzenie po ulicy, spanie we własnym łózku,
    jedzenie
    > sniadania, jazda na rowerze, czy samochodem. Jednym słowem wszystko się może
    > zdarzyć, nie znasz dnia, ani godziny. Wszystko zależy od okoliczności i wielu
    > innych czynników. Mi się jeszcze nie zdarzyło nic poważnego, a jeżdżę jakieś
    > 3,4 lata. Jedyny upadek w terenie, to kiedy koń mi się wywrócił (zrobił
    fikołka
    > przewrót w przód...), ale nic się nie stało- wsiadłam pojechaliśmy dalej.

    Pewnie masz rację. Ja spadłem naprawdę boleśnie raz i to na ujezdzalni gdy nic
    na to nie wskazywało. Inne moje nagłe zejścia z konia były dosyć łagodne.


    >Bój się o córkę umiarkowanie!

    Staram się robić co mogę. Idziemy wieczorem razem pojeżdzić.

    > pozdrawiam
    > Fio

    Dzięki za post.
    3maj się.
  • lalamido2 29.08.03, 12:04
    Może Christopher Reeve Ci odpowie...

    Wszyscy Ci "okazjonalni" jeźdźcy których znam, co to potrzebuje adrenaliny a
    nie przyjemnosci z jazdy po lesie przerabiali juz wstrząs mózgu, połamane
    żebra, złamany obojczyk, połamana miednicę. Generalna zasada jest taka: im ktoś
    mniej umie tym wiecej wywija. Troche pokory - to wystarczy.

    Boisz się o córkę bo może się jej coś stać, a jak Tobie sie coś stanie to co
    się stanie z córką?

    Cóz kazdy sobie układa życie jak chce. Ja też mam w domu awanturę za każdym
    razem jak jadę do stajni. Córka krzyczy ,że chce ze mną, a mąż krzyczy że mi
    odbiło.
    Pozdrawiam,
    Lalamido2
  • bobikkk 29.08.03, 14:07
    Cześć Lalamido2

    W teren jeździmy zawsze z instruktorem w 3 do 5 koni.
    Mam za małe umiejętności żeby mówić o szaleństwach konno.
    Natomiast galop w terenie uważam za przyjemność przy której najmniej panuje nad
    koniem. Szczególnie gdy jest to las, a tam gdzie jeżdżę tak jest.

    "Może Christopher Reeve Ci odpowie..." - to rzeczywiście częsty argument mojej
    żony. Trudno dyskutować.

    Wielkie dzięki za opinie.
    Pozdr.
  • damarina74 29.08.03, 14:25
    Cześć!
    Popieram zdanie Lalamido.
    Towarzystwa ubezpieczeniowe traktują jazdę konną jako sport ekstremalny,
    którego należy zgłaszać przy standardowym ubezpieczeniu na życie. Niezależnie
    od tego, czy uprawia się go jako rekreację czy też jako formę wyczynową. Chyba
    coś w tym jest.

    Z własnego doświadczenie wiem, że zawsze należy brać pod uwagę nieprzewidziane
    zachowanie zwierzęcia. Nawet teraz, gdy już mam prawie dziesięcioletnią
    praktykę, w tym 2 lata na własnym koniu, wyjeżdzając w teren nie jestem pewna
    przebiegu jazdy. Koń jest zwierzęciem płochliwym i im bardziej zdaję sobie z
    tego sprawę tym mocniej uważam, a upadki ( które nadal od czasu do czasu mi się
    zdarzają) nie są tak bolesne i niebezpieczne jak na poczatku mojej kariery.

    Zgadzam się, że pokora w stosunku do konia, na którym jeździmy i swiadomość
    swoich własnych braków (nie tylko wielkich umiejętności) to najlepsza postawa,
    która pomaga z przyjemnością spędzać długi czas z tymi zwierzakami.

    Na tan temat można pisać i dyskutować długo.

    Pozdrawiam
    damarina

  • siren1 29.08.03, 14:24
    no cóż, mój facet nie jest żadnym "okazjonalnym" jeźdźcem, a jego nieszczęśliwy
    wypadek w terenie skończył się przyjazdem karetki do lasu. Koń na którym
    jechał - młody i dawany tylko lepszym jeźdźcom - zaczął szaleć, wierzgać i
    wyprzedzać podczas spokojnego galopu w zastępie, choć nie był to jego pierwszy
    wyjazd w teren. W efekcie konie zaczęły się denerwować i w końcu dwa się
    skopały ( w galopie) i chłopak dostał dwoma kopytami w brzuch. To był po prostu
    moment. Z bólu nie mógł się utrzymać i spadł pod konia. Efekt? Tydzień pod
    kroplówką, wstrząs mózgu, połamane żebra, odbite płuca, wątroba i śledziona,
    krwiak na
    nerce + półroczny zakaz wsiadania na konia. Nie zraził się jednak i jeździ
    nadal. To nieprawda, że wypadki zdarzają się tylko początkującym, lub tylko
    szalejącym, lub tylko podczas skoków. Trzeba po prostu uważać i pamiętać, że
    koń to nie maszyna i może mieć swoje zdanie i humory. Na szczęście wypadki
    zdarzają się bardzo rzadko, choć lepiej byłoby, gdyby ich w ogóle nie było.
  • damarina74 29.08.03, 14:47
    Cześć!
    Historia podobnego kalibru zdarzyła się niedawno mojemu przyjacielowi, od 6 lat
    właścielowi wałacha, doskonale ujeżdżonego, o bardzo zrównoważonym charakterze.
    Pewnego razu, jak zwykle, przemierzał sam na koniu spokojnym galopem znajomą,
    prostą drogę leśną niedaleko stajni.
    Pech chciał, że jakiś człowiek pozostawił rower (żółty) lezący przy drodze za
    krzakiem - tak, że nie był on widoczny dla konia, aż do momentu gdy ten znalazł
    się na wysokości krzaka.
    Wtedy katem oka musiał go zauważyć.
    Gdy to się stało, zazwyczaj spokojny wałaszek dosłownie rzucił się w panice
    galopem w las, między drzewa.
    Dobrze, że przyjaciel był na tyle opanowany, że zdołał przeciążyć bok konia tak
    aby z całej siły we dwójkę nie uderzyć w drzewo! Koń, uciekając, nie był w
    stanie zorientować się co ma przed sobą.
    Do tej pory, jak to wspomina - ciarki przechodzą mu przez plecy, dlatego że
    miał w pewnej chwili smierć przed oczami .

    Niech powyższa historia będzie przestrogą dla tych, którzy uważają
    (bezpodstawnie), że nic poważnego na koniu im się nie może zdarzyć.

    Pozdrawiam
    damarina
  • siren1 29.08.03, 15:10
    jak też raz miałam po prostu śmierć w oczach. Parę lat temu, latem, podczas
    terenu wymyśliliśmy sobie, że będziemy się ścigać. Akurat były żniwa, zboże
    skoszone, tak że każdy miał swój "tor". Pasuje - jedziemy. jechałam akurat na
    kobyle twardej w pysku, która miała skłonność do ponoszenia. Ścigaliśmy się do
    pewnego momentu i póżniej mieliśmy zwolnić. Mieliśmy, bo owa kobyłka o
    wdzięcznym imieniu Baśka poniosła mnie tak skutecznie, że na mecie byłam
    pierwsza, a póżniej szła i szła wyciągniętym galopem. Nie mogłam jej za nic
    zatrzymać. pole było wzdłuż lasu, a na końcu była szosa. Koń nie dał się
    zatrzymać i był skok przez rów, przeleciałyśmy szosę, drugi skok i wreszcie
    zwolniła. Tak mi serce waliło ze strachu, że myślałam, że mi wyskoczy. Cud, że
    nie jechał żaden samochód, bo byłyśmy zupełnie niewidoczne dla kierowcy. Od
    tego czasu minęła mi ochota na głupoty w terenie.
  • damarina74 29.08.03, 16:00
    Cześć ponownie!
    Siren, można tak w nieskończoność licytować sie opisami różnych "ciekawych"
    zdarzeń.

    Wniosek z nich płynie jeden: nigdy nie wiesz co cię spotka, siedząc na koniu!

    Mi to odpowiada, nie można przez to znudzić się jazdą konną.

    Pozdrawiam,
    damarina
  • slotna 13.09.03, 06:34
    O rany, okropne. Jeżeli nie mozesz zmienic klubu to w tym po prostu nie skacz!
    Nie wyobrazam sobie, żeby można było tak eksploatowac konie. W mojej stajni w
    czasie wakacji skoków nie ma w ogóle! Ani mowy o tym, żeby konie chodziły
    dłużej niż 3 h (a i to w zalezności od intesywnosci jazd). Zresztą w roku
    szkolnym skakać można też tylko w ciągu tygodnia - wiadomo, że w weekendy
    zawsze są tłumy i stawy skokowe koników pracują non stop.
    M.in. dlatego ja konia sobie wydzierżawiłam. Skacze świetnie, a że jestem
    jedną z raptem 3 osób, które na nim jeżdżą (i jako jedyna codziennie, reszta
    zjawia się może raz na tydzien), mogę sobie na duzo pozwalac;) Może to jest
    wyjście?
  • slotna 13.09.03, 06:34
    Oops!!! to nie było do tego tematu! wina komputera czy systemu?;))
  • eboniet 01.09.03, 14:54
    Pewnie, ze jest niebezpieczna, ale nie ma rady - kto raz polknie bakcyla temu
    juz przepadlo.
    Niemal kazdy jezdziec moze przytoczyc mniej czy bardziej groznie brzmiace
    przygody na grzbiecie (czy tez pod) konskim. Ale chyba przeciez nie o to
    chodzi. Wiadomo, ze kon jest zwierzeciem, ktorego jedyna metoda obrony jest
    ucieczka, jest to instynkt i koniec. Do tego jest plochliwy i dlugo pamieta
    miejsca, gdzie sie czegos przestraszyl, czy tez przedmioty, ktore go
    przestraszyly.
    Ale przeciez i ludzie wymyslili mnostwo sposobow na opanowanie tego konskiego
    strachu i zabezpieczenie siebie i konia przed konsekwencjami konskiej paniki.
    Mocny kask na glowie - czesto z ochrona na zuchwe; dobre buty usztywniajace
    kostke; rekawiczki - to wszystko akcesoria. Ale i my sami mozemy sie
    zabezpieczyc - przez trening i opanowanie. Dobry dosiad, ktory moze uratowac
    przed upadkiem, gdy kon zaczyna brykac czy tez wpadnie ze strachu w galop;
    Wyjezdzanie w teren zawsze pod opieka dobrego prowadzacego. Jazda w dobrej
    szkolce czy ujezdzalni (nazwijmy to "z odpowiednimi papierami") pod okiem
    doswiadczonych trenerow; dobrze prowadzone i ulozone konie, o spokojnym,
    zrownowazonym charakterze - sa takie, daje Wam slowo. Ale przede wszystkim
    zdrowy rozsadek! Na pewno nie jest madre sciganie sie w terenie na koniu, ktory
    ma pobudliwy temperament, a dosiada go niezbyt doswiadczony jezdziec. To samo z
    jazda po alkoholu...
    W sytuacjach zas "podbramkowych" dobra metoda jest odwracanie uwagi konia przez
    prace (np. jezeli czujesz, ze kon zaczyna byc oporny - impuls do przodu i
    zmuszenie do sluchania). No, ale przede wszystkim trening i jeszcze raz trening.
    Byc moze to, co pisze moze byc przez niektorych z Was odebrane za madrzenie
    sie, ale wlasnie dlatego, ze w jezdzie konnej ma sie do czynienia z ZYWYM
    NIEOBLICZALNYM stworzeniem nalezy pamietac o tych zasadach, ktore niejednemu z
    nas moga ocalic zdrowie albo wrecz zycie.
    W gruncie rzeczy ogromna wiekszoc wypadkow w czasie jazdy konnej wynika z winy
    jezdzcow, ich brawury, niedoswiadczenia, braku krytycyzmu w ocenie wlasnych
    umiejetnosci lub kombinacji tych cech.

    Trzymajcie sie!

    Ebo
  • tarkosia1 19.09.03, 17:19
    Jest takie powiedzenie, ktore chyba dobrze odda idee zamieszczonych powyzej
    wypowiedzi:

    Im wiecej potu na padoku, tym mniej krwi w terenie :)))

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka