Dodaj do ulubionych

metoda naturalna szkolenia koni

16.11.03, 20:08
Witam!

Coś jakoś sennie i niemrawo na FORUM!!! Pobudka!!!!
Czy ktoś z Was słyszał o metadach Pata Parerllego, Monty Robertsa i im
podobnych? Co o tym myślicie?
Ja jestem pod wrażeniem... Wprawdzie nadal nie mogę uwierzyć, że tak po
prostu, bez żadnej kary, przymusu można zawsze dogadać sie ze zwierzakiem.
Od pewnego czasu próbuję i powoli, uparcie udaje mi się pchać umiejętności
mojej klaczki do przodu.
Czy ktoś z Was interesował się tym tematem? Z chęcią wymienię parę moich
spostrzeżeń ...

Pozdrawiam
damarina
Edytor zaawansowany
  • siren1 17.11.03, 08:06
    cześć. a mogłabyś opisać na czym mniej więcej te metody polegają? Przyznaję, że
    słyszałam o nich, ale nigdy nie zainteresowałam się bliżej. Dzięki.
  • damarina74 17.11.03, 22:07
    A z miłą chęcią!
    Od pewnego czasu w światku koniarskim przetacza się dyskusja nt. wyższości
    metod klasycznych lub metod tzw. naturalnych szkolenia koni.
    Metody klasyczne to w przybliżeniu te metody,z którymi kazdy z nas miał
    mozliwość zapoznać się w szkólkach jeździeckich.
    Bazują one na długowiecznej tradycji zajeżdżania koni, wywodzącej swoje
    korzenie z kawalerii wojskowej. Koń to zwierzę, które miało spełnić swoje
    zadanie względem człowieka. Miało szybko, bez oporów wykonać określone
    czynności, tak aby jeździec osiągnął zamierzony cel. Dlatego też szkoła
    klasyczna wypracowała szereg pomocy jeździeckich ( od palcatów przez ostrogi
    do skomplikowanych munsztuków), aby skutecznie przymusić konia do woli
    jeźdźca. Zapewne z tych powodów m. in. często w szkółkach słyszy się
    pokszykiwania instruktorów: uderz konia, a zrozumie kto tu rządzi!!!
    Należy także pamiętać, że dziedziny sportu jeździeckiego, które powszechnie
    znamy ( skoki na parkurze, ujeżdżanie), wywodzą swoje początki z ćwiczeń
    wojskowych na koniach.
    W Polsce przez dziesięciolecia poprzedzające II wojnę światową kwitła u nas
    tradycja kawaleryjska. Także po wojnie trzon kadry stanowili instruktorzy
    wywodzący się z armii. Nic więc dziwnego, że i u nas upowszechnił się styl
    klasyczny ale w wydaniu niestety co najmniej miernym. Dlatego trudno zaliczyć
    to co nam serwują domorośli instruktorzy za jakikolwiek styl.
    Ale nie o tym mowa.
    Parę lat temu dotarły do Polski pierwsze symptomy otwierania się na inne nurty
    jeździectwa. Zaczęto z Zachodu ściągać szkoleniowców, którzy pokazywali
    rodakom zasady tzw. naturalnego podejścia do konia. Uczyli oni, że koń to
    zwierzę, które kieruje się w życiu kilkoma podstawowymi regułami: dąży za
    wszelką cenę do bezpieczeństwa oraz nad wszystko stawia swoją wygodę. Dlatego
    też, gdy może wybrać w danej sytuacji, wybiera takie wyjście, które zapewni mu
    komfort i poczucie pewności. Instruktorzy tej szkoły pokazali, że gdy tylko
    człowiek okaże koniowi, że nie chce sprawić mu bólu i dyskomfortu, istnieje
    pewność, że koń z chęcią wykona wytyczone mu zadanie. Oczywście trzeba zwierzę
    odpowiednio przyzwyczaić do takich metod postępowania, aby odpowiednio
    reagowało na przekazywane przez jeźdżca sygnały. Ponieważ w naturalnej szkole
    stawia się na pracę z ziemi, jako klucz do dotarcia do psychiki zwierzęcia -
    często widać adeptów szkoły tkwiących godzinami na padoku z koniem na linie i
    wparujących sie zwierzęciu w oczy.
    Klasycy oczywiście śmieją się z tego do rozpuchu, traktując ich za naiwniaków,
    którzy bawią się z koniem zamiast nauczyć go pokory i stanowczością podkreślić
    swoją pozycję względem zwierzęcia.
    Sami zwolennicy naturalnej szkoły nie są bez winy. Jako nowo nawróceni często
    stawiają swoje metody na piedestale, uważając że pozostali muszą się do nich
    dostosować. Jeżeli tego nie czynią, to tylko i wyłączne ich strata.

    Z własnego subiektywnego punktu widzenia:
    Zaczynałam i byłam szkolona przez lata klasycznie. Od pewnego czasu,
    posiadając swojego konia zaczęłam nudzić się jeżdżąc tylko i wyłącznie w
    siodle i nic nowego z nim nie robiąc. Tak też zaczęłam powoli wdrażać pewne
    metody rodem z naturalnej szkoły jazdy. Nie od razu lecz podpatrując innych w
    tej dziedzinie. Tak trochę po omacku. Po jakiś kilku miesiącach prób i błędów
    moich i konia, doszłysmy do pewnego porozumienia. Jakie efekty?: koń jest
    bardziej uważny i rozluźniony w trakcie ćwiczeń. Nie musi okazywać widocznego
    buntu, gdy na coś nie jest jeszcze gotowy. Także ja nie muszę za każdym razem
    prowadzić walki i szarpać się ze zwierzeciem, gdy przekouję ją do nowych
    zadań.
    Negatywne strony: trzeba mieć dużo czasu, jeszcze więcej cierpliwości, a
    najwięcej uporu oraz przekonania w sobie samej, że koń jest w stanie wykonać
    zadane mu ćwiczenia. I jeszcze nie zrażać się ciągłymi niepowodzeniami.
    Jednakże efekty, które przychodzą po miesiącach prób i treningu, osładzają
    scieżkę nauki.
    Dla postronnego widza milej jest patrzyć na konia, który ćwiczy rozluźniony,
    niż na zwierzę ustawicznie poszturchiwane, spięte, które buntuje się i walczy
    z dosiadającą go osobą.

    Pozdrawiam
    damarina
  • siren1 18.11.03, 07:29
    Dzięki za odpowiedź. A jakie są podstawowe ćwiczenia, od których zaleca się
    rozpocząć pracę z koniem?
  • damarina74 18.11.03, 21:40
    Witam Siren!
    Jestem typową amatorką, nie uczęszczałam na żadne kursy, w związku z tym moge
    tylko podzielić się moimi doswiadczeniami ...
    Sama zaczęłam od zejscia z konia na ziemię. Więcej uwagi zaczęłam poświęcać
    pracy na lonży. Wiedziałam już, że pracując z koniem na ziemi mogę z większą
    łatwością odczytać sygnały, które w określonych sytuacjach koń wysyła do mnie.
    Z poczatku chodziło mi wyłącznie o wypracowanie mojej pozycji jako "przywódcy
    stada". Wiesz pewnie o co mi chodzi?
    Wytyczyłam sobie i kobyłce okreslone cele do osiagnięcia. Żadne tam wielkie
    cele! Ale takie jak np. w trakcie lonżowania starać sie będziemy, aby koń
    skupiał na mnie uwagę, a nie rozgladał się na boki. Skupiał uwagę tzn poruszał
    się po okręgu ze zwruconym wewnętrznym uchem w moim kierunku ( uszy u konia
    zawsze zdradzają kierunek w którym zwrócona jest w danym momencie jego uwaga ).
    Wbrew pozorom na poczatku nie jest to łatwe świczenie. Trzeba stosując zabiegi
    które u konia wywołują komfort i dyskomfort ( o tym można pisać godzinami)
    sprawić aby zwierzę zaczęło kombinować i myśleć jakie zachowanie oznacza dla
    niego wygodę. Kiedy w końcu wymyśli, że musi poruszać się bedąc skupionym na
    mnie ( ucho wewnetrzne skierowane do srodka)- natychmiast odpuszczam wszelką
    presję wywieraną na konia i daję mu się rozluźnić. W ten sposób koń wie, że
    jeżeli będzie szedł skupiony na mnie - to bedzie wygodnie, a kiedy będzie
    rozkojarzony, spotka się z dyskomfortem.
    To tak na poczatek...
    Jeszcze jedno bardzo ważne ćwiczenie, które ma ogromny wpływ na pozycje
    dominującą człowieka w oczach konia. W trakcie prowadzenia konia na uwiązie
    nigdy, przenigdy nie należy pozwalać aby zwierzę wpychało sie na prowadzącego
    a nawet go wyprzedzało! Wpychanie się (wyprzedzanie) oznacza, że koń traktuje
    nas jako niżej postawionych. Ma to źródło w stadzie. Koń dominujący nie
    pozwoli zwierzęciu niżej stojącemu na przekroczenu swojej indywidualnej sfery
    bezpieczeństwa, chyba że koń dominujący sam tego chce. Jeżeli niżej stojący w
    hierarchii, pomimo ostrzeżeń, przekroczy granicę strefy - dominant natychmiast
    i gwałtownie go zaatakuje. Tak samo musi być w relacji człowiek - koń. Jeżeli
    koń przy prowadzeniu zaczyna pchać sie na prowadzacego (wyprzedzać go),
    prowadzący powinien NATYCHMIAST i NIEODWOŁANIE gwałtownie zareagować (łącznie
    z uderzeniem konia) Tak aby zwierzę wiedziało, że musi liczyć się z naszą
    osobą, która dyktuje mu kiedy ma się do nas zbliżyć, a kiedy trzymać się w
    pewnej odległości. ITP....

    Siren, uwierz można godzinami o tym opowiadać......
    Jeżeli jesteś zainteresowana tą problematyką, zajżyj na stronę
    www.parelli-info.waw.pl/
    Pozdrawiam
    damarina
  • aniakinga 21.11.03, 01:18
    Ale super!
    Damarina ... ja tez jestem zwolennikiem naturalnej metody szkolenia koni.
    Juz od trzech lat.

    Zaczelam od Monty Roberts, a teraz ucze sie metod Pat Parelli.
    W niedziele ide na klinike prowadzona przez Pat Parelli.
    Jak bedzie cos nowego ciekawego, to Ci opisze.

    Uzywam tez metod moich prywatnych trenerow. Jeden to Mark Jones,
    kowal i trener. Super trener. Druga to Jan Miller (kobieta) - trenerka
    od zrebakow. Ja mam zrebaka, a wiec jej nauka bardzo mi sie przydaje.
    Ale to bardzo. Z moim zrebakiem to tylko naturalna metoda. Inaczej
    sie nie da. Ona jest za silna, i za bardzo pewna siebe.

    Glownie co mnie "naturalna metoda" nauczyla ... to jak sluchac co kon
    do mnie mowi. To jest podstawa. Po tem - jak reagowac na to co kon mowi.
    A jezeli potrafimi ze soba rozmawiac, to sie dogadamy. I tak jest.
    Dogadujemy sie z moja klacza (matka zrebaka), i dogaduje sie ze zrebakiem.
    Obie chodza za mna jak psy.

    Bardzo mnie cieszy ze tez stosujesz naturalna metode. Polecam ja wszystkim!
    Ania
  • damarina74 22.11.03, 20:47
    Cześć!
    Ja odkryłam naturalne metody dość niedawno. Trenuję ( a właściwie próbuję)
    stasować je na mojej klaczy, która jest już dojrzałym koniem ( skończyła 10
    lat) i wiele już w życiu doświadczyła.
    Dla niej to kolejna praca do odrobienia. Dlatego zapewne efekty nie sa tak
    spektakularne jak u ciebie.
    Dla mnie odkryciem w metodach neturalnych jest sposób oddziaływa własną
    energią na konia. Moja klacz jest nadpobudliwa. Zawsze miałam z tym kłopoty.
    Teraz dowiedziałam sie, że istnieje zasada, że w stosunku do nerwowego konia
    kazdy sygnał powinien być przeze mnie wysyłany w sposób delikatny, z małą doza
    energii ( odwrotnie to koni ociężałych, gdzie energia sygnałów powinna być
    wysoka)Zauważyłam, że to działa!!!! Koń nie nakreca się przez to, że ma coś
    określonego do zrobienia.
    Słyszałam o metodach Montiego Robertsa i Pata Parelliego. Cieszę się, że masz
    mozliwość uczestniczyć w spotkaniach z trenerami. To bardzo pomaga....
    Ja na razie zdana jestem na siebie i na nasze wspólne z klaczą błędy, ale też
    sukcesy.
    Metody naturalne bardzo mi odpowiadają ....

    Pozdrawiam
    damarina
  • fioletka 09.12.03, 20:30

    --
    >>Miłość nigdy nie ustaje<<
  • fioletka 09.12.03, 20:34
    ja się załamię... Napisałam długi post o Montym Robertsie i jego książkach,
    chcioałam go wysłać, a tu gazeta mówi mi, przed wysłaniem listu musisz się
    zalogować (w trakcie pisania system mnie wylogował) loguję się i co?? Listu nie
    ma :((( Cały przepadł :((((((((( buuuuuuuuuuu

    W każdym razie przeczytałam dwie książki Montyego: "Człowiek, który słucha
    koni" i "Shy boy" i polecam wam, szczęśliwym posiadaczkom własnych koni.

    Życzę sukcesów w treningach i cieszę się, że ten temat został poruszony.

    Pozdrawiam
    Fioletka
    --
    >>Miłość nigdy nie ustaje<<
  • damarina74 10.12.03, 14:47
    Witam!
    Świetnie, że zainteresowałaś się publikacjami M. Robertsa! To dobry początek.
    Książki bardzo przystepnie napisane, pełne opisów jego spostrzeżeń, może trochę
    za dużo autoreklamy, ale czyta się je jednym tchem.
    Oprócz dwóch, które wymieniłaś - do dostania jest jeszcze jedna pt. "Czego uczą
    nas konie". Także polecam.

    Pozdrawiam gorąco

    damarina
  • konska1 28.06.04, 13:41
    Informacja dla zainteresowanych naturalnymi technikami w jeździectwie.

    Jeszcze do 6 lipca w przedpłatach uczestnictwo w kursach SNH, kosztuje tylko:
    108 zł/dzień dla słuchaczy
    350zł/ dzień dla uczestników z koniem własnym
    380 zł/dzień dla uczestników z koniem wynajętym z ośrodka

    Terminy:
    20-23 lipca 2004 kurs podstawowy Basic 1
    24-27 lipca 2004 kurs podstawowy Basic 2 i Basic 3

    Tylko teraz możesz zaliczyć trzy poziomy w osiem dni za jedyne 864 zł !
  • olga55 28.06.04, 14:54
    Ale GDZIE???
  • perssja 28.06.04, 15:57
    czesc. Poruszony ciekawy temat. Ja sama musialam spojrzec na konie inaczej, w
    momencie kiedy zostalam ich wlascicielka. Ale wtedy jeszcze nie wiedzialam ze
    to nazywa sie " metoda......."Kupilam mlodega konia (walacha),
    przetransportowalam go 150 km. Przy wyprowadaniu z trajlera czulam ze jestem
    tylko koncowka uwiazu, ledwo zdazylam do stajni, w boksie koszmar!! Nastepnego
    dnia moj instruktor (byly)nakazal mi jazde w teren ( z grupa)
    celem "socjalizowania" konia.Moj wymarzony pierwszy kon pogryzl i pokopal
    wszystko, spadlam 6 razy!!Zalamalam sie, a na boksie konia chcialam powiesic
    napis " na sprzedaz".
    Przez miesiac myslalam co robic - nikt by go nie kupil bo mial ZLA OPINIE.
    Postanowilam zaczac wszystko od poczatku (powrot do korzeni).Jezdzilam do konia
    2xdziennie: czyszczenie, glaskanie, praca na lonzy(!!!!!), mycie i dlugie
    spacery na zielona trawke. Stalam sie obiektem zartow - "kupila sobie duzego
    psa".Staralam sie tego nie sluchac. Liczyla sie tylko obserwacja konia - jak
    patrzy, wacha, nastawia uszy, macha ogonem.Nie zlicze ile razy podeptal mi
    stopy, ile wyrwal rekawow, ale bylam cierpliwa i zaczelam wykorzystywac to co
    on mi podpowiadal swoim zachowaniem. Dzisiaj jestem dumna z mojego konia. Jest
    moim wielkim przyjacielem - ufamy sobie, przybiega na gwizdniecie, cicho rzy
    gdy wchodze do stajni. Nasze ostatnie osiagniecie to wspolny jogging - ja
    biegne, on klusuje - i nigdy mnie nie wyprzedza.Razem trenujem dresagge.
    Kochani koniarze - zejdzcie czasami z koni na ziemie, dostrzezcie ich inelekt,
    zmysly.Postarajcie sie zrozumiec "konski swiat". Tego wam szczerze zycze.
    Perssja.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka