Dodaj do ulubionych

Poszerzanie żył i sm

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.11, 22:26
www.youtube.com/watch?v=FQFs7WHgABk - widzieliście ten materiał?
Moi znajomi byli w ośrodku w Grodzisku, z którego są ci lekarze. Rozmawiali z nimi, dzięki czemu uzyskali dużo informacji dotyczących zabiegu i jego efektów... No i okazuje się, że to nie jest tak, że każdy ma zwężone żyły - czasami żyły są zupełnie niedrożne i są wskazania do zabiegu, czasami wszystko jest w porządku. A sm jest... Zaskoczyło mnie to, bo przecież jeszcze przed chwilą mówiło się, że to panaceum... W dodatku zabieg nie zawsze pomaga, choć zdarzają się oszałamiające przypadki poprawy... Jak to dobrze, że są jeszcze lekarze, z którymi można sensownie porozmawiać :)

Mam do Was pytanie, czy wśród Was są osoby, które poddały się temu zabiegowi? Czy odważylibyście się powiedzieć o tym swojemu neurologowi... ?
Edytor zaawansowany
  • Gość: pępek świata IP: *.dynamic.chello.pl 17.08.11, 15:53
    www.ccsvi-ms.pl/
    myślę, że powiedzenie o tym neurologowi nie jest kwestią odwagi tylko głupoty :)
  • iza_czarnecka 18.08.11, 07:54
    1. Nie poddałam się, wyjaśniałam już kilkakrotnie dlaczego.

    2. Powiedziałabym, bo może mieć to wpływ na moje zdrowie. Lekarz powinien wiedzieć ordynując mi rózne leki, jakim terapiom się poddaję i jakie preparaty biorę.
    I.
  • Gość: kapitanka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.11, 20:36
    Dziękuję za odpowiedź, Pani Izo - przejrzałam poprzednie Pani wypowiedzi o tym temacie. Jestem natomiast ciekawa, czy może ktoś z osób odwiedzającychh forum miał ten zabieg?

    No właśnie, i jak Pani Iza,, nie zgadzam się do końca z tym, że rozmowa z neurologiem to głupota. Zastanawiam się jak to jest - czy lekarze naprawdę są negatywni, czy tylko panuje taka opinia? Na pewno są neurolodzy, z którymi można porozmawiać... W dzisiejszej Gazecie Wyborczej jest wywiad z dr. Kotowiczem, dziennikarka pyta - on wypowiada się dość sceptycznie, jednak chyba należy właśnie do neurologów, którzy nie udają, że temat nie istnieje i z tego co się orientuję, sam działa naukowo w tej metodzie. Jeśli mamy dobrego lekarza i ufamy mu, to dlaczego z nim nie porozmawiać? W końcu prowadzi leczenie, więc taak jak Pani pisze, powinien wiedzieć co się dzieje. Uważam, że lekarzowi w ogóle trzeba ufać, bo ciężko słuchać czyichś zaleceń, jak w nie nie wierzymy... No chciałabym, żeby każdy neurolog był taki, żeby można z nim było normalnie porozmawiać o różnych terapiach i swoich wątpliwościach, a nie musieć "zdobywać się na odwagę".

    (do pępek świata: w tym linku wyświetla mi się informacja: strona w budowie)
  • Gość: hadzi77 IP: *.unregistered.net.telenergo.pl 22.08.11, 13:28
    Ja zapytałam - i swoją neurolog prowadzącą i ordynatora oddziału, na którym przebywałam po kolejnym rzucie. Żadne z nich nie zareagowało negatywnie czy agresywnie, rzeczowo i spokojnie porozmawialiśmy. Warto było zapytać. Oczywiście, że sporo na ten temat czytałam, jak pewnie każdy z nas i nie jestem przekonana. Też spotkałam się z osobami, u których najpierw było super, a potem cięższy rzut niż zwykle. Trafił do mnie szczególnie jeden argument - że przepływ krwi w żyłach jest dużo słabszy niż w tętnicach - w nich jak wstawia się cokolwiek to elementy te z czasem zarastają, to co będzie w żyłach? Poza tym spotkałam się już z informacją, że pomysłodawca zabiegu podczas ostatnich publicznych wystąpień nie był już takim entuzjastą.
  • caaay 19.08.11, 09:23
    Są tez oszałamiające przypadki pogorszenia. Zrób przelot po smowych blogach - najpierw zachwyty i opowieści o cudownych uzdrowieniach, potem pampersy i wózek.
    Nie mówię, że to przez ten zabieg, ale jak widać nie wyleczył.

    Jeśli się nie leczysz i okazjonalnie chodzisz na kontrolę, to neurologa nie interesuje jakim czarom się poddajesz. Natomiast jeśli jesteś na lekach, to jednak wszelkie zabiegi, wpływające na stan zdrowia trzeba zgłaszać.

    Nie mówię już o udziale w programach badawczych, w których nie zgłaszanie tego zabiegu jest zwyczajnym świństwem, bo wpływa nie tylko na wyniki i w przyszłości na cenę/czas zatwierdzenia leku przez NFZ. Problem się pojawił, kiedy "porozszerzanych" wywalili z programów badawczych.

    --
    caaay na testowym interferonie
  • Gość: kapitanka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.08.11, 10:51
    hadzi - tak, ja też to czytałam, że entuzjazm mniejszy. Podobno odchodzą od "stentowania", samo pozszerzanie żył jest bezpieczne. Tylko czy bezpieczne to też skuteczne? ... No i tu to co piszesz, caay - że ten zabieg nie leczy. Z drugiej strony są historie, gdzie zabieg = koniec rzutów. Ile osób, tyle historii... A czy z ręka na sercu możemy powiedzieć, że leki leczą? Za dużo pytań, ciągle za dużo pytań...

    Dziękuję za Wasze odpowiedzi - dają do myślenia. Podoba mi się, że można tu rzeczowo porozmawiać, wymienić się wiedzą - patrzyłam na inne fora w interencie i czasami strach się odezwać... Dziękuję - miłego dnia dla Was.
  • Gość: pępek świata IP: *.dynamic.chello.pl 23.08.11, 13:12
    do odważnych świat należy i nie mamy nic do stracenia, a wiele do zyskania. tyle
  • caaay 23.08.11, 18:25
    Niektórzy z nas mają jednak wiele do stracenia. Ta choroba przebiega różnie i jeśli się w miarę dobrze funkcjonuje z laską czy kulą, to perspektywa wózka jest sporą stratą. A taki stan (czego sobie i Państwu życzę) może się utrzymać bardzo długo.
    Nie wiem w jakim stanie byłabym bez interferonów / po stentach. Ale lepsze wrogiem dobrego.

    Jakbym była przykuta do łóżka pewnie miałabym zupełnie inną optykę.

    --
    caaay

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka