Dodaj do ulubionych

prędkość światła

26.09.06, 09:42
fajne forum-można zadawać głupie pytania.
Wiadomo,że prędkość światła jest największą prędkością i w związku z tym ogranicza np.przesyłanie informacjii.Aby ominąć to ograniczenie budujemy sztywną rurę (pręt itp.) i siegamy nim np.do odległej o 10 mln lat świetnych cywilzacjii.Co się stanie jak przesuniemy rurę np. o 10cm?Na oko wydaje się że tam też się przesunie w tym samym momencie.Ale pewnie nie.Dlaczego?
Edytor zaawansowany
  • 26.09.06, 10:05
    Po pierwsze to w tym, co napisałeś/aś zakladasz doskonale sztywną tę rurę, co
    jest oczywiście nierzeczywiste. Poza tym, gdzie bylaby podparta te rura?
  • 27.09.06, 00:13
    mako69 napisała:

    > fajne forum-można zadawać głupie pytania.
    > Wiadomo,że prędkość światła jest największą prędkością i w związku z tym ograni
    > cza np.przesyłanie informacjii.Aby ominąć to ograniczenie budujemy sztywną rurę
    > (pręt itp.) i siegamy nim np.do odległej o 10 mln lat świetnych cywilzacjii.Co
    > się stanie jak przesuniemy rurę np. o 10cm?Na oko wydaje się że tam też się pr
    > zesunie w tym samym momencie.Ale pewnie nie.Dlaczego?

    Prędkość światła nie jest największą prędkością przesyłania informacji, można
    przesyłać szybciej, np. wykorzystując zjawisko tunelowania.

    a ten przykład z rurą pozbawiony jest sensu ;]
  • 27.09.06, 15:40
    > Prędkość światła nie jest największą prędkością przesyłania informacji, można
    > przesyłać szybciej, np. wykorzystując zjawisko tunelowania.

    Chyba tylko na odległość pikometra,
    i jednocześnie przy błędzie pomiaru równym kilku takim pikometrom.
  • 27.09.06, 17:23
    > Aby ominąć to ograniczenie budujemy sztywną rurę

    nie da się zbudować sztywnej rury, bo do dyspozycji mamy tylko atomy, a atomy
    nie są sztywne. A nie są sztywne mni dlatego że prędkość światła jest największą
    prędkością
    (tak w dużym skrócie oszukańczo tłumacząc)
  • 27.09.06, 21:23
    Informację można "przesyłać" z prędkościa większą niż światło. Tylko potrzeba
    do tego trochę sprytu... Gdzieś kiedyś czytałem o skarpetkach pewnego uczonego.
    Facet zawsze nosił jedną zieloną a druga czerwoną. I powiedzmy, że poleciał
    sobie w kosmos (dwa lata świetlne stąd). I przesyła na Ziemię informację, że
    na lewej stopie ma skarpetkę zieloną. I ta informacja rzeczywiście dociera do
    nas po dwóch latach. Ale od razu wiemy, że na prawej stopie ma skarpetkę
    czerwoną!!!I na tę informację nie musieliśmy czekać aż dwóch kolejnych
    lat:))). Czyli ta informacja "dotarła" do nas z prędkością większą niż
    światło? :))).
  • 27.09.06, 22:34
    A co gdy się właśnie rozbierał i druga stopę miał bosą? Nie mamy inf dotyczacej
    drugiej skarpetki a jedynie przypuszczenie, po drugie dwa lata to kupa czasu
    mógł juz zamienić do tego czasu.
    --
    Czy jeśli jestem, to znaczy że myślę?
  • 28.09.06, 20:40
    No dobra, wszystko jest możliwe...:))). Oczywiście, że ten przykład należy
    rozpatrywać na pewnym poziomie abstrakcji.
  • 05.10.06, 17:25
    burykrow napisał:


    --
    Czy jeśli jestem, to znaczy że myślę?


    - dokladniej powinno byc "Mysle, wiec jestem"

    bo gdybys nie myslal to juz bys nie istnial.

  • 05.10.06, 00:34
    W tym przypadku w informacji o założonej skarpetce zielonej zawarta już była
    informacja o czerwonej.
  • 05.10.06, 18:41
    A co powiesz na dwóch splecionych kwantowo bliźniaków nadużywających nie tylko
    semantycznie skarpetek w taki sposób, że zawsze na jedną nogę wkładają zieloną
    a na drugą czerwoną...
    Jeden "sprawdza" przy tym, na którą nogę bliżniak L założył czerwoną skarpetkę
    i zakłada taką samą na przeciwną.
    Bliźniak L został delikatnie, bez zrywania więzi optycznej z bratem J i po
    wyciszeniu wszystkich innych bodźców przetransportowany do układu Alfa
    Centauri, gdzie po obudzeniu postanowił włożyć skarpetki.
    Brat J czycha na bosaka na ten moment, w którym wie, że jego brat założy
    wreszcie te swoje skarpetki.
    Brat L zakłada czerwoną skarpetkę na lewą nogę... w tym samym momencie brat J
    niczym tknięty przeczuciem zakłada czerwoną skarpetkę na prawą nogę.
    Dzieje się to w sposób nieuchronny i konieczny, ile tylko razy byśmy nie
    powtórzyli tego eksperymentu.
    Brat L założy zieloną skarpetkę na przeciwną nogę niż brat J i uczynią to
    równocześnie, niezależnie od tego jak daleko uda się jednego oddalić od
    drugiego.
    Z takim zdarzeniem mamy do czynienia w tzw. paradoksie EPR w mechanice
    kwantowej...
    Czy ktoś nadal uważa, że cała informacja zawarta jest w głowie tylko jednego
    brata? Czy może mamy tu do czynienia z telepatycznym przekazem informacji z
    prędkością >>c?

    O tym i o innych tego typu niesamowitych faktach kwantowomechanicznych można by
    się spokojnie dowiedzieć nie znając angielskiego z książki:

    Davida Deutscha - "Fabric of Reality"
    Można by, gdyby Prószyński i S-ka w nieskończoność nie zwlekali z wydaniem
    zamówionego przez siebie i już od lat dawno gotowego polskiego jej przekładu?
  • 06.10.06, 01:46
    > Brat J czycha na bosaka na ten moment, w którym wie, że jego brat założy
    > wreszcie te swoje skarpetki...

    No właśnie - czy on na pewno czeka?

    Wysyłamy milion takich braci,
    dzielimy na grupy po 8 i nadajemy numery 0-7.
    Taka ósemka to bajt, a bajt to liczba <0, 255>,
    można tu zakodować cyfry, litery, i jest jeszcze miejsce na inne symbole.

    Wszyscy czekają na boso.
    Gdy ich bracia chcą im coś powiedzieć (nieważne która grupa -
    wysłana czy pozostawiona - to działa w obie stony),
    dowolna ósemka zakłada te skarpetkowe bity...
    i literka/znak jest przesłana,
    druga ósemka,
    trzecia... i przesyłamy całe zdania.

    Odpowiadać też można, tyle że trzeba ustalić kolejność aktywowania ósemek,
    bo inaczej wszystko się popląta - taki jeden w trakcie próby nadawania
    nagle odbierze...

    I tu jest problem - czy oni zechcą stać na bosaka...
    a może są tak bardzo związani ze sobą, że od razu zaczną
    gadać o byle głupotach i założą momentalnie te skarpety...
  • 06.10.06, 02:40
    Trzeba też pamiętać, że ci bliźniacy są wyjątkowo wstydliwi -
    do tego stopnia, że nikt nie zdołał, jak do tej pory,
    zaskoczyć ani jednego takiego... roznegliżowanego.
    On od razu się ubiera... w pełen garniturek,
    gdy tylko poczuje ciężar wzroku podglądacza...
  • 06.10.06, 12:06
    Dobry pomysł...
    można sobie wyobrazić całe Marchewkowe Pole nadawcze braci
    i drugie - podobne odbiorcze i gdzieś w okolicy i poweidzmy w okolicy M31
    (taki skarpetkowy kanał natychmiastowej łączności w obie strony)...
    kanał jest wykorzystywany sekwencyjnie... najpierw bliźniak w polu (0,0)
    zakłada skarpetkę - w M31 jego bliźniak zakłada taka sama na drugą nogę...
    i tak sukcesywnie aż do pozycji (N,N), po czym wszystko zaczyna się od
    początku...
    a właściwie zaraz po założeniu skarpetki przystępuje się do realizacji
    następnej pary splecionych bliźniaków... aby zachowć ciągłośc transmisji N
    powinno być tak duże, żeby czas przemiatania od (1,1) do (N,N) był równy
    czasowi podróży bliźniaków do M31...
    a zakładając, że bliźniaków ci u nas dostatek, możemy uczynic N dowolnie
    dużym...

    w ten sposób w drodze byłoby zawsze niewspólmiernie więcej bliźniaków niż ilośc
    bliźniaków wykorzystywana aktualnie do transmisji...


    system taki powinien zapewnić natychmiastową łączność z M31 (pod warunkiem
    uprzedniego zbudowania takiego kwantowego mostu łączności)...
    opóźnienia wynikać mogą tylko z konieczności zachowania należytej ostrożności w
    (de)kodowaniu Marchewkowego Pola i skończonego czasu każdej takiej elementarnej
    operacji...


    alsor napisał:

    > I tu jest problem - czy oni zechcą stać na bosaka...
    > a może są tak bardzo związani ze sobą, że od razu zaczną
    > gadać o byle głupotach i założą momentalnie te skarpety...


    wydaje się, że wystarczy ich tylko skrupulatnie wzajemnie odizolować od
    siebie...
    szczęśliwie próżnia międzygalaktyczna wydaje się być tu dość dobrym takim
    izolatorem... jeśli tylko pominiemy groźną szarą materię spiskującą przeciwko
    niosącym światło wiecznej wiedzy braciom...
    bracia klasy J i K nie będą w stanie tam ze sobą pogadać
    (nawet najbardziej piskliwy głos w próżni się bowiem nie rozchodzi ;-)
    a zasuwając z prędkością światła nie będą w stanie się wzajemnie dostrzec...


    > Trzeba też pamiętać, że ci bliźniacy są wyjątkowo wstydliwi -

    Pola Marchewkowe muszą rzecz jasna być oddzielone także od wzroku postronnych
    obserwatorów, ale także poszczególne marchewki - bracia J (i/lub L) w róznych
    komórkach różnych par marchewkowych nie mogą się na nim widzieć...
    dopiero otwarcie marchewki zmusza wstydliwego brata L do założenia skarpetki
    celem kompletacji umundurowania, co powoduje analogiczną reakcję brata J, który
    z drugiej strony łącza wyskakuje ze swojej komórki równie acz nieco przeciwnie
    w pełnej gali... gdy maszyna szyfrująca otwiera metodycznie kolejne drzwiczki
    takich marchewkowych domków...
    --
    David Deutsch - "Fabric of Reality"
    Jak długo jeszcze Prószyński i S-ka będą zwlekać z wydaniem zamówionego przez
    siebie i już od lat dawno gotowego polskiego przekładu?
  • 06.10.06, 19:54
    w braku reakcji spróbuję odpowiedzieć sobie sam na zadane przez siebie pytanie:
    jak się zdaje, opisany wyżej mechanizm sam w sobie nie prowadziłby jeszcze do
    wymiany wartościowej informacji...
    otwarcie marchewki powoduje zalożenie przez brata L LOSOWO skarpetki na jedną
    nogę, co pociąga za sobą równie losowe założenie przez brata K skarpetki w tym
    samym kolorze na drugą nogę...

    jednak odkąd okazało się, że możliwa jest teleportacja stanu kwantowego,
    oznacza to również, że teleportować kolor skarpetki z powiedzmy lewej nogi
    brata L na lewą nogę brata K...
    a to już oznacza, że możemy możemy z wykorzystaniem powyższej procedury
    przesłać kwantowo dowolną informację w dowolnie krótkim czasie na praktycznie
    dowolnie dużą odległość:

    <<Mechanika kwantowa. Teleportacja. Kwantowe splątanie zbliża nas do
    teleportacji
    Piotr Cieśliński2001-09-27, ostatnia aktualizacja 2002-06-18 13:12
    Po raz pierwszy tajemnicza więź, zwana kwantowym splątaniem, wykroczyła poza
    mikroświat atomów. Duńskim naukowcom udało się powiązać ze sobą dwa duże,
    widoczne gołym okiem obiekty. Dzięki łączącej je więzi - niezależnie od tego
    jak wielka będzie je dzieliła odległość - wieść o tym, co stanie się z jednym z
    nich, dotrze do drugiego szybciej niż światło

    {ZOBACZ TAKŻE
    Teoria względności. Szybkość światła (11-12-00, 13:55)
    Podróże w czasie (08-11-96, 00:00)
    Mechanika kwantowa. Komputer kwantowy. (02-10-98, 00:00)
    Mechanika kwantowa. Teleportacja (05-01-00, 00:00) }

    Wiele spektakularnych osiągnięć techniki XX wieku jest opartych na prawach
    mechaniki kwantowej. Gdyby nie ona, nie znalibyśmy dziś m.in. laserów,
    reaktorów nuklearnych, półprzewodników i procesorów. Choć ze wszystkich tych
    dobrodziejstw korzystamy bez oporów, wciąż trudno nam przywyknąć do
    wynikających z tej teorii zjawisk sprzecznych z ludzką intuicją.

    Upiorne oddziaływanie na odległość

    Jednym z najdziwniejszych poznanych zjawisk z zakresu mechaniki kwantowej jest
    istnienie tzw. obiektów splątanych. W niepojęty sposób tworzą one niejako jedną
    całość, mimo że nie muszą wcale być blisko siebie. Wyobraźmy sobie np. kwantowy
    rower. Kierownica i przednie koło są w nim połączone tak, że kiedy skręcimy
    kierownicą, to natychmiast skręci również koło. A teraz rozdzielmy je -
    kierownicę zostawmy na Ziemi, a koło wyekspediujmy np. do Wielkiej Mgławicy
    Andromedy oddalonej o dwa miliony lat świetlnych. Choć brzmi to niewiarygodne,
    jeśli na Ziemi ruszymy kierownicą, to na Andromedzie koło skręci natychmiast,
    wcale nie czekając dwóch milionów lat, aż informacja o tym, w którą stronę
    skręciła kierownica, dotrze z Ziemi najszybszym z możliwych w przyrodzie
    sygnałów - falą radiową lub świetlną.

    Albert Einstein - który w swojej teorii wykazał, iż nic nie może poruszać się
    szybciej niż światło - nazwał splątanie "upiornym oddziaływaniem na odległość".
    Istnienie tego zjawiska było dla wielu fizyków dowodem na to, że z mechaniką
    kwantową jest coś nie w porządku. Einstein wierzył, że tak naprawę nie ma mowy
    o "telepatycznym" przekazywaniu informacji, a cały efekt splątania jest
    spowodowany istnieniem jakichś ukrytych parametrów, których ówczesna teoria
    kwantowa nie uwzględniała.

    Pokażmy to na przykładzie dwóch kulek, czarnej i białej, umieszczonych w
    kapeluszu. Teraz rozdzielimy je podobnie, jak kwantowy rower. Z zamkniętymi
    oczami wyciągamy jedną z nich z kapelusza i od razu wysyłamy na Marsa. Tam
    dopiero sprawdzamy barwę kulki. Jeśli jest biała, to od razu wiemy, że kulka
    pozostawiona na Ziemi jest czarna. Proste? Wcale nie musimy używać do tego
    telepatii. Nie nastąpiła żadna wymiana sygnałów. Nie ma mowy o żadnym
    natychmiastowym oddziaływaniu na odległość. Tyle, że aby określić barwy obu
    kulek, musieliśmy wcześniej wiedzieć, że jedna była czarna, a druga biała. To
    są właśnie parametry ukryte, o których myślał Einstein.

    W latach 60. brytyjski fizyk John Bell wymyślił, jak można sprawdzić
    eksperymentalnie, czy kwantowe splątanie jest właśnie takim efektem,
    wynikającym z istnienia parametrów ukrytych. Zaproponowane przez niego
    eksperymenty wykonano. I odkryto, że Einstein się mylił. Mechaniki kwantowej
    nie trzeba uzupełniać o żadne ukryte parametry, a kwantowe splątanie jest
    jednak niezwykłym, nie poddającym się codziennej intuicji faktem.

    Kwantowy szyfr, komputer i teleportacja

    Dzisiaj fizycy nie poddają tego w wątpliwość, zwłaszcza że udało się im
    doświadczalnie splątać ze sobą kwanty światła (fotony), a nawet całe atomy.
    Przeprowadzano doświadczenia, w których rozdzielano takie splątane cząstki na
    odległość najpierw milimetrów, a potem kilometrów, a one wciąż "komunikowały
    się" ze sobą natychmiast, tak jak przewidywała teoria. Choć nadal nie bardzo
    wiadomo, co sprawia, że cząstka natychmiast "wie", co dzieje się z jej
    partnerem, wymyślono już liczne pożyteczne zastosowania tego efektu. Np. w
    kryptografii można by szyfrować wiadomości kluczem niemożliwym do ukradzenia i
    złamania (ta technika jest już w zasięgu ręki). Bardziej fantastyczne pomysły
    mówią o kwantowym komputerze, który dzięki swoim właściwościom miałby tak
    wielką moc obliczeniową, że mógłby się zmierzyć z problemami zbyt
    skomplikowanymi dla współczesnych maszyn. Przede wszystkim fizycy marzą jednak
    o teleportacji, czyli możliwości natychmiastowego przenoszenia rozmaitych
    obiektów na dowolne odległości. Kłopot w tym, że większość z tych zastosowań
    wymaga splątania nie pojedynczych fotonów, czy atomów, lecz dużo większych
    obiektów, jak choćby pakiet informacji. W końcu z takimi obiektami mamy
    zazwyczaj do czynienia na co dzień.

    Taka sztuka udała się teraz trzem duńskim fizykom pod kierunkiem Eugene Polzika
    z Uniwersytetu w Aarhus. Szczegóły swego eksperymentu opisują w liście do
    wczorajszego tygodnika "Nature" . Nie, na razie nie urzeczywistnili jeszcze
    scenariusza filmu "Mucha". Udało się im jednak splątać naprawdę spore obiekty -
    dwie chmury atomów cezu, z których każda zawierała miliardy atomów. Co ciekawe,
    zespołowi Polzika po raz pierwszy udało się zrobić to, co - jak sądzą fizycy -
    jest kluczem do efektywnej teleportacji. - Dokonane przez nich splątanie nie
    wiąże ze sobą poszczególnych atomów obu chmur cezu. To wypadkowa ruchu atomów
    jednej chmury jest splątana z wypadkową ruchu atomów w drugiej chmurze -
    komentuje dla "Gazety" prof. Wojciech Żurek z Instytutu w Santa Fe w USA. To
    znaczy, że chmura jako całość wygląda i zachowuje się identycznie jak
    jej "telepatyczna siostra". Jak to zrobili? Otóż każdy z atomów cezu posiada
    spin, czyli coś na kształt maleńkiej, wewnętrznej igły magnetycznej. Jeśli
    spiny atomów ustawiają się zgodnie, to się wzmacniają, a jeśli przeciwnie, to
    się osłabiają. Duńczycy mierzyli wypadkowe namagnesowanie obydwu chmur
    atomowych. I ten wypadkowy spin obu chmur splątali ze sobą. Co prawda tylko na
    mgnienie oka, około pół milisekundy, jednak w atomowej skali czasu to prawie
    wieczność.

    Do czego mogą się przydać takie splątane chmury atomów? Wojciech Żurek uważa,
    że np. do przesyłania i przechowywania danych w kwantowym komputerze. - Jeśli
    chcemy skorzystać z efektu splątania "na miejscu" (np. w pamięci komputera), to
    musimy splątać coś stacjonarnego, np. właśnie kolektywny stan wielu atomów, tak
    jak to zrobił Polzik. Dlatego splątanie atomowych chmur jest lepsze od
    splątania fotonów, bo fotony cały czas gonią z prędkością światła - dodaje
    uczony.

    - Ta praca może utorować drogę teleportowaniu stanów materii - pisze też
    w "Nature" J. Ignacio Cirac z Instytutu Teoretycznej Fizyki w Innsbrucku w
    Austrii. >>
    serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34149,452641.html
    --
    David Deutsch - "Fabric of Reality"
    Jak długo jeszcze Prószyński i S-ka będą zwlekać z wydaniem zamówionego przez
    siebie i już od lat dawno gotowego polskiego przekładu?
  • 06.10.06, 20:56
    bonobo44 napisał:

    Tak. Zawzse byłem zachwycony równoczesną zmianą kierunku lotu chmary setki
    ptaków, gdy w mgnieniu odblask słońca na całej chmarze zmienia się. Moze te
    ptasie mozgi są splątane?

    A wracając bonobonie do tych blixniaków to myslisz, nadal, ze jeden z nich się
    uprze, ze od BB minęło 13,7 mld lat, a drugi - ze tylko 5 mld lat? No jeśli
    potrafią równocześnie mysleć, to musiałoby chyba rzeczywiscie bardzo nierówno
    wywalić, zeby obaj mieli absolutną rację, co?

    Lajkonix
    panta rei - wszystko w plynie
  • 06.10.06, 21:20
    dobre pytanie...
    ten eksperyment prowadzi się tak, że zapewnia natychmiastowy przepływ informacji
    z różnych punktów czasopzrestyrzeni...
    wydaje mi się, ze dla siatki takich punktów, dla któryc zostaną założone takie
    kanały komunikacyjne będzie można mówić o łączącej je absolutnej relacji
    jednoczesności...

    nie musi to jednak w sposób konieczny zaprzeczać moim wcześniej wyspekulowanym
    intuicjom, gdyż z punktu widzenia zewnętrznego obserwatora, cały ten układ może
    być nadal postrzegany inaczej...

    zaraz zapytasz, a co jesli i tego obserwatora uda sie w jakimś momencie włączyć
    do sieci... no cóż - ten jego moment stanie się wyróżnionym równoczesnym...
    nadal jednak dość arbitralnie, by nie rzec przypadkowo wyróżnionym...
    zauważ, że zaproponowane kanały łaczności odbywają się bnadal na nośniku
    świetlnym...

    co innego by było, gdybysmy mogli wskazać inny nośnik informacji - wspomniane w
    wątku obok neutrina o własnościach tachionów mogłyby tu wiekle namieszać...

    mogłyby, gdyby nie poodwracane więzi przyczynowe, do których prowadzą...
    wydaje się, ze z obu stron tłuklibysmy tu głowami o barierę c, która wyznacza
    jakieś fundamentalne immanentne własnosci samej czasoprzestrzeni...

    i z tachionami zapewne nadal mielibysmy do czynienia ze względnością wyboru
    równoczesnych geodezyjnych przestrzennopodobnych, a nie - jak twierdzi się w
    przytaczanym przeze mnie artykułem - przekazem natychmiastowym informacji w
    skali globalnej wszechświata... przypuszczam, że rejestracja najszybszych
    neutrin (o najniższej energii) stawałaby się zwyczajnie niemożliwa, podobnie
    jak niemożliwe jest zaobserwowanie fal EM o długosci bliskiej nieskończonej...
    a składanie prędkości nadświetlnych tachionów może być zapewne jakims odbiciem
    składania prędkości podświetlnych cząstek masowych z graniczną c od góry...

    tak czy owak tajemnica c zapewne nie zniknie nawet wraz z trudnym do
    wykluczenia w przyszłości odkryciem tachionów...
    --
    David Deutsch - "Fabric of Reality"
    Jak długo jeszcze Prószyński i S-ka będą zwlekać z wydaniem zamówionego przez
    siebie i już od lat dawno gotowego polskiego przekładu?
  • 06.10.06, 23:11
    jeszcze jedno - kanał braci L-K jest możliwy tylko i wyłącznie w grawitacji
    kwantowej, tzn. w multiwersum... w klasycznej OTW nie byłby nawet do
    pomyślenia... innymi słowy - przejście do obrazu multiwersum od obrazu
    uniwersum nad wyraz wiele tu zmienia...
    w sczególności paradoks bliźniaków J-K przestaje być paradoksem...

    --
    David Deutsch - "Fabric of Reality"
    Jak długo jeszcze Prószyński i S-ka będą zwlekać z wydaniem zamówionego przez
    siebie i już od lat dawno gotowego polskiego przekładu?
  • 07.10.06, 11:42
    bonobo44 napisał:

    > jeszcze jedno - kanał braci L-K jest możliwy tylko i wyłącznie w grawitacji
    > kwantowej, tzn. w multiwersum... w klasycznej OTW nie byłby nawet do
    > pomyślenia... innymi słowy - przejście do obrazu multiwersum od obrazu
    > uniwersum nad wyraz wiele tu zmienia...
    > w sczególności paradoks bliźniaków J-K przestaje być paradoksem...
    >
    No to mnie podłamałeś. Rozumiem, ze bezposrednia (natychmiastowa) komunikacja
    jest możliwa wyłącznie miedzy różnymi UNIverasami, A nie w ramach tego samego
    UNIversum. Kiepska sprawa - bo perspektywy byle jakie. Nie chce mi się wyłazić z
    naszego przytulnego katka.

    Lajkonix
  • 07.10.06, 18:34
    lajkonik521 napisał:

    > Rozumiem, ze bezposrednia (natychmiastowa) komunikacja
    > jest możliwa wyłącznie miedzy różnymi UNIverasami

    nie wydaje mi się... w ramach tego samego uniwersum ale wyłącznie dlatego, że
    inne udzielają mu "wspomagania"... w istocie nasze bliźniaki w tych innych
    równolegle z nami decydują się na wysłanie analogicznych informacji dokładnie w
    tej samej chwili... teleportowane w takim przeplocie między światami zapewniają
    sukces zarówno sobie jak i nam...
    to taka transakcja wiązana (lepiej - "spleciona" ;)... i my i oni wiemy,
    że "tam" jesteśmy i to taki nasz chwilowy interferencyjny "uścisk ręki" "nad
    wymiarami" bardziej skorelowany niż ten wirtualny, który właśnie z
    przyjemnością wymieniam z Tobą 8-)

    --
    www.bonobo.org/images/splash.jpg
    David Deutsch - "Fabric of Reality"
    Jak długo jeszcze Prószyński i S-ka będą zwlekać z wydaniem zamówionego przez
    siebie i już od lat dawno gotowego polskiego przekładu?
  • 07.10.06, 11:43
    No to mnie podparłeś. Łatwiej będzie umierać.

    Lajkonix
  • 07.10.06, 18:55
    lajkonik521 napisał:

    > No to mnie podparłeś. Łatwiej będzie umierać.

    hi!hi!

    no to "podeprę" Cię jeszcze bardziej...
    chociaż "w daliokoj żarkoj Afrikie w centralnoj jejo czasti"
    'vsiegda możet słuczitsa kakoje to niesczastie',
    tak że zawsze w jakimś ze swiatów to samo bonobo N jesli nie zginie z rąk
    kłusowników, to pośliźnie się na gałęzi na skórce od banana
    i skręci sobie kark kilka pięter roślinności niżej,
    to jednak zwolennicy multiversum dopuszczają i taką sytuację, w której
    44-miriadowy bliźniak bonobo N uniknie w swoim uniwersum wszelkich nieszczęść,
    a co więcej procesy starzenia się komórek przebiegną uń tak nadzwyczajnie
    korzystnie, że w granicy dużych N (do jakiej należy niewątpliwie nr 44-
    miriadowy 8-) oweo bonobo N NIGDY nie umrze!

    jest to paradoks, który wynikać ma z tego, że wszystkie nawet najmniej
    prawdopodobne realne możliwości realizują się gdzieś w jednej z gałęzi
    multiversum...

    należy do nich i taka, w której bonobo44 jest nieśmiertelne, a także i taka, w
    której nieśmiertelny jest lajkonik521... wyobraź sobie tylko siebie w kolejnym
    wcieleniu Christophera de'Lamberta 8-)
    eech... niewątpliwie obaj mamy w nich wystarczająco dużo ;-) czasu na
    realizację wszelkich naszych pomysłów...

    niestety w tym wszystkim tkwi jedna smętna okoliczność... jest też gałąź, w
    której obaj bracia J i K stają się nieśmiertelni niczym jacyś mieszkańcy
    Olimpu o krótkich nóżkach...

    --
    David Deutsch - "Fabric of Reality"
    Jak długo jeszcze Prószyński i S-ka będą zwlekać z wydaniem zamówionego przez
    siebie i już od lat dawno gotowego polskiego przekładu?
  • 07.10.06, 19:45
    bonobo44 napisał:


    > no to "podeprę" Cię jeszcze bardziej...
    > chociaż "w daliokoj żarkoj Afrikie w centralnoj jejo czasti"
    > 'vsiegda możet słuczitsa kakoje to niesczastie',
    > tak że zawsze w jakimś ze swiatów to samo bonobo N jesli nie zginie z rąk
    > kłusowników, to pośliźnie się na gałęzi na skórce od banana
    > i skręci sobie kark kilka pięter roślinności niżej,
    > to jednak zwolennicy multiversum dopuszczają i taką sytuację, w której
    > 44-miriadowy bliźniak bonobo N uniknie w swoim uniwersum wszelkich nieszczęść,
    > a co więcej procesy starzenia się komórek przebiegną uń tak nadzwyczajnie
    > korzystnie, że w granicy dużych N (do jakiej należy niewątpliwie nr 44-
    > miriadowy 8-) oweo bonobo N NIGDY nie umrze!

    Poniał, kak mużyk babu doniał. Ale trochę mi się to wydaje jakby
    nadinterpretacja. Toz podobnie możemy mysleć o każdym (przyzwoitym) rozkładzie
    prawdopodobieństwa. Tu takze każda wartość zmiennej jest MOŻLIWA. Zatem każda
    wirtualnie ISTNIEJE. Oczywiście dopóki nie przeprowadzimy eksperymentu.
    Przed wejściem do drewanianego koscioła istnieją dwa swiaty:
    a) spadnie mi cegła na głowę
    b) nie spadnie mi cegła na głowę
    Przed wejsciem oba swiaty są absolutnie jednakowo REALNE (w sensie istnienia a
    nie p-rstwa).
    Ale cóż mi po tych dwóch swiatach, gdy wejdę i mi spadnie? Jeden z tych
    wirtualnych swiatów pryska jak mydlana bańka na bonobowym nosie z chwilą gdy
    złapię guza na pałę.
    Bonobo, nasz Wszechswiat to jeden wielki EKSPERYMENT. Moze jego realizacja
    kasuje wszelkie równoległe Universa. Przyszłe universa - no ok moze istnieją,
    ale co to za istnienie. Czy chciałbyś zeby cię rodzice ciągle w planie mieli?

    Jednak wszystko sprowadza się do zasadniczego pytania: Co to znaczy ISTNIEĆ. I
    pod tym wzgledem nie za daleko się posunęliśmy, mimo ze od czasu do czasu
    pojawia się jakiś pewniak, głoszący z całą pewnoscią że już wie.

    Lajkonix
    panta rei - wszystko w płynie

    PS. Twoje "uń" mnie osłabiło. Kupuję. I stawiam obok "zeń". Pomyślę czy nie
    dołożyć "nadń", "podń" i "zń". He he.
    >
    > jest to paradoks, który wynikać ma z tego, że wszystkie nawet najmniej
    > prawdopodobne realne możliwości realizują się gdzieś w jednej z gałęzi
    > multiversum...
    >
    > należy do nich i taka, w której bonobo44 jest nieśmiertelne, a także i taka, w
    > której nieśmiertelny jest lajkonik521... wyobraź sobie tylko siebie w kolejnym
    > wcieleniu Christophera de'Lamberta 8-)
    > eech... niewątpliwie obaj mamy w nich wystarczająco dużo ;-) czasu na
    > realizację wszelkich naszych pomysłów...
    >
    > niestety w tym wszystkim tkwi jedna smętna okoliczność... jest też gałąź, w
    > której obaj bracia J i K stają się nieśmiertelni niczym jacyś mieszkańcy
    > Olimpu o krótkich nóżkach...
    >
  • 07.10.06, 20:02
    lajkonik521 napisał:

    > Poniał, kak mużyk babu doniał.

    'no ni popał ni połapał jak w sławnoj bałładie o Ili... ;-)
    Każetsa Tiebie na samom dielie, szto sovierszenno vierno tak ty i paniał?'

    > Przed wejściem do drewanianego koscioła istnieją dwa swiaty:
    > a) spadnie mi cegła na głowę
    > b) nie spadnie mi cegła na głowę
    > Przed wejsciem oba swiaty są absolutnie jednakowo REALNE (w sensie istnienia a
    > nie p-rstwa).
    > Ale cóż mi po tych dwóch swiatach, gdy wejdę i mi spadnie? Jeden z tych
    > wirtualnych swiatów pryska jak mydlana bańka na bonobowym nosie z chwilą gdy
    > złapię guza na pałę.

    a dlaczego miałby pękać? dlatego, że i Ty pękasz przed taką wizją, w której on
    nie pęka ;-)

    > Bonobo, nasz Wszechswiat to jeden wielki EKSPERYMENT. Moze jego realizacja
    > kasuje wszelkie równoległe Universa.

    może tak... a może nie... czyli:

    'Bałłada o Ili: Ili da ili niet'

    8)44

    --
    David Deutsch - "Fabric of Reality"
    Jak długo jeszcze Prószyński i S-ka będą zwlekać z wydaniem zamówionego przez
    siebie i już od lat dawno gotowego polskiego przekładu?
  • 07.10.06, 20:57
    > Ale trochę mi się to wydaje jakby nadinterpretacja.

    sorry za niejaką obcesowość mojego poprzedniego postu...
    masz w końcu pełne prawo do postrzegania multiversum jako czegoś
    tylko "potencjalnego" (w końcu większość kwantowców do niedawna tak do tego
    podchodziła)...
    podobnie jak Kapitalizm ma prawo do światopoglądowego odrzucenia multiversum
    (w końcu niekwantowa większość fizyków nadal tak do tego podchodzi, tzn. jak do
    jeża - bo no bo kto to widział coby jeż miał mieć więcej niż JEDEN kolec 8-)...

    sam chwilami wolę sobie wyobrażać to tylko w kategoriach potencjalności...
    ale wtedy przypominam sobie, że to przecież zwyczajny przejaw megalomańskiego
    antropocentryzmu, z którego wynika przywiązanie już chyba homo erectus do
    zawyżania roli i WYJĄTKOWEGO znaczenia swego ego... i przywołuję się do
    porządku jak na bonobo przystało, mówiąc sobie - panisco jesteś a takie
    małostkowe wybory tobą kierują, jak typowym sapioncym z ukontentowania nad tom
    swojom wyjontkowościom...

    NIA MA POWODÓW do wyróżnienia któregokolwiek z multum uniwersów w tkaninie
    multiwersum... wyjątkowe bo jedyne i wszech jest samo multiwersum czyli
    wszechświat w nowym szerszym rozumieniu tego słowa...
    to twór splątany niciami interferencyjnych połączeń fotonów dużo ciaśniej nawet
    niż klasyczna czasoprzestrzeń Einsteina oplątana jest klasycznymi trajektoriami
    tychże...

    --
    David Deutsch - "Fabric of Reality"
    Jak długo jeszcze Prószyński i S-ka będą zwlekać z wydaniem zamówionego przez
    siebie i już od lat dawno gotowego polskiego przekładu?
  • 07.10.06, 21:10
    bonobo44 napisał:

    > > Ale trochę mi się to wydaje jakby nadinterpretacja.
    >
    > sorry za niejaką obcesowość mojego poprzedniego postu...

    No co ty, bonobo... Przecież trochę się już znamy.

    > masz w końcu pełne prawo do postrzegania multiversum jako czegoś
    > tylko "potencjalnego" (w końcu większość kwantowców do niedawna tak do tego
    > podchodziła)...

    Być moze, ze obserwowane jakby "z zewnątrz" są wszystkie widoczne jak na dłoni.
    Ale rzeczywiście, taki jest mój obecny ogląd sprawy.


    > podobnie jak Kapitalizm ma prawo do światopoglądowego odrzucenia multiversum
    > (w końcu niekwantowa większość fizyków nadal tak do tego podchodzi, tzn. jak do
    >
    > jeża - bo no bo kto to widział coby jeż miał mieć więcej niż JEDEN kolec 8-)...
    >
    > sam chwilami wolę sobie wyobrażać to tylko w kategoriach potencjalności...
    > ale wtedy przypominam sobie, że to przecież zwyczajny przejaw megalomańskiego
    > antropocentryzmu, z którego wynika przywiązanie już chyba homo erectus do
    > zawyżania roli i WYJĄTKOWEGO znaczenia swego ego... i przywołuję się do
    > porządku jak na bonobo przystało, mówiąc sobie - panisco jesteś a takie
    > małostkowe wybory tobą kierują, jak typowym sapioncym z ukontentowania nad tom
    > swojom wyjontkowościom...

    No tak. Zależy co uznać za megalomanię - akceptowanie tylko naszego Uniwersum,
    czy też stawianie się ponad wszystkie Uniwersa, he he.
    Z całą pewnoscią megalomanią jest nie wątpić w co się wie.



    >
    > NIA MA POWODÓW do wyróżnienia któregokolwiek z multum uniwersów w tkaninie
    > multiwersum... wyjątkowe bo jedyne i wszech jest samo multiwersum czyli
    > wszechświat w nowym szerszym rozumieniu tego słowa...
    > to twór splątany niciami interferencyjnych połączeń fotonów dużo ciaśniej nawet
    > niż klasyczna czasoprzestrzeń Einsteina oplątana jest klasycznymi trajektoriami
    > tychże...
    >
    Lajkonix
  • 08.10.06, 11:53
    lajkonik521 napisał:

    > Z całą pewnoscią megalomanią jest nie wątpić w co się wie.

    aaa... co do tego to pełna zgoda:

    ('wątpię, więc... nie jestem... megalomanem' ;-)

    nawiasem Qomputer spokojnie miożna wyjaśnić w ramach bardziej "strawnego",
    opisanego bodaj w 33-letniej dawności monografii Wheelera, Thorna i
    Misnera "Grawitacja":
    www.amazon.com/gp/reader/0471925675/ref=sib_dp_top_ex/102-8535733-
    7163356?ie=UTF8&p=S00Y#reader-link

    ciekawe linki na marginesie:
    www.astronomy.net/forums/blackholes/messages/4436.shtml?show=top
    www.pupress.princeton.edu/chapters/s2_5635.pdf#search=%22Wheeler%20%20%20Gravitation%22

    www.visualrelativity.com/LightClock/VisualizingProperTime-AAPT-01Sum.pdf#search=%22Wheeler%20%20%20Gravitation%22

    www.43things.com/things/view/30163
    tzw. pogrubionej czasoprzestrzeni do kwantowej warstewki o grubości średnio 10^-
    33 bodaj metra...

    to znacznie bardziej strawialne, gdyż wielość praktycznie nierozróżnialnych do
    poziomu kwantowego światów nikogo tu zdaje się nie szokować...

    jednak, gdy już zająknie się i powie... aaa
  • 09.10.06, 19:30
    "Choć nadal nie bardzo wiadomo, co sprawia, że cząstka natychmiast "wie", co
    dzieje się z jej partnerem, wymyślono już liczne pożyteczne zastosowania tego
    efektu."

    Jak to nie wiadomo co?
    Gdy dwie kule się zderzą, zwłaszcza tak czołowo, to skąd wiemy...
    że się zderzyły.
    Zawsze myślałem że to ten trzask... a to jednak nie to -
    one muszą się oddalać.
    Tylko skąd wadomo, że one się nie minęły,
    a zderzenia nie było wcale... ale nie - one mają różne kolory.
    Kolor kwantowym stanem - trzeba zanotować.
    ---------

    Sprawdzić czy brat założył skarpetę,
    ale bez sprawdzania na którą nogę - oto jest pytanie.
    Może zapytać go jakoś podstępnie?

    Pytam gościa na ulicy:
    - masz zegarek?
    - mam - odpowiada, i ucieka, z nienaruszonym stanem...
  • 09.10.06, 19:45
    ... ten teleport to lipa jakaś, chodzi o kopiowania stanu kwantowego
    a to bezpośrednio jest niemożliwe - skanowanie zaburza stan,
    więc wymyśono metodę pośrednią - zapętlamy, wymieniamy, skanujemy,
    wyniki przesyłamy tradycyjnie, czyli ze skończoną prędkością.

    en.wikipedia.org/wiki/Quantum_teleportation
    Nie ma miendkiej gry!
  • 14.12.16, 12:17
    Nawiązanie do prędkości światła znajdziesz tutaj: forum.gazeta.pl/forum/w,12172,50926472,50926472,Predkosc_wieksza_od_swiatla_.html?t=1481714194#p162965361
    Może to pomoże w odpowiedzi na Twoje pytanie :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.