Dodaj do ulubionych

Link "wołyński"

04.12.04, 16:34
kresowianie.prv.pl/
--
POLITYKA IDEOLOGIA HISTORIA
-------------
Gdzie wszyscy sądzą, że mają prawo rozkazywać, tam kończy się to ostatecznie
tym, że wszyscy wolą, aby rozkazywał jeden.
Nicolas Gomez Davila
Edytor zaawansowany
  • 04.12.04, 16:55
    Wypowiedź 27 maja 2003 r. podczas dyskusji panelowej
    "Przeszłość, która dzieli. Eksterminacja ludności polskiej
    na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 1943-1945",
    zorganizowanej przez Instytut Pamięci Narodowej,
    Uniwersytet Wrocławski i Kolegium Europy Wschodniej.

    W wystąpieniu moim zajmę się głównie faktami dot. ludobójstwa na Polakach
    Wołynia. Są one wynikiem analizy ponad 2.600 różnych źródeł, na które składają
    się dokumenty wykorzystane przy opracowywaniu mojej i mego ojca
    pracy "Ludobójstwo..." (2.500 źródeł), następnie: nadesłane nam relacje po jej
    ukazaniu się, opublikowane dokumenty Komitetu Ziem Wschodnich SN przez dr
    Lucynę Kulińską z Krakowa w dwu tomach w 2001 i 2002 oraz Archiwum A. Bienia
    przez Jana Brzeskiego i Adama Rolińskiego w 2001, a także szereg
    niepublikowanych dokumentów archiwalnych Delegatury Rządu RP.
    Odnośnie zbrodniczej działalności nacjonalistów ukraińskich w latach 1939-
    1945 wymierzonej przeciw ludności polskiej na Wołyniu można wyróżnić dwa główne
    okresy:
    I okres - to czas od września 1939 do października 1942, z dwoma podokresami
    wrzesień-listopad 1939 oraz czerwiec 1941-październik 1942. W tym okresie
    nacjonaliści ukraińscy dokonali mordu ok. 1500 osób, przy czym większość, ok.
    1100 osób przypada na rok 1939 i ponad 200 aktów terroru bez ofiar
    śmiertelnych, w tym rabunki, podpalenia, próby zabójstw i napadów.
    Z opublikowanych dokumentów wynika, że w Małopolsce Wschodniej rozmiary tych
    zbrodni w tym okresie były wielokrotnie większe i w związku z tym w sumie
    wysokość strat polskich oceniamy na 4-5 tys. ofiar.
    Dodać do tego trzeba, że w tym I okresie latem 1941 były dokonywane przez
    Ukraińców masowe mordy ponad 2000 Żydów pod hasłem "dni Petlury" we Lwowie, a
    także kilkuset Żydów w Krzemieńcu oraz w kilkudziesięciu mniejszych
    miejscowościach. Na ten temat istnieje już poważna literatura izraelska i
    niemiecka (Shmul Spector, Dieter Pohl, Tomas Held).
    II okres - czas nieustępliwego i bezwzględnego biologicznego niszczenia
    Polaków (także Żydów, którzy uratowali się podczas likwidacji gett) -
    obejmujący ostatni kwartał 1942 r. i lata 1943-1945 aż do zakończenia
    ekspatriacji Polaków.
    Liczbowe wyrażenie zbrodni popełnionych przez OUN-UPA w stosunku do Polaków
    na Wołyniu w okresie II jest następujące:
    niepełna liczba zamordowanych Polaków w znanych miejscach, czasie i
    okolicznościach w latach 1942-1945 wynosi ok. 35.500,
    z tego niemal 33.500 zamordowanych Polaków przypada na sam rok 1943, kiedy to
    usiłowano unicestwić wszystkich dostępnych,
    podczas apogeum zbrodni 1943 r. w lipcu i sierpniu zamordowanych zostało: co
    najmniej 10.500 osób w lipcu w co najmniej 530 miejscowościach i co najmniej
    8.300 w sierpniu w 300 miejscowościach
    w 17 miejscowościach zamordowano ponad 200 osób,
    w sumie w latach 1939-1945 na Wołyniu zamordowano w ustalonych miejscach,
    czasie i okolicznościach około 36.650 Polaków, w co najmniej 1.721
    miejscowościach, a osób znanych z nazwiska - w zaokrągleniu 19.400.
    Są to liczby cytowane z naszej pracy "Ludobójstwo...", ale w przyszłości
    ulegną one podwyższeniu, bowiem wciąż wpływają od świadków uzupełnienia,
    odkrywane są nieznane wcześniej dokumenty i w świetle tych nowych materiałów
    powiększa się liczba zamordowanych w znanych miejscach, czasie i
    okolicznościach. Dalej wzrasta liczba miejscowości, w których mordy miały
    miejsce na pewno, oraz rośnie liczba zamordowanych osób znanych z nazwiska.
    Szacowana w naszej pracy "Ludobójstwo..." liczba zamordowanych Polaków w
    latach 1939-1945 została określona na 50-60 tysięcy. Obecnie szacunek ten
    podnosimy do 60 tysięcy, opierając się na ważnym dokumencie archiwalnym,
    odnalezionym przez mego ojca, z którego wynika, że ordynariusz diecezji łuckiej
    bp Adolf Szelążek w sprawozdaniu z 1944 r. dla Stolicy Apostolskiej, określał
    liczbę zamordowanych na nie mniej niż 60 tysięcy na podstawie informacji
    przekazanych mu przez księży.
    Na tle powyższych liczb ilustrujących zbrodnie OUN-UPA polska odpowiedź na
    nie przedstawiała się następująco:
    Walki obronne prowadzone przez samoobrony oraz oddziały partyzanckie AK, które
    powstały po apogeum zbrodni w lipcu 1943 r., miały miejsce w 148
    miejscowościach.
    W 23 miejscowościach polska strona podjęła walki ofensywne, których celem
    było zapobieżenie napadom i usunięcie z rejonu skupiska Polaków śmiertelnego
    zagrożenia lub uprzedzenie napaści. Podczas walk zginęło co najmniej 311
    Ukraińców, członków nacjonalistycznych bojówek.
    W 44 miejscowościach Polacy dokonali odwetów, w których zginęło co najmniej
    113 Ukraińców.
    Liczby dotyczące walk i odwetów, podobnie jak i pozostałe, nie są liczbami
    pełnymi. Jednakże pięciokrotnie wyższe liczby podane ostatnio przez dra
    Grzegorza Motykę w artykule w "Rzeczpospolitej" z 24-25.05. br. w świetle
    naszych badań są zawyżone i wymagałyby szczegółowego uzasadnienia. Uwaga ta
    tyczy się również szacunku ok. 2.000 Ukraińców podanego przed laty przez J.
    Turowskiego, skąd być może została przejęta przez dra Motykę.
    Często występującym nadużyciem, jest zestawianie liczby zamordowanych
    Polaków na Wołyniu w wysokości 50-60 tys., lub ogólniej określanych na
    kilkadziesiąt tysięcy, z szacowanymi stratami ukraińskimi rzędu 15-20 tysięcy
    odnośnie wszystkich terenów, na których one wystąpiły w latach 1939-1947 (a
    więc z Małopolską Wschodnią do połowy 1945 r. i obszarem leżącym w granicach
    Polski powojennej do połowy 1947 r.), w dodatku bez rozróżnienia na ofiary walk
    z jednej strony i ofiary odwetów z drugiej strony. Zabiegi te, przeważnie
    stosowane przez media, tworzą nieprawdziwy obraz wydarzeń na Wołyniu, w którym
    1/3 ofiar polskich stanowiłyby ofiary ukraińskie. To zafałszowanie proporcji
    między ofiarami strony polskiej i ukraińskiej prowadzi do nieprawdziwych
    twierdzeń o walkach bratobójczych na Wołyniu, wojnie domowej itd.
    Jest sprawą w dodatku powszechnie znaną, choć nie poruszaną w publikacjach
    IPN, że terror Służby Bezpeky OUN był w stosunku do własnych rodaków olbrzymi i
    według oceny dra hab. W. Poliszczuka, wynosił ok. 50 tys. ludzi. Historycy
    ukraińscy problemu tego nie zauważają. Słusznie zatem przypomniał o tym W.
    Hercuń w "Trybunie" z 14.05. br.
    Jeśli chodzi o liczbowe określenie ofiar zbrodni w Małopolsce Wschodniej, to
    uważam, że podawane szacunki są przedwczesne, bowiem do tej pory brak podobnego
    zinwentaryzowania zbrodni, jak dla Wołynia. Jak dotąd nie słychać, by takie
    inwentarze powstawały w IPN dla województw tarnopolskiego, stanisławowskiego i
    lwowskiego.
    Obecnie przejdę do kwalifikacji zbrodni wołyńskiej.
    Okres I, tj. lata 1939-1942, w których w porównaniu z okresem II (lata 1942-
    1945 jeśli chodzi o Wołyń), należy określić jako fazy pregonocydalne. Jest to
    pojęcie wyłonione w socjologicznych badaniach nad genocydem. Akty zaliczane do
    faz pregenocydalnych to stosowane wobec członków grupy akty terroru,
    zastraszanie, bicie, rabunek i niszczenie mienia, różnego rodzaju szykany,
    także zabójstwa, nieraz skrytobójcze, pojedyncze lub grupowe, ale jeszcze nie
    kojarzone z motywem narodowościowym, etnicznym, rasowym czy religijnym. Należy
    tu także wskazać na takie akty, jak agitacja, literatura i utwory muzyczne
    zachęcające do zbrodni na tle narodowościowym (lub innym wymienionym w
    Konwencji o zwalczaniu i karaniu zbrodni ludobójstwa z 9.XII.1948), tworzące
    właściwy dla nich klimat i inicjujące je. Na Wołyniu jeszcze przed wojną
    pojawiały się od czasu do czasu ulotki "rżnąć Lachów", nie traktowane wówczas
    poważnie, o czym wspomina bp Szelążek. Początek więc faz pregenocydalnych może
    być cofnięty przed 1939 rok. Wszystkie te wymienione czyny miały miejsce w
    stosunku do Polaków zanim doszło do właściwego ludobójstwa lat 1942-1945 i, jak
    się później okazało, do niego właśnie prowadziły.
    Zbrodnie okresu II, koniec 1942-1945, w świet
  • 04.12.04, 22:23
    bylbym wdzieczny za dokonczenie textu dot.watku i/lub podanie linku

    bonobo44
  • 05.12.04, 19:05
    po prostu wejdx na te strone podana wyzej ; nastepnei pod "wspomnienia" tam sa
    3 jedno z nich jest cyt. bylo dlugie i sie nie zmiescilo.
    Po wejsciu na te strone, zajrzyj tez pod 'pomnik" i obejrzyj zdjęcie !
    --
    POLITYKA IDEOLOGIA HISTORIA
    -------------
    Gdzie wszyscy sądzą, że mają prawo rozkazywać, tam kończy się to ostatecznie
    tym, że wszyscy wolą, aby rozkazywał jeden.
    Nicolas Gomez Davila
  • 06.12.04, 17:20
    dzieki - oto bezposredni link
    www.idn.org.pl/medykon/wolyn/inne/przeszlosc.htm
    i - dla porzadku - dokonczenie:

    <<Zbrodnie okresu II, koniec 1942-1945, w świetle Konwencji o zwalczaniu i
    karaniu zbrodni ludobójstwa z 1948, której artykuł II wymienia czyny przeciwko
    życiu i zdrowiu dokonywane w celu zniszczenia w całości lub części grupy
    narodowościowej, etnicznej, rasowej i religijnej, są zbrodniami ludobójstwa,
    ponieważ Polacy byli mordowani przez nacjonalistyczne bojówki dlatego, że byli
    Polakami. Zostało to udokumentowane w naszej pracy "Ludobójstwo..." odnośnie
    Wołynia. Również zbrodnie w Małopolsce Wschodniej są zbrodniami ludobójstwa,
    jak wynika jednoznacznie nawet tylko z dokumentów Polskiego Państwa
    Podziemnego. Nie zmieniają tej kwalifikacji wydawane przez OUN-UPA tu i ówdzie
    w Małopolsce (ale podkreślam nie na Wołyniu), bezprawne nakazy opuszczenia
    gospodarstw i przeniesienia się za San.
    Odnośnie twierdzenia dra Motyki z "Rzeczpospolitej" z 24-25.05. br., gdzie
    pisze, że niesłusznie prof. Ryszard Szawłowski i Ewa Siemaszko krytykują takie
    terminy, jak "konflikt" czy "akcje antypolskie" używane zamiast
    terminu "ludobójstwo", oraz odnośnie dalszych związanych z tym jego rozważań,
    pragnę przekazać w imieniu prof. Szawłowskiego, że nie wykazał tu jakiejkolwiek
    znajomości olbrzymiej już dziś literatury w dziedzinie ludobójstwa w językach
    zachodnich, w związku z czym nie orientuje się, że termin ludobójstwo (genocyd)
    na Zachodzie jest używany nie tylko w prawie, ale również w socjologii, gdzie
    funkcjonują definicje ludobójstwa socjologiczne, w naukach politycznych,
    pomijając już częste stosowanie tego terminu w pracach historycznych.
    Cechy charakterystyczne zbrodni na Wołyniu zostały wskazane w syntezie
    wydarzeń wołyńskich, zawartej w przedmowie do naszego "Ludobójstwa..." prof.
    prawa międzynarodowego i nauk politycznych R. Szawłowskiego, który, o ile wiem,
    jest obecnie jedynym naukowcem w Polsce zajmującym się ludobójstwem jako
    zagadnieniem prawnym i socjologicznym oraz w wymiarze komparatystycznym. Przy
    okazji, jego praca na ten temat ukaże się jeszcze w tym roku.
    Wskazuje on na następujące charakterystyczne cechy tych zbrodni, które w
    świetle zgromadzonego materiału faktograficznego trudno podważyć i z którymi w
    pełni się zgadzam:
    Na Wołyniu dążono do całkowitego unicestwienia społeczności polskiej w wymiarze
    tak totalnym, jak to czynili Niemcy w stosunku do Żydów (tzw. holocaust), od
    niemowląt po starców. Polacy, podobnie jak Żydzi, byli przez Ukraińców
    tropieni, wyłapywani, zabijani podstępnie pojedynczo i zbiorowo. Właśnie ta
    uporczywość w eksterminacji, starania by zamordować, kogo da się dosięgnąć,
    świadczy o ludobójstwie totalnym, tym, czym był holocaust Żydów. Mordowani byli
    także Polacy wyznania prawosławnego oraz nie używający języka polskiego w mowie.
    Nieco inaczej było w Małopolsce Wschodniej, gdzie obok ludobójstwa totalnego,
    zdarzało się również ludobójstwo selektywne, np. mordowanie wyłącznie mężczyzn.
    Ludobójstwo było dokonywane z okrucieństwem, nierzadko wręcz sadystycznym,
    nawet w stosunku do osób, które sprawcy oceniali jako ludzi dobrych lub wobec
    których mieli długi wdzięczności. Okrucieństwa nie oszczędzano nawet dzieciom.
    Przewija się ono w przeróżnych źródłach, również w sprawozdaniu dla Stolicy
    Apostolskiej bpa Szelążka.
    Zaangażowanie w zbrodnie szerokich kręgów społeczności wołyńskiej, bowiem obok
    bojówek OUN-UPA i tzw. podległych im Samooboronnych Kuszczowych Widdiłów, czyli
    chłopów pozostających w gospodarstwach, ale stawiających się do akcji w razie
    potrzeby, uczestniczyły, jeśli nie w samym zabijaniu, to w dobijaniu,
    podpalaniu, czy rabunku, osoby "niezrzeszone", w tym kobiety, wyrostki czy
    prawie dzieci.
    Dodam jeszcze, że czynny udział w ludobójstwie w formie agitacji, a nawet
    zabójstwach, brała część duchownych prawosławnych na Wołyniu, oraz duchownych
    grekokatolickich w Małopolsce Wschodniej, a na Wołyniu, gdzie było ich
    niewielu, np. zbrodniczą agitacją odznaczył się - wedle słów bpa Szelążka -
    unicki zakon redemptorystów w Kowlu. Niewątpliwie część duchowieństwa czyniła
    to pod przymusem OUN-UPA, ale pozostali z wewnętrznego przekonania. Wg
    Konwencji z 1948 r. w art. III czyny te określane są jako podżeganie i
    traktowane jako przestępstwa ludobójstwa. >>

  • 06.12.04, 17:21

    <<Eksterminacji - w całości lub części polskiej - podlegały rodziny mieszane,
    jako rodziny, w których zepsuta została ukraińska krew. Zabójstw dokonywały
    albo bojówki OUN-UPA, albo ukraiński członek rodziny - z własnej woli, gdy
    dostrzegł "kardynalny błąd życiowy", albo pod terrorem. Stąd zabójstwa żony i
    dzieci przez męża, ojca przez dzieci, a nawet zabójstwa przez brata siostry,
    która chciała wyjść za mąż za Polaka.
    Mordercami byli współobywatele i sąsiedzi, często pozostający przez całe
    generacje w dobrych stosunkach, a nie okupanci i obcy.
    Unicestwieniu biologicznemu ludności polskiej towarzyszyło niszczenie śladów
    jej obecności.
    W III okresie, tj. po dokonaniu ludobójstwa, interesujące są zachowania
    społeczeństw, których grupy dokonywały tej zbrodni. Sprawa ta jest dla nas
    Polaków aktualna po dziś dzień, a szczególnie w latach 60. rocznicy apogeum
    zbrodni wołyńskiej i małopolskiej i gdy polskie władze czynią zabiegi, by
    państwo ukraińskie również odniosło się do tej rocznicy.
    W środowisku politycznym Ukrainy zwraca uwagę głos szefa administracji
    prezydenta Ukrainy Wiktora Medwedczuka z kwietnia br., który wypowiada ocenę
    tamtych wydarzeń bliską stanowisku polskiemu. Medwedczuk stwierdza m.in., że
    zbrodnie te winny być potępione oraz że - i tu cytat - "organizatorzy rzezi
    wołyńskiej, przelewając krew niewinnej ludności cywilnej, splamili świętą dla
    milionów Ukraińców ideę walki o niezależne państwo ukraińskie". Zaznacza też,
    że - cytuję - "siły polityczne, które wciągnęły Wołyń (a potem i Galicję) w
    anarchię i pogromy, ani ich następcy i ideowi spadkobiercy po dziś dzień nie
    znaleźli w sobie odwagi, by wziąć na siebie moralną odpowiedzialność za
    wołyńską tragedię". Jest to jedyna znana mi, o tej wymowie, wypowiedź publiczna
    tego szczebla na Ukrainie.
    Bulwersują natomiast, świadczące o głęboko zakorzenionym zakłamaniu i braku
    podstawowych norm moralnych, takie zjawiska, jak plakat przeciw potępieniu
    zbrodni ludobójstwa rozwieszany w miastach wołyńskich, gdzie czytamy m.in. że
    jeszcze przed wojną Polacy na Wołyniu wymordowali ponad 100 tys. Ukraińców, czy
    też apel 33 deputowanych do Rady Najwyższej Ukrainy opublikowany przez "Hołos
    Ukrainy" 16 maja br.
    Jeśli chodzi o środowiska historyków ukraińskich, to jak do tej pory,
    równolegle z pojedynczymi głosami wskazującymi na potrzebę potępienia zbrodni,
    mamy do czynienia przede wszystkim z przekręcaniem faktów w celu przynajmniej
    pomniejszenia zbrodni, przedstawianie jej jako walki dwóch równorzędnych sił,
    ograniczenia odpowiedzialności lub też przeniesienia jej na Polaków, oraz
    usprawiedliwienia pod różnymi pretekstami.
    Warto też powiedzieć, że ukraińska społeczność Wołynia, w pewnym stopniu
    będąc pod presją żyjących jeszcze członków OUN-UPA, a także ich spadkobierców
    ideowych, nie przejawia obecnie postaw wskazujących na zażenowanie czy poczucie
    winy. Dla zobrazowania stylu myślenia "wołyńskiego", przytoczę tu przykład
    sprzed kilku dni, gdy świadek tamtych wydarzeń p. Aniela Dębska, będąc w
    Kisielinie, gdzie ocalała tam z napadu na kościół, otoczona została przez swe
    dawne koleżanki szkolne należące wtedy do UPA i najpierw usłyszała wspomnienia
    o dobrych sąsiadach Polakach, o wspaniałych jej teściach, których UPA
    zamordowała, a gdy zapytała "To po coście nas mordowali", padła
    odpowiedź: "Trzeba było, takie były czasy". I to jest dokładnie to samo, co
    słyszeli Polacy od swych dobrych sąsiadów 60 lat temu "Teraz wam trzeba
    umierać".

    Ewa Siemaszko
    "Głos Kresowian" - nr 11, maj-czerwiec 2003

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.