• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Płk Ryszard Kukliński nie żyje

  • 11.02.04, 13:10

    --
    Sława!
    Płk Ryszard Kukliński nie żyje




    Ryszard Kukliński w Krakowie
    Fot. ADAM GOLEC


    ZOBACZ TAKŻE


    • O sprawie pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, 1998 (09-05-98, 00:00)
    • Nowa książka o Kuklińskim w USA (28-01-04, 22:52)
    • "Samotna misja. Pułkownik Kukliński i zimna wojna" Józefa Szaniawskiego (09-
    01-04, 19:56)







    pi 11-02-2004, ostatnia aktualizacja 11-02-2004 12:54

    W szpitalu w Waszyngtonie zmarł płk Ryszard Kukliński, podała telewizja TVN24


    Pozdrawiam i zapraszam na:
    Forum Słowiańskie
    nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
    www.pajacyk.pl
    Ignorant
    +++
    Edytor zaawansowany
    • 11.02.04, 13:15
      Sława!
      O sprawie pułkownika Ryszarda Kuklińskiego pisał Adam MIchnik w 1998




      Adam Michnik 09-05-1998, ostatnia aktualizacja 11-02-2004 13:03

      09-05-1998. Porównywanie Łukasińskiego, Wysockiego, Traugutta, którzy
      zawiązywali spiski niepodległościowe, z Kuklińskim, który na własną rękę
      zdecydował się szpiegować i wszystko, co robił, robił na polecenie CIA, wydaje
      mi się dziwaczne. Cała ta legenda tworzona wokół osoby Kuklińskiego jest
      niestosowna i żenująca. A już przyrównywanie jego wizyty do pielgrzymki Papieża
      uważam za nonsens
      czytaj dalej »
      r e k l a m a



      O tej sprawie niełatwo pisać, gdyż pułkownik Kukliński nie jest polityczną
      abstrakcją, lecz człowiekiem z krwi i kości, który przeżył niemało, długo
      egzystował w ukryciu z wyrokiem śmierci, utracił dwóch synów. Już choćby to
      nakazuje powściągliwość i umiar w formułowaniu opinii.

      Podczas wizyty pułkownika Ryszarda Kuklińskiego stało się oczywiste, że dla
      setek tysięcy ludzi jest on bohaterem narodowym; dla innych setek tysięcy
      natomiast pozostaje zdrajcą, który złamał przysięgę. Kim jest w rzeczywistości
      Ryszard Kukliński? Nie wiem. Wiem natomiast, że jego przypadek daleki jest od
      jednoznaczności.

      Nikt jeszcze nie wzbudził tyle entuzjazmu w środowiskach prawicy i na jej
      obrzeżach, co Kukliński podczas swego triumfalnego objazdu Polski. Jego
      przyjazd porównywano do pielgrzymek papieża Jana Pawła II, a samego
      Kuklińskiego - do Waleriana Łukasińskiego, Piotra Wysockiego, Romualda
      Traugutta czy Józefa Piłsudskiego.

      Warto tedy przypomnieć, że ten niezwykły festiwal prawica i Kukliński
      zawdzięczają dwóm polskim politykom: Aleksandrowi Kwaśniewskiemu i Leszkowi
      Millerowi, którzy - według świadectwa Zbigniewa Brzezińskiego - przyczynili się
      w decydujący sposób do decyzji o prokuratorskim oczyszczeniu płk. Kuklińskiego
      z zarzutu zdrady głównej. Decyzję tę wsparł wtedy - jesienią ubiegłego roku -
      szef postkomunistycznej "Trybuny" Janusz Rolicki. Dopiero dzięki akcji
      polityków z kręgów SLD stał się możliwy triumfalny przyjazd Kuklińskiego i jego
      polityczna beatyfikacja. Można być tym faktem zażenowanym, ale nie należy go
      przemilczać.

      Przed sześciu laty Wiktor Woroszylski, człowiek mądry i przenikliwy, pisał o
      pułkowniku: "Jestem po stronie Kuklińskiego, bo wydaje mi się, że potrafię
      zrozumieć jego drogę życiową, od szesnastoletniego członka PPR i żołnierza,
      zapewne entuzjasty, choć - być może - jednocześnie ambicjonera, rozpieranego
      młodzieńczą energią i zachłannością wobec pokus czynnego życia, w sposób
      naturalny robiącego następnie karierę na obranym polu, z biegiem lat dopiero
      nabierającego nieufności do współtworzonego przez siebie świata, wreszcie
      definitywnie doń zbrzydzonego i podejmującego niebezpieczną decyzję
      wypowiedzenia mu potajemnej wojny. To jeden z polskich losów naszej epoki,
      losów pokolenia, bardziej jaskrawy od innych, ale nie pozbawiony zbieżności i z
      mniej barwnymi, więc - dajmy sobie na razie spokój z wallenrodyczną czy
      jakąkolwiek symboliką i ujrzyjmy to życie w jego ludzkich, samych przez się
      wystarczająco dramatycznych wymiarach".

      Wiktor Woroszylski był pisarzem całkowicie wolnym od zacietrzewienia skrajnej
      prawicy antykomunistycznej, a jego głos nie był odosobniony. Takich opinii nie
      wolno lekceważyć. Ale i innych opinii lekceważyć nie wolno.

      Znam wielu ludzi, którzy byli przez wiele lat w integralnej opozycji wobec
      reżimu komunistycznego i zapłacili za to wysoką cenę: wielu lat więzienia i
      szykan; ludzi, których życiu wielokrotnie zagrażało niebezpieczeństwo. Ale
      wszyscy oni byli zgodni co do jednego: najbardziej nawet totalna opozycja wobec
      władz PRL, którą uważali za dyktaturę podległą Moskwie, nie może prowadzić do
      współpracy ze służbami obcego wywiadu.

      W tym momencie bowiem kończy się lojalność wobec własnego państwa - choćby było
      ono niedemokratyczne i niesuwerenne - a zaczyna się lojalność wobec państwa
      obcego, choćby było ono demokratyczne i sprzymierzone z wartościami, o które
      chciało się walczyć. Tym różniła się filozofia polskiej opozycji
      demokratycznej, która była proamerykańska, od służby amerykańskiemu wywiadowi.

      Oskarżenia propagandy stanu wojennego, że my, ludzie "Solidarności", pracujemy
      dla obcych wywiadów, a nie dla Polski, odbierałem jako podłe oszczerstwo.
      Uważałem, że pracuję dla Polski, a właśnie nasi antagoniści bronią sowieckiego
      stanu posiadania w tej części Europy.



      Była nieprzekraczalna granica, która oddzielała działalność demokratycznej
      opozycji na rzecz niepodległości od pracy dla obcego wywiadu. Wielu wybitnych
      emigrantów przestrzegało mnie przed kontaktami, a cóż dopiero współpracą z
      obcym wywiadem. Nie spotkałem nikogo, kto by uważał, że podziemie
      solidarnościowe powinno podjąć tego typu współpracę. Pamiętam raczej, że
      wszystkie te zarzuty komunistycznej propagandy były odpierane z pogardą.

      Wywiad jest wywiadem, szpiegostwo - szpiegostwem. Także amerykańskie służby
      specjalne posługiwały się metodami niekoniecznie eleganckimi: intrygą,
      szantażem, przekupstwem, a nawet skrytobójstwem. W Stanach Zjednoczonych
      istnieje pokaźna literatura na ten temat. Nam, ludziom opozycji demokratycznej,
      którzy stawali z otwartą przyłbicą przeciw dyktaturze, te metody wydawały się
      brzydkie i niemoralne. Pisał swego czasu Josif Brodski: "Zawsze uważałem
      szpiegostwo za najpodlejsze ludzkie zajęcie, głównie chyba dlatego, że wyrosłem
      w kraju, w którym rozwój zdarzeń był nie do ogarnięcia przez rodowitych
      mieszkańców. (...) Zapewne dlatego ten kraj tak się szczycił swoimi gliniarzami
      oraz tajnymi agentami".

      Rozumiem Brodskiego. Zawsze brzydziły mnie książki o bohaterskich agentach
      pisane przez bezpieczniaków w rodzaju Mariana Reniaka, Kudasia-Bronisławskiego,
      kpt. Czechowicza czy gen. Pożogi.

      "Wstręt do szpiegów - pisał Brodski - bierze się nie tyle stąd, że zajmują
      niski szczebel na drabinie ewolucyjnej, ile stąd, że zdrada skłania człowieka
      do obsuwania się w dół".

      Wiktor Woroszylski próbował dojrzeć w biografii Ryszarda Kuklińskiego jakiś
      inny wariant własnego losu: od ideowej fascynacji komunizmem do totalnego
      zerwania. Josif Brodski mógłby mu odpowiedzieć, że każdy, kto podążył drogą
      szpiegostwa, "spośród możliwości dostępnych człowiekowi wybrał najbardziej
      jałową - zdradę jednej grupy ludzi na rzecz drugiej".

      Czy spojrzeć globalnie i stwierdzić: wówczas świat był areną walki dwóch
      bloków - demokratycznego i totalitarnego, zaś Kukliński działał na rzecz
      wolnego świata przeciw opresyjnej ideologii? Można tak uczynić, ale tylko
      wówczas, gdy mieszka się w Waszyngtonie.

      W 1945 r. w ramach pewnej globalnej polityki prezydent Stanów Zjednoczonych
      wyraził aprobatę dla postanowień konferencji jałtańskiej. Czy to było zgodne z
      filozofią wolnego świata? Być może tak, być może amerykański prezydent nie miał
      innego wyjścia, ale nie było to w zgodzie z polskim interesem narodowym. W 1982
      r. w ważnej amerykańskiej gazecie ukazał się artykuł wybitnego amerykańskiego
      intelektualisty, politologa Normana Podhoretza, który krytycznie oceniał
      politykę prezydenta Reagana. Podhoretz twierdził, że Reagan powinien udzielić
      tak istotnego wsparcia "Solidarności", by doprowadzić do rosyjskiej interwencji
      w Polsce. Wtedy Rosja, skazana na wojnę na dwóch frontach, jednocześnie w
      Afganistanie i w Polsce, uwikłałaby się w sprzeczności, które doprowadziłyby do
      jej upadku.

      Jak się mieszka w Waszyngtonie, to wolno tak rozumować. Z tamtej perspektywy
      Polska jest takim samym polem walki z komunizmem jak Korea, Wietnam czy
      Afganistan. Gdy mieszka się w Polsce, to taka globalna perspektywa jest
      fałszywa. Polakowi nie może być obojętne, czy w konflikcie zginie 100 osób czy
      też 100 tysięcy - jak w Afganistanie. Na wybór strategii amerykańskiej płk
      Kukliński nie miał żadnego wpływu.

      Interesująca jest w tej spr
      • 11.02.04, 13:17
        Interesująca jest w tej sprawie postawa dwóch osób, które bardzo szanuję,
        Zbigniewa Brzezińskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Wypowiadają się oni
        jednoznacznie po stronie płk. Kuklińskiego.

        Brzeziński jest wybitnym amerykańskim politykiem o gorącym polskim sercu.
        Wydaje się, że w jego amerykańskiej logice jest do pogodzenia utożsamienie
        interesu starego kraju z interesem Stanów Zjednoczonych.



        Jan Nowak-Jeziorański był przez lata szefem Radia Wolna Europa. Z wielkim
        pożytkiem, pracowitością, talentem, zaangażowaniem służył sprawie polskiej.
        Doszedł do przekonania, że droga do niepodległej Polski prowadzi przez Stany
        Zjednoczone. Nie widzę w tym nic niestosownego. Z punktu widzenia polskiego
        emigranta i żołnierza AK była to decyzja w pełni racjonalna, podjęta publicznie
        i wielokrotnie uzasadniana przez samego Nowaka. Ale ten sam Nowak nie był
        przecież entuzjastą idei, by polscy emigranci wiązali się z amerykańskimi
        służbami specjalnymi. Tzw. sprawa Bergu wywołała falę oburzenia na emigracji
        nie tylko dlatego, że cała impreza była spenetrowana przez bezpiekę, ale też
        dlatego, że z bojowników niepodległościowej emigracji czyniła agenturę
        amerykańskich służb.

        O tym, co płk Kukliński naprawdę robił, wiemy tylko od niego samego bądź też
        musimy wierzyć na słowo prof. Brzezińskiemu lub Nowakowi-Jeziorańskiemu. Nie
        zobaczyliśmy żadnych dokumentów. Jedno wiemy na pewno: Kukliński skutecznie
        pracował dla amerykańskiego wywiadu.

        Nie mam podstaw, by kwestionować to, co mówi płk Kukliński, ale jest to jedyny
        ze znanych mi przypadków, że można być we własnej sprawie jedynym świadkiem.
        Nagle człowiekowi zapomina się wszystko. Zapomina się, że przez lata był w
        partii komunistycznej, że był na tyle doceniony - również materialnie - że stać
        go było na kupienie sobie willi w Warszawie, że stać go było na jacht, co nie
        było normą dla ówczesnych pułkowników LWP, że pracował na tyle dobrze, że
        awansował do bardzo wysokich stanowisk w wojsku. Zapomina się, że był w armii w
        marcu 1968 roku, kiedy się działy rzeczy nikczemne (dość przeczytać prasę
        wojskową z tamtego okresu), że był w armii w czasie interwencji w
        Czechosłowacji, a jedyny wniosek, jaki z tego wyciągnął, to nie ten, żeby
        publicznie napiętnować ówczesne praktyki, wyjść z wojska, wystąpić z partii i w
        jakiś sposób przystąpić do opozycji. Zdecydował się podjąć współpracę z
        wywiadem USA.

        Czy uznał, że w miejscu, które zajmuje, może zdziałać o wiele więcej niż w
        szeregach opozycji? Nie wykluczam tego, ale jeśli ktoś dochodzi do takiego
        wniosku, to wie, że podejmuje decyzję sam. Być może do takiego samego wniosku
        doszedł sowiecki szpieg Richard Sorge. Dziś jednak nikomu w Niemczech nie
        przyjdzie do głowy, by Richarda Sorge'a przyrównywać do niemieckich bohaterów i
        stawiać obok Bismarcka czy Clausewitza. To był bohater tych służb, dla których
        pracował, ale nie bohater Niemiec.

        Józef Ignacy Kraszewski był francuskim szpiegiem, ale ten fakt dyskretnie
        przemilczano w szkolnych podręcznikach, nie robiono z tego cnoty, bo było w tym
        coś nieeleganckiego, co nie pasowało do naszego etosu walki o wolną Polskę, tak
        np. jak fałszowanie pieniędzy w bankach zaborczych państw. Nikt też nie
        twierdził, że Kraszewski był wielkim Polakiem, dlatego że szpiegował dla
        Francuzów. Jeśli był wielkim Polakiem, to pomimo to, że szpiegował.

        Do dziś w Niemczech trwa debata, czy "Czerwoną orkiestrę", komunistyczną
        organizację, która pracowała dla sowieckiego wywiadu, można zaliczyć do
        antyhitlerowskiego ruchu oporu. Byli przeciwko Hitlerowi, ale pracowali dla
        obcego wywiadu.

        Nie ulega kwestii, że Ameryka jest najbardziej strategicznym sojusznikiem
        Izraela. Jednak amerykańskie służby specjalne nie wahały się aresztować szpiega
        Mossadu Jonathana J. Pollarda, który działał na terenie USA.



        Sam fakt pracy dla amerykańskich służb specjalnych nie jest jeszcze żadnym
        tytułem do chwały w Polsce. Przecież wielu było u nas amerykańskich szpiegów. Z
        niektórymi z nich siedziałem w więzieniu. Byli to zwykle wstrętni i podli
        ludzie. Natomiast oczywiście byli oni użyteczni dla CIA. Wielu z nich
        wymieniono później na Mariana Zacharskiego, ale wskutek tego nie stali się
        bohaterami mojego romansu. Jednak logika służb specjalnych jest odmienna. Dla
        nich ci ludzie mieli tytuł do chwały. Nic więc dziwnego, że płk Kukliński, tak
        bardzo zasłużony dla CIA, został przez nią obdarzony wysokim odznaczeniem.

        Porównanie Kuklińskiego z Łukasińskim, Wysockim czy Trauguttem jest
        nieporozumieniem. Problem nie polega na formalnym stosunku do przysięgi. Rzecz
        w szpiegowaniu dla obcego mocarstwa, dla cudzego państwa. To są dwie różne
        sprawy. Podobnie porównywanie Kuklińskiego z Piłsudskim, przypominanie, że ten
        jako obywatel rosyjskiego mocarstwa organizował Strzelca czy Legiony na terenie
        Austrii, jest nieporozumieniem. Do Japonii Piłsudski pojechał jako lider
        politycznego obozu z propozycją konkretnego sojuszu. Tam występował jako
        podmiot, wychodząc z założenia, że wróg mojego wroga jest moim przyjacielem.

        W tym sensie błądzą ci, którzy porównują pracę oficerów AK dla brytyjskiego
        wywiadu z tym, co zrobił Kukliński. Oficerowie AK działali na polecenie swoich
        przełożonych. Natomiast Kukliński cały czas działał na własną rękę albo na
        polecenie swych amerykańskich przełożonych. Oddawał amerykańskim służbom
        wywiadowczym usługi i nie miał żadnego wpływu na to, jaki z tego Amerykanie
        zrobią użytek. Pracował na rzecz amerykańskich służb specjalnych i tylko one
        korzystały z owoców jego pracy.

        Porównywanie Łukasińskiego, Wysockiego, Traugutta, którzy zawiązywali spiski
        niepodległościowe, z Kuklińskim, który na własną rekę zdecydował się szpiegować
        i wszystko, co robił, robił na polecenie CIA, bez żadnej próby "podmiotowego"
        ujawnienia się i nawiązania kontaktu z "Solidarnością", Kościołem czy opozycją,
        wydaje mi się dziwaczne. Podobnie zresztą jak porównywanie pułkownika do Adama
        Hodysza, funkcjonariusza SB, który nawiązał współpracę z działaczami gdańskiej
        opozycji i zapłacił za to kilkuletnim więzieniem. Nigdy nie miałem żadnych
        wątpliwości w ocenie postępowania Hodysza - on też złamał przysięgę, ale nigdy
        nie działał na zlecenie zagranicznych mocodawców.

        Cała ta mitologia i legenda tworzona wokół osoby Kuklińskiego jest w najwyższym
        stopniu niestosowna i żenująca. A już przyrównywanie jego wizyty do pielgrzymki
        Papieża uważam za nonsens.

        Nie zgadzam się z opinią ks. Józefa Tischnera, że spór wokół oceny Kuklińskiego
        układa się wedle dawnych podziałów politycznych i że ci, którzy dawniej byli za
        PRL, teraz go oskarżają o zdradę, a ci, którzy byli przeciw PRL, dziś wynoszą
        go pod niebiosa. Byłem całe życie przeciwko PRL i właśnie dlatego nie ma we
        mnie śladu szacunku dla szpiegów. Może również dlatego, że ich znałem.

        Jeśli chodzi o wallenrodyzm, odwołam się do tego, co pisał Juliusz Słowacki:

        "Wallenrodyczność czyli wallenrodyzm

        Ten wiele zrobił dobrego - najwięcej!

        Wprowadził pewny do zdrady metodyzm

        Z jednego zrobił zdrajców sto tysięcy".

        Myślę, że "Konrad Wallenrod" był najmniej udanym w warstwie ideowej utworem
        Mickiewicza. Dziełem, w którym Mickiewicz uzasadniał swój krótki okres
        przebywania w kręgu rosyjskich elit. Okres, kiedy nie mogąc być lwem - udawał
        lisa. Ale nawet Konrad Wallenrod nie uzasadnia żadną miarą pracy dla służb
        specjalnych. Można uznać, że Wallenrodem był Adam Czartoryski, Aleksander
        Wielopolski czy Roman Dmowski, ale żaden z nich nie był apologetą pracy
        szpiegowskiej.



        W 1983 roku, gdy wybuchła sprawa Kuklińskiego, byłem pełen podziwu dla
        amerykańskich służb specjalnych, że potrafiły umieścić swojego agenta w Sztabie
        Generalnym. O Kuklińskim myślałem z sympatią, że udało mu się wywieść w pole
        komunistyczny kontrwywiad. Dziś sądzę, że być może były ważne racje, które
        stały za postawą Kuklińskiego. Nie mogę odmówić
        • 11.02.04, 13:19
          W 1983 roku, gdy wybuchła sprawa Kuklińskiego, byłem pełen podziwu dla
          amerykańskich służb specjalnych, że potrafiły umieścić swojego agenta w Sztabie
          Generalnym. O Kuklińskim myślałem z sympatią, że udało mu się wywieść w pole
          komunistyczny kontrwywiad. Dziś sądzę, że być może były ważne racje, które
          stały za postawą Kuklińskiego. Nie mogę odmówić racjonalności rozumowaniu, że
          decydując się na kondycję "kreta" w Sztabie Generalnym, chciał szkodzić
          Związkowi Sowieckiemu.

          Po ucieczce z kraju jego los był w jego rękach. Pierwszy wywiad, który dał
          do "Kultury", robił wrażenie rozsądnego obiektywizmu. Ale potem Kukliński
          zachowywał się w sposób, który był dla mnie zaskakujący. Występował jako
          mentor, ktoś, kto poucza i karci. Podobne tony usłyszałem podczas jego wizyty.

          Jeśli przyjąć, że Kukliński działał w stanie "wyższej konieczności", podejmując
          współpracę z CIA, to trudno już zgodzić się z tezą, że to on obronił ludzkość
          przed III wojną światową. Czy Zbigniew Brzeziński wierzy, że w epoce
          prezydentury Cartera Breżniew szykował inwazję na Europę Zachodnią? Brzmi to
          jak nonsens.

          Jeśli uznać, że Kukliński miał prawo sądzić, że współpraca z CIA jest jego
          patriotycznym obowiązkiem - a tak sądzą setki tysięcy Polaków - to trzeba
          uznać, że stan "wyższej konieczności" działał również po drugiej stronie. Były
          przecież istotne racje, które mogły stać za postawą Gomułki, Gierka czy
          Jaruzelskiego. Mogli oni mniemać, że w epoce globalnego konfliktu głównym
          gwarantem integralności terytorialnej i granicy zachodniej naszego państwa -
          jakiekolwiek ono było, dyktatorskie i niesuwerenne - był sojusz z Moskwą. W tym
          kontekście np. pakt Gomułka - Brandt był sukcesem całej Polski, a nie tylko
          rządzącej nomenklatury.

          W tej sprzeczności jest coś z polskiego dramatu z 1914 roku, gdy Polacy, którzy
          kochali Polskę, służyli w armiach zaborczych państw i strzelali do siebie
          nawzajem. By zrozumieć ten dramat, trzeba jednak historycznej wyobraźni.

          Czy płk Kukliński uratował Polskę przed sowiecką inwazją? Więcej danych
          przemawia za tezą, że jeśli ktoś realnie ocalił Polskę od katastrofy takiej
          inwazji zimą 1981-82, to były to dwa inne czynniki. Pierwszy to rozumna postawa
          przywódców "Solidarności" i Kościoła katolickiego, którzy wybrali drogę
          długiego marszu i biernego cywilnego oporu. Drugi to polityka ekipy
          Jaruzelskiego, która nie dążyła do krwawej rozprawy i nie prowokowała krwawych
          reakcji odwetowych. Podczas stanu wojennego zginęło znacznie mniej osób niż np.
          w czasie zamachu majowego w 1926 r. Również to odsunęło problem sowieckiej
          interwencji.

          Dzisiaj prawica może mówić o sukcesie. Poprzez tę podróż płk Kukliński stał się
          jej nowym czytelnym symbolem, który wzbudził entuzjazm tłumów. Po ten symbol
          prawica może sięgnąć w przyszłości. Sam Kukliński powiada w wywiadzie
          dla "Wprost": "Jeśli wrócę, nie mam żadnych politycznych ambicji i nie
          zamierzam się mieszać do polityki. Mam tylko jedno marzenie - zjednoczyć
          Polaków wokół budowy nowego demokratycznego państwa".

          Tymczasem płk Kukliński pozwolił zrobić z siebie sztandar nie tych sił, które
          chcą pojednania i szerokiego konsensu w drodze Polski do NATO i UE. Przeciwnie.
          Kukliński stał się instrumentem tych, którzy prą do kolejnych awantur i wojen
          na górze. Trudno mi sobie wyobrazić bardziej kontrowersyjnego "jednoczyciela".

          Dobrze się stało, że sprawa została załatwiona od strony prawnokarnej. Dobrze
          się stało, że Kukliński ma dzisiaj taki sam status jak inni obywatele. Jestem
          zwolennikiem opcji zerowej. Niczego nie zapominając, myślę, że czas zrozumieć,
          iż zawsze będą w Polsce ludzie, którzy będą uważali Kuklińskiego za bohatera, i
          tacy, którzy za bohatera uznają gen. Jaruzelskiego. I z tym musimy żyć.



          Ale jednocześnie stało się coś niedobrego w stosunkach polsko-amerykańskich.
          Polska winna być dla Stanów Zjednoczonych sojusznikiem i partnerem, ale Polska
          nie powinna sugerować, że stanie się w przyszłości kolektywnym pułkownikiem
          Kuklińskim. Jeżeli cały ten festiwal ma oznaczać, że stosunek do Kuklińskiego i
          amerykańskich służb specjalnych stanie się testem na patriotyzm Polaków, będzie
          to żałosny finał polskiego marzenia o wolności.


          Pozdrawiam i zapraszam na:
          Forum Słowiańskie
          nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
          www.pajacyk.pl
          Ignorant
          +++
    • 11.02.04, 13:21
      Sława!
      Nowa książka o Kuklińskim w USA

      ostatnia aktualizacja 28-01-2004 22:52

      Ryszard Kukliński był najważniejszym szpiegiem, jakiego CIA miała kiedykolwiek
      w bloku wschodnim - twierdzi autor nowej książki o polskim pułkowniku, która
      ukazała się właśnie w USA
      czytaj dalej »
      r e k l a m a



      Dziennikarz Benjamin Weiser, który pierwszy w 1992 r. ujawnił nazwisko
      Kuklińskiego, dotarł teraz do tajnych dotąd raportów CIA zawierających nie
      tylko materiały i analizy samego Kuklińskiego z lat 70. i 80., ale także
      analizy CIA. Książka nosząca tytuł "Tajne życie" zawiera także nieznane dotąd
      wspomnienia oficerów CIA i odsłania wiele tajemnic otaczających rolę i losy
      Kuklińskiego.

      Uciekł z rodziną w pudle

      Wiemy wreszcie, jak Kukliński uciekł z Polski. Wbrew wcześniejszym doniesieniom
      nie uciekł do ambasady USA w Warszawie prosto z przyjęcia w ambasadzie ZSRR,
      lecz został zabrany - 7 listopada 1981 r. wieczorem - z ulicy wraz z żoną i
      dwójką dzieci przez amerykańskiego dyplomatę. Po przyjeździe do ambasady
      Kuklińscy zostali umieszczeni w tekturowym pudle w furgonetce ambasady i
      wywiezieni do Berlina Zachodniego, skąd odlecieli do USA.

      Kontrwywiad deptał już wówczas pułkownikowi po piętach - akcja wywozu
      Kuklińskich ze względu na zainteresowanie SB była trzykrotnie odwoływana.
      Dyplomaci, którzy mieli zabrać Kuklińskich, nie mogli pozbyć się obserwujących
      ich oficerów SB - Kuklińskiego zabrał więc wreszcie jeden z Amerykanów, który
      na spotkanie przyjechał prosto z Berlina.

      W USA Kukliński wraz z rodziną zamieszkał pod Waszyngtonem i pisał dla CIA
      analizy strategii Układu Warszawskiego. Zapuścił brodę i wąsy, a lekarz usunął
      mu napis "Atlantyk" wytatuowany w młodości na ramieniu. W 1983 r. podczas
      wycieczki do Rumunii uciekła narzeczona jednego z synów Kuklińskiego. Była to
      umówiona wcześniej operacja - dziewczyna od razu trafiła do USA, gdzie wyszła
      za mąż za młodego Kuklińskiego.

      CIA uważała Kuklińskiego za swe najlepsze źródło informacji o planach i
      przygotowaniach do wojny wojsk Układu Warszawskiego. Książka Weisera po raz
      pierwszy pozwala się zorientować, jakiego rodzaju materiały Kukliński
      przekazywał Amerykanom.

      Większość z nich pułkownik - pracujący w kierownictwie Sztabu Generalnego i
      uważany przez wielu za naturalnego kandydata na szefa Sztabu w przyszłości -
      fotografował. Kukliński przekazywał również wiele własnych analiz nastrojów w
      Sztabie, zwłaszcza tuż przed ogłoszeniem stanu wojennego.

      Tysiące stron raportów

      "Mewa" - znanego już wcześniej pseudonimu "Jack Strong" Kukliński używał jako
      podpisu w listach do CIA - przekazał Amerykanom w sumie 40 265 stron dokumentów
      i analiz. Tylko pomiędzy 1973 i '78 rokiem CIA dostała od niego 25 tys. stron.
      Postało z nich 2,6 tys. raportów dla prezydenta, sekretarzy stanu i obrony,
      szefa sztabu USA i innych wysokich urzędników.

      W 1978 r. oficer CIA analizujący pracę "Mewy" pisał do dyrektora CIA: "To
      najważniejsze źródło, jakie kiedykolwiek mieliśmy nie tylko w Polsce, ale w
      całym bloku wschodnim". Gdy jeden z młodych oficerów CIA wyjeżdżał na placówkę
      do Warszawy, jego kolega znający Kuklińskiego powiedział mu, że "tam możesz w
      ciągu jednego spotkania z agentem zobaczyć więcej dokumentów niż przez resztę
      swej kariery".

      Wśród najwyżej ocenianych przez CIA dokumentów były m.in.:

      dokumentacja inżynieryjna "Planu Albatros" - budowy na terenie ZSRR, Bułgarii i
      Polski trzech bunkrów Układu Warszawskiego, które miały służyć jako wysunięte
      punkty dowodzenia podczas wojny z NATO. Mieli w nich pracować jedynie
      oficerowie radzieccy. Polski bunkier miał znajdować się pod Legnicą i jego
      budowa była utrzymywana w takiej tajemnicy, że gdy głównodowodzący Układu
      Warszawskiego marszałek Wiktor Kulikow przyjechał obejrzeć budowę, cała
      delegacja podróżowała po cywilu. Na podstawie tych dokumentów Pentagon - w
      którym działało specjalne biuro zajmujące się wyłącznie analizą raportów
      Kuklińskiego - przygotował plan zbombardowania bunkrów w razie ataku ZSRR;
      analiza nowości technologicznych w wojskach Układu Warszawskiego z roku 1977.
      Dokument ten prognozował, jakie nowe uzbrojenie wejdzie do użytku w bloku
      wschodnim przez kolejne osiem lat. CIA uznała tę analizę za "najważniejszy
      dokument wojskowy, jaki kiedykolwiek trafił w nasze ręce zza żelaznej kurtyny".

      Plan przekazania Moskwie zwierzchnictwa nad wojskami krajów Układu
      Warszawskiego w razie wojny z NATO. Kukliński, który brał udział w negocjowaniu
      dokumentu, pisał do CIA, że Sztab Generalny LWP sprzeciwiał się przekazaniu
      Rosjanom całkowitej kontroli nad LWP. Polakom nie podobał się zwłaszcza plan
      przesunięcia na rozkaz Moskwy polskiej obrony przeciwlotniczej z Polski do NRD
      po to, by chronić prące na zachód wojska radzieckie. Oznaczałoby to, że w razie
      wojny Polska stałaby się zupełnie bezbronna wobec ataków lotnictwa NATO. Szef
      sztabu LWP gen. Florian Siwicki zablokował ten punkt porozumienia. Wówczas
      marszałek Kulikow w obecności polskich oficerów zadzwonił do Warszawy do gen.
      Wojciecha Jaruzelskiego, który po krótkiej rozmowie zgodził się na rosyjskie
      propozycje.

      Schemat organizacyjny wojsk Układu Warszawskiego w razie wojny - spis
      jednostek, ich rozmieszczenie, struktury dowodzenia, komunikacji i zaopatrzenia
      niezbędne do sprawnego prowadzenia wojny.

      Dokumentacja planowanego wówczas stanu wojennego - plany wyprowadzenia wojsk,
      przejęcia kontroli nad telewizją i radiem, a nawet projekty drukowanych w
      tajemnicy w ZSRR obwieszczeń o wprowadzeniu stanu wojennego.

      Sprawozdanie z tajnej gry sztabowej, która odbyła się w Warszawie w lutym 1981
      r. Oficerowie specjalnie zaprzysiężeni do utrzymania tajemnicy ćwiczyli różne
      warianty wprowadzenia stanu wojennego. Najlepszy wariant został zastosowany 13
      grudnia.

      Tekst wystąpienia gen. Jaruzelskiego do kierownictwa MON w czerwcu 1981 r., w
      którym Jaruzelski ostrzegał, że "jeśli sami nie rozwiążemy problemu, Rosjanie
      wkroczą do Polski, co zakończy się nieuchronną wojną domową i gigantycznym
      rozlewem krwi". Jaruzelski jest wyczerpany fizycznie i umysłowo - pisał
      Kukliński - pali 40 papierosów dziennie i bierze multiwitaminy, żeby się
      utrzymać na nogach.

      Szczegółowe dane techniczne i raporty testów rozmaitych rodzajów uzbrojenia,
      m.in. czołgu T-72 oraz wyrzutni rakiet Strieła-1.

      Raport na temat budowy przez ZSRR ruchomych grup armijnych - zgrupowań wojska,
      które miały odgrywać kluczową rolę podczas ataku na Europę Zachodnią.

      Dane na temat rozmieszczenia radzieckich baz obrony przeciwlotniczej w Polsce i
      NRD oraz raport na temat najlepszych metod ukrywania sprzętu wojskowego przed
      amerykańskimi satelitami.

      52-stronicowy raport radzieckiego Sztabu Generalnego o współpracy ze
      sztabami "bratnich krajów".

      Rosjanie się szykowali

      W swych raportach wysyłanych w latach 1980-81 Kukliński nie pozostawiał
      złudzeń, że zarówno on sam, jak i jego koledzy ze Sztabu Generalnego byli
      przekonani o nieuchronności radzieckiej interwencji. Oficerowie Sztabu w
      korytarzowych spotkaniach opowiadali sobie m.in. o radzieckich komandosach,
      którzy lądowali w tajemnicy w różnych częściach Polski, by przygotować
      lądowiska i bazy dla wkraczającej Armii Radzieckiej.

      Sztab Generalny dowiedział się o obecności tych żołnierzy, gdy jednej z takich
      grup zabrakło żywności i wygłodniała opuściła kryjówkę w lesie, prosząc o pomoc
      dowódcę znajdujących się niedaleko polskich koszarów. Rosjanie umieścili w
      różnych punktach Polski 18 takich grup - każda liczyła po ośmiu żołnierzy.

      Polscy oficerowie zostali odsunięci od przygotowań do wielkich manewrów "Sojuz
      81", pod pozorem których - o tym był przekonany zarówno Kukliński, jak i cały
      Sztab Generalny - Rosjanie gotowali interwencję zbrojną w Polsce. Sztab
      manewrów został umieszczony w Wunsdorf w NRD, a narady sztabowe odbywały się w
      dwó
      • 11.02.04, 13:24
        Polscy oficerowie zostali odsunięci od przygotowań do wielkich manewrów "Sojuz
        81", pod pozorem których - o tym był przekonany zarówno Kukliński, jak i cały
        Sztab Generalny - Rosjanie gotowali interwencję zbrojną w Polsce. Sztab
        manewrów został umieszczony w Wunsdorf w NRD, a narady sztabowe odbywały się w
        dwóch turach - bez Polaków i z nimi.

        W kwietniu 1981 r. Kukliński donosił o licznych lotach radzieckich helikopterów
        nad Polską. Według niego trasy nie były ustalone z polską kontrolą lotów i
        bardzo niepokoiły Sztab Generalny. Gdy Polacy zażądali wyjaśnień, usłyszeli, że
        helikoptery przewożą żywność. Jednego tylko dnia - 25 kwietnia - Rosjanie
        przeprowadzili 280 takich lotów z i do ZSRR oraz pomiędzy radzieckimi bazami na
        terenie naszego kraju.

        W lipcu tego roku w Sztabie Generalnym rozeszła się kolejna informacja o
        przygotowaniach do inwazji - okazało się, że bez powiadomienia polskiej strony
        Rosjanie przerzucili do swej bazy w Bornem-Sulinowie ponad 600 czołgów.
        Wcześniej w bazie stało ich już ponad 300.

        Miesiąc później marszałek Kulikow zażądał od Jaruzelskiego, by ten zgodził się
        na wprowadzenie do polskiej armii doradców radzieckich - od Sztabu Generalnego
        aż do poziomu pojedynczych jednostek. Prośba została odrzucona,
        Kulikow "wyszedł od nas, trzaskając drzwiami".

        Weiser twierdzi w swej książce, że Kukliński uciekł z Polski dosłownie w
        ostatniej chwili. Dzięki swym szpiegom w USA Rosjanie wiedzieli bowiem, że ktoś
        przekazuje tajemnice Układu Warszawskiego i gwałtownie szukali źródła
        przecieku. Kuklińskiemu udało się przetrwać, bowiem w 1978 r. odwróciła od
        niego uwagę ucieczka szefa wywiadu wojskowego Rumunii, a trzy lata później -
        ucieczka do USA zastępcy dowódcy wywiadu wojskowego PRL gen. Władysława
        Ostaszewicza, który w Warszawie był sąsiadem Kuklińskiego.


        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie
        nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
        www.pajacyk.pl
        Ignorant
        +++
    • 11.02.04, 13:26

      Sława!
      "Samotna misja. Pułkownik Kukliński i zimna wojna" Józefa Szaniawskiego


      Graczyk 09-01-2004, ostatnia aktualizacja 09-01-2004 19:58

      Józefa Szaniawskiego "Samotna misja. Pułkownik Kukliński i zimna wojna".
      Wydawnictwo Ex Libris - Galeria Polskiej Książki, Warszawa - Chicago 2003

      Jest taki typ kobiet, które zamiast jednej, stosownej do stroju ozdoby
      zakładają od razu trzy. Jest taki typ patriotyzmu, który poprawia sobie
      samopoczucie narodowymi atrybutami w dużej liczbie i w kiepskim guście:
      ryngrafami, tablicami rocznicowymi, listami gratulacyjnymi, okolicznościowymi
      medalami. Jest taki gatunek biografów, którzy, kreśląc sylwetkę swego bohatera,
      nie potrafią się powstrzymać od uprawiania hagiografii. Ich bohater - jak
      bohaterowie Michaiła Zoszczenki - są szlachetni w każdym calu. Jak Lenin, który
      ustawiał się pokornie w kolejce do urzędu mimo całkowicie spontanicznych zachęt
      ze strony współobywateli radzieckich, by nie marnował swego drogocennego czasu -
      nie, towarzysz Lenin stawał przykładnie na samym końcu kolejki...

      Tak jest w przypadku książki Józefa Szaniawskiego o pułkowniku Ryszardzie
      Kuklińskim.

      Już jako kadet w szkole oficerskiej pokazał Kukliński hart ducha, kiedy nie
      skorzystał z ulgowej taryfy zaoferowanej przez przełożonego - nie, chciał się
      pilnie uczyć, by być fachowym oficerem... Taki już on był, bohaterski i
      szlachetny. W każdej sprawie, w każdym wieku, w każdej sytuacji.

      Mimo że zasłynął jako szpieg, nigdy nikogo nie zdradził, nigdy nie skłamał,
      nigdy nie uwikłał się w dwuznaczne moralnie sytuacje. Dowiadujemy się od
      Szaniawskiego, że jako młody podchorąży Kukliński nie skorzystał z protekcji,
      ale nie dowiadujemy się, do jakiego to mianowicie wojska wstąpił, że było to -
      bądź co bądź - wojsko wasalne Armii Czerwonej, która dopiero co zaprowadziła w
      jego ojczyźnie komunizm. W polskim sporze o Kuklińskiego niektórzy stawiają
      pułkownikowi zarzut zdrady. Szaniawski nie zadowala się jego odparciem
      zdroworozsądkowym argumentem, że pułkownik zdradził Sowiety, lecz wikła się w
      drobiazgowe rozstrząsanie semantycznych różnic między rotą przysięgi wojskowej
      w roku 1947 (Bóg, Honor, Ojczyzna) i w latach 70. (Armia Czerwona).

      Nie wystarczy też Szaniawskiemu wypowiedzieć jakąś myśli raz jeden, nie,
      powtarza ją trzy, cztery i więcej razy (np. nieśmiertelny cytat z Williama
      Caseya, że Kukliński zaszkodził komunizmowi jak nikt inny). Metodę tę stosuje
      zresztą do potęgi: obficie cytuje znane i wcześniej publikowane teksty o
      pułkowniku, więcej: zamieszcza in extenso całe wywiady z nim i o nim (nie
      wyłączając własnych). Książka jest wybitnie przegadana. Ma się wrażenie, że
      autor słabo rozróżnia między argumentem wagi ciężkiej a tym wagi piórkowej; że
      ma kłopoty z podstawową w tego typu pisarstwie kwestią selekcji materiału. Stąd
      i efekt: praca liczy ponad 700 stron, ciężko przez nie przebrnąć, a jak się już
      przebrnie, to z poczuciem, że nic naprawdę nowego o "sprawie Kuklińskiego" nie
      udało się dowiedzieć.

      Autor zapewnia o swoim obiektywizmie. Nie brzmi to wiarygodnie, bo przecież
      utożsamia się z Kuklińskim w pełni. Ów brak dystansu czyni jego opis miejscami
      aż humorystycznym. Ale tak to już jest w hagiografiach. I żywoty świętych, i
      Zoszczenko popadają w (niezamierzoną) groteskę. Nie uniknął tej pułapki także
      Szaniawski.

      Praca Kuklińskiego w Sztabie Generalnym opisana jest tak, jak gdyby pułkownik
      spędzał tam czas głównie na niesubordynowanych politycznie dyskusjach o tym,
      jak by tu wydobyć Polskę z zależności od Wielkiego Brata, a swój stosunek do
      PZPR wyrażał w stylu kpiarsko-lekceważącym. Oczywiście za PRL byli ludzie
      manifestujący na co dzień taką postawę, nawet było ich sporo.

      Tyle że akurat oni nie należeli do PZPR, nie byli oficerami Ludowego Wojska
      Polskiego i nie pracowali w Sztabie Generalnym na bardzo wysokim stanowisku,
      wymagającym najwyższego zaufania ze strony nie tylko polskiego, ale i
      radzieckiego establishmentu partyjno-wojskowego.

      Pułkownik Kukliński przez dziesięć lat przekazywał Amerykanom tajne materiały o
      strategicznych planach Układu Warszawskiego. Wykonał pracę pożyteczną dla
      wywiadu amerykańskiego, ale pracę, która z założenia - taka to już profesja -
      wymagała prowadzenia podwójnego życia. Interesujące byłoby przeczytać książkę o
      tej podwójności. Ale tego właśnie u Szaniawskiego nie znajdziemy.


      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
      www.pajacyk.pl
      Ignorant
      +++
    • 11.02.04, 15:37
      oznacza to np. że miałbym donosić(przykładowo gdybym miał takie możliwości)
      Rosji na NATO zdrada jest zawsze zdradą poza tym Usraelowi oczywiście nie
      chodziło o dobro Polski tylko o swoje gówniane interesy jak zwykle zresztą!
    • 12.02.04, 07:27

      Sława!
      Kim był Ryszard Kukliński? - analiza Jarosława Kurskiego


      Jarosław Kurski 11-02-2004, ostatnia aktualizacja 11-02-2004 23:50

      Sprawa zmarłego płk. Ryszarda Kuklińskiego podzieliła polską opinię publiczną i
      wznieciła w III RP debatę na temat, czym dla Polaków był PRL. Dylemat wciąż
      brzmi: "Bohater czy zdrajca?"



      Jakkolwiek Polacy odpowiadali na to pytanie, wszyscy zgadzali się, że płk
      Kukliński był postacią tragiczną, a jego życie wpisane było w dramat polskiej
      historii II poł. XX .

      Kto wie, czy zawiłe losy pułkownika nie staną się inspiracją dla twórców
      literackich i filmowych.

      Urodził się 13 czerwca 1930 w Warszawie, w robotniczej rodzinie o tradycjach
      PPS-owskich. Ojciec, żołnierz AK, trafił na Pawiak i zginął w obozie w
      Sachsenhausen. W 1947 r. Ryszard Kukliński rozpoczął służbę wojskowa. Trzy lata
      później ukończył Szkołę Oficerska Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu. Jego
      bezpośrednim przełożonym był późniejszy minister obrony narodowej Florian
      Siwicki.

      Pierwszy przydział służbowy otrzymał do jednostki w Kołobrzegu. Pasjonował się
      żeglarstwem. Opowiadają, że nie brakowało mu fantazji: kupił poniemiecki kuter,
      wyremontował go i popłynął nim do Szwecji.

      Przeniesiony do Sztabu Generalnego na mało znaczące stanowisko został
      dostrzeżony przez gen. Jerzego Gomulickiego. Ten widząc w nim zadatki na
      sztabowca, kieruje go do Akademii Sztabu Generalnego. W Sztabie LWP pracuje w
      latach 1963-68. W 1967 roku wyjeżdża do Wietnamu, gdzie służy w Komisji
      Rozjemczej. W 1968 bierze udział w przygotowaniach do inwazji na
      Czechosłowację. Pełni rolę łącznika między ówczesnym dowódcą sił zbrojnych
      Układu Warszawskiego a gen. Wojciechem Jaruzelskim.

      Szef ochrony gen. Jaruzelskiego płk Artur Gotówko wspominał: - Czuł się jak
      ryba w wodzie. Jeździł, organizował, reprezentował, pisał przemówienia,
      zdobywał przyjaciół i życzliwość przełożonych. Był koleżeński, prawie brat-łata.

      W 1973 uczestniczył - wraz z gen. Czesławem Kiszczakiem w - kursie operacyjno-
      strategicznym Akademii Sił Zbrojnych ZSRR im. Woroszyłowa w Moskwie.

      Pułkownik Kukliński utrzymuje, że współpracę z amerykańskim wywiadem podjął z
      własnej inicjatywy. Zaczął o niej myśleć pod wpływem inwazji wojsk Układu
      Warszawskiego (w tym LWP) na Czechosłowację, choć w jej planowaniu brał czynny
      udział. Ostatecznie o podjęciu tej współpracy przesądziła masakra robotników na
      Wybrzeżu w Grudniu 1970. To wtedy Kukliński miał pomyśleć: "trzeba skontaktować
      się z Zachodem". Współpracę nawiązał poprzez attaché wojskowego USA w Niemczech
      w trakcie turystycznego rejsu wzdłuż wybrzeży Bałtyku.

      Krytycy pułkownika podważają tę wersję i uważają, że został on zwerbowany przez
      CIA i to już w trakcie misji w Wietnamie.

      Tak czy inaczej w latach 1971-81 Kukliński przekazał Amerykanom 35 tys. stron
      dokumentów w większości po rosyjsku, głównie planów strategicznych Moskwy i
      planów użycia broni nuklearnej, w tym mapy rozmieszczenia tajnych punktów
      dowodzenia LWP i Armii Czerwonej. Podał też dane nowych broni produkowanych w
      ramach Układu Warszawskiego, m.in. czołgu T-72 oraz wyrzutni rakiet Strieła-1.
      Do USA trafiły też informacje o rozmieszczeniu radzieckich baz obrony
      przeciwlotniczej w Polsce i NRD oraz raport o metodach ukrywania sprzętu
      wojskowego przed amerykańskimi satelitami.

      Informacje od Kuklińskiego przedstawiały tak wysoką wartość, że Pentagon
      powołał specjalną komórkę do analizy dokumentów szpiega z Polski.

      Dziennikarz Benjamin Weiser, autor nowej książki o polskim pułkowniku, która
      ukazała się właśnie w USA pt. "Tajne życie", podaje, że w kwietniu 1981 r.
      Kukliński donosił o licznych lotach radzieckich helikopterów nad Polską. Według
      niego trasy nie były ustalone z polską kontrolą lotów i bardzo niepokoiły
      ówczesny Sztab Generalny LWP. Tylko 25 kwietnia 1981 r. , gdy napięcie
      polityczne rosło, Rosjanie przeprowadzili 280 takich lotów. W lipcu 1981 w
      Sztabie rozeszła się pogłoska o przygotowaniach do inwazji. Rosjanie
      przerzucili do swej bazy w Bornem-Sulinowie ponad 600 czołgów. O tym wszystkim
      informował Kukliński.

      Dzięki pułkownikowi Amerykanie byli znakomicie zorientowani w planach
      wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Gen. Wojciech Jaruzelski podkreślał w
      swych wywiadach paradoks, że sprawne przeprowadzenie stanu wojennego było po
      części zasługą... Kuklińskiego, znakomitego sztabowca, który w tych
      przygotowaniach uczestniczył.

      Benjamin Weiser twierdzi, że Kukliński uciekł z Polski dosłownie w ostatniej
      chwili. Dzięki swym szpiegom w USA Rosjanie już parę lat wcześniej wiedzieli,
      że ktoś przekazuje tajemnice Układu Warszawskiego, i gwałtownie szukali źródła
      przecieku. Kuklińskiemu udało się uniknąć dekonspiracji, bo uwagę od niego
      odwróciła najpierw ucieczka szefa wywiadu wojskowego Rumunii w 1978 r., a trzy
      lata później - ucieczka do USA zastępcy dowódcy wywiadu wojskowego PRL gen.
      Władysława Ostaszewicza, w Warszawie sąsiada Kuklińskiego. Kukliński ucieka w
      trakcie bankietu wydanego z okazji rocznicy Rewolucji Październikowej 7
      listopada w ambasadzie Związku Radzieckiego w Warszawie. Wsiada do samochodu
      podstawionego przez CIA. Według jednej wersji sam ucieka z podrobionym
      paszportem, według innej - ukryty w kontenerze nadanym jako przesyłka
      dyplomatyczna.

      W USA dołączają do niego żona i dwaj synowie. Agencja umieściła Kuklińskiego i
      jego rodzinę w niewielkim domku w północnej Wirginii, niedaleko centrali
      wywiadu

      USA. Jak wszyscy uciekinierzy z bloku wschodniego Kukliński otrzymał nową
      tożsamość, stałą pensję z CIA oraz możliwość edukacji dla synów .

      Fakt ucieczki Kuklińskiego władze PRL utrzymują w tajemnicy przez trzy lata.
      Oficjalnie przyznają się do niej dopiero ustami rzecznika rządu Jerzego Urbana,
      który argumentuje, że USA świetnie wiedziały o planach wprowadzenia stanu
      wojennego, a mimo to nie zrobiły nic, by uprzedzić o tym "Solidarność" i
      Kościół.

      23 maja 1984 r. w tajnym procesie Sąd Wojskowy w Warszawie zaocznie skazał
      Kuklińskiego na karę śmierci i konfiskatę majątku, uznając go za winnego zdrady
      państwa i dezercji. Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski.

      15 marca 1990 w ramach amnestii Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego złagodził
      karę do 25 lat pozbawienia wolności. Jednak już dwa tygodnie później I prezes
      SN wniósł rewizję nadzwyczajną. We wrześniu 1997 wojskowa prokuratura okręgowa
      umorzyła śledztwo w sprawie zdrady i dezercji pułkownika z uwagi na to, że
      działał on w stanie "wyższej konieczności".

      Już pół roku później Kukliński w ambasadzie polskiej w Waszyngtonie otrzymuje
      polski paszport. Niebawem po raz pierwszy po 17 latach przyjeżdża do Polski,
      gdzie traktowany jest przez jednych jak zbawca ojczyzny, przez innych jak
      postać o wątpliwej moralności.

      Większość faktów o pobycie Kuklińskiego w USA do dziś okryta jest tajemnicą.
      Wiadomo, że pułkownik przeszedł operację plastyczną lekko zmieniającą rysy
      twarzy, zapuścił brodę, a chirurg usunął mu z ramienia tatuaż "Atlantyk" .
      Kuklińscy kilkakrotnie się przeprowadzali - raz obawy CIA wzbudził samochód na
      radzieckich numerach dyplomatycznych, którzy zaparkował w pobliżu domu
      pułkownika. Do dzisiaj miejsce zamieszkania Kuklińskiego nie jest znane nawet
      polskim dyplomatom.

      W 1994 r. w odstępie kilku miesięcy zginęli w USA obaj synowie pułkownika -
      jeden podczas nurkowania na wybrzeżu Florydy, drugi - przejechany przez
      nieznanego sprawcę. Przyjaciele Kuklińskich są do dziś przekonani, że obaj
      synowie zostali zamordowani przez rosyjskie służby specjalne. Były wysoki rangą
      oficer CIA, który zajmował się tą sprawą, powiedział jednak kilka lat
      temu "Gazecie", że amerykański wywiad nigdy nie natrafił na żadne dowody
      umyślnego działania .

      Lata 80. Kukliński spędził, pisząc dla CIA analizy doktryny i strategii wojsk
      Układu Warszawskiego. Wolny czas spędzał, żeglując na swym jachc
    • 12.02.04, 08:15

      Sława!
      Bohater zimnej wojny (aktl.)
      Środa, 11 lutego 2004 - 21:02 CET (20:02 GMT)
      www.wprost.pl/ar/?O=56229



      W szpitalu w USA, w wieku 74 lat zmarł pułkownik Ryszard Kukliński - oficer,
      który w 1981 r. uprzedził Amerykanów o stanie wojennym w Polsce i przekazał im
      inne tajemnice Układu Warszawskiego.

      Żal po zgonie pułkownika wyraziła w środę administracja USA. "Rząd amerykański
      jest głęboko zasmucony śmiercią pułkownika Kuklińskiego. Był on człowiekiem,
      którzy służył sprawie wolności. Został uhonorowany w USA za swoje zasługi dla
      Polski i w służbie wspólnej sprawy wolności" - powiedział wyższy przedstawiciel
      Białego Domu zastrzegający sobie niepodawanie nazwiska. Dodał, że "ludzie w
      CIA, którzy współpracowali z Kuklińskim, są zdruzgotani dowiedziawszy się o
      jego śmierci".
      Były ambasador USA w Polsce, Richard Davis, przypomniał, że Ryszard Kukliński w
      wielkim stopniu przyczynił się do poznania tajemnic wojsk Układu Warszawskiego
      i podkreślił, że kierowały nim motywy patriotyczne. "Niestety, niektórzy ludzie
      w Polsce byli bardzo okrutni w swych opiniach o nim, traktując go jak zdrajcę.
      A przecież jego główną motywacją było uniknięcie wojny, której Polska byłaby
      największą ofiarą" - dodał Davis, który był ambasadorem w Warszawie w latach
      1973-1978, czyli w okresie, gdy płk Kukliński przekazywał CIA tajne informacje.

      "Jego tragedią było to, że nazywano go zdrajcą, że przyrównywano go do tych,
      którzy wysłali polskie wojsko, by strzelało do polskich robotników, czy
      dowodzili wojskiem w czasie +Praskiej Wiosny+. On sam nigdy nie dążył do
      władzy, chciał służyć Polsce najlepiej, jak potrafił" - powiedział były szef
      Radia Wolna Europa, Zdzisław Najder. Jako "postać tragiczną" określił go też
      polityk ZChN, b. marszałek Sejmu Wiesław Chrzanowski.

      W ocenie przewodniczącego KPN Leszka Moczulskiego, odeszła osoba ważna dla
      Polski, która z różnych powodów nie odgrywała takiej roli w sprawach Polski,
      jaką mogła i powinna odgrywać. Według Antoniego Macierewicza, pułkownikowi
      należy się godne miejsce w panteonie polskich bohaterów. W tym tonie o zmarłym
      mówił też w rozmowie historyk, prof. Andrzej Paczkowski.

      Benjamin Weiser, autor niedawno wydanej w USA książki o Ryszardzie
      Kuklińskim "Tajne życie", podkreślił, że motywy współpracy pułkownika z USA
      były patriotyczne, gdyż jako pierwszy dostrzegł on niebezpieczeństwo dla Polski
      wynikające z wojskowych planów ZSRR.

      Gen. Czesław Kiszczak na wiadomość o śmierci Kuklińskiego powiedział, że jest
      mu przykro, jednak nie chce go oceniać.

      Ryszard Kukliński służył w polskim wojsku od 1947 roku. W latach 60. pracował w
      Sztabie Generalnym. Jako wysoki stopniem oficer SG w 1971 r. nawiązał
      współpracę z CIA.

      W listopadzie 1981 r. przebywający wówczas w Warszawie Kukliński, zagrożony
      dekonspiracją w wyniku przecieku, został wraz z żoną i dwoma synami ewakuowany
      przez CIA do USA. Wraz z rodziną zamieszkał pod Waszyngtonem i pisał dla CIA
      analizy strategii Układu Warszawskiego.

      Kukliński miał przekazać Amerykanom w sumie 40 265 stron dokumentów i
      analiz. "Tylko pomiędzy 1973 i 1978 rokiem CIA dostała od niego 25 tys. stron.
      Powstało z nich 2,6 tys. raportów dla prezydenta, sekretarzy stanu i obrony,
      szefa sztabu USA i innych wysokich urzędników" - napisał Weiser.

      W 1984 r. Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Kuklińskiego zaocznie
      za "dezercję i zdradę" na karę śmierci i zarekwirował jego mienie. W 1990 r. na
      mocy amnestii wyrok złagodzono do 25 lat. W 1994 r. w USA w niewyjaśnionych do
      dziś okolicznościach zginęli obaj synowie Kuklińskiego.

      Rewizję nadzwyczajną na korzyść Kuklińskiego w 1995 r. wniósł I prezes Sądu
      Najwyższego. W maju 1995 r. Izba Wojskowa SN podzieliła jego argumenty i
      uchyliła wyrok 25 lat więzienia oraz zwróciła sprawę do uzupełnienia
      prokuraturze wojskowej. Przywróciła też Kuklińskiemu stopień pułkownika Wojska
      Polskiego.

      Rok później ponownie jednak podjęto śledztwo w jego sprawie i rozesłano za nim
      listy gończe. Śledztwo umorzono dopiero w 1997 r., głównie w wyniku nacisków
      strony amerykańskiej, gdy Polska starała się o przyjęcie do NATO. Amerykanie
      uważali Kuklińskiego za pierwszego polskiego oficera w NATO.

      Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która umorzyła śledztwo przeciw
      Kuklińskiemu, uznała, że podejmując współpracę z amerykańskim wywiadem działał
      on w "stanie wyższej konieczności".

      W 1998 r. Kukliński po raz pierwszy od 1981 r. przyjechał do Polski. Chciał tu
      przyjechać ponownie. W 2002 r. mówił: "Tam się urodziłem, dla tego kraju
      poświęciłem większą część życia i tam chciałbym dokonać swojego żywota".

      Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski powiedział w środę, że jeśli rodzina
      pułkownika wyrazi taką wolę, to Ryszard Kukliński - jako honorowy obywatel
      miasta - mógłby zostać pochowany w alei zasłużonych Cmentarza Rakowickiego w
      Krakowie. skarżył" - dodał.

      oj, em, pap



      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
      www.pajacyk.pl
      Ignorant
      +++
      • 12.02.04, 10:09
        Witomirze Twoja glupota mnie poraza. PRL byl krajem pozbawionym niezaleznosci,
        sowiecka kolonia. Teraz mamy wolna niepodlegla Polske, a nasze decyzje sa
        suwerenne. Nikt nasz nie zmusza do wziela udzialu w czymkolwiek (oprocz naszej
        woli), podobnie jak to do jakich organizacji nalezymy. Zachwaj wiecej rozsadku
        Pozdr
        • 12.02.04, 12:46
          To powiedz jak to jest że 80% społeczeństwa Polskieg było przeciwko braniu
          udziału przez Polskę w USraelskiej okupacji Iraku mimo to pan Aleksander
          marionetka w rękach pana Busha wysłał tam naszych "bohaterów" w sejmie nawet
          nie odbyła się debata na ten temat powiedz jak to było z bombardowaniem
          Jugosławii też większość Polaków była temu przeciwna mimo to jako członek NATO
          trzeba było operację "wyzwalania" poprzeć to ma być demokracja i wolność.
          Demokracja o ile rozumiem to ludowładztwo czyli władza ludzi ludzie są
          przeciwni okupacjii Iraku mimo to Irak się okupuje dalej. Co z tego że Kwach
          jest naszym przedstawicielem jak żadnej realnej kontroli nad nim nie mamy nie
          możemy mu wypowiedzieć posłuszeństwa(rokosz) jak to było w okresie I
          Rzeczpospolitel sarmackiej dzisiejsza tzw. demokracja nawet nie ma się co
          równać z ówczesną Jesteśmy zniewoleni dziś dużo łatwiej kontrolować ludzi niż w
          PRL ponieważ wzrósła niesamowicie ilość środków masowego przekazu można ludziom
          wmówić wszystko (tak jak Bush wmówił swoim rodakom że Irak stanowi dla nich
          bezpośrednie zagrożenie okazało się że ponad 80% Amerykanów nie wie gdzie leży
          Irak) wyzwolenie zależy od świadomości zniewolenia!!!!
          • 14.02.04, 01:51
            tak.
            Mamy takie wladze jakie wybralismy. Tylko my jestesmy za nie odpowiedzialne.
            Wiekszosc Polaow byla za wyslaniem wojsk do Iraku. Bombardowanie Serbow bylo
            uzasadnione, zbyt wiele krwi oni przelali
            Pozdr
            Rozumiem, ze krew pzrelewana na kaukazie w czeczeni przez Rosjan cie nie boli.
            W koncu to slowianie sa tam mordercami. Moze przeprowadzisz sie do Rosji? Nie
            rozumiem co jeszzce robisz w Polsce... takiej zachodniej...
            • 16.02.04, 13:16
              Wszystko jest względne.
              Wolność w kapitalizmie to własność i kapitał.
    • 12.02.04, 11:06
      A co to ma wspólnego ze słowiańskoscią ???
      Chyba tyle że Słowianin który przeszedł do obozu germańskiego wink
    • 12.02.04, 12:52
      ...szacunku dla płk Kuklińskiego, przenoszenie "dyskusji" na Jego temat również
      na Forum Słowiańskie otwiera prostą drogę do stoczenia się tego Forum do
      poziomu Forum Aktualności, a tego Ci ani forumowym Słowianom nie życzę!
      Pozdrawiam!
      --
      Eliot
    • 14.02.04, 15:27
      Sława!
      Kuklińskiego wspominają Kiszczak, Najder, Moczulski, Macierewicz, Wałęsa,
      dyrektor CIA i inni



      Jan Parys, były szef MON

      - Dla tych, dla których wolna i niepodległa Polska nie jest czymś
      kontrowersyjnym, także osoba zmarłego w środę płk. Ryszarda Kuklińskiego nie
      będzie kontrowersyjna. Dla mnie był to przyjaciel, którego znałem od 10 lat,
      oficer, który całe życie poświęcił temu, by w Europie nie było wojny, co
      docenili także Amerykanie. Do końca swych dni pozostał człowiekiem skromnym,
      serdecznym i przyjacielskim. Nigdy na nic się nie skarżył.

      Czesław Kiszczak

      - Przykro mi, że zmarł. Był kiedyś moim przyjacielem. Nie chciałbym go po
      śmierci oceniać. Nie chcę o nim mówić ani źle, ani dobrze.

      Zdzisław Najder, były szef Radia Wolna Europa

      - Chciał służyć Polsce, ale to, czego dokonał, przysłużyło się Polsce tylko
      pośrednio, jego wiadomości o wiele bardziej przydały się USA. Jego tragedią
      było to, że nazywano go zdrajcą, że przyrównywano go do tych, którzy wysłali
      polskie wojsko, by strzelało do polskich robotników, czy dowodzili wojskiem w
      czasie Praskiej Wiosny. On sam nigdy nie dążył do władzy, chciał służyć Polsce
      najlepiej, jak potrafił. Był spolegliwym współpracownikiem USA. (...)Na pewno
      wykorzystali jego wiedzę o Układzie Warszawskim dla własnej obronności, ale
      decydując o poszerzeniu NATO Amerykanie kierowali się przede wszystkim własnymi
      interesami.

      Antoni Dudek, historyk IPN

      - Pułkownik Ryszard Kukliński jest "postacią jak z Szekspira"; jeszcze długo
      będzie budził kontrowersje, a ocena jego działalności zależy od tego, jak
      ocenia się PRL i komunizm. To, co zrobił, było bardzo znaczące. Możemy to
      potwierdzić na podstawie amerykańskich opinii. Ocena znaczenia tego, wydźwięk
      moralny będzie przedmiotem sporów, bo to jest kwestia oceny, czym był komunizm
      w Polsce i co można było zrobić w walce z komunizmem, a czego nie wolno było
      robić.

      Uważam, że Kukliński przede wszystkim osłabiał Układ Warszawski, a nie żywotne
      interesy narodu polskiego. Ale mam świadomość, że gdyby wówczas doszło do
      wybuchu wojny, to być może informacje Kuklińskiego spowodowałyby śmierć
      polskich żołnierzy. Tego nie potrafię ocenić, bo nie wiem, jakie dokładnie
      informacje przekazywał.

      Leszek Moczulsk, szef KPN

      - Odeszła osoba ważna dla Polski, która z różnych powodów nie odgrywała takiej
      roli w sprawach Polski, jaką mogła i powinna odgrywać. Wybór drogi życiowej
      przez Kuklińskiego i opowiedzenie się przez niego po stronie niepodległej
      Polski i Zachodu zasługuje na najwyższy szacunek. Jestem pełen wielkiego
      uznania dla działalności pułkownika Kuklińskiego. Obowiązkiem Kuklińskiego było
      pozostać w kraju i ujawnić plany przeprowadzenia interwencji wojskowej ZSRR na
      miejscu.

      Wiesław Chrzanowski, były marszałek Sejmu

      - Uważam, że można powiedzieć, iż płk Ryszard Kukliński był polskim patriotą i
      przejdzie do historii Polski jako postać per saldo pozytywna. Najpierw służył
      systemowi, co do którego się rozczarował i przeciw któremu starał się później
      przeciwdziałać. Zapłacił za to duża cenę, jeżeli wziąć pod uwagę, że wciąż nie
      znane są okoliczności śmierci jego synów. Kukliński wypełnił ważną rolę w
      służbie ojczyzny, mimo iż zaczął służbę w formacjach, które nie miały na uwadze
      dobra Polski.

      Andrzej Paczkowski, historyk

      - Dla mnie płk Ryszard Kuklkiński był bohaterem. Uważałem, że PRL musi się
      zmienić i zacząć żeglować w drugą stronę, na zachód. Ale są i będą tacy, dla
      których Kukliński to zdrajca. To wallenrodyczna postać. Dla jednych był
      zdrajcą, dla innych bohaterem. Dla mnie, raczej bohaterem. Ja podzielałem także
      i wówczas podobny system wartości, uważałem, że to państwo powinno się zmienić,
      oderwać się od swojego wielkiego brata, powinno żeglować raczej samodzielnie i
      w drugą stronę, a nie na wschód.

      Przez lata musiał udawać kogoś innego, niż był. Robił to na tyle skutecznie, że
      miał bardzo dobrą opinię u swoich kolegów i przełożonych, łącznie z gen.
      Jaruzelskim. Jako oficer bardzo zdolny, inteligentny, świetnie zorganizowany,
      szybko wykonujący swoją pracę. A jednocześnie robił rzeczy, które były
      skierowane przeciwko zwierzchnikom i oficerom.

      Z dokumentów wynika, że oficerowie amerykańscy prowadzący płk. Kuklińskiego,
      niejednokrotnie hamowali go, powstrzymywali, proponowali mu, żeby zrobił
      przerwę, troszcząc się o jego bezpieczeństwo, a także o stan psychiczny, on
      jednak był bardzo zdeterminowany.


      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
      www.pajacyk.pl
      Ignorant
      +++
      • 14.02.04, 15:28
        Sława!
        Lech Wałęsa

        - Kukliński był postacią jednocześnie wielką i tragiczną w okresie walki Polski
        o niepodległość. Postawa pułkownika nie nadaje się jednak do naśladowania w
        dzisiejszych czasach. Największe odznaczenia dla niego, największe uznanie, ale
        to jest przykład innych czasów walki o wolność i czasów zniewolenia, ale
        dzisiaj starajmy się, żeby coś takiego nie miało miejsca, by Polacy nie mogli
        zachowywać się dwulicowo.

        Kukliński i wielu innych tak, tylko nie są to postawy do naśladowania w
        dzisiejszych czasach, dlatego zawsze `mówiłem ciszej nad tą trumną, ciszej nad
        tą postacią'. Kiedy zaczyna się czas pracy, kiedy Polska jest tak
        pluralistyczna, to zachęcanie innych do takich działań, do szpiegowania, nie
        jest dobre.

        Nie zapominajmy, że pan Kukliński był pułkownikiem Ludowego Wojska Polskiego i
        jednocześnie szpiegiem na rzecz Stanów

        Zjednoczonych. Dokonał wielkich rzeczy, ryzykował głową i mało kto by to
        zrobił. Ale to były specjalne, szczególne czasy. Można powiedzieć, to postać
        tragiczna. Zdrada wielkich mocarstw zmusiła Polaków do takich postaw. Z jednej
        strony awansował, z drugiej strony przeciwko temu pracował, coś
        nieprawdopodobnego. Tragedia. Ja go uważam za bohatera, ale dzisiaj nie można
        tego forsować.

        Antoni Macierewicz

        - Nie ma wątpliwości, że współpraca pułkownika Ryszarda Kuklińskiego z wywiadem
        amerykańskim była jednym z decydujących momentów, który przesądził o tym, że
        Polska odzyskała niepodległość. Należy mu się godne miejsce w panteonie
        polskich bohaterów.

        Na skutek paszkwilanckiego działania środowisk komunistycznych, nigdy do końca
        nie oddano honoru pułkownikowi Kuklińskiemu, nie uczczono jego wielkości i
        poświęcenia. Pamięć o nim była przez cały czas brukana przez zarzuty ludzi,
        którzy mu do pięt nie dorastali.

        Z

        bigniew Brzeziński, bliski doradca Prezydenta Cartera



        - Pułkownik Kukliński dobrze służył Polsce. Był rzeczywiście pierwszym polskim
        oficerem w NATO, sojuszu wolnych narodów. Oddał wszystko, co cenił, włącznie z
        ryzykowaniem własnego życia i pomyślności swej rodziny, dla sprawy
        niepodległości Polski. Znając sowieckie plany wojenne, które naraziłyby Polskę
        na największe niebezpieczeństwo, postanowił pomóc Ameryce w lepszym zrozumieniu
        sowieckiej strategii, zwiększając tym samym zdolność Ameryki do odparcia
        sowieckiej agresji.

        Pułkownik Kukliński dołącza teraz do panteonu polskich bohaterów, wśród których
        byli i ci, którzy nie tylko wszystko

        poświęcili, lecz także byli często niezrozumiani lub zapomniani. W ostatnich
        latach tym, co bolało Kuklińskiego najbardziej, było oczernianie go przez tych,
        którzy powinni być mądrzejsi i którzy często podzielali z nim ten sam cel,
        jakim była niepodległość Polski. Fakt, że był także oczerniany przez ludzi,
        którzy tak zagorzale służyli sowieckim interesom, nie miał dla niego żadnego
        znaczenia.

        Richard Davis, w latach 1973-78 ambasador USA w Polsce

        - Ryszard Kukliński w wielkim stopniu przyczynił się do poznania tajemnic wojsk
        Układu Warszawskiego i podkreślił, że kierowały nim motywy patriotyczne. Był
        dla nas niezwykle ważnym źródłem informacji, w latach 70-ych dostarczył
        bezcenne dane o strategii i celach wojsk ZSRR i sowieckich bazach wojskowych.
        Chociaż codziennie ryzykował życiem, nigdy nie prosił o żadne wynagrodzenie,
        nie był tym w ogóle zainteresowany. Niestety, niektórzy ludzie w Polsce byli
        bardzo okrutni w swych opiniach o nim, traktując go jak zdrajcę. A przecież
        jego główną motywacją było uniknięcie wojny, której Polska byłaby największą
        ofiarąWiedziałem, że to znakomite źródło, ale nie znałem wtedy jego tożsamości.
        Poznałem go osobiście dopiero w 1993 r., gdy

        był już w USA. Starał się wtedy o anulowanie swego wyroku śmierci.

        Benjamin Weiser, autor biografii Kuklińskiego

        - Motywy współpracy pułkownika z USA były patriotyczne, gdyż jako pierwszy
        dostrzegł on niebezpieczeństwo dla Polski wynikające z wojskowych planów ZSRR.
        Na długo przed innymi Kukliński zauważył, że w wypadku wojny Polska była
        niezwykle zagrożona jako część Układu Warszawskiego. Dotarł wystarczająco
        blisko do militarnych tajemnic strategicznych

        ZSRR, by dojść do wniosku, że jego kraj jest po niewłaściwej stronie.

        Na podstawie rozmów z nim i lektury jego listów jest dla mnie jasne, że jego
        motywy od początku były ideowe. Jest także jasne, że przewidywał zakończenie
        zimnej wojny. Był przekonany, że sowiecka dominacja nad Europa wschodnią musi
        się załamać, że nie będzie trwać wiecznie.


        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie
        nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
        www.pajacyk.pl
        Ignorant
        +++
      • 14.02.04, 15:29

        --
        Sława!
        Rozmawiałem z nim przed tygodniem. Miał jasny umysł, był jak zwykle pełen pasji
        i wielkiego poczucia humoru. Jest tragiczną ironią, że moja książka o nim
        ukazała się właśnie teraz. Był z niej bardzo szczęśliwy.



        Richard Pipes, były szef wydziału ds. Europy wschodniej w amerykańskiej Radzie
        Bezpieczeństwa Narodowego

        Ryszard Kukliński był najważniejszym źródłem dla CIA w czasie zimnej wojny. Nie
        sądzę, by CIA w czasie całej swej historii miała cenniejsze źródło informacji
        niż Kukliński, może tylko oprócz Olega Pieńkowskiego, który przekazał USA
        tajemnice sowieckich rakiet strategicznych. Ogromnie wpłynął na bieg historii.
        Jego największą dla nas zasługą było przekazywanie przez 10 lat informacji o
        sowieckich przygotowaniach wojskowych, strategii ZSRR itd. Było to bezcenne.
        Umocniło to naszą pozycję wobec ZSRR i ostatecznie doprowadziło do naszego
        zwycięstwa w zimnej wojnie.

        Był heroiczną postacią i człowiekiem o żelaznych nerwach, nie wiem, w jaki
        sposób wytrzymał napięcie związane ze swą działalnością. Widział, że armia
        polska jest w istocie narzędziem w rękach sowieckiego kierownictwa. Bał się,
        jak nam powiedział, że w razie wojny Armia Czerwona maszerująca przez Polskę
        będzie zaatakowana (bronią nuklearną przez siły NATO) i Polska będzie
        zniszczona.

        Miał wielu wrogów w Polsce. I myślę, że chciał mieć w końcu spokojne życie,
        więc może dlatego zdecydował się zostać w USA. (...) Nie wierzę, że za
        tragiczną śmiercią synów pułkownika stało KGB. Gdyby agenci KGB chcieli się
        zemścić, zaatakowaliby samego Kuklińskiego lub jego żonę, a nie synów.

        Rząd USA (wyższy przedstawiciel Białego Domu zastrzegający sobie niepodawanie
        nazwiska)

        - Rząd amerykański jest głęboko zasmucony śmiercią pułkownika Kuklińskiego. Był
        on człowiekiem, którzy służył sprawie wolności. Został uhonorowany w USA za
        swoje zasługi dla Polski i w służbie wspólnej sprawy wolności.

        George Tenet, dyrektor CIA

        -Z głębokim smutkiem przyjąłem wiadomość o śmierci prawdziwego bohatera zimnej
        wojny,któremu wszyscy winni jesteśmy wieczny dług wdzięczności. Ten pełen pasji
        i odważny człowiek pomógł zapobiec, by zimna wojnanie stała się gorącą,
        dostarczając CIA cennych informacji, naktórych opierało się tak wiele
        kluczowych decyzji dotyczącychbezpieczeństwa narodowego.

        I uczynił to dla najszlachetniejszych powodów: by wspieraćświętą sprawę
        wolności i pokoju w swojej ojczyźnie i na całym świecie. To w dużej mierze
        dzięki odwadze i poświęceniupułkownika Kuklińskiego jego rodzima Polska i inne
        poprzednioujarzmione narody Europy środkowej i wschodniej oraz dawnego Związku
        Sowieckiego są teraz wolne.



        Radek Sikorski, były wiceminister MON, ekspert w waszyngtońskim American
        Enterprise Institute

        - Będzie to zawsze postać kontrowersyjna w tym sensie, że można zapytać:
        powiedz mi o Kuklińskim, a powiem ci, kim jesteś, powiem ci, jaki jest twój
        stosunek do PRL i do wolności ojczyzny. Dla komunistycznego betonu Kukliński
        zawsze będzie zdrajcą.

        Po lekturze jego biografii nie wątpliwości, że motywacją pułkownika
        Kuklińskiego było służenie Polsce. On nawiązywał kontakt z armią amerykańską,
        gdy się zorientował, że sowieckie plany ataku na Europę zachodnią oznaczały
        zagładę atomową naszego kraju.


        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie
        nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
        www.pajacyk.pl
        Ignorant
        +++
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.