Dodaj do ulubionych

OD INDYFERENTYZMU DO NEOPOGAŃSTWA.

23.09.18, 17:41
Celem artykułu jest prześledzenie i porównanie poglądów Romana Dmowskiego
i Jana Stachniuka na problem wad narodu polskiego - powodujących według nich
niż cywilizacyjny - oraz pokazaniu tychże poglądów w świetle postaw religijnych
obu myślicieli. Zasadniczym jest tutaj spór nie tyle o naturę przywar narodowych -
których katalog w obu przypadkach jest bardzo podobny - co ich źródło oraz zasięg
społeczny. Mówiąc krótko, Dmowski uważał je za wykwit szlachetczyzny (spowodowanej
systemem pańszczyźnianym), który z racji dominacji politycznej tego stanu
stał się udziałem innych warstw. Stachniuk natomiast te same przywary uznawał za
z gruntu ogólnonarodowe, a ich źródła upatrywał w „polskiej ideologii grupy”.
Paradoksalnie, poglądy Dmowskiego w tej materii stająsię najbardziej czytelne
po zapoznaniu się z pracami Stachniuka. Problem polega bowiem na tym, że twórca
endecji zagadnieniem wad narodowych szerzej i bezpośrednio zajmował się niemal
wyłącznie we wczesnych swych pracach, z Myślami nowoczesnego Polaka na czele,
gdzie indziej sprawę tę traktując wyrywkowo, marginalnie lub wręcz domyślnie. Jan
Stachniuk wręcz odwrotnie, uczynił z tego podstawę swej myśli i temu zagadnieniu
poświęcił niemal cały swój dorobek pisarski, a doszukując się przyczyn takiego stanu
rzeczy, stworzył oryginalną historiozofię. To więc, co u Stachniuka zajmuje całe
tomy i jest wyłuszczane w sposób systemowy, u Dmowskiego stanowi wyłącznie tło
i często trzeba wyekstraktować jego opinie na ten temat z wywodów dotyczących
spraw pozornie innych. Jest przy tym absolutnie jasne, że to właśnie poglądy i pisma
Dmowskiego pobudziły do myślenia i pisania młodszego o 41 lat Stachniuka, który
kilkakrotnie zresztą w swoich tekstach przywoływał tego pierwszego. Należałoby
więc postawić tezę, że myśl twórcy Zadrugi wobec myśli Dmowskiego powstała
według zasady indukcji, gdyż to, co napomknął twórca endecji w formie szczegółu -
ten drugi rozwinął w system ogólny. Również biorąc pod uwagę same kolejne prace
Stachniuka, należałoby stwierdzić, że powstawały według tej samej zasady, bowiem
wczesne prace oparte były na szczegółowych obserwacjach i spostrzeżeniach, by
później stać się wykładami teorii ogólnych, wg klucza „od ekonomii do historiozofii
i filozofii”. Tak więc w Heroicznej wspólnocie narodu opisuje się stan obecny cywilizacji
polskiej pod kątem ekonomii i gospodarki, w Dziejach bez dziejów podaje
się przyczyny, by w Micie słowiańskim podać postulowane gospodarcze i ustrojowe
metody wyjścia z zapaści. Nas u Stachniuka interesować będzie szczególnie etap
związany z pracami Dzieje bez dziejów i Chrześcijaństwo a ludzkość oraz wydawanym
nieco wcześniej pismem „Zadruga”.
Jan Stachniuk szczególnie dużo miejsca poświęcił chrześcijaństwu i jego roli
w kształtowaniu charakteru narodowego Polaków, co zresztą stało się jego znakiem
rozpoznawczym, kompleksowe więc przedstawienie jego poglądu w tej materii
wymaga osobnego wywodu obejmującego również dziedziny filozofii, psychologii
społecznej, ekonomii, politologii, historii Polski i świata, a także historii religii.
Nas więc zajmie tutaj wyłącznie relacja cech narodowych z czynnikiem religijnym,
głównie katolicyzmem.
Roman Dmowski natomiast tylko miejscami zawierał uwagi dotyczące religii
i samego katolicyzmu, wyraźnie nie chcąc otwarcie wypowiedzieć się w tej kwestii.
Wyjątkiem jest tu broszura Kościół, naród i państwo, która sama w sobie jest zresztą
dość dwuznaczna i wokół której narosło wiele mitów i błędnych interpretacji.
Dmowski więc dostrzegał i zastanawiał się nad upadkiem cywilizacyjnym Polski
oraz wiązał go expresis verbis z postawami mentalnymi Polaków, wyliczając moralizm,
estetyzm, fałszywy humanitaryzm, cierpiętnictwo. Z drugiej strony widział
tzw. „wartości chrześcijańskie”, jednak nie posunął się do połączenia obu składników,
a tak uczynił na tej podstawie Jan Stachniuk - co samo w sobie jest również
poparciem wyżej sformułowanej tezy o indukcyjności jego prac względem prac
Dmowskiego.
Jednym z powodów różnic pomiędzy oboma myślicielami są ich odmienne
doświadczenia pokoleniowe, bowiem ideolog endecji tworzył w czasach, gdy nie
rozstrzygnęła się jeszcze rola, którą nacjonaliści chcieliby przypisać Kościołowi.
Pozostając w swej części indyferentni religijnie, stworzyli choćby koncepcje podwójnej
etyki, tj. etyki narodowej i etyki chrześcijańskiej o rozdzielonych polach
zastosowania1. Dopiero z czasem następowało stopniowe dopasowywanie idei nacjonalistycznej
do wymagań stawianych przez światopogląd chrześcijański, by osiągnąć
syntezę w postaci myśli „narodowo-katolickiej”. Stachniuk zaś działał w czasie,
który przypadał już po wydaniu broszury Kościół..., kiedy mówi się o „nacjonalizmie
chrześcijańskim” i tworzone były idee „nowego średniowiecza”. Miały
one wyraz choćby w koncepcjach Adama Doboszyńskiego, odrzucających postęp
przemysłowy, dla których punktem wyjścia była myśl chrześcijańska2. W takim zaś


--
Naród,który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.
Im dalej społeczeństwo dryfuje od prawdy, tym bardziej nienawidzi tych, co ją głoszą. Prawda jest mową nienawiści. Mówienie prawdy w epoce zakłamania, jest rewolucyjnym czynem. George Orwell
Edytor zaawansowany
  • rabbi.rozencwajg 23.09.18, 17:43
    klimacie Stachniuk kładący duży nacisk na rozwój cywilizacyjny Polski, uznający
    naród za absolut, uznawał współczesne mu emanacje ruchu narodowego za agenturę
    „watykańskiej międzynarodówki”. Samo zaś uznanie narodu za podmiot, przedmiot
    i cel absolutny było uznawane przez myśl chrześcijańską za z gruntu pogańskie3.
    Kolejnym źródłem odmiennie postawionych akcentów jest inny charakter
    działalności.
    Ostrzejsze oblicze krytyki Stachniuka wynika z faktu, że ten, w przeciwieństwie
    do Dmowskiego, nie był czynnym politykiem. Dmowski zaś musiał liczyć
    się z sytuacją bieżącą i być może tonować własne wypowiedzi, unikając ostatecznych
    wniosków. Stachniuk był w zasadzie ideologiem i teoretykiem, a jego prace
    w swej sekwencji układają się w system myślowy zmierzający nie tyle do korekty,
    co do całkowitej przebudowy postaw społecznych, a przez to do zupełnej przebudowy
    państwa polskiego. Nie może dziwić, że krytyka warunków zastanych podjęta
    przez Stachniuka obróciła się przeciwko chrześcijaństwu w sposób dalece bardziej
    czytelny niż pozostawione domysłom czytelnika pewne uwagi poczynione przez
    Dmowskiego, skoro - jak zauważył Jan Skoczyński - mimo że chrześcijaństwo było
    wcześniej krytykowane przez poetów, filozofów, pisarzy i działaczy gospodarczych,
    to nikt przed Stoigniewem4 nie podjął tak zdecydowanej i frontalnej krytyki5.
    Nacjonaliści przełomu XIX i XX wieku a Kościół
    Aby zrozumieć poglądy Dmowskiego i Stachniuka na kwestię wad narodowych, ich
    pochodzenia, zasięgu i skutków, należy uznać, że wyjściowym problemem będzie
    tutaj ustalenie przekonań obu autorów dotyczących wzajemnego stosunku religii do
    narodu i charakteru jednostki.
    Powiedzieliśmy więc, że to m.in. doświadczenie pokoleniowe ukształtowało
    poglądy Romana Dmowskiego i to w czasach, gdy ruch narodowy nie wypracował
    jeszcze jednolitej polityki wobec Kościoła i samego katolicyzmu. Potwierdzają to
    ówczesne publikacje obozu określającego samego siebie jako „demokratyczno-narodowy”,
    podnoszące trudności
    w określeniu właściwego stanowiska w sprawach religijnych i kościelnych, tem bardziej,
    że w dzisiejszem położeniu stronnictwo nasze, zmierzając do objęcia programem swoim
    całości interesów narodowych, musi z jednej strony dążyć do ochrony tak potężnej podstawy
    bytu społeczno-narodowego, jaką jest religia i Kościół narodowy, z drugiej zaś strony
    czuwać nad tem, ażeby uznanie religii i jej ochrona nie zmieniły się w niewolę duchową,
    tamującą postęp umysłowy społeczeństwa. W uznaniu tej trudności kierunek nasz unikał
    dotychczas świadomie ściślejszego określania swego stanowiska w sprawach religijnych
    i kościelnych, ograniczając się jedynie do wyraźnego zaznaczenia, że stoi na gruncie obrony
    interesów Kościoła katolickiego w Polsce przed zamachami obcych rządów6.
    Tekst ten pochodzi z 1903 r., wcześniej natomiast nacjonaliści wielokrotnie
    wypowiadali się w tej kwestii. Czynił to także Jan Ludwik Popławski, którego
    Dmowski uznawał za pierwszego spośród „twórców nowego ruchu narodowego”7.
    Ów pionier traktował katolicyzm w kategoriach czysto utylitarnych, by nie powiedzieć:
    instrumentalnie, kiedy pisał, że Rzym jest dla Polaków instancją wyższą,
    niezależną od rządów zaborczych, dzięki której sprawa polska utrzymuje charakter
    międzynarodowy i dlatego właśnie „nas Polaków z katolicyzmem, i to koniecznie
    z katolicyzmem rzymskim, z Rzymem papieskim łączy nie tylko interes religijny,
    ale przede wszystkiem interes polityczny”8. Gdyby to niedostatecznie przekonywało
    0 charakterze polityki Popławskiego wobec Kościoła, przytoczmy dalej za tym autorem:
    możemy i mamy nieraz słuszne powody być niezadowolonymi z jego polityki, powinniśmy
    jej śmiało i stanowczo przeciwdziałać, jeżeli szkodzi naszym interesom narodowym,
    jeżeli je poświęca dla interesów katolicyzmu, błędnie lub chociażby nawet trafnie pojmowanych.
    Ale zerwanie z katolicyzmem, zerwanie z Rzymem równałoby się w warunkach
    dzisiejszych samobójstwu narodowemu9.
    Nawet to ostatnie zdanie bowiem, mimo pozornie wyrażonej lojalności wobec
    Kościoła, jest w rzeczywistości tylko potwierdzeniem hierarchii wartości autora tych
    słów, w której na szczycie znajduje się polityka narodowa, a to jej w konkretnych
    warunkach służyć ma związek z katolicyzmem. Co więcej, deklaracje takie, zmierzające
    ku związaniu polskich interesów narodowych z polityką Kościoła, wydają
    się efektem nieco wcześniejszych obserwacji i wyciąganych na ich podstawie opinii
    1 obaw o przyszły kierunek tej polityki. Pisał bowiem Popławski, że prowadzona
    w zasadzie we wszystkich zaborach polityka duchowieństwa katolickiego wobec
    polskich dążeń narodowych przybiera niepożądany kształt. Źródłem tego ma być
    prowadzenie przez wyższą hierarchię „polityki własnej, samodzielnej, którą nazywamy
    rozmaicie klerykalną, katolicką, ultramontańską, kościelną, ale która w istocie
    swej jest jednakową we wszystkich krajach...”10. Polityka ta natomiast miała
    wówczas zmierzać do całkowitego podporządkowania wszelkich interesów politycznych
    - i to we wszystkich krajach - własnym interesom Kościoła. Miała wręcz
    zdaniem Popławskiego prowadzić do objęcia przez Kościół steru polityki w każdym
    kraju „i przystosować z natury sprzeczne i rozbieżne dążenia narodowe i społeczne
    do swoich celów wyłącznych”11. Twórca polskiego nacjonalizmu prognozował
    więc, że „ musi to z konieczności wywoływać starcia i protesty i prowadzić do walki


    --
    Naród,który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.
    Im dalej społeczeństwo dryfuje od prawdy, tym bardziej nienawidzi tych, co ją głoszą. Prawda jest mową nienawiści. Mówienie prawdy w epoce zakłamania, jest rewolucyjnym czynem. George Orwell
  • rabbi.rozencwajg 23.09.18, 17:45
    z Kościołem już nie rządów, ale narodów lub oddzielnych warstw społecznych”12.
    Zastrzegając, że w warunkach polskich, zwłaszcza w zaborach rosyjskim i pruskim -
    walka taka byłaby niebezpieczna, nawołuje, że „należy dołożyć wszelkich starań,
    żeby jej zapobiec, należy spokojnie i bezstronnie ocenić stosunek wzajemny duchowieństwa
    i ludu i wykazać prawdopodobne następstwa dla stron obu zerwania
    łączności dotychczasowej”13. Nieco dalej, żeby pozbawić wszelkich złudzeń, wyjaśnia,
    na jakich podstawach wykwitła owa łączność:
    stanowisko niezmiernie wpływowe w społeczeństwie naszem zdobył kościół nieugiętością
    zasad i postępowania, swojem kategorycznem „non possumus”. Błędnem z gruntu jest
    dosyć powszechne mniemanie, że zawdzięcza je pobożności ogółu. Wskutek właściwości
    polskiego temperamentu narodowego pobożność nie może być u nas bardzo żarliwą i głęboką,
    a podniesienie nastroju gorliwości katolickiej przypisać należy w znacznej mierze
    wpływom politycznym, a mianowicie roli kościoła i duchowieństwa w walce narodowej
    z rządami zaborczymi14.
    Czasami jednak sprzeciw wobec polityki kościelnej wyrażany był bardzo dobitnie:
    dziś jednak, kiedy polityka Kuryi stała się nad miarę dyplomatyczną i pojednawczą, kiedy
    w zaborze pruskim widzimy już fatalne dla narodowości naszej jej skutki, naiwna wiara,
    że Rzym nigdy i niczem nie zawiedzie oczekiwań naszych i nadziei - byłaby grzechem
    wobec narodu15 [albo wręcz, jak przywoływał Popławski:] dosyć mamy tej obłudy nikczemnej,
    tych wybiegów rzymskich i wykrętów jezuickich, tej dyplomacyi, paktującej
    w sprawach wiary i sumienia, tego kosmopolityzmu klerykalnego16.
    Jednak ton ulegał łagodnieniu, a nacjonaliści wypracowywali politykę wobec
    Kościoła, by wreszcie w 1903 r. - tym samym, od którego zaczynaliśmy artykuł -
    ogłosić w programie politycznym, że:
    uważając Kościół [...] za instytucję narodową [...] stawia sobie w stosunku do niego
    następujące zadania: a) zapewnić mu ze strony społeczeństwa energiczną obronę przed
    zamachami wrogów zewnętrznych, oraz przed napaściami żywiołów przeciwnarodowych
    w kraju; b) ustalić zasadę kontroli opinii publicznej nad polityką władz kościelnych i zachowaniem
    się obywatelskim duchowieństwa, której to kontroli ze strony ogółu podlegać
    muszą wszystkie instytucje narodowe; c) uznając zgodność naszej polityki narodowej
    z polityką Kościoła, o ile ta ma na celu jedynie obronę i szerzenie katolicyzmu, przeciwdziałać
    uzależnianiu naszych spraw narodowych od widoków polityki kościelnej, które
    związku bezpośredniego z powyższym celem nie mają; d) powołać duchowieństwo do
    jak najszerszej pracy narodowej w szeregach obywatelskich wespół z innymi członkami
    społeczeństwa, pozostawiając Kościołowi rolę odrębnego czynnika politycznego tylko
    w sferze spraw religijnych i kościelnych17.
    Poglądy Romana Dmowskiego i Jana Stachniuka na rolę katolicyzmu
    w narodzie, historii i jego wpływ na jednostkę
    Powyższe słowa wyraźnie już pokazują, w jaki sposób nacjonaliści początku XX w.
    widzieli związek narodu polskiego z Kościołem i religią katolicką. Także Roman
    Dmowski w tym czasie uważał „chrystianizm” za religię jednostki i ludzkości rozumianej
    jako zbiór jednostek. Kształtował się on bowiem w środowisku niebędącym
    narodem, w czasie, gdy instytucja państwa waliła się, a wraz z nią cnoty obywatelskie
    i pojęcie Ojczyzny. Jednostka wówczas funkcjonująca, po zerwaniu wszelkich
    nici społecznych, była „osamotnioną, błędną, pozbawioną wszelkiego steru w życiu”.
    Wówczas chrystianizm ukształtował moralność jednostkową - indywidualną
    w stosunku do Boga, bliźnich, siebie samego18. Jednocześnie uznaje Dmowski, że
    etyka, nazywana „etyką miłości bliźniego”, „etyką altruizmu” i zasady moralne
    przez nią wypracowane są niezgodne z naturą człowieka, z instynktem samozachowawczym
    jednostki. Co więcej, jak żądny kanon moralny nie jest w stanie przewidzieć
    wszelkich potencjalnych stosunków międzyludzkich i kreowanych przez nie
    zagadnień etycznych. Można co prawda wyciągnąć z niej algorytm postępowania,
    „ale tylko między jednostkami. Stosunek jednostki do narodu i narodu do narodu
    leży właściwie poza sferą chrześcijańskiej etyki”19. Wzorem więc starszych nacjonalistów
    rozgraniczał pola działania katolicyzmu i zagadnień narodowych, zwłaszcza
    gdy jeszcze wiele lat później krytykował „prawowiemość katolicką”, rozumiejącą
    za obowiązek prowadzenie polityki zgodnie z wytycznymi Watykanu20. Ten przykład
    szczegółowy ubrał w zasadę ogólną, że rozróżnia Kościół od polityki Stolicy
    Apostolskiej, bowiem
    Kościół dla katolików jest władzą, której w rzeczach wiary są obowiązani bezwzględne
    posłuszeństwo. Polityka watykańska jest rzeczą ludzką, jak każda rzecz ludzka, nie wolną
    od błędów [...]. Najbardziej katolickie państwo ma obowiązek o tyle tylko z nią się łączyć,
    o ile nie stoi ona w sprzeczności z dobrem państwa i narodu21.
    Stoi więc on na stanowisku, że wyższe aspiracje nakazują działanie w sposób
    realny, tu i teraz, w miejsce - jak pisze z ironią - „modlenia się do przeszłej
    i przyszłej Polski w kapliczkach”. Mimochodem rzuca też, że obok zobojętnienia,


    --
    Naród,który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.
    Im dalej społeczeństwo dryfuje od prawdy, tym bardziej nienawidzi tych, co ją głoszą. Prawda jest mową nienawiści. Mówienie prawdy w epoce zakłamania, jest rewolucyjnym czynem. George Orwell
  • rabbi.rozencwajg 23.09.18, 17:47
    niebezpieczeństwem dla polityki narodowej może być zatonięcie w religii i filozofii,
    jako myślach oderwanych od życia23.
    Dopiero w Kościół, naród, państwo poszerzył Dmowski rolę katolicyzmu
    w życiu narodowym, tak, że nie tylko bieżącą polityką i dyplomacją mierzony był
    stosunek nacjonalistów do katolicyzmu. Przyznawał mu bowiem także, a może
    przede wszystkim doniosłą rolę w kształtowaniu pożądanych typów charakteru jednostek
    tworzących naród. Stwierdza, że z nauki Jezusa „nie wynika [...] żeby Kościół
    miał stać poza sprawami doczesnymi świeckimi, ograniczając się jedynie do
    prawd wiary”24. Określił też pogłębianie się obojętności religijnej wśród wszystkich
    warstw społecznych we wszystkich krajach cywilizacji łacińskiej, odwrót od chrześcijaństwa
    starszego pokolenia przy jednoczesnym zwrocie ku „religii wolnomularstwa”
    i okultyzmu z jednej strony oraz coraz to wyraźniejszym powrocie młodego
    pokolenia ku religii - z drugiej. „Wszystkie te fakty - pisze - mają pierwszorzędne
    znaczenie dla bliższej i dalszej przyszłości narodów”25. Rola Kościoła miała zaznaczyć
    się już u zarania dziejów historycznych Polski, kiedy to we współpracy z młodym
    państwem piastowskim albo wręcz przeciw niemu
    urabiał wiekową pracą duszę jednostki, zbliżał jąku dojrzałości, kształcił w niej sumienie,
    niszczył pierwotne, utrudniające byt społeczny instynkty, naprawiał obyczaje [...] tworzył
    silną rodzinę26. [Do dziś zaś, postępowanie] zwykłego człowieka zależy od wychowania
    dziejowego, przez pokolenia, w obyczajach i instytucjach, w których te pokolenia żyły,
    pod których wpływem wytwarzały się ich instynkty społeczne oraz od jego osobistego
    wychowania w rodzinie i w szkole. Toteż ze stanowiska Kościoła pierwszorzędne ma
    znacznie to, jakie są obyczaje społeczeństwa, jakie instytucje państwowe i inne, jaki ich
    wpływ moralny na ludność, jakie jest wreszcie wychowanie w rodzinie i jakie w szkole27.
    Czy jednak rzeczywiście ze stwierdzeń tam zawartych można wysnuć wniosek
    o jednoznacznie wyznaniowym nastawieniu ich autora? Otóż wydaje się, że nie,
    a mitologizowane przejście Dmowskiego od indyferentyzmu ku pozycjom wyznaniowo-
    chrześcijańskim można uznać za efekt interpretacji dokonanej przez tzw.
    „młodych” w nurcie narodowym. Dmowski był raczej dzieckiem myśli nacjonalistycznej
    schyłku XIX w. i pozostał nim nawet w drugiej połowie lat 20. następnego
    stulecia. W omawianej pracy pisze on, że najtrudniejszym okresem dla roli Kościoła
    w życiu narodów był wiek XVIII, który za cel wszelkich zabiegów postawił jednostkę
    i jej szczęście, zapewniając jej jak najszerszy wachlarz praw, najwęższy zaś
    obowiązków. W efekcie doszło do potępianych przez autora zjawisk, jak wyzwolenie
    z wszelkich zależności i więzów społecznych, choćby w dziedzinie szerzenia
    poglądów „bez względu na ich wartość umysłową i moralną”28. W świetle uważnej
    lektury wersów Kościoła... jest jasne, że autor nadal za rzecz fundamentalną uważa
    dobro wspólnoty narodowej. Pisze on bowiem:
    Słyszeliśmy często [...], że człowiek, zwłaszcza na pewnym poziomie inteligencji, nie
    potrzebuje religii do tego żeby być moralnym. Potwierdzały to nawet niezaprzeczone fakty.
    [...] Fakty te wprowadzały często w kłopot obrońców religii jako podstaw moralności.
    Robili też oni nieraz ustępstwo, zgadzając się, że bez religii może się obyć człowiek bardzo
    inteligentny, ale że jest ona koniecznie potrzebna szerokim masom29.
    W dalszej części wywodu uzupełnia jednak, że owszem, wysoki poziom moralny
    reprezentują liczni apostaci, jak się wyraża „ateusze”, którzy często wręcz
    zwalczają religię, jednak trzeba pamiętać, że zostali oni wychowani przez rodziny
    i instytucje z gruntu katolickie lub protestanckie. Dopiero drugie pokolenie, wychowane
    już w duchu ateizmu, stanowi formację „odcinającą się od reszty społeczeństwa”.
    30 Należy zwrócić jednak uwagę na to, co rozumie się tutaj przez termin
    moralność, jak Dmowski ocenia postawę wychowanków ateizmu. Pisze bowiem, że
    poza rzadkimi przykładami nawrócenia
    częściej widzimy cynizm zupełny, wyzucie z wszelkiej moralności, uderzające zwłaszcza
    u synów ludzi wybitnych, którzy będąc obojętnymi religijnie lub nawet wrogami religii,
    żyli uczciwie i pracowali z wielkim nieraz zapałem i poświęceniem dla swojej idei; [...]
    na ogół wszakże są to mniej lub więcej poprawni materialiści wlokący się przez życie
    bez wyraźnego celu, bez gwiazdy przewodniej. Wszystkich znamionuje wybitne kalectwo
    moralne, polegające na braku wszelkiego zapału [podkr. I.D.G.] zdolności do mocnej
    wiary w cokolwiek, do poświęcenia czegokolwiek ze swego egoizmu, wreszcie braku
    zdolności uwielbienia, którą jeden mądry pisarz nazwał najwyższą zdolnością człowieka.
    Są to chodzące po ziemi trupy31.
    Określił on Kościół katolicki jako przeszkodę dla prądów zmierzających do
    pozbawienia jednostki odpowiedzialności za sprawy wykraczające poza jej bezpośredni
    zasięg interesów. Nie widać tutaj jednak zmartwienia zanikiem wartości
    chrześcijańskich jako takich, a już tym bardziej odstępstwami od prawd wiary. Niepokój
    autora dotyczy tu wyraźnie cech jednostki obdartej z umiejętności poświęcenia
    się wyższym ideałom, ideałom wspólnotowym, wiary w „cokolwiek” [s/c/].
    A więc jakość charakteru jest tu najistotniejsza, nie zaś uniwersalne wartości, takie
    zaś stwierdzenia jak „kalectwo moralne, polegające na braku wszelkiego zapału”
    czy fragment o „zdolności uwielbienia” jako takiej pokazuje już wyraźnie o jakie cechy
    tutaj chodzi. Zwłaszcza zaś gdy przypomni się jego wcześniejsze stwierdzenia:
    częstokroć większy bez porównania wpływ na losy narodu miała jego siła moralna. Tylko
    trzeba pamiętać, że siłą moralną narodu nie jest jego bezbronność, jego niewinność, jako


    --
    Naród,który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.
    Im dalej społeczeństwo dryfuje od prawdy, tym bardziej nienawidzi tych, co ją głoszą. Prawda jest mową nienawiści. Mówienie prawdy w epoce zakłamania, jest rewolucyjnym czynem. George Orwell
  • rabbi.rozencwajg 23.09.18, 17:49
    często dziś u nas słyszymy, ale żądza szerokiego życia, chęć pomnożenia narodowego dorobku
    i wpływu oraz gotowość do poświęceń dla urzeczywistnienia narodowych celów32,
    które mimo upływu równo 25 lat od wydania Myśli... pobrzmiewa echem w Kościele....
    Co więcej, przywołuje to jako żywo późniejsze pojęcie „woli tworzycielskiej”
    stworzone przez Stachniuka i postulaty „radosnego podporządkowania się”, „nabraniu
    pełnego rozmachu twórczego”, przemiany milionów w „dziejowo czujących
    ludzi”, mające być esencją systemu zadrugizmu, projektowanego w Micie słowiańskim33.
    D
    mowski więc traktował Kościół i samo chrześcijaństwo jako instrument, pozwalający
    na kształtowanie charakteru jednostek na sposób pożądany dla rozwoju
    sił narodowych. Można by wręcz pokusić się o pytanie, czy w broszurze ocenianej
    jako programowa dla prądu katolicko-narodowego, jej autor nie posunął się - choćby
    tylko w domyśle lub nawet podświadomie - do absolutyzacji samego narodu
    i czynu. Taka zaś postawa określana byłaby jednoznacznie jako pogańska. Dziwnie
    więc w świetle wszystkich tych stwierdzeń brzmi rzucone na końcu omawianej broszury
    zdanie: „polityka narodu katolickiego musi być szczerze katolicka, to znaczy,
    że religia, jej rozwój i siła musi być uważana za cel, że nie można jej używać
    za środek do innych celów, nic wspólnego z nią nie mających”34. Zwłaszcza gdy
    przypomnieć wcześniejsze myśli, zgodnie z którymi dla prowadzenia silnej polityki
    narodowej należy wypracować etykę narodową, która zwalczałaby dążności do
    regulowania spraw narodowych wyłącznie z pozycji etyki indywidualistycznej35.
    Czyżby był to czysty koniunkturalizm - jakże bowiem różnią się zdania wydane
    w 1927 r. od poglądów wyłożonych ledwie 2-3 lata wcześniej w Polityce polskiej -
    a może zwyczajnie przypomnieć tu należy wcześniejsze nasze zdanie, że Dmowski
    był przede wszystkim politykiem, działającym w określonych warunkach. Bogumił
    Grott zwrócił uwagę, że treść Kościoła... jest podporządkowana intencji wykazania
    związków Kościoła katolickiego z nacjonalizmem. Dlatego też umieścił w niej
    stwierdzenia o katolickiej genezie nacjonalizmu, jednocześnie chcąc u katolickiego
    czytelnika stworzyć wrażenie, że pewne elementy myśli nacjonalistycznej krytykowane
    przez Kościół, nie są immanentną jej częścią, ale były efektem praktycznej
    potrzeby w określonych warunkach36.
    Jednocześnie trzeba pamiętać, że poza czynnikiem taktyki politycznej, w swej
    świadomości pozostawał Dmowski pod wpływem tego, co Stachniuk określał mianem
    „ideomatrycy katolickiej”. Rzuca przecież stwierdzenia o „reszcie społeczeństwa”
    (większości) jako katolickiej oraz pozostaje pod przemożnym przyzwyczajeniem
    mówienia o moralności nawet wówczas, gdy przykłada do tego pojęcia wartości
    niekoniecznie wynikające z jego tradycyjnego rozumienia. Nie dziwią więc
    w świetle obu faktów zdania: „naród szczerze, istotnie katolicki musi dbać o to,
    ażeby prawa i urządzenia państwowe, w których żyje, były zgodne z zasadami katolickimi
    i ażeby w duchu katolickim były wychowywane młode pokolenia”37. Najbardziej
    zaś znane z Kościoła... i najczęściej przytaczane jest takie oto stwierdzenie:
    „katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób,
    ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę. Usiłowanie oddzielenia
    u nas katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła, jest niszczeniem
    samej istoty narodu”38. Rzadko natomiast zwraca się uwagę na kontekst
    owego zdania, które bezpośrednio poprzedzone jest uwagą, że poszukiwanie źródeł
    cech naszej duszy zbiorowej, które „czynią nas ludźmi takimi, jakimi jesteśmy, i nowoczesnym
    narodem europejskim” musi doprowadzić do konstatacji, że „tkwią one
    zarówno w naszym prastarym gruncie etnicznym i w istnieniu przez wieki państwa
    polskiego, jak w naszym od dziesięciu wieków trwającym katolicyzmie”39.
    Przytaknął by na taki punkt widzenia Stachniuk, jednak uczyniłby to z zupełnie
    innym nacechowaniem emocjonalnym. Uważał on bowiem, że faktycznie od
    połowy XVI w. to katolicyzm w sposób zupełny kształtował charakter narodowy
    Polaków. Wówczas to dokonał się przewrót kulturalny, polegający na
    przeniknięciu katolicyzmu do najgłębszych ośrodków nerwowych substancji narodu [...]
    iż wszelka świadomość samorodna z rdzenia substancji narodowej wykwitająca, została
    bezlitośnie zniszczona. Na opustoszałym cmentarzysku pierworodnej, rodzimej polskości
    rozgościł się świat duchowy katolicki. Nowa kategoria kulturalna, zaszczepiona na żywym
    Polaku rozpoczęła przekształcanie swego podłoża w myśl swych ideałów40.
    Co więcej, uważa on, że w Polsce próbuje się dokonać zabiegu polegającego
    na odwróceniu pojęć, „i tak z zasady słyszymy, iż to nie Kościół ukształtował naszą
    historię, lecz naród polski wymodelował katolicyzm na swoją modłę!”41. Podczas
    gdy „świat duchowy Polaka” ukształtowany jest przez katolicką - utożsamioną
    z polską - ideologię grupy tak, że „od najwcześniejszego dziecięctwa umysł każdego
    Polaka jest modelowany według systemu wartości, jakie daje ideologia grupy”42.
    Zasięg tego systemu wychowawczego jest totalny i określony tu mianem „absolutu
    świadomości”. Wszystkie bowiem elementy duchowości, kryteria dobra i zła, system
    wartości, są wdrażane w sposób, który każe jednostce uważać je za „absolutne
    i własne”, a „świat swego «ja» [...] za jedynie godny czci i miłości [...] jedyny
    słuszny”43. Dzięki temu udało się Kościołowi katolickiemu „przekształcić to co my
    nazywamy Polską, w kolonie katolików, mówiących językiem polskim”44.
    Wyraźnie widać tutaj wpływ Maxa Webera i ustaleń jego socjologii religii
    wskazujących wyraźnie na oddziaływanie czynnika religijnego, etycznego na rozwój
    gospodarczy narodów. Poza tym Stachniuk znał pracę Ernesta Barkera, w której


    --
    Naród,który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.
    Im dalej społeczeństwo dryfuje od prawdy, tym bardziej nienawidzi tych, co ją głoszą. Prawda jest mową nienawiści. Mówienie prawdy w epoce zakłamania, jest rewolucyjnym czynem. George Orwell
  • rabbi.rozencwajg 23.09.18, 17:54
    uczony angielski napisał: „O ile stosunek między religią a rasą jest niejasny,
    o tyle związek między religią a życiem narodowym jest, oczywiście, bardzo bliski.
    W niektórych wypadkach możemy nawet twierdzić, że religia to jest narodowość, że
    naród dany jest tym, czym jest, dzięki religii”.
    Poglądy te były też wynikiem ściśle deterministycznych przekonań Stachniuka,
    że ,jest nie do pomyślenia istnienie jakiejś izolowanej jednostki”,
    inaczej mówiąc: dąży, myśli i działa jednostka, ale jej dążenia, myśli, czyny, wynikają ze
    skłonności życiowych grupy. Jednostka jest więc wynikiem układu sił dążących do wyładowania
    się w dziełach cywilizacyjnych. Jest produktem biologicznym całego szeregu
    swoich przodków. Rodzice i prarodzice są sprawcami [...], że wyznaję te lub inne ideały,
    to też jest niepodzielną własności grupy społecznej.
    Zawsze więc jednostka jest produktem ideologii grupy. Ta bowiem stwarza
    „typ przeciętnej społecznej”, za pomocą mechanizmu, na który składają się: religia,
    system wychowawczy i jego ideały, idee ogólne, treść świadomości grupy o swej
    istocie, język, filozofia, sztuka, nauka, urządzenia państwowe, system gospodarczy49.
    Kilka lat później wymieniając normy moralne, nakazy religijne, pojęcia światopoglądowe,
    etykę życia społecznego, prawo, ideały życiowe i styl gospodarstwa,
    nazwał te czynniki „wiązalnikami energii emocjonalnej”, które za zadanie mają „organizować
    świat psychiczny człowieka i tworzenie szlaków dla jego pracy cywilizacyjnej”.
    Personalizm katolicki, który poprzez działanie „polskiej ideologii grupy” jest
    „rdzeniem psychiki” - przeciętnej, społecznej, narzuca normy zachowania i postępowania
    w życiu codziennym i w każdej sytuacji. Te z kolei wyznaczają jednostce,
    milionom Polaków, typ aktywności, a z niego wyłoniły się „styl polityki i gospodarstwa”
    Tak więc „to, co się w Polsce dzieje w dziedzinie gospodarstwa, polityki,
    kultury, jest prostą konsekwencją oddziaływania zorganizowanej duszy narodowej,
    czyli polskiej ideologii grupy na swoje środowisko zewnętrzne”.
    Ustaliliśmy powyżej, że Dmowski, jak Stachniuk rozumieli, że jednostka
    kształtowana jest przez czynniki wspólnotowe, przy czym obaj za głównego twórcę
    współczesnego im typu psychicznego Polaka uważali wychowanie w religii katolickiej.
    Rodzi się tutaj jednak kolejne pytanie: czym jest ideologia grupy, a w zasadzie
    w jaki sposób się ona kształtuje? Stachniuk wiedział bowiem, że „sama grupa od tej
    strony fizycznej jest produktem rozwoju historycznego, a oprócz tego warunków
    geofizycznych i geopolitycznych, które odbijają swoje piętno na ustroju państwowym
    i gospodarczym”. Katolicyzm zaś, będący rdzeniem polskiej ideologii grupy, urabiając ducha
    kolejnych pokoleń, doprowadził do wykreowania „stałych cech charakteru «narodowych
    »”, którego główną zasadą ma być personalizm katolicki. Cechy te jednak mają
    być zupełnie nieadekwatne wobec natury Polaków, więc zaszczepianie ich w młodym
    pokoleniu wiąże się z okaleczeniem jego duszy, skutkującym „wynaturzonymi
    wtórnymi cechami charakteru polskiego”.
    Jeśli przyłożymy ową rzekomo przyrodzoną, biologiczną naturę Polaków do
    „importowanego” światopoglądu katolickiego, to pomimo że od kilkuset lat istnieją
    w najściślejszym związku, okazuje się, że są one całkowicie przeciwstawne. Narzucenie
    więc kierunkowej, zupełnie sprzecznej z kierunkiem, w którym ze swej natury
    naród polski powinien był się rozwijać, powodujące „stłamszenie naturalnych
    aspiracji, żywotności” nazywa Stachniuk „pierwszą antynomią dziejów Polski”55.
    Nie jest więc ideologia czynnikiem, niezmiennym i na trwałe związanym z danym
    narodem, a „bajdurzeniem” jest mówienie o „rasie polskiej” odrębnej od podłoża
    słowiańskiego. Dowodem na to ma być fakt, że przeważająca część mieszkańców
    Prus, które „stworzyły wielkie Niemcy”, jest pochodzenia słowiańskiego i nie różni
    się pod względem biologicznym od Polaków56. W tym miejscu Stachniuk cytuje Dmowskiego:
    nie zapominajmy, że społeczeństwo pruskie, będące tak biegunowym przeciwieństwem
    naszego typu szlacheckiego, w znacznej mierze ulepiło się z tego samego materiału rasowego,
    co nasze, że dzisiejsi, [...] Prusacy to potomkowie wspólnych nam przodków lub
    bliskich krewniaków [...]. Ten sam w znacznej mierze materiał tylko wychowany w innej
    szkole państwowej, dał tak silny, żywotny, tak czynny politycznie naród.. ,
    Rzeczywiście, w tym względzie Stachniuk był bezpośrednim kontynuatorem
    Dmowskiego, który jeszcze w połowie lat 20. XX w. pisał, że dla Europy głównym
    zagrożeniem nie był fakt zjednoczenia Niemiec, ale to, że dokonały tego Prusy,
    których społeczeństwo zostało „sklejone ze zgermanizowanych szczepów słowiańskich”.
    Szczepów, które autor uważał w dodatku za najprymitywniejsze spośród Słowian
    i które dość późno i powierzchownie przyjęły kulturę niemiecką, zwłaszcza
    zaś jej dyscyplinę, a moralnie pozostały surowe. I właśnie ta dyscyplina połączona
    z surowością miała dać „naród feldfeblów”, który „umiał zawojować Niemcy”58.
    Uważał też, że u zarania państwowości, przodkowie Polaków nie reprezentowali
    typu tak biernego, jak to się często przyjmowało. Typ ten więc był na tyle aktywny,
    by zorganizować państwo, które w dodatku przez długi czas częściej napadało sąsiadów,
    niż było napadane.
    Chociaż więc od dawna jesteśmy bardzo słabi, to „tkwią w nas zarodki wielkiej
    siły”, żeby je jednak wydobyć, nie można popadać w błędne przekonanie o swej
    wyższości nad innymi. Chociaż „zapowiedziawszy się w dziejach, jako jeden z najpierwszych ludów Europy”, to „naród nasz w krótkim czasie usunął się na tyły pochodu cywilizacyjnego”,
    a dzisiejsza moralność narodowa, jako jałowo sentymentalna, nie zna czynnej
    miłości ojczyzny i powoduje zanik instynktu samozachowawczego61. Naród polski
    dokonał przewartościowań, zgodnie z którymi niedołęstwo nazwał szlachetnością,
    a tchórzostwo rozwagą, i zaczął żyć w świecie moralnych urojeń. Żeby zaś przystosować
    się do takiego bytowania, tępi u siebie wszelkie odruchy zdrowych instynktów.
    Przy wszelkich podobieństwach rysuje nam się tutaj jednocześnie różnica
    pomiędzy ideologiami, bowiem widać wyraźnie, że o ile wskazywali na te same
    cechy pożądane i negatywne, o tyle gdzie indziej upatrywali przyczyn ich zaniknięcia
    w pierwszym przypadku, a wykreowania w drugim. Różnica ta nie wyklucza
    stwierdzeń o kontynuacji, gdyż ta - przypomnijmy - polegała na wyzbyciu się przez
    Stachniuka wielu ograniczeń, które były udziałem Dmowskiego i powiązaniu elementów
    przez tego zaproponowanych.
    Kiedy i w jaki sposób dokonała się przemiana? Co do sposobu i źródeł zdania
    są odmienne, ale w odniesieniu do momentu jej zaistnienia - dość zbieżne. W 1937 r.
    Stachniuk nie znał jeszcze „metod politycznych, stosowanych przez katolicyzm,
    które doprowadziły do całkowitego przepojenia duszy ludów zamieszkujących dorzecze
    Wisły i Odry”. Wybiło to Polskę z orbit rozwoju historycznego, czyniąc z jej
    mieszkańców ahistoryczną „grupę społeczną, jakby wyrwaną z historii, której nie
    obowiązują wymogi miejsca i czasu”. Przygotowywana dość długo rozprawa Dzieje
    bez dziejów, która ukazała się 1939 r., przynosi już opis w perspektywie historycznej
    mechanizmów - politycznych i społecznych - związania polskości z ideologią katolicką.
    Przełomowym była więc połowa XVI w., kiedy to ze względów ustrojowych
    Kościół usankcjonował dążenia szlachty, podczas gdy zakon jezuicki całkowicie
    opanował system kształcenia, formując według swoich zasad literaturę, naukę historii,
    sztukę, prawo i obyczaje. Efektem tego było to, że z pierwotnej polskości
    pozostały jedynie zewnętrzne atrybuty, tj. „wąsy, karabele”. Polska zamieniła się
    w „kolonię katolików pochodzenia lechickiego”, a „ostatnie trzy przeszło stulecia
    naszej historii dają się sprowadzić do dziejów wyniszczani substancji narodu,
    a przede wszystkim jego masy biologicznej przez system kulturalny katolicyzmu”.
    Uderzające jest podana tutaj perspektywa czasowa, bowiem Dmowski wspominając
    prowadzoną przez swój obó
  • rabbi.rozencwajg 23.09.18, 17:59
    politykę zmierzającą do odzyskania niepodległości, pisze, że naród polski w poprzednich pokoleniach nie wypracował żadnych kierunków działania, że „przez trzy stulecia nie miał tego, co by można było nazwać państwową i narodową polityką”. Krytyka biernych postaw społecznych. Zanim przystąpimy do lokowania poszczególnych cech charakteru narodowego na
    mapie społecznej, nakreślimy pokrótce ogólne zarysy krytyki, którą interesujący nas tutaj autorzy podnosili wobec biernych typów psychicznych. Wyrosły w duchu pozytywistycznym Dmowski wyrzucał, że życie przeciętnego Polaka nie obejmuje nawet połowy tych zabiegów, trosk i wysiłków, co życie przeciętnego Francuza, Anglika lub Niemca. Nie jesteśmy przez to szczęśliwsi od tamtych, bo dla nas, wyobrażających sobie szczęście, jako stan bierny, jako spoczynek bez troski, wszelki wysiłek jest powodem niezadowolenia, gdy dla tamtych stał się nieodłączną częścią życia. Gdy dla nas potrzeba czynu jeszcze dziś jest smutną konieczności,
    dla innych czyn jest warunkiem szczęścia.
    „Natury bierne mają pociąg do poglądów społecznych, których przyjęcie nie
    wymaga wyjścia ze stanu spokoju”, czyli takie, które za cel bieżący podają bogacenie
    się ekonomiczne albo doskonalenie moralne jednostki. Te same natury skłonne są
    uznać potrzebę wytężonej walki, ale tylko w sytuacji, gdy ich sumienie nie pozwala
    pogodzić się ze status quo, i przy założeniu, że po walce nastąpi wyczekiwany błogi,
    niezmącony spokój, gdy będą mogli „spoczywać na łonie wolnej ojczyzny”. Potwierdza
    to także z perspektywy późniejszej, wieloletniej obserwacji, gdy w jednym
    z przemówień oceniał, że naród polski, przetrzymawszy zabory, wykazał znaczną
    siłę, jednak, gdy posiadł własne państwo, nie był już zdolny tworzyć go na miarę
    wielkości i „coraz mniej jest władcą swoich losów [...] coraz bierniejszym”.
    Dokładnie te zdania musiały zainspirować Stachniuka, bowiem podobne sądy
    wygłaszał wielokrotnie, czyniąc z nich podstawę obserwacji, którą obudował teorią
    ogólną. Pisał więc, że już Epikur zauważył, iż istnieją
    dwa rodzaje rozkoszy: dynamiczna i statyczna, ruchu i spoczynku. Rozkosz wynikająca
    z dynamiki odczuwa się przy twórczym wysiłku, przy pracy pełnej rozmachu, napięcia sił
    i zdolności całej osobowości, przy wielkich ambicjach właściwych młodości itd. Rozkosz
    statyki odczuwa się przy nieporuszonym trwaniu, spokojnym trawieniu, ciszy, odosobnieniu,
    zluźnieniu wszelkich władz osobowości; najbardziej odpowiada starości i osłabieniu70.
    Ten drugi rodzaj rozkoszy „naród pogrążony w marazmie przeżywa w milionach
    swych psychik indywidualnych” a przywiązany do tego, nie jest w stanie
    wyobrazić sobie innego typu życia. Spokojne życie takiego narodu jest zakłócone
    wyłącznie świadomością bezsprzecznej niższości osiągnięć duchowych, społeczno-
    -organizacyjnych, materialnych i biologicznych, czyli obiektywnie odczuwany „niż cywilizacyjny”, który zresztą jawi się jako jedyna ujemna strona marazmu71. Przywoływał
    też bezpośrednio Dmowskiego, uważając, że ten miał rację, gdy mówił,
    że upadający lub pogrążony w marazmie naród cechy swojego charakteru, będące
    właśnie powodem owego marazmu, uważa często za „najwyższe wartości i otacza
    je najwyższym uwielbieniem”72. Rzeczywiście bowiem Dmowski uważał, że Polacy
    mają pretensję do swych wrogów głównie o to, że nie są oni tak bierni jak my sami.
    Poczytują właśnie ową bierność za cnotę, którą szczycą się przy każdej okazji, nadając
    jej różne imiona wspaniałomyślności, bezinteresowności, tolerancji, humanitaryzmu73.
    Przejawia się to także w nieumiejętności myślenia o własnym narodzie w taki
    sam sposób, jak o innych i traktowaniu go jako wyjątkowego. W miarę więc trzeźwy
    osąd pojawia się, gdy Polacy mówią o interesach Rosji, Niemiec, Anglii czy Francji,
    u których za naturalne uznaje się „najbrudniejsze interesy”, dążenie do ekspansji
    i posiadanie organizacji państwowej. Gdy jednak mowa o Polsce, wszystkie takie
    działania uznawane są za niezgodne z jej duchem, który określają takie oto wołania:
    „wolę, żebyśmy nie odzyskiwali niepodległości, niż żebyśmy byli zmuszeni wytworzyć
    wstrętne instytucje państwowe i prowadzić nikczemną politykę z krzywdą
    innych”, oraz „lepsza niewola, niż panowanie nad innymi”74.
    Znów Stachniuk przyodział te spostrzeżenia w kształt teorii. Historia miała bowiem
    dostarczyć wielu przykładów na upadek narodów i całych cywilizacji poprzez
    kurczowe trwanie przy treściach dla siebie tradycyjnych kiedy to nie przystawały
    one do warunków świata zewnętrznego. Wraz z pogłębianiem się upadku, pogłębia
    się trwanie przy tradycyjnych treściach i przekonanie, że nie jest problemem ich rozbieżność
    z warunkami zewnętrznymi, tylko niedostateczne wdrażanie owych treści.
    Taki los jest w tej wizji udziałem Polski, która za główny ideał polskiej ideologii grupy
    ma traktowanie życia jako doczesnego epizodu. Ideał ten więc - sumuje Stachniuk
    -je s t skuteczny dla osiągnięcia doskonałości moralnej, „dającej legitymację do
    bram raju”, jednak dzieje się to przy zaniechaniu ziemskich zadań narodu75.
    Przywary szlacheckie czy narodowe?
    Pojawia się więc pytanie, jakie to przywary charakteru narodowego Polaków odpowiedzialne
    są za krytykowane „warunki zastane” - jak zwykł wyrażać się Stachniuk
    - oraz czyim stały się one udziałem?
    Dla Dmowskiego podstawowym problemem była negatywna rola polskiej
    warstwy szlacheckiej, która blokowała rozwój gospodarczy kraju; oraz niedorozwój
    czy raczej brak mieszczaństwa. W Myślach... zwraca on uwagę, że w przypadku narodów
    europejskich, mówiąc o charakterze narodowym, rozumie się wspólne cechy
    przedstawicieli wszystkich warstw społecznych na dany naród składających się, rozumiejąc
    różnicę, jaka dzieli np. francuskiego mieszczanina od francuskiego szlach



    --
    Naród,który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.
    Im dalej społeczeństwo dryfuje od prawdy, tym bardziej nienawidzi tych, co ją głoszą. Prawda jest mową nienawiści. Mówienie prawdy w epoce zakłamania, jest rewolucyjnym czynem. George Orwell
  • rabbi.rozencwajg 23.09.18, 18:01
    cica. W przypadku Polski natomiast mamy do czynienia z automatycznym utożsamieniem
    cech polskiej szlachty z cechami ogólnonarodowymi, z powodu tego, że
    „prawie do niedawna” - jak się wyraził - szlachta stanowiła naród. Jednocześnie
    pokazuje on, jak swoistym i niepowtarzalnym tworem była owa warstwa, utworzona
    w niepowtarzalnych warunkach historycznych. Otóż wg Dmowskiego, w okresie
    gdy powstawała polska szlachta, mieszczaństwo - które w Europie było ośrodkiem
    życia ekonomicznego - w Polsce, jako niemiecki żywioł napływowy nie było dość
    spolonizowane, by angażować się sprawy państwowe. W związku z tym szlachta
    wykorzystała to dla zahamowania rozwoju miast i unieszkodliwienia potencjalnego
    rywala politycznego. Dalej Dmowski dochodzi do wniosku, że było to możliwe wyłącznie
    przy współudziale dodatkowego szybko rozwijającego się żywiołu, a mianowicie
    Żydów - jako „surogatu” mieszczaństwa - który nie czuł więzi z resztą społeczeństwa
    i nie przejawiał zainteresowania polityką państwową. W tych warunkach
    społeczeństwo polskie było wysoce niekompletne i do połowy XIX w., lub nawet
    dłużej, pozostało społeczeństwem szlacheckim76. Charakteryzując dalej to społeczeństwo,
    Dmowski dochodzi do wniosku, że więzi, wzajemne uzależnienie pomiędzy
    jednostkami, są tak słabe, że w zasadzie nie tworzą one społeczeństwa. Porównuje je
    wręcz do luźnych kolonii komórek, dalece prymitywniejszych od konstrukcji również
    z komórek złożonych, ale tworzących organizm. W tych warunkach absolutnego
    braku konkurencji rozwijał się typ psychiczny szlachcica polskiego. Przelewając
    obowiązki społeczne na obcy żywioł, szlachta miała funkcjonować w warunkach
    niewymagających wytężenia energii, a powodzenie danego szlachcica nie zależało
    od jego zdolności i pracy. Sprzyjać to miało rozwojowi polskiego wybujałego indywidualizmu,
    którym „zdaje się, zanadto się szczycimy”, tworzącego psychikę osób
    niekonsekwentnych, kapryśnych, pełnych rozmachu, gotowych do zrywu zamiast
    wytrwałej pracy, będącej sposobem działania pożądanych typów zdyscyplinowanych.
    Odnosząc się zaś do utożsamienia owego typu szlacheckiego z charakterem
    narodowym w ogóle, Dmowski stwierdził, że wiele z tych cech stało się udziałem
    inteligencji, która pochodziła ze szlachty, nawet tej pozbawionej ziemi, i po zniesieniu
    pańszczyzny, czyli podstawy bytu szlacheckiego. Ubolewa on, że cechy te
    uznaje się za ogólnonarodowe, powołując się na chłopstwo, które w jego bogatszej
    części również znamionują przywary szlacheckie. Uznaje on przykład ten za chybiony,
    wskazując, że nawet u osiadłych w Polsce Niemców i Żydów wykształca się ten
    sam rys obyczajowy, czemu nie należy się jego zdaniem dziwić w społeczeństwie,
    któremu ton nadaje pierwiastek szlachecki. Jest więc typ szlachecki nie charakterem
    narodowym Polaków, ale wytworem mijającej epoki, a Dmowski prorokuje, że wraz
    z włączeniem się w europejskie życie gospodarcze, typ ten ustąpi zupełnie, a wówczas
    Polacy odzyskają swój twardy charakter77. W latach 20. XX w. Dmowski natomiast
    wiedział już, że pod koniec XIX w. „warstwa szlachecka - stanowiąca jeszcze
    do niedawna właściwy naród polityczny, w którym polska myśl polityczna ześrodkowała
    się - [...] skutkiem zmiany warunków gospodarczych [...] szybko traciła
    znaczenie”, przez co polska struktura społeczna - z powodu braku mieszczaństwa
    uwsteczniana przez dwieście lat - teraz szybko ulegała przemianom78. Rozróżnienie
    pomiędzy typem szlacheckim a charakterem narodowym odziedziczył z pewnością
    po poglądach protoendeckich środowisk „Głosu” i „Przeglądu Wszechpolskiego”,
    które - jak zauważył Nikodem Bończa-Tomaszewski - na gruncie demokratycznym
    spotykały się z problemem niejednolitości tradycji i historii polskiego społeczeństwa79.
    Sam Popławski uważał polską tradycję historyczną za zjawisko czysto szlacheckie,
    a w związku z tym obce warstwom ludowym80. Wobec tego trzeba uznać,
    że rozwijając takie podejście, Dmowski doszedł do wniosku, iż również szlachecki
    typ psychiczny, kulturowy i społeczny był właściwy wyłącznie owej warstwie, co
    najwyżej poprzez jej dominację polityczną i społeczną był narzucany pozostałym.
    Choć więc uważał bierność za przywarę typu psychicznego szlachty, trzeba
    wspomnieć, iż pisał, że chłopstwo - nie odmawiając mu „żywotnego egoizmu”
    i „braku miękkości” - wszędzie, a szczególnie w krajach, w których zniesienie
    pańszczyzny miało miejsce niedawno - przejawiało bierność duchową i brak przedsiębiorczości81.
    Wydaje się więc potwierdzać późniejsze uwagi Stoigniewa, że bierność
    jest wspólnym rysem całej polskiej ideologii grupy. Różnica polega tu jednak
    znów na tym, że jako powód wskazał Dmowski pańszczyznę, a więc czynnik czysto
    społeczno-historyczny.
    Jan Stachniuk także uważał, wyrażając to jasno, że łatwość osiągania dostatniego
    życia zdemoralizowała i rozmiękczyła charakter polskiej szlachty, co musiało
    odbić się na stosunkach społecznych82. Warstwy wyższe uległy więc personalizmowi
    - kształtującemu postawy bierne i hołdującemu zasadzie woli „minimum egzystencji”
    - „antymitowi” jako przeciwstawieństwu „mitu sprawczego”. Były bowiem
    bezpośrednio poddane działaniu „ideomatrycy”, czyli wpływom kultury - czy raczej
    „wspakkultury”, jak nazywał to sam Stachniuk - działającej na te właśnie warstwy,
    bardziej niż na którekolwiek inne. Całe masy zaś należące do warstw niższych, kontakt
    z kulturą panującą miały bardzo luźny, a pomimo to nie biorąc udziału w owym
    systemie wychowawczym i tak stawały się jego ofiarami. Działo się tak dlatego, że
    z powodu braku alternatywy ich życie uczuciowe, system wyobrażeń i wola pozostaje
    niezorganizowana przez żaden inny „mit”83. Jak więc powiedziałby Dmowski
    czy Popławski, masy pozostają dziejowo bierne, gdyż nie mają rozbudzonej świadomości.
    W odniesieniu do narodowych cech polskich Stachniuk stwierdził, że są one
    wtórne i „są nieubłaganą konsekwencją spersonalizowania duszy zbiorowej”. „Czupumość
    [...] niestałość polska, słomiany ogień, brak konsekwencji, płynność uczuć,
    honomość, wrażliwość” to wszystko uboczne efekty, niekontrolowane, bezładne


    --
    Naród,który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.
    Im dalej społeczeństwo dryfuje od prawdy, tym bardziej nienawidzi tych, co ją głoszą. Prawda jest mową nienawiści. Mówienie prawdy w epoce zakłamania, jest rewolucyjnym czynem. George Orwell
  • rabbi.rozencwajg 23.09.18, 18:03
    uzewnętrznianie sparaliżowanych - jak zwykł się wysławiać - przez „ideomatrycę”
    chrześcijaństwa, wewnętrznych instynktów i popędów twórczych, nie mogących
    przejawiać się w sposób planowy na polu kultury84. Należy zwrócić uwagę, że katalog
    owych cech bardzo jest podobny do tego, który podawał Dmowski, a o którym
    mówiliśmy powyżej. Zasadnicza różnica polega na tym, że Stachniuk uważał je za
    przywary ogólnonarodowe, nie zaś za właściwość szlachecką, przy czym używał
    argumentacji, którą wcześniej krytykował autor Myśli nowoczesnego Polaka. Oczywiście
    również gdzie indziej upatrywał źródeł owych przywar, a czynił to znacznie
    głębiej niż zwykł to robić endecki ideolog. Co prawda obaj upatrywali wykształcenia
    się cech w warunkach biernego życia, pozbawionego walki i konkurencji,
    ale, jak powiedzieliśmy, Dmowski za przyczynę niewłączenia się w nurt ekonomiki
    europejskiej uważał usunięcie przez szlachtę konkurencji politycznej w postaci
    mieszczaństwa. Stachniuk zaś chciał sięgnąć do źródeł mentalnych, nakazujących
    stanie poza nurtem przemian, a czyniąc to doszedł do wniosku, że przyczyna leży we
    wspomnianej „ideomatrycy” katolicyzmu, nakazującej bierność.
    W Dziejach bez dziejów Stachniuk poszukuje przyczyn upadku Polski i wskazuje
    na błędy historyków, którzy wypowiadali się w tej materii, twierdząc, że każda
    z ich teorii musiała być chybiona, skoro wskazywała w istocie na jeden z przejawów,
    efektów owego upadku, a nie rzeczywiste jego przyczyny. Krytykuje więc pogląd,
    że dominacja szlachty w ustroju społeczno-politycznym Polski przyczyniła się do
    rozwinięcia wad narodowych. W świetle tego, co powiedzieliśmy wyżej można więc
    jako adresata owej krytyki rozumieć także Dmowskiego, choć w tym miejscu Stachniuk
    wymienia starszych historyków, np. Lelewela. Uważał więc zadrużny ideolog,
    że każdy z pomysłów na wskazanie „błędów i przyczyn degradacji” zawisał w próżni,
    bo prawem tabu nie mógł wskazać pierwotnego ogniwa negatywnych procesów,
    gdyż dzieląc „polską” ideologię grupy, personalistyczny system wartości, nie był
    w stanie zająć wobec niego krytycznego stanowiska, „tak jak ktoś stanąws2y na
    krześle nie jest w stanie unieść tego krzesła w górę”. Stąd spostrzeżenie, że
    taki sam ciężar gatunkowy mają twierdzenia, iż Polskę gubi: niepunktualność, wielka własność
    ziemska, agitacja żydo-komuny, opanowanie handlu pieprzem i jajami przez żydów,
    słabość czy też moc rządu, partyjniactwo, totalizm, parlamentaryzm, dyktatura, bierność,
    indywidualizm, uległe poddawanie się losom i bujna samowola, nędza i rozrzutność, brak
    organizacji, złodziejstwo, ciemnota, słaby rozwój handlu, dumping, niedorozwój miast
    i kupiectwa, etatyzm itd., itd.85
    W tym miejscu chciałbym przypomnieć stwierdzenie, które padło we wstępie,
    o tym, że Dmowski nie powiązał czynników - które sam nakreślił - w związek przyczynowo-
    skutkowy. Szlachta więc dla Stachniuka była co prawda najpełniejszym
    wyrazicielem polskiej ideologii grupy, ale w związku z tym błędem było oskarżanie
    wyłącznie jej o zapaść cywilizacyjną kraju. Udowadniał, że pogląd obwiniający
    szlachtę mógł utrzymać się pod zaborami, ale 20-lecie międzywojenne ukazało, że
    wyłuszczone wady są wspólne całemu narodowi, a wg niego nawet polscy chłopi przeniesieni do Ameryki Południowej przejawiają „wady szlacheckie” w życiu
    zbiorowym86. Nie można więc po 150 latach rozbiorów utrzymać poglądu, że całe
    społeczeństwo pozostaje pod wpływem zjawisk regulujących życie społeczne Rzeczypospolitej
    szlacheckiej. Jak głosi, „szlachetczyzna była barwną zasłoną, mającą
    ochronić coś i kogoś przed koniecznością ponoszenia odpowiedzialności. Szlachetczyzna
    była kozłem ofiarnym”87. Znacznie dalej podaje to „coś i kogoś” ukryte
    za szlachtą i znajduje uzasadnienie ustrojowe dla swoistego mariażu. Otóż uważa
    on, że w utrzymaniu status quo zainteresowany był Kościół katolicki, gdyż szukał
    sprzymierzeńca w swej walce z protestantyzmem, w związku z czym wspierał stan
    szlachecki w jego walce o niedopuszczenie do restauracji władzy królewskiej. Oba
    czynniki wspólnie dbały o to, by nie dopuścić do podniesienia znaczenia mieszczaństwa:
    szlachta by pozbyć się rywala; Kościół zaś dlatego, że miasta były ostoją
    protestantyzmu. Doszło więc do zupełnej symbiozy, przy czym Kościół miał się posługiwać
    szlachtą, jako „tępym, bezdusznym narzędziem”, nie jest więc ona samoistnym
    autorem upadku Polski. Jednak zestalenie się tych czynników było tak silne,
    że „sielskość i szlachetczyzna” były wg Stachniuka składnikami zastoju i bierności
    ekonomicznej Polski, a dworek szlachecki stał się jej symbolem, gdy państwo wyobrażano
    sobie jako sumę takich dworków88. Zjawisko jednak tak symbolizowane,
    czyli postawa skrajnie zaściankowa, agospodarcza, antypaństwowa, pozbawiona
    aktywności i obowiązkowości, ma jednak być wspólną wszystkim warstwom społeczeństwa
    polskiego, a nie wyłącznie szlacheckiej, gdyż istniejący typ szlachecki -
    w myśl tej historiozofii - nie odegrał tak wielkiej roli w rozwoju ekonomicznym, by
    móc wywrzeć na nim swe piętno89. Mówiąc o sumie dworków, należy stwierdzić, że
    poglądy Stoigniewa na atomizację polskiego społeczeństwa były niemal identyczne
    z tymi, które głosił Dmowski. Więc i tu mowa jest o tym, że społeczeństwo szlacheckie
    pozbawione było więzów, gdyż Rzeczpospolitą rozumiano jako zrzeszenie
    jednostek, przy czym jednostka miała tu absolutną nadrzędność90. Dmowski natomiast
    pisał, że „nienormalność polityczna” I Rzeczypospolitej wynikała po pierwsze
    z braku poza szlachtą żywiołów politycznych, po drugie zaś na wspominanym wcześniej
    zwyrodnieniu owego jedynego politycznego stanu i jego przeciwstawianiu się
    państwu. W związku z tym to ustrój polityczny IRP doprowadził do zaniku instytucji
    i rozpadu społeczeństwa oraz upadku owego państwa. Było więc to wzajemnie
    sprzężone.


    --
    Naród,który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.
    Im dalej społeczeństwo dryfuje od prawdy, tym bardziej nienawidzi tych, co ją głoszą. Prawda jest mową nienawiści. Mówienie prawdy w epoce zakłamania, jest rewolucyjnym czynem. George Orwell
  • rabbi.rozencwajg 23.09.18, 18:04
    Mieszczaństwo
    Powiedzieliśmy, że obaj porównywani myśliciele za jeden z podstawowych problemów
    Polski uznawali niedorozwój czynnika mieszczańskiego w strukturze
    społecznej i ekonomicznej - spowodowany, dodajmy, celowym działaniem stanu
    szlacheckiego - który przyczynił się do pozostawania Polski poza nurtem światowych
    przemian, a przez to do jej skrajnego zacofania. Zdaniem Dmowskiego Polska
    znalazła się w orbicie oddziaływania ekonomiki światowej dopiero po zniesieniu
    pańszczyzny i pozbawieniu szlachty jej majątków. Ale nawet wówczas okazało się,
    że ów specyficzny typ psychiczny, jaki się wytworzył, nie jest w stanie włączyć się
    w modernizację, zadbać o własne źródła zarobku, pozostawał absolutnie bierny, będąc
    w stanie jedynie przyjmować utworzone przez innych posady. W związku z tym
    to wyłącznie żywioły niemiecki i żydowski tworzyły nowe formy wytwórczości,
    modernizując gospodarkę ziem polskich92. Taka sytuacja miała więc miejsce szczególnie
    na terenie Królestwa Polskiego, a jeszcze mocniej w Galicji93. Zdecydowanie
    zaś inaczej oceniał Wielkopolskę, która była kolebką państwa polskiego, najdłużej
    przy Polsce się rozwijała i była niezaprzeczalnie „najkulturalniejszą, z najbardziej
    oświeconą [...] masą ludności”, o najbardziej europejskiej strukturze ludnościowej,
    gdzie „zorganizowało [się] liczne, żywotne mieszczaństwo polskie”. A wszystko to
    przy wyjątkowo małym udziale ilościowym wspominanego wcześniej „surogatu” -
    ludności żydowskiej. Wyrażał też zadowolenie, że Wielkopolska była „najzdrowszą”
    częścią kraju i posiadała najmocniej rozwiniętą organizację i wolę zbiorową,
    konsekwentnie wprowadzaną w czyn94. Całość owego zjawiska Dmowski rozumiał
    jako rozwiniętą, pomimo niemieckiej kolonizacji i organizacji kraju. Jak zobaczymy
    później, Stachniuk rozumiał to dokładnie odwrotnie, twierdząc, że to właśnie dzięki
    wpływom niemieckim wytworzyły się warunki konkurencji i mógł powstać aktywny
    typ człowieka polskiego.
    Przypomnijmy, że Stachniuk podnosił problem współpracy szlachty i Kościoła
    w uniemożliwieniu wzmocnienia władzy królewskiej i w wysunięciu owej szlachty
    na pierwszy plan w państwie, przy jednoczesnym blokowaniu rozwoju miast.
    Stwierdzał, że jednocześnie szkolnictwo jezuickie przyczyniło się do wytworzenia
    u młodzieży szlacheckiej „potwornych rozmiarów pychy stanowej” i pogardy dla
    zajęć miejskich, co dodatkowo musiało wpłynąć na deprecjację i zanik zainteresowania
    tymi dziedzinami życia, by w końcu mogła wyjść ustawa sejmowa zakazująca
    szlachcie zajmowania się handlem i przemysłem9S. Podobnie więc jak Dmowski
    uważa, że w takiej sytuacji problemem społecznym w Polsce był brak klasy średniej.
    Podstawową, obok ustrojowej, blokadą dla rozwinięcia rodzimego kapitalizmu
    była w owej historiozofii bierna postawa unikająca współzawodnictwa i pragnąca
    osiągnąć jedynie minimum egzystencji, co nie sprzyjało wytwarzaniu „nadwartości”
    i gromadzeniu kapitału. Tak więc Stachniuk doszedł do wniosku, niemal identycznego z Dmowskim, że rozwój kapitalizmu na ziemiach polskich po 1815 r.,
    a szczególnie w latach 1864-1914 był efektem pracy czynników obcych. Tak więc
    rzecz przedstawiała się dla niego w Królestwie Polskim, gdzie na skutek przypadkowego
    zbiegu korzystnych warunków ekonomicznych, celnych i ustrojowych doszło
    do niespotykanie wzmożonego napływu przedsiębiorców, fachowców i kapitału
    z Niemiec. Rozwój więc pojawił się „poprzez proste przenoszenie na ziemie polskie
    całych układów gospodarki kapitalistycznej”. Stworzyło to więc rodzaj kapitalistycznych
    wysp, „oaz wysokiego poziomu produkcyjnego” o absolutnie zewnętrznej,
    obcej proweniencji, wręcz o „niepasującym do stylu polskiego gospodarstwa”
    charakterze, w których czynnik polski odgrywał wtórną rolę. Istotnym jest tutaj spostrzeżenie,
    że do Polski kapitalizm trafił w formie dojrzałej, którą w swych matecznikach
    osiągał poprzez wieki rozwoju96.
    Polacy stykali się wówczas z kapitalistycznym sposobem myślenia poprzez
    przyjmowanie tworzonych przez obcych posad. Było to jednak myślenie kompletnie
    odmienne od ideałów „polskiej” ideologii grupy, jednak skoro kapitalizm tworzony
    był przez element obcy, to oczywiste, że Polakom musiało pozostać patrzenie
    nań z niższych pozycji. W związku z tym ujawniła się bliskość teorii dotyczących
    wyzysku i niesprawiedliwego podziału dochodu społecznego, co jest oczywiste, jeśli
    tak łatwo można utożsamić „polskość” z przynależnością do „świata pracy” czy
    „wyzyskiwanych”. Przeciętny Polak więc, kierujący się „wolą minimum egzystencji”
    jak Stachniuk nazywał postawę traktującą pracę wyłącznie w kategoriach zła
    koniecznego dla biologicznego przetrwania - zaczął wyznawać idee lewicowe i radykalizm
    społeczny, z tym że z marksizmu czerpać miano wyłącznie elementy związane
    z konsumpcją, poborami, z całym bagażem roszczeniowym, odrzucając jego
    „konstruktywne strony”97. Z lektury Stachniuka można wysnuć wniosek, że przyjmowanie
    postaw lewicowych przez Polaków miało jednak o wiele głębsze podstawy
    i starsze podłoże historyczne. Nakreślił on bowiem powierzchowne pokrewieństwo
    lewicowych idei głoszonych już przez rewolucję francuską z ideałami personalizmu
    katolickiego, przejawiającymi się w „polskiej” ideologii grupy, gdyż atomizacja
    społeczna, z którą mieliśmy do czynienia w przedrozbiorowej Polsce, wydawała się
    czymś zbliżonym do tendencji społecznych prądów wolnościowych. Pojawiło się
    więc wrażenie, że to, co na Zachodzie było stawiane jako cel, w Polsce już dawno
    zostało osiągnięte i jawiło się jako „swojskie”, stąd wielką atencją darzono tu ideały
    wolności, równości i braterstwa98. Stachniuk, opisując powojenną sytuację polską,
    krytykuje przekonanie, że w Polsce nawet w latach 30. mamy do czynienia z układem
    kapitalistycznym. Uważał bowiem, że to zbiorowy błąd myślowy i uleganie
    złudom „pokostu”, „cienkiej warstewki” kapitalizmu przykrywające zgoła odmienne
    polskie życie zbiorowe, z wyjątkiem nielicznych oaz na Śląsku i w Łodzi, a także
    w mniejszym stopniu w ośrodkach wielkomiejskich. Stwierdził wręcz, że „nasza
    rola w światowym gospodarstwie kapitalistycznym była zasadniczo bierna, byliśmy
    obiektem wyzysku na modłę kolonialną”.


    --
    Naród,który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.
    Im dalej społeczeństwo dryfuje od prawdy, tym bardziej nienawidzi tych, co ją głoszą. Prawda jest mową nienawiści. Mówienie prawdy w epoce zakłamania, jest rewolucyjnym czynem. George Orwell
  • rabbi.rozencwajg 23.09.18, 18:06
    Zdaniem Stachniuka zaporą dla rozwoju gospodarczego była więc bierna postawa,
    która charakteryzowała także, a w zasadzie szczególnie, warstwę drobnomieszczańską.
    Uważał ją za, w pewnym sensie, duchowo obcą epoce industrializacji,
    bowiem bez względu na kraj, z którego się wywodziła, miała przejawiać ideały
    gospodarcze zmierzające do stabilizacji życia na niezmiennym poziomie. Stąd szybkie,
    gwałtowne tempo przemian budziło wśród drobnomieszczaństwa obawy i niechęć,
    a to z kolei powodowało wrogi stosunek do techniki, gdyż „duch nowoczesnej
    produkcji jest im obcy”100. Na tym etapie zresztą nie widać u Stachniuka jeszcze
    tak zdecydowanie antychrześcijańskiego oblicza, a w każdym razie to nie wrogość
    wobec tej religii leżała u początku procesu myślowego. Jego krytyka ma tutaj raczej
    związek z obserwacją czynników gospodarczych i społecznych w ujęciu historycznym,
    tj. roli, jaką odegrały poszczególne klasy. Dopiero poszukiwanie przyczyn złego
    stanu rzeczy doprowadziło go ku wnioskom o negatywnej roli chrześcijaństwa,
    a szczególnie katolicyzmu. Mają więc te spostrzeżenia charakter aposterioryczny.
    W odniesieniu do Żydów i ich roli w polskich miastach, Stoigniew dowodzi,
    że zaczęli być oni osadzani w miastach po tym, jak mieszczaństwo po przegranej
    protestantyzmu zmuszone zostało do emigracji do Prus i Brandenburgii. Wówczas
    Żydzi przejęli w opustoszonych miastach jego miejsca w handlu i rzemiośle. Stachniuk
    daleki jest jednak od obwiniania ich o upadek mieszczaństwa. Wręcz przeciwnie,
    uważa, że bez ich udziału do upadku tego musiałoby i tak dojść, a co więcej, to
    właśnie Żydzi mieli być elementem zastępczym, choć jedynie namiastką, w małym
    tylko stopniu wypełniając jego zadania. To oczywiście przywodzi znów na myśl
    „surogat”, o którym pisał Dmowski.
    Sumując poglądy Stachniuka na kwestię ustroju społecznego i gospodarczego
    Polski, roli w nim mieszczaństwa i szlachty, trzeba podać jedną z głównych jego myśli,
    a mianowicie, że błędnym jest twierdzenie, iż w Polsce pokutuje „brak XIX w.”.
    Według niego bowiem Polska straciła przede wszystkim wieki XVII i XVIII i tego
    właśnie okresu zabrakło w jej prawidłowym rozwoju101.
    Również to wbrew pozorom jest zgodne z wcześniejszymi wykładami twórcy
    endecji, który uznawał Polskę za kraj zapóźniony w rozwoju na skutek „dziejowych
    warunków”102. Pod ową identycznością oceny skutków kryje się jednak różnica poglądów
    na temat właściwych przyczyn. Stachniuk więc uważał to - jak przedstawiliśmy
    powyżej - za efekt przyjęcia przez szlachtę ideału „personalizmu katolickiego”,
    świadomie rozprzestrzenianych przez Kościół katolicki, Dmowski zaś właśnie
    w owym kościele widział przeszkodę dla takich nurtów. Natomiast z tych poglądów
    zdawał sobie sprawę Stachniuk, więc udowadniał, że jest to typowy efekt „odruchu
    spłoszonej błogości”, tworzącego „ciąg reformistyczny” - jak to określał - który nie
    pozwala prawem tabu, jak też mówiliśmy, odnaleźć właściwych, głębokich przyczyn.
    Tkwić więc ma nurt ten w błędach, nie zdając sobie sprawy, że sam jest efektem
    degeneracji. Inteligencja
    Powiedzieliśmy wyżej, że Dmowski uważał, iż cechy charakteru szlacheckiego stały
    się także udziałem inteligencji. Dodajmy tu, że nie miał on o niej zbyt wysokiego
    mniemania, mimochodem wspominając nawet, że warstwę tą nazywamy w ten
    sposób „z braku lepszego wyrazu”. Od drugiej płowy XIX w., jak pisze, zaczęto
    w Europie zdawać sobie sprawę z problemu „nadprodukcji inteligencji”. Oznaczało
    to, że system kształcenia wypuszczał zbyt duże ilości osób niezdolnych do bezpośredniej
    pracy produkcyjnej i nieprzygotowanej do wypracowania wartości zdolnej
    pokryć wymagania tejże grupy. Postawmy więc na marginesie pytanie: czy wymagania
    rozbudzone w procesie edukacji, czy odziedziczone po szlachcie? W warunkach
    epoki industrialnej dla Dmowskiego uczynienie z wiedzy swoistego fetysza było
    niezdrowe, uważał bowiem, że wiedza stała się nie środkiem do osiągania celów
    społecznych, czy produkcji, ale celem samym w sobie. Jej zdobywanie było więc
    podyktowane ideologią społeczną, nie zaś potrzebami. Ubolewa on, że nie weryfikuje
    się wiedzy pod względem jej przydatności przy rozbudzaniu umiejętności
    wytwarzania czegokolwiek. Jeszcze na początku lat 30. Dmowski widział wpływy
    systemów rosyjskiego i austriackiego na typ inteligencji polskiej, która wytworzyła
    system oświaty kształcący w sposób ogólny, lecz nie gruntowny, co przyczyniało się
    do „produkowania” mas inteligencji i półinteligencji niezdolnej do samodzielnego
    myślenia, życia i zarobkowania poza aparatem państwa. To zaś wskazywało na coraz
    większe obciążenia dla społeczeństwa103. Stwierdzał też, że pochodząca w przeważającej
    mierze ze szlachty inteligencja pod koniec XIX w. była zasilana w coraz
    większym zakresie przez inteligencję pochodzenia chłopskiego. To jednak nie miało
    wpływać dostatecznie na przełamanie jej bierności, a choć napływ tych nowych
    pierwiastków był bardzo cenny, nie było to zjawisko wystarczające samo w sobie do
    przebudowania życia polskiego w typ życia nowoczesnego104. Mamy więc tu do czynienia
    z negatywną oceną roli warstwy inteligenckiej dla rozwoju gospodarczego,
    ekonomicznego i społecznego kraju. Dodajmy, że rolą będącą zgodnie z ową myślą
    przedłużeniem roli wypełnianej przez szlachtę.
    Również w tym względzie Stachniuk okazał się kontynuatorem Dmowskiego,
    w zasadzie bowiem podzielił i rozwinął tu jego poglądy. Uważał on, że po 1926 r.
    to inteligencja i rekrutowana z niej biurokracja kreowała - jak to nazwał - „system
    nadkonsumpcji”, polegający na zaspokajaniu zbyt wysoko i sztucznie rozbudzonych
    potrzeb, przy jednoczesnej nieumiejętności wytwarzania wartości do tego niezbędnych.
    System ów wcześniej będąc udziałem szlachty, spowodował upadek ekonomiczny,
    a w efekcie polityczny Polski. Określił to mianem „recydywy saskiej”, ale
    uważał jednocześnie, że błędem jest snucie analogii wobec szlachty, gdyż tendencja
    do tworzenia owego „systemu nadkonsumpcji” jest bezpośrednim wynikiem polskiej
    ideologii grupy105. Wydaje się więc, że tutaj Stoigniew odpowiada nam na wyżej
    postawione pytanie o pochodzenie owych zbyt wysokich potrzeb u inteligencji.
    W myśl jego poglądów więc, nie były by one ani efektem edukacji, ani dziedziczenia


    --
    Naród,który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.
    Im dalej społeczeństwo dryfuje od prawdy, tym bardziej nienawidzi tych, co ją głoszą. Prawda jest mową nienawiści. Mówienie prawdy w epoce zakłamania, jest rewolucyjnym czynem. George Orwell
  • rabbi.rozencwajg 23.09.18, 18:09
    cech psychicznych szlachty, ale wyrazicielem, choć najpełniejszym przywar całego
    społeczeństwa.
    Historiozofia Stachniuka jako kontynuacja i rozwinięcie koncepcji
    Dmowskiego
    Zarówno więc Jan Stachniuk, jak jego poprzednik Roman Dmowski dostrzegali brak
    rozwoju ekonomicznego Polski, szczególnie w porównaniu z państwami cywilizacji
    zachodniej. Byli też nieprzejednanymi krytykami biernych postaw społecznych
    Polaków i nieumiejętności - jak twierdzili - ich odnalezienia się w warunkach kapitalizmu
    i konkurencji narodów i państw. Różnica między ich poglądami w tym
    względzie polegała na odmiennym umiejscawianiu negatywnych czynników na mapie
    społeczeństwa polskiego, przy silnie zbliżonym nakreśleniu i wskazaniu samej
    natury tychże czynników. Jak zostało powiedziane we wstępie, Stachniuk przejął od
    Dmowskiego zarys myśli i spostrzeżeń, po czym rozwinął je i skorygował według
    przyjętego przez siebie klucza.
    Krzysztof Kawalec zauważył, że powszechną w nurcie narodowym, szczególnie
    wśród tzw. młodych, była pesymistyczna ocena możliwości rozwojowych
    narodu polskiego, ze względu na słabą jakość jednostki naród ten tworzącej. W tym
    kontekście najdalej posuniętymi ocenami były te ferowane przez Jana Stachniuka
    i środowisko Zadrugi. Kawalec przyznał więc jednocześnie, że owe najmocniejsze
    spostrzeżenia pojawiały się poza samym obozem endecji106. Zastanowić by się
    jednak należało, czy to nie ów właśnie pesymizm był najbardziej konsekwentnym
    rozwinięciem myśli Dmowskiego. Jeśli bowiem ten wskazywał jako przyczynę złą
    strukturę społeczną i dalece niekorzystne rozłożenie aktywności politycznej i gospodarczej
    wśród warstw, to już Stachniuk winił, jak to zwał „ideomatrycę”, kształtującą
    bierne postawy całego społeczeństwa, a nie wyłącznie poszczególnych warstw.
    Dodajmy, że teza o ocenach ferowanych przez Stachniuka jako najbardziej
    konsekwentnym rozwinięciu myśli Dmowskiego, byłaby zgodna z tym, co zauważył
    Bolesław Grott - że wczesna ideologia narodowa w skutek zespolenia „nacjonalizmu
    z elementami myśli katolickiej” uległa metamorfozie, której skutkami była
    zmiana w znacznej części treści ideowej i zatracenie dawniejszej konsekwencji107.
    Ukazując podejście Zadrugi, a więc Stachniuka, do kwestii narodu, wspomniany
    autor konkluduje, że zdają się one wskazywać na bardziej konsekwentny charakter
    jej nacjonalizmu w porównaniu z „oenerowcami” czy tzw. młodymi endekami108.
    W dalszej części wydaje się jednak twierdzić, że jest to jedynie ułuda, gdyż trudno
    za nacjonalistyczny uznać ruch, który krytykuje niemal całą polską tradycję, a także
    naród z jego specyficznymi cechami psychicznymi, odrzucając element wspólnoty
    duchowej i historycznie ukształtowanej polskości109. Nieco inaczej sprawę tę widzi Jarosław Tomasiewicz. Pisze on, że Stachniuk co prawda traktował naród jako zbiorowość
    stanowiącą najkorzystniejszą płaszczyznę dla realizacji postulatu „kultury
    heroicznej” - niejako więc, zdawać by się mogło, instrumentalnie - ale nie ma podstaw
    do podejrzewania go o nieszczerość w płomiennie głoszonym patriotyzmie. To
    właśnie ów patriotyzm miał być źródłem idei zrywu cywilizacyjnego110. Kiedy indziej
    zaś Tomasiewicz przyznaje otwarcie, że Grott miał rację twierdząc, że „ostentacyjny
    nacjonalizm Zadrugi miał w dużej mierze koniunkturalny charakter”111.
    Skonstatować należy, że Stachniuk postulował nie tyle przebudowę ustroju
    społeczno-gospodarczego, ile przemianę mentalności, czyli charakteru narodowego
    Polaków112. Nie będziemy tutaj skupiać się nad wizją nacjonalizmu, propozycji
    korekty, zmian i rozwoju - nasz wywód bowiem dotyczy negatywnych aspektów
    myśli ideologów nacjonalistycznych, a więc krytyki warunków zastanych, nie zaś
    postulatów pozytywnych. Ograniczymy więc tylko do stwierdzenia, że Stachniuk
    zdawał się przewidywać nadejście tzw. cywilizacji trzeciej fali, jak nazwaliby to
    Alvin i Heidi Tofflerowie113, czyli społeczeństwa gospodarki opartej na innowacyjności
    i wiedzy. Miało być to gospodarstwo zorganizowane wg zasad „zadrugizmu”,
    w którym o potędze narodu nie będą liczyć się zdobyte kolonie jako podstawa potęgi
    handlowej, ale wynalazczość. Tutaj więc „środek ciężkości przenosi się do życia duchowego
    masy narodu”, co miało skutkować eksplozją pomysłów i zapału twórczego,
    a więc tak upragnionej aktywizacji społecznej. Wzrost wydajności miał poskutkować
    wzmożoną kapitalizacją, co z kolei podniosłoby stopę życiową najszerszych
    mas, czyli przezwyciężyłoby „balast naszych bezdziejów”. Charakterystycznym dla
    siebie językiem Stachniuk uznaje, że wzrost świadomości spowodowany podniesieniem
    poziomu życia „niezliczone miliony naszych chłopów przemieni w dziej owo
    czujących ludzi”, a dopiero wówczas można będzie mówić o „nabraniu pełnego
    rozmachu twórczego”114. Innymi słowy, rozbudzenie świadomości mas ludowych
    spowodować miało nabranie rozmachu odrodzenia narodowego. To zaś wydaje się
    myślą bardzo podobną do poglądów twórcy endecji.
    Aby osiągnąć tak zaplanowany cel, Stachniuk musiał uderzyć w samo źródło
    zastoju, za które uważał Kościół katolicki i samo chrześcijaństwo. Nie musiał tego
    robić Dmowski, który miał nadzieję zrobić z Kościoła instytucję narodową i wykorzystywać
    go tam, gdzie było to korzystne dla narodu a zwalczać, gdyby okazało się,
    że stał się on źródłem obcych wpływów. Stachniuk poszedł więc krok dalej.
    Igor Górewicz


    --
    Naród,który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.
    Im dalej społeczeństwo dryfuje od prawdy, tym bardziej nienawidzi tych, co ją głoszą. Prawda jest mową nienawiści. Mówienie prawdy w epoce zakłamania, jest rewolucyjnym czynem. George Orwell
  • rabbi.rozencwajg 26.10.18, 17:00
    Ja tu wam świetny artykuł zamieszczam, a wam się nawet nie chce skomentować... (:-


    --
    Naród,który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.
    Im dalej społeczeństwo dryfuje od prawdy, tym bardziej nienawidzi tych, co ją głoszą. Prawda jest mową nienawiści. Mówienie prawdy w epoce zakłamania, jest rewolucyjnym czynem. George Orwell
  • rabbi.rozencwajg 26.10.18, 17:03
    https://staticl.poczytaj.pl/420000/przedhitlerowskie-korzenie-nazizmu-czyli-dusza-niemiecka,420195-l.jpg

    ...ewolucja zachodząca w Niemczech burzyła wartości podstawowe. Dlatego też w latach międzywojennych pojawiło się przekonanie, iż kraj ten wychodzi z Europy. Obok tendencji do zreformowania chrześcijaństwa zgodnie z potrzebami nacjonalizmu niemieckiego, tj. przystosowania go do wyidealizowanego germańskiego ducha, w początku XX wieku pojawiają się ruchy o charakterze neopogańskim, głoszące potrzebę oparcia się o domniemane wartości germańskiej kultury przedchrześcijańskiej - kultury bezwzględnych wojowników, dla których pojęcia współczucia, litości, pokory, grzechu czy potrzeby zadośćuczynienia za popełnione winy były czymś niezrozumiałym i obcym.

    Z Wprowadzenia
    O ile na Zachodzie krytyka religii miała charakter racjonalistycznego obalania przesądów w celu ofiarowania człowiekowi pełnej swobody myślenia i kierowania sobą, o tyle Niemcy nie poprzestawali nigdy na tej negatywnej krytyce, jakkolwiek chętnie brali w niej udział, o czym świadczy chociażby Feuerbach i Strauss, ale starali się zawsze na miejsce Boga obalonego stawić bogów nowych. Czując wszakże na wpół świadomie niewystarczalność filozofii w tym względzie, usiłowali ją wesprzeć odwołaniem się do jakiejkolwiek tradycji religijnej, byleby nią nie była tradycja własnej religii chrześcijańskiej.

    Bogdan Suchodolski, Dusza niemiecka w świetle filozofii
    Nie do nas należy zastanawianie się nad ogółem przyczyn, które właśnie narzędziu mistycyzmu niemieckiego, tzn. partii narodowosocjalistycznej, umożliwiły dojście do władzy. Rozważając jednak tę specjalną mistykę germańską, obok której istnieją jeszcze w Niemczech i inne, nie możemy nie podkreślić z całym naciskiem, że partia była tylko politycznym wyrazem tej, nie waham się powiedzieć, potwornej Weltanschauung głęboko w przeszłości zakorzenionej.

    Leon Halban, Mistyczne podstawy narodowego socjalizmu


    --
    Naród,który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.
    Im dalej społeczeństwo dryfuje od prawdy, tym bardziej nienawidzi tych, co ją głoszą. Prawda jest mową nienawiści. Mówienie prawdy w epoce zakłamania, jest rewolucyjnym czynem. George Orwell

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka