Dodaj do ulubionych

Tylko dla Albańczyków

03.01.06, 10:21
KOSOWO

Tylko dla Albańczyków


W tej prowincji nie wolno mówić po serbsku. Ani po bośniacku, chorwacku czy
romsku. Grozi to co najmniej pobiciem. Wspólnota międzynarodowa zdaje się nie
dostrzegać wagi problemu


W marcu 2004 roku Albańczycy podpalili tysiące domów należących do Serbów i
Romów. Członkowie mniejszości narodowych musieli szukać schronienia w obozach
dla uchodźców i bazach wojskowych. Żołnierze KFOR byli bezradni
(c) AP/VISAR KRYEZIU
Rozpoczęły się rozmowy na temat przyszłości Kosowa. Momentem przełomowym było
ogłoszenie raportu specjalnego wysłannika ONZ do prowincji Kaia Eide. Eide
stwierdził w nim, że sytuacja mniejszości znacznie się poprawiła, a rozmowy o
statusie Kosowa będą sprzyjać respektowaniu ich praw.

"Rzeczpospolitej" udało się dotrzeć do innego raportu, sporządzonego przez
niezależnych ekspertów dla instytucji międzynarodowych, z którego wynika, że
sytuacja mniejszości w Kosowie nadal jest tragiczna.

Chociaż formalnie Kosowo wciąż należy do Serbii, nadzór nad nim sprawuje ONZ.
Prowincję zamieszkują głównie Albańczycy, którzy domagają się
natychmiastowego ogłoszenia niepodległości. Belgrad nie chce się na to
zgodzić, a jednym z powodów są obawy o los kosowskich Serbów.

Z dokumentów, do których dotarliśmy, wynika jednak, że pomocy potrzebują nie
tylko Serbowie. Także Cyganie, Bośniacy, Chorwaci, Turcy, Egipcjanie, Aszkali
(zalbanizowani Romowie) i Goranie (muzułmanie pochodzenia serbskiego,
mieszkający w regionie Gora). Nikt jednak o nich nie mówi.

Ludzie drugiej kategorii
Albańczycy pamiętają, że Cyganie popierali reżim Slobodana Miloszevicia. Do
dziś nie mogą im tego wybaczyć. Część Romów odczuła to już podczas wojny:
wielu przepadło bez wieści, ich domy zostały spalone, a majątek
rozgrabiony.Dzisiaj traktowani są jak obywatele drugiej kategorii,
paradoksalnie także przez Serbów. Ich sytuacja jest dramatyczna - podkreślają
autorzy raportu.

Przedstawiciele tej mniejszości nierzadko żyją na granicy nędzy, w obozach
dla uchodźców. Brakuje im wody, jedzenia, prądu, pracy. Większość nie mówi po
albańsku, co znacznie komplikuje im życie. Używanie języka romskiego w
miejscach publicznych jest niebezpieczne. Autorzy raportu podają przykład:
pewien człowiek został wywieziony w nieznane miejsce i dotkliwie pobity tylko
dlatego, że w taksówce rozmawiał przez telefon po romsku.

Romowie, obok Serbów, byli głównymi ofiarami zamieszek, jakie wybuchły w
marcu 2004 roku. Zginęło w nich 19 osób, setki zostały ranne, a tysiące
Albańczycy zmusili do porzucenia domów i szukania schronienia w obozach dla
uchodźców i bazach wojskowych. Zniszczonych zostało kilkanaście tysięcy
budynków mieszkalnych. Do dziś nie odbudowano wszystkich. Marcowe zamieszki
wymierzone były także w Aszkali i Egipcjan. Przedstawiciele tych mniejszości
zawsze starali się być blisko z Albańczykami, czasem tak blisko, że zaczęli
się z nimi identyfikować. Albańczycy jednak nigdy nie uznali ich za swoich.

Również Chorwaci nie mają w Kosowie łatwego życia. Ograniczone możliwości
poruszania się, konieczność używania języka albańskiego (bo chorwacki brzmi
prawie jak serbski), brak pracy i wszechobecny strach - to ich główne
problemy. Zapewne dlatego w Kosowie zostało ich tak niewielu - zaledwie około
420. Żyją w dwóch miejscowościach - Janjevo i Letnica. Większość ich rodaków
dawno uciekła do Chorwacji.

Odwieczny wróg
Przez sześć lat misji ONZ w Kosowie zginęło tysiąc Serbów, prawie drugie tyle
uprowadzono. Zniszczonych zostało ponad 150 cerkwi i monasterów, spośród
których wiele znajdowało się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Zdaniem autorów raportu Serbowie dyskryminowani są także przez władze. Podają
przykład Serba o inicjałach B.G., którego sprawa toczyła się przed sądem w
Prisztinie. Chociaż serbski jest językiem oficjalnym, sąd wydał werdykt w
języku albańskim, którego skazany nie rozumiał. To nie przypadek. Używanie
serbskiego nierzadko spotyka się z agresją. W grudniu zeszłego roku w
Prisztinie grupa Albańczyków pobiła dziennikarza tylko dlatego, że w kawiarni
złożył zamówienie w języku serbskim.

Serbowie żyją głównie w enklawach. Nie mogą się swobodnie poruszać. Podróżują
specjalnymi autobusami w asyście policji lub wojska. Konwoje często są
atakowane. Transport publiczny jest nie dla nich. Wiele autobusów nie
zatrzymuje się w zamieszkanych przez Serbów miejscowościach. Nawet gdyby
znaleźli pracę, to nie mogliby do niej dojechać. Dzieci odwożone są do szkół
pod eskortą policjantów i żołnierzy.

Bośniacy do Bośni
Równie trudna jest sytuacja Bośniaków. "Rzeczpospolita" dotarła do listu
skierowanego do przedstawiciela jednej z międzynarodowych organizacji, z
którego wynika, że w prowincji ma miejsce przymusowa albanizacja Bośniaków,
których główne skupisko znajduje się w okolicach Prizrenu. Podczas próbnego
spisu ludności przedstawiciel partii Demokratyczna Liga Kosowa (LDK) kazał
Bośniakom wpisywać w rubryce narodowość: Albańczyk. W ten sposób mieli się
odwdzięczyć Albańczykom za "wszystko, co dla nich zrobili": odbudowę szkół,
nowe ambulatorium, obietnicę wyasfaltowania drogi. Gdy kilku spośród obecnych
na zebraniu zdenerwowało się i oświadczyło, że są Bośniakami, przedstawiciel
LDK odpowiedział: Bośniacy żyją w Bośni, w Kosowie żyją Albańczycy.

W miejscowości Skorobiszte używa się wyłącznie języka albańskiego.
Sporadycznie tłumaczy się z albańskiego na angielski lub niemiecki, ale nie
na bośniacki. Podobnie jest w miejscowości Ljubizda, w ponad 90 procentach
zamieszkanej przez Bośniaków. Podczas wizyty szefa misji ONZ w Kosowie Sorena
Jessena-Petersena używano wyłącznie albańskiego. Aby zatrzeć wszelkie ślady
istnienia mniejszości bośniackiej w tej miejscowości, uczniów z pobliskiej
szkoły ubrano w albańskie stroje.

W Kosowie niemal codziennie dochodzi do kolejnych incydentów na tle
etnicznym, choć władze zapewniają, że robią wszystko, by prawa mniejszości
były respektowane. W Kosovskiej Mitrovicy nieznani sprawcy niedawno ciężko
ranili dwóch Serbów. Na początku grudnia siedemnastoletniego Serba
postrzelono w Prisztinie. Zdaniem Gorana Bogdanovicia, członka belgradzkiej
grupy ds. rozmów o statusie Kosowa, te ataki mają zmusić Serbów do
opuszczenia tej prowincji.

MAGDALENA SZULC
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060102/swiat/swiat_a_9.html?k=on;t=2005122820060103
Edytor zaawansowany
  • iverson5 03.01.06, 10:22
    KOSOWO Dramatyczna sytuacja mniejszości etnicznych

    Miejsce tylko dla Albańczyków


    Niemal codziennie w Kosowie dochodzi do aktów terroru. Ich ofiarami padają
    głównie Serbowie. Nie tylko oni czują się jednak zagrożeni


    Ostrzał z broni palnej, obrzucanie kamieniami lub granatami, pobicia - to
    ponura codzienność Serbów, Romów, Bośniaków, Chorwatów, Turków czy Egipcjan. I
    choć władze prowincji zapewniają, że robią wszystko, aby prawa mniejszości
    etnicznych były respektowane, tak naprawdę nie mogą one liczyć na Prisztinę.

    "Rz" dotarła do dokumentów, z których wynika, że sytuacja w prowincji nadal
    jest dramatyczna. Na ulicach Kosowa wolno mówić po angielsku czy niemiecku, ale
    serbski, bośniacki, chorwacki i romski są zakazane. Za używanie tych języków
    grozi co najmniej pobicie. Nieznajomość albańskiego lub choćby podejrzenie o
    przynależność do serbskiej lub romskiej mniejszości uniemożliwiają poruszanie
    się po Kosowie bez eskorty policyjnej czy wojskowej. Nawet dzieci odwożone są
    do szkół autobusami pod ochroną.

    Jednym z największych problemów, z jakimi borykają się przedstawiciele
    mniejszości, jest brak pracy. Głównym kryterium stosowanym przez pracodawców
    jest bowiem przynależność etniczna.

    Formalnie Kosowo nadal należy do Serbii, jednak administrowane jest przez ONZ.
    W prowincji dominują Albańczycy, którzy żądają niepodległości. Belgrad nie chce
    na nią zezwolić. Rozmowy o przyszłości spornej prowincji się rozpoczęły.
    Napięcie pomiędzy Serbami i Albańczykami rośnie z każdym dniem.

    W obawie przed wybuchem kolejnych zamieszek policja zwiększyła patrole m.in. w
    Kosovskiej Mitrovicy. To właśnie tu w marcu 2004 roku wybuchły jedne z
    najkrwawszych starć na tle etnicznym. Zginęło kilkanaście osób. Tysiące
    zmuszono do opuszczenia domów. Albańczycy dawali im dziesięć minut na zabranie
    najpotrzebniejszych rzeczy. Potem zaczynali strzelać.

    Magdalena Szulc
    www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060102/swiat/swiat_a_1.html
  • lacietis 04.01.06, 12:41
    iverson5 napisał:
    "Ostrzał z broni palnej, obrzucanie kamieniami lub granatami, pobicia - to
    ponura codzienność Serbów, Romów, Bośniaków, Chorwatów, Turków czy Egipcjan."
    ++Po polsku jest Rumunów i j.rumuński - a nie romski...
  • praruh 13.01.06, 10:32
    lacietis napisał:

    > iverson5 napisał:
    > "Ostrzał z broni palnej, obrzucanie kamieniami lub granatami, pobicia - to
    > ponura codzienność Serbów, Romów, Bośniaków, Chorwatów, Turków czy Egipcjan."
    > ++Po polsku jest Rumunów i j.rumuński - a nie romski...

    Romski to od Cyganów jest/było ich tam troche
  • hrydz 13.01.06, 13:56
    tak, romski a rumunski to co innego

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka