Dodaj do ulubionych

Niezależność energetyczna Polski od Rosji musi kos

07.08.06, 12:59
Sława!

Niezależność energetyczna Polski od Rosji musi kosztować
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060807/ekonomia/ekonomia_a_6.html
Droższy gaz albo ustępstwa wobec Gazpromu. Przed taką właśnie alternatywą
Polska może stanąć tej zimy




(c) MICHAŁ WALCZAK
Szefowie największej w kraju firmy gazowniczej ciągle poszukują kontrahenta,
z którym mogliby zawrzeć umowę na dostawy surowca w najbliższych dwóch -
trzech latach. Bez takiego kontraktu Polsce może zabraknąć około dwóch
miliardów metrów sześciennych gazu w najbliższych 12 miesiącach. Jak
nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, PGNiG jest w trudnej sytuacji
negocjacyjnej, dlatego że potwierdzają się obawy, iż zawarcie kontraktu
zależeć będzie przede wszystkim od rosyjskiego potentata - Gazpromu. Choć nie
jest to przesądzone, bo formalnie ciągle są możliwości porozumienia z którąś
z ukraińskich firm mających gaz.

Nasi rozmówcy twierdzą, że surowiec na pewno będzie, ale największym
problemem może być cena, za jaką PGNiG go kupi.

Obecnie importujemy z Rosji około 6,3 mld m sześc. gazu rocznie, ponad 4 mld
m sześc. to wydobycie z krajowych złóż, a prawie miliard mamy z Niemiec i
Norwegii.

W tym bilansie brakuje i tak 2 mld mszesc. do zabezpieczenia krajowych
potrzeb. Dotychczas tyle właśnie PGNiG kupowało od spółki RosUkrEnergo, ale
umowa wygasa z końcem roku i ten partner nie kwapi się do zawarcia kolejnej.
Ta rosyjsko-ukraińska firma jest typowym pośrednikiem, zależnym od Gazpromu.
A ten - jak nieoficjalnie dowiedzieliśmy się - ma duże oczekiwania wobec
PGNiG. Nie są to jeszcze żądania, ale wkrótce mogą się takimi stać.

Rosyjska strategia
Oczekiwania rosyjskiej firmy względem Polski nie odbiegają od tych, jakie ma
wobec naszych sąsiadów i innych krajów europejskich. Nasze państwo znalazło
się na liście tych, w których Gazprom chce wcielić w życie swoją strategię. A
ta jest czytelna - otóż rosyjski potentat nie zamierza być tylko i wyłącznie
eksporterem gazu, źródłem zaopatrzenia, ale chce mieć dostęp do rynków
Starego Kontynentu.

Dostęp oznacza w tym przypadku możliwość objęcia udziałów w już istniejących
firmach bezpośrednio dostarczających gaz odbiorcom lub możliwość tworzenia
nowych z lokalnym partnerem. Drugi cel to zdobycie dostępu do tzw. przesyłu,
czyli sieci rurociągów.

W odniesieniu do Polski realizacja strategii Gazpromu oznaczałaby poważne
zmiany w spółce EuRoPol Gaz. Obecnie na jednakowych zasadach głównymi jej
udziałowcami są PGNiG i Gazprom (po 48 proc.), a mniejszościowy pakiet ma
firma Gas Trading.

Już od kilku lat rosyjski potentat domaga się zmiany układu właścicielskiego.
Dla niego sprawa zasadnicza to pozostawienie tylko dwóch udziałowców, czyli
wykupienie spółki Gas Trading, tak by PGNG i Gazprom miały po 50 proc.
udziałów i utrzymanie zapisu o prawie pierwokupu akcji dla każdej z tych
firm, gdyby partner popadł w tarapaty.

Oczywiście bardziej prawdopodobne są problemy finansowe PGNiG niż największej
firmy gazowej na świecie, nawet jeśli niektórzy twierdzą, że jest ona kolosem
na glinianych nogach.

Inna kwestia to zmiany w statucie spółki - bądź to pozbawiające prawa weta
polskiego prezesa, bądź też dające taki sam przywilej również rosyjskiemu
wiceprezesowi. Poza tym władze EuRoPol Gazu są niepełne. Rada nadzorcza nie
ma przewodniczącego, a rosyjski kandydat do tej funkcji bez zgody walnego
zgromadzenia akcjonariuszy nie może się pojawić. EuRoPol Gazem kieruje Michał
Kwiatkowski, tyle że skończyła się już jego kadencja.

I paradoksalnie - choć został prezesem, gdy odszedł z PGNiG, czyli w innej
rzeczywistości politycznej - to w interesie polskiego udziałowca jest, by nie
składał rezygnacji. Gdyby to zrobił, a rada nadzorcza (co jest niemal pewne)
nie zaakceptowałaby nowego polskiego kandydata, to w zarządzie zasiadałyby
tylko trzy osoby, w tym dwóch Rosjan. Wtedy każdą decyzję mogliby
przegłosować.

Kosztowny import
Szefowie PGNiG nie informują ani nie komentują przebiegu rozmów z rosyjską
firmą. Potwierdzają tylko, że takie trwają. Wydaje się jednak mało
prawdopodobne lub wręcz nierealne, by PGNiG zaakceptowało rosyjskie warunki.
Może zatem okazać się, że firma nie będzie mogła kupić gazu na zimę, który
jest niezbędny, po atrakcyjnej cenie. A jeśli dostawy spotowe będą drogie -
droższe nawet od tych na granicy zachodniej, to z kolei oznaczać może
następne podwyżki cen dla odbiorców. Już w tym roku gaz zdrożał o ponad 20
proc., a PGNiG od kilku tygodni zabiega w Urzędzie Regulacji Energetyki o
następną podwyżkę.

Teoretycznie najprostszym rozwiązaniem wszystkich problemów byłaby
bezpośrednia umowa z Gazpromem na dostawy typu spot. Ale nie po to w
ostatnich latach PGNiG zmniejszał import z tej firmy, by teraz znów go
zwiększać i tym samym bardziej się uzależniać. Na dodatek polski rząd
postawił sobie za cel przygotowanie dywersyfikacji źródeł dostaw gazu.
Rozważana jest budowa terminalu gazu skroplonego (LNG) na Wybrzeżu i
transport gazowcami lub rurociągiem przez Bałtyk gazu norweskiego.

AGNIESZKA ŁAKOMA

------------------------------------------------------------------------------
--

Sytuacja podbramkowa


Janusz Steinhoff, b. minister gospodarki, współautor kontraktu na gaz z
Norwegii
(c) PIOTR NOWAK
Jesteśmy faktycznie w bardzo trudnej sytuacji, bo możemy kupić brakujący gaz
tylko na Wschodzie. A tu Rosjanie trzymają rękę na pulsie i bez ich zgody nie
można nic zrobić. To sprawni negocjatorzy i nie dziwię się, że chcą ustępstw
w statucie EuRoPol Gazu. Zapewne ten gaz w końcu kupimy od nich, ale nie ma
nawet pewności, że po cenie rynkowej. Może okazać się, że gdy przed zimą ceny
w ogóle rosną, to będą dla Polski wyjątkowo kosztowne dostawy. To, co teraz
się dzieje, jest z jednej strony pokłosiem problemów kadrowych w samym PGNiG,
bo ciągle nie ma prezesa. Z drugiej efektem zamrożenia naszych stosunków z
Rosją. Poza tym przez ostatnie lata tylko zapowiadano działania zmierzające
do dywersyfikacji dostaw gazu, najwyższy więc czas, by zacząć je realizować.
Minęło dziewięć miesięcy, a nowy rząd nie wybrał konkretnego projektu, dzięki
któremu moglibyśmy importować surowiec z Zachodu. Gdyby okazało się, że
gazociąg z Norwegii to odległa perspektywa albo trudno znaleźć dostawców gazu
skroplonego, może należałoby pomyśleć o nowym rurociągu do Niemiec. Ten
jedyny, który mamy w rejonie Zgorzelca, ma minimalne jak na polskie warunki
możliwości transportowe. Janusz Steinhoff, b. minister gospodarki, współautor
kontraktu na gaz z Norwegii




Forum Słowiańskie
gg 1728585
Edytor zaawansowany
  • ignorant11 07.08.06, 13:01
    Sława!

    Bez dywersyfikacji nie będzie taniej
    www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060807/publicystyka/publicystyka_a_6.html

    Do tej pory słyszeliśmy głównie o tym, że dywersyfikacja w gazownictwie jest
    kosztowna. Jeśli Polska chce zmniejszyć uzależnienie od swojego głównego,
    rosyjskiego, dostawcy, musi liczyć się z wysokimi cenami gazu z Zachodu.
    Kupowany od Norwegów, Duńczyków, nawet w postaci skroplonej, i tak jest droższy
    od tego z Rosji. Tak samo kosztowna jest budowa czy to nowego rurociągu, czy
    też morskiego terminalu gazowego.

    Ale jest i druga, smutna, strona medalu: brak dywersyfikacji również może
    oznaczać wysokie koszty importu gazu. Jesteśmy skazani na kupno po wyższych
    cenach dodatkowego surowca od tego samego rosyjskiego kontrahenta, od którego
    od lat próbujemy bez skutku częściowo się uniezależnić.

    Brakuje nam gazu, a Gazprom może go nam dostarczyć bezpośrednio lub pośrednio
    przez którąś z kontrolowanych przez siebie firm. Mógłby nawet zrobić to na
    atrakcyjnych warunkach, ale w zamian oczekuje ustępstw, bezpośredniego dostępu
    do odbiorców gazu na naszym rynku. Jeśli na to nie przystaniemy, co jest niemal
    pewne, nie ma co liczyć na tani gaz. Zwłaszcza że Rosjanie są świadomi, iż
    Polska nie ma możliwości ściągnąć więcej surowca z Zachodu, bo na razie tylko
    planuje budowę rurociągu i portu gazowego.

    W zasadzie nie ma powodów do paniki, bo chodzi o niewielkie ilości w skali
    kraju. Zatem i opłaty od razu nie podskoczą o 30 procent. Ale warto się
    zastanowić, ile podwyżek cen gazu może jeszcze wytrzymać przeciętny Kowalski, i
    czy nie rozsadzą one budżetów polskich zakładów azotowych, czyli największych
    klientów PGNiG. Obecna sytuacja to jeszcze jeden argument za dywersyfikacją.
    Rząd i PGNiG muszą jak najszybciej zdecydować, skąd - oprócz Rosji - powinniśmy
    importować gaz. A jeśli oba projekty - gazociąg i terminal - nie są realne, to
    wybrać choć jeden z nich.

    Agnieszka Łakoma

    --------------------------------------------------------------------------------


    Forum Słowiańskie
    gg 1728585

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka