• ignorant11 03.08.03, 14:51
    Wysiedlenie Niemców z Czechosłowacji. Ewolucja Edwarda Benesza
    Z punktu widzenia czysto ideologicznego Edward Benesz był typowym
    przedstawicielem opcji liberalnej, można nawet powiedzieć masońskiej. Wychowany
    w duchu tejże ideologii miał ambiwalentny stosunek do kwestii narodowej,
    podzielając stanowisko Tomasza Masaryka, że przyszłe państwo czechosłowackie
    musi być "republika obywatelską". Z czasem musiał wszakże skorygować swoje
    poglądy na ten temat. Główną tego przyczyną była tzw. kwestia niemiecka.

    Budując po 1918 roku państwo czechosłowackie duet Masaryk-Benesz wychodził z
    założenia, że jego granice należy ustalić wedle kryteriów historycznych, a nie
    etnicznych. Gdyby bowiem oparto się na kryterium etnicznym, to nowe państwo
    pozbawione byłoby nie tylko swoich dawnych siedzib, ale i dużej części
    terytorium. Taką właśnie wizję udało im się przeforsować na konferencji
    pokojowej. Ceną była obecność w ich państwie aż 3,5 mln Niemców, którzy od
    samego początku kontestowali sam fakt istnienia czeskiej państwowości.
    Początkowo Niemcy próbowali bojkotu instytucji państwa czechosłowackiego, ale z
    czasem musieli zmienić taktykę i zaangażować się w życie polityczne Republiki.
    Nie było to zaangażowanie szczere, gdyż w odczuciu Benesza, i nie tylko
    Benesza, Niemcy tylko przeczekiwali i czyhali na okazję, by się od swojej nowej
    ojczyzny odłączyć. Z tego też względu Benesz sprzeciwiał się od samego początku
    postulatom nadania Niemcom autonomii, gdyż, jak słusznie sądził, byłby to tylko
    wstęp do oderwania dużej części terytorium Czechosłowacji i przyłączenia jej do
    Niemiec. Już w latach 20. Benesz był pesymistą. W rozmowie z jednym z
    francuskich dyplomatów powiedział: "Nie mam żadnych iluzji co do tego, czego
    możemy oczekiwać od czechosłowackich Niemców w trudnych okolicznościach. W
    przypadku silnego zagrożenia zewnętrznego nie będą po naszej stronie". Mimo to
    podejmował wysiłki, by pozyskać chociaż część Niemców Sudeckich do lojalnej
    współpracy z państwem. Uczynił bardzo dużo zwłaszcza w ciągu pierwszych dwóch
    lat swojej prezydentury (1935-1937). Zjeździł całe Pogranicze, agitował,
    przekonywał i obiecywał -- na próżno. W tym czasie grały już zza zachodniej
    granicy werble Adolfa Hitlera, a partia Konrada Henleina (Sudetendeutsche
    Partei) miała poparcie 2/3 Niemców żyjących na Pograniczu. Są tacy, którzy
    twierdzą, że gdyby Benesz przyznał Niemcom autonomię, to być może uratowałby
    sytuację. Autor omawianej książki pisze na ten temat: "Przypuszczalnie po roku
    1933 (a na pewno po 1935, gdy na Hradzie zasiadł Benesz) autonomiczny status
    Sudetów ułatwiłby jedynie ich oderwanie od Czechosłowacji, gdyż aparat
    państwowy nie miałby realnych środków przeciwdziałania nazistowskiej irredencie
    (...) Odmawianie Niemcom Sudeckim autonomii nie było przejawem
    krótkowzroczności czechosłowackich polityków, lecz ich ostrożności".

    15 września 1938 roku Henlein i jego najbliżsi towarzysze uciekli do Niemiec i
    wezwali swoich ziomków do powstania. Była to zdrada stanu, część obywateli
    państwa czechosłowackiego wypowiedziała mu posłuszeństwo. Wtedy dopiero, pod
    wpływem szoku monachijskiego, u Benesza zaczęła kiełkować myśl o konieczności
    wysiedlenia części Niemców. Niezmierne ważna była też ewolucja spojrzenia
    czeskiego prezydenta na przyszłość swojego państwa. Autor pisze: "Zdrada
    Henleina doprowadziła go do wniosku, że model wielonarodowego państwa
    obywatelskiego nie sprawdził się. Uświadomiła mu niemożność dalszego
    funkcjonowania Republiki, w której wbrew swojej woli żyłyby ponad trzy miliony
    Niemców. Ze spostrzeżenia tego można było wyciągnąć tylko jeden wniosek: aby
    uzdrowić państwo, należało istotnie zmniejszyć liczebność niemieckiej
    mniejszości, a co najmniej pozbyć się najbardziej radykalnych zwolenników
    Henleina". Benesz rozważał wówczas (tzw. piąty plan) oddanie części terytorium
    (4-6 tys. km kw.) i przesiedlenie do Niemiec 1,5 do 2 mln Niemców. Plan był
    nierealny, gdyż Hitler dążył nie do powiększenia Rzeszy o Pogranicze, ale do
    likwidacji Czechosłowacji jako państwa.

    Monachium i likwidacja państwa czechosłowackiego 15 marca 1939 roku otworzyły
    zupełnie nowy okres w historii. Czesi, zdradzeni przez swoich obywateli
    narodowości niemieckiej, zdradzeni przez Zachód i sąsiadów -- zmienili swój
    stosunek do otaczającej ich rzeczywistości. Przeszli na pozycje bardziej
    narodowe, wrogie polityce niemieckiej, a także samym Niemcom jako takim.
    Pojawiła się chęć zemsty i rewanżu. Ale chodziło nie tylko o to, chodziło o
    przyszłość państwa. W przemówieniu radiowym w dniu 5 października 1938 roku
    Benesz powiedział: "Nasze państwo miało dość szczególną strukturę
    narodowościową. Teraz stosunki te się dość zmienią. Zniknie szereg sporów z
    naszymi sąsiadami. Będziemy mieć państwo narodowe, w pewnym sensie zgodny z
    zasadą, która wyznacza kierunek rozwoju narodowego".

    Takie stanowisko było jak najbardziej usprawiedliwione, to Niemcy zmusili
    Benesza do rewizji swojego politycznego światopoglądu, do przejścia na pozycje
    jednoznacznie narodowe. Dzisiaj kręgi rewizjonistyczne w Austrii i w Niemczech
    zdają się tego nie rozumieć. Ba, nie rozumieli tego nawet ci Niemcy, którzy
    uciekli przed Hitlerem i zachowali lojalność wobec Republiki. Socjaldemokrata
    Wenzl Jaksch, który wraz z 1.200 swoich rodaków znalazł się w Anglii, nigdy nie
    dokonał dogłębnej analizy tego, co się stało. "Nigdy nie uznał oczywistego
    faktu, iż przytłaczająca większość jego rodaków opowiedziała się za Hitlerem.
    Słusznie nie poczuwał się do osobistej odpowiedzialności za Monachium, lecz nie
    chciał przyznać, że winę za dyktat i jego konsekwencje ponosiło co najmniej 2/3
    Niemców sudeckich, którzy popierali Henleina. Błędnie przypuszczał, że po tym,
    co uczynili Niemcy (również w czasie wojny), możliwa będzie dalsza
    koegzystencja obu narodów w jednym państwie, jak gdyby nic się nie stało".
    Benesz próbował rokować z Jakschem, ale w 1941 roku uznał to za bezcelowe.

    W roku 1943 plan całkowitego wysiedlenia Niemców był gotowy. Benesz postarał
    się tylko o poparcie tej idei wśród państw sprzymierzonych i uzyskał je,
    najpierw od Moskwy, potem od Londynu i Waszyngtonu. Było to stanowisko logiczne
    i jedynie możliwe. Tego zdania jest także autor książki: "Nie podejmuję się
    określić, czy wysiedlenie stanowiło stosowną karę za postawę Niemców w latach
    1938-1945, a jeżeli tak, to kto na to zasłużył: czy wyłącznie osoby
    bezpośrednio skompromitowane kolaboracją z nazizmem, czy też wszyscy, którzy
    zdradzili Republikę (...) Sadzę jednak, iż po doświadczeniach II wojny
    światowej dalsze współistnienie narodów czeskiego i niemieckiego w jednym
    państwie okazałoby się niemożliwe". Benesz pisał tuż po wojnie, że po latach,
    kiedy rany się zagoją, Niemcy i Czesi znów będą mogli "spotkać się jako
    sąsiedzi i żyć oddzielnie w pokoju i bez goryczy, jeden obok drugiego, każdy w
    swym nowym domu". Okazuje się, że po upływie prawie 60 lat wielu Niemców wcale
    tego nie chce.

    J.E.

    Piotr M. Majewski, "Edward Benesz i kwestia niemiecka w Czechach", Wyd. DiG,
    Warszawa 2001, ss. 360



  • ignorant11 05.08.03, 23:05
    CZY POLACY PRZEPROSZĄ CZECHÓW
    tygodnikforum.onet.pl/1116642,0,4788,925,7,artykul.html

    Otwarte rany Zaolzia



    W 1938 roku wojska polskie zajęły cały Śląsk Cieszyński. Dla Czechów to
    początek wysiedleń, prześladowań i krzywd. Dziś czas rozpocząć dialog na ten
    temat.


    IVAN MOTÝL


    3.02.2003


    Jest jesień 1938 roku. Do chaty na górze Stożek w Beskidzie Cieszyńskim zmierza
    bojówka miejscowych Polaków. Przychodzą ze wsi Nydek, do niedawna jeszcze
    czechosłowackiej. Chcą tylko, aby mieszkańcy domu na górskim odludziu
    pocałowali polską flagę. 81-letnia Zuzana Stebelova z Nydka na zawsze
    zapamięta, jak matka hardo odprawiała rozkrzyczanych bojówkarzy: Przysięga się
    przed krzyżem, nie przed takimi chłopami jak wy.

    W czasie gdy niemiecka armia zabiera Sudety, polscy żołnierze zajmują wąski pas
    przy północno-wschodniej granicy Czechosłowacji, pomiędzy Boguminem a
    Jabłonkowem. Polacy wypędzają tysiące Czechów. Nie na długo. Po błyskawicznym
    rozgromieniu Polski przez hitlerowców we wrześniu następnego roku większość
    wypędzonych Czechów powraca. - Wielu pała żądzą zemsty i przychodzi do domu z
    czeską flagą w jednej ręce, a swastyką w drugiej. Niemiecki agresor ma teraz
    posłużyć Czechom do usunięcia dawnych i głęboko tkwiących zadr w ich stosunkach
    z polskimi sąsiadami - historyk Józef Szymeczek, przewodniczący Kongresu
    Polaków w Republice Czeskiej, stara się unikać ostrych słów. Rana w stosunkach
    czesko-polskich jest wciąż otwarta.

    "Bez prawa powrotu do Rzeczypospolitej Polskiej" - taki wysiedleńczy glejt
    polscy policjanci doręczyli 84-letniemu dziś Albinowi Hillowi ze Skrzeczonia
    pod Boguminem 1 grudnia 1938 roku. Na wyprowadzkę miał tylko kilka godzin. - To
    było na początku adwentu. Inni Czesi tutaj mieli jeszcze gorzej. Polacy celowo
    zmuszali ich do wyprowadzki w samą wigilię - opowiada Hill, trzymając w rękach
    pożółkły dokument, który miał go na zawsze pozbawić możliwości życia na
    rodzinnej ziemi.

    W wigilię na bruk

    Granicę przekroczył w Rychwałdzie, gminie bezpośrednio sąsiadującej dziś z
    Ostrawą. - Żołnierze na przejściu granicznym jeszcze mnie dokładnie pouczyli.
    Powiedzieli, że niedługo cała Ostrawa ma należeć do Polski, więc powinienem
    raczej kierować się dalej w głąb kraju - mówi Hill, przypominając ówczesne
    hasło bojowe polskich nacjonalistów: "Ostrawica-granica". Do rzeki Ostrawicy w
    Ostrawie polskie wojsko jednak nie dotarło, chociaż miało ją na wyciągnięcie
    ręki. - Na własne oczy widziałem, jak w wigilię przez most sykorowski w
    Ostrawie przejeżdżali na wozach wygnańcy. W rękach mieli poubierane choinki -
    Hill przywołuje zdarzenia z 24 grudnia 1938 roku.

    Rozkaz wysiedlenia był dla wielu Czechów tak wielkim zaskoczeniem, że nie
    potrafili się rozstać z udekorowanym już symbolem Bożego Narodzenia. -
    Zagubieni i zziębnięci stali z tymi choinkami na rynku głównym, zanim
    ktokolwiek się nimi zajął - opowiada świadek, który w dzień wigilii był
    wygnańcem już od czterech tygodni. Zdążył nawet znaleźć pracę w kopalni
    Zarubek, co dla uciekinierów stanowiło nie lada szczęście. "W czasie świąt
    nasiliły się prześladowania osób czeskiej narodowości. Czesi byli
    przesłuchiwani przez komisję karną, która przyjechała do gminy z dalszych
    rejonów Polski. Poturbowano trzynastu obywateli. Na przykład staruszek, który
    nigdy nie udzielał się w polityce, został pobity za to, że nie chciał się
    wyprowadzić. Innym owijano głowy czechosłowacką flagą i przez nią bito" -
    podaje kronika miejscowości Dolna Lutynia koło Karwiny.
    1234567



    --
    Ignorant
    +++
  • ignorant11 05.08.03, 23:06
    CZY POLACY PRZEPROSZĄ CZECHÓW


    Otwarte rany Zaolzia



    W 1938 roku wojska polskie zajęły cały Śląsk Cieszyński. Dla Czechów to
    początek wysiedleń, prześladowań i krzywd. Dziś czas rozpocząć dialog na ten
    temat.


    IVAN MOTÝL


    3.02.2003



    ... ciąg dalszy

    Dziś, po 65 latach od zagarnięcia Sudetów przez hitlerowców, toczy się otwarty
    dialog między stroną czeską i niemiecką. - Niestety, między Czechami i Polakami
    taki dialog jeszcze się nawet nie rozpoczął. Nie powstała ani jedna
    organizacja, która, tak jak na przykład Czesko-Niemiecki Fundusz Przyszłości
    czy Wspólnota Ackermann, zajęłaby się wzajemnymi krzywdami Czechów i Polaków z
    tamtego czasu - martwi się Szymeczek.

    Wydarzenia z lat wojny nie mogą już, jego zdaniem, służyć za źródło nienawiści
    narodowej na Zaolziu. - Jasne, że niektórzy świadkowie wywodzący się z obu
    narodów tych krzywd nie zapomną - mówi. Zwraca jednak uwagę, że po roku 1989
    Zaolzie ominęła fala skrajnego nacjonalizmu, która w Europie zalała głównie
    byłą Jugosławię.

    - Już kilkakrotnie zdarzało się, że spory narodowościowe pomiędzy Czechami a
    Polakami na ziemi cieszyńskiej (w oryg. Tieszinsko, czeska nazwa geograficzna
    Zaolzia - przyp. Forum) prowadziły do napięć, jakich później byliśmy świadkami
    w Bośni i Hercegowinie. Niemniej nigdy nie palono tutaj wsi i tylko
    sporadycznie kogoś zabijano, a wszystko kończyło się z reguły na paru
    bijatykach i wybitych oknach - uzupełnia polskiego kolegę czeski historyk Petr
    Beck z Muzeum Ziemi Cieszyńskiej w Cieszynie Czeskim. Mówiąc o napiętych
    sytuacjach Beck ma na myśli czesko-polskie walki o Śląsk Cieszyński w latach
    1918-1920 i właśnie rok 1938. "W październiku tego roku wypędzono 86 czeskich
    rodzin, razem 319 osób. Kolejni wypędzeni dołączyli w wigilię, podczas
    najgorszych mrozów. Było to wielkie cierpienie zarówno dla tych, którzy musieli
    wynieść się jako żebracy, jak i tych, którzy mogli zostać" - zapisał tuż po
    zajęciu ziemi cieszyńskiej mieszkaniec Bogumina Frantiszek Szima, którego
    notatki przechowuje dziś archiwum powiatowe w Karwinie.

    Najpierw tabliczka, potem dom

    Z Bogumina wygnano również rodziców Dagmary Stolarzikovej z Ostrawy. - Mama
    była nauczycielką, tata urzędnikiem. Oboje już wcześniej domyślali się, że na
    ziemi cieszyńskiej nie będzie się działo dobrze, więc nas z siostrą wysłali
    wcześniej do cioci do Ostrawy - wspomina Stolarzikova, która w Boguminie
    zdążyła skończyć pierwszą klasę w nowo wybudowanym czeskim gimnazjum. Rodzina
    miała willę obciążoną hipoteką. Matka Anna Szlachtowa uczyła w czeskiej
    zerówce. - Przyjazd polskiego wojska do Bogumina opisywała późnej z należną
    dawką czarnego humoru. W odróżnieniu od eleganckich żołnierzy z
    czechosłowackiego posterunku w Boguminie polscy żołnierze wyglądali nędznie -
    mieli karabiny na sznurkach - Stolarzikova przytacza opowieść matki.
    1234567



    --
    Ignorant
    +++
  • ignorant11 05.08.03, 23:07
    CZY POLACY PRZEPROSZĄ CZECHÓW


    Otwarte rany Zaolzia



    W 1938 roku wojska polskie zajęły cały Śląsk Cieszyński. Dla Czechów to
    początek wysiedleń, prześladowań i krzywd. Dziś czas rozpocząć dialog na ten
    temat.


    IVAN MOTÝL


    3.02.2003



    ... ciąg dalszy

    Na decyzję o wypędzeniu nie trzeba było długo czekać. - Najpierw przyszedł
    żołnierz mówiąc, że tabliczka na furtce, która ostrzegała przed złym psem, musi
    być w języku polskim. Wkrótce potem przyszli od razu z rozkazem ewakuacyjnym.
    Na spakowanie rodzice dostali 24 godziny - wspomina Stolarzikova. Rodzina
    została w Ostrawie, a do Bogumina wróciła dopiero na wiosnę 1945 roku. - Dom
    był zdewastowany, ale rodzice nie dociekali, kto w nim mieszkał za panowania
    Polaków ani później, za Niemców. Podziwiam, że po tak bolesnych doświadczeniach
    wojennych nie zgorzknieli i nigdy nie nabrali do Polaków szowinistycznych
    uprzedzeń.

    Z fotografem prezydenta

    Do saloniku dla gości w siedzibie Kongresu Polaków w czeskim Cieszynie
    sekretarka wnosi dzbanek z gorącą herbatą i solidną porcją miodu. Z fotografii
    na ścianie spogląda polski prezydent Ignacy Mościcki, stojący na czele państwa
    od roku 1926 aż do niemieckiego najazdu w 1939 roku. Pożółkłe zdjęcie pochodzi
    z jesieni 1938 r., kiedy to odwiedził "starą ojczyznę" - Zaolzie, zajęte przez
    polskie wojsko.

    - Zrobiłem wtedy we Frysztacie cały reportaż z prezydenckiej wizyty - wyjaśnia
    autor zdjęcia, 87-letni Frantiszek Sikora. Na stole pojawia się jedna
    fotografia za drugą. Ze wszystkich bije pogodny nastrój: Mościcki radośnie
    witany przez dzieci w cieszyńskich strojach ludowych, polski generał Edward
    Rydz-Śmigły podczas przeglądu przybyłych wojsk, Mościcki z karwińskim starostą,
    czy pani prezydentowa kosztująca zupę z kuchni polowej.

    - To był wielki dzień dla Polaków w mieście. Czesi i Niemcy dla odmiany woleli
    raczej nie wychodzić na ulice - wspomina Sikora. Sam wówczas deklarował czeską
    narodowość. - Byłem handlowcem w trójjęzycznym mieście, a to wymagało dobrej
    znajomości czeskiego, polskiego i niemieckiego. A do tego jeszcze trzeba było
    władać gwarą cieszyńską - wyjaśnia. O pozwolenie na dokumentację wizyty
    poprosił płynną polszczyzną samą głowę państwa: Miałem już doświadczenie z
    prezydentami, w 1935 r. we Frysztacie pytałem o możliwość fotografowania
    Masaryka.

    O tym że Polacy wyganiają tysiące Czechów, wiedział, ale nie sądził, żeby padło
    także na niego. Nie padło. Po wejściu Niemców został nawet nadwornym fotografem
    karwińskiego barona węglowego Larischa.
    1234567



    --
    Ignorant
    +++
  • ignorant11 05.08.03, 23:11
    ... ciąg dalszy

    Po drugiej stronie barykady

    Koleżanka Sikory Wanda Vantuchowa po wkroczeniu Niemców znalazła się po drugiej
    stronie barykady z racji polskiej narodowości. - W 1938 r. widziałam, jak
    Polacy wyganiają Czechów, a na spakowanie się dają im sześć, dwanaście albo
    dwadzieścia cztery godziny. Ani mi przez myśl nie przeszło, że za kilka
    miesięcy będziemy uciekać i my - opowiada. Jej ojciec próbował chronić rodzinę
    przed groźbą niemieckiego ataku ewakuacją do wschodniej Polski. Doszli do
    Lublina, ale hitlerowskie wojska były szybsze.

    Potem nastąpił zwrot, znamienny dla targanej politycznymi wichrami ziemi
    cieszyńskiej. Ciotka wyszła za niemieckiego żołnierza, rodzina podpisała
    volkslistę i praktycznie całą wojnę spędziła w Berlinie. - Nawet jeszcze
    pamiętam adres, Steinmetzstrasse 62 - mówi kobieta. Inni Polacy z ziemi
    cieszyńskiej wyszli na tym gorzej. Zwłaszcza ci, którzy w 1939 r. zdążyli na
    mobilizację. Na wschodzie czekała ich pułapka zastawiona przez Hitlera i
    Stalina, dzielących między siebie Polskę. Niejeden cieszyński krajan, który
    zakładał mundur polskiego oficera i wierzył, że w radzieckiej Rosji powstanie
    teraz legionowe wojsko przeciwko hitlerowcom, gorzko się rozczarował. Czekał go
    łagier, a później zbiorowy grób w Katyniu.

    Ondrzej Polok, ojciec Stebelovej, dostał jesienią 1938 r. ostrzeżenie od
    Polaków, że przyjdą go pociąć piłą. - Tata przez to kilka tygodni ukrywał się
    nocami w lesie, a w tym czasie polskie bojówki systematycznie wybijały nam
    okna. Powiem panu, baliśmy się o swoje życie - opowiada Stebelova. Rodzina
    deklarowała się jako czeska, choć w praktyce przynależność narodowa była tu
    sprawą względną. Mieszkańcy górskich wsi na ziemi cieszyńskiej byli przede
    wszystkim "gorolami". Do tego wszyscy mówili po "gorolsku" - gwarą do dziś
    określaną tu jako "po naszemu" - barwną mieszanką czeskiego i polskiego (z
    wieloma neologizmami), z której równie mało zrozumie Polak z Warszawy, co Czech
    z Pragi.

    Z okupacji pod okupację

    Czescy i polscy nauczyciele zgadzają się w jednym. Podręczniki historii
    praktycznie nie poświęcają miejsca polskiej okupacji ziemi cieszyńskiej, a całe
    zagadnienie spada na barki wykładowcy. - Nie wiem, czy taki temat da się w
    ogóle obiektywnie przedstawić. Polski nauczyciel będzie zawsze wykładał
    materiał inaczej niż czeski - mówi dyrektorka polskiej szkoły w Hradku Renata
    Czaderova. - Spór o ziemię cieszyńską ma swoje korzenie między innymi w
    konflikcie o te tereny z lat 1918-1920, przy czym nieporozumienia między dwoma
    narodami nie ustały też w międzywojennej Czechosłowacji - przypomina historyk
    Petr Beck. - Raz paliło się w gminie Szumbark i do pożaru jechała czeska
    drużyna strażacka. Kiedy strażacy zobaczyli, że pali się polskie gospodarstwo,
    zawrócili i pozwolili mu spłonąć - opowiada. Podobnie zachowywali się, jego
    zdaniem, polscy strażacy, kiedy płonęły zabudowania czeskie.
    Ocenia się, że z ziemi cieszyńskiej w 1938 i na początku 1939 roku wygnano od
    20 do 30 tysięcy Czechów. - To był czas wielkiego zamętu, liczby wypędzonych do
    dziś nie możemy dokładnie ustalić - mówi historyk. Zwykle wyganiano według
    klucza: kto nie jest rodakiem, musi opuścić Polskę. Podobną zasadę stosowano
    wobec tych, którzy przedtem pracowali w administracji czeskiej i działali w
    czeskich organizacjach. - Jak udało mi się stwierdzić na podstawie zapisków
    kronikarskich i rozmów ze świadkami, polscy urzędnicy z Warszawy czy Krakowa w
    większości zachowywali się po rycersku. Najgorsi byli sfanatyzowani miejscowi
    ludzie - podkreśla Beck.

    Ziemię cieszyńską trudno jest zdefiniować pod względem etnicznym. Według
    autochtonów - Czechów, Niemców i Polaków - żyli tu ludzie, którzy deklarowali
    swego rodzaju "przynależność ziemską" do Śląska Cieszyńskiego. Podczas gdy
    hitlerowcy terroryzowali Polaków, co było w części zemstą za wypędzenie podczas
    krótkotrwałych polskich rządów około pięciu tysięcy Niemców, prześladowania
    Czechów były dość umiarkowane.

    Hitlerowcy umożliwili większości obywateli wybranie tzw. narodowości śląskiej,
    a nadana z urzędu volkslista uczyniła z nich obywateli niemieckich,
    podzielonych na cztery kategorie wedle ich lojalności w ocenie okupanta. - Mnie
    wpisali na volkslistę od razu, mimo że o nią nie prosiłem. Dla odmiany
    szwagier, aktywny członek organizacji Sokol i przedwojenny kolejarz, prosił o
    nią kilka razy, ale nigdy nie dostał. I na szczęście dla niego - Jan Stebel
    wraca wspomnieniami do początku lat 40.

    Ziemia paradoksów

    W 1942 r. zmobilizowano go do Wehrmachtu i po krótkim szkoleniu pomaszerował na
    front wschodni. - Kierunek Moskwa. 17 września 1942 r. zostałem po raz pierwszy
    ranny - opowiada ten były żołnierz armii niemieckiej. - To było straszne.
    Rosjanie uzbrojeni w zwykłe karabiny napierali na nas chmarą. Pierwszy szereg
    powaliliśmy seriami z ckmów, ale zaraz za nim ruszał drugi - po plecach
    zabitych. Kiedy w panice chcieliśmy się wycofać, uzbrojeni po zęby esesmani
    pędzili nas z powrotem - Stebel opowiada, jak polityczna zawierucha rzucała
    zwyczajnymi ludźmi ze Śląska Cieszyńskiego.



    --
    Ignorant
    +++
  • ignorant11 05.08.03, 23:12
    ... ciąg dalszy

    Zbliżamy się do historycznego mostu nad graniczną rzeką w czeskim Cieszynie,
    którą Czesi nazywają Olszą, a Polacy Olzą. Aż do roku 1920, kiedy to jednolite
    dotąd miasto śląskie podzieliła granica państwowa, przez most co pół godziny
    przejeżdżał tramwaj. - W październiku 1938 r. przechodziły tędy na mocy
    ultimatum mego imiennika, ministra spraw zagranicznych Józefa Becka, polskie
    jednostki - mówi historyk Beck. Jak się okazało po przebadaniu drzewa
    genealogicznego, wywodzi się on z tego samego rodu co ten zmarły w 1944 r.
    polityk. - Ale jest to naprawdę dalekie pokrewieństwo z wielkim europejskim
    rodem szlacheckim Becków - dodaje z uśmiechem historyk. Ziemia cieszyńska jest
    krainą paradoksów, których trudno by szukać gdzie indziej w Czechach.

    * * *

    Rok 1938 na ziemi cieszyńskiej - co mówią Czesi?

    Księstwo Cieszyńskie zalicza się do pozostałości Górnego Śląska, utraconego po
    roku 1742 przez habsburżankę Marię Teresę w wojnach z Prusami. Wielonarodowy
    skrawek ziemi o powierzchni 2,2 tys. kmkw. po kryzysie i krótkiej wojnie w
    latach 1918-1920 rozdzieliły między siebie Czechosłowacja i Polska.

    Od wiosny 1938 r. zarówno przedstawiciele mniejszości polskiej jak i Warszawa
    domagali się pełnej autonomii dla czechosłowackiej ziemi cieszyńskiej.
    Niemieckie i proniemieckie siły na ziemi cieszyńskiej żądały plebiscytu.

    - Polska mniejszość jest zdecydowana postawić żądanie poprawy jej sytuacji w
    republice poprzez akt prawny zapewniający takie swobody autonomiczne, które nie
    tylko uchroniłyby Polaków w Czechosłowacji przed dalszym wynaradawianiem, lecz
    również umożliwiły przywrócenie własności ziemi, którą im w roku 1920 odebrano -
    mówił na przykład 28 marca 1938 r. w czeskim parlamencie poseł Wolf ze Związku
    Polaków w Republice Czechosłowackiej. Inny polski poseł, komunista Śliwka,
    kontrował wówczas: Tam gdzie stanie stopa pana Wolfa i jego wspólników, trawa
    nie rośnie przez siedem lat. Program autonomii przedstawiony tu przez posła
    Wolfa jest wierną kopią tego, co głosi i pisze Konrad Henlein. (Henlein
    przewodził tzw. Niemcom Sudeckim, dążącym do oderwania od Czechosłowacji
    terenów zamieszkanych przez mniejszość niemiecką (przyp. FORUM).

    ... ciąg dalszy

    27 września 1938 r. polski rząd przedłożył w Pradze notę z żądaniem oddania
    czechosłowackiej części ziemi cieszyńskiej. Notę odrzucono, a rząd
    Czechosłowacji zaproponował powołanie mieszanej, czesko-polskiej komisji pod
    patronatem Wielkiej Brytanii i Francji. Jednak Józef Beck, polski minister
    spraw zagranicznych, wystosował kolejną notę - z 12-godzinnym ultimatum. Żądał
    między innymi "wycofania z Zaolzia czechosłowackiego wojska i policji".

    1 października, w napiętej sytuacji po układzie monachijskim, Czechosłowacja
    skapitulowała i przyjęła polskie warunki. - Oczywiście niepodobna zgadzać się z
    teoriami niektórych polskich historyków, że nic się nie stało, a Polska jedynie
    zajęła, po oficjalnym porozumieniu z rządem w Pradze, sporne terytorium z lat
    1918-1920 - mówi polski historyk i przewodniczący Kongresu Polaków w Republice
    Czeskiej Józef Szymeczek.

    Zajmowanie obszaru o powierzchni 810 kmkw. zakończono 11 października 1938
    roku. Granica przebiegała między dzisiejszymi dzielnicami Ostrawy - Hruszov i
    Michalkovice, przez Radwanice, Orłową i Ligotkę do wsi Tyra i dalej do granicy
    ze Słowacją.

    Czeskie organizacje i stowarzyszenia zostały rozwiązane, podobnie jak wiele
    organizacji niemieckich. Wysiedlono 20 do 30 tysięcy Czechów i około pięciu
    tysięcy Niemców. Historia ziemi cieszyńskiej pod rządami Polski kończy się 1
    września 1939 r., kiedy tereny te zajęli Niemcy. Do rąk czeskich wróciły one po
    sześciu latach. Na podstawie Týden

    Co mówią Polacy?

    Konflikt wokół Śląska Cieszyńskiego ma swoją genezę w pierwszych latach po I
    wojnie światowej, a więc na dwa dziesięciolecia przed zajęciem Zaolzia przez
    wojska polskie w 1938 roku. 23 stycznia 1919 r. armia czechosłowacka wkroczyła
    na polską część Śląska Cieszyńskiego, podzielonego tymczasowo 5 listopada 1918
    roku na podstawie porozumienia dwóch władz lokalnych - polskiej Rady Narodowej
    Księstwa Cieszyńskiego i czeskiej Rady Narodowej Śląska - według kryteriów
    etnicznych.

    Śląsk Cieszyński był atrakcyjny dla władz praskich głównie ze względów
    gospodarczych. Na jego terytorium znajdowały się kopalnie węgla w Zagłębiu
    Karwińskim, huta żelaza w Trzyńcu oraz odcinek linii kolejowej łączącej Czechy
    ze Słowacją. Czesi zamierzali zająć cały Śląsk Cieszyński, od Ostrawy po
    Bielsko, jednak po starciach z siłami polskimi zatrzymali się na linii górnej
    Wisły. O ostatecznym podziale Śląska Cieszyńskiego, Spisza i Orawy zadecydowała
    28 lipca 1920 roku Konferencja Ambasadorów, ciało wykonawcze Rady Najwyższej
    zwycięskich mocarstw alianckich. Strona polska musiała ograniczyć swój stan
    posiadania, tracąc dodatkowo część Cieszyna, na zachodnim brzegu Olzy, oraz
    Frysztat, Trzyniec i Jabłonków. (Polsce przyznano tylko północno-wschodnią
    Orawę i północno-zachodni Spisz). W granicach Czechosłowacji znalazło się 184
    tys. Polaków.

    Zanim to nastąpiło, władze czeskie nasilały ucisk ludności polskiej, zwłaszcza
    w obliczu planowanego plebiscytu, do którego ostatecznie nie doszło. Należy
    dodać, że w okresie międzywojennym, mimo pewnego złagodzenia represji, prawa
    polskiej mniejszości narodowej w Czechosłowacji nie były w pełni respektowane.

    Na podst. książki prof. Marka Kamińskiego "Konflikt polsko-czeski 1918-1921",
    Instytut Historii PAN, Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2001.



    --
    Ignorant
    +++
  • lacietis 21.10.03, 13:31
    W czasach komunistycznych - ale i dzisiaj - za bardzo przejmowano się w Polsce
    polskimi "grzechami" wobec Czechosłowacji, a zupełnie ignorowano
    czechosłowackie...
    Nie widzę problemu wyzwolenia Zaolzia z Czeskiej niewoli, tylko problem
    Czechosłowackiej agresji na polską część Śląska Cieszyńskiego w 1919roku!
    Bo, że sobie panowie Masaryk i Beneš, założyli państwo czechosłowackie w
    granicach historycznych Królestwa Czech i Górnych Węgier - to raczej ich
    problem, a nie polski, czy niemiecki. To, że Czechosłowacja potrzebowała linii
    kolejowej Ostrawa-Cieszyn_czadca, czy huty w Trzyńcu, jest po prostu bezczelnym
    argumentem. Polacy też potrzebowali huty w Trzyńcu i kopalnii w Karwinie, a
    przede wszystkim miejscowi Polacy mieli prawo przy rozpadzie poprzedniego
    państwa {Austro-Węgier} do SAMOSTANOWIENIA!
    Nic nie wiem na ten temat by Czesi przeprowadzali debaty, o tem jak to
    podstępnie i bezczelnie zagarnęli połowę Księstwa Cieszyńskiego - z dominującą
    ludnoscią polską! A może górnicy w Karwinie powinni byli byś lojalni wobedz
    Czechosłowacji w styczniu 1919, gdy oddziały czechosłowackie pod dowództwem
    francuskich oficerów napadły na Polskę?... Może Polska powinna przeprosić
    jeszcze za to, że nie oddała wówczas całego Cieszyńskiego i że granica zamiast
    na Białce, przebiega dzisiaj na Olzie?...
    Udział Hitlera w sprawie "Sudetów" i wyzwolenia Zaolzia zaciemnia sprawę.
    Powoduje, że sprawy oczywiste zmieniają swe kształty. Bo ani Polacy
    zaolziańscy, ani Niemcy "sudeccy" nie mieli żadnych powodów do lojalnosci wobec
    Czechosłowacji - która siłą i wbrew oporowi zbrojnemu owej ludności, dzięki
    poparciu Francji {czy nie czas na zrewidowanie naszej nieuzasadnionej sympatii
    do żabojadów?] zagarnęła prawem kaduka ziemie z miażdżącą przewagą ludności
    polskiej i niemieckiej (a także węgierskiej). A może jest inaczej - może to
    Polacy byli nielojalni wobec Niemiec wszczynając powstania: wielkopolskie i
    śląskie? Może powinni byli być lojalni wobec Rzeszy, na terenie Warthelandu -
    bądź co bądź włączonego dekretem Hitlera (coś jak decyzja Masaryka) do Rzeszy
    (coś jak Czechosłowacja)? I na koniec pytam się: gdzie lojalność Czechów wobec
    władz Protektoratu, gdy (dopiero) w maju 1945roku zwrócili się przeciwko
    wojskom niemieckim na nieodłącznym terenie Rzeszy Wielkoniemieckiej - w
    Protektoracie Czech i Moraw!
    Najlepszym dowodem na słuszność polskiej akcji w 1938r. są dwa fakty:
    1.Czeskich kolonistów (jakby ktoś nie rozumiał - tacy czescy Volksdeutsche -
    czyli Volkstschechen)wyrzucali spontanicznie miejscowi Polacy - a więc: nie
    pragnęli oni władzy ČS, byli zadowoleni z powrotu do Polski, rzady czeskie były
    dla nich dokuczliwe (stąd brzydkie, ale zrozumiałe pragnienie zemsty...).
    2.Dziś na Zaolziu, niewiele jest miejsc gdzie Polacy stanowią choćby połowę
    populacji - a przed wojną było odwrotnie. Zostali w państwie Czechosłowackim
    zbohemizowani - gdyż obcy okupant nie umiał i nie chciał zapewnić im właściwych
    warunków rozwoju...

    Dobrze jest bić się w piersi za swoje winy - ale nie winy urojone i wmówione
    nam przez bezczelnych (w tym wypadku) sąsiadów.

    p.s.:Cieszyn Zachodni zawsze był czeski - ale jeszcze wróci do macierzy
  • ignorant11 07.08.03, 04:13
    CZESI
    Nowa encyklopedia powszechna PWN © Wydawnictwo Naukowe PWN SA


    CZESI, naród zachodniosłow. zamieszkujący gł. Czechy (9,7 mln), mieszkają
    również w USA (ok. 500 tys.), Słowacji (ok. 63 tys.), Kanadzie (ok. 50 tys.),
    Francji, Niemczech, ogółem ok. 10,4 mln; język czeski. Ludność słow. napłynęła
    na te tereny (określane hist. nazwą łac. Bohemia) w V w. Były to plemiona
    Czechów, Chorwatów czes., Łuczan, Zliczan, Dudletów, Deczan, Pszowian. Po
    upadku państwa wielkomorawskiego, na przeł. IX i X w. zjednoczyły się wokół
    najsilniejszego plemienia — Czechów; powstało państwo z dyn. czes. Przemyślidów
    na czele; w IX w. rozpoczął się proces chrystianizacji Czechów; od 2 poł. XII
    w. w obrębie Rzeszy; od 1526 podlegali władzy Habsburgów, później wchodzili w
    skład monarchii austro-węg. (do końca I wojny świat.). W XVI–XIX w. wyraźne
    nasilenie wpływów niem., zwł. w wyższych warstwach społ.; mimo germanizacji
    język i kultura czes. przetrwały w warstwach ludowych. W XIX w. rozpoczął się
    proces odrodzenia nar., zainicjowany przez czes. inteligencję (początki nauki i
    literatury w języku czes.), w wyniku którego ukształtował się współcz. naród
    czeski.
    Czesi w Polsce. W II RP mieszkało 38 tysięcy Czechów (spis z 1931); gł. rolnicy
    w woj. wołyńskim (osiedlali się tam od 2 poł. XIX w.) oraz 4 tys. w woj. łódz.,
    gł. w Zelowie (od pocz. XIX w.), przede wszystkim rzemieślnicy i robotnicy.
    Ludność czes. nie brała udziału w życiu polit. Polski, natomiast przywiązywała
    wielką wagę do zachowania tradycji oraz odrębności nar.; na Wołyniu istniały
    szkoły czes., działała Czes. Macierz Szkolna i inne lokalne organizacje (m.in.
    Tow. Roln., Stowarzyszenie Sport. „Sokół”wink. Obecnie Polskę zamieszkuje ok. 4
    tys. Czechów, gł. w Zelowie i okolicy; tworzą wspólnie ze Słowakami Tow. Społ.-
    Kult. Czechów i Słowaków (zał. 1957), wydają pismo „Żivot”.

    J. TOMASZEWSKI Mniejszości narodowe w Polsce XX wieku, Warszawa 1991.


    WIĘCEJ;

    encyklopedia.pwn.pl/15153_1.html
    -- I
    Ignorant
    +++
  • ignorant11 30.08.03, 23:37
    Czechy/ Brytyjscy ochotnicy chcieli bronić Praskiej Wiosny

    (PAP) 20-08-2003, ostatnia aktualizacja 20-08-2003 14:54

    20.8.Praga (PAP) - Na kilka tygodni przed inwazją wojsk Układu Warszawskiego na
    Czechosłowację w 1968 roku w kraju tym przebywało kilkudziesięciu brytyjskich
    ochotników wojskowych, którzy chcieli wesprzeć ówczesne władze w walce z
    interwentami

    Wiadomość taką podał w najnowszym dodatku magazynowym czeski dziennik "Pravo".
    Według byłego pracownika sekcji brytyjskiej w ministerstwie spraw zagranicznych
    Czechosłowacji Jana Mrazka, ówczesne władze brytyjskie, mocno sympatyzujące z
    Praską Wiosną, sondowały różne możliwości wsparcia ówczesnych przemian

    O możliwościach pomocy wojskowej Mrazek rozmawiał m.in. z korespondentem
    wojennym "Timesa" Charlesem Humem (bratankiem byłego brytyjskiego premiera) i
    ówczesnym konserwatywnym posłem Montgomerym Hydem, który w czasie II wojny
    światowej był szefem brytyjskiego wywiadu na Dalekim Wschodzie

    W pierwszych dniach lipca 1968 roku, kiedy w kręgach ówczesnych władz coraz
    głośniej zaczęto mówić o możliwej interwencji, a naciski Rosjan na ekipę
    Alexandra Dubczeka nasilały się, czechosłowackie ministerstwo spraw
    zagranicznych otrzymało anonimowy (jak ustalono, napisany na maszynie
    brytyjskiej ambasady w Pradze) tekst, określający warunki, na jakich brytyjscy
    ochotnicy wojskowi gotowi byliby bronić "integralności terytorialnej
    Czechosłowacji przeciwko interwencji zewnętrznej i w przypadku próby puczu"

    Jan Mrazek (który przed 1968 rokiem przez wiele lat pracował jako dyplomata w
    Londynie) opisał spotkanie z mężczyzną, który przedstawił się jako Cape, a
    który - jak ocenił Mrazek - był przedstawicielem brytyjskiego wywiadu i
    koordynował akcję brytyjskich ochotników wojskowych, chcących walczyć w
    Czechosłowacji w obronie Praskiej Wiosny

    Od mężczyzny tego dowiedział się, że grupy ochotników (w większości
    czechosłowackich emigrantów) przebywają już w okolicach Pragi, Brna i
    Bratysławy. Kilka grup oczekiwało ponoć na rozkaz w Austrii w regionach
    przygranicznych. W Pradze ochotnicy zakonspirowani zostali jako statyści,
    występujący w kręconym tam akurat amerykańskim filmie wojennym "Most w Remagen"
    (The Bridge at Remagen)

    Ostatecznie czechosłowackie władze nie przyjęły pomocy brytyjskich ochotników.
    Jan Mrazek sądzi, że całą akcję podjęto z inicjatywy rządzącej wówczas w
    Wielkiej Brytanii Parti Pracy, za wiedzą i zgodą premiera Harolda Wilsona,
    który jednak oficjalnie nie mógł jej wesprzeć

    Zbigniew Krzysztyniak (PAP) dmi/ kan/ mw/




    --
    Ignorant
    +++
  • ignorant11 26.09.03, 20:59
    Czechy zaczną reformę finansów


    d, PAP 26-09-2003, ostatnia aktualizacja 26-09-2003 20:37

    Czeski parlament uchwalił w piątek wszystkie projekty ustaw związanych z
    reformą finansów; jest ich jedenaście. To podwójny sukces czeskiego rządu
    koalicyjnego Vladimira Szpidli, który kilka godzin wcześniej przetrwał
    głosowanie nad wotum nieufności

    Rządowy pakiet reform wprowadza cięcia w wydatkach budżetowych i zmiany
    podatkowe. Celem reformy jest zmniejszenie deficytu do 4 proc. PKB w 2006 r. z
    oczekiwanych w tym roku 7 proc. Wśród uchwalonych reform znalazło się stopniowe
    podnoszenie wieku emerytalnego, tak by w 2013 r. mężczyźni i bezdzietne kobiety
    przechodzili na emeryturę po ukończeniu 63 lat. Obniżany ma być z kolei wymiar
    wcześniejszych emerytur. Obniżony został też zasiłek chorobowy: za pierwszy
    trzy dni zwolnienia lekarskiego - aż do połowy obecnego poziomu. Niższy będzie
    także zasiłek za pierwsze 14 dni zwolnienia.

    Posłowie uchwalili też zamrożenie na trzy lata wynagrodzeń urzędników
    państwowych, których płaca nie będzie mogła przekraczać trzykrotności
    przeciętnego wynagrodzenia w sektorze publicznym.

    "Położyliśmy solidne fundamenty pod budżet" - skomentował po głosowaniu premier
    Szpidla. Minister finansów Bohuslav Sobotka przypomniał, że przegłosowany
    pakiet to dopiero początek głębokiej reformy finansów
    publicznych. "Przygotowujemy drugą fazę, która rozpocznie się wraz ze złożeniem
    trzech projektów ustaw dotyczących walki z szarą strefą" - zapowiedział.


    --
    Pozdrawiam!

    Ignorant
    +++
  • ignorant11 03.10.03, 00:51
    W Czechach tylko do końca miesiąca będzie można płacić 10- i 20-halerzówkami


    Tomasz Grabiński 02-10-2003, ostatnia aktualizacja 02-10-2003 21:50

    Tylko do końca października będzie można płacić w Czechach najmniej
    wartościowymi monetami - 10- i 20-halerzówkami (ok. 14 i 28 gr). Czeski Bank
    Narodowy wycofuje je z obiegu, m.in. dlatego, że koszty produkcji są dwukrotnie
    wyższe od ich wartości. Na dodatek z tymi monetami były same problemy

    - Od kilku lat te monety były tylko kawałkiem blaszki jednokrotnego użytku -
    mówi Jan Frait z rady banku centralnego. W przeciwieństwie do pozostałych monet
    o wyższej wartości większość Czechów wyciągała bowiem "dziesiątki"
    i "dwudziestki" z portfeli i portmonetek, wskutek czego nie wracały one do
    obiegu. Np. z 10-halerzówek wydanych w 2001 r. do banku centralnego wróciło
    tylko 19,2 proc., podczas gdy dla pozostałych monet wskaźnik ten wynosił ponad
    86 proc. Tymczasem duże sieci handlowe słały do banku centralnego nieustanne
    zamówienia na monety o najniższym nominale. By je spełnić, bank musiał
    produkować nowe. Szacuje się, że dzięki wycofaniu 10- i 20-halerzówek Czeski
    Bank Narodowy zaoszczędzi 20-30 mln koron (2,8-4,2 mln zł).

    Przedstawiciele banku uspokajają, że ta operacja nie powinna spowodować dużego
    wzrostu cen. W najbardziej pesymistycznym wariancie (jeśli wszystkie ceny
    zaokrąglono by w górę) ceny towarów wzrosłyby o 0,5 proc., a w wypadku
    produktów o wartości do 50 koron o ponad 1 proc. Manipulowanie cenami powinna
    jednak ograniczyć konkurencja na rynku. Jeden z operatorów komórkowych
    zapowiedział już, że wszystkie rachunki będzie zaokrąglał tylko w dół.

    Zgodnie z zaleceniem banku centralnego dotychczasowe ceny w sklepach powinny
    pozostać bez zmian. Do połowy lub pełnej korony będzie zaokrąglana dopiero
    ostateczna cena za wszystkie zakupy. Klientom z kolei też nie będzie łatwo
    pozbyć się w październiku zbieranych przez lata monet. Sprzedawca może odmówić
    przyjęcia więcej niż dziesięciu monet naraz.

    Banki komercyjne będą wymieniać wycofane halerze jeszcze przez rok, a bank
    centralny do końca października 2009 r. Szacuje się jednak, że wróci do niego
    najwyżej jedna trzecia monet, a większości Czechów nie będzie się chciało
    fatygować do banku. Monety będzie można wymienić za darmo, ale pod warunkiem że
    będą zapakowane w rulony po 50 lub 100 sztuk.

    Pierwotnie halerze o najmniejszym nominale miano wycofać jeszcze w maju.
    Decyzję przesunięto, by mieć więcej czasu na dostosowanie cen regulowanych
    przez państwo, m.in. znaczków pocztowych i energii. Bliski podjęcia podobnego
    kroku jak Czesi jest również Narodowy Bank Słowacji.

    W połowie roku w obiegu było 705 mln monet 10-halerzowych i 540 mln 20-
    halerzówek. W sumie ważyły 822 tony. Statystycznie każdy mieszkaniec Czech ma w
    domu 69 "dziesiątek" i 53 "dwudziestki". Monety 10-halerzowe wprowadzono do
    obiegu przed 80 laty, a "dwudziestki" dwa lata wcześniej. W latach 1953-70
    wzorem radzieckim zastąpiono je monetami o wartości 25 halerzy.


    --
    Pozdrawiam!

    Ignorant
    +++
  • ignorant11 20.10.03, 19:55

    --
    Sława!

    Armia zawodowa



    Już w 2005 r. czeska armia będzie w pełni zawodowa. Ostatni poborowi trafią do
    jednostek na początku przyszłego roku. Ministerstwo obrony planowało
    przeprowadzenie pełnej profesjonalizacji sił zbrojnych w 2006 r., jednak
    zdecydowało się na przyspieszenie tego procesu.
    Czeskie siły zbrojne mają liczyć po reformie 25 tysięcy żołnierzy zawodowych i
    8-10 tysięcy pracowników cywilnych. Zawodowe siły zbrojne uzupełni jednak
    ochotnicza armia rezerwistów. W 2008 r. do dyspozycji dowództwa będzie
    pozostawać 3700 "aktywnych" rezerwistów. Rezerwistami będą przede wszystkim
    byli żołnierze, byli policjanci i strażacy. Obecnie czeska armia utrzymuje
    w "aktywnej" rezerwie 300 osób.
    Władysław Sidor, Brno



    Pozdrawiam i zapraszam na:
    Forum Słowiańskie


    Ignorant

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka