Dodaj do ulubionych

Niebezpieczne gry tarczą

07.07.08, 01:35
Sława!
www.rp.pl/artykul/159202.html
Niebezpieczne gry tarczą
Bronisław Wildstein 06-07-2008, ostatnia aktualizacja 06-07-2008 23:40

Bronisław Wildstein - Trudno wyobrazić sobie gorszy scenariusz niż
podporządkowanie polityki zagranicznej działaniom autoreklamowym – pisze
publicysta „Rzeczpospolitej”
źródło: AFP
+zobacz więcej

Czy piątkowa deklaracja premiera Donalda Tuska zamyka (w każdym razie na jakiś
czas) możliwość uczestnictwa Polski w amerykańskim strategicznym programie
obrony antyrakietowej? Tusk stwierdził, że nie może zaakceptować propozycji
Stanów Zjednoczonych bez dodatkowych warunków, to znaczy przekazania nam
rakiet Patriot i modernizacji naszej armii. Wynika z tego, że uczestnictwo w
systemie obrony antyrakietowej jest dla nas bezwartościowe i dlatego możemy je
przyjąć wyłącznie za określoną, całkiem sporą cenę.

Postawa premiera może jednak wynikać z odmiennych rachub. Można założyć, że
jej głównym celem byłoby uzyskanie od Amerykanów warunków lepszych niż te,
które otrzymali prezydent Lech Kaczyński i poprzedni rząd.W próbie wywalczenia
umowy lepszej niż poprzednicy nie byłoby nic złego. Podstawową sprawą jest
jednak cel negocjacji: czy chodzi o uzyskanie porozumienia najlepszego z
możliwych, czy wyłącznie o zaprezentowanie się jako lepszy i bardziej dbały o
interes kraju negocjator niż poprzednik.

Negocjacje podporządkowane wizerunkowi?

Trudno wyobrazić sobie gorszy scenariusz niż podporządkowanie polityki
zagranicznej rządu działaniom autoreklamowym. W tym konkretnym wypadku
oznaczałoby to lekceważenie merytorycznej wartości amerykańskiej inicjatywy.
Negocjacje polegałyby wówczas wyłącznie na próbie udowodnienia wyższości nad
prezydentem i poprzednim rządem i sprowadzałyby się do ostrej licytacji żądań
wobec kontrahenta.

Z takiej licytacji niezwykle trudno się wycofać. Jak bowiem wyjaśnić opinii
publicznej, że przyjmuje się warunki, które wcześniej dezawuowało się jako
błędy negocjacyjne poprzedników?Niestety, hipotezę taką potwierdzałaby
praktyka rządu Tuska, który zajmuje się głównie swoim wizerunkiem. To, że
tarcza antryrakietowa nie cieszy się w Polsce popularnością, mogłoby dodatkowo
wpłynąć na strategię premiera.

Postawa Polaków jest efektem braku debaty publicznej nad tym projektem i
utożsamieniem go głównie z zagrożeniem, a nie obroną przed nim. Można się
zastanawiać, czy błędem rządu Jarosława Kaczyńskiego i prezydenta nie był brak
publicznego naświetlenia tego problemu. Wówczas jednak negocjacje dopiero się
rozpoczynały, a ówczesne władze były zdecydowane na przyjęcie tarczy.

Rząd Tuska nie zrobił nic, by wyjaśnić zagadnienie ani swoją w tym względzie
postawę. A to również wywołuje wątpliwości co do merytorycznego potraktowania
sprawy, która, być może, jest polską racją stanu. Jeśli została ona poświęcona
na rzecz wizerunku, oznaczałoby to wielką nieodpowiedzialność.

Dlaczego z tarczą

Sytuacja Polski wydaje się dziś wyjątkowo bezpieczna na tle naszej historii.
Pomimo pomruków Moskwy trudno wyobrazić sobie militarną agresję z jej strony.
Inne zagrożenia też robią wrażenie odległych. Co więcej, jesteśmy nie tylko w
UE, ale i w najpotężniejszym sojuszu obronnym, jakim jest NATO. Cóż może nam
grozić? Jest naturalną tendencją, aby stan ten uznawać za trwały.

A jednak jest to złudzenie i nic nie daje nam gwarancji niezmienności obecnej
koniunktury.

Członkostwo w UE i NATO na dłuższą metę również niczego na trwałe nie
przesądza. UE w sensie militarnym nie jest żadnym gwarantem. Pomimo szumnych
deklaracji państwa członkowskie skąpią na obronność, a poza Wielką Brytanią
ich krajowe armie nie są imponujące. Co więcej, państwa te nie potrafią się
porozumieć co do wspólnych inicjatyw militarnych, a jedyne, na co je stać, to
krytyka USA oraz puste deklaracje na temat europejskiej samodzielności wojskowej.

"Lepiej byłoby, aby Stany Zjednoczone traktowały nas jako poważniejszego
partnera. Rezygnacja z tarczy do tego celu nas jednak nie przybliży"

Niestety, również NATO wydaje się bytem coraz bardziej amorficznym i
ociężałym. Znamienne, że w operacjach wojskowych Stany Zjednoczone wolą
działać poza jego strukturami. W tej sytuacji możliwość obumierania sojuszu
wydaje się możliwa.

Wejście w amerykański projekt obronny zasadniczo wzmacnia zatem naszą
militarną integrację z największą potęgą współczesnego świata, która
pozostanie nią w dającej się przewidzieć perspektywie. Możliwość agresji wobec
państwa wpisanego w amerykański projekt militarny wydaje się zdecydowanie
trudniejsza niż wobec kraju, który znajduje się na zewnątrz niego. Inicjatywa
amerykańska wpisuje nas również w system obrony przed zagrożeniami dnia
jutrzejszego, to znaczy nowymi formami międzynarodowego terroryzmu. Jeszcze
niedawno groźbę ataku terrorystycznego na nasz kraj traktowalibyśmy jako
absurd. Warto pamiętać o tym dziś, kiedy lekce sobie ważymy zagrożenia
przyszłości.

W pogoni za mityczną Europą

Można odnieść wrażenie, że głównym celem premiera Tuska jest pokazanie się z
lepszej strony niż poprzedni premier tudzież obecny prezydent. Sęk w tym, że
nie chodzi o przewagę rzeczową, lecz wizerunkową.

W tym celu rząd obecny kwestionuje nieomal wszystkie przedsięwzięcia
poprzedników. Niebezpieczne to zwłaszcza w odniesieniu do polityki
międzynarodowej, która, pomimo że nie powinna być wyłączona spod publicznej
debaty, musi cechować się większą stabilnością.

Niebezpieczeństwo to wzmacniane jest przez większość opiniotwórczych mediów w
Polsce, dla których głównym celem nadal jest zwalczanie braci Kaczyńskich. W
efekcie atakowane są wszelkie kojarzone z nimi propozycje bez próby analizy
ich realnego znaczenia. Wartościowa – również z bezpośredniej polskiej
perspektywy – inicjatywa Lecha Kaczyńskiego wprowadzenia Gruzji w obręb
zainteresowania UE zbywana była np. w TOK FM kpinkami publicystów, którzy nie
zadali sobie nawet trudu, aby zrozumieć, o co chodzi.

Niechęć do prezydenta i minionego rządu, prowadzącą do bezwarunkowego poparcia
wszelkich, wymierzonych w projekty poprzedników, pomysłów gabinetu Tuska,
polskie środowiska opiniotwórcze łączą ze specyficznym kompleksem niższości
wobec mitycznej Europy, który przekłada się na bezwarunkowe poparcie dla
obecnego kierunku rozwoju UE.

Problem w tym, że współczesna Europa w dużej mierze zdominowana jest przez
antyamerykańskie resentymenty. Szczególne relacje Polski ze Stanami
Zjednoczonymi, które wypływają zarówno z historii, jak i z polskiej racji
stanu, są solą w oku dominujących – zwłaszcza w Europie kontynentalnej –
środowisk. Antyamerykanizm ów nie wiąże się jednak z żadną alternatywą
zwłaszcza w dziedzinie militarnej. U niektórych ważnych graczy europejskich
prowadzi on nawet do pomysłów ściślejszych związków z Rosją.

A takie inicjatywy są niezwykle niebezpieczne dla Polski, bo prowadzą m.in. do
uzależnienia paliwowego Europy Środkowo-Wschodniej od Moskwy. Niemcy, tak jak
inne europejskie potęgi, ani myślą polityki w tej dziedzinie uzgadniać z
innymi krajami UE. To zresztą kolejny dowód na mitologizację obrazu Unii w
polskich środowiskach opiniotwórczych, które domagają się od nas
bezwarunkowego (i bezrefleksyjnego) naśladowania „Europy”.

Zniszczyć obraz konkurentów

W „Eurosceptycznej przeszłości premiera” („Rz” 3.07, 2008) Marek Magierowski
pokazuje, jak diametralnie zmienił się ostatnio stosunek Donalda Tuska i
najważniejszych przedstawicieli jego rządu do problemów UE. Z trzeźwego
polityka premier i jego najbliżsi współpracownicy przeistoczyli się w
bezrefleksyjnych euroentuzjastów.

Trudno metamorfozę tę zrozumieć, jeśli nie weźmie się pod uwagę kontekstu
doraźnych rozgrywek politycznych. Swój wizerunek w międzynarodowej polityce
Tusk postanowił zbudować na radykalnym przeciwstawieniu się polityce
poprzedników.
Edytor zaawansowany
  • ignorant11 07.07.08, 01:42
    Trudno metamorfozę tę zrozumieć, jeśli nie weźmie się pod uwagę kontekstu
    doraźnych rozgrywek politycznych. Swój wizerunek w międzynarodowej polityce Tusk
    postanowił zbudować na radykalnym przeciwstawieniu się polityce poprzedników.
    Wiąże się to z europejskimi kompleksami polskich elit, tak widocznymi choćby w
    naszych mediach. Kuriozalne tytuły polskiej prasy, która śmiertelnie serio biada
    nad rozczarowaniem prezydenta obcego państwa naszą polityką, byłyby nie do
    pomyślenia w żadnym z krajów Europy Zachod

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.